sobota, 27 grudnia 2025

                      AFERY ELIT

                                     Afera dopłat unijnych

                                                                              Premier Tusk
                                       odpowiedzialny za brak nadzoru nad Ministerstwem Rolnictwa.

Afera wybuchła na początku 2013 roku, Polska musi zwrócić 39 mln euro za nieprawidłowości w dopłatach dla rolników. Odpowiedzialność za tą aferę ponosi koalicja rządowa PO – PSL a personalnie Premier Tusk za brak nadzoru nad Ministrami Rolnictwa – Sawickim i Kalembą z PSL – autorami tej afery.


 
             Minister Rolnictwa – Ma­rek Sa­wic­ki (PSL) - główny odpowiedzialny za aferę


             Minister Rolnictwa – Sta­ni­sław Ka­lem­ba (PSL) - głów­ny odpowiedzialny za aferę

 

                                      Maj 2013 - minister Kalemba (PSL) publicznie kłamie:

Decyzja KE dot. zwrotu 79,9 mln euro z funduszy rolnych, nałożona na Polskę za niewystarczające kontrole wniosków o wsparcie w ramach Wspólnej Polityki Rolnej dotyczy wniosków z lat 2004- 2006 - oświadczył minister rolnictwa Stanisław Kalemba.- To jest decyzja KE. Polska się odwoła od tego wszystkiego do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Czekamy na uzasadnienie, jak ono będzie, to będziemy mogli coś więcej powiedzieć - powiedział Kalemba.

- Chciałbym jednoznacznie oświadczyć, że te sankcje dotyczą naboru wniosków w latach 2004- 2006 - powiedział Kalemba. Dodał, że dopiero gdy otrzymamy uzasadnienie tej decyzji, poznamy szczegóły tej sprawy. Strona polska nie dostała jeszcze oficjalnej decyzji wykonawczej Komisji.

Kalemba nie określił na ile - jego zdaniem - realne jest, że Polska faktycznie będzie zmuszona do oddania kwoty, której żąda KE.

Kalembe wsparł premier Tusk: "To nie pierwszy kosztowny błąd naszych poprzedników, za który zapłaci polski podatnik. Kara za lata 2004-06 (...), sugestie dymisji ministra Kalemby są nie na miejscu. Nie on popsuł, on będzie naprawiał" - napisał premier na Twitterze.


Sierpień 2013 zapada decyzja: KE żąda zwrotu prawie 40 mln euro

Afera to wynik błędów w LPIS-GIS, czyli systemie identyfikacji działek rolniczych. Od funkcjonowania tego programu zależy to, ile pieniędzy z Unii dostaną rolnicy. Na jego podstawie można stwierdzić, czy obszar, do którego rolnik chce otrzymywać dopłaty, rzeczywiście istnieje, jaka jest jego wielkości i czy rzeczywiście mogą być do niego przyznane dopłaty. Według Komisji Europejskiej w polskim systemie były same dziury. Chodziło między innymi o to, że LPIS-GIS był niedokładny i nieaktualizowany, przez co źle naliczano wysokość dopłat. Nie było procedur odnośnie tego, co robić w sytuacji, gdy rolnik świadomie ubiegał się o dopłatę, do której nie miał prawa. Nie potrafiono także odzyskać niesłusznie wypłaconych dopłat. Choć te błędy dotyczyły lat 2007-2008, dopiero teraz Komisja zażądała zwrotu 39,2 mln euro.

Zdaniem resortu rolnictwa żądania Komisji Europejskiej nie mają podstaw. - Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie zgadza się z decyzją Komisji Europejskiej. W najbliższym czasie wystąpi z wnioskiem do Ministra Spraw Zagranicznych o skierowanie skargi do Sądu UE o unieważnienie tej decyzji - napisano w oświadczeniu resortu. Niezależnie od tego, jak zakończy się ta sprawa, rolnicy nie odczują kary nałożonej przez Komisję. Po prostu przyszłe przelewy na rolnictwo z Brukseli do Warszawy zostaną pomniejszone o kwotę, którą Polska musi oddać. - 39,2 mln euro.

