czwartek, 31 lipca 2025

 

Olszański i Osadowski zostaną dłużej w areszcie



Rodacy Kamraci poinformowali, że Wojciech Olszański i Marcin Osadowski otrzymali przedłużenie aresztu do 1 września.


„Chłopakom areszt został przedłużony do 1 września” – napisano na profilu „Rodacy Kamraci” na „X”. Zgodnie ze wcześniejszym postanowieniem sądu mieli wyjść już 6 sierpnia, ale oczywiście prokurator wystąpił o przedłużenie aresztu, na co przystał sąd. I nie jest wykluczone, że pod koniec sierpnia prokuratura ponownie wystąpi o przedłużenie aresztu Kamratom. „Tylko nie pękać, ducha nie gasimy, za chwilę i tak wychodzą” – dodano.

Więcej informacji przekazał OMZRiK, którego założyciel ukrywa się przed odsiadką za oszustwa finansowe. Przedłużenie aresztu wywołuje wyraźne zadowolenie radykalnie lewicowej organizacji. „Przed chwilą Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Południe zdecydował o przedłużeniu aresztu oskarżonym: Wojciechowi Olszańskiemu i Marcinowi Osadowskiemu. Sygnatury spraw: III Kp 1629/25 i III Kp1630/25” – napisano na „X”. „W sprawie orzekała sędzia Ewa Maćków, której dziękujemy za wnikliwie przeanalizowanie sprawy” – zaznaczył OMZRiK.

Olszański i Osadowski „zostają w areszcie co najmniej do września, potem prokurator ma prawo złożyć kolejny wniosek o przedłużenie aresztu”. „Podstawą do wszczęcia postępowań, które doprowadziły do zatrzymania liderów Kamractwa w areszcie, były śledztwa i dochodzenia inicjowane przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych” – czytamy.

Olszański i Osadowski nie byli obecni na rozprawie. Ta trwała ponad cztery godziny. Przed sądem manifestowali Kamraci.

Wojciech Olszański vel Aleksander Jabłonowski oraz Marcin Osadowski przebywają w areszcie. Wbrew OMZRiK-owej sugestii, nie zostali skazani, tylko stosuje się wobec nich środek zapobiegawczy, niejednokrotnie nadużywany w Polsce, na co coraz częściej zwracają uwagę eksperci. Wcześniej wyszło na jaw, że utrudniano prawnikowi „Jaszczura” i Osadowskiego kontakt z jego klientami.

Najwyraźniej są trzymani „dla przykładu” i w celu pokazania siły przez państwo i rządzących. Obecnie bowiem mają być sądzeni za udokumentowane już rzeczy, które zrobili i powiedzieli. Nie mają więc możliwości mataczenia.

Autorstwo; DC
Na podstawie: X.com
Źródło: NCzas.info



 

WEF wzywa do „uodpornienia” społeczeństwa na „dezinformacje”

WEF wzywa do „uodpornienia” społeczeństwa na „superroznosicieli” dezinformacji. Krytycy ostrzegają, iż byłby to zamach na wolność słowa.

Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) apeluje do platform społecznościowych, rządów i organizacji pozarządowych o „zaszczepienie” opinii publicznej na wpływ tzw. „superroznosicieli” dezinformacji. Tak wynika z raportu „Rethinking Media Literacy: A New Ecosystem Model for Information Integrity” („Nowe spojrzenie na edukację medialną: Ekosystemowy model integralności informacji”), opublikowanego w lipcu 2025 r.

Dokument wzywa m.in. do podejmowania „konsekwentnych działań” przeciw osobom i sieciom uznanym za źródła dezinformacji, prowadzenia kampanii informacyjnych uodparniających społeczeństwo na „wprowadzające w błąd treści” oraz do współpracy z influencerami w celu propagowania „zaufanych informacji” w bardziej „organiczny i przystępny sposób”. Choć w raporcie 175 razy pojawia się słowo „dezinformacja”, a 49 razy „błędna informacja”, ani razu nie przytoczono konkretnych przykładów tych zjawisk.

