środa, 8 kwietnia 2026

                         TUZY ELITY

          Jacek Rostowski - Jan Antony Vincent-Rothfeld

 

 

Jacek Rostowski, właśc. Jan Antony Vincent-Roth­feld (ur. 30 kwietnia 1951 w Londynie) – żydowski e­ko­no­mis­ta, od 2007 do 2013 minister finansów w pier­wszym i drugim rządzie Do­nal­da Tuska, w 2013 wice­pre­mier, od 2011 poseł na Sejm VII kadencji, od 2013 członek zarządu krajowego PO.

Główny odpowiedzialny za Aferę Deficytu Budżetowego a także uczestnik Afery Uboju Rytualnego w 2013 roku.

„Ojciec chrzestny polskiego deficytu budżetowego” - Kiedy w 2007 roku Jacek Rostowski wchodził do rządu, dług publiczny wynosił około 527 mld zł. W 2013 roku zadłużenie Polski wzrosło do 874 mld zł.

Jacek Rostowski pochodzi z rodziny żydowskich emigrantów. Jest wnukiem Jakuba Rothfelda (Rostowskiego), neurologa, profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i Polskiego Wydziału Lekarskiego w Edynburgu.

Jacek Rostowski jest żonaty z Wandą Rostowską, producentką i reżyserem filmowym. Ma dwoje dzieci.

Nikt o nim za bardzo wcześniej nie słyszał, a jego wykształcenie odpowiada polskiemu magistrowi ekonomii, mimo że niektórzy w Platformie tytułują go profesorem. - Minister Rostowski posiada stopień naukowy magistra ekonomii. Nie posiada tytułu naukowego ani stopnia naukowego doktora - przyznaje rzeczniczka Ministerstwa Finansów Magdalena Kobos. Minister-Rostowski-nie-jest-profesorem.

Jan Antony Vincent- Rothfeld(Jacek Rostowski) (ur. 30 kwietnia 1951 w Londynie) wnuk Jakuba Rothfelda-Rostowskiego (syna Mojżesza Rotfelda i Lei z domu Broder) w momencie otrzymania teki ministra finansów nie miał obywatelstwa polskiego i był obywatelem brytyjskim ! Wyszło to przypadkiem, gdy się okazało, że nie posiada on ani numeru pesel, ani NIPu. Nasuwa się pytanie - jeżeli Polskim Ministrem może być osoba posiadająca inne obywatelstwo (tak jak obecnie w przypadku Rostowskiego), to czyje interesy on reprezentuje? Posiada mnóstwo mieszkań na wynajem, ale próżno szukać tam jakiegoś polskiego adresu, jakby szykował się z góry do desantu, Taki pojawiam się i znikam. Rostowski ponadto będąc po "uszy zadłużonym" w niepolskich instytucjach finansowych znajduje się stale w "konflikcie interesów" !

W latach 1989-1991 wprowadzano w Polsce tzw. Plan L. Balcerowicza (w momencie wprowadzania swojego planu jedynie doktora nauk ekonomicznych!). Plan L. Balcerowicza był wierną kopią tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, który początkowo miał mieć zastosowanie w krajach Ameryki Łacińskiej. Od 1986 (1987) roku (po deklaracji Gorbaczowa iż zgodzi się w przyszłości na Zjednoczenie Niemiec... a więc de facto na upadek komunizmu) plan ów (którego głównymi współtwórcami byli G. Soros i J. Sachs oraz po trosze J. Wiliamson) postanowiono zastosować go w krajach postkomunistycznych. Wybrano jako cel eksperymentu Polskę (sic!) posiadającą największy majątek do oddania ze wszystkim krajów "postkomunistycznych", będącą największym i najbardziej znienawidzonym oraz "krnąbrnym" krajem postsocjalistycznym oraz mającą służyć jako przetarcie drogi włączenia tychże krajów do planu globalizacji światowej.

