niedziela, 15 marca 2026

                           TUZY ELITY

                                        Jan Tomasz Gross

 

 

 Jan Tomasz Gross (ur. 1 sierpnia 1947 w Warszawie) - zamieszkały w USA żydowski socjolog,polskiego pochodzenia zajmujący się naukami politycznymi i społecznymi, a w tym kontekście szczególnie problematyką wojenną. Obecnie jest profesorem wydziału historii Uniwersytetu Princeton. W 1996 Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski odznaczył Grossa Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Przyjaciel Adama Michnika- Szechtera. Jego główna teza to:

Fałszywe uogólnienia są potrzebne nowemu ujęciu "trójkąta" Niemcy-Polacy-Żydzi. Polacy już mają nie być ofiarami lub obserwatorami – trzeba ich przerobić na prześladowców.

Urodził się w rodzinie intelektualistów i dorastał w lewicowym środowisku. Matka Grossa, Hanna Szumańska (córka znanego przedwojennego adwokata, Wacława Szumańskiego, który był obrońcą m.in. w "procesie brzeskim"), była łączniczką Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej i pomagała ukrywać przed Niemcami jego ojca, Zygmunta (Polaka żydowskiego pochodzenia, członka Polskiej Partii Socjalistycznej). Po wojnie pobrali się.

Studiował fizykę na Uniwersytecie Warszawskim, po zaangażowaniu się w protesty studenckie w marcu 1968 aresztowany na pięć miesięcy,później wyemigrował z Polski.

W zbiorze esejów „Upiorna dekada”stwierdził: „Żadna policja nie jest w stanie egzekwować nagminnie łamanych przepisów. Gdyby jeden Polak na pięciu czy na dziesięciu – nie zaś jeden na stu czy dwustu – pomagał jakiemuś Żydowi, gestapo byłoby bezradne”. Innymi słowy: gdyby Polacy bardziej się postarali, choćby tak jak jego matka, nie zginąłby żaden Żyd. Nie podał natomiast ani jednego przypadku aby jakikolwiek Żyd pomógł lub uratował Polaka przed Gestapo.

W 1969 wyemigrował z rodzicami do Stanów Zjednoczonych którzy mieli problemy z wjazdem z powodu partyjnej przynależności ojca do PPR [sowieckiej agentury w Polsce] Wstawiły się za nimi wówczas środowiska polonijne ze Stefanem Korbońskim na czele. Młody, wybitnie zdolny intelektualista „z kraju”, który szybko zrobił doktorat z socjologii na Yale, został bardzo ciepło i z dużymi nadziejami przyjęty przez elity amerykańskich Polaków. – Na początku pisał bardzo patriotyczne, antysowieckie książki. Polacy go bardzo za to szanowali.

Między innymi „Polish Society under German Occupation” (1979), kultowe również w drugim obiegu w kraju „W czterdziestym nas matko na Sybir zesłali...” (1983) czy wreszcie „Revolution from Abroad” (1988), błyskotliwe studium na temat sowietyzacji Kresów w latach 1939 – 1941.

Ale wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Żadne amerykańskie czasopismo, na czele z branżowymi periodykami, nie napisało na jej temat nawet jednego słowa. Nie ukazała się żadna recenzja. Grossowi musiało to dać sporo do myślenia.

Gross zorientował się, że pisząc książki o zbrodniach sowieckich na Polakach, nigdy w Stanach Zjednoczonych nie wypłynie na szersze wody. Nie chciał być skazany na polonijną niszę. Poczuł, skąd wieje wiatr. Zrozumiał, że nic tak nie popłaca, jak pisanie z żydowskiej perspektywy antypolskich książek. Ten zwrot mu się opłacił. Dostał profesurę w Princeton i zarobił dużo pieniędzy.

Wielu krytyków Grossa pytanych o jego nagły zwrot wskazuje jednak na amerykańskie środowisko akademickie, w którym obraca się od kilku dziesięcioleci. – Gross, chcąc nie chcąc, przesiąkł amerykańską atmosferą i zaabsorbował amerykańskie prądy intelektualne. Amerykańscy historycy coraz częściej czynią z Holokaustu centralne wydarzenie II wojny światowej, dla którego właściwe działania wojenne, nie mówiąc już o cierpieniach innych narodów, były tylko tłem.

W takiej wersji historii zagłada Żydów staje się jedyną zbrodnią, do jakiej doszło podczas wojny. Wszelkie inne ofiary schodzą na plan dalszy, relacje ocalałych są niepodważalne, a coraz więcej winy przerzucanych jest na „nazistowskich kolaborantów”. Tak mniej więcej wygląda lista zarzutów, jakie najczęściej wysuwane są przeciwko książkom Grossa.

Gross choć mieszkał w Stanach Zjednoczonych, żywo interesował się krajem. Angażował się w pomoc ofiarom wydarzeń 1976 roku, a później stanu wojennego. Starał się publikować w drugim obiegu. Podjął współpracę z KOR, odbudowując – zerwaną na pamiętnych urodzinach w 1967 roku – przyjaźń z Adamem Michnikiem i innymi starymi znajomymi. Po 1989 swoją wiedzę na temat wydarzeń z kraju czerpał tylko z czytanej codziennie „Gazety Wyborczej” oraz rozmów z tak samo myślącymi przyjaciółmi.

W ten sposób Gross otrzymywał zdeformowany, przejaskrawiony obraz polskiej rzeczywistości. Kraju, w którym siły postępu, reprezentowane przez jego znajomych, zmagają się z tradycyjnymi polskimi demonami antysemityzmu i endecji. Uwierzył, że każdy, kto w Polsce krytykuje Michnika, robi to, bo jest on Żydem. A ponieważ czuł się winny, że opuścił go w 1968, postanowił włączyć się do walki z „ciemnymi instynktami drzemiącymi w polskim narodzie”, pisząc „Sąsiadów” i „Strach”. Tak więc realny problem nierozliczenia się Polaków z trudną przeszłością powiązał z dzisiejszą walką polityczną.

Gross podjął próbę powrotu do Polski. Zaraz po upadku komunizmu wraz z żoną i dziecmi zamieszkał w Warszawie ale po roku wrócił do Stanów Zjednoczonych a po kilku latach wydał „Upiorną dekadę”, pierwszą z serii kontrowersyjnych książek o polskim antysemityzmie.


Publikacje

  • 1979: Polish society under German occupation : the Generalgouvernement, 1939-1944, Princeton University Press.
  • 1988: Revolution from Abroad. The Soviet Conquest of Poland’s Western Ukraine and Western Belorussia. - wznowione w 2003 przez Princeton University Press: ISBN 0-69109603- 1
  • 1998: Upiorna dekada : trzy eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców i komunistów : 1939-1948, Kraków : Universitas.
  • 1999: Studium zniewolenia : wybory październikowe 22 X 1939, Kraków : Universitas.
  • 2001: Neighbors: The Destruction of the Jewish Community in Jedwabne, Poland, Princeton University Press, 2001, ISBN 0-14-200240-2. Wydanie Polskie w 2000 jako "Sąsiedzi: Historia zagłady żydowskiego miasteczka", Sejny, Fundacja Pogranicze, ISBN 8386872136
  • 2003: Wokół "Sąsiadów" : polemiki i wyjaśnienia, Sejny : Pogranicze.
  • 2006: Fear: Anti-Semitism in Poland After Auschwitz, Random House, ISBN 0-375-50924 0. Wydanie Polskie w 2008 jako Strach: Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści, Znak, ISBN 978-83-240-0876-6

Reakcje na książkę Strach

Joanna Tokarska-Bakir podkreśliła, że Gross opiera się na faktach znanych historykom od dawna, a jego "wina" polega "na tym, że pisze książki, bojkotując standard szczerości przyjęty w polskiej literaturze historycznej. Naśladuje filozofa Jeana Améry'ego: «Nie chcecie wiedzieć, do czego znowu może doprowadzić mnie i was samych wasza obojętność? Zatem powiem wam»" Marek Beylin napisał, że jego zdaniem książka spełnia ważną rolę zmuszając do zastanowienia nad zjawiskiem polskiego antysemityzmu i jej "wady" mają tu drugorzędne znaczenie.

August Grabski z Żydowskiego Instytutu Historycznego poddał książkę ostrej krytyce stwierdzając na temat jej amerykańskiej edycji: "bulwersującym fragmentem w opisie przez Jana Tomasza Grossa wypadków kieleckich jest podsumowanie rozmowy morderców żydowskiej matki i dziecka o ich zbrodniczym zamiarze słowami: "To była najzwyklejsza rozmowa między obcymi sobie ludźmi w Polsce Anno Domini 1946". Nie trzeba specjalnej wyobraźni, aby dostrzec absurdalność tej tezy, konfrontując liczbę ponad 20 mln Polaków z kilkuset zabitymi Żydami. Znowu Gross dokonuje manipulacji proporcjami przedstawianego zjawiska. Deformacja ta wydaje się karykaturą czy wręcz bardzo niemądrym i ponurym żartem. Zabijanie Żydów w powojennej Polsce było udziałem wąskiego marginesu kryminalnego i antykomunistycznego podziemia, nie zaś – jak można byłoby wnioskować po lekturze "Strachu" – narodowym sportem Polaków" Historycy IPN Piotr Gontarczyk oraz Janusz Kurtyka zarzucili autorowi wybiórczy i tendencyjny dobór źródeł oraz ich jednostronną interpretację. Według Gontarczyka książka zawiera błędy metodologiczne i jego zdaniem w środowisku naukowym nie ma szans nawet na warunkową akceptację, na równi z pisarstwem Leszka Bubla.

