piątek, 29 maja 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                 Płk. Aleksander Makowski

 

 

 Aleksander Makowski to jak naj­bar­dziej oficer SB, choć sam mówi o so­bie jako o „zawodowym szpiegu”, twie­r­dząc, że funkcjonował w „szla­che­t­nej” służbie wywiadu, a nie w SB. Problemem jest to, że w 1985 r. (ma­jąc 34 lata) objął stanowisko dy­re­k­to­ra XI Wydziału ds. Zwalczania Dywersji Ideologicznej w I Departamencie SB (wywiadu) i zajmował je do 1988 r. W tym wydziale „szpiegował” dzia­ła­czy „Solidarności”, którzy wysyłali z zagranicy i przyjmowali w Polsce spe­cja­l­ne transporty dla podziemia: sprzętu, materiałów, pieniędzy, wy­da­w­nictw itp. Płk Makowski był jednym z tych esbeków, którzy mieli największe zasługi w zwalczaniu solidarnościowego podziemia i werbowaniu oraz umie­sz­cza­niu agentów w krajowych i zagranicznych strukturach związku.

Po tym jak Makowski przestał kierować XI Wydziałem ds. Zwalczania Dywersji Ideologicznej, stał się pracownikiem polskiej ambasady w Rzy­mie, gdzie pod dyplomatycznym przykryciem prowadził i kontrolował age­n­tów umieszczonych w otoczeniu Jana Pawła II.

Czyli zajmował się równie „wredną” robotą jak infiltrowanie so­li­dar­no­ś­cio­wej opozycji, a może nawet jeszcze bardziej szkodliwą. A to z tego powodu, że aż do 1990 r. informacje zdobywane przez agentów służb PRL trafiały do Moskwy i pozwalały KGB prowadzić działania przeciwko polskiemu pa­pie­żo­wi. Nic dziwnego, że po tym, co robił od 1985 r., płk Makowski został negatywnie zweryfikowany i zwolniony ze służby, co w wypadku wywiadu było ewenementem. Oficerowie wywiadu SB przechodzili bowiem po­zy­ty­w­nie weryfikację, z wyjątkiem Makowskiego i jego następcy w XI wydziale mjr. Wiesława Bednarza. Później obaj panowie spotkali się w ochro­nia­r­skiej spółce Konsalnet.

Wielu agentów SB, o których wie Makowski. zostało ujawnionych, ale o tych najcenniejszych, których nie rejestrowano albo wyczyszczono do ostatniego papierka i zapisu ich dossier, wciąż nic nie wiemy. A to mogą być bardzo głośne nazwiska, mające wpływ na początki III RP albo wciąż czynne w polskiej polityce na najwyższych szczeblach, ale także w innych sferach życia.

Stąd się zapewne bierze dziwaczny status Makowskiego jako medialnej gwiazdy czy swego rodzaju esbeckiej „świętej krowy”. Nieujawnieni, a wpły­wo­wi agenci, o których wie Makowski, mogą się tej jego wiedzy panicznie bać i robić wszystko, by mógł odgrywać rolę „zawodowego szpiega”.

Makowski jest chyba jedynym negatywnie zweryfikowanym oficerem SB, który aż do 2006 r. prowadził przeróżne operacje dla polskich służb, naj­pierw cywilnych, a potem wojskowych. W książkach i wywiadach w me­diach opowiada rzewne historie o swoim wielkim patriotyzmie i służeniu Polsce. Z tego, co można znaleźć w materiałach IPN oraz w raporcie o lik­wi­da­cji WSI wynika, że płk Makowski po prostu robił z polskim państwem świetne interesy.

Na początku lat 90. uczestniczył w operacjach tajnych służb polegających m.in. na rzekomo kontrolowanym handlu bronią. Jeden z transportów broni miał być przeznaczony dla terrorystów z IRA. Broń, załatwioną przez fun­k­cjo­na­riu­szy Urzędu Ochrony Państwa, przewożono do Anglii statkiem „Ino­wro­cław”. Potem miała trafić do Belfastu. Miał to być wielki sukces UOP, ale nie był. Gdy sprawa wyszła na jaw, oburzenia nie kryła „Gazeta Wyborcza” zarzucając odpowiedzialnym za operację „fałszowanie dokumentów”, „wpro­wa­dza­nie w błąd instytucji państwowych”, „spowodowanie za­gro­że­nia życia załogi statku”, „wywóz broni bez zezwolenia”.

 

 Rudolf Skowroński

 

Związawszy się jeszcze w latach 90. z biz­nes­me­nem Rudolfem Skowrońskim (m.in. właścicielem spółki Inter Commerce, za któ­rym w 2006 r. wysłano międzynarodowy list gończy, bo zniknął bez śladu) i mając wszelkie oficjalne pełnomocnictwa polskich władz i służb, Makowski chciał rozwijać sieć przykrywkowych interesów w Afganistanie. Miały być one polem działań wywiadowczych i kontrwywiadowczych polskich służb. A wszy­s­tko miało się opierać na rewelacyjnych kon­tak­tach Makowskiego z Ahmadem Szahem Massudem, przywódcą Sojuszu Północnego, który zginął w zamachu dwa dni przed atakiem Al.-Kaidy na WTC w Nowym Jorku.

Dzięki kontaktom i „przyjaźni” z Massudem nie tylko polski kontyngent miał być specjalnie chroniony i uprzedzany o niebezpieczeństwach, ale i sojusznicy Polski. Problem polegał na tym, że tych rewelacyjnych kontaktów nie dało się zweryfikować, choć za usługi Makowskiego i je­go domniemanej siatki płacono duże kwoty z kasy polskich służb. Powstało więc podejrzenie - i to zarówno pod koniec rządów Jerzego Buz­ka, jak i za urzędowania Leszka Millera – że owe rewelacyjne kontakty to bajeczka dla naiwnych, żeby inkasować duże sumy.

Oficjalnie Skowroński i Makowski handlowali szmaragdami, które były wiel­kim bogactwem kontrolowanej przez Massuda Doliny Pandższiru. Nie­ofi­cja­l­nie Makowski dostarczał Massudowi afgańską walutę drukowaną w Po­l­skiej Wytwórni Papierów Wartościowych. A docelowo chciał po prostu dostarczać broń Sojuszowi Północnemu Massuda, bo na tym się najlepiej zarabiało. Na handel bronią podobno nie zgodzili się Amerykanie. Wskutek konfliktów z szefami cywilnych służb – o pieniądze i wartość informacji, Makowski zmienił mocodawcę i zaczął świadczyć usługi na rzecz WSI.

Na początku 2002 r. płk Makowski towarzyszył ówczesnemu ministrowi obrony Jerzemu Szmajdzińskiemu w podróży do Afganistanu (w delegacji był także następca Makowskiego na stanowisku szefa XI wydziału mjr Wiesław Bednarz). Makowski roztoczył wizję namierzenia kryjówek szefów Al.-Kaidy, w tym Osamy Bin Ladena. I podobno tego ostatniego miał już na widelcu w 1999 r., ale przywiązane do legalizmu służby USA nie bardzo chciały go schwytać. Makowski nie został więc globalnym bohaterem, który uratował Amerykę przed zamachem z 11 września 2001 r.

Zyskał podziw nie tylko Jerzego Szmajdzińskiego i szefa WSI Marka Du­ka­cze­w­skie­go, ale też Radosława Sikorskiego, ministra obrony w rządzie PiS, który miał być Makowskim „zachwycony” i „zauroczony”.

Makowski zapewniał, że choć Massud nie żyje, jego następca, Mohammed Fahim, też jest jego „przyjacielem”. Dzięki temu polski kontyngent miał mieć na bieżąco informacje o najmniejszym nawet zagrożeniu, a także masę danych o wszystkim, co się działo na obszarze kontrolowanym przez polskich żołnierzy. Innymi słowy: cud, miód i maliny. Do pełni szczęścia brakowało tylko firm działającym pod przykryciem, gdzie można by umieścić zakonspirowanych oficerów polskiego wywiadu. Plan tego interesu Ma­ko­w­ski miał gotowy w 2006 r. Ale „paskudny” nowy wiceminister obrony i szef kontrwywiadu wojskowego Antoni Macierewicz wszystko storpedował.

Tak naprawdę chodziło o to, że nie uwierzono w ani jedno słowo i za­pe­w­nie­nie superszpiega Makowskiego, bo nie było na jego opowieści i obie­t­ni­ce żadnych dowodów. Były natomiast podejrzenia, że może się szykować niebywały skandal. Tajne działania jak najbardziej tajnych służb mogły być bowiem fantastyczną przykrywką dla ciemnych interesów, a nie działań wy­wia­do­w­czych. Takie ciemne interesy wykrył np. w swoim kontyngencie brytyjski kontrwywiad. Po prostu w Afganistanie było pod dostatkiem he­ro­i­ny. I pod osłoną tajności różni ludzie z różnych kontyngentów w nie­kon­tro­lo­wa­nych transportach przemycali do swoich krajów duże tran­spor­ty tego narkotyku. A ponieważ tajne służby, szczególnie w krajach postkomunistycznych, miały własne siatki „kapusiów” wywodzących się z przestępczego podziemia, więc dystrybucja czy przerzut heroiny, także do innych krajów nie stanowiły przeszkody.

Problemem było tylko to, jak to wszystko udowodnić, skoro operacje i tran­spor­ty były tajne i niekontrolowane, a procederem zajmowali się spe­cja­li­ści od tajnych spraw i interesów. Tego powodu rozstania się z „fa­cho­w­ca­mi” z rodowodem z czasów komunistycznych nigdy oficjalnie nie podano, ale poszlak było i jest aż nadto. Być może kiedyś się dowiemy, jak „przy­kry­w­ko­we” interesy wywiadowcze naprawdę wyglądały i na czym miały polegać.

 

                                                           Biznesowi partnerzy 

 

 Jerzy Konieczny
  
 Plejada nazwisk, która pojawia się w ko­n­tek­ście biznesowych powiązań Ale­k­sa­n­d­ra Makowskiego, może przyprawić o za­w­rót głowy. To, że wśród nich są da­w­ni znajomi z wywiadu i służb PRL jak np. Wiesław Bednarz (kolega z XI Wydziału) czy Jerzy Konieczny (przed 1990 r. pra­co­w­nik MSW, a później wiceszef i szef UOP), nie powinno nikogo dziwić.
 
