środa, 1 kwietnia 2026

                           TUZY ELITY

                            Stefan Niesiołowski - (Aaron Nusselbaum)

 

Stefan Niesiołowski - Aaron Nusselbaum (ur. 4 lutego 1944 w Kałęczewie) – polityk, zo­o­log i nauczyciel akademicki, profesor nauk biologicznych. Działacz tzw. konstruktywnej opozycji demokratycznej w okresie PRL.

Poseł na Sejm X i I, III, VI, VII i VIII kadencji (1989–1993, 1997–2001, od 2007), w latach 2005– 2007 senator VI kadencji. W latach 2007–­2011 wicemarszałek Sejmu VI ka­den­cji.

W latach 1964–1970 był współzałożycielem i działaczem konspiracyjnej organizacji „Ruch”. W 1970 był pomysłodawcą akcji podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie. 20 czerwca w wyniku dekonspiracji, wraz z innymi działaczami (m.in. Emilem Morgiewiczem, Marianem Gołębiewskim, An­drze­jem i Benedyktem Czumą), został aresztowany. 23 października 1971.

W śledztwie na pierwszym przesłuchaniu zaczął sypać swoich kolegów z „Ruchu”!

Czołowy przedstawiciel języka nienawiści i chamstwa politycznego!

Zwolennik dręczenia i okrucieństwa wobec zwierząt
– „Afera Uboju Rytualnego w Polsce”.

Afera wybuchła na początku 2013 roku na skutek prób „siłowego” za­le­ga­li­zo­wa­nia w Polsce, krwawego i okrutnego uboju rytualnego zwierząt pod naciskiem międzynarodowego lobby ubojowego, którego interesy re­pre­zen­to­wa­ło PSL poparte przez rząd PO-PSL!

W praktyce ubój ten polega na specjalnym unieruchomieniu zwierzęcia i przecięciu obu tętnic szyjnych razem z tchawicą i przełykiem. Jednak bez naruszenia kręgów i tętnic kręgowych, które podtrzymują ukrwienie mózgu, tak aby cierpiało jak najdłużej! W rezultacie zwierzę jest przytomne, cierpi i szamoce się w długiej agonii ku uciesze jej oprawców!

Ubój rytualny zwierząt to krwawy i barbarzyński proceder polegający na podrzynaniu gardeł na żywca bezbronnym zwierzętom w celu po­bie­ra­nia od tego procederu opłat – islamskiej Hallal która idzie na islamizację Polski i żydowskiej Kosher wspierającej ortodoksyjnych żydów w Pol­sce. Na całym procederze zarabiają oczywiście ubojnie PSL dlatego za Aferą Uboju Rytualnego stał rząd PO-PSL.

Stefan Niesiołowski fanatycznie nawoływał do legalizacji tego bar­ba­rzyń­stwa i głosował za legalizacją uboju rytualnego zwierząt w Polsce na posiedzeniu Sejmu RP w dn. 12.07.2013 r. a co za tym idzie za isla­mi­za­cją Polski!!!



Na początku lat 90. Stefan Niesiołowski, jedna z ikon Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, uważany był obok Marka Jurka, czy Jana Łopuszańskiego za jednego z najbardziej radykalnych polityków prawicy walczących o powrót Polski do państwa katolickiego, w którym prze­strze­ga­ne będą zasady Dekalogu.

Był też zagorzałym zwolennikiem lustracji, broniąc w 1992 r. przed atakami rząd Jana Olszewskiego, także w dniu obalenia gabinetu przez Sejm.

Za Niesiołowskim ciągnęła się aura opozycyjności - działalności w "Ru­chu", organizacji założonej w latach 60. przez Niesiołowskiego, Andrzeja Czumę i Emila Morgiewicza.

Innymi liderami tej liczącej według niektórych źródeł ponad 100 osób stru­ktu­ry byli jeszcze Marian Gołębiewski i Benedykt Czuma. "Ruch" miał zdecydowanie antykomunistyczny charakter. Pokazywały to m.in. zapisy deklaracji programowej "Mijają lata", której autorami byli Andrzej Czuma, Emil Morgiewicz i Stefan Niesiołowski.

Odrzucono w niej Polskę Ludową jako legalne państwo polskie.

"Ruch" - w przeciwieństwie do późniejszego np. KOR-u - za błędne uzna­wał działanie na rzecz demokratyzacji i reformowania PRL, uważając, że dopiero na jej gruzach można zbudować w pełni niepodległe państwo, niezależne od Związku Sowieckiego i przestrzegające praw człowieka.

Jedną ze spektakularnych akcji miało być spalenie Muzeum Lenina w Po­ro­ni­nie. Pomysłodawcą był właśnie Niesiołowski.

Do akcji nie doszło, gdyż organizacja została namierzona przez bezpiekę, która aresztowała kierownictwo "Ruchu". Po przesłuchaniach i śledztwie zapadły wysokie wyroki. Niesiołowski do­stał 7 lat i do dziś otacza go nimb odważnego opozycjonisty.

Tymczasem prawda jest zupełnie inna... Sprawa procesu "Ruchu" z roku 1970 nie wracałaby dzisiaj jak bumerang, gdyby nie artykuł Niesiołowskiego pt.: "Niepodległość, demokracja, anty­ko­mu­nizm", który ukazał się w 26. numerze tygodnika "Ozon" z 2006 r.

Wywołał on gwałtowny sprzeciw Elżbiety Królikowskiej-Nagrodzkiej, dzie­n­ni­ka­rki mieszkającej obecnie w Wielkiej Brytanii.

W obszernym sprostowaniu wysłanym na ręce redaktora naczelnego "Ozo­nu" Grzegorza Górnego naświetliła przekłamania Niesiołowskiego.

Najbardziej istotne jest to, że ujawniła fakt kolaboracji współzałożyciela "Ruchu" z MSW podczas śledztwa.

Królikowska, która wówczas była narzeczoną Niesiołowskiego, w 2003 ro­ku uzyskała od Instytutu Pamięci Narodowej status osoby pokrzywdzonej, a w konsekwencji dostęp do materiałów archiwalnych MSW.

Wynika z nich, że Niesiołowski sypał aresztowanych, ujawniając informacje o organizacji, choć jedynym przyjętym przez opozycjonistów sposobem po­stępowania po aresztowaniu miała być odmowa składania zeznań i za­prze­cza­nie działalności w "Ruchu".

Królikowska zastosowała się do tych reguł. Zaprzeczała wszelkim zwią­z­kom z "Ruchem". Oto fragment protokołu z jej przesłuchania z 30 czerwca 1970 r.:

"Przez cały okres trwania znajomości Stefan Niesiołowski nigdy nie pro­po­no­wał mi wstąpienia do tajnej organizacji. Nigdy też nie informował mnie, że taka organizacja istnieje. Od pozostałych osób których nazwiska występują w moich protokołach przesłuchania również ani nie informowały mnie o istnieniu tajnej organizacji, ani też nie żądały ode mnie środków finansowych na cele takiej organizacji (..)" [pisownia zgodna z oryginałem]

Tu następuje najbardziej istotna część protokołu:

"W tym miejscu podejrzanej okazano protokół przesłuchania po­dej­rza­ne­go Stefana Niesiołowskiego z dnia 20 czerwca 1970 r. i podejrzana oś­wiad­czy­ła, że rozpoznaje charakter pisma swojego narzeczonego oraz jego podpis po czym zapoznała się z treścią protokołu".

Narzeczony ją wsypał bez mrugnięcia okiem.


Fragment protokołu z przesłuchania Niesiołowskiego z 20 czerwca 1970 r. [przesłuchujący: kpt. mgr Leonard Rybacki]:

"Pragnę jeszcze wyjaśnić, że pozyskałem, wiosną l969 roku jako członka naszej nielegalnej organizacji również Elżbietę Nagrodzką, zam. w Łodzi przy ul. Bydgoskiej 30 m.39. Nagrodzką zorientowałem kto jest członkiem organizacji na terenie Łodzi oraz poznałem z Andrzejem Czu­mą z Wa­r­sza­wy. Wiadomym mi jest, że Nagrodzka miała wziąć udział w akcji podpalenia muzeum Lenina w Poroninie" [pisownia zgodna z oryginałem]. Nr sprawy II 3 Ds 25/70 Tom VI str. 11 - 11; 20.06.1970

Zeznanie Niesiołowskiego dotyczące narzeczonej to nie jedyny dowód współpracy z MSW podczas śledztwa.

Z protokołów z przesłuchań, znajdujących się w Instytucie Pamięci Na­ro­do­wej (nr sprawy II 3 Ds. 25/70, tom VI, strona 11 - 11 z 20.06.1970) dowiadujemy się, że por. Dariusz Borowczyk z KM MO w Łodzi zanotował 20 czerwca 1970 r. o, godz. 15.10, że Stefan Myszkiewicz - Niesiołowski przy­zna­je się do tego że istniał "Ruch", że był organizacją konspiracyjną. Twierdzi, że nie było przywódców. [pisownia zgodna z oryginałem].

Z protokołów z przesłuchań, znajdujących się w Instytucie Pamięci Na­ro­do­wej (nr sprawy II 3 Ds. 25170, tom VI, strona 11-76) wynika już, że pro­mi­nent PO zdradzał wszystkich naokoło:

21 czerwca 1970 r. Niesiołowski wymienia podczas przesłuchania naz­wi­ska swojego brata Marka, Andrzeja i Benedykta Czumów, Andrzeja Woź­ni­ckie­go.

25 czerwca 1970 r. Niesiołowski rozszyfrowuje kto kryje się pod pseudo­ni­ma­mi, m.in. "Emil" [Emil Morgiewicz], "Jurek" [Benedykt Czuma]. Sam za­prze­cza swojej przynależności do "Ruchu" i współredagowania "Biuletynu".

28 czerwca 1970 r. kaja się na całej linii:

"Wyjaśnienia, jakie wówczas (przed 28 czerwca 1970 r - przyp. aut) składałem odnośnie mojej przynależności i działalności w nielegalnym związku, częściowo były nieprawdziwe(..). Pragnę dziś wyjaśnić udział w nielegalnej organizacji w sposób szczery i zgodny z prawdą" [fragment protokołu z przesłuchania; godz. 8.40, przesłuchujący kpt. mgr Leonard Rybacki z Biura Śledczego MSW w Warszawie; (pisownia zgodna z oryginałem)]

1 lipca 1970 r. Niesiołowski, wymieniając z nazwiska Andrzeja Czumę, ujawnia, że był bardzo aktywnym członkiem naszego "Ruchu" i inicjatorem rożnych akcji.

11 lipca 1970 r. mówi:

"Pragnę uzupełnić oraz sprostować pewne wyjaśnienia jakie złożyłem do protokółów w czasie poprzednich przesłuchań na temat podjętej przez nasz "Ruch" akcji spalenia muzeum Lenina w Poroninie. Celowo za­ta­ja­łem pewne fakty, ażeby uchronić niektóre osoby od odpowiedzialności karnej. Dziś całkowicie zrozumiałem swoje niewłaściwe stanowisko w tej kwestii i dlatego pragnę, tak jak i w innych sprawach, mówić tylko szczerą prawdę" [pisownia zgodna z oryginałem].


Elżbieta Królikowska-Nagrodzka tak m.in. pisała do "Ozonu":

"Stefan Niesiołowski zbudował swoją pozycję polityka oraz image nie­u­gię­te­go herosa na kłamstwie. Załamał się już pierwszego dnia śledztwa i sy­pał nas, swojego brata Marka, przyjaciół Andrzeja i Benedykta Czumów i mnie, swoją narzeczoną od pierwszego przesłuchania!
Podczas gdy ja, kobieta i szeregowy członek organizacji przez wiele dni śledztwa twierdziłam, że ,,nic nie wiem o "Ruchu", "Stefan Niesiołowski nie wprowadzał mnie do żadnej organizacji, znałam Czumów wyłącznie towarzysko"
[patrz protokół z przesłuchania 30.VI.1970 roku], on - mężczyzna i jeden z przywódców, sypał nas od pierwszego przesłuchania [20 VI], nie szczędząc detali.

"(...)Kiedy po wielu dniach przesłuchań (30.VI) kolejny raz zaprzeczyłam, że istnieje "Ruch", śledczy pokazał mi protokół z 20.VI. podpisany ręką Niesiołowskiego, w którym podaje szczegóły mojej działalności.
Dostałam wtedy parę innych protokołów zeznań kolegów, z których wynikało, że Wojciech Mantaj zaczął zeznawać już 22.VI, Marek Niesiołowski 25.VI, a Benedykt Czuma - 28.VI. Dla pikanterii dodam, że na podobną okoliczność "Ruch" zalecał bezwarunkowe milczenie i ja mia­łam odwagę się do tego zalecenia zastosować. Załamanie Stefana i paru innych kolegów przeżyłam boleśnie. Wyobrażałam sobie ide­a­li­sty­cz­nie, a może naiwnie, że jeśli wszyscy będą milczeli SB będzie musiała nas wypuścić. Przecież jeszcze wtedy nie wiedziałam, że miała wtyczki i sporo informacji o grupie. W tym samym czasie otrzymywałam od Stefana listy z propozycją "ślubu w więziennej kaplicy": Co za hipokryzja. W furii napisałam list, w którym nazwalam Niesiołowskiego i tych którzy sypali tchórzami i zdrajcami" (.)
[pisownia zgodna z oryginałem].

Na początku lat 90. Niesiołowski negatywnie, odnosił się do postawy Kró­li­kow­skiej-Nagrodzkiej w śledztwie, sugerując, że współpracowała ona z SB.

Nagrodzka w reakcji natychmiast skontaktowała się z adwokatem Karolem Głogowskim, w PRL wieloletnim działaczem opozycyjnym.