W 2013 roku Unia Europejska nałożyła karę 400 mln zł Na Ministerstwo Rolnictwa RP za złe gospodarowanie funduszami UE.

Minister Kalemba (PSL) nie poczuwa się do winy i stwierdza- „„Kara jest nieadekwatna do niedociągnięć. Skoro hektary się zgadzają i płatności już otrzymane”.

Według premiera Donalda Tuska kara, którą na Polskę nałożyła KE, jest zdecydowanie za duża. Szef rządu zadeklarował, że zrobi wszystko, by sytuacja się nie powtórzyła.

W ocenie b.ministra rolnictwa Marka Sawickiego (PSL), Polska najprawdopodobniej nie będzie musiała zwracać 79,9 mln euro z funduszy rolnych, czego domaga się KE. Jego zdaniem ewentualny wyrok unijnego trybunału w tej sprawie na 99 proc. będzie korzystny dla Polski. Jak zwykle pomylił się: Unijny sąd w Luksemburgu pod koniec lutego 2013 roku, stanął po stronie Komisji Europejskiej. Uznał, że Polska źle gospodarowała funduszami i odrzucił skargę Warszawy.
Z kolei według innego b. ministra rolnictwa Wojciecha Olejniczaka (SLD), Tusk nie powinien w sposób nieuprawniony oskarżać swoich poprzedników, tylko uderzyć się w piersi i powiedzieć, że niedociągnięcia były, kiedy on rządził.

Minister rolnictwa Kalemba postanowił wyprostować słowa swojego premiera Tuska. Otóż kara, jaką nakłada na Polskę Unia Europejska, nie wynika z działań rządu PiS. Kontrola była przeprowadzona w 2009 r. Rząd wiedział o tym, że kara grozi nam od czerwca 2011 r. Komisja Europejska prosiła wtedy rząd o korektę realizacji programu. Ale co więcej – pieniędzy być może będziemy musieli oddać UE znacznie więcej – jak powiedział minister Kalemba, nie powinny one przekroczyć sumy… miliarda euro.

Minister okazał się najwyraźniej człowiekiem, który „nie lubi kłamstwa”, niewątpliwie też zadał mocny cios premierowi. Bo z tego, co ogłosił, wynika, że Donald Tusk albo kłamał, albo nie wiedział tego, co wiedzieli jego urzędnicy z co najmniej dwóch resortów. Co więcej - jak podał portal Rmf.pl - szef rządu, upierając się przy tym, że kara jest za błędy z lat 2004–2006, powtarzał tezy, które suflowano mu na podstawie błędnego tłumaczenia dokumentów KE. Być może będące w defensywie PSL postanowiło osłabić pozycję premiera. Sprawa dopłat uderza jednak w ludowców kierujących rolnictwem nie mniej niż w samego Tuska.
W brzęczącej monecie będziemy płacili za lata ich wspólnych fatalnych rządów (PO-PSL).

 –www.yelita.pl


 

 

Jak pieniądze podatników stały się narzędziem politycznym

                               https://x.com/Donuncutschweiz/status/2003442086948008232

Dirk Gotink ujawnia, jak Komisja Europejska pod przewodnictwem Fransa Timmermansa wykorzystywała organizacje pozarządowe (NGO) do realizacji swojej politycznej agendy. To, co do tej pory było tylko podejrzeniem, nabiera realnych kształtów. Holenderski eurodeputowany Dirk Gotink szczegółowo opisuje, jak Komisja Europejska systematycznie finansowała organizacje pozarządowe (NGO) z pieniędzy podatników – nie po to, by te organizacje działały niezależnie, ale by realizowały polityczną agendę samej Komisji.

Pieniądze z budżetu UE trafiają do organizacji tylko wtedy, gdy te przedstawią tzw. program roboczy. Program ten musi zostać zatwierdzony przez Komisję Europejską i musi być zgodny z jej politycznym programem. Mówiąc wprost: kto chce otrzymać dotacje, ten musi dostarczyć to, czego chce Komisja.

