wtorek, 4 sierpnia 2026

 

Bank BIS jest państwem z własną policją

https://www.youtube.com/watch?v=fHt6nqKshK8 

Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) to międzynarodowa organizacja finansowa o szczególnym statusie prawnym, ustanowionym na mocy umów międzynarodowych. Amerykańska bankierka inwestycyjna Catherine Austin Fitts w wywiadzie dla Tuckera Carlsona powiedziała, że organizacja ta znajduje się poza zasięgiem prawa krajowego, posiada wyjątkowy immunitet międzynarodowy oraz własną policję.

– Czym jest BIS? Bank Rozrachunków Międzynarodowych to bank centralny banków centralnych? Gdzie się znajduje?

– W Bazylei w Szwajcarii. Należą do niego 63 najbardziej wpływowe banki centralne świata. Federal Reserve Bank of New York oraz System Rezerwy Federalnej USA również są jego udziałowcami. Dołączyły do nich w 1994 roku.

– Gdyby miała pani jednym zdaniem opisać cel Banku Rozrachunków Międzynarodowych?

– Są dwie rzeczy, które trzeba wiedzieć o BIS.

– Nie jestem pewien, czy mój mózg to pomieści, ale proszę mówić dalej.

– Po pierwsze, posiada immunitet suwerenny.

– Co to oznacza?

– Oznacza to, że stoi ponad prawem. W praktyce jest jak odrębne państwo.

– Czyli to coś w rodzaju własnego państwa?

– Tak. Ma własną policję. I zasadniczo – poza sytuacjami takimi jak wypadek drogowy z udziałem jednego z pracowników lub inne drobne incydenty – żaden organ państwowy nie ma prawnych uprawnień do działania przeciwko niemu. Po drugie, może przekazywać środki finansowe, przechowywać je w swoim bilansie i zarządzać nimi w tajemnicy. Jeśli chciałabym ukraść 21 bilionów dolarów rządowi Stanów Zjednoczonych i umieścić je w bilansie Banku Rozrachunków Międzynarodowych, BIS mógłby przesłać te pieniądze w dowolne miejsce na świecie i utrzymywać je w swoim bilansie w tajemnicy.

– Przede wszystkim: skąd ma taką władzę? Kto przyznał mu immunitet suwerenny?

– Został utworzony po I wojnie światowej. Formalnie po to, aby zarządzać wypłatą niemieckich reparacji. Jednak jeśli prześledzić rzeczywistą historię, w istocie powstał dlatego, że Bank Anglii oraz szefowie banków centralnych chcieli mieć organizację posiadającą immunitet suwerenny.

Z Catherine Austin Fitts rozmawiał Tucker Carlson
Tłumaczenie: Lexus
Źródło zagraniczne: YouTube.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

              ELITY - NOWY GARNITUR

                                      Jan Stefan Widacki

 

 

 Jan Stefan Widacki (ur. 6 stycznia 1948 w Krakowie) – polski adwokat, profesor dr hab. nauk prawnych, dyplomata, od 2007 poseł na Sejm VI kadencji.

W 1969 ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiował także filozofię. W 1972 został doktorem nauk prawnych. Habilitował się w 1977, w tym samym roku objął stanowisko kierownika Katedry Kryminalistyki na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, gdzie również był prodziekanem. W latach 1983–1990 wykładał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, pracował również jako visiting professor w USA. W 1984 uzyskał tytuł profesora. Do końca lat lat 80. udzielał się jako kryminolog i biegły sądowy.

Należał do PZPR ale też w 1980 zapisał się do "Solidarności. Na początku lat 90. pełnił funkcję wiceministra spraw wewnętrznych powołanym za czasu rządu Tadeusza Mazowieckiego. Nadzorował weryfikację SB oraz przygotował nowe ustawy policyjne. Był współautorem "raportu Rokity". W latach 1992–1996 zajmował stanowisko ambasadora na Litwie, niestety bardzo żle był oceniany przez tamtejszych Polaków.

Jan Widacki, jako ambasador RP w Wilnie, określił "Kurier Wileński" jako "zdychającą gazetę"a jego pracę tak podsumował ówczesny szef Związku Polaków na Litwie Jan Sienkiewicz: "po dwóch latach urzędowania ambasador Jan Widacki reprezentuje w Wilnie interesy nie Polski, lecz orientacji politycznej skupionej wokół Unii Wolności. Krakowski profesor przyjął bowiem typowo udecki sposób uprawiania dyplomacji: zupełnie ignorował, a nawet zwalczał postulaty polskiej mniejszości na Litwie, popierając niejednokrotnie antypolskie stanowisko władz w Wilnie (za co zresztą został odznaczony przez nie Orderem Wielkiego Księcia Giedymina )."

1996 został odznaczony litewskim Orderem Wielkiego Księcia Gedymina II klasy z Gwiazdą za działanie na rzecz rządu litewskiego.

W 2007 założył stowarzyszenie Ruch na rzecz Demokracji. Jest felietonistą tygodnika "Przegląd". W wyborach parlamentarnych w 2007 uzyskał mandat poselski liczbą 24 963 głosy, startując w okręgu krakowskim z pierwszego miejsca na liście Lewicy i Demokratów z rekomendacji Partii Demokratycznej. Od 7 lutego 2008 członek sejmowej komisji śledczej. Na skutek rezygnacji został ze składu komisji odwołany przez Sejm 27 czerwca 2008.

