ELITY - DRUGI GARNITUR
Płk. Aleksander Makowski
Aleksander Makowski to jak najbardziej oficer SB, choć sam mówi o sobie jako o „zawodowym
szpiegu”, twierdząc, że funkcjonował w „szlachetnej” służbie wywiadu, a nie w SB. Problemem
jest to, że w 1985 r. (mając 34 lata) objął stanowisko dyrektora XI Wydziału ds. Zwalczania
Dywersji Ideologicznej w I Departamencie SB (wywiadu) i zajmował je do 1988 r. W tym wydziale
„szpiegował” działaczy „Solidarności”, którzy wysyłali z zagranicy i przyjmowali w Polsce
specjalne transporty dla podziemia: sprzętu, materiałów, pieniędzy, wydawnictw itp. Płk Makowski
był jednym z tych esbeków, którzy mieli największe zasługi w zwalczaniu solidarnościowego
podziemia i werbowaniu oraz umieszczaniu agentów w krajowych i zagranicznych strukturach
związku.
Po tym jak Makowski przestał kierować XI Wydziałem ds. Zwalczania Dywersji
Ideologicznej, stał się pracownikiem polskiej ambasady w Rzymie, gdzie pod
dyplomatycznym przykryciem prowadził i kontrolował agentów umieszczonych w otoczeniu
Jana Pawła II.
Czyli zajmował się równie „wredną” robotą jak infiltrowanie solidarnościowej opozycji, a może
nawet jeszcze bardziej szkodliwą. A to z tego powodu, że aż do 1990 r. informacje zdobywane
przez agentów służb PRL trafiały do Moskwy i pozwalały KGB prowadzić działania przeciwko
polskiemu papieżowi. Nic dziwnego, że po tym, co robił od 1985 r., płk Makowski został
negatywnie zweryfikowany i zwolniony ze służby, co w wypadku wywiadu było ewenementem.
Oficerowie wywiadu SB przechodzili bowiem pozytywnie weryfikację, z wyjątkiem Makowskiego
i jego następcy w XI wydziale mjr. Wiesława Bednarza. Później obaj panowie spotkali się w
ochroniarskiej spółce Konsalnet.
Wielu agentów SB, o których wie Makowski. zostało ujawnionych, ale o tych najcenniejszych,
których nie rejestrowano albo wyczyszczono do ostatniego papierka i zapisu ich dossier, wciąż
nic nie wiemy. A to mogą być bardzo głośne nazwiska, mające wpływ na początki III RP albo
wciąż czynne w polskiej polityce na najwyższych szczeblach, ale także w innych sferach życia.
Stąd się zapewne bierze dziwaczny status Makowskiego jako medialnej gwiazdy czy swego rodzaju
esbeckiej „świętej krowy”. Nieujawnieni, a wpływowi agenci, o których wie Makowski, mogą się
tej jego wiedzy panicznie bać i robić wszystko, by mógł odgrywać rolę „zawodowego szpiega”.
Makowski jest chyba jedynym negatywnie zweryfikowanym oficerem SB, który aż do 2006 r.
prowadził przeróżne operacje dla polskich służb, najpierw cywilnych, a potem wojskowych. W
książkach i wywiadach w mediach opowiada rzewne historie o swoim wielkim patriotyzmie i
służeniu Polsce. Z tego, co można znaleźć w materiałach IPN oraz w raporcie o likwidacji WSI
wynika, że płk Makowski po prostu robił z polskim państwem świetne interesy.
Na początku lat 90. uczestniczył w operacjach tajnych służb polegających m.in. na rzekomo
kontrolowanym handlu bronią. Jeden z transportów broni miał być przeznaczony dla terrorystów z
IRA. Broń, załatwioną przez funkcjonariuszy Urzędu Ochrony Państwa, przewożono do Anglii
statkiem „Inowrocław”. Potem miała trafić do Belfastu. Miał to być wielki sukces UOP, ale nie był.
Gdy sprawa wyszła na jaw, oburzenia nie kryła „Gazeta Wyborcza” zarzucając odpowiedzialnym za
operację „fałszowanie dokumentów”, „wprowadzanie w błąd instytucji państwowych”,
„spowodowanie zagrożenia życia załogi statku”, „wywóz broni bez zezwolenia”.
Rudolf Skowroński
Związawszy się jeszcze w latach 90. z biznesmenem Rudolfem Skowrońskim (m.in.
właścicielem spółki Inter Commerce, za którym w 2006 r. wysłano międzynarodowy list
gończy, bo zniknął bez śladu) i mając wszelkie oficjalne pełnomocnictwa polskich władz i służb,
Makowski chciał rozwijać sieć przykrywkowych interesów w Afganistanie. Miały być one polem
działań wywiadowczych i kontrwywiadowczych polskich służb. A wszystko miało się opierać na
rewelacyjnych kontaktach Makowskiego z Ahmadem Szahem Massudem, przywódcą Sojuszu
Północnego, który zginął w zamachu dwa dni przed atakiem Al.-Kaidy na WTC w Nowym Jorku.
Dzięki kontaktom i „przyjaźni” z Massudem nie tylko polski kontyngent miał być specjalnie
chroniony i uprzedzany o niebezpieczeństwach, ale i sojusznicy Polski. Problem polegał na
tym, że tych rewelacyjnych kontaktów nie dało się zweryfikować, choć za usługi Makowskiego
i jego domniemanej siatki płacono duże kwoty z kasy polskich służb. Powstało więc podejrzenie
- i to zarówno pod koniec rządów Jerzego Buzka, jak i za urzędowania Leszka Millera – że owe
rewelacyjne kontakty to bajeczka dla naiwnych, żeby inkasować duże sumy.
