poniedziałek, 12 stycznia 2026

                                       AFERY ELIT

                                                         Afera Waldemara Pawlaka

Umorzenie długów rosyjskiemu koncernowi Gazprom, niekorzystne dla Polski zmiany w akcjonariacie strategicznej spółki EuRoPol Gaz SA i w sposobie zarządzania nią oraz radykalne zwiększenie zakupów rosyjskiego gazu po zawyżonych cenach – takie warunki precyzowały protokoły polsko-rosyjskie podpisane 29 października 2010 roku w Warszawie.

W październiku 2010 roku, Pawlak podpisał umowę z wicepremierem rosyjskiego rządu Igorem Sieczininem na dostawy gazu do Polski. Porozumienie to, to nie tylko nasza porażka ale też super afera . Postanowienia to zawiera skrajnie dla nas niekorzystne zapisy. Pokazuje, jak rząd nie jest w stanie lub nie chce dochodzić interesów kraju który reprezentuje.

Po pierwsze umowa zmienia kontrakt jamalski podpisany w 1993 r. Według nowej umowy aż do 2022 będziemy kupować od Rosji więcej gazu niż potrzebujemy, bez prawa odsprzedaży. Artykuł 1 protokołu zobowiązuje Polskę do zakupu już w 2011 roku łącznie 10,5 mld m3, a w latach 2012-2022 ma to być 11 mld m3 rocznie. (Wcześniej wystarczało nam 7,4 mld) Strony zobowiązały się również do tego, że „Wielkości dostaw po 2022 roku będą uzgodnione dodatkowo”. Zmieniono również artykuł 4 protokołu dodatkowego, wprowadzając tam zapis który mówi, by strony w możliwie krótkim terminie podpisały nowy kontrakt na przesył gazu w latach 2020-2045 w wysokości około 28 mld m3 rocznie”. 11 mld m3 zakontraktowane na mocy protokołów dodatkowych z 29 października 2010 roku to ilość znacznie przekraczająca polskie zapotrzebowanie na gaz. Z kolei po 2022 roku będzie to ilość niemal cztery razy większa od naszych potrzeb?! Kuriozum stanowi nie tylko ilość zakontraktowanego gazu ale również to, że w 1993 roku Polska zobowiązała się, że gazu z Rosji którego nie wykorzysta, nie będzie sprzedawać innym krajom. Będziemy zmuszeni ten gaz magazynować. To wszystko zostało podpisane w przeddzień uruchomienia wydobycia gazu łupkowego w Polsce!!! Co więcej takie posunięcia z góry przekreślają dywersyfikację źródeł od innych odbiorców.

Kolejna sprawa to utrata kontroli nad EuRoPol Gazem SA (poprzez podział akcji), spółki która miała wpływ na ustalanie cen przesyłu. Rząd Polski zgodził się także na ceny przesyłu nie uwzględniające unijnych przepisów, co może skutkować karami nałożonymi przez Komisję Europejską. Co więcej, Polska umorzyła Gazpromowi 1,2 mld złotych długu!!! Autor który wyświetlił te szczegóły Leszek Szymowski pisze: "Mamy więc do czynienia z gigantyczną aferą, której skutki będziemy odczuwać przez co najmniej 11 lat.".

Zapytajmy więc kim jest w takim razie minister Pawlak, skoro pozwala sobie na podpisanie umowy całkowicie uzależniającej nas od Gazpromu i narażającej nas na inne fatalne w skutkach rezultaty takich działań? Z jednej strony można przypuszczać, że ktoś kto podpisuje tak niekorzystną dla siebie umowę jest skończonym głupcem. Bo powiedzmy sobie szczerze tylko głupiec może coś takiego podpisać. Z drugiej zaś strony min. Pawlak znowu takim głupcem być nie może i zapewne nie jest. Był premierem, był ministrem, od dobrych kilku lat jest jak nie w rządzie to w ławach sejmowych. Wiedział gdzie być w danym momencie, jak i gdzie się zakręcić by dojść do takiego stanowiska, a przez lata wykonywania tej posady nabrał już sporego doświadczenia. Raczej trudno go podejrzewać, że jest jakimś głupcem. No, ale skoro nie stan umysłu to co skłoniło ministra prawie 38 milionowego kraju by podpisać taką umowę?