Autorzy raportu – przedstawiciele m.in. UNESCO, Google, Światowego Forum Ekonomicznego i Instytutu Dialogu Strategicznego (ISD) – argumentują, że jednostki nie są w stanie samodzielnie ocenić wiarygodności informacji. „Odpowiedzialność za ocenę wiarygodności nie może spoczywać wyłącznie na odbiorcach informacji, gdy mechanizmy umożliwiające manipulację są powszechne i coraz bardziej wyrafinowane” – czytamy w dokumencie WEF.

Zalecają więc przeniesienie tej odpowiedzialności na tzw. „interesariuszy” – czyli rządy, korporacje technologiczne, instytucje naukowe i think tanki. To oni mają współtworzyć nowy „ekosystem integralności informacji”, czyli w domyśle system rozpowszechniania propagandy elit – tych formalnie rządzących i tych działających zakulisowo.

Raport powołuje się na art. 19 „Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka” ONZ, twierdząc, że „umiejętność obrony przed dezinformacją” ma być jego częścią. Tymczasem oryginalne brzmienie artykułu 19 mówi jasno: „Każdy człowiek ma prawo do wolności opinii i wypowiedzi; prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów bez ingerencji oraz wolność poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i idei wszelkimi środkami, bez względu na granice”.

Krytycy raportu zauważają, że proponowane środki – w tym m.in. „blokady informacyjne” (czyli czasowe odcinanie dostępu do alternatywnych treści wobec oficjalnej narracji) – stanowią realne zagrożenie dla prawa do swobodnego wyrażania poglądów i dostępu do informacji. Dotyczy to zwłaszcza tematów takich jak konflikty międzynarodowe, zdrowie publiczne, zmiany klimatu czy wybory.

WEF zaleca m.in. wprowadzenie systemów oznaczania treści (np. poprzez „hashowanie” najpopularniejszych „dezinformacji”), automatycznych komunikatów ostrzegających użytkowników przed „wątpliwymi” informacjami oraz współpracę z „zaufanymi źródłami” – czyli głównie mediami głównego nurtu, powiązanymi z rządami, organizacjami międzynarodowymi i korporacjami.

Podobne działania podejmowały już wcześniej ONZ i WHO, współpracując z „TikTokiem”, „Facebookiem”, „YouTube” czy „Google”, by promować własne treści i ograniczać widoczność przekazów uznanych za sprzeczne z oficjalną linią. „Podczas pandemii ONZ współpracowała z influencerami, którym ufano bardziej niż samej ONZ” – przyznał w 2022 r. szef komunikacji tej organizacji. Firma „Google” i ONZ otwarcie zadeklarowały również współpracę w zakresie manipulowania wynikami wyszukiwania dotyczącymi zmian klimatu.

WEF i ONZ zgodnie przyznają, że walka z dezinformacją ma na celu ochronę postępów w realizacji tzw. Agendy 2030 i Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDG). Zdaniem komentatorów, może to oznaczać piętnowanie wszelkiej krytyki tych inicjatyw, oznaczając ją etykietką „dezinformacji”. Ostatnio ONZ zapowiedziała powołanie specjalnej grupy roboczej ds. „dezinformacji i błędnych informacji”, które rzekomo zagrażają realizacji jej globalnych celów.

WEF i ONZ należą do grona instytucji, które – według wielu komentatorów – utraciły zaufanie społeczne. Zamiast analizować przyczyny tej utraty, oskarżają społeczeństwo o brak odporności na „dezinformacje” (zwane wcześniej „fałszywymi informacjami”, dopóki nie okazały się prawdziwe) i chcą wdrażać „reedukację” poprzez szkolenia z zakresu „medialnej i informacyjnej kompetencji”. Ich celem ma być to, by obywatele automatycznie odrzucali wszelkie informacje uznane przez elity za szkodliwe dla ich interesów.

