TUZY ELITY
Adam Michnik (Aaron Szechter)
Koncesjonowany przez SB i PZPR "opozycjonista" i komunista Adam Michnik - Aaron Szechter
i jego szef gen. Służby Bezpieczenstwa Czesław Kiszczak
Adam Michnik [Aaron Szechter] (ur. 17
października 1946 w Warszawie) – historyk, eseista i publicysta
kosmopolityczny, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej". Mulimilioner
który zbił fortunę na tzw. koncesjonowanej opozycji demokratycznej w
PRL, nieoficjalnie Naczelny Cenzor III RP.
W latach 1968–1989 jeden z głównych organizatorów nielegalnej, tzw. demokratycznej opozycji w PRL, poseł na Sejm X kadencji.
Pochodzi z rodziny przedwojennych działaczy żydowskich i
komunistycznych, jest synem Ozjasza Szechtera i Heleny Michnik. Ma dwóch
przyrodnich braci: Stefana Michnika i nieżyjącego już Jerzego.
Jego ojciec Ozjasz Szechter był komunistą i aktywistą nielegalnej
KPZU, Brał udział w operacji szpiegowskiej NKWD przeciw Polsce pod
kryptonimem Koń Trojański (w Obszarze C - Zachodnim).Został za to
aresztowany i skazany w tzw. procesie łuckim w 1934.(nazwa wzięła się od
miejscowości Łuck) za zdradę Polski.
Helena Michnik to działaczka Związku Niezależnej Młodzieży
Socjalistycznej "Życie", współorganizatorka komunistycznej organizacji
pionierskiej w Polsce. Po wojnie nauczycielka historii i autorka
stalinowskich podręczników szkolnych.
Stefan Michnik, brat Adama Michnika to kapitan Ludowego Wojska
Polskiego, sędzia, adwokat. Był również informatorem i rezydentem
Informacji Wojskowej, sądowy morderca. W 1950 r. został płatnym,
dobrowolnym tajnym informatorem służby bezpieczeństwa o pseudonimie
"Kazimierczak". Wkrótce awansował na rezydenta Informacji Wojskowej w
Jeleniej Górze. W latach 1951-1953, był przewodniczącym składów
sędziowskich orzekających często karę śmierci na żołnierzach podziemia
antykomunistycznego, wywodzących się z dawnych oddziałów AK, BCh i NSZ.
W szkole podstawowej był aktywnym członkiem Hufca Walterowskiego
ZHP, prowadzonego przez Jacka Kuronia. Organizacja miała na celu
stworzenie w Polsce drużyn młodzieżowych na wzór radzieckiej Organizacji
Pionierskiej imienia W. I. Lenina. Dzieci i młodzież w hufcu
walterowskim została odcięta od tradycji przedwojennego harcerstwa i
skautingu.
W 1962 założył wraz z kolegami, a za namową Jana Józefa Lipskiego
i pod protekcją Adama Schaffa, dyskusyjny Klub Poszukiwaczy
Sprzeczności. Rozczarowani rzeczywistością PRL młodzi ludzie dyskutowali
w jego ramach nad sposobami jej naprawy, czytywali i analizowali
klasyczne teksty ale tylko lewicowych myślicieli.
W 1964 rozpoczął studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu
Warszawskiego. Już rok później został zawieszony w prawach studenta za
rozpowszechnianie wśród kolegów listu otwartego do członków PZPR
autorstwa Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, w którym autorzy
wzywali do rozpoczęcia naprawy systemu politycznego w Polsce.
W marcu 1968 został ostatecznie relegowany z uczelni za aktywny
udział w tzw. wydarzeniach marcowych, tj. protestach studentów i
środowiska akademickiego, zapoczątkowanego zdjęciem przez cenzurę
inscenizacji Dziadów Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka ze
sceny Teatru Narodowego
W połowie lat 70. pozwolono mu kontynuować studia, które ukończył
eksternistycznie na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama
Mickiewicza w Poznaniu – promotorem magisterium był prof. Lech
Trzeciakowski a recenzentem – prof. Jerzy Topolski.
Pracował przez dwa lata na stanowisku spawacza w Zakładach
Wytwórczych Lamp Elektrycznych i Rtęciowych im. Róży Luksemburg a
następnie, z rekomendacji Jacka Kuronia, został osobistym sekretarzem
Antoniego Słonimskiego.
W latach 1976–1977 przebywał w Paryżu, po powrocie do Polski
włączył się w działalność istniejącego już od kilku miesięcy Komitetu
Obrony Robotników zwanego „różowym salonem” ze względu na przyjacielskie
stosunki panujące pomiędzy częścią działaczy KOR a komunistami z
aparatu represji PRL.
W latach 1977–1989 był redaktorem lub współpracownikiem
niezależnych pism wychodzących w tzw. drugim obiegu, tj. "Biuletyn
Informacyjny", "Zapis", "Krytyka" oraz członkiem kierownictwa
największej podziemnej oficyny wydawniczej: NOWa. W okresie 1980–1981
był doradcą struktur Regionu Mazowsze NSZZ "Solidarność" i Komisji
Hutników "Solidarności.
W stanie wojennym, w grudniu 1981 został najpierw internowany, a
następnie postawiony w stan oskarżenia i osadzony w areszcie pod
zarzutem "próby obalenia ustroju socjalistycznego". Ostatecznie na mocy
amnestii jego sprawa została umorzona, co spowodowało jego zwolnienie.
W 1988 został doradcą nieformalnego Komitetu Koordynacyjnego
Lecha Wałęsy, a następnie członkiem Komitetu Obywatelskiego.
Uczestniczył aktywnie w przygotowaniach, negocjacjach wstępnych, a
następnie obradach Okrągłego Stołu w 1989.
