Czy Leppera i Brzeską zamordował ten sam egzekutor?
https://www.youtube.com/watch?v=Zy4lKS66kkA&t=560s https://www.youtube.com/watch?v=YD_C2f3UEIo&t=892s
Tragiczny marzec, fatalny sierpień, podobne schematy tuszowania zabójstw. Czy Jolantę Brzeską i Andrzeja Leppera połączył ten sam egzekutor lub zleceniodawca?
Rok 2011 zapisał się w najnowszej historii Polski serią wydarzeń, które do dziś kładą się cieniem na zaufaniu do organów ścigania. W odstępie zaledwie pięciu miesięcy zginęły dwie postaci z zupełnie innych światów: Jolanta Brzeska – cywilna działaczka społeczna walcząca o prawa eksmitowanych lokatorów, oraz Andrzej Lepper – były wicepremier, charyzmatyczny lider Samoobrony i gracz z samego szczytu państwowej władzy. Choć prokuratura traktowała obie sprawy rozdzielnie, analiza kulisów, zbieżności czasowych oraz metod działania skłania do postawienia pytania: czy za eliminacją tych dwóch niewygodnych świadków mogło stać to samo środowisko wykonawców?
Nieruchomości i wielkie pieniądze
Głównym spoiwem łączącym obie tragedie jest motyw majątkowy oraz bezwzględny świat walki o ziemię i budynki. Jolanta Brzeska stała się główną przeszkodą dla tzw. czyszczenia kamienic i mafii reprywatyzacyjnej w Warszawie. Mieszkając przy ul. Nabielaka 9, na własnej skórze doświadczyła agresji ze strony handlarzy roszczeń. Nie ograniczyła się jednak do obrony własnego lokalu – dokumentowała nielegalne procedery, znała nazwiska urzędników i prawników przejmujących miejski majątek za ułamek wartości.
Z kolei w przypadku Andrzeja Leppera wątek majątkowy miał wymiar ogólnokrajowy. Polityk zginął w momencie, gdy ponownie powracał wątek afery gruntowej z 2007 roku, dotyczącej odrolnienia za łapówkę atrakcyjnych działek na Mazurach. Jako były minister rolnictwa Lepper dysponował bezcenną wiedzą na temat kulisów przekształceń państwowych nieruchomości, przetargów oraz operacji gospodarczych na styku biznesu i służb specjalnych.
Obie ofiary zginęły tuż przed momentem, w którym ich wiedza mogła stać się bezpośrednim zagrożeniem dla wpływowych grup interesu. Lepper tuż przed śmiercią zapowiadał przekazanie prokuraturze oraz mediom nowych dokumentów i dowodów. Brzeska z kolei nieustannie składała zawiadomienia o przestępstwach i zeznawała w sprawach dotyczących nielegalnych przejęć warszawskich budynków.
Chronologia uchybień i hipoteza „seryjnego samobójcy”
Drobiazgowa analiza pierwszych godzin po ujawnieniu obu tragedii ukazuje porażający wręcz schemat działania organów ścigania.
1. Szybka teza zamiast śledztwa. Po odnalezieniu w marcu 2011 roku zwęglonych zwłok Brzeskiej w Lesie Kabackim policja początkowo forsowała niewiarygodną wersję o samobójczym samospaleniu – ignorując fakt skrępowania ciała i ewidentne ślady egzekucji. W sierpniu 2011 roku, po znalezieniu ciała Leppera w warszawskiej siedzibie Samoobrony, w zaledwie kilka godzin przyjęto hipotezę o powieszeniu z powodu depresji i długów, zamykając pole do weryfikacji udziału osób trzecich.
2. Brak sygnałów o myślach samobójczych. Żadna z ofiar w dniach poprzedzających śmierć nie wykazywała zachowań charakterystycznych dla osób planujących samobójstwo. Brzeska robiła codzienne zakupy i szykowała się do spotkania lokatorskiego, Lepper miał zaplanowane wywiady i spotkania polityczne na kolejne dni.
3. Zatarte ślady. W obu przypadkach doszło do rażących zaniedbań przy zabezpieczaniu kluczowych dowodów – monitoringu, billingów telefonicznych czy taśm z nagraniami.
Dwa profile, jeden mechanizm
Różnica w samej metodzie uśmiercenia ofiar wynikogła z funkcji, jaką ich śmierć miała spełnić. Porwanie i spalenie żywcem Jolanty Brzeskiej miało charakter ostentacyjny – miało zastraszyć całe środowisko warszawskich aktywistów i zamknąć usta lokatorom. Śmierć Andrzeja Leppera w zamkniętym biurze nosiła natomiast znamiona dyskretnej eliminacji, upozorowanej na akt desperacji, aby nie wywoływać politycznego trzęsienia ziemi.
W dziennikarstwie śledczym od lat funkcjonuje pojęcie wyszkolonych grup egzekutorskich, wywodzących się z dawnych służb specjalnych lub sprofesjonalizowanej przestępczości zorganizowanej. Jeśli przyjmiemy hipotezę o eliminacji na zlecenie, wykonawcami nie musiały być te same osoby fizyczne. Wszystko wskazuje jednak na to samo środowisko wykonawcze – wyspecjalizowane komórki do „zadań specjalnych”, działające na zlecenie ludzi z szarej strefy biznesu i polityki, potrafiące skutecznie sparaliżować początkowe działania śledczych i zadbać o to, by sprawcy nigdy nie trafili na ławę oskarżonych.
Autorstwo: Aurelia
Źródło: WolneMedia.net
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz