czwartek, 26 lutego 2026

                                                       TUZY ELIT

                                              Leszek Balcerowicz - Aaron Bucholtz



Leszek Balcerowicz – Aron Bucholtz (ur. 19 stycznia 1947 w Lipnie) – mar­ksi­sto­wski doktryner, wykładowca w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR., komunistyczny ekonomista i polityk, wicepremier i mi­nis­ter finansów w rządzie Tadeusza Ma­zo­wiec­kie­go (1989–1991), Jana Krzysztofa Bieleckiego (1991) i Jerzego Buzka (1997–2000), poseł na Sejm III kadencji (1997–2000), prezes Narodowego Banku Polskiego (2001–2007). Drugi prze­wod­ni­czą­cy Unii Wolności (1995–2000). Ka­wa­ler Orderu Orła Białego.

Ponosi główną odpowiedzialność za aferę Art.-B oraz super aferę Przekształceń Własnościowych!

Wielki Ekonomista urodził się w małej miejscowości Lipno. O latach młodzieńczych nie wiemy zbyt wiele oprócz tego, że w tym okresie uprawiał biegi długodystansowe. Wreszcie rozpoczął studia w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. W tym miejscu warto się zatrzymać i zastanowić chwilę na wyborem uczelni, którego dokonał Balcerowicz

Dzisiaj SGH (dawna SGPiS) to jedna z najbardziej „renomowanych” szkół w Polsce.

W latach sześćdziesiątych, uczelnia ta nie cieszyła się wielką renomą. Nie cieszyła się nią ponieważ była kuźnią PRL-owskich kadr. W środowisku naukowym SGPiS była traktowana z przymrużeniem oka chociażby dlatego, że sama nazwa uczelni mówiła jaki ustrój będą budować jej absolwenci. Szkoła Główna Planowania i Statystyki była szkołą główną centralnego planowania czyli ręcznego sterowania gospodarką.

To właśnie dzięki centralnemu planowaniu wielu mieszkańców Polski musiało używać w toalecie Trybuny Ludu zamiast papieru toaletowego – takie to było planowanie i taka statystyka. Tak więc już na etapie wyboru uczelni Leszek Balcerowicz dokonuje jasnego wyboru ideologicznego. Będzie należał do elity centralnie planującej budowę socjalizmu.

Balcerowicz podejmuje studia na kierunku Handel Zagraniczny, który był obiektem westchnień wszystkich młodych karierowiczów PRL. Po ukończeniu tego kierunku (i obowiązkowym zapisaniu się do PZPR) można było liczyć na pracę w którejś z central handlu zagranicznego a w ówczesnych czasach taka robota to było prawdziwe Eldorado.

Jeszcze przed ukończeniem studiów tj. w 1969 roku młody Leszek Balcerowicz zgłasza akces do PZPR i po rocznym stażu zostaje przyjęty w poczet członków tej „prestiżowej” organizacji (nr legitymacji 6165).

W marcu 1968 roku Polska Zjednoczona Partia Robotnicza „oczyściła” swoje szeregi z osób pochodzenia żydowskiego. Wiele z nich zostało zmuszonych do emigracji, wielu straciło pracę. Jest to jedna z bardziej haniebnych kart historii PRL a sprawa była organizowana i inspirowana przez Moskwę. To wszystko działo się w roku 1968 a już rok później Balcerowicz zapisuje się do PZPR, chce zrobic szybka karierę.

Rozpoczyna karierę „naukową” na SGPiS („naukową” w cudzysłowie ponieważ podobno treść jego twórczości z tego okresu nie nadaje się do przytaczania). W roku 1978 jego kariera wchodzi w nowy okres. Zaproponowano mu wyższe stanowisko w nowym miejscu pracy. Ofertę przyjmuje i podejmuje pracę w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR. Nic nie wiadomo na temat tego, czy rozwiązał jakiś problem marksizmu ale po raz kolejny widzimy, że dla awansu jest gotów zgodzić się na każdy „kompromis”.

Nadchodzi rok 1989 i „okrągły stół”. Komuniści oddają władzę polityczną swoim partnerom z opozycji (oczywiście z tej opozycji, z którą komuniści chcieli rozmawiać) a sobie pozostawiają władzę ekonomiczną (jakoś mało się dzisiaj pisze o spółkach nomenklaturowych…). Potrzebny jest ktoś, kto swoim nazwiskiem będzie firmował trudne reformy gospodarcze ale zarazem będzie wiedział komu należy być posłusznym. To doskonała rola dla Leszka Balcerowicza.

Balcerowicz przygotowuje dzieło swojego życia czyli tzw. „plan Balcerowicza”. W rzeczywistości autorem planu jest Jeffrey Sachs z Harvardu, Leszek Balcerowicz daje tylko polskie nazwisko, niezbędne żeby tubylcy nie zaczęli zadawać niestosownych pytań (o suwerenność, samostanowienie, interesy ekonomiczne społeczeństwa itp. zupełnie nieistotne kwestie). Kto nie wierzy, że tak było niech poszuka w zachodniej prasie czegoś na temat planu Balcerowicza. Niewiele się tego znajdzie. Znacznie więcej można przeczytać o planie Jeffreya Sachsa.

J. Sachs przywozi plan, który ma doprowadzić do transformacji polskiej gospodarki (plan nieudany, ale to już inna sprawa) i przekazuje go do realizacji Leszkowi Balcerowiczowi.

Czy ten ostatni zadaje sobie pytania o to, jakie cele przyświecają Sachsowi? Oczywiście, przekształcenie polskiej gospodarki w rynkową jest korzystne dla państw Zachodu samo w sobie ale dlaczego przy okazji nie „ustawić” transformacji tak, by skorzystali na tym również np. inwestorzy z USA? W końcu Jeffrey Sachs i inni „doradcy” nie przyjeżdżali do Polski za własne pieniądze… Czy Wielki Ekonomista myśli o tym? Czy zastanawia się w jaki sposób przekazać Polakom majątek przedsiębiorstw tak, by Polska gospodarka znalazła się w polskich rękach? Może się zastanawia ale… Przypomnijmy sobie jaką decyzję Leszek Balcerowicz podjął gdy wybierał uczelnię i kierunek studiów, przypomnijmy sobie jaka była jego reakcja na wydarzenia marca 1968 roku, przypomnijmy sobie jakie problemy rozwiązywał w miejscu prac.

Zawsze i wszędzie Leszek Balcerowicz idzie pod rękę z tym, kto jest silniejszy, w 1989 również zadziałał oportunizm i nawet jeśli miał jakieś wątpliwości dotyczące planu Sachsa to schował je do kieszeni.

Już w 1993 r. zachodni ekonomiści pisali wprost, że plan Balcerowicza zakończył się porażką i dlatego uruchomiono machinę propagandową, która miała przekonać Polaków, że w rzeczywistości był to wielki sukces. Jeśli sukces był wielki to i jego autor musiał być Wielkim Ekonomistą. Machina propagandowa zadziałała tak skutecznie, że po pewnym czasie sam Balcerowicz uwierzył w swoją wielkość. Bądźmy szczerzy, kto z nas oparłby się powszechnemu uwielbieniu ze strony "autorytetów" i zachował trzeźwe zdanie na swój temat? Uwierzyć w wielkość Balcerowicza było tym łatwiej, że każdy, kto ośmielił się publicznie go skrytykować natychmiast otrzymywał łatkę „oszołoma” i „księżycowego ekonomisty”. To spowodowało, że nawet w środowisku akademickim niechętnie mówiono o błędach popełnionych przez Balcerowicza (właściwie: przez Sachsa). Ważniejszy był jednak inny skutek przylepiania krytykom łatki „oszołoma”. Świadomość narażenia się na ostracyzm ze strony elit powodowała, że krytyką Balcerowicza zajmowali się tylko ci, którzy mieli niewiele do stracenia a więc przede wszystkim ludzie spoza establishmentu. Dzięki temu łatwo było wytworzyć przekonanie, że każdy kto krytykuje Balcerowicza to prostak i nieuk. Tym bardziej, że do tej krytyki zabierali się przeważnie straceńcy czyli ludzie odważni ale niekoniecznie dysponujący argumentami merytorycznymi.

Zachodnia finansjera poklepuje Balcerowicza po plecach i przyznaje nagrody, Gazeta Wyborcza pisze peany, Lepper opluwa. Jak w takich warunkach nie uwierzyć w swój własny geniusz? Trzeba było uwierzyć i Balcerowicz po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Dlatego tak bardzo się irytuje, gdy ktokolwiek sugeruje, że mógłby stanąć przed komisją śledczą. Jakim prawem jakieś chłystki chcą przesłuchiwać ekonomicznego zbawcę narodu? I co z tego, że zasiadał w radzie fundacji, którą finansowały podległe mu banki? Może zwykłemu śmiertelnikowi by nie wypadało ale Balcerowiczowi to uchodzi!

Leszek Balcerowicz rzeczywiście uwierzył, że jest geniuszem, który stoi ponad innymi i dlatego upadek będzie dla niego bardzo bolesny. Tym bardziej, że z kręgosłupem (moralnym) u niego nietęgo.

Jednym z ważnych elementów "planu Balcerowicza" była ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych. Wprowadzała ona tzw. "zmienną stopę oprocentowania" kredytów. Jeśli na przykład umowa z bankiem opiewała na 4 procent rocznie, to zmienna stopa oprocentowania sięgała 40 procent miesięcznie. Stawiało to kredytobiorców w bardzo trudnej sytuacji, często na granicy bankructwa. Ale na tym nie koniec, bo jednocześnie, dla symetrii, Leszek Balcerowicz wprowadził wysokie oprocentowanie lokat terminowych w bankach komercyjnych. Sięgały one nawet 100 procent. Trzecim elementem tej operacji było zamrożenie kursu walutowego; za dolara płacono 9 500 złotych.

W ten sposób uruchomiony został osobliwy przepływ pieniędzy. Kredytobiorcy - a warto pamiętać, że w tamtym okresie kredyty brali bogatsi chłopi i drobni przedsiębiorcy, a więc zalążek przyszłej polskiej klasy średniej - więc ci kredytobiorcy byli bezlitośnie drenowani przez banki przy pomocy opisanej już zmiennej stopy oprocentowania. A co się dalej działo z wydrenowanymi w ten sposób pieniędzmi? Otóż finansiści, głównie ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, przyjeżdżali do Polski z dolarami, wymieniali je po 9 500 złotych za sztukę, pieniądze umieszczali na lokatach, a po upływie roku - odbierali je w ilości dwukrotnie powiększonej, wymieniali je na dolary po tym samym kursie 9,5 tysiąca i zadowoleni wracali do domu.

Potem nawet słychać było, że chcieli przyznać Leszkowi Balcerowiczowi Nagrodę Nobla

Plan Balcerowicza miał on również następstwa polityczne w postaci przetrącenia kręgosłupa zalążkowi polskiej klasy średniej, która po tym uderzeniu nie może dojść do siebie aż po dzień dzisiejszy, przetrącenie kręgosłupa tej zalążkowej polskiej klasie średniej eliminowało potencjalną konkurencję dla komunistycznej nomenklatury, która po sławnej transformacji ustrojowej poszła, jak to się mówi, "w biznesy", korzystając z forsy ukradzionej za pośrednictwem spółek nomenklaturowych, pod osłoną "surowych praw stanu wojennego", wprowadzonego, jak wiadomo, na mocy tak zwanej suwerennej decyzji generała Jaruzelskiego

 

                                                         Wykonawca planu Sorosa

 

 Swą przyspieszoną karierę w 1989 r., awans na wicepremiera i ministra finansów, Balcerowicz zawdzięczał tylko i wyłącznie protekcji prawej ręki premiera Mazowieckiego, jego zausznika - ekonomisty Waldemara Kuczyńskiego. Początkowo ofiarował się tylko z rolą doradcy Kuczyńskiego i sam był zaskoczony swym nieoczekiwanym ogromnym awansem. Zawdzięczał go głównie temu, że kolejno odmówiły cztery pierwsze osoby, którym zaproponowano stanowisko ministra finansów we wrześniu 1989 r., a Balcerowicz urząd ten skwapliwie przyjął. Tym gorliwiej podjął się realizacji importowanego ze Stanów Zjednoczonych do Polski planu Sorosa-Sachsa, w Polsce funkcjonującego pod fałszywą nazwą "plan Balcerowicza".

W rzeczywistości cały plan był pomysłem słynnego amerykańskiego lewicowego miliardera George'a Sorosa, przybyłego z Węgier do USA giełdowego spekulanta żydowskiego pochodzenia. O tym, że cały rzekomy plan Balcerowicza był w istocie dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się również z bardzo nieostrożnej enuncjacji W. Kuczyńskiego, zausznika Mazowieckiego, ministra przekształceń własnościowych w jego rządzie. Jak wyznał Kuczyński w książce "Zwierzenia zausznika" (Warszawa 1992, s. 82-83): "Soros przyjechał z planem reformy gospodarki polskiej, zwanym planem Sorosa. To była kombinacja szokowej operacji antyinflacyjnej z restrukturyzacją naszych firm". Balcerowiczowi jako wicepremierowi nadzorującemu polską politykę gospodarczą przypadło zaś tylko zadanie firmowania tego wszystkiego i uwiarygodniania polityki służącej gospodarczym celom Zachodu.