 
 Jacek Merkel
 
 Zaskoczenie budzi natomiast fakt, że we wspó­l­nych przedsięwzięciach z byłym szpie­giem działali Jacek Merkel (którego Ma­ko­w­ski rozpracowywał w latach 90.) czy mecenas Robert Smoktunowicz, późniejszy senator Platformy Obywatelskie działacz Stronnictwa Demokratycznego Pawła Piskorskiego.
W aktach Krajowego Rejestru Sądowego mo­ż­na wyczytać, że Makowski zasiadał w jednej firmie m.in. razem z Beatą Tyszkiewicz (ek­s­pert TVN), Zbigniewem Grycanem (za­re­jest­ro­wa­nym przez SB jako TW „Zbyszek) czy też związanym z lewicą Januarym Gościmskim
 
 
mec. Robert Smoktunowicz

 I chociaż wśród biznesowych partnerów po­ja­wia­ją się takie nazwiska, jak Grzegorz Że­mek (FOZZ) czy Edward Mazur (według po­l­skiej prokuratury zleceniodawca zabójstwa b. szefa policji gen. Marka Papały), to naj­cie­ka­w­szym partnerem biznesowym był jednak Ru­dolf Skowroński, z którym w 1997 r. po­je­chał do Afganistanu.
 

Płk Makowski nie był superszpiegiem, a jednym z najbardziej zasłużonych dla zwalczania podziemnej „Solidarności” i szpiegowania otoczenia Jana Pawła II. I kimś jeszcze

Z SB do Klewek 

                                                                 www.yelita.pl


 

              Na Florydzie wypuszczono                               napromienione komary

https://www.youtube.com/watch?v=xiFbUWKL-VI&t=2s

Agencja kontroli komarów na Florydzie potwierdziła przeprowadzenie eksperymentu, w ramach którego nad częścią miasta Fort Myers wypuszczono z dronów około 800 tysięcy laboratoryjnych komarów. Owady zostały wcześniej poddane sterylizacji za pomocą promieni rentgenowskich, co wywołało ożywioną dyskusję na temat bezpieczeństwa publicznego oraz braku świadomej zgody mieszkańców.

Operację zorganizowano na terenie historycznej posiadłości Edison and Ford Winter Estates. To popularny obiekt turystyczny obejmujący ogrody, muzea i publiczne aleje spacerowe, które przez cały rok są masowo odwiedzane przez cywilów i rodziny z dziećmi. Lokalny okręg kontroli komarów w hrabstwie Lee (Lee County Mosquito Control District), odpowiedzialny za tę akcję, działa od 1958 roku jako niezależna jednostka finansowana głównie z lokalnych podatków od nieruchomości. Oznacza to, że mieszkańcy Florydy sfinansowali rozwój technologii napromieniania i zrzucania na nich owadów.

Zrzut zrealizowano w ramach tzw. techniki sterylizacji owadów (SIT). Oficjalnym celem tego programu jest drastyczne ograniczenie populacji komarów poprzez zdominowanie danego obszaru bezpłodnymi samcami. Mają one parzyć się z dzikimi samicami, co teoretycznie prowadzi do składania jaj, z których nie wylęgną się młode owady. Przedstawiciele agencji uspokajają, że wypuszczono wyłącznie samce, ponieważ nie gryzą ludzi, jak samice, i żywią się tylko nektarem.

Służby medyczne przypominają, że wybrany do eksperymentu gatunek Aedes aegypti znany z rozprzestrzeniania takich chorób tropikalnych, jak denga, czikungunia, wirus Zika czy żółta febra.

Dawka promieniowania, jaką zaaplikowano owadom w laboratorium, wynosiła aż 12 Gy na minutę. Dla porównania, standardowe rentgenowskie prześwietlenie klatki piersiowej człowieka wynosi tylko 0,1 mSv. Moc dawki zastosowana wobec komarów była więc o 120 000 razy wyższa.

Niezależne analizy naukowe podważają jednak uspokajające zapewnienia urzędników. Publikacja w prestiżowym czasopiśmie „Science Robotics” z lipca 2024 roku wykazała, że automatyczne systemy sortowania komarów według płci generują około 0,5% błędu. Oznacza to, że w strumieniu rzekomych samców regularnie trafiają się kąsające ludzi samice. Ponadto badania opublikowane w „Journal of Economic Entomology” dowodzą, że nawet po napromieniowaniu dawką sterylizacyjną, z około 1% jaj komary i tak się wykluwają.

W obliczu tych danych amerykańscy komentatorzy i obrońcy praw obywatelskich stawiają fundamentalne pytania o bezpieczeństwo biologiczne. Krytycy akcji zwracają uwagę na postępującą normalizację programów napowietrznego uwalniania organizmów modyfikowanych nad obszarami miejskimi, co odbywa się bez zgody obywateli i bez transparentnej, niezależnej weryfikacji naukowej.

Autorstwo: Jon Fleetwood
Źródło zagraniczne: JonFleetwood.substack.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

wtorek, 26 maja 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                            Irena Ewa Lipowicz

 

 

(ur. 9 czerwca 1953 w Gliwicach) – praw­ni­czka i dyplomata, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, pos­ła­nka na Sejm I, II i III kadencji, w latach 2000–2004 ambasador RP w Austrii, od 2010 rzecznik praw obywatelskich.
W latach 1991–2000 sprawowała man­dat posła I, II oraz III kadencji, wy­bie­ra­ne­go w Katowicach (była bezpartyjnym kan­dy­da­tem z ramienia Unii Demokratycznej i Unii Wolności). W 2008 została dyrektorem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, razem z profesor Gesine Schwan została współ­prze­wo­dni­czą­cą Forum Polsko-Niemieckiego.

