ELITY - DRUGI GARNITUR
Grzegorz Motyka
Grzegorz Motyka (ur. 1967) – polski historyk specjalizujący się w tematyce ukraińskiej.
W 1992 ukończył studia historyczne na KUL i rozpoczął pracę w
Instytucie Studiów Politycznych PAN. Do 2007 pracował również w Biurze
Edukacji Publicznej IPN. Uprawia publicystykę historyczną, poprawną
politycznie dzięki czemu robi karierę i ma przychylność centralnych
„elit”, Gazety Wyborczej oraz ukraińskich partii nacjonalistycznych.
Wielokrotnie krytykowany przez polskie stowarzyszenia kombatanckie i
kresowe za zakłamywanie i fałszowanie historii Polski.
Andrzej Żupański odsłania prawdziwe oblicze Motyki:
Andrzej Żupański
Grzegorz Motyka o Giedroyciu, Polakach, Ukraińcach, IPNie
W Gazecie Wyborczej dnia 24 maja ukazał się artykuł pod tytułem
Zapomnijcie o Giedroyciu: Polacy, Ukraińcy, IPN autorstwa doktora
Grzegorza Motyki, byłego pracownika Instytutu Pamięci Narodowej, jednego
z najlepszych znawców tragicznego okresu stosunków polsko-ukraińskich w
latach wojny i tuż po niej. Tekst wzbudził w Światowym Związku
Żołnierzy Armii Krajowej ostry sprzeciw. Niniejszy list przedstawia
stanowisko Związku odnośnie spraw poruszonych przez autora.
Na wstępie dr Motyka opisuje w skrócie, ale bardzo rzetelnie
zbrodnię popełnioną przez OUN i UPA na ludności polskiej Kresów
południowo-wschodnich II Rzeczpospolitej. Definiuje sprawców, określa
liczbę pomordowanych Polaków (80-100 tys.), podkreśla okrucieństwo
stosowane przez wykonawców, potwierdza udział chłopów ukraińskich
uzbrojonych w siekiery i widły. Nie wspomina o żadnej prowokacji ze
strony polskiej, ani też o jakiejś skutecznej polskiej obronie
Po czym autor mógłby postawić kilka pytań pod adresem Ukraińców i
na tym zakończyć artykuł. A pytania te powinny wyrażać zainteresowanie,
dlaczego Ukraińcy nie potępiają tej zbrodni i zbrodniarzy, natomiast
próbują uczynić ich bohaterami narodowymi. Tak powinien był postąpić,
gdyby rzeczywiście chciał zakończenia tego sporu polsko-ukraińskiego.
Jednak widocznie tego nie chce, ponieważ dalszą część długiego
artykułu poświęca licznym ubocznym problemom, szeroko stosując taktykę
pomijania jakichś szczegółów, dla wprowadzenia polskiego czytelnika w
błąd.
Po kolei ustosunkujemy się do kontrowersyjnych wypowiedzi doktora Motyki.
- "Polacy nie ograniczali się tylko do samoobron - miały też
miejsce krwawe akcje odwetowe". Można sądzić, iż p. Motyka jest zdania,
że Polacy nie powinni byli stosować wszystkich dostępnych sposobów
ratowania ginących kobiet i dzieci polskich, tylko takie, które będą w
przyszłości przez Grzegorza Motykę akceptowane.
- "Na Wołyniu akcje przeciw ukraińskiej ludności cywilnej
prowadziła przede wszystkim polska policja na służbie niemieckiej".
Najpierw ukraińscy nacjonaliści mordują lub wypędzają z ich siedzib
Polaków, a teraz dr Motyka wyciąga zarzut (w domyśle), że uratowani
młodzi ludzie już bez rodzin oraz domów i środków utrzymania, dołączają
do policji okupanta występując przeciw sprawcom ich nieszczęścia.
