sobota, 1 sierpnia 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                          Magdalena Środa

 


 

Magdalena Środa (ur. 7 stycznia 1957 w Warszawie) – teoretyk etyki, filozofka, publicystka, feministka; ateistka, prze­ciw­nicz­ka lustracji, zwolenniczka ruchów fe­mi­nis­tycz­nych i proaborcyjnych. Była wice­minister w rządzie Marka Belki.

Od 1993 redaktor Przeglądu Filozoficznego, od 1994 sekretarz redakcji pisma Etyka. Jest stałą felietonistką „Gazety Wyborczej” i profesorem Uniwersytetu Warszawskiego.

16 sierpnia 2004 premier Marek Belka powołał Magdalenę Środę na stanowisko Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn.

Minister Środa wzbudziła kontrowersje, kiedy 8 grudnia 2004 Agencja Reutera podała wiadomość o jej wypowiedzi na konferencji w Sztokholmie dotyczącej "morderstw honorowych". Środa powiedzieła, że:

Katolicka, w przeważającej mierze, Polska, choć wolna od "honorowych zabójstw", ma problemy ze zjawiskiem stosowania przemocy wobec kobiet, mające źródło w silnym wpływie Kościoła Katolickiego na życie publiczne. [...] Katolicyzm nie wspiera bezpośrednio, ale też nie sprzeciwia się przemocy wobec kobiet. Istnieją jednak pośrednie związki, poprzez kulturę, która jest silnie oparta na religii.

Początkowo Środa zaprzeczyła tym doniesieniom; następnie przyznała, że mogła użyć podobnych słów, ale wynikało to ze słabej znajomości angielskiego. W rezultacie nacisku mediów premier Marek Belka postanowił ukarać Środę: pełnomocniczka miała stać się podsekretarzem stanu w Ministerstwie Polityki Społecznej. Magdalena Środa oceniła ten pomysł jako "cios w urząd i prawa kobiet" i zagroziła dymisją; premier ustąpił.


Jej ojcem był prof. Edward Ciupak.

Zarejestrowany przez wywiad PRL jako kontakt informacyjny „Gabriel. Wieloletni współpracownik Urzędu ds. Wyznań, ateista, przez niemal całe życie zawodowe zajmował się Kościołem katolickim. Urząd ten, zlikwidowany w końcu 1989 r., był częścią aparatu kontroli i represji PRL, stosowanych wobec kościołów i związków wyznaniowych. Profesor komunistycznej Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR.

                                                                www.yelita.pl

 

Ukraińska firma chce w Polsce wydobywać węgiel

Ukraińska spółka Coal Energy, kierowana przez Wiktora Wiśniowieckiego, przymierza się do rozpoczęcia wydobycia węgla kamiennego na Górnym Śląsku. Przedsięwzięcie to wzbudza spore emocje, ponieważ dotyczy zasobów, które polska strona rządowa oraz krajowe spółki wydobywcze od lat uznają za nieopłacalne w eksploatacji. Wypowiedzi szefa ukraińskiego przedsiębiorstwa dla portalu „Strefa Biznesu” jednoznacznie wskazują, że sąsiedzi zza wschodniej granicy widzą w polskich złożach ogromny potencjał ekonomiczny i energetyczny.

Kluczowym elementem planów spółki jest projekt „Bobrek-Miechowice”, zlokalizowany na pograniczu Bytomia i Zabrza. Zgodnie z założeniami inwestora, pierwszy etap eksploatacji ma objąć złoża szacowane na ponad 9 milionów ton węgla energetycznego. Szersze analizy serii pokładów grupy 400 wskazują jednak, że całkowite zasoby tego rejonu mogą sięgać nawet 25 milionów ton. Coal Energy szacuje, że miesięczny wolumen wydobycia wyniesie około 25 tysięcy ton surowca, który w pierwszej kolejności ma zostać skierowany na zaspokojenie potrzeb ukraińskiego sektora energetycznego, zmagającego się z ogromnymi deficytami.

