sobota, 19 lipca 2025

 

NATO rozważa „ekspresowe” przejęcie obwodu królewieckiego



Gen. Christopher Donahue, dowódca Wojsk Lądowych USA w Europie i Afryce, oświadczył 16 lipca podczas konferencji LandEuro w Wiesbaden, że NATO jest zdolne szybko przejąć kontrolę nad rosyjskim obwodem królewieckim, jeśli zajdzie taka potrzeba.


Obwód, o szerokości około 75 km od granicy z Litwą (108 km – północ–południe; 205 km – wschód–zachód), jest otoczony terytoriami państw sojuszniczych. Donahue podkreślił, że dzięki nowej strategii – nazwanej „Linią Odstraszania na Wschodniej Flance” – Sojusz ma już opracowane plany operacji lądowej, zakładające przejęcie regionu w „niewiarygodnie szybkim czasie”, szybszym niż dotychczas.

Według dowódcy, NATO już zaczęło wdrażać kompleksowe działania w ramach wspomnianej strategii, koncentrując się na zwiększeniu mobilności wojskowej, interoperacyjności systemów oraz transformacji operacyjnej sił sojuszniczych. Nowatorskie technologie – m.in. systemy oparte na chmurze, automatyzacja oraz wspólne platformy telefonowania ogniem – mają umożliwić reagowanie „ekspresowo” i skuteczne neutralizowanie rosyjskich zdolności A2/AD („anti-access, area denial”) z poziomu lądowego.

Słowa amerykańskiego generała wywołały ostrą reakcję ze strony Moskwy, która, powołując się na swoją doktrynę nuklearną, ostrzega, że atak na rosyjską enklawę przekształci się w III wojnę światową.

Jak wynika z ostatnich wypowiedzi, NATO realnie liczy się z możliwością zajęcia obwodu królewieckiego w sytuacji kryzysowej – szybkie reagowanie opiera się na nowych strukturach i technologiach lądowych. Rosja postrzega to jako agresywny plan ofensywy i preludium do scenariusza nuklearnego. Nastroje pozostają napięte, a oba obozy intensyfikują działania i retorykę.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: United24Media.comEDaily.comAlJazeera.comYouTube.com
Źródło: WolneMedia.net



 

Tresura zamiast rozwoju. Jak długo to jeszcze potrwa?

Patrzę na współczesny system edukacji i sposób, w jaki wychowuje się młode pokolenia, i czuję, jak serce mi pęka. To nie jest już miejsce, gdzie rodzą się marzenia, gdzie młodzi ludzie uczą się myśleć, odkrywać świat czy budować swoje charaktery. To fabryka, w której produkuje się posłusznych, roszczeniowych i przewrażliwionych konsumentów, gotowych wykonywać polecenia, najlepiej bez zadawania pytań. To system, który zamiast rozwijać, tresuje – kijem i marchewką.

I to nie jest przypadek. To celowy proces, który odbiera nam samodzielność, empatię i zdolność do krytycznego myślenia. Ręce opadają, gdy widzę, jak bardzo świat ludzi zmienia się w świat biorobotów. Bioroboty wyglądają jak ludzie, ale zachowują się niczym zombie. Nie dzieje się to bez powodu — taki był zamysł planistów NWO.

Szkoła — tresura zamiast myślenia

Pamiętam czasy, kiedy szkoła była miejscem, w którym odkrywało się świat. Może nie zawsze idealnym, może z socjalistyczną indoktrynacją, ale przynajmniej próbującym zaszczepić w nas ciekawość. Dziś? Szkoła stała się machiną do wtłaczania w głowy gotowych schematów. Dzieci nie uczą się myślenia – uczą się, jak zdobyć piątkę albo szóstkę. Wykonaj polecenie, powtórz, co nauczyciel każe, a dostaniesz nagrodę. Zakwestionuj, pomyśl samodzielnie, a czeka cię kara – zły stopień, uwaga w dzienniku, reprymenda. To klasyczna tresura: kij i marchewka. Nie ma uczenia rozwiązywania problemów — jest nauka rozwiązywania testów, w których nie ma miejsca na inną odpowiedź, niż A, B czy C. Nie ma miejsca na kreatywność, na zadawanie pytań, na dyskusję. Zamiast tego – kult posłuszeństwa, bo rząd oczekuje biorobotów wykonujących jego rozkazy, a nie buntowników, którzy mogą odebrać mu kontrolę, a tym samym narkotyk władzy, którego nawet już sami nie produkują, lecz kupują od międzynarodowych dealerów, płacąc naszą wolnością, majątkiem narodowym i zadłużając.

