wtorek, 9 czerwca 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                          Andrzej Piątak

 

 Andrzej Piątak (ur. 2 września 1969 w Szczecinie) – członek Ruchu Palikota, poseł na Sejm RP VII kadencji, „żołnierz Palikota” i właściciel „krwawego biznesu”.

Twórca obozu koncentracyjnego dla zwierząt w okolicach Nowogardu w województwie zachodniopomorskim.

 

 

Jest absolwentem Po­li­tech­ni­ki Szcze­ciń­skiej, gdzie studiował elektronikę i te­le­ko­mu­ni­ka­cję. W latach 1991–2003 pro­wa­dził wspó­lnie ze swoim bratem firmę, zaj­mu­ją­cą się budową sieci telewizji kablowej w ta­kich mias­tach jak No­wo­gard, Ło­bez czy Myś­li­bórz ale im nie szło więc w 2003 r. zaczął hodować norki bo jak koś nic już nie umie to zabiera się za „krwawy biznes” Część skórek zdartych z 60 tys. hodowlanych norek eksportuje do Chin. Zwierzęta giną w męczarniach pomimo faktu że w Polsce istnieje Ustawa o Ochronie Zwierząt!!!

Jego największy sukces polityczny to awantura przed siedzibą miejską w Szczecinie w lutym 2011 roku. Przed sesją w siedzibie rady miejskiej w Szczecinie zjawiają się mężczyźni z drabiną. Na ścianie obok krzyża pojawiają się gwiazda Dawida i islamski półksiężyc. Wybucha awantura, radni usuwają dowieszone symbole. Wtedy na drabinę wchodzi mężczyzna, który zdejmuje krzyż. Media trąbią o zdarzeniu, ale personaliów nikt nie podawał. A to był ówczesny szef Ruchu Poparcia Palikota w Szczecinie, jedynka na tamtejszej liście, obecnie poseł Ruchu Palikota Andrzej Piątek.

W wyborach samorządowych w 2010 z listy postkomunistycznej Sojuszu Lewicy Demokratycznej bez powodzenia kandydował na radnego Nowogardu (dostał aż 11 głosów).

Sfrustrowany zaangażował się następnie w działalność Stowarzyszenia Ruch Poparcia Palikota.

W czerwcu tego samego roku został przewodniczącym partii Ruch Palikota w okręgu szczecińskim. W wyborach w 2011 startował z 1. miejsca listy tego ugrupowania do Sejmu RP jako tzw. słup Palikota.

Po otrzymaniu mandatu poselskiego został awansowany na - „żołnierza Palikota”.

Pomimo otrzymywania olbrzymich uposażeń jako poseł i dodatkowo szeregu przywilejów utrzymuje nadal swój „krwawy biznes” w którym świadomie i z pełnym poczuciem bezkarności popełnia przestępstwa przeciwko Ustawie o Ochronie Zwierząt. Jako poseł i żołnierz Palikota uważa się za nietykalnego i nie boi się odpowiedzialności karnej.

Wylicza tylko że za jedną skórkę tak okrutnie zamordowanego zwierzaka otrzymuje od 100zł do 150zł i tylko to go interesuje.

Przestępstwa te ujawniła akcja obrońców praw zwierząt, którzy na terenie hodowli norek posła RP Andrzeja Piątaka (reprezentuje woj. zachodniopomorskie) nakręcili film, który ma być dowodem na to, że polityk znęca się nad zwierzętami. Ten drastyczny dokument został upubliczniony, widać na nim, że hodowane na futra zwierzęta mają rany, żyją ściśnięte w klatkach. Ścieki z gospodarstwa odprowadzane są do gruntu. Stowarzyszenie Otwarte Klatki zdecydowało, że należy w tej sprawie zawiadomić prokuraturę.

Doniesienie jest efektem społecznego śledztwa, które wolontariusze stowarzyszenia Otwarte Klatki przeprowadzili w zeszłym roku na fermach zwierząt futerkowych w Polsce. Wstrząsające wyniki umieścili w raporcie "Cena futra". Sprawdzili i udokumentowali warunki w 53 spośród około 800 ferm. - Na fermie posła Piątaka udokumentowaliśmy okaleczone i chore zwierzęta, których nikt nie leczy, przepełnione klatki powodujące agresję, samouszkodzenia, robaki w klatkach. A także praktyki zagrażające środowisku i ludziom - mówi gazecie Dobrosława Karbowiak z Otwartych Klatek, współautorka raportu.

- Na łąkę odprowadzana jest deszczówka. Mamy zgodę, by odprowadzać ją do rowu. A odchody nie wsiąkają w ziemię pod klatkami, bo pod ziemią jest membrana, która ich nie przepuszcza - odpowiada na zarzuty Piątak.- Wszystko mamy w porządku. Właśnie jestem po kontroli ochrony środowiska. A w Szczecinie jej szefem jest człowiek z PO, więc nie mieliby powodu, żeby mi zaoszczędzić czegokolwiek – dodaje.

Piątak liczy na układy dlatego prokuratury się nie boi i ma zamiar nadal prowadzić swój „krwawy biznes”.

Klub parlamentarny Ruchu Palikota poprosił posła Piątaka o wyjaśnienia. Już wiadomo, że żadna kara go nie spotka, bo Ruch Palikota stanął murem za swoim żołnierzem.


poniedziałek, 8 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                           Andrzej Pałys

 

 Andrzej Józef Pałys (ur. 2 stycznia 1957 w Solcu-Zdroju) – polityk i sa­mo­rzą­do­wiec, z wykształcenia inżynier ogrodnik, poseł na Sejm V i VI kadencji.

 

 

W 1984 ukończył studia na Wydziale Ogrodnictwa Akademii Rolniczej w Poznaniu, a w 1998 na Wydziale Inżynierii Środowiska Akademii Rolniczej w Krakowie. Od 1985 pracował w urzędzie gminy Solec-Zdrój, będąc w latach 1988–1990 naczelnikiem, następnie do 2005 wójtem tej gminy. Od 1998 do 2001 zasiadał także w sejmiku świę­to­krzys­kim.

W 2001 został prawomocnie skazany za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości.

W 2005 został wybrany na posła na Sejm z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego. W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz drugi uzyskał mandat poselski, otrzymując w okręgu kieleckim.

22 października 2010 został zawieszony w prawach członka klubu parlamentarnego PSL, po ujawnieniu przez jednego z dziennikarzy materiału, na którym poseł przed hotelem poselskim poruszał się chybotliwie i wsiadł do cudzego samochodu. Nie kandydował w wyborach parlamentarnych w 2011.

W 2012 został prezesem zarządu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Kielcach. W tym samym roku poseł PiS Tomasz Kaczmarek upublicznił nagranie rozmowy, w której Andrzej Pałys jego zdaniem instruował lokalnych przedsiębiorców, jak omijać przepisy ustawy uzdrowiskowej oraz zawiązać zmowę cenową.

 

               Koniec czy początek?

Od 37 lat rządy solidarnościowe prowadzą niewypowiedzianą wojnę przeciwko społeczeństwu polskiemu. Celem jest całkowita likwidacja Polaków i Polski. Za to im płacą. Partie polityczne każą wybierać Polakom mniejsze zło, a tak naprawdę kota w worku. W rzeczywistości nie mają żadnego programu, a jedynie podchwytliwe hasła, za którymi nie kryje się nic. Interesuje je wyłącznie to, jak dorwać się do jak największych i najwyższych foteli oraz olbrzymich koryt do chłeptania i rozkoszowania się władzą.

Polscy politycy poprzez swoją masowo lansowaną, natrętną propagandę nakazują martwić się o powodzenie innych krajów, a zwłaszcza USA i Ukrainy. Liczy się tylko interes USA i innych fałszywych przyjaciół. By Polacy mieli chęć walczyć za kogoś, ale nie za Polaków i Polskę.

