poniedziałek, 29 czerwca 2026

                           ELITY - DRUGI GARNITUR

                                        Płk. Jan Szczęsny

 

 

 Urodzony w 1948 roku Szczęsny ukończył Wo­j­sko­wą Akademię Techniczną, a po­tem tak­że Akademię Dyplomatyczną w Mo­s­kwie. Władał biegle kilkoma ję­zy­ka­mi, w tym ja­poń­skim. – Miał bezcenny dla oficerów służb dar – fotograficzną pa­mięć. Nawet po pobieżnym przeczytaniu całostronicowego tekstu, był go w stanie powtórzyć bez zająknięcia – mówi były o­fi­cer Zarządu II Sztabu Generalnego, który znał Staszka, bo tak do pułkownika mó­wi­li przyjaciele. Jak twierdzą znajomi Szczę­s­ne­go, to właśnie jego fe­no­me­nal­na pa­mięć spowodowała, że błyskawicznie zaczął się piąć po szczeblach kariery w wojskowych służbach PRL. 1 stycznia 1975 roku został formalnie za­re­je­stro­wa­ny, jako oficer pod przykryciem o pseudonimie „White”. Jako tajny agent trafił najpierw do Ministerstwa Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki. Był tam zatrudniony w latach 1976–1979. Potem w latach 1979–1993 pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, m.in. na pla­ców­ce w Japonii. Spod przykrycia – jak wynika z dokumentów WSI – został wycofany oficjalnie w 1992 r.

Szczęsny jako oficer WSI, a jednocześnie państwowy urzędnik, prowadził też szeroką działalność biznesową. Był, np. dyrektorem przedstawicielstwa Berken International w Polsce. Posiadał bardzo szerokie pełnomocnictwa. Nie tylko zakładał, ale także miał bezpośredni dostęp do kont bankowych spółki z Liechtensteinu, które znajdowały się, m.in. w Raiffeisen Banku125 i BIG Banku Gdańskim. Były to rachunki walutowe – w dolarach i markach niemieckich. Oprócz tego Szczęsny posiadał też kartę kredytową „VISA Bussiness Card” z limitem rocznym 30 tys. marek niemieckich.

Pułkownik był też pełnomocnikiem zarejestrowanej w Eschen w Liech­ten­stei­nie firmy Fortus International (kontrolowanej przez Grzegorza Szy­man­ka). Poprzez tę firmę robił interesy, m.in. z Ryszardem Boguckim – np. nad­zo­ro­wał transakcję zakupu słynnego czarnego Ferrari Testarossa, którym jeździł zabójca „Pershinga”. Ten legendarny samochód należał, bowiem, do Berken International. W jaki sposób Ferrari Testarossa stało się wła­s­no­ś­cią firmy z Liechtensteinu? Odpowiedź kryje analiza policyjna wykonana na podstawie zeznań Szymanka. Wynika z niej, że transakcję zakupu Fer­ra­ri przez spółkę bezpośrednio prowadził właśnie płk Szczęsny (…) Tran­sa­k­cja sprzedaży Ferrari była fikcyjna. Najprawdopodobniej chodziło tylko o za­le­ga­li­zo­wa­nie pochodzących z niejasnych źródeł pieniędzy, których po­t­rze­bo­wał Szymanek. Zaskakujące jest jednak to, że w tej wątpliwej transakcji brał udział pułkownik WSI, potem wieloletni urzędnik państwowy de­cy­du­ją­cy o sprzedaży wielomiliardowego majątku.

Szczęsny nie był jedynym człowiekiem służb związanym ze spółką z Liech­ten­stei­nu. Pełnomocnikiem Berken International był też Wiesław S., były porucznik kontrwywiadu wojskowego PRL (WSW) i współpracownik SB. Ten śląski biznesmen będąc pełnomocnikiem spółki z Vaduz, prowadził z nią jednocześnie wątpliwe interesy. Związana z nim firma PHU Vicom była pośrednikiem w sprzedaży przez Berken International sprzętu e­lek­tro­ni­cz­ne­go do Unitry Eltron w Katowicach.

W 1994 roku płk Szczęsny trafił tam, gdzie podejmowano najważniejsze decyzje prywatyzacyjne – do Ministerstwa Przekształceń Własnościowych. Na czele resortu stał wtedy Wiesław Kaczmarek. – Szczęsny poznał Kaczmarka podczas wypadu na żagle, w Giżycku. Szybko się zaprzyjaźnili. Szczęsny chyba trochę imponował Kaczmarkowi, który chciał mieć w mi­ni­s­ter­stwie zaufanego człowieka służb – wspomina kulisy zatrudnienia Szczęsnego w resorcie człowiek, który w tamtych latach zasiadał w za­rzą­dzie ważnego państwowego przedsiębiorstwa.

 

 Minister Wiesław Kaczmarek (SLD) odpowiedzialny za prywatyzację Unitry-Serwis
 

Jako urzędnik Ministerstwa Prze­k­sz­tał­ceń Własnościowych płk Szczę­s­ny uczestniczył w sprzedaży wartego miliardy złotych pań­stwo­we­go ma­jąt­ku. Podejmowane przez niego de­cy­zje były kluczowe dla przyszłości wie­lu przedsiębiorstw. To on opiniował do­ku­men­ty, które potem trafiały do po­d­pi­su kierownictwa resortu. Będąc urzędnikiem w Ministerstwie Prze­k­sz­ta­ł­ceń Włas­no­ś­cio­wych, a potem Ministerstwie Skarbu (m.in. był dyrektorem departamentu pry­wa­ty­za­cji), przeprowadził dziesiątki, jeśli nie setki, bardzo ważnych procesów pry­wa­ty­za­cyj­nych. Zasiadał też w radach nad­zor­czych takich spółek, jak: PZU, PLL LOT, czy Drukarnia Skarbowa.

