czwartek, 3 lipca 2025

 

WHO wzywa do wzrostu cen alkoholu, tytoniu i napojów słodkich



Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) chce więcej władzy. W ramach nowo ogłoszonej inicjatywy „3-by-35” wzywa wszystkie państwa członkowskie do podniesienia cen alkoholu, tytoniu i napojów słodzonych co najmniej o 50% do roku 2035 – poprzez specjalne podatki konsumpcyjne. Oficjalnie chodzi o zdrowie publiczne. Krytycy widzą w tej inicjatywie kolejny przykład globalnie sterowanego nadzoru pod płaszczykiem profilaktyki zdrowotnej – z WHO, Wielką Farmacji i prywatnymi fundacjami, takimi jak np. Bloomberg Philanthropies.

„WHO wzywa państwa, społeczeństwo obywatelskie i partnerów rozwojowych do wspierania inicjatywy »3-by-35« i do zobowiązania się do inteligentniejszego i bardziej sprawiedliwego opodatkowania, które chroni zdrowie i przyspiesza postęp w realizacji celów zrównoważonego rozwoju” – czytamy na stronie WHO. Organizacja ta uważa, że dzięki podwyżkom cen można uniknąć aż 50 milionów przedwczesnych zgonów. Liczba ta nie pochodzi jednak z rzeczywistych badań długoterminowych, lecz z matematycznych modeli opartych na wątpliwych założeniach, iż ludzie trwale zrezygnują z danych produktów, zmienią swoje nawyki żywieniowe, a państwa konsekwentnie wdrożą nową politykę podatkową.

,WHO szacuje, że w ciągu następnych dziesięciu lat państwa uzyskają ponad bilion dolarów dodatkowych dochodów – nie podając jednak, kto będzie tymi pieniędzmi zarządzał ani na co konkretnie zostaną przeznaczone. Nie przewidziano też ich sztywnego przeznaczenia na cele zdrowotne. Rządy mają wydawać je „zgodnie z krajowymi priorytetami”.

W inicjatywie uczestniczą m.in. Bloomberg Philanthropies, Bank Światowy i OECD, które oferują wsparcie techniczne i aktywację „siatki politycznej”, czyli ich kukiełek. Krytycy mówią o „prywatyzacji polityki podatkowej”, sterowanej przez podmioty bez demokratycznej legitymacji. Od lat WHO zarzuca się odchodzenie od statutowej działalności i coraz głębszą ingerencję w styl życia obywateli. Zwłaszcza problematyczna jest bliska współpraca z prywatnymi fundacjami, koncernami farmaceutycznymi i instytucjami finansowymi, która podważa niezależność organizacji. Wspomniany plan „3-by-35” został sfinansowany z funduszy Bloomberg Philanthropies – jednej z największych organizacji inwestujących w „zdrowie publiczne”. Jednocześnie z rozbudowy rządowych programów nadzorczych korzystają interesariusze z sektora medycznego i farmaceutycznego.

Najbardziej niepokojące jest to, że planowane podatki najmocniej uderzą w zwykłych obywateli. Napoje gazowane, paczka papierosów czy piwo staną się w wielu miejscach dobrami luksusowymi. To właśnie osoby o niższych dochodach poniosą największe koszty – podczas gdy globalne fundacje i koncerny zyskują wpływ na politykę.

„WHO coraz bardziej znajduje się pod wpływem dużych fundacji, takich jak Bloomberg Philanthropies, które poprzez ukierunkowane finansowanie forsują swoje polityczne agendy” – ostrzega przed rolą prywatnych darczyńców w kształtowaniu polityki WHO dr Mark Lawrence z australijskiego Deakin University. „Zdrowie publiczne może zostać przejęte przez programy polityczne lub gospodarcze” – alarmuje dr David Stuckler z Uniwersytetu Oksfordzkiego.

WHO przedstawia w mediach inicjatywę „3-by-35” jako środek ratujący życie. W rzeczywistości chodzi o technokratyczny projekt podatkowy, który ma ujednolicić konsumpcję na całym świecie i zwiększyć kontrolę państwową, ze wsparciem prywatnych fundacji, firm farmaceutycznych i instytucji międzynarodowych. Jak zwykle rachunek zapłaci zwykły obywatel — wyższymi cenami, utratą swobód konsumenckich i rosnącym uzależnieniem od globalnej biurokracji zdrowotnej.