Po Okrągłym Stole otrzymał od Lecha Wałęsy misję zorganizowania
dużej, ogólnopolskiej gazety codziennej, mającej być "organem" Komitetu
Obywatelskiego przed zbliżającymi się wyborami. Gazeta ta w ramach
uzgodnień okrągłostołowych została nazwana "Gazetą Wyborczą"
"Solidarność", gdyż miała funkcjonować tylko do końca wyborów do Sejmu w
1989. Po zorganizowaniu tej gazety głównie na bazie zespołu
dziennikarskiego nielegalnego "Biuletynu Informacyjnego" i "Tygodnika
Mazowsze", Adam Michnik został jej redaktorem naczelnym. W połowie 1990
Lech Wałęsa usiłował bezskutecznie odwołać go z tej funkcji, a Komisja
Krajowa NSZZ "Solidarność" odebrała pismu prawo posługiwania się znakiem
związku. Zakończyło się to przejęciem całego majątku gazety przez
Michnika i jego klikę, przywłaszczając sobie to co dane zostało całemu
społeczeństwu. Michnik dzięki temu zdobył ogromne pieniądze których
nigdy pracując by nie zarobił i a co najważniejsze władzę medialną w
Polsce która pozwoliła mu manipulować społeczeństwem, niszczyć
niewygodnych mu ludzi, zatajać prawdę oraz manipulować historią i
polityką na użytek jemu oddanych elit. Działanie te powszechnie znane są
pod nazwą – Michnikowszczyzna.
Pomiędzy 12 kwietnia a 27 czerwca 1990 wraz z trzema innymi
osobami (historykami Andrzejem Ajnenkielem i Jerzym Holzerem oraz
dyrektorem Archiwum Akt Nowych Bogdanem Krollem) uzyskał dostęp do
wybranej części archiwów MSW. Grupa ta uzyskała potoczną nazwę "Komisja
Michnika" i została powołana z inicjatywy Henryka Samsonowicza. Wynikiem
trzymiesięcznych prac był krótki raport, stwierdzający niekompletność
archiwów bez wskazywania kto jej zrobił. Dostęp w tym czasie do tych
akt miała tylko Komisja Michnika.
Zarówno jako poseł, jak i redaktor "Gazety Wyborczej", aktywnie
wspierał rząd Tadeusza Mazowieckiego, jak też jego kandydaturę przeciw
Lechowi Wałęsie w wyborach prezydenckich w 1990. Przed drugą turą
opowiedział się po stronie lidera NSZZ "S" przeciwko kandydaturze
Stanisława Tymińskiego.
Pod jego rządami "Gazeta Wyborcza" została przekształcona w
najbardziej poczytną i wpływową gazetę codzienną w Polsce. Na bazie
majątku tej gazety powstała spółka Agora S.A., która stała się jednym z
największych koncernów medialnych w Polsce, dysponując m.in.
kilkunastoma tytułami miesięczników, portalem internetowym gazeta.pl,
agencją reklamy zewnętrznej AMS oraz udziałami w kilkunastu stacjach
radiowych.
Od momentu pojawienia się określenia "gruba linia" w exposé
Tadeusza Mazowieckiego z września 1989, jest jego zwolennikiem. „Grubą
kreska" to symbol niechęci wobec historycznych rozliczeń, lustracji i
dekomunizacji oraz akceptacji wobec funkcjonowania środowisk
postkomunistycznych w polskiej polityce oraz gospodarce.
3 lutego 2001 udzielił głośnego wywiadu Pożegnanie z bronią. Adam
Michnik – Czesław Kiszczak przeprowadzonego przez Agnieszkę Kublik oraz
Monikę Olejnik, w którym określił Czesława Kiszczaka i Wojciecha
Jaruzelskiego jako "ludzi honoru", dotrzymujących podjętych podczas
Okrągłego Stołu zobowiązań.
W rocznicę stanu wojennego, 13 grudnia 2005, Adam Michnik
wygłosił na Uniwersytecie Warszawskim wykład (opublikowany także w
"Gazecie Wyborczej"), w którym m.in. apelował do prezydenta Lecha
Kaczyńskiego o ustawową abolicję dla osób odpowiedzialnych za stan
wojenny.
Adam Michnik bronił się przed krytyką i atakami, m.in. oskarżając
swoich adwersarzy o zniesławienie i pozywając ich o naruszenie dóbr
osobistych. W niemal wszystkich wytoczonych sprawach sąd przyznawał mu
rację ze względu na jego potęgę medialną i finansową. Niektórzy
publicyści (m.in. Piotr Semka) zwracali uwagę, że sam Michnik
wielokrotnie używał ostrego języka i grożąc krytykom procesami o
zniesławienie bez polemizowania z nimi działa na szkodę wyznawanej przez
siebie wolności słowa
Obecnie Adam Michnik i środowisko Gazety Wyborczej nałożyło
swoistą cenzurę w Polsce, rodem z PRL na informacje dotyczące –
dekomunizajci, agentury SB, grubej kreski Mazowieckiego, Okrągłego Stołu
i wielu afer związanych z nim a także odnośnie historii. Szczególnie
cenzurowany jest 17 września 1939 czyli IV rozbiór Polski, udział w nim
sowietów i ich agentury komunistyczno-żydowskiej, Pakt
Ribbentrop-Mołotow a także ludobójstwo Polaków na Wołyniu i Małoplsce
Wschodniej dokonane przez faszystów ukraińskich z OUN-UPA. oraz
odradzanie się neofaszyzmu ukraińskiego na Ukrainie.
Powodem tych działań Adama Michnika jest próba wybielenia swojej
rodziny która uczestniczyła w tych wydarzeniach ale po stronie
sowieckiej, przeciwko Polsce.
Poniżej cytaty z Michnika i o Michniku:
Michnik w wywiadzie z Danielem Cohn Benditem stwierdził: Mój
ojciec byl bardzo znanym działaczem komunistycznej partii przed wojną,
siedział osiem lat w więzieniu
w katolickim piśmie Powściągliwość i Praca (nr 6, 1988 r.): (...)
Jak na pewno wiecie, środowiskiem, z którego pochodzę, jest liberalna
żydokomuna. To jest żydokomuna w sensie ścisłym, bo moi rodzice
wywodzili się ze środowisk żydowskich i byli przed wojną komunistami.
wspominał w początkach 1992 roku w rozmowie z generałem
Jaruzelskim, fałszywie generalizując: Najświatlejsze umysły na Zachodzie
popierały komunizm (G W25-26 IV 1992 r.).