Druga rzecz która nasuwa się jako przypuszczenie to być może fakt przekupienia ministra Pawlaka. Po prostu Waldemar Pawlak wiedział, że podpisuje skrajnie niekorzystną dla kraju umowę lecz rozterki sumienia zagłuszyła mu suma jaką do kieszeni wsunął mu Gazprom. Być może zadział ten sam chwyt co w przypadku Schroedera, kiedy to kanclerz Niemiec zostaje współpracownikiem Gazpromu. Być może Gazprom zafundował Pawlakowi godziwą emeryturę za biurkiem w Gazpromie. Tego nie wiemy – przynajmniej teraz.

Jest i trzecia możliwość takiego położenia naszego interesu – szantaż. Być może w któryś piękny wieczór stanęła u drzwi Pawlaka załoga dwóch smutnych panów. Rozmowa trwała krótko ale na tyle dosadnie, że min. Pawlak w mgnieniu oka zrozumiał, że są jednak siły wyższe wśród których ministerialne podskoki nie robią żadnego wrażenia. Być może panowie dali naszemu ministrowi do zrozumienia, że posiadają takie informacje, których ujawnienie w przeciągu trzech dni zmiecie ten cały rząd w historyczny niebyt. Strach przed smutnymi panami, którzy składają niezapowiedziane wizyty ale i przed możliwością pożegnania się z polityką czy kompromitacją był silniejszy.

Czy są jeszcze jakieś inne powody z tych trzech podpisania takiej umowy? Niestety w całej tej historyjce jesteśmy skazani tylko i wyłącznie na domysły, a że Waldemar Pawlak nie wyjawił nam skąd pomysły na taką niekorzystną umowę to domyślać się nam można. Niewątpliwie jednak jeden z tych punktów zaistniał. Coś lub ktoś musiało min. Pawlaka popchnąć do wykonania takiego czynu. Kim jest zatem Waldemar Pawlak i co spowodowało, że nie zawahał się podpisać skrajnie niekorzystnej dla nas umowy, szczególnie w kontekście wyłaniającej się perspektywy wydobycia naszego rodzimego gazu łupkowego? To bardzo ciekawa sprawa.
Sprawa dla CBA i CBŚ!


 

                                                         Polscy rolnicy spisani na straty


https://www.youtube.com/watch?v=amJb3oF--5g
 

W cotygodniowym programie telewizyjnym z udziałem dziennikarzy różnych, ale w sumie jedynie słusznych mediów, dziennikarka Onetu Małgorzata Gałczyńska z rozbrajającą szczerością przyznała, że na rolnictwie się nie zna kompletnie, ale się wypowie. Otóż według tej pani, niekorzystna dla polskiego rolnictwa umowa Unii Europejskiej z państwami Ameryki Południowej, to nieuchronny element globalizacji. Stwierdziła również, że polskim rolnictwem straszono również kraje Zachodu przed przystąpieniem Polski do UE, a przecież polskie rolnictwo nie dobiło rolnictwa zachodniego. W epilogu swojej wypowiedzi stwierdziła, że interes branży motoryzacyjnej w Polsce jest ważniejszy od polskiego rolnictwa. Tymczasem o branży motoryzacyjnej jako o strategicznej dla swojej gospodarki to mogą mówić Czesi ze swoją Skodą i Tatrą czy nawet Rumuni z Dacią, która dobrze się sprzedaje. My to mamy popłuczyny po branży motoryzacyjnej więcej produkuje pięciomilionowa Słowacja czy rolnicze Węgry.