Lokalizacja przedsięwzięcia bezpośrednio wiąże się z terenami po dawnej kopalni Bobrek-Miechowice, której infrastruktura i pozostałości złóż stają się teraz obiektem zainteresowania zagranicznego kapitału. Kontrast między podejściem polskim a ukraińskim do tych samych zasobów wywołał falę dyskusji wśród ekspertów oraz przedstawicieli związków zawodowych.

Głos w tej sprawie zabrali uznani znawcy branży oraz działacze związkowi, w tym były minister gospodarki Jerzy Markowski, prof. Paweł Soroka z Polskiego Lobby Przemysłowego, a także przedstawiciele strony społecznej – szef WZZ „Sierpień 80” Bogusław Ziętek oraz związkowiec Rafał Jedwabny, znany z bezkompromisowej obrony krajowych kopalń. Krytycy obecnej polityki surowcowej podkreślają, że sytuacja, w której zagraniczna firma widzi zysk tam, gdzie polskie władze dopatrują się jedynie strat, stanowi gorzki dowód na błędną strategię wygaszania krajowego przemysłu wydobywczego.

Autorstwo: Aurelia
Źródło: WolneMedia.net

piątek, 31 lipca 2026

                       WLITY -DRUGI GARNITUR

                                Paweł Śpiewak



Związany ze środowiskiem "Więzi". W 1979 był współzałożycielem podziemnego kwartalnika "Res Publica". Od 1980 działał w NSZZ "Solidarność", pracując w Regionie Mazowsze.

Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Był w kolegiach redakcyjnych "Res Publiki Nowej" i "Przeglądu Politycznego". Stały współpracownik "Wprost" i "Życia Warszawy".

Publikował także w "Tygodniku Powszechnym" oraz w "Dzienniku", "Fakcie", "Gazecie Wyborczej" i "Rzeczpospolitej". Współpracuje z tygodnikiem internetowym "Kultura Liberalna”. 3 października 2011 otrzymał nominację na dyrektora Żydowskiego Instytut Historycznego.

Nacjonalista żydowski i polonofob.

Paweł Śpiewak – socjolog i historyk idei – zrobił karierę na Uniwersytecie Warszawskim, dochodząc do funkcji kierownika Zakładu Historii Myśli Społecznej w Instytucie Socjologii UW i zostając doktorem habilitowanym (profesorem uniwersyteckim), ale dorabia także na pomniejszych uczelniach. To pewnie nie koniec sukcesów zawodowych, ponieważ Śpiewak ma wszelkie predyspozycje do dalszego pięcia się w górę, jak choćby pochodzenie,koneksje i układy zagraniczne. Wydziały socjologii są opanowane przez element naukowy o libertyńskich, lewicowych i filosemickich poglądach, często bezpośrednio przez ludzi żydowskiego pochodzenia. Początków medialnej popularności Śpiewaka należy szukać w postaniu stacji telewizyjnej TVN, gdzie szybko został on wykreowany na wybitnego znawcę szeroko rozumianej sfery polityki, co jest o tyle dziwne, że nie jest on przecież politologiem, czyli nie posiada ukierunkowanej wiedzy w penetrowaniu politycznych niuansów polskiej i zagranicznej rzeczywistości. W każdym bądź razie Paweł Śpiewak stał się stałym gościem i właściwie komentatorem w TVN, a następnie zaczął się systematycznie pojawiać w publicznej TVP. Zaowocowało to chęcią zaistnienia w realnej polityce, co też Śpiewak uczynił, zostając w 2005 roku posłem z ramienia Platformy Obywatelskiej. Jeszcze przed tym wydarzeniem, zademonstrował swą żydowską zaciekłość w czasie prawyborów we Wrześni, kiedy przyczepił się ze swoim synem Janem (wtedy szefem Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej – ŻOOM) do grupy kolporterów wydawnictw jednej z partii narodowych, krzycząc „to wy chcecie bić i mordować Żydów!”. Wobec przybyłej policji złożył doniesienie, iż cały incydent wywołali narodowcy, co stało się początkiem ich kolejnego nękania na drodze sądowej z przychylnością kolejnych ministrów sprawiedliwości ze Zbigniewem Ziobrą włącznie. Profesor UW kierował się zemstą na narodowcach, którzy z gniewem odnieśli się do plugawej i oburzającej wypowiedzi Śpiewaka względem Romana Dmowskiego, że twórca polskiego nacjonalizmu nie zasługuje na nazwanie jego imieniem najbardziej zapyziałego placyku, gdzie schodzą się sikać psy. Września była także świadkiem zaspokajania potrzeb przerosłego ego Śpiewaka, gdy przywieziona tam „grupa oklaskowa” młodzieży w niebieskich koszulkach i hasłami na cześć „idola”( rzekomych członków PO) reagowała sztucznym entuzjazmem na średniobłyskotliwą mowę swego mistrza na trybunie ustawionej we wrzesińskim rynku. Politycznej furory poseł Śpiewak nie zrobił, szerszym echem międzynarodowym odbiła się tylko jego wypowiedź dla niemieckiej gazety „Die Welt”, w której wyraził on wstyd za Polskę Kaczyńskich, co niektórzy odebrali za szkalowanie Polski w ogóle. Zniesmaczony postawą Śpiewaka był znany francuski filozof liberalny o żydowskich korzeniach Guy Sorman i powiedział w dzienniku „Fakt”(6 luty 2007 r.) : „ Postawmy sobie również pytanie, czy moralne jest , by polski poseł oczerniał swój kraj w Niemczech i sugerował Europejczykom, że Polska stała się krajem faszystowskim?”. To poniekąd kolejny dowód, iż tzw. polscy Żydzi odczuwają dużo mniejszą lojalność względem własnego kraju zamieszkania od swych ziomków z innych państw.

