sobota, 21 marca 2026

                           TUZY ELITY

                          Paweł Robert Kowal

 

Paweł Robert Kowal

 Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca 1975 w Rzeszowie) – polityk, historyk, w latach 2005–2009 poseł na Sejm V i VI kadencji, były wiceminister spraw zagranicznych, od 2009 poseł do Parlamentu Euro­pej­skie­go, sympatyk Bandery i gloryfikator OUN-UPA w Polsce., za co otrzymał Ukraiński order "Za Zasługi" trzeciego stopnia. Jako polski euro­de­pu­to­wa­ny skrytykował rezolucję PE z 25.02.2010 potępiającą odznaczenie Bandery tytułem Bohatera Ukrainy.

Absolwent I Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Stanisława Konarskiego w Rzeszowie. W 1999 ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1996–1998 studiował w Collegium Invisibile w Warszawie pod kierunkiem prof. Krystyny Kersten. Odbył podróże badawcze do Jakucji, Buriacji i Chakasji. Od 1999 jest asystentem w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.

Od 1998 do 2000 pracował w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, m.in. kierował wydziałem w Departamencie Spraw Zagranicznych. W latach 2000–2001 pełnił obowiązki dyrektora Departamentu Współpracy z Zagranicą i Integracji Europejskiej w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Od 2001 do 2003 pracował jako ekspert ds. polityki wschodniej w Centrum Stosunków Międzynarodowych. W latach 2003–2005 był dyrektorem Mazowieckiego Centrum Kultury i Sztuki. Od 2003 pracował jako ekspert w Muzeum Powstania Warszawskiego, był współautorem koncepcji muzeum. W 2005 kierował Biurem Prasowym Prezydenta Warszawy.

W latach 2002–2005 przewodniczył radzie dzielnicy Warszawa-Ochota. W wyborach parlamentarnych w 2005 został wybrany posłem w okręgu chrzanowskim z listy Prawa i Sprawiedliwości. W Sejmie do 2006 był przewodniczącym Komisji Kultury i Środków Przekazu i wice­prze­wod­ni­czą­cym Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość. Od 20 lipca 2006 do 22 listopada 2007 pełnił funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz drugi uzyskał mandat poselski, otrzymując 26 184 głosy. W Sejmie objął stanowisko wiceprzewodniczącego klubu parlamentarnego PiS, a także wiceprzewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 został wybrany eurodeputowanym w okręgu wyborczym Kraków, zdobywając 18614 głosów. W PE przystąpił do grupy Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, pełni funkcję przewodniczącego delegacji do komisji współpracy parlamentarnej UE-Ukraina.

Lobby ukraińskie znad Wisły paradoksalnie lubi bardziej banderowski Lviv niż bardziej roztropny politycznie Kijów. Dlatego, aby przypodobać się nacjonalistom ukraińskim we Lwowie eurodeputowany Kowal skrytykował rezolucję Europarlamentu [którego jest przedstawicielem z ramienia Polski] z 25 lutego 2010 roku, potępiającą odznaczenie Bandery tytułem Bohatera Ukrainy. A może wg. linii dyplomatycznej europosła Kowala warto byłoby odznaczyć zbrodniarza Banderę pośmiertnie jeszcze Orderem Orła Białego, bo to by posłużyło sprawie polsko-ukraińskiego pojednania?


http://www.kresy.pl/wydarzenia?zobacz/europosel-dystansuje-sie-od-rezolucji-pe-ws-bandery

http://www.polskiekresy.info/index.php?option=com_content&view=article&id=801:czemu-sluzyeurodeputowany- kowal&catid=99:wiadomosci&Itemid=489

http://www.fakt.pl/Posel-PiS-wspiera-brata-pedofila-,artykuly,53358,1.html 

                                                           www.yelita.pl

 

W 2025 roku na 800+ dla imigrantów poszło 3,2 mld zł



W grudniu 2025 roku liczba dzieci obcokrajowców otrzymujących świadczenie wychowawcze 800+ spadła o 6,5% rdr. Podobny trend widać też w innych aspektach. W ubiegłym roku przeznaczono na ten cel ponad 3,2 mld zł, czyli o przeszło 4% mniej niż rok wcześniej. Zdecydowanie najwięcej przypadków dotyczyło dzieci wnioskodawców, którzy wskazali obywatelstwo ukraińskie. Na kolejnych miejscach w tym zestawieniu widzimy obywatelstwa białoruskie, rumuńskie, rosyjskie i wietnamskie. Komentujący te dane eksperci mówią, że to wyraźny sygnał transformacji polskiego systemu wsparcia dla cudzoziemców.

Świadczenie wychowawcze 800+ jest wypłacane na dzieci wnioskodawców, którzy we wniosku podali obywatelstwo inne niż polskie. Według danych ZUS, w grudniu 2025 roku liczba takich przypadków wyniosła 325,3 tys. To o 6,5% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku, kiedy było ich 347,7 tys. „Mamy tendencję malejącą. To nie jest jakieś tąpnięcie, ale zmniejszenie liczby beneficjentów. Wynika to m.in. z wprowadzenia przepisu, który uzależnia wypłatę świadczenia od wypełniania obowiązku szkolnego w Polsce. Ponadto, wnioskodawcami były też osoby, które przyjechały do naszego kraju na krótki okres i już wyjechały. Moim zdaniem, sytuacja będzie się stabilizować. To rozwiązanie dotyczy bowiem dzieci, których rodzice w jakiś sposób już się tutaj zadomowili i pracują” – komentuje Bartosz Marczuk z Instytutu Sobieskiego, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, gdzie odpowiadał m.in. za wdrożenie Programu 500+.

W 2025 roku przeciętna miesięczna liczba wypłaconych ww. świadczeń wyniosła 317,9 tys. To o 5,4% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 336,2 tys. Z danych ZUS wynika też, że w ubiegłym roku przekazano do rodzin 3,271 mld zł. To o 4,2% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 3,413 mld zł. „To wyraźny sygnał transformacji polskiego systemu wsparcia dla cudzoziemców. Należy podkreślić, że nie jest to tylko wynik zmian demograficznych, ale przede wszystkim efekt skuteczniejszego kontrolowania mechanizmów przyznawania świadczeń. Najważniejsza zmiana to wprowadzenie mechanizmu, który można nazwać wsparciem za integrację. W efekcie od obywateli innych państw wymagana jest aktywność zawodowa i realizacja obowiązku szkolnego” – podkreśla dr Antoni Kolek z Katedry Zarządzania Akademii Leona Koźmińskiego.

Z kolei Bartosz Marczuk zwraca uwagę na wskaźniki zatrudnienia osób, które przyjeżdżają do Polski. Wśród tych przybyłych po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie to ponad 70%. A biorąc pod uwagę ludzi przebywających już wcześniej, to przeszło 90%. Ekspert dodaje, że ogólne wydatki na 800+ sięgają ok. 63 mld zł rocznie. Kwota wydawana na dzieci cudzoziemców stanowi więc niewielką część. „Zmiana, którą określiłem wsparciem za integrację, ma podwójny wymiar. Po pierwsze, finansowy, bowiem ogranicza wydatki budżetowe i eliminuje tzw. wędrówkę socjalną. Po drugie, społeczny, co sprzyja realnej integracji migrantów w edukacji i na rynku pracy, a w dłuższym okresie jest korzystne dla gospodarki” – przekonuje dr Antoni Kolek.

