piątek, 26 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                        Miron Sycz

 

 

 Miron Sycz (ukr. Мирон Сич) (ur. 3 stycznia 1960 w Ostrym Bardzie) – polityk ukraińskiego pochodzenia, działacz antypolskiego Związku Ukraińców w Polsce, nauczyciel, samorządowiec, poseł na Sejm VI kadencji .Były aktywista PZPR i ZSP, współpracownik SB zapisany jako kontakt operacyjny MK [akta IPN], sympatyk OUN-UPA, zamieszany w aferę Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie, poseł PO.

Jest synem Ołeksandra Sycza, członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów od 1938 oraz strzelca w kureniu "Mesnyky" Ukraińskiej Powstańczej Armii, po wojnie skazanego przez polski sąd na karę śmierci, zamienionej potem na piętnaście lat pozbawienia wolności

Miron Sycz ukończył studia na Wydziale Matematyki Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie, tam też podjął współpracę z SB. Odbył również studia podyplomowe w zakresie europejskiej administracji samorządowej i rządowej w Wyższej Szkole Humanistycznej w Pułtusku.

W latach 1984-1990 był kierownikiem internatu i nauczycielem w Liceum Ogólnokształcącym w Górowie Iławeckim. Jest założycielem Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim, w którym od 1990 do 2007 pełnił funkcję funkcję dyrektora, następnie został honorowym dyrektorem tej placówki. W latach 1998-2007 zasiadał w sejmiku warmińsko-mazurskim trzech kadencji, zajmując w nim od początku stanowisko przewodniczącego. Jest współorganizatorem ukraińskich inicjatyw kulturalnych na Warmii i Mazurach, był także delegatem na Światowe Forum Ukraińców w Kijowie. Od 1999 przewodniczył jednocześnie radzie społecznej Szpitala Rehabilitacyjnego w Górowie Iławeckim.

Był członkiem PZPR, aż do jej końca w 1989. Po 1990 działał w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, Unii Wolności i Partii Demokratycznej. W wyborach parlamentarnych w 2005 był kandydatem PD do Senatu. Od 2006 pozostaje związany z Platformą Obywatelską. W wyborach parlamentarnych w 2007 z listy PO uzyskał mandat poselski. Należy również do Stowarzyszenia Ordynacka, byłych aktywistów ZSP [znanego jako Zsyp]. Biuro poselskie prowadzi w Bartoszycach.

W Sejmie objął funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, grup parlamentarnych polsko-ukraińskiej i polsko-rosyjskiej oraz delegacji Sejmu do Zgromadzenia Poselskiego Sejmu RP i Rady Najwyższej Ukrainy.


Klub PO zawiesił posła Mirona Sycza

Poseł PO Miron Sycz został zawieszony w prawach członka klubu parlamentarnego - dowiedział się "Wprost". To efekt poniedziałkowej publikacji dotyczącej podejrzanej inwestycji parlamentarzysty.

Aferę opisaną przez "Wprost" omawiało prezydium klubu platformy. - Ustaliliśmy, że do momentu wyjaśnienia sprawy poseł Sycz zostaje zawieszony w prawach członka klubu - powiedział "Wprostowi" jeden z członków prezydium klubu PO. Z informacji tygodnika wynika, że wyjaśnieniem sprawy zajmie się Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją. Sprawę ma zbadać także NIK, do której wniosek zgłosiła inna posłanka PO Lidia Staroń.

Sprawa dotyczy Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie, w którego władzach zasiadają Sycz i drugi poseł Adam Krzyśków (PSL). Sycz jest członkiem rady nadzorczej, a Krzyśków prezesem. W czerwcu 2007 roku do Funduszu trafił wniosek o dofinansowanie budowy wiaty edukacyjnej. Złożyło go założone przez Sycza Środkowoeuropejskie Centrum Szkolenia Młodzieży. We władzach tego stowarzyszenia zasiada żona posła. Siedziba Centrum mieści się zaś w jego domu. Już w lipcu 2007 roku, a więc miesiąc po złożeniu wniosku, WFOŚiGW przyznał powiązanemu z posłem stowarzyszeniu 40 tys. złotych dotacji.

Problem jednak w tym, że ziemia, na której miała powstać wiata, to prywatna działka posła. Centrum Szkolenia Młodzieży w momencie wnioskowania o dotację nie miało do niej żadnych praw. Także sama budowa była nielegalna, bo działka nie była budowlana i została odrolniona dopiero w grudniu 2007 roku, a więc długo po zakończeniu budowy i podpisaniu umowy z WFOŚiGW. - Jeszcze przed przyznaniem tej dotacji założyłem sobie, że w przyszłości przekażę na rzecz Centrum 2 ha ziemi - broni się poseł Miron Sycz.

Sycz użyczył stowarzyszeniu działkę w listopadzie 2007 r. Czyli w momencie, gdy dotacja była już dawno przyznana a budowa wiaty miała się ku końcowi. Poza tym owo przekazanie to nie darowizna, a umowa nieodpłatnego użyczenia. Można ją rozwiązać z końcem każdego roku. Jedynym warunkiem jest trzymiesięczny termin wypowiedzenia. Wybudowana za państwowe pieniądze wiata w każdej chwili może więc przejść na własność Sycza. Adam Krzyśków, szef WFOŚiGW i poseł PSL, utrzymuje, że przyznanie dotacji odbyło się zgodnie z prawem. - Ale będziemy tę sprawę jeszcze wyjaśniać. Najważniejsze jednak, że wiata edukacyjna powstała - mówi "Wprost" Krzyśków.

Po co Syczowi wiata? Według oficjalnej wersji, mają się pod nią odbywać szkolenia i zajęcia dla lokalnej społeczności. Informatorzy "Wprostu" w Górowie Iławeckim twierdzą jednak co innego. - Sycz mówił mi kiedyś, że latem chce tam zrobić dyskotekę. Grill, piwo, muzyka. Zawsze powtarzał, że w Górowie przydałaby się tancbuda - relacjonuje jeden z byłych współpracowników posła.

Michał Krzymowski


oraz ciekawostka:

 

Deportacja?

https://www.youtube.com/watch?v=uljuOpOc8J0 

17 czerwca 2026 r. agencja Reuters poinformowała o wyniku głosowania w Parlamencie Europejskim w Brukseli nad zaostrzeniem przepisów dotyczących nielegalnych imigrantów. Stosunkiem głosów 418 do 218 nowe prawo zostało przyjęte. Środowiska nazywające się prawicowymi zareagowały skandowaniem „Send them back!” („Odesłać ich z powrotem!!), popierając deportację, natomiast lewicujące ugrupowania zganiły tę decyzję jako hańbiącą, skandując „Shame on you!” („Wstydźcie się!”).