Celom tym służyła skrajnie doktrynersko realizowana polityka gospodarcza Balcerowicza, skupiająca się głównie na walce z inflacją, przy zaniedbaniu wysiłków na rzecz wzrostu gospodarczego i pobudzania polskiego eksportu. Jednym z najszkodliwszych elementów tej polityki było nastawienie na przyśpieszoną gruntowną prywatyzację polskiego przemysłu i banków, stanowiącą faktyczną wyprzedaż za bezcen.


                                                         Rzecznik terapii szokowej



Wielkie wsparcie dla Balcerowicza stanowiły zachęty do jak najszybszej terapii szokowej lansowane już latem 1989 r. przez współdziałającego z Sorosem amerykańskiego ekonomistę Jeffreya Sachsa. Reklamował on się w Polsce jako ten, który z dnia na dzień zwalczył w Boliwii ogromną inflację. Obiecywał tę samą skuteczną terapię w Polsce, zapominając uprzedzić, że jego boliwijski sukces dokonał się kosztem ogromnie wysokiego bezrobocia i buntu boliwijskich robotników, wprowadzenia w Boliwii stanu wyjątkowego i internowania przywódców związkowych. O tym wszystkim milczano w najbardziej wpływowych polskich mediach z Gazeta Wyborcza na czele, tym chętniej za to nagłaśniając obietnice Sachsa łatwej, bezbolesnej i szybkiej terapii szokowej. Szczególnie kłamliwa pod tym względem była informacja w "Gazecie Wyborczej" z 24 sierpnia 1989 r., zamieszczona pod znamiennym tytułem: "Cud gospodarczy w Polsce?". Sachs obiecywał tam m.in.: "Likwidujemy całkowicie inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pół roku (...) Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń".

Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez Balcerowicza terapia szokowa doprowadziła do wielkiego pasma cierpień i wyrzeczeń przeważającej części społeczeństwa, z korzyścią dla gromady cwaniaków polskich i zagranicznych. Pisał o tym jednoznacznie bardzo ostry amerykański krytyk terapii szokowej, noblista z dziedziny ekonomii, prof. J. Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo zagrabiło wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część wartości zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania. Państwo zgarnęło przeważną część oszczędności dolarowych, szacowanych na koniec 1988 r. na 7-15 miliardów dolarów amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika postkomunistów, "Nowy Świat", 13 stycznia 1993 r.). Przypomnijmy zapomniane już dane o rozmiarach podwyżek cen w 1990 r. Według tekstu "Gazety Wyborczej" z 29 stycznia 1991 r., opartego na danych GUS, średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie wyższe niż w 1989 roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13 razy, makaron - 22 razy, ceny mebli, naczyń kuchennych, lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów w wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym samym czasie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom Francuzów lub Niemców.

Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie polskiego społeczeństwa w efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej, doskonale dokumentowała podstawowa wręcz książka o polityce społecznej wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana Auleytnera. Według niej, w samym tylko 1990 r. przeciętne płace spadły o 24 proc., realna wartość przeciętnej emerytury i renty - o 19 proc., a dochody netto z rolnictwa na 1 pracującego - o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło otwarcie przez Balcerowicza granic na produkty rolne z zagranicy, w dużej mierze dotowane przez rządy zachodnie i sprowadzane do Polski po dumpingowych cenach.

Dzięki wpływom starej nomenklatury tzw. plan Balcerowicza, szumnie reklamowany jako nowa, rewolucyjna wręcz reforma gospodarcza, był faktycznie tylko nową kolejną odmianą stosowanych przez rządy PRL "operacji dochodowo-cenowych". Z tą różnicą, że tamtych nie udało się zrealizować władzom ze względu na opory społeczeństwa. Balcerowiczowi zaś to wszystko powiodło się kosztem gigantycznego ograbienia społeczeństwa z oszczędności i bardzo dużego zubożenia wielkiej części ludności. Udało się dlatego, że mógł skorzystać z ogromnego poparcia społeczeństwa dla rządu Mazowieckiego.

Naród zbyt łatwo zawierzył ówczesnemu kierownictwu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, które twierdziło, że plan Balcerowicza to jedyny skuteczny program naprawy gospodarczej, niemający rzekomo żadnej alternatywy. Tak uzyskano przyzwolenie społeczne dla drastycznego planu gospodarczego, którego władzom PRL w żadnym razie nie udałoby się zrealizować ze względu na opór Narodu. Jak szczerze wyznawał na łamach "Prawa i Życia" 10 marca 1990 r. były minister handlu wewnętrznego w rządzie M. Rakowskiego, Marcin Nurowski, "realizacja takiego programu gospodarczego w naszym wykonaniu doprowadziłaby do gigantycznej awantury w kraju".

Plan Sorosa-Balcerowicza zyskał entuzjastyczne wręcz wsparcie różnych byłych prominentów reżimu komunistycznego - od byłych ministrów PRL-owskich Nurowskiego i Mieczysława Wilczka, po byłego wicepremiera w rządzie Rakowskiego - Mieczysława Sekułę czy byłego rzecznika rządu Jaruzelskiego - Jerzego Urbana. Stało się tak nieprzypadkowo. Stara nomenklatura partyjna stanowiła trzon kadry kierowniczej w gospodarce, wprowadzającej plan Sorosa-Balcerowicza. Postarano się też o zablokowanie prawdziwie potrzebnych głębokich reform strukturalnych, od reformy banków począwszy, po restrukturyzację przemysłu, które mogłyby być niekorzystne dla starej kadry partyjnej. Tym żarliwiej wspierali za to mnożące się spółki nomenklaturowe. Zadbali również o możliwie jak najbardziej nieprecyzyjne i wadliwe przepisy w różnych dziedzinach, tak aby ułatwić dokonywanie różnych aferowych manipulacji (vide: afera FOZZ, afera z rublem transferowym, tytoniowa, ziemniaczana etc.). Balcerowicz ponosi lwią część odpowiedzialności za brak kontroli, który ułatwił dokonywanie afer przy współudziale osób usadowionych na wpływowych stanowiskach gospodarczych. Rzecz znamienna - w 1989 r. zniesiono karę konfiskaty majątku za nadużycia gospodarcze. Cwaniacy z zagranicy i wysoko uplasowani w aparacie gospodarczym ludzie starej nomenklatury świetnie wykorzystali do swych celów szanse spekulacji i drenażu dolarów z Polski dzięki utrzymywaniu przez półtora roku kursu dolara do złotego na sztywnym, niezmienionym poziomie.

Dawni komunistyczni działacze byli siłą dominującą w superministerstwie gospodarczym kierowanym przez Balcerowicza - wszechwładnym resorcie finansów. Na najwyższych szczeblach tego ministerstwa zastępcami w randze wiceministrów byli, obok bezpartyjnego (choć dawniej członka PZPR) Marka Dąbrowskiego, trzej wiceministrowie z PZPR: Janusz Sawicki, Andrzej Podsiadło i Jerzy Napiórkowski. Ogromną część dyrektorów i naczelników stanowili również członkowie PZPR. Podobnie układały się stosunki w innych resortach gospodarczych podległych Balcerowiczowi, gdzie PZPR-owcy stanowili dominującą część kierownictw ministerstw. Szczególnie wymowna była sytuacja w obsadzie pozycji w tak kluczowej sferze życia gospodarczego jak banki. Dominowały tam bez reszty postacie ze starej PZPR-owskiej nomenklatury typu były członek Biura Politycznego KC PZPR, a w 1990 r. prezes Narodowego Banku Polskiego Władysław Baka czy były minister rządów PRL-owskich, a w 1990 prezes Banku PKO Marian Krzak, prezes Pekao SA Marian Kanton i jego zastępca Janusz Czarzasty, Bogusław Kott - prezes Big Banku, Krzysztof Szwarc - prezes Banku Rozwoju Eksportu, czy też Andrzej Wróblewski - przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Śląskiego, minister finansów w rządzie Mieczysława Rakowskiego.

 

Fachowcy z "Czerwonej oberży"
 

 Ten teoretyk, nie ma­ją­cy zielonego pojęcia o praktyce funk­cjo­no­wa­nia gospodarki, był wprost niewolniczo u­za­leż­nio­ny od swych PZPR-owskich po­ma­gie­rów. Byli oni wielce usłużni wobec Bal­ce­ro­wic­za, ale nie bez­in­te­re­sow­nie. Zajmując kierownicze sta­no­wis­ka, wykorzystywali dostęp do najtajniejszych informacji gospodarczych w celu przyśpieszonego tworzenia fortun dla siebie i "kolesiów" w ów­czes­nych "przełomowych" czasach.

Wpływowe zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, kręgi gospodarcze, a także MFW, gorąco popierały "dogadanie się" z czołowymi komunistami w Polsce (i na Węgrzech) w oparciu o zabezpieczenie sobie nawzajem realizacji podstawowych celów na zasadzie wzajemności. Dla przywódców komunistycznych celem tym było utrzymanie w swych krajach centralnych pozycji, zwłaszcza w życiu gospodarczym, w okresie po rozpoczęciu transformacji systemowych. Dla przedstawicieli zaś Zachodu najważniejsze w Europie Środkowej było dalsze spłacanie odpowiednio oprocentowanego zadłużenia z czasów komunistycznych. Jak zwykle dla Zachodu pieniądz (money, money...) miał dużo większe znaczenie niż względy moralno-wolnościowe.

Balcerowicz nieprzypadkowo stał się głównym gwarantem spłaty polskiego zadłużenia wobec Zachodu. Jeszcze w 1989 r. stanowczo stwierdził w Sejmie, że trzeba jak najszybciej spłacać komunistyczne długi, aby nie wywołać zaniepokojenia zachodnich bankierów. Rzecz w tym, że właśnie w latach 1989-1990 istniała bezpowrotnie zmarnowana przez Balcerowicza szansa całkowitego anulowania polskich długów wobec Zachodu. Była na to koniunktura ale szybko się skończyła ze względu na całkowitą niechęć Balcerowicza do zajęcia się tą sprawą. Usłużność Balcerowicza wobec MFW i czołowych przedstawicieli amerykańskiego establishmentu przyniosła mu ogromne profity.

Zachodnie naciski na rzecz utrzymania dominacji Balcerowicza w polskim życiu gospodarczym miały gruntowne uzasadnienie w fakcie jego ogromnej usłużności wobec różnych zachodnich lobby finansowych. I to nie tylko amerykańskich.

Na przykład członkiem Rady Ekonomicznej, tak znaczącego ciała doradczego przy prezesie Rady Ministrów, był w 1990 r. ówczesny gubernator banku centralnego Izraela Michael Brun.

Człowiek ten był wtajemniczony w najgłębsze tajniki naszej gospodarki, takie jak zmiany kursu złotego do dolara - wiadomość na wagę złota dla spekulantów. W liście do Balcerowicza wysuwał on swoje sugestie w tej sprawie. Kto nie wierzy, niech zajrzy do książki Balcerowicza "800 dni". Czy za takie zjawiska, jak dopuszczenie wpływowego cudzoziemca do kluczowych polskich tajemnic finansowych, nie należało postawić Balcerowicza przed Trybunałem Stanu?

Balcerowicz, jako wicepremier i minister finansów, był szczególnie mocno odpowiedzialny za niebywały bałagan w podlegającym mu resorcie. Jakże wymowne pod tym względem i szokujące zarazem były informacje zawarte w zamieszczonym 18 sierpnia 1991 r. w "Tygodniku Gdańskim" wywiadzie z dyrektorem Anatolem Lawiną, wysokim urzędnikiem Najwyższej Izby Kontroli. Powiedział w nim m.in.: "Najdramatyczniejsze i najbardziej niebezpieczne jest - używając języka więziennego - dojście do 'przekrętów' finansowych i to na wielką skalę. Tak jest w bankach, przedsiębiorstwach handlu zagranicznego, w Ministerstwie Współpracy z Zagranicą. A Ministerstwo Finansów? Nie znam żadnej sprawy, która by była tam rzetelnie udokumentowana i załatwiona... Ministerstwo Finansów robi wszystko, by zatuszować sprawę nadużyć i bałaganu".

Kierownictwo resortu finansów z L. Balcerowiczem na czele było bezpośrednio odpowiedzialne za fatalne zaniedbania w funkcjonowaniu systemu bankowego, który już w 1989 r. powszechnie oceniano jako skandaliczny (por. np. wywiad z prof. Antonim Kuklińskim dla "Życia Warszawy" z 9 grudnia 1989 r.). Co więcej, sam wicepremier Balcerowicz dawno przyznał, że "system bankowy jest przedmiotem uzasadnionej krytyki". Potem jednak minęły miesiące, wreszcie rok, a potem znów kolejne miesiące bez naprawy tego fatalnego systemu, aż wreszcie doszło do afery Art. B, która obnażyła wszystkie skutki opóźnienia reformy bankowości polskiej, za co osobiście ponosi odpowiedzialność właśnie Balcerowicz.

W 1991 r., pod koniec gospodarczej dyktatury Balcerowicza, powszechnie mówiono o jego odpowiedzialności za fatalny stan funkcjonowania systemu bankowego. W tej prawie z ostrą krytyką pod adresem ministra finansów wychodzili nawet czołowi liberałowie z partii Jana Krzysztofa Bieleckiego. Warto choćby przypomnieć, co mówił wówczas na temat Balcerowicza obecny przywódca PO Donald Tusk. Otóż, wypowiadając się w imieniu KLD w początkach 1991 r., Tusk stwierdził, że liberałowie mają obiekcje do działalności Balcerowicza jako "ministra finansów, zwłaszcza z powodu dysfunkcjonalności systemu bankowego" (!) (cyt. za: T. Roguski "Liberałowie liczą na sukces", "Rzeczpospolita", 4 września 1991 r.). Dziś ten sam Tusk dosłownie idzie w zaparte, by wybronić wszelkie przejawy działań Balcerowicza.