Doradcami L. Balcerowicza we wdrażaniu owego planu byli m.in.: J. Sachs i... Jan Jacek Antony Vincent-Rostowski. W tym czasie też Vincent Rostowski był też wykładowcą w UCL School of Slavonic and East European Studies, University of London.

W momencie otrzymania teki ministra nawet nie miał obywatelstwa polskiego a tylko brytyjskie. To pierwszy taki przypadek braku polskiego obywatelstwa w szeregach rządzących Polską od czasu powołania obywatela ZSRR, towarzysza Konstantego Ksawerowicza Rokossowskiego na Marszałka Polski.

Wyśmiewany jest jako ekonomista, który tymże ekonomistą został jedynie dzięki G. Sorosowi, który raczył go zatrudnić na Węgrzech w szkole założonej przez swoją fundację (Brytyjczycy wykpiwają fundację Sorosa).

roku 1995 został Vincent Rostowski został profesorem mianowanym prywatnej uczelni (nie posiada tytułu naukowego ani stopnia naukowego doktora) i kierownikiem Katedry Ekonomii na Central European University w Budapeszcie. Uniwersytet ten założony został w 1991 roku przez obywatela USA, węgierskiego Żyda - Georga Sorosa

Trzeba przyznać, że odkąd został ministrem Finansów w Polsce nie mamy problemów z pozyskaniem kolejnych kredytów z MFW. Orban ujawnia na jakich warunkach mfw udziela europie pożyczek, na jakich warunkach te pożyczki są udzielane i widzimy, że w Polsce te warunki są skrupulatnie wypełniane. Węgry ich nie chcą. My możemy się domyślać, że ministra Rostowskiego dostaliśmy niejako w pakiecie od międzynarodowej finansjery. To nie polski rząd zdecydował, że Polacy mają pracować dłużej, a najlepiej do śmierci (biorąc pod uwagę, że najkrócej żyjemy w Europie), o tym zdecydowali bogaci żydowscy bankierzy, aby mogli być jeszcze bogatsi.

Za czasów ministra V. Rostowskiego: dwukrotnie wyprowadzono z Polski nawet setki miliardów złotych poprzez spekulacyjna grę na polskim złotym prowadzona m.in. przez Goldman Sachs oraz dodatkowo "wyssano" polskie finanse za pomocą tzw. asymetrycznych opcji walutowych a dług publiczny Polski wzrósł do 800 mld zł (różne szacunki mówią nawet 3 bilionów?), deficyt do 100 mld zł a zadłużenie zagraniczne do 250 mld USD - stan finansów Polski jest stanem "przedzawałowym", "przed-upadłościowym", a minister finansów zyskuje miano "mistrza kreatywnej księgowości" i finalizuje się być może ostateczną destabilizację i grabież Polski.

Z informacji jakie są dostępne, wynika, że ten brytyjski obywatel (polski także, ale rozlicza podatki w naszym kraju dopiero od trzech lat) sprawujący funkcję polskiego ministra finansów ukończył kursy z dziedziny ekonomii, historii i stosunków międzynarodowych na brytyjskich uczelniach, gdzie też pracował przez kilka lat jako młodszy wykładowca. Kariera naukowa jednak najwyraźniej mu się nie udała, skoro nie zrobił nawet doktoratu.

Po 1989 roku postanowił skorzystać ze swych polskich korzeni, przeniósł się do Polski i zaczął się kręcić wokół Leszka Balcerowicza oraz ludzi z ówczesnego KLD, a obecnej PO, co zaowocowało kilkoma synekurami – a to przy niesławnej „powszechnej prywatyzacji”, a to w CASE, a to znowu w NBP, a to wreszcie w uczelniach George’a Sorosa, w których został nawet „profesorem” ekonomii. Tytułem tym zresztą do dziś określają go niektórzy co bardziej usłużni dziennikarze.

