sobota, 25 kwietnia 2026

                    ELITY - DRUGI GARNITUR

      Anna Bikont i Maria Kruczkowska z "Gazety Wyborczej"

 

Obie siostry redaktorki, córki Wilhelminy Skulskiej, przeprowadziły w "Gazecie Wyborczej" z 6-7 marca 1999 r. atak na podręczniki znanego, patriotycznego historyka dr Andrzeja Leszka Szcześniaka. Publikacja ta zapoczątkowała nagonkę zmierzającą do wycofania jego podręczników ze szkół i księgarń.
Anna Bikont szczególnie wyspecjalizowała się w niszczeniu osób inaczej myślących niż redakcja "Wyborczej". Była autorką napaści na Wojciecha Cejrowskiego w artykule pt. "Brunatny kowboj RP" ("Gazeta Wyborcza" z 4 marca 1995 r.). Zarzuciła Cejrowskiemu rzekome propagowanie antysemityzmu i faszyzmu oraz sugerowała wyrzucenie jego programu z telewizji. Atak Bikont rozpoczął długotrwałą nagonkę na Cejrowskiego i ostatecznie spełnił swoje zadanie, bo jego program zniknął z małego ekranu.
Szczególnie skandaliczna była jej rola w wybielaniu przeróżnych stalinowskich twórców. Służył temu cykl artykułów w "Wyborczej" napisanych wspólnie z Joanną Szczęsną, a później wydana przez nie obszerna księga zakłamań i fałszów pt. "Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu", Warszawa 2006.
Pisarz, poeta i dramaturg Bohdan Urbankowski określił tę książkę jako "walkę drugiego pokolenia UB z drugim pokoleniem AK" ("Gazeta Polska" z 7 lutego 2007 r.). Z kolei zdaniem znanego publicysty i krytyka z "Rzeczpospolitej" Krzysztofa Masłonia: "Najbardziej hańbiąca karta dwudziestowiecznej literatury polskiej została wybielona w tej książce niczym w chemicznej pralni" ("Rzeczpospolita" z 4-5 listopada 2006 r.).
Szczególnie bulwersujące było zachowanie dwóch pań śledczych z "Wyborczej", jak często nazywają Bikont i Szczęsną, w czasie spotkania z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim. Pojechały one specjalnie do Włoch z zaskakującym i prowokującym tekstem na temat Z. Herberta. Reżyser Jerzy Zalewski tak komentował tę sprawę w wywiadzie dla "Naszej Polski": "Pan Herling, który był już człowiekiem starszym, dał się 'wpuścić' ( ) zamiast … je wyprosić, wdał się w dalszą rozmowę. Ale później przechorował tę sprawę tak, że potem szybko umarł" ("Nasza Polska" z 27 marca 2007 r.).
Warto dodać, że A. Bikont, która w pewnym okresie odkryła w sobie żydowskość, należy dziś do najzagorzalszych rzeczniczek jednostronnego spojrzenia na sprawy polsko-żydowskie. Wyrazem tego była m.in. jej książka pt. "My z Jedwabnego", Warszawa 2004 - grubaśny paszkwil na Jedwabne, Polaków i katolicyzm. Dodajmy, że mężem A. Bikont jest Piotr Bikont, tłumacz osławionego antypolskiego paszkwilu żydowskiego "Maus".

 

 

 
 
Anna Krystyna Bikont z domu Krucz­kow­ska (ur. 1954 w Warszawie) – dziennikarka, reporterka i pisarka. Córka Wilhelminy Skulskiej, była żona Piotra Bikonta (reżysera, dziennikarza i publicysty, autora przewodnika kulinarnego po Polsce "Nawigator Kulinarny").
Od czasu powstania „Gazety Wyborczej” w 1989 pozostaje związana z tym dziennikiem.
 
 
 
 
Siostra Anny Krystyny Bikont i córka Wilhelminy Skulskiej, dziennikarka Gazety Wyborczej.

 

Ich matką była Wilhelmina Skulska-Kruczkowska (Lea Horowitz)
(ur. 18 grudnia 1918, zm. 28 czerwca 1998) – komunistka, dziennikarka i publicystka, pochodzenia żydowskiego.
Najbardziej wpływowa dziennikarka w stalinowskiej prasie, była współzałożycielką głównego organu partii komunistycznej "Trybuny Ludu" oraz dziennikarką tej gazety w latach 1948-1956. Czołowa przedstawicielka prasy reżimowej PRL.

(Córkami Skulskiej i byłego redaktora komunizujących "Sygnałów" w latach 30. Andrzeja Kruczkowskiego są dwie redaktorki "Gazety Wyborczej": Anna Bikont i Maria Kruczkowska.


piątek, 24 kwietnia 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                Grażyna Bernatowicz-Bierut

 

 

 Grażyna Maria Bernatowicz (ur. 12 marca 1946 w Warszawie) – politolog i dy­p­lo­ma­ta, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (2007–2013).

Jej mężem jest dziennikarz Marek Bierut (Bolesław Bierut był jego stryjem).

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (1968 r.); magister prawa. W 1971 r. ukończyła podyplomowe studium dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim. W 1975 r. obroniła pracę doktorską, a w 1992 r. otrzymała tytuł doktora hab. nauk humanistycznych; specjalizacja politologia.

W latach 1971–1993 pracowała w Polskim Instytucie Spraw Mię­dzy­na­ro­do­wych i współpracowała z Instytutem Ruchu Robotniczego Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy komuistycznym KC PZPR.

Była działaczką przybudówki partii komunistycznej – Związku Młodzieży So­cja­li­sty­cznej. W 1973 r. ówczesna aktywistka została delegatem O­gól­no­pol­skie­go Komitetu Pokoju. Była to organizacja działaczy Kominternu – mię­dzy­na­ro­dó­w­ki komunistycznej. Jakby tego było mało, Bernatowicz-Bie­rut była w stanie wojennym na stypendium w Moskwie.

Od 1993 r. była pracownikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, najpierw jako doradca ministra i wicedyrektor Departamentu Badań Strategicznych – PISM, następnie, od 1998 r., dyrektor koordynator problematyki integracji europejskiej. W latach 2000 - 2002 pełniła funkcję Podsekretarza Stanu MSZ. W kwietniu 2002 r. została mianowana przez Prezydenta RP na stanowisko Ambasadora Nadzwyczajnego i Pełnomocnego w Królestwie Hiszpanii oraz Księstwie Andory. Funkcję tę pełniła do 30 września 2007 r.

