wtorek, 6 stycznia 2026

                                      AFERY ELIT

                                         Afera Solna

 Afera solna rozpoczęła się po tym, jak CBŚ i poznańska prokuratura ustaliły, że trzy firmy sprzedawały sól niejadalną, szkodliwą dla zdrowia, używaną m.in. do posypywania zimą dróg, jako sól spożywczą. Odbiorcami byli głównie odbiorcy hurtowi, ubojnie rytualne, wytwórnie wędlin, mleczarnie i piekarnie. Proceder mógł trwać nawet od 1997 roku.

 


                                    Minister Rolnictwa - Marek Sawicki z PSL – odpowiedzialny za aferę solną.

 

 Z us­ta­leń śled­czych wy­ła­nia się ca­ły ob­raz a­fe­ry sol­nej. Na na te­re­nie Wiel­ko­pol­ski na­by­wa­no sól wy­pa­do­wą, sta­no­wią­cą od­pad prze­mys­ło­wy, a nas­tęp­nie po o­su­sze­niu, sól pa­ko­wa­na była w wor­ki i sprze­da­wa­na jako peł­no­war­toś­cio­wa sól spo­żyw­cza. Od­bior­ca­mi so­li by­ły zak­ła­dy na te­re­nie Wiel­ko­pol­ski, w woj. ku­jaw­sko-po­mor­skim i ma­zo­wiec­kim.

Śledczy zajmujący się aferą solną podejrzewają, że do takiego procederu mogło dochodzić od kilku lat, a każda z firm wprowadzająca sól wypadową do obrotu, kupowała średnio około tysiąca ton miesięcznie tego produktu.

Minister rolnictwa Marek Sawicki nie ujawnił listy firm produkujących żywność z użyciem soli wypadowej – ze względu na ich powiązania z PSL! (sól taka była stosowana m.in.w ubojniach rytualnych w Polsce m.in. do „uszlachetniania odpadów koszernych dla gojów czyli Polaków”)

Sam zaś twierdził że sól wypadowa jest...smaczna i zdrowa!


Poniżej lista firm:

Sól wypadowa: lista producentów 

 www.yelita.pl

 Irlandczycy – naród krewki

                                                       
                                                       https://www.youtube.com/watch?v=8m04ct4ZW3o

Kiedyś były luksusowym schronieniem dla azylantów – 37 hoteli to dziś tylko zgliszcza. Irlandczycy mieli dość obrazu sytych, rozbawionych migrantów z gwarantowanym ciepłym pokojem hotelowym kiedy oni sami, musieli marznąć we własnych mieszkaniach. W ciągu jednej doby doszło do 19 pożarów w Derry, Lisburn i okolicach. Demonstrujący swoje niezadowolenie ludzie krzyczą do policjantów: „Obiecywaliście nam bezpieczeństwo, a teraz uciszacie!”.

Klasa rządząca wywołała chaos, zwalniając siebie z obowiązku odpowiedzialności. Około 100 tysięcy ludzi zapełniło ulice Belfastu, Londynu, Derry. Pytają: „Gdzie jest Westminster?” (symbol władzy).

Kolejny dzień rozruchów nie przyniósł reakcji rządu mimo wielu poszkodowanych. 114 rannych, w tym 27 policjantów znalazło się w szpitalach. Straty materialne sięgają 68 milionów funtów. Oczekiwana blokada kluczowych portów, szlaków logistycznych do Liverpoolu i Glasgow może nastąpić w ciągu najbliższych 48 godzin. Siły Bezpieczeństwa Wewnętrznego apelują o nadsyłanie posiłków.

Młoda pielęgniarka filmująca zdarzenia na swojej ulicy, przekazuje, że jej czynsz wzrósł o 41%, co przy odmowie zapowiadanego dofinansowania, wyczerpuje cierpliwość. Ten sam dylemat mają tłumy, które wyległy na ulice. Pustosłowie premiera Keira Starmera w Parlamencie o dialogu, kończy kolejny podpalony hotel. Zaszyfrowane kanały policyjne kontrolują ruchy tłumów. Policyjne drony są zagłuszane, spłonęły wieże telefonii komórkowej. Zaopatrzenie Irlandii w paliwo spadło o 19%. Szpitale wykorzystują generatory zapasowe. W mediach społecznościowych dominuje temat „Brytania płonie”, „Służba ludziom, nie politykom”. Nie ma znaczenia kto wszczął pożar, ale kto skorzysta z dymu.

