sobota, 28 lutego 2026

                           TUZY ELIT

                            Adam Jerzy Bielan

 

 

 Adam Jerzy Bielan (ur. 12 września 1974 w Gdańsku) – polityk, poseł na Sejm III i IV kadencji, wice­prze­wod­ni­czą­cy Parlamentu Europejskiego (2007–2009). Kameleon polityczny.

Absolwent IX Liceum Ogólno­kształ­cą­ce­go w Gdańsku, studiował stosunki międzynarodowe w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie (studiów nie ukończył).

W latach 1996–1998 był przewodniczącym Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Od 1999 do 2000 zajmował stanowisko wice­prze­wod­ni­czą­ce­go międzynarodowej organizacji studenckiej European Democrat Students.

W 1997 został wybrany z listy krajowej Akcji Wyborczej Solidarność posłem III kadencji. Należał następnie do Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego (1998–2001) i Przymierza Prawicy (2001– 2002). W 2002 został członkiem Prawa i Sprawiedliwości, pełni funkcję rzecznika prasowego tej partii. W 2001 uzyskał po raz drugi mandat poselski z listy PiS w okręgu chrzanowskim.

W 2004 został wybrany do Parlamentu Europejskiego z okręgu obejmującego województwa małopolskie i świętokrzyskie. W PE przystąpił do grupy Unii na rzecz Europy Narodów. 16 stycznia 2007 został wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego VI kadencji. W 2009 skutecznie ubiegał się o reelekcję z okręgu mazowieckiego. W listopadzie 2010 wystąpił z PiS i związał się z ugrupowaniem Polska Jest Najważniejsza, z którego został wyrzucony 18 marca 2011.

Adam Bielan – Jako wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, opowiedział się za odrzuceniem wysuniętego na tym forum projektu uznania zbrodni UPA za akt ludobójstwa, natomiast silnie zaangażował się w dążenia do tego, by za przejaw ludobójstwa uznany został Wielki Głód na Ukrainie Wschodniej.


piątek, 27 lutego 2026

                         TUZY ELIT

                            Marek Belka

 

 

 (ur. 9 stycznia 1952 w Łodzi) – ekonomista, profesor, polityk, wykładowca akademicki, urzędnik w międzynarodowych instytucjach finansowych. Dwukrotnie wice­pre­mier i minister finansów (w 1997 i w latach 2001–2002), od 2 maja 2004 do 31 października 2005 premier RP, od 11 czerwca 2010 prezes Narodowego Banku Polskiego. Komunista a po 1989 roku socjaldemokrata i euro­pej­czyk, twórca tzw „podatku Belki”.

Agent komunistycznego wy­wia­du PRL o kryp­to­ni­mie Belch. Członek organizacji - Komisja Trójstronna – (ang. Trilateral Commission)

Prywatna, pozarządowa, globalistyczna, organizacja założona w 1973 z inicjatywy żydowskiego potentata naftowego - Davida Rockefellera przez 325 prywatnych osób pochodzenia żydowskiego z Europy, Japonii i Północnej Ameryki, w celu promowania bliższej współpracy między tymi rejonami. Obecnie rozszerza swoją działalność poza trzy pierwotnie zakreślone obszary na cały glob ziemski.

W okresie PRL działał w komunistycznym Zrzeszeniu Studentów Polskich, Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej i PZPR (sekretarz komitetu uczelnianego PZPR na Uniwersytecie Łódzkim w Łodzi).

W 1990 został doradcą i konsultantem w Ministerstwie Finansów, a następnie Ministerstwie Przekształceń Własnościowych i Centralnym Urzędzie Planowania. W 1996 objął stanowisko konsultanta Banku Światowego. Równolegle, w latach 1994–1996, był wiceprzewodniczącym Rady Strategii Społeczno-Gospodarczej przy Radzie Ministrów, a następnie doradcą ekonomicznym prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

W lutym 1997 został powołany na funkcje wicepremiera oraz ministra finansów w rządzie Cimoszewicza, zastępując w nim Grzegorza Kołodkę. Stanowiska te zajmował do października 1997, kiedy ustąpił z urzędu razem z całym rządem po przegranych przez SLD wyborach parlamentarnych.

W październiku 2001 został ponownie wicepremierem i ministrem finansów, tym razem w rządzie Leszka Millera. W okresie swojego urzędowania wprowadził podatek od dochodów kapitałowych, nazwany później "podatkiem Belki". Jeszcze w trakcie kampanii wyborczej zapowiadał ograniczenia wydatków socjalnych; zarzucano mu później, iż tymi wypowiedziami przyczynił się do słabszego wyniku koalicji SLD-UP w wyborach parlamentarnych. Z rządu odszedł z dniem 6 lipca 2002.

Był związany z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, do partii formalnie należał w latach 1999–2005.

W kwietniu 2004 został zgłoszony jako prezydencki kandydat na następcę premiera Leszka Millera. 2 maja 2004 Aleksander Kwaśniewski oficjalnie powołał go na urząd Prezesa Rady Ministrów oraz przewodniczącego Komitetu Integracji Europejskiej i dokonał zaprzysiężenia jego pierwszego gabinetu. Marek Belka wygłosił exposé w dniu 14 maja, nie uzyskał jednak w Sejmie wotum zaufania.

Wiosną 2005 roku zadeklarował gotowość do poparcia Partii Demokratycznej oraz uczestniczył w kilku jej spotkaniach. W sierpniu poparł kandydaturę Henryki Bochniarz w wyborach prezydenckich, w wyborach parlamentarnych bez powodzenia kandydował do Sejmu z pierwszego miejsca na liście Partii Demokratycznej w okręgu łódzkim.

19 października na pierwszym posiedzeniu Sejmu V kadencji złożył dymisję. Pełnił obowiązki premiera do czasu powołania nowej Rady Ministrów w dniu 31 października 2005.

27 grudnia 2005 został mianowany na stanowisko sekretarza wykonawczego Komisji Gospodarczej ONZ ds. Europy (UNECE); obowiązki na tym stanowisku objął z początkiem 2006. Następnie, w styczniu 2009 roku, został dyrektorem Departamentu Europejskiego Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

27 maja 2010 tymczasowo wykonujący obowiązki Prezydenta RP Bronisław Komorowski wyznaczył go na kandydata na urząd Prezesa NBP dzięki poparciu Komisji Trójstronnej (ang. Trilateral Commission) Po ogłoszeniu decyzji o kandydowaniu Marek Belka ustąpił ze stanowiska dyrektora Departamentu Europejskiego MFW. 10 czerwca 2010 Sejm VI kadencji wybrał go na stanowisko Prezesa Narodowego Banku Polskiego, a dzień później – po złożeniu przysięgi – Marek Belka objął urząd.

Będąc Premierem RP załatwił intratną posadę swojemu bratu w największym polskim koncernie naftowym Orlen, brat premiera Zbigniew Belka (został doradcą wiceprezesa Orlenu Janusza Wiśniewskiego).

Belka przyznał się, że w 1984 r. przed wyjazdem na stypendium do USA podpisał lojalkę dla SB tzw. instrukcję wyjazdową. Faktycznie jednak Marek Belka został zarejestrowany przez wywiad PRL jako agent o kryptonimie Belch. Z teczki, która z Instytutu Pamięci Narodowej trafiła do komisji śledczej ds. PKN Orlen, wynika, że w latach 80., będąc na stypendium w USA, Belka świadomie współpracował z oficerami wywiadu.

Żona Marka Belki Krystyna zarządza firmą medyczną Lux Med, mają dwoje dzieci - córka Marysia oraz syn Piotr.

 

Pękający łańcuch zależności


https://www.youtube.com/watch?v=Q9tPFHWVH6k
https://www.youtube.com/watch?v=yGrr0p0AVPg
https://www.youtube.com/watch?v=fUdWMeEi7aw


Kiedy defekt ścieków staje się poważną sprawą publiczną mocarstwa, obnażona zostaje mizeria i nikczemność systemu opartego na kłamstwie. Osiągnięto właśnie stan niepohamowanego upadku. Kto jeszcze usiłuje płynąć z prądem, już jest śniętą rybą.

