niedziela, 30 listopada 2025

                                                   CELEBRYCI ELIT

                                              Jarosław Kuźniar


Jarosław Kuźniar (ur. 29 stycz­nia 1978 w Bielawie) – dzien­nikarz telewizyjny i radiowy, naj­więk­szy gwiazdor TVN24

Ukończył I Liceum O­gól­no­kształ­cą­ce w Dzierżoniowie, nas­tęp­nie studiował na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie uzyskał licencjat na Wydziale Filologicznym. Ukończył 3-miesięczny kurs o specjalności - dziennikarstwo. W 1999 przeprowadził się do Warszawy, gdzie w Programie III Polskiego Radia prowadził Zap­ra­sza­my do Trójki. Następnie przez 5 lat pracował w Radiu ZET, gdzie przy­go­to­wy­wał popołudniowe wiadomości i Wydarzenia Dnia.

Od 6 stycznia 2007 pracuje w TVN24, gdzie od poniedziałku do piątku jest gospodarzem Poranka TVN24. W latach 2010–2011 prowadził w piątki o 21:00 Rozmowę bardzo polityczną

Od 2011 do 2012 prowadzący muzyczny program X Factor
Od lutego 2013 przeprowadza wywiady dla tygodnika „Wprost"

Cechą gwiazdorstwa medialnego Jarosława Kuźniara jest – brak pro­fe­sjo­na­liz­mu, brak obiektywizmu, brak jego wiedzy w kon­fron­ta­cjach z rozmówcami i skrajna poprawność polityczna.

Poniżej kilka przykładów z wesołej twórczości Gwiazdora TVN:

Jarosław Kuźniar zdecydował się powiedzieć o swoim problemem z alkoholem. Dopytywał go o to Piotr Najsztub
- Czytałem, że miał Pan taki okres, kiedy wino było często, jakieś półtora roku - zapytał Najsztub.
- Tak - odparł Kuźniar.
Prezenter zrozumiał, że ma problem z alkoholem po wizycie w TVN24 Krzysztofa Dowgirda, dziennikarza Antyradia, który prowadzi audycję dla niepijących alkoholików.
- No i wyszło na to, że jest ze mną źle. Pomyślałem: "O Jezu, to może rzeczywiście...". Teraz wiem o tym i pilnuje się - powiedział "Vivie" Kuźniar.

Jarosław Kuźniar słynie z niewyparzonego języka, ty razem pojechał po Krzysztofie Ibiszu!
Jarosław Kuźniar ostatnio skrytykował Kingę Rusin i jej książkę "Co z tym życiem". Teraz prezenter postanowił rozjechać Krzysztofa Ibisza.

W "Poranku" w TVN24 Kuźniar skomentował bardzo młody wygląd Krzysztofa Ibisza. - Oto artykuł, który powinien zainteresować wszystkich Krzysztofów, a w szczególności Krzysztofa I. Tytuł: Wszystko nie tylko o botoksie - powiedział w programie na żywo Kuźniar.

Przyciasny garnitur i koszula to części garderoby, z którymi Jarosław Kuźniar od kilku lat kojarzy się widzom kanału TVN 24

Jego ulubione ciuchy nie nadają się jednak do programu „X–Factor”, którego został prowadzącym. Jak nieoficjalnie dowiedział się Fakt, producenci muzycznego show chcą, by prowadzący zmienił swój styl na bardziej luźny. Według nich Kuźniar nie może stać przed kamerami w nudnych ciuchach. Luźne ubrania i modne dodatki stałby się dla widza o wiele bardziej interesujące.

Jest jeszcze jedna zaleta takiej zmiany garderoby – nowe ubranie pomogłoby Kuźniarowi nieco bardziej się rozluźnić przed kamerą i poczuć klimat show, który swoją formułą niczym nie przypomina programów, które Kuźniar dotychczas miał okazję prowadzić. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że prezentowany przez Kuźniara styl konferansjerki nie trafia w gusta odpowiedzialnych za show.

Kuźniar podobno niechętnie słucha sugestii dotyczących zmian, twierdząc, że to może zaszkodzić jego wizerunkowi. Wiele wskazuje jednak na to, że nie będzie miał wyjścia i będzie musiał nad sobą trochę popracować...

Podczas Finału X-Factor było nerwowo, przez poważny konflikcie prowadzącego program Jarosława Kuźniara z jednym z uczestników - Michałem Szpakiem.