W Polsce istnieje w tej chwili nieformalny kombinat w skład, którego wchodzą politycy rządzących Polską ugrupowań, dziennikarze, publicyści, jacyś internetowi patocelebryci oraz zaineresowane korporacje. Oni mówią wprost, że jako nasza elita intelektualna wiedzą lepiej co dla polskiego pospólstwa jest słuszne i dobre Obiecywano nam Unię równych szans i solidaryzm międzynarodowy, tymczasem liderzy UE z Zachodniej Europy wynegocjowali sobie porozumienie z Brazylią czy Argentyną w ramach którego, ich rolnictwo ma ponieść jak najmniejsze zyski w sektorze rolniczym i jak największe w sektorze przemysłowym. Negatywne aspekty podpisanej umowy mają wziąć na siebie kraje Europy Wschodniej. One według polityków z Berlina i Paryża i tak już za dużo zyskały na swoim członkostwie w UE, pora na rekompensatę. Tymczasem polscy euroentuzjaści wierzą niewzruszenie wierzą w istnienie brukselskiego Świętego Mikołaja, który od lat bezinteresownie zasila Polskę grubą kasą.

Polscy rolnicy protestują, premier Tusk bagatelizuje ich protesty twierdząc, że protesty są niewielkie i spodziewał się większych. Jednocześnie uruchamia się w mediach społecznościowych spiralę ataków internetowych trolli z obozu Tuska, którzy wrzucają chore z nienawiści komentarze pod adresem polskich rolników. W Polsce zniszczono już skutecznie wizerunek polskiego górnika, teraz przyszła pora na polskiego rolnika. Polskim rolnikom zarzuca się, że najwięcej zarobili na obecności Polski w UE. Dowodem na tę tezę mają być drogie, nowoczesne ciągniki, którymi pracują w polu. Tak te ciągniki są drogie, ale czy to polski rolnik decyduje po ile są one rolnikom sprzedawane? Te ciągniki nie są formą prestiżu dla rolników, nie kupują ich dla rozrywki, tylko do pracy. To nie jest limuzyna prezesa firmy służąca rozrywce i ego właściciela. Może te ciągniki byłby tańsze, gdyby były produkowane w Polsce, ale już nie są produkowane, bo zadbali oto kumple Tuska pokroju Janusza Lewandowskiego. Ciągniki byłby tańsze, gdyby rolnicy nie musieli kupować je od niemieckich firm tylko na przykład z Białorusi, gdzie są znacznie tańsze, ale polscy rolnicy nie mogą ich kupować, jeśli chcą otrzymać wsparcie z UE na zakup nowego taboru. Ci spośród polskich rolników, którzy kupili białoruskie traktory mimo pierwotnej zgody na ich zakup mają dziś zwracać całość dofinasowania. Czy ktoś z hejtujących rolników sekciarzy Tuska zdaje sobie w ogóle sprawę, ile sztuk bydła lub trzody chlewnej trzeba sprzedać, żeby kupić taki ciągnik? Czy wy myślcie, że te ciągniki to jest jakaś fanaberia?

W sukurs polskim hejterom idą ukraińscy hejterzy mieszkający w Polsce, którym dedykowane są strony na portalach społecznościowych. Pod postem dotyczącym rolniczych protestów wylała się ukraińska gnojowica w komentarzach. Ukraińcy mieszkający w Polsce nazywają polskich rolników świniami, które wysypywały ukraińskie zboże. Debile, głupcy, zwierzęta i tym podobne określenia pod adresem polskich rolników ze strony nacji, która jest u nas na „gościnnych występach”, tylko dlatego, że polski rolnik nie chciał w Polsce zanieczyszczonego zboża z państwa, które nie przestrzega norm w zakresie upraw, ma niższe koszty produkcji oraz zdecydowanie lepsze warunki wegetacji roślin.

Swoją drogą czy władze polskie, które tak ochoczo biorą się za wyłapywanie w sieci internetowe Polaków przekraczających dopuszczalną krytykę Ukraińców zajmą się w końcu niedopuszczalną ukraińską krytyką pod adresem Polski i Polaków?

Z obrzydzeniem patrzę jak pod protesty rolnicze podłączaj się dziś politycy PiS oraz ich medialne sługusy z Republiki czy „Gazety Polskiej”. Przecież to właśnie PiS przymykał oko na niekontrolowany napływ ukraińskich produktów rolnych do Polski a protestujących wówczas rolników nazywał „ruskimi onucami”, dziś udają amnezję w tym temacie.

