środa, 17 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                     Ryszard Schnepf i Dorota Wysocka-Schnepf

 

 

 Ryszard Schnepf - (ur. 22 września 1951 w War­sza­wie) – żydowski dyplomata, historyk, iberysta i urzęd­nik państwowy, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2005–2006, wi­ce­mi­ni­ster spraw zagranicznych w latach 2007–2008, od 2008 ambasador RP w Królestwie Hiszpanii i Księstwie Andory. Obecnie ambasador w USA z nominacji swojego przyjaciela Radka Sikorskiego, szefa MSZ. Współzałożyciel żydowskiej loży w Polsce - B’nai B’rith po hebrajsku Synowie Przymierza która ma już pełną kontrolę nad Kancelarią Prezydenta RP, rządem a szczególnie MSZ oraz ma olbrzymie wpływy w telewizji publicznej i sto­wa­rzy­sze­niach odpowiedzialnych za kulturę, nauczanie, zdrowie i kształtowanie polskiej opinii publicznej.

Działalność B’nai B’rith w Polsce przerwał dekret Prezydenta Rzeczypospolitej Mościckiego z 22 listopada 1938 roku, rozwiązujący antypolskie organizacje masońskie w Polsce.

W 2007 po niemal 70 latach nieistnienia odrodziła się w Polsce jedna z najbardziej znaczących organizacji Żydowskich – B’nai B’rith - Loża Polin.
Instalacja loży miała miejsce dokładnie w dniu 9 września 2007 r za zgodą Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego?! Nie pisały oczywiście o tym gazety, nie informowała również telewizja, ale wzmiankę na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ambasady USA w Polsce.

Ryszard Schnepf, zanim został głównym doradcą premiera Marcinkiewicza w polityce zagranicznej, był ambasadorem w Urugwaju (1991-1995) i w Kostaryce (2001-2005). Wsławił się wówczas organizowaniem haniebnej nagonki na przywódcę Polonii w Ameryce Łacińskiej, prezesa USOPAŁ Jana Kobylańskiego.

Historyk, wychowanek Geremka, został ambasadorem w Urugwaju z poręki Krzysztofa Skubiszewskiego, choć nie był do tego w żadnym razie przygotowany merytorycznie. Działał judząco i destrukcyjnie wśród Polonii w Ameryce Łacińskiej. Krzysztof Górecki pisał w tekście "Tradycja obozu zagłady" ("Nasza Polska" z 30 sierpnia 2005 r.) o Schnepfie m.in.: "Od pierwszych chwil skłócony z Polonią. Przez potomków Polaków z Urugwaju i Ameryce Łacińskiej zwany, z uwagi na dwuznaczną, uwłaczającą godności dyplomaty konduitę (zajmował się głównie interesami z miejscowymi Żydami oraz ryzykownym handlem sprowadzanymi bezcłowo luksusowymi samochodami), 'awanturnikiem polskiej dyplomacji'". Ostro potępił sposób zachowania się Schnepfa przywódca Polonii w Ameryce Łacińskiej prezes Jan Kobylański, który wyzwał Schnepfa od "agentów KGB i Castro". Z kolei to właśnie Shnepf szczególnie mocno przyczynił się do odwołania Jana Kobylańskiego z funkcji honorowego konsula RP w Montevideo. Ukarano go tak za jednoznaczne poparcie dla prezesa Edwarda Moskala, protestującego przeciw ciągłym ustępstwom wobec szkalujących Polskę środowisk żydowskich. Niejednokrotnie zwracano uwagę na bardzo szkodliwą rolę odegraną przez R. Schnepfa w Ameryce Łacińskiej. Na przykład polonijna działaczka Elżbieta Sczepańska pisała w tekście "Polonia, czyli ofiary i oprawcy" ("Głos" z 1-8 kwietnia 2006 r.), iż: "Ryszard Schnepf, będąc ambasadorem RP w państwach Ameryki Łacińskiej, działał na szkodę Polaków i Polski".

Jako główny doradca premiera Marcinkiewicza w polityce zagranicznej Schnepf szczególnie gorliwie zajmował się sprawą zapewnienia jak największego zadośćuczynienia Żydom za mienie w Polsce. Stąd jego usunięcie z funkcji zostało przyjęte ze szczególnym żalem przez przedstawicieli Światowego Kongresu Żydów. Znalazło to wyraźne odbicie w tekście zamieszczonym na stronie internetowej tego Kongresu, gdzie wyrażono obawy, że odejście Shnepfa może doprowadzić do spowolnienia procesu negocjacji między rządem Polski a środowiskami żydowskimi w sprawie mienia (por. szerzej T. Sommer, Dla kogo robił Schnepf, "Najwyższy Czas" z 27 maja 2006 r.). Według T. Sommera: "Komunikat WJC (tj. Światowego Kongresu Żydów) wprost sugeruje, że Schnepf był zaangażowany w negocjacje z przyczyn osobistych, a właściwie - po prostu rasowych". Sommer przypomniał w swym tekście również jakże niegodną nagonkę organizowaną przez Schnepfa na prezesa Kobylańskiego, stwierdzając: "Można wręcz odnieść wrażenie, że niczym innym ambasador Schnepf jako przedstawiciel RP w Ameryce Łacińskiej się nie zajmował. Za sprawę Schnepfa Kobylańskiemu przypięto łatkę 'klinicznego antysemity', a nawet faszysty (...)". Dodajmy, że w tej nagonce po dziś dzień uczestniczy w sposób niezwykle ordynarny i tendencyjny żona Schnepfa - prezenterka telewizyjna Dorota Wysocka-Schnepf (patrz: np. gwałtowny atak tejże na prezesa Kobylańskiego w I programie TVP 15 stycznia 2007 r.). Szokuje fakt dopuszczenia do takiego nadużywania ekranu telewizji publicznej do niegodnych i oszczerczych aktów nienawiści wobec najsłynniejszego dziś przedstawiciela Polonii świata. Jako ambasador w Urugwaju i następnie w Kostaryce znany był z rozlicznych skandali obyczajowych i finansowych.

