czwartek, 16 kwietnia 2026

                                                       TUZY ELITY

                                       Barbara Toruńczyk

 

 Barbara Toruńczyk - córka Henryka Toruńczyka (pseud. Julia Juryńska, ur. 26 września 1946 r. w Warszawie), publicystka, eseistka, historyk literatury, wydawca, przyjaciółka Adama Michnika.

 

 

 

Córka komunisty Henryka (1909-1966) i Romany (1915-2000) Toruńczyk. Studiowała socjologię na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego (1964-1968) oraz Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (mgr 1974).

W 1963 r. uczestniczyła w zebraniach Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności, założonego przez Jana Grossa, Jana Kofmana i Adama Michnika.

Uczestniczka wydarzeń marcowych 1968, aresztowana i wyrzucona z UW z zakazem studiów na uczelniach państwowych).

Współpracowniczka KOR (1976-1981), następnie Towarzystwa Kursów Naukowych (1977-1981). W latach 1978-1981 współpracownik Oficyny Literackiej NOW-a, "Biuletynu KOR", czasopisma "Krytyka". Od 1979 do 1980 r. redaktor pisma Res Publica.

W 1982 r. w Paryżu założycielka i redaktor naczelny kwartalnika "Zeszyty Literackie". W latach 1986-1987 przebywała na stypendium The Mary Ingraham Bunting Institute Radcliff College (USA).

Zamężna z Roberto Salvadorim. Mieszka w Warszawie, na Ochocie.

Jest autorką listu otwartego w obronie przywilejów komunistów tzw. Polaków walczących w Brygadach Międzynarodowych w hiszpańskiej wojnie domowej 1936-1939 po stronie sowieckiej (walczył w nich jej ojciec).

Henryk Toruńczyk (ur. 8 lutego 1909 we Włocławku, zm. 18 stycznia 1966) – komunista żydowskiego pochodzenia, pułkownik Ludowego Wojska Polskiego. Przed wojną należał do antypolskiej tzw. Komunistycznej Partii Polski. W latach 1937- 1939 brał udział jako ochotnik w wojnie domowej w Hiszpanii po stronie sowieckiej. W 1939 w stopniu majora, objął dowództwo powtórnie sformowanej XIII Brygady Międzynarodowej. Następnie objął dowództwo wszystkich sowieckich jednostek międzynarodowych.

XIII Brygada Międzynarodowa im. Jarosława Dąbrowskiego, potocznie: Dąbrowszczacy – grupa polskich komunistów i zdrajców narodowych, wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936−1939, walczących w składzie terrorystycznych Brygad Międzynarodowych po stronie wojsk republikańskich [sowieckich] przeciwko wojskom gen. Francisco Franco. Faktycznie, tak jak wszystkie Brygady Międzynarodowe XIII Brygada była organizowana i nadzorowana przez Komintern i sowieckie służby bezpieczeństwa NKWD.

Komunistyczni bojówkarze rozpalili ogień wojny domowej w Hiszpanii w katolickim kraju. Wojnę o niebywałej eskalacji nienawiści, zniszczenia, zwyrodnienia.

Za to Henryk Toruńczyk został pozbawiony obywatelstwa polskiego przez władze polskie II RP.



środa, 15 kwietnia 2026

                           TUZY ELITY

                                              Róża Thun

 Róża Thun z domu Woźniakowska, właśc. Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein (ur. 13 kwietnia 1954 w Krakowie) – działaczka organizacji pozarządowych, publicystka; była dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce, posłanka do Parlamentu Europejskiego VII i VIII kadencji. 

 

 

W 1979 ukończyła filologię angielską na Uni­wer­sy­te­cie Jagiellońskim w Krakowie.

W drugiej połowie lat 70. działała w opo­zy­cji demokratycznej w Krakowie. Była zwią­za­na z dominikańskim dusz­pas­ter­stwem akademickim Beczka, z którego wy­wo­dzi­ła się część późniejszego śro­do­wi­ska Studenckiego Komitetu So­li­dar­no­ści. W okresie 1978–1979 pełniła funkcję rzecznika SKS współpracowała też z Ko­mi­te­tem Obrony Robotników.

W latach 1981–1991 przebywała za gra­ni­cą, głównie w Niemczech, a w okresie 1989–1991 w Nepalu. Od 1992 do 2005 pełniła funkcję dyrektora generalnego, a następnie prezesa zarządu Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana. W latach 1998–2000 spra­wo­wa­ła mandat radnej Gminy Warszawa-Centrum. Należy do Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, wchodząc (2003–2004) w skład zarządu tej or­ga­ni­za­cji.

Działa w Stowarzyszeniu Francja-Polska dla Europy. W latach 90. związana z Unią Demokratyczną i następnie z Unią Wolności (była członkiem rady krajowej tej partii). W 2005 objęła stanowisko dyrektora Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. 7 czerwca 2009 została wybrana na po­słan­kę do Parlamentu Europejskiego z listy Platformy Obywatelskiej w ok­rę­gu obejmującym województwa małopolskie i świętokrzyskie.

Córka profesora Jacka Woźniakowskiego, historyka sztuki KUL, założyciela wydawnictwa „Znak” i prezydenta Krakowa w latach 1990–1991, oraz Marii Karoliny z domu Plater-Zyberk. Od 1981 żona Franza Grafa von Thun und Hohenstein (ur. 1948). Matka trzech córek i syna.

O kontrowersyjnej Róży Marii Graefin von Thun und Hohenstein polscy wyborcy dowiedzieli się wiosną 2009 roku. Znana wcześniej jedynie wąskiemu kręgowi euroentuzjastów (od 1992 do 2005 pełniła funkcję dyrektora generalnego, a następnie prezesa zarządu Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana), stanęła wtedy na czele listy PO w wyborach do europarlamentu. Wsławiła się pismem do Państwowej Komisji Wyborczej, w którym apelowała o zmianę decyzji w sprawie umieszczenia na karcie wyborczej jej nazwiska w pełnym brzemieniu. Uznała, że długie i z nie­mie­cka brzmiące nazwisko może „wprowadzić wyborców w błąd”. W piśmie tłumaczyła, ze nazwisko jest tak trudne i długie, że umieszczenie go na listach wyborczych sprawi kłopot głosującym.

Róża Maria Graefin von Thun und Hohenstein dostała się jednak do europarlamentu i to dwukrotnie, ale dopiero w lipcu 2009 roku wstąpiła do PO, stając się szarą eminencją tej partii nie tylko w Małopolsce, ale także w ścisłym kierownictwie tej partii. Donald Tusk ufał jej i często się jej radził. Złośliwi twierdzą, że prostemu chłopakowi z Kaszub imponowały rozległe zagraniczne kontakty europarlamentarzystki oraz jej talent do języków ob­cych. Te kontakty, tak z wielkim biznesem, jak i elitą intelektualną bru­k­sel­skiej biurokracji bardzo przydały się Tuskowi w latach późniejszych.

W Parlamencie Europejskim nie wykazywała się jednak jakimiś szcze­gól­ny­mi osiągnięciami, mimo, że w swoich materiałach wyborczych i na fil­mi­kach, tworzonych na potrzeby kampanii, podpinała się pod wiele „suk­ce­sów”. Na jednym z nich popisywała się znajomością kilku języków i wy­ty­ka­ła opozycji brak koncepcji i wiedzy.

Ostro wystąpiła przeciwko własnej partii(PO), której władze zadecydowały, że na liście wyborczej do Senatu znajdzie się Roman Giertych.

Jednak prawdziwym medialnym przebudzeniem Róży Marii Graefin von Thun und Hohenstein stało się zwycięstwo Andrzeja Dudy oraz Prawa i spra­wie­dli­wo­ści w elekcjach roku 2015. Nagle, ta znana ze spokojnych wypowiedzi europosłanka, stała się najzagorzalszą oponentką nowych władz w Brukseli.

Europosłanka nie wahała się włączyć w donosicielski nurt swoich kolegów z PO w Parlamencie i Komisji Europejskiej. Byłą jednym z najważniejszych europarlamentarzystów, którzy dążyli do „debaty o Polsce” w Parlamencie Europejskim.