Od 9 kwietnia 2008 współtworzy Demokratyczne Koło Poselskie, 16 lipca 2009 przemianowane na DKP SD (na początku lipca przystąpił do Stronnictwa Demokratycznego.

Od 1996 prowadzi praktykę adwokacką. W latach 90. bronił m.in. oskarżanego o wielokrotne zabójstwo mężczyzny o pseudonimie "Inkasent", która to sprawa zakończyła się wyrokiem uniewinniającym. Występował także jako pełnomocnik procesowy Romana Kluski. Był też obrońcą Mirosława Danielaka ps. "Malizna". Bronił funkcjonariuszy SB oskarżonych o matactwa w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa. Proces przegrał, lecz mimo tego i mimo ustalenia w śledztwie w latach 90., że Stanisław Pyjas zginął w wyniku pobicia, twierdzi w wywiadach, że Stanisław Pyjas spadł tylko ze schodów. W procesie lustracyjnym bronił Henryka Karkoszę („TW Monika”)

Był reprezentantem Jana Kulczyka przed sejmową komisją śledczą ds. PKN Orlen oraz w sporze z Romanem Giertychem.

"Był także obrońcą komisarz Bożeny Ć., policjantki oskarżonej o przekazywanie policyjnych materiałów miesięcznikowi "Zły", wydawanemu przez żonę Jerzego Urbana."

Zbrodnie komunistyczne

Gromiąc kategorię zbrodni komunistycznej nazywał ją występkiem a jej twórcom odmawiał kompetencji prawniczej

Fundacja „Bezpieczna Służba”

„Zbigniew Wassermann (PiS) zażądał, by został wykluczony z prac komisji ze względu na działalność na początku lat 90. Widacki był wtedy wiceszefem MSW i pomagał założyć fundację Bezpieczna Służba, która miała pomagać policjantom. Problem w tym, że fundację - która miała czerpać zyski m.in. z gier losowych - założyły osoby związane ze środowiskiem gangsterów.

Śmierć Stanisława Pyjasa:

Bronisław Wildstein: „Ekspertyza, według której śmierć Pyjasa uznano za wypadek, została zaś podpisana przez profesora Zdzisława Marka. Za nieposzlakowaną reputację Marka ręczył - o dziwo - profesor Widacki. Tymczasem profesor Marek to był taki etatowy ubecki ekspert, który we wszystkich sprawach, w które zamieszani byli "nieznani sprawcy", ogłaszał niezbicie, że był to "nieszczęśliwy wypadek". Na podstawie tych samych danych, które Marek uznał za świadectwo wypadku, niezależna komisja - zwołana w 1991 roku - orzekła, że śmierć nastąpiła na skutek pobicia, a zwłoki zostały podrzucone.”

Ruch na rzecz Demokracji

Działa dla Aleksandra Kwasniewskiego: „Podpisałem deklarację na prośbę prof. Widackiego, który jest głównym organizatorem tego przedsięwzięcia - mówił w TVN 24 lider SdPl Marek Borowski”

Konsalnet

"Wraz z nieżyjącym już Lechem Falandyszem Widacki był także pełnomocnikiem spółki detektywistyczno-ochroniarskiej Konsalnet, której w 1999 r. MSWiA odebrało koncesję. Warto zwrócić uwagę, że Zarządem Konsalnetu kierują dwaj byli oficerowie PRL-owskiego wywiadu, a szefem Rady Nadzorczej jest tam prof. Jerzy Konieczny, którego Widacki poznał w latach 80. na Uniwersytecie Śląskim, a później ściągnął na stanowisko wiceszefa UOP (za rządów Hanny Suchockiej Konieczny był już szefem UOP, a za Józefa Oleksego - ministrem spraw wewnętrznych."

Ustawa dezubekizacyjna

– przeciwnik zrównania gigantycznych sbeckich emerytur [ za ich tzw. pracę w PRL] do średniej krajowej. Wraz z szefem komisji obrony narodowej Januszem Zemke, wydali następujące oświadczenie, w którym krytykują czterokrotne obniżenie emerytur SB-kom. W uzasadnieniu wniosku czytamy: "bycie funkcjonariuszem organów bezpieczeństwa łączyło się zawsze z nienormowanym czasem pracy, a także z narażeniem na stres, odpowiedzialnością (....) zwiększonym ryzykiem śmierci, kalectwa, specyficznym (znacznie zwiększonym ) ryzykiem choroby lub wypadku". Posłowie przytaczają zasługi SB w walce z UPA i oddziałami hitlerowskimi.


Widacki: Polsce grozi niebezpieczeństwo, że prezydentem zostanie J. Kaczyński


Polityk Stronnictwa Demokratycznego Jan Widacki napisał list do przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej Grzegorza Napieralskiego, w którym namawia do poparcia kandydatury Andrzeja. Olechowskiego.


 

Cenzura i tłumienie krytyki w imię „ochrony demokracji”

Komisja Europejska wraz z Parlamentem Europejskim intensyfikują prace nad dwoma dużymi projektami – programem AgoraEU oraz Europejską Tarczą Demokracji. Urzędnicy i europosłowie przekonują, że miliony euro z budżetu UE i nowe procedury prawne są niezbędne, by chronić wybory, wolne media (chodzi o stronnicze media rządowe i korporacyjne, a nie niezależne strony jak WolneMedia.net) oraz walczyć z zagraniczną dezinformacją. Wśród opinii publicznej i krytyków polityki Brukseli projekty te wywołują jednak ogromne kontrowersje, a wypowiedzi unijnych polityków dobitnie pokazują, jak szeroko zamierzają oni zarzucać sieć kontroli nad opinią publiczną.