Gotink opisuje, jak ogłoszenia o konkursach na dotacje nie są tworzone w sposób otwarty, ale ściśle w zgodzie z politycznymi priorytetami Komisji. Odpowiedzialna za przyznawanie funduszy agencja wykonawcza CINEA potwierdziła podczas przesłuchań, że umowy o dotacje są dokładnie dopasowane do programu roboczego Komisji – w szczególności do kwestii związanych z klimatem i ochroną środowiska.

Tym samym obalono popularny mit o „niezależnych” organizacjach pozarządowych. Okazuje się, że te same organizacje, które występują publicznie jako „głos społeczeństwa obywatelskiego”, w rzeczywistości działają jako opłacani lobbyści, których działalność lobbingowa jest warunkiem otrzymania dotacji.

Zgodnie z unijną definicją organizacje pozarządowe nie mogą mieć interesów komercyjnych – a mimo to te interesy wykorzystuje się jako pretekst do ukrywania umów o dotacje. Komisja powołuje się na przepisy budżetowe, aby odmówić publikacji umów dotacyjnych. Gotink stanowczo się temu sprzeciwia: w tych umowach nie ma niczego, czego nie można publicznie ujawnić. Media, parlamentarzyści i opinia publiczna są celowo odcinani od kluczowych informacji, aby uczynić polityczny lobbing za pomocą pieniędzy podatników niewidocznym.

Wszystko to ma miejsce za kadencji Fransa Timmermansa, który był jednym z najpotężniejszych polityków w Brukseli. Jako wiceprzewodniczący Komisji miał decydujący wpływ na programy finansowania, priorytety polityczne i strategię całej Komisji. To właśnie w tym okresie powstały struktury finansowania NGO, które były uzależnione od politycznych celów Komisji. Obecnie Timmermans już nie pełni funkcji w Brukseli. Powrócił do holenderskiej polityki, prowadząc lewicowy ruch, który pozostaje zdecydowanie pro-unijny i pro-Zielony Ład. Do tej pory nie podjęto żadnej politycznej ani prawnej analizy jego roli w tej sprawie.

To nie jest jednostkowy przypadek, ani „błąd w systemie”. To system sam w sobie. Egzekutywa, która wykorzystuje pieniądze z podatków, by kupić sobie poparcie, lobbing i medialne wsparcie. Rzekomo niezależne społeczeństwo obywatelskie, które w rzeczywistości jest przedłużeniem ramion Komisji Europejskiej. A parlament, który dopiero dzięki upartym posłom otrzymuje wgląd w te sprawy. To, co staje się widoczne, to UE, która nie boi się już demokracji, ale ją omija. Struktura władzy, która zabezpiecza swoje cele polityczne za pomocą finansowych narzędzi – a krytyków blokuje przez brak przejrzystości, biurokrację i milczenie.

Źródło zagraniczne: UncutNews.ch
Źródło polskie: WolneMedia.net

 

Gates i Bourla muszą zeznawać ws. szczepionki COVID-19

Bill Gates i Albert Bourla (prezesowi Pfizera), zmuszeni do złożenia zeznań w sprawie pozwu dotyczącego uszkodzeń wywołanych szczepionkami COVID-19 w Holandii.

Sąd w Holandii nakazał Billowi Gatesowi oraz Albertowi Bourli stawić się osobiście na rozprawie w sprawie pozwu dotyczącego uszkodzeń zdrowotnych wywołanych szczepionkami przeciw COVID-19. Sprawa dotyczy pozwu złożonego w 2023 roku przez siedem osób, które zostały poszkodowane przez szczepionki. Jedna z ofiar zmarła od czasu złożenia pozwu.

Pozew koncentruje się na pytaniu, czy szczepionki przeciw COVID-19 można uznać za broń biologiczną, jak poinformowały holenderskie media. W pozwie wymieniono 15 pozwanych, w tym byłego premiera Holandii, a obecnie sekretarza generalnego NATO, Marka Rutte, holenderskie władze państwowe oraz kilku urzędników zdrowia publicznego i dziennikarzy.