Wymowny zwrot za jaki posłużył bunt załogi z powodu nadużyć i własnego losu na pokładzie lotniskowca Gerald Ford, napędza w tej chwili reakcję łańcuchową. Okazuje się, że załoga (szczebel nieznany) próbowała kontaktować się z wojskowymi w USA oczekując interwencji. Między innymi, o sprawie dowiedział się ze swoich źródeł pułkownik Douglas Macgregor. Ludzie jak on, nie pozostają bierni. Rozpoznając bliżej sytuację pułkownik stwierdził, że przestał działać system wsparcia. Znaczy to, że państwa regionu widząc szykowaną zawieruchę z zaangażowaniem 30% całego potencjału armii amerykańskiej, odmówiły w swoich portach dokonania uzupełnień, niezbędnych napraw i to wystarczyło. Turcja zorientowała się, że jeśli padłby Iran (jej potężny sąsiad), ona będzie kolejną pozycją w menu polityki inspirowanej przez Izrael realizowanej z udziałem Stanów Zjednoczonych.

Zapalnik nastrojów

Niezwykle lapidarnym, ale nośnym stał się krótki wywiad Tuckera Carlsona z byłym pastorem pełniącym rolę ambasadora USA w Izraelu. Pastor stojąc w obronie „słusznej taktyki IDF w Gazie” zarzucił, że armia amerykańska w Iraku i Afganistanie nie ocaliła tylu cywilów, ilu armia izraelska w Gazie. Zapytany o konkretne liczby, pastor nie potrafił ich podać, ale zasłonił się znaczkiem flagi amerykańskiej wpiętym w klapę marynarki twierdząc, że jest lojalnym obywatelem Stanów Zjednoczonych. Jego wiedza pochodzi z rozmów z osobami, które tam były. Burzliwy przebieg tego wywiadu (w warunkach zatrzymania Carlsona i jego ekipy filmującej przez IDF na lotnisku w Tel Awiwie), rykoszetem wywołał istną pianę wściekłości na codzienne polityczne brnięcie Donalda Trumpa w sprzecznościach.

Od dłuższego czasu jego decyzje postrzegane są jednoznacznie jako realizacja dyrektyw pisanych przez Benjamina Netanjahu, bądź przez bogate żydowskie lobby w USA, szczelnie otaczające prezydenta dezinformując o faktach. Potwierdzeniem sytuacji było ostatnie orędzie prezydenckie, którym zanudzał przez 1 godzinę i 47 minut. Spuchnięte powieki, nabrzmiałe kostki nóg i słowotok skupiły uwagę bardziej widzów niż słuchaczy. Głowa państwa, zarazem dowódcy sił zbrojnych USA i NATO jest chora. Obrazek do reszty zaognił nastroje Amerykanów, kiedy przemowa prezydencka została nagrodzona oklaskami. Nie było widać wstrzemięźliwości oburzonych na co dzień i krytycznych Demokratów, choć byli obecni. Nikt dziś nie dostrzega jakiejkolwiek postaci polityka, który reprezentowałby znaną z demokracji partię. Bez ogródek, Amerykanie wnioskują, że są fatalnie rządzeni przez obce ich interesom lobby.

Niepamięć i błędy

Hilary Clinton, zeznająca wczoraj w ramach przesłuchań osób zamieszanych w aferę Epsteina, „O niczym nie wiedziała, nigdy też nie podróżowała na wyspę”. Amerykańskie brudy piorą izraelskie pralki, w Ameryce.

Tymczasem, jak gorący kartofel odrzucane są zamówienia serwisowania legendarnego lotniskowca przez adresatów na Bliskim Wschodzie. Okazuje się, że pierwszym, który gotów udzielić pomocy, byłby port w Indiach. Dlaczego? Otóż, występujący w annałach Epsteina Narendra Modi – aktualny premier Indii, właśnie dwa dni temu złożył wizytę, albo wezwany został na dywanik do Izraela. Indie – wprawdzie jako dotychczasowy członek BRICS, od dawna zachowywały się chwiejnie.

Tej postawie kładą kres Chiny publikując oświadczenie: „Kraj, który udziela pomocy Izraelowi nie zasługuje na zaufanie pozostałych członków grupy stowarzyszonej w BRICS.” Od wczoraj zatem, odczytanie BRICS to: Brazylia, Rosja, Iran, Chiny i Afryka Południowa. Gronem oczekujących kandydatów są pozostałe państwa bliskowschodnie. Ciekawe jak postąpi przerażona swoim statusem Turcja.

Ratując się gospodarczo, Indie usiłują nakłonić Brazylię do współpracy w zakresie obrotu pierwiastkami ziem rzadkich. Tym krokiem postąpiły dokładnie wbrew decyzji Chin o blokadzie własnego eksportu wszelkich surowców do Stanów Zjednoczonych w odpowiedzi na absurd polityki celnej.

Kontakt z Chinami usiłuje nawiązać Friedrich Merz składając wizytę w Pekinie. Cel jest nieznany. Przeniesienie produkcji samochodów nie uratuje rynku wewnętrznego Niemiec przed galopującą inflacją i bezrobociem. Zamówienie na dozbrojenie, raczej nie wchodzi w grę z globalistą.

Świat i my

Indie i Niemcy są kolejnym przykładem poszukiwania partnerstwa z odległym państwem. Taki sam błąd popełniła w ostatnim czasie ekipa otaczająca europosła Grzegorza Brauna, tworząca Konfederację Korony Polskiej, która stawia na interesy z chwiejnymi Indiami. Chcąc odzyskiwać znaczenie i suwerenność, warto szukać chętnych do współpracy wśród najbliższych sąsiadów, ceniących poza suwerennością pokój i dobrobyt obywateli. Zataczając coraz szersze kręgi, można pozyskać tak samo myślących Węgrów, Słowaków, Czechów, Białorusinów, Rumunów, Bułgarów, nie wykluczając Niemców. Ich mieszkańcy myślą tymi samymi kategoriami co Polacy, cierpią na tę samą postać nowotworów politycznych w postaci skorumpowanych i ośmieszających się przywódców.

Jako ludzie słabi, dotychczasowi politycy dali się uwieść, a pełniąc stanowiska decyzyjne, mając dostęp do pieniędzy, ulegają szantażowi oddając lalkarzom wszystko, by nie trafić w infamii na pierwsze strony gazet w jednoznacznie kompromitujących seriach zdjęć, czy zeznań świadków. Do pełnienia władzy potrzebni dotąd byli ludzie słabi, a jako uzależnieni od swoich niskich skłonności spełniają każdą zachciankę szantażysty. Jak pijak i ćpun – wyniosą z domu wszystko, by mieć na jeszcze jedną willę, „małpkę”, jeszcze jedną „kreskę”, choćby już wymieniono mu przegrodę nosową.

Globalny system absurdu oparty na przemocy, kłamstwie i grabieży pruje się coraz szybciej jak zżerany przez mole szaliczek. Ktokolwiek błądził, pora na refleksję, że nadzieja z wiarą doczekała się potrzeby energicznego działania.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com [1] [2] [3]
Źródło: WolneMedia.net


czwartek, 26 lutego 2026

                                                       TUZY ELIT

                                              Leszek Balcerowicz - Aaron Bucholtz



Leszek Balcerowicz – Aron Bucholtz (ur. 19 stycznia 1947 w Lipnie) – mar­ksi­sto­wski doktryner, wykładowca w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR., komunistyczny ekonomista i polityk, wicepremier i mi­nis­ter finansów w rządzie Tadeusza Ma­zo­wiec­kie­go (1989–1991), Jana Krzysztofa Bieleckiego (1991) i Jerzego Buzka (1997–2000), poseł na Sejm III kadencji (1997–2000), prezes Narodowego Banku Polskiego (2001–2007). Drugi prze­wod­ni­czą­cy Unii Wolności (1995–2000). Ka­wa­ler Orderu Orła Białego.

Ponosi główną odpowiedzialność za aferę Art.-B oraz super aferę Przekształceń Własnościowych!

Wielki Ekonomista urodził się w małej miejscowości Lipno. O latach młodzieńczych nie wiemy zbyt wiele oprócz tego, że w tym okresie uprawiał biegi długodystansowe. Wreszcie rozpoczął studia w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. W tym miejscu warto się zatrzymać i zastanowić chwilę na wyborem uczelni, którego dokonał Balcerowicz

Dzisiaj SGH (dawna SGPiS) to jedna z najbardziej „renomowanych” szkół w Polsce.

W latach sześćdziesiątych, uczelnia ta nie cieszyła się wielką renomą. Nie cieszyła się nią ponieważ była kuźnią PRL-owskich kadr. W środowisku naukowym SGPiS była traktowana z przymrużeniem oka chociażby dlatego, że sama nazwa uczelni mówiła jaki ustrój będą budować jej absolwenci. Szkoła Główna Planowania i Statystyki była szkołą główną centralnego planowania czyli ręcznego sterowania gospodarką.