Głównym punktem zapalnym jest sposób, w jaki unijne instytucje definiują zagrożenie i czyje poglądy zamierzają brać pod lupę. Współsprawozdawczyni projektu, szwedzka europosłanka Alice Bah Kuhnke, otwarcie przyznaje, że celem nowo projektowanych narzędzi nie są jedynie automatyczne boty, ale konkretne osoby wyrażające sprzeciw wobec polityki UE, czyli eurosceptycy. Stwierdza ona wprost: „Musimy dysponować narzędziami, które pozwolą nam się chronić od wewnątrz, ponieważ wiemy, że w niektórych państwach członkowskich działają siły o nastawieniu antyunijnym”. Taka retoryka pokazuje, że krytyka Unii czy prezentowanie poglądów eurosceptycznych i eurorealistycznych bywa wprost utożsamiane z „wrogiem wewnętrznym”, ponieważ to niemożliwe, aby obywatele UE naprawdę mieli poglądy antyunijne.

Wypowiedzi polityków pokazują również, że urzędnicy zamierzają prześwietlać prywatne wypowiedzi twórców internetowych pod kątem zgodności z oficjalną linią. Europosłanka Bah Kuhnke przekonuje, że potrzebne są nowe regulacje, aby prześwietlać działalność twórców: „Potrzebujemy narzędzi, które pozwolą nam się przyjrzeć propagandzie bardziej szczegółowo. Zwłaszcza że są oni bardzo sprytni. Wykorzystują na przykład influencerów, którzy wypowiadają się w łagodny sposób, ale gdy się temu bliżej przyjrzeć, widać, że jest to propaganda Putina”. W ten sposób tworzy się uzasadnienie dla stygmatyzowania każdego niezależnego głosu w sieci – wystarczy przypiąć łatkę „sprytnego influencera” działającego na zlecenie Rosji lub innego państwa.

Równie wielkie obawy budzi fakt przyznania instytucjom prawa do błyskawicznego ingerowania w treści publikowane w sieci, zwłaszcza tuz przed wyborami. Przedstawiciele Komisji Europejskiej nie ukrywają, że zależy im na o mechanizmach szybkiego kasowania informacji, czyli mówiąc wprost – narzędziach cenzorskich. Odnosząc się do działania Europejskiej Tarczy Demokracji, europosłanka Magdalena Adamowicz wskazuje na jej główny cel: „Dzisiaj tarcza ma mieć takie działanie, żeby kraje wspólnie się ostrzegały, reagowały, żeby miały możliwość szybkiego usuwania takich treści”. W praktyce oznacza to oddanie władzy nad przepływem informacji urzędnikom, którzy dostają przyzwolenie na eliminowanie niewygodnych materiałów bez kontroli sądowej czy możliwości obrony przed zarzutami.

Ostatnim filarem unijnej strategii jest ogromny budżet sięgający kilkunastu miliardów euro na program AgoraEU. Jak przekonuje Bah Kuhnke: „Właściwym podejściem jest stworzenie wielkiej AgoryEU. Wszystkie wartości Unii Europejskiej są zebrane w tym wielkim programie”. Krytycy zwracają jednak uwagę, że zebranie tak kolosalnych środków – nota bene z pieniędzy podatników – w rękach brukselskich urzędników rodzi ryzyko finansowania wyłącznie tych organizacji i mediów, które bezkrytycznie powielają unijną narrację. W efekcie program, który na sztandarach ma wolność słowa i pluralizm, w praktyce może doprowadzić do powstania monolitu informacyjnego, w którym odmienne zdanie zostanie pozbawione środków do życia i zepchnięte na margines.

Podsumowując – unijne władze przygotowują rozwiązania przypominające orwellowskie „ministerstwo prawdy”, które pod pretekstem „ochrony demokracji” i „wolności słowa” zyskają cenzorskie narzędzia do kasowania z internetu niewygodnych politycznie poglądów i bezpośredniego wpływania na wyniki wyborów. Idealnym przykładem tej praktyki były wydarzenia w Rumunii, gdy niesłusznemu kandydatowi – Călinowi Georgescu – nie pozwolono zostać prezydentem. W efekcie Unia Europejska szykuje masowe kneblowanie ust obywateli w imię ich „wolności słowa” i na ich koszt, gdyż miliardy euro przeznaczone machinę cenzury będą pochodziły z ich podatków.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: Newseria.pl
Źródło: WolneMedia.net

niedziela, 2 sierpnia 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                    Mieczysław Wachowski

 

 

 Mieczysław Wachowski (ur. 21 grudnia 1950 w Bydgoszczy) – polityk, w latach 1990–1995 szef Gabinetu Pre­zy­de­n­ta RP Lecha Wałęsy, w latach 2014­–2016 prezes fundacji Instytut Lecha Wałęsy.

Ukończył Technikum Mechaniczno-Ele­ktry­cz­ne w Bydgoszczy (1969), po czym podjął studia w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni, których nie ukończył. Następnie pracował w różnych zawodach: jako technik w Dyrekcji Rozbudowy Stoczni im. Komuny Pa­ry­skiej w Gdyni (1972 - 1974), specjalista w Zakładzie Farb Okrętowych w Gdy­ni (1974-1976), kierownik sekcji w Zarządzie Portu Gdynia (1976­-1978).