To właśnie ona znalazła się na liście ponad 500 europosłów, którzy w kwie­tniu 2016 głosowali za rezolucją przeciw Polsce. Eurodeputowani wezwali wtedy polski rząd do „przestrzegania, opublikowania i pełnego oraz bez­zwło­cz­ne­go wykonania orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego” z 9 marca 2016 r., który dotyczył zgodności z konstytucją nowelizacji ustawy o Try­bu­na­le, a także wezwali do wykonania orzeczeń TK z grudnia 2015 r.

To głosowanie tylko potwierdziło, że interesy europejskich możnych i elit, Róża Maria Graefin von Thun und Hohenstein, stawia ponad interesy narodowe. Dała temu wyraz także w trakcie marcowego głosowania przeciwko Januszowi Wojciechowskiemu, jako kandydatowi Polski do Euro­pej­skie­go Trybunału Obrachunkowego.

Róża Maria Graefin von Thun und Hohenstein, ma jeszcze jedno hobby. To zażarty antyklerykalizm i antypolonizm.

 

George Soros – amerykański tzw.inwestor giełdowy pochodzenia węgiersko-żydowskiego, zwolennik gender, walki z chrześcijaństwem i islamizacji Europy, korumpujący polityków z całego świata.

 

To zażarta orędowniczka idei, które promuje i fi­na­n­su­je George Soros, nie zdziwiła nikogo także z in­nego powodu. Fi­nan­si­sta i spekulant walutowy z uporem maniaka wspi­e­ra bowiem wsze­l­kie ini­cja­ty­wy, służące przy­ję­ciu milionów is­la­m­skich u­cho­dź­ców w E­u­ro­pie.

Tak się „dziwnie” składa, że od jakiegoś czasu, ta właśnie idea Sorosa jest bliska sercu europosłance PO. We wrześniu 2015 roku głosowała też za przymusowym rozdziałem imigrantów na terenie krajów unijnych.

We wrześniu 2015 roku głosowała też za przymusowym rozdziałem imigrantów na terenie krajów unijnych. „Przypadkowo” po myśli Georga Sorosa…

Reprezentuje interesy niemieckie w Polsce W programie "Bez Retuszu" TVP Info (2017) odbywała się gorąca dyskusja dotycząca wypłacenia reparacji wojennych przez Niemcy dla Polski. Wśród gości w studiu byli m.in. redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz oraz europosłanka Platformy Obywatelskiej, Róża Maria Barbara Gräfin von Thun. Kiedy usłyszała kilka słów prawdy od Tomasza Sakiewicza, obraziła się i opuściła telewizyjne studio. Kiedy Tomasz Sakiewicz stwierdził, że Platforma Obywatelska dba o niemiecki interes, Róża Maria Barbara Gräfin von Thun obraziła się i próbowała wszcząć awanturę. Kiedy to nie przyniosło skutku... opuściła telewizyjne studio.

"ONI CHCĄ WSZYSTKO ZNISZCZYĆ"
RÓŻA THUN Z MĘŻEM NIEMCEM W WALCE O SWÓJ KRAJ.

30-minutowy dokument zatytułowany „Re: Polen vor der Zerreißprobe - Eine Frau kämpft um ihr Land“ opowiada o Polsce pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Nasz kraj został ukazany jako państwo, gdzie brutalnie tłumi się antyrządowe manifestacje, a władza skupiona w rękach Ja­ro­sła­wa Kaczyńskiego ogranicza swobody obywatelskie.

Swoistą przewodniczką po coraz bardziej antydemokratycznej Polsce jest Róża Thun, posłanka do Parlamentu Europejskiego z ramienia Platformy Obywatelskiej.

"Róża Thun często walczyła o swój kraj"

Warto zwrócić uwagę na zapowiedź filmu, która pojawiła się na stronie stacji Arte w języku niemieckim. Opis brzmi: "Róża Thun często walczyła o swój kraj. Jako była rzeczniczka Solidarności była istotną współ­u­cze­s­t­ni­cz­ką przełomu 1989 roku. W 2017 roku znowu musiała wyjść na ulicę, ponieważ nigdy nie straciła marzeń, a kurs rządów PiS znowu prowadzi do systemu autokratycznego".

Skandaliczny film niemieckiej tv publicznej NDR w którym Róża von Thun przedstawia Polskę w najgorszym świetle. To jest zdrada.

Róża Thun z białą różą w dłoniach oprowadza widzów po Warszawie. Prze­bi­t­ki ukazują antyrządowe protesty związane z reformą sądownictwa, a tak­że "kontrmiesięcznice smoleńskie". – O demokrację walczyliśmy przez dekady. A teraz oni chcą ją zniszczyć? To zmierza w kierunku dyktatury, ale my na to nie pozwolimy – wskazuje polityk PO. W reportażu zwrócono też uwagę na kwestie, którymi rząd rzekomo "straszy" Polaków, aby nie stracić poparcia. Mają to być m. in. nieustające zagrożenie ze strony Niemiec oraz fala nielegalnej imigracji.

Róża Thun odmawia nam Polakom prawa poczucia bycia kimś, po­sia­da­nia naszej tożsamości narodowej i przede wszystkim decydowania o wy­b­ra­niu własnej drogi rozwoju, o naszej suwerenności. Trudno nie odnieść wrażenia, że według niej podmiotowość Niemiec jest większa aniżeli Polski. Stąd tylko jeden krok do "Deutschland, Deutschland über alles, über alles in der Welt..."

Głosowała za Rezolucją w sprawie nałożenia sankcji na Polskę, art. 7. Europarlamentarzyści z PO, którzy głosowali za rezolucją, to: Julia Pitera, Barbara Kudrycka, Danuta Huebner, Danuta Jazłowiecka, Róża Thun i Mi­chał Boni. Reszta członków Platformy wstrzymała się od głosu. Przeciw byli europosłowie PiS. Róża Thun dodała stwierdziła że "gdy słyszy, że rezolucja jest antypolska, to jej włosy dęba stają". Ta rezolucja żąda trójpodziału władzy, niezależności sądów, respektowania prawa i polskiej konstytucji. Zapisów, które Polska podjęła, wstępując do Unii Europejskiej. To jest niezwykle rozsądny tekst - stwierdziła.

- Akt konfederacji targowickiej był pełen pięknych słów o wolnościach i prawach łamanych przez Konstytucję 3 maja. Jednak był, czym był. Takie samo było zachowanie europosłów Platformy Obywatelskiej.

Niemiecka telewizja publiczna wyemitowała reportaż, który pokazuje sytuację w Polsce. Główną postacią jest eurodeputowana Róża Thun. Film, zatytułowany "Polski zamęt. Róża Thun walczy o swój kraj", wy­pro­du­ko­wa­ła niemiecka telewizja publiczna NDR we współpracy z fran­cus­ko­nie­mie­c­ką stacją Arte

Film rozpoczyna się od stwierdzenia, że Polska jest krajem, który odwraca się plecami do Europy Zachodniej. Lektorka opowiada o uczestnikach legalnych, antyrządowych demonstracji, którzy zatrzymywani są przez po­li­cję. Ujęcia z miesięcznicy smoleńskiej lektorka komentuje: rozmodlone tłumy podążają za człowiekiem głoszącym, że Polskę otaczają sami wro­go­wie. Widzimy też narodowe flagi i zakryte twarze na Marszu Nie­po­dle­gło­ści.

Autorzy filmu poruszają różne wątki, m.in. wycinkę drzew w Puszczy Bia­ło­wie­s­kiej, reformę sądownictwa i żądania reparacji wojennych. Przytoczone zostały ksenofobiczne cytaty z podręczników szkolnych - "Małżeństwa mie­sza­ne często zawodzą. Z Arabami rozpadają się prawie wszystkie". Autorzy pokazali też ujęcia z happeningu narodowców, którzy powiesili na sym­bo­li­cz­nych szubienicach fotografie eurodeputowanych PO - w tym Róży Thun.

O demokrację w Polsce walczyliśmy od dekad, a oni (PiS) chcą to wszy­s­t­ko zniszczyć. Jak tak dalej pójdzie, w Polsce nastanie dyktatura (...). Jak się raz zniszczy demokrację i wolność, to nie wiem jak to odbudować (...). Jestem przekonana, że PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej - powiedziała Thun w reportażu.

- Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein - oznajmił w rozmowie z niezalezna.pl Ryszard Czarnecki z PiS

Thun "wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj". Stwierdził też, że "wcze­ś­niej była ambasadorem UE w Polsce, a więc reprezentowała interesy Unii, a potem ruchem konika szachowego przeskoczyła na funkcję euro­po­sła z Polski, reprezentującego rzekomo Polskę w Brukseli". - Wydaje się, że cały czas czuje się przedstawicielem UE w Polsce, a nie odwrotnie - stwierdził polityk PiS.

Słowa europosła Ryszarda Czarneckiego mówią że Róża Thun prze­kro­czy­ła dopuszczalną granicę, że słowa oceny iż to co ona zrobiła, jest nie­wy­ba­czal­ne i godne największego potępienia są wprawdzie właściwe, ale nie oddają w pełni moralnej nicości jej działań, nie oddają tego zła które ona nam Polakom wyrządziła.

Pytanie retoryczne, czy w tej sytuacji, kiedy Róża Thun otrzymuje niemałe pieniądze z kasy UE, Polski, po części z Niemiec, a zapewne otrzymała też honorarium od producentów tego paszkwila, głosuje za sankcjami prze­ci­w­ko Polsce, w tym za zastosowaniem "opcji nuklearnej" - to czy ocena europosła Czarneckiego stanowi dla niej "obrazę"?

Róża Thun zapomniała o tym co wyrządzili nam Polakom Niemcy, jakie zbrodnie ludobójstwa popełnili Niemcy przeciwko Narodowi Polskiemu. Zbrodnie , które nie zostały rozliczone do dnia dzisiejszego.

Róża Thun nie zapomniała chyba o tym, ze w czasach jej politycznej kariery Niemcy prowadzili i prowadzą nadal przeciwko Polsce "wojnę" gos­po­dar­czą, informacyjną i polityczną... Pani Róża Thun z pewnością nie za­po­m­nia­ła o tym, że dwóch wysokiej rangą polityków niemieckich w tym Minister Obrony, wypowiedzieli się w sprawie zastosowania środków wy­kra­cza­ją­cych poza te które są przyjęte w UE, w tym środków militarnych wy­mie­rzo­nych przeciwko naszemu państwu i zmierzających do siłowego przejęcia władzy. Dlaczego też europoseł Róża Thun dziwi się, że my Polacy tak reagujemy na słowa wrogości, na konkretne działania wymierzone prze­ciw­ko nam? Dlaczego też europoseł Róża Thun dziwi się, że te słowa europosła Ryszarda Czarneckiego skierowane są do polskiej europoseł, która powinna reprezentować nasz interes narodowy.

Czarnecki był wzywany do przeprosin, jednak nie nie zdecydował się na to. W reakcji na jego wypowiedź pięć z siedmiu frakcji Parlamentu Eu­ro­pej­skie­go zażądało odwołania go z funkcji wiceprzewodniczącego.

Niezależnie od tego Thun zadeklarowała proces wobec Czarneckiego. - Żądam po pierwsze, żeby wyprostował te wstrętne słowa, które publicznie wygłaszał i sam się przyznał do tego, że to nieprawda. Po drugie chcę, aby przekazał pieniądze na organizacje działające na rzecz porozumienia między Polakami a Izraelem - powiedziała na antenie Radia ZET.

W reakcji na słowa Czarneckiego szefowie chadeków, socjalistów, li­be­ra­łów i zielonych wysłali list do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Antonio Tajaniego z żądaniem odwołania polityka ze stanowiska wi­ce­prze­wod­ni­czą­ce­go.

Przewodniczący grup politycznych w Parlamencie Europejskim zdecydują, czy na sesji plenarnej będzie głosowany wniosek o odwołanie z funkcji wice­sze­fa Europarlamentu Ryszarda Czarneckiego. Domaga się tego pięć frakcji z siedmiu.

Czarnecki sam mówi, że nie żałuje swoich słów. - Jestem polskim po­li­ty­kiem, mam swoje obowiązki, one są dla mnie drogowskazem - powiedział Polskiemu Radiu Ryszard Czarnecki.

Zgodnie z regulaminem, o odwołaniu z funkcji kierowniczej w Parlamencie Europejskim decydują eurodeputowani większością dwóch trzecich gło­sów.

Jeśli europosłanka PO Róża Thun przeprosi Polaków, znajdę formułę, by jej zadośćuczynić, nie wcześniej - powiedział wiceszef PE Ryszard Czar­nec­ki (PiS). - Broniłem mojego kraju, który był poniewierany i atakowany - podkreślił.

Europoseł PiS Ryszard Czarnecki został w środę odwołany z funkcji wi­ce­przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Decyzja w tej sprawie za­pa­d­ła większością 447 głosów za przy 196 przeciw.

To konsekwencja konfliktu między politykiem PiS a europosłanką PO Różą Thun. Czarnecki w związku z jej wystąpieniem w krytycznym wobec rzą­dzą­cych filmie francusko-niemieckiej telewizji Arte i słów „jak tak dalej pójdzie nastanie dyktatura” porównał ją do szmalcownika. Liderzy większości fra­k­cji w PE uznali to za przekroczenie czerwonej linii i zawnioskowali o dy­mi­sję.

Czarnecki jeszcze przed głosowaniem mówił, jest spokojny, choć zdaje sobie sprawę, że „przeciwnicy Polski” mają większość w PE. „Mam spokojne sumienie, bo swoich obowiązków wobec kraju dopełniłem” – podkreślał.

Głosowanie było tajne. Do odwołania Czarneckiego potrzebna była wię­k­szość 2/3 głosów (głosy wstrzymujące się nie były brane pod uwagę). Liderzy największych frakcji deklarowali wcześniej, że w miejsce Czar­ne­c­kie­go poprą innego kandydata PiS na stanowisko wiceszefa eu­ro­par­la­men­tu, którego uzgodni frakcja Europejskich Konserwatystów i Re­for­ma­to­rów.(PAP)

Od 1981 żona Franza Grafa von Thun und Hohenstein, szanowny mał­żo­nek Thun und Hohenstein chowa się w najgłębszym możliwym cieniu. Żadnego życiorysu, żadnego wywiadu, żadnych kuzynów z jakiejkolwiek linii genealogicznej Thun und Hohenstein ale małżonek wywodzi się z czeskiej linii Thun und Hohenstein i co gorsza z tej od kuzyna grafa Felixa Leopolda.

Historia rodziny europosłanki, to w prostej linii zbrodniarze wojennych i to na wysokich stanowiskach. Jeden z nich został powieszony za zbrodnie wojenne w 1946 roku, drugi był współpracownikiem Rudolfa Hessa, który po wojnie uciekł do Ameryki Południowej, a trzeci wysoki oficer Wermachtu dostał się do sowieckiej niewoli, a przeżył tylko dlatego, że zdradził Niemcy i rozpoczął karierę w NKWD.

Róża Von Thum sama przyznaje, że w jej rodzinie rozmawia się wyłącznie po niemiecku lub po angielsku i nigdy nie odczuwała potrzeby nauczenia swoich dzieci języka polskiego.

Roderich Hrabia Thun i Hohenstein 1 maja 1937 r. Thun wstąpił do NSDAP za pośrednictwem Rudolfa Hessa (numer członkowski 5 599 919). Erwein Sigmund von Thun i Hohenstein - niemiecki zbrodniarz. W 1941 roku po ataku na Związek Radziecki, został powołany do rekrutacji z ra­dzie­c­kich jeńców wojennych (głównie ukraińskich nacjonalistów i kozaków). Z tej jednostki ochotniczej zebrał oddziały szturmowe i oddziały sa­bo­ta­żo­we. Następnie dowodził kompanią batalionu ukraińskiego "Nightingale" Legionu Ukraińskich Nacjonalistów - Banderowców. Thun-Hohenstein osobiście brał udział w większości misji. Banderowcy z batalionu "Słowik" dopuścili się masakry żydów i ludobójstwa na polskiej ludności cywilnej. Został skazany na śmierć przez radziecki sąd wojskowy. Werdykt został wykonany 12 lutego 1946 r.