Przestrogą o charakterze kruczka terminologicznego jest kalka językowa obecna w języku polskim. W przyjętej legislacji pojęcia „detencja” oraz „ośrodek detencyjny” są równoznaczne z pozbawieniem wolności i aresztowaniem. Czy w interesie państwa rozbudowującego ośrodki aresztowań dla migrantów jest zwiększanie ich liczby, zamiast sprawnego deportowania osób nielegalnie przebywających na terytorium kraju? Osobami nielegalnymi (ale czy skutecznie weryfikowanymi), wjeżdżającymi i pozostającymi na utrzymaniu podatnika, są przecież często ludzie posługujący się np. fałszywymi dokumentami.

Z zapowiedzi wynika, że reforma nie rozwiązuje problemu, ale sprowadza się do pogłębienia jego kosztownego i niebezpiecznego oblicza. Przepis brzmi bowiem: „Parlament Europejski popiera prawo zezwalające na tworzenie zagranicznych ośrodków detencyjnych.” Zamiast oczekiwanego społecznie zwiększenia liczby deportacji, popierane jest tworzenie ośrodków aresztowań za granicą. Za czyją granicą? Krytycy twierdzą, że jest to okrutny system, który drastycznie osłabia ochronę osób ubiegających się o azyl.

Decyzja ta potwierdza wzrost nastrojów antyimigranckich w Unii Europejskiej w ciągu ostatniej dekady, który przekłada się na wzrost poparcia społecznego dla partii skrajnie prawicowych. Tekst przyjętego rozporządzenia, który wymaga jeszcze ostatecznego, formalnego zatwierdzenia przez rządy 27 państw członkowskich, ma oznaczać wyraźne zaostrzenie polityki migracyjnej w UE, ukształtowanej po napływie ponad miliona uchodźców i migrantów w latach 2015–2016.

„Rozporządzenie w sprawie powrotów zapewni niezbędne narzędzia, które sprawią, że powroty będą bardziej efektywne, a procedury szybsze i skuteczniejsze” – napisała we wtorek przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w liście skierowanym do państw członkowskich przed spotkaniem przywódców UE w Brukseli. Kraje Wspólnoty otwarcie przyznają, że mają trudności z egzekwowaniem nakazów opuszczenia ich terytorium przez osoby, których wnioski o azyl odrzucono lub które przekroczyły ważność wiz.

Z kolei krytycy nowych rozwiązań uważają, że polityka migracyjna UE skupia się zbyt mocno na odstraszaniu i deportacji, ignorując główne przyczyny migracji, w tym konflikty zbrojne, ubóstwo i represje polityczne.

„Nieludzkie traktowanie migrantów i uchodźców, m.in. w Wielkiej Brytanii, USA i wielu krajach UE, jest przerażające i często prowadzi do pozbawienia ich podstawowych praw” – powiedział w poniedziałek w Radzie Praw Człowieka ONZ Volker Türk, Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw praw człowieka. „Nowe przepisy Unii Europejskiej dotyczące powrotu migrantów grożą rozszerzeniem stosowania zatrzymań, utworzeniem zagranicznych ośrodków repatriacyjnych i osłabieniem zabezpieczeń przed wydaleniem”.

W zeszłym miesiącu Komisja Europejska zaprosiła przedstawicieli talibów do Brukseli, aby omówić kwestię deportacji afgańskich migrantów, pomimo ostrzeżeń ze strony organizacji zajmujących się prawami człowieka, że takie zaangażowanie mogłoby „zagrozić Afgańczykom” i naruszyć podstawowe wartości UE. Komisja i rząd Szwecji, który współorganizuje wizytę, stwierdziły, że spotkanie ma charakter czysto techniczny i nie stanowi dyplomatycznego uznania rządów talibów.

Wizyta, zaplanowana na 22–23 czerwca – jak wynika z listu, do którego dotarła agencja Reuters, a który adresowany był do Abdula Qahera Balkhiego, rzecznika talibskiego MSZ – ma koncentrować się na „powrocie i readmisji obywateli Afganistanu nieposiadających prawa pobytu w Unii Europejskiej”.

Rzecznik belgijskiego ministra spraw zagranicznych poinformował w środę, że Belgia otrzymała wnioski wizowe od pięciu członków delegacji talibów. Dodał, że delegacja zostanie poddana szczegółowej kontroli bezpieczeństwa i na razie nie wiadomo, kiedy Belgia będzie mogła przyznać wizy. Rzecznik zaznaczył również, że belgijski minister spraw zagranicznych Maxime Prévot stanowczo nie zgadza się z tym zaproszeniem: „Nie popiera zaproszenia przedstawicieli reżimu talibów do Brukseli. Nigdy nie zgodziłby się na to, by rząd belgijski we własnym imieniu zapraszał te osoby na rozmowy w Belgii”. Komisja poinformowała w zeszłym miesiącu, że deportacje będą ograniczone do osób, „które stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa”. Ani Komisja, ani szwedzki minister ds. migracji nie potwierdzili jeszcze ostatecznej daty spotkania.

Kraje Zachodu konsekwentnie odmawiają uznania talibów od czasu, gdy ta radykalna islamistyczna organizacja obaliła wspierany przez USA i NATO rząd w Afganistanie w 2021 roku i odzyskała władzę.

Mając na uwadze kwestię bezpieczeństwa obywateli Polski w obliczu narastającej lawinowo obecności cudzoziemców i eskalującej przestępczości, należałoby dostosować krajowe przepisy do rzeczywistości. Oznacza to m.in. pilną weryfikację osób i instytucji wydających zezwolenia na pobyt w Polsce, aby wykluczyć prowadzenie rozległej sieci tej działalności przez cudzoziemców lub osoby z obywatelstwem polskim nadanym po 1985 roku.

Ośrodki zatrzymań dla cudzoziemców generują ogromne koszty dla państwa, czyli dla podatnika. Jeśli za samo przestrzeganie obowiązującego w nich regulaminu zatrzymany na 3 miesiące obcokrajowiec uzyskuje legalizację pobytu, pozostaje on w kraju ze statusem legalnego, bezrobotnego migranta bez wykształcenia umożliwiającego podjęcie pracy.

Czy przyjęte w Parlamencie Europejskim prawo w powyżej opisanym brzmieniu i z jego bezpośrednimi następstwami może rzeczywiście cieszyć?

Opracowanie: Jola
Na podstawie: Reuters.com, YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net


 

Pierwszy przypadek eutanazji dziecka w Holandii

https://www.youtube.com/watch?v=drlMe8RY-gM 

Minister zdrowia Holandii, Sophie Hermans, w oficjalnym liście do parlamentu potwierdziła, że tamtejszy lekarz po raz pierwszy w historii tego kraju dokonał eutanazji nieuleczalnie chorego dziecka poniżej 12 roku życia.