- "Na Lubelszczyźnie oddziały polskiej partyzantki podjęły
ofensywę w marcu 1944 roku, paląc ponad 20 wsi ukraińskich". Oto
pierwszy przykład manipulacji, żeby nie powiedzieć fałszerstwa, autora.
Przemilcza on doskonale mu znany fakt przeprawy 11 sotni UPA w I
kwartale tego roku, na zachodnie brzegi Bugu i Sanu. Sotnie te miały za
sobą rzeź Polaków i, co oczywiste, Polacy musieli je zwalczać. Ten fakt
p. Motyka nazywa ofensywą polską. Autor wie dobrze, ale nie wspomina o
tym, że przez kilka miesięcy na rzece Huczwie stał stukilometrowy front
polsko - ukraiński z kilometrową ziemią niczyją i wypalonymi wsiami. O
ukraińskich wsiach zniszczonych w tej lokalnej wojnie mówi dobitnie.
Polskie wsie go nie obchodzą.
- "Pomiędzy lutym a kwietniem l945 roku, spalono szereg wsi
ukraińskich w pasie od Lubaczowa po Sanok. Oto drugie przemilczenia dr.
Motyki: Ignoruje on doskonałe prace dr. Zdzisława Koniecznego, który
przez wiele lat badał tą lokalną wojnę. O licznych polskich wsiach
okrutnie spacyfikowanych na wymienionym przez autora terenie nie ma
żadnej wiadomości w artykule.
- "Wydarzeniem szczególnie bolesnym dla Ukraińców była
przeprowadzona w 1947 roku akcja Wisła". Nie słyszeliśmy nigdy, aby dr
Motyka w podobnym tonie wyraził się o odczuciach Polaków, dotyczących
wymordowania 100 tys. i wypędzenia wielokrotnie więcej naszych braci.
Nie wpływa na p. Motykę znany mu fakt, że wysiedleni Ukraińcy byli w
części sprawcami akcji, a mordowanym Polakom nie można czegokolwiek
zarzucić.
- "W sumie w latach 1943-1947 zginęło 80-100 tys. Polaków oraz
10-20 tysięcy Ukraińców". Dr Motyka już od dłuższego czasu używa liczby
20000 jako ilości cywilnych Ukraińców zamordowanych przez Polaków. Nigdy
jednak nie podał źródła, na którym się w tej sprawie oparł. Jest
oczywiste, że szacunek ten nie może być trafny, choćby z powodu
szczupłości sił polskich, które mogłyby dokonać takiej liczby zabójstw,
mając za głównego przeciwnika, znacznie liczniejsze oddziały UPA. Autor,
mimo uczestnictwa w IX seminarium „Polska-Ukraina: trudne pytania", na
którym wspólnie historycy z obu krajów dyskutowali ten temat, nigdy się
nań nie powołał. Protokolarnie ustalono wówczas szacunkowo (z braku
przeprowadzonych badań tego tematu przez obie strony), że straty
Ukraińców z rąk polskich "szły w tysiące".
Co było ludobójstwem?
- "Tak ogromna tragedia nie może nie budzić emocji społecznych.
Polscy historycy w zasadzie (podkreślenie nasze) są zgodni, że
ukraińskie czystki miały charakter barbarzyński i nie mogą być
usprawiedliwione". Czytamy ten akapit ze zdumieniem i zastanawiamy się,
który polski historyk nie chciałby ich uznać za barbarzyńskie, a pragnął
usprawiedliwić? Czy dr Motyka wie o kogo może chodzić? Jaki był cel
autora, gdy pisał to zdanie nie wyrażając oburzenia na człowieka, który
jest w stanie usprawiedliwić morderstwo 100 tysięcy niewinnych ludzi.
- "Jakby jednak nie oceniać działań OUN i UPA, jej członkowie byli
obywatelami II Rzeczpospolitej, którzy wystąpili przeciwko polskim
współobywatelom, a nie najeźdźcami". To bardzo zdumiewające zdanie.
