środa, 8 kwietnia 2026

                         TUZY ELITY

          Jacek Rostowski - Jan Antony Vincent-Rothfeld

 

 

Jacek Rostowski, właśc. Jan Antony Vincent-Roth­feld (ur. 30 kwietnia 1951 w Londynie) – żydowski e­ko­no­mis­ta, od 2007 do 2013 minister finansów w pier­wszym i drugim rządzie Do­nal­da Tuska, w 2013 wice­pre­mier, od 2011 poseł na Sejm VII kadencji, od 2013 członek zarządu krajowego PO.

Główny odpowiedzialny za Aferę Deficytu Budżetowego a także uczestnik Afery Uboju Rytualnego w 2013 roku.

„Ojciec chrzestny polskiego deficytu budżetowego” - Kiedy w 2007 roku Jacek Rostowski wchodził do rządu, dług publiczny wynosił około 527 mld zł. W 2013 roku zadłużenie Polski wzrosło do 874 mld zł.

Jacek Rostowski pochodzi z rodziny żydowskich emigrantów. Jest wnukiem Jakuba Rothfelda (Rostowskiego), neurologa, profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i Polskiego Wydziału Lekarskiego w Edynburgu.

Jacek Rostowski jest żonaty z Wandą Rostowską, producentką i reżyserem filmowym. Ma dwoje dzieci.

Nikt o nim za bardzo wcześniej nie słyszał, a jego wykształcenie odpowiada polskiemu magistrowi ekonomii, mimo że niektórzy w Platformie tytułują go profesorem. - Minister Rostowski posiada stopień naukowy magistra ekonomii. Nie posiada tytułu naukowego ani stopnia naukowego doktora - przyznaje rzeczniczka Ministerstwa Finansów Magdalena Kobos. Minister-Rostowski-nie-jest-profesorem.

Jan Antony Vincent- Rothfeld(Jacek Rostowski) (ur. 30 kwietnia 1951 w Londynie) wnuk Jakuba Rothfelda-Rostowskiego (syna Mojżesza Rotfelda i Lei z domu Broder) w momencie otrzymania teki ministra finansów nie miał obywatelstwa polskiego i był obywatelem brytyjskim ! Wyszło to przypadkiem, gdy się okazało, że nie posiada on ani numeru pesel, ani NIPu. Nasuwa się pytanie - jeżeli Polskim Ministrem może być osoba posiadająca inne obywatelstwo (tak jak obecnie w przypadku Rostowskiego), to czyje interesy on reprezentuje? Posiada mnóstwo mieszkań na wynajem, ale próżno szukać tam jakiegoś polskiego adresu, jakby szykował się z góry do desantu, Taki pojawiam się i znikam. Rostowski ponadto będąc po "uszy zadłużonym" w niepolskich instytucjach finansowych znajduje się stale w "konflikcie interesów" !

W latach 1989-1991 wprowadzano w Polsce tzw. Plan L. Balcerowicza (w momencie wprowadzania swojego planu jedynie doktora nauk ekonomicznych!). Plan L. Balcerowicza był wierną kopią tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, który początkowo miał mieć zastosowanie w krajach Ameryki Łacińskiej. Od 1986 (1987) roku (po deklaracji Gorbaczowa iż zgodzi się w przyszłości na Zjednoczenie Niemiec... a więc de facto na upadek komunizmu) plan ów (którego głównymi współtwórcami byli G. Soros i J. Sachs oraz po trosze J. Wiliamson) postanowiono zastosować go w krajach postkomunistycznych. Wybrano jako cel eksperymentu Polskę (sic!) posiadającą największy majątek do oddania ze wszystkim krajów "postkomunistycznych", będącą największym i najbardziej znienawidzonym oraz "krnąbrnym" krajem postsocjalistycznym oraz mającą służyć jako przetarcie drogi włączenia tychże krajów do planu globalizacji światowej.

Doradcami L. Balcerowicza we wdrażaniu owego planu byli m.in.: J. Sachs i... Jan Jacek Antony Vincent-Rostowski. W tym czasie też Vincent Rostowski był też wykładowcą w UCL School of Slavonic and East European Studies, University of London.

W momencie otrzymania teki ministra nawet nie miał obywatelstwa polskiego a tylko brytyjskie. To pierwszy taki przypadek braku polskiego obywatelstwa w szeregach rządzących Polską od czasu powołania obywatela ZSRR, towarzysza Konstantego Ksawerowicza Rokossowskiego na Marszałka Polski.

Wyśmiewany jest jako ekonomista, który tymże ekonomistą został jedynie dzięki G. Sorosowi, który raczył go zatrudnić na Węgrzech w szkole założonej przez swoją fundację (Brytyjczycy wykpiwają fundację Sorosa).

roku 1995 został Vincent Rostowski został profesorem mianowanym prywatnej uczelni (nie posiada tytułu naukowego ani stopnia naukowego doktora) i kierownikiem Katedry Ekonomii na Central European University w Budapeszcie. Uniwersytet ten założony został w 1991 roku przez obywatela USA, węgierskiego Żyda - Georga Sorosa

Trzeba przyznać, że odkąd został ministrem Finansów w Polsce nie mamy problemów z pozyskaniem kolejnych kredytów z MFW. Orban ujawnia na jakich warunkach mfw udziela europie pożyczek, na jakich warunkach te pożyczki są udzielane i widzimy, że w Polsce te warunki są skrupulatnie wypełniane. Węgry ich nie chcą. My możemy się domyślać, że ministra Rostowskiego dostaliśmy niejako w pakiecie od międzynarodowej finansjery. To nie polski rząd zdecydował, że Polacy mają pracować dłużej, a najlepiej do śmierci (biorąc pod uwagę, że najkrócej żyjemy w Europie), o tym zdecydowali bogaci żydowscy bankierzy, aby mogli być jeszcze bogatsi.

Za czasów ministra V. Rostowskiego: dwukrotnie wyprowadzono z Polski nawet setki miliardów złotych poprzez spekulacyjna grę na polskim złotym prowadzona m.in. przez Goldman Sachs oraz dodatkowo "wyssano" polskie finanse za pomocą tzw. asymetrycznych opcji walutowych a dług publiczny Polski wzrósł do 800 mld zł (różne szacunki mówią nawet 3 bilionów?), deficyt do 100 mld zł a zadłużenie zagraniczne do 250 mld USD - stan finansów Polski jest stanem "przedzawałowym", "przed-upadłościowym", a minister finansów zyskuje miano "mistrza kreatywnej księgowości" i finalizuje się być może ostateczną destabilizację i grabież Polski.

Z informacji jakie są dostępne, wynika, że ten brytyjski obywatel (polski także, ale rozlicza podatki w naszym kraju dopiero od trzech lat) sprawujący funkcję polskiego ministra finansów ukończył kursy z dziedziny ekonomii, historii i stosunków międzynarodowych na brytyjskich uczelniach, gdzie też pracował przez kilka lat jako młodszy wykładowca. Kariera naukowa jednak najwyraźniej mu się nie udała, skoro nie zrobił nawet doktoratu.

Po 1989 roku postanowił skorzystać ze swych polskich korzeni, przeniósł się do Polski i zaczął się kręcić wokół Leszka Balcerowicza oraz ludzi z ówczesnego KLD, a obecnej PO, co zaowocowało kilkoma synekurami – a to przy niesławnej „powszechnej prywatyzacji”, a to w CASE, a to znowu w NBP, a to wreszcie w uczelniach George’a Sorosa, w których został nawet „profesorem” ekonomii. Tytułem tym zresztą do dziś określają go niektórzy co bardziej usłużni dziennikarze.

Generalnie można odnieść wrażenie, że jego główną kompetencją – podobnie zresztą jak Radka Sikorskiego – była tak naprawdę dobra znajomość angielskiego, której to umiejętności w pierwszych szeregach PO zawsze brakowało. I to właśnie dzięki niej trafiła mu się posada ministra finansów. Jeśli chodzi o inne zajęcia ministra, to ciągle zajmuje się on wynajmem pięciu mieszkań i dwóch domów w Wielkiej Brytanii. Najwyraźniej nie jest to jednak interes kokosowy, skoro miał prawie 200 tys. funtów długu.

Biorąc pod uwagę wszystkie te fakty, nie można się specjalnie dziwić, że minister Rostowski z zadaniem, które mu przypadkowo w gruncie rzeczy wpadło w ręce, zupełnie sobie nie poradził. Bowiem ani wykształcenia, ani temperamentu do prowadzenia tak skomplikowanej instytucji jak Ministerstwo Finansów po prostu nie posiada. W efekcie ten sam człowiek który w 2010 roku deklarował wprowadzenie podatku liniowego to w 2013 roku, miał w kasie manko na 100 miliardów złotych i aby je zmniejszyć, zwiększa obciążenia podatkowe.

W oficjalnym życiorysie "prof" Rostowskiego można przeczytać, że był on "doradcą rezydenta Putina d/s polityki makroekonomicznej”, można się więc domyślać że koledzy prezydenta Putina zostali też doradcami ministra Rostowskiego.
Naiwni krytycy ministra zarzucają mu błędy, nieudolność. Podobnie ocenia się zresztą cały rząd PO a zarówno rząd jak i minister Rostowski są przerażająco sprawni - robią dokładnie to, czego oczekują ich "doradcy".