W 2010 klub parlamentarny PO przedstawił jej kandydaturę na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich.

Wielka zwolenniczka legalizacji okrutnego uboju rytualnego zwierząt w Polsce oraz islamizacji Polski!

Wspierała mocno ortodoksyjnych Żydów i Islamistów w walce o narzucenie Polsce okrutnych i krwawych praktyk mordów rytualnych zwierząt z których to czerpią oni gigantyczne zyski w postaci opłat kosher(żydowska) i halal (islamska).

Jako Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżyła do Trybunału Kon­sty­tu­cyj­ne­go zakaz uboju rytualnego w Polsce co nakazał jej Muzułmański Związek Religijny w RP i Europejski Związek Żydów o czym poinformowała na kon­fe­ren­cji na temat "Diagnoza zjawiska antysemityzmu w Polsce".

Irena Ewa Lipowicz to zwolenniczka skrajnego okrucieństwa wobec zwie­rząt!


niedziela, 24 maja 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                        Jarosław Kuźniar

 

 

 Jarosław Kuźniar (ur. 29 stycz­nia 1978 w Bielawie) – dzien­nikarz telewizyjny i radiowy, naj­więk­szy gwiazdor TVN24

Ukończył I Liceum O­gól­no­kształ­cą­ce w Dzierżoniowie, nas­tęp­nie studiował na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie uzyskał licencjat na Wydziale Filologicznym. Ukończył 3-miesięczny kurs o specjalności - dziennikarstwo. W 1999 przeprowadził się do Warszawy, gdzie w Programie III Polskiego Radia prowadził Zap­ra­sza­my do Trójki. Następnie przez 5 lat pracował w Radiu ZET, gdzie przy­go­to­wy­wał popołudniowe wiadomości i Wydarzenia Dnia.

Od 6 stycznia 2007 pracuje w TVN24, gdzie od poniedziałku do piątku jest gospodarzem Poranka TVN24. W latach 2010–2011 prowadził w piątki o 21:00 Rozmowę bardzo polityczną

Od 2011 do 2012 prowadzący muzyczny program X Factor
Od lutego 2013 przeprowadza wywiady dla tygodnika „Wprost"

Cechą gwiazdorstwa medialnego Jarosława Kuźniara jest – brak pro­fe­sjo­na­liz­mu, brak obiektywizmu, brak jego wiedzy w kon­fron­ta­cjach z rozmówcami i skrajna poprawność polityczna.

Poniżej kilka przykładów z wesołej twórczości Gwiazdora TVN:

Jarosław Kuźniar zdecydował się powiedzieć o swoim problemem z alkoholem. Dopytywał go o to Piotr Najsztub
- Czytałem, że miał Pan taki okres, kiedy wino było często, jakieś półtora roku - zapytał Najsztub.
- Tak - odparł Kuźniar.
Prezenter zrozumiał, że ma problem z alkoholem po wizycie w TVN24 Krzysztofa Dowgirda, dziennikarza Antyradia, który prowadzi audycję dla niepijących alkoholików.
- No i wyszło na to, że jest ze mną źle. Pomyślałem: "O Jezu, to może rzeczywiście...". Teraz wiem o tym i pilnuje się - powiedział "Vivie" Kuźniar.

Jarosław Kuźniar słynie z niewyparzonego języka, ty razem pojechał po Krzysztofie Ibiszu!
Jarosław Kuźniar ostatnio skrytykował Kingę Rusin i jej książkę "Co z tym życiem". Teraz prezenter postanowił rozjechać Krzysztofa Ibisza.

W "Poranku" w TVN24 Kuźniar skomentował bardzo młody wygląd Krzysztofa Ibisza. - Oto artykuł, który powinien zainteresować wszystkich Krzysztofów, a w szczególności Krzysztofa I. Tytuł: Wszystko nie tylko o botoksie - powiedział w programie na żywo Kuźniar.

Przyciasny garnitur i koszula to części garderoby, z którymi Jarosław Kuźniar od kilku lat kojarzy się widzom kanału TVN 24

Jego ulubione ciuchy nie nadają się jednak do programu „X–Factor”, którego został prowadzącym. Jak nieoficjalnie dowiedział się Fakt, producenci muzycznego show chcą, by prowadzący zmienił swój styl na bardziej luźny. Według nich Kuźniar nie może stać przed kamerami w nudnych ciuchach. Luźne ubrania i modne dodatki stałby się dla widza o wiele bardziej interesujące.

Jest jeszcze jedna zaleta takiej zmiany garderoby – nowe ubranie pomogłoby Kuźniarowi nieco bardziej się rozluźnić przed kamerą i poczuć klimat show, który swoją formułą niczym nie przypomina programów, które Kuźniar dotychczas miał okazję prowadzić. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że prezentowany przez Kuźniara styl konferansjerki nie trafia w gusta odpowiedzialnych za show.

Kuźniar podobno niechętnie słucha sugestii dotyczących zmian, twierdząc, że to może zaszkodzić jego wizerunkowi. Wiele wskazuje jednak na to, że nie będzie miał wyjścia i będzie musiał nad sobą trochę popracować...

Podczas Finału X-Factor było nerwowo, przez poważny konflikcie prowadzącego program Jarosława Kuźniara z jednym z uczestników - Michałem Szpakiem.