Paweł Śpiewak stawia politykę na drugim miejscu(w 2007 r. już nie startował do parlamentu,nie sprawdził się), zresztą właściwie ona sama go na nim postawiła, koncentrując się na działalności wymierzonej w polski ruch narodowy i umacnianie wpływów żydowskich, co czyni jako członek polonofobicznej „Otwartej Rzeczpospolitej” – „Stowarzyszenia przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii”, Rady Programowej żydowskiego miesięcznika kulturalno-propagandowego „Midrasz”, Rady Naukowej rocznika „Zagłada Żydów”(periodyk Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk – co ma tematyka filozoficzno-socjologiczna do historii zagłady Żydów?) oraz współpracownik wielu soc-liberalnych i pseudokatolicko-modernistycznych pism, gdzie drukuje swe artykuły, komentarze i udziela wywiadów. Śpiewak posiada także związki z reaktywowaną w Polsce – m.in. dzięki przychylności urzędującego wtedy prezydenta Lecha Kaczyńskiego – szowinistyczną lożą masonów żydowskich B’ nai B’ rith („Synowie Przymierza”). Oto próbka „naukowego” podejścia Pawła Śpiewaka do znienawidzonego przez siebie Romana Dmowskiego: „ Nie mam żadnej wątpliwości, że Dmowski był ideologicznym łobuzem i stworzył to wszystko, co jest najgorsze w polskiej tradycji” („Angora” 2 stycznia 2006). Osoba mieniąca się naukowcem, profesorem i aspirująca do historycznych analiz polskich dziejów, dostaje piany na ustach i rzuca wyzwiska, gdy ledwie ktoś ruszy problem idei narodowej , a już szczególnie olbrzymich zasług Romana Dmowskiego dla odrodzenia niepodległej Rzeczypospolitej, co przyznają mu najgorsi wrogowie ideowi i polityczni; zdarzało się to nawet incydentalnie Adamowi Michnikowi. Śpiewak w swej prymitywnej i zaciekłej antyendeckiej fobii jest ślepy na wszystkie argumenty, nie potrafi rozpatrywać tych spraw racjonalnie. Nigdy nie doczekaliśmy się oskarżenia i ukarania Pawła Śpiewaka przez aparat sprawiedliwości III/IV RP za notoryczne znieważanie dobrego imienia Romana Dmowskiego, co sądy powinny czynić z urzędu. Cóż, każdy Żyd ma w tym kraju dużo więcej praw od największych Polaków. Po prostu nie żyjemy u siebie, lecz w Judeopolonii.