Historyk Marek Jan Chodakiewicz nazwał książkę Grossa "propagandą" oraz stwierdził, że autor "ma z góry gotową tezę". Innym jego zarzutem było np. potraktowanie przez Grossa jako przejawów "polskiego antysemityzmu" zarówno rasistowskich mordów na cywilach, jak i zabicia z przyczyn politycznych oficera UB. Zdaniem Chodakiewicza Gross pomija także rolę, jaką w powojennej Polsce pełnili żydowscy członkowie służby bezpieczeństwa (w opisywanym okresie zginąć mogło 500 – 1 500 Żydów, jednocześnie z rąk Żydów wskutek denuncjacji lub z rąk żydowskich członków UB zginęło 3 500 – 6 500 Polaków)

Maciej Kozłowski wskazał na jego zdaniem jednostronność ocen i brak obiektywizmu. Gross komentuje w książce wspomnianą kwestię udziału Żydów w komunistycznych służbach bezpieczeństwa, ale podkreśla, że były to odosobnione przypadki i nie powinny być wykorzystywane do uogólnień. Równocześnie jednak przypisuje poglądy antysemickie większości Polaków na podstawie przypadków równie jednostkowych.

Na temat książki wypowiedzieli się także m.in: historyk Paweł Machcewicz w artykule Odcienie czerni, profesor Stanisław Żak i dr Bożena Szaynok.

Marek Edelman stwierdził, że "wszystko, o czym pisze Gross, to przecież prawda" oraz że był świadkiem wydarzeń przez niego opisanych. Zdaniem Edelmana Gross "popełnił błąd, dając w podtytule książki: «Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie». Tam powinno być: «Bandytyzm w Polsce...». Bo tu nie chodzi o antysemityzm. Mordowanie Żydów to był czysty bandytyzm i ja bym tego antysemityzmem nie tłumaczył.

Stanisław Michalkiewicz wyraził opinię, że książka jest medialnym przygotowaniem do wzmożenia roszczeń majątkowych za II wojnę światową pod adresem polskiego rządu ze strony niektórych organizacji żydowskich.

Maciej Pawlicki stwierdził, że podczas promocji książki w styczniu 2008 Gross odmówił udziału w debatach z prof. Markiem Chodakiewiczem oraz Piotrem Gontarczykiem, historykami specjalizującymi się w badaniach nad okresem 1944-47. Wg niego Gross nie zechciał też wziąć udziału w programie "Warto rozmawiać", którego Pawlicki jest reżyserem i producentem. Piotr Gontarczyk zacytował wypowiedź autora książki, w której miał on stwierdzić, że ci, którzy nie zgadzają się ze Strachem, są antysemitami. Zdaniem Gontarczyka Gross "dyskutantów w mediach dobiera starannie, by nie narazić się na rzeczową krytykę”.

Latem 2006 w odpowiedzi na angielskie wydanie grupa prawicowych senatorów zażądała ścigania Grossa za "znieważenie Narodu Polskiego". Prokurator Jerzy Engelking zapowiedział, że przyjrzy się sprawie i "ewentualnie skieruje akt oskarżenia". Prokuratura Okręgowa w Krakowie wszczęła postępowanie sprawdzające w związku z treścią książki Grossa na podstawie istniejącego od marca 2007 r. zapisu prawa, przewidującego karę do 3 lat więzienia za "publiczne pomawianie Narodu Polskiego o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie." Gross stwierdził, że jeżeli otrzyma wezwanie do prokuratury to będzie to według niego "skandalem dla Polski" ale "oczywiście się stawi". W wywiadzie dla Haaretz Grossc stwierdził, że jeżeli zostanie oskarżony, to w sądzie przedstawi świadków potwierdzających opisane przez niego wersje wydarzeń.

11 lutego, jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska, po postępowaniu sprawdzającym Prokuratura Rejonowa dla Krakowa Krowodrzy wydała postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie książki Jana Tomasza Grossa "Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści", ponieważ w publikacji nie znaleziono wypowiedzi będących pomówieniem, znieważeniem narodu polskiego lub nawoływaniem do nienawiści na tle różnic narodowościowyc a tak naprawdę nie chciała się narazic elitom politycznym które stoją za Grossem.

100 kłamstw J. T. Grossa o żydowskich sąsiadach i Jedwabnem – książka autorstwa Jerzego Roberta Nowaka, opublikowana w 2001 roku w wydawnictwie Von Borowiecky (ISBN 83-8768935- 1) jako polemika z książką Sąsiedzi autorstwa Jana Grossa (ISBN 83-86872-13-6) dotyczącą pogromu w Jedwabnem. Na temat zbrodni w Jedwabnem w imieniu środowiska Radia Maryja wypowiadał się Nowak. W roku 2001 wydał książkę 100 kłamstw J. T. Grossa o żydowskich sąsiadach i Jedwabnem. Autor przedstawił Grossa jako osobę działającą jego zdaniem "na zamówienie" żydowskich organizacji uczestniczących w amerykańskich procesach o odszkodowania przeciwko państwu polskiemu.Według Nowaka zbrodnia w Jedwabnem miała być tylko pretekstem dla rozpętania fali oszczerstw przeciwko Polakom. Jego zdaniem przeproszenie za pogrom oznaczałoby przyznanie się do winy. Spora część książki poświęcona została opisom materiałów źródłowych, które według jej autora podawały w wątpliwość rzetelność publikacji Grossa. Nowak podważył udział Polaków w pogromie, a całą winę przypisał Niemcom.

Wydawnictwem które wydaje w Polsce "pozycje Grossa" jest wydawnictwo Znak z Krakowa. Po 1989 wydawnictwo zmieniło siedzibę na dworek Łowczego przy ul. Kościuszki 37, w którym mieści się obecnie (2010), zaczęło profilować ofertę pod kątem działania na wolnym rynku, zwiększać ilość wydawanych pozycji i kierować się głównie zyskiem co zaowocowało współpracą z Janem Tomaszem Grossem jednym z najbardziej znanych i wpływowych polakożerców, który dzięki pisaniu antypolskich książek w USA zrobił tam karierę i zarobił na tej propagandzie... miliony dolarów.

W 2008 Znak wydał książkę Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści autorstwa Jana Tomasza Grossa. Niedługo potem metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz w liście do Henryka Woźniakowskiego skrytykował wydawnictwo za decyzję o wydaniu książki.

Obecnie Znak wydał kolejną książkę Grossa "Złote żniwa" antypolski paszkwil w którym Gross w wyjątkowo obrzydliwy i kłamliwy sposób oczernia Polskę i Polaków.


 

Kto płacił Pawłowi Grzesiowskiemu?

Petycję ws. odwołania Pawła Grzesiowskiego ze stanowiska Głównego Inspektora Sanitarnego podpisano ponad 40 000 razy.

Dr Paweł Grzesiowski jest publicznie oskarżany o powiązania finansowe z wielkimi koncernami farmaceutycznymi, jak np. Pfizer, czy Astra Zeneca, co budzi uzasadnione obawy o jego bezstronność w podejmowaniu kluczowych decyzji dotyczących polityki zdrowotnej. Powyższe wzbudza także wątpliwości, co do jego faktycznej niezależności na tak ważnym stanowisku. W interesie publicznym leży natomiast, aby na stanowisku Głównego Inspektora Sanitarnego znajdowała się osoba wolna od jakichkolwiek podejrzeń o stronniczość. W szczególności, stanowiska Głównego Inspektora Sanitarnego nie powinna zajmować osoba znana z powiązań z wielkim przemysłem farmaceutycznym, czyli tzw. Big Pharmą.

Wedle publicznie dostępnym informacji, dr Grzesiowski jako wykładowca otrzymywał honoraria za wykłady, warsztaty i spotkania naukowe od firm Baxter, GSK, Novartis, MSD, Aventis Pasteur, Pfizer, Wyeth i Solvay. Informacje na ten temat są dostępne publicznie, np. na stronie OnlineLibrary.Wiley.com.

Dr Paweł Grzesiowski, jako wykładowca, otrzymywał znaczące honoraria od licznych koncernów farmaceutycznych, co może rodzić konflikt interesów. Tego rodzaju powiązania mogą wpływać na jego decyzje i zalecenia dotyczące polityki zdrowotnej, w tym rekomendacje dotyczące szczepień i leków. Taki konflikt interesów może podważyć zaufanie publiczne do działań Głównego Inspektora Sanitarnego i jego decyzji dotyczących zdrowia publicznego.

Dr Grzesiowski zasiadał jako przewodniczący w Radzie Fundacji „Zdrowa Planeta”, założonej przez koncern farmaceutyczny Solvey (obecnie Abbott). Informacje na ten temat są publicznie dostępne, choćby za pośrednictwem danych zawartych w Krajowym Rejestrze Sądowym.Zasiadanie w Radzie Fundacji finansowanej przez koncern farmaceutyczny Abbott (wcześniej Solvey) stanowi dowód na bliskie powiązania dra Grzesiowskiego z przemysłem farmaceutycznym. Takie powiązania mogą wpływać na jego decyzje i politykę w zakresie zdrowia publicznego, prowadząc do sytuacji, w której interesy firm farmaceutycznych mogą być prze niego przedkładane nad dobro publiczne. To stawia pod znakiem zapytania jego zdolność do pełnienia roli Głównego Inspektora Sanitarnego w sposób niezależny i bezstronny.

Niedawno Paweł Grzesiowski zasłynął szokującą wypowiedzią, iż noworodki w szpitalach należy szczepić na gruźlicę błyskawicznie, bez czekania na wyniki badania w kierunku przeciwwskazań. Oznacza to, że ryzyko wystąpienia powikłań poszczepiennych, w tym zgonów, jest dla niego mniej ważne od statystyk wyszczepialności.