Słowem: za zły wybór premiera Tuska zapłacą jak zwykle wszyscy Polacy!

Ile warte są zapewnienia o radosnej starości na emeryturze, dobitnie pokazuje Jan Vincent Rostowski. Własnym przykładem. Minister finansów najwyraźniej nie wierzy, że można żyć godnie na starość za pieniądze uzbierane w ZUS-ie. On sam na jesień życia uzbierał prawie półtora miliona złotych, ale w... brytyjskim funduszu emerytalnym

Minister finansów Jacek Rostowski otrzymuje sutą emeryturę z Anglii - średnio 17,4 tys zł miesięcznie a Polakom poleca oszczędzanie w ZUS!

Rząd PO-PSL kombinuje przy reformie systemu emerytur. Polacy staną przed wyborem - oszczędzać w ZUS czy w OFE. Każdy będzie musiał zdecydować sam. A co poleca człowiek odpowiedzialny za finanse w Polsce - minister Jacek Rostowski? - Bez wątpienia byłby to ZUS. - odpowiedział na tak zadane pytanie Rostowski.
Ministrowi łatwo powiedzieć, bo sam na emeryturę odkładał w Anglii i teraz pobiera z tamtejszego systemu emerytalnego megaemeryturę. Przez ostatnie lata Rostowski otrzymywał średnio miesięcznie 17,4 tys złotych z angielskiego systemu emerytalnego.

Z funduszu emerytalnego wicepremier Rostowski ma co miesiąc średnio ok. 2600 złotych. A kiedy został emerytem, wypłacono mu jednorazowo aż 328 tysięcy złotych! W sumie – podliczając ostatnie dwa lata życia na emeryturze – wychodzi więc po 17 400 zł miesięcznego świadczenia.

To czarna propaganda i zwyczajne oszustwo w sprawie OFE” „To, co rząd chce zaproponować - możliwość wyboru i przenoszenia pieniędzy z OFE do ZUS - to kolejna wersja przekrętów emerytalnych. Proponując to, rząd powinien zaproponować także możliwość przenoszenia pieniędzy w drugą stronę - z ZUS do OFE. W innym wypadku to jest zwyczajne oszustwo i okradanie obywateli z ich oszczędności przez Ministra Finansów!

Kiedy w 2007 roku Jacek Rostowski wchodził do rządu, dług publiczny wynosił około 527 mld zł. W 2013 roku zadłużenie Polski wzrosło do 874 mld zł. W tym samym czasie minister finansów zarobił 2,7 miliona złotych. To my, Polacy, składaliśmy się na jego pensje!

Rostowski grubo pomylił się w rachubach. Deficyt finansów publicznych miał wynieść niecałe 36 miliardów złotych. Teraz okazuje się, że przy wariancie „optymistycznym” wyniesie 51,6 miliarda, a jak pójdzie źle – to nawet 60 mld zł.

Minister finansów Jacek Rostowski zadłużył każdego Polaka na 10 tys zł! Każdy Polak ma przez niego założoną pętlę finansową na szyi. Bo kto spłaci te długi, jak nie my i nasze dzieci? Każdy z nas – dziecko, dorosły i starzec, chory, czy zdrowy, pracujący, czy nie – ma do spłacenia średnio niemal 10 tys. zł! I na co poszły te pieniądze?
Marek Zuber nie ma wątpliwości, że olbrzymia część poszła na rozbudowę administracji!

W 2013 roku został zdymisjonowany przez premiera Tuska. Jacek Rostowski pozostawił finanse państwa w złym stanie. Uważał, że może je ustabilizować nie głębokimi reformami, ale drobnymi korektami.
Gdy okazało się, że nie osiągnie w ten sposób zapowiadanego celu, jakim było ograniczenie deficytu finansów publicznych do 3 proc. PKB i zdjęcie z Polski przez Komisję Europejską procedury nadmiernego deficytu, minister finansów sięgnął po pieniądze Otwartych Funduszy Emerytalnych.
Aby usprawiedliwić swój czyn, rozpoczął kampanię propagandową przeciwko OFE oraz jego autorom, która nie przystoi poważnemu politykowi. Nie był jednak w stanie poprawnie napisać nowelizacji ustawy o Otwartych Funduszach Emerytalnych. Doprowadził w ten sposób do poważnego kryzysu politycznego. Budżet na 2014 rok zależny jest od pieniędzy zabranych funduszom, a tymczasem ustawa, która pozwalałaby te pieniądze wykorzystać, nie jest gotowa a sam Rostowski uciekł przed odpowiedzialnością na tłustą emeryturkę... angielską!


 

                                       https://www.youtube.com/watch?v=R5uc7Sq9rfg

 

Jacek Rostowski do kryminału! - tłumaczy Andrzej Pochylski
 
 
 
Fiskus zbankrutował, więc minister finansowy Rostowski czmychnął z rządu - Stanisław Michalkiewicz

www.yelita.pl 

 

 

 

Rośnie liczba donosów do skarbówki



W ub.r. liczba informacji sygnalnych, określanych potocznie donosami, skierowanych do jednostek KAS wzrosła o blisko 6% w porównaniu z 2024 rokiem. Natomiast zestawiając ubiegłoroczne dane z tymi z 2023 roku, widać już wzrost o ponad 10,5%. Według znawców tematu, to nie musi oznaczać pogorszenia poziomu przestrzegania prawa podatkowego. Analizy wskazują, że nawet do 70% zgłoszeń bywa motywowanych konfliktami osobistymi. Najczęściej autorami doniesień są pracownicy, członkowie rodziny, sąsiedzi oraz kontrahenci. Do tego z zebranych danych wynika, że informacje przeważnie mają charakter anonimowy.

Jak wynika z danych z szesnastu izb administracji skarbowej, w 2025 roku liczba informacji sygnalnych skierowanych do jednostek KAS wyniosła 84,4 tys. To o 5,8% więcej niż w 2024 roku, kiedy takich przypadków odnotowano 79,8 tys. Natomiast porównując dane ubiegłoroczne z tymi z 2023 roku, widać wzrost o 10,6%. W 2023 roku było bowiem 76,3 tys. informacji sygnalnych. „Sam wzrost liczby informacji sygnalnych nie musi oznaczać pogorszenia poziomu przestrzegania prawa podatkowego. Może on świadczyć raczej o większej aktywności społecznej i zaufaniu do instytucji państwa jako skutecznego adresata takich zgłoszeń. Jednocześnie skala zjawiska wymaga ostrożnej interpretacji, ponieważ część informacji sygnalnych może być motywowana także sporami osobistymi lub biznesowymi i nie zawsze prowadzi do potwierdzenia nieprawidłowości” – komentuje dr Anna Wojciechowska, ekspertka BCC i była naczelnik Wydziału Kontroli Podatkowej Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku.

Natomiast Sebastian Polański z Referatu Komunikacji IAS we Wrocławiu zaznacza, że w ostatnich latach możemy zaobserwować rosnącą świadomość społeczną w zakresie dochodzenia własnych praw. Podatnicy, dzięki łatwej dostępności opracowań o charakterze prawniczym na różnych platformach internetowych czy prowadzonych kampanii edukacyjnych przez KAS, coraz bieglej odnajdują się wśród przepisów prawa podatkowego. Nie bez związku może również pozostawać sytuacja gospodarcza w kraju. Inflacja powoduje, że obywatele stają się bardziej wyczuleni na nieuczciwe zarabianie pieniędzy lub unikanie opodatkowania. Pozytywny wpływ mają również nagłaśniane w mediach sprawy, które pokazują, że informowanie organów ścigania o zaobserwowanych nieprawidłowościach może przynieść realny skutek. „Roczna liczba informacji sygnalnych nie wydaje się nadzwyczajnie wysoka, jeśli zestawimy ją z liczbą podatników i przedsiębiorców w Polsce oraz ogólną skalą obrotu gospodarczego. W tym kontekście można ją określić raczej jako umiarkowaną. Jednocześnie jest na tyle duża, że wymaga od administracji skarbowej sprawnego systemu wstępnej selekcji i weryfikacji zgłoszeń. Ważne jest, aby organy reagowały w sposób wyważony, proporcjonalny i oparty na obiektywnej analizie okoliczności każdej sprawy” – mówi Aldona Międlar-Adamska, radca prawny z kancelarii Ars Aequi.

Jak podkreśla Michał Deruś, rzecznik prasowy IAS w Lublinie, znaczna część donosów jest inicjowana przez emocje takie jak złośliwość, zazdrość lub osobiste urazy. Analizy wskazują, że nawet do 70% zgłoszeń bywa motywowanych konfliktami osobistymi, np. sąsiedzkimi animozjami, napięciami rodzinnymi czy sporami rozwodowymi. Dostrzegalna poprawa sytuacji majątkowej znajomych (nowy dom, samochód) lub rodzinne nieporozumienia (podziały majątku, rozstania) często skłaniają do złożenia donosu. „Informacje sygnalne bywają niestety wykorzystywane nie tylko w trosce o przestrzeganie prawa, lecz także jako narzędzie rozwiązywania prywatnych konfliktów. Tego rodzaju postawa może wynikać również z napięć ekonomicznych i rosnących nierówności społecznych. Sukces majątkowy innych bywa często postrzegany nie jako osiągnięcie, lecz jako potencjalne nadużycie. Przykładowo, sygnalista uważa, że dana osoba, np. sąsiadka, nie pracuje, a pozwala sobie na nowe auto. W rzeczywistości ona wykonuje obowiązki zdalnie i dlatego większość czasu spędza w domu” – dodaje dr Anna Wojciechowska.

