środa, 5 sierpnia 2026

                ELITY  DRUGI GARNITUR

                         Jan Woleński - Jan Hertrich-Woleński

 

 

(ur. 21 września 1940 w Radomiu) – żydowski komunista, filozof, logik i epistemolog, teoretyk prawdy oraz filozof języka, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przeciwnik lus­tra­cji i dekomunizacji. Wiceprezydent loży B’nai B’rith po hebrajsku Synowie Przymierza.

W latach 1958-1963 studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim (UJ), w latach 1960-1964 filozofię na tej samej uczelni.
Był członkiem komunistycznej PZPR od 1965 r.. W latach 1980-1990 był członkiem NSZZ „Solidarność”.

Od początku funkcjonowania loży B’nai B’rith Polin jest jej wice­pre­zy­den­tem Współzałożyciel żydowskiej loży w Polsce - B’nai B’rith po hebrajsku Synowie Przymierza która ma już pełną kontrolę nad Kancelarią Prezydenta RP, rządem a szczególnie MSZ oraz ma olbrzymie wpływy w telewizji publicznej i stowarzyszeniach odpowiedzialnych za kulturę, nauczanie, zdrowie i kształtowanie polskiej opinii publicznej.

Działalność B’nai B’rith w Polsce przerwał dekret Prezydenta Rzeczypospolitej Mościckiego z 22 listopada 1938 roku, rozwiązujący antypolskie organizacje masońskie w Polsce.

W 2007 po niemal 70 latach nieistnienia odrodziła się w Polsce jedna z najbardziej znaczących organizacji Żydowskich – B’nai B’rith - Loża Polin.
Instalacja loży miała miejsce dokładnie w dniu 9 września 2007 r za zgodą Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego?! Nie pisały oczywiście o tym gazety, nie informowała również telewizja, ale wzmiankę na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ambasady USA w Polsce.

W czasach głębokiego PRL działał w urzędowym, antykatolickim Stowarzyszeniu Ateistów i Wolnomyślicieli, dziś zasiada w Komitecie Honorowym Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów - organizacji o podobnym charakterze, która od kilku lat propaguje m.in. “śluby humanistyczne”, czyli ateistyczne parodie religijnych ceremonii ślubnych (także jednopłciowych).
W maju 2007 r. prof. Woleński był jednym z założycieli krakowskiego Ruchu na rzecz Demokracji, zainicjowanego przez Kwaśniewskiego, Wałęsę i Olechowskiego przeciwko rządom PiS. Dał się poznać również jako zagorzały przeciwnik lustracji - napisał nawet na ten temat książkę pt. “Lustracja jako zwierciadło”.

 

Panczenko znów radykalizuje nastroje społeczne

https://www.youtube.com/watch?v=eWXGEePCcq0 

Sytuacja wokół relacji polsko-ukraińskich oraz obecności uchodźców w Polsce ponownie wywołuje skrajne emocje społeczno-polityczne. Ukraińska aktywistka, liderka inicjatywy Euromaidan-Warszawa oraz założycielka Fundacji Stand with Ukraine, Natalia Panczenko, wystąpiła niedawno w podcaście „Rachunek sumienia” prowadzonym przez Tomasza Sekielskiego. Podczas rozmowy poruszono wątek traktowania ukraińskich dzieci w polskich szkołach.

Panczenko ze łzami w oczach przekonywała, że najmłodsi z Ukrainy mierzą się w Polsce z agresją – mają być bite, wyzywane oraz zastraszane do tego stopnia, że boją się rozmawiać ze swoimi matkami w ojczystym języku w miejscach publicznych. Pytając retorycznie, co stało się ze społeczeństwem, wspólnie z dziennikarzem zaapelowała do słuchaczy i przedsiębiorców o finansowe wsparcie budowy schronów przy placówkach oświatowych na terenie Ukrainy.

Wystąpienie w podcaście wywołało ostrą reakcję części mediów oraz komentatorów, w tym portalu Kresy.pl, które przypomniały wcześniejsze, kontrowersyjne wypowiedzi aktywistki. Szczególne emocje budzi wywiad udzielony przez Panczenko ukraińskiemu Kanałowi 5 z lutego 2025 roku. Odnosząc się wówczas do przebiegu polskiej kampanii wyborczej i pojawiających się w debacie publicznej postulatów ograniczenia świadczeń socjalnych dla obywateli Ukrainy, ostrzegała przed wzrostem napięć społecznych. Sformułowała w nim tezę, że podsycanie podziałów przez polityków może otworzyć „puszkę Pandory”, a skutkiem rosnącej ksenofobii będą starcia fizyczne oraz podpalenia sklepów i budynków na terytorium Polski. Wypowiedź ta odbiła się szerokim echem i stała się przedmiotem gorącej dyskusji oraz zarzutów o straszenie Polaków.