W kierowanym przez Kuronia „czerwonym harcerstwie" młody Michnik
przeżywał nastrój komsomolskich idealistów. Wspominał jeszcze w 1984
roku: Bez sentymentu nie umiem myśleć o tej gromadce chłopców i
dziewcząt, która latem 1958 roku w czerwonych chustach nawiedzała
chłopskie zagrody, śpiewając piosenki po rosyjsku i żydowsku.
W rozmowie z Danielem Cohn Benditem w czerwcu 1988 Michnik
stwierdził: Nie będę ukrywał, że coś mieliśmy wspólnego z trockizmem. I
dodawał: Należałem do komunistów w sześćdziesiątych latach. Uważałem, że
komunistyczna Polska to moja Polska
W 1995 roku przyznawał w rozmowie z księdzem Tischnerem:
"Normalny człowiek z normalnego domu kiedy kończył szkołą, wiedział, że
ci rządzący komuniści to są oprawcy, zbrodniarze, że mogą zabić, złamać
życie. To rodziło strach. Ja uważałem, że komuniści wprawdzie popełniają
pewne błędy ideologiczne, bo nie dość uważnie przeczytali Marksa oraz
Lenina, ale, że to da się naprostować. Wystarczy ich trochę oświecić,
przekonać, zmusić do czytania
Szczególnie skrajne było zacietrzewienie Michnika i jego
środowiska przeciw Kościołowi katolickiemu i kardynałowi Wyszyńskiemu.
Przedstawiali go jako skrajnego wstecznika i popierali ideologiczną
wojnę PZPR przeciw Kościołowi. Także i w najostrzejszym punkcie tej
wojny po ogłoszeniu Listu biskupów w 1965 roku. Michnik wsławił się
wówczas gwałtownym atakiem na kardynała Wyszyńskiego na łamach
Argumentów, atakiem odzwierciedlającym, jak przyznawał po latach, głębię
myśli kompletnego troglodyty (Między Panem..., op. cit., s. 73). Już w
1977 roku „samokrytycznie" oceniał w wydanej w Paryżu książce Kościół,
lewica, dialog (s. 61) swój udział w potępianiu listu biskupów polskich z
1965 roku: (...) w tym nieprzyzwoitym spektaklu sam wziąłem udział i na
samo wspomnienie rumienię się ze wstydu. Wstydzę się swojej głupoty
(...). W innych częściach tej książki (s. 31 i 139) Michnik tak pisał o
swoim środowisku lewicy laickiej: (...) Popieraliśmy politykę represji,
często okrutnych, widząc w niej drogą do „ nowego wspaniałego świata ",
oskarżaliśmy Kościół o reakcyjność i wszystkie inne grzechy główne, nie
bacząc na to, że w atmosferze totalitarnego zniewolenia Kościół bronił
prawdy, godności i wolności człowieka (...). Tradycyjnie przywykliśmy
sądzić, że religijność i Kościół to synonimy wstecznictwa i tępego
Ciemnogrodu. Z tej perspektywy wzrost indyferentyzmu religijnego
traktowany był przez nas jako naturalny sojusznik umysłowego i moralnego
postępu. Pogląd taki sam byłem jego wyznawcą uważam za fałszywy (...).
W 1981 roku postawił na „złego konia" Andrzeja Gwiazdę, w
opozycji do Wałęsy, i został faktycznie zepchnięty na margines wydarzeń.
Nie wybrano go do żadnych władz „Solidarności. Uskarżał się po latach w
rozmowie z ks. Tischnerem (Między Panem... op. cit., s. 376), że w 1981
roku: Nikt z redaktorów „ TySola " ani Mazowiecki, ani Cywiński, ani
Kuczyński nie proponował mi napisania dla nich artykułu (...). Tadeusz
Mazowiecki (...) nigdy nie zaproponował mi napisania artykułu do „
Tygodnika Solidarność ".Ostatnie miesiące 1981 roku przeżywał w nastroju
ogromnego rozczarowania. Nie mógł pogodzić się z faktem, że w
„Solidarności" coraz bardziej dominował nurt patriotyczno-narodowy, tzw.
prawdziwi Polacy, których później niejednokrotnie szkalował.
Michnik siedział w więzieniu w warunkach o wiele dogodniejszych
niż ogromna część innych postaci opozycji (opisywał to szczegółowo
Rozpłochowski). I, o dziwo, z jego celi swobodnie wychodzą na świat
kolejne listy, artykuły i książki, podczas gdy pozostali współwięźniowie
nie mogą się doprosić nawet ołówka. O wyjątkowym uprzywilejowaniu
Michnika w więzieniu decydowały pewne wpływowe kręgi partyjne, te same,
które tak zabiegały o poparcie zagranicznych Żydów dla WRONu (żydowski
publicysta Abel Kainer pisał w 15 numerze podziemnej Krytyki z 1983r.,
że: WRON grata rolę wielkiej opiekunki Żydów).
Wiosną 1985 r. Michnik otwarcie opowiada się za kompromisem z
komunistami jako rzeczą nieodzowną w książce Takie czasy... Rzecz o
kompromisie
Redaktorowi naczelnemu paryskiej Kultury Jerzemu Giedroyciowi
zawdzięczał Michnik wieloletnie polityczne wsparcie i nagłośnienie oraz
pomoc materialną i finansową. Michnik „odwdzięczył się" Giedroyciowi
próbą przejęcia od niego Kultury z pomocą Barbary Toruńczyk. Jak
wspominał z niesmakiem Giedroyc: (...)Toruńczyk nie ukrywała, że chce
robić samodzielne pismo, żeby opanować „Kulturę ". Była niesłychanie
oddana Michnikowi, przewidywała, że on będzie moim następcą. Bardzo mnie
zaskakuje, gdy słyszę od pani, że on mnie ceni. Demonstrował coś
zupełnie odmiennego, odwiedzając tuż przed śmiercią Józia (Czapskiego -
J.R.N.). Starannie mnie unikał, mimo otwartych jak zawsze drzwi. Nie
umiem pani nic więcej powiedzieć o przyczynach tej animozji(...)(E.