Raport w tej sprawie trafił już do specjalnej komisji oceniającej, która po rozmowie z medykiem przekazała sprawę do prokuratury. Śledczy mają teraz ustalić, czy działano zgodnie z prawem, opierając się w dużej mierze na opinii komitetu eksperckiego.

Krytycy tego rozwiązania zwracają jednak uwagę na fundamentalny problem proceduralny – jakakolwiek weryfikacja i ocena legalności działań lekarza odbywa się dopiero po fakcie, kiedy dziecko już nie żyje, a ewentualne wykrycie nieprawidłowości nie cofnie tragicznych skutków.

Doniesienia z Holandii wywołały natychmiastową falę niepokoju wśród organizacji pro-life na całym świecie, w tym w Kanadzie, gdzie od dłuższego czasu toczy się zacięta batalia o kształt przepisów dotyczących tzw. „medycznej pomocy w umieraniu” (MAiD). Choć kanadyjskie komitety rządowe zdecydowały niedawno, że kraj nie rozszerzy eutanazji na osoby chore psychicznie, presja ze strony organizacji lobbistycznych, takich jak Dying with Dignity, wciąż rośnie. Środowiska te dążą do objęcia procedurą dzieci uznawanych za „dojrzałych małoletnich”, a w debacie publicznej pojawiały się już nawet skrajne postulaty ze strony lekarzy, sugerujące dopuszczenie eutanazji noworodków w rzadkich przypadkach medycznych, gdy szanse na przeżycie są minimalne.

Dla przeciwników rozszerzania tych przepisów przypadek holenderski jest jaskrawym dowodem na to, że pierwotne założenia legalizacji eutanazji zostały złamane. Początkowo procedurę tę przedstawiano opinii publicznej jako ostateczność, ograniczoną wyłącznie do świadomych, pełnoletnich i śmiertelnie chorych pacjentów, którzy mogą wyrazić dobrowolną i świadomą zgodę. Wprowadzenie do tego systemu dzieci drastycznie zmienia sytuację, ponieważ w ich przypadku trudno mówić o pełnej zdolności do wyrażenia zgody. Obrońcy życia alarmują, że idące coraz dalej ustępstwa prawne otwierają drzwi do niebezpiecznych praktyk o charakterze eugenicznym porównywalnych do eugeniki w III Rzeszy.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: LifeSiteNews.com,
Źródło: WolneMedia.net

poniedziałek, 22 czerwca 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                  Hipolit Czesław Starszak

 

 

 (ur. 30 października 1939 w Łobżenicy) – pułkownik MO, funkcjonariusz SB; zastępca Prokuratora Generalnego. Absolwent prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1962 oficer śledczy w komunistycznym Biurze Śledczym MSW. W 1964 przeszedł oficerski kurs specjalistyczny Biura Śledczego w Centrum Wyszkolenia MSW w Legionowie. Kontynuował karierę w Biurze Śledczym (1967 - inspektor, 1969 - starszy inspektor, 1971 - zastępca naczelnika, 1974 - naczelnik, 1978 - zastępca dyrektora, 1981 - dyrektor biura). Komunista,zdrajca Polski.

W roku 1969 był jednym z prowadzących śledztwo w sprawie taterników. Przez swoich przełożonych był wysoko oceniany m.in. za "wyjaśnienie i udokumentowanie skomplikowanej sprawy karnej przeciwko grupie osób współdziałających z Rozgłośnią Radia Wolna Europa". W 1967 uczestniczył w śledztwie przeciwko szpiegowi DIA Jerzemu Strawie, którego sąd wojskowy PRL skazał na śmierć przez rozstrzelanie (była to przedostatnia egzekucja w PRL osoby skazanej za współpracę z obcym wywiadem).

W 1973 skierowano go na dziewięciomiesięczne szkolenie specjalne w Wyższej Szkole Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) w Moskwie. W tzw. polskiej grupie Starszak był najlepszym słuchaczem kursu. Świadectwo z ogólną oceną bardzo dobrą wymienia kilkanaście przedmiotów, które studiował, m.in. działania kontrwywiadowcze organów służby bezpieczeństwa przeciwko wywiadom państw imperialistycznych (158 godzin), organizację pracy i kierowania w radzieckim kontrwywiadzie (22 godziny), psychologię specjalną (30 godzin), kryminalistykę radziecką (112 godzin).

14 listopada 1982 wraz z prokuratorem Bolesławem Klisiem w gmachu Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie odbył rozmowę z Lechem Wałęsą. Jej celem było zapoznanie Wałęsy z przepisami stanu wojennego i zobowiązanie go do podpisania oświadczenia akceptującego te przepisy. Wałęsa przyrzekł, że przepisów będzie się starał przestrzegać. Maszynopis opatrzony jest ręcznymi podpisami obu pułkowników.

Materiały te znajdują się w archiwum IPN pod sygnaturą IPN01255/462.
W Instytucie Pamięci Narodowej znajdują się jego akta personalne (teczka IPN 710/466).

Osoba, która odpowiada m.in. za uwięzienie emisariuszy paryskiej "Kultury" i współpracowników Radia Wolna Europa, rozstrzyga, co jest etyczne w mediach. Były pułkownik SB Hipolit Starszak został przez Jerzego Urbana rekomendowany do sądu koleżeńskiego Izby Wydawców Prasy. Starszak był najbliższym współpracownikiem Jerzego Urbana, dyrektorem spółki Urma, wydającej tygodnik "Nie". Ostatnim stanowiskiem Starszaka w PRL była funkcja zastępcy prokuratora generalnego. Jak wynika z akt personalnych, odtajnionych przez Instytut Pamięci Narodowej (teczka IPN 710/466), brał on udział w najgłośniejszych sprawach politycznych prowadzonych przez SB od połowy lat 60.

W numerze 21/2004 tygodnika Wprost ukazał się artykuł Jarosława Jakimczyka p.t. Bezpieka Urbana poświęcony Hipolitowi Starszakowi. Według artykułu brał on udział w najgłośniejszych sprawach politycznych prowadzonych przez SB od połowy lat 60, zaś kierowane przez niego biuro dostarczało rzecznikowi prasowemu rządu Jerzemu Urbanowi informacje pochodzące z materiałów operacyjnych wykorzystane w tygodniku NIE.

