środa, 12 listopada 2025

 

Jeden naród – silna Polska


https://www.youtube.com/watch?v=GYPS7j9bJEE
https://www.youtube.com/watch?v=5zOMBMPRfUA&t=8s

Wczoraj, w dniu Narodowe Święto Niepodległości, w całym kraju odbyły się uroczystości państwowe i społeczne — marsze, apele, biegi oraz pikiety — upamiętniające odzyskanie przez Polskę niepodległości. Poniżej przedstawiamy szczegółową relację z najważniejszych miejsc oraz komentarz do obserwowanego w tym roku stanu naszego społeczeństwa.

W stolicy odbyły się centralne obchody, które przyciągnęły znaczną liczbę uczestników. Główna część uroczystości miała miejsce na placu Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego, gdzie m.in. przedstawiciele władz państwowych złożyli wieńce oraz mieli miejsce oficjalne wystąpienia. Około godziny 14:00 ulicami Warszawy wyruszył coroczny Marsz Niepodległości 2025 – organizatorzy ogłosili hasło „Jeden naród – silna Polska”. Według szacunków Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa udział w marszu wzięło około 100 000 osób. Organizatorzy podają nawet do 300 000. W wydarzeniu uczestniczył prezydent RP Karol Nawrocki oraz liczni politycy m.in. z partii Prawo i Sprawiedliwość i Konfederacja. Jak podkreślono po marszu – wydarzenie należało do jednych z najspokojniejszych w ostatnich latach, mimo użycia pirotechniki i dużej skali zgromadzenia.

W Pałacu Prezydenckim w Warszawie miała miejsce ceremonia wręczenia najwyższych odznaczeń państwowych. Orderem Orła Białego uhonorowano między innymi: Waldemar Łysiak i Andrzej Poczobut. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski – Przemysław Babiarz oraz Konrad Banaszek; Krzyżem Kawalerskim – Sławosz Uznański‑Wiśniewski i Adam Woronowicz.

W swoim wystąpieniu wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak‑Kamysz wskazał, że granica polskiego bezpieczeństwa znajduje się dziś na froncie ukraińsko‑rosyjskim, a pomoc dla Ukraina — zarówno ze względów humanitarnych, jak i narodowych — jest konieczna.

Tegoroczne hasło „Jeden naród – silna Polska” zawierało ważny ton jedności. Tymczasem przebieg obchodów ujawnił, że polskie społeczeństwo pozostaje podzielone.
Przykładem jest stanowisko m.in. władz Warszawy. Prezydent Rafał Trzaskowski zapowiedział, że nie weźmie udziału w marszu, argumentując, że wydarzenie „nie jednoczy, lecz dzieli” społeczeństwo. Jeżeli udział w takich uroczystościach odmawiają politycy, którzy powinni być symbolem jedności, to perspektywa wspólnotowego świętowania staje się mniej realna.

Wrocławska odsłona obchodów miała charakter bardziej lokalny i mniej masowy, lecz wywołała duże zainteresowanie medialne. W marszu o nazwie Marsz Polaków 2025 wzięło udział kilka tysięcy uczestników. Na czele niesiono baner z napisem „Polak w Polsce gospodarzem”. Skandowano m.in.: „Cześć i chwała bohaterom”, „Polska antybanderowska”, „Tu jest Polska, nie Ukraina”. Wśród prelegentów znalazł się reżyser i działacz antybanderowski Jacek Międlar. Obecne były również kontrowersyjne symbole i transparenty, co zostało odnotowane przez media jako element budzący niepokój.

Obchody odbyły się także w wielu innych miejscowościach. W Krakowie odbył się tradycyjny marsz i szereg wydarzeń towarzyszących, w tym msza św. w Katedra Wawelska oraz bieg niepodległości. W Szczecinie odbył się XV Marsz Niepodległości oraz 7. Szczeciński Bieg Niepodległości — zaznaczając sportową formułę świętowania. W Poznaniu odbył się m.in. „Bieg Niepodległości RunPoland 2025” na dystansie 10 km.