Czyżby p. Motyka uważał, że współobywatelstwo było okolicznością
łagodzącą winę za dokonany masowy mord? W takim razie prawdopodobnie
zagłodzenie milionów Ukraińców przez bolszewików w latach trzydziestych,
według autora nie było ludobójstwem, bo bolszewicy byli obywatelami
tego samego państwa,
- "Zbrodnie UPA nie miały znamion ludobójstwa. Do tego poglądu
skłania się dziś większość polskich historyków". Po raz kolejny nie
wiadomo na jakiej podstawie autor wygłasza to twierdzenie. A może jest
to jego zdanie, które chciałby rozpowszechnić? W tym samym akapicie jest
jeszcze dziwnie kontrastujące twierdzenie: „Nie ulega bowiem
wątpliwości, że w latach 1943-45 mieszkańcy Wołynia i Galicji Wschodniej
ginęli tylko za to, że byli Polakami". Nie możemy zrozumieć, jak w tak
poważnej sprawie można na wypisywanie takich rzeczy sobie pozwolić. Dla
autora Polacy najwidoczniej nie mogą być ofiarami ludobójstwa!
Artykuł jest zbiorem różnych, często sprzecznych twierdzeń i
czytelnikowi czasem trudno zrozumieć, co autor miał na myśli. Zaraz po
powyższym twierdzeniu, że zamordowani Polacy nie mogą być ofiarami
ludobójstwa, pisze: Problem polega jednak na tym, że znamiona
ludobójstwa mogą też spełniać niektóre akcje polskiego podziemia (!).
Następny akapit jest już w zupełnie innym tonie: „Nie można postawić
znaku równości pomiędzy planową eksterminacją Polaków na Wołyniu i w
Galicji Wschodniej a lokalnymi akcjami odwetowymi. Po stronie
ukraińskiej mieliśmy bowiem do czynienia z odgórnie kierowaną czystką
etniczną natomiast z polskiej strony z inicjatywami lokalnych
komendantów łamiących instrukcje napływające z góry. Potem jednak,
przecząc poprzednim swym twierdzeniom pisze: Po stronie ukraińskiej
ludobójczy charakter miała zatem cała akcja antypolska, po polskiej —
poszczególne akcje (!).
Następny akapit jest znów mieszaniną różnych twierdzeń, lecz zdania
zajmowanego przez autora nie można z niej wyłuskać. Na zakończenie tego
rozdziału p. Motyka zarzuca środowiskom kresowym nieskrywaną chęć
zmuszenia historyków, aby ukazywali przeszłość z „jedynie słusznej"
perspektywy, w ramach której każda wątpliwość czy zwykły odruch
współczucia dla cierpień Ukraińców, są traktowane jako akt
sprzeniewierzenie się interesowi narodowemu. Ciekawi jesteśmy, czy gdyby
przodkowie dr Motyki zginęli zamordowani okrutnie w tamtych czasach,
zachowywałby się inaczej, niż ci krytykowani Kresowiacy. Nie interesuje
bowiem autora fakt, że Ukraińcy jak dotąd ani nie wyrażają współczucia
dla Polaków z powodu wielotysięcznych ofiar, ani też zbrodni jak dotąd
nie potępiają.
Historycy muszą chodzić parami
W tym rozdziale znalazły swoje miejsce jakieś osobiste pretensje dr
Motyki w stosunku do jego poprzedniego pracodawcy, w co oczywiście nie
będziemy wnikać. Natomiast zabierzemy głos w sprawach, którymi nasz
Związek zajmuje się od chwili jego powstania, to jest od 20 lat. Mamy na
myśli poruszaną przez autora działalność Instytutu Pamięci Narodowej,
dotyczącą trzeciej zbrodni.