Źródło zagraniczne: UncutNews.ch
Źródło polskie: WolneMedia.net

 

UE szykuje cenzurę krytykę klimatyzmu i Wielkiego Resetu

Unia Europejska planuje nowe środki przeciwko tzw. „dezinformacji klimatycznej”. Opublikowany niedawno raport „HEAT – Harmful Environmental Agendas & Tactics” („Szkodliwe agendy i taktyki środowiskowe”) postuluje, by krytyczne wypowiedzi na temat polityki klimatycznej były traktowane jako „ryzyko systemowe” w rozumieniu unijnego aktu „Digital Services Act” (DSA). Oznacza to, że krytyka podatków od emisji CO₂, transformacji energetycznej czy przepisów dotyczących coraz ostrzejszych wymogów ekologicznych systemów grzewczych może wkrótce być tłumiona algorytmicznie, usuwana lub piętnowana „ostrzeżeniami” przez platformy cyfrowe.

Raport, opracowany przez organizację EU DisinfoLab oraz firmę analityczną Logically, wskazuje szereg wypowiedzi jako „problematyczne” – m.in. krytykę opodatkowania emisji CO₂, nazywanie polityki klimatycznej „zieloną dyktaturą” czy ostrzeżenia przed wywłaszczeniem majątkowym w związku z tzw. ustawą o efektywności budynków. Za „szkodliwe narracje” uznano również takie terminy, jak „klimatyczny lockdown” i „Wielki Reset”. Autorzy twierdzą, że ich celem jest „ograniczenie ryzyk społecznych wynikających z dezinformacji”. Dlatego zalecają, by tego typu treści były objęte „analizą ryzyka” na wielkich platformach internetowych, zgodnie z art. 34 ustawy DSA, która zobowiązuje firmy do przeciwdziałania „ryzykom systemowym”.

Zgodnie z rekomendacjami, platformy takie jak „Facebook”, „X”, „Telegram” czy „YouTube” miałyby aktywnie tłumić lub usuwać wypowiedzi uznane za „klimatosceptyczne”, jeśli zostaną zaklasyfikowane jako „potencjalnie dezinformujące”. W raporcie zawarto również postulat, by platformy udostępniały więcej danych o zachowaniach użytkowników organom nadzorczym i środowiskom naukowym.

W praktyce oznacza to, że treści, uznawane dotychczas za element politycznej debaty, mogą zostać sklasyfikowane jako „manipulacja” i znikną z internetowej przestrzeni cyfrowej.

Raport HEAT został sfinansowany przez fundusz European Media and Information Fund (EMIF), zarządzany przez European University Institute oraz Calouste Gulbenkian Foundation. Fundusz ten otrzymuje zarówno środki publiczne, jak i wsparcie prywatnych fundacji. Wśród sponsorów inicjatyw tego typu znajdują się m.in. niesławna Open Society Foundations George’a Sorosa.

Krytycy oceniają raport jako niebezpieczny precedens, ponieważ uznaje on legalne opinie polityczne za „celową dezinformację”. Granica między wolnością słowa a „niebezpieczną opinią” zaczyna się zacierać na korzyść oficjalnie definiowanej „prawdy”. Kto sprzeciwia się takim środkom jak podatek CO₂, obowiązek montażu pomp ciepła czy racjonowanie energii, musi w przyszłości liczyć się z cyfrowym wykluczeniem lub blokadą (cenzurą).

Dochodzi do sytuacji, w której obywatel płaci państwu podatki za dostęp do internetu, w którym to państwo uznaje jego niepoprawne poglądy za „zagrożenie”, a prywatne podmioty, wspierane polityczną agendą, dostarczają dodatkowo środki finansowe i ideologiczne zaplecze do tłumienia wolności słowa oraz światopoglądowego prania mózgu. Planowane uznanie krytyki polityki klimatycznej za „dezinformację” oznacza, że debata polityczna nie będzie już prowadzona za pomocą argumentów, lecz regulowana przez prawo i sterowana algorytmami.