Warto przypomnieć jednak, co zdecydowało o usunięciu Schnepfa, długo traktowanego jako głównego doradcę premiera Marcinkiewicza w sferze polityki zagranicznej. Otóż Schnepf w sposób wręcz kretyński ujawnił swą postawę godzącą w podstawowe interesy Polski, publicznie udzielając poparcia tak antypolskiej inicjatywie jak projekt budowy gazociągu Niemcy - Rosja na dnie Bałtyku. Jak pisał Piotr Gursztyn w tekście "Dymisja Schnepfa za międzynarodową gafę" ("Dziennik" z 12 maja 2006 r.) Schnepf powiedział, że "rząd chce zaproponować polski udział w budowie gazociągu Rosja - Niemcy. Informacja ta została od razu zdementowana przez premiera (...). Marcinkiewicz był kompletnie zaskoczony wypowiedzią swojego doradcy. Decyzję o błyskawicznym zdymisjonowaniu Schnepfa za jego jakże nielojalne wobec premiera i ogólnie wobec polskich interesów narodowych wystąpienie skomentował wpływowy europoseł PiS Adam Bielan - mówiąc w rozmowie z dziennikarzem "Rzeczpospolitej": "Ryszard Schnepf został zdymisjonowany wyłącznie z powodu złożenia niezgodnej z polityką rządu i interesem państwa propozycji dotyczącej możliwości przyłączenia się Polski do projektu rurociągu rosyjsko-niemieckiego". Kompromitujące wystąpienie Schnepfa w sprawie gazociągu przekreśliło jego szanse na objęcie stanowiska ambasadora RP w Madrycie. Pomimo to i tak Schnepfa potraktowano zaskakująco łagodnie. Usunięty z otoczenia premiera przeszedł do MSZ, gdzie pełni funkcję pełnomocnika ministra spraw zagranicznych do spraw "zagrożeń". Rzecz przedziwna w sytuacji, gdy to właśnie on jest szczególnie wielkim zagrożeniem dla polskich interesów i symbolem wyjątkowej nielojalności osoby pełniącej wysokie publiczne stanowisko.
Ciekawostką jest fakt sprawowania przezeń równocześnie stanowiska dyrektora fundacji "Szalom" prowadzonej przez rodzinę Szurmiejów.

Ryszard Schnepf praktykuje uporczywy lobbying na rzecz:

  1. roszczeniowych organizacji żydowskich
  2. partycypacji Polski w rosyjsko-niemieckim projekcie "Rurociągu Północnego" /Bałtyckiego/), także (niejako widocznie etatowy "reprezentant prawicy")

Sala konferencyjno-bankietowa dla żony ministra - tak, dla dzieci - już nie. Nowy ambasador RP w Waszyngtonie Ryszard Schnepf odmówił rodzicom dzieci, uczęszczających do polskiej szkoły w stolicy USA, zorganizowania w ambasadzie spotkania świątecznego w 2012 roku Decyzja dziwi tym bardziej, że kilkanaście dni temu w rezydencji ambasadora swoje książki promowała żydowska pisarka Anne Applebaum – prywatnie żona ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Wówczas ani ambasador, ani szef MSZ nie widzieli w tym niczego niestosownego. Warto podkreślić, że w przygotowanie wspomnianej imprezy zaangażowano pracowników ambasady. To jego kolejny skandal!!!


poniedziałek, 15 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                      Beata Dorota Sawicka

 

 

 (ur. 23 marca 1964 w Oławie) – po­li­tyk, z wykształcenia na­uczy­ciel­ka, posłanka na Sejm V kadencji z listy Platformy Obywatelskiej. A­fe­rzys­tka która przyjęła 50 tyś. ła­pów­ki!

W 1995 ukończyła pedagogikę na Uniwersytecie Opolskim. W 1997 ukończyła także studia po­dyp­lo­mo­we z pedagogiki readaptacji, mediacji i negocjacji na tej samej uczelni. W 1999 została starszym wizytatorem w Kuratorium Oświaty we Wrocławiu.

W latach 1997–2000 należała do Unii Wolności. W 2001 przystąpiła do Platformy Obywatelskiej w Jeleniej Górze. Była członkiem władz re­gio­nal­nych i krajowych tej partii.