W sprawie zabójstwa Przemyka, od samego początku władze (Jerzy Urban, Czesław Kiszczak) oraz Służba Bezpieczeństwa prowadziły działania dezinformacyjne mające na celu odwrócenie uwagi od milicji i zrzucenie winy na lekarzy. Do tuszowania sprawy zaangażowano funkcjonariuszy Biura Śledczego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jego dyrektorem był wówczas Hipolit Starszak (prywatnie – teść piłkarza i trenera Dariusza Wdowczyka). W rezultacie tych działań w grudniu 1983 winą obciążono sanitariuszy oraz lekarkę którzy wieźli Przemyka z komisariatu do szpitala. Tę wersję wydarzeń potwierdzono w zakończonym w 1984 procesie w wyniku nacisków Czesława Kiszczaka (notatka: „Ma być tylko jedna wersja śledztwa – sanitariusze”). Milicjanci Ireneusz Kościuk i Arkadiusz Denkiewicz zostali uwolnieni od zarzutów.

"W okresie stanu wojennego (...) płk H. Starszak, kierując Biurem Śledczym MSW, osobiście przyczynił się do prawidłowego wykonywania zadań na odcinku rozpoznawania i zwalczania opozycyjnej działalności podziemia antysocjalistycznego" - ta opinia Kiszczaka była przepustką do dalszej kariery Starszaka.

Po wprowadzeniu stanu wojennego Starszak poznał swego przyszłego chlebodawcę - Jerzego Urbana, wówczas rzecznika rządu. Biuro Śledcze MSW dostarczało Urbanowi przed konferencjami prasowymi informacje spreparowane na podstawie materiałów operacyjnych. Po śmiertelnym pobiciu przez milicjantów w maju 1983 r. maturzysty Grzegorza Przemyka funkcjonariusze biura wzięli udział w tuszowaniu tej zbrodni, za co najbardziej zaufany człowiek Starszaka i jego następca, płk Zbigniew Pudysz, dostał później nagrodę szefa MSW.
W sierpniu 1983 r. Starszak został szefem Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Siedlcach, ale już w marcu 1984 r. objął funkcję zastępcy prokuratora generalnego PRL. Pozostawał funkcjonariuszem SB, urlopowanym do pracy poza MSW. Z prokuratury odwołał go w 1990 r. premier Tadeusz Mazowiecki.

Starszak nie poddał się weryfikacji funkcjonariuszy SB.

W lutym 1991 r. stary znajomy Starszaka -Jerzy Urban, który od pięciu miesięcy wydawał tygodnik "Nie", zatrudnił go jako dyrektora w swej spółce Urma. Dawni koledzy Starszaka z SB - nazywani w "Nie" wiewiórkami - podrzucali dziennikarzom bezpieczniackie papiery kompromitujące wrogów postkomunistów. Starszak, przed ukazaniem się artykułów, opiniuje je, weryfikuje i akceptuje do druku. "Nie" broniło polonijnego przedsiębiorcę Edwarda Mazura, który przez płatnego mordercę Siergieja Sienkiva został wskazany jako zleceniodawca zabójstwa byłego szefa policji gen. Marka Papały. Kiedy funkcjonariusze CBŚ zatrzymali Mazura na zlecenie prokuratury, biznesmen skontaktował się właśnie ze Starszakiem. Mazura wkrótce zwolniono – z policyjnej izby zatrzymań pojechał na imprezę z czołówką polityków SLD w stołecznej restauracji Belvedere. W dniu zatrzymania w areszcie w 2002 r. Edward Mazur złożył zażalenie, w którym miał prosić o poinformowanie o tym zdarzeniu Hipolita Starszaka, który uczestniczył w najgłośniejszych sprawach politycznych prowadzonych przez SB. Ten później szukał Mazurowi adwokata.

Gdy Jerzy Urban podczas przesłuchań przed sejmową komisją w sprawie Rywina odegrał rolę sprawiedliwego, nie tylko on zaczął być traktowany jako osoba wiarygodna, ale także były pułkownik SB Hipolit Starszak.

Dzięki temu został szefem sądu koleżeńskiego Polskiej Izby Wydawców Prasy.

To pod jego nadzorem toczyło się śledztwo w sprawie zamordowanego przez funkcjonariuszy SB ks. Jerzego Popiełuszki. Mocodawcy esbeków nigdy nie znaleźli się na ławie oskarżonych. To za kadencji zastępcy prokuratora generalnego Hipolita Starszaka nie wyjaśniono, kto przyczynił się do śmierci walczących o wolność i wiarę księży: Stefana Niedzielaka, Sylwestra Zycha, Stanisława Suchowolca. Ich zabójców nigdy nie znaleziono, a śledztwa – jak głosi powszechna opinia – były tuszowane.

Hipolit Starszak meldował przełożonym o swoim życiu osobistym: „Uprzejmie powiadamiam, że mój zięć, Dariusz Wdowczyk, dotychczas zatrudniony w CWKS Legia (uprawia zawodowo grę w piłkę nożną) podpisał – za zgodą właściwych władz polskich – kontrakt ze szkockim klubem piłkarskim Celtic Glasgow. W najbliższym czasie udaje się on do tego miasta na czas wynikający z podjętych wobec klubu zobowiązań wraz z żoną Iwona Wdowczyk zd. Starszak i dziećmi 6-letnim Rafałem i jednoroczną Aleksandrą” – meldował w listopadzie 1989 r. Hipolit Starszak dyrektorowi Departamentu Kadr MSW.

 

  

Prywatnie: Teść piłkarza i tre­ne­ra Da­riu­sza Wdow­czy­ka.

Dariusz Wdowczyk (ur. 25 września 1962 w War­sza­wie) – tre­ner pił­kar­ski i były pił­karz, szkoleniowiec, za­mie­sza­ny w aferę ko­rup­cyj­ną w polskiej piłce nożnej. Swoją karierę zawdzięcza głów­nie, swojemu teściowi Hi­po­li­to­wi Starszakowi, wy­so­kie­mu funkcjonariuszowi SB z czasów PRL.

Karierę piłkarską rozpoczynał jako zawodnik Gwardii Warszawa. Udanymi występami w Gwardii zwrócił na siebie uwagę bardziej utytułowanego lokalnego rywala – Legii. Od 1983 przez 7 sezonów występował w barwach wojskowych. Ogółem w barwach Legii rozegrał 192 oficjalne spotkania, w tym 152 ligowe. Pełnił również funkcję kapitana Legii. W połowie sezonu 1989-1990 przeniósł się do Szkocji, gdzie przez 5 sezonów występował w drużynie Celtic F.C., wspólnie z innym byłym legionistą Dariuszem Dziekanowskim. Później przez kilka lat występował w angielskim Reading F.C. Karierę piłkarską zakończył w 1998 jako gracz stołecznej Polonii, gdzie następnie rozpoczął pracę szkoleniową.
Na początku sezonu 1998-1999 był grającym asystentem Zdzisława Podedwornego. Po zakończeniu kariery piłkarskiej i dymisji Podedwornego wspólnie z dyrektorem sportowym Polonii Jerzym Engelem zostali szkoleniowcami Czarnych Koszul. Po zatrudnieniu Engela na stanowisku selekcjonera kadry narodowej w przerwie zimowej sezonu 1999-2000 Wdowczyk został samodzielnym pierwszym trenerem Polonii, którą w tym samym sezonie doprowadził do tytułu Mistrza Polski oraz zwycięstwa w Pucharze Ligi, a następnie zwycięstwa w Superpucharze. 1 lipca 2007 objął obowiązki dyrektora ds. piłki nożnej w szkockim klubie Livingston F.C. 29 października 2007 podpisał kontrakt z drugoligową Polonią Warszawa. Pracował tam niecałe pół roku z powodu zatrzymania pod zarzutami korupcji

