niedziela, 14 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                   Armand Kamil Ryfiński

 

(ur. 1974 w Warszawie) – syn wysokiego dygnitarza komunistycznego PRL – majora SB – Zygmunta Ryfińskiego ( IPN BU 0242/1034 ) który słynął ze zwalczania kościoła katolickiego w PRL.

Fanatyczny ateista, wojujący lewak, demagog, awanturnik polityczny przemawiający „językiem nienawiści”, skrajny przypadek nietolerancji w Polsce.

 

 

Po­sia­da wyż­sze wyk­ształ­ce­nie in­ży­nier­skie, jest ma­gist­rem e­ko­no­mii oraz ab­sol­wen­tem kil­ku kie­run­ków stu­diów po­dyp­lo­mo­wych, m.in. w Wyż­szej Szko­le In­ży­nier­skiej w Ra­do­miu. Pro­wa­dzi sa­mo­dziel­ną dzia­łal­ność gos­po­dar­czą na te­re­nie War­sza­wy w za­kre­sie tech­nicz­nej i e­ko­no­micz­nej diag­nos­ty­ki ry­zy­ka ale nie bar­dzo mu szedł in­te­res dla­te­go szu­kał łat­we­go ży­cia i postanowił zająć się polityką.

Był związany z RACJĄ Polskiej Lewicy. Bez powodzenia kandydował z jej ramienia do rady Warszawy w wyborach samorządowych w 2010 licząc na niezłą posadę radnego

Następnie przystąpił do Ruchu Palikota, w wyborach parlamentarnych w 2011 roku kandydował jako tzw. „słup Palikota” w okręgu wyborczym w Radomiu chociaż przez całe życie mieszkał na Mokotowie w Warszawie w blokach esbeckich.

Po wygranych wyborach awansował na „żołnierza Palikota”, za swoje bezwzględne posłuszeństwo wodzowi – Januszowi Palikotowi, otrzymał w kuluarach sejmowych, ksywę –„rotwaillera Palikota”.

Do wyborów szedł z hasłem - „Nauczymy kościół i partie pokory” (chodziło mu tylko o kościół katolicki)

Fanatycznie zwalcza polskie wartości katolicko – narodowe dlatego nazwał obraz Matki Boskiej Częstochowskiej "bohomazem, którym można straszyć dzieci". Posłowie Solidarnej Polski od razu uznali wypowiedź parlamentarzysty RP za obrazę uczuć religijnych i zapowiedzieli zgłoszenie sprawy do prokuratury.

Jako wojujący ateista fanatycznie nienawidzi kościoła katolickiego ale co ciekawe sympatyzuje z judaizmem. Katolikom odmawia wszelkich praw w Polsce, zwolennik stworzenia w Polsce dyktatury lewacko-ateistycznej całkowicie podporządkowanej strukturom UE i międzynarodowym niepolskim korporacjom.

Jako żołnierz Palikota uważa się za „jednego z nietykalnych” dlatego używa wyzwisk i pomówień wobec innych szczególnie jeżeli nie ma wobec nich prawdziwych zarzutów. Przykładem jest jego wywiad w Superstacji prowadzonej przez Wojciecha Mazowieckiego ( syn Tadeusza Mazowieckiego-premiera RP) gdzie raczył obwieścić wszystkim, swoją teze że „Z terrorystami i złodziejami nie powinno się negocjować. Hierarchowie i biskupi, to są terroryści”.

Obecnie prowadzi luksusowe życie posła, oczywiście na koszt polskich podatników, w przyrodzie takie zjawisko ma naukowe określenie jako -„Pasożytnictwo”.


sobota, 13 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                       Andrzej Roczniok

 

 

 Andrzej Roczniok (ur. 29 października 1958 w Zabrzu) – działacz opozycyjny w PRL, od 1980 członek "Solidarności". Działa na rzecz śląskiej mniejszości narodowej, ma negatywny stosunek do Polski.

W latach 1981-1982 internowany. Kolporter wydawnictw niezależnych.

Od 2002 przewodniczący działającego nielegalnie Związku Ludności Narodowości Śląskiej – organizacji śląskiej mniejszości narodowej. Podczas spisu powszechnego w 2002 roku apelował o deklarowanie narodowości śląskiej. Przyczynił się do nadania w dniu 18 lipca 2007 językowi śląskiemu kodu ISO 639–3 "szl". W lipcu 2007 zainicjował obchody 1144 rocznicy Chrztu Śląska. Jako przedstawiciel języka śląskiego wziął udział w powołaniu w dniu 13 grudnia 2003 r. w Gdańsku organizacji PolBLUL (Unia Języków Regionalnych i Mniejszościowych w Polsce) – odnogi EBLUL (Europejskie Biuro Języków Rzadziej Używanych).