Mężatka, 2 synów.
Jej mężem jest dziennikarz Marek Bierut
(Bolesław Bierut był jego stry­jem).

Wspomniany dziennikarz w stanie wojennym "reaktywował" "Rzecz­po­s­po­li­tą", później był jej korespondentem w Sztokholmie.

czwartek, 23 kwietnia 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                   Zygmunt Bauman

 

 

 (ur. 19 listopada 1925 w Poznaniu) – żydowski komunista, marksista, soc­jo­log, filozof, eseista, kolaborant sowiecki i zdrajca Polski.
Konfident - informator, ko­mu­nis­tycz­nej In­for­ma­cji Wojskowej o pseudonimie "Semjon".

Po rozpoczęciu wojny, we wrześniu 1939 wraz z rodzicami uciekł do Związku Radzieckiego. Tam w 1943 rozpoczął studia na uniwersytecie w Niżnym Nowogrodzie (wówczas noszącym nazwę Gorki). Wkrótce potem został zmobilizowany i wcielony do radzieckiej milicji. Przez kilka miesięcy służył w Moskwie, regulując ruch na jej ulicach. Służył w wojskach NKWD. Po wstąpieniu do komunistycznego LWP w 1944 pełnił funkcje oficera politycznowychowawczego, służąc w szeregach 4 Dywizji Piechoty im. Jana Kilińskiego. Brał udział w bitwie o Kołobrzeg (gdzie był ranny) i zdobywaniu Berlina. Członek PPR/PZPR do 1968 roku.

W latach 1945–1953 był oficerem Wojska Polskiego w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, do którego został wcielony w czerwcu 1945 wraz z całą 4 Dywizją Piechoty, a z którego został usunięty w 1953 pod zarzutami politycznymi. Pełnił też m.in. funkcję instruktora w zarządzie polityczno-wychowawczym KBW. W wieku dziewiętnastu lat podpisał zobowiązanie do współpracy jako agent-informator Informacji Wojskowej o pseudonimie "Semjon". Część zachowanych raportów określa "Semjona" jako dobrze wyszkolonego i cennego konfidenta.

Bauman zwracał wielokrotnie uwagę na swoje wieloletnie przywiązanie do ideałów komunizmu i marksizmu, z którego nigdy nie czynił tajemnicy. Jego zdaniem w okresie powojennym program polityczny partii komunistycznej stanowił najlepsze wówczas rozwiązanie krajowych problemów. Porównał również walkę komunistycznych władz z podziemiem w powojennej Polsce z walką z terroryzmem prowadzoną współcześnie. W wypowiedzi dla Ozonu Bauman potwierdził również, że podpisał zobowiązanie do współpracy z Informacją Wojskową (kontrwywiadem) (zakończoną według niego w 1948).
Studia rozpoczął w 1943 jeszcze w Związku Radzieckim, następnie studiował podczas służby w wojsku, w Akademii Nauk Społecznych i Politycznych. Później studiował filozofię na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie został asystentem Juliana Hochfelda. Był wykładowcą marksizmu na wydziale filozofii, po październiku 1956 prekursor socjologii w Polsce.

Ciekawostka!

Kim jest ZYGMUNT BAUMAN. Oto TAJNY ubecki DOKUMENT.
Przedstawiamy dokument z roku 1950, w którym wysocy rangą wojskowi proponują Zygmunta Baumana na stanowisko Szefa Oddziału Propagandy i Agitacji Zarządu Polit. KBW. Wymieniają w nim zasługi Baumana w zwalczaniu Żołnierzy Wyklętych oraz wróżą karierę naukową.

Warszawa dnia listopada 1950 r.
TAJNE
Egz. Nr ………..
MINISTER BEZPIECZEŃSTWA PUBLICZNEGO

W n i o s e k

Wnoszę o zatwierdzenie mjr. BAUMAN ZYGMUNTA s. Maurycego – na stanowisko Szefa Oddziału Propagandy i Agitacji Zarządu Polit. KBW.
Mjr. BAUMAN urodził się w 1925 r. w Poznaniu jako syn kupca, posiadającego swój własny sklep włókienniczy. Uczęszczał do szkoły w Poznaniu do 1939 r., kiedy to uciekł przed Niemcami wraz z rodzicami do ZSRR. W Związku Radzieckim kończy 10-latkę jako wyróżniający się uczeń, przyjęty do Komsomołu i udaje się do m. Gorki na studia. Po dwóch latach studiów zostaje w roku 1944 zmobilizowany przez Rejwojenkomat do Milicji Obywatelskiej m. Moskwy, gdzie pracuje jako inspektor.
W 1944 r. wstępuje do 4 DP., z którą przechodzi szlak bojowy. Pod Kołobrzegiem ranny. Po krótkim przeszkoleniu oficerskim zostaje oficerem politycznym. W okresie powojennym cały czas służy w politycznym aparacie szkoleniowym KBW.
Jako Szef Wydziału Pol-Wych operacji bierze udział w walce z bandami. Przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów. Odznaczony Krzyżem Walecznych.
Od 1947 r. pracuje na kolejnych szczeblach aparatu propagandy Zarządu Politycznego KBW. W ciągu tego czasu ukończył bez przerwy Akademię Nauk Politycznych jako jeden z przodujących absolwentów i obecnie studiuje jako wolny słuchacz na Szkole Partyjnej przy KC. Do PPR przyjęty w styczniu 1946 r., PZPR od dnia zjednoczenia.
Wyróżnia się nieprzeciętnymi zdolnościami zarówno w przyswajaniu sobie wiedzy, jak i w umiejętnościach propagandowych i agitacyjnych. W zagadnieniach politycznych zajmuje bardzo prawidłowe stanowisko. Bardzo wnikliwy i spostrzegawczy w analizie politycznej, szczególnie czujny na błędy ideologiczne. W pracy wykazuje duży talent organizatorski, bardzo szeroką inicjatywę, rozmach w realizacji i samodzielność. Umie wyciągać niewykorzystanych ludzi na poważną pracę. Ofiarny i bezinteresowny dla Partii.

