poniedziałek, 23 lutego 2026

                                   AFERZYŚCI ELIT

                                                                       Peter Vogel (Piotr Filipczyński)

 


 

Peter Vogel, urodzony jako Piotr Filipczyński znany również jako Piotr Filipkowski (ur. 1954 w Warszawie) – szwajcarski bankowiec i mo­r­der­ca posiadający m.in. obywatelstwo nie­mie­ckie.

Kariera Petera Vogla nie rozpoczęła się w szwa­j­ca­r­skich bankach przeznaczonych dla mi­lio­ne­rów czy salonach politycznych War­sza­wy. Rozpoczęła się znacznie wcześniej w Strzelcach Opolskich. Człowiek, przez ręce którego przechodziły miliony, odsiadywał tutaj wyrok 25 lat więzienia za morderstwo dokonane ze szczególnym okrucieństwem. Nie był jednak traktowany jak zwykły kryminalista. Przyszły kasjer lewicy miał Tatusia. Na stanowisku rzecz jasna.
Wszystko zaczęło się w pod koniec 1971 roku. Młody Piotr Filipczyński, bo tak się wtedy nazywał przyszły ulubieniec lewicy, nie zaliczył języka an­gie­l­skie­go i musiał powtarzać drugą klasę liceum. Na dodatek kilka dni przed końcem roku miał poważny wypadek samochodowy. W ramach kary ojciec odciął mu dopływ gotówki i młody człowiek nie miał za co zabawić się w sy­l­we­s­tra. Znalazł na to sposób.
30 grudnia 1971 roku Piotr Filipczyński zwabił do piwnicy 75-letnią sta­ru­sz­kę, która pracowała w domu kolegi jako gosposia i guwernantka. Być może wiedział, że nie wydawała zarobionych pieniędzy i odkładała je na czarną godzinę. W piwnicy zabił ją rozwalając czaszkę tłuczkiem do mięsa. Potem polał zwłoki rozpuszczalnikiem i podpalił. 12 tysięcy złotych, które zrabował, były równoważnością rocznej przeciętnej pensji. Nie zabawił się jednak za nie zbyt długo. Został aresztowany.
Obrońca argumentował, że wstrząs mózgu, jakiego doznał podczas wy­pa­d­ku samochodowego, mógł spowodować ograniczenie poczytalności, lecz sąd nie miał wątpliwości. Skazał go na 25 lat więzienia w jednym z naj­cię­ż­szych zakładów w kraju. W Strzelcach Opolskich. I tutaj zaczyna się lista przedziwnych wypadków, które doprowadziły w końcu do powstania „Petera Vo­g­la” i rzucają inne światło na jego dalszą karierę. A zaczęło się od matury.

W roku 1973 ojciec naszego bohatera kieruje do Ministerstwa Oświaty prośbę o umożliwienie mu kontynuowania nauki podczas odbywania kary. Ojciec Piotra, Tadeusz Filipczyński, nie jest byle kim. Stanowisko wicedyrektora departamentu w Ministerstwie Przemysłu Lekkiego ot­wie­ra­ło wiele drzwi.

Tadeusz Filipczyński był „TW Tadeusz” (współpracował z SB).

Jako, że przy strzeleckim więzieniu działa fabryka butów całkowicie zależna od tegoż ministerstwa, nie dziwi, że nasz młody bohater traktowany był w sposób szczególny. Piotr Filipczyński zostaje zapisany do liceum dla do­ro­s­łych w Warszawie przy ul. Klonowej, gdzie prowadzi naukę ko­re­s­pon­den­cy­j­nie. Ponieważ liceum nie ma w swoim programie nauczania języka angielskiego, uznano awansem, że skończył drugą klasę i od razu roz­po­czął trzeci rok nauki. Po dwóch latach ojciec zaczął starania o umożliwienie synowi zdawania egzaminu dojrzałości. Jan Jacheć, nauczyciel matematyki w strzeleckim liceum twierdzi, że Tadeusz Filipczyński trzykrotnie przyjeżdżał wtedy do opolskiego kuratora i naciskał na przeprowadzenie matury w liceum stacjonarnym. Kurator Pabliszyn z Opola odpowiedział mu wtedy, zgodnie z prawdą, że nie ma takiej prawnej możliwości, i że maturę może jak najbardziej zdawać, tylko że w szkole, w której pobierał nauki. Filipczyński miał jednak koneksje na samych szczytach władzy i nie dawał za wygraną.
Prawdopodobnie w całym tym zamieszaniu chodziło o to, że inaczej wy­glą­da w papierach matura zdana w liceum stacjonarnym. Skazani nie mieli wtedy takich możliwości i unikało się potem niewygodnych pytań. Na pe­w­no przyczyną nie był koszt dojazdów egzaminatorów z liceum w Warszawie. Robili to już wcześniej podczas zaliczeń semestralnych. Wokół matury Pio­tra Filipczyńskiego zaczynają dziać się dziwne rzeczy.