Zainicjował i współorganizował konferencję "Śląsko godka – jeszcze gwara czy jednak już język?", która odbyła się 30 czerwca 2008 w Sali Sejmu Śląskiego w Katowicach. 28 sierpnia 2008 wraz z Rudolfem Kołodziejczykiem w imieniu ZLNS zwrócił się z apelem do premiera d. Tuska o szybkie przez Polskę uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Północnej. W sierpniu 2009 w oświadczeniu ZLNŚ nazwał deklarację o nieagresji, którą w 1934 Piłsudski podpisał z Niemcami paktem Hitler-Piłsudski.

Kontrowersje wzbudziła także wypowiedź Andrzeja Rocznioka, który stwierdził w 2005, iż po II wojnie światowej istniały "polskie obozy koncentracyjne".

Wydawca "Kuriera Chadeckiego" i "Ślůnsko Nacyjo". Prowadzi wydawnictwo Narodowa Oficyna Śląska.


 

Czy wydacie miliardy złotych na „komisyjnych artystów”?

Od pewnego czasu we wszystkich mediach pojawia się temat biednych artystów, którym musi pomóc premier i obecny rząd, bo – jak twierdzą – nie mają na składki i na opiekę zdrowotną. Dlatego w imię solidarności i sprawiedliwości wszyscy podatnicy od tej pory mają płacić na „artystów”. Taką narrację przedstawiają obecnie rządzący, którzy najwyraźniej starają się nie pamiętać o innych grupach zawodowych i innych koniecznych wydatkach, jakie są niezbędne dla funkcjonowania państwa.

W imieniu społeczeństwa rządzący wymyślili nagle projekt ustawy, zgodnie z którym wszyscy podatnicy w Polsce mają się od tej pory składać na składki dla grupy „artystów”, którzy nie są w stanie ich opłacać. Świadczenia te będą skutkować rzecz jasna odpowiednimi uprawnieniami w przyszłości, takimi jak renty, emerytury i różne inne świadczenia.

W każdej branży, także artystycznej, obowiązują te same umowy, jakim podlegają wszyscy Polacy, co sprawia, że sztuczne wyróżnianie dowolnej grupy zawodowej jest problematyczne. Warto zaznaczyć, że są artyści, którzy posiadają imponujące dochody i nie potrzebują żadnych dopłat pochodzących z budżetu państwa. Podobnie dzieje się w wielu branżach w obecnie funkcjonującej gospodarce. Najbardziej problematyczne jest to, że o tym, kto ma być artystą, a kto nie, mają decydować przepisy i specjalna komisja, która ma rozstrzygać w takich kwestiach. Powstanie takiej komisji wyraźnie sugeruje, że wprowadzona zostanie, pomimo przepisów, pewna „uznaniowość”, powodująca możliwość opłacania składek dla wybranych artystów. Po spełnieniu pewnych warunków i przychylnym spojrzeniu komisji może okazać się, że niemal dowolna osoba może stać się artystą – a przynajmniej tak może zadecydować komisja w oparciu o odpowiednie przepisy.

Rząd, promując taki projekt ustawy, zdaje się zapominać o innych Polakach, którzy ciężko pracują i też nie mają łatwych warunków życiowych. O innych Polakach jakoś rząd z niewiadomych powodów nie pomyślał z taką troską jak o artystach, którym zamierza przepompować od tych właśnie ciężko pracujących obywateli miliardy złotych. Emeryci, renciści i wiele innych grup są opodatkowani i oskładkowani, co powoduje, że ich realne dochody są niższe – i to oni mieliby się masowo zrzucać na komisyjnie wybranych „artystów”. Zwykli przedsiębiorcy prowadzący drobne biznesy raz po raz są obciążani podatkami i innymi regulacjami, co sprawia, że ich funkcjonowanie jest coraz trudniejsze i coraz bardziej kosztowne. To oni również mają ponosić koszty komisyjnie wybranych „artystów”.

W kraju, w którym brakuje pieniędzy na niemal wszystko, nagle pojawia się projekt ustawy mający wyrzucać kolejne miliardy złotych na określoną, wybraną grupę zawodową, wskazywaną komisyjnie z pewnymi ustawowymi ograniczeniami. Artyści mogą mieć niełatwą sytuację, ale nie można karać innych grup społecznych i faworyzować wybranych – choć, jak ktoś pewnie zauważy, istnieją już takie grupy, które z nieznanych do końca powodów mają określone ulgi przy i tak wysokich wynagrodzeniach.