Sama Natalia Panczenko, widząc ostrą reakcję społeczną i być może zdając sobie sprawę z odpowiedzialności karnej za podżeganie do wzniecania pożarów, broniła się tłumacząc, że jej słowa zostały wyjęte z kontekstu i wykorzystane w ramach „kampanii dezinformacyjnej”. Zaprzeczała, aby groziła podpaleniami ze strony Ukraińców i rzekomo tylko przestrzegała przed ogólnym wzrostem agresji i przemocy, do którego mogą doprowadzić populiści i radykalizacja nastrojów po obu stronach.

Autorstwo: Aurelia
Źródło: WolneMedia.net

+2


 

Czy Leppera i Brzeską zamordował ten sam egzekutor?

https://www.youtube.com/watch?v=Zy4lKS66kkA&t=560s 
https://www.youtube.com/watch?v=YD_C2f3UEIo&t=892s 

Tragiczny marzec, fatalny sierpień, podobne schematy tuszowania zabójstw. Czy Jolantę Brzeską i Andrzeja Leppera połączył ten sam egzekutor lub zleceniodawca?

Rok 2011 zapisał się w najnowszej historii Polski serią wydarzeń, które do dziś kładą się cieniem na zaufaniu do organów ścigania. W odstępie zaledwie pięciu miesięcy zginęły dwie postaci z zupełnie innych światów: Jolanta Brzeska – cywilna działaczka społeczna walcząca o prawa eksmitowanych lokatorów, oraz Andrzej Lepper – były wicepremier, charyzmatyczny lider Samoobrony i gracz z samego szczytu państwowej władzy. Choć prokuratura traktowała obie sprawy rozdzielnie, analiza kulisów, zbieżności czasowych oraz metod działania skłania do postawienia pytania: czy za eliminacją tych dwóch niewygodnych świadków mogło stać to samo środowisko wykonawców?

Nieruchomości i wielkie pieniądze

Głównym spoiwem łączącym obie tragedie jest motyw majątkowy oraz bezwzględny świat walki o ziemię i budynki. Jolanta Brzeska stała się główną przeszkodą dla tzw. czyszczenia kamienic i mafii reprywatyzacyjnej w Warszawie. Mieszkając przy ul. Nabielaka 9, na własnej skórze doświadczyła agresji ze strony handlarzy roszczeń. Nie ograniczyła się jednak do obrony własnego lokalu – dokumentowała nielegalne procedery, znała nazwiska urzędników i prawników przejmujących miejski majątek za ułamek wartości.

Z kolei w przypadku Andrzeja Leppera wątek majątkowy miał wymiar ogólnokrajowy. Polityk zginął w momencie, gdy ponownie powracał wątek afery gruntowej z 2007 roku, dotyczącej odrolnienia za łapówkę atrakcyjnych działek na Mazurach. Jako były minister rolnictwa Lepper dysponował bezcenną wiedzą na temat kulisów przekształceń państwowych nieruchomości, przetargów oraz operacji gospodarczych na styku biznesu i służb specjalnych.

Obie ofiary zginęły tuż przed momentem, w którym ich wiedza mogła stać się bezpośrednim zagrożeniem dla wpływowych grup interesu. Lepper tuż przed śmiercią zapowiadał przekazanie prokuraturze oraz mediom nowych dokumentów i dowodów. Brzeska z kolei nieustannie składała zawiadomienia o przestępstwach i zeznawała w sprawach dotyczących nielegalnych przejęć warszawskich budynków.

Chronologia uchybień i hipoteza „seryjnego samobójcy”

Drobiazgowa analiza pierwszych godzin po ujawnieniu obu tragedii ukazuje porażający wręcz schemat działania organów ścigania.

1. Szybka teza zamiast śledztwa. Po odnalezieniu w marcu 2011 roku zwęglonych zwłok Brzeskiej w Lesie Kabackim policja początkowo forsowała niewiarygodną wersję o samobójczym samospaleniu – ignorując fakt skrępowania ciała i ewidentne ślady egzekucji. W sierpniu 2011 roku, po znalezieniu ciała Leppera w warszawskiej siedzibie Samoobrony, w zaledwie kilka godzin przyjęto hipotezę o powieszeniu z powodu depresji i długów, zamykając pole do weryfikacji udziału osób trzecich.

2. Brak sygnałów o myślach samobójczych. Żadna z ofiar w dniach poprzedzających śmierć nie wykazywała zachowań charakterystycznych dla osób planujących samobójstwo. Brzeska robiła codzienne zakupy i szykowała się do spotkania lokatorskiego, Lepper miał zaplanowane wywiady i spotkania polityczne na kolejne dni.