Co znamienne, doroczna konferencja WEF w Davos w 2024 r. poświęcona była… odbudowie zaufania.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: Sociable.coWEForum.org
Źródło: WolneMedia.net

 

Banki centralne są tajnymi architektami globalnych wojen



Rewelacje ekonomisty Richarda Wernera w wywiadzie dla Tuckera Carlsona to policzek dla wszystkich, którzy wierzą w mit neutralnych banków centralnych. Prawda jest mroczniejsza: banki i wojny zawsze były sojusznikami – jedni dostarczają pieniędzy, inni krwi. I ostatecznie zawsze wygrywa ta sama strona: bank.




Werner wskazuje na Bank Anglii, założony w 1694 roku. Akt założycielski, według Wernera, stwierdza jednoznacznie: Celem było zapewnienie rządowi pieniędzy – na prowadzenie wojny. Nie był to przypadek, nie była to neutralność gospodarcza, lecz czysta polityka wojenna prowadzona za pomocą mechanizmów finansowych. Bank nie został stworzony jako usługodawca dla obywateli, lecz jako machina wojenna w najdelikatniejszych kolorach.

Ten sam schemat powtórzył się w USA. Rezerwa Federalna została założona 23 grudnia 1913 roku – w środku okresu świątecznego i bez wiedzy opinii publicznej. I wojna światowa wybuchła zaledwie kilka miesięcy później. Zbieg okoliczności? Raczej nie. Podatek dochodowy wprowadzono w tym samym czasie – aby rząd mógł płacić odsetki prywatnym bankom centralnym. Ponieważ dług publiczny nie jest dziełem przypadku, lecz częścią modelu biznesowego.

Podczas gdy amerykańscy i niemieccy żołnierze masakrowali się nawzajem w okopach podczas I wojny światowej, dwaj bracia zarządzali finansami obu stron: Max Warburg w Reichsbanku i Paul Warburg w Fed. Żaden z nich nie został wybrany na przedstawiciela ludu, lecz na finansowych oligarchów w globalnej sieci. Podczas gdy masy wykrwawiały się na śmierć, ich wpływy rosły. Ich banki rozkwitały. Nikt nie zadawał pytań. Nikt nie domagał się odpowiedzialności.

To przeplatanie się ujawnia perfidną naturę gry: wojna nie jest po prostu konfliktem geopolitycznym, ale zinstrumentalizowanym działaniem mającym na celu zwiększenie kapitału za pomocą odsetek, obligacji i niewoli za długi.

Według Wernera banki centralne to „instytucje pozademokratyczne”, które wymykają się jakiejkolwiek kontroli. Tworzą pieniądz z powietrza, finansują rządy (w zamian za odsetki), wpływają na kursy walut, influją lub niszczą gospodarki – w zależności od swoich interesów. A jednak nie odpowiadają przed nikim; nie wybiera ich żaden parlament ani nie zatwierdza żaden naród.

Zamiast tego dyktują programy oszczędnościowe, ratują niewypłacalne banki, wpędzają całe kraje w niewolę zadłużenia – i destabilizują całe regiony jednym pociągnięciem pióra. To oni są niewidzialnymi architektami recesji, wojen i upadku dobrobytu.

Werner przytacza szczególnie cyniczny przykład dotyczący Japonii w 1945 roku. Po II wojnie światowej banki praktycznie zbankrutowały. Zainwestowały miliardy w bezwartościowe obligacje wojenne. Zamiast jednak wywołać kryzys bankowy, japoński bank centralny zrobił to, co dziś robią Fed i EBC: skupował „toksyczne odpady” po cenie nominalnej – za świeżo wydrukowane pieniądze. Bez kryzysu. Bez kary. Bez straty.

A dzisiaj? Schematy pozostały te same – czy to na Ukrainie, w Strefie Gazy, czy na Tajwanie: wojny destabilizują regiony, zwiększają wydatki rządowe i zwiększają zapotrzebowanie na kredyty. Banki centralne dostarczają pieniądze – na procent. Politycy zaciągają długi – i obiecują zapłacić jutro. Ale zapłacimy wszyscy: podatkami, inflacją i zubożeniem społecznym. A podczas gdy całe kraje płoną, zyski banków rosną. Przemysł zbrojeniowy świętuje. A w wieżach banków centralnych wciąż toczy się wielka gra – bez kontroli, bez przejrzystości, bez moralności.

