sobota, 13 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                       Andrzej Roczniok

 

 

 Andrzej Roczniok (ur. 29 października 1958 w Zabrzu) – działacz opozycyjny w PRL, od 1980 członek "Solidarności". Działa na rzecz śląskiej mniejszości narodowej, ma negatywny stosunek do Polski.

W latach 1981-1982 internowany. Kolporter wydawnictw niezależnych.

Od 2002 przewodniczący działającego nielegalnie Związku Ludności Narodowości Śląskiej – organizacji śląskiej mniejszości narodowej. Podczas spisu powszechnego w 2002 roku apelował o deklarowanie narodowości śląskiej. Przyczynił się do nadania w dniu 18 lipca 2007 językowi śląskiemu kodu ISO 639–3 "szl". W lipcu 2007 zainicjował obchody 1144 rocznicy Chrztu Śląska. Jako przedstawiciel języka śląskiego wziął udział w powołaniu w dniu 13 grudnia 2003 r. w Gdańsku organizacji PolBLUL (Unia Języków Regionalnych i Mniejszościowych w Polsce) – odnogi EBLUL (Europejskie Biuro Języków Rzadziej Używanych).

Zainicjował i współorganizował konferencję "Śląsko godka – jeszcze gwara czy jednak już język?", która odbyła się 30 czerwca 2008 w Sali Sejmu Śląskiego w Katowicach. 28 sierpnia 2008 wraz z Rudolfem Kołodziejczykiem w imieniu ZLNS zwrócił się z apelem do premiera d. Tuska o szybkie przez Polskę uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Północnej. W sierpniu 2009 w oświadczeniu ZLNŚ nazwał deklarację o nieagresji, którą w 1934 Piłsudski podpisał z Niemcami paktem Hitler-Piłsudski.

Kontrowersje wzbudziła także wypowiedź Andrzeja Rocznioka, który stwierdził w 2005, iż po II wojnie światowej istniały "polskie obozy koncentracyjne".

Wydawca "Kuriera Chadeckiego" i "Ślůnsko Nacyjo". Prowadzi wydawnictwo Narodowa Oficyna Śląska.


 

Czy wydacie miliardy złotych na „komisyjnych artystów”?

Od pewnego czasu we wszystkich mediach pojawia się temat biednych artystów, którym musi pomóc premier i obecny rząd, bo – jak twierdzą – nie mają na składki i na opiekę zdrowotną. Dlatego w imię solidarności i sprawiedliwości wszyscy podatnicy od tej pory mają płacić na „artystów”. Taką narrację przedstawiają obecnie rządzący, którzy najwyraźniej starają się nie pamiętać o innych grupach zawodowych i innych koniecznych wydatkach, jakie są niezbędne dla funkcjonowania państwa.

W imieniu społeczeństwa rządzący wymyślili nagle projekt ustawy, zgodnie z którym wszyscy podatnicy w Polsce mają się od tej pory składać na składki dla grupy „artystów”, którzy nie są w stanie ich opłacać. Świadczenia te będą skutkować rzecz jasna odpowiednimi uprawnieniami w przyszłości, takimi jak renty, emerytury i różne inne świadczenia.

W każdej branży, także artystycznej, obowiązują te same umowy, jakim podlegają wszyscy Polacy, co sprawia, że sztuczne wyróżnianie dowolnej grupy zawodowej jest problematyczne. Warto zaznaczyć, że są artyści, którzy posiadają imponujące dochody i nie potrzebują żadnych dopłat pochodzących z budżetu państwa. Podobnie dzieje się w wielu branżach w obecnie funkcjonującej gospodarce. Najbardziej problematyczne jest to, że o tym, kto ma być artystą, a kto nie, mają decydować przepisy i specjalna komisja, która ma rozstrzygać w takich kwestiach. Powstanie takiej komisji wyraźnie sugeruje, że wprowadzona zostanie, pomimo przepisów, pewna „uznaniowość”, powodująca możliwość opłacania składek dla wybranych artystów. Po spełnieniu pewnych warunków i przychylnym spojrzeniu komisji może okazać się, że niemal dowolna osoba może stać się artystą – a przynajmniej tak może zadecydować komisja w oparciu o odpowiednie przepisy.