Mimo, że podejmowane przez niego decyzje budziły wątpliwości i in­te­re­so­wa­ły się nimi prokuratury oraz służby specjalne, pułkownik przez lata po­zo­sta­wał poza zasięgiem organów ścigania. Według prokuratury w Ka­to­wi­cach za niektóre decyzje mógł otrzymywać łapówki, których część wpływała na jego prywatne konto w jednym ze szwajcarskich banków. Według wy­cią­gu z rachunku, który otrzymali polscy śledczy, na koncie miało się znaj­do­wać ok. 200 tys. USD. Bliscy płk Szczęsnego potwierdzili, że miał konto w Szwaj­ca­rii w banku Paribas. - - Na tym koncie znajdowały się nasze wspólne oszczędności – zeznała w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jego żona Dorota. Twierdziła, że konto to zostało założone jeszcze podczas pobytu jej męża na placówce dyplomatycznej w Japonii. Syn, Maciej, zeznał, że o szwajcarskim koncie dowiedział się po śmierci ojca. A wszystkie formalności związane z tym rachunkiem bankowym załatwiała matka. Śledczy nie zdążyli zapytać o to samego pułkownika, który zmarł w 2003 r, w wieku 55 lat, na raka. Do dziś nie wiadomo, czy ta śmierć nie została sfingowana. Podejrzewali to, m.in. agenci Centralnego Biura An­ty­ko­rup­cyj­ne­go, a wcześniej policjanci z Centralnego Biura Śledczego oraz pro­ku­ra­to­rzy. Płk Szczęsny miał, bowiem, zejść na terenie Stanów Zjednoczonych, a jego zwłoki zostały szybko skremowane. Do kraju wróciła tylko urna z pro­cha­mi. Zastanawiającym faktem jest, że pytana o okoliczności śmierci mę­ża, Dorota K.-Sz., nie potrafiła precyzyjnie podać daty zgonu najbliższego człowieka.

sobota, 27 czerwca 2026

                          ELITY - DRUGI GARNITUR

                      Jarosław Józef Szczepański

 

 

 Jarosław Józef Szczepański (ur. 19 sier­p­nia 1950 w Warszawie ) – dziennikarz i pub­li­cy­s­ta ekonomiczny, Prezydent żydowskiego tajnego stowarzyszenia B’nai B’rith Polin. (po hebrajsku: Synowie Przymierza) w Polsce. (2009-2014).

Niejawny współpracownik WSI. (ko­mu­ni­sty­czny wywiad PRL).
Przyjaciel i bliski współpracownik Bro­ni­sła­wa Komorowskiego !

Od połowy lat 70. pracował w “Expressie Wieczornym”, gdzie zajmował się tematyką gospodarczą, zwłaszcza górnictwem.

W 1981 r. był szefem działu informacyjnego “Tygodnika Solidarność”, póź­niej współpracował z podziemnymi strukturami związku na Śląsku, dzięki czemu w 1989 r. znalazł się przy “okrągłym stole” jako sekretarz strony “solidarnościowej” w podzespole górniczym. Niedługo potem wrócił do “Tygodnika Solidarność” - już jako sekretarz redakcji - ale nie na długo, bo ostentacyjnie odszedł stamtąd, gdy kierownictwo gazety objął Jarosław Kaczyński.

Od początku lat 90. związany był z Telewizją Polską, a w latach 1997-2000 przebywał w USA, gdzie jego żona, również znana dziennikarka Dorota Warakomska, była korespondentką TVP.

 

Dorota Warakomska żona Szczepańskiego. 
 

Po powrocie do kraju Szczepański został wiceszefem Telewizyjnej Age­n­cji Informacyjnej i choć w 2002 r. stra­cił posadę na Woronicza, to wró­cił tam już po dwóch latach - tym razem jako rzecznik prasowy no­we­go prezesa Jana Dworaka, starego znajomego jeszcze z początku lat 80. (Dworak był wówczas se­kre­ta­rzem redakcji “Tygodnika So­li­da­r­ność”, którą kierował Tadeusz Ma­zo­wie­cki). Gdy Dworaka w TVP zastąpił Bronisław Wildstein, Szczepański ostatecznie odszedł z telewizji. Niedługo potem, na początku 2007 r., jego na­z­wi­sko znalazło się w raporcie z likwidacji Wojskowych Służb In­for­ma­cy­j­nych - jako niejawnego współpracownika WSI.

Podczas pracy w TAI miał on informować WSI o “planach w zakresie zmian personalnych, co do zagranicznych korespondentów TVP”, a po opuszczeniu telewizji “oferował WSI gotowość infiltracji “Rzeczpospolitej” lub “Wprost” bądź “innej związanej z jego profesją instytucji”". On sam sta­no­w­czo zaprzeczył tym informacjom, wytoczył proces sądowy Mi­ni­ster­stwu Ob­ro­ny Narodowej, opublikował też list otwarty do prezydenta Ka­czy­ń­skie­go. Do dziś twierdzi, że jego współpraca z WSI, polegała tylko na tym, że w 2002 r. na prośbę znajomego oficera z ataszatu wojskowego w Wa­szy­n­g­to­nie przywiózł z Rosji zakupiony w księgarni komplet map jeziora Bajkał i okolic, gdzie przebywał na urlopie.