 

 
Bauman wygwizdany na UWr - CAŁOŚĆ TYLKO TUTAJ


 

 

Izraelski dron zrzucił granat na ratowników medycznych


https://www.youtube.com/watch?v=aSYDpDlaTcg


W południowym Libanie doszło do serii niebezpiecznych incydentów z udziałem służb ratunkowych oraz przedstawicieli mediów. Jak informuje agencja Reuters, powołując się na źródła w libańskiej armii, izraelski bezzałogowiec zrzucił granat na ratowników niosących pomoc dwóm rannym dziennikarkom.

Do ataku doszło w miejscowości Tayri, gdzie ekipy ratunkowe próbowały wydobyć kobiety spod ruin zniszczonego budynku. Według relacji wojskowych, w momencie podjęcia próby ewakuacji, dron zrzucił granat bezpośrednio w rejon prowadzonych działań.

W gruzach uwięziona została dziennikarka Amal Khalil. W jej ratowanie zaangażował się Czerwony Krzyż, wykorzystując ciężki sprzęt do odgruzowywania. Druga z poszkodowanych, Zeinab Faraj, doznała lżejszych obrażeń głowy i nóg. Została ewakuowana, choć – jak podają lokalne źródła – transportujący ją ambulans stał się celem izraelskiego ostrzału.

Prezydent Libanu, Michel Aoun, wydał oficjalne oświadczenie na platformie „X”, wzywając Czerwony Krzyż oraz siły międzynarodowe do intensyfikacji działań ratunkowych. Zaapelował również o respektowanie statusu dziennikarzy i bezpieczeństwa osób cywilnych wykonujących obowiązki zawodowe w strefie konfliktu.

Libańskie dowództwo podjęło próbę porozumienia się z siłami izraelskimi poprzez specjalny mechanizm mediacyjny koordynowany przez Stany Zjednoczone, aby zapewnić bezpieczny korytarz dla ekip medycznych.

Sytuacja na południu Libanu pozostaje krytyczna od początku marca, kiedy Izrael rozpoczął ofensywę lądową wymierzoną w infrastrukturę Hezbollahu. Szacuje się, że z terenów objętych walkami uciekło już ok. 1,2 mln osób, po stronie libańskiej jest 2,3 tys. ofiar śmiertelnych. Strona izraelska oficjalnie deklaruje chęć utworzenia strefy buforowej, która ma uniemożliwić ataki rakietowe Hezbollahu na północne regiony Izraela.

Hezbollah działa niezależnie od rządu centralnego w Bejrucie.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: PAP
Źródło: WolneMedia.net


środa, 22 kwietnia 2026

                                 ELITY - DRUGI GARNITUR

                                  Paweł Bogdan Adamowicz

 

 

 (ur. 2 listopada 1965 w Gdańsku) – prawnik, polityk i samorządowiec. W latach 1990–1993 prorektor Uniwersytetu Gdańskiego, przewodniczący rady miasta i następnie od 1998 prezydent Gdańska.

W 1990 został wybrany na radnego Gdańska z ramienia Komitetu Oby­wa­tel­skie­go. W kolejnej kadencji, w latach 1994–1998, pełnił funkcję prze­wod­ni­czą­ce­go rady miasta. Działał wówczas w Partii Konserwatywnej i następnie w Stronnictwie Konserwatywno-Ludowym. W 1998 z listy AWS po raz trzeci został radnym, następnie objął urząd prezydenta miasta. W 2001 znalazł się wśród założycieli regionalnych struktur Platformy Obywatelskiej.

Czuje się bardziej Kaszubem niż Polakiem podobnie jak Donald Tusk dlatego aktywnie działa w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim.

Jego ostatnim osiągnięciem jest promowanie zakazanej prawnie w Polsce – ideologii komunistycznej. Rozkazał wiec swoim urzędnikom aby przywrócili w Gdańsku pamięć o Włodzimierzu Leninie twórcy komunistycznego reżimu o nazwie ZSRR.

Napis "imienia Lenina" zawisł nad stoczniową bramą 14 maja. 2012 roku. Powieszono na niej też napisy znane z sierpnia 1980 r. - "Proletariusze wszystkich zakładów łączcie się", "Dziękujemy za dobrą pracę", a także postulaty strajkowe. Pojawił się też metalowy Order Sztandaru Pracy. Przed zmianą nad bramą wisiał napis "Stocznia Gdańska S.A.". Nowa brama została pomalowana szarą farbą, bo taki właśnie kolor miała konstrukcja z 1980 roku; dotychczasowa była ciemnoniebieska.

Odtworzenie bramy kosztowało prawie 68 tys. zł. z kasy miasta.

Inspiracją do wykonania tych prac były działania przeprowadzone przez gdańską celebrytkę - artystkę Dorotę Nieznalską, tworzącą przede wszystkim najprostsze formy tzw. obiekty rzeźbiarskie i instalacje oraz fotografię. W swojej tzw. sztuce koncentruje się na zwalczaniu katolickiej rzeczywistości i wartości narodowych Polaków. Jej jedynym osiągnięciem była instalacja Pasja czyli tzw. obiekt (zdjęcie męskich genitaliów na krzyżu) a promował tą instalację lokalny dodatek "Gazety Wyborczej" oraz telewizja TVN.

Przeciwko odtworzeniu bramy nr 2 w komunistycznym kształcie pro­tes­to­wa­li posłowie PiS. Anna Fotyga, Andrzej Jaworski i Maciej Łopiński złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza (PO). Ich zdaniem, działanie Adamowicza to zakazane przez prawo propagowanie idei komunistycznych.

Paweł Adamowicz jednak się tym nie przejmuje gdyż jest z tzw. układu i ma mocne poparcie w rządzie Tuska dlatego żaden prokurator nie odważy się go ruszyć. Również nie widać po nim aby chciał zwrócić ze swojej kasy, pieniądze wydane z budżetu miasta na zaspokojenie kaprysów swojej pupilki.

Niestety nie zna on słowa honor

 

„Bonbons” czy „bombs”? Dla służb USA to jedno i to samo!



Gdy 23-letnia Gabriela Saldana, studentka Florida International University, napisała w grupie WhatsApp o „cukierkach” („bonbons”), nie przypuszczała, że kilka godzin później stanie przed sądem z federalnymi zarzutami. Ta sprawa to jaskrawy przykład tego, jak państwowy aparat represji, wyzbyty z resztek zdrowego rozsądku, zamienia językową metaforę w powód do niszczenia ludzkiego życia.