Doradca rządowy wypowiada się w Izbie Gmin: „Potraktowanie gwałtownych zajść ostatnich dni jako działalność terrorystyczną spowoduje, że kryminalizacji podlegać będzie połowa społeczeństwa. Jeśli jednak tego nie zrobimy, stracimy kontrolę nad resztą”. Premier nie wypowiada się wcale. Konsumenci tracą zaufanie do państwa. Z rynku detalicznego zniknęło 1,2 miliarda funtów. O 46% wzrosła liczba rezerwacji lotów między Belfastem i Dublinem; ludzie uciekają na weekend z własnego kraju w poszukiwaniu spokoju, a to jest diagnoza upadku państwa.

Trwają potyczki między policją a protestującymi przeciwko napływowi migrantów. W Lisburn tłum otoczył hotel dający wygodne pokoje 112 cudzoziemcom w cenie 189 funtów za dobę. Ich pobyt finansowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Roczny koszt na ten cel wyniósł 7,8 miliona funtów. W miejscu hotelu jest dziś tylko popiół. Ludzie z flagami przechodzą obok gruzów. Wśród tłumu obecny jest weteran, który przypomina: „Walczyłem za ten kraj, którego dziś nie poznaję!”

Rzeczywistość przekroczyła próg krytyczny ludzkiej wytrzymałości w znoszeniu upokorzenia. Kiedy dym nad Belfastem opadnie, reszta Brytanii uświadomi sobie coś przerażającego. Keir Starmer pojawia się przed mikrofonem, by z pojedynczej kartki odczytać orędzie na temat stabilności kraju. Potępił przemoc w Irlandii Północnej, wezwał do jedności. Nie powiedział ani słowa na temat kontraktów na usługi hotelowe wartości wielu milionów funtów kosztem świadczeń socjalnych. Brakło też wzmianki o ostrzeżeniach ze strony MI5. Reporterzy zadawali pytania czy zawieszony zostanie kontrakt na usługi hotelowe, czy premier wybiera się do Belfastu, żeby zobaczyć zgliszcza hoteli azylantów. Pytania pozostały bez reakcji, a premier odszedł w milczeniu.

Przed Westminsterem hałas tłumów brzmiał gromko, bo zdali sobie sprawę, że ich krajem rządzi człowiek odpowiedzialny za kryzys, ale nie ma potrzeby radzić sobie z nim. Na programy socjalne nie znajduje pieniędzy, ale fundusze na hotele dla cudzoziemców płyną bez przeszkód. Lokalne media mają problem z kojarzeniem tych zjawisk. Podtrzymują, że motywem protestów jest zwykły bandytyzm. Szkody jakie powstały w ciągu kolejnych 48 godzin sięgają 91 milionów funtów. Liczba rannych spowodowała trudności w izbach pogotowia ratunkowego. Straty materialne to część szkód. Dopełnia ich świadomość upadku organów ścigania. Morale policji spadło, zmniejszyła się ich liczebność, a dowodzą nimi ludzie polityki, którzy nimi gardzą. Zaufanie do rządu spadło do 22% – rekordowe w historii. Prasa zagraniczna nazwała zjawisko „upadkiem gwiazdy”. W Brukseli jeden z polityków zauważył, że kiedyś Brytania znana z eksportu stabilizacji, aktualnie eksportuje chaos.

Kiedy nastaje zmierzch, spalone budynki przy ulicach dogasza deszcz. Tłumy są nadal na ulicach. Tysiące ludzi. Mieszkańcy zaczynają sprzątać teren zbierając rozbite szkło, spalone resztki do wiader. Nad spalonymi drzwiami obiektu ktoś umieścił napis: „Powrót do domu”. Od Lisburn po Londonderry, wszystkie zdjęcia potwierdzają to samo – rząd oderwany od rzeczywistości konfrontowany jest z ludźmi, którym skończyła się cierpliwość i nie chcą milczeć.

Premier, który opierał swoje dojście do władzy i kadencję na jedynej obietnicy – stabilności, dziś ma obraz ruin i zgliszcz, a zdarzyło się to w momencie kiedy policji zabrakło tarcz. Zamiast porządku zapanowała anarchia, choć rząd stara się przekonać, że to nienawiść Irlandczyków, którzy pod jej wpływem zamienili się w potwory. Za wyciem syren i zasłoną dymów, kamery BBC pominęły coś bardziej istotnego niż filmowany pożar. Na ulicach Belfastu, nieznajomi, którzy wcześniej stali po przeciwnych stronach ulicy, teraz przekazują sobie koce przez wybite okna. Młoda cudzoziemka, która straciła w pożarze jej schronienie, została zauważona jak pomaga starszemu mężczyźnie podnieść przewrócony szyld jego sklepu.

