piątek, 12 września 2025

Obecnie nawet na pobudkę jest już za późno..


Tyle dzieje się na świecie, że niemal niezauważona przeszła nominacja kolejnego Ukraińca na ministra w rządzie Donalda Tuska. I nie chodzi tu o marginalny resort typu "Ministerstwo Dziwnych Kroków" na czele z Kotulą (czy inna lewicową amebą umysłową).

Mowa o Wojciechu Balczunie, który właśnie objął tekę ministra aktywów państwowych - człowieka odpowiedzialnego za zarządzanie majątkiem Skarbu Państwa wartym biliony złotych.

Jeśli mielibyśmy wskazać trzy absolutnie kluczowe ministerstwa dla funkcjonowania państwa, byłyby to: Ministerstwo Sprawiedliwości, MSWiA i Ministerstwo Aktywów Państwowych. Dziś wszystkie te filary są (lub były w ostatnim czasie) w rękach ?￰゚ヌᆭV kolumny w Polsce.

Ministerstwo Sprawiedliwości - Adam Bodnar, Ukrainiec po ojcu.

MSWiA - Tomasz Siemoniak, wieloletni członek Związku Ukraińców w Polsce.

Ministerstwo Aktywów Państwowych - Wojciech Balczun.

Ktoś, kto chciałby przejąć filary władzy w Polsce, nie potrzebowałby czołgów ani zamachu stanu.

Wystarczyłoby mu obsadzić swoimi ludźmi właśnie te trzy resorty.

Kim jesteś Wojtku?

Zacznijmy od podstaw. Wojciech Balczun jest Ukraińcem - jego pochodzenie potwierdził portal Onet w artykule z 2022 roku, podpisując zdjęcie słowami: "Lider zespołu Chemia ma ukraińskie korzenie. To na pewno ułatwiło mu późniejszą karierę w biznesie, kiedy został szefem ukraińskiej spółki kolejowej."

W lipcu 2025 roku Balczun został powołany na stanowisko Ministra Aktywów Państwowych w rządzie Donalda Tuska. Nie jest to dla niego pierwszy kontakt z zarządzaniem spółkami państwowymi - od marca 2025 pełnił funkcję prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu, a w latach 2008-2013 stał na czele PKP Cargo.

Najbardziej newralgiczny epizod w jego karierze miał jednak miejsce na Ukrainie. W 2016 roku Balczun wygrał konkurs na prezesa zarządu Kolei Ukraińskich, jednej z najważniejszych spółek strategicznych naszego wschodniego sąsiada. Funkcję objął w czerwcu 2016 i pełnił ją do sierpnia 2017 roku. To stanowisko wymagało dostępu do informacji niejawnych i współpracy z ukraińskimi służbami - nie sposób sobie wyobrazić, by cudzoziemiec zarządzał całym systemem kolejowym bez ich zgody i weryfikacji.

Sympatyk szatańskiej symboliki

W grudniu 2016 roku Balczun opublikował na swoim ukraińskim profilu na portalu Facebook (tak, ukraińskim - od lat prowadzi profil skierowany wyłącznie do rodaków, gdzie przedstawia się jako Войцех Балчун). Według jego obecnych tłumaczeń to "zbieg okoliczności" i specyficzny kadr zdjęcia z konferencji. Można by w to uwierzyć, gdyby nie jego inny post - z 2023 roku - w którym prezentuje grafikę z hasłem "herojam sława" w jednoznacznej czerwono-czarnej kolorystyce.

Wszelkie wątpliwości rozwiane. Balczun jest jawnym sympatykiem zbrodniczej organizacji ukraińskich nacjonalistów odpowiedzialnych za setki tysięcy zamordowanych Polaków. Zamiast być pod stałym nadzorem operacyjnym polskich służb - został wyniesiony na stanowisko ministra zarządzającego majątkiem wszystkich Polaków.