Kilka tygodni po publikacji raportu, ówczesny wicemarszałek Sejmu Bro­ni­sław Komorowski zatrudnił Szczepańskiego jako swojego doradcę me­dia­l­ne­go. Polityk PO mówił wówczas: “z Jarosławem Szczepańskim znam się od stu lat”, przekonywał: “mamy do siebie zaufanie, poza tym ma świetną opinię”, trudno jednak nie dostrzec w tym geście wyraźnej deklaracji politycznej: oto jedyny polityk Platformy, który od początku kon­se­k­wen­t­nie sprzeciwiał się likwidacji WSI, zatrudnił dziennikarza oskarżonego o współpracę z tymi służbami.

 

 Bronisław Komorowski (PO)
 

Co więcej, gdy jesienią 2007 r. Ko­mo­ro­wski został marszałkiem, od razu po­wo­łał Szczepańskiego na stanowisko sze­fa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Nie pełnił tej funkcji długo, bo zaledwie pół roku, ale nawet w tak krótkim czasie “zasłynął” odebraniem stałych przepustek dla dziennikarzy niektórych mediów, w tym “Naszej Polski”, “Naszego Dzien­ni­ka”, “Tygodnika Solidarność”, telewizji Trwam.

W 2011 odznaczony Krzyżem Ka­wa­ler­skim Orderu Odrodzenia Polski

piątek, 26 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                        Miron Sycz

 

 

 Miron Sycz (ukr. Мирон Сич) (ur. 3 stycznia 1960 w Ostrym Bardzie) – polityk ukraińskiego pochodzenia, działacz antypolskiego Związku Ukraińców w Polsce, nauczyciel, samorządowiec, poseł na Sejm VI kadencji .Były aktywista PZPR i ZSP, współpracownik SB zapisany jako kontakt operacyjny MK [akta IPN], sympatyk OUN-UPA, zamieszany w aferę Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie, poseł PO.

Jest synem Ołeksandra Sycza, członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów od 1938 oraz strzelca w kureniu "Mesnyky" Ukraińskiej Powstańczej Armii, po wojnie skazanego przez polski sąd na karę śmierci, zamienionej potem na piętnaście lat pozbawienia wolności

Miron Sycz ukończył studia na Wydziale Matematyki Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie, tam też podjął współpracę z SB. Odbył również studia podyplomowe w zakresie europejskiej administracji samorządowej i rządowej w Wyższej Szkole Humanistycznej w Pułtusku.

W latach 1984-1990 był kierownikiem internatu i nauczycielem w Liceum Ogólnokształcącym w Górowie Iławeckim. Jest założycielem Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim, w którym od 1990 do 2007 pełnił funkcję funkcję dyrektora, następnie został honorowym dyrektorem tej placówki. W latach 1998-2007 zasiadał w sejmiku warmińsko-mazurskim trzech kadencji, zajmując w nim od początku stanowisko przewodniczącego. Jest współorganizatorem ukraińskich inicjatyw kulturalnych na Warmii i Mazurach, był także delegatem na Światowe Forum Ukraińców w Kijowie. Od 1999 przewodniczył jednocześnie radzie społecznej Szpitala Rehabilitacyjnego w Górowie Iławeckim.

Był członkiem PZPR, aż do jej końca w 1989. Po 1990 działał w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, Unii Wolności i Partii Demokratycznej. W wyborach parlamentarnych w 2005 był kandydatem PD do Senatu. Od 2006 pozostaje związany z Platformą Obywatelską. W wyborach parlamentarnych w 2007 z listy PO uzyskał mandat poselski. Należy również do Stowarzyszenia Ordynacka, byłych aktywistów ZSP [znanego jako Zsyp]. Biuro poselskie prowadzi w Bartoszycach.

W Sejmie objął funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, grup parlamentarnych polsko-ukraińskiej i polsko-rosyjskiej oraz delegacji Sejmu do Zgromadzenia Poselskiego Sejmu RP i Rady Najwyższej Ukrainy.


Klub PO zawiesił posła Mirona Sycza

Poseł PO Miron Sycz został zawieszony w prawach członka klubu parlamentarnego - dowiedział się "Wprost". To efekt poniedziałkowej publikacji dotyczącej podejrzanej inwestycji parlamentarzysty.

Aferę opisaną przez "Wprost" omawiało prezydium klubu platformy. - Ustaliliśmy, że do momentu wyjaśnienia sprawy poseł Sycz zostaje zawieszony w prawach członka klubu - powiedział "Wprostowi" jeden z członków prezydium klubu PO. Z informacji tygodnika wynika, że wyjaśnieniem sprawy zajmie się Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją. Sprawę ma zbadać także NIK, do której wniosek zgłosiła inna posłanka PO Lidia Staroń.

Sprawa dotyczy Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie, w którego władzach zasiadają Sycz i drugi poseł Adam Krzyśków (PSL). Sycz jest członkiem rady nadzorczej, a Krzyśków prezesem. W czerwcu 2007 roku do Funduszu trafił wniosek o dofinansowanie budowy wiaty edukacyjnej. Złożyło go założone przez Sycza Środkowoeuropejskie Centrum Szkolenia Młodzieży. We władzach tego stowarzyszenia zasiada żona posła. Siedziba Centrum mieści się zaś w jego domu. Już w lipcu 2007 roku, a więc miesiąc po złożeniu wniosku, WFOŚiGW przyznał powiązanemu z posłem stowarzyszeniu 40 tys. złotych dotacji.

Problem jednak w tym, że ziemia, na której miała powstać wiata, to prywatna działka posła. Centrum Szkolenia Młodzieży w momencie wnioskowania o dotację nie miało do niej żadnych praw. Także sama budowa była nielegalna, bo działka nie była budowlana i została odrolniona dopiero w grudniu 2007 roku, a więc długo po zakończeniu budowy i podpisaniu umowy z WFOŚiGW. - Jeszcze przed przyznaniem tej dotacji założyłem sobie, że w przyszłości przekażę na rzecz Centrum 2 ha ziemi - broni się poseł Miron Sycz.