Rząd, promując taki projekt ustawy, zdaje się zapominać o innych Polakach, którzy ciężko pracują i też nie mają łatwych warunków życiowych. O innych Polakach jakoś rząd z niewiadomych powodów nie pomyślał z taką troską jak o artystach, którym zamierza przepompować od tych właśnie ciężko pracujących obywateli miliardy złotych. Emeryci, renciści i wiele innych grup są opodatkowani i oskładkowani, co powoduje, że ich realne dochody są niższe – i to oni mieliby się masowo zrzucać na komisyjnie wybranych „artystów”. Zwykli przedsiębiorcy prowadzący drobne biznesy raz po raz są obciążani podatkami i innymi regulacjami, co sprawia, że ich funkcjonowanie jest coraz trudniejsze i coraz bardziej kosztowne. To oni również mają ponosić koszty komisyjnie wybranych „artystów”.

W kraju, w którym brakuje pieniędzy na niemal wszystko, nagle pojawia się projekt ustawy mający wyrzucać kolejne miliardy złotych na określoną, wybraną grupę zawodową, wskazywaną komisyjnie z pewnymi ustawowymi ograniczeniami. Artyści mogą mieć niełatwą sytuację, ale nie można karać innych grup społecznych i faworyzować wybranych – choć, jak ktoś pewnie zauważy, istnieją już takie grupy, które z nieznanych do końca powodów mają określone ulgi przy i tak wysokich wynagrodzeniach.

W kraju, w którym zadłużenie galopuje z porażającą prędkością, gdzie brakuje środków na służbę zdrowia i badania diagnostyczne, gdzie brakuje środków na naukę i edukację, gdzie ceny nośników energii są jednymi z najwyższych na świecie, a działalność gospodarcza jest utrudniana różnymi przepisami, obywatele mają płacić przez wiele, wiele lat na komisyjnie wybranych artystów.

W kraju, w którym ludzie dociskani są z każdej strony różnymi opłatami, daninami i podatkami, w sposób „uśmiechnięty” pragnie się wydać kolejne miliardy na komisyjnie wybraną „artystyczną” grupę zawodową, nie wskazując źródeł finansowania nowych wydatków. Wprowadzane są różne kolejne opłaty „prośrodowiskowe”, kolejne opłaty „proenergetyczne” i wiele innych, podnoszących nieustannie koszty życia, jak i funkcjonowania niedużych firm. Nawet przepisy są coraz częściej tworzone w absurdalny sposób.

W mediach pojawiła się sprawa „z krewetkami”. Jak się okazuje, pizza mająca na sobie chociaż jedną krewetkę jest opodatkowana VAT-em 23%, podczas gdy pizza bez krewetek jest już opodatkowana VAT-em 8%. Gdy przedsiębiorca nie będzie wiedział o takim szczególe, zaraz pojawi się urzędnik, który od razu dowali mu karę administracyjną, bez pouczenia. Trudno oczekiwać, że mogłoby być inaczej, skoro budżet potrzebuje środków na Ukrainę, na kredyt SAFE, na kredyty z KPO, na spłatę wyemitowanego zadłużenia oraz być może na „artystów”. „Budżet” musi pozyskiwać wszelkimi dostępnymi metodami środki od tych najmniejszych przedsiębiorców i pracowników. Z takich być może powodów urzędnicy otrzymują drastyczne nakazy karania podatników i wyszukiwania najdrobniejszych kruczków, by nieświadomy tego podatnik musiał zapłacić niemałą dla niego karę, a to – jak można łatwo przewidzieć – może poważnie zaszkodzić jego działalności gospodarczej. W taki sposób obciąża się coraz bardziej działalność gospodarczą wielu Polaków, którzy utrzymują polityków, urzędników i różne grupy zawodowe. Wyniszczając polski biznes, jednocześnie robi się miejsce dla olbrzymich korporacji, które są zadziwiająco odporne na płacenie podatków w Polsce.

W ostatnim czasie wchodzi w życie też pakt migracyjny, który w przyszłości stanie się miliardowym obciążeniem dla budżetu państwa. W każdym przypadku będą płynąć na to miliardowe środki od polskich podatników. Środki, które Polska pozyskuje z UE, nie są darmowe, a bardzo często są to kredyty i pożyczki. Pewne granty też pochodzą z budżetu UE, do którego Polska wpłaca coraz więcej i staje się płatnikiem netto, co oznacza, że więcej wpłaca do budżetu UE, niż z niego otrzymuje.