Generalnie można odnieść wrażenie, że jego główną kompetencją – podobnie zresztą jak Radka Sikorskiego – była tak naprawdę dobra znajomość angielskiego, której to umiejętności w pierwszych szeregach PO zawsze brakowało. I to właśnie dzięki niej trafiła mu się posada ministra finansów. Jeśli chodzi o inne zajęcia ministra, to ciągle zajmuje się on wynajmem pięciu mieszkań i dwóch domów w Wielkiej Brytanii. Najwyraźniej nie jest to jednak interes kokosowy, skoro miał prawie 200 tys. funtów długu.

Biorąc pod uwagę wszystkie te fakty, nie można się specjalnie dziwić, że minister Rostowski z zadaniem, które mu przypadkowo w gruncie rzeczy wpadło w ręce, zupełnie sobie nie poradził. Bowiem ani wykształcenia, ani temperamentu do prowadzenia tak skomplikowanej instytucji jak Ministerstwo Finansów po prostu nie posiada. W efekcie ten sam człowiek który w 2010 roku deklarował wprowadzenie podatku liniowego to w 2013 roku, miał w kasie manko na 100 miliardów złotych i aby je zmniejszyć, zwiększa obciążenia podatkowe.

W oficjalnym życiorysie "prof" Rostowskiego można przeczytać, że był on "doradcą rezydenta Putina d/s polityki makroekonomicznej”, można się więc domyślać że koledzy prezydenta Putina zostali też doradcami ministra Rostowskiego.
Naiwni krytycy ministra zarzucają mu błędy, nieudolność. Podobnie ocenia się zresztą cały rząd PO a zarówno rząd jak i minister Rostowski są przerażająco sprawni - robią dokładnie to, czego oczekują ich "doradcy".

Słowem: za zły wybór premiera Tuska zapłacą jak zwykle wszyscy Polacy!

Ile warte są zapewnienia o radosnej starości na emeryturze, dobitnie pokazuje Jan Vincent Rostowski. Własnym przykładem. Minister finansów najwyraźniej nie wierzy, że można żyć godnie na starość za pieniądze uzbierane w ZUS-ie. On sam na jesień życia uzbierał prawie półtora miliona złotych, ale w... brytyjskim funduszu emerytalnym

Minister finansów Jacek Rostowski otrzymuje sutą emeryturę z Anglii - średnio 17,4 tys zł miesięcznie a Polakom poleca oszczędzanie w ZUS!

Rząd PO-PSL kombinuje przy reformie systemu emerytur. Polacy staną przed wyborem - oszczędzać w ZUS czy w OFE. Każdy będzie musiał zdecydować sam. A co poleca człowiek odpowiedzialny za finanse w Polsce - minister Jacek Rostowski? - Bez wątpienia byłby to ZUS. - odpowiedział na tak zadane pytanie Rostowski.
Ministrowi łatwo powiedzieć, bo sam na emeryturę odkładał w Anglii i teraz pobiera z tamtejszego systemu emerytalnego megaemeryturę. Przez ostatnie lata Rostowski otrzymywał średnio miesięcznie 17,4 tys złotych z angielskiego systemu emerytalnego.

Z funduszu emerytalnego wicepremier Rostowski ma co miesiąc średnio ok. 2600 złotych. A kiedy został emerytem, wypłacono mu jednorazowo aż 328 tysięcy złotych! W sumie – podliczając ostatnie dwa lata życia na emeryturze – wychodzi więc po 17 400 zł miesięcznego świadczenia.

To czarna propaganda i zwyczajne oszustwo w sprawie OFE” „To, co rząd chce zaproponować - możliwość wyboru i przenoszenia pieniędzy z OFE do ZUS - to kolejna wersja przekrętów emerytalnych. Proponując to, rząd powinien zaproponować także możliwość przenoszenia pieniędzy w drugą stronę - z ZUS do OFE. W innym wypadku to jest zwyczajne oszustwo i okradanie obywateli z ich oszczędności przez Ministra Finansów!