Sycz użyczył stowarzyszeniu działkę w listopadzie 2007 r. Czyli w momencie, gdy dotacja była już dawno przyznana a budowa wiaty miała się ku końcowi. Poza tym owo przekazanie to nie darowizna, a umowa nieodpłatnego użyczenia. Można ją rozwiązać z końcem każdego roku. Jedynym warunkiem jest trzymiesięczny termin wypowiedzenia. Wybudowana za państwowe pieniądze wiata w każdej chwili może więc przejść na własność Sycza. Adam Krzyśków, szef WFOŚiGW i poseł PSL, utrzymuje, że przyznanie dotacji odbyło się zgodnie z prawem. - Ale będziemy tę sprawę jeszcze wyjaśniać. Najważniejsze jednak, że wiata edukacyjna powstała - mówi "Wprost" Krzyśków.

Po co Syczowi wiata? Według oficjalnej wersji, mają się pod nią odbywać szkolenia i zajęcia dla lokalnej społeczności. Informatorzy "Wprostu" w Górowie Iławeckim twierdzą jednak co innego. - Sycz mówił mi kiedyś, że latem chce tam zrobić dyskotekę. Grill, piwo, muzyka. Zawsze powtarzał, że w Górowie przydałaby się tancbuda - relacjonuje jeden z byłych współpracowników posła.

Michał Krzymowski


oraz ciekawostka:

 

Deportacja?

https://www.youtube.com/watch?v=uljuOpOc8J0 

17 czerwca 2026 r. agencja Reuters poinformowała o wyniku głosowania w Parlamencie Europejskim w Brukseli nad zaostrzeniem przepisów dotyczących nielegalnych imigrantów. Stosunkiem głosów 418 do 218 nowe prawo zostało przyjęte. Środowiska nazywające się prawicowymi zareagowały skandowaniem „Send them back!” („Odesłać ich z powrotem!!), popierając deportację, natomiast lewicujące ugrupowania zganiły tę decyzję jako hańbiącą, skandując „Shame on you!” („Wstydźcie się!”).

Przestrogą o charakterze kruczka terminologicznego jest kalka językowa obecna w języku polskim. W przyjętej legislacji pojęcia „detencja” oraz „ośrodek detencyjny” są równoznaczne z pozbawieniem wolności i aresztowaniem. Czy w interesie państwa rozbudowującego ośrodki aresztowań dla migrantów jest zwiększanie ich liczby, zamiast sprawnego deportowania osób nielegalnie przebywających na terytorium kraju? Osobami nielegalnymi (ale czy skutecznie weryfikowanymi), wjeżdżającymi i pozostającymi na utrzymaniu podatnika, są przecież często ludzie posługujący się np. fałszywymi dokumentami.

Z zapowiedzi wynika, że reforma nie rozwiązuje problemu, ale sprowadza się do pogłębienia jego kosztownego i niebezpiecznego oblicza. Przepis brzmi bowiem: „Parlament Europejski popiera prawo zezwalające na tworzenie zagranicznych ośrodków detencyjnych.” Zamiast oczekiwanego społecznie zwiększenia liczby deportacji, popierane jest tworzenie ośrodków aresztowań za granicą. Za czyją granicą? Krytycy twierdzą, że jest to okrutny system, który drastycznie osłabia ochronę osób ubiegających się o azyl.

Decyzja ta potwierdza wzrost nastrojów antyimigranckich w Unii Europejskiej w ciągu ostatniej dekady, który przekłada się na wzrost poparcia społecznego dla partii skrajnie prawicowych. Tekst przyjętego rozporządzenia, który wymaga jeszcze ostatecznego, formalnego zatwierdzenia przez rządy 27 państw członkowskich, ma oznaczać wyraźne zaostrzenie polityki migracyjnej w UE, ukształtowanej po napływie ponad miliona uchodźców i migrantów w latach 2015–2016.

„Rozporządzenie w sprawie powrotów zapewni niezbędne narzędzia, które sprawią, że powroty będą bardziej efektywne, a procedury szybsze i skuteczniejsze” – napisała we wtorek przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w liście skierowanym do państw członkowskich przed spotkaniem przywódców UE w Brukseli. Kraje Wspólnoty otwarcie przyznają, że mają trudności z egzekwowaniem nakazów opuszczenia ich terytorium przez osoby, których wnioski o azyl odrzucono lub które przekroczyły ważność wiz.

Z kolei krytycy nowych rozwiązań uważają, że polityka migracyjna UE skupia się zbyt mocno na odstraszaniu i deportacji, ignorując główne przyczyny migracji, w tym konflikty zbrojne, ubóstwo i represje polityczne.

„Nieludzkie traktowanie migrantów i uchodźców, m.in. w Wielkiej Brytanii, USA i wielu krajach UE, jest przerażające i często prowadzi do pozbawienia ich podstawowych praw” – powiedział w poniedziałek w Radzie Praw Człowieka ONZ Volker Türk, Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw praw człowieka. „Nowe przepisy Unii Europejskiej dotyczące powrotu migrantów grożą rozszerzeniem stosowania zatrzymań, utworzeniem zagranicznych ośrodków repatriacyjnych i osłabieniem zabezpieczeń przed wydaleniem”.