Biorąc pod uwagę przeciętną miesięczną liczbę wypłaconych ww. świadczeń w 2025 roku, w przypadku 262,8 tys. dzieci wnioskodawcy wskazali obywatelstwo ukraińskie (rok wcześniej – 284,5 tys.). Natomiast kwota wypłaconych ww. świadczeń wychowawczych wyniosła 2,715 mld zł (w 2024 roku – 2,893 mld zł). „Dominacja grupy obywateli Ukrainy wśród świadczeniobiorców-cudzoziemców pozostaje wyraźna, jednak jest już bardziej przewidywalna. Spadek kwot wypłat pokazuje zarówno migrację cyrkulacyjną, jak i efektywność systemu w eliminowaniu nadużyć dzięki cyfryzacji i integracji z rejestrami Straży Granicznej. Z perspektywy budżetu spadek wydatków jest pożądany. Polska przestaje pełnić rolę pasywnego donatora, stając się aktywnym partnerem wspierającym osoby realnie osiedlone w kraju” – stwierdza ekspert z Akademii Leona Koźmińskiego.

Na kolejnych miejscach w zestawieniu widzimy dzieci wnioskodawców z obywatelstwem białoruskim – 23,4 tys. i z wypłaconą kwotą 233,8 mln zł (rok wcześniej – 23,4 tys. i 234,8 mln zł), rumuńskim – 5,8 tys. i 59 mln zł (poprzednio – 4,1 tys. i 42,2 mln zł), rosyjskim – 3,7 tys. i 36,8 mln zł (3,8 tys. i 37,4 mln zł), wietnamskim – 2,5 tys. i 25,5 mln zł (2,5 tys. i 25,1 mln zł), a także indyjskim – 2,5 tys. i 25,4 mln zł (2,2 tys. i 22,7 mln zł). Następne są osoby z obywatelstwem gruzińskim – 1,7 tys. i 17,7 mln zł (1,6 tys. i 16,1 mln zł), bułgarskim – 1,7 tys. i 16,6 mln zł (1,7 tys. i 16,3 mln zł), mołdawskim – 1 tys. i 10,5 mln zł (948 i 9,7 mln zł), jak również armeńskim – 731 i 7,4 mln zł (712 i 7,1 mln zł). „O tej kolejności decyduje liczba cudzoziemców mieszkających w Polsce. Głównie przyjeżdżają do nas Ukraińcy, co było widoczne już przed wybuchem pełnoskalowej wojny. Oni stanowią zdecydowaną większość tej grupy. Oprócz nich mamy Białorusinów i obywateli państw Unii Europejskiej. Ta struktura przekłada się więc na zainteresowanie składaniem wniosków o przyznanie 800+” – wyjaśnia Bartosz Marczuk.

Od lutego br. zmieniono zasady wypłacania świadczenia wychowawczego dla obywateli Ukrainy ze statusem UKR. Wcześniej zapowiedziano, że nowe przepisy obejmą około 150 tys. osób. One, aby pobierać 800+, muszą ponownie złożyć wniosek i spełnić warunek aktywności zawodowej. Bartosz Marczuk przyznaje, że był zwolennikiem uzależnienia wypłaty środków od wypełniania obowiązku szkolnego w Polsce. Ekspert zaznacza, że byłby bardziej ostrożny z wprowadzeniem wymogu związanego z pracą. W naszym interesie jest, aby te osoby wiązały się z Polską. Zmiana może sprawić, że zechcą wyjechać do Europy Zachodniej, gdzie nie ma takich obostrzeń. „Nowy okres świadczeniowy Programu 800+ stanowi przełom w zarządzaniu środkami publicznymi przeznaczonymi na wsparcie obcokrajowców. Kluczowym elementem tej zmiany nie są same przepisy, ale technologiczna integracja systemów państwowych, która w praktyce ogranicza systemowe luki. Natomiast należy pamiętać o tym, że z systemu wychodzą 18-latkowie, a nowi świadczeniobiorcy reprezentują znacznie mniej liczne roczniki. Przykładowo, w 2008 roku urodziło się 414 tys. osób, a w ubiegłym roku – ok. 238 tys. Zatem, według obecnego stanu, każdego roku będzie o ok. 170 tys. mniej świadczeniobiorców, a koszt świadczeń będzie o około 1,7 mld zł niższy” – analizuje dr Antoni Kolek.

Natomiast Bartosz Marczuk szacuje, że zmiana dotycząca obywateli Ukrainy ze statusem UKR pozwoli na zaoszczędzenie 100-200 mln zł. Według eksperta, rodzi się tylko pytanie, czy etyczne jest zabieranie świadczenia 800+ np. matce, która uciekła z Ukrainy przed rosyjskimi bombami, a w Polsce opiekuje się trojgiem nieletnich dzieci i nie ma możliwości pracowania. Były podsekretarz stanu w MRPiPS wskazuje też sytuację, w której z pracy zostaje zwolniona kobieta samotnie wychowująca dzieci. Konsekwencją tego będzie utrata świadczenia wychowawczego.

Autorstwo i źródło: MondayNews.pl

piątek, 20 marca 2026

                           TUZY ELITY

                     Bronisław Maria Komorowski

 

 Bronisław Maria Komorowski (ur. 4 czerwca 1952 w Obornikach Ślą­s­kich) - z wykształcenia historyk. Prezydent RP. (od 6 sierpnia 2010 do 6 sierpnia 2015) - TW ”Litwin”.

 

 

 W 1977 roku Bronisław Komorowski u­ko­ń­czył studia na Wydziale Historycznym U­ni­wer­sy­te­tu Warszawskiego. Bronisław nie poszedł jednak w ślady rodziców i nie kontynuował kariery naukowej. Zaraz po studiach w latach 1977–1980 był stażystą w redakcji "Słowa Powszechnego". Pis­mo było krytykowane przez większość ka­to­li­ków, a przede wszystkim przez E­pis­ko­pat Polski. Pismo za aprobatą władz PRL osiągało nakład 100 tys. egzemplarzy. Od roku 1980 wchodzi do polityki. W latach 1980–1981 pracował w Ośrodku Badań Społecznych NSZZ "Solidarność" Regionu Mazowsze. Od 1990r. do 1993r. pełnił funkcję cywilnego wice­mi­ni­stra obrony narodowej ds. wychowawczo-społecznych. Poseł na Sejm I, II, III, IV, V i VI kadencji. W pierwszej połowie lat 90. związany był z Unią Demokratyczną i Unią Wolności. Od 1993r. do 1997r. przewodniczył sej­mo­wej Komisji Obrony Narodowej. Pełniąc funkcję wiceministra ob­ro­ny na­ro­do­wej odpowiedzialnego za WSI w latach 1992-1993 nadzorował in­wi­gi­la­cję Radosława Sikorskiego. W wyborach w 1997 r. Komorowski zdobył mandat poselski jako kandydat AWS (z listy SKL). 2001 r. Komorowski wraz z częścią działaczy SKL związał się z Platformą Obywatelską. 5 listopada 2007 roku został wybrany marszałkiem Sejmu VI kadencji a 6 sierpnia 2010r na Prezydenta RP.

Dnia 25 czerwca 1991 została założona teczka personalna Bro­ni­sła­wo­wi Komorowskiemu (ur. 1952). Otrzymał on pseudonim "Litwin".