Jednocześnie obserwujemy, że poza Warszawą i oficjalnymi uroczystościami funkcjonują oddolne inicjatywy — marsze lokalne, biegi, koncerty — które, choć mają patriotyczny charakter, często podążają własną narracją i gromadzą odbiorców o różnym profilu światopoglądowym. To zjawisko pokazuje, że patriotyzm w Polsce wciąż bywa silnie związany z polityką i identyfikacją społeczną, co może utrudniać wspólną celebrację.

Dzień 11 listopada 2025 roku potwierdził, że Narodowe Święto Niepodległości nadal ma znaczenie — zarówno w wymiarze państwowym, jak i obywatelskim. Uczestnictwo licznych osób w marszach, biegach i uroczystościach świadczy o żywotności tego dnia w świadomości społecznej. Jednak znaczący pod względem symbolicznym pozostaje fakt, że obok deklaracji jedności występują realne podziały — wśród polityków, uczestników, środowisk organizujących wydarzenia. To pokazuje, iż choć hasło brzmiało „Jeden naród – silna Polska”, proces faktycznego zjednoczenia, wymaga więcej, niż tylko słów — potrzebuje działań przekraczających linie polityczne i światopoglądowe.

Autorstwo: Aurelia
Źródło: WolneMedia.net

 

Piotr Korczarowski pobity przed Marszem Niepodległości



Piotr Korczarowski, dziennikarz kanału „eMisjaTv” na „YouTube” i autor kilku filmów dokumentalnych o Marszu Niepodległości, został pobity w sobotę przed rozpoczęciem narodowej manifestacji na Rondzie Dmowskiego. „Tyle zdążyłem nagrać, zanim pobito mnie na Marszu Niepodległości” – napisał w tytule bardzo krótkiej relacji wideo dziennikarz.


Według relacji, Korczarowski został zaatakowany „przez grupę zamaskowanych pseudo-narodowców stojących obok baneru ONR-u nawołującego do »bicia kacapów«”. „Korczarowski dostał kilka ciosów w nos i zęby »za Putina«. Oto, do czego prowadzi wojenna narracja, po którą od kilku lat sięgają politycy pragnący już teraz wysłać polską młodzież na ukraiński front. Najpierw bowiem trzeba przekonać krewkich narodowców, że w ich interesie jest walka za obcych, a potem niech się przygotowują tu w kraju, na własną rękę szukając szansy »wymierzenia sprawiedliwości«” – czytamy dalej.

„Kamera telewizji eMisja była na Marszach Niepodległości od samego początku, tj. 2011 r., kiedy ulicami stolicy przeszła pierwsza ogromna patriotyczna manifestacja. Zawsze z narażeniem zdrowia walczyliśmy dla Was o najpiękniejsze ujęcia i najbardziej wiarygodny przekaz, abyście poczuli emocje tego wydarzenia i mieli wrażenie, jakbyście Państwo byli tam z nami. Mimo lecących nad naszymi głowami kamieni, starć z policją, polewania lodowatą wodą i duszenia ludzi gazem, nigdy nie odpuściliśmy i nigdy też włos z głowy nie spadł nikomu z naszej ekipy” – informuje stacja.

Atak na Korczarowskiego ma niewątpliwy związek z ponad dwugodzinnym programem Krzysztofa Stanowskiego, w którym redakcja „Kanału Zero” wmawiał Korczarowskiemu, że jest rosyjskim propagandzistą i po wybuchu wojny na Ukrainie jeździł do Moskwy za pieniądze z Kremla, aby robić tam materiały na zlecenie Rosjan. Korczarowski odparł, że nie wie, czy „za pieniądze Kremla”, bo wyjazd finansowała Fundacja Korczakowa. Dodał również, że nie kibicuje Ukrainie, bo kibicuje tylko Polakom. Sami posłuchajcie i oceńcie…

                     


W komunikacie „eMisjiTv” brak informacji, czy pobicie zostało zgłoszone na policję. Za to sprawę zgłosi skompromitowany Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych… przeciwko Korczarowskiemu, za wypowiedzenie po pobiciu ostrych i pełnych emocji słów, których zapewne nie wypowiedziałby, gdyby nie został fizycznie zaatakowany.