Skoro kuratorium nie wyraziło zgody, pismo z poleceniem przeprowadzenia takiego egzaminu nadchodzi do dyrektora liceum bezpośrednio z Mi­ni­ste­r­stwa Oświaty z pominięciem oficjalnej drogi służbowej. To wydarzenie bez precedensu.
Dyrektor placówki, B., rozpoczął przygotowania do egzaminu. Miał on wtedy powiedzieć, że „dla strzeleckiego liceum to wielki zaszczyt” i takim też ar­gu­men­tem przekonywał do swoich racji nauczycieli.
Przed egzaminem pozostał do rozwiązania problem formalny. Do liceum w Warszawie skierowane zostało pismo z prośbą o przesłanie arkuszy ocen ucznia. Są one potrzebne, by ocenić jego postępy w nauce i ab­so­lut­nie wymagane do przeprowadzenia egzaminu. Mimo ponawiania próśb, arkusze najprawdopodobniej nigdy nie dotarły do Strzelec. Bez nich nie wiadomo nawet, czy uczeń w ogóle ukończył klasę III i IV szkoły średniej. Mimo to liceum w Strzelcach uznaje przedmioty z warszawskiego liceum dla pracujących za zaliczone.
30 kwietnia 1975 r. odbywa się zebranie rady pedagogicznej, na której dyrektor B. skierował się do nauczycieli z „gorącą prośbą”, by podjęli uchwałę o przeprowadzeniu egzaminu maturalnego. Uchwała przeszła większością głosów - 9 do 6. Przygotowania do egzaminu ruszają pełną parą. W pierwszych dniach maja 1975 do kuratorium w Opolu zostaje wysłany list protestacyjny, podpisany przez pedagogów strzeleckiego liceum. Odpowiedź jest jednoznaczna – skoro Ministerstwo Oświaty zajęło się sprawą bezpośrednio – kuratorium nie może nic w tej sprawie zrobić. Roma locuta causa finita.
W dniu, w którym miał odbyć się egzamin dojrzałości, nastąpiła katastrofa. Dla kuratora oświaty w Opolu nieprawidłowości nagromadziło się już za wiele. Na dwie godziny przed maturą Filipczyńskiego zatelefonował i za­ko­mu­ni­ko­wał dyrektorowi B., że egzamin odbyć się nie może. Dyrektor po­s­łu­chał i nauczyciele, którzy mieli o 1600 wybrać się na egzamin do zakładu ka­r­ne­go, pozostali tego dnia w liceum. Zgoda na odwołanie egzaminu Filipczyńskiego była dla dyrektora B. przedostatnią decyzją w jego dy­re­k­to­r­skiej karierze.

Dyrektor B. zostaje natychmiast wezwany do siedziby partii. Wrócił stamtąd wzburzony. Ponieważ zawiódł Towarzyszy dano mu wybór – sam zrezygnuje ze stanowiska albo zostanie z niego usunięty. Tego samego dnia składa rezygnację. W kronikach szkolnych widnieje jedynie lakoniczny wpis mówiący o tym, że „z końcem roku szkolnego 1974/75 niespodziewanie odchodzi ze stanowiska dyrektor B.”. Niewiele osób znało całą prawdę o okolicznościach tamtej decyzji.