 

Wojciech Sumliński, odwołując się do swojej książki „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” stwierdził:

Bronisław Komorowski odgrywał jedną z najistotniejszych ról w kombinacji operacyjnej, którą media nazwały aferą marszałkową”. Opowiedział o jej szczegółach, o działalności fundacji „Pro Civili” i związkach Bronisława Komorowskiego z tą fundacją. Jak zauważył, WSI rozpracowywały tych, którzy próbowali rozpracowywać „Pro Civili”. Bronisław Komorowski nigdy w życiu nie osiągnąłby takiego stanowiska, gdyby nie jego zaplecze wywodzące się z Wojskowych Służb Informacyjnych.
To byli ludzie, którzy pilnowali jego kariery przez wiele lat. Ta kariera szła planowo, aż doszło do sytuacji, w której ten człowiek został prezydentem Polski. To się nigdy nie powinno wydarzyć, zwłaszcza po jego zeznaniach, które złoży w prokuraturze. (..) Druga osoba w państwie polskim, marszałek sejmu spotyka się z dwoma oficerami służb tajnych, jeden z WSI, drugi z WSW, i rozmawia z nimi o tym,jak wspólnie i w porozumieniu popełnić przestępstwo polegające na zdobyciu nielegalnie aneksu do raportu WSI i ma przy tym podejrzenie, że jeden z tych ludzi może być powiązany z rosyjskim wywiadem. Przecież to powinien być koniec Bronisława Komorowskiego nie tylko jako polityka, ale od tego momentu on powinien usiąść naprzeciwko prokuratora i bardzo gęsto się tłumaczyć. (..) I co się stało? Kilkanaście miesięcy później zostaje prezydentem Polski. To jest ta osłona WSI.

środa, 18 marca 2026

                           TUZY ELITY

                             Eugeniusz Kłopotek

 

 

 (ur. 15 listopada 1953 w Choj­ni­cach) – poseł Polskiego Stron­nic­twa Ludowego na Sejm III, IV, VI i VII kadencji.

Od 1977 był członkiem ko­mu­nis­tycz­ne­go ZSL(czerwoni ludowcy), a od 1990 PSL. Kierował kujawsko-pomorskim zarządem wo­je­wódz­kim, zasiada w radzie naczelnej PSL. Od 1968 należy do Zrzeszenia Ludowe Zespoły Sportowe. W latach 1995–2007 był przewodniczącym rady wojewódzkiej Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia LZS.

W PRL zarejestrowany jako kontakt operacyjny SB o pseudonimie Dawid.

Kim jest człowiek, który wstrząsnął koalicją PO - PSL? Eugeniusz Kłopotek, z wykształcenia zootechnik, poseł z Chojnic, jest w Sejmie już trzecią kadencję. Ma 55 lat. Przechodził przez wszystkie szczeble partyjnej peeselowskiej hierarchii, od samorządowca do wiceprezesa partii. Zawsze zadowolony z siebie, otwarty na media, gadatliwy. Znajomi opisują go jako człowieka nerwowego, wręcz nadpobudliwego.

Julię Piterę, która zarzuciła mu nieetyczne zachowania polegające na lobbowaniu za prywatnym przedsiębiorcą, nazwał "chorą kobietą".

yły poseł PiS opowiada: - To jest taki pływający omnibus. Na niewielu kwestiach się zna, ale na każdy temat się wypowiada. Bardzo pewny siebie, głośny, zażarty w dyskusji.

Była pracownica biura poselskiego Kłopotka zaskakująco tłumaczy jego zachowanie. "Ma specyficzny sposób bycia, może dlatego, że został mocno doświadczony przez życie. Jego rodzice w 1985 r. zginęli w tragicznym wypadku" - mówi.

Było tak: rodzina wracała samochodem polną drogą. Samochód prowadził Eugeniusz. Rodzice zginęli na miejscu, a młody Kłopotek był w bardzo ciężkim stanie. W szpitalu spędził ponad 4 miesiące. W szkole był prymusem. A wiadomo, tacy nie są lubiani, więc Genio - jak o nim mówiono - zapisywał się do różnych organizacji, śpiewał w chórze, grał w piłkę. Tam szukał towarzystwa rówieśników. We wszystkim musiał być najlepszy. Mało konkretny, ale na głupoty nie miał czasu. "Choć ma takie dziwne poczucie humoru, że czasem nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać" - dorzuca były współpracownik. Z organizacji trafił do samorządu, stamtąd do sejmowego klubu PSL. Łatwość nawiązywania kontaktów była wielkim atutem. Jego znajomi podkreślają, że do posła Kłopotka rolnicy zawsze przychodzili tłumnie. Wiedzieli, że pomoże. "Zawsze zaskakująco serio brał się za ich sprawy, nikt nigdy na niego się nie skarżył" - mówi polityk PSL. Koledzy z klubu wspominają, że kiedy Kłopotek zaczynał działać w dużej polityce, mieli z nim ogromny problem. Był porywczy i nieprzewidywalny.

Przyzwyczaił się też do rozgłosu. Bo głośnych spraw ma już na koncie kilka.

W 2003 r. przestał być wiceprezesem PSL. Po 14 miesiącach sprawowania tej funkcji został odwołany. Powód: utrata przez PSL subwencji z budżetu państwa wskutek złamania ustawy o partiach politycznych. PSL, które miało dochody z wynajmu lokali, wymyśliło Fundację Rozwoju, która przejęła partyjne nieruchomości, a następnie sprzedała cały majątek w dziesięciu ratach. Za wszystko Jarosław Kalinowski obwinił byłego wiceprezesa partii Eugeniusza Kłopotka.

Wcześniej, w latach 90., kiedy bydgoskim wojewodą został Wiesław Olszewski, rozgorzała afera związana z żyrowaniem pożyczki dla znanego biznesmena. Powiązania na styku polityka - biznes szybko wzbudziły zaniepokojenie PSL, które obawiało się, że ujawnione fakty mogą w opinii publicznej obciążać nie tylko wojewodę i SLD, ale całą koalicję, w tym ówczesnego wicewojewodę Kłopotka. Wtedy wśród ludowców dorobił się przezwiska "przezroczysty". "To aluzja do tego, jak bardzo lubi podkreślać, że jest ponad układami i jak jednocześnie tkwi w bardzo wielu układach"

Ostatnio poseł ludowców znalazł się w katalogu IPN zakwalifikowany jako kontakt operacyjny, a więc ewentualny kandydat na tajnego współpracownika. "Trzykrotnie składałem oświadczenia lustracyjne i rzecznik interesu publicznego ich nie podważał. Nie zamierzam występować o autolustrację, bo to dla mnie poniżej godności. Człowiek SB dwukrotnie próbował mnie zwerbować, gdy byłem studentem, i za każdym razem spotykał się z moją stanowczą odmową. Nigdy nie zgodziłem się na żaden telefon do niego, na nic" - tłumaczy poseł PSL.

SB zwerbowała go w 1975 r. Z ewidencji służb Kłopotek, zarejestrowany pod ps. Dawid, został wykreślony w 1977 r.

Konflikt z Kłopotkiem miał w 1998 r. Wojciech Mojzesowicz, który był wtedy liderem ludowców w bydgoskim sejmiku wojewódzkim. Nagle wystąpił jednak z klubu radnych i zapowiedział dymisję z funkcji prezesa Zarządu Wojewódzkiego PSL w Bydgoszczy. "Robię to na znak protestu przeciw układom części moich kolegów z lewicą" - stwierdził. Jak wyjaśniał,spowodowały to działania części radnych PSL, którzy poszli w sejmiku na układ z SLD. W tym posła Eugeniusza Kłopotka. Mojzesowicz działania Kłopotka nazwał kolaboracją.