W zeszłym miesiącu Komisja Europejska zaprosiła przedstawicieli talibów do Brukseli, aby omówić kwestię deportacji afgańskich migrantów, pomimo ostrzeżeń ze strony organizacji zajmujących się prawami człowieka, że takie zaangażowanie mogłoby „zagrozić Afgańczykom” i naruszyć podstawowe wartości UE. Komisja i rząd Szwecji, który współorganizuje wizytę, stwierdziły, że spotkanie ma charakter czysto techniczny i nie stanowi dyplomatycznego uznania rządów talibów.

Wizyta, zaplanowana na 22–23 czerwca – jak wynika z listu, do którego dotarła agencja Reuters, a który adresowany był do Abdula Qahera Balkhiego, rzecznika talibskiego MSZ – ma koncentrować się na „powrocie i readmisji obywateli Afganistanu nieposiadających prawa pobytu w Unii Europejskiej”.

Rzecznik belgijskiego ministra spraw zagranicznych poinformował w środę, że Belgia otrzymała wnioski wizowe od pięciu członków delegacji talibów. Dodał, że delegacja zostanie poddana szczegółowej kontroli bezpieczeństwa i na razie nie wiadomo, kiedy Belgia będzie mogła przyznać wizy. Rzecznik zaznaczył również, że belgijski minister spraw zagranicznych Maxime Prévot stanowczo nie zgadza się z tym zaproszeniem: „Nie popiera zaproszenia przedstawicieli reżimu talibów do Brukseli. Nigdy nie zgodziłby się na to, by rząd belgijski we własnym imieniu zapraszał te osoby na rozmowy w Belgii”. Komisja poinformowała w zeszłym miesiącu, że deportacje będą ograniczone do osób, „które stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa”. Ani Komisja, ani szwedzki minister ds. migracji nie potwierdzili jeszcze ostatecznej daty spotkania.

Kraje Zachodu konsekwentnie odmawiają uznania talibów od czasu, gdy ta radykalna islamistyczna organizacja obaliła wspierany przez USA i NATO rząd w Afganistanie w 2021 roku i odzyskała władzę.

Mając na uwadze kwestię bezpieczeństwa obywateli Polski w obliczu narastającej lawinowo obecności cudzoziemców i eskalującej przestępczości, należałoby dostosować krajowe przepisy do rzeczywistości. Oznacza to m.in. pilną weryfikację osób i instytucji wydających zezwolenia na pobyt w Polsce, aby wykluczyć prowadzenie rozległej sieci tej działalności przez cudzoziemców lub osoby z obywatelstwem polskim nadanym po 1985 roku.

Ośrodki zatrzymań dla cudzoziemców generują ogromne koszty dla państwa, czyli dla podatnika. Jeśli za samo przestrzeganie obowiązującego w nich regulaminu zatrzymany na 3 miesiące obcokrajowiec uzyskuje legalizację pobytu, pozostaje on w kraju ze statusem legalnego, bezrobotnego migranta bez wykształcenia umożliwiającego podjęcie pracy.

Czy przyjęte w Parlamencie Europejskim prawo w powyżej opisanym brzmieniu i z jego bezpośrednimi następstwami może rzeczywiście cieszyć?

Opracowanie: Jola
Na podstawie: Reuters.com, YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net


 

Pierwszy przypadek eutanazji dziecka w Holandii

https://www.youtube.com/watch?v=drlMe8RY-gM 

Minister zdrowia Holandii, Sophie Hermans, w oficjalnym liście do parlamentu potwierdziła, że tamtejszy lekarz po raz pierwszy w historii tego kraju dokonał eutanazji nieuleczalnie chorego dziecka poniżej 12 roku życia.

Raport w tej sprawie trafił już do specjalnej komisji oceniającej, która po rozmowie z medykiem przekazała sprawę do prokuratury. Śledczy mają teraz ustalić, czy działano zgodnie z prawem, opierając się w dużej mierze na opinii komitetu eksperckiego.

Krytycy tego rozwiązania zwracają jednak uwagę na fundamentalny problem proceduralny – jakakolwiek weryfikacja i ocena legalności działań lekarza odbywa się dopiero po fakcie, kiedy dziecko już nie żyje, a ewentualne wykrycie nieprawidłowości nie cofnie tragicznych skutków.

Doniesienia z Holandii wywołały natychmiastową falę niepokoju wśród organizacji pro-life na całym świecie, w tym w Kanadzie, gdzie od dłuższego czasu toczy się zacięta batalia o kształt przepisów dotyczących tzw. „medycznej pomocy w umieraniu” (MAiD). Choć kanadyjskie komitety rządowe zdecydowały niedawno, że kraj nie rozszerzy eutanazji na osoby chore psychicznie, presja ze strony organizacji lobbistycznych, takich jak Dying with Dignity, wciąż rośnie. Środowiska te dążą do objęcia procedurą dzieci uznawanych za „dojrzałych małoletnich”, a w debacie publicznej pojawiały się już nawet skrajne postulaty ze strony lekarzy, sugerujące dopuszczenie eutanazji noworodków w rzadkich przypadkach medycznych, gdy szanse na przeżycie są minimalne.