O sprawie informował "Super Express". Do nieprzyjemnej atmosfery miały doprowadzić podobno homofobiczne wypowiedzi dziennikarza TVN. Michał Szpak, słynący z kontrowersyjnego image'u zdradził bowiem, że Kuźniar tak komentował jego pojawienie się na scenie, gdy myślał, że uczestnik go nie słyszy: O kurwa co to wyszło? Chłop czy baba? Michalina jakaś!

I pewnie dlatego Michał Szpak goszcząc w w Radiu ESKA Rock zapytany przez Michała Figurskiego o ocenę jurorów w skali od 1 do 10 o Kużniarze powiedział: Jeden, pozdrowienia Jareczku!

"X Factor" to telewizyjny hit z zagranicy. Format przewiduje, że show prowadzi mężczyzna. Decyzja o tym, że polską edycję programu poprowadzi dziennikarz TVN24 Jarosław Kuźniar zelektryzowała wszystkich... Kuźniar rzekomo miał być "czarnym koniem" "X Factor", a ten z kolei miał go wypromować na nową gwiazdę TVN. Niestety, od czasu Kasi Sowińskiej i Agnieszki Popielewicz w polskiej telewizji nie było słabszego prowadzącego. Na Facebooku powstała nawet grupa, która żądała odejścia prezentera z programu. Jarek Kuźniar okazał się największym przegranym "X Factor".

W poranku TVN24 jednym z poruszonych tematów, była rzekoma rezygnacja Jacka Nicholsona z dalszej kariery filmowej. Jarosław Kuźniar, chcąc zabrać głos w dyskusji powiedział: „No to będziemy tęsknić za Hannibalem”.

A przecież nie trzeba być znawcą kinematografii, by wiedzieć, że w rolę Hannibala Lectera wcielił się nie Jack Nicholson, a Anthony Hopkins.
Czyżby Jarosław Kuźniar naprawdę nie odróżniał dwóch największych gwiazd współczesnego kina?

Niewybredny żart dziennikarza TVN wobec Kościoła katolickiego:
Tylko wielożeństwo ukróci pedofilię w Kościele – napisał na popularnym portalu Jarosław Kuźniar
Jarosław Kuźniar nie pomyślał najwyraźniej, że jego niewybredny żart z tematu duchownych molestujących dzieci, może urazić ofiary tego makabrycznego procederu. Czyżby dziennikarz uważał, że jego telewizyjna popularność pozwala mu na wszystko?

Jarosław Kuźniar nie odmówił sobie również skomentowania porażki Barcelony z Realem Madryt w półfinale Pucharu Króla Hiszpanii. Królewscy pokonali odwiecznego rywala Dumę Katalonii 3:1.

Jarosława Kuźniar jeszcze w trakcie meczu, gdy Real wygrywał 3:0 pokusił się o kąśliwy komentarz na Facebooku. W swoim wpisie zażartował sobie okrutnie z Andrzeja Gołoty.
- „Andrzej Gołota postawił 100 do 1 na Barcelonę. Liczy, że się podniesie”
- napisał dziennikarz TVN24. Prawda, że śmieszne? Normalnie boki zrywać.

Jarosław Kuźniar chyba już nie cieszy się z żartu jaki powiedział na antenie telewizji TVN24 w najbardziej szczytowym momencie oglądalności. Dziennikarz chcąc zabłysnąć zacytował jednego z telewidzów, którzy oburzony wysłał do niego maila z informacją, że razem z kilkoma kolegami ze stacji nie nadaje się do prowadzenia programów na żywo. Widz zaproponował żeby Kuźniar zaczął dorabiać na wiejskich imprezach.

- Czy wy Morozowski, Kuźniar, Rymanowski wiecie o tym, że jesteście tak prymitywni, że powinniście prowadzić jakieś wiejskie imprezy, a nie w telewizji się przedstawiać I to jest odczucie tysięcy widzów - zacytował mail od widza Kuźniar.

Później Jarosław skierował do oglądających TVN24 propozycję:
- Jak 1000 widzów tak napisze, odejdę z telewizji! kontakt24@tvn.pl i jedziemy!

Antyfani dziennikarza zaczęli już pisać maile z treścią zacytowaną na wizji. Ciekawe czy Kuźniar będzie konsekwentny.