Kiedy w 2007 roku Jacek Rostowski wchodził do rządu, dług publiczny wynosił około 527 mld zł. W 2013 roku zadłużenie Polski wzrosło do 874 mld zł. W tym samym czasie minister finansów zarobił 2,7 miliona złotych. To my, Polacy, składaliśmy się na jego pensje!

Rostowski grubo pomylił się w rachubach. Deficyt finansów publicznych miał wynieść niecałe 36 miliardów złotych. Teraz okazuje się, że przy wariancie „optymistycznym” wyniesie 51,6 miliarda, a jak pójdzie źle – to nawet 60 mld zł.

Minister finansów Jacek Rostowski zadłużył każdego Polaka na 10 tys zł! Każdy Polak ma przez niego założoną pętlę finansową na szyi. Bo kto spłaci te długi, jak nie my i nasze dzieci? Każdy z nas – dziecko, dorosły i starzec, chory, czy zdrowy, pracujący, czy nie – ma do spłacenia średnio niemal 10 tys. zł! I na co poszły te pieniądze?
Marek Zuber nie ma wątpliwości, że olbrzymia część poszła na rozbudowę administracji!

W 2013 roku został zdymisjonowany przez premiera Tuska. Jacek Rostowski pozostawił finanse państwa w złym stanie. Uważał, że może je ustabilizować nie głębokimi reformami, ale drobnymi korektami.
Gdy okazało się, że nie osiągnie w ten sposób zapowiadanego celu, jakim było ograniczenie deficytu finansów publicznych do 3 proc. PKB i zdjęcie z Polski przez Komisję Europejską procedury nadmiernego deficytu, minister finansów sięgnął po pieniądze Otwartych Funduszy Emerytalnych.
Aby usprawiedliwić swój czyn, rozpoczął kampanię propagandową przeciwko OFE oraz jego autorom, która nie przystoi poważnemu politykowi. Nie był jednak w stanie poprawnie napisać nowelizacji ustawy o Otwartych Funduszach Emerytalnych. Doprowadził w ten sposób do poważnego kryzysu politycznego. Budżet na 2014 rok zależny jest od pieniędzy zabranych funduszom, a tymczasem ustawa, która pozwalałaby te pieniądze wykorzystać, nie jest gotowa a sam Rostowski uciekł przed odpowiedzialnością na tłustą emeryturkę... angielską!


 

                                       https://www.youtube.com/watch?v=R5uc7Sq9rfg

 

Jacek Rostowski do kryminału! - tłumaczy Andrzej Pochylski
 
 
 
Fiskus zbankrutował, więc minister finansowy Rostowski czmychnął z rządu - Stanisław Michalkiewicz

www.yelita.pl 

 

 

 

Rośnie liczba donosów do skarbówki



W ub.r. liczba informacji sygnalnych, określanych potocznie donosami, skierowanych do jednostek KAS wzrosła o blisko 6% w porównaniu z 2024 rokiem. Natomiast zestawiając ubiegłoroczne dane z tymi z 2023 roku, widać już wzrost o ponad 10,5%. Według znawców tematu, to nie musi oznaczać pogorszenia poziomu przestrzegania prawa podatkowego. Analizy wskazują, że nawet do 70% zgłoszeń bywa motywowanych konfliktami osobistymi. Najczęściej autorami doniesień są pracownicy, członkowie rodziny, sąsiedzi oraz kontrahenci. Do tego z zebranych danych wynika, że informacje przeważnie mają charakter anonimowy.