W tej sprawie najbardziej szokujący jest fakt, że w wiadomościach Saldany nie padło ani jedno słowo typu „zabiję”, „podłożę” czy „zdetonuję”. Studentka nie groziła nikomu śmiercią, lecz w sarkastyczny sposób, typowy dla jej pokolenia, poprosiła o „cukierki”. W każdym normalnym społeczeństwie zostałoby to uznane za żart, ale nie w Stanach Zjednoczonych.

Mamy tu do czynienia z ostrą nadinterpretacją. Służby bezpieczeństwa, zamiast chronić obywateli, zajęły się analizą literacką cudzych wiadomości, dopisując do nich wymyślone, krwawe scenariusze. Dla policji i uniwersyteckiej ochrony słowo „bonbons” („cukierki”) oznacza „bomby”, a ironiczne wskazanie winy kolegi za stres egzaminacyjny – wskazaniem współspiskowca. Machina zamordyzmu ruszyła tylko dlatego, że urzędnik „pomyślał”, iż studentka mogła mieć na myśli coś innego, niż napisała.

To, co uderza najbardziej, to całkowita niezdolność państwowego aparatu nadzoru do odróżnienia realnego zagrożenia od wydumanego. W świecie, w którym każda wiadomość na prywatnym komunikatorze jest monitorowana, obywatele przestają być ludźmi, a stają się „celami operacyjnymi”. Sędzia Mindy S. Glazer, zamiast oddalić sprawę jako oczywisty absurd, podtrzymała powagę zarzutów, argumentując, że „postronny obserwator mógł poczuć strach”. To niebezpieczny precedens.

Sprawa Gabrieli Saldany to dowód na to, że żyjemy w czasach, gdzie państwo policyjne nie potrzebuje dowodów na terroryzm – wystarczy mu słowo, które różni się jedną literką od innego, groźnego słowa. Studentka, zamiast cieszyć się zakończeniem edukacji, musi teraz walczyć o uniknięcie wieloletniego więzienia i przylepienia jej łatki terrorystki.

Jeśli służby bezpieczeństwa nie potrafią odróżnić słowa „bonbons” od „bombs”, to rodzi się pytanie o ich kompetencje. Zamiast przyznać się do błędu – pomylenia literki „n” z „m” – budują śmiertelnie poważną narrację o terroryzmie, ponieważ w świecie wszechobecnego nadzoru służby USA są nieomylne.

Autorstwo: Maurycy Hawranek
Na podstawie: ClevelandJewishNews.com
Źródło: WolneMedia.net

 

Czułem się jak potwór



Niektórzy z nich zabijali cywilów w Gazie; inni po prostu przyglądali się lub byli świadkami nadużyć i tuszowania w imię zemsty. Teraz próbują radzić sobie z czymś innym niż PTSD.

Yuval siedzi i obgryza paznokcie, a jego nogi drżą. Jest południe w Tel Awiwie, a ulica jest pełna ludzi. Od czasu do czasu rozgląda się, nerwowo obserwując przechodniów. „Przepraszam” – mówi. „Moim największym strachem jest zemsta”.

Ale Yuval (pseudonim, jak wszystkie nazwiska w tym artykule) nie urodził się w rodzinie przestępczej. I nie jest przestępcą. Ma 34 lata, dorastał na przedmieściach Tel Awiwu, Ramat Haszaron, i został programistą komputerowym. Do niedawna pracował w jednej z największych firm high-tech na świecie, ale od miesięcy tam nie był. „Byłem w piekle, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy” – mówi. Piekło, o którym mówi, miało miejsce w Chan Junus w południowej Strefie Gazy, kiedy był żołnierzem w grudniu 2023 roku. „Cały czas dochodziło do nalotów. Bomba o wadze jednej tony spada niedaleko ciebie i przyprawia o szybsze bicie serca”. Jego oddział posuwał się na zachód, w kierunku centrum miasta. „Toczyły się ciężkie walki. Działasz na autopilocie. Nie zadajesz pytań” – mówi.

Pytania przyjdą i będą go prześladować dopiero po miesiącach. „Nie mam dobrych odpowiedzi; nie mam żadnych odpowiedzi. Nie ma przebaczenia za to, co zrobiłem. Nie ma zadośćuczynienia”.

Do zdarzenia doszło w pobliżu ulicy Salah ad-Din, głównej autostrady Gazy. Jeden pluton, używając drona, zauważył podejrzane postacie. Oddział Juwala ruszył do ataku. „Strzelałem jak szalony, tak jak uczą na ćwiczeniach plutonowych w ramach szkolenia podstawowego” – mówi.

„Może w pewnym sensie chcę umrzeć, mieć to już za sobą. Nie zabijam się, bo obiecałam to matce, ale przyznaję, że nie wiem, jak długo dam radę”

„Kiedy dotarliśmy do celu, zdałem sobie sprawę, że to nie terroryści. To był starszy mężczyzna i trzech chłopaków, może nastolatków. Żaden z nich nie był uzbrojony. Ale ich ciała były podziurawione kulami; ich organy wylewały się na zewnątrz. Nigdy nie widziałem czegoś takiego z tak bliska.

„Pamiętam, że zapadła cisza; nikt nie powiedział ani słowa. Potem przyszedł dowódca batalionu ze swoimi ludźmi i jeden z nich splunął na ciała, krzycząc: »Tak się dzieje z każdym, kto zadziera z Izraelem, wy sukinsyny«. Byłem w szoku, ale milczałem, bo jestem nieudacznikiem, po prostu tchórzem bez jaj”.

Yuval został wypisany ze szpitala około trzy miesiące później. Wziął dwa tygodnie urlopu i wrócił do pracy. „Zorganizowali dla mnie przyjęcie, kiedy mnie wypisali, oklaskiwali i nazwali bohaterem” – mówi. „Ale czułem się jak potwór. Nie mogłem znieść tego, co do mnie mówili. Czułem, że nie rozumieją, że nie jestem dobrym człowiekiem; wręcz przeciwnie”.

Przez kilka miesięcy próbował utrzymać pracę, żeby uciec od ciężaru, który ciążył mu na sercu, ale się poddał. Poczucie wstydu tylko się nasiliło.