Berberyusz: Książę z Maisons Laffitte, Gdańsk 1995 r., s. 170).
Herlingowi-Grudzińskiemu Michnik „odwdzięczył się" za dawną pomoc
pełną lekceważenia wypowiedzią o jego słynnej łagrowej książce Inny
świat: Nikt tego nie przeczytał (w rozmowie z Jaruzelskim). Kiedy zaś
Jaruzelski sprostował: Był tłumaczony na jedenaście języków Michnik
odparował: Co z tego. Drukowały to antykomunistyczne oficyny, to się nie
liczyło. Komentując te uwagi Michnika, Herling-Grudziński pisał: „Inny
świat" ukazał się najpierw w wielkim londyńskim wydawnictwie William
Heinemann, które trudno doprawdy nazwać „antykomunistyczną oficyną". I
miał, prócz doskonałych recenzji, dwa wydania w ciągu bardzo krótkiego
czasu.
Środowiskom Kościoła katolickiego Michnik też „się odwdzięczył".
Póki obronny puklerz Kościoła był mu potrzebny, kadził Kościołowi, jak
mógł i bił się w piersi za swe dawne antykościelne wyzwiska, wołając o
potrzebie dialogu. Jak został naczelnym G W, robił wszystko dla
maksymalnego dyskredytowania Kościoła i wartości chrześcijańskich.
Jarosław Gowin skrytykował Michnika za próby przedstawiania Kościoła
jako instytucji, która próbuje zająć monopolistyczną pozycję partii
komunistycznej (w Polityce, nr 47 z 1993 roku, Michnik stwierdził, że
biskupi jakoby próbowali zastąpić marksizmleninizm ideologią katolicką).
Nawet największy Polak XX wieku, Jan Paweł II niejednokrotnie padał
ofiarą mniej lub bardziej zawoalowanych uprzedzeń Michnika, który go w
pewnym momencie nazwał byłym autorytetem naszych czasów.
Długi czas hołubiący Michnika biskup Józef Życiński nie mógł
ukryć swej irytacji przeczytawszy w wywiadzie Michnika dla L 'Actualite
religieuse, że po upadku komunizmu Jan Paweł II wyznaczył nowego wroga
liberalizm. Krytykuje go w kategoriach, które zdają się pochodzić z
Soboru trydenckiego (...). Boi się on przede wszystkim potwrotu Polski
do Europy (cyt. za: Bp Józef Życiński: Straszenie liberalizmem,
Rzeczpospolita z 20 lipca 1996). Biskup Życiński porównał te
stwierdzenia Michnika z uwagami Miliona Friedmana, „papieża
amerykańskiego liberalizmu" o elementach bliskich liberalizmowi w
nauczaniu Jana Pawła II. Jeśli tak deformowana jest przez Michnika
postać i nauczanie Ojca Świętego, to cóż mówić o sposobie traktowania
przez niego i jego gazetę różnych mniejszych postaci Kościoła. Począwszy
od Prymasa Polski Józefa Glempa po licznych biskupów, oskarżanych o
rzekomy konserwatyzm i pochlebianie Ciemnogrodowi.
W wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego z 10 I 1989 r. Michnik
starał się jak mógł wybielić postać najbardziej znienawidzonego
człowieka doby jaruzelszczyzny, akcentując, że Jerzy Urban był
konstruktorem ogromnej większości posunięć liberalizacyjnych ze strony
ówczesnych władz i ubolewając, że ten jeden z inteligentniejszych
analityków polityki polskiej marnuje się jako publicysta Trybuny Ludu.
Potem przyszły dalsze bratania i zbliżenia, wspólne fetowania imienin
„Olka" Kwaśniewskiego etc. I przychodzenie sobie nawzajem w sukurs (vide
np. atak zastępcy Urbana P. Gadzinowskiego w jednym z NIE na moje
krytyki Michnika w NP)
24 października 1989 roku Michnik postulował na łamach Gazety
Wyborczej doprowadzenie do sojuszu wszystkich sił reformatorskich, tych z
„Solidarności" i tych z PZPR, dodając, że: W pozytywnym ułożeniu
stosunków Polski i ZSRR skrzydło reformatorskie z PZPR, tacy ludzie jak
gen. Wojciech Jaruzelski czy pierwszy sekretarz KC Mieczysław Rakowski
mogą odegrać zasadniczą rolę.
wypowiedź A. Michnika z wywiadu dla Komsomolskiej Prawdy z 29
września 1989 r., gdy wypowiadając się na temat systemu, który by
odpowiadał wymogom życia, stwierdził między innymi: Niekiedy słyszy się
opinie, że powinien to być system kapitalistyczny. Dla mnie jest to
absurdalne. Obecnie w niektórych kołach w Polsce powstał kult słowa
„prywatyzacja". Co to znaczy? Co prywatyzować? Koleje, samoloty?
Przecież to bajki, absurd.