Jak wynika z danych z szesnastu izb administracji skarbowej, w 2025 roku liczba informacji sygnalnych skierowanych do jednostek KAS wyniosła 84,4 tys. To o 5,8% więcej niż w 2024 roku, kiedy takich przypadków odnotowano 79,8 tys. Natomiast porównując dane ubiegłoroczne z tymi z 2023 roku, widać wzrost o 10,6%. W 2023 roku było bowiem 76,3 tys. informacji sygnalnych. „Sam wzrost liczby informacji sygnalnych nie musi oznaczać pogorszenia poziomu przestrzegania prawa podatkowego. Może on świadczyć raczej o większej aktywności społecznej i zaufaniu do instytucji państwa jako skutecznego adresata takich zgłoszeń. Jednocześnie skala zjawiska wymaga ostrożnej interpretacji, ponieważ część informacji sygnalnych może być motywowana także sporami osobistymi lub biznesowymi i nie zawsze prowadzi do potwierdzenia nieprawidłowości” – komentuje dr Anna Wojciechowska, ekspertka BCC i była naczelnik Wydziału Kontroli Podatkowej Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku.

Natomiast Sebastian Polański z Referatu Komunikacji IAS we Wrocławiu zaznacza, że w ostatnich latach możemy zaobserwować rosnącą świadomość społeczną w zakresie dochodzenia własnych praw. Podatnicy, dzięki łatwej dostępności opracowań o charakterze prawniczym na różnych platformach internetowych czy prowadzonych kampanii edukacyjnych przez KAS, coraz bieglej odnajdują się wśród przepisów prawa podatkowego. Nie bez związku może również pozostawać sytuacja gospodarcza w kraju. Inflacja powoduje, że obywatele stają się bardziej wyczuleni na nieuczciwe zarabianie pieniędzy lub unikanie opodatkowania. Pozytywny wpływ mają również nagłaśniane w mediach sprawy, które pokazują, że informowanie organów ścigania o zaobserwowanych nieprawidłowościach może przynieść realny skutek. „Roczna liczba informacji sygnalnych nie wydaje się nadzwyczajnie wysoka, jeśli zestawimy ją z liczbą podatników i przedsiębiorców w Polsce oraz ogólną skalą obrotu gospodarczego. W tym kontekście można ją określić raczej jako umiarkowaną. Jednocześnie jest na tyle duża, że wymaga od administracji skarbowej sprawnego systemu wstępnej selekcji i weryfikacji zgłoszeń. Ważne jest, aby organy reagowały w sposób wyważony, proporcjonalny i oparty na obiektywnej analizie okoliczności każdej sprawy” – mówi Aldona Międlar-Adamska, radca prawny z kancelarii Ars Aequi.

Jak podkreśla Michał Deruś, rzecznik prasowy IAS w Lublinie, znaczna część donosów jest inicjowana przez emocje takie jak złośliwość, zazdrość lub osobiste urazy. Analizy wskazują, że nawet do 70% zgłoszeń bywa motywowanych konfliktami osobistymi, np. sąsiedzkimi animozjami, napięciami rodzinnymi czy sporami rozwodowymi. Dostrzegalna poprawa sytuacji majątkowej znajomych (nowy dom, samochód) lub rodzinne nieporozumienia (podziały majątku, rozstania) często skłaniają do złożenia donosu. „Informacje sygnalne bywają niestety wykorzystywane nie tylko w trosce o przestrzeganie prawa, lecz także jako narzędzie rozwiązywania prywatnych konfliktów. Tego rodzaju postawa może wynikać również z napięć ekonomicznych i rosnących nierówności społecznych. Sukces majątkowy innych bywa często postrzegany nie jako osiągnięcie, lecz jako potencjalne nadużycie. Przykładowo, sygnalista uważa, że dana osoba, np. sąsiadka, nie pracuje, a pozwala sobie na nowe auto. W rzeczywistości ona wykonuje obowiązki zdalnie i dlatego większość czasu spędza w domu” – dodaje dr Anna Wojciechowska.

