sobota, 10 stycznia 2026

                                       AFERY ELIT

                                              Afera Taśmowa w PSL

 

                                                                                          Władysław Serafin

16 lipca 2012 "Puls Biznesu" ujawnił nagranie rozmowy między byłym prezesem ARR Władysławem Łukasikiem i Władysławem Serafinem, w której pierwszy z nich sugerował m.in. nepotyzm i niegospodarność w spółkach Skarbu Państwa, jakich dopuszczali się działacze PSL uznawani za związanych z Markiem Sawickim.

W konsekwencji ujawnionych faktów Marek Sawicki dwa dni później podał się do dymisji z zajmowanego stanowiska ministra rolnictwa i rozwoju wsi.
To Serafin nagrał tą rozmowę aby pogrążyć ministra Sawickiego!

Początek nagrania. Do biura siedziby kółek rolniczych wchodzi Serafin, a tuż za nim były prezes Agencji Rynku Rolnego Władysław Łukasik. Zanim panowie na dobre się rozsiądą i przystąpią do rozmowy, która wstrząsnęła opinią publiczną, Serafin kieruje się w stronę telewizora, gdzie stoi ukryta kamera. Co robi były działacz PSL? Zabiera pilota do telewizora, odkładając go w inne miejsce, a tym samym odsłaniając obiektyw kamery. - Tylko zrobię to... piloty położę - mówi na nagraniu Serafin.

klasyczne nagrywanie z ukrytej kamery. Łukasik wchodząc do pokoju nie widział ukrytej kamery, bo zasłaniał ją pilot. Dopiero gdy usiadł, Serafin wstał i przełożył pilota w inne miejsce. Sposób prowadzenia rozmowy również wskazuje na Serafina. Dopytuje on Łukasika kilka razy o ministra Marka Sawickiego. Podsuwa mu tematy do rozmowy. Rzuca nazwiska. Mówi podniesionym głosem. Podprowadza go... To klasyka tajnych nagrań.

Serafin jako szef kółek rolniczych wykorzystał dotacje budżetową niezgodnie z prawem.

W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową Serafin przyznał, że przelał część dotacji na swoje konto, bo wcześniej - kiedy Krajowa Izba Rolnicza nie wypłaciła części dotacji - on ratował swój związek z własnych pieniędzy.

Polskie organizacje rolnicze są reprezentowane w Unii Europejskiej dzięki corocznym dotacjom z budżetu państwa. Środki te wydawane są na wymagane składki, funkcjonowanie biur, opłacenie pracowników, przelotów i hoteli. Ale zanim trafią do poszczególnych organizacji najpierw trafiają na konta Krajowej Rady Izb Rolniczych, a ona podpisuje umowy na dofinansowanie z poszczególnymi organizacjami.

Serafin zapewnia, że ówczesny minister rolnictwa Marek Sawicki wiedział, że dotacje w jego przypadku często są wykorzystywane na pokrycie wcześniej zaciągniętych długów.

Były minister rolnictwa Marek Sawicki nie chciał o tej sprawie rozmawiać. Jedyne zdanie które wypowiedział brzmiało: "Nie mam nic wspólnego z panem Serafinem".

Władysław Serafin doskonale wiedział o kamerze w swoim gabinecie. Mało tego, sam ją ustawiał tak, by podczas rozmowy z Władysławem Łukasikiem wszystko się nagrało.
Taśmy PSL zostały zmontowane zanim ujawnił je "Puls Biznesu". Na oryginalnym nagraniu widać jak były prezes kółek rolniczych instruuje pracownika technicznego Telewizji Rolniczej, w którą stronę ma być skierowana kamera.
Na taśmach widać tylko jak Serafin ściąga z półki piloty zasłaniające połowę obiektywu. Od tej chwili kamera obejmuje już rozmówców. Informatorzy zdradzają, że Serafin sam kazał ustawić kamerę w tym miejscu. Udzielał też współpracownikowi z Telewizji Rolniczej wskazówek w którą stronę powinien być skierowany obiektyw.

 

O pewnym kraju podzielonym nienawiścią


Był pewien kraj — ładny, spory i niebiedny. Ludzie żyli w nim nieagresywni, choć mężni, przyjaźnie nastawieni do obcych, więc obcy chętnie przyjeżdżali i osiedlali się. Byli wśród nich tacy, którzy, urzeczeni gościnnością, wtapiali się w miejscowy naród, żenili się, żyli pośród niego i pracowali ku chwale i dobrobytowi wszystkich.