We wrześniu 1980 został osobistym kierowcą i asystentem prze­wo­dni­czą­ce­go NSZZ „Solidarność” Lecha Wałęsy. Jego obecność w oto­cze­niu przewodniczącego „Solidarności” budziła zaniepokojenie części działaczy, ze względu na pojawiające się już wtedy podejrzenia o jego współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Po stanie wojennym nie utrzy­my­wał kontaktów z Wałęsą i „Solidarnością”, by ponownie pojawić się w otoczeniu Wałęsy w 1989, jako jego osobisty sekretarz.

Po wygranych przez Lecha Wałęsę wyborach prezydenckich w 1990 został zatrudniony w Kancelarii Prezydenta jako podsekretarz stanu i szef ga­bi­ne­tu prezydenta. Cieszył się dużym zaufaniem prezydenta, który w krótkim czasie awansował go kolejno na sekretarza i ministra stanu. Jego nie­for­ma­l­ne wpływy w Kancelarii Prezydenta były jedną z przyczyn konfliktu, który doprowadził do zerwania współpracy z Lechem Wałęsą przez część urzę­d­ni­ków Kancelarii (związanych głównie z Porozumieniem Centrum), m.in. braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich.

Podejrzany o przyjęcie w 1993 łapówki w wysokości 150 tys. dolarów, w zamian za którą Lech Wałęsa skorzystał z prawa łaski wobec Andrzeja Zielińskiego ps. „Słowik”. W kolejnych latach narastało wokół jego osoby coraz więcej wątpliwości. Przypisywano mu rolę szarej eminencji, mającej duży i szkodliwy wpływ na osobę Lecha Wałęsy oraz w nieformalny sposób wpływającej na służby specjalne i siły zbrojne, wykorzystującej te instytucje dla osobistych rozgrywek politycznych z opozycją. Szczególnie środowisko Porozumienia Centrum (m.in. Jarosław Kaczyński) podnosiło zarzuty jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa czy nawet pracy w niej na etacie kadrowego oficera oraz wykorzystywania Urzędu Ochrony Państwa dla inwigilacji prawicy.

W sierpniu 1995, tuż przed wyborami prezydenckimi został odwołany ze stanowisk zajmowanych w Kancelarii Prezydenta RP, pozostając formalnie jej pracownikiem aż do czasu objęcia obowiązków głowy państwa przez Aleksandra Kwaśniewskiego.

W późniejszych latach ponawiane były wobec niego przez różne śro­do­wi­ska polityczne rozmaite zarzuty. Lech Kaczyński nazwał go w wywiadzie radiowym „wielokrotnym przestępcą”, co skutkowało następnie procesem, w którym Sąd Rejonowy w Warszawie wydał wyrok niekorzystny dla Ka­czy­ń­skie­go. Po apelacji Lecha Kaczyńskiego, Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem z 14 grudnia 2005 skierował sprawę do ponownego ro­z­po­z­na­nia. Na mocy przepisów Konstytucji RP, od 23 grudnia 2005 (w związku z objęciem urzędu prezydenta i chroniącego go immunitetu pre­zy­de­n­ckie­go) postępowanie karne uległo zawieszeniu, a możliwość przedawnienia ewentualnego przestępstwa wstrzymana.

29 września 2014 zastąpił Piotra Gulczyńskiego na stanowisku prezesa Instytutu Lecha Wałęsy.

We wrześniu 2016 przestał pełnić tą funkcję.

We wrześniu 2005 został on zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW. Prokuratura postawiła mu zarzuty płatnej protekcji i pomocnictwa przy pła­t­nej protekcji oraz zarzut ukrywania dokumentów.

18 stycznia 2007 funkcjonariusze ABW ponownie dokonali zatrzymania Wachowskiego pod zarzutem obietnicy płatnej protekcji w wysokości 2 mln zł, za którą to sumę Wachowski obiecał wypuszczenie z aresztu śledczego jednego z podejrzanych. Za czyn ten grozi do 10 lat pozbawienia wolności. 21 lutego 2007 został zwolniony za kaucją w wysokości 200 tysięcy złotych, którą wpłacił Lech Wałęsa.

18 stycznia 2008 sąd nieprawomocnie skazał Wachowskiego na pół roku więzienia w zawieszeniu za składanie fałszywych zeznań.