Jego ojcem był...

Jan Śpiewak [Stinger]



(ur. 18 lipca 1908 w Gołej Przystani, zm. 22 grudnia 1967 w Warszawie) – żydowski poeta, eseista i tłumacz. Mąż poetki Anny Kamieńskiej (1920–1986), ojciec socjologa Pawła Śpiewaka (ur. 1951).

Urodził się na ukraińskiej wsi Goła Przystań w rodzinie żydowskiej, jako syn Leona i Klary. Dzieciństwo spędził w Chersoniu, następnie wraz z rodziną wrócił do Polski i zamieszkał w Równem na Wołyniu. Studiował polonistykę we Lwowie i w Warszawie.Związany był z grupą poetów komunizujących, którzy swoje wiersze drukowali w pismach komunistycznych, Sygnałach i Lewym Torze, były to jawne przybudówki partii komunistycznej. Tam dominował język sekciarski, tam powstawał mit Związku Sowieckiego.

W 1939 roku przebywał we Lwowie, jednak po wybuchu wojny nie walczył z okupantem niemieckim a tym bardziej sowieckim, przyjął z wielką radością najazd ZSRR na Polskę.

Kiedy 29 listopada 1939 Rada Najwyższa ZSRR wydała dekret o nadaniu obywatelstwa radzieckiego "byłym obywatelom polskim" na ziemiach polskich zajętych przez Armię Czerwoną na mocy Paktu Ribbentrop-Mołotow, jako przedstawiciel tzw”polskiej kultury” wyraził swoją wielką radość z tego powodu!?

Przyjaźnił się ze Stanisławem Jerzym Lecem, który we Lwowie na przełomie 1939 i 1940 r. opublikował pierwszy polski wiersz o Stalinie… …oraz z Leonem Pasternakiem, który pisał z emfazą: „17 września – dzień wyzwolenia".

Okres II wojny światowej spędził spokojnie i bezpiecznie w Związku Radzieckim. Do Polski wrócił 1946 roku i pierwsze co zrobił do zapisał się do stalinowskiego PPR.

Do Warszawy wrócił w 1950 kiedy sowieci opanowali już cały kraj i zajął się sowietyzacją i stalinizacją polskiej kultury.Był członkiem redakcji miesięcznika literackiego Współczesność. Wydał wiele tomów poezji, również przekłady utworów literatury rosyjskiej i bułgarskiej. Razem z żoną, Anną Kamieńską, tłumaczył dramaty Gorkiego, zaś we współpracy z Sewerynem Pollakiem opublikował w 1955 dorobek literacki Józefa Czechowicza.

Był zwolennikiem wprowadzania w życie ustaleń Paktu Ribbentrop – Mołotow.

Zmarł w Warszawie. Jest pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach (kwatera C2, rząd 4, grób 11).


Przykład z jego twórczości:

„A myśmy dalej szli, jak bojownicy Stalinowskiej epoki. Nie chyłkiem,
nie podstępem. Na sobie czując Wodza wzrok czas
pochylaliśmy wciąż jaśniej
ku sobie, aż nadszedł w tankach i dni czerwony wyścig wyzwolił nasze
pieśni z smutku. Jak burza biją, grzmot
jak tasak”.

„A ty mówiłeś mi, pamiętam — patrz na ten portret — to jest Stalin.
Ty widzisz Jego wzrok, to radość. Szczęście rzekłem
i powiedzieliśmy wzajemnie,
będziemy dalej iść przez kraty więzień, ognie burz, bo On
jest w tobie, on jest we mnie.
On w naszych sercach, tam płyniemy, gdzie Jego miłość nas ocali”

„w szeregu armii harmoniści
do marszu podajmy takt idącym po zwycięstwo masom”

(Jan Śpiewak, „Rozmowa z Przyjacielem”)

                                                                                       www.yelita.pl

poniedziałek, 29 czerwca 2026

                           ELITY - DRUGI GARNITUR

                                        Płk. Jan Szczęsny

 