W wyborach parlamentarnych w 2001 bez powodzenia ubiegała się o mandat poselski, a w wyborach w 2005 została wybrana do Sejmu z okręgu legnickiego, uzyskując 8764 głosy. W Sejmie V kadencji pracowała w Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisji do Spraw Kontroli Państwowej. Od 10 lipca 2007 do 11 października 2007 zasiadała w Radzie Służby Publicznej przy Prezesie Rady Ministrów.

1 października 2007 została zatrzymana przez funkcjonariuszy CBA w związku z podejrzeniem przyjęcia korzyści majątkowej za próbę tzw. ustawienia przetargu publicznego, wspólnie z burmistrzem Helu Mirosławem Wądołowskim. Posłanka została zatrzymana po odebraniu drugiej raty pieniędzy. 16 października 2007 na konferencji zorganizowanej przez szefa CBA przedstawiono część materiałów operacyjnych. Na zaprezentowanym materiale filmowym uwidoczniono, jak posłanka przyjęła torbę z ustaloną wcześniej, pierwszą ratą w wysokości 50 tys. zł.

Agent Tomek (36 l.) z CBA tak uwodził posłankę Beatę Sawicką (48l.), że ta była mu gotowa oddać się na plaży. Do zbliżenia w ostateczności nie doszło, bo agent dosłownie w ostatniej chwili... uciekł z wydm na Helu.

– Za dużo wypiłem, przepraszam – tłumaczył oblubienicy swą rzekomą niemoc. Pikantne szczegóły operacji specjalnej CBA wyszły na jaw podczas procesu sądowego oskarżonej o korupcję byłej posłanki.

Sawicka wybrała się z agentem Tomkiem nad morze w czerwcu 2007 r. Znali się już od zimy i byli ze sobą bardzo blisko. Pojechali na Hel, gdzie zatrzymali się w hotelu. Tutaj zaczął się wyjątkowo romantyczny wieczór. Przy winie, wyśmienitym jedzeniu, wspólnych śpiewach i tańcach spędzali upojne chwile. – Jesteś cudowna – szeptał Sawickiej udający biznesmena agent. W restauracji bawili się do 4 nad ranem. Wtedy postanowili pójść na plażę. Tam omal nie doszło do zbliżenia. W ostatniej chwili agent Tomek uciekł z plaży.

– Przepraszam, za dużo wypiłem... nie mogę. Muszę wrócić do hotelu – tłumaczył się Sawickiej.

posłankę samą na plaży i czmychnął do pokoju. Wiedział, że zgodnie z instrukcją operacyjną CBA nie może przekroczyć granicy fizycznego zbliżenia, bo zabrania tego prawo. Ale postanowił pocieszyć zasmuconą, porzuconą nad brzegiem morza posłankę.

– Przepraszam cię, wiem, co czujesz – mówił jej potem. – Coś takiego zrobić kobiecie... wybacz mi.

– Na plaży nie doszło do zbliżenia, bo agent w ostatniej chwili się wycofał – potwierdza mecenas Jacek Dubois, obrońca Sawickiej.

Po tym incydencie na plaży agent Tomek nieco złagodził swą intensywność w bliskich kontaktach z Sawicką. – Został „wycofany” przez Biuro, bo sprawy zaszły za daleko. Sawickiej powiedział, że na jakiś czas musi wyjechać w interesach, a jego sprawy poprowadzi kuzyn. CBA wprowadziło do akcji na jakiś czas drugiego agenta.

Beata Sawicka (mężatka) przyznała przed sądem, że jej znajomość z agentem Tomkiem miała charakter damsko-męski. – Wykorzystał moją seksualność – mówiła. – Podstawiono mi młodego, przystojnego mężczyznę, z którym się najpierw zaprzyjaźniłam, a potem uległam fascynacji i zauroczeniu.

Sam agent w rozmowie z Faktem nie chciał odnosić się do szczegółów swych działań i zapowiedział, że wypowie się dopiero po wyroku sądu. Prokurator za korupcję domaga się dla Sawickiej 5 lat więzienia.

W swoim oświadczeniu wydanym 17 października 2007 Beata Sawicka zasugerowała, że została wytypowana i uwikłana w sytuację korupcyjną, przez mającego nieszablonowo działać funkcjonariusza CBA (którym okazał się Tomasz Kaczmarek, określany jako "agent Tomek") przy pomocy "miłych i czułych sms-ów, kwiatów" oraz "upominków". Sugerowała, że została uwiedziona i zmanipulowana. Szef CBA Mariusz Kamiński nazwał te informacje oszczerstwem i podkreślił, że wszystkie spotkania agenta CBA z Beatą Sawicką są udokumentowane. Beata Sawicka złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, wskazując, że funkcjonariusze CBA, "uciekając się do wyrafinowanych i nieetycznych praktyk, przekraczając swoje uprawnienia, mogą bezkarnie wzbudzać u obywateli zamiar popełnienia przestępstwa". Postępowanie w tej sprawie umorzono w 2010 wobec niestwierdzenia znamion czynu zabronionego i uznania, że funkcjonariusze działali w ramach prawa.