Ten zażądał od Niesiołowskiego przeprosin za pomówienie, w przeciwnym wypadku zapowiedział skierowanie sprawy na drogę sądową. Nie­sio­łow­ski najpierw wyparł się wszystkiego, a następnie przeprosił Nagrodzką w obecności adwokata i 9 listopada 1992 r. podpisał oświadczenie o tre­ści:

"Oświadczam, że cofam słowa wypowiedziane w dniu 1 stycznia 1992 r. w Muzeum Kinematografii w Łodzi m.in. wobec małżonków. Teresy i Bo­gu­sła­wa Kobierskich a dotyczące p. Elżbiety Królikowskiej którą prze­pra­szam. Mając powyższe na uwadze zobowiązuję się równocześnie do usunięcia z mojej książki p.t. "Wysoki brzeg fragmentów" odnoszących się do "Agnieszki" które mogą być kojarzone z osobą p. Elżbiety Kró­li­kow­skiej a nadto w przyszłości powstrzymywać się od wypowiedzi na temat p. Elżbiety Kró­li­kow­skiej w kontekście wspomnianej sprawy.
Tytułem dania moralnej satysfakcji zobowiązuję się wpłacić kwotę dwa i pół mil. zł. na Dom Samotnej Matki w okresie dwóch miesięcy od daty podpisania niniejszego oświadczenia"
[pisownia zgodna z oryginałem].

FRAGMENT WYROKU SĄDU WOJEWÓDZKIEGO DLA MIASTA WARSZAWY Z 23.10.1971 R.

W październiku 1969 miały miejsce działania zmierzające bezpośrednio do uzyskania efektu gotówkowego, mianowicie przez napad na kierowniczkę i jednocześnie kasjerkę sklepu spożywczego PSS nr 431 przy ulicy Źród­ło­wej w Łodzi [...] Omawianą akcję poprzedziły kilkutygodniowe obserwacje sklepu, w których udział brali Stefan Niesiołowski i B. Czuma oraz J. Bart­ko­wiak - na zlecenie oskarżonego Niesiołowskiego.

Celem uniknięcia ewentualnego rozpoznania bezpośredni udział w na­pa­dzie mieli wziąć członkowie warszawskiej grupy.


Początek działalności Niesiołowskiego...

Początek działalności Andrzeja Czumy i Stefana Niesiołowskiego

fragment wyroku sądu wojewódzkiego dla miasta Warszawy z dnia 23. Października 1971 roku dotyczących oskarżonych Andrzeja Czumy i Stefana Niesiołowskiego oto że:

"(...) w październiku 1969 r. w Łodzi, działając w celu dokonania kradzieży gotówki z utargu dziennego sklepu nr 431 PSS opracowali wspólnie z Be­ne­dyk­tem Czumą i innymi osobami odpowiadającymi odrębnie:
- plan realizacji przestępczego zamiaru, w wykonaniu którego zor­ga­ni­zo­wa­li i przeprowadzili obserwację dla ustalenia czasu i trasy przenoszenia przez kierowniczkę tego sklepu utargu do kasy pocztowej a następnie - działając wg ustalonego podziału ról - usiłowali wyrwać tejże kierowniczce
- idącej wraz z dzieckiem ul. Źródłową torebkę z pieniędzmi w kwocie ponad 6.000 zł, zamierzonego jednak skutku nie osiągnęli ze względu na opór napadniętej - stawiany działającemu bezpośrednio Andrzejowi Czumie - i przewidywaną reakcją przechodniów, zaalarmowanych jej krzykiem i płaczem dziecka, t.j. czyn przewidziany w art.11 &1 w zw. z art. 208 kk. (...)"


Takimi właśnie słowami, że "Stefan Niesiołowski wyrąbał sobie miejsce w historii", broni postawy Niesiołowskiego - b. prezydencki minister To­masz Nałęcz, doradca odchodzącego w niesławie Bronisława Ko­mo­ro­wskie­go.

Tomasz Nałęcz, przypomnijmy, ideowy komunista i członek PZPR do sa­me­go końca. Bardzo ciekawa jest wspólnota ideowa komunisty i ka­to­li­ckie­go fundamentalisty, podpory ZChN-u, nieugiętego obrońcy życia po­czę­te­go i dziesięciu przykazań.

W celu zrealizowania powziętych postanowień w lutym 1969 roku Stefan Niesiołowski na kolejnym zebraniu łódzkiej grupy związku zaznajomił Elżbietę Nagrodzką, Wojciecha Mantaja i innych z koniecznością zdo­by­wa­nia maszyn i powielaczy drogą kradzieży i jednocześnie przekazał im in­for­ma­cję, że Jacek Bartkowiak zaproponował dokonanie kradzieży maszyny do pisania z sekretariatu Katedry Fizjologii Roślin Uniwersytetu Łódzkiego, oraz zapewnił, że w czasie kradzieży nie natrafią na większe przeszkody, bowiem gmach Katedry obstawiony jest rusztowaniem, ze względu na remont, po którym będzie można z łatwością wejść do pokoju, w którym znaj­du­je się maszyna.

Zgodnie z podziałem ról Wojciech Mantaj i Elżbieta Nagrodzka pełnili role obserwatorów, w czasie gdy Stefan Niesiołowski i Benedykt Czuma po rusztowaniach weszli na drugie piętro i o godz. 22 przystąpili do cięcia szyby okna pokoju, w którym znajdowała się maszyna.

Z przyczyn niezależnych od sprawców, w tym dniu nie doszło do zre­a­li­zo­wa­nia zamiaru.

Po upływie kilku dni, w zmienionym składzie osobowym, w którym ucze­stni­czył z ośrodka łódzkiego Stefan Niesiołowski i J. Kenic, w sposób ana­lo­gi­cz­ny, po rusztowaniach B. Czuma i S. Niesiołowski dostali się do okna sekretariatu katedry, a następnie po wycięciu szyby, otworzonym oknem weszli do wnętrza pokoju, z którego w uprzednio przygotowanej torbie wynieśli maszynę do pisania marki "Optima" wartości 7350 zł.

Skradziona maszyna w późniejszym czasie została wywieziona do War­sza­wy i przekazana "Centrum" związku.

W październiku 1969 r. miały miejsce działania zmierzające bezpośrednio do uzyskania efektu gotówkowego, mianowicie przez napad na kie­ro­w­ni­cz­kę i jednocześnie kasjerkę sklepu spożywczego PSS nr 431 przy ulicy Źródłowej w Łodzi [...].

Omawianą akcję poprzedziły kilkutygodniowe obserwacje sklepu, w których udział brali Stefan Niesiołowski i B. Czuma oraz J. Bartkowiak - na zlecenie oskarżonego Stefana Niesiołowskiego.

Celem uniknięcia ewentualnego rozpoznania bezpośredni udział w na­pa­dzie mieli wziąć członkowie warszawskiej grupy.

Na początku października 1969 r. w mieszkaniu B. Czumy, przy udziale wszystkich uczestników porozumienia, omówiono sposób realizacji za­mie­rzo­ne­go napadu. W szczególności sytuację w terenie referowali A. Czu­ma, B. Czuma i Stefan Niesiołowski. Pierwszy wariant działania przewidywał dokonanie kradzieży w sklepie po obezwładnieniu kie­ro­wni­czki sklepu.

Nie doszło jednak do jego realizacji, ponieważ w dniu i w czasie, w którym zdecydowano się na akcję, w sklepie znajdowali się klienci, w tym fun­kcjo­na­riu­sze MO. Ustalenia tego dokonał B. Czuma. W tym stanie rzeczy. Czuma zdecydował o dokonaniu zamachu na ulicy. W pierwszym terminie do zamachu takiego nie doszło z uwagi na duży ruch uliczny.

W następnym terminie, po podziale ról, na naradzie odbytej ponownie u B. Czumy, A. Czuma i Stefan Niesiołowski oraz A. Więckowski i W. Mantaj udali się w okolicę tego samego sklepu.

Ok. godz. 18-tej z minutami kierowniczka sklepu Jadwiga Żelazowska opu­ści­ła sklep, udając się wraz z córką w kierunku urzędu pocztowego celem zdania utargu, który w tym dniu wynosił ponad 6000 zł.

Na ulicy została ona napadnięta przez Andrzeja Czumę i A. Więckowskiego, przy czym A. Czuma usiłował wyrwać jej niesioną torebkę. J. Żelazowska stawiła zdecydowany opór i zaczęła - wraz z córką - wzywać pomocy.

W obawie przed ujęciem obaj napastnicy zbiegli. Ubezpieczający ich Stefan Niesiołowski i W. Mantaj uspokoili Żelazowską zapewnieniem, że podejmą pościg celem uchwycenia rabusiów i w ślad za nimi udali się na miejsce spotkania uczestników przestępstwa, tj. do mieszkania Benedykta Czumy.


Pisownia, interpunkcja - oryginalna.
Dokumenty sądowe zamieszczone w wydawnictwie Ośrodka Karta z 1996 roku.

Akta sprawy Nr sprawy II 3 Ds 25/70 Tom VI str 11 - 11
oraz nr sprawy II 3 Ds. 25/70, tom VI, strona 11 -76
w posiadaniu redakcji "Głos Polski" Toronto

Ojcem Stefana Niesiołowskiego był Janusz Niesiołowski, który brał udział w wojnie polskobolszewickiej w 1920 oraz kampanii wrześniowej w 1939, następnie był żołnierzem Armii Krajowej.

Jego dziadek, Bronisław Łabędzki, został w 1905 zesłany na Syberię za organizowanie strajku szkolnego. Wuj, Tadeusz Łabędzki, był jednym z przed­wo­jen­nych przywódców Młodzieży Wszechpolskiej. Został on za­mor­do­wa­ny w 1946 przez UB w czasie przesłuchania.

Pomimo tak pozytywnego obrazu swoich przodków Stefan Niesiołowski publicznie wypowiedział się:

Mord na polskich oficerach w Katyniu nie był ludobójstwem - uważa wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski. "W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i wielki głód na Ukrainie. Katyń to było coś innego". "Polscy oficerowie odmówili współpracy z komunistami i zo­sta­li za­mor­do­wa­ni. Ci, którzy na nią poszli, przeżyli, jak Berling. Poza tym przyjęcie ta­kie­go stanowiska miałoby bardzo poważne konsekwencje polityczne." - przekonuje polityk PO, który ma szukać sejmowego kompromisu w spra­wie uchwały potępiającej sowiecką agresję z 17 września 1939 roku.

Tą skandaliczną i antypolską wypowiedzią poparł Putina i kremlowską propagandę na temat IV rozbioru Polski i ludobójstwa Polaków przez sowietów oraz Juszczenkę - sympatyka banderowców i nacjonalistów ukraińskich który wszelkimi sposobami próbuje zatuszować planowe ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej dokonane przez nazistów ukraińskich z OUN-UPA.

Szokujące jest też to ze wypowiedź ta padła w 70 rocznicę IV rozbioru Polski, aneksji polskich ziem wschodnich przez ZSRR i ich okupacji, masowych deportacji, zbrodni dokonanych przez sowietów a później przez nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA.

Poprawność polityczna Niesiołowskiego jest porażająca i antypolska!


Nasz Dziennik Piątek, 11 września 2009, Nr 2013 (3534)

Opozycja domaga się dymisji wicemarszałka Sejmu Stefana Nie­sio­ło­w­skie­go, który publicznie zaprzeczył, że mordy dokonane przez Sowietów w Katyniu, Miednoje i Charkowie były ludobójstwem. Tym samym jeden z najważniejszych przedstawicieli władzy ustawodawczej w Polsce pod­su­wa propagandowe argumenty stronie rosyjskiej, która również nie chce uznać tej zbrodni w takich kategoriach. Niesiołowski podważył ponadto działania Instytutu Pamięci Narodowej, który w sprawie uznania mordu w Katyniu za ludobójstwo prowadzi już od kilku lat śledztwo.

Sprawa dotyczy opublikowanego wczoraj wywiadu udzielonego przez Ste­fa­na Niesiołowskiego, wicemarszałka Sejmu. Został on prze­pro­wa­dzo­ny po niepowodzeniu rozmów posłów Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Spra­wie­d­li­wo­ści, którzy uzgadniali treść wspólnej uchwały potępiającej sowiecką agresję z 17 września 1939 roku. Odnosząc się do wersji tego aktu legislacyjnego przedstawionej przez opozycję, gdzie wprost mówi się właśnie o ludobójstwie, wicemarszałek stwierdził na łamach "Dziennika", że nie wyraził na taki zapis zgody, "bo to jest nieprawda". "To była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu. W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i wielki głód na Ukrainie. Mord w Katyniu to było coś zupełnie innego" - oświadczył Niesiołowski, z wykształcenia entomolog.

Prawnicy nie mają wątpliwości, że wicemarszałek popełnił błąd. - Mam zupełnie odmienną tego ocenę i jest ona oparta na prawie - mówi mecenas Roman Nowosielski, reprezentujący Rodziny Katyńskie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Wskazuje na art. 118 kodeksu karnego, gdzie określa się między innymi, że ludobójstwo ma na celu wyniszczenie całości albo części grupy narodowej. - A tutaj wyniszczano grupy narodowe polskie: ziemiaństwo, oficerów, fabrykantów, inteligencję, szefów najróżniejszych partii politycznych, wszystkich tych, którzy mogliby potencjalnie stawić opór. Nie można patrzeć na Katyń w ten sposób, że zginęło tam "tylko" dwadzieścia kilka tysięcy naszych ludzi. Spójrzmy na to w perspektywie zamiaru - to był jeden z elementów układanki. Sowieci niszczyli całe grupy narodowe, te, które były potencjalnie zdolne do stawienia oporu - podkreśla Nowosielski. W jego przekonaniu, nie można mówić o Katyniu wyłącznie w kategoriach zbrodni wojennej. - Ponieważ tu mamy świadomy zamiar eksterminacji - tłumaczy mecenas.