Polskim politykom i Polakom brak zdrowego rozsądku. Żyją od 37 lat marzeniami o przywróceniu II RP. A przecież było to przegrane państwo, które nie potrafiło obronić własnej ludności.

Nasi najwięksi fałszywi przyjaciele 47 lat temu powołali do życia Solidarność w celu unicestwienia Polaków i Polski. I idzie im to sprawnie. W celu przyspieszenia efektu szczują i judzą oraz wplątali Polaków w wojnę z Rosją.

Fundamenty rozwoju Polaków i Polski, jakie narzuciła Solidarność, okazały się oparte na złudzeniach, fałszu, kłamstwie i obłudzie. Finanse na rozwój w każdej dziedzinie próbowano zastąpić wiarą. Od 37 lat kultywujemy marazm i cofamy się w rozwoju w każdej dziedzinie, tak świadczy statystyka.

Polacy i Polska nigdy nie dostali szansy na jakikolwiek rozwój. Ludzie rządzący Polakami i Polską tak naprawdę nie ufają Polakom, składając byt i bezpieczeństwo Polaków w obce ręce pseudo-przyjaciół.

Karmiąc się fałszywymi danymi, postawiliśmy na amerykańskiego kota w worku – USA, choć to olbrzym z zacofanymi technologiami z końca XX wieku, oparty na zyskach wypracowywanych przez gospodarkę komunistycznych Chin.

Zastanówmy się, czy USA zdoła nadrobić lukę technologiczną w ciągu, na przykład, 5 lat? Bowiem tyle potrzebują komunistyczne Chiny, by wybić się technologicznie, gospodarczo i wojskowo przed USA. Proszę wziąć pod uwagę potencjał ludnościowy i wynikający z tego potencjał intelektualny komunistycznych Chin.

A może wybawi Amerykanów potęga sztucznej inteligencji USA? Gdyby sztuczna inteligencja była tak doskonała, jak ją reklamują, to USA miałoby absolutne pierwszeństwo, bowiem do roku 2005 USA miało najwięcej osiągnięć w konstrukcji komputerów, programów komputerowych i sztucznej inteligencji.

Tylko że od roku 1992 USA upajały się zwycięstwem nad Rosją i olały rozwój technologii, bo szkoda było im finansów. Cieszyli się zboczonym światem jednobiegunowym i rolą pseudohegemona. Ale czy tak można na dłuższą metę?

Różne wojenki, małe, ale za to krwawe i piekielnie drogie, toczone były po to, by wyzwolić uciemiężone narody i dać im zasmakować amerykańskiej Coca-Coli, smażonej wołowiny z frytkami i keczupem.

Niestety na przeszkodzie, by nakarmić cały świat amerykańskimi rarytasami, stoją Rosja, komunistyczne Chiny, Korea Północna i Iran, a do tego założyli jeszcze BRICS.

I proszę jeszcze wziąć pod uwagę, że komunistyczne Chiny i Korea Północna potrzebują Rosji. Dla nich to być albo nie być.

Wojna Ukrainy z Rosją to przykład tego, co może spotkać Polaków w najbliższym czasie, a może nawet szybciej, bowiem zależy to od naszych fałszywych przyjaciół, którzy nadali Polakom swoich sługusów w postaci prezydenta Zegarmistrza, który jako Wielki Patriota Polski, ponoć Obywatel nr 1 w Polsce, jeździ często po wskazówki do swojego mistrza, który zaciekle popiera swojego ucznia w zniewoleniu Polaków, tak by bez wahania wykonywali jego rozkazy. I jeszcze napomina, że mamy kupować więcej amerykańskiego złomu wojskowego, dobrego na koniec XX wieku, ale za to za dwukrotnie większą cenę.

Kiedyś chłopi na swoich sztandarach mieli wypisane hasło: „Żywią i bronią”, a dziś minister uważający się za Chłopa nr 1 w Polsce zaprasza obce wojska okupacyjne i obiecuje im koszary, mieszkania, wikt i opierunek, bo to przecież według niego sami Supermeni, tylko trochę lekko odziani, bo bez pancerza, bowiem 20 tysięcy wystarczy za 200 tysięcy polskich wojaków. Do tego najprawdopodobniej wydał więcej finansów na zakup amerykańskiego złomu wojskowego niż wszyscy jego poprzednicy razem wzięci i dalej kupuje, bo przecież nie za swoje finanse.

Ciekawe, co na taki obrót polskich spraw powiedziałby prezes przedwojennego PSL, Wincenty Witos?

Polskim politykom i Polakom brak zdrowego rozsądku. Trochę faktów na temat aktualnego, ewentualnego zagrożenia ze strony Niemiec poprzez roszczenia terytorialne kierowane do Polski.

Po roku 1990 posiadałem niemiecką mapę sygnowaną przez ADAC, gdzie tylko województwa: lubelskie, łódzkie, mazowieckie, podlaskie i świętokrzyskie należą do Polski. W wyjaśnieniu było podane, iż reszta Polski według prawa III Rzeszy należy do Niemiec zgodnie ze stanem na rok 1914. Wyjaśniono też, iż w związku z istniejącym prawem III Rzeszy z 1938 roku Anschluss Austrii nie został anulowany i nadal obowiązuje. Tak więc tereny należące do Austrii w roku 1914 przypadają również Niemcom. Napisano też, iż sporne tereny znajdują się pod tymczasowym zarządem Polski do czasu ich odzyskania.

Co z tego wynika dla Polski? Grzebmy dalej w historii, a zostanie nam tylko pięć wyżej wymienionych województw. To tak teoretycznie, bo według polityków naszych wypróbowanych przyjaciół, Ukraińców i Litwinów, oni w sprzyjających okolicznościach upomną się o swoje i zabiorą województwa lubelskie i podlaskie.

Porzućmy złudne marzenia o pomocy zamorskich fałszywych przyjaciół. Przy dzisiejszych technologiach wojna z takim państwem jak Polska może rozegrać się w ciągu 24 godzin i doprowadzić do klęski Polaków, więc nie będzie czasu na obcą pomoc. Musimy być gotowi w każdej minucie do odparcia ataku, zadania olbrzymich strat przeciwnikowi i wyparcia go z naszego terytorium.

Powie ktoś: ten człowiek to urodzony militarysta i chce wojny. Odpowiadam: ja, gdybym nawet mógł, nie zamierzam wysyłać Polaków na żadną wojnę. Co innego, gdybyśmy zostali napadnięci.

Zadaję sobie pytanie: czy Wojsko Polskie może samodzielnie obronić Polaków i państwo polskie?

Odpowiadam: tak, ale problemy obrony Polaków, wszystkiego, co polskie, i Polski widzę następująco:

Obecne granice mamy w całej naszej historii wyjątkowo optymalne. Musimy tylko zreorganizować Wojsko Polskie i całe państwo polskie, by sprostać zadaniu szybkiego uzdrowienia za cenę niezbyt wysoką finansowo oraz przy pomocy kolosalnych zmian w różnych przepisach. Według moich ocen częściowa poprawa może nastąpić już za 5 lat, natomiast koniec przewiduję za 7 lat od chwili rozpoczęcia realizacji projektu.

Dlatego należy przeprowadzić referendum, by dowiedzieć się, czego chcą Polacy. Następnie wystąpić z NATO i UE oraz wstrzymać dalszy dopływ pseudo-uchodźców (jak inaczej nazwać człowieka, który dysponuje np. kwotą 5000 dolarów na jedną osobę na opłatę za dojazd, a jednocześnie nie posiada jakiegokolwiek dokumentu identyfikacyjnego?).

Uzasadnienie: w żadnym kraju na świecie eksperymenty ze sprowadzaniem taniej siły roboczej i jej asymilacją nie powiodły się, a najdalej w trzecim pokoleniu zaczynają stanowić nierozwiązywalny węzeł gordyjski.

Zabronić działalności i przebywania na terytorium Polski wszelkich lobbystów w każdej dziedzinie. Należy ich potraktować jako persona non grata.