- "W maju 2001 roku odbyła się w Lublinie konferencja na temat
antypolskiej akcji OUN i UPA". Związek nasz z zadowoleniem i
zaciekawieniem oczekiwał na to wydarzenie, gdyż miała to być pierwsza
konferencja poświęcona przez władze przemilczanemu tematowi,
zorganizowana przez instytucję państwową. Liczyliśmy też, że znajdą tam
jakiś oddźwięk organizowane od pięciu lat przez nasz Związek seminaria
historyków obu krajów. Niestety, Biuro Edukacji Publicznej jakby
udawało, że w ogóle nie wie o tych międzynarodowych pracach. O takim
potraktowaniu pracy swoich kolegów historyków zdecydował dyrektor Biura
Edukacji p. Paweł Machcewicz, przy niewątpliwym wsparciu dr. Motyki
(stałego zresztą uczestnika seminariów). Było już wówczas wydrukowanych
osiem grubych tomów z materiałami ośmiu seminariów. Dr Machcewicz
niestety odrzucił tą wielką pracę. Natomiast autor na początku
niniejszego rozdziału twierdzi, że w pracach biura obowiązywała zasada,
że nie zostanie pominięty żaden, nawet najbardziej bolesny czy wstydliwy
temat. Na tą konferencję nawet nie zaproszono referentów tych tematów,
które dublowały się w jej programie.
- "W kwietniu 2002 roku w Krasiczynie zorganizowano sesję na temat
operacji Wisła". Gdy otrzymaliśmy program tej sesji zwróciliśmy się do
prezesa Leona Kieresa i do dyrektora Oddziału IPN w Rzeszowie
organizatora sesji, z postulatem, aby w programie znalazły miejsce
wyniki uzyskane na VIII i IX seminariach, gdzie dwudziestoosobowe grupy
historyków z obu krajów, przedyskutowały cztery referaty przygotowane
przez obie strony. W wyniku zażartych dyskusji opracowano i uchwalono
wówczas wspólnie protokół przedstawiający zupełnie inne spojrzenie na tą
akcję, niż to od lat dotąd głoszono. Na koniec naszych wystąpień
prosiliśmy, aby referenci z obu naszych seminariów dostali zaproszenia
na sesję. Niestety nasze postulaty zostały całkowicie odrzucone.
- "Jesienią 2002 roku Instytut zwrócił się do Państwowego Archiwum
Służby Bezpieczeństwa Ukrainy z prośbą o udostępnienie materiałów, które
mogłyby odsłonić nieznane dotąd kulisy akcji antypolskiej". Nie
negujemy wartości tej inicjatywy Instytutu, pozwalającej pogłębić wiedzę
naszych historyków. Jednak ta inicjatywa nie wpływa zupełnie na wiedzę
historyków ukraińskich. Nasza zasada wprowadzająca obowiązek spisywania
protokołu zgodności i rozbieżności, wymusza na partnerach ukraińskich
zajmowanie stanowiska odnośnie zebranych dokumentów. Natomiast wydane
wspólnie tomy zawierające dokumenty archiwum, mogą być traktowane jako
informacja o patriotycznej działalności UPA, bądź też jako dowód zbrodni
tej formacji. Wszystko zależy od tego, które dokumenty wybierze badacz.
Biuro Edukacji Publicznej ani myślało pójść naszym śladem.
- "Zmiany w kierownictwie BEP IPN spowodowały jednak zwrot w
podejściu do problematyki stosunków polsko-ukraińskich” - pisze doktor
Motyka. My też tak uważamy, tylko według naszego Związku zmiany są
bardzo pomyślne. Od zmiany kierownictwa współpraca nasza z BEP uległa
zdecydowanej poprawie. Instytut bierze udział jako współorganizator w
naszych seminariach, wydaje na własny koszt tomy ich dotyczące, wspomaga
nasze plany wydawnicze, nawet rozsyła bezpłatnie przy swoich
materiałach nasze filmy, w ilościach zupełnie dla Światowego Związku
Żołnierzy AK niedostępnych.