W kraju, w którym zadłużenie galopuje z porażającą prędkością, gdzie brakuje środków na służbę zdrowia i badania diagnostyczne, gdzie brakuje środków na naukę i edukację, gdzie ceny nośników energii są jednymi z najwyższych na świecie, a działalność gospodarcza jest utrudniana różnymi przepisami, obywatele mają płacić przez wiele, wiele lat na komisyjnie wybranych artystów.

W kraju, w którym ludzie dociskani są z każdej strony różnymi opłatami, daninami i podatkami, w sposób „uśmiechnięty” pragnie się wydać kolejne miliardy na komisyjnie wybraną „artystyczną” grupę zawodową, nie wskazując źródeł finansowania nowych wydatków. Wprowadzane są różne kolejne opłaty „prośrodowiskowe”, kolejne opłaty „proenergetyczne” i wiele innych, podnoszących nieustannie koszty życia, jak i funkcjonowania niedużych firm. Nawet przepisy są coraz częściej tworzone w absurdalny sposób.

W mediach pojawiła się sprawa „z krewetkami”. Jak się okazuje, pizza mająca na sobie chociaż jedną krewetkę jest opodatkowana VAT-em 23%, podczas gdy pizza bez krewetek jest już opodatkowana VAT-em 8%. Gdy przedsiębiorca nie będzie wiedział o takim szczególe, zaraz pojawi się urzędnik, który od razu dowali mu karę administracyjną, bez pouczenia. Trudno oczekiwać, że mogłoby być inaczej, skoro budżet potrzebuje środków na Ukrainę, na kredyt SAFE, na kredyty z KPO, na spłatę wyemitowanego zadłużenia oraz być może na „artystów”. „Budżet” musi pozyskiwać wszelkimi dostępnymi metodami środki od tych najmniejszych przedsiębiorców i pracowników. Z takich być może powodów urzędnicy otrzymują drastyczne nakazy karania podatników i wyszukiwania najdrobniejszych kruczków, by nieświadomy tego podatnik musiał zapłacić niemałą dla niego karę, a to – jak można łatwo przewidzieć – może poważnie zaszkodzić jego działalności gospodarczej. W taki sposób obciąża się coraz bardziej działalność gospodarczą wielu Polaków, którzy utrzymują polityków, urzędników i różne grupy zawodowe. Wyniszczając polski biznes, jednocześnie robi się miejsce dla olbrzymich korporacji, które są zadziwiająco odporne na płacenie podatków w Polsce.

W ostatnim czasie wchodzi w życie też pakt migracyjny, który w przyszłości stanie się miliardowym obciążeniem dla budżetu państwa. W każdym przypadku będą płynąć na to miliardowe środki od polskich podatników. Środki, które Polska pozyskuje z UE, nie są darmowe, a bardzo często są to kredyty i pożyczki. Pewne granty też pochodzą z budżetu UE, do którego Polska wpłaca coraz więcej i staje się płatnikiem netto, co oznacza, że więcej wpłaca do budżetu UE, niż z niego otrzymuje.

Na horyzoncie czasowym widoczny jest też podatek „energetyczny” ETS2, który będzie potężnym ciosem dla całej gospodarki, już teraz zmagającej się z cenami energii, paliw i drastycznymi przepisami. W takich to okolicznościach rząd planuje przyznać komisyjnie wybranym „artystom” miliardy złotych, bez patrzenia na pozostałe grupy zawodowe.

A może wprowadzić ustawę dla wszystkich grup zawodowych, że ci, którym „nie idzie”, zostaną uznani za potrzebujących i wtedy państwo opłaci im składki? Niech zgłoszą się drobni przedsiębiorcy, niech zgłoszą się emeryci, niech zgłoszą się nauczyciele i niech zgłoszą się wszyscy ci, którzy mają jakiekolwiek problemy finansowe. Niestety dla ogromnych rzesz społeczeństwa takie rozwiązania nie istnieją. Być może takie rozwiązania powinny istnieć w dzisiejszym świecie, w którym ludzie powinni mieć zagwarantowany określony minimalny poziom życia. Byłoby to bardzo humanitarne. Należałoby w takim przypadku nie ograniczać się do jednej grupy zawodowej, a objąć nim całe społeczeństwo, bo nigdy w życiu nie wiadomo, kto w jakiej sytuacji może się znaleźć. W takim przypadku należałoby ustanowić odpowiednie przepisy gwarantujące pewną stałą pomoc dla takich ludzi. Gdyby powstała taka ustawa, zyskałaby nie tylko akceptację społeczną, ale też mogłaby być pewnym fundamentem społecznej, narodowej solidarności.

