czwartek, 23 października 2025

 

Wszystko w sklepach jest gotowe na stan nadzoru


Supermarket w Nijmegen (miasto w Holandii) ma już 29 kamer bezpieczeństwa. „W wielu sklepach wdrożenie rozpoznawania twarzy to dosłownie kwestia przełączenia przełącznika” – mówi Jaap Kasbergen, dyrektor firmy instalującej elektroniczny monitoring artykułów, w wywiadzie dla „De Andere Krant”. Kasbergen ostrzega, że możliwości nadzoru w sklepach wykraczają daleko poza to, co większość ludzi sobie uświadamia. Supermarkety już teraz posiadają systemy, które mogą szczegółowo rejestrować zachowanie i tożsamość klientów. „Gdy systemy te zostaną połączone z cyfrowym dowodem osobistym, cyfrowym euro i antenami 5G na ulicach handlowych, kontrola będzie kompletna”.

Według Kasbergena ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo są monitorowani podczas zakupów. Choć rozpoznawanie twarzy jest obecnie zakazane w Holandii, kamery przechowują anonimowe zdjęcia przez okres do 28 dni. Przewiduje on jednak, że w przyszłości sama opinia publiczna może domagać się złagodzenia przepisów – na przykład po serii brutalnych kradzieży sklepowych. „Już odblokowujemy telefony za pomocą twarzy i płacimy nią. Dlaczego więc nie miałoby tak być również w supermarketach?” – pyta. Nowe kamery z Chin są już standardowo wyposażone w Face ID. „W wielu sklepach wystarczy nacisnąć przycisk, aby je aktywować. Następnie można je połączyć z oprogramowaniem, które automatycznie pobiera imiona i dane z internetu – klient jest identyfikowany po wejściu do sklepu”.

Kasbergen pracuje w branży od 1990 roku i był świadkiem ewolucji prostych urządzeń antykradzieżowych w złożony system monitoringu. Obecnie setki kamer analizują w czasie rzeczywistym, kto i jak się zachowuje – wykrywają „podejrzane ruchy”, takie jak pakowanie przedmiotów do toreb, i natychmiast zgłaszają je kierownictwu. Gromadzone są również dane behawioralne: które trasy wybierają klienci, kiedy w sklepie jest największy ruch, które półki są pomijane. Informacje te służą do zwiększenia wydajności i redukcji zatrudnienia.

Kasbergen ostrzega, że połączenie systemów nadzoru, pieniądza cyfrowego i tożsamości cyfrowej tworzy idealną infrastrukturę do kontroli zachowań. „Jeśli rząd zdecyduje, że ze względu na klimat można jeść mięso tylko raz w tygodniu, system zagwarantuje, że będzie można je kupować tylko raz w tygodniu”.

Od lat 80., kiedy C&A zainstalowało pierwsze bramki zabezpieczające, rozszerzanie nadzoru stopniowo stawało się normą. Obecnie supermarkety mają co najmniej 25 kamer, które rejestrują płeć, wiek i ruch – nawet na zewnątrz sklepów. Właściciele wykorzystują te dane do analizy przepływu klientów i ustalania czynszów, a władze – do kontroli ruchu. Kasbergen dostrzega niebezpieczeństwo wynikające z całkowitego połączenia w sieć danych dotyczących zakupów, przemieszczania się i telekomunikacji. Dzięki cyfrowym dowodom tożsamości i programowalnym pieniądzom powstaje system, który bardzo przypomina chiński model kredytu społecznego – z punktami za dobre zachowanie i karami za łamanie zasad. „Wszystko zaczęło się od sygnału przy kasie” – mówi – „i może skończyć się tym, że nie będzie można już wejść do sklepu bez cyfrowego dowodu tożsamości”.

Autorstwo: Pim Christian
Źródło zagraniczne: DeandereKrant.nl
Źródło polskie: WolneMedia.net

 

Afryka jako poligon doświadczalny dla technokracji


14 października 2025 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i Unia Europejska ogłosiły wspólny program na rzecz „cyfryzacji systemów opieki zdrowotnej” w Afryce Subsaharyjskiej. Oficjalnie koncentruje się on na „integracji, efektywności i bezpieczeństwie danych”. Jednak bliższe przyjrzenie się ujawnia coś innego: projekt pilotażowy w zakresie globalnego zarządzania, w którym Afryka staje się poligonem doświadczalnym dla technokratycznego porządku przyszłości. Za przyjaznymi hasłami, takimi jak „transformacja cyfrowa”, „równość w opiece zdrowotnej” i „zrównoważony rozwój”, kryje się struktura, która może stopniowo podważać suwerenność, prywatność i wolność jednostki.