To właśnie dzięki centralnemu planowaniu wielu mieszkańców Polski musiało używać w toalecie Trybuny Ludu zamiast papieru toaletowego – takie to było planowanie i taka statystyka. Tak więc już na etapie wyboru uczelni Leszek Balcerowicz dokonuje jasnego wyboru ideologicznego. Będzie należał do elity centralnie planującej budowę socjalizmu.

Balcerowicz podejmuje studia na kierunku Handel Zagraniczny, który był obiektem westchnień wszystkich młodych karierowiczów PRL. Po ukończeniu tego kierunku (i obowiązkowym zapisaniu się do PZPR) można było liczyć na pracę w którejś z central handlu zagranicznego a w ówczesnych czasach taka robota to było prawdziwe Eldorado.

Jeszcze przed ukończeniem studiów tj. w 1969 roku młody Leszek Balcerowicz zgłasza akces do PZPR i po rocznym stażu zostaje przyjęty w poczet członków tej „prestiżowej” organizacji (nr legitymacji 6165).

W marcu 1968 roku Polska Zjednoczona Partia Robotnicza „oczyściła” swoje szeregi z osób pochodzenia żydowskiego. Wiele z nich zostało zmuszonych do emigracji, wielu straciło pracę. Jest to jedna z bardziej haniebnych kart historii PRL a sprawa była organizowana i inspirowana przez Moskwę. To wszystko działo się w roku 1968 a już rok później Balcerowicz zapisuje się do PZPR, chce zrobic szybka karierę.

Rozpoczyna karierę „naukową” na SGPiS („naukową” w cudzysłowie ponieważ podobno treść jego twórczości z tego okresu nie nadaje się do przytaczania). W roku 1978 jego kariera wchodzi w nowy okres. Zaproponowano mu wyższe stanowisko w nowym miejscu pracy. Ofertę przyjmuje i podejmuje pracę w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR. Nic nie wiadomo na temat tego, czy rozwiązał jakiś problem marksizmu ale po raz kolejny widzimy, że dla awansu jest gotów zgodzić się na każdy „kompromis”.

Nadchodzi rok 1989 i „okrągły stół”. Komuniści oddają władzę polityczną swoim partnerom z opozycji (oczywiście z tej opozycji, z którą komuniści chcieli rozmawiać) a sobie pozostawiają władzę ekonomiczną (jakoś mało się dzisiaj pisze o spółkach nomenklaturowych…). Potrzebny jest ktoś, kto swoim nazwiskiem będzie firmował trudne reformy gospodarcze ale zarazem będzie wiedział komu należy być posłusznym. To doskonała rola dla Leszka Balcerowicza.

Balcerowicz przygotowuje dzieło swojego życia czyli tzw. „plan Balcerowicza”. W rzeczywistości autorem planu jest Jeffrey Sachs z Harvardu, Leszek Balcerowicz daje tylko polskie nazwisko, niezbędne żeby tubylcy nie zaczęli zadawać niestosownych pytań (o suwerenność, samostanowienie, interesy ekonomiczne społeczeństwa itp. zupełnie nieistotne kwestie). Kto nie wierzy, że tak było niech poszuka w zachodniej prasie czegoś na temat planu Balcerowicza. Niewiele się tego znajdzie. Znacznie więcej można przeczytać o planie Jeffreya Sachsa.

J. Sachs przywozi plan, który ma doprowadzić do transformacji polskiej gospodarki (plan nieudany, ale to już inna sprawa) i przekazuje go do realizacji Leszkowi Balcerowiczowi.

Czy ten ostatni zadaje sobie pytania o to, jakie cele przyświecają Sachsowi? Oczywiście, przekształcenie polskiej gospodarki w rynkową jest korzystne dla państw Zachodu samo w sobie ale dlaczego przy okazji nie „ustawić” transformacji tak, by skorzystali na tym również np. inwestorzy z USA? W końcu Jeffrey Sachs i inni „doradcy” nie przyjeżdżali do Polski za własne pieniądze… Czy Wielki Ekonomista myśli o tym? Czy zastanawia się w jaki sposób przekazać Polakom majątek przedsiębiorstw tak, by Polska gospodarka znalazła się w polskich rękach? Może się zastanawia ale… Przypomnijmy sobie jaką decyzję Leszek Balcerowicz podjął gdy wybierał uczelnię i kierunek studiów, przypomnijmy sobie jaka była jego reakcja na wydarzenia marca 1968 roku, przypomnijmy sobie jakie problemy rozwiązywał w miejscu prac.

Zawsze i wszędzie Leszek Balcerowicz idzie pod rękę z tym, kto jest silniejszy, w 1989 również zadziałał oportunizm i nawet jeśli miał jakieś wątpliwości dotyczące planu Sachsa to schował je do kieszeni.

Już w 1993 r. zachodni ekonomiści pisali wprost, że plan Balcerowicza zakończył się porażką i dlatego uruchomiono machinę propagandową, która miała przekonać Polaków, że w rzeczywistości był to wielki sukces. Jeśli sukces był wielki to i jego autor musiał być Wielkim Ekonomistą. Machina propagandowa zadziałała tak skutecznie, że po pewnym czasie sam Balcerowicz uwierzył w swoją wielkość. Bądźmy szczerzy, kto z nas oparłby się powszechnemu uwielbieniu ze strony "autorytetów" i zachował trzeźwe zdanie na swój temat? Uwierzyć w wielkość Balcerowicza było tym łatwiej, że każdy, kto ośmielił się publicznie go skrytykować natychmiast otrzymywał łatkę „oszołoma” i „księżycowego ekonomisty”. To spowodowało, że nawet w środowisku akademickim niechętnie mówiono o błędach popełnionych przez Balcerowicza (właściwie: przez Sachsa). Ważniejszy był jednak inny skutek przylepiania krytykom łatki „oszołoma”. Świadomość narażenia się na ostracyzm ze strony elit powodowała, że krytyką Balcerowicza zajmowali się tylko ci, którzy mieli niewiele do stracenia a więc przede wszystkim ludzie spoza establishmentu. Dzięki temu łatwo było wytworzyć przekonanie, że każdy kto krytykuje Balcerowicza to prostak i nieuk. Tym bardziej, że do tej krytyki zabierali się przeważnie straceńcy czyli ludzie odważni ale niekoniecznie dysponujący argumentami merytorycznymi.

Zachodnia finansjera poklepuje Balcerowicza po plecach i przyznaje nagrody, Gazeta Wyborcza pisze peany, Lepper opluwa. Jak w takich warunkach nie uwierzyć w swój własny geniusz? Trzeba było uwierzyć i Balcerowicz po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Dlatego tak bardzo się irytuje, gdy ktokolwiek sugeruje, że mógłby stanąć przed komisją śledczą. Jakim prawem jakieś chłystki chcą przesłuchiwać ekonomicznego zbawcę narodu? I co z tego, że zasiadał w radzie fundacji, którą finansowały podległe mu banki? Może zwykłemu śmiertelnikowi by nie wypadało ale Balcerowiczowi to uchodzi!

Leszek Balcerowicz rzeczywiście uwierzył, że jest geniuszem, który stoi ponad innymi i dlatego upadek będzie dla niego bardzo bolesny. Tym bardziej, że z kręgosłupem (moralnym) u niego nietęgo.

Jednym z ważnych elementów "planu Balcerowicza" była ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych. Wprowadzała ona tzw. "zmienną stopę oprocentowania" kredytów. Jeśli na przykład umowa z bankiem opiewała na 4 procent rocznie, to zmienna stopa oprocentowania sięgała 40 procent miesięcznie. Stawiało to kredytobiorców w bardzo trudnej sytuacji, często na granicy bankructwa. Ale na tym nie koniec, bo jednocześnie, dla symetrii, Leszek Balcerowicz wprowadził wysokie oprocentowanie lokat terminowych w bankach komercyjnych. Sięgały one nawet 100 procent. Trzecim elementem tej operacji było zamrożenie kursu walutowego; za dolara płacono 9 500 złotych.