Pod petycją o jego odwołanie ze stanowiska GIS zebrano ponad 41 000 podpisów. Petycję znajdziesz TUTAJ.

Źródło: StopNOP.com.pl

sobota, 14 marca 2026

                           TUZY ELITY

                   Hanna Gronkiewicz-Waltz (Haka Grundbaum)

 

 

 Hanna Beata Gron­kie­wicz-Waltz (Haka Grund­baum) (ur. 4 lis­to­pa­da 1952 w War­sza­wie) – ży­dow­ska praw­nicz­ka, eko­no­mis­tka, po­li­tyk, pre­zes Narodowego Ban­ku Pol­skie­go w latach 1992– 2001, prze­wod­ni­czą­ca Ra­dy Po­li­ty­ki Pieniężnej w latach 1998–2001, wiceprezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) w latach 2001–2004, posłanka na Sejm RP V kadencji w latach 2005–2006, od 2 grudnia 2006 prezydent miasta stołecznego Warszawy, wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej.

W 1992 roku zmieniła na stanowisku prezesa NBP, Grzegorza Wójtowicza zamieszanego w aferę Art-B. Tę zmianę koła dobrze poinformowane skomentowały: "zamienił stryjek siekierkę na kijek".

Kim była Hanna Gronkiewicz-Waltz? Chociaż pochodziła z plemienia Judy, głosiła się gorliwą katoliczką, aktywistką Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, gorąco popieraną przez bpa Dembowskiego, współtwórcę Okrągłego Stołu i zażartego przeciwnika lustracji. Twierdziła, że przed każdą decyzją radzi się Ducha Świętego. Jej katolicyzm mocno przygasł, kiedy na pewnym przedwyborczym wiecu zapytana, do jakiej parafii należy, nie umiała na to odpowiedzieć, a Duch Święty niczego jej nie podszepnął.

We własnoręcznie przez Gronkiewicz-Waltz napisanego życiorysu będącego załącznikiem do podania o przyjęcie na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, w rubryce "nazwisko rodowe matki” zostawiła puste miejsce.

Życiorys Hanny Gronkiewicz-Waltz zawiera zastanawiający epizod. W okresie pierwszej "Solidarności" była tak agresywnie i bezpardonowo atakującą rząd Jaruzelskiego działaczką studencką, że po wprowadzeniu stanu wojennego wszyscy byli pewni, że natychmiast zostanie aresztowana. Ona jednak została przez rząd Jaruzelskiego hojnie nagrodzona zsyłką do Paryża i wysokim stypendium w dewizach na ukończenie studiów na Sorbonie. Należałoby skrupulatnie zlustrować jej teczkę, o ile komisja Michnika gdzieś jej nie "zagubiła". Byłaby to niepowetowana strata dla historii.

Powołana po Wójtowiczu na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego zaraz pokazała co potrafi. Tę zmianę koła dobrze poinformowane skomentowały: "zamienił stryjek siekierkę na kijek" Wkrótce po jej nominacji amerykański gangster żydowskiego pochodzenia Srul Bogatin, założył w Lublinie bank z kapitałem zakładowym 1.000 ówczesnych złotych tj. 10 groszy. Zaraz po założeniu bank "zachwiał" się i wystąpił o pożyczkę do Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ta zgodnie z nakazami Talmudu natychmiast podparła chwiejącego się gangstera "pożyczką" 100 mln dolarów, wypełniając plemienny obowiązek, choć Bogatin dawał mniejsze zabezpieczenie niż Bagsik i Gąsiorowski.

Gronkiewicz-Waltz dając gangsterowi "pożyczkę" 100 mln dolarów wiedziała, że Stany Zjednoczone występują właśnie do Polski z żądaniem o ekstradycję Bogatina, celem rozliczenia go za oszustwa popełnione na terenie USA, w każdym razie wniosek taki wpłynął i Polska Bogatina wydała do USA, gdzie zainkasował wyrok 15 lat więzienia za oszustwa. Nasze 100 mln dolarów zniknęły podobnie jak te pożyczone Bagsikowi, bo Gronkiewicz-Waltz "zapomniała" upomnieć się o nie w amerykańskim sądzie, popełniając w ten sposób przestępstwo z art. 231 § 1 kodeksu karnego (niedopełnienie obowiązku służbowego połączone z wielką stratą państwa).

Choć Hanna Gronkiewicz-Waltz deklarowała w jednym z wywiadów, że nie ma sobie nic do zarzucenia w żadnej sprawie, a gdyby złamała prawo, to już dawno usłyszałaby zarzuty, to sprawa ta jak bumerang wraca od czasu do czasu przywoływana na arenie politycznej, ale również dzięki dochodzącemu swoich praw w sądzie Olczakowi (akcjonariusz PKBL). Dotychczasowe, przekazywane przez Olczaka zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez grupę osób powiązanych ze sprawą PKBL, w tym byłą prezes Narodowego Banku Polskiego, okazywały się bezskuteczne.

Było tak między innymi przy złożonym przez Tadeusza Olczaka zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa z listopada 2006 r., w przypadku którego, na podstawie postanowienia z dnia 31 stycznia 2007 r. stwierdzono, że opisane w nim okoliczności nie uzasadniają podejrzenia o popełnieniu przestępstwa, a co za tym idzie - odmówiono wszczęcia śledztwa w sprawie. Ostatnią zainicjowaną przez niego sprawą przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz jest oskarżenie przekazane Sądowi Okręgowemu w Lublinie, który następnie przetransferował je do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Zgodnie z prywatnym aktem oskarżenia była prezes NBP miała w sprawie Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie nie dopełniać obowiązków oraz nadużyć swoich uprawnień, a tym samym działać na niekorzyść akcjonariusza banku.

Po tej aferze, otrzymała prawie natychmiastowy awans na prezesa Europejskiego Banku Współpracy i Rozwoju (EBOR) który był nagrodą starozakonnych za jej samarytański uczynek. Od 2001 do 2004 była wiceprezesem ds. zasobów ludzkich i administracji Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. W 2005 wstąpiła do Platformy Obywatelskiej. Zajmowała się przebudową struktur partii w Warszawie. Zaangażowała się w kampanię prezydencką Donalda Tuska w wyborach w 2005.

28 grudnia 2005 została ogłoszona przez Platformę Obywatelską kandydatką w wyborach samorządowych w 2006 na stanowisko prezydenta Warszawy. W I turze wyborów zajęła 2. miejsce, a w II turze pokonała Kazimierza Marcinkiewicza. W związku z wyborem na urząd prezydenta Warszawy wygasł jej mandat poselski. 2 grudnia 2006 została zaprzysiężona na urząd Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy. W 2010 zdecydowała się ubiegać o reelekcję. W pierwszej turze wyborów uzyskała 53,67% głosów, co zapewniło jej utrzymanie urzędu z pominięciem drugiej tury.

Podczas prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz w Warszawie powstało Muzeum Historii Żydów.

Jest również odpowiedzialna za aferę meczetową w Warszawie!

Chcąc uderzyć w rodowitych warszawiaków i ich tradycyjny nurt narodowo-katolicki, wydała zgodę na budowę kolejnego meczetu w Warszawie który ma stać się punktem do islamizacji Warszawy i całej Polski.

Przy rondzie Zesłańców Syberyjskich w Warszawie ruszyła budowa meczetu. Powstaje on głównie dzięki pieniądzom saudyjskiego sponsora, gdzie panuje najbardziej ortodoksyjna wersja islamu – wahabizm!... z którego pochodzi też - Osama bin Laden i Al Khaida – islamskie ugrupowanie terrorystyczne którego głównym celem stało się zwalczanie wpływów Izraela, USA i szeroko pojętego Zachodu w krajach muzułmańskich oraz szerzenie islamu w krajach niewiernych.

W Warszawie istnieje już jeden meczet który w pełni zaspakaja potrzeby muzułmanów przebywających w Polsce i znajduje się w Wilanowie przy ul. Wiertniczej. Należy do Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej, która prowadzi również Centrum Kultury Islamskiej. Gmina z Wiertniczej jest członkiem istniejącego od 1925 r. Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP. Przewodniczącym związku jest mufti Polski Tomasz Miśkiewicz.

Tymczasem meczet przy rondzie Zesłańców Syberyjskich buduje Liga Muzułmańska czyli radykalna islamska organizacja w Polsce której członkami są imigranci z krajów arabskich zwożeni celowo do Warszawy których zadaniem jest islamizacja Polski!

Liga Muzułmańska, zrzeszająca głównie imigrantów z państw muzułmańskich, związana jest z największej siecią europejskich organizacji islamskich FIOE (Federacja Organizacji Muzułmańskich w Europie). Raport sporządzony przez organizacje współpracującą z amerykańskimi służbami specjalnymi twierdzi, że FIOE tak naprawdę reprezentuje w Europie fundamentalistyczne Bractwo Muzułmańskie.

Od początku swego istnienia Bractwo sprzeciwia się świeckim tendencjom w krajach muzułmańskich, odrzucają wpływy zachodnie oraz żądają powrotu do zasad „Koranu” i szariatu. Motto tej organizacji brzmi: Allah jest naszym celem. Prorok naszym przywódcą.” Koran” naszym prawem. Dżihad naszą ścieżką. Śmierć na ścieżce Boga jest naszą jedyną nadzieją.

