Polskie „akty założycielskie”
Historia polskiej państwowości jest najczęściej przedstawiana jako ciąg moralnie oczywistych wydarzeń: chrzest, koronacja, unia z Litwą, rozbiory, odzyskanie niepodległości, komunizm, transformacja i III Rzeczpospolita. Każdy z tych etapów posiada własny mit założycielski i własną narrację legitymizacyjną.
Rzadziej jednak zadajemy pytanie fundamentalne: na czym właściwie opierała się legalność kolejnych polskich porządków politycznych? Czy wynikała ze świadomej zgody wspólnoty, czy raczej była efektem działania elit dostosowujących społeczeństwo do zmieniających się układów sił?
Pytanie to nabiera szczególnej ostrości w zestawieniu z amerykańską konstytucją, która nie była tylko dokumentem prawnym — stanowiła akt politycznego samookreślenia. Wspólnota kolonii uznała samą siebie za suwerenną. „We the People” — nie cesarz, nie papież, nie dynastia, lecz świadoma decyzja wspólnoty stała się źródłem legalności.
W polskiej historii taki moment nigdy nie nastąpił w sposób pełny i trwały.
Chrzest Polski jako wejście do obcego systemu legitymizacji
„Chrzest Polski” z 966 roku jest zwykle przedstawiany jako początek państwa polskiego i moment wejścia w krąg cywilizacji zachodniej. W rzeczywistości był to przede wszystkim akt geopolityczny i cywilizacyjny.
Mieszko I nie budował państwa poprzez świadome uznanie suwerenności ludu. Wprowadzał ziemie piastowskie do już istniejącego łacińskiego systemu władzy, prawa i symboli. Centrum sensu leżało poza rodzącą się wspólnotą. Polska państwowość od samego początku rozwijała się nie jako autonomiczne źródło własnej legalności, lecz jako część większego, zewnętrznego porządku.
Korona i legalność z uznania zewnętrznego
Koronacja królewska nie była wyłącznie rytuałem symbolicznym. Była potwierdzeniem uznania przez szerszy system cywilizacyjny Zachodu. Legalność monarchy nie brała się z wewnętrznej zgody wspólnoty, lecz z połączenia siły dynastycznej, poparcia elit i sakralnej autoryzacji Kościoła.
To fundamentalne napięcie między lokalnym interesem wspólnoty a uniwersalistycznym porządkiem religijno-cywilizacyjnym przewija się przez całą polską historię.
Rzeczpospolita szlachecka — wolność elit zamiast suwerenności narodu
Unia Lubelska stworzyła jeden z najbardziej oryginalnych modeli republikańskich w Europie, lecz był to republikanizm elit, a nie całego społeczeństwa. Szlachta uznała samą siebie za naród polityczny, pozostawiając resztę społeczeństwa poza mechanizmem współtworzenia legalności.
Państwo broniło istniejącego porządku symbolicznego zamiast budować własne, autonomiczne centrum.
Rozbiory jako kryzys legalności wspólnoty
Rozbiory były nie tylko klęską militarną, lecz także — a może przede wszystkim — efektem utraty przez elity zdolności do utrzymania wspólnego pola legalności i sensu istnienia. W tej próżni Kościół rzymski stał się depozytariuszem tożsamości. Naród przetrwał raczej jako wspólnota symboliczno-religijna niż jako świadoma wspólnota polityczna.
II Rzeczpospolita — państwo otrzymane, nie ustanowione
Określenie „odzyskanie niepodległości” jest wygodnym mitem. II Rzeczpospolita była w istocie państwem otrzymanym — wynikiem decyzji zwycięskich mocarstw, a nie aktu zbiorowego samookreślenia Polaków. Jej fundament pozostał zewnętrzny, mimo prób budowy własnej legitymizacji — legionowej w wydaniu piłsudczyków lub narodowo-katolickiej w wydaniu endeków.