Natychmiast jego miejsce zajmuje dyrektor G., nauczycielka szkoły w Gro­dzi­sku. Wśród nauczycieli wspominana jest jako „dyspozycyjna” i nie cieszy się dużym poważaniem. Niektórzy twierdzą, że nominacja ta odbyła się wbrew obowiązującym wtedy przepisom.
Oczywiście pierwszą decyzją G. jest ponowne przeprowadzenie egzaminu, który już bez żadnych problemów odbywa się 10 i 11 czerwca 1975 r. Mimo że matura ta odbyła się już po wcześniejszych egzaminach, kuratorium nie dostarcza innych pytań, więc Piotr Filipczyński prawdopodobnie znał już tematy, na jakie pisał. Egzamin dojrzałości miał też inną wadę – był absolutnie bezprawny. Wciąż brakowało niezbędnych arkuszy ocen ucznia. Po rozwiązaniu poprzedniej komisji, dawna uchwała rady pedagogicznej utraciła ważność, a nowego głosowania nigdy nie przeprowadzono.
Pedagog, który wcześniej przyjechał z liceum dla dorosłych w Warszawie, mógłby spokojnie pretendować do rekordu Guinnesa. Jak mówią do­ku­men­ty, sam jeden przepytuje Filipczyńskiego z 11 przedmiotów. Aby do­ce­nić ten fenomen, trzeba uświadomić sobie, że w pojedynkę potrafił prze­py­tać i ocenić wiedzę ucznia z takich przedmiotów jak j. polski, j. rosyjski, ma­te­ma­ty­ka, historia, biologia, geografia czy fizyka... Mimo że w programie nauczania strzeleckiego liceum są takie przedmioty jak j. angielski, wy­cho­wa­nie techniczne i przysposobienie obronne, nie są one podczas matury Filipczyńskiego brane pod uwagę.

Po tych wszystkich cudach nie należy się dziwić, że nasz bohater maturę zdaje bez problemu. Dyrektor G. osobiście dostarcza dyplom do strze­le­c­kie­go więzienia. Na świadectwie maturalnym (sygnowanym numerem 37/A) wypisane jest, jako miejsce ukończenia szkoły średniej, Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Broniewskiego w Strzelcach Opolskich. A do tego dotychczasowa edukacja Piotra Filipczyńskiego nie dawała mu absolutnie prawa.

Nie wszyscy nauczyciele zamierzali pogodzić się z tą farsą. Dwoje z nich pisze protesty, które odbijają się od ściany systemu jak piłeczka tenisowa. Protesty doszły w końcu do samej góry, lecz tak jak poprzednio, jedyną odpowiedzią było stwierdzenie, że podczas egzaminu maturalnego Piotra Filipczyńskiego nie było nieprawidłowości. Jeden z nauczycieli zdał sobie sprawę, że wychyla się niebezpiecznie i zamilkł. Drugi, Jan Jacheć, nie pogodził się z tym oszustwem do dziś i był wielokrotnie z tego powodu szykanowany. Dyrektorka G. po roku kierowania liceum przeszła na „wy­dłu­żo­ny urlop” i w końcu opuściła placówkę.
Maturzysta Filipczyński nie odsiedział całej kary. Decyzją Rady Państwa wy­rok skrócono do 15 lat, a po 8 latach wzorowego sprawowania, w 1979 roku, został warunkowo zwolniony z więzienia. Wzorowe sprawowanie zresztą dość wątpliwe, gdyż są osoby określające go jako „niezłego gryp­se­ra”. Rozpoczął studia na Politechnice Warszawskiej. Ożenił się. Urodziła mu się córka. Jak sam twierdzi był nawet członkiem Solidarności. Tuż po zawieszeniu stanu wojennego otrzymuje, mimo wciąż obowiązującego go zawieszenia kary, paszport i wyjeżdża do rodziny w Szwajcarii, gdzie do­s­ta­je polityczny azyl.
Kilka lat później, w 1999 roku, Interpol aresztuje szanowanego biz­ne­s­me­na – Petera Vogla. Nasz bohater przyjął wcześniej nazwisko matki i dorobił się sporych pieniędzy. Vogel sprowadzony zostaje do Polski i... uła­s­ka­wio­ny przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Vogel by­wał już w kraju wcześniej wielokrotnie, lecz nikomu nie przyszło do głowy, by niepokoić nietykalnego bankiera.