„Staram się nie wychodzić z domu, a jeśli już, to noszę bluzę z kapturem, żeby nikt mnie nie rozpoznał” – mówi. „Wyrzuciłem nawet lustra. Nie mogę patrzeć na siebie. Mam głęboki strach, że ktoś się na mnie zemści za to, co zrobiłem, mimo że zdaję sobie sprawę, że to niemożliwe. Kto w Gazie może mnie znaleźć? Kto w ogóle wie, że to ja?”

„Może w pewnym sensie chcę umrzeć, mieć to już za sobą. Nie zabijam się, bo obiecałem to mamie, ale przyznaję, że nie wiem, jak długo dam radę”. Dwa dni po rozmowie z „Haarecem” Yuval trafił do szpitala psychiatrycznego.

„Widok jego bezradności nie dawał mi spokoju. Myśli dręczyły mnie nieustannie – jak mogłem po prostu tam stać i nic nie robić?”. Co to o mnie mówi?

Maja

W zeszłym roku „Haaretz” doniósł o żołnierzach, którzy walczyli w Strefie Gazy i odnieśli „urazy moralne”. Snajper, który strzelał do ludzi szukających pomocy, powiedział, że dręczą go koszmary; operatorzy dronów, którzy zabijali cywilów, opisali blizny, które się nie goją.

„Obserwujemy urazy moralne na znacznie większą skalę niż kiedykolwiek wcześniej” – mówi prof. Gil Zalsman, przewodniczący Izraelskiej Narodowej Rady ds. Zapobiegania Samobójstwom . „Widzieliśmy to w naszych klinikach traumatologicznych i prywatnych. Widzieliśmy to nawet u dzieci rezerwistów, które usłyszały jakąś historię i martwią się tym, co zrobili ich ojcowie. To sięga drugiego poziomu”.

Wojsko i rząd Izraela nie podały żadnych danych, ale od październikowego zawieszenia broni w Strefie Gazy liczba osób poszukujących pomocy z powodu urazów moralnych rośnie, mówi Zalsman. Czasami pacjenci ci są klasyfikowani jako cierpiący na zespół stresu pourazowego , ale pomimo pewnego podobieństwa, uraz moralny to coś innego.

Według prof. Yossiego Levi-Belza z Uniwersytetu w Hajfie, „PTSD to reakcja oparta na strachu, wywołana ekspozycją na traumatyczne zdarzenie, które wiązało się z ryzykiem dla danej osoby lub osób z jej otoczenia”. Typowe objawy to nadmierne pobudzenie i unikanie.

„Do urazów moralnych dochodzi w wyniku narażenia na zdarzenia postrzegane jako fundamentalne naruszenie podstawowych wartości moralnych – własnych lub innych – i zazwyczaj wiążą się z uczuciami winy, wstydu, złości, obrzydzenia, wyobcowania, utraty wiary oraz rozpadu tożsamości, sensu i poczucia człowieczeństwa”.

Potem pojawia się kwestia czasu, mówi Levi-Belz, który kieruje uniwersyteckim Centrum ds. Samobójstw i Bólu Psychicznego im. Liora Tsfaty’ego. „Kiedy wojna się kończy, żołnierz wraca do domu, a świat nagle wydaje się o wiele bardziej złożony” – dodaje.

„Było oczywiste, że był nieuzbrojony. Policjant podszedł do niego, odczekał kilka sekund i po prostu strzelił – bez zadawania pytań, a podejrzany nic nie zrobił”

„Rozróżnienie między czernią a bielą zostało złamane, świat nie jest już dychotomiczny, a on może spojrzeć wstecz na wydarzenia, których doświadczył, i uświadomić sobie, że wydarzyły się rzeczy, które były w sprzeczności z tym, w co wierzył”.

Jak dodaje Levi-Belz, szkoda moralna może wystąpić, gdy ktoś robi coś lub jest świadkiem czegoś, co rażąco narusza jego kodeks moralny. Skala szkody może być większa, gdy dana osoba nie próbowała powstrzymać innej osoby, a ta była autorytetem.

„Oczekujemy, że osoby pełniące role rodzicielskie, na przykład dowódcy, będą nas chronić, więc w takich przypadkach uraz może spowodować poważny kryzys i wyjątkowo silne cierpienie psychiczne” – mówi Levi-Belz.

Terror w Prado

Maya mieszka w centrum Tel Awiwu i studiuje filozofię, zwłaszcza dzieła Michela Foucaulta . Podczas wojny w Strefie Gazy służyła setki dni jako oficer HR w batalionie Korpusu Pancernego w rezerwie.

„Nie ma żadnego związku między moim codziennym życiem a służbą w rezerwie” – mówi. „To dwa różne światy, z innymi ludźmi. I, szczerze mówiąc, ja też zachowuję się inaczej, mówię inaczej. To trochę jak Dr Jekyll i Mr Hyde”.

„Podczas wojny byłem świadkiem zabijania niewinnych ludzi – szokujących rzeczy, o których gdybym przeczytał w „Haarecu”, krzyknąłbym, ale w rezerwie przechodzili obok mnie, jakby nic nie znaczyli”.

Jeden incydent pozostawił po sobie ślad. Zdarzył się w placówce wojskowej w południowej Strefie Gazy. „Siedziałam tam w centrum dowodzenia” – mówi Maya. „Nagle żołnierze pełniący wartę zauważyli pięciu Palestyńczyków przekraczających niedozwolony im pas, kierujących się w stronę północnej Strefy Gazy.

„Wszyscy oszaleli. Panował wielki bałagan. Dowódca batalionu wydał rozkaz zasypania ich ogniem, mimo że nie potwierdzono ich uzbrojenia ani nic w tym stylu. Czołg zaczął do nich strzelać z karabinu maszynowego. Setki pocisków.”

„Kiedy strzelasz przez lunetę snajperską, wszystko wydaje się być blisko, jak w grze komputerowej. Nie zapominasz twarzy zabitych ludzi. To zostaje z tobą”.

Snajper

Mówi, że czterech z pięciu Palestyńczyków zginęło. „Kilka godzin później D9 [opancerzony buldożer Caterpillar] zakopał ich w piasku. Kiedy zapytałam dlaczego, odpowiedzieli, że żeby psy ich nie zjadły i nie rozniosły chorób. Tego, który przeżył, umieszczono w klatce w placówce i powiedziano nam, że musimy czekać na przesłuchanie przez funkcjonariusza Szin Bet”.