W ten sposób uruchomiony został osobliwy przepływ pieniędzy. Kredytobiorcy - a warto pamiętać, że w tamtym okresie kredyty brali bogatsi chłopi i drobni przedsiębiorcy, a więc zalążek przyszłej polskiej klasy średniej - więc ci kredytobiorcy byli bezlitośnie drenowani przez banki przy pomocy opisanej już zmiennej stopy oprocentowania. A co się dalej działo z wydrenowanymi w ten sposób pieniędzmi? Otóż finansiści, głównie ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, przyjeżdżali do Polski z dolarami, wymieniali je po 9 500 złotych za sztukę, pieniądze umieszczali na lokatach, a po upływie roku - odbierali je w ilości dwukrotnie powiększonej, wymieniali je na dolary po tym samym kursie 9,5 tysiąca i zadowoleni wracali do domu.

Potem nawet słychać było, że chcieli przyznać Leszkowi Balcerowiczowi Nagrodę Nobla

Plan Balcerowicza miał on również następstwa polityczne w postaci przetrącenia kręgosłupa zalążkowi polskiej klasy średniej, która po tym uderzeniu nie może dojść do siebie aż po dzień dzisiejszy, przetrącenie kręgosłupa tej zalążkowej polskiej klasie średniej eliminowało potencjalną konkurencję dla komunistycznej nomenklatury, która po sławnej transformacji ustrojowej poszła, jak to się mówi, "w biznesy", korzystając z forsy ukradzionej za pośrednictwem spółek nomenklaturowych, pod osłoną "surowych praw stanu wojennego", wprowadzonego, jak wiadomo, na mocy tak zwanej suwerennej decyzji generała Jaruzelskiego

 

                                                         Wykonawca planu Sorosa

 

 Swą przyspieszoną karierę w 1989 r., awans na wicepremiera i ministra finansów, Balcerowicz zawdzięczał tylko i wyłącznie protekcji prawej ręki premiera Mazowieckiego, jego zausznika - ekonomisty Waldemara Kuczyńskiego. Początkowo ofiarował się tylko z rolą doradcy Kuczyńskiego i sam był zaskoczony swym nieoczekiwanym ogromnym awansem. Zawdzięczał go głównie temu, że kolejno odmówiły cztery pierwsze osoby, którym zaproponowano stanowisko ministra finansów we wrześniu 1989 r., a Balcerowicz urząd ten skwapliwie przyjął. Tym gorliwiej podjął się realizacji importowanego ze Stanów Zjednoczonych do Polski planu Sorosa-Sachsa, w Polsce funkcjonującego pod fałszywą nazwą "plan Balcerowicza".

W rzeczywistości cały plan był pomysłem słynnego amerykańskiego lewicowego miliardera George'a Sorosa, przybyłego z Węgier do USA giełdowego spekulanta żydowskiego pochodzenia. O tym, że cały rzekomy plan Balcerowicza był w istocie dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się również z bardzo nieostrożnej enuncjacji W. Kuczyńskiego, zausznika Mazowieckiego, ministra przekształceń własnościowych w jego rządzie. Jak wyznał Kuczyński w książce "Zwierzenia zausznika" (Warszawa 1992, s. 82-83): "Soros przyjechał z planem reformy gospodarki polskiej, zwanym planem Sorosa. To była kombinacja szokowej operacji antyinflacyjnej z restrukturyzacją naszych firm". Balcerowiczowi jako wicepremierowi nadzorującemu polską politykę gospodarczą przypadło zaś tylko zadanie firmowania tego wszystkiego i uwiarygodniania polityki służącej gospodarczym celom Zachodu.

Celom tym służyła skrajnie doktrynersko realizowana polityka gospodarcza Balcerowicza, skupiająca się głównie na walce z inflacją, przy zaniedbaniu wysiłków na rzecz wzrostu gospodarczego i pobudzania polskiego eksportu. Jednym z najszkodliwszych elementów tej polityki było nastawienie na przyśpieszoną gruntowną prywatyzację polskiego przemysłu i banków, stanowiącą faktyczną wyprzedaż za bezcen.


                                                         Rzecznik terapii szokowej



Wielkie wsparcie dla Balcerowicza stanowiły zachęty do jak najszybszej terapii szokowej lansowane już latem 1989 r. przez współdziałającego z Sorosem amerykańskiego ekonomistę Jeffreya Sachsa. Reklamował on się w Polsce jako ten, który z dnia na dzień zwalczył w Boliwii ogromną inflację. Obiecywał tę samą skuteczną terapię w Polsce, zapominając uprzedzić, że jego boliwijski sukces dokonał się kosztem ogromnie wysokiego bezrobocia i buntu boliwijskich robotników, wprowadzenia w Boliwii stanu wyjątkowego i internowania przywódców związkowych. O tym wszystkim milczano w najbardziej wpływowych polskich mediach z Gazeta Wyborcza na czele, tym chętniej za to nagłaśniając obietnice Sachsa łatwej, bezbolesnej i szybkiej terapii szokowej. Szczególnie kłamliwa pod tym względem była informacja w "Gazecie Wyborczej" z 24 sierpnia 1989 r., zamieszczona pod znamiennym tytułem: "Cud gospodarczy w Polsce?". Sachs obiecywał tam m.in.: "Likwidujemy całkowicie inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pół roku (...) Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń".

Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez Balcerowicza terapia szokowa doprowadziła do wielkiego pasma cierpień i wyrzeczeń przeważającej części społeczeństwa, z korzyścią dla gromady cwaniaków polskich i zagranicznych. Pisał o tym jednoznacznie bardzo ostry amerykański krytyk terapii szokowej, noblista z dziedziny ekonomii, prof. J. Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo zagrabiło wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część wartości zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania. Państwo zgarnęło przeważną część oszczędności dolarowych, szacowanych na koniec 1988 r. na 7-15 miliardów dolarów amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika postkomunistów, "Nowy Świat", 13 stycznia 1993 r.). Przypomnijmy zapomniane już dane o rozmiarach podwyżek cen w 1990 r. Według tekstu "Gazety Wyborczej" z 29 stycznia 1991 r., opartego na danych GUS, średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie wyższe niż w 1989 roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13 razy, makaron - 22 razy, ceny mebli, naczyń kuchennych, lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów w wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym samym czasie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom Francuzów lub Niemców.

Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie polskiego społeczeństwa w efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej, doskonale dokumentowała podstawowa wręcz książka o polityce społecznej wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana Auleytnera. Według niej, w samym tylko 1990 r. przeciętne płace spadły o 24 proc., realna wartość przeciętnej emerytury i renty - o 19 proc., a dochody netto z rolnictwa na 1 pracującego - o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło otwarcie przez Balcerowicza granic na produkty rolne z zagranicy, w dużej mierze dotowane przez rządy zachodnie i sprowadzane do Polski po dumpingowych cenach.

Dzięki wpływom starej nomenklatury tzw. plan Balcerowicza, szumnie reklamowany jako nowa, rewolucyjna wręcz reforma gospodarcza, był faktycznie tylko nową kolejną odmianą stosowanych przez rządy PRL "operacji dochodowo-cenowych". Z tą różnicą, że tamtych nie udało się zrealizować władzom ze względu na opory społeczeństwa. Balcerowiczowi zaś to wszystko powiodło się kosztem gigantycznego ograbienia społeczeństwa z oszczędności i bardzo dużego zubożenia wielkiej części ludności. Udało się dlatego, że mógł skorzystać z ogromnego poparcia społeczeństwa dla rządu Mazowieckiego.

Naród zbyt łatwo zawierzył ówczesnemu kierownictwu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, które twierdziło, że plan Balcerowicza to jedyny skuteczny program naprawy gospodarczej, niemający rzekomo żadnej alternatywy. Tak uzyskano przyzwolenie społeczne dla drastycznego planu gospodarczego, którego władzom PRL w żadnym razie nie udałoby się zrealizować ze względu na opór Narodu. Jak szczerze wyznawał na łamach "Prawa i Życia" 10 marca 1990 r. były minister handlu wewnętrznego w rządzie M. Rakowskiego, Marcin Nurowski, "realizacja takiego programu gospodarczego w naszym wykonaniu doprowadziłaby do gigantycznej awantury w kraju".