Silne powiązania łączą przywództwo, centralne instytucje oraz organizacje członkowskie FIOE z Bractwem, jak również z Arabią Saudyjską. Finansowanie FIOE pochodzi głównie ze źródeł w Zatoce, włączając w to niektóre rodziny panujące Zjednoczonych Emiratów Arabskich. FIOE ma silne powiązania z Hamasem i organizacjami finansującymi Hamas, niektóre organizacje członkowskie FIOE są powiązane z Al-Kaidą. Jedną z głównych i zarazem najbardziej znanych instytucji FIOE jest Europejska Rada ds. Analiz i Wydawania Fatw, założona w 1997 roku, której przewodniczy duchowy lider Bractwa Muzułmańskiego szejk Jusuf Al-Qaradawi. Jej fatwy można przeczytać na polecanej przez Ligę Muzułmańską w RP stronie islamonline.net.

Z fatw zamieszczonych na tej stronie dowiemy się, że zabijanie apostatów to czyn pozytywny, lecz nie należy tego robić, ponieważ szkodzi to… wizerunkowi islamu.

Nezar Charif warszawski imam w wywiadzie dla "Dispatch International"powiedział:
"DI": Co Pan sądzi o fundamentalistycznych sektach islamskich, takich jak salafici czy wahhabici?
Imam Nezar Charif: Fundamentaliści islamscy są wspaniali. Ani dom, ani religia nie są wystarczająco silne bez solidnych fundamentów. Wszyscy muzułmanie są fundamentalistami.
„DI”: Czy chciałby Pan wprowadzenia prawa szariatu w Polsce?
Imam: Ależ oczywiście! Szariat jest taki sam dla wszystkich i dlatego jest lepszy niż polskie i europejskie prawo!

Takie to właśnie przysłowiowe „kukułcze jajo” podrzuciła Gronkiewicz Waltz mieszkańcom Warszawy i Polsce.

Meczet dla imigrantów islamskich zwożonych do Polski ma powstać ze środków radykalnych islamistów (wahabitów) z Arabii Saudyjskiej, patronat nad przedsięwzięciem sprawuje Bractwo Muzułmańskie ale już koszty działalności meczetu i przyszłego getta islamskiego mają pokrywać ...polscy podatnicy!

Wprost" ujawniło też kulisy sprzedaży kamienicy, dzięki której rodzina prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz zarobiła kilka milionów złotych. Problem w tym, że prawowitym właścicielem budynku był zupełnie ktoś inny.

Chodzi o sprzedaż prywatnej spółce pożydowskiej kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 w Warszawie. Waltzowie i ich krewni odziedziczyli większość udziałów w tej nieruchomości po Romanie Kępskim, wuju męża pani prezydent stolicy. I odzyskali ją od stołecznej gminy w ekspresowym jak na tutejsze warunki tempie.

Sęk w tym, że Kępski nabył udziały w kamienicy, jak wynika z akt policji II RP i peerelowskiej milicji, od szajki oszustów, najprawdopodobniej tzw. szmalcowników. Oszuści bezprawnie przywłaszczyli ją sobie podczas wojny, gdy zginęli albo uciekli jej prawowici żydowscy właściciele. Mimo potwierdzających tę wersję dowodów, urzędnicy stołecznego ratusza już w III RP dali wiarę fałszywkom wystawionym pół wieku wcześniej przez sprytnych złodziei i w październiku 2006 r. przekazali nieruchomość m.in. Waltzom.

Kamienica stoi w bardzo atrakcyjnym punkcie miasta, w centrum, między ulicą Koszykową a placem Politechniki. Zdaniem agentów z biur nieruchomości, rynkowe ceny mieszkań w tej okolicy wynoszą dziś 11-14 tys. zł za 1 m2. Spółka z zagranicznym kapitałem Fenix Capital formalnie nabyła go w lutym 2007 r. od spadkobierców Kępskiego (w tym rodziny Waltzów) za 8 mln zł.

Hanna Gronkiewicz -Waltz słynie też z hojności w nagradzaniu swoich urzędników kosztem polskich podatników:

  • 24 mln zł - tyle pieniędzy prezydent stolicy, przeznaczyła na nagrody dla dyrektorów miejskich biur i ich zastępców od 2007 do 2012 roku
  • Od jesieni 2006 roku, gdy objęła fotel prezydenta, wypłaciła urzędniczej armii, bagatela, ponad 318 mln zł nagród.
  • Na prowadzenie w 2011 i 2012 roku oficjalnych profili na popularnym portalu społecznościowym miasto wydało grubo ponad pół miliona złotych
  • Najwięcej kosztowało miasto prowadzenie fan page'u w języku angielskim. Za jego utrzymanie ratusz zapłacił ponad 400 tys. zł. Według statystyk „lubi” tą stronę niewiele ponad 44 tys. osób. Druga ważna strona www.facebook.com/warszawa w 2011 roku i części obecnego kosztowała miasto niemal 40 tys. zł. „Polubiło” ją natomiast niecałe 36 tys. osób.
  • Pluszowe piórniki w kształtach kaczki, misia czy myszki, eleganckie wieczne pióra, a nawet serwisy śniadaniowe z drogiej porcelany to tylko niektóre z pomysłów na gadżety promocyjne jakie chce w 2013 roku zakupić stołeczne buro promocji. Przetarg jest rozpisany na sumę powyżej 200 tys euro co oznacza, że biurokraci chcą wydać nawet milion złotych na wyszukane gadżety.

                                                                  Andrzej Waltz

 


 

Mąż Hanny Gronkiewicz - Waltz, Andrzej Waltz jest inżynierem transportu publicznego i absolwentem Politechniki Warszawskiej. Specjalizuje się w trakcjach elektrycznych.

Do czasu objęcia władzy w Warszawie przez Hannę, pan Andrzej zajmował się stołeczną infrastrukturą. Aktualnie mąż Pani Prezydent Warszawy prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą "Andrzej Waltz Projekty - Konsultacje - Oprogramowanie", którą założył w 1996 roku. Zgodnie z wpisem do rejestru ewidencji działalności gospodarczej siedziba firmy mieści się w domu jednorodzinnym, w którym mieszka Hanna Gronkiewicz - Waltz wraz z mężem.
Wspólnie prowadzą więc rodzinną firmę o nazwie – stołeczne miasto Warszawa.

 

Hanna Gronkiewicz-Waltz nie oddam Warszawy bez walki (Gość Poranka TVP Info, 11.06.2013)


Gronkiewicz - Waltz o pomniku Pileckiego zamiast  czterech śpiących   To jest kompetencja nie moja


www.yelita.pl


 

piątek, 13 marca 2026

                            TUZY ELITY

                  Anna Grodzka vel Krzysztof Bogdan Bęgowski

 

 

Krzysztof Bogdan Bęgowski urodzony16 marca 1954 r. w Otwocku, syn Kazimiery i Józefa, komunistycznego pułkownika Ludowego Wojska Polskiego. Komunista, karierowicz PRL, transwestyta, karierowicz RP jako tzw- „słup Palikota”.

Ukończył psychologię kliniczną. W 1982 r., w stanie wojennym był członkiem egzekutywy POP PZPR i Rady Okręgowej Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, gdzie zasiadał w Komitecie Wykonawczym ds. Pracy Politycznej, a później ds. Szkoleń.

We wrześniu 1982 r. Krzysztofa Bęgowskiego oddelegowano do Szkoły Podchorążych Rezerwy w Łodzi, gdzie odbył szkolenia polityczne. Po długotrwałym przeszkoleniu wojskowym, został dyrektorem Alma Pressu, wydawnictwa ZSP założonego w 1984 r. przez Jarosława Pachowskiego, członka PZPR, syna ambasadora PRL-u.

Bęgowski bez przeszkód podróżował za granicę, był m.in. w Moskwie i Rostowie w lipcu 1982 r. na seminarium szkoleniowym organizowanym przez Komsomoł. Jako sekretarz Komisji Informacji Rady Naczelnej ZSP w 1984 r. był w Berlinie Wschodnim i Lipsku, jako dyrektor i redaktor naczelny Alma Press pojechał na Kubę, do Jugosławii oraz do Austrii. W dokumentach wyjazdowych Krzysztofa Bęgowskiego widniała adnotacja, że za wyjazdy odpowiedzialność brały wojskowe służby specjalne PRL-u. Krzysztof Bęgowski dysponował paszportem uprawniającym do wielokrotnego przekraczania granicy, który w czasach PRL-u posiadali tylko ludzie władzy.

Przez kilkadziesiąt lat Krzysztof Bęgowski był mężem, nie partnerem i nie konkubentem, ale mężem i ojcem Bartka. Potrafił 22 lata oszukiwać swojego syna, jeszcze dłużej swoją żonę, a najdłużej, bo ponad 30 lat oszukiwał swoich towarzyszy z PZPR i SLD, z którego został dyscyplinarnie wyrzucony.

Procedurę zmiany płci Krzysztof Bęgowski rozpoczął w 2008 roku, w klinice w Bangkoku, zakończył w 2010 roku. Warto zaznaczyć, że najprawdopodobniej terapia polegała tylko i wyłącznie na za­ży­wa­niu leków hor­mo­nal­nych i powiększeniu piersi, nie było in­ge­ren­cji w męskie narządy płciowe Krzysztofa Bęgowskiego.

Tak prezentuje się człowiek, który obecnie uchodzi za ofiarę nietolerancji, który obnosi się ze swoimi świeżo przyprawionymi cyckami i usiłuje przerobić na wariatów wszystkich widzących to, co widzieć muszą. Miliony Polaków poddaje się testom w stylu cesarsko-królewskich psychiatrów i każdy ma obowiązek powiedzieć, że „ta kura przypomina osła”, i że ta Grodzka nie przypomina Bęgowskiego – w przeciwnym razie sąd!