„Proputinowski propagandysta, Piotr Korczarowski, przyszedł wczoraj na Marsz Niepodległości, podszedł do narodowców i zaczął znieważać Naród Polski i Polaków, nazywając ich »swołoczą«. Zaczął też wychwalać Putina i nawoływać do nienawiści wobec żołnierzy ukraińskich, którzy walczą z Rosjanami. Wtedy uczestnicy Marszu Niepodległości kazali mu opuścić zgromadzenie. Korczarowski nie posłuchał, więc wyrzucili go fizycznie z patriotycznej imprezy. Wtedy ten zwolennik Putina nagrał wideo, w którym stwierdził, że mógłby zabijać polskich narodowców i znęcać się nad ich żonami i dziećmi. W naszej opinii Piotr Korczarowski wypowiadając te słowa, dopuścił się ciężkiego przestępstwa. W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez tego prorosyjskiego propagandystę” – czytamy we wpisie OMZRiK na „Facebooku”.

Według strony Obozu Narodowo-Radykalnego, który jest jednym ze współorganizatorów Marszu Niepodległości, ONR jest „ruchem społecznym skupiającym młodych Polaków, którym bliskie są takie wartości jak Bóg, Honor, Ojczyzna, Rodzina, Tradycja i Przyjaźń”. Do chwili publikacji niniejszej wiadomości nie znalazłem oficjalnego stanowiska ONR ws. pobicia dziennikarza, niemniej zaskakujące jest, że skrajnie lewicowa organizacja OMZRiK, której lider uciekł przed polskim wymiarem sprawiedliwości za granicę, stanęła po stronie skrajnie prawicowej organizacji ONR, która do OMZRiK miłością nie pała.

Opracowanie: Maurycy Hawranek
Na podstawie: YouTube.com [1] [2]Facebook.com
Źródło: WolneMedia.net





 

Miedziana wojna



Czy odkrycie w naszym kraju nowego, olbrzymiego złoża miedzi przesądzi o przystąpieniu nas do wojny ukraińsko-rosyjskiej?

Tytuł może wydać się dziwny, szczególnie w kontekście wojny na wschodzie. Co bowiem ma miedź do tej wojny? Mam nadzieję, że nic. Istnieje jednak ryzyko, że może okazać się inaczej.

Wiemy, jak posiadane dobra naturalne potrafią sprowadzać na kraje zainteresowanie mocarstw, które objawia się w dotowaniu miejscowych, skorumpowanych przywódców, aby oddawali te dobra firmom z krajów swoich dobrodziei.

Ktoś pomyśli, że nasi politycy nie są aż tak skorumpowani, ale gdyby się zastanowić, czy oddanie naszego rynku firmom zagranicznym nie przypomina właśnie takiej sytuacji? Czy likwidowanie rodzimej energetyki i kupowanie w zamian niemieckich wiatraków do mielenia ptaków nie przypomina takich przypadków?

Oczywiście nasz kraj posiada więcej majątku niż niejeden kraj biedny i mimo że tyle oddaliśmy, nadal rozwijamy się gospodarczo (co wynika też z oszczędności powstałych z ograniczania dostępu do służby zdrowia). Tu może się jednak okazać, że więcej dóbr do zgarnięcia ściąga na taki kraj jeszcze większe kłopoty.