Wniosek? Bank zawsze wygrywa! Dopóki banki centralne będą miały strukturę prywatną, rządy pozostaną uzależnione od długu, a społeczeństwo nie będzie miało pewności co do ich roli, nie będziemy wolni. Ani gospodarczo, ani politycznie. Czas zakończyć grę – zanim gra skończy z nami.

Na podstawie: YouTube.com
Źródło zagraniczne: UncutNews.ch
Źródło polskie: WolneMedia.net



 

Porażająca deklaracja?



Sporo szumu narobiła 10-punktowa deklaracja naczelnika interpretowana jako ukłon w stronę partii bardziej na prawo od prawicy. Nie jest ona niczym nadzwyczajnym, szczególnie w ustach polityka, który przez ładne parę lat trzymania cugli rządów Polską mówił do publiki głosującej na niego jedno, a swoim pretorianom kazał robić zupełnie coś przeciwnego.

Teraz, kiedy władzę przejęli polityczni gangsterzy, kopiący znacznie wyżej niż jak dotychczas po kostkach – pora rzucić jakiś świeży ochłap wyborcom z prawej strony. Opowiadane dyrdymały nie tylko, że się zaśmierdziały, ale zaczynają gnić i stają się niebezpieczne. Stronnictwo naczelnika niby ma się w sondażach nieźle, ale do czasu utraconej lekkomyślnie (albo celowo) ze szkodą dla Polski świetności, brakuje mu głosów tych wyborców, którzy poszli dwa czy trzy rumby na prawo od prawicy. No i tych, co postawili na szeroki front gaśnicowy. Wszystkie siły, zasiadające w ławach sejmowych niejako zawodowo – bo nic innego chyba nie potrafią – usiłują utopić w szambie Głównego Gaśnicowego. Ale nawet gdyby sztuka się udała, chyba nie będą mogły liczyć na głosy spod znaku gaśnicy. Poza tym – Główny Gaśnicowy ma swoich strażaków, którzy chyba nie popuszczą; jest ich coraz więcej i będzie przybywać.

Pamiętacie Mickiewicza? Za niego też Polaków chciano rozdeptać, a Nowosilcow – Wieszatiel zasługiwał się na ordery. Ale Wieszcz pisał („Dziady” cz. III, scena VII – Salon Warszawski):

„Nasz naród jak lawa:
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”.

Tę warstwę „suchą i plugawą” widzimy na co dzień: wściekłe waginy, „babcie” zadymiary, posłowie kochający nachodźców w cudzym mieszkaniu, ale w żadnym ze swoich sześciu czy siedmiu… „Oskary”, „Jacoby”, „Studenty”, „Bolki”, polskość to nienormalność, osiem gwiazdek, wyprowadzanie kasy ze spółek, rozgrodzona granica, „polskie obozy koncentracyjne”, nadzwyczajna kasta, żurek z kiełbasą, podobno kradzioną…

Każdy szarpie za „postaw sukna” w swoją stronę i dba o to, żeby mu w zębach został jak największy kawałek;

„Plwajmy na tę skorupę”, powiada wieszcz – no i właśnie zaczęło się zstępowanie do głębi. Budzą się ludzie, próbują ogarnąć tę sytuację, chronić granice rozorywane przez władzę – za co ich się karze. Poeta zapamięta, a blaga nie na zawsze przebrała się za prawdę. Przemoc budzi przemoc – o tym też trzeba pamiętać. A ta zbudzona może być jak tsunami.

Ale wróćmy do deklaracji, przypomina ona swą siłą przebicia słynną niegdyś „piątkę dla zwierząt”.

„Nie dla koalicji z Tuskiem i jego ludźmi” – oczywiście jest to porażające novum. To my jesteśmy dobrym ubekiem, a nie oni!