Zerwać wszelkie więzy fałszywych przyjaźni i pseudo-sojuszy.

Polska ma być niezależna od nikogo, ma być jak Szwajcaria, nienależąca do żadnych bloków wojskowych.

Wniosek z uwarunkowań opisanych powyżej jest oczywisty: pod pozorem przygotowań do wojny z Rosją powinniśmy przygotować się do ewentualnej wojny z Niemcami i Ukrainą, i to jednocześnie.

Z Rosją i Białorusią musimy się dogadać, bo tylko Rosja i Białoruś są w stanie zagwarantować nam w razie wojny realne dostawy paliwa, gazu oraz innych surowców. Naszymi ewentualnymi sojusznikami mogłyby zostać Słowacja i Czechy, bo tylko z nimi możemy mieć szeroko rozumiane wspólne interesy.

Największym wrogiem Polaków, wszystkiego, co polskie, i Polski są polscy politycy oraz fałszywi przyjaciele.

Według mnie władza powinna być dla społeczeństwa, a nie odwrotnie.

Marzy mi się, by tak zwyczajnie, po gospodarsku, postawić dosłownie we wszystkim na Polaków.

Jest tylko jeden gigantyczny problem: Polacy muszą się dogadać z Polakami.

Do zwolenników dobrych, szybkich przemian i doprowadzenia Polski do normalności: czasu jest przerażająco mało, niecały rok, a potencjalni reorganizatorzy są kompletnie nieprzygotowani i niezorganizowani.

Jest jeszcze trochę czasu, by zapobiec złu, jakiego jeszcze nigdy nie doświadczyliśmy.

Szukam sprzymierzeńców do ewentualnego działania w celu szybkich, dobrych zmian, by zwykli ludzie nie kupowali kota w worku.

Piszę ten tekst w nadziei, iż ktoś przedrukuje go dalej, by zapoznała się z nim duża liczba osób, bo czas ględzenia o Solidarności już dawno się skończył i potrzebne są zmiany, ale za niewielkie pieniądze lub wręcz tylko na skutek zmian przepisów, by skończyć z 37-letnim marazmem i zacząć żyć w normalnym kraju.

Jeśli macie coś do dodania albo poprawienia, piszcie śmiało.

Autorstwo: Niecowiedzacy
Źródło: WolneMedia.net

niedziela, 7 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                               Joanna Mucha

 

 

 (ur. 12 kwietnia 1976 w Płońsku) – posłanka na Sejm VI i VII kadencji, od 18 listopada 2011 minister sportu i turystyki w drugim rządzie Donalda Tuska.

W 2001 ukończyła studia na Wy­dzia­le Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. W 2007 uzyskała sto­pień dok­to­ra nauk e­ko­no­micz­nych. Od czasu u­koń­cze­nia stu­diów pracowała jako nauczyciel akademicki na Katolickim U­ni­wer­sy­te­cie Lubelskim.

Była aktywistką Unii Wolności. Od 2002 jest członkiem Platformy Obywatelskiej. Współtworzyła i koordynowała projekt „Akademia Janusza Palikota”.

W wyborach parlamentarnych w 2007 uzyskała mandat poselski z listy PO, a w wyborach w 2011 z powodzeniem ubiegała się o reelekcję.

W 2011 roku wywołała skandal, zasiadając w komisji zdrowia jako Posłanka PO, tłumaczyła w partyjnej gazetce, jak najefektywniej wydawać pieniądze na leczenie Polaków. Ma rewolucyjne pomysły, np. nie widzi sensu w robieniu operacji biodra u 85-latka, gdy taka osoba "nie chodzi i nie będzie chodzić, bo się nie zrehabilituje". I w ogóle starsi ludzie to kłopot, bo "chodzą do lekarza co dwa tygodnie dla rozrywki".

18 listopada 2011 prezydent Bronisław Komorowski powołał ją na urząd ministra sportu i turystyki w drugim rządzie Donalda Tuska.

Odpowiedzialna za Aferę w Ministerstwie Sportu.

Ministerstwo Sportu mogło wykorzystać ponad sześć milionów złotych niezgodnie z przeznaczeniem. Jak podała TVN24, zamiast na promocję Euro 2012 oraz piłki siatkowej, resort wydał je na koncerty Madonny i Coldplay oraz słynny już "mecz na wodzie" Polska-Anglia. Takie wątpliwości w swoim raporcie przedstawia Najwyższa Izba Kontroli.

Joanna Mucha nie zgadza się z zarzutami Najwyższej Izby Kontroli o niezgodnym z przeznaczeniem wykorzystaniu rezerwy finansowej resortu na Euro 2012 i upowszechnianie siatkówki wśród dzieci i młodzieży. Na konferencji prasowej w Warszawie Mucha poinformowała, że rezerwa miała dotyczyć wszystkich imprez testowych Stadionu Narodowego.

Koncert Madonny odbył się 1 sierpnia 2012 roku na Stadionie Narodowym. Budził kontrowersje ze względu na termin - 68. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego.

Z raportu NIK wynika, że koncert zakończył się finansową katastrofą. Zamiast zysku, przyniósł 4,8 mln zł strat. Głównym powodem było to, że NCS nie znalazł sponsora dla imprezy.

Brytyjska grupa rockowa Coldplay zagrała w stolicy 19 września2012 roku. Październikowy mecz eliminacji mistrzostw świata 2014 był przekładany ze względu na deszcz, który całkowicie zalał murawę Stadionu Narodowego. Ostatecznie odbył się dzień później (17 października 2012 r).

Wielka reforma polskiego sportu wyczynowego zapowiedziana przez minister sportu Joannę Muchę zakłada, że biatlon nie znajdzie się w gronie priorytetowych dyscyplin. A to oznacza, że budżet Związku Biatlonu zmalał o ok. 30 procent i to zaledwie rok przed IO w Soczi.

Na konferencji prasowej Mucha odtrąbiła wielki sukces. Dumna z nowych zasad przyznawania pieniędzy obwieściła nawet... - Dnia 29 stycznia 2013 roku w polskim sporcie skończył się komunizm.

To było nic innego, jak PR-owa zagrywka. Sporty podzielono na kilka grup. Najważniejsza jest złota, gdzie znalazły się sporty, w których mamy największe szanse na olimpijskie medale. Czy mogą liczyć na zwiększone nakłady? Nic z tych rzeczy, bo poziom finansowania został bez zmian, a w niektórych przypadkach nawet go obniżono o 10%!

Wszystkie dyscypliny z innych grup straciły jeszcze większe pieniądze. Niektóre nawet całkowicie przestaną być finansowane przez ministerstwo sportu. Miała być rewolucja, a zamiast tego mamy cięcie kosztów i wpadkę Joanny Muchy.

Żaliła się, że najchętniej nie wypłacałaby gigantycznych premii prezesom od Euro 2012, ale nic nie może zrobić. Winą obciążała swoich poprzedników na tym stanowisku. Okazuje się, że nie jest od nich lepsza. Dała nową pracę prezesom spółki PL.2012 – Herrze i Boguckiemu.

Obaj – pod szyldem nowej spółki PL.2012+ – będą zarządzać Stadionem Narodowym. Zarobią po 29 tys. zł miesięcznie. To jednak nie wszystko. Podczas, gdy w normalnych firmach wypłaca się premie od zysku, Herra i Bogucki dostaną premie... od straty.

Na 2013 rok rząd założył, że Stadion Narodowy przyniesie aż 21 mln zł strat. Nowi prezesi premie dostaną za każdy wynik lepszy niż ten założony. Jeśli straty będą o milion mniejsze, czyli wyniosą 20 mln zł na minusie, Herra i Bogucki podzielą się jedną czwartą tej "zmniejszonej straty". Dostaną więc po 125 tys. zł. Jeżeli założoną stratę zmniejszą o 5 mln zł – dostaną 750 tys. zł do podziału. A jeśli o 10 mln zł – podzielą się okrągłym milionem złotych! Resort sportu przekonuje, że to uczciwe zasady i że w ten sposób motywuje nowych szefów Stadionu.