Peter Vogel został w marcu 2008 roku aresztowany po raz trzeci pod za­rzu­tem prania brudnych pieniędzy. Siedzi w areszcie. Wcześniej, bo w kwietniu 2006 roku, na wniosek emerytowanego nauczyciela - Jana Jachecia, sprawą matury Filipczyńskiego zajęła się prokuratura w Katowicach. Nie wiadomo jak zakończyło się śledztwo.
W roku 1981 działacze strzeleckiej Solidarności starali się dotrzeć do akt więźnia, które powinny znajdować się w zakładzie karnym nr.1. Akta były już wtedy niedostępne i przeniesione, najprawdopodobniej do Warszawy.
Ze względu na ochronę danych osobowych, nie można zajrzeć do arkusza ocen naszego bohatera, które powinny znajdować się w strzeleckim liceum. Dyrekcja potwierdza tylko, że dokumenty o takim uczniu w ogóle istnieją.
Rzecznik kuratorium oświaty w Opolu, Alicja Świątkowska-Podgórska: – Aby zweryfikować raz wydaną maturę musiałoby zostać przeprowadzone postępowanie wyjaśniające i w jego wyniku wykazane znamiona prze­s­tę­p­stwa. Czysto hipotetycznie można rozważyć wtedy unieważnienie egzaminu dojrzałości. Nigdy jednak nie spotkałam się z takim przypadkiem.

 

 

W lipcu 1999 wszczęta została wobec nie­go budząca kontrowersje procedura ułaskawienia ze strony minister Su­cho­c­kiej zakończona ułaskawieniem w try­bie nadzwyczajnym przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.

Aleksander Kwaśniewski przyznał, że u­ła­s­ka­wił Filipczyńskiego ponieważ jego na­z­wi­sko znalazło się na liście prokuratora generalnego Hanny Suchockiej.

 

 

Dziennikarze TVN'u dotarli do informacji, które Peter Vogel przekazał wrocławskiej prokuraturze. Vogel miał zeznać, że w prze­ta­r­gu organizowanym przez władze Wa­r­sza­wy na zakup wagoników metra pod ko­niec lat 90. doszło do korupcji. Jeden z urzę­d­ni­ków miasta wziął gigantyczną ła­pó­w­kę, którą następnie dzięki Vogelowi ulo­ko­wał w szwajcarskim banku Coutts. Pe­ter Vogel był członkiem zarządu banku Coutts. Vogel powiedział to prokuratorom, gdy zatrzymano w marcu pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. Dzięki tym zeznaniom Vogel wyszedł na wolność.Organizowany w 1998 roku i wart ponad 150 milionów dolarów przetarg na dostawę wagonów metra dla warszawskiego metra wygrała firma, która zaproponowała najtańszą ofertę, jednak - jak podaje TVN - technicznie o wiele gorszą od pozostałych.

Warszawą rządził wtedy Marcin Święcicki z Unii Wolności.

 

 

 Tropy dziennikarskiego śledztwa pro­wa­dzą jednak do ówczesnego wice­pre­zy­den­ta, którym był Jerzy Lejk. To on nad­zo­ro­wał przetarg, a dziś, co jeszcze bardziej bulwersuje, jest szefem stołecznego me­t­ra. Warto przypomnieć, że sypiący "kasjer lewicy" Peter Vogel to morderca. Tak naprawdę nazywa się Piotr Filipczyński i mając 17 lat zabił kobietę podczas na­pa­du rabunkowego. W nie­jas­nych oko­li­cz­no­ś­ciach i mimo negatywnej opinii wy­mia­ru sprawiedliwości ułaskawił go pre­zy­dent Aleksander Kwaśniewski. Do dziś nie wyjaśniono, kto z ówczesnej Kancelarii Prezydenta pomagał Voglowi. Co ciekawe, wniosek w sprawie ułaskawienia Petera Vogla złożyła minister sprawiedliwości Hanna Su­cho­c­ka z Unii Wolności, dziś ambasador Polski w Watykanie.Od wielu lat Vo­gel mieszka w Szwajcarii gdzie współpracuje z wieloma bankami. W i­mie­niu polityków i przestępców lokowała tam pieniądze z afer i korupcji. Peter Vogel - jak podejrzewali śledczy - prowadził też tajne rachunki polityków le­wi­cy. Podejrzewa się, że Vogel jest powiązany z ludźmi z byłych służb specjalnych z okresu PRL, które sterowały nim i umożliwiły życie pod nową tożsamością w Szwajcarii.