Na reakcję długo nie trzeba było czekać. Błyskawicznie powstał fejsbkowy profil: „Zwalniamy Jarosława Kuźniara z TVN24”
Do tej pory już prawie 4 tys. osób postanowiło pomóc Kuźniarowi w odejściu ze stacji należącej do ITI i zadeklarowało wysłanie listu do redakcji.

Czy prezenter okaże się honorowy i dotrzyma słowa? Obecnie TVN S.A. pod pretekstem roszczeń dotyczących praw autorskich zażądało usunięcia z sieci nagrania z Kuźniarem w roli głównej (na YT już nie ma, ale jeszcze można w słabszej jakości zobaczyć na Wrzucie:
"Jarosław Kuźniar TVN24 - Wyzwanie dla telewidzów"
Czyżby do redakcji zaczęły masowo przychodzić maile w podobnym tonie do tego, jaki przytoczył na antenie redaktor Kuźniar? A może pijarowcy ITI uznali, że wystąpienie prezentera zamiast ośmieszyć autora listu, zbyt mocno obnażyło przepełnioną pychą postawę wyprodukowanej przez siebie „gwiazdy”?

Jarosław Kuźniar podsumował sprowokowaną przez siebie akcję internautów, którzy zachęcali go do odejścia z TVN 24. Dziennikarz ocenił, że to działania „szalonej, smutnej prawicy” i że „psychiatria w Polsce ma przyszłość”.

Z TVN nie chce odejść, bo nie zostawi tak lukratywnej posady a honor ma w czterech literach.

"Macie prawo nienawidzić Kuby Wojewódzkiego ale nie wolno wam go dotknąć. Chyba, że wciąż jesteście jaskiniowcami" - pisał na swoim blogu Jarosław Kuźniar, dziennikarz TVN24. Po ataku na showmana TVN rozgorzała dyskusja, której wielu uczestników zbagatelizowało brutalny atak na Wojewódzkiego. W poniedziałek rano dziennikarz został oblany tzw. żrącą substancją.

Krzysztof Bosak napisał na Twitterze, że dziennikarze, który napisali, iż Kubę Wojewódzkiego oblano kwasem skompromitowali się. Należało sprawdzić informację w dwóch źródłach. Na taki wpis szybko zareagował Kuźniar pisząc:
To raczej pan Krzysztof Bosak kompromituje się dając wolne swojemu rozumowi. Typowe dla neofaszystów.
Bosak nie pozostawił tej obelgi obojętnie. Odpowiedział Kuźniarowi na Facebooku:
- Wyjedzie człowiek na weekend w Wielkopolsce, wraca w niedzielę wieczorem do domu, włącza komputer, zagląda na profile w serwisach społecznościowych i co znajduje? Merytoryczną polemikę z własnym wpisem ze strony gwiazdy TVN.

Odpowiadając z góry na zastrzeżenia ludzi z twittera:

Nie, nie bagatelizuję sprawy. Przeciwnie, uważam że oblanie kogoś kwasem jest na tyle poważną sprawą, że nie wolno przez dwa dni komentować takiego zdarzenia, jeśli w rzeczywistości nie miało ono miejsca. Po drugie - w przeciwieństwie do wielu prawicowych komentatorów tuż po zdarzeniu powstrzymałem się od komentarzy, kpin czy wyjaśnień sprowadzających się mniej więcej do tego, że "w sumie to należało mu się". Po trzecie - zapytali mnie niektórzy w jakich dwóch źródłach taką informację dziennikarze mieliby niby sprawdzić? Jedno to redaktor Wojewódzki, a drugie? Sprawca ataku? Nie. Można było spytać choćby lekarzy, którzy opatrywali poparzenie kwasem, policjantów czy prokuratorów którzy badali sprawę, ochronę radia, oraz chemików którzy badali ślady kwasu na miejscu. No chyba, że nie było żadnych lekarzy, policji, prokuratorów ani chemików... - napisał bloger.