A co z relacjami międzyludzkimi? System promuje donosicielstwo. „Donieś na kolegę, na koleżankę, zgłoś rodzica, bo masz prawa!” – brzmi to jak hasło z dystopijnej powieści, a jednak to rzeczywistość. Dzieci uczy się, że ich prawa są najważniejsze, ale o obowiązkach i trosce o przetrwanie rodziny już nikt nie wspomina. Obowiązek to wykonywanie poleceń, a nie budowanie wspólnoty, szacunku czy odpowiedzialności za innych. W efekcie młodzi ludzie wyrastają na osoby przewrażliwione, roszczeniowe, niezdolne do radzenia sobie z trudnościami. Gdzie w tym wszystkim miejsce na empatię, na współpracę, na prawdziwe człowieczeństwo?

Media — propaganda i odmóżdżanie

Nie lepiej jest w mediach, które zamiast inspirować, ogłupiają. Mainstreamowe seriale, które kiedyś miały ambicję opowiadać historie z głębią, dziś są jak taśmowa produkcja: płaskie, nudne, wypełnione krzykami i chamstwem. Postacie, które kiedyś budowano z psychologiczną precyzją, dziś są tylko karykaturami. Aktorstwo? Zapomnij. Kiepska dykcja, brak emocji, zero autentyczności, gadające głowy objaśniające widzom, co grana przez niego postać czuła i myślała. To nie sztuka, to sieczka, która ma tylko wypełnić czas antenowy i sprzedać reklamy.

Do tego dochodzi wszechobecna propaganda. Media mainstreamowe nawet nie udają już, że informują – one dyktują narrację medialną zgodną z oczekiwaniami rządu. Mówią, co masz myśleć, jak reagować, co jest „słuszne”. Nie ma miejsca na debatę, na różnorodność poglądów, co pokazały chociażby debaty wyborcze, na które nie zapraszano kandydatów z niepoprawnymi poglądami, które mogłyby potrząsnąć społeczeństwem i wybudzić je z hipnozy.

Wszystko sprowadza się do prostych komunikatów: „Kup to, uwierz w tamto, oburz się na to, a tamo poprzyj”. To odmóżdżanie na masową skalę, które pozbawia ludzi zdolności do samodzielnego analizowania rzeczywistości. I to działa – bo łatwiej sterować tłumem, który nie myśli, tylko reaguje.

Konsumpcja zamiast zaradności

Społeczeństwo, które nas otacza, promuje kulturę jednorazowości. „Kup nowe, zamiast naprawić stare” – to hasło stało się mantrą. Zepsuł się telefon? Kup nowy. Mebel się rozpadł? Wyrzuć i zamów kolejny z sieciówki. A najlepiej zapłać komuś, żeby dostarczył ci go do domu, albo zrobił coś za ciebie, bo po co się męczyć? Oduczono nas zaradności, samodzielności, umiejętności radzenia sobie z problemami.

To nie przypadek – człowiek, który potrafi sam coś naprawić, stworzyć, rozwiązać problem, jest trudniejszy do kontrolowania. On myśli, zastanawia się, trenuje szare komórki. Taki człowiek nie potrzebuje ciągłych marchewek i nie boi się kija. Sam może sobie marchewkę wychodować, a kija użyje do obrony.

Szkoła w tym nie pomaga. Czego uczy się dziś dzieci? Na pewno nie praktycznych umiejętności. Gdzie lekcje zarządzania czasem, krytycznego myślenia, rozumienia przepisów prawa czy podstaw przedsiębiorczości? Zamiast tego mamy przeładowane programy, które zmuszają do wkuwania niepotrzebnych faktów, podczas gdy świat wymaga od młodych ludzi zupełnie innych kompetencji. Nie uczy się ich, jak być samodzielnym, jak radzić sobie z porażkami, jak budować relacje. Zamiast tego wtłacza się im w głowy, że najważniejsze to mieć, a nie być.