Polska gojka na usługach międzynarodowego lobby uboju ry­tu­al­ne­go zwierząt (żydowskiego i muzułmańskiego), zwolenniczka mordów ry­tu­al­nych czyli podrzynania zwierząt na żywca bez ich ogłuszania!

Na pytanie dziennikarza Przemysława Szubartowicza z PR -”Dziś było bardzo gorąco w Sejmie. Pani kiedyś była szefową parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Jak pani dzisiaj głosowała w sprawie uboju rytualnego? Odpowiedziała:
Głosowałam tak jak rząd, bo jestem członkiem gabinetu, więc nie wyobrażam sobie, żebym mogła inaczej głosować, ale muszę przyznać, że z ciężkim sercem.
Była całkiem spora grupa rzeczywiście posłów Platformy, którzy albo nie głosowali, albo wstrzymali się, albo głosowali inaczej niż rząd, ale jednak jestem członkiem tego rządu, jeśli to jest przedłożenie rządowe, to nie wyobrażam sobie, żebym mogła głosować inaczej.

Tak wypowiada się hipokrytka minister Mucha która dla poprawy swojego wizerunku w mediach zapisała się na do parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt ale z czasem zasłona obłudy opadła bo 12.07.2013 roku zagłosowała za legalizacją w Polsce ...barbarzyńskiego mordu rytualnego zwierząt..!!!!

A co oznaczają jej słowa „...jeśli to jest przedłożenie rządowe, to nie wyobrażam sobie, żebym mogła głosować inaczej.” - inaczej niż rząd. Rodzi się więc pytanie a gdyby rząd głosował nad kolejnym rozbiorem Polski czy wysyłką Polaków do łagrów czy obozów zagłady?

To minister Mucha oczywiście by ...poparła taką ustawę!

Gdzie jest też humanizm i miłosierdzie posłanki Muchy dla zwierząt???

Drugim skandalem w Sejmie w tym samym dniu było głosowanie posłanki Muchy (PO) za odrzuceniem poprawki do uchwały wołyńskiej w sprawie nazwania jej ludobójstwem oraz przeciwko uchwaleniu 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej!


sobota, 6 czerwca 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                            Grzegorz Motyka

 

  

Grzegorz Motyka (ur. 1967) – polski historyk specjalizujący się w tematyce ukraińskiej.

W 1992 ukończył studia historyczne na KUL i rozpoczął pracę w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Do 2007 pracował również w Biurze Edukacji Publicznej IPN. Uprawia publicystykę historyczną, poprawną politycznie dzięki czemu robi karierę i ma przychylność centralnych „elit”, Gazety Wyborczej oraz ukraińskich partii nacjonalistycznych. Wielokrotnie krytykowany przez polskie stowarzyszenia kombatanckie i kresowe za zakłamywanie i fałszowanie historii Polski.


Andrzej Żupański odsłania prawdziwe oblicze Motyki:

Andrzej Żupański
 

 Grzegorz Motyka o Giedroyciu, Polakach, Ukraińcach, IPNie

W Gazecie Wyborczej dnia 24 maja ukazał się artykuł pod tytułem Zapomnijcie o Giedroyciu: Polacy, Ukraińcy, IPN autorstwa doktora Grzegorza Motyki, byłego pracownika Instytutu Pamięci Narodowej, jednego z najlepszych znawców tragicznego okresu stosunków polsko-ukraińskich w latach wojny i tuż po niej. Tekst wzbudził w Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej ostry sprzeciw. Niniejszy list przedstawia stanowisko Związku odnośnie spraw poruszonych przez autora.

Na wstępie dr Motyka opisuje w skrócie, ale bardzo rzetelnie zbrodnię popełnioną przez OUN i UPA na ludności polskiej Kresów południowo-wschodnich II Rzeczpospolitej. Definiuje sprawców, określa liczbę pomordowanych Polaków (80-100 tys.), podkreśla okrucieństwo stosowane przez wykonawców, potwierdza udział chłopów ukraińskich uzbrojonych w siekiery i widły. Nie wspomina o żadnej prowokacji ze strony polskiej, ani też o jakiejś skutecznej polskiej obronie

Po czym autor mógłby postawić kilka pytań pod adresem Ukraińców i na tym zakończyć artykuł. A pytania te powinny wyrażać zainteresowanie, dlaczego Ukraińcy nie potępiają tej zbrodni i zbrodniarzy, natomiast próbują uczynić ich bohaterami narodowymi. Tak powinien był postąpić, gdyby rzeczywiście chciał zakończenia tego sporu polsko-ukraińskiego.

Jednak widocznie tego nie chce, ponieważ dalszą część długiego artykułu poświęca licznym ubocznym problemom, szeroko stosując taktykę pomijania jakichś szczegółów, dla wprowadzenia polskiego czytelnika w błąd.

Po kolei ustosunkujemy się do kontrowersyjnych wypowiedzi doktora Motyki.

- "Polacy nie ograniczali się tylko do samoobron - miały też miejsce krwawe akcje odwetowe". Można sądzić, iż p. Motyka jest zdania, że Polacy nie powinni byli stosować wszystkich dostępnych sposobów ratowania ginących kobiet i dzieci polskich, tylko takie, które będą w przyszłości przez Grzegorza Motykę akceptowane.

- "Na Wołyniu akcje przeciw ukraińskiej ludności cywilnej prowadziła przede wszystkim polska policja na służbie niemieckiej". Najpierw ukraińscy nacjonaliści mordują lub wypędzają z ich siedzib Polaków, a teraz dr Motyka wyciąga zarzut (w domyśle), że uratowani młodzi ludzie już bez rodzin oraz domów i środków utrzymania, dołączają do policji okupanta występując przeciw sprawcom ich nieszczęścia.

- "Na Lubelszczyźnie oddziały polskiej partyzantki podjęły ofensywę w marcu 1944 roku, paląc ponad 20 wsi ukraińskich". Oto pierwszy przykład manipulacji, żeby nie powiedzieć fałszerstwa, autora. Przemilcza on doskonale mu znany fakt przeprawy 11 sotni UPA w I kwartale tego roku, na zachodnie brzegi Bugu i Sanu. Sotnie te miały za sobą rzeź Polaków i, co oczywiste, Polacy musieli je zwalczać. Ten fakt p. Motyka nazywa ofensywą polską. Autor wie dobrze, ale nie wspomina o tym, że przez kilka miesięcy na rzece Huczwie stał stukilometrowy front polsko - ukraiński z kilometrową ziemią niczyją i wypalonymi wsiami. O ukraińskich wsiach zniszczonych w tej lokalnej wojnie mówi dobitnie. Polskie wsie go nie obchodzą.

- "Pomiędzy lutym a kwietniem l945 roku, spalono szereg wsi ukraińskich w pasie od Lubaczowa po Sanok. Oto drugie przemilczenia dr. Motyki: Ignoruje on doskonałe prace dr. Zdzisława Koniecznego, który przez wiele lat badał tą lokalną wojnę. O licznych polskich wsiach okrutnie spacyfikowanych na wymienionym przez autora terenie nie ma żadnej wiadomości w artykule.

- "Wydarzeniem szczególnie bolesnym dla Ukraińców była przeprowadzona w 1947 roku akcja Wisła". Nie słyszeliśmy nigdy, aby dr Motyka w podobnym tonie wyraził się o odczuciach Polaków, dotyczących wymordowania 100 tys. i wypędzenia wielokrotnie więcej naszych braci. Nie wpływa na p. Motykę znany mu fakt, że wysiedleni Ukraińcy byli w części sprawcami akcji, a mordowanym Polakom nie można czegokolwiek zarzucić.