Wojewódzki dopiero kilka godzin po ataku sam zgłosił się na komisariat na warszawskiej Pradze. Showman złożył zeznania i zostawił policjantom poplamioną koszulkę, żeby sprawdzili, czym został zaatakowany. Po analizie okazało się, że nie ma na niej śladu "żrącego płynu".
- Na koszulce, którą przekazał nam dziennikarz, policjanci nie stwierdzili obecności żadnych substancji zagrażających zdrowiu lub życiu - zapewnił w rozmowie z Gazeta.pl rzecznik komendy stołecznej policji Mariusz Mrozek. Wcześniej Wojewódzki sam poinformował, że został oblany niebezpieczna cieczą.
- Dziś rano pod radiem Eska Rock, elegancko zamaskowany i ewidentnie pozbawiony poczucia humoru mężczyzna zaatakował mnie niezidentyfikowanym płynem żrącym o brunatnej barwie, co jest dosyć symptomatyczne - napisał dziennikarz w specjalnym oświadczeniu. Internauci twierdzą że to był…mocz!
"Wprost" stwierdziło, że dziennikarz być może zmyślił całą historię, o czym ma świadczyć to, że - według informatora tygodnika - nie chce współpracować z policją i zmienił zeznania.
Policja zwróciła się do prokuratury o zakończenie śledztwa w sprawie ataku na telewizyjnego showmana.
Tygodnik "Do Rzeczy" ujawnił na swoich stronach: "Nie było napadu na Wojewódzkiego".

Rodzi się tylko pytanie jaka rolę odegrał w tej „prowokacji” gwiazdor TV Jarosław Kuźniar który jako pierwszy rozdmuchał ten cyrk medialny?

Agnieszka Piwar: Celebryta TVN w sidłach własnej pychy

Atak na Wojewódzkiego. Policja: to nie była szkodliwa substancja

Sprawa ataku na Kubę Wojewódzkiego do umorzenia





www.yelita.pl





 

Polska 2025: państwo, które mentalnie sprzedało swoją suwerenność.



Nie mam złudzeń. Polska świadomość zbiorowa przeszła pełną tresurę. Trzy dekady polityki III RP nie były przypadkiem ani błędem — były systematycznym procesem wymazywania instynktu samostanowienia. Dziś Polska nie wierzy w siebie. Nie wierzy, że może decydować o własnym losie. Nie wierzy w prawo do samodzielności. A homeostat społeczny — mechanizm reagujący na napięcie — automatycznie ustawia kraj w zależności od silniejszego gracza. To nie jest teoria. To stan faktyczny. I jeśli ktoś myśli, że Rosja musi wchodzić czołgami, jest w błędzie. Nie musi nic robić. Wystarczy, że Zachód stanie się drogi, wymagający lub niestabilny. Polska sama „przełączy wajchę”.

Wyobraź sobie, że ktoś przez 35 lat dzień w dzień powtarza Ci do ucha: „Nie musisz sam decydować. Nie musisz sam się bronić. Lepiej oddaj klucze komuś większemu – będzie spokojniej”.

Po 35 latach większość ludzi naprawdę oddaje klucze. I nawet nie zauważa, że właśnie przestała być u siebie gospodarzem. Tak właśnie stało się z Polską. Co nam elity wbijały do głowy przez ostatnie 36 lat? Od 1989 roku wszystkie ekipy polityczne – lewe, prawe, liberalne, narodowo-katolickie – powtarzały dokładnie to samo, tylko różnymi słowami: „Do NATO musimy wejść, bo sami się nie obronimy”, „Do Unii musimy, bo sami nie damy rady gospodarczo”, „Traktat Lizboński – super, oddajemy część władzy, ale zyskujemy bezpieczeństwo”, „Amerykańskie wojska w Polsce – świetnie, niech ktoś dba o nasze bezpieczeństwo”, „Zielony Ład i praworządność – musimy się podporządkować, bo inaczej zabiorą nam kasę”.

W skrócie: „Sami nie potrafimy. Lepiej niech ktoś mądrzejszy decyduje za nas”. I my, jako zbiorowość, to zaakceptowaliśmy.

Od 1989 roku wszystkie elity — bez wyjątku, włącznie z PiS — programowały społeczeństwo i promowały zależność.

Mechanizm był prosty:

– suwerenność = problem, koszt, ryzyko, konflikt;

– zależność = komfort, spokój, „mniejsze zło”;

– decyzje zewnętrzne = lepsze niż nasze;

– patriotyzm = frazes, realpolitik = jedyna wartość.

Efekt? Homeostat świadomości zbiorowej sam wybiera podporządkowanie, nawet jeśli kosztuje ono utratę wszystkiego, co dotąd nazywano wolnością. Dziś już nikt z polskich polityków nie dąży do suwerenności.