Prezentowana przez rząd i premiera ustawa o „artystach” budzi ogromne kontrowersje i sprzeciw społeczny, dlatego też trudno przypuszczać, że znajdzie ona uznanie w parlamencie, a prezydent jej nie zawetuje. Problem ludzi zmagających się z trudnymi warunkami życiowymi, niezależnie od wykonywanej profesji, powinien być rozwiązany kompleksowo w skali całego polskiego społeczeństwa. Cały temat zdaje się być pewnego rodzaju odwróceniem uwagi społeczeństwa od spraw naprawdę ważnych i wprowadzaniem przepisów oraz rozwiązań, które jeszcze bardziej obciążają budżet państwa.

Coraz bardziej dramatyczna sytuacja finansów publicznych i nurkujące najważniejsze wskaźniki gospodarcze wskazują na niezwykle trudny okres dla polskiej gospodarki. Ci, którzy będą rządzili w kolejnych latach, zmierzą się z falą ogromnego niezadowolenia społecznego, bo zostało zrobione niemal wszystko, by doprowadzić państwo do trudnej sytuacji gospodarczej i społecznej. Na horyzoncie nie widać żadnych pozytywnych czynników, które mogłyby świadczyć o dobrych prognozach dla Polski i Polaków. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że zaprezentowane prognozy się nie spełnią i pojawią się jakiekolwiek pozytywne czynniki, mogące zmienić coraz bardziej tragiczną sytuację gospodarczo-społeczną.

Autorstwo: Criswhite
Źródło: WolneMedia.net

 

Na marginesie artykułu „Izba Administracji Skarbowej donosi na Stanowskiego”

„Źródłem afery jest zachowanie urzędniczki skarbowej, która wybrała się do gdańskiej Pizzerii Sabroso, zjadła pizzę z krewetkami, obejrzała paragon i wystawiła przedsiębiorcy 2500 zł mandatu”; „Babsko, które wyszukuje takiego rodzaju pizzy, by przedsiębiorca miał problem z właściwą stawką VAT, i które po wpałaszowaniu pizzy z krewetkami daje mandat na 2500 złotych, zasługuje na publiczne upokorzenie i napiętnowanie” – napisał w serwisie „X” Stanowski. W jednym z programów na Kanale Zero dodał: „Przecież Ciebie powinni trzymać na rynku rozebraną do naga, przypiętą do jakiegoś słupa, żeby wszyscy widzieli, jak głupi potrafi być urzędnik”.

W komentarzach do felietonu niektórzy autorzy powiadają, że nie ma na co się oburzać, bo urzędniczka przestrzegała prawa, a właściciel pizzerii został słusznie ukarany. Bo wystarczy przestrzegać prawa i wszystko jest OK.

A przecież przy takiej laksacji prawno-ustawodawczej, jakiej jesteśmy od pewnego czasu świadkami, można przegłosować i kazać stosować przepis na przykład taki, że kierowca ma podawać prawo jazdy kontrolującemu policjantowi w zębach, bo inaczej mógłby policjanta ugryźć. Można doprecyzować, że powinno się trzymać dokument między kłem a siekaczem. I każdy inny przepis. Na pewno posłowie by przegłosowali. Nawet Brauna za Chanukę potępili.

Za Hitlera przestrzegano prawa, wyszedł z tego Holocaust i inne zbrodnie. Za Stalina też przestrzegano prawa: w Gułagu niejaki Naftali Aronowicz Frenkel wymordował miliony ludzi głodem zgodnie z obowiązującym prawem. OK?

Podatków już z nas zgarniają dużo, bo pierwsze pół roku pracuje się wyłącznie dla państwa (patrz dzień wolności podatkowej). Administracja powinna państwem zarządzać, a nie rządzić. Kasy mają tyle, że jakiś p.o. Polaka minister deklaruje, iż da Ukrainie 100 mln dolarów, bo izraelo-ukraiński oligarcha zgarnął „szmal” i skorzystał z prawa aliji.

Za dużo u nas tych nadzwyczajnych kast, gnębiących właściciela pizzerii lub straganu z pietruszką, a nie potrafiących dobrać się do skóry grubym aferzystom jak w Amber Gold, różne oscylatory Balcerowicza i Bagsika-Gąsiorowskiego czy Zondacrypto.