 

 Urodzony w 1948 roku Szczęsny ukończył Wo­j­sko­wą Akademię Techniczną, a po­tem tak­że Akademię Dyplomatyczną w Mo­s­kwie. Władał biegle kilkoma ję­zy­ka­mi, w tym ja­poń­skim. – Miał bezcenny dla oficerów służb dar – fotograficzną pa­mięć. Nawet po pobieżnym przeczytaniu całostronicowego tekstu, był go w stanie powtórzyć bez zająknięcia – mówi były o­fi­cer Zarządu II Sztabu Generalnego, który znał Staszka, bo tak do pułkownika mó­wi­li przyjaciele. Jak twierdzą znajomi Szczę­s­ne­go, to właśnie jego fe­no­me­nal­na pa­mięć spowodowała, że błyskawicznie zaczął się piąć po szczeblach kariery w wojskowych służbach PRL. 1 stycznia 1975 roku został formalnie za­re­je­stro­wa­ny, jako oficer pod przykryciem o pseudonimie „White”. Jako tajny agent trafił najpierw do Ministerstwa Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki. Był tam zatrudniony w latach 1976–1979. Potem w latach 1979–1993 pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, m.in. na pla­ców­ce w Japonii. Spod przykrycia – jak wynika z dokumentów WSI – został wycofany oficjalnie w 1992 r.

Szczęsny jako oficer WSI, a jednocześnie państwowy urzędnik, prowadził też szeroką działalność biznesową. Był, np. dyrektorem przedstawicielstwa Berken International w Polsce. Posiadał bardzo szerokie pełnomocnictwa. Nie tylko zakładał, ale także miał bezpośredni dostęp do kont bankowych spółki z Liechtensteinu, które znajdowały się, m.in. w Raiffeisen Banku125 i BIG Banku Gdańskim. Były to rachunki walutowe – w dolarach i markach niemieckich. Oprócz tego Szczęsny posiadał też kartę kredytową „VISA Bussiness Card” z limitem rocznym 30 tys. marek niemieckich.

Pułkownik był też pełnomocnikiem zarejestrowanej w Eschen w Liech­ten­stei­nie firmy Fortus International (kontrolowanej przez Grzegorza Szy­man­ka). Poprzez tę firmę robił interesy, m.in. z Ryszardem Boguckim – np. nad­zo­ro­wał transakcję zakupu słynnego czarnego Ferrari Testarossa, którym jeździł zabójca „Pershinga”. Ten legendarny samochód należał, bowiem, do Berken International. W jaki sposób Ferrari Testarossa stało się wła­s­no­ś­cią firmy z Liechtensteinu? Odpowiedź kryje analiza policyjna wykonana na podstawie zeznań Szymanka. Wynika z niej, że transakcję zakupu Fer­ra­ri przez spółkę bezpośrednio prowadził właśnie płk Szczęsny (…) Tran­sa­k­cja sprzedaży Ferrari była fikcyjna. Najprawdopodobniej chodziło tylko o za­le­ga­li­zo­wa­nie pochodzących z niejasnych źródeł pieniędzy, których po­t­rze­bo­wał Szymanek. Zaskakujące jest jednak to, że w tej wątpliwej transakcji brał udział pułkownik WSI, potem wieloletni urzędnik państwowy de­cy­du­ją­cy o sprzedaży wielomiliardowego majątku.

Szczęsny nie był jedynym człowiekiem służb związanym ze spółką z Liech­ten­stei­nu. Pełnomocnikiem Berken International był też Wiesław S., były porucznik kontrwywiadu wojskowego PRL (WSW) i współpracownik SB. Ten śląski biznesmen będąc pełnomocnikiem spółki z Vaduz, prowadził z nią jednocześnie wątpliwe interesy. Związana z nim firma PHU Vicom była pośrednikiem w sprzedaży przez Berken International sprzętu e­lek­tro­ni­cz­ne­go do Unitry Eltron w Katowicach.