 

W jakiej temperaturze palą się dzieci?

Kiedyś republikanin Richard Nixon został wybrany na prezydenta USA, obiecując w kampanii wyborczej, że ma „tajny plan pokojowy” mający na celu zakończenie wojny USA z Wietnamem. Nixon zrobił potem coś wręcz przeciwnego, zintensyfikował wojnę, rozprzestrzeniając ją na Laos i Kambodżę, zabijając miliony ludzi. Został ponownie wybrany w 1972 roku, po dokonaniu tej rzezi. Zwyciężył w 49 z 50 stanów. Wojna zakończyła się w 1975 roku klęską USA i ich ucieczką z Wietnamu.

„Nazywam się Aaron Bushnell i jestem czynnym żołnierzem Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Nie będę już dłużej współwinny ludobójstwa. Zamierzam wziąć udział w ekstremalnym akcie protestu, ale w porównaniu z tym, czego ludzie doświadczają w Palestynie z rąk syjonistycznych żydów, to wcale nie jest ekstremalne. To właśnie nasza klasa rządząca uznała za normalne”. To wypowiedź 25-letniego starszego szeregowego Aarona Bushnella (sądząc po imieniu to Żyd), który popełnił samobójstwo, dokonując samospalenia przed ambasadą Izraela w Waszyngtonie 25 lutego 2024 roku, protestując przeciwko ludobójstwu Palestyńczyków dokonanemu przez Izrael i Stany Zjednoczone.

Należy potępić i nigdy nie wspierać tych, którzy dopuszczają się tych okrucieństw – w USA oznacza to Bidena i Donalda Trumpa, przede wszystkim, żadnego z nich nie wolno popierać, mówiąc, że jest lub był „mniejszym złem”. Martin Luther King Jr. zrobił to, gdy został wstrząśnięty zdjęciami martwych i poparzonych napalmem wietnamskich dzieci na początku 1967 roku w fotograficznym eseju magazynu Rampa Williama Peppera „Dzieci Wietnamu”. King był tak wstrząśnięty zdjęciami, że wbrew wszelkim radom publicznie zwrócił się przeciwko wojnie USA z Wietnamem i został zamordowany przez rząd USA w następnym roku. Jeśli pójdziesz za przykładem Kinga i odrzucisz zło, nie zostaniesz zamordowany, ale odkupisz swoją duszę.

Dzięki powieści Raya Bradbury’ego „Fahrenheit 451” wiele osób wie, że papier pali się w temperaturze 451 stopni Fahrenheita. Ale w jakiej temperaturze palą się dzieci? Chcesz wiedzieć?

Historia amerykańskiej polityki prezydenckiej często jest opowieścią o wyborze „mniejszego zła”. To uzasadnienie było wielokrotnie wykorzystywane do uzasadniania brutalnego mordowania niewinnych ludzi na całym świecie. Wybory prezydenckie w tym stuleciu pokazują tę historię bardzo wyraźnie, tak jak wiele dekad historii potwierdza poparcie USA dla trwających prób Izraela zmierzających do eksterminacji narodu palestyńskiego. W ostatnich latach zwolennicy teorii „mniejszego zła” są bardzo aktywni, broniąc niemożliwych do obrony polityków.