- "Pierwszym tego sygnałem (tych zmian w kierownictwie) był wydany
przez dyrektora Żaryna wiosną 2006 roku, zakaz wypowiadania się na temat
wymordowania przez oddziały poakowskie ukraińskiej wioski Pawłokoma".
Prawdopodobnie chodziło wówczas w BEP o głoszone różne wersje w tej
sprawie: Związku Ukraińców w Polsce propagowana od kilku lat wersja oraz
treść książki dr Zdzisława Koniecznego, która ukazała się przed
uroczystością jako wynik wieloletnich badań doktora.
- "Kolejnym, dużo bardziej niepokojącym wydarzeniem była próba
limitowania wypowiedzi na temat akcji Wisła". Od kilku lat funkcjonowały
dwa spojrzenia na ta sprawę. Jedno głoszone od dawna przez Związek
Ukraińców w Polsce i drugie uzgodnione przez historyków polskich i
ukraińskich na IX seminarium. Różnią się one co do roli spełnianej przed
wywiezieniem, przez ludności ukraińską. ZUwP głosił i głosi jej
niewinność oraz doznaną krzywdę, zaś grupy historyków z obu krajów,
stwierdziły - aktywne wsparcie przez tą ludność oddziałów UPA, bez
którego nie mogłaby ona tam egzystować. Tą tezę potwierdza dobitnie
fakt, że zaraz po zrealizowaniu przesiedleń, UPA zakończyła swoją
działalność. Autor, uczestnik IX seminarium, zna doskonale tą drugą
wersję, ale o niej nigdy nie wspomniał, wbrew swym postulatom o
pluralizmie.
- "Decyzja Żaryna oznaczała w praktyce to, że w konferencji nie mogli
wystąpić "pod flagą IPN-u" historycy uważający akcję „Wisła" za
zbrodnię komunistyczną. Nie dziwimy się, że rozstanie Motyki z BEP-em
musiało nastąpić przy takiej różnicy w podejściu do najważniejszych
spraw. Natomiast przykre wrażenie wywołuje publiczne wyciąganie sporów
ze swoim poprzednim pracodawcą.
- "Nie ma też mowy o pluralizmie (o który domaga się Motyka) w
Dodatkach Edukacyjnych IPN do Naszego Dziennika. Przy tej okazji
wyrażamy wielkie uznanie dla tych Dodatków, za ich świetną treść i
układ.
Na koniec tego rozdziału chcielibyśmy wyrazić pod adresem doktora
Motyki zdecydowaną krytykę za treść i układ Teki Edukacyjnej pt
„Stosunki polsko-ukraińskie w latach 1939-1947”, której był on autorem.
Zgłosiliśmy z tego powodu pisemny protest prezesowi Kieresowi, ale bez
rezultatu. Wystarczy tylko podać, że zaistniało zaburzenie proporcji
miejsca poświęconego akcji „Wisła" i ludobójstwa OUN- UPA dokonanego na
Polakach.
Endecka wizja dziejów
Wolelibyśmy, aby p. Motyka nie zajmował się polityką, zastanawiając
się nad poglądami poszczególnych kierunków politycznych. Uważamy, że
trzecia zbrodnia przeciwko narodowi polskiemu jest sprawą ogólnopolską i
tak powinna być rozpatrywana.