28 marca 2008 Dariusz Wdowczyk został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, w związku z aferą korupcyjną w polskiej piłce. Prokurator postawił mu zarzut wręczania korzyści majątkowych sędziom i obserwatorom meczów w zamian za korzystne dla Korony Kielce prowadzenie i ocenianie meczów w sezonie 2003-2004.

29 marca został zwolniony. Oskarżony przyznał się do winy, a później dobrowolnie poddał się karze, dzięki czemu możliwe było rozpatrzenie jego sprawy w trybie przyspieszonym bez procesu. 16 września 2009 został skazany przez Sąd Rejonowy w Kielcach na 3 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, grzywnę w wysokości 100 tysięcy zł oraz trzyletni zakaz pracy w sporcie za udział w procederze korupcyjnym w Koronie Kielce w sezonie 2003-2004. Obarczono go również kwotą 20 470 zł tytułem kosztów sądowych. Dodatkowo 29 października 2009 r. został skazany przez Wydział Dyscypliny PZPN na siedem lat bezwzględnej dyskwalifikacji (przy czym w karę tą wliczono okres zawieszenia licencji trenerskiej od 2008) oraz 20 tys. zł grzywny. Kara miała obowiązywać do 2016 roku. 5 lipca 2012, po upływie czterech lat zawieszenia, Komisja Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN udzieliła Wdowczykowi licencję UEFA Pro na okres 1 roku, zaś Trybunał Arbitrażowy przy PKOl przywrócił możliwość pracy w zawodzie trenera.

niedziela, 21 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                          Mikołaj Siwicki

 

 

 Mikołaj Siwicki (ukr. Микола Сивiцький, Mykoła Sywićkyj, ur. 20 września 1917 - zm. 13 stycznia 2004) - doktor ukrainistyki (literaturoznawca), nacjonalista ukraiński.

Ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim w 1956, doktoryzował się na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1983 u prof. Ryszarda Łużnego pracą na temat Bohdana Łepkiego. Swoje rozprawy oraz artykuły popularyzatorskie publikował na łamach pism specjalistycznych „Slavia Orientalis”, „Studia Polono-Slavica- Orientalia. Acta Litteraria”.

Był współzałożycielem, i przez kilka początkowych lat sekretarzem redakcji antypolskiego, ukraińskiego tygodnika Nasze Słowo, finansowanego z budżetu państwa polskiego.

Przez pewien czas Mykoła Siwicki mieszkał na warszawskim Bródnie.

Jego książki są krytykowane przez historyków za skrajny antypolonizm. Zarzuty dotyczą jego głównej książki pt. "Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich". Możemy w niej przeczytać m.in., że „Polskie społeczeństwo jest zdegenerowane, chore, bo wychowało się na fałszu...”. W tej samej książce przesiedlenie ludności łemkowsko-ukraińskiej z pogranicza polsko-sowieckiego, w ramach operacji „Wisła” nazwał ludobójstwem. O tej książce pisał również Józef Lewandowski w paryskiej Kulturze (artykuł ze stycznia-lutego 1994 r.) komentując zawarte w książce myśli Siwickiego: „Cokolwiek Polacy by nie robili, to zawsze są zbrodniarzami, natomiast Ukraińcy toczą wyłącznie sprawiedliwą walkę”. Siwicki posunął się nawet do usprawiedliwiania zbrodni katyńskiej na polskich oficerach, pisząc w tomie I (s. 68): „Rzecz jasna – w «tępieniu wystąpień zagrażających porządkowi publicznemu» osadnicy (polscy) strzelali do szowinistów i komunistów. Czy można się dziwić, że niebawem ten «wyselekcjonowany, wartościowy element» bolszewicy wystrzelali w Katyniu?”. Na s. 19 drugiego tomu swej książki Siwicki usprawiedliwia ukraińskie rzezie na Polakach nazywając je normalną walką.

Ilość zawartych w tej pracy przekłamań spowodowała nawet wniesienie przeciw autorowi sprawy do prokuratury. 10 lipca 1996 r. Prokuratura Wojewódzka w Warszawie sformułowała akt oskarżenia przeciwko dr. Mikołajowi Siwickiemu za to, iż w swej trzytomowej pracy Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich „publicznie nawołuje do waśni na tle różnic narodowościowych" i „rozpowszechnia fałszywe wiadomości". Za­wia­do­mie­nie o przestępstwie złożyły polskie organizacje patriotyczno-niepodległościowe z Przemyśla, które występują w tej sprawie jako „osoby pokrzywdzone".

Kłamca historyczny i wielki sympatyk OUN-UPA oraz jednego z największych zbrodniarzy XX wieku – Stepana Bandery.

http://www.jerzyrobertnowak.com/artykuly/Niedziela/pod_prad/2004/02.04.htm

                                                               www.yelita.pl

sobota, 20 czerwca 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                         Władysław Serafin

 

 

 (ur. 24 lipca 1950 w Piasecznie) – polityk, związkowiec, rolnik, poseł na Sejm X, I i II kadencji, były komunista i działacz PZPR, bohater Afery taśmowej w PSL, polski goj na usługach międzynarodowego lobby uboju rytualnego zwierząt(żydowskiego i muzułmańskiego), zwolennik mordów rytualnych czyli podrzynania zwierząt na żywca bez ich ogłuszania!

W 1970 ukończył Zasadniczą Szkołę Zawodową w Warszawie. Pracował jako ślusarz remontowy w Polskich Zakładach Optycznych. Prowadzi indywidualne gospodarstwo rolne. Od 1989 pełnił funkcję wiceprezesa Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych, od 1999 stoi na czele tej organizacji. Był też wiceprzewodniczącym Komitetu Zawodowych Organizacji Rolniczych Unii Europejskiej (COPA).

Od 1969 aż do jej upadku, należał do komunistycznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W latach 1975–1983 zasiadał w Miejsko-Gminnej Radzie Narodowej Góry Kalwarii.

Jako przedstawiciel strony rządowej (komunistycznej) brał udział w obradach Okrągłego Stołu w podzespole do spraw środków masowego przekazu oraz grupie roboczej do spraw ustawy o związkach zawodowych rolników indywidualnych.