5 listopada 2007 w Poznaniu Beata Sawicka po zakończeniu kadencji została ponownie zatrzymana przez funkcjonariuszy CBA. 7 listopada Sąd Rejonowy w Poznaniu odrzucił wniosek o jej tymczasowe aresztowanie oraz uznał zatrzymanie za bezzasadne. 19 listopada 2007 Sąd Okręgowy w Poznaniu, uwzględniając częściowo zażalenie prokuratora, zdecydował, że musi ona wpłacić 300 tys. zł poręczenia majątkowego, co była posłanka bezproblemowo uczyniła. W czerwcu 2008 akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do sądu. Przewód sądowy w procesie karnym rozpoczęto 5 października 2009. 18 kwietnia 2012 w mowie końcowej prokurator wniósł o wymierzenie jej za korupcję oraz nakłanianie do płatnej protekcji kary 5 lat pozbawienia wolności i 54 tys. zł grzywny.

Wyrokiem z 16 maja 2012 została przez sąd I instancji uznana za winną popełnienia zarzucanych jej czynów i za to skazana na karę 3 lat pozbawienia wolności, pozbawienie praw publicznych na 4 lata, przepadek uzyskanej korzyści majątkowej oraz grzywnę.

Sąd Apelacyjny w Warszawie w 26 kwietnia 2013 zmienił zaskarżony wyrok i prawomocnie uniewinnił Beatę Sawicką od popełnienia zarzucanych jej czynów. Według ustnych motywów orzeczenia podstawą takiej decyzji było uznanie działań operacyjnych stosowanych przez funkcjonariuszy CBA za nielegalne. Sąd ten potwierdził ustalenia co do faktu, iż Beata Sawicka przyjęła korzyść majątkową (łapówkę ), za co odpowiada za to tylko moralnie ale nie karnie!

W związku z toczącym się postępowaniem w 2010 Beata Sawicka złożyła dwie skargi konstytucyjne, w sprawach których Trybunał Konstytucyjny w 2012 umorzył postępowania.

Ja tego wyroku nie akceptuje – powiedział na konferencji prasowej były szef CBA Mariusz Kamiński. "Wyrok jest sprzeczny z elementarnym poczuciem sprawiedliwości i przyzwoitości Działania CBA były w pełni legalne. Każde działanie było podejmowane za zgodą sądu – dodał Kamiński.

Jest mężatką, ma jedno dziecko.

 

Nowy Porządek Świata wyłoni się w Europie

Nadchodzący szczyt G7 we francuskim Evian może stać się momentem zwrotnym dla globalnej geopolityki. Premier Kanady, Mark Carney, podczas swojej wizyty w Irlandii wprost zapowiedział, że to właśnie tam zaczną wyłaniać się pierwsze konkretne wątki Nowego Porządku Świata.

Występując w Trinity College w Dublinie, szef kanadyjskiego rządu podkreślił, że ta głęboka transformacja międzynarodowego układu sił będzie budowana począwszy od Europy. W tym kontekście zadeklarował również fundamentalną zmianę charakteru współpracy Kanady z państwami europejskimi, nazywając swój kraj najbardziej europejskim spośród wszystkich narodów pozaeuropejskich.

Przemodelowanie dotychczasowego ładu, który przez dekady opierał się na amerykańskiej hegemonii i powiązanej z nią rzekomej „zasadzie praworządności”, staje się faktem. Carney już wcześniej w Davos ostrzegał przed załamywaniem się dotychczasowych struktur, wskazując, że nadchodzi czas próby dla państw o średniej wadze politycznej. Nowy Porządek Świata ma być odpowiedzią na te „turbulencje”, a kluczem do jego stworzenia będzie rozszerzenie dotychczasowych formatów. Świadczy o tym lista gości zaproszonych do Evian – obok tradycyjnych potęg G7 i Unii Europejskiej, przy stole zasiądą liderzy z Brazylii, Egiptu, Indii, Kataru, Kenii, Korei Południowej, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Ukrainy. Taki dobór partnerów ma pozwolić na wypracowanie szerszej perspektywy i stworzenie fundamentów pod „nowe globalne sojusze”.

Impulsem do natychmiastowego działania i zacieśniania międzynarodowych więzów są wyzwania, które rozwijają się w zawrotnym tempie, z niekontrolowanym rozwojem sztucznej inteligencji na czele. Premier Kanady uznał za absolutny imperatyw stworzenie „wspólnych standardów obronnych” i ścisłą kontrolę nad zaawansowanymi modelami technologicznymi, które nie powinny być udostępniane, zanim świat nie będzie na nie gotowy. Nowe globalne reguły gry mają więc w dużej mierze opierać się na technologii i bezpieczeństwie.

Zapowiedź narodzin Nowego Porządku Świata zyskała już realne odzwierciedlenie w deklaracjach dwustronnych. Po rozmowach Carneya z premierem Irlandii, Michealem Martinem, opublikowano komunikat zwiastujący zacieśnianie relacji Kanady z Unią Europejską, zwłaszcza w obliczu nadchodzącej, lipcowej prezydencji Irlandii w Radzie UE. Obie strony planują skupić się na budowaniu wspólnego bezpieczeństwa gospodarczego, stabilizacji łańcuchów dostaw oraz zintegrowanym podejściu do transformacji cyfrowej i ekologicznej. To właśnie te obszary, wsparte nowymi regulacjami prawnymi i innowacyjnymi partnerstwami, mają stać się filarami, na których oporządzi się nowy międzynarodowy układ sił, o którym marzą globalistyczne elity.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: PAP
Źródło: WolneMedia.net

niedziela, 14 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                   Armand Kamil Ryfiński

 

(ur. 1974 w Warszawie) – syn wysokiego dygnitarza komunistycznego PRL – majora SB – Zygmunta Ryfińskiego ( IPN BU 0242/1034 ) który słynął ze zwalczania kościoła katolickiego w PRL.

