„MAJĄ ROZMACH SKURW*SYNY”…
Mniej więcej tydzień temu w mediach pojawiły się informacje, że Kancelaria „Alfonsa” ogłosiła przetarg na 8 „limuzyn z segmentu E” o łącznej wartości 3,86 mln zł. Nowe samochody mają zostać pozyskane w ramach 3-letniej umowy wynajmu długoterminowego.
Pierwsze, co zwróciło uwagę ekspertów od rynku motoryzacyjnego, to fakt, że – zgodnie z załączoną do ogłoszenia o przetargu specyfikacją – nowe samochody muszą spełniać niezwykle wyśrubowane warunki techniczno-eksploatacyjne. Nigdy dotąd prezydencka Kancelaria nie miała aż tak olbrzymich (i kosztownych) wymagań odnośnie kupowanych samochodów! Oto niektóre z nich:
- długość nadwozia wynosząca co najmniej 4850 mm,
- pojemność silnika nie mniejszą niż 1900 cm sześc.,
- moc silnika co najmniej 210 kW (czyli 285 KM),
- napęd na obie osie (4x4),
- co najmniej 7-biegowa automatyczna skrzynia,
- emisja CO2 nieprzekraczającą 50 g/km,
- wyjątkowo bogate wyposażenie obejmujące m.in. wyłącznie skórzaną tapicerkę, adaptacyjne reflektory LED, aktywny tempomat, nawigację z mapami Europy i 19-calowe felgi.
Przedstawione w przetargu wymagania techniczne sprawiają, że wybór jest ograniczony do zaledwie kilku modeli limuzyn producentów z tzw. segmentu PREMIUM i to wyłącznie z napędem hybrydowym typu plug-in, bo inne auta nie spełnią kryterium dotyczącego niskiej emisji CO2. Czyli warunek, który pozornie wydaje się mało istotny, w tym przypadku jest chyba najważniejszy! Wiem, że dla części z Was brzmi to wszystko dość enigmatycznie. Ważne jest to, że – zdaniem ekspertów i dilerów motoryzacyjnych – wymagane parametry eksploatacyjne aut spełniają w zasadzie tylko 2 modele samochodów: BMW 530e xDrive PHEV lub Mercedes E300 de 4MATIC. I zdaniem tych ekspertów właśnie pod producentów wspomnianych 2 modeli limuzyn z segmentu E został ten przetarg ewidentnie ustawiony.
Nie byłoby to w przypadku PIS-dzielców żadne novum ani zaskoczenie, bo w czasach „dobrej zmiany” setki przetargów były ustawiane w identyczny sposób. I to nie tylko przetargów na samochody lub nieruchomości, ale także na np. wyposażenie naszych żołnierzy! Głośna była swego czasu afera sprzedawcy grillów ogrodowych i sprzętu ogrodniczego (czyli wiader, wideł, grabi, kompostowników itd.), Michała Stępnia ze Zwolenia pod Radomiem, z którym MON kierowane przez Błaszczaka podpisało umowy na dostawy dla wojska latarek oraz kompasów. Warunki przetargów były tak ustawiane, że mógł je wygrać tylko sprzedawca grillów i wiader spod Radomia. On zaś kupował na… chińskich portalach aukcyjnych plastikowe latarki lub niemal dziecięce kompasy za dosłownie grosze (po ok. 3-4 zł/szt.), ale już wojsku dostarczał je za nawet 30-krotnie wyższą cenę! Ktoś może powiedzieć, że to tylko jakieś latarki lub kompasy… Ale jak tych latarek MON zamawiało np. 15 tys. sztuk, to robił się już z tego całkiem niezły zarobek, idący w setki tysięcy, a konkretnie ponad 500 tys. zł na czysto.
Dziś ten pomysłowy sprzedawca grillów, grabi i łopat (jednoosobowa działalność gospodarcza Michała Stępnia mieści się w małym domku pod Radomiem) ma w związku tymi latarkowo-kompasowymi szwindlami proces sądowy, ale Kosiniak-Kamysz i jego PSL-owskie przydupasy w MON zadbali o to, by oszustowi nie zabrakło forsy na adwokatów. Niedawno sprzedawca grillów i akcesoriów ogrodowych pokonał duże, renomowane firmy w kolejnym wojskowym przetargu, tym razem na dostawę elementów zapory, mającej chronić życie naszych żołnierzy na planowanej Tarczy Wschód! Chodzi o (powszechnie dziś wykorzystywane przez armię ukraińską) modułowe bariery ochronne z metalowej siatki zgrzewanej i geowłókniną, wypełniane piaskiem lub żwirem. Ukraińcy nazywają je „zbrojnymi workami”, a w naszej armii nazywa się je barierami ochronnymi lub barierami ekspedycyjnymi.
No cóż, PSL-owcy z MON też muszą z czegoś żyć, a to już nie są jakieś głupie plastikowe kompasy lub latarki, tylko poważny kontrakt na kwotę 4,2 mln zł! Oferty renomowanych firm – mających kilkudziesięcioletnie doświadczenie w tej branży – zostały odrzucone, a przetarg wygrał sprzedawca grillów, konewek i wideł, choć nikt na oczy nie widział oferowanych przez niego barier ochronnych dla żołnierzy. Wiadomo tylko, że są produkcji chińskiej (a jakże by inaczej?!), ale nie wiadomo, jakiej są jakości. No i wiadomo, że są niewiarygodnie tanie… Przetargowi rywale Stępnia za 1000 takich barier dla wojska chcieli uzyskać 5,7-5,8 mln zł. Sprzedawca grillów i akcesoriów ogrodowych zadowolił się kwotą znacznie niższą, nieco ponad 4 mln zł. I wygrał przetarg w cuglach, a kompromitujące epizody w jego życiorysie oraz proces sądowy podwładni szefa MON Kosiniaka-Kamysza zupełnie zignorowali.