Plan Sorosa-Balcerowicza zyskał entuzjastyczne wręcz wsparcie różnych byłych prominentów reżimu komunistycznego - od byłych ministrów PRL-owskich Nurowskiego i Mieczysława Wilczka, po byłego wicepremiera w rządzie Rakowskiego - Mieczysława Sekułę czy byłego rzecznika rządu Jaruzelskiego - Jerzego Urbana. Stało się tak nieprzypadkowo. Stara nomenklatura partyjna stanowiła trzon kadry kierowniczej w gospodarce, wprowadzającej plan Sorosa-Balcerowicza. Postarano się też o zablokowanie prawdziwie potrzebnych głębokich reform strukturalnych, od reformy banków począwszy, po restrukturyzację przemysłu, które mogłyby być niekorzystne dla starej kadry partyjnej. Tym żarliwiej wspierali za to mnożące się spółki nomenklaturowe. Zadbali również o możliwie jak najbardziej nieprecyzyjne i wadliwe przepisy w różnych dziedzinach, tak aby ułatwić dokonywanie różnych aferowych manipulacji (vide: afera FOZZ, afera z rublem transferowym, tytoniowa, ziemniaczana etc.). Balcerowicz ponosi lwią część odpowiedzialności za brak kontroli, który ułatwił dokonywanie afer przy współudziale osób usadowionych na wpływowych stanowiskach gospodarczych. Rzecz znamienna - w 1989 r. zniesiono karę konfiskaty majątku za nadużycia gospodarcze. Cwaniacy z zagranicy i wysoko uplasowani w aparacie gospodarczym ludzie starej nomenklatury świetnie wykorzystali do swych celów szanse spekulacji i drenażu dolarów z Polski dzięki utrzymywaniu przez półtora roku kursu dolara do złotego na sztywnym, niezmienionym poziomie.

Dawni komunistyczni działacze byli siłą dominującą w superministerstwie gospodarczym kierowanym przez Balcerowicza - wszechwładnym resorcie finansów. Na najwyższych szczeblach tego ministerstwa zastępcami w randze wiceministrów byli, obok bezpartyjnego (choć dawniej członka PZPR) Marka Dąbrowskiego, trzej wiceministrowie z PZPR: Janusz Sawicki, Andrzej Podsiadło i Jerzy Napiórkowski. Ogromną część dyrektorów i naczelników stanowili również członkowie PZPR. Podobnie układały się stosunki w innych resortach gospodarczych podległych Balcerowiczowi, gdzie PZPR-owcy stanowili dominującą część kierownictw ministerstw. Szczególnie wymowna była sytuacja w obsadzie pozycji w tak kluczowej sferze życia gospodarczego jak banki. Dominowały tam bez reszty postacie ze starej PZPR-owskiej nomenklatury typu były członek Biura Politycznego KC PZPR, a w 1990 r. prezes Narodowego Banku Polskiego Władysław Baka czy były minister rządów PRL-owskich, a w 1990 prezes Banku PKO Marian Krzak, prezes Pekao SA Marian Kanton i jego zastępca Janusz Czarzasty, Bogusław Kott - prezes Big Banku, Krzysztof Szwarc - prezes Banku Rozwoju Eksportu, czy też Andrzej Wróblewski - przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Śląskiego, minister finansów w rządzie Mieczysława Rakowskiego.

 

Fachowcy z "Czerwonej oberży"
 

 Ten teoretyk, nie ma­ją­cy zielonego pojęcia o praktyce funk­cjo­no­wa­nia gospodarki, był wprost niewolniczo u­za­leż­nio­ny od swych PZPR-owskich po­ma­gie­rów. Byli oni wielce usłużni wobec Bal­ce­ro­wic­za, ale nie bez­in­te­re­sow­nie. Zajmując kierownicze sta­no­wis­ka, wykorzystywali dostęp do najtajniejszych informacji gospodarczych w celu przyśpieszonego tworzenia fortun dla siebie i "kolesiów" w ów­czes­nych "przełomowych" czasach.

Wpływowe zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, kręgi gospodarcze, a także MFW, gorąco popierały "dogadanie się" z czołowymi komunistami w Polsce (i na Węgrzech) w oparciu o zabezpieczenie sobie nawzajem realizacji podstawowych celów na zasadzie wzajemności. Dla przywódców komunistycznych celem tym było utrzymanie w swych krajach centralnych pozycji, zwłaszcza w życiu gospodarczym, w okresie po rozpoczęciu transformacji systemowych. Dla przedstawicieli zaś Zachodu najważniejsze w Europie Środkowej było dalsze spłacanie odpowiednio oprocentowanego zadłużenia z czasów komunistycznych. Jak zwykle dla Zachodu pieniądz (money, money...) miał dużo większe znaczenie niż względy moralno-wolnościowe.

Balcerowicz nieprzypadkowo stał się głównym gwarantem spłaty polskiego zadłużenia wobec Zachodu. Jeszcze w 1989 r. stanowczo stwierdził w Sejmie, że trzeba jak najszybciej spłacać komunistyczne długi, aby nie wywołać zaniepokojenia zachodnich bankierów. Rzecz w tym, że właśnie w latach 1989-1990 istniała bezpowrotnie zmarnowana przez Balcerowicza szansa całkowitego anulowania polskich długów wobec Zachodu. Była na to koniunktura ale szybko się skończyła ze względu na całkowitą niechęć Balcerowicza do zajęcia się tą sprawą. Usłużność Balcerowicza wobec MFW i czołowych przedstawicieli amerykańskiego establishmentu przyniosła mu ogromne profity.

Zachodnie naciski na rzecz utrzymania dominacji Balcerowicza w polskim życiu gospodarczym miały gruntowne uzasadnienie w fakcie jego ogromnej usłużności wobec różnych zachodnich lobby finansowych. I to nie tylko amerykańskich.

Na przykład członkiem Rady Ekonomicznej, tak znaczącego ciała doradczego przy prezesie Rady Ministrów, był w 1990 r. ówczesny gubernator banku centralnego Izraela Michael Brun.

Człowiek ten był wtajemniczony w najgłębsze tajniki naszej gospodarki, takie jak zmiany kursu złotego do dolara - wiadomość na wagę złota dla spekulantów. W liście do Balcerowicza wysuwał on swoje sugestie w tej sprawie. Kto nie wierzy, niech zajrzy do książki Balcerowicza "800 dni". Czy za takie zjawiska, jak dopuszczenie wpływowego cudzoziemca do kluczowych polskich tajemnic finansowych, nie należało postawić Balcerowicza przed Trybunałem Stanu?

Balcerowicz, jako wicepremier i minister finansów, był szczególnie mocno odpowiedzialny za niebywały bałagan w podlegającym mu resorcie. Jakże wymowne pod tym względem i szokujące zarazem były informacje zawarte w zamieszczonym 18 sierpnia 1991 r. w "Tygodniku Gdańskim" wywiadzie z dyrektorem Anatolem Lawiną, wysokim urzędnikiem Najwyższej Izby Kontroli. Powiedział w nim m.in.: "Najdramatyczniejsze i najbardziej niebezpieczne jest - używając języka więziennego - dojście do 'przekrętów' finansowych i to na wielką skalę. Tak jest w bankach, przedsiębiorstwach handlu zagranicznego, w Ministerstwie Współpracy z Zagranicą. A Ministerstwo Finansów? Nie znam żadnej sprawy, która by była tam rzetelnie udokumentowana i załatwiona... Ministerstwo Finansów robi wszystko, by zatuszować sprawę nadużyć i bałaganu".

Kierownictwo resortu finansów z L. Balcerowiczem na czele było bezpośrednio odpowiedzialne za fatalne zaniedbania w funkcjonowaniu systemu bankowego, który już w 1989 r. powszechnie oceniano jako skandaliczny (por. np. wywiad z prof. Antonim Kuklińskim dla "Życia Warszawy" z 9 grudnia 1989 r.). Co więcej, sam wicepremier Balcerowicz dawno przyznał, że "system bankowy jest przedmiotem uzasadnionej krytyki". Potem jednak minęły miesiące, wreszcie rok, a potem znów kolejne miesiące bez naprawy tego fatalnego systemu, aż wreszcie doszło do afery Art. B, która obnażyła wszystkie skutki opóźnienia reformy bankowości polskiej, za co osobiście ponosi odpowiedzialność właśnie Balcerowicz.

W 1991 r., pod koniec gospodarczej dyktatury Balcerowicza, powszechnie mówiono o jego odpowiedzialności za fatalny stan funkcjonowania systemu bankowego. W tej prawie z ostrą krytyką pod adresem ministra finansów wychodzili nawet czołowi liberałowie z partii Jana Krzysztofa Bieleckiego. Warto choćby przypomnieć, co mówił wówczas na temat Balcerowicza obecny przywódca PO Donald Tusk. Otóż, wypowiadając się w imieniu KLD w początkach 1991 r., Tusk stwierdził, że liberałowie mają obiekcje do działalności Balcerowicza jako "ministra finansów, zwłaszcza z powodu dysfunkcjonalności systemu bankowego" (!) (cyt. za: T. Roguski "Liberałowie liczą na sukces", "Rzeczpospolita", 4 września 1991 r.). Dziś ten sam Tusk dosłownie idzie w zaparte, by wybronić wszelkie przejawy działań Balcerowicza.