Erweinem von Thun und Hohenstein

Oprócz licznych zbrodni wobec polskiej, słowackiej i żydowskiej ludności cywilnej dowodzona przez niego "Die Abwehrgruppe 218" była za­an­ga­żo­wa­na w aresztowanie i przekazanie niemieckiej służbie bezpieczeństwa /SD/ grup anglo-amerykańskich oficerów łącznikowych, którzy zostali prze­rzu­ce­ni na Słowację w ramach wspólnej operacji brytyjskiego Kie­ro­w­ni­ctwo Operacji Specjalnych SOE (" OPERATION WINDPROOF") i wywiadu amerykańskiego OSS („MISSION DAWES“). Mieli oni wspierać partyzantów słowackich. Angielscy i amerykańscy oficerowie zostali później de­por­to­wa­ni do obozu koncentracyjnego Mauthausen, okrutnie torturowani i za­mor­do­wa­ni.

Pod koniec wojny von Thun-Hohenstein wpadł w ręce sowieckie. Został skazany na śmierć przez sowiecki sąd wojskowy i powieszony 12 lutego 1946 r.


                                                                     www.yelita.pl

 

Chcą referendum ws. wystąpienia Słowenii z NATO i WHO



Lider partii Resni.ca ze Słowenii, Zoran Stevanović, zapowiedział dążenie do przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum w sprawie wystąpienia kraju z Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Inicjatywa ta zbiega się w czasie z narastającym sceptycyzmem wobec obecnej formuły NATO, wyrażanym również przez liderów w Waszyngtonie.

Słoweńska scena polityczna stanęła przed pytaniem o granice suwerenności. Zoran Stevanović, opierając się na postulatach bezstronności i niezależności decyzyjnej Lublany, argumentuje, że kraj nie powinien być angażowany w zewnętrzne spory dyplomatyczne i militarne, które nie przynoszą mu bezpośrednich korzyści. Choć polityk dystansuje się od jednoznacznych deklaracji prorosyjskich, podkreślając „kurs prosłoweński”, jego zapowiedź nawiązania dialogu z Moskwą oraz planowane wizyty w Kopenhadze i Skopje wskazują na chęć budowania nowej architektury relacji zagranicznych.

Interesującym elementem nowej koncepcji jest rozgraniczenie członkostwa w Unii Europejskiej od struktur militarnych. Według Stevanovicia, Słowenia odnosi wymierne korzyści ze wspólnoty europejskiej, jednak jej struktury nie powinny ingerować w wewnętrzne procesy decyzyjne państw członkowskich. Jednocześnie polityk zapowiedział realizację obietnicy wyborczej dotyczącej opuszczenia WHO, co ma być odpowiedzią na społeczne oczekiwanie pełnej kontroli nad polityką zdrowotną kraju.

Choć postulaty partii Resni.ca budzą spore zainteresowanie medialne, ich realizacja zależy od faktycznego poparcia społecznego i konstytucyjnych możliwości rozpisania referendum. Obecnie Słowenia pozostaje w strukturach zachodnich, jednak rosnąca polaryzacja między Zachodem a Wschodem oraz presja ekonomiczna sprawiają, że hasła powrotu „głównego ośrodka decyzyjnego” do Lublany znajdują coraz liczniejszych zwolenników.

Najbliższe miesiące pokażą, czy zapowiedzi Stevanovicia przerodzą się w formalny proces legislacyjny.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: BalkanWeb.com
Źródło: WolneMedia.net

 

Turcja zaskakuje?



https://www.youtube.com/watch?v=7IHoL9wxI9s
https://www.youtube.com/watch?v=oWqMdG4wKZg

Wschodnia część Morza Śródziemnego stała się najbardziej niebezpiecznym punktem zapalnym planety. Tureckie okręty wojenne bawią się w kotka i myszkę z izraelskimi na wodach wokół Cypru. Nie jest to rutynowe patrolowanie, ale pokazowa blokada morska odcinająca skutecznie dostęp statkom izraelskim do kluczowej arterii przez korwety Class 6, o czym donosi „Times of Israel”. Toczący się konflikt regionalny destabilizuje ład na całym świecie. Ewentualność awantury między Izraelem a Turcją grozi zerwaniem procesu dyplomatycznego, co wynikałoby z brawurowego ataku prezydenta Turcji R. Erdogana na premiera Izraela Benjamina Netanjahu. Erdogan oskarżył Netanjahu o podważanie kruchych wysiłków na rzecz pokoju w Azji.

Dwa tygodnie wcześniej turecka marynarka zmusiła izraelski okręt szpiegowski „Bat Galim” do ucieczki z wód, na które pozwolenie wydał rząd cypryjski. Izrael potwierdził zaistnienie konfliktu z wściekłością, czym nie przestraszyła się załoga fregaty tureckiej. Nie była to odosobniona reakcja, ale punkt kulminacyjny dojrzewającego sporu. Turcja dotkliwie ugodziła wojowniczego premiera Netanjahu wypowiedzią Erdogana, z której wynikało, że Turcja ma dość roli biernego obserwatora projektu Tel Awiwu. Według niego, nienasycony apetyt na zajmowanie kolejnych połaci ziemi prowadzony jest metodą doszczętnego jej palenia. Blokada jest pokazem wojny na słowa trwającej od wielu miesięcy.

Aktualna jej postać jest jednak czymś znacznie niebezpieczniejszym. Erdogan otwarcie przekazał światu swoją ocenę Netanjahu nazywając go tym, kim jest – przywódcą zaślepionym nienawiścią i żądzą krwi, którego przetrwanie polityczne gwarantuje wyłącznie niekończąca się wojna.

Wydane w zeszłym tygodniu oświadczenie R. Erdogana wstrząsnęło gabinetem wojny Izraela: „Tak samo jak wkraczaliśmy do Karabachu, Libii, możemy wkroczyć do Izraela.” Właśnie teraz, państwo tureckie wkroczyło do otwartej działalności zgodnej z prawem. Prokuratorzy przystąpili do wydawania nakazów aresztowania co najmniej 37 urzędników izraelskich; wśród nich jest Netanjahu, minister ds. bezpieczeństwa Itmar Ben Gvir w związku z oskarżeniami o ludobójstwo i zbrodnie wojenne przeciwko ludności w Gazie. Nakazy aresztowania zostały opublikowane wraz z oskarżeniami uwzględniającymi celową blokadę pomocy humanitarnej i stosowanie odpowiedzialności zbiorowej.

Retoryka Erdogana nie jest pustosłowiem. Nakaz aresztowania obejmuje cały skład rządu jako odpowiedzialnych od samego początku za chaos wywołany w regionie.

W odpowiedzi, Netanjahu w asyście ministra obrony – Izraela Katza, wypomniał Turcji oskarżenie za masakrę Kurdów i pomaganie „terrorystycznemu reżimowi Iranu”. To wyświechtana sztuczka izraelska, polegająca na lustrzanym odbiciu zarzutu bez odniesienia się do bezprecedensowego w skali ludobójstwa w Gazie. Natychmiast oberwało się Erdoganowi – przypisany został mu epitet papierowego tygrysa przewodzącego Bractwu Muzułmańskiemu. Ów „papierowy tygrys” pokazał całkiem realne pazury. Rozpieszczone amerykańskimi dostawami wojsko izraelskie jest zupełnie nieprzygotowane do konfrontacji z tureckim.

Jednoznaczne stwierdzenie R. Erdogana w parlamencie, w obecności całego gabinetu i przed kamerami, że Izrael destabilizuje wszelkie inicjatywy i prace mające na celu przywrócić pokój na świecie, jest przyczyną wrzenia na Bliskim Wschodzie. Jako realizacja osobistego celu politycznego Netanjahu – ustawiczne wojny, nie mają szans na zakończenie. Gdy ucichną starzały, opadnie kurz na gruzach domów Gazy, Libanu, świat dostrzeże skalę popełnionych zbrodni. MTK rozesłał nakaz aresztowania za Netanjahu -zbrodniarzem wojennym i ludobójcą; MTK prowadzi postępowanie przeciwko państwu Izrael, dla którego pokój jest niewygodą, lub zagrożeniem egzystencji i swobody bezkarnego działania. Erdogan obnażył pozory dyplomacji mówiąc to, co każdy rozsądny człowiek widzi: Izrael żyje i karmi się konfliktem. Atak prezydenta Turcji nie był przypadkowy, a stanowił odpowiedź na rzeź palestyńskich dzieci i kobiet w Gazie, bombardowanie szpitali i głodzenie ludności.