- "W sumie w latach 1943-1947 zginęło 80-100 tys. Polaków oraz 10-20 tysięcy Ukraińców". Dr Motyka już od dłuższego czasu używa liczby 20000 jako ilości cywilnych Ukraińców zamordowanych przez Polaków. Nigdy jednak nie podał źródła, na którym się w tej sprawie oparł. Jest oczywiste, że szacunek ten nie może być trafny, choćby z powodu szczupłości sił polskich, które mogłyby dokonać takiej liczby zabójstw, mając za głównego przeciwnika, znacznie liczniejsze oddziały UPA. Autor, mimo uczestnictwa w IX seminarium „Polska-Ukraina: trudne pytania", na którym wspólnie historycy z obu krajów dyskutowali ten temat, nigdy się nań nie powołał. Protokolarnie ustalono wówczas szacunkowo (z braku przeprowadzonych badań tego tematu przez obie strony), że straty Ukraińców z rąk polskich "szły w tysiące".

Co było ludobójstwem?

- "Tak ogromna tragedia nie może nie budzić emocji społecznych. Polscy historycy w zasadzie (podkreślenie nasze) są zgodni, że ukraińskie czystki miały charakter barbarzyński i nie mogą być usprawiedliwione". Czytamy ten akapit ze zdumieniem i zastanawiamy się, który polski historyk nie chciałby ich uznać za barbarzyńskie, a pragnął usprawiedliwić? Czy dr Motyka wie o kogo może chodzić? Jaki był cel autora, gdy pisał to zdanie nie wyrażając oburzenia na człowieka, który jest w stanie usprawiedliwić morderstwo 100 tysięcy niewinnych ludzi.

- "Jakby jednak nie oceniać działań OUN i UPA, jej członkowie byli obywatelami II Rzeczpospolitej, którzy wystąpili przeciwko polskim współobywatelom, a nie najeźdźcami". To bardzo zdumiewające zdanie. Czyżby p. Motyka uważał, że współobywatelstwo było okolicznością łagodzącą winę za dokonany masowy mord? W takim razie prawdopodobnie zagłodzenie milionów Ukraińców przez bolszewików w latach trzydziestych, według autora nie było ludobójstwem, bo bolszewicy byli obywatelami tego samego państwa,

- "Zbrodnie UPA nie miały znamion ludobójstwa. Do tego poglądu skłania się dziś większość polskich historyków". Po raz kolejny nie wiadomo na jakiej podstawie autor wygłasza to twierdzenie. A może jest to jego zdanie, które chciałby rozpowszechnić? W tym samym akapicie jest jeszcze dziwnie kontrastujące twierdzenie: „Nie ulega bowiem wątpliwości, że w latach 1943-45 mieszkańcy Wołynia i Galicji Wschodniej ginęli tylko za to, że byli Polakami". Nie możemy zrozumieć, jak w tak poważnej sprawie można na wypisywanie takich rzeczy sobie pozwolić. Dla autora Polacy najwidoczniej nie mogą być ofiarami ludobójstwa!

Artykuł jest zbiorem różnych, często sprzecznych twierdzeń i czytelnikowi czasem trudno zrozumieć, co autor miał na myśli. Zaraz po powyższym twierdzeniu, że zamordowani Polacy nie mogą być ofiarami ludobójstwa, pisze: Problem polega jednak na tym, że znamiona ludobójstwa mogą też spełniać niektóre akcje polskiego podziemia (!). Następny akapit jest już w zupełnie innym tonie: „Nie można postawić znaku równości pomiędzy planową eksterminacją Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej a lokalnymi akcjami odwetowymi. Po stronie ukraińskiej mieliśmy bowiem do czynienia z odgórnie kierowaną czystką etniczną natomiast z polskiej strony z inicjatywami lokalnych komendantów łamiących instrukcje napływające z góry. Potem jednak, przecząc poprzednim swym twierdzeniom pisze: Po stronie ukraińskiej ludobójczy charakter miała zatem cała akcja antypolska, po polskiej — poszczególne akcje (!).

Następny akapit jest znów mieszaniną różnych twierdzeń, lecz zdania zajmowanego przez autora nie można z niej wyłuskać. Na zakończenie tego rozdziału p. Motyka zarzuca środowiskom kresowym nieskrywaną chęć zmuszenia historyków, aby ukazywali przeszłość z „jedynie słusznej" perspektywy, w ramach której każda wątpliwość czy zwykły odruch współczucia dla cierpień Ukraińców, są traktowane jako akt sprzeniewierzenie się interesowi narodowemu. Ciekawi jesteśmy, czy gdyby przodkowie dr Motyki zginęli zamordowani okrutnie w tamtych czasach, zachowywałby się inaczej, niż ci krytykowani Kresowiacy. Nie interesuje bowiem autora fakt, że Ukraińcy jak dotąd ani nie wyrażają współczucia dla Polaków z powodu wielotysięcznych ofiar, ani też zbrodni jak dotąd nie potępiają.

Historycy muszą chodzić parami

W tym rozdziale znalazły swoje miejsce jakieś osobiste pretensje dr Motyki w stosunku do jego poprzedniego pracodawcy, w co oczywiście nie będziemy wnikać. Natomiast zabierzemy głos w sprawach, którymi nasz Związek zajmuje się od chwili jego powstania, to jest od 20 lat. Mamy na myśli poruszaną przez autora działalność Instytutu Pamięci Narodowej, dotyczącą trzeciej zbrodni.

- "W maju 2001 roku odbyła się w Lublinie konferencja na temat antypolskiej akcji OUN i UPA". Związek nasz z zadowoleniem i zaciekawieniem oczekiwał na to wydarzenie, gdyż miała to być pierwsza konferencja poświęcona przez władze przemilczanemu tematowi, zorganizowana przez instytucję państwową. Liczyliśmy też, że znajdą tam jakiś oddźwięk organizowane od pięciu lat przez nasz Związek seminaria historyków obu krajów. Niestety, Biuro Edukacji Publicznej jakby udawało, że w ogóle nie wie o tych międzynarodowych pracach. O takim potraktowaniu pracy swoich kolegów historyków zdecydował dyrektor Biura Edukacji p. Paweł Machcewicz, przy niewątpliwym wsparciu dr. Motyki (stałego zresztą uczestnika seminariów). Było już wówczas wydrukowanych osiem grubych tomów z materiałami ośmiu seminariów. Dr Machcewicz niestety odrzucił tą wielką pracę. Natomiast autor na początku niniejszego rozdziału twierdzi, że w pracach biura obowiązywała zasada, że nie zostanie pominięty żaden, nawet najbardziej bolesny czy wstydliwy temat. Na tą konferencję nawet nie zaproszono referentów tych tematów, które dublowały się w jej programie.

- "W kwietniu 2002 roku w Krasiczynie zorganizowano sesję na temat operacji Wisła". Gdy otrzymaliśmy program tej sesji zwróciliśmy się do prezesa Leona Kieresa i do dyrektora Oddziału IPN w Rzeszowie organizatora sesji, z postulatem, aby w programie znalazły miejsce wyniki uzyskane na VIII i IX seminariach, gdzie dwudziestoosobowe grupy historyków z obu krajów, przedyskutowały cztery referaty przygotowane przez obie strony. W wyniku zażartych dyskusji opracowano i uchwalono wówczas wspólnie protokół przedstawiający zupełnie inne spojrzenie na tą akcję, niż to od lat dotąd głoszono. Na koniec naszych wystąpień prosiliśmy, aby referenci z obu naszych seminariów dostali zaproszenia na sesję. Niestety nasze postulaty zostały całkowicie odrzucone.

- "Jesienią 2002 roku Instytut zwrócił się do Państwowego Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy z prośbą o udostępnienie materiałów, które mogłyby odsłonić nieznane dotąd kulisy akcji antypolskiej". Nie negujemy wartości tej inicjatywy Instytutu, pozwalającej pogłębić wiedzę naszych historyków. Jednak ta inicjatywa nie wpływa zupełnie na wiedzę historyków ukraińskich. Nasza zasada wprowadzająca obowiązek spisywania protokołu zgodności i rozbieżności, wymusza na partnerach ukraińskich zajmowanie stanowiska odnośnie zebranych dokumentów. Natomiast wydane wspólnie tomy zawierające dokumenty archiwum, mogą być traktowane jako informacja o patriotycznej działalności UPA, bądź też jako dowód zbrodni tej formacji. Wszystko zależy od tego, które dokumenty wybierze badacz. Biuro Edukacji Publicznej ani myślało pójść naszym śladem.