Z kolei Małgorzata Spychała-Szuszczyńska, rzecznik prasowy IAS w Poznaniu, zaznacza, że najczęściej autorami doniesień są pracownicy, członkowie rodziny, sąsiedzi oraz kontrahenci. Zgłoszenia składane są w urzędach skarbowych przez podatników w tradycyjny sposób – za pośrednictwem poczty bądź w biurze podawczym urzędu oraz elektronicznie w formie e-maili. Przeważnie mają charakter anonimowy, tylko niewielka część jest podpisana z imienia i nazwiska. W większości przypadków informacje zawarte w doniesieniu są bardzo ogólne, często uniemożliwiają jakąkolwiek weryfikację. „Fakt, że zgłoszenia mogą być anonimowe, ma duże znaczenie. Z jednej strony zwiększa poczucie bezpieczeństwa i chroni sygnalistę przed możliwymi reperkusjami społecznymi czy zawodowymi, co zachęca do działania w interesie publicznym. Z drugiej strony może sprzyjać zgłoszeniom mniej przemyślanym lub motywowanym emocjami, dlatego każda informacja wymaga starannej weryfikacji przez organy” – analizuje mec. Aldona Międlar-Adamska.

Jak zaznacza dr Wojciechowska, wiele zgłoszeń opiera się na domysłach, a nie na rzeczywistych nieprawidłowościach. W konsekwencji znaczna część informacji sygnalnych jest pochopna i obciąża administrację, utrudniając wykrywanie prawdziwych naruszeń. Nie oznacza to jednak, że rola sygnalistów jest bez znaczenia. Potrzeba lepszej edukacji, selekcji zgłoszeń i skutecznych mechanizmów ich weryfikacji. „Zmienia się społeczne podejście do sygnalizowania naruszeń. Stopniowo odczarowywany jest pejoratywny wydźwięk słowa donos, a akcentowana jest rola sygnalisty jako osoby działającej w interesie publicznym. Jednak kulturowo wciąż silna jest potrzeba anonimowości. Wielu obywateli wybiera formę zgłoszenia, która zapewnia im poczucie bezpieczeństwa, np. list tradycyjny” – dodaje Michał Deruś, rzecznik prasowy IAS w Lublinie.

W opinii Aldony Międlar-Adamskiej, wybór anonimowości może wynikać z obawy przed napięciami w otoczeniu czy stygmatyzacją w społeczności lokalnej. Taka bojaźń powstrzymuje część osób przed zgłoszeniem, ale anonimowość sprzyja też zgłoszeniom pochopnym, bez oparcia w faktach. Kluczowe jest, aby organy każdorazowo wnikliwie weryfikowały otrzymane sygnały, oddzielając te uzasadnione od wynikających z emocji lub konfliktów osobistych.

Autorstwo i źródło: MondayNews Polska
Nadesłano do portalu WolneMedia.net

 

Kolejna pandemia jest kwestią czasu?

„Kolejna pandemia (…) może być groźniejsza niż COVID-19” – uważają specjaliści raportu „The Time to Act is Now” („Czas by działać jest teraz”), sporządzonego na zlecenie kanadyjskiego rządu. W bardzo podobnym tonie wypowiedział się na naszym krajowym podwórku zajmujący się leczeniem chorób płuc Tomasz Karauda z uniwersyteckiego szpitala w Łodzi, a z USA dotarły do nas wieści o nowym, szybko rozprzestrzeniającym się wariancie koronawirusa „Cicada”. Co jednak bardziej niepokojące, nie są to pojedyncze głosy, ale wpisujące się w szereg zdarzeń, prowadzących stopniowo do coraz bardziej nachalnej narracji, która sugeruje, że powinniśmy się szykować na powtórkę z rozrywki.

https://www.youtube.com/watch?v=cL2HKrA0omI&t=5s

Wszystko zaczęło się od tzw. traktatu antypandemicznego, którego głównymi założeniami była cenzura każdej narracji odbiegającej od oficjalnej oraz formalne ustanowienie nadrzędnej roli WHO w zarządzaniu przyszłymi pandemiami. Na szczęście rozbiły się o oburzenie opinii publicznej. Jakby na potwierdzenie pod naszym nosem dwoje znanych wirusologów: Agnieszka Szuster-Ciesielska i Tomasz Dzieciątkowski postanowiło wydać książkę nt. zdrowia w oparciu o „wiedzę opartą na dowodach naukowych” i obalającą „fake newsy”, a Paweł Grzesiowski – szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego – zaczął nawoływać by punkty szczepień były nawet w kościołach. Przypadek?

W parze z tymi wydarzeniami pojawiły się również represje. W Polsce izby lekarskie wznowiły procesy ponad 100 niezależnych lekarzy, by zdążyć z ich ukaraniem zanim z końcem 2025 roku zarzuty ulegną przedawnieniom. Z kolei zagranicą najgłośniejszy był przypadek Reinera Fuëllmicha. Niemiecki prawnik, znany m.in. z wygranych procesów z Volkswagenem i Deutsche Bankiem, postawił sobie za cel wspólnie z grupą specjalistów rozliczenie autorów pandemicznego bezprawia. Trafił do więzienia, a teraz z godnym podziwu spokojem walczy by udowodnić swoja niewinność.

Teraz przyszedł czas na kolejny krok. Na „Onecie” pojawił się artykuł pt. „Kolejna pandemia to kwestia czasu” – dotyczący wspomnianego na wstępie raportu kanadyjskiego zespołu, który zawiera ostrzeżenia i odpowiednie zalecenia na przyszłość. Materiał o identycznym tytule ukazał się też w podcaście Anny Kolasińskiej-Szemraj, u której wystąpił Tomasz Karauda. Lekarz otwarcie powiedział, że pandemia prędzej czy później nastąpi, z sugestią, że raczej prędzej. Negujących oficjalną narrację przedstawił jako niedoinformowanych laików, którzy finalnie źle kończą. A warto nadmienić, że Anna Kolasińska to osoba znana (352 tys. subskrypcji na YouTube’ie), która popularność zdobyła nie tylko dlatego, że jest piękną i atrakcyjną kobietą, ale także ze względu na historię jej pracy dla linii Etihad Airways oraz arabskiego szejka, co zaowocowało wieloma wywiadami i dwiema wydanymi książkami, więc rozmowa z pewnością trafiła do szerokiego grona odbiorców. Szkoda, że w parze z urodą nie poszło bardziej krytyczne myślenie. Może dla równowagi pani Ania zaprosiłaby do studia Pawła Basiukiewicza lub Zbigniewa Martykę?

Sytuacja niepokojąco przypomina tą sprzed 8 lat. W 2018 roku, na „stulecie” grypy hiszpanki powstał dokument o tej chorobie, w polskiej wersji brzmiący „Pandemia zabójczej grypy”, w którym – oprócz mowy o zakażaniu bezobjawowym i konieczności noszenia masek – padła właśnie kwestia, że kolejna pandemia jest nieunikniona! Proroctwo z kryształowej kuli już rok później się spełniło. Teraz jesteśmy karmieni rzadko, ale za to systematycznie i coraz większymi porcjami, co jednak przechodzi niemal niezauważenie. Jest to tym prostsze, że uwaga społeczeństwa jest skierowana na inne obszary. A warto się nad tym pochylić, ponieważ w tego rodzaju teście reakcji jej brak jest równoznaczny z przyzwoleniem. Nie bądźmy więc bierni, bo mamy jeszcze czas. Tylko jak dużo?

Autorstwo: Radek Wicherek
Na podstawie: YouTube.comOnet.pl, WP.pl, TVP, WolneMedia.net, LubimyCzytac.pl
Źródło: WolneMedia.net

wtorek, 7 kwietnia 2026

                            TUZY ELITY

                            Janusz Piechociński

  

Janusz Piechociński (ur. 15 marca 1960 w Studziankach) – polityk, poseł na Sejm I, II, IV, VI i VII kadencji. Od 17 listopada 2012 prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego. Od 6 grudnia 2012 wiceprezes Rady Ministrów i minister gospodarki.



 

Wieloletni poseł, za­pa­lo­ny grzybiarz, zwo­len­nik odnowy PSL i ko­ncep­cji "trzech dru­żyn" ludowców: par­la­men­tar­nej opartej na ekspertach, rządowej z Waldemarem Paw­la­kiem oraz po­li­tycz­nej z szefem PSL - to nowy prezes ludowców Janusz Piechociński.

Polski goj na usługach międzynarodowego lobby uboju rytualnego (żydowsko-islamskiego), zwolennik mordów rytualnych czyli podrzynania zwierząt na żywca bez ich ogłuszania!

Piechociński urodził się w 1960 roku w Studziankach (obecnie Studzianki Pancerne) w woj. mazowieckim. Od 1963 roku mieszka pod Warszawą. Jak wynika z informacji z jego strony internetowej, ukończył szkołę podstawową w Nowej Iwicznej, szkołę średnią w Piasecznie (1975- 1980) oraz Technikum Elektryczne - specjalność: elektronika ogólna. Jest absolwentem ekonomiki obrotu towarami w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (obecnie Szkoła Główna Handlowa); jego praca magisterska dotyczyła polityki inwestycyjnej w Polsce. W latach 1987-1999 był pracownikiem naukowym tej uczelni. Był działaczem Związku Młodzieży Wiejskiej.