Z kolei Małgorzata Spychała-Szuszczyńska, rzecznik prasowy IAS w Poznaniu, zaznacza, że najczęściej autorami doniesień są pracownicy, członkowie rodziny, sąsiedzi oraz kontrahenci. Zgłoszenia składane są w urzędach skarbowych przez podatników w tradycyjny sposób – za pośrednictwem poczty bądź w biurze podawczym urzędu oraz elektronicznie w formie e-maili. Przeważnie mają charakter anonimowy, tylko niewielka część jest podpisana z imienia i nazwiska. W większości przypadków informacje zawarte w doniesieniu są bardzo ogólne, często uniemożliwiają jakąkolwiek weryfikację. „Fakt, że zgłoszenia mogą być anonimowe, ma duże znaczenie. Z jednej strony zwiększa poczucie bezpieczeństwa i chroni sygnalistę przed możliwymi reperkusjami społecznymi czy zawodowymi, co zachęca do działania w interesie publicznym. Z drugiej strony może sprzyjać zgłoszeniom mniej przemyślanym lub motywowanym emocjami, dlatego każda informacja wymaga starannej weryfikacji przez organy” – analizuje mec. Aldona Międlar-Adamska.

Jak zaznacza dr Wojciechowska, wiele zgłoszeń opiera się na domysłach, a nie na rzeczywistych nieprawidłowościach. W konsekwencji znaczna część informacji sygnalnych jest pochopna i obciąża administrację, utrudniając wykrywanie prawdziwych naruszeń. Nie oznacza to jednak, że rola sygnalistów jest bez znaczenia. Potrzeba lepszej edukacji, selekcji zgłoszeń i skutecznych mechanizmów ich weryfikacji. „Zmienia się społeczne podejście do sygnalizowania naruszeń. Stopniowo odczarowywany jest pejoratywny wydźwięk słowa donos, a akcentowana jest rola sygnalisty jako osoby działającej w interesie publicznym. Jednak kulturowo wciąż silna jest potrzeba anonimowości. Wielu obywateli wybiera formę zgłoszenia, która zapewnia im poczucie bezpieczeństwa, np. list tradycyjny” – dodaje Michał Deruś, rzecznik prasowy IAS w Lublinie.

W opinii Aldony Międlar-Adamskiej, wybór anonimowości może wynikać z obawy przed napięciami w otoczeniu czy stygmatyzacją w społeczności lokalnej. Taka bojaźń powstrzymuje część osób przed zgłoszeniem, ale anonimowość sprzyja też zgłoszeniom pochopnym, bez oparcia w faktach. Kluczowe jest, aby organy każdorazowo wnikliwie weryfikowały otrzymane sygnały, oddzielając te uzasadnione od wynikających z emocji lub konfliktów osobistych.

Autorstwo i źródło: MondayNews Polska
Nadesłano do portalu WolneMedia.net

 

Kolejna pandemia jest kwestią czasu?

„Kolejna pandemia (…) może być groźniejsza niż COVID-19” – uważają specjaliści raportu „The Time to Act is Now” („Czas by działać jest teraz”), sporządzonego na zlecenie kanadyjskiego rządu. W bardzo podobnym tonie wypowiedział się na naszym krajowym podwórku zajmujący się leczeniem chorób płuc Tomasz Karauda z uniwersyteckiego szpitala w Łodzi, a z USA dotarły do nas wieści o nowym, szybko rozprzestrzeniającym się wariancie koronawirusa „Cicada”. Co jednak bardziej niepokojące, nie są to pojedyncze głosy, ale wpisujące się w szereg zdarzeń, prowadzących stopniowo do coraz bardziej nachalnej narracji, która sugeruje, że powinniśmy się szykować na powtórkę z rozrywki.

https://www.youtube.com/watch?v=cL2HKrA0omI&t=5s

Wszystko zaczęło się od tzw. traktatu antypandemicznego, którego głównymi założeniami była cenzura każdej narracji odbiegającej od oficjalnej oraz formalne ustanowienie nadrzędnej roli WHO w zarządzaniu przyszłymi pandemiami. Na szczęście rozbiły się o oburzenie opinii publicznej. Jakby na potwierdzenie pod naszym nosem dwoje znanych wirusologów: Agnieszka Szuster-Ciesielska i Tomasz Dzieciątkowski postanowiło wydać książkę nt. zdrowia w oparciu o „wiedzę opartą na dowodach naukowych” i obalającą „fake newsy”, a Paweł Grzesiowski – szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego – zaczął nawoływać by punkty szczepień były nawet w kościołach. Przypadek?