Tradycyjni Demokraci, entuzjastycznie głosowali na Baracka Obamę w 2008 roku po ośmiu latach kłamstw, tłumienia swobód obywatelskich (Patriot Act itp.) i niekończących się, brutalnych wojen prowadzonych przez przestępczą administrację republikanina George’a W. Busha. Osiem poprzednich lat, kiedy to demokrata Bill Clinton cofnął zabezpieczenia ekonomiczne dla ubogich, jego niekończące się bombardowania i sankcje wobec Iraku, skutkujące „akceptowalną” śmiercią ponad 500 000 irackich dzieci, a także zniszczenie Jugosławii i bombardowanie Serbii, skłoniły ich do refleksji, ale polityka Busha była tak zła, że ​​Obama wydawał się w porównaniu z nią niczym powiew świeżego powietrza. Ale wkrótce Obama pokazał im swoje prawdziwe oblicze, a oni popadli w rozpacz. A kiedy w 2016 roku stało się jasne, że Demokraci, na czele z Obamą i Hillary Clinton, wywołali aferę Russiagate, aby upewnić się, że Trump, znany z reality show, nie zostanie wybrany, a jednak został, stopniowo przesunęli się w stronę obozu Trumpa. Teraz mówią, że Trump jest człowiekiem pokoju, pomimo jego całkowitego i długotrwałego poparcia dla ludobójstwa Palestyńczyków przez Izrael, jego interwencji w Syrii i bombardowania Jemenu, jego polityki wobec Ukrainy w pierwszej kadencji, która była kontynuacją polityki prowadzonej przez administrację Obamy, oraz braku dekretu wykonawczego po objęciu urzędu, który położyłby kres wszelkiemu wsparciu dla Ukrainy.

Obie strony, jak tylko mogą, zachwalają swoich prezydentów-rozjemców, krzycząc „pokój, pokój”, podczas gdy pokoju nie ma. To, że Stany Zjednoczone mają permanentny stan wojny, wydaje się im niejasne. To, że są rozgrywani przez pochlebcze media, które żerują na ich naiwności, jednocześnie wspierając stan wojny, nigdy tak naprawdę nie dociera do ich umysłu. Ale mrzonki zwyciężyły, a imperium toczy się dalej, napędzane przez machinę propagandową, która nie ma sobie równych.

Ta machina propagandowa jest teraz tak potężna, bo jest tak oczywista. To jak te reklamy, które wyśmiewają produkty, które sprzedają, tylko po to, by sprzedać jeszcze więcej. Uważając się za zbyt inteligentnych na taką głupotę, najbardziej inteligentni i dobrze nastawieni ludzie dają się złapać w jej macki; ich umysły zaprzątnęła jej poznawcza infiltracja. Czy uważają, że obrazy i odgłosy ludobójstwa Palestyńczyków przez USA i Izrael są prawdziwe? Czy pytają: „Czy to jest prawda?”? Czy, niczym Poncjusz Piłat, umywają ręce i deklarują swoją niewinność w kwestii krwi Palestyńczyków, jednocześnie stojąc za wybranymi przez siebie prezydenckimi ludobójcami? To nie propaganda ani wywiad stworzyły to rozdwojenie jaźni, ten zastój myślenia, w którym dwie strony agresywnie deklarują dobre intencje swoich przywódców. To, co przedstawiane jest jako straszliwie złożone i zagmatwane, jest niesłychanie proste. To herezja, ale tak jest: zbyt wielu ludzi postradało rozum, oderwało się od własnego doświadczenia i logiki prostych faktów. I w ten sposób pogrzebało swoje sumienie.

Istnieją formy alienacji, które są stosunkowo odmienne od statystycznie „normalnych” form alienacji. Osoba „normalnie” wyobcowana, z uwagi na fakt, że zachowuje się mniej więcej tak jak wszyscy inni, jest uważana za zdrową na umyśle. Inne formy alienacji, które są niezgodne z panującym stanem alienacji, to te, które „normalna” większość określa jako złe lub szalone. Stan wyobcowania, nieświadomości, utraty zmysłów jest stanem normalnego człowieka.