Decyzja sądu z końca grudnia 2025 roku stanowi poważny cios dla pozwanych, którzy oskarżani są o wprowadzanie w błąd ofiar szczepionek w kwestii ich „bezpieczeństwa i skuteczności”. Chociaż wyrok zapadł, wciąż nie wiadomo, czy pozwani stawią się na rozprawie zaplanowanej na przyszły rok.

Pozwani mogą wkrótce stanąć przed kolejnymi wyzwaniami prawnymi. Kolejny pozew, złożony w marcu 2025 roku przez trzech poszkodowanych przez szczepionki, stawia podobne zarzuty i zawiera te same osoby pozwane.

Prawnik reprezentujący poszkodowanych, Peter Stassen, podczas konferencji prasowej podkreślił, że osoby te i cała opinia publiczna zostały „ofiara ludzi, którzy nieuczciwie tłamszą prawdę”. Stassen dodał, że gdyby nie zostały one wprowadzone w błąd przez fałszywe informacje o bezpieczeństwie szczepionek, nigdy by się na nie nie zdecydowały. Jego zdaniem, to właśnie „tłumienie prawdy” doprowadziło do tragedii zdrowotnych poszkodowanych.

W sprawie tej, w roli ekspertów, występują także znane postacie z różnych dziedzin. Wśród nich jest m.in. Sasha Latypova, była kierowniczka w branży farmaceutycznej, Mike Yeadon, były wiceprezes Pfizer ds. alergii i badań nad chorobami układu oddechowego, oraz Catherine Austin Fitts, była asystentka sekretarza Departamentu Mieszkalnictwa USA. Eksperci ci twierdzą, że szczepionki COVID-19 są „nieodróżnialne od broni biologicznych”, nie niosą żadnych korzyści zdrowotnych i były zaprojektowane, by wywoływać poważne szkody, jak nagła śmierć, niewydolność serca czy rak.

Eksperci twierdzą również, że szczepionki przeciw COVID-19 stanowiły kluczowy element Wielkiego Resetu — globalnego projektu, w którym NATO miało odgrywać ważną rolę. Wskazują na to, jak pandemia była wykorzystywana do realizacji politycznych i finansowych celów, w tym obniżenia wskaźników płodności oraz zmniejszenia liczby ludzkiej populacji.

Mike Yeadon, który od 2020 roku przestrzegał przed niebezpieczeństwami związanymi z tymi szczepionkami, podkreślił, że był on cenzurowany za swoje wypowiedzi na temat ich potencjalnie niebezpiecznych skutków. Uważa on, że cała pandemia i odpowiedzi na nią były pretekstem do przeprowadzenia globalnych manipulacji.

W odpowiedzi na te zarzuty, Bill Gates i Albert Bourla starali się zablokować przesłuchania świadków i odrzucić pozwy. Gates twierdził, że nie ma wpływu na polityki organizacji międzynarodowych, takich jak WHO, a Bourla zapewniał, że szczepionka Pfizer jest bezpieczna i skuteczna.

W międzyczasie prawnik Arno van Kessel, który reprezentuje poszkodowanych, został aresztowany przez holenderską policję w ramach operacji przeciwko rzekomym „obywatelom suwerennym”, którzy mieli zamiar używać przemocy wobec państwa. Van Kessel pozostaje w areszcie o zaostrzonym rygorze, mimo braku przekonujących dowodów.

Na horyzoncie znajdują się kolejne rozprawy sądowe w tej sprawie, a również drugi pozew, który ma podobne oskarżenia, może wywołać dalszą falę kontrowersji. Sąd holenderski wkrótce zdecyduje, czy zezwoli na złożenie dowodów w postaci zeznań ustnych ekspertów, które mogą zaważyć na przyszłości tej sprawy.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: ChildrensHealthDefense.org
Źródło: WolneMedia.net

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...