Arkadiusz Miksa

Źródło: MyslPolska.info

 

Ukamienować nauczycielkę za plastikowy krzyżyk


https://www.youtube.com/watch?v=DKWOeDJqk0Y
https://www.youtube.com/watch?v=_nHka2QKyF8
https://www.youtube.com/watch?v=45u_kPC1DeE

Powiem, że zbulwersowała mnie medialna nagonka na nauczycielkę za to, że wyrzuciła plastikowy krzyżyk, które dzieci chciały powiesić nad klatką królika. Czy Polska wraca do średniowiecza, do czasów gdy oszalały tłum opierając się na pomówieniu pali czarownicę?

15 Grudnia w szkole podstawowej w Kelnie nauczycielka języka angielskiego miała poprosić uczniów, by zdjęli krzyż ze ściany i wyrzucili do kosza. Jak dzieci odmówiły sama miała zerwać krzyż i wyrzucić do kosza.

Tę informację na zasadzie sensacji powielają różne media. Sprawę nagłaśniają media prawackie, politycy, którzy już nie raz zasłużyli na medal „naczelnego dewoty kraju”, jak choćby kurator Barbara Nowak. Bezsprzecznie mamy do czynienia z nagonką medialną. Żaden z dziennikarzy nie ma rzetelnych dowodów, nikt tak naprawdę sprawą się jeszcze nie zajął. Nie mamy wyników śledztwa, są tylko słowa przeciwko słowom.

To co się dzieje od razu wskazuje na rozdmuchiwanie iskierki do wielkości pożaru, przez dewiantów religijnych. Jednak policja, prokuratura urzędy wkraczają do akcji całą siłą. Rusza cały lokalny mechanizm państwowy. Pytanie, czy w innych sprawach widzimy aż taką gorliwość? Dzieci otrzymały wsparcie psychologiczne, jakby to była trauma wynikająca z tego, że były świadkami jakiejś zbrodni? Ile kobiet, choćby takie, które doświadczone są przemocą w rodzinie, na takie wsparcie może liczyć? Krzyż zabrała policja, zaraz pojawił się nowy. Cóż chcą zbadać na tym „dowodzie zbrodni”? Pod szkołą mamy protesty. Swoje oburzenie wyrażają politycy prawicowi, prawackie media.

Ochłońmy z tego uniesienia religijnego i pomyślmy na chłodno… Ile lat ta nauczycielka uczy języka angielskiego? Ile godzin uczyła przy krzyżu w sali? I dopiero teraz opanował ją „szatan” by ostentacyjnie zrywać ten krzyż? Przecież ona zna środowisko wiejskie, uczynić taki głupi czyn? Krzyż w klasie wisi wysoko, mamy do czynienia z uczniami szkoły podstawowej, jak mogła nakazać dzieciom, by go zdjąć? Miały przynieść drabinę?

Wójt gminy składa zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, dyrektorka składa ustne zawiadomienie. Znowu popatrzmy oczami dzisiejszej społeczności wiejskiej, gdzie proboszcz wskazuje na kogo głosować? Ta kobieta, przez ciemnogród, została już skazana, wyrok nie ma znaczenia. Czy ktoś żyjący w lokalnej społeczności będzie chciał do niej dołączyć?

Nauczycielka mówi, że był to element stroju na Halloween, a dzieci powiesiły go nad klatką dla królika. Jeśli tak, czy ten element miał jakieś znaczenie religijne? Dzieci zrobią krzyżyk, czy już staje się on elementem religijnym, którego wyrzucenie to obraża uczuć religijnych?

Jakie więc pobudki mogły kierować tą nauczycielką? Jakiś traumatyczny kontakt z kościołem? Coś innego na tyle silnego że kobieta, która przeprowadziła wiele lekcji w sali, w której wisiał krzyż nagle ostentacyjnie go wyrzuca? Może „diabeł” ją opętał, no ale to zdanie już trąci średniowieczem.