Leszek Balcerowicz ponosi główną odpowiedzialność za aferę Art.-B oraz super aferę Przekształceń Własnościowych!

Kiedy Bagsika postawiono przed sądem, on, prezes NBP, nie zrobił nic, aby odzyskać pieniądze ukradzione jego bankowi. Przekrętów w dziedzinie bankowości było wiele. Polska i jej obywatele byli rabowani i eksploatowani przez polski system bankowy na wszelkie możliwe sposoby. Nasze banki przeszły w obce ręce w bardzo podejrzanych okolicznościach. Opłaty, jakie pobierają za swe usługi, są z reguły kilkakrotnie wyższe niż w innych krajach. Procenty od udzielanych pożyczek są lichwiarskie. Stosowana jest stopa procentowa hamująca rozwój naszej gospodarki. Nasze rezerwy dewizowe są przechowywane w obcych bankach za granicą na bardzo niski procent, gdy równocześnie nasz rząd musi zaciągać pożyczki, często w tych samych bankach zagranicznych, na procent dużo wyższy od tego, który otrzymujemy za ulokowane tam kapitały. Naszych niemałych rezerw dewizowych, wynoszących ponad 30 mld dolarów, nie wykorzystuje się na inwestycje, przyspieszenie rozwoju lub podwyżki płac.

Dzięki balcerowiczowskim reformom obrabowano miliony Polaków. Tym, którzy mieli oszczędności i należności u państwa, pieniądze zdewaluowały się prawie do zera, ci natomiast, którzy mieli u państwa długi, zostali doprowadzeni do ruiny dzięki galopującemu wzrostowi oprocentowania. Byli i tacy, którzy do zaciągniętych pożyczek dopłacili całym majątkiem, stracili wszystko i dziś wegetują na łasce rodziny.

Od czasów Hammurabiego, tj. od prawie 5000 lat, kodeksy wszystkich państw cywilizowanych zawierają przepis, że kiedy złodziej zostaje skazany za kradzież, sąd przysądza zarazem okradzionemu zwrot tego, co mu złodziej ukradł.

Przepis taki istnieje także w polskim prawie karnym, które w artykule 52 kodeksu postępowania karnego zobowiązuje sąd, kiedy okradzionym jest państwo, do przysądzenia mu z urzędu zwrotu złodziejskiego łupu. Ale w procesie przeciw Bagsikowi o kradzież 420 mln dolarów i sędziowie, i prokuratorzy wszystkich instancji, z Sądem Najwyższym włącznie, postąpili wbrew prawu, robiąc złodziejowi prezent z naszych pieniędzy.

Obowiązku upomnienia się o zwrot 800 mln dolarów nie dopełnił także prezes Narodowego Banku Polskiego, Leszek Balcerowicz, popełniając w ten sposób przestępstwo z art. 231 § 1 kodeksu karnego (niedopełnienie obowiązku służbowego połączone z wielką stratą państwa), za co powinien zostać skazany na karę dożywotniego więzienia. Ścigani też powinni być sędziowie i prokuratorzy, którzy sądzili Baksika

Plan Balcerowicza był zawarty w formie ustawy i zakładał m.in. :

  • Pełną liberalizację rynku, likwidację kontroli cen przy jednoczesnym ograniczeniu płac w formie podatku od ponadnormatywnych wynagrodzeń w firmach państwowych (popiwek).
  • Stabilizację – ograniczenie inflacji i wprowadzenie stabilnej i wymienialnej waluty jaką miał być dolar wart 9500 zł, przy dewaluacji rocznej na poziomie 9,6 %.
  • Prywatyzację przedsiębiorstw państwowych.
  • Niską indeksację płac (0,3-0,4).
  • Bardzo wysokie oprocentowanie kredytów również wcześniej udzielonych.
  • Tylko częściową rewaloryzację oszczędności bankowych.

Efekty Planu Balcerowicza:

  • Roczna inflacja w 1990 roku miała być na poziomie kilku %, a w rzeczywistości wyniosła ona 600 %, a zakładany poziom inflacyjny osiągnął wartość jednocyfrową dopiero w 1999 roku (zdławienie inflacji miało zająć pół roku).
  • Średnie ceny w roku 1990 wzrosły 6-7 krotnie.
  • Realne płace spadły o 25 %.
  • Wartość przeciętnej emerytury, czy renty spadła o 19%.
  • Dochód netto z rolnictwa na jednego pracującego spadł o ponad 60%.
  • Poniżej minimum egzystencji w 1993 roku było aż 40% ludzi.

Jego działalność jako ministra finansów dwukrotnie była przedmiotem sejmowego postępowania w sprawie odpowiedzialności konstytucyjnej. W obu przypadkach Sejm oczywiście umorzył postępowanie: w 1993 i 1994.

W 1995 powrócił do działalności politycznej, obejmując w kwietniu tego roku stanowisko przewodniczącego Unii Wolności. W wyborach parlamentarnych we wrześniu 1997 z listy tej partii zdobył mandat posła na Sejm III kadencji.

W rządzie Jerzego Buzka po raz trzeci objął stanowiska wicepremiera i ministra finansów, zajmując je w okresie od 31 października 1997 do 8 czerwca 2000, tj. do czasu rozpadu koalicji AWS-UW.

Jesienią 2000 zrezygnował z kandydowania na kolejną kadencję przewodniczącego Unii Wolności. 22 grudnia tego samego roku został wybrany przez Sejm stosunkiem głosów 226:214 na prezesa Narodowego Banku Polskiego (zrzekł się wówczas mandatu poselskiego). Pełnił tę funkcję od 10 stycznia 2001 do 10 stycznia 2007 i jako prezes NBP od 1 maja 2004 wchodził z urzędu w skład Rady Ogólnej Europejskiego Banku Centralnego.

W latach 1992–2000 przewodniczył radzie naukowej Fundacji Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE.

We wrześniu 2007 stanął na czele założonej przez siebie fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

W czerwcu 2008 został przewodniczącym rady nadzorczej europejskiego think tanku Bruegel. W październiku tego samego roku został wiceprezydentem International Atlantic Economic Society oraz członkiem grupy roboczej Unii Europejskiej mającej szukać sposobów wyjścia z kryzysu ekonomicznego

Żonaty z Ewą Balcerowicz. Ma troje dzieci: Macieja (ur. 1972), Wojciecha (ur. 1980) i Annę (ur. 1984). 

 

 W 1977 ukończyła studia na w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie. Na tej samej uczelni w 1988 uzyskała stopień doktora nauk ekonomicznych. Od 1992 do 1997 pracowała w redakcji branżowego miesięcznika "Bank". Zawodowo od 1983 związana z Instytutem Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Była współzałożycielem CASE, od 1991 pełniła funkcję wiceprezesa zarządu, w latach 2004–2008 zajmowała stanowisko prezesa zarządu, a następnie stanęła na czele rady tej fundacji.
Należy m.in. do Towarzystwa Ekonomistów Polskich


środa, 25 lutego 2026

                                   AFERZYŚCI ELIT

                                                               Grzegorz Żemek


Grzegorz Żemek – a­fe­rzys­ta, ekonomista, dy­rek­tor generalny FOZZ
 
 
Był konfidentem Woj­sko­wych Służb In­for­ma­cyj­nych (WSI) o kry­pto­ni­mie "Dik" Te­czka pra­cy "DIK",

IPN BU Z/001257/505,
00704/16.

Na przełomie lat 80. i 90. był dyrektorem ge­ne­ral­nym Funduszu Obsługi Za­dłu­że­nia Zagranicznego (FOZZ). W latach 90. podjął własną działalność gospodarczą. Od 1999 do 2000 był szefem Rady Nadzorczej Zakładów Mięsnych w Nisku.

Za defraudację publicznych pieniędzy przeznaczonych na spłatę długu zagranicznego został w marcu 2005 po wieloletnim procesie skazany przez skład orzekający na czele z sędzią Andrzejem Kryże na karę tylko 9 lat pozbawienia wolności.

W 2006 dobrowolnym poddaniem się karze zakończył się proces Żemka i 13 innych osób oskarżonych o wyłudzenie ponad 80 mln złotych kredytów z banków w Stalowej Woli, Czeladzi i Rybniku.

Został oskarżony o wyprowadzenie ponad 400 tys. zł z zakładów mięsnych w Nisku i skazany na dwa lata pozbawienia wolności

W latach 80. został odznaczony przez Wojciecha Jaruzelskiego Srebrnym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju

Były dyrektor generalny Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) Grzegorz Żemek był oficerem służb specjalnych, wykonującym ich rozkazy - powiedział wiceprezes Najwyższej Izby Kontroli Piotr Kownacki .

"To była operacja służb specjalnych. To nie jest w tej chwili tajemnicą dla nikogo. To było jasne również dla NIK w 1991 roku, kiedy kontrolowaliśmy FOZZ.(...) Pan Żemek nie był związany ze służbami, tylko był po prostu oficerem wykonującym rozkazy, pełniącym służbę. W związku z tym to była operacja służb specjalnych" - podkreślił Kownacki.

Zdaniem wiceprezesa NIK, Żemka skazano za przywłaszczenie stosunkowo niewielkiej kwoty pieniędzy w porównaniu z tą jaką dysponował. "Jeżeli mówimy, że on oszukiwał służby specjalne, to w tym sensie, że niejako na boku ukradł niewielki ułameczek pieniędzy, jakimi dysponował. Natomiast cała reszta, wszystkie te operacje, które robił, to nie było oszukiwanie kogokolwiek, to było wykonywanie zadań" - dodał Kownacki.

Żemek, który we wtorek został skazany w sprawie FOZZ na 9 lat więzienia i 720 tys. zł grzywny, przyznaje się do współpracy z wojskowymi służbami specjalnymi PRL. W latach 70. miał podpisać zobowiązanie do współpracy z nimi.
W uzasadnieniu wtorkowego wyroku stwierdzono, że Żemek przyszedł do Funduszu już z zamiarem wyprowadzenia stamtąd pieniędzy. Oskarżony twierdził, iż miał przejść z Banku Handlowego do FOZZ, by kontynuować operacje zlecone mu przez wojskowe służby specjalne.

Kownacki podkreślił, że to NIK wykryła aferę FOZZ. "Zdecydowanie nie pamiętam, aby powodem rozpoczęcia kontroli było zawiadomienie z Rady Nadzorczej" - dodał Kownacki

Deputowany do Parlamentu Europejskiego Dariusz Rosati (SdPl), na przełomie lat 80. i 90. członek Rady Nadzorczej FOZZ, skłamał, że to właśnie Rada Nadzorcza FOZZ zawiadomiła o nadużyciach kontrolę resortu finansów, NIK i prokuraturę.

Aferę FOZZ wykryła NIK w 1991 r. Kontrolerzy pracujący nad sprawą - inspektor Michał Falzmann i szef Izby Walerian Pańko - zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Pozostali oskarżeni w procesie FOZZ zostali skazani na kary: zastępczyni Żemka Janina Chim 6 lat i 500 tys. zł grzywny; Zbigniew Olawa - 3 lata więzienia i 300 tys. zł grzywny; Dariusz Przywieczerski - 3,5 roku więzienia i 320 tys. zł grzywny; Irene Ebbinghaus - 2,5 roku i 195 tys. zł grzywny; Krzysztof Komornicki - 2 lata i 320 tys. zł grzywny. Wyrok jest nieprawomocny.

Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek prokuratury na sali sądowej aresztował Żemka. Utrzymał także areszt wobec Janiny Chim.



wtorek, 24 lutego 2026

                                   AFERZYŚCI ELIT

                                       Yaron Bruckner

 

 

 Znany też jako Ronny Bruckner(ur. 31 marca 1957 w Brukseli – zm. 09.08.2013 Izrael) – żydowski biznesmen i spekulant.
Korumpował polityków, grabił narody i zbijał fortunę cudzym kosztem? Yaron Bruckner był uwikłany w jedną z wielu niewyjaśnionych afer prywatyzacyjnych w Polsce. Odszedł do wieczności w wieku 56 lat.
Bruckner zaczął życie zawodowe w wieku 20 lat jako dyrektor spółki Zidav, wys­pe­cja­li­zo­wa­nej w wymianie handlowej z Ru­mu­nią, Polską i byłą Jugosławią.

Dzięki wsparciu lobby żydowskiego i prawdopodobnie wywiadu iz­ra­el­skie­go jego kariera biznesowa nabrała tempa.

W roku 1981, założył Grupę obecnie znaną pod nazwą Eastbridge i został jej prezesem dyrektorem Generalnym. Eastbridge jest spółką prywatną posiadającą ponad 40 oddziałów w Europie i Stanach Zjednoczonych, która zatrudnia ponad 10 000 osób. irma specjalizuje się w nieruchomościach (Grupa nabyła 25% udziałów w spółce akcyjnej lmmobel SA, będącej deweloperem nieruchomości notowanej przez Euronext we wrześniu 2010), a również w rozrywkach, mediach, modzie oraz spółkach szkolnictwa prywatnego. W marcu roku 2011, Ronny Bruckner został mianowany jako członek niewykonawczy Rady Administracyjnej spółki Ageas, na okres trzech lat, aż do Walnego Rocznego Zgromadzenia Wspólników w roku 2014

Zdobył sieć Empik i Smyk a jako przedstawiciel wprowadził do Polski Kodaka, koncern spożywczy Nestle, i wiele znanych marek odzieżowych: Aldo, River Island, Orsay, Zarę czy Mango.