Odpowiedzią Izraela są wyświechtane kolonialne rasistowskie frazesy. Zarzut na temat polityki tureckiej wobec kurdyjskiej mniejszości, podczas kiedy w każdorazowym nalocie sił izraelskich „wyparowaniu” ulegają setki całych rodzin w Libanie, zabijani są każdego dnia dziesiątkami ludzie zapędzeni do prowizorycznych obozowisk, urąga wykładom o prawach człowieka w wydaniu ludobójcy. W zakończeniu swojej tyrady, Netanjahu zawyrokował: „Turcja próbuje stać się kolejnym Iranem. Należy ją zneutralizować na wzór tego jak Zachód postąpił z Iranem”.

Konfrontacja

Iluzja nie wynika ze słabego wzroku, ale mentalności. Przekonanie, że wystarczy mieć dostateczną ilość amerykańskich bomb i protekcję USA, połączoną z zainteresowaniem zachodnich mediów, by zdemontować każde państwo odmawiające pokłonów i służby na klęczkach, jest złudne.

Turcja nie jest odizolowanym, rozbitym państwem. Turcja, to potęga militarna, członek NATO z przemysłem zbrojeniowym, niemal całkowicie samowystarczalna. Potencjał ludnościowy – 85 milionów mieszkańców o długiej i bogatej historii upokarzania imperiów.

Izraelski wywiad prowadzi zawodną strategię. Przyzwyczajeni do znęcania się nad państwami słabymi, bez możliwości obronnych, opierają się na sojuszniku wagi ciężkiej. Nigdy nie musieli konfrontować się z państwem o potencjale tureckim. IDF – to armia butikowa. Finansowana i uzbrojona z wykorzystaniem wysokiej technologii USA, wyspecjalizowana w zrzucaniu bomb w gęste skupiska ludzkie jak w Gazie, Syrii – całkowicie pozbawionych lotnictwa. W przypadku długotrwałego konfliktu z przeciwnikiem takim jak Turcja, IDF byłoby zdziesiątkowane. Izraelskie siły powietrzne zbudowane na cudach F-15, F-35, mają wartość służebną na miarę ilości paliwa w zbiornikach i rakiet pochodzących z USA. Wystarczy, że amerykańskie siły przejściowo osłabną, albo dostawy zostaną przerwane, IDF ulegnie załamaniu. Wszelkie jego zasoby są w zasięgu niszczycielskiego odwetu.

Turcja latami budowała coś, o czym Izrael może wyłącznie marzyć – autonomia strategiczna. Turcja nie musi prosić Waszyngtonu o pozwolenie na obronę własną. Mają własnej produkcji hipersoniczny pocisk Typhon Block 4 (ważący 7 ton, mierzący 10m), który jest na wyposażeniu armii tureckiej. Leci z prędkością 5M, więc proca Dawida nie jest w stanie go strącić. Detonacja jest w efekcie porównywalna z relatywnie niedużym ładunkiem nuklearnym. Aktualnie przygotowywane są dwie bazy rakietowe, jedna usytuowana w miejscowości Famagusta na Cyprze. Stąd rakiety tureckie dotrzeć mogą do Hajfy, Tel Awiwu, Jerozolimy w ciągu kilku minut.

Poleganie wyłącznie na pomocy amerykańskiej jest podstawowym mankamentem, kiedy nieprzyjacielem staje się armia samowystarczalna. Turcja planuje wprowadzić nowy rodzaj niewidzialnych, precyzyjnych dronów bojowych ANKA III. Mają konstrukcję latającego skrzydła, jako niewidoczne łatwo przenikają zaporę przeciwnika, by precyzyjnie wykorzystać amunicję. Bezzałogowy odrzutowiec „Red Apple” jest w istocie dronową wersją F-16. Inny niewykrywalny myśliwiec 5-ej generacji, w fazie końcowej produkcji, przewidziany jest do realizacji w masowej skali do sprzedaży dla Indonezji. Mają własne czołgi, helikoptery, śmigłowce szturmowe, okręty wojenne. Flota Turcji dysponuje 90 okrętami bojowymi, nowoczesnymi korwetami, fregatami i łodziami podwodnymi wzorowanymi na najcichszych na świecie niemieckich.

Kiedy fregata turecka wydaje polecenie izraelskiej jednostce badawczej, by zawróciła, nie jest to uprzejma sugestia, ale stwierdzenie oparte na dowodach, że izraelskie korwety Sa’ar 6 nie mogąc się równać, muszą ustąpić. Na lądzie Turcja rozmieściła system broni energetycznej EJJA, która niszczy elektronikę wrogich dronów i ładunków wybuchowych za pomocą impulsów energii kierowanej.

Cypryjskie losy

Izrael błaga w tej chwili Stany Zjednoczone o rakiety przechwytujące tanie drony, natomiast Turcja potrafi je zestrzeliwać setkami bez oddania jednego wystrzału. Różnica potencjałów jest przepastna. Z pomocą zachodnich mediów, Izrael stara się wygrać wojnę wizerunkową. Jeżeli zaangażuje się w bezpośredni konflikt z Turcją, zostanie upokorzony w ciągu kilku tygodni, nie lat.

Opisane przesłanki wskazują, że kolejny etap walki o teren i władzę tlący się na Cyprze, ma perspektywę rozwinięcia się. Zasoby ropy wykryte w rejonie Morza Śródziemnego skazują wyspę na rolę nagrody dla głównego eksploatatora, w czym Izrael ma ochotę nie partycypować, a przejąć pełną kontrolę. Z tego powodu Izrael stara się tworzyć trójstronne koalicje z władzami Grecji, greckimi władzami części Cypru, podpisując wzajemną umowę o obronie. Wspólne manewry wojskowe są wynikiem umowy. Komandosi izraelscy prowadzą ćwiczenia w górach Cypru, które przypominają teren południowego Libanu. Najwyraźniej Cypr ma wyznaczoną rolę niezatapialnego lotniskowca, placówki obserwacyjnej szpiegującej Turcję, chroniący izraelskie roboty wiertnicze i eskalacją wpływów na Morzu Śródziemnym. Obecność tureckich wpływów w północnym Cyprze krępuje działania, które są postrzegane jako zagrożenie dla Izraela. Turcja stara się przechytrzyć te plany. Ledwie zaczęła się wojna z Iranem, jak Turcja błyskawicznie wysłała na wyspę 6 F-16 i zaawansowane systemy obrony przeciwlotniczej na północny Cypr. Nie chodziło o bezpieczeństwo Turków cypryjskich, ale wyznaczenie linii demarkacyjnej na morzu. Turcja zapowiedziała, że każda forma militaryzacji południa wyspy spotka się z bezwzględną reakcją wojskową z północy.

Zneutralizowana została w ten sposób iluzoryczna przewaga Izraela. Czy będą kontynuować działania mając za plecami eskadrę myśliwców i setkami najbardziej zaawansowanych dronów w regionie? Jak zabezpieczą platformy wiertnicze, skoro na wyspie stacjonują systemy rakiet przeciw-okrętowych o zasięgu 200 kilometrów.

Turecka blokada jest wyraźnym początkiem końca niekontrolowanej agresji Izraela we wschodniej części Morza Śródziemnego.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com [1] [2]Defence24.com
Źródło: WolneMedia.net


wtorek, 14 kwietnia 2026

                           TUZY ELITY

                                         Marcin Święcicki

 

 

Marcin Święcicki, b. prezydent Warszawy, komunista, działacz PZPR, UD, Unii Wolności, PD i PO, (ur. 17 kwietnia 1947 w Warszawie) – polityk, poseł na X i II kadencji, minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, były prezydent Warszawy. Socjalista, komunista, członek ZSMP, PZPR, UD,UW , PD i PO. Zięć komunisty Eugeniusza Szyra

Od 1969 działał w Związku Młodzieży Soc­ja­lis­tycz­nej. Pełnił funkcję wiceprzewodniczącego koła ZMS na UW. Od 1971 do 1979 należał do Związku Soc­ja­lis­tycz­nej Młodzieży Polskiej. W styczniu 1974 został członkiem komunistycznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Od 1972 do 1982 był głównym specjalistą w Komisji Planowania przy Radzie Ministrów. Od 1979 do 1981 był członkiem egzekutywy odziałowej organizacji partyjnej. W 1982 został dyrektorem ds. studiów i analiz w Sekretariacie Konsultacyjnej Rady Gospodarczej. Od 1987 do 1989 był sekretarzem generalnym tej rady.