Leszek Balcerowicz ponosi główną odpowiedzialność za aferę Art.-B oraz super aferę Przekształceń Własnościowych!

Kiedy Bagsika postawiono przed sądem, on, prezes NBP, nie zrobił nic, aby odzyskać pieniądze ukradzione jego bankowi. Przekrętów w dziedzinie bankowości było wiele. Polska i jej obywatele byli rabowani i eksploatowani przez polski system bankowy na wszelkie możliwe sposoby. Nasze banki przeszły w obce ręce w bardzo podejrzanych okolicznościach. Opłaty, jakie pobierają za swe usługi, są z reguły kilkakrotnie wyższe niż w innych krajach. Procenty od udzielanych pożyczek są lichwiarskie. Stosowana jest stopa procentowa hamująca rozwój naszej gospodarki. Nasze rezerwy dewizowe są przechowywane w obcych bankach za granicą na bardzo niski procent, gdy równocześnie nasz rząd musi zaciągać pożyczki, często w tych samych bankach zagranicznych, na procent dużo wyższy od tego, który otrzymujemy za ulokowane tam kapitały. Naszych niemałych rezerw dewizowych, wynoszących ponad 30 mld dolarów, nie wykorzystuje się na inwestycje, przyspieszenie rozwoju lub podwyżki płac.

Dzięki balcerowiczowskim reformom obrabowano miliony Polaków. Tym, którzy mieli oszczędności i należności u państwa, pieniądze zdewaluowały się prawie do zera, ci natomiast, którzy mieli u państwa długi, zostali doprowadzeni do ruiny dzięki galopującemu wzrostowi oprocentowania. Byli i tacy, którzy do zaciągniętych pożyczek dopłacili całym majątkiem, stracili wszystko i dziś wegetują na łasce rodziny.

Od czasów Hammurabiego, tj. od prawie 5000 lat, kodeksy wszystkich państw cywilizowanych zawierają przepis, że kiedy złodziej zostaje skazany za kradzież, sąd przysądza zarazem okradzionemu zwrot tego, co mu złodziej ukradł.

Przepis taki istnieje także w polskim prawie karnym, które w artykule 52 kodeksu postępowania karnego zobowiązuje sąd, kiedy okradzionym jest państwo, do przysądzenia mu z urzędu zwrotu złodziejskiego łupu. Ale w procesie przeciw Bagsikowi o kradzież 420 mln dolarów i sędziowie, i prokuratorzy wszystkich instancji, z Sądem Najwyższym włącznie, postąpili wbrew prawu, robiąc złodziejowi prezent z naszych pieniędzy.

Obowiązku upomnienia się o zwrot 800 mln dolarów nie dopełnił także prezes Narodowego Banku Polskiego, Leszek Balcerowicz, popełniając w ten sposób przestępstwo z art. 231 § 1 kodeksu karnego (niedopełnienie obowiązku służbowego połączone z wielką stratą państwa), za co powinien zostać skazany na karę dożywotniego więzienia. Ścigani też powinni być sędziowie i prokuratorzy, którzy sądzili Baksika

Plan Balcerowicza był zawarty w formie ustawy i zakładał m.in. :

  • Pełną liberalizację rynku, likwidację kontroli cen przy jednoczesnym ograniczeniu płac w formie podatku od ponadnormatywnych wynagrodzeń w firmach państwowych (popiwek).
  • Stabilizację – ograniczenie inflacji i wprowadzenie stabilnej i wymienialnej waluty jaką miał być dolar wart 9500 zł, przy dewaluacji rocznej na poziomie 9,6 %.
  • Prywatyzację przedsiębiorstw państwowych.
  • Niską indeksację płac (0,3-0,4).
  • Bardzo wysokie oprocentowanie kredytów również wcześniej udzielonych.
  • Tylko częściową rewaloryzację oszczędności bankowych.

Efekty Planu Balcerowicza:

  • Roczna inflacja w 1990 roku miała być na poziomie kilku %, a w rzeczywistości wyniosła ona 600 %, a zakładany poziom inflacyjny osiągnął wartość jednocyfrową dopiero w 1999 roku (zdławienie inflacji miało zająć pół roku).
  • Średnie ceny w roku 1990 wzrosły 6-7 krotnie.
  • Realne płace spadły o 25 %.
  • Wartość przeciętnej emerytury, czy renty spadła o 19%.
  • Dochód netto z rolnictwa na jednego pracującego spadł o ponad 60%.
  • Poniżej minimum egzystencji w 1993 roku było aż 40% ludzi.

Jego działalność jako ministra finansów dwukrotnie była przedmiotem sejmowego postępowania w sprawie odpowiedzialności konstytucyjnej. W obu przypadkach Sejm oczywiście umorzył postępowanie: w 1993 i 1994.

W 1995 powrócił do działalności politycznej, obejmując w kwietniu tego roku stanowisko przewodniczącego Unii Wolności. W wyborach parlamentarnych we wrześniu 1997 z listy tej partii zdobył mandat posła na Sejm III kadencji.

W rządzie Jerzego Buzka po raz trzeci objął stanowiska wicepremiera i ministra finansów, zajmując je w okresie od 31 października 1997 do 8 czerwca 2000, tj. do czasu rozpadu koalicji AWS-UW.

Jesienią 2000 zrezygnował z kandydowania na kolejną kadencję przewodniczącego Unii Wolności. 22 grudnia tego samego roku został wybrany przez Sejm stosunkiem głosów 226:214 na prezesa Narodowego Banku Polskiego (zrzekł się wówczas mandatu poselskiego). Pełnił tę funkcję od 10 stycznia 2001 do 10 stycznia 2007 i jako prezes NBP od 1 maja 2004 wchodził z urzędu w skład Rady Ogólnej Europejskiego Banku Centralnego.

W latach 1992–2000 przewodniczył radzie naukowej Fundacji Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE.

We wrześniu 2007 stanął na czele założonej przez siebie fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

W czerwcu 2008 został przewodniczącym rady nadzorczej europejskiego think tanku Bruegel. W październiku tego samego roku został wiceprezydentem International Atlantic Economic Society oraz członkiem grupy roboczej Unii Europejskiej mającej szukać sposobów wyjścia z kryzysu ekonomicznego

Żonaty z Ewą Balcerowicz. Ma troje dzieci: Macieja (ur. 1972), Wojciecha (ur. 1980) i Annę (ur. 1984). 

 

 W 1977 ukończyła studia na w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie. Na tej samej uczelni w 1988 uzyskała stopień doktora nauk ekonomicznych. Od 1992 do 1997 pracowała w redakcji branżowego miesięcznika "Bank". Zawodowo od 1983 związana z Instytutem Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Była współzałożycielem CASE, od 1991 pełniła funkcję wiceprezesa zarządu, w latach 2004–2008 zajmowała stanowisko prezesa zarządu, a następnie stanęła na czele rady tej fundacji.
Należy m.in. do Towarzystwa Ekonomistów Polskich


środa, 25 lutego 2026

                                   AFERZYŚCI ELIT

                                                               Grzegorz Żemek


Grzegorz Żemek – a­fe­rzys­ta, ekonomista, dy­rek­tor generalny FOZZ
 
 
Był konfidentem Woj­sko­wych Służb In­for­ma­cyj­nych (WSI) o kry­pto­ni­mie "Dik" Te­czka pra­cy "DIK",

IPN BU Z/001257/505,
00704/16.

Na przełomie lat 80. i 90. był dyrektorem ge­ne­ral­nym Funduszu Obsługi Za­dłu­że­nia Zagranicznego (FOZZ). W latach 90. podjął własną działalność gospodarczą. Od 1999 do 2000 był szefem Rady Nadzorczej Zakładów Mięsnych w Nisku.

Za defraudację publicznych pieniędzy przeznaczonych na spłatę długu zagranicznego został w marcu 2005 po wieloletnim procesie skazany przez skład orzekający na czele z sędzią Andrzejem Kryże na karę tylko 9 lat pozbawienia wolności.