Dla przeciwników rozszerzania tych przepisów przypadek holenderski jest jaskrawym dowodem na to, że pierwotne założenia legalizacji eutanazji zostały złamane. Początkowo procedurę tę przedstawiano opinii publicznej jako ostateczność, ograniczoną wyłącznie do świadomych, pełnoletnich i śmiertelnie chorych pacjentów, którzy mogą wyrazić dobrowolną i świadomą zgodę. Wprowadzenie do tego systemu dzieci drastycznie zmienia sytuację, ponieważ w ich przypadku trudno mówić o pełnej zdolności do wyrażenia zgody. Obrońcy życia alarmują, że idące coraz dalej ustępstwa prawne otwierają drzwi do niebezpiecznych praktyk o charakterze eugenicznym porównywalnych do eugeniki w III Rzeszy.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: LifeSiteNews.com,
Źródło: WolneMedia.net

poniedziałek, 22 czerwca 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                  Hipolit Czesław Starszak

 

 

 (ur. 30 października 1939 w Łobżenicy) – pułkownik MO, funkcjonariusz SB; zastępca Prokuratora Generalnego. Absolwent prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1962 oficer śledczy w komunistycznym Biurze Śledczym MSW. W 1964 przeszedł oficerski kurs specjalistyczny Biura Śledczego w Centrum Wyszkolenia MSW w Legionowie. Kontynuował karierę w Biurze Śledczym (1967 - inspektor, 1969 - starszy inspektor, 1971 - zastępca naczelnika, 1974 - naczelnik, 1978 - zastępca dyrektora, 1981 - dyrektor biura). Komunista,zdrajca Polski.

W roku 1969 był jednym z prowadzących śledztwo w sprawie taterników. Przez swoich przełożonych był wysoko oceniany m.in. za "wyjaśnienie i udokumentowanie skomplikowanej sprawy karnej przeciwko grupie osób współdziałających z Rozgłośnią Radia Wolna Europa". W 1967 uczestniczył w śledztwie przeciwko szpiegowi DIA Jerzemu Strawie, którego sąd wojskowy PRL skazał na śmierć przez rozstrzelanie (była to przedostatnia egzekucja w PRL osoby skazanej za współpracę z obcym wywiadem).

W 1973 skierowano go na dziewięciomiesięczne szkolenie specjalne w Wyższej Szkole Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) w Moskwie. W tzw. polskiej grupie Starszak był najlepszym słuchaczem kursu. Świadectwo z ogólną oceną bardzo dobrą wymienia kilkanaście przedmiotów, które studiował, m.in. działania kontrwywiadowcze organów służby bezpieczeństwa przeciwko wywiadom państw imperialistycznych (158 godzin), organizację pracy i kierowania w radzieckim kontrwywiadzie (22 godziny), psychologię specjalną (30 godzin), kryminalistykę radziecką (112 godzin).

14 listopada 1982 wraz z prokuratorem Bolesławem Klisiem w gmachu Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie odbył rozmowę z Lechem Wałęsą. Jej celem było zapoznanie Wałęsy z przepisami stanu wojennego i zobowiązanie go do podpisania oświadczenia akceptującego te przepisy. Wałęsa przyrzekł, że przepisów będzie się starał przestrzegać. Maszynopis opatrzony jest ręcznymi podpisami obu pułkowników.

Materiały te znajdują się w archiwum IPN pod sygnaturą IPN01255/462.
W Instytucie Pamięci Narodowej znajdują się jego akta personalne (teczka IPN 710/466).

Osoba, która odpowiada m.in. za uwięzienie emisariuszy paryskiej "Kultury" i współpracowników Radia Wolna Europa, rozstrzyga, co jest etyczne w mediach. Były pułkownik SB Hipolit Starszak został przez Jerzego Urbana rekomendowany do sądu koleżeńskiego Izby Wydawców Prasy. Starszak był najbliższym współpracownikiem Jerzego Urbana, dyrektorem spółki Urma, wydającej tygodnik "Nie". Ostatnim stanowiskiem Starszaka w PRL była funkcja zastępcy prokuratora generalnego. Jak wynika z akt personalnych, odtajnionych przez Instytut Pamięci Narodowej (teczka IPN 710/466), brał on udział w najgłośniejszych sprawach politycznych prowadzonych przez SB od połowy lat 60.

W numerze 21/2004 tygodnika Wprost ukazał się artykuł Jarosława Jakimczyka p.t. Bezpieka Urbana poświęcony Hipolitowi Starszakowi. Według artykułu brał on udział w najgłośniejszych sprawach politycznych prowadzonych przez SB od połowy lat 60, zaś kierowane przez niego biuro dostarczało rzecznikowi prasowemu rządu Jerzemu Urbanowi informacje pochodzące z materiałów operacyjnych wykorzystane w tygodniku NIE.

W sprawie zabójstwa Przemyka, od samego początku władze (Jerzy Urban, Czesław Kiszczak) oraz Służba Bezpieczeństwa prowadziły działania dezinformacyjne mające na celu odwrócenie uwagi od milicji i zrzucenie winy na lekarzy. Do tuszowania sprawy zaangażowano funkcjonariuszy Biura Śledczego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jego dyrektorem był wówczas Hipolit Starszak (prywatnie – teść piłkarza i trenera Dariusza Wdowczyka). W rezultacie tych działań w grudniu 1983 winą obciążono sanitariuszy oraz lekarkę którzy wieźli Przemyka z komisariatu do szpitala. Tę wersję wydarzeń potwierdzono w zakończonym w 1984 procesie w wyniku nacisków Czesława Kiszczaka (notatka: „Ma być tylko jedna wersja śledztwa – sanitariusze”). Milicjanci Ireneusz Kościuk i Arkadiusz Denkiewicz zostali uwolnieni od zarzutów.

"W okresie stanu wojennego (...) płk H. Starszak, kierując Biurem Śledczym MSW, osobiście przyczynił się do prawidłowego wykonywania zadań na odcinku rozpoznawania i zwalczania opozycyjnej działalności podziemia antysocjalistycznego" - ta opinia Kiszczaka była przepustką do dalszej kariery Starszaka.