W czasie debaty sejmowej w początkach września 1989 r. A. Michnik
wystąpił przeciw wysuniętemu przez posła Kazimierza Ujazdowskiego
postulatowi rozliczenia się z ludobójcami w togach, tj. sędziami, którzy
w czasach stalinowskich skazywali ludzi na śmierć. Pół roku później 28
kwietnia 1990 r. Michnik stanowczo wypowiedział się w debacie sejmowej
przeciwko nacjonalizacji mienia PZPR. Występując na rzecz kompromisowego
rozwiązania tej sprawy, Michnik powiedział między innymi: Przepraszam
za osobiste wyznanie: 25 lat temu zostałem po raz pierwszy aresztowany
przez komunistyczną policję. Wtedy miałem 18 lat. Od tego czasu byłem
aresztowany i zatrzymywany wiele razy. Mnie nie trzeba tłumaczyć, że
komunizm to nic dobrego... Ale właśnie z tej perspektywy chcę
powiedzieć, że w niektórych głosach, o czym mówię z bólem, usłyszałem
coś, co bym nazwał antykomunizmem jaskiniowym. ..Inie chcę powiedzieć,
że dziś z popisywaniem się tymi deklaracjami, gdzie się PZPR miesza z
błotem, przyrównuje do katyńskich morderców... ja nic wspólnego nie mam i
nie chcę mieć... I chcę do tego jeszcze dodać, że w stanie wojennym, po
13 grudnia i siedząc w kryminale ja nie byłem aż tak ostrożny, żebym
dzisiaj musiał być aż tak odważny... Wystąpienie Michnika przeciw
nacjonalizacji mienia PZPR, choć jedna z jego najbardziej udanych
oratorsko wypowiedzi, wywołało bardzo ostre sprzeciwy w wielu
środowiskach solidarnościowych. Sprowokowało też falę listów
protestacyjnych do Gazety Wyborczej. Najbardziej dramatyczny był
publikowany w G W4 maja list dziennikarza Jana Sęka (jego ojciec został
stracony w 1952 r. po wyroku śmierci wydanym przez sąd wojskowy z
udziałem brata Adama Michnika - Stefana).
Michnik lubi akcentować jako wzorzec swoją postawę wobec
komunistów. On przecież siedział w więzieniach i oto teraz wszystko
wybacza; jak na tym tle wyglądają mściwi antykomuniści, zwłaszcza ci,
którzy nigdy nie cierpieli w więzieniu tak jak Michnik. Nieuczciwość
Michnika polega na tym, że starannie milczy o tym, że wybaczanie
komunistom oznaczałoby przebaczenie również tym, którzy tysiącom Polaków
zgotowali o wiele cięższe cierpienia niż Michnikowi. Jak to akcentował
kiedyś były więzień komunizmu w czasach stalinowskich Stanisław
Murzański: (...) Jedni jak Adam Michnik pisali w więzieniu książki,
drudzy zbierali na posadzce zęby (...) (S. Murzański: Jak kryminalista z
kryminalistą Tygodnik Solidarność 27 marca 1998).
Komunizujący od młodości Michnik obciążał winą za to, co się
stało w Związku Sowieckim wyłącznie stalinizm. Tego typu pogląd wyraził
m.in. na łamach sowieckiego tygodnika politycznego „Nowoje Wriemia" z
10II 1990 r. Stanowisko Michnika wywołało protest redaktora naczelnego
niezależnego moskiewskiego tygodnika informacyjnego Express-Kronika
Aleksandra Podrabinka. W liście otwartym do Michnika, opublikowanym w
tym piśmie (nr l O z 1990 r.) Podrabinek przypomniał, że istota terroru
stalinowskiego terroryzm, znalazła odbicie już w leninowskim dekrecie o
czerwonym terrorze (5 IX 1918 r.) i stworzeniu w latach 1918-1920
systemu obozów koncentracyjnych. Podrabinek stwierdził: Dla władz teza o
winie stalinizmu za katastrofę naszego życia społecznego jest wygodna.
Wyrzekając się Stalina mają jeszcze nadzieję uratować Lenina, wyrzekając
się stalinizmu dążą do uratowania socjalizmu (...). Na tym tle, Panie
Michnik, Pańskie wypowiedzi o stalinizmie nie wyglądają zbyt pociągająco
(...) (cyt. za tłumaczeniem listu otwartego A. Podrabinka, Ład'23 W
1990 r.).
Oto opinia Kisielewskiego o Michniku, wyrażona pod koniec życia
na łamach gdańskiej Młodej Polski: (...) Ostatnio nie bardzo przyjaźnię
się z Michnikiem. Widujemy się raz na pół roku i raczej się kłócimy.
Kochałem go niemal w okresie KOR-u, to było wspaniałe. Natomiast to, co
on teraz mówi i pisze, jest bardzo często bez sensu. Te manifesty
krakowskie, deklaracje „praw człowieka " rozsyłane po całym świecie! Jak
w Polsce naprawdę wybuchnie jakiś rasizm, szowinizm, a to będzie już
kompletna patologia, to najbardziej przysłuży się do tego właśnie takie
denerwujące pseudo szlachetne gadanie. Przecież ten dzisiejszy Michnik
to totalitarysta. Demokratą jest ten, kto jest po mojej stronie. Kto ze
mną się nie zgadza, jest faszystą i nie można mu podać ręki. A tylko
Michnik wie, na czym polega demokracja i tolerancja. On jest tutaj
sędzią alfą i omegą
(...). Szczególnie ostro napiętnował „ewolucję" Michnika Zbigniew
Herbert w wywiadzie dla Tygodnika Solidarność z 11 listopada 1994.
Herbert uznał Michnika za klasyczny przykład kariery komunistycznego
Dyzmy. Smutna historia wyjątkowo uzdolnionego, pełnego talentu chłopca,
który doszedł do lat, kiedy to ludzie natarczywie pytają „ co on
właściwie zrobił z całą swoją heroiczną młodością?" A on stacza się po
równi pochyłej, w gorączkowy aktywizm. Cynizm godny admiratora „ Księcia
" i najpospolitszy nihilizm. Zawiódł niemal wszystkich swoich
przyjaciół.
Celnie scharakteryzował metody Michnika już w 1992 r. Lech
Kaczyński, pisząc w Nowym Świecie (nr z 8 V 1992 r): (...) Michnik (...)
przyjmuje postawą chuligana, który napada na przechodnia i jednocześnie
krzyczy „ ratunku! Policja!" (...) niewielu ludzi ma taki udział w
szerzeniu nienawiści w życiu publicznym, jak Adam Michnik. Na pewno zaś
nikt nie potrafi łączyć jej krzewienia z zapewnieniami o własnej
szlachetności.