- "Zmiany w kierownictwie BEP IPN spowodowały jednak zwrot w podejściu do problematyki stosunków polsko-ukraińskich” - pisze doktor Motyka. My też tak uważamy, tylko według naszego Związku zmiany są bardzo pomyślne. Od zmiany kierownictwa współpraca nasza z BEP uległa zdecydowanej poprawie. Instytut bierze udział jako współorganizator w naszych seminariach, wydaje na własny koszt tomy ich dotyczące, wspomaga nasze plany wydawnicze, nawet rozsyła bezpłatnie przy swoich materiałach nasze filmy, w ilościach zupełnie dla Światowego Związku Żołnierzy AK niedostępnych.

- "Pierwszym tego sygnałem (tych zmian w kierownictwie) był wydany przez dyrektora Żaryna wiosną 2006 roku, zakaz wypowiadania się na temat wymordowania przez oddziały poakowskie ukraińskiej wioski Pawłokoma". Prawdopodobnie chodziło wówczas w BEP o głoszone różne wersje w tej sprawie: Związku Ukraińców w Polsce propagowana od kilku lat wersja oraz treść książki dr Zdzisława Koniecznego, która ukazała się przed uroczystością jako wynik wieloletnich badań doktora.

- "Kolejnym, dużo bardziej niepokojącym wydarzeniem była próba limitowania wypowiedzi na temat akcji Wisła". Od kilku lat funkcjonowały dwa spojrzenia na ta sprawę. Jedno głoszone od dawna przez Związek Ukraińców w Polsce i drugie uzgodnione przez historyków polskich i ukraińskich na IX seminarium. Różnią się one co do roli spełnianej przed wywiezieniem, przez ludności ukraińską. ZUwP głosił i głosi jej niewinność oraz doznaną krzywdę, zaś grupy historyków z obu krajów, stwierdziły - aktywne wsparcie przez tą ludność oddziałów UPA, bez którego nie mogłaby ona tam egzystować. Tą tezę potwierdza dobitnie fakt, że zaraz po zrealizowaniu przesiedleń, UPA zakończyła swoją działalność. Autor, uczestnik IX seminarium, zna doskonale tą drugą wersję, ale o niej nigdy nie wspomniał, wbrew swym postulatom o pluralizmie.

- "Decyzja Żaryna oznaczała w praktyce to, że w konferencji nie mogli wystąpić "pod flagą IPN-u" historycy uważający akcję „Wisła" za zbrodnię komunistyczną. Nie dziwimy się, że rozstanie Motyki z BEP-em musiało nastąpić przy takiej różnicy w podejściu do najważniejszych spraw. Natomiast przykre wrażenie wywołuje publiczne wyciąganie sporów ze swoim poprzednim pracodawcą.

- "Nie ma też mowy o pluralizmie (o który domaga się Motyka) w Dodatkach Edukacyjnych IPN do Naszego Dziennika. Przy tej okazji wyrażamy wielkie uznanie dla tych Dodatków, za ich świetną treść i układ.

Na koniec tego rozdziału chcielibyśmy wyrazić pod adresem doktora Motyki zdecydowaną krytykę za treść i układ Teki Edukacyjnej pt „Stosunki polsko-ukraińskie w latach 1939-1947”, której był on autorem. Zgłosiliśmy z tego powodu pisemny protest prezesowi Kieresowi, ale bez rezultatu. Wystarczy tylko podać, że zaistniało zaburzenie proporcji miejsca poświęconego akcji „Wisła" i ludobójstwa OUN- UPA dokonanego na Polakach.

Endecka wizja dziejów

Wolelibyśmy, aby p. Motyka nie zajmował się polityką, zastanawiając się nad poglądami poszczególnych kierunków politycznych. Uważamy, że trzecia zbrodnia przeciwko narodowi polskiemu jest sprawą ogólnopolską i tak powinna być rozpatrywana.

- W ostatnim numerze Glaukopisu ukazał się artykuł badaczki ruchu narodowego Lucyny Kulińskiej, pod wdzięcznym tytułem {Chto rizaw Lachiw?}". Autor nazywa dr Kulińską badaczką ruchu narodowego, mimo że artykuł nie zajmuje się tym ruchem, a dr Kulińska ma znaczny, wartościowy dorobek badawczy, związany z trzecią zbrodnią. Ostatnio napisała książkę niezmiernie ważną, bo wypełniającą lukę w polskiej historiografii. Mianowicie na 700 stronach opisuje działania terrorystyczne KPZU, UWO i OUN w latach międzywojennych. Te terrorystyczne działania uniemożliwiały realizowanie zamiarów rządu polskiego, rozszerzenia samorządu ukraińskiego i realizowania sprzyjającej Polakom i Ukraińcom polityki. Gdy nowa książka dr Lucyny Kulińskiej zostanie wydana, pokaże prawdziwych sprawców niepowodzeń polskiej polityki w międzywojniu. Omawiając te sprawy w swej przyszłej publikacji dr Kulińska nie „owija w przysłowiową bawełnę”. Mówi oraz pisze ostro, bez osłonek, ale rzetelnie. Budzi podziw swoją twórczością i zaangażowaniem. To wszystko nie podoba się chyba doktorowi Motyce.

- "Warto przypomnieć, że środowiska endeckie w II RP opowiadały się za planem wymuszonej polonizacji mniejszości narodowych". Zachęcamy p. Motykę do przeczytanie tej nowej książki L. Kulińskiej, gdy tylko zostanie wydana. Przecież planowane rozszerzenie samorządu ukraińskiego, za każdym razem, gdy do tej sprawy rząd polski wracał, było torpedowane przez Stronnictwo Narodowe - ale dlaczego? To właśnie wyjaśnia dr Kulińska. Chodzi o nie przebierającą w sposobach antypolską agitację OUN, stałe wrogie nastawienie, ale przede wszystkim antypolskie działania terrorystyczne. To one dostarczały wszystkim sceptykom w sprawie planowanych reform, argumentów przeciw. Jeżeli nawet wojewoda Józewski był ostro krytykowany w tej agitacji przeciwpolskiej, to jak państwo polskie mogło zdecydować się na dalsze rozszerzanie praw Ukraińcom ?

Wplątywanie przez p. Motykę w artykule spraw innych mniejszości narodowych nie ma żadnego sensu. Kwestia ukraińska w II RP z powodów działalności terrorystycznej była zupełnie odrębną.

- "Ile w postulatach środowisk kresowych przedstawianych ~w Glaukopisie jest chęci upamiętnienia tragedii Wołynia, a ile konsekwentnego propagowania programu obozu narodowego? "- stawia pytanie dr Motyka. Niestety nie wiemy, o jaki program obozu narodowego chodzi. Powtarzamy: to jest sprawa ogólnopolska, a nie partyjna. Dodajmy też, że nie chodzi o upamiętnienie tragedii wyłącznie Wołynia, lecz o potępienie całej zbrodni UPA, nie tylko tej wołyńskiej. Dokonać tego powinni zarówno Ukraińcy mieszkający w Polsce, którzy doskonale o niej wiedzą, ale wręcz przeciwnie wykazują chęć nobilitowania sprawców jak i przez państwo ukraińskie. Głównym celem Panie Doktorze nie jest upamiętnienie, a potępienie zbrodni. Czy Pana potępienie zbrodni nie obchodzi?