Dobrze mówi o Kłopotku także Janusz Zemke z SLD. "Znam Gienka 30 lat. Ma zdolności menedżerskie. To jest człowiek decyzyjny, nie boi się, chodzi swoimi ścieżkami. Nie wpisuje się w spory polityczne. Indywidualista. Interesuje się sportem, a to na wsi bardzo ważne. Zresztą to się kobietom na wsi na pewno podoba. Jest zbyt mądry, by uwikłać się w rządowe funkcje. Byłby bardzo dobrym generałem, bo mówi dobrze, głośno, konkretnie, na temat" - dodaje polityk lewicy.

W kuluarach mówi się, że poseł PSL jest zainteresowany Ministerstwem Sportu i dybał na stanowisko Drzewieckiego. Deklaruje, że dostrzega dużą bezradność komisji wobec negatywnych zjawisk, które toczą polski sport. Jak twierdzi, minister Drzewiecki ma dobre chęci, ale brakuje mu instrumentów do działania, do naprawy polskiego sportu, a to może prowadzić tylko do jednego: że towarzystwo wzajemnej adoracji go wykiwa a przecież jest jasne, że skoro tak jest, to przydałby się ktoś, kto wykiwać się nie da na przykład poseł Kłopotek.

Jak donosi "Fakt", korzyści z pracy w Elewarrze czerpią bliscy najważniejszych i najbardziej znanych polityków Stronnictwa. Brat posła Eugeniusza Kłopotka zatrudniony jest w oddziale spółki w Wąbrzeźnie, gdzie zarabia ok. 7,5 tys. złotych. Poseł nie widzi w tym nic złego. Przeciwnie, uważa brata za kompetentnego pracownika, któremu nie brakuje energii do ustawicznego podnoszenia kwalifikacji. Gdy zarzucano mu brak wykształcenia, zadbał o jego uzupełnienie. Podczas pracy w Elewarrze zdał maturę i teraz już zaczyna studia – mówi z dumą poseł Kłopotek o swym bracie Andrzeju.

Powinna być służba dla narodu. A co jest? Wzajemne opluwanie. Tak o pracy posła mówi... poseł Eugeniusz Kłopotek z PSL. Ale choć Kłopotek wstydzi się, że jest posłem, to przywileje i pieniądze z Wiejskiej już mu nie śmierdzą.

Ludowiec nie złożył mandatu, a tylko zrezygnował z pensji posła i wrócił do instytutu, gdzie pracował wcześniej. Zresztą nowa pensja Kłopotka jest o około tysiąc złotych wyższa niż ta, którą dostawał z kasy Sejmu. Poza tym z Wiejskiej wciąż dostaje dietę – 2473 zł miesięcznie. I korzysta z poselskich przywilejów.

Na antenie TVP Info Kłopotek zwierzył się ze swojego rozczarowania poziomem pracy na Wiejskiej. – Wzajemne opluwanie jest coraz częstsze. Niekiedy wstyd jest się przyznać przed ludźmi, że jest się posłem – mówił polityk.

Skoro tak, to dlaczego nie zrezygnuje z mandatu, który dali mu wyborcy, by w Sejmie walczył o ich prawa? Powód zapewne jest prosty, ludowiec wrócił do pracy w Zakładzie Doświadczalnym Instytutu Zootechniki Państwowego Instytutu Badawczego w Kołudzie Wielkiej w województwie kujawsko-pomorskim. I choć zrezygnował z większej części sejmowej pensji, poza pensją dyrektora instytutu zootechniki, gdzie teraz pracuje Kłopotek, co miesiąc z Sejmu dostaje niemal 2,5 tys. zł diety. A do tego dochodzą przywileje.

Fakt opisał sytuację, gdy Kłopotka z chorym dzieckiem przyjęto w przychodni bez kolejki.

Poseł tłumaczy to inaczej i zaprzecza, że motywem jego decyzji były powody finansowe. – Coraz mniej satysfakcji przynosiła mi praca w parlamencie, szczególnie w tej kadencji. To jest chore, co się tu dzieje. W badaniach opinii publicznej tracimy strasznie. Jestem niestety rozpoznawalny, więc obrywam za innych – żali się Kłopotek.

A o nowej pracy mówi: – Słyniemy z produkcji gęsi białych kołudzkich. Na szczęście Polacy nie gęsi, oby pokazali Kłopotkowi przy okazji następnych wyborów, co o nim myślą!

Z tych przywilejów poseł Kłopotek korzysta nadal:
11 650 zł na prowadzenie biura
darmowe przejazdy taksówkami
benzyna na przejechanie 3,5 tys. km miesięcznie
bezpłatne przejazdy pociągami i autobusami
darmowe loty po całym kraju
immunitet, który chroni np. przed mandatami
pokój w hotelu poselskim lub mieszkanie w Warszawie
darmowe noclegi w hotelach poza Warszawą
nisko oprocentowane pożyczki z kasy Sejmu
trzymiesięczna odprawa po zakończeniu kadencji Sejmu

Młodzi ludzie muszą gdzieś pracować i trudno, żeby szli na bezrobocie tylko dlatego, że ich ojcowie robią karierę w polityce – tak Eugeniusz Kłopotek, wieloletni poseł PSL, tłumaczy kolesiostwo ludowców. Losem młodych bezrobotnych bez nazwisk i legitymacji partyjnych już się tak nie przejmuje. – Ja nie jestem pośrednikiem pracy – mówi bezczelnie.

Premier Donald Tusk postawił warunek – młody Kalemba musi odejść z pracy z Agencji Rynku Rolnego w Poznaniu, jeśli jego ojciec Stanisław Kalemba ma być ministrem rolnictwa w rządzie PO-PSL. I mimo, że zgodnie ze słowami Tuska, szef PSL Waldemar Pawlak zapewnił, że problemów z tym nie będzie, oburzenie ludowców jest ogromne.

– Współczuję młodemu Kalembie – przyznał w rozmowie z Faktem Eugeniusz Kłopotek. – Będzie się czuł zaszczuty – użalał się nad jego losem.

Ale nie każdego poseł PSL tak broni przed utratą posady. – Wiem, że wśród młodych jest duże bezrobocie, ale nie jestem pośrednikiem pracy – oburza się, gdy dziennikarz Faktu pyta o zatrudnienie dla chłopaka z Soliborka. Pan Tomasz skończył właśnie szkołę, jest elektromechanikiem. – Szukam pracy, ale bez powodzenia – przyznaje. – Gdybym miał kogoś w PSL, pewnie takiego problemu bym nie miał – mówi wprost.

– Syn Kalemby jest zatrudniony od 10 lat, jest dorosłym człowiekiem, ma swoją rodzinę. Został rekomendowany na stanowisko kierownika przez poprzednią panią kierownik. I tylko dlatego, że ojciec jest ministrem rolnictwa z PSL, ma powiedzieć : „Synu, nie możesz pracować, idź na bezrobocie”?! Nie przesadzajmy, bo to doprowadza do szaleństwa w tym zakresie – grzmiał poseł Kłopotek.

– Nie jestem pośrednikiem pracy – powtarza w rozmowie z Faktem Kłopotek, którego brat Andrzej pracuje w spółce zbożowej Elewarr, gdzie zarabia ok. 7,5 tys. złotych. – Podczas pracy w Elewarrze zdał maturę i teraz już zaczął studia – tak bronił kwalifikacji brata...