Oszukiwał swoją żonę i syna, obojgu, z pełną wiedzą i świadomością wykształconego klinicznego psychologa, zadał psychiczne cierpienia, a gdy znów się nadarzyła okazja poszedł robić karierę polityczną z przyprawionymi cyckami.

Działacz totalitarnej organizacji partyjnej, szkolony przez zbrodniczą organizację komunistyczną Komsomoł, pozbawiony tolerancji partyjny wyrobnik, wspierający stan wojenny i tropiący wrogów ludowej ojczyzny, cyniczny koniunkturalista, nie będzie mnie szantażował swoją świeżo wymodelowaną dewiacyjną osobą.

Dokumenty służb specjalnych PRL pokazują karierę partyjną, którą zaczął, będąc jeszcze studentem. Na V roku psychologii w 1982 r. (trwał wówczas stan wojenny) był już członkiem egzekutywy Podstawowej Organizacji Partyjnej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, pracownikiem Rady Okręgowej Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, gdzie był jednocześnie członkiem Komitetu Wykonawczego ds. Pracy Politycznej, a później ds. Szkoleń.

We wrześniu 1982 r. Krzysztof Bęgowski został skierowany do Szkoły Podchorążych Rezerwy w Łodzi, gdzie odbywały się szkolenia polityczne. Po długotrwałym przeszkoleniu wojskowym (taka informacja znajduje się w kwestionariuszu paszportowym Bęgowskiego z 1986 r.) został dyrektorem Alma Pressu, wydawnictwa ZSP założonego w 1984 r. przez Jarosława Pachowskiego, członka PZPR, syna ambasadora PRL na placówkach w Brukseli, Paryżu, Sztokholmie i w Kambodży.

Przebieg kariery Krzysztofa Bęgowskiego, jaki wyłania się z dokumentów służb specjalnych PRL, pokazuje, że władze partyjne miały do niego najwyższe zaufanie. Świadczą o tym m.in. liczne wyjazdy za granicę – często podróżował do ZSRS. Był m.in. w Moskwie i Rostowie w lipcu 1982 r. na seminarium szkoleniowym – stroną zapraszającą był Komsomoł – komunistyczna organizacja młodzieżowa. Jako sekretarz Komisji Informacji Rady Naczelnej ZSP w 1984 r. był w NRD – Berlinie Wschodnim i Lipsku – na wizytacji firmy Reprotechnik. Jako dyrektor i redaktor naczelny studenckiej oficyny wydawniczej Alma Press pojechał też na Kubę w Brygadzie Młodzieżowej im. R. Miałowskiego, do Jugosławii oraz do Austrii do firmy Sony. Co ciekawe, na dokumentach wyjazdowych Krzysztofa Bęgowskiego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych odnotowało, że „wpis w książeczce wojskowej nie wymaga dalszych wyjaśnień”, co oznaczało, że za osobę wyjeżdżająca gwarancje brały wojskowe służby specjalne PRL.

Koniec lat 80. był dla Krzysztofa Bęgowskiego czasem kariery biznesowej i partyjnej. Był członkiem PZPR, a po zmianach ustrojowych – SdRP i SLD. Jednocześnie prężnie działał w biznesie – w spółkach obok Krzysztofa Bęgowskiego można znaleźć ludzi powiązanych z wojskowymi i cywilnymi służbami specjalnymi PRL, głównie z Departamentem I MSW, czyli komunistycznym wywiadem.

W 2011 Anna Grodzka kandydowała w wyborach do Sejmu RP. Na liście wyborczej Ruchu Palikota w okręgu krakowskim jako tzw. Słup Palikota, (wskutek startu z ramienia tej partii została usunięta z SLD). W wyniku głosowania z 9 października uzyskała mandat poselski i awansowała automatycznie na stanowisko „przybocznej Palikota”.

W Sejmie VII kadencji została wiceprzewodniczącą klubu poselskiego Ruchu Palikota, a także wiceprzewodniczącą Komisji Kultury i Środków Przekazu, członkinią sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka [ , a także wiceprzewodniczącą Parlamentarnej Grupy Kobiet.

W 2013 roku doszło do ostrego konfliktu między nią a inną przyboczną Palikota – Wandą Nowicką o stołek wicemarszałka sejmu RP!!!

 

USA i Izrael – gdzie centrala, a gdzie kolonia?



Koalicja Epsteina (USA i Izrael) rozpoczęła wojnę z Islamską Republiką Iranu 28 lutego. Pierwszą salwą było zamordowanie 171 dziewcząt w szkole podstawowej (być może w ofierze Baalowi, ulubionemu bóstwu zwolenników Epsteina?), a następnie męczeńska śmierć ajatollaha Alego Chameneiego w jego własnej rezydencji. Był to początek „operacji”, którą USA spodziewały się zakończyć w ciągu kilku godzin, a następnie w ciągu trzech dni. Cóż, operacja trwa już ponad sześć dni, a wszyscy analitycy wskazują, że wojna potrwa co najmniej kilka tygodni, przynosząc znaczne straty po obu stronach.

Co skłoniło USA do jej rozpoczęcia? Najprostsza i przewidywalna odpowiedź brzmiałaby, że chodzi o irańską ropę i inne zasoby naturalne. Zwykle osoby rozumujące w ten sposób dodają, że państwo Izrael jest enklawą USA i/lub „kolektywnego Zachodu” na Bliskim Wschodzie, której celem jest funkcja centrum ułatwiającego lub umożliwiającego kontrolę i okupację regionu oraz eksploatację jego zasobów. Takie wnioski wydają się nieuniknione, jeśli porównać statystyki obu państw: USA są większe, mają większy PKB, potężniejsze i liczniejsze siły zbrojne, więcej miliarderów; krótko mówiąc, są „lepsze” pod każdym możliwym względem. Dlatego relacje amerykańsko-izraelskie należałoby postrzegać jako takie, w których USA decydują, a Izrael podporządkowuje się. Marksistowskie i materialistyczne interpretacje idą w tym kierunku.

Ale czy wojna z Iranem potwierdza ten pogląd? Jeśli Izrael jest posłuszną kolonią USA, decyzja o rozpoczęciu konfliktu byłaby zdecydowanie decyzją Amerykanów, a Izrael po prostu podporządkowałby się decyzjom swojej „metropolii”. Jednak z oficjalnych oświadczeń sekretarza stanu Marco Rubio i sekretarza obrony Pete’a Hegsetha wynika coś zupełnie odwrotnego: jasno dali do zrozumienia, że USA zaangażowały się w konflikt dopiero dlatego, że Izrael już zdecydował się zaatakować Iran, a Waszyngton podporządkował się syjonistycznej determinacji. Posłużono się pretekstem, że Iran planuje atak wyprzedzający, ale szybko go porzucono po zaprzeczeniu ze strony Pentagonu. W rzeczywistości Iran nie planował ataku ani na USA, ani na Izrael. Innymi słowy, to Izrael zmusił USA do ataku na Iran.

Jak to możliwe? Wyjaśnienie wydaje się tkwić w roli społeczności żydowskiej w USA i jej wpływie na sprawy wewnętrzne kraju, niezależnie od tego, czy jej członkowie posiadają obywatelstwo izraelskie, czy nie. Mimo że stanowią zaledwie 2,4% populacji USA, aż 25% jej członków ma dochody równe 4% najbogatszych nie-Żydów. W wielu krajach znacząca część społeczności żydowskiej jest krytyczna lub obojętna wobec Izraela, ale w USA 90% jej członków popiera Izrael w walce z jego wrogami. Poparcie to nie ogranicza się do słów, lecz wyraża się w formalnej działalności organizacji lobbujących, które finansują kandydatów pro-izraelskich i szkodzą kandydatom antyizraelskim. Najsłynniejszą z tych organizacji jest AIPAC, który zainwestował prawie 130 milionów dolarów w wybory swoich kandydatów w 2024 roku.

Znacznie ważniejszym atutem jest jednak fakt, że – jak wskazują dochody – wielu członków żydowskiej społeczności zajmuje stanowiska władzy i wpływów w mediach masowych, systemie bankowym i branży rozrywkowej. Choć Żydzi to tylko 2,4% populacji USA, stanowią 33% prezesów dużych banków, 40% prezesów dużych konglomeratów medialnych i 50% prezesów dużych firm rozrywkowych. Te sektory kontrolują przepływ inwestycji, a także kształtują opinie i gusta mieszkańców kraju.

Lata temu analitycy geopolityczni John Mearsheimer i Stephen Walt wydali znakomitą książkę o lobby syjonistycznym w USA. W swojej pracy jasno stwierdzili, że wsparcie USA dla Izraela nie jest powiązane ze strategicznymi interesami Waszyngtonu. Koszt wspierania Izraela jest ogromny, zarówno pod względem finansowym, jak i w kontekście międzynarodowej popularności Stanów Zjednoczonych. W rzeczywistości USA szkodzą samym sobie, wspierając Izrael przeciwko jego wrogom. Jak więc można twierdzić, że kontrolują Izrael?

Wracając do obecnej administracji prezydenckiej, postacie takie jak Pete Hegseth i Lindsay Graham otwarcie przyznają, że głównym celem USA jest ułatwienie odbudowy Świątyni Jerozolimskiej, aby przygotować drogę nadejściu żydowskiego Mesjasza. Eschatologiczny problem polega na tym, że dla katolików, prawosławnych i tradycyjnych protestantów żydowski Mesjasz to Antychryst. Chociaż Izrael jest całkowicie zależny od amerykańskiej pomocy finansowej i wojskowej, syjonizm przejął tam tak dużą kontrolę nad mechanizmami decyzyjnymi i kształtowania opinii publicznej, że można by w praktyce porównać jednobiegunowego amerykańskiego hegemona do bezmyślnego golema. Zamiast zasady „Najpierw Ameryka” obowiązuje zasada „Najpierw Izrael”.