Na horyzoncie czasowym widoczny jest też podatek „energetyczny” ETS2, który będzie potężnym ciosem dla całej gospodarki, już teraz zmagającej się z cenami energii, paliw i drastycznymi przepisami. W takich to okolicznościach rząd planuje przyznać komisyjnie wybranym „artystom” miliardy złotych, bez patrzenia na pozostałe grupy zawodowe.

A może wprowadzić ustawę dla wszystkich grup zawodowych, że ci, którym „nie idzie”, zostaną uznani za potrzebujących i wtedy państwo opłaci im składki? Niech zgłoszą się drobni przedsiębiorcy, niech zgłoszą się emeryci, niech zgłoszą się nauczyciele i niech zgłoszą się wszyscy ci, którzy mają jakiekolwiek problemy finansowe. Niestety dla ogromnych rzesz społeczeństwa takie rozwiązania nie istnieją. Być może takie rozwiązania powinny istnieć w dzisiejszym świecie, w którym ludzie powinni mieć zagwarantowany określony minimalny poziom życia. Byłoby to bardzo humanitarne. Należałoby w takim przypadku nie ograniczać się do jednej grupy zawodowej, a objąć nim całe społeczeństwo, bo nigdy w życiu nie wiadomo, kto w jakiej sytuacji może się znaleźć. W takim przypadku należałoby ustanowić odpowiednie przepisy gwarantujące pewną stałą pomoc dla takich ludzi. Gdyby powstała taka ustawa, zyskałaby nie tylko akceptację społeczną, ale też mogłaby być pewnym fundamentem społecznej, narodowej solidarności.

Prezentowana przez rząd i premiera ustawa o „artystach” budzi ogromne kontrowersje i sprzeciw społeczny, dlatego też trudno przypuszczać, że znajdzie ona uznanie w parlamencie, a prezydent jej nie zawetuje. Problem ludzi zmagających się z trudnymi warunkami życiowymi, niezależnie od wykonywanej profesji, powinien być rozwiązany kompleksowo w skali całego polskiego społeczeństwa. Cały temat zdaje się być pewnego rodzaju odwróceniem uwagi społeczeństwa od spraw naprawdę ważnych i wprowadzaniem przepisów oraz rozwiązań, które jeszcze bardziej obciążają budżet państwa.

Coraz bardziej dramatyczna sytuacja finansów publicznych i nurkujące najważniejsze wskaźniki gospodarcze wskazują na niezwykle trudny okres dla polskiej gospodarki. Ci, którzy będą rządzili w kolejnych latach, zmierzą się z falą ogromnego niezadowolenia społecznego, bo zostało zrobione niemal wszystko, by doprowadzić państwo do trudnej sytuacji gospodarczej i społecznej. Na horyzoncie nie widać żadnych pozytywnych czynników, które mogłyby świadczyć o dobrych prognozach dla Polski i Polaków. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że zaprezentowane prognozy się nie spełnią i pojawią się jakiekolwiek pozytywne czynniki, mogące zmienić coraz bardziej tragiczną sytuację gospodarczo-społeczną.

Autorstwo: Criswhite
Źródło: WolneMedia.net

 

Na marginesie artykułu „Izba Administracji Skarbowej donosi na Stanowskiego”

„Źródłem afery jest zachowanie urzędniczki skarbowej, która wybrała się do gdańskiej Pizzerii Sabroso, zjadła pizzę z krewetkami, obejrzała paragon i wystawiła przedsiębiorcy 2500 zł mandatu”; „Babsko, które wyszukuje takiego rodzaju pizzy, by przedsiębiorca miał problem z właściwą stawką VAT, i które po wpałaszowaniu pizzy z krewetkami daje mandat na 2500 złotych, zasługuje na publiczne upokorzenie i napiętnowanie” – napisał w serwisie „X” Stanowski. W jednym z programów na Kanale Zero dodał: „Przecież Ciebie powinni trzymać na rynku rozebraną do naga, przypiętą do jakiegoś słupa, żeby wszyscy widzieli, jak głupi potrafi być urzędnik”.

W komentarzach do felietonu niektórzy autorzy powiadają, że nie ma na co się oburzać, bo urzędniczka przestrzegała prawa, a właściciel pizzerii został słusznie ukarany. Bo wystarczy przestrzegać prawa i wszystko jest OK.