Nie udało mu się - mimo imponującej akcji poparcia w mediach - z Elektrim Telekomunikacja i z Ruchem. Gdyby ten ostatni wpadł w ręce Brucknera dystrybucja prasy nie zależałaby od Polaków.

Nie wszystkie biznesy Brucknera w Polsce się powiodły. Jednym z nich była próba kupienia wraz z Zygmuntem Solorzem-Żakiem od koncernu Vivendi 51 proc. akcji Elektrimu Telekomunikacja. Biznesmeni mieli zainwestować ponad 600 mln euro. Z projektu ostatecznie nic nie wyszło.

Bruckner odpowiedzialny za - Aferę Domów Towarowych Centrum
Brucknerowi zarzuca się, że za bezcen w klimacie korupcyjnym przejął od skarbu państwa 70 proc. udziałów w spółce Domy Towarowe "Centrum" za 106 mln zł. Cena była skandalicznie niska, szczególnie że do spółki należało wiele atrakcyjnych nieruchomości w centrach największych miast Polski. W lipcu 2005 r. Sejm IV kadencji wezwał nawet do pociągnięcia Emila Wąsacza (ministra skarbu w rządzie AWS) do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu za nieprawidłowości przy prywatyzacji PZU, TP SA i DT Centrum. Komisja uznała, że wycena była zaniżona. Wąsacz pozostał bezkarny.

Wpływy Brucknera który blisko przyjaźnił się min. z Aleksandrem Kwaśniewskim i czołowymi politykami miały go ochronić. Proces byłego ministra w ogóle się nie rozpoczął. Sprawa odpowiedzialności konstytucyjnej Wąsacza została przedawniona.

Od roku 1996 do roku 2000, Ronny Brucker był założycielem i prezesem organizacji non-profit Poland for Europe w celu promowania przystąpienia Polski do Unii Europejskiej poprzez rozwijanie i lepszą znajomość w Europie kultury i sztuki polskiej. Poland for Europe miała w swoim Komitecie Członków Honorowych takie osobistości jak:
Aleksander Kwaśniewski w charakterze prezesa honorowego (prezydent Polski w latach 1995-2005)

 

Czy NATO stało się… grupą przestępczą?

 
https://www.youtube.com/watch?v=aGTP4ooxspg&t=1s
https://www.youtube.com/watch?v=6dcCHrEFWfk&t=2s
https://www.youtube.com/watch?v=z7GHPI8UCyg&t=1s
https://www.youtube.com/watch?v=S_jSUFMGoSs&t=4s 


Ludzie nie kradną z wyboru. Kiedy pozbawieni należytego wykształcenia, mają największy kłopot z zapracowaniem na własne potrzeby imają się każdego zajęcia. Kiedy specjaliści po wieloletnich studiach nie mogą znaleźć pracy mają alternatywę przyjąć jakąkolwiek pracę za niską płacę, albo zaryzykować zajęcie najwyższego ryzyka za dość wysokie wynagrodzenie. Margines bezrobocia steruje wyłanianiem się marginesu społecznego wpisującego się w rynek pracy rodząc systematycznie przestępczość zorganizowaną. Im szersze zatacza kręgi, tym bardziej bezwzględne jej działanie.

Mimo, że przez lata nadano szlachetny wizerunek propagandowy dla roli NATO, Europejczycy dostrzegli w tej formacji wszelkie cechy międzynarodowej, zorganizowanej, zbrojnej grupy przestępczej. Metodą reakcji lustrzanej odpowiedzialna za politykę międzynarodową Komisji Europejskiej Kaja Kallas ogłosiła opinii publicznej 29 stycznia 2026 r., że to irańska armia (IRGC), broniąca państwa w jego granicach jest organizacją terrorystyczną. Jej zdaniem za brutalne zakończenie (sprowokowanych przez obcych agentów) protestów, należy nałożyć na Iran sankcje, by położyć kres represjom. Restrykcje postaci zakazu swobodnego podróżowania, dysponowania środkami finansowymi. Identyczna kwalifikacja IRGC przyjęta została w USA, Kanadzie i Australii.

Fakty pozwalają na weryfikację oceny. Po wysadzeniu w powietrze podmorskich rurociągów warunkujących działalność gospodarczą państw europejskich, nastąpiło pierwsze tąpnięcie cenowe i oczekiwana redukcja zamiast wzrostu gospodarczego. Drożyzna windowana brakiem surowców energetycznych podsunęła piractwo jako łagodzenie braków. Obserwacja przechwytywania tankowców nabrała rangi wydarzeń filmów akcji. Podniesienie piractwa do rangi zalegalizowanego profesjonalizmu trwa w najlepsze.

Oto 19 lutego 2026 roku Centrum Informacji Medialnej NATO przekazuje najnowsze treści. „Siły Reagowania Sojuszniczego NATO demonstrują możliwości operacji przechwytywania na morzu u północnych wybrzeży Niemiec.

PUTLOS, Niemcy – Przywódcy cywilni i wojskowi państw NATO byli świadkami przeprowadzenia przez Specjalną Jednostkę Operacji Morskich (SOMTU) operacji przechwytywania żeglugi (MIO) z pokładu ESPS Castilla w środę 18 lutego 2026 r. w ramach ćwiczeń Steadfast Dart 26 (Niezłomny Grot).

Scenariusz zademonstrował zdolność Dowództwa Komponentu Morskiego Sojuszniczych Sił Reagowania (ARF) do przechwytywania i kontrolowania nielegalnych jednostek na morzu zgodnie z prawem międzynarodowym. W tej symulowanej operacji niemiecka fregata FGS Brandenburg była okrętem-celem. Zespół abordażowy SOMTU wkroczył jednocześnie za pomocą helikoptera i łodzi motorowych, łącząc manewry powietrzne i morskie, aby szybko zabezpieczyć statek i przejąć kontrolę nad newralgicznymi obszarami na pokładzie. Po zabezpieczeniu statku, siły przeprowadziły procedury inspekcyjne, demonstrując zdolność do przeszukania ładunku, zebrania dowodów i, w razie potrzeby, skierowania statku do portu alianckiego w celu podjęcia dalszych działań. Operacje przechwytywania statków morskich są kluczowymi narzędziami operacji wojskowych. Służą do przechwytywania, inspekcji, zatrzymywania, a nawet zajmowania statków podejrzanych o prowadzenie nielegalnej działalności.

Integrując potencjał powietrzny, morski i operacji specjalnych pod ujednoliconą strukturą dowodzenia, ARF wykazało swoją zdolność do prowadzenia skoordynowanych operacji wielodomenowych w sytuacji MIO, służąc jako wiarygodny i gotowy do użycia instrument odstraszania i zbiorowej obrony NATO. Minister obrony Niemiec gościł podczas wydarzenia dowódcę Połączonych Sił w Brunssum, generała Ingo Gerhartza”.

10 tysięcy żołnierzy 13 państw (w tym z Turcji, Włoch, Hiszpanii), bierze udział w ćwiczeniach. Nie ma wśród nich Amerykanów. Niemiecki minister obrony Boris Pistorius ocenił manewry jako dostateczne potwierdzenie skutecznej gotowości sojuszu solidarnego w obliczu zagrożeń toczącej się czwarty rok wojny na Ukrainie.

Właśnie szarpana wojną Ukraina rozsadza priorytety gospodarcze i polityczne całej Europy. Powtarzane nawoływanie szkodzenia Rosji za każdą cenę stało się paliwem politycznego podziału państw podległych decyzjom Komisji Europejskiej. Viktor Orban, przywołując historycznych śmiałków – Napoleona, Hitlera, dla których podbój Rosji przyniósł klęskę w postaci ogromnych strat w ludziach i kosztach, stara się powstrzymać eskalację wojny. Wypomina odpowiedzialnej za politykę międzynarodową Kaji Kallas, że propagując kierunek poprzedników, wyklucza współpracę gospodarczą i rozwiązania dyplomatyczne, przypisując większy walor awanturnictwu, zapisze się obok dwóch niesławnych nazwisk Francuza i Niemca.

Blokada środków finansowych dla Ukrainy jest orężem premiera Węgier, którym stara się powstrzymać głęboko skorumpowanej władzy w Kijowie. W tle toczy się wojna o deficytowe źródła energii. Zjednoczony wcześniej front pomocy dla Ukrainy pęka. Węgrzy starają się uzmysłowić zwolennikom wojny z Rosją, że popełniają fatalny błąd szczegółowo odnotowany w źródłach historycznych. Wysiłki dyplomatów węgierskich podziela Słowacja blokując przekazanie finansów dla Ukrainy – państwa wciąż poza układem europejskim, ale finansowanym kosztem europejskiego podatnika obciążanego wieloletnimi kredytami. Prosty wniosek Orbana: „Unia Europejska nie służy nam, nie próbuje stawiać Ukraińcom wymagań jakim musiały sprostać wcześniej państwa członkowskie”. Oni każą Europejczykom się dostosować do oczekiwań ukraińskich – płacić i prowadzić wojnę. Znaczna część energii elektrycznej z Węgier przesyłana jest na Ukrainę, co prowadzi Orbana do wniosku: „Ukraina żyje dzięki wojnie, stąd apele o kontynuowanie konfliktu”. Oto pułapka dla przywódców europejskich, którzy nie potrafią zdobyć się na przyznanie do błędu.

Hipokryzja w postaci nakładania 26 pakietu sankcji, przy trwającym zapotrzebowaniu na surowce i zakup surowców z Rosji, to przejaw skrajnej niekompetencji K. Kallas. Jako szefowa unijnej dyplomacji, odbywająca podróże zagraniczne, spotyka się z niechęcią do tego stopnia, że nikt nie chce z nią rozmawiać. Węgry i Słowacja podważają podstawy istnienia Unii Europejskiej, kompetencje Kallas i enigmatycznie ujęte „instytucje globalne”. To już nie jest różnica poglądów w obrębie brukselskich gabinetów, ale staczanie się ku destabilizacji kontynentu.

Informacja dotycząca manewrów mówi wyraźnie o udziale decyzyjnym przywódców wojskowych i cywilnych.

Decyzja autorów ataku na zakład produkcji SU-57 głęboko na terenie Rosji, została skwitowana przez Rosjan: „Odpowiedzialni poniosą konsekwencje.” Szczątki rakiet FP-5 (Flamingo), które zniszczyły fabrykę nosiły wprawdzie tabliczki informujące, że wykonano je na Ukrainie. Amerykanie, znający się na pochodzeniu najdrobniejszych komponentów znanych im rodzajów broni wyjaśniają, że typ pocisków wykorzystany do ostatniego ataku produkowany jest w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Nie wykluczają, że ripostą będzie uderzenie rosyjskich pocisków w faktyczne miejsca ich produkcji. Ten akt wojny w połączeniu z manewrami sumuje starania polityków – wciąż bawią się wojną jak grą planszową. Szkoda ludzi? Stalin w takich okolicznościach mówił: „Ludiej u nas mnogo”.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTbe.com [1] [2] [3] [4]JFCBS.NATO.int
Źródło: WolneMedia.net

 


 

Syjonizm, czyli fałszywe oblicze judaizmu



Antysemici od dawna twierdzą, że Żydzi są „rasą” lub „suprematystami”, często powołując się na zawarty w „Torze” opis „Izraela” jako „Narodu Wybranego”. Świadczy to o głębokim niezrozumieniu tego, czym tak naprawdę jest tożsamość żydowska.

Judaizm nigdy nie definiował Żydów według rasy, krwi ani pochodzenia etnicznego. Żydzi są narodem, ale nie we współczesnym rozumieniu tego słowa. Dziś „naród” jest używany jako synonim „kraju” lub „suwerennego państwa”. Kiedy „Tora” używa słowa „AM” (naród), nie ma na myśli tego. B-g mówił Żydom, gdy jeszcze obozowali na pustyni, nie mając własnej ziemi: „Dziś staliście się narodem dla P-n-, waszego B-g-.” (Powtórzonego Prawa 27:9). Oznacza to ludzi połączonych wspólną boską misją. Rabin Saadiah Gaon ujął tę prawdę zwięźle, pisząc: „Nasz naród jest narodem tylko poprzez swoją »Torę«”. Bez „Tory” nie ma narodu żydowskiego.

Żydzi na przestrzeni dziejów żyli w każdym zakątku świata, mówili różnymi językami, wyznawali różne zwyczaje kulturowe i należeli do najróżniejszych grup etnicznych. Nie łączyła ich kultura, kuchnia ani geografia; łączyła ich „Tora”. Sama konwersja dowodzi, że judaizm nie jest rasowy. Każdy, bez względu na pochodzenie czy środowisko, może przyłączyć się do narodu żydowskiego poprzez przyjęcie „Tory” i jej przykazań. Wiele z najbardziej czczonych postaci w historii Żydów pochodziło od konwertytów: Sefora, żona Mojżesza, Rachab, która poślubiła Jozuego, Rut, prababka króla Dawida i Onkelos, tłumacz autorytatywnego aramejskiego Targum — wszyscy byli konwertytami. Nawet wielcy mędrcy talmudyczni, tacy jak rabin Akiwa i rabin Meir, wywodzili swoje pochodzenie od konwertytów.