Kult siły i antyspołeczne ideologie

Najgorsze jest to, że współczesny świat promuje wartości, które niszczą to, co w człowieku najpiękniejsze. Kult władzy, siły i pieniądza zdominował wszystko. Przyjaźń? Empatia? Współpraca? Te słowa brzmią jak relikty przeszłości. Zamiast tego mamy pogoń za statusem, za lajkami, za materialnym sukcesem. Media społecznościowe tylko to wzmacniają, tworząc iluzję, że życie to nieustający konkurs, w którym liczy się tylko to, kto jest na górze.

Coraz rzadziej znamy naszych sąsiadów — zastąpili ich celebryci i vlogerzy. Więcej wiemy o obcych ludziach z drugiego końca Polski, którzy nigdy nas na oczy nie widzieli, niż o naszych sąsiadach z tego samego piętra bloku. A jesli już wchodzimy z nimi w interakcje, to w sytuacjach konfliktowych, kiedy zbyt głośno odtwarzają muzykę lub zalewają nam mieszkanie. W najlepszym razie bąkniemy „dzień dobry” na klatce schodowej. O zwykłej rozmowie można zapomnieć. Mamy mnóstwo własnych zmartwień, nieraz odrealnionych, by przejmować się innymi.

To wychowanie bez wartości, bez kręgosłupa moralnego. Dzieci dorastają w świecie, w którym liczy się „ja”, a nie „my”. Antyspołeczne ideologie, które promują indywidualną bierność kosztem współpracy wspólnoty, niszczą więzi międzyludzkie. Gdzie miejsce na solidarność, na wzajemne wsparcie? Zamiast tego uczy się młodych ludzi, że świat to dżungla, w której wygrywa najsilniejszy, najgłośniejszy, najbardziej bezwzględny. Widzisz problem? Nie ryzykuj — donieś! Od pomagania są specjaliści — medycy, policjanci, strażacy, pedagodzy, psycholodzy, opieka społeczna…

Wystarczy wyłączyć prąd

Patrząc na to wszystko, czuję bezsilność. Ręce opadają, gdy widzę, jak system edukacji i systemowe media niszczą potencjał młodych ludzi. Czy takiego świata chcieliśmy? Czy o takim świecie marzyliśmy w dzieciństwie? Czy taki świat chcemy zostawić przyszłym pokoleniom? Ale w tym smutku jest też iskra nadziei. Bo wciąż są ludzie, którzy próbują walczyć z tym systemem. Są tacy, którzy uczą dzieci myślenia, inspirują do działania, pokazują, że można inaczej.

Może czas, byśmy wszyscy przestali być bierni? Skoro szkoła nie uczy naszych dzieci życia — może my powinniśmy? Skoro media ogłupiają — może samemu je inspirować? Wiem, nie macie czasu, jesteście zmęczeni po pracy, ale nie pozwólcie, by nauczycielka czy celebryta był wzorem dla waszych pociech — wy nimi powinniście być, zwłaszcza uświadamiając je, że nie jesteście idealni, ponieważ idealnych ludzi nie ma! I dobrze, by o tym wiedziały. Gdy zaakceptują nieidealny świat, nieidealnych znajomych, staną się mądrzejsze i odporniejsze psychicznie. Na tym polega rodzicielstwo! I może pora, byśmy sami wrócili do wartości, które czynią nas ludźmi – empatii, współpracy, szacunku? Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie my, to kto?

Nie poddawajmy się. Choć nasza teraźniejszość coraz bardziej upodabnia się do świata z książek fantastycznych z naszego dzieciństwa, a przyszłość jawi się niczym ponura wizja z „Terminatora” czy „Roku 1984”, wszystko ma swój początek, środek i koniec. A jeśli nadejdzie tyrania NWO sterowana przez AI, zapamiętajcie jedno: bez prądu nie przetrwa. Blackout w Hiszpanii, który być może był wielkim testem socjologicznym, po początkowym szoku odcięcia od uzależniających mediów, obudził w ludziach człowieczeństwo, a nie szał plądrowania sklepów. Wzmocnili więzi sąsiedzkie, grali w gry karciane i planszowe, i dzielili się radami, jak przetrwać sytuację kryzysową.