W 1989 został wybrany posłem X kadencji z listy komunistycznej PZPR. Zasiadał w prezydium Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej.

W latach 1991–1997 był posłem I i II kadencji z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego z województwa częstochowskiego. Bezskutecznie ubiegał się o mandat w Sejmie w 1997, 2001, 2005, 2007 i 2011. Od 1998 zasiadał w radzie powiatu kłobuckiego, w 2006 nie został ponownie wybrany. W 2004 i 2009 bez powodzenia kandydował do Parlamentu Europejskiego.

W 2010 po śmierci jednego z radnych wszedł ponownie w skład rady powiatu kłobuckiego, obejmując funkcję jej przewodniczącego. W wyborach samorządowych w tym samym roku zdobył mandat radnego sejmiku śląskiego.

W 2011 kandydował w wyborach parlamentarnych z 1. miejsca na liście komitetu wyborczego Polskiego Stronnictwa Ludowego w okręgu wyborczym nr 28 w Częstochowie, jednak nie uzyskał mandatu poselskiego.

16 lipca 2012 "Puls Biznesu" ujawnił nagranie rozmowy między byłym prezesem ARR Władysławem Łukasikiem i Władysławem Serafinem, w której pierwszy z nich sugerował m.in. nepotyzm i niegospodarność w spółkach Skarbu Państwa, jakich dopuszczali się działacze PSL uznawani za związanych z Markiem Sawickim. W konsekwencji ujawnionych faktów Marek Sawicki dwa dni później podał się do dymisji z zajmowanego stanowiska ministra rolnictwa i rozwoju wsi.

To Serafin nagrał tą rozmowę aby pogrążyć ministra Sawickiego!

Agencji Rynku Rolnego Władysław Łukasik. Zanim panowie na dobre się rozsiądą i przystąpią do rozmowy, która wstrząsnęła opinią publiczną, Serafin kieruje się w stronę telewizora, gdzie stoi ukryta kamera. Co robi były działacz PSL? Zabiera pilota do telewizora, odkładając go w inne miejsce, a tym samym odsłaniając obiektyw kamery. - Tylko zrobię to... piloty położę - mówi na nagraniu Serafin.

To klasyczne nagrywanie z ukrytej kamery. Łukasik wchodząc do pokoju nie widział ukrytej kamery, bo zasłaniał ją pilot. Dopiero gdy usiadł, Serafin wstał i przełożył pilota w inne miejsce. Sposób prowadzenia rozmowy również wskazuje na Serafina. Dopytuje on Łukasika kilka razy o ministra Marka Sawickiego. Podsuwa mu tematy do rozmowy. Rzuca nazwiska. Mówi podniesionym głosem. Podprowadza go... To klasyka tajnych nagrań.

Jako szef kółek rolniczych wykorzystał dotacje budżetową niezgodnie z prawem.

W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową Serafin przyznał, że przelał część dotacji na swoje konto, bo wcześniej - kiedy Krajowa Izba Rolnicza nie wypłaciła części dotacji - on ratował swój związek z własnych pieniędzy.

Polskie organizacje rolnicze są reprezentowane w Unii Europejskiej dzięki corocznym dotacjom z budżetu państwa. Środki te wydawane są na wymagane składki, funkcjonowanie biur, opłacenie pracowników, przelotów i hoteli. Ale zanim trafią do poszczególnych organizacji najpierw trafiają na konta Krajowej Rady Izb Rolniczych, a ona podpisuje umowy na dofinansowanie z poszczególnymi organizacjami.

Serafin zapewnia, że ówczesny minister rolnictwa Marek Sawicki wiedział, że dotacje w jego przypadku często są wykorzystywane na pokrycie wcześniej zaciągniętych długów.

Były minister rolnictwa Marek Sawicki nie chciał o tej sprawie rozmawiać. Jedyne zdanie które wypowiedział brzmiało: "Nie mam nic wspólnego z panem Serafinem".

Szef Krajowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych, działacz PSL Władysław Serafin został też przesłuchany w jednej z warszawskich komend policji, jako sprawca wykroczeń. W styczniu 2013 roku, został on zatrzymany przez policję za przekroczenie prędkości i miał zasłaniać się immunitetem.

- Czynności były wykonywane przez warszawskich policjantów w ramach pomocy prawnej w związku ze wskazaniem tamtejszego miejsca pobytu kierowcy. Został on przesłuchany w charakterze sprawcy wykroczeń. Czekamy na powrót tych dokumentów i wtedy sieradzcy policjanci skierują sprawę do sądu z wnioskiem o ukaranie - powiedziała rzeczniczka łódzkiej policji podinsp. Joanna Kącka. Za wykroczenie grozi kara do 5 tys. zł grzywny.

Serafin został zatrzymany przez policję w styczniu 2013 roku na jednej z ulic w Sieradzu za przekroczenie prędkości, prowadzone przez niego auto jechało z prędkością 111 km/godz. zamiast dozwolonych 50. Serafin pokazał legitymację z unijnymi pieczęciami ważną do 2015 r. Według policji oświadczył też, że korzysta z immunitetu europarlamentarzysty.

Pokazał funkcjonariuszom prawo jazdy, ale w policyjnej bazie znajdowała się informacja, że ma od 2009 r. odebrane uprawnienia do kierowania pojazdami decyzją starostwa w Kłobucku w związku z przekroczeniem liczby punktów karnych. Od tamtej pory nie miał ponownie wydanego dokumentu. Później starostwo poinformowało, że kierowca sporządził oświadczenie, że zgubił prawo jazdy.

W związku z relacją kierującego, okazanym dokumentem oraz faktem, że była to osoba znana publicznie jako polityk i kojarzona jako poseł, policjanci przyjęli do wiadomości, że korzysta z immunitetu i odstąpili od ukarania za przekroczenie prędkości i jazdę bez uprawnień - Kierowcy za przekroczenie prędkości groził mandat w wysokości 500 zł i 10 punktów karnych.

Policjanci sporządzili dokumentację z incydentu, która - poprzez KGP - miała trafić do odpowiedniej instytucji, która może immunitet uchylić.

Wtedy okazało się, że mężczyzna nie jest ani europarlamentarzystą, ani posłem lub senatorem. - Doszło więc trzecie wykroczenie, czyli podszywanie się pod funkcję.

W związku z tym incydentem postępowanie dyscyplinarne wobec Serafina wszczął krajowy rzecznik dyscyplinarny PSL, kierując do koleżeńskiego sądu wojewódzkiego wniosek o jego wykluczenie z partii. W poniedziałek Serafin stanął w Katowicach przed sądem koleżeńskim Stronnictwa województwa śląskiego.