WHO niedawno uruchomiła PHSM Decision Navigator – narzędzie do zarządzania cyfrowego, które dostarcza rządom rekomendacje w czasie rzeczywistym dotyczące zdrowia publicznego i środków socjalnych. Obejmują one m.in. obowiązek noszenia maseczek, zamykanie szkół, ograniczenia w podróżowaniu i inne interwencje znane z czasów pandemii. System łączy analizę dużych zbiorów danych, sztuczną inteligencję i dane behawioralne. Ocenia ryzyko, oblicza skutki uboczne i proponuje środki zgodne z polityką. Według WHO ma on umożliwić „przejrzyste i oparte na dowodach decyzje”. W rzeczywistości Nawigator jest algorytmem władzy – przenosi odpowiedzialność polityczną na systemy techniczne, których logika i parametry nie są ani demokratycznie ustalane, ani transparentnie kontrolowane.

Nie jest przypadkiem, że Afryka została wybrana jako pierwszy region docelowy wdrożenia tej „transformacji cyfrowej”. Państwa słabsze politycznie łatwiej integrują się z programami międzynarodowymi, a ich zależność finansowa od funduszy UE, programów WHO i pożyczek Banku Światowego stwarza możliwości egzekwowania warunków. Mniejszy opór społeczny pozwala też na przeprowadzenie testów technologicznych, które w Europie spotkałyby się z dużą krytyką. Inicjatywa „Cyfryzowane systemy opieki zdrowotnej w Afryce Subsaharyjskiej” stanowi podstawę do testowania narzędzia PHSM Decision Navigator w warunkach rzeczywistych, obejmujących cyfrowe tożsamości, interoperacyjne świadectwa zdrowia i centralnie zarządzane platformy danych.

Unia Europejska finansuje program kwotą 8 milionów euro – oficjalnie w celu „zapewnienia technologii i wiedzy fachowej”. Nieoficjalnie jednak program będzie eksportował cyfrową kartę zdrowia UE, wprowadzoną jako certyfikat COVID podczas pandemii. Ten system, pierwotnie uznawany za „środek tymczasowy”, staje się obecnie międzynarodowym standardem. W 2023 roku WHO przyjęła unijny kod certyfikacyjny i rozwinęła go w Globalną Sieć Certyfikacji Zdrowia Cyfrowego (GDHCN) – platformę łączącą dane medyczne ponad granicami. Kraje afrykańskie są obecnie krok po kroku integrowane z tym systemem. W ten sposób powstaje cyfrowa sieć łącząca zdrowie, tożsamość i mobilność – warunek wstępny dla przyszłych, centralnie zarządzanych programów socjalnych i zdrowotnych.

Dokumenty WHO mówią o „holistycznej transformacji”, która łączy kwestie żywienia, klimatu, zdrowia i handlu w ramach strategii „Jednego Zdrowia”. Jednak takie podejście prowadzi do scentralizowanego, opartego na danych modelu zarządzania, który pod pretekstem moralności ustanawia technokratyczną strukturę władzy. Schemat jest znajomy: najpierw definiuje się globalny problem – pandemię, żywność lub klimat. Następnie tworzy się cyfrową „sieć rozwiązań”, zarządzaną przez organizacje międzynarodowe i finansowaną przez te same prywatne fundacje – Gates Foundation, Wellcome Trust, Rockefeller Foundation i Światowe Forum Ekonomiczne – które angażują się również w inicjatywy związane ze szczepieniami, identyfikacją tożsamości i przetwarzaniem danych. Rezultatem jest cicha prywatyzacja zarządzania: decyzje dotyczące zdrowia publicznego nie są już podejmowane przez rządy, lecz przez sieci biurokratów, konsultantów i firm informatycznych.