Ale wracamy do zakupu limuzyn dla Kancelarii „Alfonsa”, bo najciekawsze jest wciąż przed nami! Na „dzień dobry” wyeliminowano zatem z przetargu 99,9% producentów i modeli samochodów, w tym także Toyotę Camry, Skodę Superb i wszystkie modele Audi, czyli też auta hybrydowe, świetnie wyposażone i znacznie tańsze, które do tej pory dominowały w prezydenckiej flocie. Co jeszcze zwraca uwagę w tym zapowiedzianym przetargu? Choćby to, że chyba po raz pierwszy oficjalnie podano, że chodzi o „limuzyny z segmentu E”, czyli z najwyższej półki! Do tej pory – czy to za kadencji Prezydenta Komorowskiego, czy potem „główki prącia Prezesa” – nawet wtedy, gdy chciano zakupić limuzyny, to w dokumentacji przetargu nie używano określenia „limuzyny”, tylko operowano nazwami mniej rzucającymi się w oczy, np. typu nadwozia (sedan, hatchback, SUV itp.). Niemal na pewno chodziło o to, by nie ujawniać „bizantyjskich” ambicji i oczekiwań współpracowników głowy państwa i nie wkurwiać opinii publicznej. Wraz z nastaniem ery „Alfonsa” w Pałacu to się diametralnie zmieniło, jego podwładni przestali się przejmować takimi pierdołami, bo oni opinię publiczną mają głęboko w dupie… No i kto bogatemu zabroni?
Jeszcze większe kontrowersje wzbudza oficjalnie deklarowane przeznaczenie tych „limuzyn z sektora E”. Gdy przedstawiciele mediów zapytali o to Biuro Mediów i Listów w Kancelarii „Alfonsa”, w odpowiedzi otrzymali dość enigmatycznie brzmiące oświadczenie, że: „samochody będą wykorzystywane zgodnie z zapotrzebowaniem Kancelarii Prezydenta RP, do obsługi delegacji krajowych i zagranicznych oraz realizacji bieżących zadań”. „Realizacja bieżących zadań” to określenie jak z gumy, wszystko można do nich zaliczyć, nawet kilkugodzinny wypad do burdelu lub do dilera narkotykowego po działkę kokainy dla szefa. Jednak według nieoficjalnych informacji – uzyskanych od pracowników Kancelarii chcących zachować anonimowość – limuzyny mają trafić bezpośrednio do ministrów „Alfonsa”, czyli do: Boguckiego, Cenckiewicza, Szefernakera, Przydacza i Kolarskiego, a może także Andruszkiewicza… I to by tłumaczyło niezwykłą rozrzutność oraz wyjątkowo wysokie wymagania stawiane w tym przetargu oferentom. No bo przecież nie będą chłopaki od „Alfonsa” oszczędzać na samych sobie i tłuc jakimś „złomem” w rodzaju Skody Superb lub Audi!
I już ostatnia sprawa, ale kto wie, czy nie najbardziej wkurwiająca… Zakup nowych samochodów (a właściwie ich wynajem na okres 3 lat) zaplanowano jeszcze za kadencji „główki prącia Prezesa”. Po prostu zbliża się koniec obowiązywania umowy wynajmu pojazdów do tej pory używanych (umowa wygasa w pierwszym kwartale 2026 r.). Tyle że w opracowanych jeszcze przez współpracowników „główki prącia Prezesa” warunkach przetargu widnieje jak wół, że chodzi o wynajem 10 samochodów za kwotę 2,41 mln zł! Czyli jeden wypasiony pojazd miał kosztować średnio ok. 240 tys. zł. Tymczasem współpracownicy „Alfonsa” postanowili zaszaleć na nasz koszt i wynająć „tylko” 8 limuzyn, ale za to za kwotę 3,86 mln zł! Czyli każda z tych limuzyn ministrów „Alfonsa” będzie nas kosztować średnio ok. 480 tys. zł… A więc 2 razy drożej, niż planowano jeszcze kilka miesięcy temu!
I to są właśnie te „konfitury” wynikające ze sprawowania władzy, o których tak mało się w Polsce mówi, a które przecież są oczywiste. Bogucki, szef Kancelarii „Alfonsa”, macha paskiem wypłaty i żali się, że zarabia brutto nieco ponad 18 tys. zł, a wszystkim wydaje się, że to taka świetna fucha! Skurwiel Bogucki (który za swój udział w zatruciu Odry powinien dziś kiblować w pierdlu) ani słowem nie wspomina, że na nasz koszt będzie się przez 5 lat wozić „limuzyną z segmentu E” za pół „bańki”.
I żeby wszystko było jasne, to wśród tych 8 „limuzyn z sektora E” nie ma tych, które będą służyły do przewożenia samego „Alfonsa”. Te 2 limuzyny są kupowane na innych zasadach i za środki pochodzące z innej puli budżetu Kancelarii. I każda z nich kosztuje ok. 1,8-2,2 mln zł.
https://www.facebook.com/profile.php?id=100090158624547
Dziękuję za uwagę. I proszę o udostępnianie tego tekstu gdzie się da, komu się da i kiedy się da...
Jacek Bohdanowicz (vel Jacek Awarski/Nikodem/Winiarski)
https://www.facebook.com/story.php?story_fbid=856680947347185&id=100090158624547&rdid=mm7RPdyMeD2ZVbXz#