3. Zatarte ślady. W obu przypadkach doszło do rażących zaniedbań przy zabezpieczaniu kluczowych dowodów – monitoringu, billingów telefonicznych czy taśm z nagraniami.

Dwa profile, jeden mechanizm

Różnica w samej metodzie uśmiercenia ofiar wynikogła z funkcji, jaką ich śmierć miała spełnić. Porwanie i spalenie żywcem Jolanty Brzeskiej miało charakter ostentacyjny – miało zastraszyć całe środowisko warszawskich aktywistów i zamknąć usta lokatorom. Śmierć Andrzeja Leppera w zamkniętym biurze nosiła natomiast znamiona dyskretnej eliminacji, upozorowanej na akt desperacji, aby nie wywoływać politycznego trzęsienia ziemi.

W dziennikarstwie śledczym od lat funkcjonuje pojęcie wyszkolonych grup egzekutorskich, wywodzących się z dawnych służb specjalnych lub sprofesjonalizowanej przestępczości zorganizowanej. Jeśli przyjmiemy hipotezę o eliminacji na zlecenie, wykonawcami nie musiały być te same osoby fizyczne. Wszystko wskazuje jednak na to samo środowisko wykonawcze – wyspecjalizowane komórki do „zadań specjalnych”, działające na zlecenie ludzi z szarej strefy biznesu i polityki, potrafiące skutecznie sparaliżować początkowe działania śledczych i zadbać o to, by sprawcy nigdy nie trafili na ławę oskarżonych.

Autorstwo: Aurelia
Źródło: WolneMedia.net

wtorek, 4 sierpnia 2026

 

Bank BIS jest państwem z własną policją

https://www.youtube.com/watch?v=fHt6nqKshK8 

Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) to międzynarodowa organizacja finansowa o szczególnym statusie prawnym, ustanowionym na mocy umów międzynarodowych. Amerykańska bankierka inwestycyjna Catherine Austin Fitts w wywiadzie dla Tuckera Carlsona powiedziała, że organizacja ta znajduje się poza zasięgiem prawa krajowego, posiada wyjątkowy immunitet międzynarodowy oraz własną policję.

– Czym jest BIS? Bank Rozrachunków Międzynarodowych to bank centralny banków centralnych? Gdzie się znajduje?

– W Bazylei w Szwajcarii. Należą do niego 63 najbardziej wpływowe banki centralne świata. Federal Reserve Bank of New York oraz System Rezerwy Federalnej USA również są jego udziałowcami. Dołączyły do nich w 1994 roku.

– Gdyby miała pani jednym zdaniem opisać cel Banku Rozrachunków Międzynarodowych?

– Są dwie rzeczy, które trzeba wiedzieć o BIS.

– Nie jestem pewien, czy mój mózg to pomieści, ale proszę mówić dalej.

– Po pierwsze, posiada immunitet suwerenny.

– Co to oznacza?

– Oznacza to, że stoi ponad prawem. W praktyce jest jak odrębne państwo.

– Czyli to coś w rodzaju własnego państwa?

– Tak. Ma własną policję. I zasadniczo – poza sytuacjami takimi jak wypadek drogowy z udziałem jednego z pracowników lub inne drobne incydenty – żaden organ państwowy nie ma prawnych uprawnień do działania przeciwko niemu. Po drugie, może przekazywać środki finansowe, przechowywać je w swoim bilansie i zarządzać nimi w tajemnicy. Jeśli chciałabym ukraść 21 bilionów dolarów rządowi Stanów Zjednoczonych i umieścić je w bilansie Banku Rozrachunków Międzynarodowych, BIS mógłby przesłać te pieniądze w dowolne miejsce na świecie i utrzymywać je w swoim bilansie w tajemnicy.

– Przede wszystkim: skąd ma taką władzę? Kto przyznał mu immunitet suwerenny?

– Został utworzony po I wojnie światowej. Formalnie po to, aby zarządzać wypłatą niemieckich reparacji. Jednak jeśli prześledzić rzeczywistą historię, w istocie powstał dlatego, że Bank Anglii oraz szefowie banków centralnych chcieli mieć organizację posiadającą immunitet suwerenny.

Z Catherine Austin Fitts rozmawiał Tucker Carlson
Tłumaczenie: Lexus
Źródło zagraniczne: YouTube.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                      Jan Stefan Widacki

 

 

 Jan Stefan Widacki (ur. 6 stycznia 1948 w Krakowie) – polski adwokat, profesor dr hab. nauk prawnych, dyplomata, od 2007 poseł na Sejm VI kadencji.

W 1969 ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiował także filozofię. W 1972 został doktorem nauk prawnych. Habilitował się w 1977, w tym samym roku objął stanowisko kierownika Katedry Kryminalistyki na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, gdzie również był prodziekanem. W latach 1983–1990 wykładał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, pracował również jako visiting professor w USA. W 1984 uzyskał tytuł profesora. Do końca lat lat 80. udzielał się jako kryminolog i biegły sądowy.