Ale zapytaj przeciętnego 30-latka w 2025 roku: „Czy Polska powinna sama decydować o swojej armii, pieniądzach, granicach?”. Czy większość nie wzruszy ramionami: „Po co? I tak ktoś większy będzie decydował. Byle było spokojnie i tanio”. Sondaże CBOS i IBRiS pokazują to wyraźnie: ponad 70% Polaków przyznaje, że nie możemy się sami obronić przed Rosją. Czyli mentalnie uznaliśmy, że jesteśmy protektoratem. I nam z tym dobrze.

Kto mówi, że PiS chciał odbudować podmiotowość, kłamie. Jego patriotyzm to była tylko symulacja, test sprawdzający: „Czy społeczeństwo jest już tak przeprogramowane, że odrzuci podmiotowość?” Odpowiedź była natychmiastowa i jednoznaczna: „Nie chcemy. Nie potrzebujemy. Lepiej, żeby ktoś większy decydował za nas.” PiS sam utrwalał zależność, sam programował homeostat, a potem sprawdzał reakcję. I homeostat zadziałał idealnie zgodnie z oczekiwaniami. PiS szybko wrócił do starej śpiewki: więcej baz amerykańskich, więcej zależności, tylko pod innym szyldem. To nie była próba podmiotowości. To był test homeostatu świadomości zbiorowej, który pokazał: Polska mentalnie odrzuca wolność. Chce spokoju.

Elity mówią wprost, społeczeństwo milczy. Bodnar, Siemoniak, Tusk: „Polska nie jest i nie będzie samodzielnym graczem. Musimy być lojalnym członkiem większych struktur”. I nikt nie protestuje. Bo społeczeństwo nie wierzy już w państwo jako podmiot. Nie wierzy w prawo do decydowania. Nie ma żadnej emocjonalnej więzi z pojęciem suwerenności.

Rosja nie musi wchodzić zielonymi ludzikami, czy ostrzałem artyleryjskim – wystarczy, że Zachód się potknie. Nie potrzeba czołgów, agentury ani prorosyjskich partii. Wystarczy, że Zachód zacznie wymagać więcej pieniędzy lub narzucać wartości, których większość Polaków nie chce akceptować. Wtedy ktoś w Sejmie powie głośno: „Z Rosją można się dogadać. Tańszy gaz, spokój na granicy, nikt nie będzie nas pouczał”. I połowa Polaków odpowie: „Faktycznie… a co to za różnica, od kogo bierzemy rozkazy? Byle rachunki niższe”. Bo przez 36 lat uczono nas jednej prostej zasady: liczy się spokój i interes, nie podmiotowość ani wolność.

Zdrada? Nie ma już czego zdradzać. Zdrada wymaga, żebyś wierzył w coś świętego i świadomie to podeptał, a my już w nic nie wierzymy:

– nie wierzymy, że Polska może być naprawdę wolna;

– nie wierzymy, że warto za wolność płacić;

– nie wierzymy nawet, że wolność w ogóle istnieje.

Dla większości Polaków wolność stała się bajką dla dzieci. Dorobiliśmy się wygodnego życia w cudzym domu i tyle.

Co z tego wynika? Polska w 2025 roku nie jest państwem w pełnym znaczeniu. Jest prowincją, która sama oddała klucze i pilnuje, żeby nikt jej ich nie zwracał. Jeśli jutro Zachód podniesie rachunek za „ochronę” albo zacznie forsować własne wartości, wielu spojrzy na Wschód i powie: „Dobra, z tamtymi będzie taniej i spokojniej”. I nikt nie wyjdzie na ulicę. Bo dla homeostatu świadomości zbiorowej to tylko zmiana zarządcy. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że nikt nas nie pokonał. Sami wmówiliśmy sobie, że bycie niewolnikiem jest mądrzejsze niż bycie wolnym. A teraz tylko czekamy, kto następny wyciągnie rękę po klucze, które sami dawno położyliśmy na wycieraczce.

Polacy 2025: naród, który przestał być narodem. I nawet tego nie zauważył. Nakrzyczcie, że napisałem nieprawdę, że jest inaczej. Ale, proszę, nie piszcie przypadkiem, że tak wam się wydaje- zgniećcie mnie argumentami, że jest inaczej.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...