Gdy kraj ma więcej do zaoferowania, wciągany jest w wojnę. Można tu wymienić różne wojny domowe w Afryce, a także wojny w Iraku, Libii i Syrii, a nawet wojnę na Ukrainie. Gdy Ukraińcy mogli się dogadać z Rosjanami, Zachód podpuszczał Ukraińców, mówiąc, że negocjacje są niepotrzebne, bo zaraz z pomocą Zachodu wygrają.

Gdy jednak pomoc okazała się niewystarczająca i front stanął, Amerykanie za sam fakt, że Ukraińcy rozmawiali w ich sprawie z Rosją, zażyczyli sobie wszystkich ukraińskich złóż naturalnych wraz z całą infrastrukturą potrzebną do wydobycia i wywiezienia, a Europa Zachodnia już podzieliła Ukrainę, ustalając, które regiony odbudową po wojnie zajmą się czyje firmy.

I tu pojawia się Polska – rycerz cały na biało, który sypie Ukraińcom kasę, amunicję i broń za darmo. Naszym przywódcom w zamian wystarcza sama możliwość pochwalenia się tym, ile w tej wojnie pomogli.

Oczywiście robią to z korzyści osobistych – nie mówię tu nawet o pieniądzach, ale o lepszej recenzji w rodzimych mediach należących do zagranicy lub ściśle współgrających z zagranicą. W naszych mediach głównego nurtu interes Zachodu jest najważniejszy.

A jeśli interes obcy jest najważniejszy, to czemu nie oddać obcym wszystkiego, co Polska ma jeszcze? Ponieważ mamy demokrację i trzeba z ogółem elektoratu postępować ostrożnie. I tu pojawia się możliwość wciągnięcia Polski w wojnę ukraińsko-rosyjską. Naszym politykom powiedziano by, tak jak Ukraińcom, że się im pomoże, a potem za tę pomoc zażąda się wszystkiego, co mamy.

Nasi politycy się za to nie obrażą. Kiedy nasi PiS-owcy, będąc u władzy, jeździli po świecie dumni jak pawie, że bezinteresownie pomagają Ukraińcom, Unia Europejska jednocześnie nakładała na nas kary finansowe za „nie taki rząd”. Z jednej strony decydenci europejscy popierali walczącą Ukrainę, a z drugiej – uderzali finansowo w finansującą ją Polskę. I śmiem twierdzić, że to działanie przeciw Polsce było dla kierujących Unią Niemców ważniejsze.

Naszym głównonurtowym politykom ta sytuacja nie przyniosła żadnej refleksji. Co więcej, obecna koalicja sama domagała się wtedy kar finansowych dla Polski. Z jednej strony wypruwaliśmy się i wypruwamy nadal na potrzeby Ukrainy, a z drugiej dostawaliśmy uderzenia finansowe od rzekomych sojuszników.

Nawet Ukraińcy, którzy są od nas żywotnie uzależnieni, traktują nas, jakby to my istnieliśmy tylko dzięki nim. Uważają, że my tylko współdecydujemy, a ważniejsi decydenci są poza naszymi granicami.

Ale nasze wyprucie finansowe dla niektórych to chyba za mało. Ostatnio cały świat mógł zobaczyć, że Polska ma wrogie zamiary względem Rosji, kiedy nasze władze oskarżyły Rosjan o zniszczenie dachu, który sami zniszczyli, i o atak dronowy dronami zbyt krótkozasięgowymi, by mogły dolecieć z pozycji rosyjskich.

Ostatnie groźby zabicia prezydenta rosyjskiego lub pojmania samolotu z nim na pokładzie, gdy miał udać się na negocjacje pokojowe, mogłyby w zasadzie być odebrane jako powód do wypowiedzenia nam wojny i mało kto na świecie miałby w tej kwestii pretensje do Rosji.

Po tych kompromitacjach świat mógłby powiedzieć, że Polska sama chciała wojny. I tak nasi politycy, chętni do odbierania zachodnich pochwał, mogliby się zaskoczyć, bo oto gdybyśmy dołączyli do wojny, Zachód powiedziałby nam: skoro sami chcieliśmy, to teraz zapłaćmy za pomoc naszymi złożami, lasami, drogami, koleją, Orlenem, KGHM-em i złotem posiadanym przez nasz Bank Narodowy.