O sprawie informował "Super Express". Do nieprzyjemnej atmosfery miały doprowadzić podobno homofobiczne wypowiedzi dziennikarza TVN. Michał Szpak, słynący z kontrowersyjnego image'u zdradził bowiem, że Kuźniar tak komentował jego pojawienie się na scenie, gdy myślał, że uczestnik go nie słyszy: O kurwa co to wyszło? Chłop czy baba? Michalina jakaś!

I pewnie dlatego Michał Szpak goszcząc w w Radiu ESKA Rock zapytany przez Michała Figurskiego o ocenę jurorów w skali od 1 do 10 o Kużniarze powiedział: Jeden, pozdrowienia Jareczku!

"X Factor" to telewizyjny hit z zagranicy. Format przewiduje, że show prowadzi mężczyzna. Decyzja o tym, że polską edycję programu poprowadzi dziennikarz TVN24 Jarosław Kuźniar zelektryzowała wszystkich... Kuźniar rzekomo miał być "czarnym koniem" "X Factor", a ten z kolei miał go wypromować na nową gwiazdę TVN. Niestety, od czasu Kasi Sowińskiej i Agnieszki Popielewicz w polskiej telewizji nie było słabszego prowadzącego. Na Facebooku powstała nawet grupa, która żądała odejścia prezentera z programu. Jarek Kuźniar okazał się największym przegranym "X Factor".

W poranku TVN24 jednym z poruszonych tematów, była rzekoma rezygnacja Jacka Nicholsona z dalszej kariery filmowej. Jarosław Kuźniar, chcąc zabrać głos w dyskusji powiedział: „No to będziemy tęsknić za Hannibalem”.

A przecież nie trzeba być znawcą kinematografii, by wiedzieć, że w rolę Hannibala Lectera wcielił się nie Jack Nicholson, a Anthony Hopkins.
Czyżby Jarosław Kuźniar naprawdę nie odróżniał dwóch największych gwiazd współczesnego kina?

Niewybredny żart dziennikarza TVN wobec Kościoła katolickiego:
Tylko wielożeństwo ukróci pedofilię w Kościele – napisał na popularnym portalu Jarosław Kuźniar
Jarosław Kuźniar nie pomyślał najwyraźniej, że jego niewybredny żart z tematu duchownych molestujących dzieci, może urazić ofiary tego makabrycznego procederu. Czyżby dziennikarz uważał, że jego telewizyjna popularność pozwala mu na wszystko?

Jarosław Kuźniar nie odmówił sobie również skomentowania porażki Barcelony z Realem Madryt w półfinale Pucharu Króla Hiszpanii. Królewscy pokonali odwiecznego rywala Dumę Katalonii 3:1.

Jarosława Kuźniar jeszcze w trakcie meczu, gdy Real wygrywał 3:0 pokusił się o kąśliwy komentarz na Facebooku. W swoim wpisie zażartował sobie okrutnie z Andrzeja Gołoty.
- „Andrzej Gołota postawił 100 do 1 na Barcelonę. Liczy, że się podniesie”
- napisał dziennikarz TVN24. Prawda, że śmieszne? Normalnie boki zrywać.

Jarosław Kuźniar chyba już nie cieszy się z żartu jaki powiedział na antenie telewizji TVN24 w najbardziej szczytowym momencie oglądalności. Dziennikarz chcąc zabłysnąć zacytował jednego z telewidzów, którzy oburzony wysłał do niego maila z informacją, że razem z kilkoma kolegami ze stacji nie nadaje się do prowadzenia programów na żywo. Widz zaproponował żeby Kuźniar zaczął dorabiać na wiejskich imprezach.

- Czy wy Morozowski, Kuźniar, Rymanowski wiecie o tym, że jesteście tak prymitywni, że powinniście prowadzić jakieś wiejskie imprezy, a nie w telewizji się przedstawiać I to jest odczucie tysięcy widzów - zacytował mail od widza Kuźniar.

Później Jarosław skierował do oglądających TVN24 propozycję:
- Jak 1000 widzów tak napisze, odejdę z telewizji! kontakt24@tvn.pl i jedziemy!

Antyfani dziennikarza zaczęli już pisać maile z treścią zacytowaną na wizji. Ciekawe czy Kuźniar będzie konsekwentny.

Na reakcję długo nie trzeba było czekać. Błyskawicznie powstał fejsbkowy profil: „Zwalniamy Jarosława Kuźniara z TVN24”
Do tej pory już prawie 4 tys. osób postanowiło pomóc Kuźniarowi w odejściu ze stacji należącej do ITI i zadeklarowało wysłanie listu do redakcji.

Czy prezenter okaże się honorowy i dotrzyma słowa? Obecnie TVN S.A. pod pretekstem roszczeń dotyczących praw autorskich zażądało usunięcia z sieci nagrania z Kuźniarem w roli głównej (na YT już nie ma, ale jeszcze można w słabszej jakości zobaczyć na Wrzucie:
"Jarosław Kuźniar TVN24 - Wyzwanie dla telewidzów"
Czyżby do redakcji zaczęły masowo przychodzić maile w podobnym tonie do tego, jaki przytoczył na antenie redaktor Kuźniar? A może pijarowcy ITI uznali, że wystąpienie prezentera zamiast ośmieszyć autora listu, zbyt mocno obnażyło przepełnioną pychą postawę wyprodukowanej przez siebie „gwiazdy”?