Podczas gdy amerykańskie bazy, radary, samoloty i personel są atakowane gradem pocisków i dronów, a Waszyngton traci wpływy i zdolność do wywierania presji na Bliski Wschód, należy dojść do wniosku, że to Izrael w praktyce podejmuje decyzje w tej relacji i że Tel Awiw będzie traktował USA instrumentalnie tak długo, jak będzie to służyło jego własnym ekspansjonistycznym interesom.

Autorstwo: Raphael Machado
Źródło zagraniczne: Strategic-Culture.su
Źródło polskie: WolneMedia.net



środa, 11 marca 2026

                           TUZY ELITY

                             Roman Giertych

 (ur. 27 lutego 1971 w Śremie) – po­li­tyk, ad­wo­kat i his­to­ryk, wice­pre­mier i mi­ni­ster edu­ka­cji narodowej od 5 maja 2006 do 13 sierpnia 2007 w rządach Kazimierza Mar­cin­kie­wi­cza i Jarosława Kaczyńskiego, w latach 2001–2007 poseł na Sejm IV i V kadencji, były prezes Ligi Polskich Rodzin i Młodzieży Wszech­pol­skiej.

 

 

 Polski sprzedajny goj na usługach międzynarodowego lobby uboju rytualnego zwierząt (żydowskiego i muzułmańskiego), zwo­len­nik mo­rdów ry­tu­al­nych czy­li pod­rzy­na­nia zwierząt na żywca bez ich og­łu­sza­nia!

W 1989 utworzył deklarującą na­ro­do­we wartości Młodzież Wszechpolską, nawiązującą swoją nazwą do przedwojennego Związku Akademickiego „Młodzież Wszechpolska”. Przez pierwsze lata był jej prezesem, w 1994 został prezesem honorowym. Był członkiem Stronnictwa Na­ro­do­wo- Demokratycznego i Stronnictwa Na­ro­do­we­go, którego działacze w 2001 tworzyli Ligę Polskich Rodzin.

Był przewodniczącym Kongresu LPR, w marcu 2006 został wybrany na prezesa partii w miejsce Marka Kotlinowskiego. Po wyborach parlamentarnych w 2007, w których nie uzyskał mandatu, 24 października 2007 zrezygnował z funkcji prezesa LPR i zapowiedział odejście z polityki.

Od 5 maja 2006 do 13 sierpnia 2007 sprawował funkcje wicepremiera i ministra edukacji narodowej w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. W 2007 bez powodzenia ubiegał się o mandat poselski w okręgu lubelskim.

Jego nominacja na ministra doprowadziła do manifestacji studenckich w maju 2006, które odbyły się m.in. w Gdańsku, Krakowie, Łodzi, Rzeszowie, Szczecinie i Warszawie, zaś 13 czerwca z inspiracji Inicjatywy Uczniowskiej odbył się protest grupy uczniów ze szkół średnich i gimnazjalnych, która zablokowała siedzibę ministerstwa. Zorganizowano także zbieranie podpisów pod listem otwartym dotyczącym jego odwołania. Zebrano 137 876 podpisów, a list został 8 czerwca przekazany do Kancelarii Premiera. Powstała także inicjatywa „Giertych musi odejść” postulująca jego odwołanie, która organizowała w ciągu pierwszych miesięcy manifestacje i marsze protestacyjne w całej Polsce, m.in. pod hasłem „Początek Roku – Koniec Giertycha”.

6 czerwca 2006 podjął decyzję o odwołaniu szefa Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli, Mirosława Sielatyckiego. Jako podstawę decyzji podał wydane przez CODN podręcznika dla nauczycieli Kompas – edukacja o prawach człowieka w pracy z młodzieżą. Celem tej publikacji stworzonej w 2002 przez Radę Europy i przetłumaczonej na 19 języków była promocja praw człowieka. Według Romana Giertycha podręcznik miał służyć „promocji homoseksualizmu” w szkole, co stało się podstawą do podjęcia decyzji o odwołaniu Mirosława Sielatyckiego. Przeciwko decyzji ministra zaprotestowali m.in. pracownicy CODN, Polska Izba Książki, Amnesty International oraz przewodniczący Rady Europy, Terry Davis.

9 lipca 2006 ambasador Izraela w Warszawie David Peleg publicznie ogłosił, że będzie unikać kontaktów z Romanem Giertychem i urzędnikami ministerstwa edukacji. Jako uzasadnienie rzecznik ambasady, Michael Sobelman, przypomniał książki Jędrzeja Giertycha z okresu międzywojennego, które według niego były przesiąknięte nacjonalizmem, i wskazał, że jego zdaniem politycy LPR w swojej ideologii opierają się na „antysemickim podłożu”.

15 lipca 2006 ogłosił częściową „amnestię maturalną” dla absolwentów, którzy nie zdali matury w 2006. 2 października 2006 Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył rozporządzenie do Trybunału Konstytucyjnego, który 16 stycznia 2007 uznał amnestię maturalną za niezgodną z Konstytucją RP.

Po przegranych wyborach z 2007 (otrzymał w nich 6394 głosy) zrezygnował z kierowania partią i zadeklarował odejście z polityki. Powrócił do wykonywania zawodu adwokata, reprezentował m.in. Wojciecha Sumlińskiego i byłą żonę Janusza Palikota. Został także m.in. pełnomocnikiem syna Donalda Tuska w sporze z „Faktem”. Reprezentował także Radosława Sikorskiego w wygranej przez tegoż sprawie tzw. obraźliwych komentarzy na forach „Wprost”, a także Ryszarda Krauzego pomawianego o układy z gangiem w procesie, w którym w pierwszej instancji uwzględniono powództwo, nakazując Telewizji Polskiej i Anicie Gargas przeprosiny Ryszarda Krauzego.

 

 

 W lutym 2013 wraz z Kazimierzem Marcinkiewiczem i Michałem Ka­miń­skim (rebeliantami PiS) założył think tank Instytut Myśli Pań­stwo­wej.

W 2006 roku w dzień inauguracji roku szkolnego „Gazeta Wyborcza” z wielką empatią pochylała się nad młodzieżą protestującą przeciwko ministrowi edukacji narodowej, a redaktor „GW” Piotr Pacewicz pisał: „Giertych do piekła”. Ówczesny minister edukacji z ramienia LPR był wtedy nie tylko bohaterem wielkiej kukły-zombie, ale i transparentów z napisem „Giertych do wora, wór do jeziora”. Teraz ten niegdyś znienawidzony polityk jest gwiazdą TVN24 oraz mecenasem Tuska. Jak na razie Michała Tuska. Giertych pisze mu pozwy przeciwko gazetom, które wytykały dwuznaczną rolę premierowicza w aferze Amber Gold. Czy ktoś jednak byłby zdziwiony, gdyby w sytuacji zmiany Donalda Tuska na Donalda T. reprezentował go również mec. Giertych? Nie jest tajemnicą, że były lider LPR, od kiedy stał się specem ds. zwalczania Jarosława Kaczyńskiego, przyjaźni się z Radosławem Sikorskim (PO) i Michałem Kamińskim (niedługo PO). Dziś wszystko wskazuje na to, że za swoje „zasługi” awansował już na tuskowego „przyjaciela rodziny”.

Na oczach Polaków wódz Ligi Polskich Rodzin – Roman Giertych dokonuje samounicestwienia własnego ugrupowania, co wynika z jego oportunizmu i cynicznej gry o zachowanie resztek władzy. To nie przypadek, że ten fałszywy endek wykreował na protektora swoich walących się w gruzy rojeń o wielkości aparatczyka PZPR-u i przegranego uczestnika wewnętrznych rozgrywek w PiS-ie Janusza Kaczmarka – człowieka, o którym wszystko można powiedzieć, tylko nie to, iż kiedykolwiek przejawiał najmniejsze sympatie do ruchu narodowego. Wprost przeciwnie, jako szef MSWiA i wcześniejszy prokurator wysokich szczebli(m.in. prokurator krajowy), prześladował autentycznych narodowców z Polskiej Partii Narodowej i pokrewnych organizacji, w czym zresztą miał poparcie Romana Giertycha, pozbywającego się w ten sposób politycznej konkurencji. Tutaj leży główne pole minionych knowań obu panów, bo teraz ani jeden, ani drugi nie uczyni nam już żadnej krzywdy.
Cynik i bezideowiec Giertych junior na zwłokach nieistniejącego Stronnictwa Narodowo- Demokratycznego zbudował bezprawnie Ligę Polskich Rodzin, wspomagając się pomniejszymi oportunistami z tzw. Młodzieży Wszechpolskiej (weszpolską zwanej), nazwy ukradzionej przedwojennemu ugrupowaniu forpoczty młodych polskich nacjonalistów. Nie dziwota, że giertychowska MW jest dzisiaj topniejącą towarzysko grupką najwierniejszych przydupasów wodza, co pokazała żałosna impreza poparcia Kaczmarka przed kancelarią premiera. Kto tam „protestował”? Kilkunastu zmarzniętych łebków w dwóch czy trzech po partacku postawionych namiocikach – oto cała potęga obecnego zaplecza R. Giertycha. Pojawia się nadzieja, iż bankructwo polityczne Romana Giertycha uratuje oszukaną przez niego młodzież, która odejdzie do prawdziwych formacji narodowych – głownie PPN-u.