Byli jednak i inni, którzy przewrotnością swoją próbowali zawłaszczyć dobytek miejscowych, skłócić ich, napuścić jednych na drugich, odebrać im wiarę w Boga i zniszczyć Kościół, który był cementem i więźbą tego narodu. Przy okazji chcieli wydzielić dla siebie terytorium, zmusić miejscowych do używania ich języka i zamienić wolnych ludzi w niewolników. Bywało, że wydawało się, iż są bliscy osiągnięcia celu, lecz zawsze nagle coś stawało na przeszkodzie i cel się oddalał.

Byli też mocniejsi sąsiedzi z lewej i prawej strony, którzy, widząc pracowity, dzielny i coraz lepiej prosperujący naród, dogadywali się między sobą i usiłowali go unicestwić oraz obrabować. Za każdym najazdem łupili napadniętych do cna, wybijali moc ludu, nieraz z okrucieństwem niespotykanym, a kraj niszczyli i okradali do szczętu.

Ale Pan Bóg czuwał nad miejscowymi, bo trzymali się wiary, i w chwilach dla narodu tragicznych dziwnymi okolicznościami odwracał od nich ostateczne klęski.

Jednak wróg czaił się w cieniu. Mędrcy wroga, widząc naród powstający za każdym razem z popiołów pożogi wojennej, obmyślali strategię, jak tych ludzi ostatecznie skłócić: by sobie nawzajem do oczu skakali, by mąż nie mógł dogadać się z żoną, a brat z bratem. By kłócili się w rodzinach, w szkołach, w domach — wszędzie, gdzie tylko uda się rozniecić iskrę niezgody.

I obmyślili. Trzeba, żeby jedni byli za tym, a przeciw tamtemu. A drudzy za tamtym, a przeciw temu. Kto ten, kto tamten? Nieważne — ważna niezgoda. Im bardziej zajadła, tym lepiej. Niech się nienawidzą. A co to jest nienawiść i kogo wolno nienawidzić, a kogo nie — my będziemy decydować, byle tylko nas nie znienawidzili i nie powstali. Będziemy trzymać w dłoni dźwignię hamulca nienawiści i puścimy ją wtedy, gdy będzie nam to dogodne. Niech się powyrzynają — jeszcze im pomożemy. Skłóconych opanujemy bez trudu.

Pora wymyślić, kto ten, a kto tamten. Żeby promować nienawiść, trzeba mówić o zgodzie. Usiądziemy do stołu — najlepiej okrągłego — będzie wyglądało, że wszyscy są równi. Tam głośno zakrzykniemy, że się dogadaliśmy, a po cichu podzielimy się na tych i tamtych. Ci dostaną władzę teraz, a tamci będą walczyć o władzę po nich. I tak na okrągło: raz ci, raz tamci, a po cichu to wciąż to samo — tylko my o tym wiemy.

Gdyby ktoś głośno o tym gadał, nazwiemy go oszołomem, faszystą, nazistą, antydemokratą, onucą i czym tam jeszcze. Ot, podział gotowy. Trzeba tylko jakoś nazwać tych i nazwać tamtych, dać im skryte kierownictwo i doradców, żeby od wyznaczonej przez nas linii za bardzo nie odchodzili. Po to mamy fartuszkową brać — niech się wykażą.

A naród trzeba ogłupić. Niech w telewizji i prasie dziennikarze kłócą się do upadłego, niech politycy skaczą sobie do oczu, wygrażają, wymyślają i toczą pianę. Po seansie mogą iść razem na piwo, byle bez ostentacji. W końcu mają za co — naród im płaci, a my za cyrk dopłacamy po cichu, w różnych fundacjach i spółkach. Z tej samej kieszeni podatnika.

W ten sposób podzielimy ich wszystkich i tylko my będziemy wiedzieli, że jedni to pogłupki, a drudzy to pisdurnie. Zanim inteligentniejsi się zorientują, my już daleko zajdziemy z naszymi zamiarami. Nieźle ich zadłużymy, wymyślimy różne prawa, których celu oni nie będą się domyślać. Może uda się ich wepchnąć w wojnę. Niech propaganda zajmie ich umysły, żeby za dużo nie myśleli.

A gdy czas przyjdzie, powołamy się na prawa, które uchwalili ich wybrańcy — wszystko jedno, czy wybrańcy pogłupków, czy pisdurni. Cel ten sam. Przydusimy ich do ziemi zgodnie z prawem, zabierzemy majętności, wiarę i wolność. Sami chcieli.

— A jeśli powstaną przeciw nam?

— Napuścimy na nich gości, których sami bezrozumnie wpuścili.

Autorstwo: Barnaba d’Aix
Źródło: WolneMedia.net

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...