Na podstawie: DisInfo.euGulbenkian.pt, OpenSocietyFoundations.org, Eur-Lex.Europa.eu
Źródło zagraniczne: UncutNews.ch
Źródło polskie: WolneMedia.net

 

Już 20% nielegalnych imigrantów przylatuje do Niemiec samolotami



W ciągu ostatnich 12 miesięcy niemiecka policja federalna zidentyfikowała 12 858 nielegalnych migrantów, którzy przedostali się do Niemiec drogą powietrzną. Coraz więcej z nich wybiera po prostu wygodny lot do Niemiec, zamiast podejmować długą i niebezpieczną wędrówkę przez kolejne granice.

Wzrost liczby migrantów przylatujących do Niemiec nastąpił po zaostrzeniu kontroli na granicach lądowych. Tylko w maju tego roku odnotowano co najmniej 977 nielegalnych wjazdów drogą lotniczą, co stanowi ponad 20% wszystkich zidentyfikowanych przypadków nielegalnego przekroczenia granicy. Rzeczywista liczba takich wjazdów jest jednak prawdopodobnie znacznie wyższa, ponieważ cudzoziemcy podróżujący w strefie Schengen nie muszą okazywać dokumentów tożsamości. W efekcie wielu z nich jest wykrywanych dopiero długo po opuszczeniu lotniska, co uniemożliwia ich zawrócenie.

– Byłoby logiczne, by również granice lotnicze w strefie Schengen objąć kontrolą – powiedział Heiko Teggatz, członek zarządu Niemieckiego Związku Policji (DPolG). – Przemytnicy nie są idiotami – po prostu wysyłają swoich klientów samolotami z innych krajów Schengen do Niemiec. Dziś w strefie Schengen można łatwo zarezerwować bilet i zasadniczo nigdzie nie trzeba się legitymować.

Wszystkie te informacje pochodzą z odpowiedzi ministra spraw wewnętrznych Alexandra Dobrindta (CSU), udzielonej w związku z interpelacją posła Alternatywy dla Niemiec (AfD) Gottfrieda Curio, rzecznika tej partii ds. polityki wewnętrznej. Dobrindt musiał przyznać, że zaostrzone kontrole „odnoszą się wyłącznie do granic lądowych”, co oznacza, że nielegalni imigranci nie są zawracani na lotniskach.

Trend nielegalnych wjazdów drogą lotniczą nasilił się po tym, jak nowy rząd federalny polecił funkcjonariuszom odrzucać wnioski azylowe na granicach wewnętrznych i zawracać migrantów do państw, przez które przybyli do Niemiec – na przykład do Polski. Teggatz potwierdził ten „wzrost wtórnej migracji przez lotniska”, zaznaczając, że zjawisko to „najbardziej dotyczy średniej wielkości portów lotniczych, takich jak Hanower”.

Mimo obecności setek funkcjonariuszy na niemieckich lotniskach, kontrole prowadzone są niemal wyłącznie wobec lotów spoza strefy Schengen. Oznacza to, że jeśli migrant dotrze np. do Grecji i wsiądzie do samolotu lecącego do Niemiec, istnieje niewielka szansa, że zostanie skontrolowany.

Dobrindt, podobnie jak jego poprzedniczka Nancy Faeser (SPD), informował o wydaleniach migrantów przybywających do Niemiec – ale wyłącznie tych, którzy dotarli przez granice lądowe. Nie wiadomo, dlaczego lotnisk nie objęto zaostrzonymi środkami kontroli granicznej.

Źródło zagraniczne: RMX.News
Źródło polskie: WolneMedia.net

 

Ci nasi politycy!

Wraz z sezonem wakacyjnym zaczyna się prawdziwy sezon ogórkowy. Raz po raz pojawiają się różne głupoty, może nie tyle z natury, co z powodu „słonko przygrzało”. Rozpoczyna się również najprawdziwszy festiwal kiczu i żenady. Nie omija to rzecz jasna świata polityki. Tylko problem jest inny. Z głupoty celebrytów czy nawet ludzi normalnych od biedy można się pośmiać, można także przyjąć zasadę „chcącemu nie dzieje się krzywda”. Natomiast głupota polityków ostatecznie dotyka nas wszystkich.