Od lipca 1989 do stycznia 1990 pełnił funkcję członka Komitetu Centralnego PZPR, a od lipca do września 1989 był sekretarzem KC aż do upadku PZPR.

Ukończył w 1971 studia na Wydziale Ekonomii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Uzyskał następnie stopień naukowy doktora nauk ekonomicznych. Był stypendystą Uniwersytetu Harvarda i George Washington University w USA.

W latach 80. działał w partii komunistycznej PZPR, zasiadał też w Komitecie Centralnym. W 1989 uczestniczył w tzw.obradach Okrągłego Stołu po stronie rządowej, w zespole do spraw gospodarki i polityki społecznej. Był współautorem propozycji urynkowienia gospodarki. W tym samym roku z ramienia PZPR uzyskał mandat posła na Sejm kontraktowy, uzyskując w drugiej turze poparcie Komitetu Obywatelskiego "Solidarność".

W rządzie Tadeusza Mazowieckiego objął stanowisko ministra współpracy gospodarczej z zagranicą. Podpisywał pierwszą umowę gospodarczą o współpracy z Wspólnotą Europejską, stał na czele zespołu opracowującego przyjęty przez Sejm rządowy raport o kosztach i korzyściach przystąpienia do WE.

Po raz drugi został posłem w 1993 z ramienia Unii Demokratycznej z okręgu Olsztyn, zrezygnował z mandatu w maju 1996. W latach 1994–1999 zajmował stanowisko prezydenta m.st. Warszawy, pozostając w ramach koalicji samorządowej SLD-Unia Wolności i Samorządności. Po zakończeniu kadencji zasiadał w radzie miasta do 2002.

Od 1999 do 2001 pełnił funkcję wiceministra gospodarki, był członkiem zespołu Jana Kułakowskiego negocjującego warunki przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Od 1991 działał w Unii Demokratycznej, później Unii Wolności. Od 2006 do 2007 był wiceprzewodniczącym Partii Demokratycznej-demokraci.pl. Bez powodzenia kandydował do Sejmu w wyborach w 2001 i 2005, a w 2004 do Parlamentu Europejskiego z listy UW w Szczecinie.

W wyborach samorządowych w 2006 został wybrany radnym sejmiku mazowieckiego z listy LiD. W wyborach parlamentarnych w 2007 ponownie bezskutecznie kandydował do Sejmu z listy koalicji Lewica i Demokraci w okręgu warszawskim. W 2009 wstąpił do klubu radnych Platformy Obywatelskiej w sejmiku mazowieckim. W wyborach samorządowych w 2010 uzyskał reelekcję do sejmiku województwa mazowieckiego z listy PO.

W przeszłości był doradcą gospodarczym prezydenta Litwy Valdasa Adamkusa. W latach 2002– 2005 był koordynatorem Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie do spraw ekonomicznych i ochrony środowiska. Następnie, do końca marca 2011, pełnił funkcję dyrektora ośrodka analitycznego UNDP Blue Ribbon Analytical Center w Kijowie.

Jest synem działacza katolickiego okresu PRL Andrzeja Święcickiego oraz zięciem komunisty PZPR Eugeniusza Szyra. Ma trzech synów i córkę.

Teściem Marcina Święcickiego był Gerszon Szyr

Gerszon Szyr [Eugeniusz] - (ur. 15 kwietnia 1915 w Łodygowicach, zm. 15 stycznia 2000 w Warszawie) – polityk komunistyczny i antypolski.
Jako zastępca Minca, płk Gerszon Szyr był odpowiedzialny za zniszczenie polskiej gospodarki. Działacz KZM (1930-1934), członek KPP (1934-1936), uczestnik rewolty sowieckiej w Hiszpanii (1937-1939). Karany za zdradę państwa w II RP, członek ZPP, politruk w dywizji Berlinga, pełnomocnik KRN przy dowództwie 1 i IV Frontu Ukraińskiego Armii Sowieckiej, w PPR (1944-1948, członek Biura Politycznego KC PZPR (1964-1968) i członek KC PZPR (1948-1981), Szyr ponadto był w latach 1946-1949 wiceministrem przemysłu i handlu, później zastępcą i następnie przewodniczącym Państwowej Komisji Planowania Gospodarczego (PKPG) 1954-1956. Instytucja ta wyjątkowo szkodziła Polsce umacnianiem biurokracji i centralizacją gospodarki. E. Szyr był sprawcą, o skutkach zbrodniczych, apelu o jak najsurowsze karanie tzw. sabotażystów w gospodarce. Pisał na ten temat na łamach teoretycznego organu KC PZPR "Nowe Drogi". Szyr głosił, iż gospodarka to także front walki partyjnej. W walce tej w przekonaniu Szyra należy użyć wszelkich drastycznych środków do kary śmierci włącznie i ją stosowano, jak np. w aferze mięsnej w latach 60. w Radomiu.


poniedziałek, 13 kwietnia 2026

                           TUZY ELITY

                                Jarosław Józef Szczepański

 

 

Jarosław Józef Szczepański (ur. 19 sier­p­nia 1950 w Warszawie ) – dziennikarz i pub­li­cy­s­ta ekonomiczny, Prezydent żydowskiego tajnego stowarzyszenia B’nai B’rith Polin. (po hebrajsku: Synowie Przymierza) w Polsce. (2009-2014).

Niejawny współpracownik WSI. (ko­mu­ni­sty­czny wywiad PRL).
Przyjaciel i bliski współpracownik Bro­ni­sła­wa Komorowskiego !

Od połowy lat 70. pracował w “Expressie Wieczornym”, gdzie zajmował się tematyką gospodarczą, zwłaszcza górnictwem.

W 1981 r. był szefem działu informacyjnego “Tygodnika Solidarność”, póź­niej współpracował z podziemnymi strukturami związku na Śląsku, dzięki czemu w 1989 r. znalazł się przy “okrągłym stole” jako sekretarz strony “solidarnościowej” w podzespole górniczym. Niedługo potem wrócił do “Tygodnika Solidarność” - już jako sekretarz redakcji - ale nie na długo, bo ostentacyjnie odszedł stamtąd, gdy kierownictwo gazety objął Jarosław Kaczyński.

Od początku lat 90. związany był z Telewizją Polską, a w latach 1997-2000 przebywał w USA, gdzie jego żona, również znana dziennikarka Dorota Warakomska, była korespondentką TVP.

 

Dorota Warakomska żona Szczepańskiego.
 

Po powrocie do kraju Szczepański został wiceszefem Telewizyjnej Age­n­cji Informacyjnej i choć w 2002 r. stra­cił posadę na Woronicza, to wró­cił tam już po dwóch latach - tym razem jako rzecznik prasowy no­we­go prezesa Jana Dworaka, starego znajomego jeszcze z początku lat 80. (Dworak był wówczas se­kre­ta­rzem redakcji “Tygodnika So­li­da­r­ność”, którą kierował Tadeusz Ma­zo­wie­cki). Gdy Dworaka w TVP zastąpił Bronisław Wildstein, Szczepański ostatecznie odszedł z telewizji. Niedługo potem, na początku 2007 r., jego na­z­wi­sko znalazło się w raporcie z likwidacji Wojskowych Służb In­for­ma­cy­j­nych - jako niejawnego współpracownika WSI.

Podczas pracy w TAI miał on informować WSI o “planach w zakresie zmian personalnych, co do zagranicznych korespondentów TVP”, a po opuszczeniu telewizji “oferował WSI gotowość infiltracji “Rzeczpospolitej” lub “Wprost” bądź “innej związanej z jego profesją instytucji”". On sam sta­no­w­czo zaprzeczył tym informacjom, wytoczył proces sądowy Mi­ni­ster­stwu Ob­ro­ny Narodowej, opublikował też list otwarty do prezydenta Ka­czy­ń­skie­go. Do dziś twierdzi, że jego współpraca z WSI, polegała tylko na tym, że w 2002 r. na prośbę znajomego oficera z ataszatu wojskowego w Wa­szy­n­g­to­nie przywiózł z Rosji zakupiony w księgarni komplet map jeziora Bajkał i okolic, gdzie przebywał na urlopie.