Giertych junior nie wyskoczył z pudełka. Szedł konsekwentnie drogą zdrady nacjonalistycznych ideałów swego znakomitego dziada Jędrzeja Giertycha. Spłodził był u początku kariery marną broszurę „Kontrrewolucja młodych”(„biblii” weszpolaków), gdzie z hukiem i uroczyście wyrzekł się nacjonalizmu, posiłkując się słownictwem lewaków i liberalnej chadecji. LPR powstała na tej chybotliwej pseudoideologii, sam Roman Giertych mianował się konserwatystą w stylu angielskich torysów, których trudno obecnie odróżnić od socliberałów z Partii Pracy(laburzystów), a za modelową uznał oportunistyczną Partię Ludową – hiszpańską konserwatywną chadecję, która tchórzliwie porzuciła chwalebną spuściznę generała Francisco Franco i Falangi.

Już w latach 2003-2004 wódz Ligi zdemaskował te i inne fascynacje ideowo-polityczne na oczach szerszej opinii publicznej w obszernych wywiadach na łamach „Gazety Wyborczej” i niemieckiego tygodnika „Die Welt”. Rozmowa w „Wybiórczej”, pod znamiennym tytułem „Jestem Europejczykiem”(13 czerwca 2003 r.), zawierała złote myśli Romana Giertycha w stylu : „ Liga jest partią centroprawicową(...) LPR jest partią centrum. Myślę, że w następnej kadencji za karę to właśnie PiS posadzimy w skrajnie prawej części sali sejmowej”. Giertych junior za wszelką cenę uciekał od politologicznego zdiagnozowania Ligi jako ugrupowania „skrajnie prawicowego”, co w słowniku liberałów i lewicy oznacza partie narodowe. W tamtych czasach o status takowych rywalizowały w pewnym sensie PiS z LPR, zaś Roman Giertych z lubością określał się mianem „centrysty” - obelgi w ustach narodowca, ponieważ centrum to w polityce sprzedajność, ideowa bezpłciowość i ucieczka w kompromisy z byle kim.

Dalej szef Ligi demaskuje na łamach „GW” swoje zdanie o Jean Mare Le Penie : „ Każde ugrupowanie, by objąć większość wyborców, musi zaprezentować program dla większości – to jest oczywiste. Kto tego nie rozumie, zamyka się jak Le Pen w ciasnej grupie ludzi o ciasnych poglądach, ludzi nieodpowiedzialnych, ludzi bez wizji”. Wypowiadanie podobnych opinii w organie o wiadomej reputacji na temat zasłużonego dla nacjonalizmu w Europie przywódcy, jest świństwem i hańbą. Roman Giertych chcąc się przypodobać Michnikowi, był zdolny nawet do tego. Przyszłość pokazała, że również w ideowo-politycznych analizach Giertych junior demonstruje fatalną dla siebie ignorancję. „Ciasny” Front Narodowy ciągle dysponuje kilkunastoprocentowym poparciem Francuzów, a liberalne, większościowe otwarcie LPR-u skończyło się katastrofą i omsknięciem się jej w sondażach do 1 proc. FN pozostał głosem narodowej francuskiej mniejszości, zaś Liga to cuchnące truchło – ofiara ambicji wodza bez armii, pozbawionego charakteru i wierności ideałom rodzinnych przodków.

Do kompletu dołączmy jeszcze fragment przemyśleń elokwentnego Giertycha o Unii Europejskiej : „W tej chwili walka o wyjście z Unii(...) jest działaniem nierealnym. Teraz Polska musi mieć swój program w Unii. I my ten program dla eurosceptyków zdefiniujemy”. Obowiązek ugrupowania narodowego to nie wyjście z UE, ale rozwalenie jej za wszelką cenę. Roman Giertych o niczym takim nie myśli, co więcej kreuje LPR na programowego przodownika eurosceptycznej nijakości. Nie osiągnął nawet tego i nic nie zdefiniował, ponieważ Liga ma na dzisiaj w europarlamencie jednego-dwóch deputowanych, co stało się efektem katastrofalnej polityki kadrowej i wodzowskich zapędów Giertycha juniora. Teraz znowu dosiada kucyka fundamentalnej antyunijności, lecz pamiętajmy, jakie spojrzenie miał na to zagadnienie kilka lat temu. W rozmowie z „Die Welt”(12.07.2004 r.), Giertych nie deklaruje chęci wyjścia z Unii Europejskiej, co więcej, na pytanie dziennikarza, kto wygrał na wejściu do UE odpowiada : „ Uważam, że Polska. My wytwarzamy nadal produkty rolne , które są jadalne, i będziemy zaopatrywać niemiecki rynek – tak jak było od wieków”. Wielki wódz nie przewidział zapchania polskiego rynku przez zachodnie zboże, nie zauważył zawalenia hipermarketów obcą żywnością, cieszył się tylko, iż zaopatrzymy Niemców, co zresztą okazało się kolejnym mitem, ponieważ Berlin znakomicie broni własnych interesów gospodarczych. Wywiad dla „Die Welt” poprzetykany jest akcentami prounijnymi i proniemieckimi – Liga z przywódcą byli na fali, nie należało drażnić Europy i polskojęzycznych mediów resztkami narodowych haseł „wczesnego” LPR-u. Postawiono zdecydowanie na liberalizację szeregów w miękkim, konserwatywno-chadeckim duchu. Giertycha chwalił jako „nowoczesnego endeka” Jan Maria Rokita, a Paweł Singer-Śpiewak nazwał go jednym z najlepiej rokujących na przyszłość młodych polityków. To fakty – Giertycha juniora komplementowali gwiazdorzy PO, a on sam kraśniał z zachwytu.

W „Die Welt” Roman Giertych zasygnalizował kompromitujące przywiązanie do Izraela i syjonizmu, czyli wołającą o pomstę do nieba kolejną zdradę imponderabiliów polskiego ruchu narodowego. Pytany o możliwość wejścia Turcji do UE mówił : „ My jesteśmy temu przeciwni. Opowiadamy się za tym, aby przyjąć Ukrainę i Armenię, one są kulturowo bardziej europejskie od Turcji[szczególnie w tradycjach UPA]. Należałoby też przyjąć i umocnić Izrael , inaczej islam go pochłonie”. Hej, to były czasy, gdy R. Giertych marzył o Unii rozszerzonej aż po Izrael! Pewnie dalej tak myśli, ale mniej nachalnie naciska w tym względzie Brukselę.

Roman Giertych pogrążył się w filosemityzmie znacznie głębiej, apelując we „Wprost” o tak zwany zwrot mienia Żydom na równi z Polakami. „ Państwo winno być ślepe na narodowość” - grzmiał Giertych junior. Narodowcom polskim pospadały z wrażenia skarpety z nóg, oto Giertych przekroczył nie pierwszą granicę serwilizmu względem narodu wybranego i wyraził pogląd na państwo i naród, którego nie powstydziliby się Kuroń z Michnikiem i Blumsztajnem. Gdyby dziad wyrodka Jędrzej Giertych nagle powstał z grobu, zadusiłby własnoręcznie liberalnego wnusia. Umizgi względem siły przewodniej z Bliskiego Wschodu, nie uchroniły Giertycha przed żydowskimi kopniakami. Izraelskie MSZ zapowiedziało bojkot ministerstwa Giertycha i jego samego: „Nie będziemy utrzymywać kontaktów z polskim ministerstwem edukacji, szefem partii, której program zawiera antysemickie elementy”. Rzecznik ambasady Izraela Michael Sobelman wygadywał przy okazji idiotyzmy(nieznajomość własnej historii wśród Żydów jest porażająca): „Żydzi są zdumieni, że na czele ministerstwa, z którym się przecież spotykają, stoi człowiek, którego dziadek w okresie wojny nawoływał do takich egzotycznych pomysłów jak utworzenie osady żydowskiej na Madagaskarze”. Chodzi oczywiście o Jędrzeja Giertycha, który wojnę przesiedział w niemieckiej niewoli, gdzie raczej nie było agentów żydowskich, zapisujących jego zwierzenia na temat kibuców ze starozakonnymi na Madagaskarze. Przed przyznaniem Palestyny Żydom do spółki z Arabami, zastanawiano się powszechnie nad umiejscowieniem narodowej siedziby żydowskiej, a w grę wchodziły różne miejsca – z Madagaskarem, Ameryką Południową i Alaską włącznie. Na Palestynę(Izrael) uparła się grupa syjonistycznych fantastów, często zresztą skonfliktowanych w tej sprawie z innymi Żydami. Dlaczego za ten cały pasztet ma odpowiadać Jędrzej Giertych? To pytanie do wnuka Szanownego Dziada, niech oświeci niedouczonego Sobelmana. Wnuk, wytrenowanym sposobem oportunisty, od znienawidzonego przez liberalnosyjonistyczny establishment dziadka wielokrotnie się odcinał, zaś w poruszonej kwestii zachował się jak prawdziwy mały moralnie Roman Giertych.

W pierwszym rzędzie prosił o litość ambasadora Dawida Pelega, który de facto mógł go pozbawić stanowiska: „Ja lubię naród żydowski. I nie widzę powodów, by pan ambasador nie lubił mnie”. Biedna psina, może wezmą ją na wycieraczkę pod bramę ambasady? Nie wzięli, psiak jest długi jak dziesięć jamników, lecz dla pewności Giertych junior ze świtą konusów-weszpolaków udał się z pompą do Jedwabnego, bo szczęśliwie napatoczyła się 65. rocznica wypadków z 1941 roku. Po przybyciu Roman Giertych złożył przy obelisku olbrzymi wieniec, wykonując rytualne kiwania z rabinami i Dawidem Pelegiem. Wygłosił również politycznie poprawne zaklęcie: „W Polsce nie ma miejsca na antysemityzm i nie będzie”. Wyciągał też skwapliwie rękę do Pelega, którą ten wreszcie łaskawie uścisnął. Dla ratowania stołka Giertych-zawodowiec przyjął z fanfarami żydowską wersję wydarzeń w Jedwabnem – czyli dołączył do grona potwarców narodowej pamięci i historii. Wcześniej i później wódz Ligi niezmiennie potępiał z werwą anonimowy antysemityzm, czyniąc z LPR-u partię równie przychylną interesom narodu wybranego, co Unia Demokratyczna/Wolności. Tak, Liga to z pewnością nacjonaliści, tyle że syjonistycznego chowu.