Należał do PZPR ale też w 1980 zapisał się do "Solidarności. Na początku lat 90. pełnił funkcję wiceministra spraw wewnętrznych powołanym za czasu rządu Tadeusza Mazowieckiego. Nadzorował weryfikację SB oraz przygotował nowe ustawy policyjne. Był współautorem "raportu Rokity". W latach 1992–1996 zajmował stanowisko ambasadora na Litwie, niestety bardzo żle był oceniany przez tamtejszych Polaków.

Jan Widacki, jako ambasador RP w Wilnie, określił "Kurier Wileński" jako "zdychającą gazetę"a jego pracę tak podsumował ówczesny szef Związku Polaków na Litwie Jan Sienkiewicz: "po dwóch latach urzędowania ambasador Jan Widacki reprezentuje w Wilnie interesy nie Polski, lecz orientacji politycznej skupionej wokół Unii Wolności. Krakowski profesor przyjął bowiem typowo udecki sposób uprawiania dyplomacji: zupełnie ignorował, a nawet zwalczał postulaty polskiej mniejszości na Litwie, popierając niejednokrotnie antypolskie stanowisko władz w Wilnie (za co zresztą został odznaczony przez nie Orderem Wielkiego Księcia Giedymina )."

1996 został odznaczony litewskim Orderem Wielkiego Księcia Gedymina II klasy z Gwiazdą za działanie na rzecz rządu litewskiego.

W 2007 założył stowarzyszenie Ruch na rzecz Demokracji. Jest felietonistą tygodnika "Przegląd". W wyborach parlamentarnych w 2007 uzyskał mandat poselski liczbą 24 963 głosy, startując w okręgu krakowskim z pierwszego miejsca na liście Lewicy i Demokratów z rekomendacji Partii Demokratycznej. Od 7 lutego 2008 członek sejmowej komisji śledczej. Na skutek rezygnacji został ze składu komisji odwołany przez Sejm 27 czerwca 2008.

Od 9 kwietnia 2008 współtworzy Demokratyczne Koło Poselskie, 16 lipca 2009 przemianowane na DKP SD (na początku lipca przystąpił do Stronnictwa Demokratycznego.

Od 1996 prowadzi praktykę adwokacką. W latach 90. bronił m.in. oskarżanego o wielokrotne zabójstwo mężczyzny o pseudonimie "Inkasent", która to sprawa zakończyła się wyrokiem uniewinniającym. Występował także jako pełnomocnik procesowy Romana Kluski. Był też obrońcą Mirosława Danielaka ps. "Malizna". Bronił funkcjonariuszy SB oskarżonych o matactwa w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa. Proces przegrał, lecz mimo tego i mimo ustalenia w śledztwie w latach 90., że Stanisław Pyjas zginął w wyniku pobicia, twierdzi w wywiadach, że Stanisław Pyjas spadł tylko ze schodów. W procesie lustracyjnym bronił Henryka Karkoszę („TW Monika”)

Był reprezentantem Jana Kulczyka przed sejmową komisją śledczą ds. PKN Orlen oraz w sporze z Romanem Giertychem.

"Był także obrońcą komisarz Bożeny Ć., policjantki oskarżonej o przekazywanie policyjnych materiałów miesięcznikowi "Zły", wydawanemu przez żonę Jerzego Urbana."

Zbrodnie komunistyczne

Gromiąc kategorię zbrodni komunistycznej nazywał ją występkiem a jej twórcom odmawiał kompetencji prawniczej

Fundacja „Bezpieczna Służba”

„Zbigniew Wassermann (PiS) zażądał, by został wykluczony z prac komisji ze względu na działalność na początku lat 90. Widacki był wtedy wiceszefem MSW i pomagał założyć fundację Bezpieczna Służba, która miała pomagać policjantom. Problem w tym, że fundację - która miała czerpać zyski m.in. z gier losowych - założyły osoby związane ze środowiskiem gangsterów.

Śmierć Stanisława Pyjasa:

Bronisław Wildstein: „Ekspertyza, według której śmierć Pyjasa uznano za wypadek, została zaś podpisana przez profesora Zdzisława Marka. Za nieposzlakowaną reputację Marka ręczył - o dziwo - profesor Widacki. Tymczasem profesor Marek to był taki etatowy ubecki ekspert, który we wszystkich sprawach, w które zamieszani byli "nieznani sprawcy", ogłaszał niezbicie, że był to "nieszczęśliwy wypadek". Na podstawie tych samych danych, które Marek uznał za świadectwo wypadku, niezależna komisja - zwołana w 1991 roku - orzekła, że śmierć nastąpiła na skutek pobicia, a zwłoki zostały podrzucone.”