Ostatnimi czasy można było się dowiedzieć, że rząd wspomoże kwotą miliarda złotych globalny koncern hutniczy ArcellorMittal. To można powiedzieć, że jak to, skoro ta firma ma zasięg światowy, to musi mieć bardzo dobrą sytuację finansową. Przecież byle nędzarz i parias realnych interesów na całym świecie nie robi. W tym czasie Jastrzębska Spółka Węglowa szoruje o dno, wydobywając węgiel bardzo dobrej jakości. Specjaliści w przemyśle chemicznym, energetycznym i stalowym nazwaliby taki ortokoksowym, to jest idealnie nadający się do koksowania i generującym bardzo niewielkie ilości z tego procesu. Taki węgiel też nadaje się idealnie do procesu Fischera-Tropscha. I nawet pojawiały się plany, aby go na benzynę przerabiać. Oczywiście, te plany – i tak skończone na typowym dla Populizmu i Socjalizmu gderaniu – zostały zarzucone. Przecież rząd kierowany przez folksdojcza nie może rozwijać polskiej gospodarki i budować jakiejkolwiek konkurencji dla Niemiec. Zresztą… Populizm i Socjalizm był nie lepszy. Miliardy złotych dostawał Daimler-Benz, a polski elektryczny samochód Izera nie zszedł z deski kreślarskiej. Po prostu zarówno PZPO jak i Populizm i Socjalizm reprezentują typowe myślenie kompradorskie, żeby cały kraj rozkradać, miejscowych grabić i samemu na dogadywaniu się z mitycznym Zachodem robić interesy. I wszystko – niczym szarańcza – niszczyć. Gdyby w Polsce był światły rząd, to na samą myśl o dotacjach, na samo żądanie subwencji, taką firmę by zwyczajnie znacjonalizował. Przecież za czasów Populizmu i Socjalizmu i złotoustego Morawieckiego przemył cementowy – czyli głównie niemieckie i francuskie koncerny – domagały się, żeby sypać im szmalem. No i za taki numer powinny zostać upaństwowione. We Francji sama groźba nacjonalizacji podziałała na buńczuczny ArcellorMittal. Tak samo powinno zrobić się teraz. Ażeby Niemców i von der Leyen jeszcze głowa rozbolała (tą wstrętną ośmiornicę niemiecką!) to uzasadnić to jej Zielonym Ładem. Skoro sobie te firmy nie radzą w nowej rzeczywistości, to należy je upaństwowić.

Dodatkowo pamiętać należy, że rząd Leszka Millera sprzedał cztery najlepsze huty Mittalowi w 2002 roku. W dodatku uczynił to za cenę mniejszą niż cena gruntu. Mittal zrobił na nich interes stulecia, ponieważ ledwie cztery lata później wykupił praktycznie cały francuski i belgijski przemysł stalowy, przejmując Arcellor. Stąd pochodzi nazwa obecna koncernu. Następnie już ArcellorMittal kupił za rządów PO zakłady zajmujące się wydobyciem i wytopem ołowiu i cynku w Olkuszu. Później ta hinduska firma zaczęła je rozbierać i okrawać, wygaszać wielkie piece, redukować asortyment produkcji.

A teraz jeszcze żąda ona subwencji. Powinno się upaństwowić, wyciągając jako uzasadnienie Zielony Ład. Nawet nie groźbę wojny czy coś. Tylko oczywiście, czego oczekiwać od folksdojczów?

Później niejaki Piechociński twierdzi, że państwo powinno mieć cyfrowy rejestr, kto kupuje papierosy i alkohol. Ponoć taki cyfrowy totalitaryzm funkcjonuje w Danii. A ten twierdzi, że jest jego wielkim fanem. Jeszcze ma to pomóc chronić nasze dziatki. Ma to pomóc również w ściąganiu podatków. No i to nie dość, że fan totalizmu, to jeszcze niszczyciel małego biznesu. Teraz to pani sklepowa z osiedla będzie musiała wykładać grube pieniądze za dostęp do jakiegoś systemu i wpisywać każdego, kto kupił u niej alkohol i papierosy. Po prostu temu szrekowi z PSL-u już się w głowie doszczętnie przewróciło. I jeszcze mu w głowie ochrona nieletnich. Czego tacy nie zrobią, żeby było jeszcze więcej urzędów – przecież gdzieś trzeba swoich pchać. Jeszcze więcej kontroli – to jeszcze ci swoi będą zarabiali na łapówkach. I Piechocińskiemu należy powiedzieć wprost. Państwu to do takich rzeczy powinno być kompletnie wara. Takie rzeczy jak wychowanie w trzeźwości i inne takie akty prawne powinny trafić jednego dnia do kosza. One są socjalistycznymi wymysłami mającymi na celu walkę z instytucjami, których lewacy nie cierpią — między innymi rodziną.