Ludzie wiedzą co robić, by zadbać o swoje bez poleceń, rozkazów z Westminsteru. W małym kościele, przy placu Dunagal zapalono świece za poszkodowanych – katolicy, protestanci, imigranci i lokalni mieszkańcy są razem. Miasto wie jak upomnieć się o swoje i trzymać razem, kiedy inni tego nie potrafią. Nauczycielka pisze na ścianie spalonego hotelu: „Wybaczenie zbuduje to co niszczy płomień gniewu.” Ten przekaz rozniósł się błyskawicznie dzięki mediom społecznościowym. Nawet w huku upadku, ludzie doceniają to co liczy się przede wszystkim. Naród brytyjski nie jest sobie wrogiem. Jest nim milcząca władza na szczycie, która sprawia, że sąsiad sąsiadowi wilkiem.

Autorka krótkiego wideo przestrzega: „Nie możemy być naiwni, bo chwila pojednania na zgliszczach nie likwiduje zła, któremu stawiamy czoła”. Dostrzega jak telewizja przytacza najnowsze decyzje ministerialne o wysokich karach za podłożenie ognia w budynkach przestrzegając, że jeżeli rząd nadal będzie przedkładał międzynarodowe zobowiązania nad spójność interesu narodowego, to Irlandia Północna stanie się wzorcem dla reszty Zjednoczonego Królestwa, w którym za 5 lat nie będzie zamieszek. Wszyscy staną się świadkami i uczestnikami całkowitej bałkanizacji Wielkiej Brytanii. Zniknie całkowicie tożsamość narodowa, a zastąpiona grupami plemion podzielonych wyznaniowo walczyć będą o zasoby w kurczącej się gospodarce. Będzie się mieszkać w kraju, w którym policja nie pełni roli publicznej, a jako sprywatyzowana chronić będzie interesów ludzi bogatych. Robotnikom pozostanie bronić jakiegoś kawałka swojej ulicy.

Mury pokoju wzniesione zostaną w Birmingham, Manchesterze i Londynie. Państwo będzie istniało wyłącznie po to, by zbierać podatki nie dając żadnego bezpieczeństwa, ani świadczeń socjalnych. Bez granic, bez nadziei. Nie ma w tym nic przypadkowego. Przez dziesięciolecia biurokracja uważała, że tożsamość Brytyjczyka była przeszkodą w globalnej integracji. Oczekiwanie bezpieczeństwa stanowi populistyczną przeszkodę, a żądanie granic wynika z nienawiści. Wydarzenia w Belfaście nie są dramatem, a jedynie testem. Rządzący obserwują ile ludzie są w stanie znieść zanim zostaną złamani do progu całkowitej rezygnacji. Zachowanie premiera nie wynika z tchórzostwa, ale pogardy dla dramatu ludzkiego. Dla miejskich elit prowincja nie liczy się. Niech płoną hotele, byle giełda w Londynie działała sprawnie. Przeliczą się. Bezsenna noc w Belfaście dla wielu rodzin jest drobną cząstką tego, czym żyć musieli latami. Koszty zaniedbań rządowych to nie tylko spalone auta, ale marznące rodziny dzielnic biednych w nieogrzanych domach. Wybór emerytów między zakupem żywności a opału, kontrastował z kwotami na jakie opiewały dobowe koszty kontraktów hotelowych dla pojedynczego cudzoziemca. Niskie temperatury zimowe zbierały śmiertelne żniwo wśród samotnie mieszkających emerytów.

Trzeciej nocy protestów, policjanci znaleźli się pod gradem cegieł, butelek i fajerwerków. Powodem – rząd nie dostrzega różnicy między turystą, a obywatelem państwa. Brytania odrodziła się z ruin powojennych, ale dzisiejszy chaos i ruina ma inne podłoże. Być może pożarów nie byłoby, gdyby nie napaść na tle seksualnym. Ludziom przebrała się miara odporności na niegodziwość. Zbyt długo powstrzymywana, znalazła nagle ujście, spotęgowane przez innych tak samo myślących i czujących. Jeśli gorzka lekcja z Belfastu nie ocuci rządzących, to skala kolejnego pożaru będzie niemożliwa do ugaszenia. Skoro Pałac Buckingham ma zamknięte okna, a premier pozostaje w ukryciu, Belfast dał początek głębokiego rozrachunku w interesie zachowania Zjednoczonego Królestwa.

Tłumaczenie: Jola
Na podstawie: YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net

 

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...