Po wprowadzeniu stanu wojennego Starszak poznał swego przyszłego chlebodawcę - Jerzego Urbana, wówczas rzecznika rządu. Biuro Śledcze MSW dostarczało Urbanowi przed konferencjami prasowymi informacje spreparowane na podstawie materiałów operacyjnych. Po śmiertelnym pobiciu przez milicjantów w maju 1983 r. maturzysty Grzegorza Przemyka funkcjonariusze biura wzięli udział w tuszowaniu tej zbrodni, za co najbardziej zaufany człowiek Starszaka i jego następca, płk Zbigniew Pudysz, dostał później nagrodę szefa MSW.
W sierpniu 1983 r. Starszak został szefem Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Siedlcach, ale już w marcu 1984 r. objął funkcję zastępcy prokuratora generalnego PRL. Pozostawał funkcjonariuszem SB, urlopowanym do pracy poza MSW. Z prokuratury odwołał go w 1990 r. premier Tadeusz Mazowiecki.

Starszak nie poddał się weryfikacji funkcjonariuszy SB.

W lutym 1991 r. stary znajomy Starszaka -Jerzy Urban, który od pięciu miesięcy wydawał tygodnik "Nie", zatrudnił go jako dyrektora w swej spółce Urma. Dawni koledzy Starszaka z SB - nazywani w "Nie" wiewiórkami - podrzucali dziennikarzom bezpieczniackie papiery kompromitujące wrogów postkomunistów. Starszak, przed ukazaniem się artykułów, opiniuje je, weryfikuje i akceptuje do druku. "Nie" broniło polonijnego przedsiębiorcę Edwarda Mazura, który przez płatnego mordercę Siergieja Sienkiva został wskazany jako zleceniodawca zabójstwa byłego szefa policji gen. Marka Papały. Kiedy funkcjonariusze CBŚ zatrzymali Mazura na zlecenie prokuratury, biznesmen skontaktował się właśnie ze Starszakiem. Mazura wkrótce zwolniono – z policyjnej izby zatrzymań pojechał na imprezę z czołówką polityków SLD w stołecznej restauracji Belvedere. W dniu zatrzymania w areszcie w 2002 r. Edward Mazur złożył zażalenie, w którym miał prosić o poinformowanie o tym zdarzeniu Hipolita Starszaka, który uczestniczył w najgłośniejszych sprawach politycznych prowadzonych przez SB. Ten później szukał Mazurowi adwokata.

Gdy Jerzy Urban podczas przesłuchań przed sejmową komisją w sprawie Rywina odegrał rolę sprawiedliwego, nie tylko on zaczął być traktowany jako osoba wiarygodna, ale także były pułkownik SB Hipolit Starszak.

Dzięki temu został szefem sądu koleżeńskiego Polskiej Izby Wydawców Prasy.

To pod jego nadzorem toczyło się śledztwo w sprawie zamordowanego przez funkcjonariuszy SB ks. Jerzego Popiełuszki. Mocodawcy esbeków nigdy nie znaleźli się na ławie oskarżonych. To za kadencji zastępcy prokuratora generalnego Hipolita Starszaka nie wyjaśniono, kto przyczynił się do śmierci walczących o wolność i wiarę księży: Stefana Niedzielaka, Sylwestra Zycha, Stanisława Suchowolca. Ich zabójców nigdy nie znaleziono, a śledztwa – jak głosi powszechna opinia – były tuszowane.

Hipolit Starszak meldował przełożonym o swoim życiu osobistym: „Uprzejmie powiadamiam, że mój zięć, Dariusz Wdowczyk, dotychczas zatrudniony w CWKS Legia (uprawia zawodowo grę w piłkę nożną) podpisał – za zgodą właściwych władz polskich – kontrakt ze szkockim klubem piłkarskim Celtic Glasgow. W najbliższym czasie udaje się on do tego miasta na czas wynikający z podjętych wobec klubu zobowiązań wraz z żoną Iwona Wdowczyk zd. Starszak i dziećmi 6-letnim Rafałem i jednoroczną Aleksandrą” – meldował w listopadzie 1989 r. Hipolit Starszak dyrektorowi Departamentu Kadr MSW.

 

  

Prywatnie: Teść piłkarza i tre­ne­ra Da­riu­sza Wdow­czy­ka.

Dariusz Wdowczyk (ur. 25 września 1962 w War­sza­wie) – tre­ner pił­kar­ski i były pił­karz, szkoleniowiec, za­mie­sza­ny w aferę ko­rup­cyj­ną w polskiej piłce nożnej. Swoją karierę zawdzięcza głów­nie, swojemu teściowi Hi­po­li­to­wi Starszakowi, wy­so­kie­mu funkcjonariuszowi SB z czasów PRL.

Karierę piłkarską rozpoczynał jako zawodnik Gwardii Warszawa. Udanymi występami w Gwardii zwrócił na siebie uwagę bardziej utytułowanego lokalnego rywala – Legii. Od 1983 przez 7 sezonów występował w barwach wojskowych. Ogółem w barwach Legii rozegrał 192 oficjalne spotkania, w tym 152 ligowe. Pełnił również funkcję kapitana Legii. W połowie sezonu 1989-1990 przeniósł się do Szkocji, gdzie przez 5 sezonów występował w drużynie Celtic F.C., wspólnie z innym byłym legionistą Dariuszem Dziekanowskim. Później przez kilka lat występował w angielskim Reading F.C. Karierę piłkarską zakończył w 1998 jako gracz stołecznej Polonii, gdzie następnie rozpoczął pracę szkoleniową.
Na początku sezonu 1998-1999 był grającym asystentem Zdzisława Podedwornego. Po zakończeniu kariery piłkarskiej i dymisji Podedwornego wspólnie z dyrektorem sportowym Polonii Jerzym Engelem zostali szkoleniowcami Czarnych Koszul. Po zatrudnieniu Engela na stanowisku selekcjonera kadry narodowej w przerwie zimowej sezonu 1999-2000 Wdowczyk został samodzielnym pierwszym trenerem Polonii, którą w tym samym sezonie doprowadził do tytułu Mistrza Polski oraz zwycięstwa w Pucharze Ligi, a następnie zwycięstwa w Superpucharze. 1 lipca 2007 objął obowiązki dyrektora ds. piłki nożnej w szkockim klubie Livingston F.C. 29 października 2007 podpisał kontrakt z drugoligową Polonią Warszawa. Pracował tam niecałe pół roku z powodu zatrzymania pod zarzutami korupcji