Czy krzyż jest potrzebnym elementem wystroju klasy do nauczania języka obcego? Rozumiem potrzebę krzyża w sali katechetycznej, ale nie we wszystkich pomieszczeniach element ten jest potrzebny. Jesteśmy krajem katolickim, ale czy naprawdę? Raz ochrzczony w dzieciństwie odrzucić tego nie może, nawet apostazją, ale popatrzmy na statystyki corocznie odbywającego się liczenia wiernych, uczestniczących w mszy, przyjmujących komunię. Co roku liczby te spadają, co roku coraz więcej dzieci rezygnuje z uczęszczania na lekcje religii, czy więc na pewno jesteśmy krajem katolickim?

Nie każde dwa patyki złożone na krzyż są „krzyżem”, którego wyrzucenie można uznać za obrazę uczuć religijnych. Nie każda zabawka dziecięca jest „krzyżem”. Nie każde miejsce jest odpowiednie do wieszania „krzyża”, szczególnie nad klatką dla królika.

Widząc tę akcję przypomina mi się pewien podcast, którego niedawno słuchałem. Cofnijmy się zatem do wieku XVI, w pewnej bawarskiej wiosce była zielarka, któreś tam pokolenie zielarek, bo od matki się leczyć uczyła. Kobieta ta leczyła odbierała porody, była osobą, do której zgłaszali się wszyscy w chwili potrzeby. Jednej nocy została wezwana do chorego syna młynarzy, czyli ludzi jak na tamte warunki bogatych i znaczących. Syn był chory, mimo wielu zabiegów dziecko umarło. Matka w rozpaczy oskarżyła zielarkę o czary. Nagle inni zaczęli przypominać sobie, że widzieli podejrzane rzeczy. Tu trzeba wspomnieć, że w przypadku skazania za czary majątek skazanego przejmowali oskarżający. Proces inkwizycyjny to wielodniowe tortury fizyczne, psychiczne. Jeśli człowiek się nie przyznawał to oznaczało że „diabeł” ma go nadal w swej mocy. Po dłuższym czasie przyznała się do wszystkiego. Skazano ją na hak, czyli hak stalowy zawieszony nad ziemią, który przeprowadzano przez ciało pod kością obojczyka. Kobieta umierała 4 doby a ludzie, w tym także ci, których z łona matki odebrała, patrzyli. Nikt nie miał odwagi jej bronić. W okolicy rozpętała się nagonka na czarownice, kolejne na mękach wskazywały kolejne ofiary. Nagonka się skończyła, gdy zaczęto wskazywać siostry i matki wysoko postawionych osób.

Czy, drogi czytelniku, nie widzisz analogii? Dziś mimo, że nie byłem naocznym świadkiem mam wrażenie graniczące z pewnością, że jesteśmy świadkami kolejnego „kamieniowania czarownicy”, bo wybaczcie, nie uwierzę, że kobieta, która wiele godzin spędziła w sali z umieszczonym krzyżem nagle podczas lekcji każe ostentacyjnie wyrzucić krzyż. Raczej gdzie indziej bym szukał źródła konfliktu, wskazując na jakiś konflikt lokalny, „niesprawiedliwie” postawioną ocenę dziecku kogoś lokalnie ważnego. Dziś nie mam wątpliwości, kobieta będzie „ukamienowana” przez nazwijmy ich po imieniu dewotów.

Pytanie tylko, czy tak bardzo różnimy się od muzułmanów, którzy kamienują kobiety za obrazę ich „uczyć religijnych”, np. tym, że chcą się uczyć, są tak bezwstydne że twarz odsłaniają? Wygląda na to, że niektórzy urodzili się mocno za późno albo w nie tym miejscu.

Pamiętajmy, Jezus umarł na krzyżu za obrazę uczuć religijnych pobożnych żydów. Podobnie było z pierwszym męczennikiem, Szczepanem i wielu pierwszymi chrześcijanami, co obrażali uczucia religijne Rzymian odmawiając składania ofiar ich bogom.

Autorstwo: Zawisza Niebieski
Źródło: WolneMedia.net

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...