Bursztynowy Wojtuś i ekipa z półświatka

W 2019 roku Wojciech Balczun wraz ze wspólnikami powołał do życia spółkę zajmującą się wydobyciem bursztynu na Ukrainie. Jak donosi TVN24, w gronie udziałowców znalazł się m.in. szczeciński biznesmen Jerzy Dominik K., oskarżany o działalność w zorganizowanej grupie przestępczej.

Współwłaścicielami firmy byli: Balczun, były milicjant z Ukrainy Mykola Niemcow oraz spółka Amos Investments, powiązana z Jerzym Dominikiem K. Według prokuratury, grupa miała zajmować się m.in. wyłudzaniem podatku VAT i praniem brudnych pieniędzy. Choć CBA zatrzymało biznesmena, to po postawieniu mu zarzutów i wpłaceniu kaucji, śledczy zgodzili się, by do zakończenia postępowania pozostał na wolności - podaje TVN24.

Farbowany miś

Poniżej dwa oblicza Balczuna. Po lewej - zdjęcie z 2016 roku. Widzimy na nim siwiejącego mężczyznę w sile wieku, książkowy przykład wizerunku urzędnika średniego szczebla: krótko przystrzyżone włosy, skromne okulary, spokojny i wycofany wyraz twarzy.

Zdjęcie po prawej - już z 2025 roku - przedstawia człowieka zupełnie innego. Dłuższe, starannie stylizowane włosy, przyciemniona i wyprofilowana broda, modne, masywne okulary, dopasowany garnitur i krawat w kontrastowym kolorze. Balczun wygląda, jakby przeszedł rebranding od podstaw - z urzędnika średniego szczebla w międzynarodowego menedżera z okładki magazynu biznesowego.

I to właśnie jest klucz. Ta zmiana wizerunku nie jest kwestią gustu czy wieku - to przemyślany zabieg PR-owy. Balczun buduje nową tożsamość, która ma przykryć jego dawną aktywność, powiązania i poglądy. Wizerunek "światowego technokraty" ma odwracać uwagę od niewygodnych faktów: od ukraińskiego profilu w mediach społecznościowych, od postów z hasłami "herojam sława", od biznesowych powiązań z półświatkiem zajmującym się handlem bursztynem i praniem pieniędzy. Taka metamorfoza to stara metoda - gdy przeszłość jest obciążeniem, zmienia się opakowanie, by trudniej było powiązać człowieka z dawnymi sprawami. Zmieniony styl, bardziej elegancki i "światowy", pełni tu funkcję maski, która ma uwiarygodnić Balczuna w oczach opinii publicznej i osłabić czujność służb oraz opini publicznej. Na Polaków wystarczy.

UkroSluzbiya

Człowiek, który zarządzał kolejami ukraińskimi, musiał przejść weryfikację ukraińskich służb i uzyskać dostęp do informacji niejawnych. Jego kontakty z ukraińskim wywiadem to pewnik. Skąd pewność, że ten Ukrainiec i jawny sympatyk symboliki banderowskiej nie został zwerbowany? A może wcale nie musiał być - może sam zgłosił się z poczucia obowiązku wobec swojej ojczyzny?

Kto wpadł na pomysł, aby człowieka z tak niejasnym życiorysem mianować na stanowisko odpowiedzialne za majątek Skarbu Państwa liczony w bilionach złotych?

Podobny przypadek mamy z obecnym prezesem Orlenu Ireneuszem Fąfarą, który zanim trafił do Orlenu, zasiadał w radzie nadzorczej Ukrnafty (co zresztą starannie próbowano ukryć przed opinią publiczną). On również musiał mieć kontakt ze służbami ukraińskimi - co jest naturalne przy obejmowaniu strategicznych stanowisk w spółkach ukraińskiego Skarbu Państwa.