Zszokowane wypowiedzią Niesiołowskiego są rodziny zamordowanych w Katyniu. - Według wicemarszałka, to nie było ludobójstwo, a według nas, było - mówi pani Witomiła Wołk-Jezierska, której Sowieci zabili ojca i sze­ściu kuzynów, pozostałą zaś część rodziny deportowali. Ubolewa nad tym, że wicemarszałek ma taki pogląd na tę sprawę.

Niewiele do powiedzenia w tej sprawie miał natomiast wczoraj sam Niesiołowski. - Nie chcę rozmawiać z "Naszym Dziennikiem" - uciął wicemarszałek.

Zbulwersowani postawą Stefana Niesiołowskiego w obliczu zbliżającej się 70. rocznicy agresji sowieckiej na Polskę są również parlamentarzyści opozycji. Według dr. Zbigniewa Girzyńskiego, posła PiS i historyka, wice­mar­sza­łek podważył oficjalną, od lat realizowaną, politykę państwa polskiego. - Ponieważ pan Niesiołowski najwyraźniej nie wie, to pragnę mu przypomnieć, że Polska od lat w oficjalnych dokumentach domaga się od Federacji Rosyjskiej uznania Katynia za ludobójstwo - wyjaśnia Girzyński. Przypomina, że postanowienie o wszczęciu śledztwa przez Instytut Pamięci Narodowej w sprawie uznania mordu w Katyniu za ludobójstwo zostało podjęte 30 listopada 2004 r., w czasie kiedy prezesem IPN był prof. Leon Kieres, obecny senator PO.

Posłowie Klubu Parlamentarnego Polska XXI na wczorajszej konferencji prasowej wezwali wicemarszałka, by podał się do dymisji. - Marszałek Niesiołowski dopuścił się aktu negacjonizmu w stosunku do zbrodni katyńskiej - powiedział Ludwik Dorn. - Zamknięciem tej sprawy jest jedno: dymisja - zasugerował. Zapowiedział jednocześnie, że jeśli wicemarszałek sam nie zdecyduje się na rezygnację ze stanowiska, to posłowie koła Polski XXI złożą wniosek o jego odwołanie.

Na skandaliczną wypowiedź wicemarszałka Sejmu na temat zbrodni katyńskiej zdecydowanie zareagował prezes PiS Jarosław Kaczyński. Wykazywał mianowicie, że Niesiołowski haniebnie się skompromitował - "przekroczył wszystkie granice nielojalności narodowej, co jest w naj­wyż­szym stopniu bulwersujące i niemożliwe do przyjęcia". Na konferencji prasowej Kaczyński wyraził opinię, że premier Federacji Rosyjskiej Władimir Putin buduje w Polsce cenzurę. - To, co pan Niesiołowski reprezentuje, to moskiewska cenzura. Polska ogłasza się państwem zależnym - mówił.

Szef PiS wytknął też Stefanowi Niesiołowskiemu, że w 2007 r. sam przy­go­to­wał uchwałę Senatu dotyczącą sowieckiej napaści na Polskę, w której podkreślono, że wraz z nią "rozpoczęła się sowiecka okupacja połowy Polski i ludobójstwo wobec obywateli polskich, którego najbardziej tragiczną częścią był Katyń, jako symbol mordu wobec wziętych do niewoli polskich oficerów (...)".

Argumentując, że nie wolno przyzwalać na "moskiewską cenzurę w Pol­sce", Klub Parlamentarny PiS domaga się odwołania Niesiołowskiego z funkcji wicemarszałka Sejmu i zapowiada, że poprze wniosek w tej sprawie.

Szef PiS tłumaczył, że jego ugrupowanie nie zgodzi się na kompromis co do uchwały potępiającej sowiecką agresję 17 września 1939 r., ponieważ SLD, PO i PSL nie chciały zgodzić się na słowo "ludobójstwo" w passusie o mordzie na polskich oficerach w Katyniu. Prawo i Sprawiedliwość domaga się też jasnego stwierdzenia, że współodpowiedzialność za wybuch II wojny światowej ponoszą tak Niemcy, jak i Rosja sowiecka, a także wystosowania apelu do polskich władz, żeby reagowały na wsze­l­kie próby fałszowania historii.

Inni parlamentarzyści dystansują się od wypowiedzi Niesiołowskiego. - Zbrodnia katyńska była ludobójstwem. Stwierdził to w czasie procesu norymberskiego Jurija Pokrowski, prokurator radziecki, który oskarżył właśnie o tego typu zbrodnię Niemców. Po czym zmienił zdanie, w sytuacji kiedy wykazano, że była to zbrodnia sowiecka - uważa Leon Kieres, senator PO. W jego opinii, wicemarszałek, wypowiadając się o Katyniu, przedstawił "swój punkt widzenia".

Również Franciszek Jerzy Stefaniuk, poseł PSL, nie zgadza się z wice­marszałkiem. - Myślę, że każdy mord był w pewnym sensie ludobójstwem. Nie chcemy dyskutować na ten temat, ponieważ ludobójstwo w czasie II wojny światowej było na każdym kroku: Katyń to było ludobójstwo i be­stia­l­skie mordy na Wołyniu również. Jest to w tej chwili kwestia stosunków między państwami i na tym zatrzymuje się próg pojęciowy - stwierdza Jerzy Stefaniuk.

Niesiołowski również ostro atakuje Kościół Katolicki w Polsce!!!

Kościół broni zasad wiary? Niesiołowski wie lepiej: trwa wojna domowa. I w tej wojnie Kościół stoi po stronie kłamstwa i nienawiści!

W ocenie posła PO duchowni krytykują ustawę o in vitro z racji „ciasnego umysłu”.

Nie znam mentalnie Aba Dzięgi, czy Dydycza. To są ludzie przerażająco ciaśni, ciasne umysły. Dziwisz? **Jak Dziwisz pochował Lecha Ka­czyń­skie­go na Wawelu, to dla mnie wymawianie nazwiska Dziwisz przychodzi z trudnością. Czuję do niego wstręt za to co zrobił. Natomiast występy główne to zdaje się były biskupa Dzięgi.

Dodał, że Kościół bierze udział w wojnie domowej.

W Polsce trwa brutalna zimna wojna domowa. I w tej wojnie Kościół, w znacznej mierze, stoi brutalnie po stronie kłamstwa i nienawiści. I tę nienawiść i kłamstwo głosi. Są biskupi, księża, którzy zamieniają swoje kościoły w punkty agitacyjne PiS-u, w propagandę smoleńskiego kła­m­stwa, bredni. Ta fala nienawiści wygrała z Bronisławem Komorowskim, on nie przegrał z żadną genialną strategią Dudy, nie wygrał z żadnym pro­gra­mem PiS-u, nie ma takiego programu. Komorowski przegrał z falą, furią nienawiści, w której w dużym stopniu brał udział Kościół. To jest zasadnicze pytanie, na które odpowiedzi nie znam: dlaczego Dzięga mówi takie brednie, dlaczego Dydycz kłamie, dlaczego Rydzyk bez przerwy ustawicznie znieważa przyzwoitych ludzi? Dlaczego Kościół przy­kła­dał rękę do niszczenia wielkiego patrioty i człowieka głęboko wie­rzącego, co zaświadczył swoim życiem Bronisław Komorowski? Nie wiem tego.

Trzeba być albo głupim, albo podłym, żeby zmuszać kobietę do rodzenia dziecka w sytuacji, w której zagraża to jej życiu. Tak samo jest z sytuacją, kiedy nakazuje się rodzenie ciężko upośledzonego dziecka, "dziecka Chazana". Trzeba nie mieć sumienia, żeby to robić! Kościół po raz kolejny zapisuje czarny rozdział w swojej historii. Poprzednio znaczna część biskupów popierała targowicę. To jest skandal, żeby biskupi chcieli zmuszać do tego kobiety. To coś nieprawdopodobnego! Szczególnie obłudne jest twierdzenie o otoczeniu troską kobiet, które nie mogą dokonać aborcji. Rozumiem, że chodzi o organizowanie uroczystych pogrzebów kobiet, które umrą w wyniku donoszenia ciąży prowadzącej do śmierci.

Stefan Niesiołowski ostro też atakuje i wyśmiewa katastrofę smoleńską z 2010 roku.

Gośćmi programu „Kropka nad i” (TVN24) byli Zbigniew Ziobro (Solidarna Polska) i Stefan Niesiołowski (Platforma Obywatelska). Dyskusja dotyczyła głównie podpisania przez prezydenta Bronisława Komorowskiego ustawy o ratyfikacji konwencji przemocowej i katastrofy smoleńskiej.

Stefan Niesiołowski przystąpił do ostrej krytyki hierarchów, którzy w swoich homiliach odnieśli się do sprawy katastrofy smoleńskiej i zwró­ci­li uwagę na kiepski stan państwa polskiego.

Abp łódzki Jędraszewski skompromitował się w taki sposób, że to trudno powiedzieć, czy można bardziej. (…) Czy abp Jędraszewski daje świadectwo prawdzie? Biskup który kłamie?! (…) To czarna karta Kościoła. Kościół nie może kłamać! Biskupi i księża, którzy kłamią powinni odejść, przejść do PiS-u i prowadzić agitację.
— grzmiał Niesiołowski.

Następnie goście „Kropki nad i” skupili się na kwestiach badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. A przynajmniej jeden gość…

Śledztwo ws. smoleńska została skompromitowane przez Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego, ponieważ oddali śledztwo Rosji, Putina do którego chyba i pani nie ma zaufania. (…) Tusk mówił o Putinie, że to nasz człowiek w Moskwie. (…) Wiem jedno, ws. Smoleńska jest potrzebne niezależne śledztwo
— zaznaczył Ziobro.

Sprawa katastrofy jest wyjaśniona, zamknięta
— zagrzmiał Niesiołowski.

Gdy Monika Olejnik zwróciła uwagę, że jednak nie jest, Niesiołowski odpowiedział:

W tym sensie jest wyjaśniona, że wykluczono zamach. Teoria zamachu nie istnieje. Jeśli ktoś mówi, że trzeba zbadać wszystkie hipotezy, to mówi językiem Macierewicza i Kaczyńskiego
— stwierdził polityk PO.

Okazuje się, że na Stefanie Niesiołowski wrażenia nie robi również wrażenia fakt, że bardzo wielu Polaków uważa, że 10 kwietnia 2010 roku doszło do zamachu.

To wina Kościoła, kłamstw, które szerzy Kościół! To wina nieudolnej prokuratury, pisowskich szczujni i to też przekonanie społeczeństwa karmionego pisowską propagandą!
— grzmiał Niesiołowski.


Stefan Niesiołowski - Marszałek Sejmu RP - Czyli ludzie PO



 


 

wtorek, 31 marca 2026

                           TUZY ELITY

                                                       Leszek Moczulski

 

Leszek Moczulski (ur. 7 czerwca 1930 w Warszawie) – dziennikarz, publicysta, polityk, historyk i geopolityk, doktor ha­bi­li­to­wa­ny nauk humanistycznych, prze­ci­w­nik lustracji.
Tajny agent SB – TW Lech.
 

Działacz opozycji w okresie PRL, wie­lo­kro­tnie aresztowany, łącznie przez około sześć lat więziony w tym okresie z przy­czyn politycznych. Współzałożyciel Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, za­ło­ży­ciel i wieloletni przywódca Konfederacji Polski Niepodległej. Kandydat w wyborach prezydenckich w 1990, poseł na Sejm I i II kadencji.

Leszek Moczulski, właściwie Robert Leszek Moczulski (ur. 7 czerwca 1930r. w Warszawie). Działacz opozycji w okresie PRL, wielokrotnie aresztowany, łącznie przez około sześć lat więziony w tym okresie z przyczyn politycznych.

We wrześniu 1979 roku założył Konfederację Polski Niepodległej, którą kierował w okresie PRL i następnie w III RP przez ponad 20 lat. W lutym 1980 był jedną z ośmiu osób, które KPN bez powodzenia usiłowała zarejestrować jako kandydatów w wyborach do Sejmu PRL.

W 1990 wystartował w wyborach prezydenckich. Zajął ostatnie, 6. miejsce, zdobywając 411 516 głosów, czyli 2,50%. W latach 1991–1997 sprawował mandat posła na Sejm I i II kadencji. W 1992 został umieszczony na tzw. liście Macierewicza. Po uchwaleniu ustawy lustracyjnej w 1999 jako pierwszy w Polsce złożył wniosek do sądu o tzw. autolustrację. W 2005 sąd lustracyjny I instancji stwierdził, że Leszek Moczulski w latach 1969–1977 jednak był Tajnym Współpracownikiem SB i otrzymywał za to wy­na­gro­dzenie.

W 2005 obronił na Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku pracę doktorską pt. Geopolityka. Dzieje myśli i stan obecny dyscypliny, której promotorem był prof. Bronisław Geremek.