Autorstwo: Maurycy Hawranek
Ilustracje: WolneMedia.net (CC0)
Źródło: WolneMedia.net

 

Serwisy streamingowe wykańczają tradycyjną telewizję



Do codziennego oglądania tradycyjnej telewizji aktualnie przyznaje się ponad 53% Polaków. Jak przekonują znawcy tematu, nadal pełni ona funkcję stałego rytuału dnia, a czasem służy jako tzw. szum tła. Z niedawno opublikowanego raportu branżowego wynika, że w ten sposób postępują przede wszystkim osoby w wieku 75-80 lat, z niskimi dochodami oraz z miast liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców. Do tego widać, że przeszło 24% respondentów ogląda telewizję kilka razy w tygodniu, a blisko 12% – rzadziej niż raz w tygodniu. Natomiast jeden na dziesięciu zapytanych nie robi tego w ogóle. Według ekspertów nadawcy muszą dostosować się do zmieniających się przyzwyczajeń Polaków oraz konkurować z ofertą internetową, głównie z platformą „YouTube” i serwisami streamingowymi.

Wyniki niedawno opublikowanego raportu współautorstwa Hybrid Europe pokazują, jak często obecnie Polacy oglądają tradycyjną telewizję. Najwięcej, bo 53,4%, respondentów wskazuje, że robi to codziennie. Internetowe badanie objęło ponad tysiąc osób w wieku 18-80 lat. „Wynik ponad 53% pokazuje trwałą obecność tego medium w codziennym życiu Polaków. Po pierwsze, tradycyjna telewizja nadal pełni funkcję stałego rytuału dnia, a czasem służy jako tzw. szum tła. Po drugie, dla części widzów kluczowe są konkretne programy, takie jak wiadomości, seriale czy rozrywka, w tym np. teleturnieje, które mają ściśle określone godziny emisji. To może sprzyjać codziennemu włączaniu telewizora” – komentuje dr hab. Dorota Szaban, prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego, dyrektor Instytutu Socjologii tej uczelni.

Jak zaznacza Beata Komosa-Trzaska z Hybrid Europe, częstotliwość oglądania telewizji w tygodniu i średnia długość czasu spędzanego przed telewizorem wykazują trend spadkowy. Wiemy to zarówno z deklaracji, jak i z danych pochodzących z telemetrycznego pomiaru pasywnego. Ekspertka podkreśla, że stopniowo wzrasta liczba gospodarstw domowych posiadających Smart TV i w pełni wykorzystujących możliwości telewizorów podłączonych do Internetu. Coraz więcej w naszych telewizorach jest też samych treści pochodzących z internetu. Wynik nie jest tutaj zaskoczeniem. „Od wielu lat zmniejsza się, choć nadal jest znacząca, liczba osób deklarujących korzystanie z telewizji. Musimy pamiętać, że są różne sposoby jej używania. Bardzo często pełni ona rolę medium towarzyszącego czynnościom wykonywanym w gospodarstwie domowym. Niekoniecznie więc mówimy tutaj o takim intencjonalnym odbiorze tego, co oferuje tradycyjna telewizja” – podkreśla dr hab. Dorota Piontek, prof. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, kierownik Zakładu Komunikacji Społecznej tej uczelni.