Ta klasyczna definicja tożsamości żydowskiej zawarta w „Torze” przetrwała aż do powstania syjonizmu pod koniec XIX wieku. Założyciele syjonizmu odrzucili ramy „Tory” i próbowali zdefiniować żydowskość na nowo jako świecką tożsamość narodową, odrębną od religii. Chcieli, aby Żydzi byli „normalnym narodem”, na wzór ówczesnych europejskich ruchów narodowych. Aby to osiągnąć, stworzyli kulturę narodową, przekształcili biblijny język hebrajski w nowoczesny język świecki i przekształcili Ziemię Świętą w świeckie państwo znane jako „Izrael”. W tym procesie „Ludzie Księgi” zostali zastąpieni narodowością polityczną. Ogłosili się „narodem Izraela”, choć otwarcie odrzucili „Torę”, która definiowała ten naród. Ta ideologiczna rewolucja stworzyła sprzeczność: chcieli zachować tytuł „Żyda”, odrzucając jednocześnie samo źródło, które nadaje tę tożsamość.

Niejasności dotyczące tożsamości żydowskiej pogłębiły się wraz z pojawieniem się współczesnych pojęć rasy i przynależności etnicznej, gdzie niektórzy zauważają, że Żydzi mają wspólne DNA. Prawdą jest, że większość Żydów pochodzi z dwóch grup etnicznych o podobnym DNA: Aszkenazyjczyków i Mizrachijczyków/Sefardyjczyków. To po prostu odzwierciedla fakt, że na przestrzeni wieków odnotowano stosunkowo niewielu konwertytów w porównaniu z innymi religiami. Ale to nie definiuje tego, kim jest Żyd. Konwertyta, który przyjmuje „Torę”, jest w pełni Żydem, tak jak ktoś urodzony we wspólnocie. Przynależność żydowska nie jest determinowana kolorem skóry, pochodzeniem geograficznym ani markerami genetycznymi.

Niektórzy próbowali klasyfikować judaizm jako plemię, ale nawet to nie przyniosło rezultatu. Pochodzenie plemienne w „Torze” jest patrylinearne (np. status Kohena lub Lewity), podczas gdy sama tożsamość żydowska jest matrylinearna: Żydem jest ktoś, kto urodził się z matki Żydówki lub ktoś, kto prawidłowo się nawrócił. Linia matczyna określa status żydowski; linia ojcowska określa przynależność plemienną. Żadna z nich nie dotyczy przynależności etnicznej we współczesnym rozumieniu.

Często pojawia się pytanie: skoro tożsamość żydowska jest definiowana przez „Torę”, dlaczego ktoś urodzony z matki Żydówki nadal jest Żydem, nawet jeśli jest całkowicie nieprzestrzegającym zasad „Tory”, a nawet ją neguje? Odpowiedź leży w rozróżnieniu między statusem halachicznym a pozycją duchową. Zgodnie z definicją halachiczną osoba urodzona z matki Żydówki jest Żydem, niezależnie od jej osobistych przekonań. Ten status jest stały.

Jednak duchowa pozycja w narodzie żydowskim jest określana przez wiarę i praktykę. Święty Rambam we wstępie do „Perek Chelek” pisze, że Żyd, który odrzuca fundamentalne zasady judaizmu, nie jest uważany za część narodu żydowskiego w sensie duchowym, mimo że jego status halachiczny pozostaje nienaruszony. Taka osoba zachowuje obowiązki i zobowiązania Żyda; jej małżeństwo i rozwód są ważne w świetle halachy, a ona sama odpowiada za przestrzeganie micw i będzie ponosić odpowiedzialność za ich złamanie. Jednakże nie przysługują mu religijne przywileje związane z zaufaniem wspólnoty, takie jak pełnienie funkcji świadka koszerności lub przygotowywanie potraw, które mogliby spożywać pobożni Żydzi. Jeśli miałby powrócić i ponownie przyjąć „Torę”, nie potrzebowałby nawrócenia, ponieważ jego tożsamość halachiczna nigdy nie została wymazana.

Prawda jest taka, że wizja narodu przedstawiona w judaizmie jest wyjątkowa w historii ludzkości: naród nie jest definiowany poprzez rasę, linię krwi, terytorium czy kulturę, lecz przez boskie przymierze otwarte dla wszystkich, którzy je przyjmą. Definiowanie Żydów jako rasy jest nie tylko niedokładne, ale także wypacza samą istotę tożsamości żydowskiej. Judaizm jest przeciwieństwem rasizmu. Jego podstawowe teksty podkreślają, że każdy człowiek, bez względu na pochodzenie, może przystąpić do przymierza i stanąć ramię w ramię z potomkami Awrahama Awinu.

Jedyną ideologią narzucającą przywileje oparte na urodzeniu, jednocześnie oddzielającą tożsamość żydowską od „Tory”, jest ideologia, która próbowała zastąpić przymierze z B-g-m nacjonalizmem, a jest nią syjonizm.

Autorstwo: Voice of Rabbis
Tłumaczenie: Gromhamnon
Źródło zagraniczne: TorahJews.org
Źródło polskie: WolneMedia.net

 

Handel dziećmi i organami do transplantacji



Z Ukrainy na wyspę Epsteina przez Francję.

Francja rozpada się w czasie rzeczywistym od czasu objęcia urzędu przez Macrona w Pałacu Elizejskim – idealne lustrzane odbicie Ukrainy od czasów Zełenskiego, kraju już spustoszonego wojną totalną, który przekształcił się w centrum handlu ludźmi, ze szczególnym apetytem na najsłabszych a zwłaszcza dzieci. Dalekie od bycia „godnymi pożałowania incydentami” czy „odosobnionymi przypadkami”, to wykorzystywanie stało się strukturalne, przemysłowe i globalne, z rozległym ekosystemem nadużyć i korupcji kryjącym się za eleganckim pozorem modelingu, fundacji filantropijnych i prywatnych klubów.

A potem pokrywa zaczyna pękać. Podczas gdy media głównego nurtu wyczerpują się, zatykając przecieki taśmą i sterylnymi panelami dyskusyjnymi, w końcu rozbrzmiewa prawdziwy grzmot. Sprawa Epsteina nie jest już tylko nudnym skandalem celebrytów zza Atlantyku, ale raczej polityczną bronią jądrową, którą Trump teraz bez wahania posługuje się bez wahania. A amerykańskie akta Epsteina, pełne pierwiastków radioaktywnych, grożą, że powalą głowy daleko poza granicami USA. A teraz zgadnijcie, kto siedzi w samym centrum strefy uderzeniowej? Mały Macron!

Jeffrey Epstein i Emmanuel Macron uosabiają dwa błyskawiczne sukcesy, napędzane przez potężne i nieprzejrzyste sieci, choć jeden działał w ukryciu, a drugi w pełnym blasku reflektorów. W wieku 21 lat Epstein, nauczyciel matematyki bez dyplomu uniwersyteckiego, został katapultowany do świata finansów w Bear Stearns, gromadząc kolosalną fortunę dzięki bezpośredniemu finansowaniu ze strony zamożnych rodzin żydowskich, zwłaszcza Rothschildów, którzy wprowadzili go do elitarnych kręgów.

Z kolei Macron, którego dyplomy – zdobyte z wielkim trudem i których autentyczność jest wątpliwa – doprowadziły go z pozycji w Inspektoracie Finansów do kluczowej roli w Rothschild & Cie, zanim został najbardziej kontrowersyjnym prezydentem Piątej Republiki, narzuconym Francuzom i oskarżonym o zadłużanie kraju dla korzyści tych samych interesów Rothschildów. Podczas gdy Epstein działał w cieniu tajnych romansów, łącząc bogatych, starszych „sugar daddies” z rozwiązłymi eskapadami seksualnymi, które trafiały na pierwsze strony gazet, Macron, w blasku władzy, jest również w centrum uporczywych plotek o podobnych powiązaniach, obejmujących starzejące się elity i intymne skandale, które codziennie podsycają publiczną debatę.

Macron, szczur laboratoryjny Rothschildów według jednych, agent amerykańskiego państwa głębokiego według innych, pędzi z prędkością naddźwiękową, a jego dawni mentorzy zastanawiają się teraz, czy nie powinni go delikatnie „zrecyklingować”. Gwałtowny wzrost, wątpliwe lojalności, wiece wyborcze w Las Vegas niczym w klubie VIP, rady szeptane przez ducha samego Epsteina… cień Waszyngtonu nigdy tak dogłębnie nie splamił Pałacu Elizejskiego. Establishment krzyczy o rosyjskim spisku, wymachuje żałosnymi kontratakami, bagatelizuje oczywiste powiązania, ale fakty pozostają irytująco uporczywe.

Jeffrey Epstein, choć nie spędził dosłownie połowy życia we Francji, utrzymywał bardzo bliskie więzi z Paryżem, gdzie od 2002 roku posiadał luksusowy apartament przy 22 Avenue Foch, wyceniony na około 8,6 miliona dolarów, i regularnie tam przebywał, często przez okres kilku tygodni, na przykład trzy tygodnie poprzedzające jego aresztowanie w 2019 roku po locie ze stolicy Francji. Często podróżował między Nowym Jorkiem a Paryżem, rozwijając sieć wpływowych kontaktów i spędzając tam znaczną część roku, do tego stopnia, że ​​francuskie władze dokonały rewizji w jego domu w 2019 roku w ramach śledztwa w sprawie potencjalnego wykorzystywania seksualnego popełnionego na terytorium Francji. Ghislaine Maxwell, urodzona w Maisons-Laffitte we Francji w 1961 roku, posiada obywatelstwo francuskie (oprócz brytyjskiego i amerykańskiego) i zarządzała nieruchomościami Epsteina, w tym jego paryską rezydencją, a także podróżowała tam z nim na pobyty związane z tajną działalnością. Po śmierci Epsteina doniesienia wskazywały, że ukrywała się w przestronnym apartamencie przy Avenue Matignon w Paryżu, niedaleko jego mieszkania, wykorzystując jego kontakty, aby uniknąć ekstradycji i pozostać we Francji tak długo, jak to możliwe. Ghislaine Maxwell była również powiązana z kilkoma nieruchomościami we Francji, w szczególności z Château de la Malartrie, położonym w regionie Périgord Noir, który podobno służył jako kryjówka podczas jej ucieczki w 2020 roku. Ta posiadłość, należąca do rodziny Beaupoil de Saint-Aulaire, jest wymieniana jako potencjalne schronienie, w szczególności pod ochroną Mossadu, według źródeł bliskich sprawie.

Innym często wspominanym miejscem jest zamek Villette w regionie Val-d’Oise, który był miejscem akcji filmu „Kod Leonarda da Vinci”. W 2006 roku Jeffrey Epstein, jego wspólnik, próbował nabyć tę 77-hektarową posiadłość, a negocjacje prowadziła Ghislaine Maxwell. Chociaż transakcja nie doszła do skutku, zamek pozostaje symbolem obsesji Epsteina na punkcie utworzenia europejskiej bazy operacyjnej. Te powiązania podkreślają ich głębokie korzenie we Francji, mimo że ich działalność w tym regionie jest owiana aferami i toczącymi się śledztwami.

Ostatecznie nie chodzi już nawet o drobne polityczne manewry. To akt oskarżenia kasty, która utraciła wszelki moralny kompas i traktuje ludzi, a zwłaszcza dzieci, jak zwykły towar giełdowy. Pomiędzy podłymi sieciami wpływów, którymi posługuje się Jack Lang, transhumanistycznymi urojeniami niedoszłych czarowników elity i wszechobecnym podglądactwem społeczeństwa przesiąkniętego sensacyjną grozą, przebudzenie zapowiada się brutalnie… a przede wszystkim bardzo paskudnie.

Pozostaje pytanie, czy Francuzi i reszta świata będą mieli jeszcze odwagę, by zmierzyć się z tym, co od dawna zalega pod dywanem, z niesławną „Szampańską Lewicą”. Ci intelektualiści z czasów Mitteranda, którzy głosili równość ze swoich paryskich loftów, podpisali petycje o „wolność seksualną” nieletnich w 1977 roku i nadal rozkoszują się postępową moralnością, bywalcując w tych samych salonach co drapieżniki w garniturach. Jack Lang, upadła ikona tej kasty — skąpy pieśniarz dotowanej kultury, cytowany 673 razy w Aktach Epsteina, rozrzutny przedsiębiorca w marokańskim riadzie, spółka offshore dzielona z amerykańskim pedofilem, a nawet uporczywe próby sprowadzenia wilka do Pałacu Elizejskiego za pośrednictwem swoich powiązań — właśnie zrezygnował z pracy w Arab World Institute przy chórze szyderstw, wciągnięty w finansowe i moralne błoto przez system sprawiedliwości, który w końcu poczuł smród korupcji.

Młodzi Globalni Liderzy

Młodzi Globalni Liderzy (Young Global Leaders) Klausa Schwaba to elitarna grupa działająca w ukryciu.