Wystarczy rozważyć jeden prosty przykład trwającego ludobójstwa Izraela na Palestyńczykach. Trwa ono na oczach wszystkich od piętnastu miesięcy pod rządami prezydenta Bidena i od czternastu miesięcy pod rządami prezydenta Trumpa, przy jego pełnym, ciągłym wsparciu ze strony USA. Żaden Amerykanin nie może szczerze powiedzieć, że nie wiedział, że to ludobójstwo jest dokonywane przez jego kraj. Według Ministerstwa Obrony Izraela, o którym donosił 28 maja 2025 r. AntiWar.com, „Stany Zjednoczone dostarczyły Izraelowi 90 000 ton bomb, broni i innego sprzętu wojskowego od 7 października 2023 r. w celu wsparcia ludobójczej wojny przeciwko Palestyńczykom w Strefie Gazy, zgodnie z danymi izraelskiego Ministerstwa Obrony. Ministerstwo Obrony poinformowało we wtorek, że 800 samolot z amerykańską bronią przybył do Izraela rano, a 140 statków dostarczyło również amerykański sprzęt w ciągu prawie 600 dni od 7 października”.

Wiedza o tym ludobójstwie, w którym zginęło, spalono żywcem, zbombardowano setki tysięcy Palestyńczyków, a wiele innych osób zostało rannych i zagłodzonych na śmierć przy pełnym poparciu Bidena i Trumpa, powinna sprawić, że każda osoba, która zachowała choć odrobinę człowieczeństwa, natychmiast i na zawsze odrzuci tych krwiożerczych zabójców.

Ale tak nie jest. Mają poparcie swoich żarliwych zwolenników, którzy usprawiedliwiają ich. Mężczyźni, którzy palą żywcem dzieci, nie są odrzucani od razu, ale ich polityczni zwolennicy odkrywają w nich zalety. Coś tak niewyobrażalnie strasznego dzieje się na oczach wszystkich, ale to, co to oznacza dla Bidena i Trumpa, jest pomijane, jakby ludobójstwo było tylko drobnym dziwactwem. Ci ludzie są często wybierani przez swoich zwolenników jako mniejsze zło, jakby ludobójcza rzeź niewiniątek była mniejszym złem. Tak, to niesłychane. Choć Stany Zjednoczone prowadzą niekończące się wojny agresywne i masowe rzezie niewinnych ludzi, można by przytoczyć argument przeciwko poparciu dla amerykańskich przywódców, ten jeden przykład powinien wystarczyć. Albo jednoznacznie akceptujesz, albo odrzucasz tych, którzy popierają ludobójstwo. Bez żadnych „jeśli”, „i”, „ale”. Nie dotyczy to jednak tylko prezydentów. Wokół nich zawsze kręcą się syjoniści, którzy mają swoje, ściśle zdefiniowane cele, które nie są zbieżne z interesami ludzkości.

W ostatnich dniach przywódcy amerykańskiego imperium złożyli zaskakująco szczere wyznania. Senator Lindsey Graham stwierdził, że w Izraelu planowane są przyszłe wojny, a sekretarz stanu Marco Rubio wezwał do powrotu do staromodnego, zachodniego kolonializmu. Na poniedziałkowej konferencji prasowej w Tel Awiwie po spotkaniu z Benjaminem Netanjahu Graham powiedział: „Przyjeżdżam tu co dwa tygodnie, niezależnie od tego, czy muszę, czy nie”. Dlaczego senator z Karoliny Południowej co dwa tygodnie jeździ do Izraela, bez względu na pogodę? Krwiożerczy podżegacz wojenny szybko odpowiada na to pytanie. „Przyszłe wojny są planowane tutaj, w Izraelu” – powiedział Graham. „Bo jeśli nie wyprzedzisz wroga o krok, będziesz cierpiał. Najmądrzejsze i najbardziej kreatywne siły zbrojne na świecie są tutaj, w Izraelu”. Graham z ekscytacją myślał o wojnie między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Przyznał, że taka wojna mogłaby doprowadzić do irańskich ataków rakietowych na amerykańskie wojska w regionie, ale stwierdził, że Stany Zjednoczone i tak powinny toczyć wojnę.