Z raportu wynika również, że częściej codzienne oglądanie tradycyjnej telewizji deklarują kobiety niż mężczyźni. Ponadto mówią o tym głównie osoby w wieku 75-80 lat, z miesięcznymi dochodami netto w przedziale 1000-2999 zł, wykształceniem średnim oraz z miast liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców. Jak podkreśla dr hab. Dorota Piontek, kobiety są mniej aktywne zawodowo niż mężczyźni. Zatem spędzają więcej czasu w domu, co przekłada się na szersze korzystanie z telewizji, również przy wykonywaniu jakichś obowiązków domowych. Jednocześnie panie są bardziej aktywne w poszukiwaniu czy korzystaniu z mediów. To samo dotyczy czytelnictwa. „Powyższe wyniki nie są zaskoczeniem. Te grupy bowiem często dysponują większą ilością wolnego czasu, rzadziej korzystają z alternatywnych źródeł informacji i rozrywki, np. serwisów streamingowych, podcastów czy YouTube’a. Ponadto mogą traktować telewizję jako główne źródło kontaktu ze światem – zarówno informacyjne, jak i towarzyskie, jeśli telewizja to tzw. towarzysz dnia” – dodaje dr hab. Szaban.

Z kolei uwzględniając status zawodowy, respondenci zostali podzieleni na 8 grup (m.in. pracujący w pełnym wymiarze godzin, zajmujący się domem i bezrobotni). Codzienne oglądanie tradycyjnej telewizji towarzyszy głównie osobom na emeryturze (wśród nich – 76,3%), na rencie (66,7%) i zajmującym się domem (51,4%). „Status zawodowy odzwierciedlony w wynikach to najbardziej przewidywalna część badania. Osoby na emeryturze, na rencie i zajmujące się domem najczęściej deklarują codzienne oglądanie telewizji. To wynika bezpośrednio z ich statusu zawodowego, tj. braku stałej pracy, a tym samym – większej ilości wolnego czasu” – mówi ekspertka z Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Ponadto z opracowania wynika, że 24,3% dorosłych Polaków deklaruje, iż tradycyjną telewizję ogląda kilka razy w tygodniu. Z kolei 11,8% robi to rzadziej niż raz w tygodniu. Natomiast 9,9% badanych nie zajmuje się tym w ogóle, a 0,6% – nie pamięta tego. Jak stwierdza dr hab. Dorota Szaban, wyniki badania dają dość wyraźny sygnał, że telewizja nie jest już medium uniwersalnym, jak było to jeszcze kilkanaście lat temu. Mimo że codziennych widzów jest nadal dużo, to rosnący odsetek osób rzadko oglądających telewizję lub w ogóle z niej niekorzystających może budzić niepokój wśród nadawców. „Trend odchodzenia od tradycyjnej telewizji dotyczy w pierwszej kolejności młodszych grup wiekowych. Jednak upowszechnianie się różnego rodzaju platform z atrakcyjnymi treściami wideo powoduje postępującą dywersyfikację. W efekcie coraz trudniej będzie docierać do odbiorców, również do starszych segmentów wiekowych. YouTube i platformy streamingowe to główni konkurenci linearnej telewizji. O ich przewagach decydują przede wszystkim dwa czynniki, tj. dostępność treści na życzenie, bez konieczności dostosowywania planów do ramówki telewizyjnej oraz jakość i atrakcyjność oferowanych treści” – zaznacza ekspertka z Hybrid Europe.

Z kolei w opinii ekspertki z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, podejście do oglądania telewizji ma związek z rozwojem technologii. Równocześnie przypomina, że w latach 1990. popularność zdobywały magnetowidy. One były traktowane jako pierwsze urządzenia, które uniezależniają telewidzów od nadawcy organizującego czas. Umożliwiały bowiem nagrywanie kontentu i oglądanie go w dogodnym momencie dla danej osoby. Później był czas DVD, a następnie pojawiły się jeszcze bardziej zaawansowane rozwiązania zmieniające nawyki odbiorców. Z kolei nadawcy w latach 1990. zaczęli rozwijać kanały tematyczne i wprowadzać powtórki w programie. To również spowodowało, że widzowie nie musieli zasiadać w określonym czasie przed odbiornikami. „Stacje telewizyjne muszą dostosować się do zmieniających się przyzwyczajeń – zwłaszcza młodszych pokoleń – oraz konkurować z ofertą internetową, która daje większą elastyczność, wybór treści i brak reklam. Zachowania młodszych widzów mogą zwiastować dalszy spadek oglądalności tradycyjnej telewizji w perspektywie długoterminowej” – podsumowuje dr hab. Dorota Szaban, prof. UZ.

Autorstwo: MondayNews Polska
Źródło: MondayNews.pl

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...