- W ostatnim numerze Glaukopisu ukazał się artykuł badaczki ruchu
narodowego Lucyny Kulińskiej, pod wdzięcznym tytułem {Chto rizaw
Lachiw?}". Autor nazywa dr Kulińską badaczką ruchu narodowego, mimo że
artykuł nie zajmuje się tym ruchem, a dr Kulińska ma znaczny,
wartościowy dorobek badawczy, związany z trzecią zbrodnią. Ostatnio
napisała książkę niezmiernie ważną, bo wypełniającą lukę w polskiej
historiografii. Mianowicie na 700 stronach opisuje działania
terrorystyczne KPZU, UWO i OUN w latach międzywojennych. Te
terrorystyczne działania uniemożliwiały realizowanie zamiarów rządu
polskiego, rozszerzenia samorządu ukraińskiego i realizowania
sprzyjającej Polakom i Ukraińcom polityki. Gdy nowa książka dr Lucyny
Kulińskiej zostanie wydana, pokaże prawdziwych sprawców niepowodzeń
polskiej polityki w międzywojniu. Omawiając te sprawy w swej przyszłej
publikacji dr Kulińska nie „owija w przysłowiową bawełnę”. Mówi oraz
pisze ostro, bez osłonek, ale rzetelnie. Budzi podziw swoją twórczością i
zaangażowaniem. To wszystko nie podoba się chyba doktorowi Motyce.
- "Warto przypomnieć, że środowiska endeckie w II RP opowiadały się
za planem wymuszonej polonizacji mniejszości narodowych". Zachęcamy p.
Motykę do przeczytanie tej nowej książki L. Kulińskiej, gdy tylko
zostanie wydana. Przecież planowane rozszerzenie samorządu ukraińskiego,
za każdym razem, gdy do tej sprawy rząd polski wracał, było torpedowane
przez Stronnictwo Narodowe - ale dlaczego? To właśnie wyjaśnia dr
Kulińska. Chodzi o nie przebierającą w sposobach antypolską agitację
OUN, stałe wrogie nastawienie, ale przede wszystkim antypolskie
działania terrorystyczne. To one dostarczały wszystkim sceptykom w
sprawie planowanych reform, argumentów przeciw. Jeżeli nawet wojewoda
Józewski był ostro krytykowany w tej agitacji przeciwpolskiej, to jak
państwo polskie mogło zdecydować się na dalsze rozszerzanie praw
Ukraińcom ?
Wplątywanie przez p. Motykę w artykule spraw innych mniejszości
narodowych nie ma żadnego sensu. Kwestia ukraińska w II RP z powodów
działalności terrorystycznej była zupełnie odrębną.
- "Ile w postulatach środowisk kresowych przedstawianych ~w
Glaukopisie jest chęci upamiętnienia tragedii Wołynia, a ile
konsekwentnego propagowania programu obozu narodowego? "- stawia pytanie
dr Motyka. Niestety nie wiemy, o jaki program obozu narodowego chodzi.
Powtarzamy: to jest sprawa ogólnopolska, a nie partyjna. Dodajmy też, że
nie chodzi o upamiętnienie tragedii wyłącznie Wołynia, lecz o
potępienie całej zbrodni UPA, nie tylko tej wołyńskiej. Dokonać tego
powinni zarówno Ukraińcy mieszkający w Polsce, którzy doskonale o niej
wiedzą, ale wręcz przeciwnie wykazują chęć nobilitowania sprawców jak i
przez państwo ukraińskie. Głównym celem Panie Doktorze nie jest
upamiętnienie, a potępienie zbrodni. Czy Pana potępienie zbrodni nie
obchodzi?
- "Złudzeniem jest...myślenie, że uda się ujednolicić pamięć o tej
tragedii wedle przedwojennych, endeckich schematów myślenia o
mniejszościach narodowych". To końcowe zdanie artykułu doktora Motyki,
jeszcze raz obrazuje różnice zdań naszego Związku i autora. Nie
rozumiemy, o jakie ujednolicenie pamięci autorowi chodzi. My zabiegamy o
potępienie zbrodni i jej sprawców. Brak potępienia jest dla nas
wyrazem akceptacji, a to będzie stanowić mur i trwałą przeszkodę na
drodze dalszego zbliżenia obu krajów. Co to ma za związek z przedwojenną
endecją i widzeniem mniejszości narodowych, zupełnie nie wiemy.
Andrzej Żupański