Prawo powinno chronić obywatela, a nie pomagać urzędnikowi zastawiać pułapki, by gnębić ludzi. Ludzie pracują ciężko, a rządzący spuszczają im na głowy, zgodnie z uchwalanym prawem, różne absurdalne lub wręcz zbrodnicze Zielone Łady, pakty migracyjne, kamienie milowe, lichwiarskie pożyczki i inne koszmary zrodzone w umyśle przebiegłego geszefciarza. Wygląda to na zmowę złoczyńców, topiących Polskę w szambie.

Popieram Stanowskiego, ma w tym przypadku rację, a kastę urzędniczą moim zdaniem powinno się odchudzić przynajmniej o 3/4, od ministerstw poczynając.

Na początek wprowadziłbym obowiązek corocznego tygodniowego stażu pracy w sektorze usługowym dla każdego urzędnika: osiem godzin dziennie wykładania chemii lub warzyw i owoców z Mercosuru na półki w Biedronce, serwowania na stojąco przez osiem godzin pizzy w pizzerii, ośmiogodzinnego dnia handlu na straganie z pietruszką i ziemniakami bez względu na ocieplenie klimatu, rozwożenia paczek kurierskich i wykonywania temu podobnych pożytecznych prac. Do wyboru. W ramach pogłębiania wiedzy o społeczeństwie.

Dla stopni kierowniczych średniego szczebla zarezerwowałbym staż u mechaników samochodowych przy wiosennym i jesiennym zmienianiu opon, brakuje tam rąk do pracy, a migranci jakoś nie garną się do roboty, mimo że coraz więcej spotyka się ich pod bankomatami.

Kierownikom wyższego szczebla w administracji zleciłbym obowiązkowe posypywanie piaskiem oblodzonych ulic i parkingów, na których ludzie masowo łamali minionej zimy ręce i nogi. Teraz się rehabilitują, kładąc na łopatki i tak bankrutujący NFZ.

A burmistrzów przykuwałbym na osiem godzin dziennie do pręgierzy, by stojąc wysłuchiwali, co ludzie o nich myślą. Tylko przez tydzień w roku. Oczywiście takie prawa trzeba by uchwalić, wszystko byłoby zgodne z prawem. Byłoby OK.

Opuściliby na ten tydzień swoje ergonomiczne fotele w klimatyzowanych urzędach opłacanych przez podatników (tych z pizzerii i tych ze straganów z pietruszką, a nie z Zondacrypto czy AmberGold) i pokazali ludziom swoje twarze schowane na co dzień za tarczami monitorów komputerów. Zobaczyliby, jak wygląda z bliska świat, którym koniecznie chcą rządzić, zamiast zarządzać.

Autorstwo: Barnaba d’Aix
Źródło: WolneMedia.net

czwartek, 11 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                          Jerzy Pomianowski

 

 

 Jerzy Pomianowski, pseud. Dyonizy Aczkolwiek, Michał Kaniowski (ur. 13 stycznia 1921 w Łodzi jako Jerzy Birnbaum) – polski prozaik pochodzenia żydowskiego, eseista, „ekspert” do spraw historii Europy Wschodniej, krytyk teatralny, scenarzysta filmowy, tłumacz literatury pięknej z języka rosyjskiego i niemieckiego.

Urodził się w zasymilowanej rodzinie żydowskiej, jako syn Stanisława Pomianowskiego (zm. 1959) – technika włókiennika i Janiny z domu Kliger (zm. 1960) – nauczycielki języka polskiego. Jest wnukiem chazana i kompozytora Abrahama Bera Birnbauma (1865-1923) oraz bratankiem aktorki Heleny Gruszeckiej (1901-1982) i publicysty Mieczysława Birnbauma (1889-1940).

Debiutował w 1937 (pod pseudonimem Dyonizy Aczkolwiek) w Próbach, pierwsze fraszki i przekłady literackie zamieszczał w Szpilkach, był także felietonistą pisma Młodzi idą (organ Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego OM TUR). W 1938 zdał maturę w Polskim Gimnazjum Społecznym w Łodzi (języka polskiego uczył go Mieczysław Jastrun, chodził do klasy m.in. z Jerzym Jochimkiem). Rozpoczął studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim (seminarium Tadeusza Kotarbińskiego).

Po wybuchu II wojny światowej uciekł do radzieckiej strefy okupacyjnej. Został „zwerbowany” do pracy w kopalni w Donbasie. Po napaści III Rzeszy na Związek Radziecki w 1941 wyjechał do Tadżykistanu, gdzie rozpoczął studia medyczne w Stalinabadzie; pracował w prosektorium.