Młodzi Globalni Liderzy Światowego Forum Ekonomicznego, uosabiający kolejne pokolenie globalnej potęgi, według Klausa Schwaba, to nie tylko postacie z elity gospodarczej i politycznej. Tworzą oni nieprzejrzystą sieć, w której, co niepokojące, wielu członków jest ściśle powiązanych z przypadkami wyzysku, korupcji, a nawet handlu ludźmi. Niezależnie od tego, czy mówimy o byłych członkach, takich jak Justin Trudeau i Emmanuel Macron, czy nawet wschodzących gwiazdach sektora finansowego i technologicznego, obserwacja jest uderzająca: ci młodzi liderzy, rzekomo niosący lepszą przyszłość, wydają się być w większości uwikłani w sieci, które są zarówno tajne, jak i przestępcze. Związek między tymi wpływowymi postaciami a systemami manipulacji, handlem dziećmi lub narządami, a nawet powiązaniami z postaciami takimi jak Jeffrey Epstein, wpisuje się w szerszy schemat równoległego zarządzania. Ci przywódcy są spadkobiercami struktury władzy, która – daleka od dążenia do reform i ochrony – często znajduje się w sytuacji, w której jest w stanie utrzymać system przywilejów i nadużyć. Dzięki swoim wpływom utrwalają porządek świata, w którym wykorzystywanie najsłabszych jest nie tylko tolerowane, ale niekiedy systematycznie chronione przez najwyższe kręgi władzy.

A na szczycie tej zgniłej francuskiej piramidy siedzi Macron, idealne dzieło tej kawiorowej elity 2.0, pchnięty do władzy bez poparcia społecznego, otoczony uporczywymi plotkami o wątpliwej moralności (od Las Vegas po cienie Epsteina), oskarżany przez jednych o bycie marionetką amerykańskiego państwa głębokiego, przez innych o przymykanie oczu na kompromisy swoich mecenasów kultury. Symbolizuje władzę, która twierdzi, że jest „nowoczesna”, ale akumuluje skandale z przerażającą regularnością. Bo jeśli Macron minimalizuje sprawę Epsteina, ograniczając ją do „Stanów Zjednoczonych” (podczas gdy Paryż roił się od apartamentów Epsteina i francuskich powiązań), to jego rządy zbiegają się z kaskadą seksualnie sugestywnych przypadków, śmierdzących kastą nietykalnych, od lepkich sieci wpływów po podejrzaną hojność, i z tą przerażającą niewrażliwością elity, która traktuje dziecko jako dodatek do władzy lub zwykłą fantazję, którą można omawiać między dwoma kieliszkami Dom Pérignon.

Sprawa Benalli jest doskonałym symbolem nepotyzmu w wersji Macrona w Pałacu Elizejskim. Młody mężczyzna bez prawdziwego pochodzenia, produkt socjalistycznego mecenatu, został wciągnięty w rolę doradcy specjalnego, podróżował z paszportami dyplomatycznymi, firmą Q7 i dopuścił się aktów przemocy na żywo 1 maja 2018 roku na placu Contrescarpe. Sfilmowany, jak napada na parę protestujących, został ostatecznie skazany na trzy lata więzienia (w tym jeden wyrok obligatoryjny, podtrzymany w apelacji i przez Sąd Kasacyjny – ale wciąż nie odsiedział ani jednego dnia) za przemoc, podszywanie się pod urzędnika publicznego i oszukańcze wykorzystanie dokumentów urzędowych.

Jednak w Pałacu Elizejskim Macron bagatelizuje sprawę, nazywając ją „bzdurą” i „kochankiem”, gorzkim żartem, podczas gdy skandal ujawnia prywatyzację prezydenckiej ochrony, lawinę przysług i bezkarność, która śmierdzi podwójnymi standardami. A punktem kulminacyjnym spektaklu była obserwacja wzorowej, wręcz komicznej, pobłażliwości „wymiaru sprawiedliwości”. Zawartość niesławnego sejfu, który zniknął tuż przed przeszukaniem, pozostaje nieznana – zniknął w dziwacznych okolicznościach, podejrzewany o broń lub coś gorszego, ale sprawa została umorzona w 2024 roku z powodu „wyimaginowanej zawartości” i braku dowodów na zamiar utrudniania wymiaru sprawiedliwości. Nie wydano nakazu aresztowania, aby wymusić tę sprawę, nie przeprowadzono przeszukania w celu rozwikłania tajemnicy, a Benalla spokojnie kontynuuje swoją działalność – w Szwajcarii lub gdzie indziej – z całkowitą bezkarnością, jakby nic się nie stało.

Benalla jest symbolem surowego, nieskazitelnego makronizmu, gdzie Żółte Kamizelki są atakowane na miejscu, kolesie chronieni na szczycie, a niewygodne pytania chowane pod dywanem zbywania i ogłuszającego milczenia. Pojawiają się jednak pytania, dlaczego system sądowniczy zdaje się systematycznie chronić tych, którzy wydali rozkazy, jednocześnie poświęcając kozły ofiarne. Przede wszystkim musimy zadać sobie pytanie, jak daleko sięga współudział instytucji międzynarodowych i izraelskiego wywiadu w tych manewrach, i jakie tajemnice państwowe zostały przekazane mocarstwom zagranicznym przez Macrona, który roztrwonił nasze gospodarki i przemysły, w zamian za milczenie na temat tych praktyk, zwłaszcza seksualnych?

Od Jacka Langa – który śmiejąc się pozował z Epsteinem przed piramidą Luwru – po Macrona, który przedłużył swoją kadencję pomimo ostrzeżeń, rodowód jest jasny: lewica (i makronizm), która publicznie deklaruje moralność, ale przymyka oko, a nawet, co gorsza, na wykorzystywanie seksualne, gdy dociera ono do kręgów władzy. Akta Epsteina nie tylko obaliły starego aparatczyka; rzuciły światło na cały ekosystem, w którym „wyzwolenie seksualne” zbyt często rymowało się ze zorganizowaną pedofilią i bezkarnością możnych. I choć przebudzenie zapowiada się krwawo dla tych pijących szampana arystokratów, tym razem ludzie nie zadowolą się już jedynie ironicznym śmiechem.

Zanim jednak zagłębimy się w skandale nepotyzmu, przemocy państwowej i pozłacanej bezkarności, które narastają w reżimie Macrona i wśród jego patronów z Szampańskiej Lewicy, musimy powrócić do najciemniejszych i najbardziej nie do zniesienia źródeł tej zgnilizny: handlu ludźmi, a w szczególności systemowej pedofilii i handlu organami, które zaczęły ujawniać Akta Epsteina. Skupmy się zatem na tym, co powinno budzić wyrzuty sumienia: sieciach, które przekształcają istoty ludzkie, często dzieci lub piękne, bezbronne nastolatki, w towary jednorazowego użytku dla możnych.

Sprawa Epsteina to nie tylko amerykański skandal seksualny; to wierzchołek globalnej góry lodowej, obejmującej masowe wykorzystywanie seksualne, domniemany handel organami i pranie pieniędzy za pośrednictwem luksusowych przykrywek, takich jak międzynarodowe modelki. To właśnie w tym mrocznym otoczeniu przyjrzymy się sieci wykorzystywania seksualnego, rozciągającej się od ukraińskich modelek po wyspę Epsteina.

Ukraińskie modelki na wyspie Epsteina

Jednym z najbardziej niepokojących tropów jest rola, jaką odgrywają ukraińskie agencje modelek, takie jak Linea 12 Models i L-Models, których młode dziewczyny zostały zrekrutowane i wysłane na wyspę Epsteina, słynącą z przestępstw seksualnych wobec nieletnich. Modelki te, często młode i bezbronne, padają ofiarą handlu ludźmi, skrupulatnie zorganizowanego przez międzynarodowe siatki. Wśród tych ofiar, ukraińska modelka Nastia N. została zidentyfikowana w dokumentach Epsteina jako jedna z osób odpowiedzialnych za rekrutowanie (innymi słowy, rekruterka!) innych młodych kobiet, aby wprowadzić je do wewnętrznego kręgu Epsteina. Obietnica lukratywnej kariery i hojnych prezentów ma na celu uśpienie ich fałszywego poczucia bezpieczeństwa, a następnie pogrążenie ich w piekle seksualnego poddania i manipulacji.

W Stanach Zjednoczonych Rachel Chandler pełniła rolę madame Epsteina. Jej zaangażowanie obejmowało agencję MC2 Model Management z siedzibą w Miami, założoną przez Jeana-Luca Brunela (prawdziwe nazwisko Benchemoul), założyciela paryskiej agencji modelek Elite, agencji na Ukrainie i innych w Stanach Zjednoczonych, skazanego za współpracę z Epsteinem. Później popełnił samobójstwo w więzieniu. Rachel Chandler została sfotografowana z P. Diddym, gdy miała zaledwie 14 lat.

Według dokumentów sądowych Epstein rzekomo otrzymał w prezencie urodzinowym trzy 12-letnie francuskie dziewczynki. Fakty te zostały ujawnione przez Virginię Giuffre, „niewolnicę seksualną” multimilionera, i jego wspólniczkę Ghislaine Maxwell. W programie Caroline Roux „C dans l’air” Nicole Bacharan słusznie zwraca uwagę na handel francuskimi wizami związany ze sprawą Epsteina. Warto również zauważyć, że za handel paszportami w paryskiej komendzie policji odpowiada ta sama siatka, która zajmowała się Epsteinem i Brunel-Benchemoul, o czym Emmanuel Macron jest w pełni świadomy. Te rewelacje, choć niepokojące, nie mogą być dłużej traktowane jako zwykłe plotki. Pokazują one, jak traktowano dziewczyny z tych agencji modelek.

Przypomnijmy też, na marginesie, że Virginia Giuffre była powódką w pozwie przeciwko księciu Andrzejowi, która później popełniła samobójstwo w Australii . Czy pamiętasz, jak książę Andrzej powitał Katherine Keating, opuszczając dziewięciopiętrową rezydencję Epsteina w Nowym Jorku, nazywaną Domem Grozy? Jest ona córką byłego premiera Australii i byłą partnerką André Balazsa, właściciela hotelu Standard. Pod koniec lat 80. Balazs założył wraz z ojcem firmę biotechnologiczną o nazwie Biomatrix. Firma ta opracowała produkty oparte na hialuronianie (kwasie hialuronowym). Kwas hialuronowy jest zwykle ekstrahowany z grzebienia koguta, który jest mięsistym, czerwonym grzebieniem znajdującym się na czubku głowy koguta. Ale może być również wytwarzany z ludzkiej tkanki łącznej, skóry, chrząstki, płynu maziowego (stawowego) i płynu szklistego z oka. Kwas hialuronowy jest stosowany w produktach do pielęgnacji skóry, aby nadać jej młodszy wygląd. Sprawdź hasło „kwas hialuronowy” w aktach Epsteina; stosował go bardzo regularnie. Według FBI, książę Andrzej rzekomo był świadkiem torturowania 6-letniej dziewczynki przez Ghislaine Maxwell, a to oskarżenie może być punktem zwrotnym.

Zeznania, anonimowe, ale zapisane w raporcie FBI z lipca 2020 r., opisują scenę niewypowiedzianej przemocy z udziałem dziecka związanego i poddanego wstrząsom elektrycznym, wszystko to było świadkami Andrew i innych mężczyzn, wszyscy bierni obserwatorzy. Policja Surrey (Wielka Brytania) potwierdza istnienie starszego, częściowo ocenzurowanego raportu wspominającego o zarzutach handlu ludźmi w tym rejonie. Ale co do tego konkretnego oskarżenia – torturowanej dziewczyny, obecności księcia – nie było oficjalnego zapisu aż do teraz. Andrew, oczywiście, zaprzecza wszystkiemu. Jak zawsze. Jednak pytanie pozostaje: jak mężczyzna, nawet członek rodziny królewskiej, może być świadkiem takich czynów bez reakcji? Impotencja? Współudział? Obojętność? Być może wszystkie trzy. Należy zauważyć, że książę Andrzej został aresztowany w dniu swoich 66. urodzin przez sześciu funkcjonariuszy policji, dokładnie 666 dni po domniemanych wydarzeniach.

Symbolika liczby 666, często kojarzona z Antychrystem w tradycjach biblijnych, bywa niekiedy wykorzystywana prowokacyjnie do potępienia manipulacji lub przewrotności struktur władzy. Na przykład wyniki wyborów, takie jak 60,66% głosów zdobytych przez Macrona w jego reelekcji w 2022 roku, można interpretować jako aluzję do tej ikonicznej liczby, wzmacniającą ideę ukrytej kontroli lub złowrogich sił działających za politycznymi fasadami. Jest to podobne do sześciu osób przy stole, 20 km w 3 godziny (6,66 km/h) lub powrotu do domu o 18:00 (3 razy 6) podczas fałszywej pandemii – ale prawdziwej blokady całej ludzkości.

Oczywiście, jest to przede wszystkim interpretacja symboliczna, próba identyfikacji zbiegów okoliczności, które, dalekie od dowodzenia spisku, ujawniają raczej sposób krytyki i eksponowania dynamiki władzy postrzeganej jako nielegalna lub manipulacyjna. W tym przypadku 666 staje się czymś więcej niż tylko liczbą, ponieważ symbolizuje widoczny sprzeciw wobec systemu mafijnego wysokiego szczebla, który wydaje się uwikłany w okultystyczne i skorumpowane gry o władzę.