Ale tego dnia nie pojawił się żaden przesłuchujący z Szin Bet. „Spędziłam noc w placówce, ale nie mogłam zasnąć; byłam tam jedyną dziewczyną. Nagle kilku żołnierzy mnie zawołało, więc poszłam z nimi do klatki. Palestyńczyk siedział tam, skuty kajdankami i z zawiązanymi oczami, i zdawał się marznąć z zimna.

„Nagle jeden z żołnierzy wyjął penisa i zaczął na niego sikać. Powiedział mu: »To za Be’eri, ty dupku, to za Novę«” – kibuc Be’eri i festiwal muzyczny Nova , dwa z miejsc zaatakowanych przez Hamas 7 października 2023 roku. „Nikt nie mógł przestać się śmiać. Ja chyba też”.

Następnego dnia przybył przesłuchujący z Shin Bet. „Był z nim przez 10 minut i powiedział, że to tylko jakiś facet, który próbował wrócić do domu w północnej Gazie, że nie ma nic wspólnego z Hamasem, więc go wypuścili” – mówi Maya, która została zwolniona kilka tygodni później. Ale to, co zobaczyła, pozostało w jej pamięci.

„Czułem się jak hipokryta, brudny. Brałem trzy prysznice dziennie; obraz jego bezradności nie dawał mi spokoju. Myśli dręczyły mnie nieustannie – jak mogłem po prostu tam stać i nic nie robić? Jak ja, ktoś, kto postępuje moralnie, pracuje jako wolontariusz z uchodźcami i uczestniczy w protestach , mogłem się na to zgodzić? Jak mogłem im nic nie powiedzieć i co to o mnie mówi? Nie mam odpowiedzi”.

Maya nie jest jedyną osobą z tej placówki, która doznała urazu moralnego. Yehuda również tam służył, w innym czasie, w ramach służby rezerwowej. „Mój pluton służył na [wojskowych] Hummerach i stanowił swego rodzaju oddział pierwszego reagowania w sektorze” – mówi.

„Był też Hummer pod dowództwem oficera o amerykańskim nazwisku. Służył tam od wielu miesięcy i za każdym razem, gdy jakaś brygada stamtąd wyjeżdżała, on po prostu dołączał do kolejnej. Był dziwnym facetem; podejrzanym.

„To roztrzaskało wszystko, co myślałem o wojsku, wszystko, co myślałem o nas, o sobie. Co jeszcze dzieje się w piwnicach? Jakie jeszcze sekrety skrywamy?

„Za każdym razem, gdy pytano go o przeszłość, odpowiadał coś innego, a gdy go o to pytano, wpadał w złość. Nie było jasne, czy wojna go wpędziła, czy był taki już wcześniej, ale wykonał swoje zadanie, więc nikt nie zadawał pytań”.

Pewnej nocy Palestyńczykowi udało się zbliżyć do placówki. „Wyruszyliśmy dwoma Hummerami” – mówi Jehuda. „Dowodziłem jednym z nich, a drugim amerykański oficer. Dotarliśmy do Palestyńczyka, który natychmiast uniósł ręce. Było oczywiste, że jest nieuzbrojony. Funkcjonariusz podszedł do niego, odczekał kilka sekund i po prostu strzelił – bez zadawania pytań, a podejrzany nic nie zrobił”.

„Byłem w szoku. Wróciliśmy na placówkę, wszedłem do sali operacyjnej i wraz z kilkoma oficerami obserwowałem to, co zostało nagrane z powietrza przez drona.

„To morderstwo, po prostu morderstwo” – powiedział jeden ze starszych oficerów, ale postanowili nic nie robić; po prostu zamiecili sprawę pod dywan. Zgłosili do dowództwa brygady, że zginął terrorysta. Nie było nawet odprawy. Ten oficer kontynuował służbę, jakby nic się nie stało, a ja nic mu nie powiedziałem. Nikt o tym nie wspomniał nawet podczas przesłuchania, które przeszliśmy pod koniec służby, jakby nigdy nic się nie wydarzyło.

Dwa miesiące później Yehuda pojechał z żoną do Madrytu. Pewnego dnia odwiedzili Muzeum Prado; ona jest doktorantką sztuki, o której Yehuda twierdzi, że nie ma zielonego pojęcia. Nagle stanął przed obrazem Goi.

„Jeśli uznamy, że wielu żołnierzy cierpi z powodu urazów moralnych, to w jaki sposób ma to związek ze stereotypem o najbardziej moralnej armii na świecie?”

Specjalista ds. zdrowia psychicznego

„Nie byłem szczególnie zainteresowany, ale nagle stanąłem obok jego obrazu, przedstawiającego bezbronnego mężczyznę unoszącego ręce przed żołnierzami z karabinami” – mówi Yehuda. „Podszedłem bliżej i obraz dokładnie przypomniał mi, co się stało. Spojrzenie w jego oczach, strach, przerażenie.

Poczułam, że nie mogę przestać patrzeć. Zaczęłam się pocić. To było okropne, a potem, zupełnie niespodziewanie, zaczęłam płakać. Nigdy nie płaczę i nie mogłam zrozumieć, co się ze mną dzieje.

„Moja żona spojrzała na mnie zestresowana. Zapytała: »Co się stało? Co się stało?« – a ja nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć. Byłem zdruzgotany. Ludzie nie mogli przestać na mnie patrzeć. Spróbuj wytłumaczyć, dlaczego wybuchasz płaczem w środku muzeum?”

Tej nocy Jehuda obiecał żonie, że po powrocie do Izraela pójdzie na terapię. „Próbuję się z tym pogodzić, ale to trudne” – mówi. „Wstyd mnie nie opuszcza. Jak to się stało, że stałem się kimś, kto stoi z boku i nie robi tego, co trzeba?”

Wspomnienia z pokoju przesłuchań

Niektórzy żołnierze twierdzą, że ich uraz moralny wynika z metod stosowanych w walkach w Strefie Gazy, o których wiele po raz pierwszy doniósł „Haarec”. Na przykład kilku snajperów z Brygady Nahal zastrzeliło Palestyńczyków szukających pomocy; przekroczyli oni arbitralnie ustaloną linię graniczną wyznaczoną przez armię.

„Kiedy strzelasz przez lunetę snajperską, wszystko wydaje się być blisko, jak w grze komputerowej” – mówi jeden z nich. „Nie zapominasz twarzy ludzi, których zabiłeś. To zostaje z tobą”.