W wydanej w tymże 1991 roku, cytowanej już książce Interpelacje
Jana Marii Jackowskiego i Szczepana Żaryna autorzy tłumaczyli straszną
słabość Michnika jako polityka jego skrajnym zacietrzewieniem,
nieumiejętnością dialogu z osobami inaczej myślącymi: ...Michnik potrafi
kopać swoich przeciwników politycznych i ideowych bezwzględnie, z dziką
zaciętością. Gdy mu nie staje argumentów rzuca inwektywy, nie elegancko
przerywa, nie odpowiada napytania, zmienia temat, krzyczy i wychodzi z
niego jakaś zapiekła agresja w stosunku do tych, którzy się z nim nie
zgadzają. Jak to się ma do programowo głoszonej przez niego
europejskości, poszanowania poglądów innego człowieka, tolerancji i
godności-nie wiadomo... (J.M. Jackowski, S. Zaryn: Interpelacje. Kulisy
manipulacji Warszawa 1991, s. 93).
w Gazecie Wyborczej (1996, nr 302) napisał: Zwracam się do
premiera Oleksego jak czekista do czekisty. Michnik nie dostrzegł żadnej
niestosowności w tego typu zwrocie, mogącym mieć różne odmiany typu:
„jak gestapowiec do gestapowca".
Zdumiewające jak bardzo Michnik lubi sięgać do bolszewickich
porównań. W wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego w 1989 roku powiedział,
iż w Gazecie Wyborczej odgrywa rolę kogoś w rodzaju komisarza
politycznego. Jakże silnie odbija się na Michniku wpływ starych
rodzinnych indoktrynacji. Dla ogromnej części Polaków słowo komisarz
polityczny budzi jak najgorsze asocjacje z Dzierżyńskim, Jagodą czy
Jeżowem. Dla Michnika zaś to termin chlubny, warty naśladowania.
Szczególnie oburzające było zachowanie Michnika wobec znanej
dysydentki rosyjskiej Natalii Gorbaniewskiej. Michnik odmówił udzielenia
jej wywiadu, motywując to brakiem zaufania. Gorbaniewska powiedziała:
...Dla mnie jest to miernik złych obyczajów. Krytykowanie linii
politycznej nie może spychać osoby na pozycję osobistego wroga, a co
gorsza zaliczyć go do grona ludzi nieuczciwych. Michnik i wielu innych
ludzi wie, że nie podzielam ich zachwytu dla Gorbaczowa (...) (wg Puls
nr 48 z 1991 r). Przypomnijmy, że Gorbaniewska, niestrudzona bojowniczka
o prawa człowieka w ZSRR, była więźniarka, wybitna poetka rosyjska
należy do najbardziej zasłużonych przyjaciół Polski za granicą, jest
znawczynią polskiej literatury, i tłumaczką polskiej poezji.
Trzej znani bułgarscy pisarze: Boris Chritstow, Dymitr Korudżijew
i Jordan Wasiliew w artykule zatytułowanym: Cynizm i nietolerancja
oskarżyli Michnika o otwartą zdradę ideałów demokracji i nietolerancję,
pisząc między innymi, iż wizyta Michnika głęboko zraniła uczucia
wszystkich bułgarskich demokratów. Przyjechał, żeby stanąć w obronie
prezydenta Żelewa, ale zrobił to w sposób powierzchowny, prowokacyjny i
butny, bez spotkania z Edwinem Sugarowem, poetą i deputowanym, który
ogłosił strajk głodowy; zrobił to bez wyjaśnienia sobie samemu przyczyn
antyprezydenckich i antykomunistycznych manifestacji w naszym kraju
(...) jego wypowiedzi w Bułgarii były demagogiczne, nieodpowiedzialne i
głęboko nas raniące (...). Jakmożna (...) nazywać setki tysięcy
demokratów neofaszystami? (...) Kto mu pozwolił tak ciężko obrazić
najbardziej światłych, najmądrzejszych i najmniej podatnych na
konformizm ludzi w Bułgarii? (...) Michnik przyjechał i stanął w obronie
Żelewa, gdyż obu łączy ten sam los. Ci dawni idole gotowi są dzisiaj
wspierać fasadową demokrację, za której kulisami wszystkie sznurki
ponownie są w rękach komunistów (...) Michnik okazał się nietolerancyjny
wobec bułgarskiej demokracji i dlatego stracił nasz szacunek i miłość
(...) (cyt. za Gazetą Wyborczą z l lipca 1993).
Z oburzeniem komentowała pełen buty wyskok Michnika w bułgarskiej
telewizji Kristina MetanowaNejman, w 1989 roku założycielka
Solidarności Polsko-Bułgarskiej. W nadesłanym do Tygodnika Solidarność
(z 9 lipca 1993) tekście Z dziejów honoru w Bułgarii pisała: (...) Dawne
gwiazdy opozycji są intelektualnie bezradne wobec ruchów protestu
przeciw rekomunizacji. Niczym dawni marksiści, nazywający protestujących
przeciw totalitaryzmowi chuliganami; złożony objaw sprzeciwu wobec
recydywy komunizmu Michnik i inni dysydenci potrafią opatrzyć jedynie
etykietką motłochu lub neofaszystów.
W listopadzie 1993 Michnik popisał się atakiem na przywódcę
czeskiej prawicy premiera Vaclava Klausa. W wywiadzie opublikowanym w
słowackiej Narodnej Obronie Michnik zarzucił Klausowi jakoby łączył
liberalną retorykę z socjalistyczną polityką (wg Rzeczypospolitej z 25
listopada 1993 r). Klaus uznał zarzuty Michnika za absurdalne i głupie,
uniemożliwiające jakąkolwiek po ważniejszą polemikę.
Alain Besancon w wywiadzie dla Tygodnika Solidarność z 2 III 1990
r. ubolewał, że w Polsce: Nastąpił podział między antystalinistami i
antykomunistami: antykomuniści zostali odrzuceni na margines (...).
Porozumienie z komunistami nastąpiło kosztem jasnych propozycji dla
społeczeństwa (...). Krytykował fakt, że różni działacze dawnej opozycji
w Polsce, konsekwentnie pomniejszajązagrożenie komunistyczne w Polsce
stwierdzając: Od dziesięciu lat słyszę, choćby od Michnika czy
Modzelewskiego, że partia komunistyczna zanika powoli, ale
systematycznie. Otóż mam dowody, że tak wcale nie jest. Tekst Besanęona
wywołał gniewną ripostę Michnika w G W z 22 III 1990 r. Michnik oskarżał
Besanęona, że napisał tekst skrajnie niemądry, pełen płycizny i braku
kompetencji, wyrażający jego własną klęskę intelektualną i polityczną.