Nagle okazałoby się, że gadanie władz Gdańska, że Gdańsk to niemieckie Wolne Miasto, może stanąć na forum międzynarodowym. Nagle okazałoby się, że gadanie proniemieckich śląskich separatystów, że Śląsk jest okupowany przez Polskę, może trafić na forum międzynarodowe. Nagle trzeba byłoby nowojorskim i izraelskim Żydom słono zapłacić za dawne niemieckie zbrodnie wojenne popełnione na naszych przodkach.

Pokusa doprowadzenia do takiej sytuacji jest tym większa, że nasi politycy już przez ostatnie 20 lat, będąc w równej pozycji negocjacyjnej, sami oddali wiele elementów naszej suwerenności.

Dlaczego właśnie przez ostatnie 20 lat? Bo wcześniej żył papież-Polak, który zabiegał o nasze sprawy i któremu trzeba było się kłaniać jako przywódcy duchowemu Polaków. Dziś Papież-Polak nie żyje, a drugiego na horyzoncie nie widać.

Nawet w nieporównanie lepszej sytuacji negocjacyjnej w kontaktach z Ukrainą oddajemy Ukrainie nasze interesy. Już teraz, nawet bez żadnego przymusu, nasz minister sprawiedliwości chce dopuścić cudzoziemców do bycia sędziami w Polsce.

A co się wydarzy, kiedy taki przymus rzeczywiście nastąpi? Co jeśli Polska rzeczywiście wpakuję się w kłopoty wojenne? Co jeśli znajdziemy się w znacznie gorszej sytuacji negocjacyjnej?

A po naszych politykach nie widać, by zdawali sobie sprawę, w co się pakują. Z jednej strony kupujemy wielkie ilości broni i amunicji. Z drugiej – dopiero ostatnio podjęliśmy się rozbudowy produkcji amunicji, a produkcja broni nadal toczy się w tempie sprzed lat, gdy nic nam nie groziło.

Z jednej strony straszy się obywateli wojną, a z drugiej likwiduje piece na wszystko i nakazuje instalowanie w zamian pieców elektrycznych, które nie będą działały, jeśli w wyniku wojny zabraknie prądu lub gazu. Z jednej strony straszy się wojną, a z drugiej ogranicza produkcję żywności.

Wygląda to tak, jakby nasze władze chciały, by wojna była jak najbardziej dolegliwa dla społeczeństwa.

Co ma wspólnego z wojną danie Ukraińcom naszych emerytur i zasiłków? Co ma wspólnego z wojną priorytetowy dostęp Ukraińców do naszej służby zdrowia? Co ma wspólnego z wojną poświęcenie naszej złotówki dla ratowania ukraińskiej waluty?

Ile dronów rosyjskich zestrzelimy tymi emeryturami i zasiłkami dla Ukraińców? Ile żołnierzy rosyjskich zabijemy tymi kupowanymi u Niemców wiatrakami? Nasi politycy zachowują się, jakby nam do obrony Polski nie były potrzebne pieniądze, a tylko Ukraina (i Niemcy).

Dla pocieszenia napiszę: głowa do góry, bo ile byśmy nie oddali Zachodowi, Izraelowi i Ukrainie, nasze głównonurtowe media i tak przedstawią to jako sukces negocjacyjny, więc trzeba się cieszyć.

A na malkontentów szykowana jest już cenzura internetu, groźby delegalizacji antywojennej Konfederacji Korony i aresztowania jej przywódcy Grzegorza Brauna. A jak się rozpędzą, kto wie? Może się wezmą i za innych polityków, którzy nie służą obcym.