Fanatyczny ateista, wojujący lewak, demagog, awanturnik polityczny przemawiający „językiem nienawiści”, skrajny przypadek nietolerancji w Polsce.

 

 

Po­sia­da wyż­sze wyk­ształ­ce­nie in­ży­nier­skie, jest ma­gist­rem e­ko­no­mii oraz ab­sol­wen­tem kil­ku kie­run­ków stu­diów po­dyp­lo­mo­wych, m.in. w Wyż­szej Szko­le In­ży­nier­skiej w Ra­do­miu. Pro­wa­dzi sa­mo­dziel­ną dzia­łal­ność gos­po­dar­czą na te­re­nie War­sza­wy w za­kre­sie tech­nicz­nej i e­ko­no­micz­nej diag­nos­ty­ki ry­zy­ka ale nie bar­dzo mu szedł in­te­res dla­te­go szu­kał łat­we­go ży­cia i postanowił zająć się polityką.

Był związany z RACJĄ Polskiej Lewicy. Bez powodzenia kandydował z jej ramienia do rady Warszawy w wyborach samorządowych w 2010 licząc na niezłą posadę radnego

Następnie przystąpił do Ruchu Palikota, w wyborach parlamentarnych w 2011 roku kandydował jako tzw. „słup Palikota” w okręgu wyborczym w Radomiu chociaż przez całe życie mieszkał na Mokotowie w Warszawie w blokach esbeckich.

Po wygranych wyborach awansował na „żołnierza Palikota”, za swoje bezwzględne posłuszeństwo wodzowi – Januszowi Palikotowi, otrzymał w kuluarach sejmowych, ksywę –„rotwaillera Palikota”.

Do wyborów szedł z hasłem - „Nauczymy kościół i partie pokory” (chodziło mu tylko o kościół katolicki)

Fanatycznie zwalcza polskie wartości katolicko – narodowe dlatego nazwał obraz Matki Boskiej Częstochowskiej "bohomazem, którym można straszyć dzieci". Posłowie Solidarnej Polski od razu uznali wypowiedź parlamentarzysty RP za obrazę uczuć religijnych i zapowiedzieli zgłoszenie sprawy do prokuratury.

Jako wojujący ateista fanatycznie nienawidzi kościoła katolickiego ale co ciekawe sympatyzuje z judaizmem. Katolikom odmawia wszelkich praw w Polsce, zwolennik stworzenia w Polsce dyktatury lewacko-ateistycznej całkowicie podporządkowanej strukturom UE i międzynarodowym niepolskim korporacjom.

Jako żołnierz Palikota uważa się za „jednego z nietykalnych” dlatego używa wyzwisk i pomówień wobec innych szczególnie jeżeli nie ma wobec nich prawdziwych zarzutów. Przykładem jest jego wywiad w Superstacji prowadzonej przez Wojciecha Mazowieckiego ( syn Tadeusza Mazowieckiego-premiera RP) gdzie raczył obwieścić wszystkim, swoją teze że „Z terrorystami i złodziejami nie powinno się negocjować. Hierarchowie i biskupi, to są terroryści”.

Obecnie prowadzi luksusowe życie posła, oczywiście na koszt polskich podatników, w przyrodzie takie zjawisko ma naukowe określenie jako -„Pasożytnictwo”.


sobota, 13 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                       Andrzej Roczniok

 

 

 Andrzej Roczniok (ur. 29 października 1958 w Zabrzu) – działacz opozycyjny w PRL, od 1980 członek "Solidarności". Działa na rzecz śląskiej mniejszości narodowej, ma negatywny stosunek do Polski.

W latach 1981-1982 internowany. Kolporter wydawnictw niezależnych.

Od 2002 przewodniczący działającego nielegalnie Związku Ludności Narodowości Śląskiej – organizacji śląskiej mniejszości narodowej. Podczas spisu powszechnego w 2002 roku apelował o deklarowanie narodowości śląskiej. Przyczynił się do nadania w dniu 18 lipca 2007 językowi śląskiemu kodu ISO 639–3 "szl". W lipcu 2007 zainicjował obchody 1144 rocznicy Chrztu Śląska. Jako przedstawiciel języka śląskiego wziął udział w powołaniu w dniu 13 grudnia 2003 r. w Gdańsku organizacji PolBLUL (Unia Języków Regionalnych i Mniejszościowych w Polsce) – odnogi EBLUL (Europejskie Biuro Języków Rzadziej Używanych).

Zainicjował i współorganizował konferencję "Śląsko godka – jeszcze gwara czy jednak już język?", która odbyła się 30 czerwca 2008 w Sali Sejmu Śląskiego w Katowicach. 28 sierpnia 2008 wraz z Rudolfem Kołodziejczykiem w imieniu ZLNS zwrócił się z apelem do premiera d. Tuska o szybkie przez Polskę uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Północnej. W sierpniu 2009 w oświadczeniu ZLNŚ nazwał deklarację o nieagresji, którą w 1934 Piłsudski podpisał z Niemcami paktem Hitler-Piłsudski.