Zarzucał Besan9onowi, że w istocie nie ma żadnych dowodów na brak
zanikania partii komunistycznej.
Prawdziwe oblicze Michnika szybko odkryła również znakomita
włoska dziennikarka Barbara Spinelli. Już jesienią 1989 r. dostrzegła,
jak bardzo pozorne są zmiany zachodzące w Polsce, i ostrzegała, że
partia komunistyczna tylko się przyczaiła i chroniąc swoich ludzi, czeka
na chwilę, w której będzie mogła się odegrać (paryska Kultura, 1989, nr
11, s. 152). W późniejszym szkicu (ze stycznia 1991 r. Spinelli pisząc
wprost o zmarnowaniu zwycięstwa polskiego narodu po 1989 roku, wśród
osób odpowiedzialnych za to wymieniła po nazwisku tylko jedną osobę -
właśnie Michnika, stwierdzając: (...) Broniąc postkomunistycznej
demokracji, która umiała wprawdzie powstrzymać inflację, ale nie
potrafiła tolerować żadnej prawdziwej opozycji, Michnik zdaje się
przygotowywać do dziwnych i przewrotnych sojuszów. Michnik jest zresztą
tylko najbardziej jaskrawym wyrazem głębokiej dezorientacji duchowej,
jaka opanowała elitę intelektualną (...). Elitę, która nie chce mieć nic
wspólnego z Polską przedwojenną, która nie pamięta, co to znaczy służyć
naprawdę krajowi, która żywi pogardę do przedwojennych prób budowania
demokracji. Elitę, która jest dzieckiem komunizmu, której brak punktów
odniesienia w przeszłości i która siłą rzeczy należy po części do albumu
rodzinnego Bieruta, Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego (...). (por.
szerzej: J. R. Nowak: Myśli o Polsce i Polakach, Katowice 1994 r., s.
294-295).
Wystąpienie Michnika na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie w
kwietniu 1990 r. Mówił tam, że w Polsce grozi antykomunistyczna
dyktatura; antykomunizm z bolszewicką twarzą, któremu towarzyszyć będzie
szowinizm, klerykalizm, populizm i ksenofobia, nie mówiąc o groźbie
antysemityzmu (por. Charles Hoffman: Gray Dawn. The Jews ofEastern
Europę in the Post—communist Era, New York 1992, s. 302).
W 1989 roku Michnikowska Gazeta Wyborcza maksymalnie nagłaśnia
akcję rabina Weissa w Oświęcimiu, popierając ją. W 1994 ten sam Michnik
określa akcję rabina Weissa z 1989 roku jako klasyczny przykład
prowokowania awantury. Jak więc zależnie od potrzeby występuje jako
obrotowy Żydo-Polak, odcinając odpowiednio kupony za każdym razem od
zamanifestowanej postawy. To przedstawia się jako zatroskany o los
Polski patriota, to znów przyjmuje fetowanie w Nowym Jorku jako „Żyd
Roku 1991".
Szczególnie haniebnym „donosem na Polskę" wyróżnił się Adam
Michnik w rozmowie z niemieckim socjologiem Jurgenem Habermasem w 1993
roku. Posunął się w niej do stwierdzenia: Zanim tu Hitler przyszedł,
myśmy założyli własny obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej (por.
Polityka, 1993, nr 47). Skandaliczny był sam fakt porównania
hitlerowskich obozów zagłady z obozem odosobnienia w Berezie Kartuskiej,
który służył do bezwzględnego odizolowania na pewien czas przeciwników
politycznych, ale nie do ich wyniszczania. Kiedy takie stwierdzenie
Michnika ukazało się na łamach prasy niemieckiej, a później
amerykańskiej (w prestiżowym New York Times Review of the Book),
sprzyjała potwierdzaniu najgorszych oszczerstw o „polskich obozach
koncentracyjnych".
W dziesiątą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce
Michnik popisał się tekstem: W imię przebaczenia(Gazeta Wyborcza, 13
grudnia 1991), w którym jak mógł starał się wybielić autorów stanu
wojennego, przypominając, że przecież i w Drugiej Rzeczypospolitej też
naruszano prawo, bo w maju 1926 roku dokonano przewrotu w państwie, a
1930 roku w twierdzy brzeskiej osadzono przywódców antysanacyjnej
opozycji. I akcentował: / wtedy były ofiary, wdowy i sieroty. Zapomniał
tylko w swych porównaniach 1926 roku z 1981 rokiem o jednej podstawowej
sprawie, że Piłsudski stawał w swoim zamachu z oddziałami wojska przeciw
oddziałom wojska popierającym ówczesny rząd i prezydenta, podczas gdy
gen. Jaruzelski narzucił wojnę bezbronnemu narodowi, nie mając w nim
większego oparcia, za to tym większe w ciągłej groźbie interwencji
„Wielkiego Brata" ze Wschodu.
W Magazynie Gazety Wyborczej ( 1994, nr 40) Michnik twierdził, że
po śmierci Piłsudskiego władzę w państwie wzięły jakieś czwartorzędne
figury. Protestujący w związku z tą oceną Michnika czytelnik z
Wrocławia, Edmund Jaxa-Nagrodzki pisał, że wśród tych rzekomo
czwartorzędnych figur znaleźli się między innymi wicepremier inż.