A gdy to już się wydarzy, czy ktoś będzie przejmował się panami Kaczyńskim i Tuskiem, że będą się czuli oszukani, że to nie tak miało być? Oni będą już bardzo starzy, a na ich miejsce czyhają młodsi, bardziej oddani zagranicy. To, co Kaczyński i Tusk uznawali za kompromis moralny, oni będą traktowali jako normalny sposób działania.

I tu pojawia się na dokładkę nowe odkrycie – olbrzymie złoże miedzi w Polsce, którego wydobycie mogłoby przynieść gigantyczne pieniądze. Na pewno obce państwa i inwestorzy lepiej wiedzieliby, co z nim zrobić niż nasi politycy. A nasz węgiel nagle stanie się „zdrowy”, gdy złapią go obce firmy i państwa.

Czy nasi rządzący biorą pod uwagę taki scenariusz? Na pewno nie. Dlatego właśnie piszę ten tekst – pod rozwagę, póki nie jest za późno.

Autorstwo: Hubert Cyngot
Źródło: WolneMedia.net

 

36 lat zniewolenia Polaków i Polski pod obcą kontrolą



Panowie w czarnych garniturach ze znaczkami i chorągiewkami pomaszerują, jakby nic złego się nie działo i nie zagrażało Polakom, brak przyszłości i likwidacja oraz wojna w interesie obcego mocarstwa, wbrew rozsądkowi i interesowi Polaków. Przecież im żyje się bardzo dobrze. Więc demonstrują swoje poparcie dla rządów po 1989 roku.

Ciekawi mnie, czy gdyby dostali 1732 zł na miesiąc też poszliby na Marsz Niepodległości?

A ja się pytam — czy ludzie, którzy chcą wszystko kupować od USA, a zwłaszcza złomowe uzbrojenie i aby USA było gwarantem Polskiej suwerenności i niepodległości, powinni nazywać siebie patriotami i dumnie publicznie to demonstrować? Jest jakiś zajob z tym martwieniem się o powodzenie innych krajów, czy Polacy tylko tym się przejmują i mają chęć walczyć za kogoś, ale nie za Polaków i Polskę? Dopuścili do tragicznego wyposażenia armii w złom wojskowy, który nie sprostał na Ukrainie staremu sprzętowi rosyjskiemu z lat 1970. tych rodem z ZSRR. Wszelkiej maści lobbyści, doradcy i specjaliści bezczelnie udają, iż tego nie widzą, iż siły zbrojne III RP stają się z każdym rokiem coraz bardziej archaiczne.

Powie ktoś w takim razie z kim mamy trzymać?

Dla mnie odpowiedź jest prosta. Po co nam jako Polakom fałszywi przyjaciele. By temu zapobiec, sami Polacy muszą się dogadać z Polakami i zrozumieć, iż najlepszym przyjacielem Polaka może być 2 Polak a najlepiej Polka, bo z tego mogą być tak pożądane dzieci. Tak więc Państwo Polskie musi być pro Polskie i postawić na Polskość w każdej dziedzinie, a zwłaszcza w gospodarce i obronności. Anulować wszelkie zakupy złomu wojskowego z USA. Co do NATO to twierdzę, iż ta organizacja przypomina skrzyżowanie: Każdy sobie rzepkę skrobie z Pospolitym ruszeniem. To było dobre, ale 200 lat temu.

Jestem pewien, że Polaków stać na możliwość wystąpienia z UE I NATO, by nie niszczyć polskiej gospodarki i stworzyć system bezpieczeństwa, który będzie zdolny reagować teraz zaraz, bez uzgadniania i pytania o zgodę fałszywego gospodarza. Bo kto najlepiej będzie strzegł Polaków i Polski jak nie Polski wojak z wojaczką (dziewczyną służącą w wojsku), mający rodzinę w Polsce, wyposażony w broń zaprojektowaną i wyprodukowaną w Polsce na polskie potrzeby, której nikt jeszcze nie posiada i wyszkolony na potrzeby Polski.

Autorstwo: niecowiedzacy
Źródło: WolneMedia.net

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...