Kontrowersje wzbudziła także wypowiedź Andrzeja Rocznioka, który stwierdził w 2005, iż po II wojnie światowej istniały "polskie obozy koncentracyjne".

Wydawca "Kuriera Chadeckiego" i "Ślůnsko Nacyjo". Prowadzi wydawnictwo Narodowa Oficyna Śląska.


 

Czy wydacie miliardy złotych na „komisyjnych artystów”?

Od pewnego czasu we wszystkich mediach pojawia się temat biednych artystów, którym musi pomóc premier i obecny rząd, bo – jak twierdzą – nie mają na składki i na opiekę zdrowotną. Dlatego w imię solidarności i sprawiedliwości wszyscy podatnicy od tej pory mają płacić na „artystów”. Taką narrację przedstawiają obecnie rządzący, którzy najwyraźniej starają się nie pamiętać o innych grupach zawodowych i innych koniecznych wydatkach, jakie są niezbędne dla funkcjonowania państwa.

W imieniu społeczeństwa rządzący wymyślili nagle projekt ustawy, zgodnie z którym wszyscy podatnicy w Polsce mają się od tej pory składać na składki dla grupy „artystów”, którzy nie są w stanie ich opłacać. Świadczenia te będą skutkować rzecz jasna odpowiednimi uprawnieniami w przyszłości, takimi jak renty, emerytury i różne inne świadczenia.

W każdej branży, także artystycznej, obowiązują te same umowy, jakim podlegają wszyscy Polacy, co sprawia, że sztuczne wyróżnianie dowolnej grupy zawodowej jest problematyczne. Warto zaznaczyć, że są artyści, którzy posiadają imponujące dochody i nie potrzebują żadnych dopłat pochodzących z budżetu państwa. Podobnie dzieje się w wielu branżach w obecnie funkcjonującej gospodarce. Najbardziej problematyczne jest to, że o tym, kto ma być artystą, a kto nie, mają decydować przepisy i specjalna komisja, która ma rozstrzygać w takich kwestiach. Powstanie takiej komisji wyraźnie sugeruje, że wprowadzona zostanie, pomimo przepisów, pewna „uznaniowość”, powodująca możliwość opłacania składek dla wybranych artystów. Po spełnieniu pewnych warunków i przychylnym spojrzeniu komisji może okazać się, że niemal dowolna osoba może stać się artystą – a przynajmniej tak może zadecydować komisja w oparciu o odpowiednie przepisy.

Rząd, promując taki projekt ustawy, zdaje się zapominać o innych Polakach, którzy ciężko pracują i też nie mają łatwych warunków życiowych. O innych Polakach jakoś rząd z niewiadomych powodów nie pomyślał z taką troską jak o artystach, którym zamierza przepompować od tych właśnie ciężko pracujących obywateli miliardy złotych. Emeryci, renciści i wiele innych grup są opodatkowani i oskładkowani, co powoduje, że ich realne dochody są niższe – i to oni mieliby się masowo zrzucać na komisyjnie wybranych „artystów”. Zwykli przedsiębiorcy prowadzący drobne biznesy raz po raz są obciążani podatkami i innymi regulacjami, co sprawia, że ich funkcjonowanie jest coraz trudniejsze i coraz bardziej kosztowne. To oni również mają ponosić koszty komisyjnie wybranych „artystów”.

W kraju, w którym brakuje pieniędzy na niemal wszystko, nagle pojawia się projekt ustawy mający wyrzucać kolejne miliardy złotych na określoną, wybraną grupę zawodową, wskazywaną komisyjnie z pewnymi ustawowymi ograniczeniami. Artyści mogą mieć niełatwą sytuację, ale nie można karać innych grup społecznych i faworyzować wybranych – choć, jak ktoś pewnie zauważy, istnieją już takie grupy, które z nieznanych do końca powodów mają określone ulgi przy i tak wysokich wynagrodzeniach.

W kraju, w którym zadłużenie galopuje z porażającą prędkością, gdzie brakuje środków na służbę zdrowia i badania diagnostyczne, gdzie brakuje środków na naukę i edukację, gdzie ceny nośników energii są jednymi z najwyższych na świecie, a działalność gospodarcza jest utrudniana różnymi przepisami, obywatele mają płacić przez wiele, wiele lat na komisyjnie wybranych artystów.

W kraju, w którym ludzie dociskani są z każdej strony różnymi opłatami, daninami i podatkami, w sposób „uśmiechnięty” pragnie się wydać kolejne miliardy na komisyjnie wybraną „artystyczną” grupę zawodową, nie wskazując źródeł finansowania nowych wydatków. Wprowadzane są różne kolejne opłaty „prośrodowiskowe”, kolejne opłaty „proenergetyczne” i wiele innych, podnoszących nieustannie koszty życia, jak i funkcjonowania niedużych firm. Nawet przepisy są coraz częściej tworzone w absurdalny sposób.