Inni członkowie PSL-u mają na sumieniu gorsze działania niż ja. Nie chciałbym wskazywać kumpli, jeżeli jednak będę musiał ujawnić takie rzeczy, to to zrobię - stwierdza twardo w rozmowie z Onetem Władysław Serafin (nadal w PSL-u). To jego reakcja na zapowiedź prezes PSL-u Janusza Piechocińskiego, że Serafin zapewne zostanie z partii usunięty. Jak dodaje, nie zamierza odchodzić z partii, a całą sprawę traktuje jako zemstę.

Wniosek o wykluczenie Serafina z PSL złożył do wojewódzkiego sądu partyjnego rzecznik dyscypliny PSL Franciszek Stefaniuk. Serafin deklarował nawet, że sam złoży legitymację członka PSL, ale jego rezygnacji z członkostwa w partii nie przyjęli przedstawiciele koła PSL w Kłobucku, które również zajmowało się jego sprawą (Serafin należy do tego koła).

Macierzyste koło ukarało Serafina upomnieniem, a wojewódzki sąd partyjny stwierdził, że... statut PSL-u nie pozwala na dwukrotne karanie za to samo przewinienie i umorzył sprawę.

Ostatnim wybrykiem Serafina jest wysługiwanie się mię­dzy­na­ro­do­we­mu lobby uboju rytualnego zwierząt (żydowskiemu i muzułmańskiemu) w zamian za profity!

Rząd chce utrzymania uboju rytualnego, czyli podrzynania na żywca zwierząt bez ich ogłuszania. Minister rolnictwa Stanisław Kalemba z PSL (kumpel Serafina) zapowiedział, że ustawa zabraniająca tego procederu powinna zostać znowelizowana. Zdaniem Stanisława Kalemby jest to konieczne ze względu na poszanowanie grup wyznaniowych w Polsce które stanowią 0,01% populacji oraz utrzymanie rosnącego eksportu takiego mięsa czym jest najbardziej zainteresowany PSL.

Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że rozporządzenie dopuszczające rytualny ubój jest niezgodne z ustawa zasadniczą.

Europejskie Stowarzyszenie Żydów (EJA) w Brukseli zaapelowało do polskich i unijnych władz o zmianę tego orzeczenia. Rabbin Menachem Margolin wysłał w tej sprawie list do polskiego prezydenta i ministra sprawiedliwości z żądaniem uchylenia tej decyzji poprzez zmianę ustawy którą mają poprzeć „zaprzyjaźnieni z EJA” polscy posłowie których zadaniem jest wykonanie „na kolanach zlecenia EJA oczywiście za późniejsze profity z tego procederu. Na haczyk złapał się jako pierwszy Minister Rolnictwa który stwierdził że tak zwana grupa wyznaniowa stanowiąca 0.01% ma prawo dyktować z pełna butą swoje warunki populacji blisko 99% Polaków którzy mają na to płacić swoje podatki

Jednak aby to zrobić należy zdewastować dobrą Ustawę o Ochronie Zwierząt tak aby usunąć z niej zapisy niewygodne dla lobby ubojowego, blokujące ich interesy w Polsce! Minister Kalemba ochoczo przystąpił do działania angażując cała armię urzędników aby kombinowała przy ustawie,nie przeprowadził konsultacji społecznych ale wprowadził tzw” szybką ścieżkę” którą sfinansowali zainteresowani sprawą „ubojowcy”!

Drugim był Serafin który wysłał wiernopoddańczy list ministra Kalemby (kumpla z PSL) w którym w imieniu Kółek Rolniczych i wszystkich rolników poparł bezwarunkowo. zalegalizowanie uboju rytualnego w Polsce! Serafin liczy na duże zyski dla siebie i PSL dlatego uważa że firmy zaprzyjaźnione z PSL które będą dokonywać mordów rytualnych na zwierzętach nie mogą być za to karane. Niestety nie wspomniał nic na temat karania polskich rolników indywidualnych za naruszenie prawa o ochronie zwierząt ,prawa które ich będzie nadal obowiązywało a ubojowców rytualnych - nie !!!

W tej sprawie wyszła cała hipokryzja Serafina, które traktuje polskich rolników jako gorszych i głupszych a jego PSL jest tylko z nazwy polskie!!!

 

Bunt ludu przeciwko korporacyjnej chciwości

https://www.youtube.com/watch?v=hC-v3-D-W_4 

Od szesnastu dni trwają masowe protesty w Albanii. Mieszkańcy prowadzą wojnę rewindykacyjną przeciwko skorumpowanej klasie politycznej i ich zagranicznym mocodawcom. Chaos objął nie tylko Tiranę, ale i całą resztę kraju. Bunt jest tak silny, że rząd premiera Ediego Ramy został całkowicie sparaliżowany, a policja upokorzona. Ludzie wzięli los we własne ręce. Zdjęcia oraz krótkie filmy dokumentujące te wydarzenia są niezwykłe. W miejscowości Librazhd wściekłość ludzka osiągnęła punkt kulminacyjny w konfrontacji z korporacyjną chciwością po około sześciu miesiącach pozbawienia mieszkańców ich podstawowego prawa – dostępu do wody pitnej. Elektrownia wodna zarządzana przez koncesjonowaną firmę „Lucente” pod zarządem Luona Fasuli zbudowała potężne ogrodzenie oddzielające obywateli od źródła wody. Ludzie zostali odcięci od życiodajnego zasobu tylko po to, aby można było zwiększyć zyski prywatnego przedsiębiorstwa. Dotychczasowe źródło dostarczało wodę pitną i niezbędną do celów irygacyjnych pól uprawnych, jednak niezliczone skargi składane w urzędach nie przynosiły żadnego pożądanego skutku.

Piątego czerwca bieżącego roku Krajowy Inspektor Ochrony Terytorialnej nałożył sądownie na firmę karę finansową w wysokości dwóch milionów leka, zobowiązując ją zarazem do zaspokojenia potrzeb mieszkańców jako priorytetowych. Firma całkowicie zignorowała orzeczenie sądu. Ponieważ lokalne władze były zamieszane w tę kradzież, ludzie postanowili sami wyegzekwować sprawiedliwość. Pozbawieni wody mieszkańcy szturmem pokonali zasieki, wkraczając na odgrodzony teren budowy. Wynieśli sprzęt i odzyskali to, co należało im się zgodnie z prawem. Jeden z mieszkańców zauważył, że woda została zanieczyszczona, a ludziom potrzebna jest woda pitna – czysta, jaką zawsze mieli od pokoleń. Silne oddziały policyjne trzymały się z dala, obserwując bezradnie działanie rozgniewanej ludności doprowadzonej do ostateczności. Jeden z uczestników tych działań komentuje krótko: „To nie są zamieszki, to kwestia przeżycia”.