„Od czasu wypisu ze szpitala ciągle moczę się w nocy; czuję się, jakbym został sam, jakby nikt nie mógł mi pomóc. Spędziłem miesiąc w szpitalu. Próbowali mi tłumaczyć, że muszę się z tym pogodzić, że czasu nie da się cofnąć. Łatwo im mówić. To nie są ludzie, którzy za każdym razem, gdy zamkną oczy, widzą kogoś, kto dostaje kulkę w czoło”.

Niektórzy żołnierze opowiadają o urazach psychicznych, których doznali, widząc Palestyńczyków wykorzystywanych jako żywe tarcze, lub będąc świadkami grabieży i aktów wandalizmu. „Wchodziliśmy do palestyńskich domów, a ludzie po prostu czerpali przyjemność z niszczenia” – mówi jeden z nich.

Widziałem ludzi kradnących sprzęt elektryczny, złote naszyjniki, gotówkę, wszystko. Niektórzy powiedzieliby, że wszyscy Arabowie to naziści i że kradzież nazistom to błogosławieństwo. Byłem zniesmaczony, ale nic nie powiedziałem. Szczególnie bolało mnie, gdy ludzie palili zdjęcia Palestyńczyków albo sikali na nich. Co w tym dobrego?

„Kiedyś żołnierz zauważył, że mi to nie odpowiada i powiedział: »Co z tobą? Oni i tak tu nie wrócą; ich historia jest skończona«. Nie odpowiedziałem; tylko skinąłem głową”.

Potem były operacje Jednostki 504, której jednym z zadań było przesłuchiwanie więźniów. „Byliśmy w akcji w północnej części Gazy i złapaliśmy w jednym z domów agenta Hamasu. Dostaliśmy rozkaz, żeby go pilnować do czasu pojawienia się przesłuchującego z Jednostki 504” – wspomina Eitan.

„Zawsze poruszają się parami – przesłuchujący i żołnierz. Kiedy przybyli, staliśmy na warcie przy wejściu do domu i mogłem słyszeć i widzieć całe przesłuchanie”.

Eitan mówi, że w pewnym momencie przesłuchujący zdjął więźniowi spodnie i bieliznę. „Wziął kilka opasek zaciskowych i przymocował jedną do jego penisa, a drugą do jąder. Zadał mu pytanie, a kiedy nie odpowiedział, zacisnął opaski jeszcze mocniej.

Powtarzali to w kółko; rozległ się oszalały wrzask. Nie przestawał krzyczeć, jakby dusza opuszczała jego ciało. W końcu przemówił; wszystko wypłynęło, a przesłuchujący zdjął opaski kablowe i wsadził go do ciężarówki. Musieli go zawieźć do aresztu.

Od tamtej pory, mówi Eitan, krzyki nie cichną. „To roztrzaskało wszystko, co myślałem o wojsku, wszystko, co myślałem o nas, o sobie. Skoro jesteśmy zdolni do zrobienia czegoś tak strasznego bez wiedzy cywilów, co jeszcze dzieje się w piwnicach? Jakie jeszcze sekrety skrywamy?”

„Kiedy zaczęto mówić o tym, że wszyscy terroryści zostali zabici przez specjalne środki, jakich używała jednostka w tunelach, ludzie byli podekscytowani, a mnie przypomniał się Holokaust”.

Facet

Eksperci twierdzą, że takie urazy psychiczne mogą również przytrafić się osobom narażonym na walkę z dystansu. Ran, na przykład, nie służył ani jednego dnia w Strefie Gazy. Był oficerem sił powietrznych w rezerwie w dowództwie obrony w Tel Awiwie, w jednostce odpowiedzialnej za planowanie nalotów.

„Po 7 października wszystko się zmieniło” – mówi. „Wszystko, co wiedziałem o stratach ubocznych, poszło w zapomnienie. Planowaliśmy i uzyskiwaliśmy zgodę na ataki, o których wiedzieliśmy, że będą wiązać się ze śmiercią dziesiątek cywilów, a czasem więcej. I to nic nie zmieniało. Mój kuzyn został zamordowany w Nowej. Byłem zaślepiony zemstą i wściekłością, ogarnięty nimi.

„To, co się wydarzyło, było nieproporcjonalne. Z upływem dni zaczęło mi to ciążyć. W jednej chwili planowaliśmy strajk, w którym ginęłyby dzieci, a w następnej siadaliśmy do hamburgera na Ibn Gabirol [głównej ulicy w Tel Awiwie]. To dysonans, którego nie da się powstrzymać, i czułem, że na moim czole zaczyna formować się ślad”.

Moment kryzysu, jak mówi, nastąpił 18 marca ubiegłego roku, kiedy Izrael złamał zawieszenie broni z Hamasem i rozpoczął nocną serię nalotów. Zginęły setki osób, głównie cywile.

„Nie mogłem już dłużej brać w tym udziału. Czułem, że jeśli będę dalej służył, zdradzę wszelkie dobro, które we mnie pozostało, osobę, którą chcę być” – mówi Ran. I nie jest w tym odosobniony. Kilku pilotów poprosiło o zwolnienie ze służby po tym, jak tej nocy zginęło tak wielu cywilów. Siły Powietrzne zgodziły się, ale poprosiły pilotów o zachowanie tajemnicy.

Ran wrócił do domu, ale nie mógł wrócić do pracy. „Nabawiłem się obsesji na punkcie oglądania najgorszych zdjęć martwych i rannych Palestyńczyków” – mówi. „Ciągle próbuję rekonstruować, czy miałem z tym coś wspólnego, czy jestem odpowiedzialny za te zdjęcia.

Mój psycholog powiedział mi, że brzmi to tak, jakbym sama sobie narzucała tortury. Prosił mnie, żebym przestała, ale nie mogę. Czuję, że to się na mnie zemści.

Moralności czy tożsamości

Oficjalnie Ministerstwo Obrony nie uznaje diagnozy urazu moralnego, która, jak zauważają eksperci, nie znalazła się jeszcze w Amerykańskim Podręczniku Diagnostyczno-Statystycznym Chorób Psychicznych (DSM). Żołnierz cierpiący na uraz moralny zgłasza się zatem do Departamentu Rehabilitacji ministerstwa, przechodzi przez komisję medyczną i zostaje zdiagnozowany jako cierpiący na PTSD. Choć czasami te dwie dolegliwości się pokrywają, to zasadniczo się różnią.