Kilka tygodni po publikacji raportu, ówczesny wicemarszałek Sejmu Bro­ni­sław Komorowski zatrudnił Szczepańskiego jako swojego doradcę me­dia­l­ne­go. Polityk PO mówił wówczas: “z Jarosławem Szczepańskim znam się od stu lat”, przekonywał: “mamy do siebie zaufanie, poza tym ma świetną opinię”, trudno jednak nie dostrzec w tym geście wyraźnej deklaracji politycznej: oto jedyny polityk Platformy, który od początku kon­se­k­wen­t­nie sprzeciwiał się likwidacji WSI, zatrudnił dziennikarza oskarżonego o współpracę z tymi służbami.

 

Bronisław Komorowski (PO)
 

Co więcej, gdy jesienią 2007 r. Ko­mo­ro­wski został marszałkiem, od razu po­wo­łał Szczepańskiego na stanowisko sze­fa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Nie pełnił tej funkcji długo, bo zaledwie pół roku, ale nawet w tak krótkim czasie “zasłynął” odebraniem stałych przepustek dla dziennikarzy niektórych mediów, w tym “Naszej Polski”, “Naszego Dzien­ni­ka”, “Tygodnika Solidarność”, telewizji Trwam.

W 2011 odznaczony Krzyżem Ka­wa­ler­skim Orderu Odrodzenia Polski

niedziela, 12 kwietnia 2026

                                                       TUZY ELITY

                                    Krzysztof Skubiszewski

 

 

Krzysztof Jan Skubiszewski (ur. 8 paź­dzie­r­ni­ka 1926 w Poznaniu, zm. 8 lutego 2010 w War­sza­wie) – polityk, profesor nauk pra­w­nych, specjalista w zakresie prawa mię­dzy­na­ro­do­we­go, minister spraw zagranicznych w latach 1989–1993. Kawaler Orderu Orła Białego.

Zarejestrowany przez SB jako kontakt słu­ż­bo­wo-informacyjny „K”. Później pojawia się w jej dokumentach jako TW „Kosk”. Sku­bi­sze­w­ski był cennym źródłem informacji dla SB.

"Krzysztof Skubiszewski był zarejestrowany przez SB jako kontakt słu­ż­bo­wo-informacyjny „K”. Później pojawia się w jej dokumentach jako TW „Kosk”. Jak czytamy, bezpieka utrzymywała z nim kontakt operacyjny w la­tach 1961–1969. Według akt IPN, był cennym źródłem informacji" — pisze w "Gazecie Polskiej" red. Maciej Marosz.

W sierpniu 1963 r. okazjonalne kontakty ze Skubiszewskim zamiast SB przejął wywiad PRL. Jak pisze red. Marosz to "wynika z mikrofilmu o sy­g­na­tu­rze 9669/I. Kapitan SB Zenon Drynda, po rozpatrzeniu materiałów ze­bra­nych przez bezpiekę na temat Krzysztofa Skubiszewskiego, syna Ludwika i Ireny (de domo) Leitgeber, wniósł o założenie teczki kontaktu społeczno-informacyjnego (k.s.i.) o pseudonimie 'K.'”

W 1963 byłbył zarejestrowany przez SB jako kontakt służbowo-informacyjny „K”. Później pojawia się w jej dokumentach jako TW „Kosk” zarejestrowany przez SB jako kontakt służbowoinformacyjny „K”. Później pojawia się w jej dokumentach jako TW „Kosk”. „K” wyjeżdżał do Anglii, co po powrocie - za­o­wo­co­wa­ło pisemnymi informacjami przekazanymi kpt. Dryndzie, a za­wie­ra­ją­cy­mi charakterystyki osób pochodzenia polskiego, z którymi k.s.i. zet­knął się za granicą. Skubiszewski w notatce dla SB "podał, że osoby te na stałe przebywają w Londynie i odwiedzają Polskę. Z kolei informacjami do­ty­czą­cy­mi polskich stypendystów uzyskanymi również od Skubiszewskiego zainteresował się wydział IX wywiadu PRL."

Skubiszewskiego nie interesuje w jaki sposób są wykorzystywane in­for­ma­cje, które przekazuje.

"Późniejsze doniesienie k.s.i z roku 1963" — pisze red. Marosz — "zawiera uzupełnienie informacji dotyczących rodziny k.s.i. przebywającej za granicą. Chodziło m.in. o Bolesława Leitgebera – jego wuja, który służył w dy­plo­ma­cji II RP za czasów ministra Becka oraz w wojennym rządzie gen. Si­ko­r­skie­go. Notatka wspomina też o kuzynie matki, Witoldzie Leitgeberze – dzie­n­ni­ka­rzu radia BBC – i innych krewnych z emigracji. "K” wskazał, którzy z nich przyjeżdżają do Polski. SB podjęła potem działanie, by wykorzystać dane dotyczące dziennikarza."

"K" prosił też, aby zwolnić go z opracowywania na piśmie informacji takich, jak o Witoldzie Leitgeberze, gdy nie ma stuprocentowej pewności co do postawy politycznej i działalności danej osoby – odnotował esbek. „Takie informacje woli przekazywać ustnie. Natomiast pełne informacje chętnie nadal przekazywał będzie SB w formie pisemnej” – zapisał oficer wywiadu. Dodał, że rozmówca „aparat nasz traktuje poważnie i nie interesuje go, w jaki sposób są wykorzystywane informacje, które przekazuje"

Skubiszewski oświadcza, że dla celów SB nawiąże kontakt z Polonią

"K" wyjaśnił, że wówczas unikał kontaktów z Polonią, ponieważ "ludzie ci nie cieszą się najlepszą opinią i kontakty z nimi mogą być nie właściwie widziane przez władze w kraju. Oświadcza jednak, że o ile to jest nam potrzebne może podjąć starania wejścia w to środowisko".

Skubiszewski o działaczach organizacji takich jak Komitet Wolnej Eu­ro­py: "To są przecież łotry".

Przy omawianiu zadań wyjazdowych "K" wyraził swą niechęć do kontaktów z ludźmi działającymi w organizacjach takich jak Komitet Wolnej Europy. "To są przecież łotry, dyskusje z nimi przeważnie nie należą do przyjemnych, ponadto mam pewne wątpliwości, czy kiedyś w przyszłości tu w kraju nie wzięliby mi za złe kontaktów z tymi organizacjami" – powiedział według Ba­bi­ń­skie­go "K".

Na kogo Skubiszewski donosił SB

Zdaniem red. Marosza z zachowanych akt wynika, że: "po powrocie z USA w 1964 r. „K” dostarczył SB opracowania, w których opisał działalność ośrodków m.in. zajmujących się tematyką Europy Środkowo-Wschodniej oraz badaniami dotyczącymi komunizmu. "K" sporządził m.in. cha­ra­k­te­ry­sty­kę prof. Zbigniewa Brzezińskiego pełniącego funkcję dyrektora Instytutu Badań nad Sprawami Komunizmu. Opisał również działalność prof. Jana Karskiego, wykładającego na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie i prof. Ludwika Krzyżanowskiego, twórcy kwartalnika 'The Polish Review', wykładowcy języka polskiego na nowojorskim uniwersytecie."

W latach 1981–1984 wchodził w skład Prymasowskiej Rady Społecznej, a w okresie 1986–1989 był członkiem Rady Konsultacyjnej przy Prze­wo­d­ni­czą­cym Rady Państwa PRL, Wojciechu Jaruzelskim. Działał w „So­li­da­r­no­ści” oraz w Wielkopolskim Klubie Politycznym „Ład i Wolność”.

13 września 1989 został powołany na stanowisko ministra spraw za­gra­ni­cz­nych w gabinecie Tadeusza Mazowieckiego. Utrzymał tę tekę w kolejnych gabinetach – Jana K. Bieleckiego, Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej (do 25 października 1993).

Jak ważne było budowanie wizerunku Polski w tzw. okresie trans­for­ma­cji w Polsce, nie trzeba nikogo przekonywać.

Dlatego też Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno zadbać o ten wi­ze­ru­nek, ale… niestety, nie zadbało.