Oficjalnie Skowroński i Makowski handlowali szmaragdami, które były wielkim bogactwem
kontrolowanej przez Massuda Doliny Pandższiru. Nieoficjalnie Makowski dostarczał Massudowi
afgańską walutę drukowaną w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. A docelowo chciał po
prostu dostarczać broń Sojuszowi Północnemu Massuda, bo na tym się najlepiej zarabiało. Na
handel bronią podobno nie zgodzili się Amerykanie. Wskutek konfliktów z szefami cywilnych
służb – o pieniądze i wartość informacji, Makowski zmienił mocodawcę i zaczął świadczyć usługi
na rzecz WSI.
Na początku 2002 r. płk Makowski towarzyszył ówczesnemu ministrowi obrony Jerzemu
Szmajdzińskiemu w podróży do Afganistanu (w delegacji był także następca Makowskiego na
stanowisku szefa XI wydziału mjr Wiesław Bednarz). Makowski roztoczył wizję namierzenia
kryjówek szefów Al.-Kaidy, w tym Osamy Bin Ladena. I podobno tego ostatniego miał już na
widelcu w 1999 r., ale przywiązane do legalizmu służby USA nie bardzo chciały go schwytać.
Makowski nie został więc globalnym bohaterem, który uratował Amerykę przed zamachem z
11 września 2001 r.
Zyskał podziw nie tylko Jerzego Szmajdzińskiego i szefa WSI Marka Dukaczewskiego, ale też
Radosława Sikorskiego, ministra obrony w rządzie PiS, który miał być Makowskim „zachwycony”
i „zauroczony”.
Makowski zapewniał, że choć Massud nie żyje, jego następca, Mohammed Fahim, też jest jego
„przyjacielem”. Dzięki temu polski kontyngent miał mieć na bieżąco informacje o najmniejszym
nawet zagrożeniu, a także masę danych o wszystkim, co się działo na obszarze kontrolowanym
przez polskich żołnierzy. Innymi słowy: cud, miód i maliny. Do pełni szczęścia brakowało tylko
firm działającym pod przykryciem, gdzie można by umieścić zakonspirowanych oficerów
polskiego wywiadu. Plan tego interesu Makowski miał gotowy w 2006 r. Ale „paskudny” nowy
wiceminister obrony i szef kontrwywiadu wojskowego Antoni Macierewicz wszystko storpedował.
Tak naprawdę chodziło o to, że nie uwierzono w ani jedno słowo i zapewnienie superszpiega
Makowskiego, bo nie było na jego opowieści i obietnice żadnych dowodów. Były natomiast
podejrzenia, że może się szykować niebywały skandal. Tajne działania jak najbardziej tajnych służb
mogły być bowiem fantastyczną przykrywką dla ciemnych interesów, a nie działań
wywiadowczych. Takie ciemne interesy wykrył np. w swoim kontyngencie brytyjski kontrwywiad.
Po prostu w Afganistanie było pod dostatkiem heroiny. I pod osłoną tajności różni ludzie z
różnych kontyngentów w niekontrolowanych transportach przemycali do swoich krajów duże
transporty tego narkotyku. A ponieważ tajne służby, szczególnie w krajach
postkomunistycznych, miały własne siatki „kapusiów” wywodzących się z przestępczego
podziemia, więc dystrybucja czy przerzut heroiny, także do innych krajów nie stanowiły
przeszkody.
Problemem było tylko to, jak to wszystko udowodnić, skoro operacje i transporty były tajne i
niekontrolowane, a procederem zajmowali się specjaliści od tajnych spraw i interesów. Tego
powodu rozstania się z „fachowcami” z rodowodem z czasów komunistycznych nigdy oficjalnie nie
podano, ale poszlak było i jest aż nadto. Być może kiedyś się dowiemy, jak „przykrywkowe”
interesy wywiadowcze naprawdę wyglądały i na czym miały polegać.
Biznesowi partnerzy
Jerzy Konieczny
Plejada nazwisk, która pojawia się w kontekście biznesowych powiązań Aleksandra Makowskiego,
może przyprawić o zawrót głowy. To, że wśród nich są dawni znajomi z wywiadu i służb PRL jak
np. Wiesław Bednarz (kolega z XI Wydziału) czy Jerzy Konieczny (przed 1990 r. pracownik
MSW, a później wiceszef i szef UOP), nie powinno nikogo dziwić.
Zaskoczenie budzi natomiast fakt, że we wspólnych przedsięwzięciach z byłym szpiegiem działali
Jacek Merkel (którego Makowski rozpracowywał w latach 90.) czy mecenas Robert
Smoktunowicz, późniejszy senator Platformy Obywatelskie działacz Stronnictwa
Demokratycznego Pawła Piskorskiego.
W aktach Krajowego Rejestru Sądowego można wyczytać, że Makowski zasiadał w jednej firmie
m.in. razem z Beatą Tyszkiewicz (ekspert TVN), Zbigniewem Grycanem (zarejestrowanym
przez SB jako TW „Zbyszek) czy też związanym z lewicą Januarym Gościmskim
I chociaż
wśród biznesowych partnerów pojawiają się takie nazwiska, jak Grzegorz Żemek (FOZZ) czy
Edward Mazur (według polskiej prokuratury zleceniodawca zabójstwa b. szefa policji gen. Marka
Papały), to najciekawszym partnerem biznesowym był jednak Rudolf Skowroński, z którym w
1997 r. pojechał do Afganistanu.
Płk Makowski nie był superszpiegiem, a jednym z najbardziej
zasłużonych dla zwalczania podziemnej „Solidarności” i szpiegowania
otoczenia Jana Pawła II. I kimś jeszcze
Z SB do Klewek
www.yelita.pl