piątek, 29 maja 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                 Płk. Aleksander Makowski

 

 

 Aleksander Makowski to jak naj­bar­dziej oficer SB, choć sam mówi o so­bie jako o „zawodowym szpiegu”, twie­r­dząc, że funkcjonował w „szla­che­t­nej” służbie wywiadu, a nie w SB. Problemem jest to, że w 1985 r. (ma­jąc 34 lata) objął stanowisko dy­re­k­to­ra XI Wydziału ds. Zwalczania Dywersji Ideologicznej w I Departamencie SB (wywiadu) i zajmował je do 1988 r. W tym wydziale „szpiegował” dzia­ła­czy „Solidarności”, którzy wysyłali z zagranicy i przyjmowali w Polsce spe­cja­l­ne transporty dla podziemia: sprzętu, materiałów, pieniędzy, wy­da­w­nictw itp. Płk Makowski był jednym z tych esbeków, którzy mieli największe zasługi w zwalczaniu solidarnościowego podziemia i werbowaniu oraz umie­sz­cza­niu agentów w krajowych i zagranicznych strukturach związku.

Po tym jak Makowski przestał kierować XI Wydziałem ds. Zwalczania Dywersji Ideologicznej, stał się pracownikiem polskiej ambasady w Rzy­mie, gdzie pod dyplomatycznym przykryciem prowadził i kontrolował age­n­tów umieszczonych w otoczeniu Jana Pawła II.

Czyli zajmował się równie „wredną” robotą jak infiltrowanie so­li­dar­no­ś­cio­wej opozycji, a może nawet jeszcze bardziej szkodliwą. A to z tego powodu, że aż do 1990 r. informacje zdobywane przez agentów służb PRL trafiały do Moskwy i pozwalały KGB prowadzić działania przeciwko polskiemu pa­pie­żo­wi. Nic dziwnego, że po tym, co robił od 1985 r., płk Makowski został negatywnie zweryfikowany i zwolniony ze służby, co w wypadku wywiadu było ewenementem. Oficerowie wywiadu SB przechodzili bowiem po­zy­ty­w­nie weryfikację, z wyjątkiem Makowskiego i jego następcy w XI wydziale mjr. Wiesława Bednarza. Później obaj panowie spotkali się w ochro­nia­r­skiej spółce Konsalnet.

Wielu agentów SB, o których wie Makowski. zostało ujawnionych, ale o tych najcenniejszych, których nie rejestrowano albo wyczyszczono do ostatniego papierka i zapisu ich dossier, wciąż nic nie wiemy. A to mogą być bardzo głośne nazwiska, mające wpływ na początki III RP albo wciąż czynne w polskiej polityce na najwyższych szczeblach, ale także w innych sferach życia.

Stąd się zapewne bierze dziwaczny status Makowskiego jako medialnej gwiazdy czy swego rodzaju esbeckiej „świętej krowy”. Nieujawnieni, a wpły­wo­wi agenci, o których wie Makowski, mogą się tej jego wiedzy panicznie bać i robić wszystko, by mógł odgrywać rolę „zawodowego szpiega”.

Makowski jest chyba jedynym negatywnie zweryfikowanym oficerem SB, który aż do 2006 r. prowadził przeróżne operacje dla polskich służb, naj­pierw cywilnych, a potem wojskowych. W książkach i wywiadach w me­diach opowiada rzewne historie o swoim wielkim patriotyzmie i służeniu Polsce. Z tego, co można znaleźć w materiałach IPN oraz w raporcie o lik­wi­da­cji WSI wynika, że płk Makowski po prostu robił z polskim państwem świetne interesy.