Jarosław Kuźniar podsumował sprowokowaną przez siebie akcję internautów, którzy zachęcali go do odejścia z TVN 24. Dziennikarz ocenił, że to działania „szalonej, smutnej prawicy” i że „psychiatria w Polsce ma przyszłość”.

Z TVN nie chce odejść, bo nie zostawi tak lukratywnej posady a honor ma w czterech literach.

"Macie prawo nienawidzić Kuby Wojewódzkiego ale nie wolno wam go dotknąć. Chyba, że wciąż jesteście jaskiniowcami" - pisał na swoim blogu Jarosław Kuźniar, dziennikarz TVN24. Po ataku na showmana TVN rozgorzała dyskusja, której wielu uczestników zbagatelizowało brutalny atak na Wojewódzkiego. W poniedziałek rano dziennikarz został oblany tzw. żrącą substancją.

Krzysztof Bosak napisał na Twitterze, że dziennikarze, który napisali, iż Kubę Wojewódzkiego oblano kwasem skompromitowali się. Należało sprawdzić informację w dwóch źródłach. Na taki wpis szybko zareagował Kuźniar pisząc:
To raczej pan Krzysztof Bosak kompromituje się dając wolne swojemu rozumowi. Typowe dla neofaszystów.
Bosak nie pozostawił tej obelgi obojętnie. Odpowiedział Kuźniarowi na Facebooku:
- Wyjedzie człowiek na weekend w Wielkopolsce, wraca w niedzielę wieczorem do domu, włącza komputer, zagląda na profile w serwisach społecznościowych i co znajduje? Merytoryczną polemikę z własnym wpisem ze strony gwiazdy TVN.

Odpowiadając z góry na zastrzeżenia ludzi z twittera:

Nie, nie bagatelizuję sprawy. Przeciwnie, uważam że oblanie kogoś kwasem jest na tyle poważną sprawą, że nie wolno przez dwa dni komentować takiego zdarzenia, jeśli w rzeczywistości nie miało ono miejsca. Po drugie - w przeciwieństwie do wielu prawicowych komentatorów tuż po zdarzeniu powstrzymałem się od komentarzy, kpin czy wyjaśnień sprowadzających się mniej więcej do tego, że "w sumie to należało mu się". Po trzecie - zapytali mnie niektórzy w jakich dwóch źródłach taką informację dziennikarze mieliby niby sprawdzić? Jedno to redaktor Wojewódzki, a drugie? Sprawca ataku? Nie. Można było spytać choćby lekarzy, którzy opatrywali poparzenie kwasem, policjantów czy prokuratorów którzy badali sprawę, ochronę radia, oraz chemików którzy badali ślady kwasu na miejscu. No chyba, że nie było żadnych lekarzy, policji, prokuratorów ani chemików... - napisał bloger.

Wojewódzki dopiero kilka godzin po ataku sam zgłosił się na komisariat na warszawskiej Pradze. Showman złożył zeznania i zostawił policjantom poplamioną koszulkę, żeby sprawdzili, czym został zaatakowany. Po analizie okazało się, że nie ma na niej śladu "żrącego płynu".
- Na koszulce, którą przekazał nam dziennikarz, policjanci nie stwierdzili obecności żadnych substancji zagrażających zdrowiu lub życiu - zapewnił w rozmowie z Gazeta.pl rzecznik komendy stołecznej policji Mariusz Mrozek. Wcześniej Wojewódzki sam poinformował, że został oblany niebezpieczna cieczą.
- Dziś rano pod radiem Eska Rock, elegancko zamaskowany i ewidentnie pozbawiony poczucia humoru mężczyzna zaatakował mnie niezidentyfikowanym płynem żrącym o brunatnej barwie, co jest dosyć symptomatyczne - napisał dziennikarz w specjalnym oświadczeniu. Internauci twierdzą że to był…mocz!
"Wprost" stwierdziło, że dziennikarz być może zmyślił całą historię, o czym ma świadczyć to, że - według informatora tygodnika - nie chce współpracować z policją i zmienił zeznania.
Policja zwróciła się do prokuratury o zakończenie śledztwa w sprawie ataku na telewizyjnego showmana.
Tygodnik "Do Rzeczy" ujawnił na swoich stronach: "Nie było napadu na Wojewódzkiego".

Rodzi się tylko pytanie jaka rolę odegrał w tej „prowokacji” gwiazdor TV Jarosław Kuźniar który jako pierwszy rozdmuchał ten cyrk medialny?

sobota, 23 maja 2026

                              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                       Henryk Kowalczyk

 

 

 Henryk Kowalczyk (ur. 15 lipca 1956 r. w Żabiance) – polityk, nauczyciel, sa­morzą­do­wiec, fanatyczny myśliwy, zwo­len­nik uboju rytualnego zwierząt i isla­mi­za­cji Polski.

Symbol okrucieństwa i dręczenia zwie­rząt w Polsce!
Zamieszany w Aferę Uboju Rytualnego!!!


Poseł na Sejm V, VI, VII i VIII kadencji, w latach 2006–2007 sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, od 2015 minister w rządach Beaty Szydło oraz Mateusza Morawieckiego. W latach 2015–2018 minister-członek Rady Ministrów, a także przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów, w 2016 p.o. ministra skarbu państwa, a od 2018 minister środowiska.