W latach 1944-1946 redaktor PAP Polpress w Moskwie. Publikował m.in. w Nowych Widnokręgach -organie Związku Patriotów Polskich [agentury stalinowskiej w Polsce]. Nowe widnokręgi – początkowo miesięcznik, potem dwutygodnik społeczno-literacki, oficjalny organ komunistycznego, Związku Pisarzy Radzieckich wydawany od 1941 w okupowanym przez ZSRR Lwowie, o charakterze antypolskim, skupiający zdrajców narodowych którzy aktywnie popierali oderwanie Lwowa od Polski oraz aneksje wschodnich terenów II RP przez ZSRR na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow.

W 1946 jako repatriant wrócił do Polski i wstąpił do PZPR. W tym samym roku wyjechał do ZSRR jako korespondent prasowy. W 1947 ukończył I Instytut Medyczny w Moskwie.

W latach 1947-1951 był kierownikiem Samodzielnego Referatu Prasy i Propagandy Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia (u ministra Tadeusza Michejdy). W latach 1951-1958 kierownik działu teatralnego tygodnika Nowa Kultura, a w latach 1953-1957 wykładowca na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Publikował m.in. w tygodniku Świat. W latach 1958-1961 kierownik literacki Teatru Narodowego, następnie w latach 1961-1968 zespołu filmowego Syrena.

W lutym 1969 na fali antysemickiej kampanii, która była następstwem wydarzeń marcowych, pozbawiony pracy i możliwości druku, wyjechał do Włoch. W latach 1969-1970 wykładał na Akademii Teatralnej (National Academy of Dramatic Art) w Rzymie. Stypendysta włoskiego MSZ w Rzymie (1971-1973). Od 1974 wykładowca literatury polskiej na Uniwersytecie w Bari, Florencji i Pizie. Był współpracownikiem pism francuskich i włoskich oraz doradcą oficyny E/O (wydawcy wielu polskich dzieł). Współpracował z paryską Kulturą, tłumacząc dla Instytutu Literackiego w Paryżu (pod pseudonimem Michał Kaniowski) dzieła dysydentów rosyjskich, takich jak Andriej Sacharow i Aleksander Sołżenicyn (m.in. trzytomowy Archipelag Gułag, nadawany też przez Rozgłośnię Polską Radia Wolna Europa). Tłumaczył także inne utwory literatury rosyjskiej i radzieckiej: Izaaka Babla, Michała Bułhakowa, Antoniego Czechowa, Eugeniusza Szwarca, Lwa Tołstoja, Anny Achmatowej, Osipa Mandelsztama, Leonida Martynowa, a także języka niemieckiego: m.in. Ericha Kästnera, Klabunda i Ericha Mühsama.

Do Polski wrócił w 1994. Współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym, Gazetą Wyborczą i Rzeczpospolitą. Z inspiracji Jerzego Giedroycia założył w 1999 i redaguje miesięcznik Nowaja Polsza.

Członek ZPL, Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Polskiego PEN-Clubu (od 1999 członek Zarządu), SFP, jeden z założycieli i prezes Polskiej Unii Pisarzy-Medyków (1967-1969).

Członek istniejącej od roku 2008 polsko-rosyjskiej Komisji do Spraw Trudnych.

Sygnatariusz listy „intelektualistów” sprzeciwiających się budowie w Warszawie pomnika ofiar ludobójstwa dokonanego przez faszystów ukraińskich z OUN-UPA, SS Gallizien...


Pomianowski – gloryfikator OUN-UPA:


Jerzy Pomianowski w wywiadzie „Ukraina staje się wasalem Rosji” („Rzeczpopspolita” z 29 04.2010., s A16 dopuścił się pewnych wprost moralnie i politycznie niedopuszczalnych twierdzeń związanych z problematyką ukraińskiego ludobójstwa na Polakach w okresie II wojny światowej. Sprawa ta została gruntownie przebadana w okresie III RP, zaowocowała poważnymi, niekiedy wręcz monumentalnymi pracami naukowymi, rozwinięta została w publikacjach IPN w okresie prezesury Janusza Kurtyki, wreszcie politycznie i moralnie ostatecznie osądzona przez znaną uchwałę Sejmu RP z 15 lipca 2009 roku „W sprawie tragicznego losu Polaków na Kresach Wschodnich”. W tej jednomyślnie przyjętej uchwale uznano „znamiona ludobójstwa” tych wydarzeń.

Tymczasem Pomianowski, w swoim wyżej wspomnianym wywiadzie pozwala sobie na sformułowania, idące wprost na odsiecz nadal istniejącym i aktywnym pogrobowcom OUN-UPA.