- "Złudzeniem jest...myślenie, że uda się ujednolicić pamięć o tej tragedii wedle przedwojennych, endeckich schematów myślenia o mniejszościach narodowych". To końcowe zdanie artykułu doktora Motyki, jeszcze raz obrazuje różnice zdań naszego Związku i autora. Nie rozumiemy, o jakie ujednolicenie pamięci autorowi chodzi. My zabiegamy o potępienie zbrodni i jej sprawców. Brak potępienia jest dla nas wyrazem akceptacji, a to będzie stanowić mur i trwałą przeszkodę na drodze dalszego zbliżenia obu krajów. Co to ma za związek z przedwojenną endecją i widzeniem mniejszości narodowych, zupełnie nie wiemy.

Andrzej Żupański


 Kolejne ukraińskie drony atakują kraj NATO

Neobanderowska Ukraina dokonuje kolejnego ataku dronowego na europejski kraj Sojuszu Północnoatlantyckiego. Tym razem była to Rumunia a wiele wskazuje na to, że atak dronami na rumuńskie osiedla mieszkaniowe, tuż po tym jak niewybrany dyktator Zełenski nazwał jedną z jednostek ukraińskich sił zbrojnych imieniem ludobójców i nazistowskich kolaborantów, także mógł być dziełem reżimu z Kijowa. Opisałem go w tekście pt. „Spadnij dronie na Rumunię i przykryj kompromitację UPA-iny”.

Od kilku tygodni na kraje tzw. wschodniej flanki NATO notorycznie spadają ukraińskie drony. Nie powinno to nikogo dziwić bo w Białym Domu mają oni swoich gorliwych sojuszników, którzy rozpoczęli zbrojenie neobanderowców po tym jak administracja Obamy tego wyraźnie odmawiała. Mając protekcję radykalnie antyrosyjskiej administracji Trumpa, Kijów może sobie dzisiaj pozwolić na dużo więcej niż za rządów Obamy czy Bidena.

Znakomitym przykładem tego jest oskarżany o terroryzm Kyryło Budanow, agent CIA, były szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, który z inspiracji Waszyngtonu zasiał terror na kilku kontynentach. Mordując ludzi nawet bez wyraźnego pozwolenia swoich panów z Langley. Bardzo dobrze opisał to „New York Times” w 2024 roku.

To zresztą najprawdopodobniej wizyta Budanowa w Polsce była powodem ukraińskiego ataku na rumuński port w Konstancy (nazwanego przez media głównego nurtu działaniem Rosji za pomocą walki radioelektronicznej), przypomnijmy, wobec wojny na Ukrainie ważny punkt na Nowym Jedwabnym Szlaku, który tworzą Chińczycy, który wspierają Rosjanie a który chcą zniszczyć Anglosasi, zwłaszcza Amerykanie.

Sprawa jednak nie jest taka zerojedynkowa a relacje medialne sugerować mogą, że atak na Rumunię mógł być dogadany z Bukaresztem. Wszak nikomu ani niczemu nic się nie stało a eksplozja była w pełni kontrolowana przez stronę rumuńską. Ale jest to tylko hipoteza nie poparta twardymi dowodami. Fakt jest jednak taki, iż drony tego typu, który wybuchł pod Konstancą, są specjalne przeznaczone do niszczenia doków portowych oraz terminali naftowych. W Konstancy są doki portowe oraz terminal naftowy.

Jednakowoż należy brać także pod uwagę rozwiązania dużo prostsze. Wszak nie wiemy jaki jest poziom zdolności myślowych reżimu kijowskiego i czy to aby na pewno oni wymyślają kolejne bombardowania krajów środka Europy. Więc może po prostu zaatakowano rumuński port tylko po to, aby po wykryciu drona, które musiało nastąpić, zwalić winę na Rosję, która zagraża zachodowi poprzez przekierowywanie statków latających czy też podwodnych na kraje sojuszu?

Można oczywiście i w tym przypadku założyć, że Rumunia mogła w tym z neobanderowcami współpracować jednak ranni w ataku na rumuńskie zabudowania obywatele tego kraju, w ataku sprzed kilku dni, temu przeczą. Oczywiście w okresie zimnej wojny reżimy zachodnie poświęcały swoich obywateli dla „dobra wyższego”. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby Rumunia poświęciła blok i jego mieszkańców dla skompromitowania Rosji w trakcie kiedy tej kompromitacji potrzebowała Ukraina w związku z nagłośnieniem przez naród polski neonazistowskiego charakteru ukraińskiego państwa.

Wiele więc wskazuje na to, że Ukraina podjęła się działań bez wiedzy krajów wschodniej flanki a celem było albo zastraszenie Polski – będziemy strzelać w NATO-wskie porty i nic nam nie zrobicie bo mamy protekcję Wielkiego Brata, albo po prosty chciała po ataku i jego pacyfikacji przez Rumunię zwalić winę na rosyjskie systemy zakłócające aby uzasadnić w oczach Polaków i rządu warszawskiego konieczność akceptacji jednostki im. Bohaterów UPA jako mniejszego zła wobec rosyjskiego zagrożenia.

Najbardziej sensowny cel ataku ukraińskiego na rumuński port, jeżeli był celowy, wydaje się więc oczywisty: zastraszyć Polskę w trakcie wizyty Budanowa w Warszawie aby ta przyjęła do wiadomości ukraińskie warunki (czyli anglosaskie warunki bo Ukrainą nie rządzą Ukraińcy) i je bez żadnego sprzeciwu zaakceptowała. Reżim z Kijowa ma pełne poparcie Stanów Zjednoczonych, więc może sobie do woli strzelać dronami w kraje NATO, co wyraźnie czyni od kiedy Trump wprowadził się do Białego Domu. Przed 2025 rokiem spadające ukraińskie drony i rakiety na kraje wschodniej flanki NATO były sporadyczne.

Od kiedy w Białym Domu zagościł nienawidzący Europejczyków reżim Trumpa-Vance’a-Netanjahu, skala ataków dronami na kraje Europy Środkowej i ich upadków jest iście zatrważająca. Ostatnimi tygodniami wszystkie kraje bałtyckie otrzymały banderowskie drony na swoim terytorium, w tym drony z ładunkami wybuchowymi. W roku 2025 wielokrotnie, jak Izrael lub Stany Zjednoczone kompromitowały się w oczach całego świata, na Polskę spadał dron albo cała seria dronów, najprawdopodobniej dronów rosyjskich (lub też po prostu ukraińskich) przekierowanych przez ukraińskie systemy walki elektronicznej, zapewne po to aby przykryć owe kompromitacje w mediach, spychając je z czołówek.

W roku 2026 roku już nikt nie bawi się nawet w pozory. Ukraińskie drony po prostu spadają sobie na kraje wschodniej flanki NATO.

Przypomnijmy, że oskarżany o terroryzm Budanow został przeszkolony i pozyskany do współpracy przez amerykański wywiad około 2016 roku. Został przeszkolony przez CIA a jego tajna służba – HUR – zaczęła organizować zamachy na tzw. cele rosyjskie na całym świecie. Kiedy jednak wywiad ukraiński zaczął mordować ludzi bez wyraźnego zielonego światła od służb amerykańskich, zgodnie z tezami NYT z lutego 2024 roku, mieli oni otrzymać reprymendę od Amerykanów. Było to w czasach Obamy jako prezydenta i Bidena jako wiceprezydenta.

W czasach Obamy wyraźnie ograniczono pole do działania ukraińskich tajnych służb. Kiedy do władzy doszli Republikanie, w 2017 roku, reżim kijowski kontynuował zabijanie ludzi, łamiąc reguły gry ustalone z CIA. Za co spotykały go ustne reprymendy i nic więcej. Administracja Trumpa akceptowała terror szerzony przez wywiad ukraiński. „W miarę pogłębiania się współpracy po 2016 r. Ukraińcy stali się niecierpliwi wobec tego, co uważali za nadmierną ostrożność Waszyngtonu, i zaczęli organizować zabójstwa i inne operacje z użyciem siły, co stanowiło naruszenie warunków, na które, zdaniem Białego Domu, zgodzili się Ukraińcy. Wściekli urzędnicy w Waszyngtonie grozili odcięciem wsparcia, ale nigdy tego nie zrobili” – napisał 25 lutego 2024 roku „New York Times”.