Na początku lat 90. uczestniczył w operacjach tajnych służb polegających m.in. na rzekomo kontrolowanym handlu bronią. Jeden z transportów broni miał być przeznaczony dla terrorystów z IRA. Broń, załatwioną przez fun­k­cjo­na­riu­szy Urzędu Ochrony Państwa, przewożono do Anglii statkiem „Ino­wro­cław”. Potem miała trafić do Belfastu. Miał to być wielki sukces UOP, ale nie był. Gdy sprawa wyszła na jaw, oburzenia nie kryła „Gazeta Wyborcza” zarzucając odpowiedzialnym za operację „fałszowanie dokumentów”, „wpro­wa­dza­nie w błąd instytucji państwowych”, „spowodowanie za­gro­że­nia życia załogi statku”, „wywóz broni bez zezwolenia”.

 

 Rudolf Skowroński

 

Związawszy się jeszcze w latach 90. z biz­nes­me­nem Rudolfem Skowrońskim (m.in. właścicielem spółki Inter Commerce, za któ­rym w 2006 r. wysłano międzynarodowy list gończy, bo zniknął bez śladu) i mając wszelkie oficjalne pełnomocnictwa polskich władz i służb, Makowski chciał rozwijać sieć przykrywkowych interesów w Afganistanie. Miały być one polem działań wywiadowczych i kontrwywiadowczych polskich służb. A wszy­s­tko miało się opierać na rewelacyjnych kon­tak­tach Makowskiego z Ahmadem Szahem Massudem, przywódcą Sojuszu Północnego, który zginął w zamachu dwa dni przed atakiem Al.-Kaidy na WTC w Nowym Jorku.

Dzięki kontaktom i „przyjaźni” z Massudem nie tylko polski kontyngent miał być specjalnie chroniony i uprzedzany o niebezpieczeństwach, ale i sojusznicy Polski. Problem polegał na tym, że tych rewelacyjnych kontaktów nie dało się zweryfikować, choć za usługi Makowskiego i je­go domniemanej siatki płacono duże kwoty z kasy polskich służb. Powstało więc podejrzenie - i to zarówno pod koniec rządów Jerzego Buz­ka, jak i za urzędowania Leszka Millera – że owe rewelacyjne kontakty to bajeczka dla naiwnych, żeby inkasować duże sumy.

Oficjalnie Skowroński i Makowski handlowali szmaragdami, które były wiel­kim bogactwem kontrolowanej przez Massuda Doliny Pandższiru. Nie­ofi­cja­l­nie Makowski dostarczał Massudowi afgańską walutę drukowaną w Po­l­skiej Wytwórni Papierów Wartościowych. A docelowo chciał po prostu dostarczać broń Sojuszowi Północnemu Massuda, bo na tym się najlepiej zarabiało. Na handel bronią podobno nie zgodzili się Amerykanie. Wskutek konfliktów z szefami cywilnych służb – o pieniądze i wartość informacji, Makowski zmienił mocodawcę i zaczął świadczyć usługi na rzecz WSI.

Na początku 2002 r. płk Makowski towarzyszył ówczesnemu ministrowi obrony Jerzemu Szmajdzińskiemu w podróży do Afganistanu (w delegacji był także następca Makowskiego na stanowisku szefa XI wydziału mjr Wiesław Bednarz). Makowski roztoczył wizję namierzenia kryjówek szefów Al.-Kaidy, w tym Osamy Bin Ladena. I podobno tego ostatniego miał już na widelcu w 1999 r., ale przywiązane do legalizmu służby USA nie bardzo chciały go schwytać. Makowski nie został więc globalnym bohaterem, który uratował Amerykę przed zamachem z 11 września 2001 r.

Zyskał podziw nie tylko Jerzego Szmajdzińskiego i szefa WSI Marka Du­ka­cze­w­skie­go, ale też Radosława Sikorskiego, ministra obrony w rządzie PiS, który miał być Makowskim „zachwycony” i „zauroczony”.