Eugeniusz Kwiatkowski, prezydent RP prof. Ignacy Mościcki, minister
spraw zagranicznych płk. Józef Beck, minister oświaty i wyznań
religijnych prof. Wojciech Świętosławski, marszałek Edward Śmigły-Rydz
(por. Magazyn Gazety Wyborczej z 4 lutego 1994).
fragment tekstu Adama Michnika opublikowanego w Gazecie Wyborczej
w kolejną rocznicę Powstania w Getcie Warszawskim. Pisał Michnik:
Zarówno heroizm łudzi, którzy pomagali Żydom, jak i podłość antysemitów
są składnikiem polskiego dziedzictwa. I jest to dziedzictwo tym bardziej
kłopotliwe, że wśród tych pierwszych byli także komuniści, późniejsi
gloryfikatorzy stalinowskiego terroru, a wśród tych drugich także
bohaterowie antyhitlerowskiego podziemia i ofiary stalinowskich procesów
(A. Michnik: Bunt i milczenie, Gazeta Wyborcza, 17-18 kwietnia 1993).
Zdumiewające, że nikt w całej prasie polskiej nie postawił wówczas
Michnikowi pytania, na czym oparł swoje obrzydliwe pomówienie? Dlaczego
nie zażądano, by wymienił choć jedno nazwisko bohatera
antyhitlerowskiego podziemia, który był jakoby podłym antysemitą!
W książce dialogu z ks. Tischnerem: Między panem a Plebanem
(Kraków 1995, s. 167,187,191,3 85), Michnik starał się maksymalnie
zdemonizować Marzec 1968, jako rzekomo największe nieszczęście polskie
po wojnie. Mówił, że: Marzec utytłał polską świadomość, rok '68 to był
horror horrorów, rok 1968 przyniósł wielką rehabilitację polskiej
megalomanii narodowej, która owocowała straszliwym spustoszeniem
społecznej substancji. I dodawał: Dla mnie Marzec to było rżenie demona.
Wtedy pierwszy raz za mojego życia w Polsce zarżał przerażający demon
nacjonalizmu. Wszystkie te oskarżenia o Marcu 1968 jako horrorze
horrorów głosił człowiek, którego rodzina żyła na znakomitych
„synekurach" w dobie rzeczywiście koszmarnego dla Polaków okresu
stalinizmu.
23 VIII 1989 r. czytamy w G W tekst Czy Sachs powtórzy sukces
Grabskiego? Dzień później na pierwszej stronie publikowane jest
omówienie programu J. Sachsa pod wielce obiecującym tytułem Cud
gospodarczy w Europie? (Sachs obiecuje: Likwidujemy całkowicie inflację w
ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pól roku. Nie
dajcie sobie wmówić, że radykalny program gospodarczy wymaga cierpień i
wyrzeczeń). W parze ze skrajną apologetyką planu
Sorosa-Sachsa-Balcerowicza idzie ciągle, konsekwentne przemilczanie
tekstów, podważających jego koncepcje czy ukazujących słabości
realizacji. We wrześniu 1989 r. w G W zablokowano druk zamówionego
wcześniej tekstu słynnego czeskiego ekonomisty, późniejszego premiera
Vaclava Klausa, na ten temat. Zablokowano ze względu na to, że tekst
okazał się krytyczny wobec planu (por. uwagi Klausa w wywiadzie dla
Rzeczpospolitej z 411990 r.).
Krytykując postawę Michnika, który uznał za jedną z cech Homo
sovieticus opory przed błyszczeniem bogactwem wobec biednych, Kerszman
stwierdził: Nie uważam (...) za przyzwoite popisywanie się bogactwem
wobec ludzi, których nie bardzo stać na chleb czy lekarstwa (...). Jeśli
ograniczenia dotyczą spraw bardzo żywotnych: zaspokojenia podstawowych
potrzeb biologicznych, leczenia, nauki, działają nie tylko boleśnie, ale
też upokażająco i poniżająca (Kultura 1995 r, nr 12, s. 116, 123).
Artykuł Michnika w G W z 31 XII 1992 r.): (...) Zwycięski Bili
Clinton, który w młodości palił „ trawkę ", nie chciał walczyć w
Wietnamie i ponoć nawet miał poza małżeńską kochankę, będzie być może i
dla nas propozycją jakiegoś innego wariantu amerykańskiego mitu, jakiejś
innej, bardziej nowoczesnej propozycji cywilizacyjnej (...).Oto
propozycje „cywilizacyjne" na miarę „nowoczesnego" wychowawcy-Michnika:
„palenie trawki", niechęć do walczenia w narodowej armii i niewierność
małżeńska. Jest to oczywiście pewien dość konsekwentny styl życia.
Uwagi Jacka Kuronia na temat innej z cech „wychowawcy" Adama
Michnika: (...) A Adaś jest książkowym wariatem. Swego czasu wylansował
modę na kradzież książek. Kradł, to znaczy brał u kogoś z półki i sobie
zabierał (...). (cyt. za publikowaną w Res Publice z marca 1996 r.
rozmową z Kuroniem Na trzy sposoby, s. 51).
Od lewej:Tadeusz Mazowiecki - Icek Dikman, Lech Walęsa - Lejba Kohne,
pijący zdrowie generałów Adam Michnik - Aaron Szechter, Janusz Reykowski
i uszczęśliwiony Aleksander Kwaśniewski - Izaak Stoltzman
10-11-2010
Prezydent Bronisław Komorowski odznaczył Orderem
Orła Białego - Adama Michnika za jego pomoc i poparcie w wyborach
prezydenckich w 2010 roku.
Michnik pręży się do orderu...
Prezydent Komorowski powiedział, że odznaczenie Orderami Orła Białego
- Michnika, to dowód wdzięczności dla niego samego i jego środowiska.
- To wielki przywilej prezydenta, że może w imieniu całego
społeczeństwa, narodu, państwa docenić zasługi, m.in. odznaczeniami,
orderami, w tym największym odznaczeniem, jakim jest Order Orła Białego -
powiedział Komorowski.
Jak podkreślił, przywilejem jest, jeśli można odznaczać "osoby, o
których się wie, że zrobiły tyle dobrego dla Polski". - Jeśli to się
samemu obserwowało i się to razem przeżywało - dodał Komorowski.
Podkreślił, że jest to także jego "osobista wielka satysfakcja i
radość".
W ten oto sposób Prezydent Komorowski spłaca swoje prywatne długi z kampanii wyborczej.
Stokrotka, Michnik i Urban - nocna przejażdżka