Zbigniew Hołdys to znany obrońca zwierząt. Przekonał się o tym poseł PSL Eugeniusz Kłopotek
Zbigniew Hołdys poczuł się urażony słowami posła PSL o polskich psach. -
Poseł Kłopotek: "Psy trzymane na łańcuchach to polska tradycja" - napisał na Facebooku. Były lider Perfectu skwitował to, jak ma w zwyczaju. - Powiedzenie "Chuj mu w dupe" to też jest polska tradycja - zakończył.


wtorek, 17 marca 2026

                           TUZY ELITY

                                          Ryszard Kalisz

 Ryszard Roman Kalisz (ur. 26 lutego 1957 w Warszawie) – komunista, adwokat, poseł na Sejm IV, V, VI i VII kadencji, były minister spraw wewnętrznych i administracji, po 1989 roku socjaldemokrata i europejczyk.

 

 

W 1978 wstąpił do komunistycznej Polskiej Zjednoczonej Partii Ro­bot­ni­czej, wcześ­niej działał w Soc­ja­lis­tycz­nym Związ­ku Stu­den­tów Pol­skich, w któ­rym peł­nił fun­kcję wice­szefa Głów­nej Ko­mi­sji Rewizyjnej. W 1980 ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, odbył aplikację są­do­wą (1981–1983), a następnie adwokacką (1984–1987). Przebywał także na stażu w Zurychu (1985). Od 1987 praktykował jako adwokat.

W okresie III RP przystąpił do Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. Od 1993 do 1996 był zastępcą przewodniczącego Trybunału Stanu, następnie przedstawicielem prezydenta w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. W latach 1997–2000 pełnił funkcję sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP [2] , od 1998 do 2000 był szefem Kancelarii. W 2000 kierował kampanią wyborczą w walce o reelekcję Aleksandra Kwaśniewskiego. Od 2000 zasiadał w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.

W 1999 należał do grona członków-założycieli Sojuszu Lewicy Demokratycznej, został także wybrany do Zarządu Krajowego. W 2001 po raz pierwszy uzyskał mandat poselski z okręgu warszawskiego. Objął funkcję przewodniczącego Komisji Ustawodawczej. Przewodniczył także Polsko-Niemieckiej Grupie Parlamentarnej, a w 2003 był krótko członkiem komisji śledczej ds. tzw. afery Rywina (zastąpiła go w komisji Anita Błochowiak).

W maju 2004 został powołany na stanowisko ministra spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Marka Belki. W maju 2005 podał się do dymisji m.in. w związku z informacjami prasowymi na temat powiązań oficerów Komendy Głównej Policji z mafią. Dymisja nie została przyjęta przez premiera Marka Belkę.

Był członkiem komitetu wyborczego Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich w 2005. W wyborach parlamentarnych w 2005 ponownie został wybrany z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej (zdobywając największą liczbę głosów spośród wszystkich kandydatów SLD).

Pod koniec listopada 2005 prezydent Aleksander Kwaśniewski wszczął procedurę o ułaskawienie odnośnie Ryszarda Kalisza, który został uznany winnym pomówienia. Proces karny dotyczył jego wypowiedzi związanej z zajściami na wiecu wyborczym Aleksandra Kwaśniewskiego w 2000 w Białymstoku. Radny Jacek Żalek uznał, że Ryszard Kalisz naruszył jego dobre imię, pomawiając go o zorganizowanie i kierowanie uzbrojoną w noże i gazy obezwładniające grupą mężczyzn zakłócających wiec Aleksandra Kwaśniewskiego. Postępowanie w sprawie z prywatnego oskarżenia Jacka Żalka przeciwko Ryszardowi Kaliszowi zostało warunkowo umorzone w październiku 2005, orzeczono też 8 tys. zł zadośćuczynienia.

W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz trzeci uzyskał mandat poselski, kandydując z listy koalicji Lewica i Demokraci. 11 stycznia 2008 został wybrany na przewodniczącego Komisji śledczej do zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidy. 22 kwietnia 2008 zasiadł w klubie Lewica (we wrześniu 2010 przemianowanym na klub SLD). Także od 2008 zasiadał w zarządzie krajowym SLD. Utracił tę funkcję w październiku 2010, nie uzyskując wotum zaufania na partyjnej konwencji. W wyborach parlamentarnych w 2011 po raz czwarty uzyskał mandat posła.

Po wyborach przegrał z Leszkiem Millerem wybory na szefa klubu poselskiego SLD ( tego mu nigdy nie wybaczył) a w 2012 powrócił w skład zarządu krajowego partii. Ze względu na kontakty z ruchem Europa Plus (związanym z Aleksandrem Kwaśniewskim i Ruchem Palikota) 6 marca 2013 został zawieszony w prawach członka SLD, a 8 kwietnia tego samego roku wykluczony z partii. 3 dni później zrezygnował z członkostwa w klubie poselskim SLD, a 29 kwietnia ogłosił powołanie stowarzyszenia Dom Wszystkich Polska, współpracującego z Europą Plus.

Jak przystało na prawdziwego komunistę lubi władzę i luksus, wciąż jeździ złotym jaguarem, ubrania szyje u zagranicznych krawców w Hongkongu, a poselską pensję, czyli ok. 12 tys. złotych uważa za zbyt niską.
Jest znany ze słabości do płci pięknej a kobiety lgną do niego ze względu na jego..kasę! Rozwiódł się w 2009 roku.

Ryszard Kalisz zapowiada, że będzie walczył o legalizację miękkich narkotyków. Jak twierdził w wywiadzie dla RMF FM: - Cała brać i siostry w SLD reagują na mnie entuzjastycznie

Co więcej Ryszard Kalisz przyznał, że ma duże poparcie wśród tzw. "dołów partyjnych". Polityk uważa, że sprzeciwia mu się jedynie wąska grupa kierownicza, skupiona wokół Grzegorza Napieralskiego, która go nie chce.

Ryszard Kalisz pytany przez "Rzeczpospolitą", po co mu stowarzyszenie Dom Wszystkich Polska, skoro mógłby zostać na przykład kandydatem na prezydenta SLD, tłumaczy, że stąd, że "nie interesują go funkcje". - Jestem człowiekiem spełnionym, mam zasoby finansowe, dzięki którym nie muszę być politykiem i postanowiłem zrobić coś dla obywateli - mówi.

Nie pasuje ten gnój do ciebie, podszywasz się pod kogoś, drogie buciki masz, jesteś nieautentyczny mój drogi.Ryszard Kalisz do działacza ZSMP

Biednemu wiatr w oczy wieje, a bogatemu diabeł dzieci kołysze... Jako poseł LiD Ryszard Kalisz w (2008r) należał do najzamożniejszych parlamentarzystów i pławił się w luksusie, o którym zwykły zjadacz chleba mógł tylko pomarzyć, zapożyczył się w Sejmie na ponad 12 tys. zł na bardzo niski procent, oczywiście na koszt podatnika!

Ryszard Kalisz (SLD) ujawnił swój majątek:

2007

oszczędności 100 tys. zł, 38 tys. euro, papiery wartościowe 254,3 tys. zł, mieszkanie 82,3 m (510 tys. zł), działka 773 m z budynkiem 351 m (980 tys. zł), udział w mieszkaniu (32 tys. zł), udział w działce rekreacyjnej (55 tys. zł), udział w nieruchomościach rolnych (210 tys. zł), udział w nieruchomości zabudowanej (6 tys. zł), jaguar s type 2003 r.

2010

oszczędności 1,45 mln zł, 38 tys. euro, OFE 85,2 tys. zł, papiery wartościowe 634,6 tys. zł, mieszkanie 82,3 m (620 tys. zł), udział w mieszkaniu (40 tys. zł), udział w działce rekreacyjnej (70 tys. zł), udział w nieruchomościach rolnych (270 tys. zł), udział w nieruchomości zabudowanej (9 tys. zł), udział w mieszkaniu (250 tys. zł), jaguar s type 2003 r.