Problem błędnej diagnozy to coś więcej niż kwestia semantyki. Leczenie, jak twierdzi Zalsman z Krajowej Rady ds. Zapobiegania Samobójstwom, również jest zasadniczo inne. „PTSD leczy się poprzez rozległą, stopniową ekspozycję na traumę, której celem jest próba oddzielenia traumatycznego wspomnienia od reakcji emocjonalnej” – mówi.

„Krzywda moralna wymaga ukierunkowanej pracy nad akceptacją i pogodzeniem się z czynem, który spowodował kryzys. Innymi słowy, człowiek musi nauczyć się wybaczać sobie”.

Ale to może się wkrótce zmienić. Oczekuje się, że publiczny komitet powołany w październiku w celu znalezienia rozwiązań w zakresie traktowania niepełnosprawnych żołnierzy zarekomenduje Departamentowi Rehabilitacji uznanie krzywdy moralnej.

Według podkomisji „należy opracować protokoły leczenia, przeszkolić opiekunów i personel rehabilitacyjny oraz zwrócić uwagę na bezpośredni związek między urazem moralnym a zatrudnieniem, wkładem i rolą w społeczności”.

Armia również po cichu, choć późno, postanowiła uznać to zjawisko; na przykład armia amerykańska od lat stosuje protokoły leczenia urazów psychicznych. W ostatnich miesiącach, praktycznie w ukryciu, izraelscy specjaliści ds. zdrowia psychicznego opracowują protokół wstępnej interwencji dla żołnierzy cierpiących na urazy moralne.

Jednostka Rzecznika Sił Obronnych Izraela (IDF) nie wydała oświadczenia w tej sprawie, a cała sprawa jest utrzymywana w tajemnicy, w przeciwieństwie do wielu innych działań podejmowanych przez armię na rzecz zdrowia psychicznego żołnierzy podczas wojny. IDF odmówiło nawet nazwania tego zjawiska psychicznego „urazem moralnym”, preferując termin „uraza tożsamości”. Wojsko zaprzeczyło, jakoby za zmianą nazwy krył się jakikolwiek ukryty cel.

Ale źródła podają co innego. „To dość oczywiste, że wygłasza się tu oświadczenie społeczno-polityczne” – mówi oficer zdrowia psychicznego w rezerwie. „W końcu, skoro uznajemy, że wielu żołnierzy cierpi z powodu urazów moralnych, jak to ma się do stereotypu o najbardziej moralnej armii na świecie? Zamiast tego wybrali sformułowanie, które przerzuca odpowiedzialność na żołnierza, jakby problem dotyczył jego tożsamości, a nie działań, do których zlecili mu przełożeni”.

Inny oficer wojskowego systemu opieki psychiatrycznej powiedział, że decyzja miała na celu „znalezienie tymczasowego rozwiązania, które pozwoliłoby tym żołnierzom na leczenie bez irytowania polityków. Byłem obecny na spotkaniu, na którym starszy oficer powiedział: »Nie możemy nazywać ich krzywdami moralnymi; czy potrzebujemy, żeby Kanał 14 powiesił nas na drzewie?«” – mówi oficer, odnosząc się do stacji telewizyjnej sprzymierzonej z premierem Benjaminem Netanjahu . „Taki jest obecny nastrój w armii”.

Nie tylko wojsko odmawia bezpośredniego spojrzenia na urazy moralne; robi to również wielu żołnierzy. Boją się mówić znajomym o swoich uczuciach, obawiając się, że zostaną napiętnowani jako zdrajcy, lewacy lub słabeusze. „Kiedyś tak było z PTSD, a dziś to urazy moralne” – mówi Levi-Belz z Uniwersytetu w Hajfie.

„To nie dotyczy tylko młodszego dowódcy, dowódcy brygady, a nawet szefa sztabu, ale całego społeczeństwa. Rząd opowiada historię, która jest dychotomią: albo jesteś z nami, albo jesteś lewicowym zdrajcą, a to dotyka głównie młodych ludzi.

Żołnierz może obawiać się, że jeśli powie, że ma wątpliwości co do tego, co zrobili w Gazie, zespół może go postrzegać jako outsidera, którego należy wyrzucić. Dla takiego żołnierza może to być najgorsza rzecz, jaka może się wydarzyć – poczucie całkowitego odrzucenia. Dlatego w wielu przypadkach wolą o tym nie rozmawiać i nie szukać pomocy.

Na przykład Guy nadal nie chce dzielić się swoimi uczuciami z innymi żołnierzami. Służy w jednostce specjalnej Shaldag. Od 7 października odbył setki dni służby w rezerwie. W południe tej strasznej soboty został wezwany do wojska i otrzymał rozkaz udania się do Be’eri. To, czemu nie udało mu się tam zapobiec, zaczęło go prześladować.

„Ciężko mi za to winić i myślę, że jest wielu takich jak ja, ale oni postanowili skierować to gdzie indziej – zemścić się” – mówi Guy. „Ich oczy błyszczały za każdym razem, gdy wyruszaliśmy na zlecenie.

„Kiedy mówiono o wszystkich terrorystach zabijanych przez specjalne środki, których jednostka używała w tunelach, ludzie byli podekscytowani, a mnie przypomniał się Holokaust. To mnie zszokowało, ale kontynuowałem służbę. Myślałem, że może to minie”.

Jedna z operacji miała miejsce w szpitalu Al-Shifa w Gazie. „Cała okolica pachniała śmiercią, ciałami” – mówi. „Od tamtej pory nie mogę znieść zapachu spalonego mięsa. Zostałem wegetarianinem”.

„Właściwie pamiętam moment, kiedy spadł drugi but, kiedy zapach przypomniał mi to, co czułem w Be’eri. To sprawiło, że zacząłem się zastanawiać – kim się staliśmy? Kim się stałem ja? Do dziś boję się odpowiedzieć na to pytanie”.

Autorstwo: Tom Levinson
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło oryginalne: Haaretz.com
Przetłumaczono dla: WolneMedia.net

                     ELITY - DRUGI GARNITUR        Anna Bikont i Maria Kruczkowska z "Gazety Wyborczej"   Obie siostry redaktorki,...