Długo by jeszcze można wyliczać grzechy Romana Giertycha, który w zależności od politycznych wiatrów to kochał, to nie kochał Stanów Zjednoczonych, Rosji nie lubił zawsze – ale za to wspierał pomarańczowych na Ukrainie; UE była dla niego dobra, dopóki nie rozpierzchli się po innych partiach eurodeputowani Ligi, a wreszcie wiernie i bezszelestnie(Lepper podskakiwał Kaczyńskiemu w koalicji znacznie odważniej i bezczelniej) trwał przy Kaczorach, zauważając ich mrożące krew w żyłach zbrodnie dopiero wtedy, gdy dostał kopniaka ze stołka i powoli osuwa się w polityczną nicość. I nie ma kogo żałować – oportunistyczne śmieci powinno się wywieźć na wysypisko i budować bez nich bezkompromisowy ruch narodowy, który nie pójdzie na układy z liberałami i syjonistami. Ogłaszamy uroczyste spuszczenie Romana Giertycha w kanał!

Roman Giertych zawsze dotąd podkreśla, że nie ma zamiaru wracać do polityki. Jednak od jakiegoś czasu "nie wraca" do niej bardzo intensywnie. W mediach - szczególnie tych sympatyczniejszych (szczególnie upodobał sobie TVN, a na "Rz", jak sam przyznawał , obraził się) widać go co i rusz, raz po raz, dzielnie wspierając rząd Donalda Tuska w walce ze złowrogim PiSem (z wymiarem sprawiedliwości zresztą też). Tym razem praktykuje swoje trzymanie się z dala od polityki poprzez wywiad dla Wirtualnej Polski. Stwierdza w nim, że mimo spięcia z o. Rydzykiem, to Jarosław Kaczyński pozostaje jego głównym wrogiem.

Kiedy Donald Tusk wraz z Platformą Obywatelską szedł do wyborów w 2005 roku, mówił, że jego głównym zadaniem jest uchronienie Polski przed Lepperem i Giertychem. Według Janusza Palikota w tamtych czasach PO współpracowała z szefem LPR: "Kiedy mówiłem, że w czasach rządów PiS, PO wykorzystywała Giertycha do swoich celów politycznych, to media patrzyły na mnie jak na wariata" - powiedział Palikot w programie "Jeden na jeden". Roman Giertych został pełnomocnikiem Michała Tuska. Jego ojciec, premier RP, uzasadniając ten wybór, stwierdził, że Giertych jest niezwykle skutecznym adwokatem. Palikot wyśmiał tę argumentację i powiedział, że Giertych przegrał z nim wszystkie procesy, a w środowisku prawniczym jest wielu adwokatów lepszych i bardziej uznanych od byłego ministra edukacji.

 

 

 Roman Giertych, były li­der LPR i minister e­du­ka­cji, radzi sobie nieź­le po­za po­li­ty­ką. Ma kan­ce­la­rię ad­wo­kac­ką w Warszawie. Pra­co­wał lub pra­cuje dla zna­nych pos­ta­ci - np. dla Ry­szar­da Krau­ze­go, szefa MSZ Ra­do­sła­wa Si­kor­skie­go czy Michała Tuska, syna premiera.

Przyjęcie urodzinowe Radosława Sikorskiego odbyło się wieczorem w sobotę 23 lutego 2013 w należącym do Ministerstwa Obrony Narodowej pałacu w Helenowie.
Jak informował "Express Bydgoski", z okazji jubileuszu Sikorskiego na przyjęcie przyjechali m.in. minister finansów Jacek Rostowski, szef resortu kultury Bogdan Zdrojewski, były szef LPR Roman Giertych oraz szef szwedzkiej dyplomacji Carl Bildt. Ten ostatni, jak napisał "Fakt", przybył w eskorcie policji, a gości - według gazety - świętowali pod ochroną wojska. Gościom drogę do pałacyku torowały liczne radiowozy policji - poinformował dziennik.

W marcu 2013 roku Giertych skierował do sądu sprawę przeciw Telewizji Trwam. To efekt konfliktu byłego szefa LPR z potentatem medialnym z Torunia o. Tadeuszem Rydzykiem. Poszło o to, że w jednym z programów o. Rydzyk stwierdził, że "Roman Giertych zmienił światopogląd".

Skończyło się „klepanie biedy” za kilkanaście tysięcy wicepremierowskiej pensji. Dziś dochody Romana Giertycha są zapewne znacznie większe – bo były wicepremier, jak mówią prawnicy, którzy dobrze znają warszawską palestrę, bierze 1000 zł za godzinę tzw. swojej pracy!

 

 

 Od jednego z klientów za re­pre­zen­to­wa­nie dos­ta­wał 18 ty­się­cy zło­tych mie­sięcz­nie. Jak swo­je­mu praw­ni­ko­wi wyp­ła­ci się więc Mi­chał Tusk (30 l.), któ­ry – jak sam twier­dzi – za­ra­bia na lot­ni­sku 3300 zł? Być może rachunek zapłaci tata Donald. Może w złotówkach (zarabia kilkanaście tysięcy), może dołoży się siostra (premier wspominał o decyzji całej rodziny), a może po prostu miejscem na listach wyborczych do europarlamentu.

W Platformie mówi się, że Giertychowi marzy się powrót do polityki. Pensja europosła – ponad 30 tys. zł, kolejne 80 tys. zł na zatrudnienie asystentów i jeszcze 18 tys. zł miesięcznie na biura – to pieniądze nie do pogardzenia.

Zakaz barbarzyńskiego uboju rytualnego zwierząt w Polce – 2013 rok

 

 

 Zakaz, który izraelskie MSZ nazwało „bezczelnym uderzeniem w religijną tradycję żydowskiego narodu”, zdaniem Giertycha jest „realnym przykładem antysemityzmu” a on sam jako katolik musi poprzeć starania żydowskiej wspólnoty religijnej, zmierzającej do uchylenia zakazu i kultywowania bez przesz­kód swych tra­dy­cji. Mecenas Roman Giertych będzie reprezentował Europejskie Stowarzyszenie Żydów. W jakiej sprawie? Oczywiście w sprawie uboju rytualnego. W ich imieniu Giertych sporządzi specjalny wniosek, który będzie podważał konstytucyjność zakazu uboju rytualnego wprowadzonego przez Sejm. W internecie pojawiły się informacje że Giertych oprócz sowitej zapłaty od Żydów za plucie na Polskę i Polaków ma dostać prowizję za każde tak brutalnie zamordowane zwierzę po zalegalizowaniu krwawego uboju rytualnego zwierząt w Polsce, któremu jest przeciwnych ponad 80%Polaków!

Barbara Giertych

Żona Romana, jest, jak jej mąż, prawnikiem, tzw wybitna katoliczka. Zajmuje się z ramienia Kościoła rozwodami. Jest tzw. adwokatem kościelnym przy Sądzie Metropolitarnym w Warszawie czyli zarabia na rozwodach.

 

 

Kilka lat temu Barbara Giertych została mia­no­wa­na przez Ar­cy­bis­ku­pa Ka­zi­mie­rza Ny­cza, Met­ro­po­li­ty War­szaw­skie­go na sta­no­wis­ko ad­wo­ka­ta przy Są­dzie Met­ro­po­li­tal­nym w War­sza­wie. Zajmuje się stwier­dza­niem nie­waż­no­ści mał­żeństw przez Koś­ciół Ka­to­li­cki. Żona Romana Giertycha może też np. re­pre­zen­to­wać żo­nę bądź mał­żon­ka w pos­tę­po­wa­niu przed sądem, w sprawach o stwierdzenie nieważności małżeństwa.

Barbara Giertych i Roman Giertych pracują w tym samym miejscu. W centrum Warszawy, przy ul. Nowy Świat - w miejscu gdzie znajduje się kancelaria prawna Romana Giertycha.

Giertychowa jest również jedynym udziałowcem spółki Sarmacja Polska z o.o. Spółka zajmuje się m.in. górnictwem ropy naftowej, gazu ziemnego i produkcją wyrobów chemicznych. Siedziba spółki mieści się również w tym samym miejscu, co kancelaria jej męża.

Barbara Giertych pochodzi z Olsztyna, mieszka razem z mężem i dziećmi w podwarszawskim Józefowie. Jej młodzieńczą pasją była jazda konno. Ulubioną potrawą, którą potrafi ugotować są zupy: kartoflanka i pomidorowa.

Ostatnio stała się też zwolenniczkom uboju rytualnego zwierząt czyli podrzynania na żywca zwierząt bez ich ogłuszania i mocno wspiera swojego męża który walczy z tzw.”polskim antysemityzmem czyli zakazem uboju rytualnego zwierząt dla kasy który przegłosował Sejm 12.07.2013 r. Roman Giertych postanowił za dużą kasę bronić Żydów w Polsce i ich tzw. prawa do barbarzyńskich mordów mordów rytualnych zwierząt dla kasy, plując w ten sposób Polakom w twarz którzy powiedzieli STOP O­kru­cień­stwu i Korupcji w Polsce!

                            TUZY ELITY                                          Jan Tomasz Gross       Jan Tomasz Gross (ur. 1 sierpnia 1947...