Ruch na rzecz Demokracji

Działa dla Aleksandra Kwasniewskiego: „Podpisałem deklarację na prośbę prof. Widackiego, który jest głównym organizatorem tego przedsięwzięcia - mówił w TVN 24 lider SdPl Marek Borowski”

Konsalnet

"Wraz z nieżyjącym już Lechem Falandyszem Widacki był także pełnomocnikiem spółki detektywistyczno-ochroniarskiej Konsalnet, której w 1999 r. MSWiA odebrało koncesję. Warto zwrócić uwagę, że Zarządem Konsalnetu kierują dwaj byli oficerowie PRL-owskiego wywiadu, a szefem Rady Nadzorczej jest tam prof. Jerzy Konieczny, którego Widacki poznał w latach 80. na Uniwersytecie Śląskim, a później ściągnął na stanowisko wiceszefa UOP (za rządów Hanny Suchockiej Konieczny był już szefem UOP, a za Józefa Oleksego - ministrem spraw wewnętrznych."

Ustawa dezubekizacyjna

– przeciwnik zrównania gigantycznych sbeckich emerytur [ za ich tzw. pracę w PRL] do średniej krajowej. Wraz z szefem komisji obrony narodowej Januszem Zemke, wydali następujące oświadczenie, w którym krytykują czterokrotne obniżenie emerytur SB-kom. W uzasadnieniu wniosku czytamy: "bycie funkcjonariuszem organów bezpieczeństwa łączyło się zawsze z nienormowanym czasem pracy, a także z narażeniem na stres, odpowiedzialnością (....) zwiększonym ryzykiem śmierci, kalectwa, specyficznym (znacznie zwiększonym ) ryzykiem choroby lub wypadku". Posłowie przytaczają zasługi SB w walce z UPA i oddziałami hitlerowskimi.


Widacki: Polsce grozi niebezpieczeństwo, że prezydentem zostanie J. Kaczyński


Polityk Stronnictwa Demokratycznego Jan Widacki napisał list do przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej Grzegorza Napieralskiego, w którym namawia do poparcia kandydatury Andrzeja. Olechowskiego.


 

Cenzura i tłumienie krytyki w imię „ochrony demokracji”

Komisja Europejska wraz z Parlamentem Europejskim intensyfikują prace nad dwoma dużymi projektami – programem AgoraEU oraz Europejską Tarczą Demokracji. Urzędnicy i europosłowie przekonują, że miliony euro z budżetu UE i nowe procedury prawne są niezbędne, by chronić wybory, wolne media (chodzi o stronnicze media rządowe i korporacyjne, a nie niezależne strony jak WolneMedia.net) oraz walczyć z zagraniczną dezinformacją. Wśród opinii publicznej i krytyków polityki Brukseli projekty te wywołują jednak ogromne kontrowersje, a wypowiedzi unijnych polityków dobitnie pokazują, jak szeroko zamierzają oni zarzucać sieć kontroli nad opinią publiczną.

Głównym punktem zapalnym jest sposób, w jaki unijne instytucje definiują zagrożenie i czyje poglądy zamierzają brać pod lupę. Współsprawozdawczyni projektu, szwedzka europosłanka Alice Bah Kuhnke, otwarcie przyznaje, że celem nowo projektowanych narzędzi nie są jedynie automatyczne boty, ale konkretne osoby wyrażające sprzeciw wobec polityki UE, czyli eurosceptycy. Stwierdza ona wprost: „Musimy dysponować narzędziami, które pozwolą nam się chronić od wewnątrz, ponieważ wiemy, że w niektórych państwach członkowskich działają siły o nastawieniu antyunijnym”. Taka retoryka pokazuje, że krytyka Unii czy prezentowanie poglądów eurosceptycznych i eurorealistycznych bywa wprost utożsamiane z „wrogiem wewnętrznym”, ponieważ to niemożliwe, aby obywatele UE naprawdę mieli poglądy antyunijne.

Wypowiedzi polityków pokazują również, że urzędnicy zamierzają prześwietlać prywatne wypowiedzi twórców internetowych pod kątem zgodności z oficjalną linią. Europosłanka Bah Kuhnke przekonuje, że potrzebne są nowe regulacje, aby prześwietlać działalność twórców: „Potrzebujemy narzędzi, które pozwolą nam się przyjrzeć propagandzie bardziej szczegółowo. Zwłaszcza że są oni bardzo sprytni. Wykorzystują na przykład influencerów, którzy wypowiadają się w łagodny sposób, ale gdy się temu bliżej przyjrzeć, widać, że jest to propaganda Putina”. W ten sposób tworzy się uzasadnienie dla stygmatyzowania każdego niezależnego głosu w sieci – wystarczy przypiąć łatkę „sprytnego influencera” działającego na zlecenie Rosji lub innego państwa.