W mediach pojawiła się sprawa „z krewetkami”. Jak się okazuje, pizza mająca na sobie chociaż jedną krewetkę jest opodatkowana VAT-em 23%, podczas gdy pizza bez krewetek jest już opodatkowana VAT-em 8%. Gdy przedsiębiorca nie będzie wiedział o takim szczególe, zaraz pojawi się urzędnik, który od razu dowali mu karę administracyjną, bez pouczenia. Trudno oczekiwać, że mogłoby być inaczej, skoro budżet potrzebuje środków na Ukrainę, na kredyt SAFE, na kredyty z KPO, na spłatę wyemitowanego zadłużenia oraz być może na „artystów”. „Budżet” musi pozyskiwać wszelkimi dostępnymi metodami środki od tych najmniejszych przedsiębiorców i pracowników. Z takich być może powodów urzędnicy otrzymują drastyczne nakazy karania podatników i wyszukiwania najdrobniejszych kruczków, by nieświadomy tego podatnik musiał zapłacić niemałą dla niego karę, a to – jak można łatwo przewidzieć – może poważnie zaszkodzić jego działalności gospodarczej. W taki sposób obciąża się coraz bardziej działalność gospodarczą wielu Polaków, którzy utrzymują polityków, urzędników i różne grupy zawodowe. Wyniszczając polski biznes, jednocześnie robi się miejsce dla olbrzymich korporacji, które są zadziwiająco odporne na płacenie podatków w Polsce.

W ostatnim czasie wchodzi w życie też pakt migracyjny, który w przyszłości stanie się miliardowym obciążeniem dla budżetu państwa. W każdym przypadku będą płynąć na to miliardowe środki od polskich podatników. Środki, które Polska pozyskuje z UE, nie są darmowe, a bardzo często są to kredyty i pożyczki. Pewne granty też pochodzą z budżetu UE, do którego Polska wpłaca coraz więcej i staje się płatnikiem netto, co oznacza, że więcej wpłaca do budżetu UE, niż z niego otrzymuje.

Na horyzoncie czasowym widoczny jest też podatek „energetyczny” ETS2, który będzie potężnym ciosem dla całej gospodarki, już teraz zmagającej się z cenami energii, paliw i drastycznymi przepisami. W takich to okolicznościach rząd planuje przyznać komisyjnie wybranym „artystom” miliardy złotych, bez patrzenia na pozostałe grupy zawodowe.

A może wprowadzić ustawę dla wszystkich grup zawodowych, że ci, którym „nie idzie”, zostaną uznani za potrzebujących i wtedy państwo opłaci im składki? Niech zgłoszą się drobni przedsiębiorcy, niech zgłoszą się emeryci, niech zgłoszą się nauczyciele i niech zgłoszą się wszyscy ci, którzy mają jakiekolwiek problemy finansowe. Niestety dla ogromnych rzesz społeczeństwa takie rozwiązania nie istnieją. Być może takie rozwiązania powinny istnieć w dzisiejszym świecie, w którym ludzie powinni mieć zagwarantowany określony minimalny poziom życia. Byłoby to bardzo humanitarne. Należałoby w takim przypadku nie ograniczać się do jednej grupy zawodowej, a objąć nim całe społeczeństwo, bo nigdy w życiu nie wiadomo, kto w jakiej sytuacji może się znaleźć. W takim przypadku należałoby ustanowić odpowiednie przepisy gwarantujące pewną stałą pomoc dla takich ludzi. Gdyby powstała taka ustawa, zyskałaby nie tylko akceptację społeczną, ale też mogłaby być pewnym fundamentem społecznej, narodowej solidarności.

Prezentowana przez rząd i premiera ustawa o „artystach” budzi ogromne kontrowersje i sprzeciw społeczny, dlatego też trudno przypuszczać, że znajdzie ona uznanie w parlamencie, a prezydent jej nie zawetuje. Problem ludzi zmagających się z trudnymi warunkami życiowymi, niezależnie od wykonywanej profesji, powinien być rozwiązany kompleksowo w skali całego polskiego społeczeństwa. Cały temat zdaje się być pewnego rodzaju odwróceniem uwagi społeczeństwa od spraw naprawdę ważnych i wprowadzaniem przepisów oraz rozwiązań, które jeszcze bardziej obciążają budżet państwa.

Coraz bardziej dramatyczna sytuacja finansów publicznych i nurkujące najważniejsze wskaźniki gospodarcze wskazują na niezwykle trudny okres dla polskiej gospodarki. Ci, którzy będą rządzili w kolejnych latach, zmierzą się z falą ogromnego niezadowolenia społecznego, bo zostało zrobione niemal wszystko, by doprowadzić państwo do trudnej sytuacji gospodarczej i społecznej. Na horyzoncie nie widać żadnych pozytywnych czynników, które mogłyby świadczyć o dobrych prognozach dla Polski i Polaków. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że zaprezentowane prognozy się nie spełnią i pojawią się jakiekolwiek pozytywne czynniki, mogące zmienić coraz bardziej tragiczną sytuację gospodarczo-społeczną.