Na stronie internetowej pisze, że członkiem PSL jest od 1990 (we władzach wojewódzkich i krajowych). To poseł na Sejm z okręgu podwarszawskiego I, II, IV, VI i obecnej VII kadencji. W latach 90. był m.in. członkiem sejmowej komisji finansów i budżetu, przewodniczącym nadzwyczajnej komisji ds. przeciwdziałania patologii w gospodarce, wiceprzewodniczącym komisji ds. reformy centrum gospodarczego. W latach 2000-01 był członkiem Narodowej Rady Integracji Europejskiej przy premierze. W latach 2001-05 był przewodniczącym sejmowej komisji infrastruktury, później jej wiceprzewodniczącym, w obecnej kadencji ponownie szefuje tej komisji.

W latach 1999-2001 oraz 2006-07 był radnym Sejmiku Mazowieckiego; w latach 1999-2001 prezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie. W latach 2005-2007 pełnił funkcję dyrektora ds. procesów inwestycyjnych w Zespole Doradców Gospodarczych oraz społecznym prezesem Krajowego Ruchu Ekologiczno-Społecznego.

Otwarta rywalizacja między Pawlakiem a Piechocińskim sięga 2010 roku. Piechociński zapowiedział, że będzie starał się o fotel prezesa PSL po ostatnich wyborach prezydenckich, w których Pawlak uzyskał 1,75 proc. głosów. Piechociński otwarcie krytykował to, w jaki sposób kandydat PSL starał się o prezydenturę, a po słabym wyniku lidera mówił, że żaden z celów stawianych przez ludowców przed kampanią nie został osiągnięty i domagał się, by Pawlak zgłosił wniosek o wotum zaufania wobec siebie na forum partii.

Pawlak zgłosił taki wniosek, Rada PSL udzieliła mu poparcia, on sam nie krył jednak pretensji do Piechocińskiego za zgłoszenie pomysłu. "Na Janusza nie można było liczyć przed wyborami, ale można było liczyć po wyborach; nie można było liczyć na pozytywne zaangażowanie, ale można liczyć na negatywne" – oceniał.


Podczas swej kampanii na kilka miesięcy przed kongresem Piechociński apelował o odnowę Stronnictwa. "Nie będzie lepszego PSL, jeśli każdy z nas nie będzie lepszy, jeśli nie będą lepsze nasze koła, organizacje gminne, powiatowe i wojewódzkie. Nie będzie lepszej polityki, jeśli nie będzie lepszego PSL" – przekonywał.

Już w sierpniu zapowiadał także, że jeśli zostanie prezesem Stronnictwa, nie ma zamiaru zajmować stanowiska wicepremiera. "Po wyborach w PSL nie będę wchodził do rządu. Ten rząd w składzie premier Donald Tusk i wicepremier Waldemar Pawlak powinien zostać także po kongresie PSL i mieć solidne wsparcie społeczne i polityczne" - powiedział. Mówił również: "Będę pierwszym w historii Polskiego Stronnictwa Ludowego po 1991 roku prezesem, który nie wybiera się do władzy państwowej i zajmie się do 2015 roku PSL-em, a w roku 2015 roku odda prezesurę ludziom młodszego pokolenia”.

Na dzień przed kongresem opisał na blogu swoją koncepcję "trzech drużyn - parlamentarnej opartej o szerokie zespoły eksperckie, rządowej z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem na czele oraz politycznej z nowym prezesem PSL, który ruszy w Polskę i zacznie budować Wielki Ruch Ludowy". "Proponuję klarowny podział zadań, z nikogo nie rezygnuję. Każdego – dla dobra Polski i PSL – pragnę wykorzystywać zgodnie jego dorobkiem, kwalifikacjami i wiedzą" - zaznaczył.

Przyznał, iż zdaje sobie sprawę, że jego start w wyborach "może wydawać się zaskakujący". "Dzieje się to w czasie, gdy jesteśmy już 5 lat w koalicji rządzącej. Nie mam mentalności samobójcy, nie wystartowałbym, gdyby sprawy w Stronnictwie szły w dobrym kierunku. Mowa tu przede wszystkim o sprawach wewnętrznych naszej partii" - tłumaczył.

Wyjaśniając, dlaczego startuje w wyborach, podkreślał także, że "w 2003 roku PSL było najbogatszą partią polityczną w Polsce", a obecnie "jest najbiedniejszą"; pytał też, "dlaczego w Stronnictwie nie ma gospodarza?". "Przez wspomniane 5 lat rządów nie umiemy poszerzyć poparcia społecznego. Nie budujemy partii do wewnątrz. Nie umiemy uruchamiać mechanizmów partiotwórczych, które zablokowałyby te procesy" - punktował. Ocenił, że "PSL-u parlamentarnego, w większej części Polski praktycznie już nie ma", a kierownictwo Stronnictwa jest "bardzo słabe".

Od lat ulubioną mantrą Janusza Piechocińkiego jest powtarzanie, że PSL mógłby zgarniać w wyborach 15 procent poparcia, czyli dwa razy więcej niż teraz.

- Waldkowi nie zależy, żeby partia była większa, bo nie mógłby jej kontrolować – powtarzał od lat.
- Pożyjemy – zobaczymy – odpowiadają na to ludowcy.

Dla wywodzących się z roli liderów PSL bezrolny Janusz Piechociński zawsze był podejrzany i traktowany z dystansem. Gdy na zjazdach PSL chłopi przerzucali się hektarami posiadanej przez siebie ziemi, Piechociński mógł jedynie pochwalić się karierą początkującego naukowca, którą rozpoczynał pod koniec lat 80. w warszawskiej SGPiS (dzisiejszej SGH). Na początku lat 90 zapisał się do PSL i od razu wszedł do Rady Naczelnej PSL. Od tamtej pory, z małymi przerwami, zasiadał w Sejmie. I choć był jednym z najbardziej pracowitych posłów nie zrobił błyskotliwej kariery, ani parlamentarnej, ani rządowej. Stał w cieniu Waldemara Pawlaka, który nigdy nie powierzył mu poważniejszej funkcji niż kierowanie sejmową komisją infrastruktury.

Przez lata Piechociński był dyżurnym kontrkandydatem Pawlaka w licznych wewnętrznych wyborach, jego krytykiem, i alternatywą, ale nie potrafił mu poważnie zagrozić. Startując w roli outsidera powtarzał, że w ten sposób korzysta z prawa do demokracji. Jeszcze pół roku temu jedynym kandydatem na prezesa był wszechwładny Pawlak. Jedynym, który mógłby mu zagrozić był minister rolnictwa Marek Sawicki, którego wysadziła z siodła afera taśmowa. O Piechocińskim kilka miesięcy temu nikt nie wspominał, a gdy zgłosił swą kandydaturę chłopi machali ręką.- Żadnych szans – mówiono w PSL.

Piechociński ruszył w teren i mówił swoim rówieśnikom, którzy ocaleli w partii, że nadszedł ich czas. Opowiadał, że z umowy koalicyjnej można znacznie więcej wycisnąć. Że trzeba skończyć z jednowładztwem Pawlaka. Że PSL powinien składać się z trzech sił: partyjnej, rządowej i parlamentarnej, i że on po zwycięstwie zajmie się budowaniem struktur w terenie.

Tylko, że Janusz Piechociński, obejmując stanowisko wicepremiera i ministra gospodarki złamał te wszystkie obietnice. Zamiast tworzyć trzy drużyny wszedł w buty Pawlaka i już wiadomo, że czasu na budowanie struktur w terenie mieć nie będzie. Złagodniała też jego antykoalicyjna retoryka.

"Wszystkie ręce na pokład do walki z kryzysem" - powiedział Janusz Piechociński, który zgodził się przyjąć tekę ministra gospodarki Tusk powiedział też, że koalicyjny PSL i jego prezes Janusz Piechociński nie wystosowali propozycji zmiany umowy koalicyjnej. Dodał, że na stanowiskach pozostają dwaj dotychczasowi ministrowie z PSL. Zadeklarował też "racjonalne działania wewnątrz koalicji rządowej", a także otwartość w dialogu w ramach prac w parlamencie.
"Jest nam potrzebna lepsza, twórcza polityka" - ocenił Piechociński. Przyznał też, że jego wejście do rządu jest wynikiem oczekiwań m.in. władz PSL. Zadeklarował też "racjonalne działania wewnątrz koalicji rządowej", a także otwartość w dialogu w ramach prac w parlamencie. "Jest nam potrzebna lepsza, twórcza polityka" - ocenił Piechociński. Przyznał też, że jego wejście do rządu jest wynikiem oczekiwań m.in. władz PSL.