Równie wielkie obawy budzi fakt przyznania instytucjom prawa do błyskawicznego ingerowania w treści publikowane w sieci, zwłaszcza tuz przed wyborami. Przedstawiciele Komisji Europejskiej nie ukrywają, że zależy im na o mechanizmach szybkiego kasowania informacji, czyli mówiąc wprost – narzędziach cenzorskich. Odnosząc się do działania Europejskiej Tarczy Demokracji, europosłanka Magdalena Adamowicz wskazuje na jej główny cel: „Dzisiaj tarcza ma mieć takie działanie, żeby kraje wspólnie się ostrzegały, reagowały, żeby miały możliwość szybkiego usuwania takich treści”. W praktyce oznacza to oddanie władzy nad przepływem informacji urzędnikom, którzy dostają przyzwolenie na eliminowanie niewygodnych materiałów bez kontroli sądowej czy możliwości obrony przed zarzutami.

Ostatnim filarem unijnej strategii jest ogromny budżet sięgający kilkunastu miliardów euro na program AgoraEU. Jak przekonuje Bah Kuhnke: „Właściwym podejściem jest stworzenie wielkiej AgoryEU. Wszystkie wartości Unii Europejskiej są zebrane w tym wielkim programie”. Krytycy zwracają jednak uwagę, że zebranie tak kolosalnych środków – nota bene z pieniędzy podatników – w rękach brukselskich urzędników rodzi ryzyko finansowania wyłącznie tych organizacji i mediów, które bezkrytycznie powielają unijną narrację. W efekcie program, który na sztandarach ma wolność słowa i pluralizm, w praktyce może doprowadzić do powstania monolitu informacyjnego, w którym odmienne zdanie zostanie pozbawione środków do życia i zepchnięte na margines.

Podsumowując – unijne władze przygotowują rozwiązania przypominające orwellowskie „ministerstwo prawdy”, które pod pretekstem „ochrony demokracji” i „wolności słowa” zyskają cenzorskie narzędzia do kasowania z internetu niewygodnych politycznie poglądów i bezpośredniego wpływania na wyniki wyborów. Idealnym przykładem tej praktyki były wydarzenia w Rumunii, gdy niesłusznemu kandydatowi – Călinowi Georgescu – nie pozwolono zostać prezydentem. W efekcie Unia Europejska szykuje masowe kneblowanie ust obywateli w imię ich „wolności słowa” i na ich koszt, gdyż miliardy euro przeznaczone machinę cenzury będą pochodziły z ich podatków.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: Newseria.pl
Źródło: WolneMedia.net

niedziela, 2 sierpnia 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                    Mieczysław Wachowski

 

 

 Mieczysław Wachowski (ur. 21 grudnia 1950 w Bydgoszczy) – polityk, w latach 1990–1995 szef Gabinetu Pre­zy­de­n­ta RP Lecha Wałęsy, w latach 2014­–2016 prezes fundacji Instytut Lecha Wałęsy.

Ukończył Technikum Mechaniczno-Ele­ktry­cz­ne w Bydgoszczy (1969), po czym podjął studia w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni, których nie ukończył. Następnie pracował w różnych zawodach: jako technik w Dyrekcji Rozbudowy Stoczni im. Komuny Pa­ry­skiej w Gdyni (1972 - 1974), specjalista w Zakładzie Farb Okrętowych w Gdy­ni (1974-1976), kierownik sekcji w Zarządzie Portu Gdynia (1976­-1978).

We wrześniu 1980 został osobistym kierowcą i asystentem prze­wo­dni­czą­ce­go NSZZ „Solidarność” Lecha Wałęsy. Jego obecność w oto­cze­niu przewodniczącego „Solidarności” budziła zaniepokojenie części działaczy, ze względu na pojawiające się już wtedy podejrzenia o jego współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Po stanie wojennym nie utrzy­my­wał kontaktów z Wałęsą i „Solidarnością”, by ponownie pojawić się w otoczeniu Wałęsy w 1989, jako jego osobisty sekretarz.

Po wygranych przez Lecha Wałęsę wyborach prezydenckich w 1990 został zatrudniony w Kancelarii Prezydenta jako podsekretarz stanu i szef ga­bi­ne­tu prezydenta. Cieszył się dużym zaufaniem prezydenta, który w krótkim czasie awansował go kolejno na sekretarza i ministra stanu. Jego nie­for­ma­l­ne wpływy w Kancelarii Prezydenta były jedną z przyczyn konfliktu, który doprowadził do zerwania współpracy z Lechem Wałęsą przez część urzę­d­ni­ków Kancelarii (związanych głównie z Porozumieniem Centrum), m.in. braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich.