„Nie dla współpracy z putinowską Rosją, Tak dla sojuszu z USA” – genialne! A co zrobimy, jak Putin dogada się z USA, co wcześniej czy później nastąpi? Obrazimy się na obu i dołączymy do Chińczyków? Tyle że Żółtki też dogadują się z Jankesami i Kacapami. Trzeba dla Polaków zamówić jakiś lot w kosmos i dobrą planetę, zanim do końca wystrychną nas na dudków?

„Nie dla nielegalnej imigracji, tak dla deportacji” – chciałbym wierzyć, że to naprawdę. No tak, ale przecież, Naczelniku, byliście u władzy kiedy trwało referendum m.in. w tej sprawie! To wy powinniście byli dopilnować, żeby zły ubek nie fałszował tego referendum. A sfałszował: nie dawali kart referendalnych i brakło zaledwie 250 tys. głosów do ważności referendum, średnio po osiem głosów na komisję wyborczą. Ponad 11 mln ludzi wypowiedziało się, że nie chce nachodźców! Mało? I co z tymi milionami zrobicie? Do gazu? No i jeśli to prawda, co gada zły ubek, to za waszych rządów nalazło najwięcej uchodźców. Prawda to, czy nieprawda? Z wiarygodnością to jak z cnotą: utracona nie odrośnie. A z protezą to już ganiał po sejmie jeden taki polityk. Sezonowy.

„Nie dla centralizacji Unii Europejskiej. Nie dla euro w Polsce, tak dla suwerenności i wolności. Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy. Nie dla ideologii w edukacji” – kiedy można i trzeba było porozumieć się z Orbanem i stworzyć koalicję przeciw odbieraniu suwerenności, naczelnik znikał i go nie było. Wiarygodność zero. Zadymiarzy i zboczeńców trzeba było wsadzać albo leczyć, a nie hołubić. Dokumenty unijne wciskane do podpisu studiować dogłębnie, a nie „czytać” metodą okładkową i podpisywać. To za rządów zjednoczonej prawicy, tak samo jak i za rządów złego ubeka następowała eskalacja władzy Unii w Polsce. Tyle że zły ubek niszczył Polskę otwarcie, a dobry wkładał rękawiczki i udawał patriotę. A szli po tej samej ścieżce w tę samą stronę.

„Tak dla suwerenności energetycznej” – a zielony ład to nie Premier Naczelnika „Pinokio” podpisał? Krasnoludki? „Odrzucanie Europejskiego Zielonego Ładu oznaczałoby ustawienie się na marginesie i innego rodzaju kłopoty, to plan, w którym warto uczestniczyć nawet za pewną cenę — mówił w środę wicepremier, szef PiS Jarosław Kaczyński”.

„Mieszkanie prawem, nie towarem” – nachodźcy nie będą wiecznie koczować w centrach integracyjnych, sprowadzą rodziny i będą się dopominać o mieszkania, tak jak we Francji i Niemczech, Takie prawo przyda się jak znalazł: będzie się zasiedlać mieszkania Polaków z mocy prawa uchodźcami. Tak się dzieje już na Zachodzie Unii. Francja wybudowała dla nachodźców za pieniądze podatników bazę mieszkań socjalnych, tzw. HLM (habitations a loyer modere). Hiszpania takiej bazy nie ma, ale od czego prywatne domy stojące pusto, letniskowe albo których właściciele wyjechali za pracą? Nachodźcy zasiedlają, a prawo ich chroni i są nie do wyrzucenia.

Trzeba było budować tanie mieszkania dla Polaków zamiast futrowania Ukrainy jako ukraińscy słudzy czy lokaje. Gdyby Polacy mieli gdzie mieszkać, może przystąpiliby do prokreacji, zamiast wiać na emigrację.

Późny Gomułka też nie chciał odejść…

Autorstwo: Barnaba d’Aix
Źródło: WolneMedia.net

                            TUZY ELITY                       Jacek Kuroń (Icek Kordblum)     Jacek Kuroń Jacek Jan Kuroń (ur. 3 marca 1934 w...