Osoba Wachowskiego od początku budzi w "Solidarności" za­in­te­re­so­wa­nie i kontrowersje. Starzy działacze WZZ - Anna Walentynowicz, Joanna i Andrzej Gwiazdowie od początku mówią wręcz o agen­tu­ra­l­no­ści Wachowskiego i powiązaniach tej postaci ze strukturami bezpieki. Wachowski przedstawianej mu wersji nie zaprzeczył i nie potwierdził, a ostatnie słowo należało do Wałęsy, który podjął ostateczną i nie­od­wo­ła­l­ną decyzję zgadzając się na to, żeby Mietek pełnił funkcję jego kierowcy. Działaczom WZZ, którzy bacznie obserwowali starające się o pracę w "Solidarności" osoby, Wachowski przypominał Edwina Myszka, jednego z założycieli Wolnych Związków Zawodowych, zde­ma­s­ko­wa­ne­go w 1978 r. agenta służby bezpieczeństwa. Zadaniem Myszka był pra­w­do­po­do­b­nie współudział w założeniu i kontrolowanie opo­zy­cy­j­nej stru­k­tu­ry, która w odpowiednim momencie posłużyłaby władzom jako za­pa­l­nik do rozruchów i pomogła np. w przejęciu władzy przez jedną z par­ty­j­nych frakcji. Nowy szofer Wodza przypominał Myszka swoim za­cho­wa­niem, podobnym stosunkiem do ludzi, łączyły ich także pewne cechy osobowościowe. Za niekwestionowanego specjalistę w dziedzinie agen­tu­ral­no­ści i współpracowników SB w strukturach Zwią­z­ku uchodził wówczas działacz KOR na Wybrzeżu Bogdan Bo­ru­se­wicz, który dziś kategorycznie odmawia rozmowy na temat Wa­cho­w­skie­go, twierdząc jedynie, że prawdopodobne jest, iż taka osoba pracowała w 81 r. w strukturach "Solidarności" i być może "zbieżność jej nazwiska z na­z­wi­s­kiem osobistego sekretarza Lecha Wałęsy nie jest przypadkowa".

1 grudnia 1980 r., co potwierdzają przechowywane do dziś w archiwum "Solidarności" dokumenty, Wachowski dostaje etat w Związku. Zatrudniono go w dziale administracyjno-gospodarczym, przez pewien czas figuruje na liście jako zaopatrzeniowiec z płacą 6 tysięcy złotych miesięcznie. W rzeczywistości od początku jest szoferem Wałęsy. Przebywa w bez­po­śre­d­nim otoczeniu Wodza wraz z grupą najbliższych współpracowników - sekretarzem Lecha Wałęsy Andrzejem Celińskim, Arkadiuszem Rybickim, jego siostrą Bożeną, Henrykiem Mażulem i zmieniającymi się wciąż se­kre­tar­ka­mi. Jego rola jest od początku jasna. Wozi Przewodniczącego po mie­ście, spędza z nim setki godzin, przywozi go do domu po pracy i zabiera wcześnie rano z Pilotów na Wrzeszcz. Ma być do dyspozycji o każdej porze i słuchać poleceń Wodza. Mieszka wtedy przy ulicy Chylońskiej w Gdyni-Chylonii, w standardowym M-4. Nie jest to jeszcze dom, o którym Wa­cho­wíski zawsze marzył, ze szwedzkim kominkiem i ogródkiem, zapewnia jednak minimum rodzinnego komfortu. Mankamentem nowego lokum jest odległość - Wachowski pokonuje codziennie kilkadziesiąt kilometrów, przyjeżdżając z Gdyni-Chylonii do Gdańska i wożąc po mieście Prze­wo­d­ni­czą­ce­go. Jest wszędzie, gdzie jest Wałęsa. W niedługim czasie poznaje wszystkie jego tajemnice i upodobania. Wie, z kim spotyka się szef Związku i przed kim chce niektóre ze swoich spotkań ukryć. Jest najlepiej ze wszystkich współpracowników zorientowany w grymasach i przy­zwy­cza­je­niach Wałęsy. Każdy dzień spędzony razem umacnia jego pozycję i zbliża do Wodza. Wałęsa potrzebuje wtedy osoby całkowicie oddanej i nie ro­z­gry­wa­ją­cej swoich gier, kogoś, z kim może być nie tylko na stopie zawodowej, ale także towarzyskiej. Mietek od początku przypada swojemu pracodawcy do gustu. W "Drodze nadziei" Wałęsa scharakteryzuje go jako kaskadera i człowieka do wszystkiego, z którym "spędził rok w «Solidarności», prawie się nie rozstając". Nowy kierowca zna sposób na wejście w łaski Wodza. Darzy go wierną, odwzajemnioną miłością i oddaniem. Z uwagą też śledzi karierę i poczynania swojego pryncypała.

Zarzuty o współpracę z bezpieką wobec Mieczysława Wachowskiego pa­da­ją już od wielu lat. Początkowo podejrzenia takie formułowali głównie dzia­ła­cze Wolnych Związków Zawodowych. Wśród oskarżających kierowcę i po­wie­r­ni­ka przewodniczącego „Solidarności” o związki ze Służbą Bez­pie­cze­ń­stwa znalazł się też – co warto dziś przypomnieć – Jacek Kuroń.

Uważał on Wachowskiego za „specjalnego ochroniarza przydzielonego Wałęsie przez [Czesława] Kiszczaka”. Notabene powodem oskarżeń ze stro­ny współzałożyciela Komitetu Obrony Robotników pod adresem bli­skie­go współpracownika Wałęsy były jego znajomość angielskiego oraz to, że o polityce „Solidarności” oraz jej uwarunkowaniach wypowiadał się „z dużym sensem i zrozumieniem rzeczy”… Na niekorzyść Wachowskiego miało ponadto przemawiać to, że zwracał się do milicjantów z drogówki takim tonem, iż ci go słuchali… A także inne, poważniejsze już argumenty, np. nagrywanie (bez wiedzy zainteresowanych) wydarzeń z udziałem Wa­łę­sy czy prowadzenie notatnika z zapiskami dotyczącymi osób kontaktujących się i współpracujących z przewodniczącym „S”.

 

 

Cień -dokument z 1995 o ministrze Mieczysławie Wachowskim.
 