Tylko tłumacz takie rzeczy Piechocińskiemu. Mów mu, że państwo się do rodziny nie powinno w ogóle wtrącać… to on nie zrozumie. Tak człowiek ma mózg doszczętnie przeżarty socjalizmem. I nic dziwnego. Przecież to w przenośni i dosłownie beton chowany na Marksie, kończył bowiem niesławną Szkołę Główną Planowania i Statystyki, obecnie będącą równie niesławną Szkołą Lansu i Bounce’u… przepraszam, Szkołą Główną Handlową. Zatem czego oczekiwać od tej gładkiej jak stół kory mózgowej.

Oczywiście, Jarosław Kaczyński został po raz kolejny wybrany prezesem Populizmu i Socjalizmu. Śmiem twierdzić, że on tam będzie prezesem wiecznym, podobnie jak Kim Ir Sen jest wiecznym wodzem północnych Koreańczyków. I w swoim zwyczaju Jarosław Kaczyński musiał napluć na ludzi prawicy. Bronił jak lew obostrzeń podczas zmyślonej plandemii strachu w postaci COVID-19. Że to było konieczne. Takie to było konieczne, że wystarczyło, aby Putin najechał Ukrainę i się ta psychoza skończyła. Był to zwyczajny bezsens, również było to niszczenie narodu polskiego. Ale wiadomo, Jarosław Kaczyński go nie znosi i się nim brzydzi; jest sobie inteligencikiem z Warszawy. Również swoich wyborców ma za hołotę. A ludzi prawicy zdążył już obdarzyć wszelkimi epitetami – od „gówniarzy” przez „złodziei głosów” aż po „ruskie onuce”. Za każdym razem określał tak trzeźwość spojrzenia w różnych materiach. Począwszy od tego, że w latach 2005-2007 głównie klepał jadaczką i przypisywał sobie cudze zasługi, w efekcie czego przegrał z bardziej złotoustym Tuskiem. Później, że nie umiał wygrać z kompletnie nijakim Komorowskim. A jeszcze później, że nie wolno było krytykować Zełenskiego i Ukrainy. Po prostu jakby się tam miała odbyć krucjata przeciwko Mordorowi, Callormenowi czy innemu imperium zła; jakby po wypędzeniu Rosjan z Krymu i Donbasu, ukraińska armia miała ruszyć na Moskwę i dalej w stronę Władywostoku.

A bronić tych obostrzeń, tej skali socjalistycznego rozpasania… To pokazuje tylko jedno. Im się ten stan podobał. Co z tego, że wszystko upadało, a normalni ludzie byli trzymani jak bydło. Oni się natomiast dobrze bawili. Wysługiwali się także globalnym koncernom. I co z tego, że wszystko upada? Dla takiego Kaczyńskiego pieniądz nie pochodzi z pracy człowieka, można go od biedy wydrukować.

I tacy są nasi politycy! Jeden głupszy od drugiego. Aż się chce przytoczyć piosenkę „Virus SLD” Kukiza „jak się dziwię ludziom, co wybrali taki chłam”.



Po podpisaniu traktatu ryskiego Józef Piłsudski zbeształ Grabskiego oraz innych parlamentarnych polityków. „Wam kury szczać prowadzać” – rzekł. Uważał, że nie dorośli oni do odpowiedzialności za państwo. Innym razem miał rzec „konstytuta, prostytuta” i „pierdel, serdel, burdel”. A ja proponuję, żeby pod Sejmem wywalić kilka wywrotek z piachem, a później tam wygonić naszych polityków. Niech mają tam piaskownicę. Do niej bowiem oni dorośli.

Autorstwo: Erno
Ilustracja: WolneMedia.net (CC0)
Źródło: WolneMedia.net


                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...