Autorstwo: Criswhite
Źródło: WolneMedia.net

 

Na marginesie artykułu „Izba Administracji Skarbowej donosi na Stanowskiego”

„Źródłem afery jest zachowanie urzędniczki skarbowej, która wybrała się do gdańskiej Pizzerii Sabroso, zjadła pizzę z krewetkami, obejrzała paragon i wystawiła przedsiębiorcy 2500 zł mandatu”; „Babsko, które wyszukuje takiego rodzaju pizzy, by przedsiębiorca miał problem z właściwą stawką VAT, i które po wpałaszowaniu pizzy z krewetkami daje mandat na 2500 złotych, zasługuje na publiczne upokorzenie i napiętnowanie” – napisał w serwisie „X” Stanowski. W jednym z programów na Kanale Zero dodał: „Przecież Ciebie powinni trzymać na rynku rozebraną do naga, przypiętą do jakiegoś słupa, żeby wszyscy widzieli, jak głupi potrafi być urzędnik”.

W komentarzach do felietonu niektórzy autorzy powiadają, że nie ma na co się oburzać, bo urzędniczka przestrzegała prawa, a właściciel pizzerii został słusznie ukarany. Bo wystarczy przestrzegać prawa i wszystko jest OK.

A przecież przy takiej laksacji prawno-ustawodawczej, jakiej jesteśmy od pewnego czasu świadkami, można przegłosować i kazać stosować przepis na przykład taki, że kierowca ma podawać prawo jazdy kontrolującemu policjantowi w zębach, bo inaczej mógłby policjanta ugryźć. Można doprecyzować, że powinno się trzymać dokument między kłem a siekaczem. I każdy inny przepis. Na pewno posłowie by przegłosowali. Nawet Brauna za Chanukę potępili.

Za Hitlera przestrzegano prawa, wyszedł z tego Holocaust i inne zbrodnie. Za Stalina też przestrzegano prawa: w Gułagu niejaki Naftali Aronowicz Frenkel wymordował miliony ludzi głodem zgodnie z obowiązującym prawem. OK?

Podatków już z nas zgarniają dużo, bo pierwsze pół roku pracuje się wyłącznie dla państwa (patrz dzień wolności podatkowej). Administracja powinna państwem zarządzać, a nie rządzić. Kasy mają tyle, że jakiś p.o. Polaka minister deklaruje, iż da Ukrainie 100 mln dolarów, bo izraelo-ukraiński oligarcha zgarnął „szmal” i skorzystał z prawa aliji.

Za dużo u nas tych nadzwyczajnych kast, gnębiących właściciela pizzerii lub straganu z pietruszką, a nie potrafiących dobrać się do skóry grubym aferzystom jak w Amber Gold, różne oscylatory Balcerowicza i Bagsika-Gąsiorowskiego czy Zondacrypto.

Prawo powinno chronić obywatela, a nie pomagać urzędnikowi zastawiać pułapki, by gnębić ludzi. Ludzie pracują ciężko, a rządzący spuszczają im na głowy, zgodnie z uchwalanym prawem, różne absurdalne lub wręcz zbrodnicze Zielone Łady, pakty migracyjne, kamienie milowe, lichwiarskie pożyczki i inne koszmary zrodzone w umyśle przebiegłego geszefciarza. Wygląda to na zmowę złoczyńców, topiących Polskę w szambie.

Popieram Stanowskiego, ma w tym przypadku rację, a kastę urzędniczą moim zdaniem powinno się odchudzić przynajmniej o 3/4, od ministerstw poczynając.

Na początek wprowadziłbym obowiązek corocznego tygodniowego stażu pracy w sektorze usługowym dla każdego urzędnika: osiem godzin dziennie wykładania chemii lub warzyw i owoców z Mercosuru na półki w Biedronce, serwowania na stojąco przez osiem godzin pizzy w pizzerii, ośmiogodzinnego dnia handlu na straganie z pietruszką i ziemniakami bez względu na ocieplenie klimatu, rozwożenia paczek kurierskich i wykonywania temu podobnych pożytecznych prac. Do wyboru. W ramach pogłębiania wiedzy o społeczeństwie.

Dla stopni kierowniczych średniego szczebla zarezerwowałbym staż u mechaników samochodowych przy wiosennym i jesiennym zmienianiu opon, brakuje tam rąk do pracy, a migranci jakoś nie garną się do roboty, mimo że coraz więcej spotyka się ich pod bankomatami.

Kierownikom wyższego szczebla w administracji zleciłbym obowiązkowe posypywanie piaskiem oblodzonych ulic i parkingów, na których ludzie masowo łamali minionej zimy ręce i nogi. Teraz się rehabilitują, kładąc na łopatki i tak bankrutujący NFZ.

A burmistrzów przykuwałbym na osiem godzin dziennie do pręgierzy, by stojąc wysłuchiwali, co ludzie o nich myślą. Tylko przez tydzień w roku. Oczywiście takie prawa trzeba by uchwalić, wszystko byłoby zgodne z prawem. Byłoby OK.

Opuściliby na ten tydzień swoje ergonomiczne fotele w klimatyzowanych urzędach opłacanych przez podatników (tych z pizzerii i tych ze straganów z pietruszką, a nie z Zondacrypto czy AmberGold) i pokazali ludziom swoje twarze schowane na co dzień za tarczami monitorów komputerów. Zobaczyliby, jak wygląda z bliska świat, którym koniecznie chcą rządzić, zamiast zarządzać.

Autorstwo: Barnaba d’Aix
Źródło: WolneMedia.net

                ELITY - DRUGI GARNITUR                       Ryszard Schnepf i Dorota Wysocka-Schnepf       Ryszard Schnepf - (ur. 22 wrześ...