W 2006 dobrowolnym poddaniem się karze zakończył się proces Żemka i 13 innych osób oskarżonych o wyłudzenie ponad 80 mln złotych kredytów z banków w Stalowej Woli, Czeladzi i Rybniku.

Został oskarżony o wyprowadzenie ponad 400 tys. zł z zakładów mięsnych w Nisku i skazany na dwa lata pozbawienia wolności

W latach 80. został odznaczony przez Wojciecha Jaruzelskiego Srebrnym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju

Były dyrektor generalny Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) Grzegorz Żemek był oficerem służb specjalnych, wykonującym ich rozkazy - powiedział wiceprezes Najwyższej Izby Kontroli Piotr Kownacki .

"To była operacja służb specjalnych. To nie jest w tej chwili tajemnicą dla nikogo. To było jasne również dla NIK w 1991 roku, kiedy kontrolowaliśmy FOZZ.(...) Pan Żemek nie był związany ze służbami, tylko był po prostu oficerem wykonującym rozkazy, pełniącym służbę. W związku z tym to była operacja służb specjalnych" - podkreślił Kownacki.

Zdaniem wiceprezesa NIK, Żemka skazano za przywłaszczenie stosunkowo niewielkiej kwoty pieniędzy w porównaniu z tą jaką dysponował. "Jeżeli mówimy, że on oszukiwał służby specjalne, to w tym sensie, że niejako na boku ukradł niewielki ułameczek pieniędzy, jakimi dysponował. Natomiast cała reszta, wszystkie te operacje, które robił, to nie było oszukiwanie kogokolwiek, to było wykonywanie zadań" - dodał Kownacki.

Żemek, który we wtorek został skazany w sprawie FOZZ na 9 lat więzienia i 720 tys. zł grzywny, przyznaje się do współpracy z wojskowymi służbami specjalnymi PRL. W latach 70. miał podpisać zobowiązanie do współpracy z nimi.
W uzasadnieniu wtorkowego wyroku stwierdzono, że Żemek przyszedł do Funduszu już z zamiarem wyprowadzenia stamtąd pieniędzy. Oskarżony twierdził, iż miał przejść z Banku Handlowego do FOZZ, by kontynuować operacje zlecone mu przez wojskowe służby specjalne.

Kownacki podkreślił, że to NIK wykryła aferę FOZZ. "Zdecydowanie nie pamiętam, aby powodem rozpoczęcia kontroli było zawiadomienie z Rady Nadzorczej" - dodał Kownacki

Deputowany do Parlamentu Europejskiego Dariusz Rosati (SdPl), na przełomie lat 80. i 90. członek Rady Nadzorczej FOZZ, skłamał, że to właśnie Rada Nadzorcza FOZZ zawiadomiła o nadużyciach kontrolę resortu finansów, NIK i prokuraturę.

Aferę FOZZ wykryła NIK w 1991 r. Kontrolerzy pracujący nad sprawą - inspektor Michał Falzmann i szef Izby Walerian Pańko - zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Pozostali oskarżeni w procesie FOZZ zostali skazani na kary: zastępczyni Żemka Janina Chim 6 lat i 500 tys. zł grzywny; Zbigniew Olawa - 3 lata więzienia i 300 tys. zł grzywny; Dariusz Przywieczerski - 3,5 roku więzienia i 320 tys. zł grzywny; Irene Ebbinghaus - 2,5 roku i 195 tys. zł grzywny; Krzysztof Komornicki - 2 lata i 320 tys. zł grzywny. Wyrok jest nieprawomocny.

Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek prokuratury na sali sądowej aresztował Żemka. Utrzymał także areszt wobec Janiny Chim.



wtorek, 24 lutego 2026

                                   AFERZYŚCI ELIT

                                       Yaron Bruckner

 

 

 Znany też jako Ronny Bruckner(ur. 31 marca 1957 w Brukseli – zm. 09.08.2013 Izrael) – żydowski biznesmen i spekulant.
Korumpował polityków, grabił narody i zbijał fortunę cudzym kosztem? Yaron Bruckner był uwikłany w jedną z wielu niewyjaśnionych afer prywatyzacyjnych w Polsce. Odszedł do wieczności w wieku 56 lat.
Bruckner zaczął życie zawodowe w wieku 20 lat jako dyrektor spółki Zidav, wys­pe­cja­li­zo­wa­nej w wymianie handlowej z Ru­mu­nią, Polską i byłą Jugosławią.

Dzięki wsparciu lobby żydowskiego i prawdopodobnie wywiadu iz­ra­el­skie­go jego kariera biznesowa nabrała tempa.

W roku 1981, założył Grupę obecnie znaną pod nazwą Eastbridge i został jej prezesem dyrektorem Generalnym. Eastbridge jest spółką prywatną posiadającą ponad 40 oddziałów w Europie i Stanach Zjednoczonych, która zatrudnia ponad 10 000 osób. irma specjalizuje się w nieruchomościach (Grupa nabyła 25% udziałów w spółce akcyjnej lmmobel SA, będącej deweloperem nieruchomości notowanej przez Euronext we wrześniu 2010), a również w rozrywkach, mediach, modzie oraz spółkach szkolnictwa prywatnego. W marcu roku 2011, Ronny Bruckner został mianowany jako członek niewykonawczy Rady Administracyjnej spółki Ageas, na okres trzech lat, aż do Walnego Rocznego Zgromadzenia Wspólników w roku 2014

Zdobył sieć Empik i Smyk a jako przedstawiciel wprowadził do Polski Kodaka, koncern spożywczy Nestle, i wiele znanych marek odzieżowych: Aldo, River Island, Orsay, Zarę czy Mango.

Nie udało mu się - mimo imponującej akcji poparcia w mediach - z Elektrim Telekomunikacja i z Ruchem. Gdyby ten ostatni wpadł w ręce Brucknera dystrybucja prasy nie zależałaby od Polaków.

Nie wszystkie biznesy Brucknera w Polsce się powiodły. Jednym z nich była próba kupienia wraz z Zygmuntem Solorzem-Żakiem od koncernu Vivendi 51 proc. akcji Elektrimu Telekomunikacja. Biznesmeni mieli zainwestować ponad 600 mln euro. Z projektu ostatecznie nic nie wyszło.

Bruckner odpowiedzialny za - Aferę Domów Towarowych Centrum
Brucknerowi zarzuca się, że za bezcen w klimacie korupcyjnym przejął od skarbu państwa 70 proc. udziałów w spółce Domy Towarowe "Centrum" za 106 mln zł. Cena była skandalicznie niska, szczególnie że do spółki należało wiele atrakcyjnych nieruchomości w centrach największych miast Polski. W lipcu 2005 r. Sejm IV kadencji wezwał nawet do pociągnięcia Emila Wąsacza (ministra skarbu w rządzie AWS) do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu za nieprawidłowości przy prywatyzacji PZU, TP SA i DT Centrum. Komisja uznała, że wycena była zaniżona. Wąsacz pozostał bezkarny.

Wpływy Brucknera który blisko przyjaźnił się min. z Aleksandrem Kwaśniewskim i czołowymi politykami miały go ochronić. Proces byłego ministra w ogóle się nie rozpoczął. Sprawa odpowiedzialności konstytucyjnej Wąsacza została przedawniona.

Od roku 1996 do roku 2000, Ronny Brucker był założycielem i prezesem organizacji non-profit Poland for Europe w celu promowania przystąpienia Polski do Unii Europejskiej poprzez rozwijanie i lepszą znajomość w Europie kultury i sztuki polskiej. Poland for Europe miała w swoim Komitecie Członków Honorowych takie osobistości jak:
Aleksander Kwaśniewski w charakterze prezesa honorowego (prezydent Polski w latach 1995-2005)

 

Czy NATO stało się… grupą przestępczą?

 
https://www.youtube.com/watch?v=aGTP4ooxspg&t=1s
https://www.youtube.com/watch?v=6dcCHrEFWfk&t=2s
https://www.youtube.com/watch?v=z7GHPI8UCyg&t=1s
https://www.youtube.com/watch?v=S_jSUFMGoSs&t=4s 


Ludzie nie kradną z wyboru. Kiedy pozbawieni należytego wykształcenia, mają największy kłopot z zapracowaniem na własne potrzeby imają się każdego zajęcia. Kiedy specjaliści po wieloletnich studiach nie mogą znaleźć pracy mają alternatywę przyjąć jakąkolwiek pracę za niską płacę, albo zaryzykować zajęcie najwyższego ryzyka za dość wysokie wynagrodzenie. Margines bezrobocia steruje wyłanianiem się marginesu społecznego wpisującego się w rynek pracy rodząc systematycznie przestępczość zorganizowaną. Im szersze zatacza kręgi, tym bardziej bezwzględne jej działanie.