Przypadki w tym biznesie nie istnieją

W jeden przypadek mógłbym uwierzyć. W dwa - z trudem. Ale obsadzenie trzech kluczowych resortów i największej spółki państwowej ludźmi o ukraińskich korzeniach lub powiązaniami ze służbami ukraińskimi nie może być zbiegiem okoliczności. To świadczy o konsekwentnym planie politycznym, w którym polskie państwo jest traktowane jak zasób do przejęcia i zarządzania przez środowiska o zewnętrznych lojalnościach.

W praktyce oznacza to, że wymiar sprawiedliwości, służby mundurowe i majątek narodowy - trzy filary suwerenności - znalazły się pod kuratelą ludzi, których życiorysy i lojalności w najlepszym razie są niejednoznaczne. Czy Donald Tusk naprawdę wierzy, że taki układ jest bezpieczny dla państwa? Czy ktoś w ogóle zadaje sobie pytanie, co się stanie w sytuacji kryzysu, gdy interesy Polski i Ukrainy nie będą już zbieżne?

Co gorsza, ci sami politycy, którzy na każdym kroku powtarzają, jak to rzekomo dbają o bezpieczeństwo państwa i dobrobyt obywateli, w rzeczywistości robią coś dokładnie odwrotnego. Obsadzają kluczowe stanowiska w Polsce ludźmi, którzy są Polakami jedynie z pozorów, a z całym bagażem życiorysów i lojalności mają wszelkie podstawy, by działać w interesie obcego państwa - i to państwa, które wcale nie jest wobec nas przyjazne.

PS. A swoją drogą - co trzeba mieć w głowie, żeby jako dorosły mężczyzna farbować brodę i włosy?

https://www.facebook.com/photo/?fbid=1097681102559068&set=a.236543628672824

                                    WOJNA NA UKRAINIE - FAKTY, O KTÓRYCH SIĘ NIE MÓWI.

                                           (Jeszcze pomagacie, tym skurwysynom z piekła rodem?)




Od trzech lat w mediach słyszymy, że Rosja zaatakowała Ukrainę bez powodu, a my – Polacy – musimy wspierać Kijów, bo to „nasza wojna”. Jednak rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Wojna na Ukrainie nie zaczęła się w 2022 roku, lecz była konsekwencją działań Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, które systematycznie prowokowały Rosję, używając Ukrainy jako pionka w geopolitycznej rozgrywce.

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że pucz na Majdanie w 2014 roku nie był spontanicznym zrywem Ukraińców, lecz efektem finansowanej przez USA operacji destabilizacyjnej, czyli tzw. „demokratyzacji” Ukrainy. Stany Zjednoczone przeznaczyły miliardy dolarów na zmianę władzy w Kijowie, a nagrania rozmów amerykańskich dyplomatów (m.in. Victorii Nuland) pokazują, że to oni decydowali, kto stanie na czele rządu po obaleniu legalnie wybranego prezydenta Wiktora Janukowycza. Po tych wydarzeniach Ukraina rozpadła się na dwie części – prozachodnią i prorosyjską, a w Donbasie wybuchła wojna domowa. Przez kolejne osiem lat ukraińskie wojsko, wspierane przez skrajnie nacjonalistyczne oddziały, takie jak Azow i Prawy Sektor, prowadziło operacje militarne przeciwko separatystom, co doprowadziło do około 15 tysięcy ofiar śmiertelnych, według danych ONZ. Media milczały na ten temat, bo nie pasowało to do ich narracji.

W odpowiedzi na te wydarzenia, w marcu 2014 roku, Rosja przeprowadziła operację wojskową na Krymie, która doprowadziła do aneksji półwyspu. W referendum, które odbyło się 16 marca 2014 roku, 96,77% głosujących opowiedziało się za przyłączeniem Krymu do Rosji, przy frekwencji wynoszącej 83,1%. Choć organizacje międzynarodowe uznały to referendum za nielegalne, faktem jest, że decyzja ta miała szerokie poparcie mieszkańców Krymu. Dodatkowo ukraińskie władze wcześniej próbowały ograniczyć używanie języka rosyjskiego – w 2014 roku Rada Najwyższa Ukrainy podjęła próbę uchylenia ustawy o językach regionalnych, co wywołało niepokój rosyjskojęzycznej ludności.