Do zainteresowań Piechocińskiego należą piłka nożna, ekologia, polityka i historia; znana jest jego pasja do grzybobrania. Na swej stronie pisze, że jest stałym grzybiarzem w Puszczy Kozienickiej, a na co dzień w lasach chojnowskich. "Zbieranie grzybów i gry zespołowe to moje dwie pozazawodowe pasje. Przez ostatnie półtora miesiąca wstawałem codziennie o godzinie 4.50 po to, żeby o 5.10 być w lesie. Choć to jeszcze nie sezon na grzyby, to wygarnąłem w tym roku chyba z 85 kg czerwonych kozaków, z czego moja rodzina skonsumowała około 5 kg, zaś resztę rozdałem znajomym i przyjaciołom. Zbieranie grzybów polega właśnie na tym, że można się nimi dzielić z innymi" - pisał Piechociński w ubiegłym roku w materiale podsumowującym poprzednią kadencję Sejmu.

Piechociński ma żonę Halinę oraz trójkę dzieci: Anię, Martę i Piotra.

W czasie kampanii wyborczej na szefa PSL, wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński piętnował nepotyzm i układy koleżeńskie jakie panują w świecie polityki. Sugerował, że brzydzi się tego typu układami. Okazuje się jednak, że to były tylko puste słowa, by przekonać do siebie wyborców. Sam bowiem załatwił własnej córce ciepłą posadkę w agencji podlegającej jego resortowi – donosi "Super Express".

Anna Piechocińska została zatrudniona na stażu w kontrolowanej przez Ministerstwo Gospodarki Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Jak wynika z ustaleń Super Expressu, córka ministra gospodarki rozpoczęła tam w kwietniu praktyki w departamencie promocji gospodarczej, w komórce do spraw współpracy polsko-chińskiej. Mało tego! Mimo, iż był to jedynie staż, Anna Piechocińska dostała za niego wynagrodzenie.

Co na to sam Piechociński? Najpierw mówił dziennikarzom tabloidu, że jego córka już nie pracuje w agencji. Zmienił jednak wersję na wieść, że reporterzy w ostatnich dniach spotkali tam jego latorośl. – Moja córka była na bezpłatnym stażu w PAIiIZ. Później jej status się zmienił i zaczęła za swoją pracę dostawać pieniądze. Kiedy się o tym dowiedziałem, postanowiłem, że tak być nie może. Kończy pracę w tym miesiącu. Żaden członek mojej rodziny nie będzie zatrudniony w instytucji, która jest mi podległa – tłumaczył się minister.

W kolejnej rozmowie jednak ostro skrytykował dziennikarzy, za ich materiał. – Córka siedzi u mnie i płacze. Za te łzy mojej córki niech was.... Czy jesteście w stanie spojrzeć w lustro? – zezłościł się Piechociński.

Janusz Piechociński chciał "wypalić żelazem" partyjne kolesiostwo - przypomina "Puls Biznes". Kilka miesięcy później wprowadził się do gmachu Ministerstwa Gospodarki i zmienił punkt widzenia - dodaje gazeta. Jego znajomi robią kariery w spółkach podległych resortowi. Zatrudnienie znajdują również osoby związane z wiceministrem Tomaszem Tomczykiewiczem z PO.
"Puls Biznesu" wymienia między innymi Józefa Zalewskiego, działacza PSL, związanego z Piechocińskim, który jest jego doradcą w resorcie, a od ponad trzech miesięcy także członkiem rady nadzorczej Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, podlegającej MG.

Na przełomie 2012 i 2013 roku związany z Aferą Uboju Rytualnego w Polsce.

Afera wybuchła na początku 2013 roku na skutek prób„siłowego” zalegalizowania w Polsce, krwawego i okrutnego uboju rytualnego zwierząt pod naciskiem międzynarodowego lobby ubojowego, którego interesy reprezentuje Minister Rolnictwa – Stanisław Kalemba i PSL!!!

12 lipca 2013 roku - Sejm RP ostatecznie zakazał uboju rytualnego zwierząt w Polsce! Była to wielka porażka PSL i ich mocodawców z lobby ubojowego (żydowsko-muzułmańskiego) i osobista Janusza Piechocińskiego!




                                     https://www.youtube.com/watch?v=jp1QpZcGpSE

 

Janusz Piechociński o nagraniu Donalda Tuska Jedynka

 www.yelita.pl

 

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

                                                     TUZY ELITY

                                        Waldemar Pawlak

 


 

(ur. 5 września 1959 w Modelu) – polityk, dwukrotny prezes Rady Ministrów: w 1992 (nie stworzył rządu) oraz w latach 1993–1995. Zapalony myśliwy.

Działacz ZSL (Czerwoni ludowcy) oraz PSL i prezes tej partii w latach 1991–1997 oraz 2005– 2012, poseł na Sejm nieprzerwanie od 1989 (X, I, II, III, IV, V, VI i VII kadencji), prezes Zarządu Głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych. W latach 2007–2012 wiceprezes Rady Ministrów i minister gospodarki w pierwszym i drugim rządzie Donalda Tuska. Kandydat w wyborach prezydenckich w 1995 i w 2010.

Polski goj na usługach międzynarodowego lobby uboju rytualnego zwierząt (żydowskiego i muzułmańskiego), zwolennik mor­dów ry­tu­al­nych czy­li pod­rzy­na­nia zwie­rząt na żywca bez ich ogłuszania!

Pawlak należy do pionierów naszej gospodarki rynkowej i, zarazem, komputeryzacji! Otóż, w roku 1984 pojawiła się pierwsza spółka nomenklaturowa. Nazywała się „Agrotechnika” a zorganizowali ją aktywiści Związku Młodzieży Wiejskiej oraz specjaliści z Wojskowej Akademii Technicznej (tej samej WAT, którą tak mocno umiłowali sobie panowie z WSI – jak wynika z raportu likwidacyjnego WSI)

„Agrotechnika” korzystając z kredytu Banku Światowego przeznaczonego na modernizację sektora rolniczego zajmowała się sprowadzaniem do Polski sprzętu komputerowego, także objętego embargiem – państwa zachodnie nie miały bowiem ochoty udostępniać krajom bloku wschodniego produktów zaawansowanej technologii, zwłaszcza, że mogły być one wykorzystane przez wojsko, czy służby specjalne. I pozyskiwaniem takiego – między innymi – sprzętu zajmowała się właśnie „Agrotechnika”. Zresztą – nie tylko na potrzeby krajowe. Sprzęt szedł też na wschód – do Związku Sowieckiego i faktycznie – ponoć – wykorzystywano go tam do komputeryzacji spec-służb. Nie trzeba być znawcą stosunków panujących w krajach realnego socjalizmu, by domniemywać, że przedsięwzięcia w rodzaju „Agrotechniki” musiały być wzdłuż i wszerz obsadzone przez funkcjonariuszy i agentów, najprawdopodobniej, „wojskówki”a w „Agrotechnice” działał Waldemar Pawlak.

Pawlak zrobił później błyskotliwą i błyskawiczną karierę – w 1985 wstępuje do ZSL(czerwoni ludowcy), w 1989 zostaje posłem, w 1991 jest już prezesem NKW PSL, w 1992 – w wieku 33 lat – dostaje misję tworzenia rządu… I to po „nocy teczek”, w momencie największego kryzysu III RP! Z tworzeniem rządu nie poszło Pawlakowi najlepiej, czy jednak „33 dni Pawlaka” to faktycznie była klęska? Jak ujęła to w „Rz” pani Subotić dla Wałęsy Pawlak był „narzędziem do czyszczenia archiwów i służb specjalnych z ludzi Olszewskiego” i „swoje zadanie wykonał”. Więc – w sumie – sukces…

5 czerwca 1992 został desygnowany przez prezydenta Lecha Wałęsę i Sejm RP na urząd premiera. 10 lipca 1992 misja stworzenia chrześcijańsko-ludowo-liberalnego rządu zakończyła się niepowodzeniem (tzw. 33 dni Pawlaka).

Ponownie został premierem po wyborach parlamentarnych w 1993 i stworzeniu rządu koalicyjnego SLD-PSL. W marcu 1995 jego rząd został odwołany na drodze konstruktywnego wotum nieufności, w którym koalicja SLD i PSL wskazała jako kandydata premiera Józefa Oleksego.

Z okresem jego rządów wiązała się sprawa tzw. trójkąta Buchacza

W październiku 2010 roku, Pawlak podpisał umowę z wicepremierem rosyjskiego rządu Igorem Sieczininem na dostawy gazu do Polski.. Porozumienie to, to nie tylko nasza porażka ale teżsuper afera . Postanowienia to zawiera skrajnie dla nas niekorzystne zapisy. Pokazuje, jak rząd nie jest w stanie lub nie chce dochodzić interesów kraju który reprezentuje.

Po pierwsze umowa zmienia kontrakt jamalski podpisany w 1993 r. Według nowej umowy aż do 2022 będziemy kupować od Rosji więcej gazu niż potrzebujemy, bez prawa odsprzedaży. Artykuł 1 protokołu zobowiązuje Polskę do zakupu już w 2011 roku łącznie 10,5 mld m3, a w latach 2012-2022 ma to być 11 mld m3 rocznie. (Wcześniej wystarczało nam 7,4 mld) Strony zobowiązały się również do tego, że „Wielkości dostaw po 2022 roku będą uzgodnione dodatkowo”. Zmieniono również artykuł 4 protokołu dodatkowego, wprowadzając tam zapis który mówi, by strony w możliwie krótkim terminie podpisały nowy kontrakt na przesył gazu w latach 2020-2045 w wysokości około 28 mld m3 rocznie”. 11 mld m3 zakontraktowane na mocy protokołów dodatkowych z 29 października 2010 roku to ilość znacznie przekraczająca polskie zapotrzebowanie na gaz. Z kolei po 2022 roku będzie to ilość niemal cztery razy większa od naszych potrzeb?! Kuriozum stanowi nie tylko ilość zakontraktowanego gazu ale również to, że w 1993 roku Polska zobowiązała się, że gazu z Rosji którego nie wykorzysta, nie będzie sprzedawać innym krajom. Będziemy zmuszeni ten gaz magazynować. To wszystko zostało podpisane w przeddzień uruchomienia wydobycia gazu łupkowego w Polsce!!! Co więcej takie posunięcia z góry przekreślają dywersyfikację źródeł od innych odbiorców.