Jeździ luksusowym złotym jaguarem, ale próbuje wszystkich przekonać, że zna nawet warszawskich bezdomnych. – Nie będę ukrywał, że jestem osobą, która dzięki pracy adwokackiej już przed wielu laty, jest osobą zamożną. Jestem osobą, która mieści się w grupie elitarnej Warszawy i Polski – powiedział ostatnio w radiu Tok Fm. – Rozmawiałem ostatnio ze sprzątaczkami, rozmawiam z ludźmi na ulicy. Powiem więcej, ja znam bezdomnych w Warszawie. Ludzie się dziwią kiedy ja sam robię zakupy z wózkiem w supermarkecie, a ja to robię, ja normalnie żyję – dodał były polityk SLD.

 

 

 Kiedy byłem prze­wod­ni­czą­cym SLD i Ryszard Kalisz szedł do jakiegoś ważnego programu te­le­wi­zyj­ne­go, zwy­czaj­nie ba­łem się, co tam powie – wspomina współpracę z wykluczonym niedawno z Sojuszu Ryszardem Kaliszem były prze­wod­ni­czą­cy SLD Grzegorz Napieralski. W rozmowie z Wirtualną Polską mówi m.in. o "pewnych działaniach budowanych przeciwko SLD, na których swego czasu przegrał zarówno Grzegorz Napieralski jak i Wojciech Olejniczak". - Teraz mamy wszystko czytelnie. I ludzie z SLD i poza, jasno widzą, że i Aleksander Kwaśniewski i Ryszard Kalisz określili się bardzo po drugiej stronie barykady. Cieszę się, bo i jeden i drugi będą mogli w końcu zderzyć się z ziemią, zweryfikować i pokazać jaka faktycznie jest siła ich nazwisk.

Ryszard Kalisz został wykluczony z SLD w 2013 roku. Taką decyzję podjął sąd partyjny; polityk został w ten sposób ukarany za współpracę z inicjatywą Europa Plus. Kalisz zapowiedział, że nie będzie się odwoływał od tej decyzji.

Ryszard Kalisz nie pasował do SLD, decyzja o usunięciu go z partii nie jest zaskoczeniem - ocenił politolog UW, dr Rafał Chwedoruk. W jego opinii Kalisz - "liberalny celebryta" - nie współgrał ani z programem Sojuszu, ani z jego wizerunkiem medialnym.

Namawiam, Leszku, przestałem być członkiem SLD, ale ty też zachowaj klasę - mówił Ryszard Kalisz w programie "Tak jest" w TVN2, kierując swe słowa do przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Leszka Millera.
Chodziło o wypowiedź szefa SLD Leszka Millera, że bez Kalisza partia nadal istnieje, a teraz Ryszard Kalisz "nie musi już udawać, że jest człowiekiem lewicy". - Od lat daje się partii twarz, wiedzę, umiejętności. Kiedy później ta partia mówi: ty jesteś samo zło i wyklucza, to oczywiście, jest przykro - mówił Kalisz.
Na pytanie o plany polityczne, Kalisz odrzekł, że miał propozycje "ze wszystkich stron sceny politycznej". Propozycji nie złożyło tylko PiS i Solidarna Polska. - Ale jeśli pan pozwoli, będę delektował się byciem bezpartyjnym - mówił.

"Anna Grodzka i Ryszard Kalisz wybiorą transseksualną miss" - Czy tak powinna wyglądać polska lewica?

12 lipca 2013 Kalisz jako poseł niezrzeszony zagłosował w Sejmie przeciwko - określeniu rzezi wołyńskiej mianem ludobójstwa oraz prze­ciw­ko ustanowieniu 11 lipca dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian !

 
Gnojowicą w posła Kalisza
 
 
 
Ryszard Kalisz jako manipulator i kłamca
 
www.yelita.pl 

poniedziałek, 16 marca 2026

                           TUZY ELITY

                           Danuta Maria Hübner (Młynarska)

 

Danuta Maria Hübner (Młynarska)  

Danuta Maria Hübner - ur. 8 kwietnia 1948 w Nisku – minister ds. europejskich w rządzie Leszka Millera i była szefowa UKIE, pierwszy polski komisarz w Unii Europejskiej (ds. polityki regionalnej), posłanka do Parlamentu Europejskiego VII kadencji.

W latach 1970–1987 była członkiem partii komunistycznej PZPR. Należała do postkomunistycznej organizacji Sto­wa­rzy­sze­nia Ordynacka.

Ojcem Danuty Marii Hübner był Ryszard Młynarski, szef krwawego UB w Nisku.

Ryszard Młynarski (rocznik 1923 r.), po ukończeniu gimnazjum w Kowlu, w czasie wojny – od 1940 do 1943 r. – pracował w tartaku w Zarzeczu, a następnie w Zarządzie Drogowym w Nisku. We wrześniu 1944 r. wstąpił do Milicji Obywatelskiej. Z jej ramienia organizował posterunek MO w Pysznicy koło Niska. Następnie, przez prawie rok – od listopada 1944 r. służył w LWP. W lipcu 1945 r. Ryszard Młynarski trafił pod skrzydła ojca, zatrudniając się jako “oficer” śledczy PUBP w Nisku. W lipcu 1946 r., czyli już po śmierci Józefa Młynarskiego, przejął obowiązki szefa niżańskiego UB, zastępując przeniesionego do PUBP w Krośnie Stanisława Supruniuka.

Najwięcej aresztowanych w Nisku przypada na rok 1946, kiedy tamtejszym UB kierował Ryszard Młynarski.

Ciekawostka!!!!

Ojciec Ryszarda i dziadek Danuty Marii Hübner - Józef Młynarski (1897 – 1946) - do komunistów przystał 1 października 1944r., wstępując do bezpieki, a konkretnie do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nisku. Szybko awansował. Już półtora miesiąca później był kierownikiem tamtejszej Sekcji Śledczej. rzełożonym Józefa Młynarskiego w niżańskiej bezpiece był kat Polaków – Stanisław Supruniuk. Błyskotliwą karierę Józefa Młynarskiego w niżańskim UB przerwała śmierć 5 marca 1946 r. Jego bestialstwo nigdy – rzecz jasna – nie zostało rozliczone. Jednak przykład dyspozycyjnego i okrutnego ubeka nie poszedł na marne – rodzinną tradycję kontynuował syn - Ryszard Młynarski – ojciec Danuty Marii Hübner.

 
www.yelita.pl

 

niedziela, 15 marca 2026

                           TUZY ELITY

                                        Jan Tomasz Gross

 

 

 Jan Tomasz Gross (ur. 1 sierpnia 1947 w Warszawie) - zamieszkały w USA żydowski socjolog,polskiego pochodzenia zajmujący się naukami politycznymi i społecznymi, a w tym kontekście szczególnie problematyką wojenną. Obecnie jest profesorem wydziału historii Uniwersytetu Princeton. W 1996 Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski odznaczył Grossa Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Przyjaciel Adama Michnika- Szechtera. Jego główna teza to:

Fałszywe uogólnienia są potrzebne nowemu ujęciu "trójkąta" Niemcy-Polacy-Żydzi. Polacy już mają nie być ofiarami lub obserwatorami – trzeba ich przerobić na prześladowców.

Urodził się w rodzinie intelektualistów i dorastał w lewicowym środowisku. Matka Grossa, Hanna Szumańska (córka znanego przedwojennego adwokata, Wacława Szumańskiego, który był obrońcą m.in. w "procesie brzeskim"), była łączniczką Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej i pomagała ukrywać przed Niemcami jego ojca, Zygmunta (Polaka żydowskiego pochodzenia, członka Polskiej Partii Socjalistycznej). Po wojnie pobrali się.