W 2013 roku jako poseł PiS wspierał koalicje PO-PSL przeciwko PiS w sprawie zalegalizowania w Polsce przez PSL rytualnego uboju zwie­rząt na skalę przemysłową.

Był jednym z dwóch zdrajców PiS !!!

Ubój rytualny zwierząt to krwawy, barbarzyński i pseudoreligijny sposób mordowania zwierząt polegający na podrzynaniu im na żywca gardeł (tak aby maksymalnie cierpiały) i pobierania od każdej zamordowanej sztuki - żydowskiej opłaty kosher i islamskiej hallal która jest przeznaczana na islamizację Polski!

Uboje te dokonywane są w zaprzyjaźnionych ubojniach PSL!

  

https://www.youtube.com/watch?v=R5uc7Sq9rfg

 

12.07.2013 r na posiedzeniu Sejmie odbyło się głosowanie za legalizacją uboju rytualnego zwierząt w Polsce. Za legalizacją głosowało całe PSL, większość PO i 2 posłów PiS w tym Henryk Kowalczyk! W Sejmie przegrali – mordów rytualnych w Polsce nie będzie !!!

Niestety lobby rzeźnicze i rząd PO-PSL nie dały za wygraną i pod pretekstem ochrony ortodoksyjnych żydów i islamistów w Polsce zaskarżyły sprawę do Trybunału Konstytucyjnego a pilotował ją minister Michał Boni (Jakub Bauer) - TW ”Znak” z PO.


Od 2013 rozpoczęła się brutalna nagonka na Polskę i Polaków, bo międzynarodowe lobby ubojowego straciło nagle spore zyski z rynku polskiego!

W Polsce interesy lobby ubojowego, reprezentują goje z PSL oraz tercet egzotyczny czyli żydowska tajna organizacja B'nai B'rith (po hebrajsku: Synowie Przymierza) i Związek Wyznaniowy Gmin Żydowskich w RP oraz Muzułmański Związek Religijny w RP.

Europejskie Stowarzyszenie Żydów za grube pieniądze wynajęło wtedy na swojego pełnomocnika i obrońcę ...Romana Giertycha! - który stwierdził że zakaz uboju rytualnego zwierząt jest „realnym przykładem polskiego antysemityzmu”!

W 2013 roku sprawa trafiła do Trybunału Konstytucyjnego gdzie lobby rzeźnicze wsparli sędziowie trybunału z przewodniczącym prof. Rzeplińskim na czele.

środa, 20 maja 2026

                               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                       Adam Kobieracki

 

 

 Adam Kobieracki to bratanek Macieja Górskiego (nieślubny syn Bieruta i Wan­dy Fornalskiej)– absolwent MGIMO

Urodzony w 1957 r. Kobieracki jest ek­spe­r­tem do spraw kontroli zbrojeń i mię­dzy­na­ro­do­we­go bezpieczeństwa. Stu­dio­wał dziennikarstwo na Uniwersytecie Wa­r­sza­w­skim, a następnie uzyskał doktorat w moskiewskim Państwowym Instytucie Sto­su­n­ków Międzynarodowych.

Moskiewski Państwowy Instytut Sto­su­n­ków Międzynarodowych - MGIMO, jedna z najbardziej prestiżowych uczelni dyplomatycznych na świecie, kształcąca specjalistów z zakresu stosunków międzynarodowych. Instytut podlega Ministerstwu Spraw Zagranicznych Rosji. Swoją błyskawiczną karierę zawdzięcza faktowi pochodzenia z rodziny Bierutów!

Od 1982 r. jest dyplomatą w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W czasie swej kariery dyplomatycznej pełnił wiele funkcji w polskich przedstawicielstwach przy ONZ w Waszyngtonie i Organizacji Bez­pie­cze­ń­stwa i Współpracy w Europie w Wiedniu. W latach 1997-2000 był am­ba­sa­do­rem Polski przy OBWE. Negocjował m.in. bardzo ważny dla Polski i E­u­ro­py układ o ograniczeniu sił konwencjonalnych w Europie (CFE). To wła­ś­nie za jego ambasadorskiej kadencji (w 1998 r.) Polska przewodniczyła OBWE. Od 2001 r. był dyrektorem departamentu polityki bezpieczeństwa MSZ.

Polski dyplomata czasowo będzie zarządzał misją obserwacyjną OBWE na Ukrainie. Funkcję tę obejmie Adam Kobieracki, dyrektor Centrum Za­po­bie­ga­nia Konfliktom OBWE - informuje na Twitterze Stałe Przedstawicielstwo RP przy Biurze Narodów Zjednoczonych i Organizacjach Międzynarodowych w Wiedniu.

wtorek, 19 maja 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                  Mirosław Witold Karapyta

 

 

 (ur. 11 grudnia 1960 w Jarosławiu) – polityk PSL, samorządowiec, nauczyciel akademicki, od 2007 do 2010 wojewoda podkarpacki, od 2010 do 2013 marszałek województwa podkarpackiego.

Aferzysta z PSL – seksmarszałek z PSL zwany „wiejskim Berlusconim”.

Ukończył studia na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W 2002 uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie socjologii. W 1996 był stypendystą Uniwersytetu Georgetown.

W latach 1990–1999 pełnił funkcję dyrektora Delegatury Kuratorium Oświaty w Przemyślu. Od 2002 do 2005 był wicekuratorem, następnie przez rok wicemarszałkiem województwa. Od 2000 wykłada w szkołach wyższych, w tym na Uniwersytecie Rzeszowskim.