Afryka znajduje się zatem w centrum nowego kolonializmu – nie militarnego, lecz opartego na danych. Zamiast ziemi kontroluje się przepływy informacji, a zamiast surowców – pozyskuje profile populacji. Z każdą kolejną „inicjatywą cyfryzacji” rosną zależności: infrastruktura technologiczna pochodzi z Europy lub USA, standardy oprogramowania narzuca WHO, systemy chmurowe zapewniają Microsoft, Google i Amazon, a finansowanie pochodzi z UE i prywatnych fundacji. W efekcie państwa afrykańskie tracą kontrolę nad własną architekturą cyfrową jeszcze zanim zdążą ją zbudować.

To, co w dokumentach WHO i UE jawi się jako „partnerstwo”, jest w rzeczywistości fazą testową nowej formy globalnego zarządzania. Afryka stanowi poligon doświadczalny dla systemów, które później mogą zostać wdrożone na całym świecie – od sektora ochrony zdrowia po politykę żywieniową i klimatyczną. Wizja technokratyczna to świat, w którym algorytmiczne platformy decyzyjne, cyfrowe dowody tożsamości i zaświadczenia lekarskie zarządzają ludzkim życiem w imię „dowodów, sprawiedliwości i zrównoważonego rozwoju”. Ale nie jest to wizja sprawiedliwości – to wizja kontroli.

Na podstawie: WHO i inne
Źródło zagraniczne: UncutNews.ch
Źródło polskie: WolneMedia.net

 

Bezpieczeństwo czy kolejny traktat o globalnym nadzorze?



Porozumienie ONZ ma na celu ograniczenie przestępczości cyfrowej, ale krytycy ostrzegają przed atakiem na prywatność, wolność słowa i suwerenność. Podpisanie nowej Konwencji ONZ przeciwko cyberprzestępczości zaplanowano na 25 i 26 października 2025 r. w Hanoi w Wietnamie. Oficjalnie ma to być pierwszy globalny traktat regulujący współpracę w zwalczaniu transgranicznych przestępstw internetowych — od ransomware po kradzież tożsamości.

Jeszcze przed podpisaniem porozumienia jedno jest jednak jasne: to nie tylko techniczny krok w stronę bezpieczeństwa cyfrowego, ale dokument polityczny, który może przesądzić o przyszłości wolności internetu, nadzoru państwowego i globalnego układu sił.

Tak zwany „Traktat ONZ o cyberprzestępczości”, przyjęty przez ONZ w 2024 r. i opracowany przez Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC), ma umożliwić państwom jednolite definiowanie cyberprzestępstw na całym świecie, szybszą wymianę dowodów cyfrowych, uproszczenie ekstradycji i dochodzeń transgranicznych oraz pozwolić władzom na bezpośredni dostęp do danych przechowywanych za granicą. Brzmi to jak kwestia efektywności i globalnego bezpieczeństwa, ale bliższa analiza pokazuje, że centralnym elementem porozumienia są szeroko zakrojone uprawnienia śledcze, które mogą być niebezpieczne w rękach rządów pozbawionych silnych instytucji praworządności.

Organizacje praw człowieka, takie jak Human Rights Watch, Electronic Frontier Foundation (EFF) i Access Now, od miesięcy ostrzegają, że traktat zawiera niejasne definicje. Termin „cyberprzestępczość” można interpretować tak szeroko, że obejmuje nie tylko hakerów i oszustów, lecz także dziennikarzy, aktywistów, sygnalistów i badaczy bezpieczeństwa IT. W niektórych krajach artykuł o „nieautoryzowanym dostępie” lub „niewłaściwym wykorzystaniu danych” może zostać zastosowany wobec dziennikarzy publikujących wyciekłe dokumenty rządowe lub wobec ekspertów, którzy odkrywają luki w zabezpieczeniach. Dodatkowo umowa umożliwia transgraniczną wymianę danych użytkowników bez wyraźnego nadzoru sądowego, a w niektórych przypadkach nawet bez informowania państwa, którego dane dotyczą. Krytycy nazywają to „cyfrową eksterytorialnością”, ponieważ może to podważyć krajowe przepisy o ochronie danych.

Fakt, że podpisanie traktatu odbywa się właśnie w Wietnamie, ma znaczenie symboliczne i budzi kontrowersje. Kraj ten jest regularnie krytykowany za cenzurę internetu, inwigilację i prześladowanie blogerów. W ostatnich latach wietnamskie władze aresztowały dziesiątki aktywistów za posty w mediach społecznościowych, często pod zarzutem „szerzenia dezinformacji”. To właśnie tam ONZ chce ustanowić globalny standard uprawnień śledczych w obszarze cyfrowym. Organizacje praw człowieka postrzegają to jako podwójny sygnał – dyplomatyczny gest współpracy, ale też ostrzeżenie o erozji podstawowych praw cyfrowych.