PRL — nowa legalność bez społecznej legitymizacji
PRL próbowała narzucić nowy porządek z zewnątrz. Legalność postrzegano jako zależną od radzieckiego hegemona, co doprowadziło do głębokiego rozdwojenia rzeczywistości.
III RP — konstytucja bez aktu wspólnotowego przełomu
III RP powstała z kompromisu elit, a jej legitymizacja rozproszyła się między Zachodem, UE, NATO, liberalną modernizacją a tradycją narodowo-katolicką. Formalnie demokratyczna, w świadomości zbiorowej nadal opiera się na konkurujących zewnętrznych źródłach.
Polska i problem nieustanowionej wspólnoty
Historia polskich porządków to głównie adaptacja do kolejnych dominujących systemów, a nie emanacja własnego centrum. Stąd oscylacja między buntem a podporządkowaniem, mesjanizmem a imitacją.
Najgłębszym problemem nie jest konkretny ustrój, lecz brak momentu, w którym wspólnota naprawdę uznałaby samą siebie za ostateczne źródło własnej legalności.
Wnioski dla refleksji nad nową konstytucją
Olbrzymią stratą cywilizacyjną byłoby sprowadzenie debaty konstytucyjnej jedynie do próby napisania nowego dokumentu prawnego. Ma ona bowiem szansę stać się wielkim procesem edukacyjnym i świadomościowym — pierwszym takim w zapisanej historii Polaków — podczas którego obywatele mogliby rzeczywiście zrozumieć, czym jest państwo, jak działają mechanizmy sterowania wspólnotą, jakie są konsekwencje określonych modeli ustrojowych oraz dlaczego żadna konstytucja sama z siebie nie zagwarantuje sprawiedliwości, jeśli społeczeństwo pozostanie bierne i nieświadome.
Obecne państwo polskie jest złożoną mieszaniną instytucji wywodzących się ze średniowiecznych monarchii, oświeceniowej nowoczesności, realiów PRL oraz współczesnych wpływów ponadnarodowych struktur politycznych i ekonomicznych. Tymczasem istnieje bardzo niewiele instytucji — o ile w ogóle jakiekolwiek — które w sposób rzeczywisty analizowałyby, czego sami Polacy chcą jako wspólnota polityczna i cywilizacyjna.
Konstytucja jako akt wspólnotowego ustanowienia
Nowa konstytucja miałaby sens jedynie jako świadomy akt polityczny całej wspólnoty obywatelskiej — nie jako projekt elit, nie jako produkt partyjnych negocjacji i nie jako adaptacja kolejnego zagranicznego modelu.
Problem „narodu politycznego”. Stabilne państwo wymaga, by większość obywateli czuła się rzeczywistymi współgospodarzami, a nie przedmiotem zarządzania przez kolejne elity.
Rozdzielenie od zewnętrznych centrów legitymizacji. Nie chodzi o izolację, lecz o odbudowę zasady: państwo istnieje dla wspólnoty, a nie wspólnota dla realizacji interesów zewnętrznych ośrodków.
Państwo nie naprawi się samo. Instytucje nie reformują się same. Prawdziwa zmiana wymaga szerokiej debaty społecznej, realnego udziału obywateli i mechanizmów ograniczających monopol klas politycznych.
Ochrona przed oligarchizacją. Konstytucja powinna powstawać z realistyczną świadomością tendencji władzy do zawłaszczania państwa i tworzyć mechanizmy umożliwiające społeczeństwu odzyskiwanie kontroli.
Najważniejsze pytanie pozostaje otwarte
Być może najważniejsze pytanie dla przyszłej polskiej konstytucji nie brzmi: „jaki model ustrojowy wybrać?”, lecz „czy Polacy są gotowi uznać samych siebie za rzeczywiste źródło legalności własnego państwa — wraz z całą odpowiedzialnością, jaką taka decyzja oznacza?”.
Bez pozytywnej odpowiedzi każda kolejna konstytucja pozostanie jedynie kolejnym etapem adaptacji, a nie trwałym fundamentem suwerennej wspólnoty politycznej.
Autorstwo; Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net