Przy okazji publikacji „Uchwały Krajowego Prowodu OUN" z 22 VI 1990 r. wyszła na jaw antypolska postawa Konfederacji Polski Niepodległej (KPN). Chodzi o akceptację rewindykacji obecnych wschodnich granic RP na korzyść Ukrainy! Co tu się zresztą dziwić, skoro jej wódz Leszek Moczulski był w czasach PRL-u Tajnym Współpracownikiem SB. Sprawa znana od lat, dlatego publikujemy tylko najważniejsze dokumenty z jego esbeckich teczek, a są ich setki. PRL-owski komunistyczny reżim po wymordowaniu narodowych elit w czasach stalinowskich miał pod pełną kontrolą wszystkie pojawiające się opozycyjne grupy. Jedne skutecznie rozbijał, a pozostałe trzymał pod pełną kontrolą, jak właśnie KPN. Względną niezależnością od reżimu cieszył się jedynie KOR, kiełkujący w latach 60-tych ub.w. na bazie pogrobowców żydo-stalinowskich. Był on jednak postrzegany jako lewacka siła polityczna, z którą wcześniej czy później można się będzie dogadać w temacie podziału władzy i zapewnieniu bezkarności oraz niedopuszczeniu do dekomunizacji i lustracji, co też się stało w wyniku obrad Okrągłego Stołu.


[Leszek Moczulski]
Przedtem pracował kolejno w redakcjach jako dziennikarz w „Trybunie Ludu"
- „Życiu Warszawy"
- tyg. „Wieś"
- „Dookoła Świata" - (1955-1957 r.)
Oraz w wydawnictwie Książka i Wiedza.

Studia ukończył w 1950 r. na Wydziale Prawa UW. Obecnie robi doktorat na UW w Instytucie Historycznym.
Moczulski w niedawnym okresie czasu wydał książkę pt. „Polityka w (nieczytelne)" dotyczącą Bundeswehry NRF i tego i z tego tytułu był sprawdzany przez szefostwo WSW, czy materiałów do tej książki nie uzyskał za granicą.
Moczulski miał być za granica w Zw. Radzieckim i na Węgrzech (w Wydziale Paszportów KSMO nie figuruje).

Ins. Wydziału III KSMO
Por. M. Kijowski
(źródło: IPN BU 2420/2, t. 1)


Warszawa, dnia 28.11.1969 r.

 

     

Tajne spec. znaczenia
Egz. Nr 1

CHARAKTERYSTYKA
Tajnego Współpracownika ps. „Lech"
nr rej. 4750

TW „Lech", płeć męska, ur. W 1930 r. w War­szawie, poch. społ. interlig. prac. wykszt. wyższe prawnicze, pracuje jako dziennikarz w redakcji „Stolica" /kier. działu hist./ roz­wie­dzio­ny, zam. Warszawa.

Wymieniony pozyskany został do współpracy 30.08.69 r. na zasadzie dobrowolności - do sprawy krypt. „Bar" nr rej. 970. Dotychczas odbyto z nim 7 spotkań. Podaje informacje charakteryzujące środowisko dziennikarskie, które znane jest mu z racji pełnionego zwodu. Z własnej inicjatywy podał informację o osobie znajdującej się w zainteresowaniu MSW. Informacji o figurancie dotychczas nie udzielił.

Podane przez niego dotychczas informacje polegają na prawdzie, sprawdzone zostały z informacjami uzyskanymi z innych źródeł oraz przez wykorzystanie środków pomocy Biura „T".

TW „Lech" do współpracy z organami bezpieczeństwa jest chętny. Dotychczas udzielane przez niego informacje nie wymagały wykonywania przez niego zadań, które by absorbowały go czasowo. Obecnie TW „Lech" otrzymał zadanie w stosunku do figuranta, które będzie wymagać z jego strony zaangażowania się czasowo.

TW „Lech" w przeszłości w 1966 r. udzielił kilkakrotnie informacji dla pracownika Grupy „Zagubiony" przy MSW, co było związane bezpośrednio z artykułem w prasie opublikowanym przez TW „Lech". Informacji tych udzielił chętnie.

Mimo wyrażonej chęci udzieleni pomocy organom bezpieczeństwa TW „Lech" nie pisze dotychczas osobiście przez siebie informacji, co może być powodem ostrożności w wiązaniu się z naszym aparatem. Na spotkania czasem się spóźnia oraz często odwołuje - jest to związane z nieunormowanym trybem pracy TW „Lech" i załatwianiem przez niego dużej liczby interesów.

Wynagradzany materialnie dotychczas nie był.

TW „Lech" od 1948 r. pracuje jako dziennikarz, pracował przedtem w „Trybunie Ludu", „Życiu Warszawy", „Dookoła Świata" i lektor prasy KW PZPR /organizacja gazetek zakładowych/. W okresie studiów na UW był czł. PZPR - 1951 r. został usunięty zarzekamy nacjonalizm. Do obecnego ustroju PRL jest ustosunkowany pozytywnie, patriotycznie.

W 1957 r. miał sprawę sądową, w której był oskarżony o dostarczanie informacji prasowych stanowiących tajemnicę państwową - dziennikarzowi Wołowskiemu Aleksandrowi, który to informacje te wykorzystał w paryskim tygodniku „Paris Match" będąc nieoficjalnym korespondentem tego pisma. Wyroku nie otrzymał.

TW „Lech" opublikował pracę na temat remilitaryzacji NRF. Obecnie zajmuje się historią kampanii 1939 r. Z tego powodu w środowisku dziennikarskim i kombatanckim uważany jest za patriotę. W artykułach prasowych unika gloryfikowania działalności b. org. AK, a uwypukla tradycje rewolucyjne Warszawy.

TW „Lech" posiadał łatwość nawiązywania kontaktów, formułuje swoje uwagi zrozumiale i w przystępny sposób, posiada bardzo dużo kontaktów w środowisku kombatanckim. Wśród osób, z którymi się styka, ma zaufanie - co może pozwalać mu na odzyskiwanie informacji o wrogiej działalności. Kontaktów poza granicami PRL nie posiada - i nie ma obecnie perspektyw na to aby można go było w tym kierunku wykorzystać.

W dalszym ciągu wykorzystywany będzie do sprawy krypt. „Bar" i śro­do­wi­ska dziennikarskiego. TW „Lech" rozszedł się niedawno /jesień br./ z żoną, ma z jej strony w dalszym ciągu pretensje natury finansowej, uzyskał sądownie rozwód, ale sprawa dot. roszczeń materialnych znajduje się aktualnie w sądzie.

Inspektor Wydziału III
/-/ por. M. Kijowski
(źródło: IPN BU 2420/2, t. 1)


Warszawa, dnia 24 X 1969 r.

Źródło: „Lech"
Przyjął: M. Kijowski
Miejsce - Hotel
Godzina: 16.00
Tajne
Egz. pojedynczy

DONIESIENIE
/spisane ze słów/

REDAKCJA „STOLICA"

1/ Leszek Wysznacki - Naczelny Redaktor, członek PPR - od 1943 r. Obec­nie członek PZPR.

W okresie okupacji był pod Krakowem, potem w Ostrowcu Świętokrzyskim. Po wojnie pracował w 1951-1954 w KC - Biuro Prasy. Potem był Naczelnym Redaktorem „Expressu Wieczornego" - w latach 1954-1958.

W 1958 r. „Express" był główną tubą „grupy puławskiej" - ale sam Wysznacki nie zdawał sobie z tego sprawy, ponieważ za niego robili tę robotę inni jak: Tomasz Atkins /wyjechał nielegalnie z Polski - jest - prawdopodobnie w USA, miał kłopoty z b. MBP i w latach 1956-1957 był częstym gościem amb. Izraela - ale po cichu/. Jego bliski przyjaciel i to Żyd z Białegostoku, który był korespondentem N. Jork Taimsa /chodzi o Atkinsa/. Drugim wtedy był Krasuski Ludwik. Obecnie jest dziennikarzem w „Trybunie Ludu". Atkins pierwszy rozpoczął w „Expressie", w niepodpisanej notatce - atak na Piaseckiego. Związane to było z artykułem Piaseckiego „Instynkt Państwowy". Wtedy poważny wpływ wywierał na kierunek polityczny „Expressu Wieczornego" Holland, który popełnił samobójstwo w trakcie aresztowania go przez funk. MSW.

W czasie rozdźwięków w „Expresie" do których dochodziło na tle różnic politycz. zwolennicy grupy „Puławskiej" pozbyli się Wysznackiego z „Expressu" i na jego miejsce przyszedł Bielski. Było to mniej więcej w roku 1958. Wpłynęło to na zapoczątkowanie procesu przemian ideowych u Wysznackiego i gdzieś w okresie 1958-1962 doszedł on do wniosku, że grupa „Puławska" zwłaszcza Zambrowski nie szczerze głosili program demokratyzacji.

Przeobrażenia ideowe doprowadziły, że odrzucił on kosmopolityzm grupy „Puławskiej" i stanął na pozycjach socjalistycznych i patriotycznych. Nie później niż od roku 1961/62 Wysznacki i redagowana przez niego gazeta, jako jedna z pierwszych zaczęła prostować program socja­li­sty­cz­no­patriotyczny i walczyć z kosmopolityzmem, z postawami nieza­an­ga­żo­wa­ny­mi, popularyzowanie postępowych treści walki wyzwoleńczej ostatniej wojny, a zwłaszcza GL, AL.

Wszystko to sprowadziło na „Stolicę" ataki innych gazet, a zwłaszcza „Przeglądu Kulturalnego", a sam Wysznacki został prawie całkowicie potępiony w środowisku dziennikarskim, jako „stalinowiec" antysemita. Wysznacki ulega często wpływom innych - w tej chwili wpływom własnej żony, o poglądach raczej nacjonalistycznych ale także socjalistycznych - która pełni obowiązki z-cy Naczelnego /faktycznie Naczelnego/ w tyg. „Przyjaciółka". W połowie lat 60-tych przyjaźnił się z Kłosiewiczem, Rumińskim - ale ostatnio kontakty te są osłabione.

2/ Marek Sadzewicz
Popularna postać w „Stolicy" - przedwojenny dziennikarz - /"Gazeta Polska" - organ Sanacji/. Podczas wojny w oflagu. Po wojnie w tygodniku „Tydzień", w „Kurierze Codziennym" /organ SD/, a od 1954 r. w „Stolicy".

W latach 50-tych odgrywał w „Stolicy" ważna rolę - miał duży wpływ na redagowanie pisma - gazetę wtedy prowadziły 3 osoby: Kobielski Dobrosław /był wtedy Naczelnym - obecnie „Perspektywy"/, Władysław Bartoszewski - który uchodził za jedną z czołowych postaci w środowisku akowskim w Warszawie i jest związany z „Tygodnikiem Powszechnym" i trzecią był właśnie Sadzewicz.

Podejrzewam, że wtedy ze środowiska tych 2 osób Bartoszewski lub Sadzewicz mogli mieć kontakty ze swoimi dawnymi znajomymi, którzy już wtedy byli i są w „Wolnej Europie". Ma to być ktoś z dawnej „Gazety Polskiej".

Natomiast w latach 60-tych Sadzewicz się rozpił, i w tej chwili jest pracownikiem oczekującym emerytury - ma zrujnowane zdrowie przez alkohol. Ma ograniczoną ilość znajomych, którymi się spotyka w kawiarni, ze środowisk przedwojennych dziennikarzy, literackich, naukowych. Jak np. Szwed - Szaniawski - emerytowany pułkownik. Zbrożek - dziennikarz z przed 1939 r. Przychodzą do niego niewiasty w starszym wieku w dużych ilościach.

Na spotkaniach autorskich - często przemawia będąc pod wpływem alkoholu i czasami od rzeczy.
Od kilku lat nie zdradza zainteresowania polityką.

Odnośnie poglądów politycznych - zwolennikiem obecnego ustroju nie jest ale się pogodził z obecnym stanem rzeczy. Wydal sporo książek, głównie o tematyce wojennej. Żona jego nie pracuje, mają adoptowaną córkę.

3/ Iwona Jacyna
Na przełomie lat 1940-1950, gdy pracowała w „Rolniku Polskim" uchodziła za zaufana osobę Ireny Grosz. Red. Naczelnego w owym czasie, żony Wiktora Grosza /nie żyje/, który był razem z żoną blisko związany z Ber­ma­nem i Radkiewiczem.

Potem pracowała /Jacyna/ w prasie dla wsi. Ostatnio w „Chłopskiej Drodze".

Przyjęta została do „Stolicy" z własnym etatem, staraniem Grzybowskiego Edmunda z-cy Naczelnego, oraz podobno Róg-Swiostka, Nacz. „Chłopskiej Drogi", który chciał się jej pozbyć z redakcji oraz tow. Adamiaka wówczas z-cy Kier. Biura Prasy KC.

Wysznacki przyjął ją pod warunkiem, że nie będzie przychodziła do Redakcji, a tylko przesyłała artykuły. Trwało to jakiś czas, a potem również staraniem Edmunda Grzybowskiego, zaczęła normalnie pracować.

Kilkakroć w rozmowach towarzyskich w redakcji dała do zrozumienia, że jej nie odpowiada linia ideowa pisma. W marcu 1968 r. jawnie ostro wystąpiła przeciwko rezolucji na zebraniu redakcyjnym, o potępienie sprawców „zajść marcowych" skrytykował linię pisma, która była jednoznaczna.

W okresie agresji Izraela na ZRA Jacyna była jedyną osobą w redakcji, która jawnie opowiadała się po stronie Izraela. Jest rozwódką, żyje z jakimś mężczyzną - mieszkają razem na Ochocie. Jej prywatne kontakty są troskliwie chronione przed współpracownikami redakcji.

Wpływu na linię pisma nie ma żadnego. Pisze materiały popularno-naukowe, obojętne politycznie. Wysznacki nie ma do niej zaufania. Jedyną osobą w redakcji, z którą utrzymuje bliższe stosunki i przez kogo jest forsowana - to jest Edmund Grzybowski. Przypuszczam, że ta przyjaźń spowodowana jest faktem, że E. Grzybowski i Jacyna przez parę lat razem pracowali w „Chłopskiej Drodze" a Grzybowski obawia się aby nie został z redakcji usunięty i może ją wykorzystać jako swoją osobę zaufaną wśród prac. Redakcji. Członek PZPR.