Kolejna sprawa to utrata kontroli nad EuRoPol Gazem SA (poprzez podział akcji), spółki która miała wpływ na ustalanie cen przesyłu. Rząd Polski zgodził się także na ceny przesyłu nie uwzględniające unijnych przepisów, co może skutkować karami nałożonymi przez Komisję Europejską. Co więcej, Polska umorzyła Gazpromowi 1,2 mld złotych długu!!! Autor który wyświetlił te szczegóły Leszek Szymowski pisze: "Mamy więc do czynienia z gigantyczną aferą, której skutki będziemy odczuwać przez co najmniej 11 lat.".

Zapytajmy więc kim jest w takim razie minister Pawlak, skoro pozwala sobie na podpisanie umowy całkowicie uzależniającej nas od Gazpromu i narażającej nas na inne fatalne w skutkach rezultaty takich działań? Z jednej strony można przypuszczać, że ktoś kto podpisuje tak niekorzystną dla siebie umowę jest skończonym głupcem. Bo powiedzmy sobie szczerze tylko głupiec może coś takiego podpisać. Z drugiej zaś strony min. Pawlak znowu takim głupcem być nie może i zapewne nie jest. Był premierem, był ministrem, od dobrych kilku lat jest jak nie w rządzie to w ławach sejmowych. Wiedział gdzie być w danym momencie, jak i gdzie się zakręcić by dojść do takiego stanowiska, a przez lata wykonywania tej posady nabrał już sporego doświadczenia. Raczej trudno go podejrzewać, że jest jakimś głupcem. No, ale skoro nie stan umysłu to co skłoniło ministra prawie 38 milionowego kraju by podpisać taką umowę?

Druga rzecz która nasuwa się jako przypuszczenie to być może fakt przekupienia ministra Pawlaka. Po prostu Waldemar Pawlak wiedział, że podpisuje skrajnie niekorzystną dla kraju umowę lecz rozterki sumienia zagłuszyła mu suma jaką do kieszeni wsunął mu Gazprom. Być może zadział ten sam chwyt co w przypadku Schroedera, kiedy to kanclerz Niemiec zostaje współpracownikiem Gazpromu. Być może Gazprom zafundował Pawlakowi godziwą emeryturę za biurkiem w Gazpromie. Tego nie wiemy – przynajmniej teraz.

Jest i trzecia możliwość takiego położenia naszego interesu – szantaż. Być może w któryś piękny wieczór stanęła u drzwi Pawlaka załoga dwóch smutnych panów. Rozmowa trwała krótko ale na tyle dosadnie, że min. Pawlak w mgnieniu oka zrozumiał, że są jednak siły wyższe wśród których ministerialne podskoki nie robią żadnego wrażenia. Być może panowie dali naszemu ministrowi do zrozumienia, że posiadają takie informacje, których ujawnienie w przeciągu trzech dni zmiecie ten cały rząd w historyczny niebyt. Strach przed smutnymi panami, którzy składają niezapowiedziane wizyty ale i przed możliwością pożegnania się z polityką czy kompromitacją był silniejszy.

Czy są jeszcze jakieś inne powody z tych trzech podpisania takiej umowy? Niestety w całej tej historyjce jesteśmy skazani tylko i wyłącznie na domysły, a że Waldemar Pawlak nie wyjawił nam skąd pomysły na taką niekorzystną umowę to domyślać się nam można. Niewątpliwie jednak jeden z tych punktów zaistniał. Coś lub ktoś musiało min. Pawlaka popchnąć do wykonania takiego czynu. Kim jest zatem Waldemar Pawlak i co spowodowało, że nie zawahał się podpisać skrajnie niekorzystnej dla nas umowy, szczególnie w kontekście wyłaniającej się perspektywy wydobycia naszego rodzimego gazu łupkowego? To bardzo ciekawa sprawa.

21 kwietnia 2010 zadeklarował start w przedterminowych wyborach prezydenckich z ramienia PSL. 6 maja 2010 został zarejestrowany jako kandydat przez PKW. W pierwszej turze zajął 5. miejsce spośród 10 kandydatów. 20 maja 2010 został powołany przez tymczasowo wykonującego obowiązki Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego w skład Rady Bezpieczeństwa Narodowego, z której został odwołany 11 grudnia 2012. W 2011 został przewodniczącym honorowego komitetu ds. obchodów jubileuszu 80 lat "Zielonego Sztandaru".

Po wyborach parlamentarnych w 2011, , zachował stanowiska wicepremiera i ministra gospodarki w drugim rządzie Donalda Tuska.

17 listopada 2012 podczas XI kongresu PSL w Pruszkowie bez powodzenia ubiegał się o ponowny wybór na prezesa PSL. W głosowaniu otrzymał 530 głosów, przegrywając z Januszem Piechocińskim, na którego zagłosowało 547 delegatów. Dwa dni później ogłosił podanie się do dymisji (przyjętej następnie przez premiera Donalda Tuska) z funkcji wicepremiera i ministra gospodarki. Odwołany został 27 listopada.

Nepotyzm Pawlaka

Wicepremier zbudował wokół siebie towarzysko-biznesowy układ. Zaufani Pawlaka żyją dzięki temu, że mogą uszczknąć trochę publicznego grosza. Czy to przypadek, że Plocman, firma kolegi wicepremiera jeszcze ze studiów, podpisuje kilka umów z ochotniczą strażą pożarną? Buduje system informatyczny, szkoli ludzi. A spółka 3i? Przez ostatnich 5 lat zarządzała nią Iwona Katarzyna Grzymała, konkubina Pawlaka. Firma buduje strażackie strony internetowe, wgrywa oprogramowanie do strażackich komputerów, a nawet prowadzi portiernię w Domu Strażaka.

Sam Pawlak, który jest szefem zarządu głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych, nie widzi w tym nic niestosownego.

Dziś wicepremier jest jednym najuboższych polityków. Mieszka w Żyrardowie, w pięknym 114- metrowym apartamencie. Ale nie jest u siebie, bo mieszkanie należy do jego partnerki życiowej. Ciekawe, że Iwona Katarzyna Grzymała nie kupiła lokalu od dewelopera, ale od firmy. Zresztą nieprzypadkowej. Zakładał ją sam Waldemar Pawlak, prezesem jest kolega lidera ludowców, z którym znają się także ze studenckich czasów. Po co warszawskiej spółce był potrzebny apartament w Żyrardowie? Od kogo firma wzięła pożyczkę, by go kupić? Dlaczego sprzedała go po roku przyjaciółce wicepremiera? Tego prezes spółki wyjaśnić nie chce.

Pawlak nie ma już żadnych udziałów w firmach, również tych, które żyją ze strażackich pieniędzy. Nie ma, bo wszystkie podarował albo sprzedał. Komu? Fundacji Partnerstwo dla Rozwoju. Oczywiście fundacja też nie jest przypadkowa. Jej prezydentem jest 71-letnia kobieta (2009)- Marianna Jadwiga Pawlak, rolniczka ze wsi Pacyna. prywatnie matka wicepremiera.

Jest jeszcze jeden problem. Pawlak, choć udziały w jednej ze spółek sprzedał ponad 3 lata temu, nigdy nie odnotował przypływu 45 tys. zł w oświadczeniu majątkowym. Dlaczego? Tłumaczy, że fundacja jego matki ma mu wypłacić pieniądze w ratach, w ciągu kilku lat. Udało nam się odnaleźć stosowne zapisy w sądzie - wynika z nich, że wicepremier już dawno powinien otrzymać większą część pieniędzy. Nie dostał gotówki czy ukrywa majątek, o co oskarża go małżonka Elżbieta Pawlak?

Pawlak wrócił na szczyty władzy pod koniec 2007 roku. Został wicepremierem, ministrem gospodarki, liderem koalicji rządowej. Wtedy też jego konkubina zaczęła dyskretnie wycofywać się ze spółek, które żyją ze strażackiego majątku. Przeszła do administracji państwowej. Została doradcą prezesa w Polskiej Organizacji Turystycznej. Potem na krótko trafiła do Konfederacji Pracodawców Polskich, którą kieruje Andrzej Malinowski, kolega Pawlaka. Wicepremier zarzeka się, że nie pomagał jej w karierze, a o wszystkim decydowały kompetencje 44-letniej eleganckiej ekonomistki z Ciechanowa.

Związek strażaków ochotników to wielka organizacja. Liczy 700 tysięcy członków skupionych w ponad 18 tysiącach oddziałów. Zarząd Główny, którego prezesem od lat jest Pawlak, kontroluje ogromny majątek. Nie są to prywatne fundusze, ale publiczne środki. Rocznie strażacy ochotnicy dostają między 50 a 60 milionów złotych dotacji, m.in. z resortów spraw wewnętrznych czy obrony. Z tych funduszy "towarzystwo Pawlaka" potrafi uszczknąć coś dla siebie.