Hillary Clinton i Jen Psaki, Ukraina, Haiti i kluczowe postacie amerykańskiej elity politycznej

Międzynarodowe konsekwencje obecnych kryzysów geopolitycznych wykraczają daleko poza bezpośrednie granice krajów objętych wojną. Postaci takie jak Jen Psaki, była rzeczniczka prasowa Białego Domu w administracji Bidena, i Hillary Clinton, była sekretarz stanu, uosabiają tę złożoną mieszankę dyplomacji, potęgi finansowej i międzynarodowych sieci wpływów. Ich rola, choć często przedstawiana przez pryzmat obrony praw człowieka i demokracji, rodzi pytania o powiązania między władzą polityczną a interesami prywatnymi, zwłaszcza poprzez fundacje humanitarne i inicjatywy wspierające kraje takie jak Ukraina.

W 2022 roku, gdy rosyjska inwazja wpędziła Ukrainę w wojnę totalną, te osobistości polityczne były jednymi z pierwszych, które zorganizowały zachodnią odpowiedź, która zmaterializowała się w postaci pomocy wojskowej, międzynarodowego finansowania i bezpośrednich inwestycji w kluczowe sektory kraju. Chociaż wsparcie dla Ukrainy wydaje się uzasadnione z dyplomatycznego i strategicznego punktu widzenia, nadal istnieją pewne szare strefy. Rola Fundacji Clintonów, na przykład, która zebrała znaczne fundusze z Ukrainy, jest jedną z dynamik, które rodzą pytania. Kiedy granice między filantropią, dyplomacją a interesami prywatnymi są tak nieostre, zasadne jest pytanie, kto tak naprawdę korzysta z tych przepływów finansowych. Bezpośrednie powiązania między ukraińskimi sojusznikami, osobistościami amerykańskimi i wpływowymi graczami biznesowymi, zwłaszcza tymi zaangażowanymi w finansowanie wojny, uwypuklają kolejny aspekt interwencji międzynarodowej: sieć wzajemnego wsparcia między zachodnimi elitami politycznymi i gospodarczymi a kluczowymi graczami w krajach pogrążonych w kryzysie.

Dzieci i fundusze humanitarne

Przypadek Haiti jest w szczególności symbolem tej nieprzejrzystej dynamiki, w której cierpienie ludzi jest wykorzystywane jako narzędzie nacisku w imię znacznie mroczniejszych interesów. Po niszczycielskim trzęsieniu ziemi w 2010 roku imponująca liczba organizacji humanitarnych i fundacji (w tym fundacja Clintona) przybyła na wyspę, deklarując chęć niesienia pomocy. Jednak rzeczywistość na miejscu ujawniła inny obraz: wykorzystywanie najsłabszych, zwłaszcza zaginionych dzieci.

W kontekście odbudowy kraju, kilka osobistości ze światowej elity, w tym prominentni politycy i filantropi, zostało powiązanych z siatkami handlu ludźmi i wykorzystywaniem haitańskich dzieci. Dokładna analiza tych siatek ujawnia, że ​​niektóre organizacje pozarządowe i humanitarne zostały oskarżone o współudział, bezpośrednio lub pośrednio, w rekrutacji i handlu dziećmi. Dzieci te, rzekomo chronione tysiącami dolarów wpompowywanymi w zwolnione z podatku „programy humanitarne” (wystarczy zapytać Philippe’a Douste-Blazy’ego i członków Klubu Rotary!), padły ofiarą systemu, w którym niewinność przekształca się w towar.

Postaci takie jak Clinton, które odegrały rolę w realizacji działań odbudowy Haiti, są obecnie krytykowane za powiązania z tymi siatkami. Najbardziej szokującym przykładem jest tworzenie programów sponsoringowych, które, choć przedstawiane jako pomoc humanitarna, pozwalały na przyjmowanie dzieci przez prywatne siatki, często z niewielkim nadzorem. Chociaż oskarżenia o handel ludźmi nie zawsze były formalnie potwierdzane, pytania dotyczące wykorzystania funduszy i dystrybucji pomocy pozostają bez odpowiedzi. Co więcej, niektóre doniesienia sugerują, że fundacje humanitarne, w tym te związane z postaciami takimi jak Clinton i jego sojusznikami politycznymi, ułatwiały wątpliwe partnerstwa z agencjami pośrednictwa lub organizacjami prywatnymi – podmiotami, które same są niekiedy powiązane z niepokojącymi praktykami. I tym razem nie chodzi o sam spisek, ale o nieprzejrzystość, z jaką te fundusze są wykorzystywane, oraz o sposób, w jaki kryzysy takie jak ten na Haiti są wykorzystywane do celów politycznych i gospodarczych.

Globalny system operacyjny

Powiązania między amerykańskimi osobistościami władzy, haitańskimi i ukraińskimi elitami politycznymi oraz międzynarodowymi sieciami finansowymi stanowią doskonały przykład współzależności dyplomacji i interesów prywatnych. Rolą aktorów takich jak Hillary Clinton, Jen Psaki i reprezentowanych przez nie sieci jest nie tylko wspieranie uzasadnionych celów, ale także utrzymanie kontroli nad systemami, w których wyzysk człowieka i zysk ekonomiczny krzyżują się w sposób, który nazbyt często pozostaje niejasny. Kryzysy – zarówno militarne, jak i humanitarne – to nie tylko areny interwencji Zachodu; to także okazje do zacieśnienia relacji biznesowych i władzy kosztem narażonych na nie społeczności.

Ta sama dynamika występuje na Ukrainie, Haiti i innych obszarach objętych działaniami wojennymi lub narażonych na nie, takich jak Gaza. W tych krajach pomoc humanitarna staje się narzędziem wpływu elit, a dzieci, w szczególności, często padają pierwszymi ofiarami tego systemu. Zaangażowanie postaci takich jak Clinton i Psaki w strefach wojennych nie ogranicza się zatem do prostych interwencji dyplomatycznych. Interwencje te są ściśle powiązane z globalną siecią podmiotów prywatnych i potężnych sojuszników gospodarczych, których logika dominacji i zysku nie zna granic – a tym bardziej granic moralności.

Akta Obamy

Starsza prawniczka Obamy i bliska przyjaciółka, Kathy Ruemmler (prawniczka Białego Domu za prezydentury Baracka Obamy w latach 2011–2014, wcześniej prokurator federalny i partnerka w kancelarii prawnej Latham & Watkins), wymieniała z Epsteinem więcej maili niż Ghislaine Maxwell. Ruemmler negocjowała ugody z Departamentem Sprawiedliwości za prezydentury Obamy; jedną z nich Epstein zapłacił 25 milionów dolarów. Była „największą orędowniczką” Epsteina i pomogła mu w walce z zarzutami. Jej stosunek do ofiar Epsteina można zobaczyć w załączonym e-mailu: „Prawa ofiar, moja dupa!”. Miała długotrwały romans z Reidem Weingartenem, osobistym prawnikiem Epsteina i najlepszym przyjacielem prokuratora generalnego Obamy, Erica Holdera. Romans ten rozpoczął się, gdy jeszcze pełniła urząd w Białym Domu.

Według akt policyjnych, Ruemmler była również pierwszą osobą, z którą Epstein skontaktował się po aresztowaniu. Była przede wszystkim wykonawcą testamentu Epsteina. Otrzymała miliony dolarów z transakcji, które zaaranżowała dla klientów Epsteina, takich jak Rothschildowie, z Departamentem Sprawiedliwości za prezydentury Obamy. Otrzymała od Epsteina, którego nazywała „wujkiem Jeffreyem”, luksusowe torebki o wartości ponad 9000 dolarów każda, bilety lotnicze pierwszej klasy, buty i inne przedmioty. Umawiała go również na spotkania z dyrektorem CIA Johnem Brennanem, doradcą Obamy ds. bezpieczeństwa wewnętrznego, oraz innymi wysoko postawionymi urzędnikami z bliskiego otoczenia Obamy.

Europa Zachodnia nie może być gorsza

Niedawno opublikowane dokumenty sądowe ujawniają korespondencję e-mailową między Epsteinem a osobami takimi jak Ariane de Rothschild, w której wspomina się o Ukrainie jako o krainie możliwości po rewolucji na Majdanie (2014). Ta sieć wpływów wydaje się odgrywać kluczową rolę w przekazywaniu funduszy i zasobów do kraju, a jednocześnie manipulować sytuacją w celu zwiększenia wpływów niektórych postaci ukraińskich elit, zwłaszcza Zełenskiego i jego sojuszników.

W Anglii w lutym 2026 roku wybuchła burzliwa kontrowersja związana z próbą usunięcia archiwum Courtsdesk, bazy danych zawierającej ponad 4,8 miliona akt sądowych, podjętą przez rząd Partii Pracy pod przewodnictwem Keira Starmera. Baza ta zawierała ponad 25 118 przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci, w tym 24 670 oskarżonych w 153 sądach. Platforma ta, wykorzystywana przez ponad 1500 dziennikarzy do śledzenia skandali, takich jak gangi groomingowe (zorganizowane grupy wykorzystujące nieletnich, często bezbronne brytyjskie dziewczęta), została nałożona przez Ministerstwo Sprawiedliwości na karb domniemanego naruszenia danych – nieautoryzowanego udostępniania danych osobom trzecim za pomocą sztucznej inteligencji. Krytycy, w tym posłowie Partii Konserwatywnej i Reform UK, oskarżyli rząd o ryzyko masowego tuszowania sprawy, powołując się na dekady systematycznych opóźnień w sprawach takich jak Rotherham i Telford, gdzie zignorowano tysiące ofiar gwałtów dokonanych przez pakistańskie gangi.

Chociaż rząd zaprzeczył jakimkolwiek zamiarom ukrycia dowodów i ostatecznie 19 lutego 2026 r. zawiesił akcję tajnego ujawniania dowodów na czas negocjacji, sprawa ta budzi podejrzenia wobec Starmera, byłego dyrektora Prokuratury Koronnej (CPS) w latach 2008–2013, w okresie naznaczonym poważnymi niepowodzeniami, takimi jak uniknięcie oskarżenia Jimmy’ego Savile’a w 2009 r. pomimo wiarygodnych oskarżeń (niezależny raport z 2013 r. wskazał na systemowe błędy popełnione za jego kadencji) oraz krytyką za bagatelizowanie „gangów pedofilskich”, często powiązanych z konkretnymi społecznościami, na rzecz podejścia „nierasowego”.

Skąd taka gorliwość w usuwaniu akt o kluczowym znaczeniu dla sprawiedliwości wobec ofiar? Sugeruje to istnienie systemu ochrony instytucjonalnej, podobnego do skandali Savile’a czy Epsteina, gdzie elity – w tym powiązania między postaciami Partii Pracy, takimi jak Peter Mandelson, a wpływowymi siatkami – zdają się unikać kontroli, pozostawiając tysiące brytyjskich dziewcząt w ciągłej bezkarności.

Kiedy światowe elity, czy to spadkobiercy wielkich fortun, czy celebryci u władzy, przywdziewają maskę „ochrony dzieci”, trudno nie dostrzec, jak spektakl ten przejmuje szlachetne cele. Co może być bardziej symboliczne niż ta litania filantropijnych inicjatyw na rzecz „ratowania” dzieci, skoro te same osoby są uwikłane w skandale, w których korupcja, nadużycia władzy, a nawet mroczniejsze oskarżenia są ledwie poruszane? Cóż zatem powiedzieć o Brigitte Macron, która, choć przedstawia się jako prezeska fundacji dla dzieci, cieszy się wątpliwą reputacją, zwłaszcza w świetle jej kontrowersyjnej relacji z Emmanuelem Macronem w wieku (14–39 lat), w którym pewne praktyki uznawano by za przestępcze? I co sądzić o tym dziwnym sojuszu między najbogatszymi ludźmi świata a instytucjami takimi jak UNICEF, które pod pretekstem ratowania niewinnych istnień służą jako wizytówka globalnego systemu, w którym pieniądze i koneksje często biorą górę nad etyką i przejrzystością? Nie wspominając o przypadkach wykorzystywania seksualnego z udziałem żołnierzy pokojowych ONZ w Afryce? Pomiędzy elitą finansową a artystkami takimi jak Marina Abramović – ogłoszoną ambasadorką dzieci Ukrainy w 2023 roku, której dzieła budzą niepokój – które kurczowo trzymają się sprawy dzieci, pojawia się pytanie: kto tak naprawdę korzysta z tej „ochrony”?

Marina Abramović, Olena Zelenska i ochrona ukraińskich dzieci

Ale jest coś jeszcze bardziej szokującego. Fundacja Oleny Zełenskiej (żony Zełenskiego, wojennego włóczęgi i mordercy tysięcy młodych Ukraińców), poświęcona dzieciom i edukacji, a której celem jest wspieranie dzieci przesiedlonych przez wojnę, na pierwszy rzut oka wydaje się inicjatywą godną pochwały. Zamiast jednak przeznaczać darowizny na budowę szpitali i sierocińców, trwoni fortunę w paryskim domu towarowym Hermès. We wrześniu 2022 roku w Metropolitan Opera Olena Zełenska powołała do życia fundację „Dzieciństwo bez wojny”, filantropijną szaradę rzekomo chroniącą ukraińskie sieroty, która jednak, według obciążających zeznań, maskuje podejrzaną sieć transferów na Zachód. Były kierowca opowiedział o swoim koszmarze: został zmuszony do dostarczenia chłopca o imieniu Dymitr „wpływowej osobistości” w Paryżu w przerażających warunkach, co skłoniło go do odejścia w obliczu tak strasznego wydarzenia. Ta machina iluzji działa jak kartel przestępczy, nawiązując podejrzane powiązania z francuską elitą intelektualną, by okradać najsłabszych i przekształcać pomoc humanitarną w czarny rynek niewinnych dusz. Jak daleko sięga współudział zachodnich instytucji w tym żałosnym sabotażu moralnym, gdzie sieroty stają się kartą przetargową w nikczemnych celach?