Kolejną przyczyną konfliktu była kwestia NATO. Rosja od lat ostrzegała, że nie pozwoli na wciągnięcie Ukrainy do Sojuszu, traktując to jako bezpośrednie zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa. Porównanie do Kryzysu Kubańskiego z 1962 roku jest oczywiste – gdy ZSRR próbował rozmieścić rakiety na Kubie, USA groziły wojną. Wtedy ostatecznie statki z sowieckimi rakietami zawróciły, a Moskwa wycofała się pod presją Waszyngtonu. Dlaczego więc Moskwa miałaby pozwolić, aby NATO ulokowało swoje bazy tuż przy jej granicach?

Waszyngton i Bruksela nie tylko ignorowały rosyjskie ostrzeżenia, ale też świadomie eskalowały sytuację. Do 2021 roku Ukraina była intensywnie dozbrajana, a na jej modernizację przeznaczono miliardy dolarów. Rosja uznała to za zagrożenie i zareagowała. Co ciekawe, wojna mogła zakończyć się już w kwietniu 2022 roku – w Stambule prowadzono rozmowy pokojowe, a Ukraina była gotowa na kompromis. To jednak Kijów zerwał negocjacje po naciskach USA i Wielkiej Brytanii. Według mnie wojna była Zachodowi na rękę, ponieważ stała się najlepszym wytłumaczeniem fatalnych decyzji gospodarczych i inflacji w czasie COVID-19. W obliczu rosnącego niezadowolenia społecznego w wielu krajach wojna stała się idealnym pretekstem do dalszych wydatków publicznych i tłumaczenia kryzysu gospodarczego „putinflacją".

Nie można też pominąć kwestii ideologicznej. Rosja od początku mówiła o „denazyfikacji” Ukrainy i problemie neonazizmu, co początkowo wydawało mi się przesadzone. Jednak fakty są niezaprzeczalne – Ukraina oficjalnie czci Stepana Banderę i UPA, organizuje marsze ku ich czci, a prezydent Zełenski chętnie fotografuje się na tle czerwono-czarnej flagi, symbolu UPA. Dla Polski ten aspekt jest szczególnie ważny, ponieważ UPA była odpowiedzialna za Rzeź Wołyńską – ludobójstwo dokonane na dziesiątkach tysięcy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943–1945. To nie jest „rosyjska propaganda”, lecz rzeczywistość, którą polskie elity polityczne celowo ignorują.

Dziś politycy i dziennikarze przekonują nas, że „Putin chce odbudować ZSRR” i „zaatakuje Polskę”. To narracja tych, którzy dążą do dalszej eskalacji konfliktu i próbują doprowadzić do upokorzenia Rosji – co w obecnej sytuacji jest nierealne. Ukraina przegrała tę wojnę i musi liczyć się z jej konsekwencjami. Europejscy politycy nie byli jednak przygotowani na taki scenariusz, a jego skutki okazały się dla nich poważnym problemem. Narracja o nieuchronnym zwycięstwie Kijowa zaczęła się rozpadać, zwłaszcza po zwycięstwie Donalda Trumpa, który otwarcie powiedział prawdę o tej wojnie. Jego stanowisko podważyło dotychczasowy przekaz, a elity europejskie, które zainwestowały w ten konflikt zarówno politycznie, jak i finansowo, znalazły się w sytuacji, której nie przewidywały.

W obliczu tej sytuacji Polska powinna kierować się własnym interesem narodowym. Militarne zaangażowanie w konflikt, który nie jest naszą wojną, może przynieść katastrofalne skutki dla Polski i jej obywateli.

Udostępnij i nie pozwól na wciągnięcie Polski w tę wojnę. P.s. jeszcze pomagacie, tym skurwysynom z piekła rodem?

https://www.facebook.com/photo?fbid=1313601247110711&set=a.119793156491532

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...