Makowski zapewniał, że choć Massud nie żyje, jego następca, Mohammed Fahim, też jest jego „przyjacielem”. Dzięki temu polski kontyngent miał mieć na bieżąco informacje o najmniejszym nawet zagrożeniu, a także masę danych o wszystkim, co się działo na obszarze kontrolowanym przez polskich żołnierzy. Innymi słowy: cud, miód i maliny. Do pełni szczęścia brakowało tylko firm działającym pod przykryciem, gdzie można by umieścić zakonspirowanych oficerów polskiego wywiadu. Plan tego interesu Ma­ko­w­ski miał gotowy w 2006 r. Ale „paskudny” nowy wiceminister obrony i szef kontrwywiadu wojskowego Antoni Macierewicz wszystko storpedował.

Tak naprawdę chodziło o to, że nie uwierzono w ani jedno słowo i za­pe­w­nie­nie superszpiega Makowskiego, bo nie było na jego opowieści i obie­t­ni­ce żadnych dowodów. Były natomiast podejrzenia, że może się szykować niebywały skandal. Tajne działania jak najbardziej tajnych służb mogły być bowiem fantastyczną przykrywką dla ciemnych interesów, a nie działań wy­wia­do­w­czych. Takie ciemne interesy wykrył np. w swoim kontyngencie brytyjski kontrwywiad. Po prostu w Afganistanie było pod dostatkiem he­ro­i­ny. I pod osłoną tajności różni ludzie z różnych kontyngentów w nie­kon­tro­lo­wa­nych transportach przemycali do swoich krajów duże tran­spor­ty tego narkotyku. A ponieważ tajne służby, szczególnie w krajach postkomunistycznych, miały własne siatki „kapusiów” wywodzących się z przestępczego podziemia, więc dystrybucja czy przerzut heroiny, także do innych krajów nie stanowiły przeszkody.

Problemem było tylko to, jak to wszystko udowodnić, skoro operacje i tran­spor­ty były tajne i niekontrolowane, a procederem zajmowali się spe­cja­li­ści od tajnych spraw i interesów. Tego powodu rozstania się z „fa­cho­w­ca­mi” z rodowodem z czasów komunistycznych nigdy oficjalnie nie podano, ale poszlak było i jest aż nadto. Być może kiedyś się dowiemy, jak „przy­kry­w­ko­we” interesy wywiadowcze naprawdę wyglądały i na czym miały polegać.

 

                                                           Biznesowi partnerzy 

 

 Jerzy Konieczny
  
 Plejada nazwisk, która pojawia się w ko­n­tek­ście biznesowych powiązań Ale­k­sa­n­d­ra Makowskiego, może przyprawić o za­w­rót głowy. To, że wśród nich są da­w­ni znajomi z wywiadu i służb PRL jak np. Wiesław Bednarz (kolega z XI Wydziału) czy Jerzy Konieczny (przed 1990 r. pra­co­w­nik MSW, a później wiceszef i szef UOP), nie powinno nikogo dziwić.
 
 
 Jacek Merkel
 
 Zaskoczenie budzi natomiast fakt, że we wspó­l­nych przedsięwzięciach z byłym szpie­giem działali Jacek Merkel (którego Ma­ko­w­ski rozpracowywał w latach 90.) czy mecenas Robert Smoktunowicz, późniejszy senator Platformy Obywatelskie działacz Stronnictwa Demokratycznego Pawła Piskorskiego.
W aktach Krajowego Rejestru Sądowego mo­ż­na wyczytać, że Makowski zasiadał w jednej firmie m.in. razem z Beatą Tyszkiewicz (ek­s­pert TVN), Zbigniewem Grycanem (za­re­jest­ro­wa­nym przez SB jako TW „Zbyszek) czy też związanym z lewicą Januarym Gościmskim
 
 
mec. Robert Smoktunowicz

 I chociaż wśród biznesowych partnerów po­ja­wia­ją się takie nazwiska, jak Grzegorz Że­mek (FOZZ) czy Edward Mazur (według po­l­skiej prokuratury zleceniodawca zabójstwa b. szefa policji gen. Marka Papały), to naj­cie­ka­w­szym partnerem biznesowym był jednak Ru­dolf Skowroński, z którym w 1997 r. po­je­chał do Afganistanu.
 