 

 

sobota, 1 sierpnia 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                          Magdalena Środa

 


 

Magdalena Środa (ur. 7 stycznia 1957 w Warszawie) – teoretyk etyki, filozofka, publicystka, feministka; ateistka, prze­ciw­nicz­ka lustracji, zwolenniczka ruchów fe­mi­nis­tycz­nych i proaborcyjnych. Była wice­minister w rządzie Marka Belki.

Od 1993 redaktor Przeglądu Filozoficznego, od 1994 sekretarz redakcji pisma Etyka. Jest stałą felietonistką „Gazety Wyborczej” i profesorem Uniwersytetu Warszawskiego.

16 sierpnia 2004 premier Marek Belka powołał Magdalenę Środę na stanowisko Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn.

Minister Środa wzbudziła kontrowersje, kiedy 8 grudnia 2004 Agencja Reutera podała wiadomość o jej wypowiedzi na konferencji w Sztokholmie dotyczącej "morderstw honorowych". Środa powiedzieła, że:

Katolicka, w przeważającej mierze, Polska, choć wolna od "honorowych zabójstw", ma problemy ze zjawiskiem stosowania przemocy wobec kobiet, mające źródło w silnym wpływie Kościoła Katolickiego na życie publiczne. [...] Katolicyzm nie wspiera bezpośrednio, ale też nie sprzeciwia się przemocy wobec kobiet. Istnieją jednak pośrednie związki, poprzez kulturę, która jest silnie oparta na religii.

Początkowo Środa zaprzeczyła tym doniesieniom; następnie przyznała, że mogła użyć podobnych słów, ale wynikało to ze słabej znajomości angielskiego. W rezultacie nacisku mediów premier Marek Belka postanowił ukarać Środę: pełnomocniczka miała stać się podsekretarzem stanu w Ministerstwie Polityki Społecznej. Magdalena Środa oceniła ten pomysł jako "cios w urząd i prawa kobiet" i zagroziła dymisją; premier ustąpił.


Jej ojcem był prof. Edward Ciupak.

Zarejestrowany przez wywiad PRL jako kontakt informacyjny „Gabriel. Wieloletni współpracownik Urzędu ds. Wyznań, ateista, przez niemal całe życie zawodowe zajmował się Kościołem katolickim. Urząd ten, zlikwidowany w końcu 1989 r., był częścią aparatu kontroli i represji PRL, stosowanych wobec kościołów i związków wyznaniowych. Profesor komunistycznej Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR.

                                                                www.yelita.pl

 

Ukraińska firma chce w Polsce wydobywać węgiel

Ukraińska spółka Coal Energy, kierowana przez Wiktora Wiśniowieckiego, przymierza się do rozpoczęcia wydobycia węgla kamiennego na Górnym Śląsku. Przedsięwzięcie to wzbudza spore emocje, ponieważ dotyczy zasobów, które polska strona rządowa oraz krajowe spółki wydobywcze od lat uznają za nieopłacalne w eksploatacji. Wypowiedzi szefa ukraińskiego przedsiębiorstwa dla portalu „Strefa Biznesu” jednoznacznie wskazują, że sąsiedzi zza wschodniej granicy widzą w polskich złożach ogromny potencjał ekonomiczny i energetyczny.

Kluczowym elementem planów spółki jest projekt „Bobrek-Miechowice”, zlokalizowany na pograniczu Bytomia i Zabrza. Zgodnie z założeniami inwestora, pierwszy etap eksploatacji ma objąć złoża szacowane na ponad 9 milionów ton węgla energetycznego. Szersze analizy serii pokładów grupy 400 wskazują jednak, że całkowite zasoby tego rejonu mogą sięgać nawet 25 milionów ton. Coal Energy szacuje, że miesięczny wolumen wydobycia wyniesie około 25 tysięcy ton surowca, który w pierwszej kolejności ma zostać skierowany na zaspokojenie potrzeb ukraińskiego sektora energetycznego, zmagającego się z ogromnymi deficytami.

Lokalizacja przedsięwzięcia bezpośrednio wiąże się z terenami po dawnej kopalni Bobrek-Miechowice, której infrastruktura i pozostałości złóż stają się teraz obiektem zainteresowania zagranicznego kapitału. Kontrast między podejściem polskim a ukraińskim do tych samych zasobów wywołał falę dyskusji wśród ekspertów oraz przedstawicieli związków zawodowych.

Głos w tej sprawie zabrali uznani znawcy branży oraz działacze związkowi, w tym były minister gospodarki Jerzy Markowski, prof. Paweł Soroka z Polskiego Lobby Przemysłowego, a także przedstawiciele strony społecznej – szef WZZ „Sierpień 80” Bogusław Ziętek oraz związkowiec Rafał Jedwabny, znany z bezkompromisowej obrony krajowych kopalń. Krytycy obecnej polityki surowcowej podkreślają, że sytuacja, w której zagraniczna firma widzi zysk tam, gdzie polskie władze dopatrują się jedynie strat, stanowi gorzki dowód na błędną strategię wygaszania krajowego przemysłu wydobywczego.

Autorstwo: Aurelia
Źródło: WolneMedia.net

piątek, 31 lipca 2026

                       WLITY -DRUGI GARNITUR

                                Paweł Śpiewak



Związany ze środowiskiem "Więzi". W 1979 był współzałożycielem podziemnego kwartalnika "Res Publica". Od 1980 działał w NSZZ "Solidarność", pracując w Regionie Mazowsze.

Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Był w kolegiach redakcyjnych "Res Publiki Nowej" i "Przeglądu Politycznego". Stały współpracownik "Wprost" i "Życia Warszawy".

Publikował także w "Tygodniku Powszechnym" oraz w "Dzienniku", "Fakcie", "Gazecie Wyborczej" i "Rzeczpospolitej". Współpracuje z tygodnikiem internetowym "Kultura Liberalna”. 3 października 2011 otrzymał nominację na dyrektora Żydowskiego Instytut Historycznego.

Nacjonalista żydowski i polonofob.

Paweł Śpiewak – socjolog i historyk idei – zrobił karierę na Uniwersytecie Warszawskim, dochodząc do funkcji kierownika Zakładu Historii Myśli Społecznej w Instytucie Socjologii UW i zostając doktorem habilitowanym (profesorem uniwersyteckim), ale dorabia także na pomniejszych uczelniach. To pewnie nie koniec sukcesów zawodowych, ponieważ Śpiewak ma wszelkie predyspozycje do dalszego pięcia się w górę, jak choćby pochodzenie,koneksje i układy zagraniczne. Wydziały socjologii są opanowane przez element naukowy o libertyńskich, lewicowych i filosemickich poglądach, często bezpośrednio przez ludzi żydowskiego pochodzenia. Początków medialnej popularności Śpiewaka należy szukać w postaniu stacji telewizyjnej TVN, gdzie szybko został on wykreowany na wybitnego znawcę szeroko rozumianej sfery polityki, co jest o tyle dziwne, że nie jest on przecież politologiem, czyli nie posiada ukierunkowanej wiedzy w penetrowaniu politycznych niuansów polskiej i zagranicznej rzeczywistości. W każdym bądź razie Paweł Śpiewak stał się stałym gościem i właściwie komentatorem w TVN, a następnie zaczął się systematycznie pojawiać w publicznej TVP. Zaowocowało to chęcią zaistnienia w realnej polityce, co też Śpiewak uczynił, zostając w 2005 roku posłem z ramienia Platformy Obywatelskiej. Jeszcze przed tym wydarzeniem, zademonstrował swą żydowską zaciekłość w czasie prawyborów we Wrześni, kiedy przyczepił się ze swoim synem Janem (wtedy szefem Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej – ŻOOM) do grupy kolporterów wydawnictw jednej z partii narodowych, krzycząc „to wy chcecie bić i mordować Żydów!”. Wobec przybyłej policji złożył doniesienie, iż cały incydent wywołali narodowcy, co stało się początkiem ich kolejnego nękania na drodze sądowej z przychylnością kolejnych ministrów sprawiedliwości ze Zbigniewem Ziobrą włącznie. Profesor UW kierował się zemstą na narodowcach, którzy z gniewem odnieśli się do plugawej i oburzającej wypowiedzi Śpiewaka względem Romana Dmowskiego, że twórca polskiego nacjonalizmu nie zasługuje na nazwanie jego imieniem najbardziej zapyziałego placyku, gdzie schodzą się sikać psy. Września była także świadkiem zaspokajania potrzeb przerosłego ego Śpiewaka, gdy przywieziona tam „grupa oklaskowa” młodzieży w niebieskich koszulkach i hasłami na cześć „idola”( rzekomych członków PO) reagowała sztucznym entuzjazmem na średniobłyskotliwą mowę swego mistrza na trybunie ustawionej we wrzesińskim rynku. Politycznej furory poseł Śpiewak nie zrobił, szerszym echem międzynarodowym odbiła się tylko jego wypowiedź dla niemieckiej gazety „Die Welt”, w której wyraził on wstyd za Polskę Kaczyńskich, co niektórzy odebrali za szkalowanie Polski w ogóle. Zniesmaczony postawą Śpiewaka był znany francuski filozof liberalny o żydowskich korzeniach Guy Sorman i powiedział w dzienniku „Fakt”(6 luty 2007 r.) : „ Postawmy sobie również pytanie, czy moralne jest , by polski poseł oczerniał swój kraj w Niemczech i sugerował Europejczykom, że Polska stała się krajem faszystowskim?”. To poniekąd kolejny dowód, iż tzw. polscy Żydzi odczuwają dużo mniejszą lojalność względem własnego kraju zamieszkania od swych ziomków z innych państw.