Podejrzany o przyjęcie w 1993 łapówki w wysokości 150 tys. dolarów, w zamian za którą Lech Wałęsa skorzystał z prawa łaski wobec Andrzeja Zielińskiego ps. „Słowik”. W kolejnych latach narastało wokół jego osoby coraz więcej wątpliwości. Przypisywano mu rolę szarej eminencji, mającej duży i szkodliwy wpływ na osobę Lecha Wałęsy oraz w nieformalny sposób wpływającej na służby specjalne i siły zbrojne, wykorzystującej te instytucje dla osobistych rozgrywek politycznych z opozycją. Szczególnie środowisko Porozumienia Centrum (m.in. Jarosław Kaczyński) podnosiło zarzuty jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa czy nawet pracy w niej na etacie kadrowego oficera oraz wykorzystywania Urzędu Ochrony Państwa dla inwigilacji prawicy.

W sierpniu 1995, tuż przed wyborami prezydenckimi został odwołany ze stanowisk zajmowanych w Kancelarii Prezydenta RP, pozostając formalnie jej pracownikiem aż do czasu objęcia obowiązków głowy państwa przez Aleksandra Kwaśniewskiego.

W późniejszych latach ponawiane były wobec niego przez różne śro­do­wi­ska polityczne rozmaite zarzuty. Lech Kaczyński nazwał go w wywiadzie radiowym „wielokrotnym przestępcą”, co skutkowało następnie procesem, w którym Sąd Rejonowy w Warszawie wydał wyrok niekorzystny dla Ka­czy­ń­skie­go. Po apelacji Lecha Kaczyńskiego, Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem z 14 grudnia 2005 skierował sprawę do ponownego ro­z­po­z­na­nia. Na mocy przepisów Konstytucji RP, od 23 grudnia 2005 (w związku z objęciem urzędu prezydenta i chroniącego go immunitetu pre­zy­de­n­ckie­go) postępowanie karne uległo zawieszeniu, a możliwość przedawnienia ewentualnego przestępstwa wstrzymana.

29 września 2014 zastąpił Piotra Gulczyńskiego na stanowisku prezesa Instytutu Lecha Wałęsy.

We wrześniu 2016 przestał pełnić tą funkcję.

We wrześniu 2005 został on zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW. Prokuratura postawiła mu zarzuty płatnej protekcji i pomocnictwa przy pła­t­nej protekcji oraz zarzut ukrywania dokumentów.

18 stycznia 2007 funkcjonariusze ABW ponownie dokonali zatrzymania Wachowskiego pod zarzutem obietnicy płatnej protekcji w wysokości 2 mln zł, za którą to sumę Wachowski obiecał wypuszczenie z aresztu śledczego jednego z podejrzanych. Za czyn ten grozi do 10 lat pozbawienia wolności. 21 lutego 2007 został zwolniony za kaucją w wysokości 200 tysięcy złotych, którą wpłacił Lech Wałęsa.

18 stycznia 2008 sąd nieprawomocnie skazał Wachowskiego na pół roku więzienia w zawieszeniu za składanie fałszywych zeznań.

Osoba Wachowskiego od początku budzi w "Solidarności" za­in­te­re­so­wa­nie i kontrowersje. Starzy działacze WZZ - Anna Walentynowicz, Joanna i Andrzej Gwiazdowie od początku mówią wręcz o agen­tu­ra­l­no­ści Wachowskiego i powiązaniach tej postaci ze strukturami bezpieki. Wachowski przedstawianej mu wersji nie zaprzeczył i nie potwierdził, a ostatnie słowo należało do Wałęsy, który podjął ostateczną i nie­od­wo­ła­l­ną decyzję zgadzając się na to, żeby Mietek pełnił funkcję jego kierowcy. Działaczom WZZ, którzy bacznie obserwowali starające się o pracę w "Solidarności" osoby, Wachowski przypominał Edwina Myszka, jednego z założycieli Wolnych Związków Zawodowych, zde­ma­s­ko­wa­ne­go w 1978 r. agenta służby bezpieczeństwa. Zadaniem Myszka był pra­w­do­po­do­b­nie współudział w założeniu i kontrolowanie opo­zy­cy­j­nej stru­k­tu­ry, która w odpowiednim momencie posłużyłaby władzom jako za­pa­l­nik do rozruchów i pomogła np. w przejęciu władzy przez jedną z par­ty­j­nych frakcji. Nowy szofer Wodza przypominał Myszka swoim za­cho­wa­niem, podobnym stosunkiem do ludzi, łączyły ich także pewne cechy osobowościowe. Za niekwestionowanego specjalistę w dziedzinie agen­tu­ral­no­ści i współpracowników SB w strukturach Zwią­z­ku uchodził wówczas działacz KOR na Wybrzeżu Bogdan Bo­ru­se­wicz, który dziś kategorycznie odmawia rozmowy na temat Wa­cho­w­skie­go, twierdząc jedynie, że prawdopodobne jest, iż taka osoba pracowała w 81 r. w strukturach "Solidarności" i być może "zbieżność jej nazwiska z na­z­wi­s­kiem osobistego sekretarza Lecha Wałęsy nie jest przypadkowa".