4/ Bogdan Juchniewicz
Nie pracuje w „Stolicy" - jest obecnie archiwistą „Życia Warszawy". Utrzymuje dość bliskie stosunki z archiwistką „Stolicy" - Franciszką Gryką. Ponadto kiedyś razem z Gryką F. współpracowali przy przeprowadzaniu ankiet socjologicznych. Zewnętrznie jego związki Gryką są zawodowe - to znaczy dot.: współpracy archiwum, ale wg pogłosek łączy ich jakiś romans.

Juchniewicz podobno rozwodzi się z żoną z którą ma mieć dwoje dzieci. Łączą go jakieś nieznanego mi charakteru związki z Dobrosławem Kobielskim - Naczelnym „Perspektyw".

5/ Edmund Grzybowski
Z-ca Naczelnego w „Stolicy". Przed 1939 r. był dziennikarzem w „Kurierze Popularnym". Miał bogatego ojca - jakiś bankowiec. Od 1944-45 w PPR - potem w PZPR. Naczelnik Wydziału Prasy w Urzędzie Wojewódzkim w Szczecinie /w 1945 r./ wówczas b. liski znajomy Berkowicza, ówczesnego wojewody szczecińskiego, przyjaciela Radkiewicza. Dziś nie chwali się tą znajomością, ale ona chyba trwa. Potem z-ca Naczelnego Red. „Sztandaru Ludu" w Lublinie, skąd odszedł wskutek jednego skandalu związanego z kobietami. Następnie Sekretarz Red. „:Chłopskiej Drogi" - od 1965 r. z-ca Naczelnego „Stolicy". Jawnie i głośno opowiada się za obecną linią „Stolicy" choć na pewno robi to z przyczyn oportunistycznych. Lubi konne wyścigi. Powściągliwy w swym zachowaniu, spokojny w samej rzeczy - tchórz.
Jego przyjacielem - jest Adamiak obecny v-ce Prezes Radia, z-ca Sokorskiego.

6/ Leszek Moczulski
Kierownik Działu Historycznego. W latach 40-stych - członek ZWM i PPR m.in. po. kier. wydz. Propagandy KM PPR w Gdyni w 1948 r. W 1951 r. usunięty z PZPR za rzekomy nacjonalizm czyli tzw. „gomułkowszczyznę". Dziennikarz od 1948 roku - „Trybuna Ludu", „Życie Warszawy", „Dookoła Świata". Sektor prasy KW-wskiego PZPR /organizacja gazet zakładowych/.

Od 1961 w „Stolicy". Przyczyniła się do gruntownej zmiany profilu materiałów historycznych „Stolicy" eliminując znacznie natłok materiałów glory6fikujących AK /co konsekwentnie czynił jego poprzednik - Bartoszewski/ wprowadzając na to miejsce przede wszystkim po­pu­la­ry­za­cję z wojny 1939 r. - GL i AL., oraz tradycji rewolucyjnych i robotniczych Warszawy. Uchodził za człowieka, który wywarł dość istotny wpływ na przekształcenie profilu programowego „Stolicy" w pierwszej połowie lat 60-tych. W redakcji jest lubiany, jakkolwiek uważany jest za pracownika niezbyt słownego, który „nawala" terminy.

Odwiedza go duża ilość ludzi ze sfer kombatanckich, co związane jest z prowadzonym przez niego działem.

„Lech"

Zadane:
Dotyczy przygotowania przez niego charakterystyki pozostałych pra­co­w­ni­ków redakcji „Stolica".

Uwagi:
Spotkanie z TW „Lech" odbyłem w hotelu. TW „Lech" na spotkanie nie przyniósł przygotowanego przez siebie materiału tłumacząc się brakiem czasu na przygotowanie tego w domu. Na spotkanie zarezerwował sobie trzy godziny czasu w celu podyktowania przez siebie charakterystyki osób ze środowiska dziennikarskiego. Osobiście pisać nie chciał, tłumacząc się tym, że pisze wolno i zawsze na maszynie.

Podyktowany przez siebie materiał podpisał ps. „Lech" - ale literami drukowanymi. Powyższe świadczy o tym, że wymieniony nie jest szczery w stosunku do naszych organów. W ostatnim okresie czasu TW „Lech" faktycznie był zaabsorbowany procesem rozwodowym ze swą żoną i jej roszczeniami finansowymi, oraz faktem przebywania od 1 września w szpitalu swej matki, której stan był ciężki - obecnie przebywa w szpitalu w dalszym ciągu.

Po przyjęciu od TW „Lech" charakterystyki znanych mu osób ze środowiska dziennikarskiego - przystąpić do wyjaśnienia jego powiązań z fig. Sprawy „Bar".

W dalszym postępowaniu z TW „Lechem" dążyć do tego, aby przygotowywał na spotkania materiał opracowany przez siebie.

Na następnym spotkaniu - pobrać od niego zobowiązanie o współpracy. Skorzystać również z propozycji TW „Lech" dot.: odbywania spotkań u niego w mieszkaniu, lub w mieszkaniu jego siostry.

Inspektor Wydziału III-go
/-/ por. M. Kijowski
(źródło: IPN BU 2420/2, t. 1)

 


4 czerwca 1992 r. Noc teczek. Odwołanie rządu Jana Olszewskiego

4 czerwca do sejmu trafił błyskawicznie wniosek Lecha Wałęsy o odwołanie premiera Olszewskiego. Znalazł poparcie opozycji, i tej o korzeniach solidarnościowych, i postkomunistów. Nocna narada w sejmowym gabinecie Lecha Wałęsy nad szansami na odwołanie rządu została pokazana w dokumentalnym filmie Jacka Kurskiego:

"Tusk: - Jak SLD nie skrewi, to przejdzie. A jak nie przejdzie...
Moczulski: - To wtedy przecież pan Waldek nie będzie się upierał, prawda?
Tusk: - Panowie, policzmy głosy - KPN, SLD, mała koalicja.
Moczulski: - Jeśli lewica wstrzyma się od głosowania, to nam wystarczy.
Tusk: - Według mojej wiedzy i wszystkich chyba tu obecnych SLD nie wstrzyma się, tylko będzie głosować za odwołaniem."

W nocnym głosowaniu, po północy 5 czerwca 1992, gabinet Jana Olszewskiego został odwołany: 273 posłów głosowało za (m.in. UD, KLD, SLD, KPN, PSL) przy 119 przeciw (m.in. ZChN, PC, NSZZ "Solidarność") i 33 wstrzymujących się.

Następnego dnia prezydent Lech Wałęsa desygnował na szefa rządu prezesa PSL Waldemara Pawlaka, który został nowym premierem.

 

Nocna Zmiana czyli Lewy Czerwcowy - Upadek Rządu Olszewskiego  1992

W kampanii prezydenckiej wspierał ochoczo Bronisława Ko­mo­ro­w­skie­go. Tymczasem IPN w 2015 roku ponownie wnioskował o uznanie go za kłamcę lustracyjnego, który zatajał swoją współpracę z SB. Niejasna przeszłość Moczulskiego najwyraźniej nie przeszkadza działaczom Komitetu Obrony Demokracji, bowiem ochoczo przyjęli go pod swoje sztandary.

W maju 2015 roku ruszył drugi już proces autolustracyjny Leszka Moczulskiego. IPN wnioskował o uznanie go za kłamcę lustracyjnego zatajającego współpracę z SB jako TW Lech. Wtedy nie przeszkodziło to sztabowi Komorowskiego we włączeniu byłego polityka KPN do komitetu honorowego kandydata PO na prezydenta. Teraz najwyraźniej żadnych problemów nie widzi w tym Komitet Obrony Demokracji. Moczulskiego można zobaczyć obecnie właśnie pod sztandarem KOD.

 


 

LESZEK MOCZULSKI - TW SB

Leszek Moczulski został KODziarzem.

Leszek Moczulski był agentem SB

Noc Konfidentów

Leszek Moczulski - człowiek który obalił rząd Olszewskiego - agentem SB wg SN

4 czerwca 1992 r. Noc teczek. Odwołanie rządu Jana Olszewskiego.

Prezes IPN: obalenie rządu Jana Olszewskiego wstrzymało proces lustracji


                                                            www.yelita.pl

poniedziałek, 30 marca 2026

                           TUZY ELITY

                             Adam Michnik (Aaron Szechter)

 

Koncesjonowany przez SB i PZPR "opozycjonista" i komunista Adam Michnik - Aaron Szechter i jego szef gen. Służby Bezpieczenstwa Czesław Kiszczak

 

Adam Michnik [Aaron Szechter] (ur. 17 października 1946 w Warszawie) – historyk, eseista i publicysta kosmopolityczny, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej". Mulimilioner który zbił fortunę na tzw. koncesjonowanej opozycji demokratycznej w PRL, nieoficjalnie Naczelny Cenzor III RP.

W latach 1968–1989 jeden z głównych organizatorów nielegalnej, tzw. demokratycznej opozycji w PRL, poseł na Sejm X kadencji.

Pochodzi z rodziny przed­wojennych działaczy żydowskich i komunistycznych, jest synem Ozjasza Szechtera i Heleny Michnik. Ma dwóch przyrodnich braci: Stefana Michnika i nieżyjącego już Jerzego.

Jego ojciec Ozjasz Szechter był komunistą i aktywistą nielegalnej KPZU, Brał udział w operacji szpiegowskiej NKWD przeciw Polsce pod kryptonimem Koń Trojański (w Obszarze C - Zachodnim).Został za to aresztowany i skazany w tzw. procesie łuckim w 1934.(nazwa wzięła się od miejscowości Łuck) za zdradę Polski.

Helena Michnik to działaczka Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej "Życie", współorganizatorka komunistycznej organizacji pionierskiej w Polsce. Po wojnie nauczycielka historii i autorka stalinowskich podręczników szkolnych.

Stefan Michnik, brat Adama Michnika to kapitan Ludowego Wojska Polskiego, sędzia, adwokat. Był również informatorem i rezydentem Informacji Wojskowej, sądowy morderca. W 1950 r. został płatnym, dobrowolnym tajnym informatorem służby bezpieczeństwa o pseudonimie "Kazimierczak". Wkrótce awansował na rezydenta Informacji Wojskowej w Jeleniej Górze. W latach 1951-1953, był przewodniczącym składów sędziowskich orzekających często karę śmierci na żołnierzach podziemia antykomunistycznego, wywodzących się z dawnych oddziałów AK, BCh i NSZ.

W szkole podstawowej był aktywnym członkiem Hufca Walterowskiego ZHP, prowadzonego przez Jacka Kuronia. Organizacja miała na celu stworzenie w Polsce drużyn młodzieżowych na wzór radzieckiej Organizacji Pionierskiej imienia W. I. Lenina. Dzieci i młodzież w hufcu walterowskim została odcięta od tradycji przedwojennego harcerstwa i skautingu.

W 1962 założył wraz z kolegami, a za namową Jana Józefa Lipskiego i pod protekcją Adama Schaffa, dyskusyjny Klub Poszukiwaczy Sprzeczności. Rozczarowani rzeczywistością PRL młodzi ludzie dyskutowali w jego ramach nad sposobami jej naprawy, czytywali i analizowali klasyczne teksty ale tylko lewicowych myślicieli.

W 1964 rozpoczął studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Już rok później został zawieszony w prawach studenta za rozpowszechnianie wśród kolegów listu otwartego do członków PZPR autorstwa Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, w którym autorzy wzywali do rozpoczęcia naprawy systemu politycznego w Polsce.

W marcu 1968 został ostatecznie relegowany z uczelni za aktywny udział w tzw. wydarzeniach marcowych, tj. protestach studentów i środowiska akademickiego, zapoczątkowanego zdjęciem przez cenzurę inscenizacji Dziadów Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka ze sceny Teatru Narodowego

W połowie lat 70. pozwolono mu kontynuować studia, które ukończył eksternistycznie na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – promotorem magisterium był prof. Lech Trzeciakowski a recenzentem – prof. Jerzy Topolski.

Pracował przez dwa lata na stanowisku spawacza w Zakładach Wytwórczych Lamp Elektrycznych i Rtęciowych im. Róży Luksemburg a następnie, z rekomendacji Jacka Kuronia, został osobistym sekretarzem Antoniego Słonimskiego.

W latach 1976–1977 przebywał w Paryżu, po powrocie do Polski włączył się w działalność istniejącego już od kilku miesięcy Komitetu Obrony Robotników zwanego „różowym salonem” ze względu na przyjacielskie stosunki panujące pomiędzy częścią działaczy KOR a komunistami z aparatu represji PRL.

W latach 1977–1989 był redaktorem lub współpracownikiem niezależnych pism wychodzących w tzw. drugim obiegu, tj. "Biuletyn Informacyjny", "Zapis", "Krytyka" oraz członkiem kierownictwa największej podziemnej oficyny wydawniczej: NOWa. W okresie 1980–1981 był doradcą struktur Regionu Mazowsze NSZZ "Solidarność" i Komisji Hutników "Solidarności.

W stanie wojennym, w grudniu 1981 został najpierw internowany, a następnie postawiony w stan oskarżenia i osadzony w areszcie pod zarzutem "próby obalenia ustroju socjalistycznego". Ostatecznie na mocy amnestii jego sprawa została umorzona, co spowodowało jego zwolnienie.

W 1988 został doradcą nieformalnego Komitetu Koordynacyjnego Lecha Wałęsy, a następnie członkiem Komitetu Obywatelskiego. Uczestniczył aktywnie w przygotowaniach, negocjacjach wstępnych, a następnie obradach Okrągłego Stołu w 1989.