Według UNODC ponad sto państw członkowskich wyśle swoje delegacje do Hanoi. Wśród krajów planujących podpisanie znajdują się Wietnam, Rosja, Chiny, Brazylia, Republika Południowej Afryki, Indie, Egipt, Arabia Saudyjska i liczne państwa globalnego Południa. Wsparcie zapowiedziały także dziesiątki krajów Afryki i Ameryki Łacińskiej, licząc na pomoc w egzekwowaniu prawa. W Europie podpisanie traktatu zapowiedziały Francja, Hiszpania, Włochy i Grecja, natomiast Niemcy i Austria domagają się wcześniejszego przeglądu prawnego. Szwajcaria rozważa podpisanie, lecz według tamtejszego MSZ chciałaby renegocjować „wiążące gwarancje praw człowieka”.

Stanowisko Stanów Zjednoczonych, Kanady i kilku państw Unii Europejskiej pozostaje niejasne. Te kraje uważają obowiązującą od 2001 roku Konwencję Budapeszteńską za wystarczające ramy prawne. Waszyngton sygnalizuje, że „z zadowoleniem przyjmuje” inicjatywę, lecz ratyfikacja przez Kongres „nie jest realistyczna w krótkiej perspektywie”. Japonia i Australia również zachowują ostrożność, głównie z obawy o suwerenność danych i wpływ państw autorytarnych na interpretację traktatu.

Po podpisaniu dokument wejdzie w życie po ratyfikacji przez co najmniej czterdzieści państw. Następnie rozpocznie się proces dostosowywania krajowych przepisów karnych do nowych standardów. Państwa będą musiały ujednolicić definicje cyberprzestępstw i umożliwić szerszą wymianę danych. Policja i służby wywiadowcze zyskają możliwość bezpośredniego przesyłania informacji, z pominięciem tradycyjnych kanałów pomocy prawnej. ONZ planuje też utworzenie Funduszu Edukacji i Technologii, który ma wspierać kraje rozwijające się w zakresie infrastruktury cyfrowej, choć krytycy ostrzegają, że może to umożliwić reżimom autorytarnym dostęp do technologii inwigilacji. W ramach traktatu przewidziano również powołanie „Komitetu ds. Cyberprzestępczości”, który ma badać przypadki nadużyć, jednak jego polityczny charakter budzi wątpliwości co do niezależności.

Podczas gdy rządy w Hanoi będą świętować podpisanie porozumienia jako „kamień milowy”, otwarte pozostaje pytanie, kto wyznaczy granice nadzoru. Organizacje zajmujące się prawami cyfrowymi podkreślają, że bez jasnych mechanizmów ochrony przed prześladowaniami politycznymi i bez obowiązku przejrzystości w zakresie wniosków o dane, traktat stanie się szarą strefą prawną o globalnych konsekwencjach. Obawy nie są teoretyczne – już dziś niektóre państwa wykorzystują przepisy o cyberbezpieczeństwie do ścigania dysydentów, dziennikarzy i organizacji pozarządowych. Jeśli Pakt Hanoi zostanie ratyfikowany, tego rodzaju praktyki mogą zyskać międzynarodową legitymację.

Pakt ONZ w sprawie cyberprzestępczości mógłby przyczynić się do skuteczniejszego zwalczania rzeczywistych zagrożeń cyfrowych. W obecnej formie jednak grozi przesunięciem równowagi między bezpieczeństwem a wolnością na korzyść kontroli państwowej. Kiedy ochrona danych, wolność prasy i prawo do cyfrowego samostanowienia zostają poświęcone w imię walki z „cyberprzestępczością”, instrument ochrony może stać się globalnym mandatem nadzoru. Podpisanie w Hanoi oznacza zatem nie tylko początek nowych ram prawnych, ale również początek wyścigu o to, kto zdefiniuje pojęcie wolności w epoce cyfrowej.

Na podstawie: UNODC, Reuters, AP, HRW, DW, Nikkei Asia
Źródło zagraniczne: UncutNews.ch
Źródło polskie: WolneMedia.net

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...