28 marca 2008 Dariusz Wdowczyk został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, w związku z aferą korupcyjną w polskiej piłce. Prokurator postawił mu zarzut wręczania korzyści majątkowych sędziom i obserwatorom meczów w zamian za korzystne dla Korony Kielce prowadzenie i ocenianie meczów w sezonie 2003-2004.

29 marca został zwolniony. Oskarżony przyznał się do winy, a później dobrowolnie poddał się karze, dzięki czemu możliwe było rozpatrzenie jego sprawy w trybie przyspieszonym bez procesu. 16 września 2009 został skazany przez Sąd Rejonowy w Kielcach na 3 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, grzywnę w wysokości 100 tysięcy zł oraz trzyletni zakaz pracy w sporcie za udział w procederze korupcyjnym w Koronie Kielce w sezonie 2003-2004. Obarczono go również kwotą 20 470 zł tytułem kosztów sądowych. Dodatkowo 29 października 2009 r. został skazany przez Wydział Dyscypliny PZPN na siedem lat bezwzględnej dyskwalifikacji (przy czym w karę tą wliczono okres zawieszenia licencji trenerskiej od 2008) oraz 20 tys. zł grzywny. Kara miała obowiązywać do 2016 roku. 5 lipca 2012, po upływie czterech lat zawieszenia, Komisja Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN udzieliła Wdowczykowi licencję UEFA Pro na okres 1 roku, zaś Trybunał Arbitrażowy przy PKOl przywrócił możliwość pracy w zawodzie trenera.

niedziela, 21 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                          Mikołaj Siwicki

 

 

 Mikołaj Siwicki (ukr. Микола Сивiцький, Mykoła Sywićkyj, ur. 20 września 1917 - zm. 13 stycznia 2004) - doktor ukrainistyki (literaturoznawca), nacjonalista ukraiński.

Ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim w 1956, doktoryzował się na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1983 u prof. Ryszarda Łużnego pracą na temat Bohdana Łepkiego. Swoje rozprawy oraz artykuły popularyzatorskie publikował na łamach pism specjalistycznych „Slavia Orientalis”, „Studia Polono-Slavica- Orientalia. Acta Litteraria”.

Był współzałożycielem, i przez kilka początkowych lat sekretarzem redakcji antypolskiego, ukraińskiego tygodnika Nasze Słowo, finansowanego z budżetu państwa polskiego.

Przez pewien czas Mykoła Siwicki mieszkał na warszawskim Bródnie.

Jego książki są krytykowane przez historyków za skrajny antypolonizm. Zarzuty dotyczą jego głównej książki pt. "Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich". Możemy w niej przeczytać m.in., że „Polskie społeczeństwo jest zdegenerowane, chore, bo wychowało się na fałszu...”. W tej samej książce przesiedlenie ludności łemkowsko-ukraińskiej z pogranicza polsko-sowieckiego, w ramach operacji „Wisła” nazwał ludobójstwem. O tej książce pisał również Józef Lewandowski w paryskiej Kulturze (artykuł ze stycznia-lutego 1994 r.) komentując zawarte w książce myśli Siwickiego: „Cokolwiek Polacy by nie robili, to zawsze są zbrodniarzami, natomiast Ukraińcy toczą wyłącznie sprawiedliwą walkę”. Siwicki posunął się nawet do usprawiedliwiania zbrodni katyńskiej na polskich oficerach, pisząc w tomie I (s. 68): „Rzecz jasna – w «tępieniu wystąpień zagrażających porządkowi publicznemu» osadnicy (polscy) strzelali do szowinistów i komunistów. Czy można się dziwić, że niebawem ten «wyselekcjonowany, wartościowy element» bolszewicy wystrzelali w Katyniu?”. Na s. 19 drugiego tomu swej książki Siwicki usprawiedliwia ukraińskie rzezie na Polakach nazywając je normalną walką.

Ilość zawartych w tej pracy przekłamań spowodowała nawet wniesienie przeciw autorowi sprawy do prokuratury. 10 lipca 1996 r. Prokuratura Wojewódzka w Warszawie sformułowała akt oskarżenia przeciwko dr. Mikołajowi Siwickiemu za to, iż w swej trzytomowej pracy Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich „publicznie nawołuje do waśni na tle różnic narodowościowych" i „rozpowszechnia fałszywe wiadomości". Za­wia­do­mie­nie o przestępstwie złożyły polskie organizacje patriotyczno-niepodległościowe z Przemyśla, które występują w tej sprawie jako „osoby pokrzywdzone".

Kłamca historyczny i wielki sympatyk OUN-UPA oraz jednego z największych zbrodniarzy XX wieku – Stepana Bandery.

http://www.jerzyrobertnowak.com/artykuly/Niedziela/pod_prad/2004/02.04.htm

                                                               www.yelita.pl

                            ELITY - DRUGI GARNITUR                                          Płk. Jan Szczęsny       Urodzony w 1948 roku Szc...