1 grudnia 1980 r., co potwierdzają przechowywane do dziś w archiwum "Solidarności" dokumenty, Wachowski dostaje etat w Związku. Zatrudniono go w dziale administracyjno-gospodarczym, przez pewien czas figuruje na liście jako zaopatrzeniowiec z płacą 6 tysięcy złotych miesięcznie. W rzeczywistości od początku jest szoferem Wałęsy. Przebywa w bez­po­śre­d­nim otoczeniu Wodza wraz z grupą najbliższych współpracowników - sekretarzem Lecha Wałęsy Andrzejem Celińskim, Arkadiuszem Rybickim, jego siostrą Bożeną, Henrykiem Mażulem i zmieniającymi się wciąż se­kre­tar­ka­mi. Jego rola jest od początku jasna. Wozi Przewodniczącego po mie­ście, spędza z nim setki godzin, przywozi go do domu po pracy i zabiera wcześnie rano z Pilotów na Wrzeszcz. Ma być do dyspozycji o każdej porze i słuchać poleceń Wodza. Mieszka wtedy przy ulicy Chylońskiej w Gdyni-Chylonii, w standardowym M-4. Nie jest to jeszcze dom, o którym Wa­cho­wíski zawsze marzył, ze szwedzkim kominkiem i ogródkiem, zapewnia jednak minimum rodzinnego komfortu. Mankamentem nowego lokum jest odległość - Wachowski pokonuje codziennie kilkadziesiąt kilometrów, przyjeżdżając z Gdyni-Chylonii do Gdańska i wożąc po mieście Prze­wo­d­ni­czą­ce­go. Jest wszędzie, gdzie jest Wałęsa. W niedługim czasie poznaje wszystkie jego tajemnice i upodobania. Wie, z kim spotyka się szef Związku i przed kim chce niektóre ze swoich spotkań ukryć. Jest najlepiej ze wszystkich współpracowników zorientowany w grymasach i przy­zwy­cza­je­niach Wałęsy. Każdy dzień spędzony razem umacnia jego pozycję i zbliża do Wodza. Wałęsa potrzebuje wtedy osoby całkowicie oddanej i nie ro­z­gry­wa­ją­cej swoich gier, kogoś, z kim może być nie tylko na stopie zawodowej, ale także towarzyskiej. Mietek od początku przypada swojemu pracodawcy do gustu. W "Drodze nadziei" Wałęsa scharakteryzuje go jako kaskadera i człowieka do wszystkiego, z którym "spędził rok w «Solidarności», prawie się nie rozstając". Nowy kierowca zna sposób na wejście w łaski Wodza. Darzy go wierną, odwzajemnioną miłością i oddaniem. Z uwagą też śledzi karierę i poczynania swojego pryncypała.

Zarzuty o współpracę z bezpieką wobec Mieczysława Wachowskiego pa­da­ją już od wielu lat. Początkowo podejrzenia takie formułowali głównie dzia­ła­cze Wolnych Związków Zawodowych. Wśród oskarżających kierowcę i po­wie­r­ni­ka przewodniczącego „Solidarności” o związki ze Służbą Bez­pie­cze­ń­stwa znalazł się też – co warto dziś przypomnieć – Jacek Kuroń.

Uważał on Wachowskiego za „specjalnego ochroniarza przydzielonego Wałęsie przez [Czesława] Kiszczaka”. Notabene powodem oskarżeń ze stro­ny współzałożyciela Komitetu Obrony Robotników pod adresem bli­skie­go współpracownika Wałęsy były jego znajomość angielskiego oraz to, że o polityce „Solidarności” oraz jej uwarunkowaniach wypowiadał się „z dużym sensem i zrozumieniem rzeczy”… Na niekorzyść Wachowskiego miało ponadto przemawiać to, że zwracał się do milicjantów z drogówki takim tonem, iż ci go słuchali… A także inne, poważniejsze już argumenty, np. nagrywanie (bez wiedzy zainteresowanych) wydarzeń z udziałem Wa­łę­sy czy prowadzenie notatnika z zapiskami dotyczącymi osób kontaktujących się i współpracujących z przewodniczącym „S”.

 

 

Cień -dokument z 1995 o ministrze Mieczysławie Wachowskim.
 
 

 

                 ELITY  DRUGI GARNITUR                           Jan Woleński - Jan Hertrich-Woleński     (ur. 21 września 1940 w Radomiu) –...