Po pierwsze, dokonuje zdumiewającej próby „przechrzczenia” ukraińskich nacjonalistów na „ukraińskich narodowców”[wbrew ich woli], a więc na ukraińskich „patriotów”, co jest kłamstwem tak historycznym jak i politycznym.

Po drugie, Pan Pomianowski pozwala sobie określić Polaków, którzy swą wieloletnią pracą – a trzeba tu mieć szczególnie na uwadze pracujących przeważnie społecznie niestrudzonych badaczy tego ludobójstwa – jako „naszych rodzimych szowinistów”, autorów „kampanii szczucia przeciwko ukraińskim narodowcom” co jest czystą demagogią i antypolską prowokacją.

                                                                  www.yelita.pl

 

Ben Gvir chce, by Izrael porywał kobiety i dzieci

https://www.youtube.com/watch?v=iPlD3Ci1upw 

Izraelskie media poinformowały we wtorek, że tamtejszy minister bezpieczeństwa narodowego, Itamar Ben Gvir, zasugerował podczas posiedzenia gabinetu bezpieczeństwa, iż armia powinna w Libanie porywać kobiety i dzieci, aby w ten sposób wywrzeć presję na Hezbollahu.

„Zacznijmy myśleć nieszablonowo o Hezbollahu” – powiedział Ben Gvir, według dziennika „The Jerusalem Post”. „Oczywiście mam na myśli także podbijanie terytorium i zabijanie wielu terrorystów, a oprócz tego aresztowanie ich kobiet oraz młodzieży i umieszczanie ich w więzieniach dla terrorystów. To właśnie boli ich najbardziej”.

Wzmianka Bena Gvira o „więzieniach dla terrorystów” odnosi się do izraelskich ośrodków penitencjarnych dla Palestyńczyków schwytanych w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu. Placówki te są oskarżane o stosowanie tortur – w tym takich metod jak głodzenie więźniów, czym Ben Gvir wcześniej chwalił się publicznie, oraz o powszechne wykorzystywanie seksualne.

Ben Gvir, lider partii Żydowska Siła, już wcześniej opowiadał się za zabijaniem kobiet i dzieci. W 2024 roku stwierdził, że każdej kobiecie lub dziecku zbliżającym się do izraelskiej granicy należy strzelić w głowę. W ubiegłym roku podczas posiedzenia gabinetu powiedział również, że Siły Obronne Izraela (IDF) powinny strzelać do dzieci podchodzących do tzw. „żółtej linii” w Gazie.

Izraelski minister wywołał niedawno incydent dyplomatyczny, publikując nagranie przedstawiające aktywistów flotylli płynącej do Gazy, którzy po zatrzymaniu przez Izrael byli wyszydzani i sadystycznie poniżani. Film spotkał się z szerokim potępieniem ze strony państw, których obywatele znajdowali się wśród zatrzymanych. W odpowiedzi na tę publikację włoscy prokuratorzy wszczęli dochodzenie przeciwko Benowi Gvirowi.

Choć Ben Gvir jest często przedstawiany jako polityk skrajny i marginalny, ma znaczący wpływ na izraelski rząd. Jako minister bezpieczeństwa narodowego nadzoruje policję oraz system więziennictwa. Jest również uznawany za główną siłę napędową uchwalenia przez izraelski Kneset ustawy o karze śmierci, która ma mieć zastosowanie wyłącznie do Palestyńczyków.

Autorstwo: Dave DeCamp
Napodstawie: JPost.com [1] [2], BTSelem.org, AA.com.tr, TimesOfIsrael.com, KAN.org
Źródło zagraniczne: News.AntiWar.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

wtorek, 9 czerwca 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                          Andrzej Piątak

 

 Andrzej Piątak (ur. 2 września 1969 w Szczecinie) – członek Ruchu Palikota, poseł na Sejm RP VII kadencji, „żołnierz Palikota” i właściciel „krwawego biznesu”.

Twórca obozu koncentracyjnego dla zwierząt w okolicach Nowogardu w województwie zachodniopomorskim.

 

 

Jest absolwentem Po­li­tech­ni­ki Szcze­ciń­skiej, gdzie studiował elektronikę i te­le­ko­mu­ni­ka­cję. W latach 1991–2003 pro­wa­dził wspó­lnie ze swoim bratem firmę, zaj­mu­ją­cą się budową sieci telewizji kablowej w ta­kich mias­tach jak No­wo­gard, Ło­bez czy Myś­li­bórz ale im nie szło więc w 2003 r. zaczął hodować norki bo jak koś nic już nie umie to zabiera się za „krwawy biznes” Część skórek zdartych z 60 tys. hodowlanych norek eksportuje do Chin. Zwierzęta giną w męczarniach pomimo faktu że w Polsce istnieje Ustawa o Ochronie Zwierząt!!!