Kiedy do władzy doszła administracja Trumpa, rozszerzono także programy współpracy wywiadu amerykańskiego z Ukraińcami, zwiększając wyraźnie liczbę tajnych baz CIA na Ukrainie, ostrzem wymierzonych w Rosję. Co zapewne było jednym z powodów, dla których Rosja w 2022 roku dokonała agresji. Stany Zjednoczone nigdy nie pozwoliłyby na chińskie tajne bazy wywiadowcze pod Ciudad Juarez, wymierzone ostrzem w Amerykę.

„Trump obsadził kluczowe stanowiska zwolennikami twardej linii wobec Rosji, m.in. Mike’a Pompeo na stanowisku dyrektora CIA i Johna Boltona na stanowisku doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego. Odwiedzili oni Kijów, aby podkreślić swoje pełne poparcie dla tajnego partnerstwa, które rozszerzyło się o bardziej specjalistyczne programy szkoleniowe i budowę dodatkowych tajnych baz” – pisał „New York Times” nieco ponad dwa lata temu. W okresie rządów Trumpa liczba oficerów ukraińskiego wywiadu wzrosła 10-krotnie w porównaniu z okresem Obamy-Bidena. Z 80 do 800. Wszystkie prorosyjskie tezy głoszone przez Trumpa były kłamstwami, które miały przykryć zaostrzenie przez reżim amerykański tajnej wojny w Rosją rękoma ukraińskiego mięsa armatniego.

Reżim Obamy i Bidena, który stworzył Budanowa, był więc dla niego bardziej restrykcyjny. Kiedy doszło do zmiany władzy, Republikanie wyraźnie zapalili zielone światło dla większego podpalania świata. Przypomnijmy, że w 2019 roku neobanderowcy byli obecni m.in. podczas kolorowej rewolucji w Hongkongu, podczas której zabijano chińskich policjantów, którzy przypomnijmy, nie noszą przy sobie broni palnej. W trakcie całej kolorowej rewolucji, trwającej wiele miesięcy, podczas której zabijano chińskich policjantów, ci wystrzelili tylko 19 sztuk ostrej amunicji. Policjanci w Stanach Zjednoczonych wystrzeliwują tyle sztuk amunicji w jedną osobę, która idzie w ich kierunku z ostrym narzędziem, np. nożem, w kilka sekund.

Tak, współczesne Chiny być może jeżeli chodzi o wolności i swobody politycznie są krajem autorytarnym jednak swobody obywatelskie i bezpieczeństwo obywateli w kontakcie z władzą jest tam zapewne dużo większe, niż w takich krajach jak Stany Zjednoczone.

Budanow przybył 5 czerwca 2026 roku do Warszawy m.in. aby przedyskutować kwestię nadania imienia banderowskiej jednostce wojskowej „Bohaterów UPA” – ludobójców polskiego narodu, przejętych po 1945 roku od Niemców przez reżimy anglosaskie – Wielką Brytanię oraz Stany Zjednoczone. Przypomnijmy, że w trakcie trwania ludobójstwa na Polakach w drugiej połowie lat 1940. dochodziło do kontaktów upowców z ambasadą Stanów Zjednoczonych w Warszawie.

„OUN-B brała wsparcie materialne skąd się dało, zachowując jednocześnie intensywną nieufność wobec Amerykanów. Od stycznia dochodziło do kontaktów OUN-B z ambasadą USA w Warszawie. Szef wywiadu OUN-B spotkał się z szefem amerykańskiej stacji w celu wysłania materiałów propagandowych za granicę” – pisał w swojej pracy o brytyjskim wywiadzie MI6 historyk Stephen Dorill.

Aczkolwiek trzeba przyznać, że to Brytyjczycy a nie Amerykanie byli bardziej skorzy do współpracy z banderowcami.

Wkrótce wdrożono operację „Rollback” oraz operację „Integral” – amerykańskie i brytyjskie operacje tzw. wycofywania komunizmu z Europy Wschodniej, inspirowane przez dyplomatę George’a Kennana, który później nazwał je katastrofalnymi. Narzędziami wywiadu wykorzystywanymi w tych operacjach byli ukraińscy nacjonaliści. W istocie była to klasyczna dywersja na terenie ZSRR oraz przygotowywanie sabotażu i terroru na wypadek wybuchu III wojny światowej. Po śmierci Stalina działania te ostatecznie porzucono. Bandera został najprawdopodobniej wystawiony przez Anglosasów KGB a banderowcy na terenie zachodniej Ukrainy zostali wyłapani przez MGB (sowiecki kontrwywiad) oraz skazani na kolonie karne i obozy. Wielu z nich przewerbowano aby posłużyć się nimi do ujawnienia tych, którzy wciąż się ukrywali. Operacje demaskowania banderowców zrzucanych na zachodnią Ukrainę przez Anglosasów były możliwe dzięki informacjom od Piątki z Cambridge, siatki szpiegów sowieckich służb w brytyjskim MI6.

Tradycja anglosaskiego wsparcia dla banderowców sięga więc nie 2014 czy 2016 roku lecz roku 1945. Już w zasadzie w 1944 roku upowcy szykowali się do oddania na usługi tzw. zachodnich aliantów, wobec nieuchronnego upadku Niemiec. A jeżeli zagłębimy się w historię to pierwsze kroki ku temu podejmowano już nawet w 1943 roku, pod sam jego koniec. A pamiętać przecież trzeba o kontaktach i współpracy w penetracji ZSRR pomiędzy ukraińskimi nacjonalistami od Stepana Bandery a wywiadem brytyjskim jeszcze przed drugą wojną światową w latach 1930., które kultywowano intensywnie aż do początku operacji Barbarossa, po czym je zmniejszono by w połowie lat 1940. do nich wrócić.

Budanow jest emanacją anglosasko-neobanderowskiej kooperacji. Nic więc dziwnego, że w czasie kiedy ten przyjeżdża do Polski aby wymusić na dwóch obozach władzy: pisowsko-prezydenckim oraz liberalno-rządowym, uznanie i akceptację przez Polskę nadania nazwy dla jednostki ukraińskiej Bohaterów UPA, dochodzi do ataku na Rumunię ukraińskimi dronami, sygnalizując Warszawie albo że Rosja jest dużym zagrożeniem i należy przymknąć oko na banderyzm na dzikich polach albo że żaden ukraiński dron spadający na jakikolwiek kraj nie zmieni nic w wojnie na Wschodzie. A więc, że Ukraińcy są nietykalni i mogą zniszczyć dowolny cel w kraju NATO czy też mogą sobie nazywać jednostki wojskowe nawet imieniem Adolfa Hitlera. A i tak żandarm zza oceanu ich utrzymujący na wszystko przymknie oko.

Sponsorzy Kijowa z Waszyngtonu właśnie zadeklarowali kolejne miliardy wsparcia dla Ukrainy. Cóż za wspaniałomyślna nagroda za ukraińskie drony od miesięcy spadające na kraje wschodniej flanki NATO. Należy oczywiście zaznaczyć, że najpierw przegłosowano w Izbie Reprezentantów 1 mld pomocy i 8 mld kredytu dla Ukrainy a dopiero później doszło do piątkowego ataku na Rumunię. Zobaczymy czy w Senacie wsparcie zostanie utrzymane.

Bez względu na wsparcie finansowe, Ukraina wciąż otrzymuje kluczowe wsparcie wywiadowcze oraz technologiczne ze Stanów Zjednoczonych.

Autorstwo: Terminator 2019
Zdjęcie: Ministry of Defence of Ukraine (CC BY 4.0)
Źródło: WolneMedia.net

 

Źródłografia

               ELITY - DRUGI GARNITUR                                            Andrzej Piątak     Andrzej Piątak (ur. 2 września 1969 w S...