Po Okrągłym Stole otrzymał od Lecha Wałęsy misję zorganizowania dużej, ogólnopolskiej gazety codziennej, mającej być "organem" Komitetu Obywatelskiego przed zbliżającymi się wyborami. Gazeta ta w ramach uzgodnień okrągłostołowych została nazwana "Gazetą Wyborczą" "Solidarność", gdyż miała funkcjonować tylko do końca wyborów do Sejmu w 1989. Po zorganizowaniu tej gazety głównie na bazie zespołu dziennikarskiego nielegalnego "Biuletynu Informacyjnego" i "Tygodnika Mazowsze", Adam Michnik został jej redaktorem naczelnym. W połowie 1990 Lech Wałęsa usiłował bezskutecznie odwołać go z tej funkcji, a Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność" odebrała pismu prawo posługiwania się znakiem związku. Zakończyło się to przejęciem całego majątku gazety przez Michnika i jego klikę, przywłaszczając sobie to co dane zostało całemu społeczeństwu. Michnik dzięki temu zdobył ogromne pieniądze których nigdy pracując by nie zarobił i a co najważniejsze władzę medialną w Polsce która pozwoliła mu manipulować społeczeństwem, niszczyć niewygodnych mu ludzi, zatajać prawdę oraz manipulować historią i polityką na użytek jemu oddanych elit. Działanie te powszechnie znane są pod nazwą – Michnikowszczyzna.

Pomiędzy 12 kwietnia a 27 czerwca 1990 wraz z trzema innymi osobami (historykami Andrzejem Ajnenkielem i Jerzym Holzerem oraz dyrektorem Archiwum Akt Nowych Bogdanem Krollem) uzyskał dostęp do wybranej części archiwów MSW. Grupa ta uzyskała potoczną nazwę "Komisja Michnika" i została powołana z inicjatywy Henryka Samsonowicza. Wynikiem trzymiesięcznych prac był krótki raport, stwierdzający niekompletność archiwów bez wskazywania kto jej zrobił. Dostęp w tym czasie do tych akt miała tylko Komisja Michnika.

Zarówno jako poseł, jak i redaktor "Gazety Wyborczej", aktywnie wspierał rząd Tadeusza Mazowieckiego, jak też jego kandydaturę przeciw Lechowi Wałęsie w wyborach prezydenckich w 1990. Przed drugą turą opowiedział się po stronie lidera NSZZ "S" przeciwko kandydaturze Stanisława Tymińskiego.

Pod jego rządami "Gazeta Wyborcza" została przekształcona w najbardziej poczytną i wpływową gazetę codzienną w Polsce. Na bazie majątku tej gazety powstała spółka Agora S.A., która stała się jednym z największych koncernów medialnych w Polsce, dysponując m.in. kilkunastoma tytułami miesięczników, portalem internetowym gazeta.pl, agencją reklamy zewnętrznej AMS oraz udziałami w kilkunastu stacjach radiowych.

Od momentu pojawienia się określenia "gruba linia" w exposé Tadeusza Mazowieckiego z września 1989, jest jego zwolennikiem. „Grubą kreska" to symbol niechęci wobec historycznych rozliczeń, lustracji i dekomunizacji oraz akceptacji wobec funkcjonowania środowisk postkomunistycznych w polskiej polityce oraz gospodarce.

3 lutego 2001 udzielił głośnego wywiadu Pożegnanie z bronią. Adam Michnik – Czesław Kiszczak przeprowadzonego przez Agnieszkę Kublik oraz Monikę Olejnik, w którym określił Czesława Kiszczaka i Wojciecha Jaruzelskiego jako "ludzi honoru", dotrzymujących podjętych podczas Okrągłego Stołu zobowiązań.

W rocznicę stanu wojennego, 13 grudnia 2005, Adam Michnik wygłosił na Uniwersytecie Warszawskim wykład (opublikowany także w "Gazecie Wyborczej"), w którym m.in. apelował do prezydenta Lecha Kaczyńskiego o ustawową abolicję dla osób odpowiedzialnych za stan wojenny.

Adam Michnik bronił się przed krytyką i atakami, m.in. oskarżając swoich adwersarzy o zniesławienie i pozywając ich o naruszenie dóbr osobistych. W niemal wszystkich wytoczonych sprawach sąd przyznawał mu rację ze względu na jego potęgę medialną i finansową. Niektórzy publicyści (m.in. Piotr Semka) zwracali uwagę, że sam Michnik wielokrotnie używał ostrego języka i grożąc krytykom procesami o zniesławienie bez polemizowania z nimi działa na szkodę wyznawanej przez siebie wolności słowa

Obecnie Adam Michnik i środowisko Gazety Wyborczej nałożyło swoistą cenzurę w Polsce, rodem z PRL na informacje dotyczące – dekomunizajci, agentury SB, grubej kreski Mazowieckiego, Okrągłego Stołu i wielu afer związanych z nim a także odnośnie historii. Szczególnie cenzurowany jest 17 września 1939 czyli IV rozbiór Polski, udział w nim sowietów i ich agentury komunistyczno-żydowskiej, Pakt Ribbentrop-Mołotow a także ludobójstwo Polaków na Wołyniu i Małoplsce Wschodniej dokonane przez faszystów ukraińskich z OUN-UPA. oraz odradzanie się neofaszyzmu ukraińskiego na Ukrainie.

Powodem tych działań Adama Michnika jest próba wybielenia swojej rodziny która uczestniczyła w tych wydarzeniach ale po stronie sowieckiej, przeciwko Polsce.


Poniżej cytaty z Michnika i o Michniku:

Michnik w wywiadzie z Danielem Cohn Benditem stwierdził: Mój ojciec byl bardzo znanym działaczem komunistycznej partii przed wojną, siedział osiem lat w więzieniu

w katolickim piśmie Powściągliwość i Praca (nr 6, 1988 r.): (...) Jak na pewno wiecie, środowiskiem, z którego pochodzę, jest liberalna żydokomuna. To jest żydokomuna w sensie ścisłym, bo moi rodzice wywodzili się ze środowisk żydowskich i byli przed wojną komunistami.

wspominał w początkach 1992 roku w rozmowie z generałem Jaruzelskim, fałszywie generalizując: Najświatlejsze umysły na Zachodzie popierały komunizm (G W25-26 IV 1992 r.).

W kierowanym przez Kuronia „czerwonym harcerstwie" młody Michnik przeżywał nastrój komsomolskich idealistów. Wspominał jeszcze w 1984 roku: Bez sentymentu nie umiem myśleć o tej gromadce chłopców i dziewcząt, która latem 1958 roku w czerwonych chustach nawiedzała chłopskie zagrody, śpiewając piosenki po rosyjsku i żydowsku.

W rozmowie z Danielem Cohn Benditem w czerwcu 1988 Michnik stwierdził: Nie będę ukrywał, że coś mieliśmy wspólnego z trockizmem. I dodawał: Należałem do komunistów w sześćdziesiątych latach. Uważałem, że komunistyczna Polska to moja Polska

W 1995 roku przyznawał w rozmowie z księdzem Tischnerem: "Normalny człowiek z normalnego domu kiedy kończył szkołą, wiedział, że ci rządzący komuniści to są oprawcy, zbrodniarze, że mogą zabić, złamać życie. To rodziło strach. Ja uważałem, że komuniści wprawdzie popełniają pewne błędy ideologiczne, bo nie dość uważnie przeczytali Marksa oraz Lenina, ale, że to da się naprostować. Wystarczy ich trochę oświecić, przekonać, zmusić do czytania

Szczególnie skrajne było zacietrzewienie Michnika i jego środowiska przeciw Kościołowi katolickiemu i kardynałowi Wyszyńskiemu. Przedstawiali go jako skrajnego wstecznika i popierali ideologiczną wojnę PZPR przeciw Kościołowi. Także i w najostrzejszym punkcie tej wojny po ogłoszeniu Listu biskupów w 1965 roku. Michnik wsławił się wówczas gwałtownym atakiem na kardynała Wyszyńskiego na łamach Argumentów, atakiem odzwierciedlającym, jak przyznawał po latach, głębię myśli kompletnego troglodyty (Między Panem..., op. cit., s. 73). Już w 1977 roku „samokrytycznie" oceniał w wydanej w Paryżu książce Kościół, lewica, dialog (s. 61) swój udział w potępianiu listu biskupów polskich z 1965 roku: (...) w tym nieprzyzwoitym spektaklu sam wziąłem udział i na samo wspomnienie rumienię się ze wstydu. Wstydzę się swojej głupoty (...). W innych częściach tej książki (s. 31 i 139) Michnik tak pisał o swoim środowisku lewicy laickiej: (...) Popieraliśmy politykę represji, często okrutnych, widząc w niej drogą do „ nowego wspaniałego świata ", oskarżaliśmy Kościół o reakcyjność i wszystkie inne grzechy główne, nie bacząc na to, że w atmosferze totalitarnego zniewolenia Kościół bronił prawdy, godności i wolności człowieka (...). Tradycyjnie przywykliśmy sądzić, że religijność i Kościół to synonimy wstecznictwa i tępego Ciemnogrodu. Z tej perspektywy wzrost indyferentyzmu religijnego traktowany był przez nas jako naturalny sojusznik umysłowego i moralnego postępu. Pogląd taki sam byłem jego wyznawcą uważam za fałszywy (...).

W 1981 roku postawił na „złego konia" Andrzeja Gwiazdę, w opozycji do Wałęsy, i został faktycznie zepchnięty na margines wydarzeń. Nie wybrano go do żadnych władz „Solidarności. Uskarżał się po latach w rozmowie z ks. Tischnerem (Między Panem... op. cit., s. 376), że w 1981 roku: Nikt z redaktorów „ TySola " ani Mazowiecki, ani Cywiński, ani Kuczyński nie proponował mi napisania dla nich artykułu (...). Tadeusz Mazowiecki (...) nigdy nie zaproponował mi napisania artykułu do „ Tygodnika Solidarność ".Ostatnie miesiące 1981 roku przeżywał w nastroju ogromnego rozczarowania. Nie mógł pogodzić się z faktem, że w „Solidarności" coraz bardziej dominował nurt patriotyczno-narodowy, tzw. prawdziwi Polacy, których później niejednokrotnie szkalował.

Michnik siedział w więzieniu w warunkach o wiele dogodniejszych niż ogromna część innych postaci opozycji (opisywał to szczegółowo Rozpłochowski). I, o dziwo, z jego celi swobodnie wychodzą na świat kolejne listy, artykuły i książki, podczas gdy pozostali współwięźniowie nie mogą się doprosić nawet ołówka. O wyjątkowym uprzywilejowaniu Michnika w więzieniu decydowały pewne wpływowe kręgi partyjne, te same, które tak zabiegały o poparcie zagranicznych Żydów dla WRONu (żydowski publicysta Abel Kainer pisał w 15 numerze podziemnej Krytyki z 1983r., że: WRON grata rolę wielkiej opiekunki Żydów).

Wiosną 1985 r. Michnik otwarcie opowiada się za kompromisem z komunistami jako rzeczą nieodzowną w książce Takie czasy... Rzecz o kompromisie

Redaktorowi naczelnemu paryskiej Kultury Jerzemu Giedroyciowi zawdzięczał Michnik wieloletnie polityczne wsparcie i nagłośnienie oraz pomoc materialną i finansową. Michnik „odwdzięczył się" Giedroyciowi próbą przejęcia od niego Kultury z pomocą Barbary Toruńczyk. Jak wspominał z niesmakiem Giedroyc: (...)Toruńczyk nie ukrywała, że chce robić samodzielne pismo, żeby opanować „Kulturę ". Była niesłychanie oddana Michnikowi, przewidywała, że on będzie moim następcą. Bardzo mnie zaskakuje, gdy słyszę od pani, że on mnie ceni. Demonstrował coś zupełnie odmiennego, odwiedzając tuż przed śmiercią Józia (Czapskiego - J.R.N.). Starannie mnie unikał, mimo otwartych jak zawsze drzwi. Nie umiem pani nic więcej powiedzieć o przyczynach tej animozji(...)(E. Berberyusz: Książę z Maisons Laffitte, Gdańsk 1995 r., s. 170).

Herlingowi-Grudzińskiemu Michnik „odwdzięczył się" za dawną pomoc pełną lekceważenia wypowiedzią o jego słynnej łagrowej książce Inny świat: Nikt tego nie przeczytał (w rozmowie z Jaruzelskim). Kiedy zaś Jaruzelski sprostował: Był tłumaczony na jedenaście języków Michnik odparował: Co z tego. Drukowały to antykomunistyczne oficyny, to się nie liczyło. Komentując te uwagi Michnika, Herling-Grudziński pisał: „Inny świat" ukazał się najpierw w wielkim londyńskim wydawnictwie William Heinemann, które trudno doprawdy nazwać „antykomunistyczną oficyną". I miał, prócz doskonałych recenzji, dwa wydania w ciągu bardzo krótkiego czasu.

Środowiskom Kościoła katolickiego Michnik też „się odwdzięczył". Póki obronny puklerz Kościoła był mu potrzebny, kadził Kościołowi, jak mógł i bił się w piersi za swe dawne antykościelne wyzwiska, wołając o potrzebie dialogu. Jak został naczelnym G W, robił wszystko dla maksymalnego dyskredytowania Kościoła i wartości chrześcijańskich. Jarosław Gowin skrytykował Michnika za próby przedstawiania Kościoła jako instytucji, która próbuje zająć monopolistyczną pozycję partii komunistycznej (w Polityce, nr 47 z 1993 roku, Michnik stwierdził, że biskupi jakoby próbowali zastąpić marksizmleninizm ideologią katolicką). Nawet największy Polak XX wieku, Jan Paweł II niejednokrotnie padał ofiarą mniej lub bardziej zawoalowanych uprzedzeń Michnika, który go w pewnym momencie nazwał byłym autorytetem naszych czasów.