Waldemar Pawlak nie ma czystego sumienia. Jako prezes strażaków ochotników pozwalał zarabiać firmie, w której przez pięć lat prezesowała jego konkubina. Co więcej - sam był udziałowcem spółki 3i i rzeczywiście kontroluje ją do dziś.
Pawlak w odpowiedziach na pytania podkreśla, że strażacki związek zawsze działa transparentnie - organizuje konkursy i przetargi.

Dyrektor Jerzy Maciak nie wspomina o konkursach i przetargach: "Firma 3i realizowała wiele ciekawych projektów. Zaproponowała nam współpracę." Związki lidera PSL z 3i datują się od początku lat dwutysięcznych. "Jej działalność była dla mnie interesująca z punktu widzenia zawodowego" - napisał nam Pawlak. Firma miała też inną zaletę, o której wicepremier nie wspomina - należała do dzieci jego kolegów strażaków.

Były prezesa 3i Tomasz Szkopka w galerii handlowej, prowadzi knajpę. w Płocku,mówi:
"Potrzebowaliśmy pieniędzy na rozwój. A Pawlaka znałem, bo to kolega mojego ojca, który działa w straży" - tłumaczy 32 letni dziś mężczyzna. Szkopek pochodzi z Dobrzykowa, leżącego 25 km od Pacyny, gdzie mieści się dom rodziny Pawlaków.
Zaraz po przyjściu Pawlaka do firmy zmieniła ona siedzibę i wynajęła pokój w siedzibie zarządu głównego strażaków - w centrum Warszawy, tuż koło uniwersytetu.
Dzięki temu ruchowi Pawlak mógł doglądać prywatnego interesu, bo w tym samym budynku zajmował gabinet prezesa Zarządu Głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych. Było to absurdalne, bo Pawlak był najemcą biura (jako udziałowiec 3i) i wynajmującym (jako szef strażaków).

W 2003 roku w spółce 3i doszło do rewolucji. Władzę przyjęła w niej konkubina Pawlaka - Iwona Katarzyna Grzymała oraz 23-letni wówczas Krzysztof Filiński (później szef Agencji Rozwoju Mazowsza z politycznego nadania). Pawlak nie pamięta, od kiedy zna Filińskiego. Filiński przypomina sobie, że Pawlaka "miał przyjemność poznać podczas jednej z konferencji informatycznych". Ciekawe, bo obaj są sąsiadami ze wsi Pacyna, która liczy 220 mieszkańców. Po przejęciu władzy przez konkubinę i sąsiada dotychczasowi wspólnicy, z Pawlakiem na czele, pozbyli się firmy. Podarowali udziały Fundacji Partnerstwo dla Rozwoju, związanej z ludźmi PSL.

Tak więc formalnie Pawlak pozbył się udziałów i związków z 3i jeszcze w 2003 r. Ale tylko pozornie.

Minęły ledwie trzy miesiące, a Pawlak został prezydentem fundacji. Dziś prezydentem już nie jest. Co nie oznacza, że stracił wpływ na organizację. Dlaczego? Jeszcze w 2006 r. przekazał pełnię władzy innej osobie. Komu? Swojej matce Mariannie Jadwidze Pawlak. W ten sposób 71-letnia kobieta dowodzi organizacją, która jest właścicielem 3i, spółki wyrosłej na strażackiej kasie.

"O ile wiem, wspólnie z zarządem dobrze radzi sobie ze sprawowaniem funkcji" - chwali matkę wicepremier.

Niejasne interesy prywatnych spółek powiązanych z Waldemarem Pawlakiem i ze strażą pożarną, której szefem jest wicepremier z PSL, to niejedyny grzech na sumieniu lidera ludowców. Były szef PSL Janusz Wojciechowski, przypomina, że Pawlak wciąż nie wyjaśnił okoliczności sprzedaży siedziby partii w Warszawie.

"Ta sprawa jest wciąż otwarta. Ucichła, bo partyjni koledzy Pawlaka przymknęli na nią oko, a ci, którzy domagali się wyjaśnień, zostali wyrzuceni z partii" -mówi Janusz Wojciechowski, polityk i były szef Ludowców.;'

Przypomina, że Pawlak sprzedał siedzibę PSL przy ulicy Grzybowskiej bez przetargu, bez zgody i bez wiedzy Rady Naczelnej Stronnictwa. Po cenie, zdaniem Wojciechowskiego, o wiele niższej niż rynkowa. Według wiedzy byłego prezesa, budynek został sprzedany za 60 mln zł, a powstająca na jej miejscu inwestycja jest warta 10 razy więcej.

W 2013 roku został bohaterem kolejnej afery – Afery Uboju Rytualnego.

Afera wybuchła na początku 2013 roku na skutek prób„siłowego” zalegalizowania w Polsce, krwawego i okrutnego uboju rytualnego zwierząt pod naciskiem międzynarodowego lobby ubojowego, którego interesy reprezentuje Minister Rolnictwa – Stanisław Kalemba i PSL!!!

Ubój rytualny zakazany w Polsce. Za było 222 posłów, przeciw 178, wstrzymało się dziewięciu. Przeciwko była większość klubu PO, cały klub PSL i większość klubu Solidarnej Polski. Za zakazem był prawie cały PiS, większość klubu SLD i cały Ruch Palikota.

Waldemar Pawlak głosował za ubojem rytualnym tak jak cały klub PSL!

Po przegranym głosowaniu w Sejmie w dniu 12.07.2013 roku – reprezentujący międzynarodowe lobby ubojowe w Polsce - Minister Rolnictwa - Stanisław Kalemba z PSL udał się do Brukseli aby doradzać organizacjom żydowskim jak mają zniszczyć Polskę po wprowadzonym zakazie.

Również kosher-minister w rządzie Tuska - szef MAC Michał Boni vel Jakub Bauer wystąpił do Rządowego Centrum Legislacji o pilną interpretację, czy po odrzuceniu w Sejmie projektu o uboju rytualnym możliwy jest ubój dla potrzeb mniejszości wyznaniowych w Polsce. Boni-Bauer spotkałsię na naradzie z naczelnym rabinem w Polsce i z wielkim muftim w RP.

Głosowanie przez Pawlaka i PSL za legalizacją w Polsce bar­ba­rzyń­skie­go uboju rytualnego zwierząt będzie przysłowiowym - ...gwoździem do trumny politycznej!

Odznaczenia

  • Krzyż Wielki Orderu Zasługi – 2008, Portugalia
  • Wielki Krzyż Komandorski Orderu "Za Zasługi dla Litwy" – 2009, Litwa

sobota, 4 kwietnia 2026

                           TUZY ELITY

                                         Mirosław Pawlak

 

 

 (ur. 2 kwietnia 1942 w Zielonkach) – polityk i nauczyciel, poseł na Sejm II, III, IV, V, VI i VII kadencji. Konfident SB - TW „Bil”

Związany z Aferą Uboju Rytualnego w Polsce.
Polski goj na usługach międzynarodowego lobby uboju rytualnego zwierząt (żydowskiego i muzułmańskiego), zwolennik mordów ry­tu­al­nych czyli podrzynania zwierząt na żywca bez ich ogłuszania!

Konfident SB – TW”Bil”. "Zarejestrowany dnia 6.12.1985 roku przez Pion III RUSW (Rejonowy Urząd Spraw Wewnętrznych) Jędrzejów pod numerem 26103 jako kandydat na TW (Tajny Współpracownik). W dniu 16.05.1986 roku pozyskany jako TW pseudonim "Bil” do SO (Sprawy Obiektowej) "Ognisko”, brak numeru ewidencyjnego sprawy. W dniu 23.01.1990 roku materiały zniszczono komisyjnie ze względu na tzw."znikomą wartość operacyjną. Protokół brakowania numer 526/90”

Ukończył w 1978 studia na Wydziale Geograficznym Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie.

Od 1964 do 1966 pracował w komunistycznej Milicji Obywatelskiej, odpowiedzialnej m.in. za pacyfikowanie ruchu narodowego i ludowego.

Następnie został nauczycielem, a od 1969 do 1993 był dyrektorem szkoły podstawowej w Piołunce.
W 1964 wstąpił do komunistycznego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (Czerwoni ludowcy).

W dniu 16.05.1986 roku został pozyskany przez komunistyczną bezpiekę (SB) jako - TW pseudonim "Bil” do SO (Sprawy Obiektowej) "Ognisko”

Od 1993 nieprzerwanie sprawuje funkcję posła wybieranego z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego. W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz piąty uzyskał mandat poselski. W wyborach w 2011 z powodzeniem ubiegał się o reelekcję.

Przewodniczy zarządowi wojewódzkiemu Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP w świętokrzyskim.

Na przełomie 2012 i 2013 roku związany z Aferą Uboju Rytualnego w Polsce.

Afera wybuchła na początku 2013 roku na skutek prób„siłowego” zalegalizowania w Polsce, krwawego i okrutnego uboju rytualnego zwierząt pod naciskiem międzynarodowego lobby ubojowego, którego interesy reprezentuje Minister Rolnictwa – Stanisław Kalemba i PSL!!!