Płk Makowski nie był superszpiegiem, a jednym z najbardziej zasłużonych dla zwalczania podziemnej „Solidarności” i szpiegowania otoczenia Jana Pawła II. I kimś jeszcze

Z SB do Klewek 

                                                                 www.yelita.pl


 

              Na Florydzie wypuszczono                               napromienione komary

https://www.youtube.com/watch?v=xiFbUWKL-VI&t=2s

Agencja kontroli komarów na Florydzie potwierdziła przeprowadzenie eksperymentu, w ramach którego nad częścią miasta Fort Myers wypuszczono z dronów około 800 tysięcy laboratoryjnych komarów. Owady zostały wcześniej poddane sterylizacji za pomocą promieni rentgenowskich, co wywołało ożywioną dyskusję na temat bezpieczeństwa publicznego oraz braku świadomej zgody mieszkańców.

Operację zorganizowano na terenie historycznej posiadłości Edison and Ford Winter Estates. To popularny obiekt turystyczny obejmujący ogrody, muzea i publiczne aleje spacerowe, które przez cały rok są masowo odwiedzane przez cywilów i rodziny z dziećmi. Lokalny okręg kontroli komarów w hrabstwie Lee (Lee County Mosquito Control District), odpowiedzialny za tę akcję, działa od 1958 roku jako niezależna jednostka finansowana głównie z lokalnych podatków od nieruchomości. Oznacza to, że mieszkańcy Florydy sfinansowali rozwój technologii napromieniania i zrzucania na nich owadów.

Zrzut zrealizowano w ramach tzw. techniki sterylizacji owadów (SIT). Oficjalnym celem tego programu jest drastyczne ograniczenie populacji komarów poprzez zdominowanie danego obszaru bezpłodnymi samcami. Mają one parzyć się z dzikimi samicami, co teoretycznie prowadzi do składania jaj, z których nie wylęgną się młode owady. Przedstawiciele agencji uspokajają, że wypuszczono wyłącznie samce, ponieważ nie gryzą ludzi, jak samice, i żywią się tylko nektarem.

Służby medyczne przypominają, że wybrany do eksperymentu gatunek Aedes aegypti znany z rozprzestrzeniania takich chorób tropikalnych, jak denga, czikungunia, wirus Zika czy żółta febra.

Dawka promieniowania, jaką zaaplikowano owadom w laboratorium, wynosiła aż 12 Gy na minutę. Dla porównania, standardowe rentgenowskie prześwietlenie klatki piersiowej człowieka wynosi tylko 0,1 mSv. Moc dawki zastosowana wobec komarów była więc o 120 000 razy wyższa.

Niezależne analizy naukowe podważają jednak uspokajające zapewnienia urzędników. Publikacja w prestiżowym czasopiśmie „Science Robotics” z lipca 2024 roku wykazała, że automatyczne systemy sortowania komarów według płci generują około 0,5% błędu. Oznacza to, że w strumieniu rzekomych samców regularnie trafiają się kąsające ludzi samice. Ponadto badania opublikowane w „Journal of Economic Entomology” dowodzą, że nawet po napromieniowaniu dawką sterylizacyjną, z około 1% jaj komary i tak się wykluwają.

W obliczu tych danych amerykańscy komentatorzy i obrońcy praw obywatelskich stawiają fundamentalne pytania o bezpieczeństwo biologiczne. Krytycy akcji zwracają uwagę na postępującą normalizację programów napowietrznego uwalniania organizmów modyfikowanych nad obszarami miejskimi, co odbywa się bez zgody obywateli i bez transparentnej, niezależnej weryfikacji naukowej.

Autorstwo: Jon Fleetwood
Źródło zagraniczne: JonFleetwood.substack.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

                ELITY - DRUGI GARNITUR                                   Płk. Aleksander Makowski       Aleksander Makowski to jak naj­bar­d...