Długi czas hołubiący Michnika biskup Józef Życiński nie mógł ukryć swej irytacji przeczytawszy w wywiadzie Michnika dla L 'Actualite religieuse, że po upadku komunizmu Jan Paweł II wyznaczył nowego wroga liberalizm. Krytykuje go w kategoriach, które zdają się pochodzić z Soboru trydenckiego (...). Boi się on przede wszystkim potwrotu Polski do Europy (cyt. za: Bp Józef Życiński: Straszenie liberalizmem, Rzeczpospolita z 20 lipca 1996). Biskup Życiński porównał te stwierdzenia Michnika z uwagami Miliona Friedmana, „papieża amerykańskiego liberalizmu" o elementach bliskich liberalizmowi w nauczaniu Jana Pawła II. Jeśli tak deformowana jest przez Michnika postać i nauczanie Ojca Świętego, to cóż mówić o sposobie traktowania przez niego i jego gazetę różnych mniejszych postaci Kościoła. Począwszy od Prymasa Polski Józefa Glempa po licznych biskupów, oskarżanych o rzekomy konserwatyzm i pochlebianie Ciemnogrodowi.

W wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego z 10 I 1989 r. Michnik starał się jak mógł wybielić postać najbardziej znienawidzonego człowieka doby jaruzelszczyzny, akcentując, że Jerzy Urban był konstruktorem ogromnej większości posunięć liberalizacyjnych ze strony ówczesnych władz i ubolewając, że ten jeden z inteligentniejszych analityków polityki polskiej marnuje się jako publicysta Trybuny Ludu. Potem przyszły dalsze bratania i zbliżenia, wspólne fetowania imienin „Olka" Kwaśniewskiego etc. I przychodzenie sobie nawzajem w sukurs (vide np. atak zastępcy Urbana P. Gadzinowskiego w jednym z NIE na moje krytyki Michnika w NP)

24 października 1989 roku Michnik postulował na łamach Gazety Wyborczej doprowadzenie do sojuszu wszystkich sił reformatorskich, tych z „Solidarności" i tych z PZPR, dodając, że: W pozytywnym ułożeniu stosunków Polski i ZSRR skrzydło reformatorskie z PZPR, tacy ludzie jak gen. Wojciech Jaruzelski czy pierwszy sekretarz KC Mieczysław Rakowski mogą odegrać zasadniczą rolę.

wypowiedź A. Michnika z wywiadu dla Komsomolskiej Prawdy z 29 września 1989 r., gdy wypowiadając się na temat systemu, który by odpowiadał wymogom życia, stwierdził między innymi: Niekiedy słyszy się opinie, że powinien to być system kapitalistyczny. Dla mnie jest to absurdalne. Obecnie w niektórych kołach w Polsce powstał kult słowa „prywatyzacja". Co to znaczy? Co prywatyzować? Koleje, samoloty? Przecież to bajki, absurd.

W czasie debaty sejmowej w początkach września 1989 r. A. Michnik wystąpił przeciw wysuniętemu przez posła Kazimierza Ujazdowskiego postulatowi rozliczenia się z ludobójcami w togach, tj. sędziami, którzy w czasach stalinowskich skazywali ludzi na śmierć. Pół roku później 28 kwietnia 1990 r. Michnik stanowczo wypowiedział się w debacie sejmowej przeciwko nacjonalizacji mienia PZPR. Występując na rzecz kompromisowego rozwiązania tej sprawy, Michnik powiedział między innymi: Przepraszam za osobiste wyznanie: 25 lat temu zostałem po raz pierwszy aresztowany przez komunistyczną policję. Wtedy miałem 18 lat. Od tego czasu byłem aresztowany i zatrzymywany wiele razy. Mnie nie trzeba tłumaczyć, że komunizm to nic dobrego... Ale właśnie z tej perspektywy chcę powiedzieć, że w niektórych głosach, o czym mówię z bólem, usłyszałem coś, co bym nazwał antykomunizmem jaskiniowym. ..Inie chcę powiedzieć, że dziś z popisywaniem się tymi deklaracjami, gdzie się PZPR miesza z błotem, przyrównuje do katyńskich morderców... ja nic wspólnego nie mam i nie chcę mieć... I chcę do tego jeszcze dodać, że w stanie wojennym, po 13 grudnia i siedząc w kryminale ja nie byłem aż tak ostrożny, żebym dzisiaj musiał być aż tak odważny... Wystąpienie Michnika przeciw nacjonalizacji mienia PZPR, choć jedna z jego najbardziej udanych oratorsko wypowiedzi, wywołało bardzo ostre sprzeciwy w wielu środowiskach solidarnościowych. Sprowokowało też falę listów protestacyjnych do Gazety Wyborczej. Najbardziej dramatyczny był publikowany w G W4 maja list dziennikarza Jana Sęka (jego ojciec został stracony w 1952 r. po wyroku śmierci wydanym przez sąd wojskowy z udziałem brata Adama Michnika - Stefana).

Michnik lubi akcentować jako wzorzec swoją postawę wobec komunistów. On przecież siedział w więzieniach i oto teraz wszystko wybacza; jak na tym tle wyglądają mściwi antykomuniści, zwłaszcza ci, którzy nigdy nie cierpieli w więzieniu tak jak Michnik. Nieuczciwość Michnika polega na tym, że starannie milczy o tym, że wybaczanie komunistom oznaczałoby przebaczenie również tym, którzy tysiącom Polaków zgotowali o wiele cięższe cierpienia niż Michnikowi. Jak to akcentował kiedyś były więzień komunizmu w czasach stalinowskich Stanisław Murzański: (...) Jedni jak Adam Michnik pisali w więzieniu książki, drudzy zbierali na posadzce zęby (...) (S. Murzański: Jak kryminalista z kryminalistą Tygodnik Solidarność 27 marca 1998).

Komunizujący od młodości Michnik obciążał winą za to, co się stało w Związku Sowieckim wyłącznie stalinizm. Tego typu pogląd wyraził m.in. na łamach sowieckiego tygodnika politycznego „Nowoje Wriemia" z 10II 1990 r. Stanowisko Michnika wywołało protest redaktora naczelnego niezależnego moskiewskiego tygodnika informacyjnego Express-Kronika Aleksandra Podrabinka. W liście otwartym do Michnika, opublikowanym w tym piśmie (nr l O z 1990 r.) Podrabinek przypomniał, że istota terroru stalinowskiego terroryzm, znalazła odbicie już w leninowskim dekrecie o czerwonym terrorze (5 IX 1918 r.) i stworzeniu w latach 1918-1920 systemu obozów koncentracyjnych. Podrabinek stwierdził: Dla władz teza o winie stalinizmu za katastrofę naszego życia społecznego jest wygodna. Wyrzekając się Stalina mają jeszcze nadzieję uratować Lenina, wyrzekając się stalinizmu dążą do uratowania socjalizmu (...). Na tym tle, Panie Michnik, Pańskie wypowiedzi o stalinizmie nie wyglądają zbyt pociągająco (...) (cyt. za tłumaczeniem listu otwartego A. Podrabinka, Ład'23 W 1990 r.).

Oto opinia Kisielewskiego o Michniku, wyrażona pod koniec życia na łamach gdańskiej Młodej Polski: (...) Ostatnio nie bardzo przyjaźnię się z Michnikiem. Widujemy się raz na pół roku i raczej się kłócimy. Kochałem go niemal w okresie KOR-u, to było wspaniałe. Natomiast to, co on teraz mówi i pisze, jest bardzo często bez sensu. Te manifesty krakowskie, deklaracje „praw człowieka " rozsyłane po całym świecie! Jak w Polsce naprawdę wybuchnie jakiś rasizm, szowinizm, a to będzie już kompletna patologia, to najbardziej przysłuży się do tego właśnie takie denerwujące pseudo szlachetne gadanie. Przecież ten dzisiejszy Michnik to totalitarysta. Demokratą jest ten, kto jest po mojej stronie. Kto ze mną się nie zgadza, jest faszystą i nie można mu podać ręki. A tylko Michnik wie, na czym polega demokracja i tolerancja. On jest tutaj sędzią alfą i omegą

(...). Szczególnie ostro napiętnował „ewolucję" Michnika Zbigniew Herbert w wywiadzie dla Tygodnika Solidarność z 11 listopada 1994. Herbert uznał Michnika za klasyczny przykład kariery komunistycznego Dyzmy. Smutna historia wyjątkowo uzdolnionego, pełnego talentu chłopca, który doszedł do lat, kiedy to ludzie natarczywie pytają „ co on właściwie zrobił z całą swoją heroiczną młodością?" A on stacza się po równi pochyłej, w gorączkowy aktywizm. Cynizm godny admiratora „ Księcia " i najpospolitszy nihilizm. Zawiódł niemal wszystkich swoich przyjaciół.

Celnie scharakteryzował metody Michnika już w 1992 r. Lech Kaczyński, pisząc w Nowym Świecie (nr z 8 V 1992 r): (...) Michnik (...) przyjmuje postawą chuligana, który napada na przechodnia i jednocześnie krzyczy „ ratunku! Policja!" (...) niewielu ludzi ma taki udział w szerzeniu nienawiści w życiu publicznym, jak Adam Michnik. Na pewno zaś nikt nie potrafi łączyć jej krzewienia z zapewnieniami o własnej szlachetności.

W wydanej w tymże 1991 roku, cytowanej już książce Interpelacje Jana Marii Jackowskiego i Szczepana Żaryna autorzy tłumaczyli straszną słabość Michnika jako polityka jego skrajnym zacietrzewieniem, nieumiejętnością dialogu z osobami inaczej myślącymi: ...Michnik potrafi kopać swoich przeciwników politycznych i ideowych bezwzględnie, z dziką zaciętością. Gdy mu nie staje argumentów rzuca inwektywy, nie elegancko przerywa, nie odpowiada napytania, zmienia temat, krzyczy i wychodzi z niego jakaś zapiekła agresja w stosunku do tych, którzy się z nim nie zgadzają. Jak to się ma do programowo głoszonej przez niego europejskości, poszanowania poglądów innego człowieka, tolerancji i godności-nie wiadomo... (J.M. Jackowski, S. Zaryn: Interpelacje. Kulisy manipulacji Warszawa 1991, s. 93).

w Gazecie Wyborczej (1996, nr 302) napisał: Zwracam się do premiera Oleksego jak czekista do czekisty. Michnik nie dostrzegł żadnej niestosowności w tego typu zwrocie, mogącym mieć różne odmiany typu: „jak gestapowiec do gestapowca".

Zdumiewające jak bardzo Michnik lubi sięgać do bolszewickich porównań. W wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego w 1989 roku powiedział, iż w Gazecie Wyborczej odgrywa rolę kogoś w rodzaju komisarza politycznego. Jakże silnie odbija się na Michniku wpływ starych rodzinnych indoktrynacji. Dla ogromnej części Polaków słowo komisarz polityczny budzi jak najgorsze asocjacje z Dzierżyńskim, Jagodą czy Jeżowem. Dla Michnika zaś to termin chlubny, warty naśladowania.

Szczególnie oburzające było zachowanie Michnika wobec znanej dysydentki rosyjskiej Natalii Gorbaniewskiej. Michnik odmówił udzielenia jej wywiadu, motywując to brakiem zaufania. Gorbaniewska powiedziała: ...Dla mnie jest to miernik złych obyczajów. Krytykowanie linii politycznej nie może spychać osoby na pozycję osobistego wroga, a co gorsza zaliczyć go do grona ludzi nieuczciwych. Michnik i wielu innych ludzi wie, że nie podzielam ich zachwytu dla Gorbaczowa (...) (wg Puls nr 48 z 1991 r). Przypomnijmy, że Gorbaniewska, niestrudzona bojowniczka o prawa człowieka w ZSRR, była więźniarka, wybitna poetka rosyjska należy do najbardziej zasłużonych przyjaciół Polski za granicą, jest znawczynią polskiej literatury, i tłumaczką polskiej poezji.

Trzej znani bułgarscy pisarze: Boris Chritstow, Dymitr Korudżijew i Jordan Wasiliew w artykule zatytułowanym: Cynizm i nietolerancja oskarżyli Michnika o otwartą zdradę ideałów demokracji i nietolerancję, pisząc między innymi, iż wizyta Michnika głęboko zraniła uczucia wszystkich bułgarskich demokratów. Przyjechał, żeby stanąć w obronie prezydenta Żelewa, ale zrobił to w sposób powierzchowny, prowokacyjny i butny, bez spotkania z Edwinem Sugarowem, poetą i deputowanym, który ogłosił strajk głodowy; zrobił to bez wyjaśnienia sobie samemu przyczyn antyprezydenckich i antykomunistycznych manifestacji w naszym kraju (...) jego wypowiedzi w Bułgarii były demagogiczne, nieodpowiedzialne i głęboko nas raniące (...). Jakmożna (...) nazywać setki tysięcy demokratów neofaszystami? (...) Kto mu pozwolił tak ciężko obrazić najbardziej światłych, najmądrzejszych i najmniej podatnych na konformizm ludzi w Bułgarii? (...) Michnik przyjechał i stanął w obronie Żelewa, gdyż obu łączy ten sam los. Ci dawni idole gotowi są dzisiaj wspierać fasadową demokrację, za której kulisami wszystkie sznurki ponownie są w rękach komunistów (...) Michnik okazał się nietolerancyjny wobec bułgarskiej demokracji i dlatego stracił nasz szacunek i miłość (...) (cyt. za Gazetą Wyborczą z l lipca 1993).