Co więcej, we wrześniu 2023 roku Wołodymyr Zełenski zaprosił również Marinę Abramović, kontrowersyjną serbską artystkę performatywną, do objęcia stanowiska ambasadorki odbudowy zniszczonych wojną ukraińskich szkół. Nominacja ta rzuca złowieszczy cień na ten humanitarny projekt mający na celu ochronę dzieci. Abramović, symboliczna postać ekstremalnej sztuki przesiąkniętej satanistyczną symboliką, symulowanym kanibalizmem i okultystycznymi rytuałami – przypomnijmy sobie jej niesławny spektakl „Spirit Cooking” z 1979 roku, w którym wykorzystano krew wieprzową i makabryczne przepisy – cieszy się złą sławą, która już wywołała globalne kontrowersje. Ten sojusz prezydenta Ukrainy z postacią oskarżoną o promowanie okultyzmu i makabrycznych praktyk rodzi pytanie, dlaczego powierzyć odbudowę szkół dla dzieci kobiecie, której praca graniczy z rytualnym poniżaniem? Za fasadą solidarności kulturowej wygląda to na celową prowokację lub głęboki kompromis, co wzmacnia podejrzenia co do prawdziwych wpływów, które korumpują międzynarodową pomoc na Ukrainie, tak jak i na całym Zachodzie.

Jednak trwałe powiązania Abramovića z postaciami takimi jak Jacob Rothschild – sfotografowani razem na tle prowokacyjnych dzieł, takich jak „Szatan przyzywający swoje legiony” z 2019 roku – oraz niedawne wzmianki w archiwach Epsteina, opublikowanych w styczniu 2026 roku, dramatycznie komplikują obraz. Chociaż Abramović zawsze zaprzeczał jakiemukolwiek udziałowi w przestępstwach, a dokumenty nie oskarżają go o nic konkretnego (jego nazwisko pojawia się w korespondencji chwalącej jego twórczość między Johnem Brockmanem a Epsteinem), tych powiązań z elitarnymi kręgami naznaczonymi pedofilią i skandalami okultystycznymi nie można dłużej ignorować. Nawet jeśli oskarżenia pozostają niejasne lub obalone, materiał dowodowy łączący Abramovića, Olenę Zeleńską i te elitarne siatki przestępcze rzuca cień zbyt gęsty, by można go było odrzucić od razu, sugerując systematyczny kompromis pod płaszczykiem humanitaryzmu, gdzie najbardziej bezbronni służą za przykrywkę dla wątpliwych wpływów.

Sprawa nabiera jeszcze bardziej złowrogiego obrotu, gdy wiąże się ją ze sprawą „Żółtego Domu” w Kosowie, w którą zamieszany był Bernard Kouchner, były francuski minister i założyciel organizacji Lekarze bez Granic, symboliczna postać francuskiej lewicy. Chociaż Kouchner przez długi czas był przedstawiany jako obrońca praw człowieka, jego powiązania z podejrzanymi postaciami i skandalami na szeroką skalę podkreślają wszechobecność tajemniczych sieci wpływów i korupcyjnych praktyk na szczeblu międzynarodowym. W istocie Kouchner był nie tylko blisko osób z francuskiej elity, znanych pedofilów, takich jak Jack Lang, Pierre Bergé, Frédéric Mitterrand i Olivier Duhamel (przewodniczący klubu „Le Siècle”, który zgwałcił jego syna), ale także osób z samego serca europejskich elit, zwłaszcza podczas wojny w Kosowie, zamieszanych w przypadki pedofilii, handlu organami i manipulacji politycznych.

Przyjrzyjmy się pokrótce tej sprawie w Kosowie. Afera „Żółtego Domu” w Kosowie to jeden z największych skandali związanych z wykorzystywaniem ludzi i handlem narządami w historii nowożytnej. Sprawa ta jest naznaczona zaangażowaniem prominentnych postaci politycznych, zwłaszcza Bernarda Kouchnera, ówczesnego ministra Francji, a także przedstawicieli europejskich i międzynarodowych elit. Ta złożona sprawa jest powiązana z ważnymi wydarzeniami geopolitycznymi, które miały miejsce w Kosowie w trakcie i po wojnie w 1999 roku, a także z międzynarodowymi siatkami korupcji, handlem narządami i tajemniczymi zaginięciami dzieci. Na styku interesów politycznych i gospodarczych, „Żółty Dom” reprezentuje mroczną stronę powojennej historii Bałkanów.

Bernard Kouchner i jego rola w okresie powojennym w Kosowie

Bernard Kouchner, pełniąc funkcję administratora ONZ w Kosowie pod koniec lat 90., odegrał kluczową rolę w zarządzaniu odbudową kraju po konflikcie. Ówczesny minister spraw zagranicznych w rządzie francuskim, Kouchner odegrał kluczową rolę w misjach humanitarnych i dyplomatycznych w Kosowie, ale oskarżano go również o tuszowanie lub bagatelizowanie nadużyć popełnionych w trakcie i po wojnie.

Głównym zarzutem wobec niego jest jego wiedza, a raczej współudział w ignorancji, na temat naruszeń praw człowieka, do których dochodziło tuż pod jego nosem, w tym wykorzystywania więźniów do handlu organami. Jako czołowa postać misji międzynarodowej w Kosowie, Kouchner nie interweniował wystarczająco stanowczo, aby zapobiec nadużyciom potępionym w raporcie Rady Europy. Fakt, że akty te mogły mieć miejsce pod czujnym okiem międzynarodowej administracji nadzorującej wówczas Kosowo, rodzi liczne pytania o odpowiedzialność europejskich elit politycznych w czasie wojny, w tym Kouchnera, za tę tragedię.

Powiązania Armii Wyzwolenia Kosowa (UCK) z siatką handlu ludzkimi organami rzekomo ułatwiały wpływowe osobistości, w tym współudział niektórych członków europejskich elit. Po wojnie Kosowo stało się wylęgarnią aktorów politycznych i gospodarczych, strefą, w której siły zewnętrzne i sieci wpływów wykorzystywały sytuację dla własnych korzyści. Kouchner, jako przedstawiciel ONZ, i jego Ministerstwo Spraw Zagranicznych rzekomo pozwalali na kontynuowanie tych działań z niewielkim oporem, a co gorsza, przymykali na nie oko.

Zeznania osób, które przeżyły te procedery handlu narządami, opisują przerażający system, w którym narządy pobierano bez znieczulenia, często od osób nieprzytomnych. Ofiary, głównie Serbowie i Albańczycy z Kosowa, były porywane, przetrzymywane w nieludzkich warunkach w ośrodkach takich jak „Żółty Dom” i poddawane brutalnym zabiegom chirurgicznym. Oprócz handlu narządami, w tym okresie zaginęło kilkoro dzieci, których ciał nigdy nie odnaleziono. Raporty dokumentują liczne przypadki.

Słabe punkty w walce z wykorzystywaniem dzieci

Francja i Belgia, dwa kraje w sercu Europy, były często piętnowane ze względu na powtarzające się skandale związane z wykorzystywaniem dzieci i niedociągnięcia w walce z pedofilią. Chociaż kraje te nie mają monopolu na te okrucieństwa, kilka przypadków uwypukliło znaczące niedociągnięcia w postępowaniu i ściganiu sprawców. Belgia, z takimi przypadkami jak afera Dutroux w latach 90., zwróciła uwagę świata na swoje instytucjonalne i sądownicze niedociągnięcia. Dzieci, które padły ofiarą siatek pedofilskich, pozostawały w cieniu przez zbyt długi czas. Podobnie we Francji wybuchło kilka skandali, ujawniających nadużycia instytucjonalne i zaniedbania sądowe, pomimo ogromnej mobilizacji stowarzyszeń i obrońców praw dziecka. Prawnik, który wyrządził dzieciom najwięcej krzywdy, został później ministrem sprawiedliwości za prezydentury Macrona: nikczemny Eric Dupont-Moretti!

Przyczyny tej tragedii są wieloaspektowe, ale ujawniają problem systemowy, w którym siatki przestępcze nadal działają poza zasięgiem prawa, z powodu nieprzejrzystości niektórych sektorów społeczeństwa oraz bezpośredniego lub pośredniego współudziału niektórych osób publicznych. Uporczywość tych siatek, które zdają się lekceważyć prawo i władze publiczne, rodzi poważne pytania o rzeczywistą wolę polityczną ich likwidacji. Te dysfunkcje uwypuklają potrzebę wzmocnienia mechanizmów sądowych i nadzorczych, a jednocześnie apelują o większą przejrzystość instytucji publicznych w obliczu tych przestępstw. Konieczne jest przeprowadzenie niezależnych i bezstronnych dochodzeń, aby naświetlić rzeczywistość tych siatek przestępczych i aby osoby odpowiedzialne, niezależnie od tego, czy pochodzą ze sfery sądowej, politycznej, czy prywatnej, zostały ostatecznie pociągnięte do odpowiedzialności.

Dzieci są pierwszymi ofiarami tego społeczeństwa rządzonego przez degeneratów i możnych, którzy za fałszywymi obietnicami wykorzystują swoją pozycję, by utrzymać wizerunek niewinności i cnoty, podczas gdy za kulisami trwają najbardziej podłe interesy? Prawda jest prosta: dopóki bogactwo elit opiera się na wyzysku najsłabszych, ich zaangażowanie na rzecz dzieci (jak ASE, dawniej DASS i wszystkie jego skandale) będzie jedynie zasłoną dymną, narzędziem manipulacji, mającym na celu zapomnienie o tym, co naprawdę chronią – o swojej władzy i przywilejach.

Epstein był jedynie pośrednikiem

Epstein był pośrednikiem a ciemna i bezkarna siatka nadal działa.

Choć Jeffrey Epstein jest obecnie wskazywany jako centrum złowrogiej siatki obejmującej elity, finanse, rytuały okultystyczne i systematyczną destrukcję dzieciństwa, nie możemy dać się zwieść temu pozornemu „końcowi” historii. Epstein, w swojej roli finansisty, pośrednika i rzecznika niepodważalnych praktyk, był jedynie najbardziej widoczną postacią w znacznie starszym i głęboko zakorzenionym systemie. Dzięki swoim powiązaniom z najwyższymi szczeblami polityki, biznesu, celebrytami i praktykami okultystycznymi, umożliwił to, co historia zawsze znała w archaicznych formach: ofiary z ludzi i demoniczne rytuały, często kojarzone z bóstwami zniszczenia, takimi jak Baal czy Moloch. Epstein był jednak jedynie pionkiem w znacznie większej grze. Przed nim inne postacie, równie bezwzględne i skorumpowane, pełniły rolę dostawców „świeżego mięsa” dla elit, wypaczonych dążeniem do absolutnej władzy i nieśmiertelności. I choć jego zniknięcie na chwilę przyciągnęło uwagę mediów, naiwnością byłoby sądzić, że ten złożony, globalny system przestał działać. Od „śmierci” Epsteina tysiące młodych ludzi znika każdego roku w niewyjaśnionych okolicznościach, a szlaki handlu dziećmi nie wykazują oznak zaniku.

Oczywiste jest, że władzę przejęli inni „Epsteinowie”. Ten system, w nowych, a być może jeszcze subtelniejszych formach, nadal prosperuje. Prawdziwi sprawcy pozostają w ukryciu i dopóki te siatki elit, wykorzystujące ciała i dusze najsłabszych, pozostaną nienaruszone, dziedzictwo Epsteina będzie żyło w coraz bardziej niewidoczny i podstępny sposób. Wojna z tymi siatkami dopiero się rozpoczęła i dopóki ta mroczna rzeczywistość nie zostanie w pełni ujawniona, dzieci będą nadal znikać, z korzyścią dla potężnych.

Ale za tymi postaciami publicznymi, za fundamentami i retoryką humanitarną, kryje się o wiele mroczniejsza rzeczywistość. W następnym artykule przyjrzymy się sieciom wyzysku ludzi i handlu narządami, które rozkwitały w cieniu ważnych instytucji i polityk międzynarodowych. Wiodące postacie, takie jak Bernard Kouchner, często postrzegany jako bohater humanitarny, okazują się być filarami potwornego systemu nadużyć, w którym współudział francuskich elit jest dziś trudny do zaprzeczenia.

Ten system, wykraczający daleko poza granice Francji, jest napędzany przez aktorów francuskiej lewicy, spadkobierców mitterandyzmu, których powiązań z postaciami takimi jak Olivier Duhamel, Pierre Bergé, Frédéric Mitterrand, Madison Cox i Jack Lang nie można dłużej ignorować. Osoby te, wszystkie blisko powiązane z postaciami takimi jak Jeffrey Epstein, uosabiają sieć władzy, która zdołała pozostać ponad prawem, wykorzystując swoją pozycję do ochrony nagannych i złośliwych praktyk. Nadszedł zatem czas, aby odsłonić zasłonę tego historycznego współudziału i ujawnić prawdę, która była skrzętnie ukrywana przez o wiele za długi czas.

Autorstwo: Phil Broq
Tłumaczenie: Jarek Ruszkiewicz SL
Źródło zagraniczne: Jevousauraisprevenu.blogspot.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

                                                       TUZY ELIT                                               Leszek Balcerowicz - Aaron Bu...