W 2004 bez powodzenia kandydował do Parlamentu Europejskiego, a w 2005 i 2007 do Sejmu. Do 2007 zasiadał także w sejmiku podkarpackim. W listopadzie tego samego roku został powołany na stanowisko wojewody.

W wyborach w 2010 ponownie uzyskał mandat radnego województwa. 30 listopada 2010, po uprzedniej rezygnacji z funkcji wojewody, powołany na marszałka województwa.

W kwietniu 2013 zatrzymany, przedstawiono mu zarzuty w tym o charakterze korupcyjnym i płatnej protekcji. W tym samym miesiącu zadeklarował odejście z PSL. 27 maja tego samego roku został odwołany przez sejmik z funkcji marszałka województwa.

W 2012, za wybitne zasługi dla rozwoju samorządu terytorialnego, za działalność na rzecz społeczności lokalnej, odznaczony przez prezydenta RP Bronisława Komorowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Wyróżniony tytułami honorowego obywatela Ropczyc, Lubaczowa i Cieszanowa.


Afera Karapyty!

Marszałek Podkarpacia Mirosław Karapyta od początku kadencji służbowo był za granicą aż 44 razy. Podróżował po całym świecie. Był m.in. w Chinach, Japonii, Kanadzie i w Kazachstanie. Jego podróże kosztowały 114 tys. złotych.

W ciągu ponad 2,5 roku spędził 150 dni w podróży czyli aż pięć miesięcy. I tak, np. do Chorwacji na trzy dni pojechał świętować „Dni Województwa Zadarskiego”, w Chinach spotykał się sześć dni z władzami regionu „Kuangsi-Czuang”, a w Kanadzie gościł sześć dni na wyjeździe studyjnym pod hasłem „Wpływ naturalnego wypasu bydła na bioróżnorodność”

Pod koniec kwietnia 2013 roku - Karapyta usłyszał od śledczych zarzuty, za które grozi mu do 10 lat więzienia. Polityk PSL miał przyjmować łapówki w zamian za załatwianie pracy i przyjmować tzw. korzyści osobiste poprzez zaspokajanie potrzeb seksualnych.

Seksmarszałek Mirosław Karapyta biedy nie klepie. Zanim radni odwołali go ze stanowiska marszałka województwa podkarpackiego, zdążył... zachorować. Krzepki do tej pory chłop rozłożył się na dobre. Choroba przykra rzecz, ale przynajmniej kieszeń nie cierpi. Od kilku tygodni seksmarszałek przebywa na zwolnieniu, na którym otrzymuje 80 proc. pensji, czyli ok. 10,4 tys. zł miesięcznie. Pożegnałby się z tymi dochodami natychmiast po zakończeniu L4. Jak długo będzie brał sowite "chorobowe"? Nie wiadomo. Karapyta nie komentuje stanu swego zdrowia i nie zdradza, kiedy zamierza stanąć na nogi.
Marszałek, który usłyszał łącznie 7 zarzutów ( w tym załatwianie pracy za seks i przyjmowanie łapówek) potrzebuje teraz pieniędzy jak tlenu. Aby wyjść z aresztu musiał bowiem wpłacić 60 tys. zł kaucji, czyli równowartość wszystkich swoich oszczędności. Oprócz tego musi spłacać 100 tys. franków szwajcarskich kredytu, który zaciągnął na budowę pięknej willi i domku dla gości. To właśnie ten kredyt nie dawał spać seksmarszałkowi. – To brzemię finansowe spędza mi sen z powiek. Dopóki go nie spłacę, nie będę mógł powiedzieć, że miałem dobry rok – użalał się prasie. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze przez kilka miesięcy Karapytę będzie stać na spłacanie rat, bo lwia część marszałkowskiej pensji na zwolnieniu lekarskim na pewno pokryje ich wysokość. Do tego na polityka czeka jeszcze odprawa, którą otrzyma po oficjalnym wyrzuceniu z pracy. A co dalej? W politycznej rodzinie, nikt nie zginie i koledzy na pewno zadbają o załatwienie seksmarszałkowi miękkiego lądowania na ciepłym stanowisku.

Majątek seksmarszałka PSL:
Dom 182 m kw - 400 tys. zł
Mieszkanie 54 m kw - 80 tys. zł
Roczne zarobki z żoną - 186,7 tys. zł
Oszczędności - 0 zł (60 tys. zł wpłacił na kaucję)

Do zmiany we władzach sejmiku woj. podkarpackiego doszło w związku z postawieniem poprzedniemu marszałkowi Karapycie z PSL - zarzutów korupcyjnych. Według śledczych Karapyta miał przyjąć łapówki w kwotach od 1,5 do 30 tys. zł, łącznie kilkadziesiąt tysięcy złotych. Korzyści przyjmowane przez Karapytę miały polegać też na opłaceniu mu pobytu na urlopie za granicą i w Polsce. Dwa zarzuty dotyczą korzyści osobistych w postaci zaspokajania potrzeb seksualnych. Grozi mu 10 lat więzienia.
Karapyta miał mocne poparcie w lokalnym PSL co oznacza że podkarpackie struktury PSL są również skażone korupcją i nepotyzmem strukturalnym!

                ELITY - DRUGI GARNITUR                                   Płk. Aleksander Makowski       Aleksander Makowski to jak naj­bar­d...