Studiował fizykę na Uniwersytecie Warszawskim, po zaangażowaniu się w protesty studenckie w marcu 1968 aresztowany na pięć miesięcy,później wyemigrował z Polski.

W zbiorze esejów „Upiorna dekada”stwierdził: „Żadna policja nie jest w stanie egzekwować nagminnie łamanych przepisów. Gdyby jeden Polak na pięciu czy na dziesięciu – nie zaś jeden na stu czy dwustu – pomagał jakiemuś Żydowi, gestapo byłoby bezradne”. Innymi słowy: gdyby Polacy bardziej się postarali, choćby tak jak jego matka, nie zginąłby żaden Żyd. Nie podał natomiast ani jednego przypadku aby jakikolwiek Żyd pomógł lub uratował Polaka przed Gestapo.

W 1969 wyemigrował z rodzicami do Stanów Zjednoczonych którzy mieli problemy z wjazdem z powodu partyjnej przynależności ojca do PPR [sowieckiej agentury w Polsce] Wstawiły się za nimi wówczas środowiska polonijne ze Stefanem Korbońskim na czele. Młody, wybitnie zdolny intelektualista „z kraju”, który szybko zrobił doktorat z socjologii na Yale, został bardzo ciepło i z dużymi nadziejami przyjęty przez elity amerykańskich Polaków. – Na początku pisał bardzo patriotyczne, antysowieckie książki. Polacy go bardzo za to szanowali.

Między innymi „Polish Society under German Occupation” (1979), kultowe również w drugim obiegu w kraju „W czterdziestym nas matko na Sybir zesłali...” (1983) czy wreszcie „Revolution from Abroad” (1988), błyskotliwe studium na temat sowietyzacji Kresów w latach 1939 – 1941.

Ale wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Żadne amerykańskie czasopismo, na czele z branżowymi periodykami, nie napisało na jej temat nawet jednego słowa. Nie ukazała się żadna recenzja. Grossowi musiało to dać sporo do myślenia.

Gross zorientował się, że pisząc książki o zbrodniach sowieckich na Polakach, nigdy w Stanach Zjednoczonych nie wypłynie na szersze wody. Nie chciał być skazany na polonijną niszę. Poczuł, skąd wieje wiatr. Zrozumiał, że nic tak nie popłaca, jak pisanie z żydowskiej perspektywy antypolskich książek. Ten zwrot mu się opłacił. Dostał profesurę w Princeton i zarobił dużo pieniędzy.

Wielu krytyków Grossa pytanych o jego nagły zwrot wskazuje jednak na amerykańskie środowisko akademickie, w którym obraca się od kilku dziesięcioleci. – Gross, chcąc nie chcąc, przesiąkł amerykańską atmosferą i zaabsorbował amerykańskie prądy intelektualne. Amerykańscy historycy coraz częściej czynią z Holokaustu centralne wydarzenie II wojny światowej, dla którego właściwe działania wojenne, nie mówiąc już o cierpieniach innych narodów, były tylko tłem.

W takiej wersji historii zagłada Żydów staje się jedyną zbrodnią, do jakiej doszło podczas wojny. Wszelkie inne ofiary schodzą na plan dalszy, relacje ocalałych są niepodważalne, a coraz więcej winy przerzucanych jest na „nazistowskich kolaborantów”. Tak mniej więcej wygląda lista zarzutów, jakie najczęściej wysuwane są przeciwko książkom Grossa.

Gross choć mieszkał w Stanach Zjednoczonych, żywo interesował się krajem. Angażował się w pomoc ofiarom wydarzeń 1976 roku, a później stanu wojennego. Starał się publikować w drugim obiegu. Podjął współpracę z KOR, odbudowując – zerwaną na pamiętnych urodzinach w 1967 roku – przyjaźń z Adamem Michnikiem i innymi starymi znajomymi. Po 1989 swoją wiedzę na temat wydarzeń z kraju czerpał tylko z czytanej codziennie „Gazety Wyborczej” oraz rozmów z tak samo myślącymi przyjaciółmi.

W ten sposób Gross otrzymywał zdeformowany, przejaskrawiony obraz polskiej rzeczywistości. Kraju, w którym siły postępu, reprezentowane przez jego znajomych, zmagają się z tradycyjnymi polskimi demonami antysemityzmu i endecji. Uwierzył, że każdy, kto w Polsce krytykuje Michnika, robi to, bo jest on Żydem. A ponieważ czuł się winny, że opuścił go w 1968, postanowił włączyć się do walki z „ciemnymi instynktami drzemiącymi w polskim narodzie”, pisząc „Sąsiadów” i „Strach”. Tak więc realny problem nierozliczenia się Polaków z trudną przeszłością powiązał z dzisiejszą walką polityczną.

Gross podjął próbę powrotu do Polski. Zaraz po upadku komunizmu wraz z żoną i dziecmi zamieszkał w Warszawie ale po roku wrócił do Stanów Zjednoczonych a po kilku latach wydał „Upiorną dekadę”, pierwszą z serii kontrowersyjnych książek o polskim antysemityzmie.


Publikacje

  • 1979: Polish society under German occupation : the Generalgouvernement, 1939-1944, Princeton University Press.
  • 1988: Revolution from Abroad. The Soviet Conquest of Poland’s Western Ukraine and Western Belorussia. - wznowione w 2003 przez Princeton University Press: ISBN 0-69109603- 1
  • 1998: Upiorna dekada : trzy eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców i komunistów : 1939-1948, Kraków : Universitas.
  • 1999: Studium zniewolenia : wybory październikowe 22 X 1939, Kraków : Universitas.
  • 2001: Neighbors: The Destruction of the Jewish Community in Jedwabne, Poland, Princeton University Press, 2001, ISBN 0-14-200240-2. Wydanie Polskie w 2000 jako "Sąsiedzi: Historia zagłady żydowskiego miasteczka", Sejny, Fundacja Pogranicze, ISBN 8386872136
  • 2003: Wokół "Sąsiadów" : polemiki i wyjaśnienia, Sejny : Pogranicze.
  • 2006: Fear: Anti-Semitism in Poland After Auschwitz, Random House, ISBN 0-375-50924 0. Wydanie Polskie w 2008 jako Strach: Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści, Znak, ISBN 978-83-240-0876-6

Reakcje na książkę Strach

Joanna Tokarska-Bakir podkreśliła, że Gross opiera się na faktach znanych historykom od dawna, a jego "wina" polega "na tym, że pisze książki, bojkotując standard szczerości przyjęty w polskiej literaturze historycznej. Naśladuje filozofa Jeana Améry'ego: «Nie chcecie wiedzieć, do czego znowu może doprowadzić mnie i was samych wasza obojętność? Zatem powiem wam»" Marek Beylin napisał, że jego zdaniem książka spełnia ważną rolę zmuszając do zastanowienia nad zjawiskiem polskiego antysemityzmu i jej "wady" mają tu drugorzędne znaczenie.