Mimo, że przez lata nadano szlachetny wizerunek propagandowy dla roli NATO, Europejczycy dostrzegli w tej formacji wszelkie cechy międzynarodowej, zorganizowanej, zbrojnej grupy przestępczej. Metodą reakcji lustrzanej odpowiedzialna za politykę międzynarodową Komisji Europejskiej Kaja Kallas ogłosiła opinii publicznej 29 stycznia 2026 r., że to irańska armia (IRGC), broniąca państwa w jego granicach jest organizacją terrorystyczną. Jej zdaniem za brutalne zakończenie (sprowokowanych przez obcych agentów) protestów, należy nałożyć na Iran sankcje, by położyć kres represjom. Restrykcje postaci zakazu swobodnego podróżowania, dysponowania środkami finansowymi. Identyczna kwalifikacja IRGC przyjęta została w USA, Kanadzie i Australii.

Fakty pozwalają na weryfikację oceny. Po wysadzeniu w powietrze podmorskich rurociągów warunkujących działalność gospodarczą państw europejskich, nastąpiło pierwsze tąpnięcie cenowe i oczekiwana redukcja zamiast wzrostu gospodarczego. Drożyzna windowana brakiem surowców energetycznych podsunęła piractwo jako łagodzenie braków. Obserwacja przechwytywania tankowców nabrała rangi wydarzeń filmów akcji. Podniesienie piractwa do rangi zalegalizowanego profesjonalizmu trwa w najlepsze.

Oto 19 lutego 2026 roku Centrum Informacji Medialnej NATO przekazuje najnowsze treści. „Siły Reagowania Sojuszniczego NATO demonstrują możliwości operacji przechwytywania na morzu u północnych wybrzeży Niemiec.

PUTLOS, Niemcy – Przywódcy cywilni i wojskowi państw NATO byli świadkami przeprowadzenia przez Specjalną Jednostkę Operacji Morskich (SOMTU) operacji przechwytywania żeglugi (MIO) z pokładu ESPS Castilla w środę 18 lutego 2026 r. w ramach ćwiczeń Steadfast Dart 26 (Niezłomny Grot).

Scenariusz zademonstrował zdolność Dowództwa Komponentu Morskiego Sojuszniczych Sił Reagowania (ARF) do przechwytywania i kontrolowania nielegalnych jednostek na morzu zgodnie z prawem międzynarodowym. W tej symulowanej operacji niemiecka fregata FGS Brandenburg była okrętem-celem. Zespół abordażowy SOMTU wkroczył jednocześnie za pomocą helikoptera i łodzi motorowych, łącząc manewry powietrzne i morskie, aby szybko zabezpieczyć statek i przejąć kontrolę nad newralgicznymi obszarami na pokładzie. Po zabezpieczeniu statku, siły przeprowadziły procedury inspekcyjne, demonstrując zdolność do przeszukania ładunku, zebrania dowodów i, w razie potrzeby, skierowania statku do portu alianckiego w celu podjęcia dalszych działań. Operacje przechwytywania statków morskich są kluczowymi narzędziami operacji wojskowych. Służą do przechwytywania, inspekcji, zatrzymywania, a nawet zajmowania statków podejrzanych o prowadzenie nielegalnej działalności.

Integrując potencjał powietrzny, morski i operacji specjalnych pod ujednoliconą strukturą dowodzenia, ARF wykazało swoją zdolność do prowadzenia skoordynowanych operacji wielodomenowych w sytuacji MIO, służąc jako wiarygodny i gotowy do użycia instrument odstraszania i zbiorowej obrony NATO. Minister obrony Niemiec gościł podczas wydarzenia dowódcę Połączonych Sił w Brunssum, generała Ingo Gerhartza”.

10 tysięcy żołnierzy 13 państw (w tym z Turcji, Włoch, Hiszpanii), bierze udział w ćwiczeniach. Nie ma wśród nich Amerykanów. Niemiecki minister obrony Boris Pistorius ocenił manewry jako dostateczne potwierdzenie skutecznej gotowości sojuszu solidarnego w obliczu zagrożeń toczącej się czwarty rok wojny na Ukrainie.

Właśnie szarpana wojną Ukraina rozsadza priorytety gospodarcze i polityczne całej Europy. Powtarzane nawoływanie szkodzenia Rosji za każdą cenę stało się paliwem politycznego podziału państw podległych decyzjom Komisji Europejskiej. Viktor Orban, przywołując historycznych śmiałków – Napoleona, Hitlera, dla których podbój Rosji przyniósł klęskę w postaci ogromnych strat w ludziach i kosztach, stara się powstrzymać eskalację wojny. Wypomina odpowiedzialnej za politykę międzynarodową Kaji Kallas, że propagując kierunek poprzedników, wyklucza współpracę gospodarczą i rozwiązania dyplomatyczne, przypisując większy walor awanturnictwu, zapisze się obok dwóch niesławnych nazwisk Francuza i Niemca.

Blokada środków finansowych dla Ukrainy jest orężem premiera Węgier, którym stara się powstrzymać głęboko skorumpowanej władzy w Kijowie. W tle toczy się wojna o deficytowe źródła energii. Zjednoczony wcześniej front pomocy dla Ukrainy pęka. Węgrzy starają się uzmysłowić zwolennikom wojny z Rosją, że popełniają fatalny błąd szczegółowo odnotowany w źródłach historycznych. Wysiłki dyplomatów węgierskich podziela Słowacja blokując przekazanie finansów dla Ukrainy – państwa wciąż poza układem europejskim, ale finansowanym kosztem europejskiego podatnika obciążanego wieloletnimi kredytami. Prosty wniosek Orbana: „Unia Europejska nie służy nam, nie próbuje stawiać Ukraińcom wymagań jakim musiały sprostać wcześniej państwa członkowskie”. Oni każą Europejczykom się dostosować do oczekiwań ukraińskich – płacić i prowadzić wojnę. Znaczna część energii elektrycznej z Węgier przesyłana jest na Ukrainę, co prowadzi Orbana do wniosku: „Ukraina żyje dzięki wojnie, stąd apele o kontynuowanie konfliktu”. Oto pułapka dla przywódców europejskich, którzy nie potrafią zdobyć się na przyznanie do błędu.

Hipokryzja w postaci nakładania 26 pakietu sankcji, przy trwającym zapotrzebowaniu na surowce i zakup surowców z Rosji, to przejaw skrajnej niekompetencji K. Kallas. Jako szefowa unijnej dyplomacji, odbywająca podróże zagraniczne, spotyka się z niechęcią do tego stopnia, że nikt nie chce z nią rozmawiać. Węgry i Słowacja podważają podstawy istnienia Unii Europejskiej, kompetencje Kallas i enigmatycznie ujęte „instytucje globalne”. To już nie jest różnica poglądów w obrębie brukselskich gabinetów, ale staczanie się ku destabilizacji kontynentu.

Informacja dotycząca manewrów mówi wyraźnie o udziale decyzyjnym przywódców wojskowych i cywilnych.

Decyzja autorów ataku na zakład produkcji SU-57 głęboko na terenie Rosji, została skwitowana przez Rosjan: „Odpowiedzialni poniosą konsekwencje.” Szczątki rakiet FP-5 (Flamingo), które zniszczyły fabrykę nosiły wprawdzie tabliczki informujące, że wykonano je na Ukrainie. Amerykanie, znający się na pochodzeniu najdrobniejszych komponentów znanych im rodzajów broni wyjaśniają, że typ pocisków wykorzystany do ostatniego ataku produkowany jest w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Nie wykluczają, że ripostą będzie uderzenie rosyjskich pocisków w faktyczne miejsca ich produkcji. Ten akt wojny w połączeniu z manewrami sumuje starania polityków – wciąż bawią się wojną jak grą planszową. Szkoda ludzi? Stalin w takich okolicznościach mówił: „Ludiej u nas mnogo”.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTbe.com [1] [2] [3] [4]JFCBS.NATO.int
Źródło: WolneMedia.net

 


                            TUZY ELIT                              Adam Jerzy Bielan       Adam Jerzy Bielan (ur. 12 września 1974 w Gdańsku...