Kto sądzi, że był to odosobniony incydent, ten głęboko się myli. To iskra, od której zajął się potężny ogień. W północno-zachodniej miejscowości Arjol ludność stanowczo upomniała się o zagrabione ziemie. Dwieście rodzin zostało tam pozbawionych spuścizny przodków. Maszerując ulicami, skandowali głośno hasło: „Albania nie jest na sprzedaż”. Jedna z osób występujących w imieniu prawowitych właścicieli gruntów, Nicole Shalani, zapowiedziała wprost, że protesty nie ustaną, dopóki mieszkańcy nie dostaną należnych im odszkodowań. W efekcie budowa rzekomo luksusowych osiedli i hoteli została całkowicie zablokowana.

Sytuację do reszty zaogniło stanowisko przedstawicielki Izraela, Galit Peleg, które rozsierdziło Albańczyków. Oto ludzie walczą o odcięty dostęp do wody pitnej, a pani ambasador, krążąc po Tiranie, udziela publicznych pouczeń na temat celowości wsparcia projektów budowlanych Jareda Kushnera. Pretensje do obywateli o ich rzekomo złe zachowanie wygłasza ze szczególną bezczelnością. Oczekuje wręcz, że w mediach społecznościowych znajdzie się miejsce dla symboliki Izraela, która przez protestujących traktowana jest już jako okupacyjna. Z ogromną łatwością przychodzą jej ostrzeżenia przed popadaniem w antysemityzm, w ramach których porównuje obecne protesty do wydarzeń z czasów nazistowskich Niemiec z lat 1930. Ta groteskowa żonglerka historią i moralizatorstwo, w zestawieniu z drastycznymi obrazami napływającymi z Bliskiego Wschodu, są odbierane przez Albańczyków jako wyjątkowa arogancja. Zdaniem pani ambasador obchodzony hucznie Tydzień Kultury Izraela, z akcentem flag tego państwa rozwieszonych wzdłuż głównej ulicy stolicy, miał być świętowany godnie, zamiast nieustannego wypominania sytuacji w Gazie, Libanie czy Iranie. Oczekując od lokalsów wyłącznie kulturalnego sposobu komunikowania się, pani ambasador zadeklarowała, że jest gotowa wyjaśnić szereg źle zrozumianych zjawisk wyłącznie osobom zachowującym nienaganne maniery.

O tym, o co tak naprawdę chodzi w całym sporze, świadczą niepokojące szczegóły planu zagospodarowania terenu. Wyspa Sazan jest strategicznym skrawkiem lądu o ogromnym znaczeniu dla placówek wojskowych, z widokiem na Adriatyk i Morze Jońskie. Leży zaledwie o rzut kamieniem od Cieśniny Otranto, która łączy ten region z Morzem Śródziemnym. Geopolitycy szybko skojarzyli fakty i szczegóły, odkrywając dużo bardziej złowrogi podtekst całego projektu. Ekspansja Kushnerów jest w rzeczywistości próbą ustanowienia stałego przyczółka wojskowego i wywiadowczego na tym terenie. Jak sami to nazywają, ma to być specyficzne zaplecze irańskiego podwórka. Ustanawiając swoją bazę na spornym dziś terenie, siły zewnętrzne zamierzają przejąć kontrolę nad kluczowym szlakiem wodnym, by stale monitorować działania sił zbrojnych Iranu na Morzu Śródziemnym, blokując wszelką swobodę ruchów tamtejszych oddziałów w regionie. Stanowi to istotną część większego projektu strategicznego, w którym Bałkany wyznaczają kluczową granicę wpływów. Nowi dysponenci terenu nie budują tam zwykłych ośrodków wypoczynkowych. Tworzą wysunięty punkt bazy operacyjnej, nowoczesny punkt nasłuchowy Mossadu oraz lotnisko potrzebne do potencjalnych ataków na dowolne państwo, które ośmieliłoby się stanąć na drodze tego planu.

Przesiedlenie Palestyńczyków w celu rozbudowy państwa nie jest żadną fikcją. To historyczny precedens, który przypomina to, co obecnie dzieje się w Albanii. Wykorzystując sprawdzony mechanizm gigantycznych inwestycji w nieruchomości, zagraniczni gracze doskonalą metodę kradzieży terenów, przejmując je w zupełnie innych celach, niż deklarowane. Poraża ironia, z jaką siły te oraz wspierający je amerykańscy zwolennicy, tacy jak Donald Trump, usiłują prezentować się opinii publicznej jako całkowicie neutralni inwestorzy.

Jednak ulice w Albanii skutecznie ich upokarzają. Doświadczając farsy niesprawiedliwych wywłaszczeń, głębokiej korupcji władzy politycznej oraz brutalnej dewastacji terenów chronionych, zwykli ludzie powiedzieli wreszcie „dość tego”. Wśród protestujących znajduje się ogromna liczba ludzi młodych, urodzonych już po przełomowym upadku komunizmu. To oni najwyraźniej nie godzą się na życie w państwie wasalnym. Im nie chodzi wyłącznie o uratowanie zagrożonej laguny, co potwierdzają hasła wypisane na transparentach niesionych w tłumie: „Bronimy naszej przyszłości”.

Wszczęte niedawno śledztwa w sprawach korupcyjnych zaczęto prowadzić bardzo nieśmiało i zdecydowanie za późno. Policja, bezradna wobec rozgniewanych tłumów, doskonale wie, że ich gniew jest w pełni uzasadniony. Funkcjonariusze mają świadomość, że strzelanie do protestujących obywateli byłoby jak wrzucenie zapałki do beczki prochu, co zagwarantowałoby wybuch krwawej wojny domowej. Sprzeciw narasta z każdym dniem, podkreślany głośnymi hasłami: „Kochamy Albanię. Niech Bóg błogosławi Albanii”. Protestujący chcą, by świat zauważył ich desperacki wysiłek i by raz na zawsze zakończyło się podstępne odbieranie narodom ziemi oraz suwerennego prawa do zarządzania własnym państwem. Każdy kolejny dzień umacnia w nich przekonanie, że nieważne jak silne zasieki zbuduje agresor, należy go bezwzględnie pozbawić swobody działania. Nieważne, ile kolczastego drutu zużyje na nowe ogrodzenia – sprawiedliwy gniew ludzki ostatecznie je pokona. Nieważne również, ilu zagranicznych ambasadorów przyśle się do obrony tej kradzieży, trzeba ich odesłać z kwitkiem i jasnym przekazem: „Nigdy więcej”.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net

                ELITY - DRUGI GARNITUR                                           Miron Sycz       Miron Sycz (ukr. Мирон Сич) (ur. 3 styczni...