12 lipca 2013 roku - Sejm RP ostatecznie zakazał uboju rytualnego zwierząt w Polsce! Była to wielka porażka PSL i ich mocodawców z lobby ubojowego (żydowsko-muzułmańskiego).

piątek, 3 kwietnia 2026

                           TUZY ELITY

                                                         Wanda Nowicka

 

 

 ur. 21 listopada 1956 – feministka, aktywistka lewicowa SP, UP, SLD, PPP i RP, lobbystka międzynarodowych koncernów pro-aborcyjnych, hipokrytka-karierowiczka.

Jej mężem był Światosław Florian Nowicki. Ma trzech synów – Michał Nowicki był aktywistą komunistycznym działającym w Lewicy Bez Cenzury, Florian Nowicki jest politykiem Polskiej Partii Pracy, Tymoteusz Nowicki dwukrotnym zdobywcą Pucharu Świata w kick-boxingu.

W latach 1985–1993 nauczycielka łaciny i angielskiego w liceach warszawskich. Współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo Neutrum (1990). Współzałożycielka (1992) i przewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

W 2009 skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko działaczce prolife Joannie Najfeld, zarzucając jej pomówienie w związku z wypowiedzią: "Organizacja pani Nowickiej jest częścią międzynarodowego koncernu, największego w ogóle, providerów aborcji i antykoncepcji. Pani po prostu jest na liście płac tego przemysłu". 12 września 2011 sąd uniewinnił Joannę Najfeld. Zarówno proces, jak i uzasadnienie wyroku, zostały na wniosek Nowickiej utajnione.

W uzasadnieniu orzeczenia wskazano na fakt kierowania przez Wandę Nowicką organizacją otrzymującą dotacje od międzynarodowego koncernu farmaceutycznego produkującego środki antykoncepcyjne oraz międzynarodowej organizacji pozarządowej zajmującej się produkcją i dystrybucją przyrządów przeznaczonych do wykonywania zabiegów przerywania ciąży. W 2012 sąd II instancji utrzymał w mocy zaskarżony przez Wandę Nowicką wyrok.

Z zapisów księgowych wynika, iż Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny otrzymała w okresie od 2004 do 2009 r. od firmy G… (pełna nazwa firmy znajduje się w wyroku ) kwotę 97 600 złotych a od organizacji I.. (pełna nazwa firmy znajduje się w wyroku,) w 2005 r. kwotę 37 003,00 złotych, zaś w 2007 r. w wysokości 138 253,25 złotych”.

Nie znalazła się na liście wyborczej SLD w 2011 roku więc wystartowała z listy Palikota. Utożsamia się obecnie z programem Janusza Palikota. Dostała też propozycję od PO, by objąć stanowisko ministra ds. mniejszości seksualnych, fikcyjnego urzędu stworzonego po to aby powstały nowe etaty dla swoich.

Wicemarszałek Sejmu i posłanka Ruchu Palikota Wanda Nowicka tak bardzo chciałaby wprowadzenia powszechnie dostępnej aborcji, że jest w stanie wymienić chyba każdą chorobę, która przemawiałaby za przerwaniem ciąży. W programie Tomasza Lisa wymieniła...padaczkę!

W Sejmie Wanda Nowicka do tej pory zasłynęła z trzech rzeczy:
- domaga się powszechnej aborcji,
- Wisławę Szymborską pomyliła z Michaliną Wisłocką,
- a kapitana Wronę nazwała kapitanem Sową.

Jak napisał portal naTemat.pl, w czasie dyskusji o aborcji w programie "Tomasz Lis na żywo" Wanda Nowicka z Ruchu Palikota podzieliła się historią chorego dziecka, które jest ponoć "potwornie upośledzone" i bardzo się ze swoją chorobą męczy. Zapytana, co to właściwie za schorzenie, odpowiedziała krótko: "padaczka".

Iwona Sierant, prezes Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Dzieci Chorych na Padaczkę, mówi naTemat, że nazwanie tej choroby "potwornym upośledzeniem" kompromituje Nowicką. – Powiedziała straszną bzdurę i udowodniła, że nie ma żadnego pojęcia o chorobie. Nie jest przecież tak, że z padaczki wynika upośledzenie – stwierdza. Szacuje się, że w Polsce na padaczkę cierpi od 0,8 do 1,5 proc. społeczeństwa, czyli od 370 do ponad 400 tys. osób. Co roku zapada na nią 40-70 osób na każde 100 tysięcy mieszkańców.

Lubi chwalić się ogromnym poparciem licznych środowisk. Z uśmiechem opowiada o tym, jak silne środowiska za nią stoją. Słuchając jej, można czasem mieć wrażenie, że to prawda. Podobno „była zaangażowana”, podobno „w jakieś sprawy”. W jakie? Kiedy? Z jakim skutkiem? Tego już nie wiadomo.

Tymczasem sprawdzając liczbę głosów poparcia, jakie dostała w ostatnich wyborach, widzimy liczbą 7065. Przyznać trzeba, że wynik to bardzo słaby. Zwłaszcza jak na osobę „tak bardzo zaangażowaną”, „aktywną” i „zasłużoną”. Jak widać, stoją za nią bardzo silne środowiska. Tak silne, że ledwo dostała się do Sejmu. Dobry radny miejski osiąga wynik zbliżony lub lepszy. Średnio, poseł ma około 15-20 tys. głosów poparcia. Każdy wynik poniżej 10 tys. należy do słabych. Gdzie zatem to wielkie poparcie licznych i silnych środowisk?

Jak donosił "Super Express", marszałek Sejmu Ewa Kopacz i pięciu wicemarszałków przyznało sobie za 2012 rok wysokie nagrody.

Najwięcej, bo w sumie 45 tys. złotych, otrzymała Kopacz. Jej zastępcy: Cezary Grabarczyk (PO), Marek Kuchciński (PiS), Wanda Nowicka (Ruch Palikota), Eugeniusz Grzeszczak (PSL) i Jerzy Wenderlich (SLD) zgarnęli po 40 tys. złotych. Decyzję o przyznaniu nagród dla wicemarszałków podjęła Ewa Kopacz. Marszałek Sejmu z kolei otrzymała dodatkowe pieniądze dzięki decyzji wicemarszałków. Kancelaria Sejmu poinformowała, że środki na premie wypłacono z funduszu nagród. Przyznała jednak, że członkowie prezydium Sejmu dostali je bez żadnego pisemnego uzasadnienia.

W 2013 roku doszło do ostrego konfliktu między nią a inną przyboczną Palikota – Anną Grodzką o stołek wicemarszałka sejmu RP, którą to poprał wódz partii – Janusz Palikot !

Wanda Nowicka załapała się do Sejmu tylko dzięki Januszowi Palikotowi i tylko dzięki niemu została wicemarszałkiem Sejmu( stworzono jej dodatkowe stanowisko w myśl koncepcji Ruchu Palikota o oszczędnym państwie).

Wanda Nowicka, biorąc pod uwagę brak politycznego doświadczenia i dość niską sprawność językowo-medialną – do grupy politycznych osobowości nie może nawet aspirować. Odmawiając odejścia z funkcji wicemarszałka Sejmu, do czego namawiał ją Janusz Palikot, pokazała że stanowisko, funkcja, gabinet – są dla niej ważniejsze niż lojalność wobec partii i swojego szefa.

Jest medialną hipokrytką jako zwolenniczka aborcji w życiu prywatnym nie dokonała żadnej aborcji tylko kierując się naukami kościoła rzymsko-katolickiego, rodziła bez opamiętania i urodziła aż 3 synów, a mogły być trzy udane aborcje???
W życiu publicznym uważa że Polki powinny poddawać się aborcji bo Polaków jest zbyt dużo a w ich miejsce trzeba sprowadzać do Polski - azjatów, arabów afrykanów by wymieszać tak społeczeństwo aby straciło swój tradycyjny narodowo-katolicki charakter!

Nawet jeśli przez jakiś czas będzie jeszcze wicemarszałkiem Sejmu, jej kariera polityczna dobiega końca. Może to i lepiej, bo do tej pory nic pozytywnego do polityki nie wniosła i małe są szanse, żeby do końca kadencji to się zmieniło. Tym bardziej że wykorzystuje swoje stanowisko do ochraniana swojego syna Michała który w poczuciu pełnej bezkarności dopuszcza się przestępstw wobec Polski i Polaków, gloryfikując komunizm i jego zbrodnie.

Jej syn Michał, fanatyczny komunista nazwał ofiary Zbrodni Katyńskiej - „darmozjadami” O wspomnianych "darmozjadach z Katynia" pisał w tzw. recenzji filmu ''Katyń''. Stwierdził w niej m.in.: "ZSRR nie było stać na wyżywienie 20 tysięcy darmozjadów. Wystarczyło już tej bezczelności z czasów sanacji, gdy robotnicy i chłopi ich żywili. Z powodów dyplomatycznych nie można ich też było zmusić do działalności produkcyjnej. Nie można było też liczyć na ich reedukację, co zresztą ten film dobrze pokazuje. Ten fanatyzm''.

Pytana o syna Wanda Nowicka odpowiedziała:
“Jeżeli ktoś nie był komunistą za młodu, to nie będzie przyzwoitym człowiekiem”.

                         TUZY ELITY            Jacek Rostowski - Jan Antony Vincent-Rothfeld     Jacek Rostowski , właśc. Jan Antony Vincent...