Z oburzeniem komentowała pełen buty wyskok Michnika w bułgarskiej telewizji Kristina MetanowaNejman, w 1989 roku założycielka Solidarności Polsko-Bułgarskiej. W nadesłanym do Tygodnika Solidarność (z 9 lipca 1993) tekście Z dziejów honoru w Bułgarii pisała: (...) Dawne gwiazdy opozycji są intelektualnie bezradne wobec ruchów protestu przeciw rekomunizacji. Niczym dawni marksiści, nazywający protestujących przeciw totalitaryzmowi chuliganami; złożony objaw sprzeciwu wobec recydywy komunizmu Michnik i inni dysydenci potrafią opatrzyć jedynie etykietką motłochu lub neofaszystów.

W listopadzie 1993 Michnik popisał się atakiem na przywódcę czeskiej prawicy premiera Vaclava Klausa. W wywiadzie opublikowanym w słowackiej Narodnej Obronie Michnik zarzucił Klausowi jakoby łączył liberalną retorykę z socjalistyczną polityką (wg Rzeczypospolitej z 25 listopada 1993 r). Klaus uznał zarzuty Michnika za absurdalne i głupie, uniemożliwiające jakąkolwiek po ważniejszą polemikę.

Alain Besancon w wywiadzie dla Tygodnika Solidarność z 2 III 1990 r. ubolewał, że w Polsce: Nastąpił podział między antystalinistami i antykomunistami: antykomuniści zostali odrzuceni na margines (...). Porozumienie z komunistami nastąpiło kosztem jasnych propozycji dla społeczeństwa (...). Krytykował fakt, że różni działacze dawnej opozycji w Polsce, konsekwentnie pomniejszajązagrożenie komunistyczne w Polsce stwierdzając: Od dziesięciu lat słyszę, choćby od Michnika czy Modzelewskiego, że partia komunistyczna zanika powoli, ale systematycznie. Otóż mam dowody, że tak wcale nie jest. Tekst Besanęona wywołał gniewną ripostę Michnika w G W z 22 III 1990 r. Michnik oskarżał Besanęona, że napisał tekst skrajnie niemądry, pełen płycizny i braku kompetencji, wyrażający jego własną klęskę intelektualną i polityczną. Zarzucał Besan9onowi, że w istocie nie ma żadnych dowodów na brak zanikania partii komunistycznej.

Prawdziwe oblicze Michnika szybko odkryła również znakomita włoska dziennikarka Barbara Spinelli. Już jesienią 1989 r. dostrzegła, jak bardzo pozorne są zmiany zachodzące w Polsce, i ostrzegała, że partia komunistyczna tylko się przyczaiła i chroniąc swoich ludzi, czeka na chwilę, w której będzie mogła się odegrać (paryska Kultura, 1989, nr 11, s. 152). W późniejszym szkicu (ze stycznia 1991 r. Spinelli pisząc wprost o zmarnowaniu zwycięstwa polskiego narodu po 1989 roku, wśród osób odpowiedzialnych za to wymieniła po nazwisku tylko jedną osobę - właśnie Michnika, stwierdzając: (...) Broniąc postkomunistycznej demokracji, która umiała wprawdzie powstrzymać inflację, ale nie potrafiła tolerować żadnej prawdziwej opozycji, Michnik zdaje się przygotowywać do dziwnych i przewrotnych sojuszów. Michnik jest zresztą tylko najbardziej jaskrawym wyrazem głębokiej dezorientacji duchowej, jaka opanowała elitę intelektualną (...). Elitę, która nie chce mieć nic wspólnego z Polską przedwojenną, która nie pamięta, co to znaczy służyć naprawdę krajowi, która żywi pogardę do przedwojennych prób budowania demokracji. Elitę, która jest dzieckiem komunizmu, której brak punktów odniesienia w przeszłości i która siłą rzeczy należy po części do albumu rodzinnego Bieruta, Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego (...). (por. szerzej: J. R. Nowak: Myśli o Polsce i Polakach, Katowice 1994 r., s. 294-295).

Wystąpienie Michnika na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie w kwietniu 1990 r. Mówił tam, że w Polsce grozi antykomunistyczna dyktatura; antykomunizm z bolszewicką twarzą, któremu towarzyszyć będzie szowinizm, klerykalizm, populizm i ksenofobia, nie mówiąc o groźbie antysemityzmu (por. Charles Hoffman: Gray Dawn. The Jews ofEastern Europę in the Post—communist Era, New York 1992, s. 302).

W 1989 roku Michnikowska Gazeta Wyborcza maksymalnie nagłaśnia akcję rabina Weissa w Oświęcimiu, popierając ją. W 1994 ten sam Michnik określa akcję rabina Weissa z 1989 roku jako klasyczny przykład prowokowania awantury. Jak więc zależnie od potrzeby występuje jako obrotowy Żydo-Polak, odcinając odpowiednio kupony za każdym razem od zamanifestowanej postawy. To przedstawia się jako zatroskany o los Polski patriota, to znów przyjmuje fetowanie w Nowym Jorku jako „Żyd Roku 1991".

Szczególnie haniebnym „donosem na Polskę" wyróżnił się Adam Michnik w rozmowie z niemieckim socjologiem Jurgenem Habermasem w 1993 roku. Posunął się w niej do stwierdzenia: Zanim tu Hitler przyszedł, myśmy założyli własny obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej (por. Polityka, 1993, nr 47). Skandaliczny był sam fakt porównania hitlerowskich obozów zagłady z obozem odosobnienia w Berezie Kartuskiej, który służył do bezwzględnego odizolowania na pewien czas przeciwników politycznych, ale nie do ich wyniszczania. Kiedy takie stwierdzenie Michnika ukazało się na łamach prasy niemieckiej, a później amerykańskiej (w prestiżowym New York Times Review of the Book), sprzyjała potwierdzaniu najgorszych oszczerstw o „polskich obozach koncentracyjnych".

W dziesiątą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce Michnik popisał się tekstem: W imię przebaczenia(Gazeta Wyborcza, 13 grudnia 1991), w którym jak mógł starał się wybielić autorów stanu wojennego, przypominając, że przecież i w Drugiej Rzeczypospolitej też naruszano prawo, bo w maju 1926 roku dokonano przewrotu w państwie, a 1930 roku w twierdzy brzeskiej osadzono przywódców antysanacyjnej opozycji. I akcentował: / wtedy były ofiary, wdowy i sieroty. Zapomniał tylko w swych porównaniach 1926 roku z 1981 rokiem o jednej podstawowej sprawie, że Piłsudski stawał w swoim zamachu z oddziałami wojska przeciw oddziałom wojska popierającym ówczesny rząd i prezydenta, podczas gdy gen. Jaruzelski narzucił wojnę bezbronnemu narodowi, nie mając w nim większego oparcia, za to tym większe w ciągłej groźbie interwencji „Wielkiego Brata" ze Wschodu.

W Magazynie Gazety Wyborczej ( 1994, nr 40) Michnik twierdził, że po śmierci Piłsudskiego władzę w państwie wzięły jakieś czwartorzędne figury. Protestujący w związku z tą oceną Michnika czytelnik z Wrocławia, Edmund Jaxa-Nagrodzki pisał, że wśród tych rzekomo czwartorzędnych figur znaleźli się między innymi wicepremier inż. Eugeniusz Kwiatkowski, prezydent RP prof. Ignacy Mościcki, minister spraw zagranicznych płk. Józef Beck, minister oświaty i wyznań religijnych prof. Wojciech Świętosławski, marszałek Edward Śmigły-Rydz (por. Magazyn Gazety Wyborczej z 4 lutego 1994).

fragment tekstu Adama Michnika opublikowanego w Gazecie Wyborczej w kolejną rocznicę Powstania w Getcie Warszawskim. Pisał Michnik: Zarówno heroizm łudzi, którzy pomagali Żydom, jak i podłość antysemitów są składnikiem polskiego dziedzictwa. I jest to dziedzictwo tym bardziej kłopotliwe, że wśród tych pierwszych byli także komuniści, późniejsi gloryfikatorzy stalinowskiego terroru, a wśród tych drugich także bohaterowie antyhitlerowskiego podziemia i ofiary stalinowskich procesów (A. Michnik: Bunt i milczenie, Gazeta Wyborcza, 17-18 kwietnia 1993). Zdumiewające, że nikt w całej prasie polskiej nie postawił wówczas Michnikowi pytania, na czym oparł swoje obrzydliwe pomówienie? Dlaczego nie zażądano, by wymienił choć jedno nazwisko bohatera antyhitlerowskiego podziemia, który był jakoby podłym antysemitą!

W książce dialogu z ks. Tischnerem: Między panem a Plebanem (Kraków 1995, s. 167,187,191,3 85), Michnik starał się maksymalnie zdemonizować Marzec 1968, jako rzekomo największe nieszczęście polskie po wojnie. Mówił, że: Marzec utytłał polską świadomość, rok '68 to był horror horrorów, rok 1968 przyniósł wielką rehabilitację polskiej megalomanii narodowej, która owocowała straszliwym spustoszeniem społecznej substancji. I dodawał: Dla mnie Marzec to było rżenie demona. Wtedy pierwszy raz za mojego życia w Polsce zarżał przerażający demon nacjonalizmu. Wszystkie te oskarżenia o Marcu 1968 jako horrorze horrorów głosił człowiek, którego rodzina żyła na znakomitych „synekurach" w dobie rzeczywiście koszmarnego dla Polaków okresu stalinizmu.

23 VIII 1989 r. czytamy w G W tekst Czy Sachs powtórzy sukces Grabskiego? Dzień później na pierwszej stronie publikowane jest omówienie programu J. Sachsa pod wielce obiecującym tytułem Cud gospodarczy w Europie? (Sachs obiecuje: Likwidujemy całkowicie inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pól roku. Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń). W parze ze skrajną apologetyką planu Sorosa-Sachsa-Balcerowicza idzie ciągle, konsekwentne przemilczanie tekstów, podważających jego koncepcje czy ukazujących słabości realizacji. We wrześniu 1989 r. w G W zablokowano druk zamówionego wcześniej tekstu słynnego czeskiego ekonomisty, późniejszego premiera Vaclava Klausa, na ten temat. Zablokowano ze względu na to, że tekst okazał się krytyczny wobec planu (por. uwagi Klausa w wywiadzie dla Rzeczpospolitej z 411990 r.).

Krytykując postawę Michnika, który uznał za jedną z cech Homo sovieticus opory przed błyszczeniem bogactwem wobec biednych, Kerszman stwierdził: Nie uważam (...) za przyzwoite popisywanie się bogactwem wobec ludzi, których nie bardzo stać na chleb czy lekarstwa (...). Jeśli ograniczenia dotyczą spraw bardzo żywotnych: zaspokojenia podstawowych potrzeb biologicznych, leczenia, nauki, działają nie tylko boleśnie, ale też upokażająco i poniżająca (Kultura 1995 r, nr 12, s. 116, 123).

Artykuł Michnika w G W z 31 XII 1992 r.): (...) Zwycięski Bili Clinton, który w młodości palił „ trawkę ", nie chciał walczyć w Wietnamie i ponoć nawet miał poza małżeńską kochankę, będzie być może i dla nas propozycją jakiegoś innego wariantu amerykańskiego mitu, jakiejś innej, bardziej nowoczesnej propozycji cywilizacyjnej (...).Oto propozycje „cywilizacyjne" na miarę „nowoczesnego" wychowawcy-Michnika: „palenie trawki", niechęć do walczenia w narodowej armii i niewierność małżeńska. Jest to oczywiście pewien dość konsekwentny styl życia.

Uwagi Jacka Kuronia na temat innej z cech „wychowawcy" Adama Michnika: (...) A Adaś jest książkowym wariatem. Swego czasu wylansował modę na kradzież książek. Kradł, to znaczy brał u kogoś z półki i sobie zabierał (...). (cyt. za publikowaną w Res Publice z marca 1996 r. rozmową z Kuroniem Na trzy sposoby, s. 51).

 

Od lewej:Tadeusz Mazowiecki - Icek Dikman, Lech Walęsa - Lejba Kohne, pijący zdrowie generałów Adam Michnik - Aaron Szechter, Janusz Reykowski i uszczęśliwiony Aleksander Kwaśniewski - Izaak Stoltzman
 

10-11-2010

Prezydent Bronisław Komorowski odznaczył Orderem Orła Białego - Adama Michnika za jego pomoc i poparcie w wyborach prezydenckich w 2010 roku.

 

Michnik pręży się do orderu...
 

Prezydent Komorowski powiedział, że odznaczenie Orderami Orła Białego - Michnika, to dowód wdzięczności dla niego samego i jego środowiska.

- To wielki przywilej prezydenta, że może w imieniu całego społeczeństwa, narodu, państwa docenić zasługi, m.in. odznaczeniami, orderami, w tym największym odznaczeniem, jakim jest Order Orła Białego - powiedział Komorowski.

Jak podkreślił, przywilejem jest, jeśli można odznaczać "osoby, o których się wie, że zrobiły tyle dobrego dla Polski". - Jeśli to się samemu obserwowało i się to razem przeżywało - dodał Komorowski. Podkreślił, że jest to także jego "osobista wielka satysfakcja i radość".

W ten oto sposób Prezydent Komorowski spłaca swoje prywatne długi z kampanii wyborczej.

 

Stokrotka, Michnik i Urban - nocna przejażdżka
 

 

                            TUZY ELITY                               Stefan Niesiołowski - (Aaron Nusselbaum)   Stefan Niesiołowski - Aaron...