Paweł Śpiewak stawia politykę na drugim miejscu(w 2007 r. już nie startował do parlamentu,nie sprawdził się), zresztą właściwie ona sama go na nim postawiła, koncentrując się na działalności wymierzonej w polski ruch narodowy i umacnianie wpływów żydowskich, co czyni jako członek polonofobicznej „Otwartej Rzeczpospolitej” – „Stowarzyszenia przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii”, Rady Programowej żydowskiego miesięcznika kulturalno-propagandowego „Midrasz”, Rady Naukowej rocznika „Zagłada Żydów”(periodyk Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk – co ma tematyka filozoficzno-socjologiczna do historii zagłady Żydów?) oraz współpracownik wielu soc-liberalnych i pseudokatolicko-modernistycznych pism, gdzie drukuje swe artykuły, komentarze i udziela wywiadów. Śpiewak posiada także związki z reaktywowaną w Polsce – m.in. dzięki przychylności urzędującego wtedy prezydenta Lecha Kaczyńskiego – szowinistyczną lożą masonów żydowskich B’ nai B’ rith („Synowie Przymierza”). Oto próbka „naukowego” podejścia Pawła Śpiewaka do znienawidzonego przez siebie Romana Dmowskiego: „ Nie mam żadnej wątpliwości, że Dmowski był ideologicznym łobuzem i stworzył to wszystko, co jest najgorsze w polskiej tradycji” („Angora” 2 stycznia 2006). Osoba mieniąca się naukowcem, profesorem i aspirująca do historycznych analiz polskich dziejów, dostaje piany na ustach i rzuca wyzwiska, gdy ledwie ktoś ruszy problem idei narodowej , a już szczególnie olbrzymich zasług Romana Dmowskiego dla odrodzenia niepodległej Rzeczypospolitej, co przyznają mu najgorsi wrogowie ideowi i polityczni; zdarzało się to nawet incydentalnie Adamowi Michnikowi. Śpiewak w swej prymitywnej i zaciekłej antyendeckiej fobii jest ślepy na wszystkie argumenty, nie potrafi rozpatrywać tych spraw racjonalnie. Nigdy nie doczekaliśmy się oskarżenia i ukarania Pawła Śpiewaka przez aparat sprawiedliwości III/IV RP za notoryczne znieważanie dobrego imienia Romana Dmowskiego, co sądy powinny czynić z urzędu. Cóż, każdy Żyd ma w tym kraju dużo więcej praw od największych Polaków. Po prostu nie żyjemy u siebie, lecz w Judeopolonii.


Jego ojcem był...

Jan Śpiewak [Stinger]



(ur. 18 lipca 1908 w Gołej Przystani, zm. 22 grudnia 1967 w Warszawie) – żydowski poeta, eseista i tłumacz. Mąż poetki Anny Kamieńskiej (1920–1986), ojciec socjologa Pawła Śpiewaka (ur. 1951).

Urodził się na ukraińskiej wsi Goła Przystań w rodzinie żydowskiej, jako syn Leona i Klary. Dzieciństwo spędził w Chersoniu, następnie wraz z rodziną wrócił do Polski i zamieszkał w Równem na Wołyniu. Studiował polonistykę we Lwowie i w Warszawie.Związany był z grupą poetów komunizujących, którzy swoje wiersze drukowali w pismach komunistycznych, Sygnałach i Lewym Torze, były to jawne przybudówki partii komunistycznej. Tam dominował język sekciarski, tam powstawał mit Związku Sowieckiego.

W 1939 roku przebywał we Lwowie, jednak po wybuchu wojny nie walczył z okupantem niemieckim a tym bardziej sowieckim, przyjął z wielką radością najazd ZSRR na Polskę.

Kiedy 29 listopada 1939 Rada Najwyższa ZSRR wydała dekret o nadaniu obywatelstwa radzieckiego "byłym obywatelom polskim" na ziemiach polskich zajętych przez Armię Czerwoną na mocy Paktu Ribbentrop-Mołotow, jako przedstawiciel tzw”polskiej kultury” wyraził swoją wielką radość z tego powodu!?

Przyjaźnił się ze Stanisławem Jerzym Lecem, który we Lwowie na przełomie 1939 i 1940 r. opublikował pierwszy polski wiersz o Stalinie… …oraz z Leonem Pasternakiem, który pisał z emfazą: „17 września – dzień wyzwolenia".

Okres II wojny światowej spędził spokojnie i bezpiecznie w Związku Radzieckim. Do Polski wrócił 1946 roku i pierwsze co zrobił do zapisał się do stalinowskiego PPR.

Do Warszawy wrócił w 1950 kiedy sowieci opanowali już cały kraj i zajął się sowietyzacją i stalinizacją polskiej kultury.Był członkiem redakcji miesięcznika literackiego Współczesność. Wydał wiele tomów poezji, również przekłady utworów literatury rosyjskiej i bułgarskiej. Razem z żoną, Anną Kamieńską, tłumaczył dramaty Gorkiego, zaś we współpracy z Sewerynem Pollakiem opublikował w 1955 dorobek literacki Józefa Czechowicza.

Był zwolennikiem wprowadzania w życie ustaleń Paktu Ribbentrop – Mołotow.

Zmarł w Warszawie. Jest pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach (kwatera C2, rząd 4, grób 11).


Przykład z jego twórczości:

„A myśmy dalej szli, jak bojownicy Stalinowskiej epoki. Nie chyłkiem,
nie podstępem. Na sobie czując Wodza wzrok czas
pochylaliśmy wciąż jaśniej
ku sobie, aż nadszedł w tankach i dni czerwony wyścig wyzwolił nasze
pieśni z smutku. Jak burza biją, grzmot
jak tasak”.

„A ty mówiłeś mi, pamiętam — patrz na ten portret — to jest Stalin.
Ty widzisz Jego wzrok, to radość. Szczęście rzekłem
i powiedzieliśmy wzajemnie,
będziemy dalej iść przez kraty więzień, ognie burz, bo On
jest w tobie, on jest we mnie.
On w naszych sercach, tam płyniemy, gdzie Jego miłość nas ocali”

„w szeregu armii harmoniści
do marszu podajmy takt idącym po zwycięstwo masom”

(Jan Śpiewak, „Rozmowa z Przyjacielem”)

                                                                                       www.yelita.pl

  Bank BIS jest państwem z własną policją   https://www.youtube.com/watch?v=fHt6nqKshK8  Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) to międzyn...