  • Okazało się, że Skubiszewski to zagorzały antypolski minister spraw za­gra­ni­cz­nych III Rzeczpospolitej. Pyszałkowaty, brutalny w stosunkach z podwładnymi, jednocześnie posłuszny i uległy „szarej eminencji” – Geremkowi.
  • W czasach „jaruzelszczyzny” był członkiem Rady Konsultacyjnej.
  • Tajny współpracownik SB.
  • Swoje działania całkowicie podporządkował Obywatelskiemu Ko­mi­te­to­wi Porozumiewawczemu, dowodzonemu przez L. Wałęsę. Jako pse­u­do-dyplomata, był nieudolny, ślamazarny, tchórzliwy.

Żydokomuniści skutecznie wykorzystali jego agenturalną przeszłość w swoich rozgrywkach, w których Skubiszewski był tylko posłusznym pionkiem.

W roku 1996 pełnił funkcję przewodniczącego Rady Polityki Za­gra­ni­cz­nej.

  • Hołdował przeświadczeniu, iż najważniejszym zagrożeniem dla Polski w świecie są: „(…) pewne tendencje nacjonalistyczne, które są obecnie w niektórych polskich partiach politycznych z pewną ksenofobią, z wątpliwościami w sprawie członkostwa Polski w Unii Europejskiej”.

Natomiast jako szef polskiej (?) dyplomacji, wsławił się haniebnym dzia­ła­niem, dążącym do podpisania umowy z Sowietami o pozostawieniu sowieckich baz szpiegowsko-wojskowych, jednakże skutecznie za­blo­ko­wa­nym przez Jana Olszewskiego.

  • Drugim „wybrykiem” dotyczącym polityki wschodniej było prze­ci­w­sta­wie­nie się projektowi pilnego wprowadzenia wiz dla zalewających wte­dy Polskę setek tysięcy obywateli Rosji.

To gwałtownie stymulowało zalewem tandetnych towarów, masowy prze­myt alkoholu, tranzyt narkotyków i broni. Rozwinęła się przestępczość zor­ga­ni­zo­wa­na, która zaowocowała rozbojami, kradzieżami samochodów, mo­r­der­stwa­mi na zlecenie, wymuszaniem haraczu w nie spotykanej dotąd skali.

Za kadencji Skubiszewskiego rozpoczęła się potężna inwazja Żydów na polskie placówki dyplomatyczne w znaczących państwach świata.

  • Nominowani ambasadorowie i konsulowie generalni mieli za nic in­te­re­sy Polonii i promocję Polski w świecie, albowiem zajęci byli rea­li­zo­wa­niem żądań światowej diaspory żydowskiej.
  • Dlatego też Skubiszewski przygotował pospiesznie wizytę Wałęsy w Iz­ra­e­lu, gdy ten objął urząd prezydenta.

Z reguły nowa głowa państwa najpierw składa wizytę w krajach ościennych i znaczących krajach Europy. Tak nakazuje elementarna zasada, obo­wią­zu­ją­ca w stosunkach dyplomatycznych, która dla Skubiszewskiego była obca. I co wówczas działo się w Izraelu?

  • Otóż ówczesny premier Izraela – Icchak Szamir „wygarnął” Wałęsie i oskarżył Polaków o współudział z Niemcami hitlerowskimi w zgo­to­wa­niu holokaustu Żydów i tworzeniu obozów koncentracyjnych.
  • Szamir, to ten sam żydowski szowinista, który w roku 1989 oznajmił świa­tu, że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”.

Wówczas Wałęsa „sprowadzony do parteru”, płaczliwym głosem prze­pra­szał Żydów za „popełnione winy” Polaków w czasie II wojny światowej w sto­su­n­ku do „narodu wybranego”. Zatem trafne będzie określenie, że Skubiszewski to drugi szef izraelskiej dyplomacji.

Dzięki Skubiszewskiemu polski przemysł zbrojeniowy poniósł ogromne straty, gdy ten dbając o interesy lobby żydowskiego w Izraelu i USA, wywarł presję na Wałęsę, by ten wstrzymał eksport polskich czołgów do krajów arabskich.

Natomiast Czesi, pod wodzą Vaclava Havla – co prawda Żyda, ale bardzo utożsamiającego się z narodem czeskim – wyparli Polskę z rynku arabskiego i opanowali ten sektor, mimo początkowego sprzeciwu Izraela i USA.

  • Skubiszewski w porozumieniu z Geremkiem wyraził zgodę na tranzyt przez Polskę dziesiątków tysięcy Żydów rosyjskich na Zachód i do Izraela.
  • Tak zadbał o interesy „swoich” mocodawców, że kilka tysięcy ży­do­w­skich imigrantów osiedliło się na stałe na terenie Polski.

Podobnie jak Wałęsa, Skubiszewski był megalomanem. Uważał on, że zasługi dla polityki zagranicznej (zapewne polityki zagranicznej Izraela!) ma tak ogromne, iż śmiało może kandydować na stanowisko se­kre­ta­rza generalnego ONZ.

Tak zapatrzony w siebie, pozwolił sobie na świadome okłamanie spo­łe­cze­ń­stwa, jakoby był jedynym z głównych kandydatów na to stanowisko.

W rzeczywistości było 14 kandydatów. Okazało się, że wyniosły Sku­bi­sze­w­ski we wstępnej weryfikacji uplasował się na 10 miejscu.

  • Nie potrafił przełknąć tej porażki, jak prawdziwy mężczyzna, więc za­cho­wu­jąc się jak hipokryta i prostak, wysłał do sekretarza generalnego ONZ pismo, w którym poinformował, iż ubolewając, wycofuje swoją kan­dy­da­tu­rę z powodu pełnienia jakże ważnych funkcji państwowych.

Ale to jeszcze nie koniec jego zapędów na światowe i europejskie sa­lo­ny. Otóż z uporem megalomana zabiegał o stanowisko sędziego Mię­dzy­na­ro­do­we­go Trybunału Sprawiedliwości.

  • W głosowaniu w Radzie Bezpieczeństwa nie uzyskał ani jednego gło­su,
  • natomiast w głosowaniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ, na 180 gło­su­ją­cych uzyskał poparcie dziesięciu.

Jak niskimi pobudkami kierował się Skubiszewski przy ubieganiu się o tę funkcję, niech świadczą jego słowa: „Bardzo poważne środowiska zagraniczne chciały mego wejścia do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Byłem zmuszony do zrezygnowania z tej fuchy, tracąc 12 tysięcy dolarów miesięcznie, zwolnionych od podatku, a jeszcze 6 tysięcy przyszłej emerytury”.

Tak wyrażona małostkowość i egoizm zdeklasowała jego do reszty, jako polityka.

Po odejściu z rządu został przewodniczącym Trybunału Rozjemczego USA - Iran oraz sędzią ad hoc Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.

Zmarł 8 lutego 2010 po krótkiej chorobie związanej z kontuzją sta­wu bio­dro­we­go.

 

 

RFN uznała zachodnią granicą Polski, ale w każdej chwili niemiecki trybunał kon­sty­tu­cyj­ny może to uznać za sprzeczne z niemiecką konstytucją” – przekonuje Ja­nusz Korwin-Mikke.

“Jeszcze w sprawie Niemiec. Formalnie jesteśmy nadal w stanie wojny (!!) – obowiązuje jedynie rozejm z Poczdamu. RFN uznała zachodnią granicą Polski – ale w każdej chwili niemiecki trybunał konstytucyjny może to uznać za sprzeczne z niemiecką konstytucją” – tłumaczy Korwin-Mikke na swoim koncie na Facebooku.

“Śp. Małgorzasta Thatcherowa dwukrotnie przypominała mi, że chciała (do czego miała prawo!!) zavetować zjednoczenie Niemiec – jeśli Niemcy nie podpiszą traktatu pokojowego. Ustąpiła, bo prosił Ją o to… śp. Krzysztof Skubiszewski (agent ps. “Kosk” – przypuszczalnie przez Niemców szantażowany ujawnieniem, że był TW – i homosiem), ówczesny “polski” minister SZ” – przypomina Korwin Mikke.

“Jeśli ktoś twierdzi, że podpisanie traktatu pokojowego to “czysta formalność, po co się czepiać…” to niech odpowie na pytanie. DLACZEGO W TAKIM RAZIE RFN KATEGORYCZNIE ODMAWIA DOPEŁNIENIA TEJ DROBNEJ FORMALNOŚCI?” – pyta lider partii KORWiN.


                                                        TUZY ELITY                                         Barbara Toruńczyk     Barbara Tor...