A przecież przy takiej laksacji prawno-ustawodawczej, jakiej jesteśmy od pewnego czasu świadkami, można przegłosować i kazać stosować przepis na przykład taki, że kierowca ma podawać prawo jazdy kontrolującemu policjantowi w zębach, bo inaczej mógłby policjanta ugryźć. Można doprecyzować, że powinno się trzymać dokument między kłem a siekaczem. I każdy inny przepis. Na pewno posłowie by przegłosowali. Nawet Brauna za Chanukę potępili.

Za Hitlera przestrzegano prawa, wyszedł z tego Holocaust i inne zbrodnie. Za Stalina też przestrzegano prawa: w Gułagu niejaki Naftali Aronowicz Frenkel wymordował miliony ludzi głodem zgodnie z obowiązującym prawem. OK?

Podatków już z nas zgarniają dużo, bo pierwsze pół roku pracuje się wyłącznie dla państwa (patrz dzień wolności podatkowej). Administracja powinna państwem zarządzać, a nie rządzić. Kasy mają tyle, że jakiś p.o. Polaka minister deklaruje, iż da Ukrainie 100 mln dolarów, bo izraelo-ukraiński oligarcha zgarnął „szmal” i skorzystał z prawa aliji.

Za dużo u nas tych nadzwyczajnych kast, gnębiących właściciela pizzerii lub straganu z pietruszką, a nie potrafiących dobrać się do skóry grubym aferzystom jak w Amber Gold, różne oscylatory Balcerowicza i Bagsika-Gąsiorowskiego czy Zondacrypto.

Prawo powinno chronić obywatela, a nie pomagać urzędnikowi zastawiać pułapki, by gnębić ludzi. Ludzie pracują ciężko, a rządzący spuszczają im na głowy, zgodnie z uchwalanym prawem, różne absurdalne lub wręcz zbrodnicze Zielone Łady, pakty migracyjne, kamienie milowe, lichwiarskie pożyczki i inne koszmary zrodzone w umyśle przebiegłego geszefciarza. Wygląda to na zmowę złoczyńców, topiących Polskę w szambie.

Popieram Stanowskiego, ma w tym przypadku rację, a kastę urzędniczą moim zdaniem powinno się odchudzić przynajmniej o 3/4, od ministerstw poczynając.

Na początek wprowadziłbym obowiązek corocznego tygodniowego stażu pracy w sektorze usługowym dla każdego urzędnika: osiem godzin dziennie wykładania chemii lub warzyw i owoców z Mercosuru na półki w Biedronce, serwowania na stojąco przez osiem godzin pizzy w pizzerii, ośmiogodzinnego dnia handlu na straganie z pietruszką i ziemniakami bez względu na ocieplenie klimatu, rozwożenia paczek kurierskich i wykonywania temu podobnych pożytecznych prac. Do wyboru. W ramach pogłębiania wiedzy o społeczeństwie.

Dla stopni kierowniczych średniego szczebla zarezerwowałbym staż u mechaników samochodowych przy wiosennym i jesiennym zmienianiu opon, brakuje tam rąk do pracy, a migranci jakoś nie garną się do roboty, mimo że coraz więcej spotyka się ich pod bankomatami.

Kierownikom wyższego szczebla w administracji zleciłbym obowiązkowe posypywanie piaskiem oblodzonych ulic i parkingów, na których ludzie masowo łamali minionej zimy ręce i nogi. Teraz się rehabilitują, kładąc na łopatki i tak bankrutujący NFZ.

A burmistrzów przykuwałbym na osiem godzin dziennie do pręgierzy, by stojąc wysłuchiwali, co ludzie o nich myślą. Tylko przez tydzień w roku. Oczywiście takie prawa trzeba by uchwalić, wszystko byłoby zgodne z prawem. Byłoby OK.

Opuściliby na ten tydzień swoje ergonomiczne fotele w klimatyzowanych urzędach opłacanych przez podatników (tych z pizzerii i tych ze straganów z pietruszką, a nie z Zondacrypto czy AmberGold) i pokazali ludziom swoje twarze schowane na co dzień za tarczami monitorów komputerów. Zobaczyliby, jak wygląda z bliska świat, którym koniecznie chcą rządzić, zamiast zarządzać.

Autorstwo: Barnaba d’Aix
Źródło: WolneMedia.net

                            ELITY - DRUGI GARNITUR                                          Płk. Jan Szczęsny       Urodzony w 1948 roku Szc...