W przemówieniu wygłoszonym w sobotę na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa sekretarz stanu Marco Rubio całkowicie zrzucił maskę, wygłaszając niepokojącą tyradę na temat potrzeby powrotu do „dobrych starych czasów”, kiedy to mocarstwa zachodnie dominowały w południowej części świata bez udawania czy przeprosin. „Przez pięć wieków poprzedzających koniec II wojny światowej Zachód się rozszerzał: jego misjonarze, pielgrzymi, żołnierze i odkrywcy opuszczali jego brzegi, by przemierzać oceany, kolonizować nowe kontynenty i budować rozległe imperia rozciągające się na cały świat” – powiedział Rubio. „Ale w 1945 roku, po raz pierwszy od czasów Krzysztofa Kolumba, Zachód znajdował się w stanie upadku. Europa była w ruinie. Połowa jego terytorium znajdowała się za żelazną kurtyną, a reszta zdawała się podążać tą samą drogą. Wielkie zachodnie imperia weszły w nieodwracalny upadek, przyspieszony przez ateistyczne rewolucje komunistyczne i powstania antykolonialne, które miały przekształcić świat i w nadchodzących latach okryć ogromne połacie mapy czerwonym sierpem i młotem”. Rubio, znany z antykomunistycznych poglądów, przyznaje tutaj, że socjalizm odegrał wiodącą rolę w walce z nadużyciami kolonializmu i budowaniem imperiów przez świat zachodni w ostatnich dekadach. Przeciętny człowiek uznałby to za mocny argument na rzecz socjalizmu, ale Rubio przedstawia go jako coś złego. Rubio wzywał Europejczyków, aby przyłączyli się do swoich białych braci chrześcijan w Stanach Zjednoczonych, aby pokonać kubańskich komunistów i brązowoskórych pogan, którzy domagają się własnej suwerenności i promowania własnych interesów: „Pod rządami Trumpa Stany Zjednoczone Ameryki ponownie podejmą się zadania odnowy i odbudowy, ożywione wizją przyszłości tak dumnej, suwerennej i żywotnej, jak przeszłość naszej cywilizacji. I choć jesteśmy gotowi, w razie potrzeby, dokonać tego sami, wolimy i mamy nadzieję dokonać tego z wami, naszymi przyjaciółmi tutaj, w Europie”. „Jesteśmy częścią jednej i tej samej cywilizacji: cywilizacji zachodniej. Łączą nas najgłębsze więzy, jakie narody mogą dzielić, ukształtowane przez wieki wspólnej historii, wiary chrześcijańskiej, kultury, dziedzictwa, języka, przodków oraz poświęcenia, jakie nasi przodkowie ponieśli wspólnie dla wspólnej cywilizacji, którą odziedziczyliśmy” – zachęcał Rubio.

Trzeba być wyjątkowym psychopatą, żeby z nostalgią wspominać pięć wieków niekontrolowanego zachodniego kolonializmu i imperializmu, a potem opowiadać się za powrotem do tej przerażającej ery. Masowe ludobójstwa na całych kontynentach. Handel niewolnikami w Afryce. Brutalne podporządkowanie i zniewolenie całych populacji. To właśnie Rubio wspomina z nostalgią i żalem. I to nie wspominając o okrucieństwie, jakie dziś prezentuje jego ukochana „cywilizacja zachodnia”. To cywilizacja holokaustu w Gazie. Cywilizacja, która nie może istnieć bez nieustannej wojny, wyzysku i eksploatacji. Cywilizacja, która obecnie dusi Kubę i przygotowuje się do wojny z Iranem. Cywilizacja, która nawet dziś brutalnie zniewala i grabi kraje Globalnego Południa. Cywilizacja ekobójstwa. Cywilizacja Epsteina. Cywilizacja zachodnia jest najbardziej zdegenerowaną i brutalną cywilizacją, jaka kiedykolwiek istniała. Nie musi odzyskiwać dawnej świetności; trzeba ją zatrzymać i oczyścić. Jest to aż nazbyt oczywiste, gdy spojrzy się na obłąkanych przywódców, których ta cywilizacja wyniosła na najwyższe stanowiska władzy.

W jakiej temperaturze palą się dzieci? Naprawdę nie wiesz?

Autorstwo: Jerzy Ruszkiewicz
Zdjęcie: robertwaghorn (CC0)
Źródło: WolneMedia.net

                            TUZY ELITY                                  Grzegorz Juliusz Schetyna       Grzegorz Juliusz Schetyna (ur. 18 lu...