August Grabski z Żydowskiego Instytutu Historycznego poddał książkę ostrej krytyce stwierdzając na temat jej amerykańskiej edycji: "bulwersującym fragmentem w opisie przez Jana Tomasza Grossa wypadków kieleckich jest podsumowanie rozmowy morderców żydowskiej matki i dziecka o ich zbrodniczym zamiarze słowami: "To była najzwyklejsza rozmowa między obcymi sobie ludźmi w Polsce Anno Domini 1946". Nie trzeba specjalnej wyobraźni, aby dostrzec absurdalność tej tezy, konfrontując liczbę ponad 20 mln Polaków z kilkuset zabitymi Żydami. Znowu Gross dokonuje manipulacji proporcjami przedstawianego zjawiska. Deformacja ta wydaje się karykaturą czy wręcz bardzo niemądrym i ponurym żartem. Zabijanie Żydów w powojennej Polsce było udziałem wąskiego marginesu kryminalnego i antykomunistycznego podziemia, nie zaś – jak można byłoby wnioskować po lekturze "Strachu" – narodowym sportem Polaków" Historycy IPN Piotr Gontarczyk oraz Janusz Kurtyka zarzucili autorowi wybiórczy i tendencyjny dobór źródeł oraz ich jednostronną interpretację. Według Gontarczyka książka zawiera błędy metodologiczne i jego zdaniem w środowisku naukowym nie ma szans nawet na warunkową akceptację, na równi z pisarstwem Leszka Bubla.

Historyk Marek Jan Chodakiewicz nazwał książkę Grossa "propagandą" oraz stwierdził, że autor "ma z góry gotową tezę". Innym jego zarzutem było np. potraktowanie przez Grossa jako przejawów "polskiego antysemityzmu" zarówno rasistowskich mordów na cywilach, jak i zabicia z przyczyn politycznych oficera UB. Zdaniem Chodakiewicza Gross pomija także rolę, jaką w powojennej Polsce pełnili żydowscy członkowie służby bezpieczeństwa (w opisywanym okresie zginąć mogło 500 – 1 500 Żydów, jednocześnie z rąk Żydów wskutek denuncjacji lub z rąk żydowskich członków UB zginęło 3 500 – 6 500 Polaków)

Maciej Kozłowski wskazał na jego zdaniem jednostronność ocen i brak obiektywizmu. Gross komentuje w książce wspomnianą kwestię udziału Żydów w komunistycznych służbach bezpieczeństwa, ale podkreśla, że były to odosobnione przypadki i nie powinny być wykorzystywane do uogólnień. Równocześnie jednak przypisuje poglądy antysemickie większości Polaków na podstawie przypadków równie jednostkowych.

Na temat książki wypowiedzieli się także m.in: historyk Paweł Machcewicz w artykule Odcienie czerni, profesor Stanisław Żak i dr Bożena Szaynok.

Marek Edelman stwierdził, że "wszystko, o czym pisze Gross, to przecież prawda" oraz że był świadkiem wydarzeń przez niego opisanych. Zdaniem Edelmana Gross "popełnił błąd, dając w podtytule książki: «Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie». Tam powinno być: «Bandytyzm w Polsce...». Bo tu nie chodzi o antysemityzm. Mordowanie Żydów to był czysty bandytyzm i ja bym tego antysemityzmem nie tłumaczył.

Stanisław Michalkiewicz wyraził opinię, że książka jest medialnym przygotowaniem do wzmożenia roszczeń majątkowych za II wojnę światową pod adresem polskiego rządu ze strony niektórych organizacji żydowskich.

Maciej Pawlicki stwierdził, że podczas promocji książki w styczniu 2008 Gross odmówił udziału w debatach z prof. Markiem Chodakiewiczem oraz Piotrem Gontarczykiem, historykami specjalizującymi się w badaniach nad okresem 1944-47. Wg niego Gross nie zechciał też wziąć udziału w programie "Warto rozmawiać", którego Pawlicki jest reżyserem i producentem. Piotr Gontarczyk zacytował wypowiedź autora książki, w której miał on stwierdzić, że ci, którzy nie zgadzają się ze Strachem, są antysemitami. Zdaniem Gontarczyka Gross "dyskutantów w mediach dobiera starannie, by nie narazić się na rzeczową krytykę”.

Latem 2006 w odpowiedzi na angielskie wydanie grupa prawicowych senatorów zażądała ścigania Grossa za "znieważenie Narodu Polskiego". Prokurator Jerzy Engelking zapowiedział, że przyjrzy się sprawie i "ewentualnie skieruje akt oskarżenia". Prokuratura Okręgowa w Krakowie wszczęła postępowanie sprawdzające w związku z treścią książki Grossa na podstawie istniejącego od marca 2007 r. zapisu prawa, przewidującego karę do 3 lat więzienia za "publiczne pomawianie Narodu Polskiego o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie." Gross stwierdził, że jeżeli otrzyma wezwanie do prokuratury to będzie to według niego "skandalem dla Polski" ale "oczywiście się stawi". W wywiadzie dla Haaretz Grossc stwierdził, że jeżeli zostanie oskarżony, to w sądzie przedstawi świadków potwierdzających opisane przez niego wersje wydarzeń.

11 lutego, jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska, po postępowaniu sprawdzającym Prokuratura Rejonowa dla Krakowa Krowodrzy wydała postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie książki Jana Tomasza Grossa "Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści", ponieważ w publikacji nie znaleziono wypowiedzi będących pomówieniem, znieważeniem narodu polskiego lub nawoływaniem do nienawiści na tle różnic narodowościowyc a tak naprawdę nie chciała się narazic elitom politycznym które stoją za Grossem.

100 kłamstw J. T. Grossa o żydowskich sąsiadach i Jedwabnem – książka autorstwa Jerzego Roberta Nowaka, opublikowana w 2001 roku w wydawnictwie Von Borowiecky (ISBN 83-8768935- 1) jako polemika z książką Sąsiedzi autorstwa Jana Grossa (ISBN 83-86872-13-6) dotyczącą pogromu w Jedwabnem. Na temat zbrodni w Jedwabnem w imieniu środowiska Radia Maryja wypowiadał się Nowak. W roku 2001 wydał książkę 100 kłamstw J. T. Grossa o żydowskich sąsiadach i Jedwabnem. Autor przedstawił Grossa jako osobę działającą jego zdaniem "na zamówienie" żydowskich organizacji uczestniczących w amerykańskich procesach o odszkodowania przeciwko państwu polskiemu.Według Nowaka zbrodnia w Jedwabnem miała być tylko pretekstem dla rozpętania fali oszczerstw przeciwko Polakom. Jego zdaniem przeproszenie za pogrom oznaczałoby przyznanie się do winy. Spora część książki poświęcona została opisom materiałów źródłowych, które według jej autora podawały w wątpliwość rzetelność publikacji Grossa. Nowak podważył udział Polaków w pogromie, a całą winę przypisał Niemcom.

Wydawnictwem które wydaje w Polsce "pozycje Grossa" jest wydawnictwo Znak z Krakowa. Po 1989 wydawnictwo zmieniło siedzibę na dworek Łowczego przy ul. Kościuszki 37, w którym mieści się obecnie (2010), zaczęło profilować ofertę pod kątem działania na wolnym rynku, zwiększać ilość wydawanych pozycji i kierować się głównie zyskiem co zaowocowało współpracą z Janem Tomaszem Grossem jednym z najbardziej znanych i wpływowych polakożerców, który dzięki pisaniu antypolskich książek w USA zrobił tam karierę i zarobił na tej propagandzie... miliony dolarów.

W 2008 Znak wydał książkę Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści autorstwa Jana Tomasza Grossa. Niedługo potem metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz w liście do Henryka Woźniakowskiego skrytykował wydawnictwo za decyzję o wydaniu książki.

Obecnie Znak wydał kolejną książkę Grossa "Złote żniwa" antypolski paszkwil w którym Gross w wyjątkowo obrzydliwy i kłamliwy sposób oczernia Polskę i Polaków.


                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...