Jego największy sukces polityczny to awantura przed siedzibą miejską w Szczecinie w lutym 2011 roku. Przed sesją w siedzibie rady miejskiej w Szczecinie zjawiają się mężczyźni z drabiną. Na ścianie obok krzyża pojawiają się gwiazda Dawida i islamski półksiężyc. Wybucha awantura, radni usuwają dowieszone symbole. Wtedy na drabinę wchodzi mężczyzna, który zdejmuje krzyż. Media trąbią o zdarzeniu, ale personaliów nikt nie podawał. A to był ówczesny szef Ruchu Poparcia Palikota w Szczecinie, jedynka na tamtejszej liście, obecnie poseł Ruchu Palikota Andrzej Piątek.

W wyborach samorządowych w 2010 z listy postkomunistycznej Sojuszu Lewicy Demokratycznej bez powodzenia kandydował na radnego Nowogardu (dostał aż 11 głosów).

Sfrustrowany zaangażował się następnie w działalność Stowarzyszenia Ruch Poparcia Palikota.

W czerwcu tego samego roku został przewodniczącym partii Ruch Palikota w okręgu szczecińskim. W wyborach w 2011 startował z 1. miejsca listy tego ugrupowania do Sejmu RP jako tzw. słup Palikota.

Po otrzymaniu mandatu poselskiego został awansowany na - „żołnierza Palikota”.

Pomimo otrzymywania olbrzymich uposażeń jako poseł i dodatkowo szeregu przywilejów utrzymuje nadal swój „krwawy biznes” w którym świadomie i z pełnym poczuciem bezkarności popełnia przestępstwa przeciwko Ustawie o Ochronie Zwierząt. Jako poseł i żołnierz Palikota uważa się za nietykalnego i nie boi się odpowiedzialności karnej.

Wylicza tylko że za jedną skórkę tak okrutnie zamordowanego zwierzaka otrzymuje od 100zł do 150zł i tylko to go interesuje.

Przestępstwa te ujawniła akcja obrońców praw zwierząt, którzy na terenie hodowli norek posła RP Andrzeja Piątaka (reprezentuje woj. zachodniopomorskie) nakręcili film, który ma być dowodem na to, że polityk znęca się nad zwierzętami. Ten drastyczny dokument został upubliczniony, widać na nim, że hodowane na futra zwierzęta mają rany, żyją ściśnięte w klatkach. Ścieki z gospodarstwa odprowadzane są do gruntu. Stowarzyszenie Otwarte Klatki zdecydowało, że należy w tej sprawie zawiadomić prokuraturę.

Doniesienie jest efektem społecznego śledztwa, które wolontariusze stowarzyszenia Otwarte Klatki przeprowadzili w zeszłym roku na fermach zwierząt futerkowych w Polsce. Wstrząsające wyniki umieścili w raporcie "Cena futra". Sprawdzili i udokumentowali warunki w 53 spośród około 800 ferm. - Na fermie posła Piątaka udokumentowaliśmy okaleczone i chore zwierzęta, których nikt nie leczy, przepełnione klatki powodujące agresję, samouszkodzenia, robaki w klatkach. A także praktyki zagrażające środowisku i ludziom - mówi gazecie Dobrosława Karbowiak z Otwartych Klatek, współautorka raportu.

- Na łąkę odprowadzana jest deszczówka. Mamy zgodę, by odprowadzać ją do rowu. A odchody nie wsiąkają w ziemię pod klatkami, bo pod ziemią jest membrana, która ich nie przepuszcza - odpowiada na zarzuty Piątak.- Wszystko mamy w porządku. Właśnie jestem po kontroli ochrony środowiska. A w Szczecinie jej szefem jest człowiek z PO, więc nie mieliby powodu, żeby mi zaoszczędzić czegokolwiek – dodaje.

Piątak liczy na układy dlatego prokuratury się nie boi i ma zamiar nadal prowadzić swój „krwawy biznes”.

Klub parlamentarny Ruchu Palikota poprosił posła Piątaka o wyjaśnienia. Już wiadomo, że żadna kara go nie spotka, bo Ruch Palikota stanął murem za swoim żołnierzem.


                ELITY - DRUGI GARNITUR                                     Armand Kamil Ryfiński   (ur. 1974 w Warszawie) ...