W parze z tymi wydarzeniami pojawiły się również represje. W Polsce izby lekarskie wznowiły procesy ponad 100 niezależnych lekarzy, by zdążyć z ich ukaraniem zanim z końcem 2025 roku zarzuty ulegną przedawnieniom. Z kolei zagranicą najgłośniejszy był przypadek Reinera Fuëllmicha. Niemiecki prawnik, znany m.in. z wygranych procesów z Volkswagenem i Deutsche Bankiem, postawił sobie za cel wspólnie z grupą specjalistów rozliczenie autorów pandemicznego bezprawia. Trafił do więzienia, a teraz z godnym podziwu spokojem walczy by udowodnić swoja niewinność.

Teraz przyszedł czas na kolejny krok. Na „Onecie” pojawił się artykuł pt. „Kolejna pandemia to kwestia czasu” – dotyczący wspomnianego na wstępie raportu kanadyjskiego zespołu, który zawiera ostrzeżenia i odpowiednie zalecenia na przyszłość. Materiał o identycznym tytule ukazał się też w podcaście Anny Kolasińskiej-Szemraj, u której wystąpił Tomasz Karauda. Lekarz otwarcie powiedział, że pandemia prędzej czy później nastąpi, z sugestią, że raczej prędzej. Negujących oficjalną narrację przedstawił jako niedoinformowanych laików, którzy finalnie źle kończą. A warto nadmienić, że Anna Kolasińska to osoba znana (352 tys. subskrypcji na YouTube’ie), która popularność zdobyła nie tylko dlatego, że jest piękną i atrakcyjną kobietą, ale także ze względu na historię jej pracy dla linii Etihad Airways oraz arabskiego szejka, co zaowocowało wieloma wywiadami i dwiema wydanymi książkami, więc rozmowa z pewnością trafiła do szerokiego grona odbiorców. Szkoda, że w parze z urodą nie poszło bardziej krytyczne myślenie. Może dla równowagi pani Ania zaprosiłaby do studia Pawła Basiukiewicza lub Zbigniewa Martykę?

Sytuacja niepokojąco przypomina tą sprzed 8 lat. W 2018 roku, na „stulecie” grypy hiszpanki powstał dokument o tej chorobie, w polskiej wersji brzmiący „Pandemia zabójczej grypy”, w którym – oprócz mowy o zakażaniu bezobjawowym i konieczności noszenia masek – padła właśnie kwestia, że kolejna pandemia jest nieunikniona! Proroctwo z kryształowej kuli już rok później się spełniło. Teraz jesteśmy karmieni rzadko, ale za to systematycznie i coraz większymi porcjami, co jednak przechodzi niemal niezauważenie. Jest to tym prostsze, że uwaga społeczeństwa jest skierowana na inne obszary. A warto się nad tym pochylić, ponieważ w tego rodzaju teście reakcji jej brak jest równoznaczny z przyzwoleniem. Nie bądźmy więc bierni, bo mamy jeszcze czas. Tylko jak dużo?

Autorstwo: Radek Wicherek
Na podstawie: YouTube.comOnet.pl, WP.pl, TVP, WolneMedia.net, LubimyCzytac.pl
Źródło: WolneMedia.net

                         TUZY ELITY            Jacek Rostowski - Jan Antony Vincent-Rothfeld     Jacek Rostowski , właśc. Jan Antony Vincent...