W 1994 roku płk Szczęsny trafił tam, gdzie podejmowano najważniejsze decyzje prywatyzacyjne – do Ministerstwa Przekształceń Własnościowych. Na czele resortu stał wtedy Wiesław Kaczmarek. – Szczęsny poznał Kaczmarka podczas wypadu na żagle, w Giżycku. Szybko się zaprzyjaźnili. Szczęsny chyba trochę imponował Kaczmarkowi, który chciał mieć w mi­ni­s­ter­stwie zaufanego człowieka służb – wspomina kulisy zatrudnienia Szczęsnego w resorcie człowiek, który w tamtych latach zasiadał w za­rzą­dzie ważnego państwowego przedsiębiorstwa.

 

 Minister Wiesław Kaczmarek (SLD) odpowiedzialny za prywatyzację Unitry-Serwis
 

Jako urzędnik Ministerstwa Prze­k­sz­tał­ceń Własnościowych płk Szczę­s­ny uczestniczył w sprzedaży wartego miliardy złotych pań­stwo­we­go ma­jąt­ku. Podejmowane przez niego de­cy­zje były kluczowe dla przyszłości wie­lu przedsiębiorstw. To on opiniował do­ku­men­ty, które potem trafiały do po­d­pi­su kierownictwa resortu. Będąc urzędnikiem w Ministerstwie Prze­k­sz­ta­ł­ceń Włas­no­ś­cio­wych, a potem Ministerstwie Skarbu (m.in. był dyrektorem departamentu pry­wa­ty­za­cji), przeprowadził dziesiątki, jeśli nie setki, bardzo ważnych procesów pry­wa­ty­za­cyj­nych. Zasiadał też w radach nad­zor­czych takich spółek, jak: PZU, PLL LOT, czy Drukarnia Skarbowa.

Mimo, że podejmowane przez niego decyzje budziły wątpliwości i in­te­re­so­wa­ły się nimi prokuratury oraz służby specjalne, pułkownik przez lata po­zo­sta­wał poza zasięgiem organów ścigania. Według prokuratury w Ka­to­wi­cach za niektóre decyzje mógł otrzymywać łapówki, których część wpływała na jego prywatne konto w jednym ze szwajcarskich banków. Według wy­cią­gu z rachunku, który otrzymali polscy śledczy, na koncie miało się znaj­do­wać ok. 200 tys. USD. Bliscy płk Szczęsnego potwierdzili, że miał konto w Szwaj­ca­rii w banku Paribas. - - Na tym koncie znajdowały się nasze wspólne oszczędności – zeznała w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jego żona Dorota. Twierdziła, że konto to zostało założone jeszcze podczas pobytu jej męża na placówce dyplomatycznej w Japonii. Syn, Maciej, zeznał, że o szwajcarskim koncie dowiedział się po śmierci ojca. A wszystkie formalności związane z tym rachunkiem bankowym załatwiała matka. Śledczy nie zdążyli zapytać o to samego pułkownika, który zmarł w 2003 r, w wieku 55 lat, na raka. Do dziś nie wiadomo, czy ta śmierć nie została sfingowana. Podejrzewali to, m.in. agenci Centralnego Biura An­ty­ko­rup­cyj­ne­go, a wcześniej policjanci z Centralnego Biura Śledczego oraz pro­ku­ra­to­rzy. Płk Szczęsny miał, bowiem, zejść na terenie Stanów Zjednoczonych, a jego zwłoki zostały szybko skremowane. Do kraju wróciła tylko urna z pro­cha­mi. Zastanawiającym faktem jest, że pytana o okoliczności śmierci mę­ża, Dorota K.-Sz., nie potrafiła precyzyjnie podać daty zgonu najbliższego człowieka.

sobota, 27 czerwca 2026

                          ELITY - DRUGI GARNITUR

                      Jarosław Józef Szczepański

 

 

 Jarosław Józef Szczepański (ur. 19 sier­p­nia 1950 w Warszawie ) – dziennikarz i pub­li­cy­s­ta ekonomiczny, Prezydent żydowskiego tajnego stowarzyszenia B’nai B’rith Polin. (po hebrajsku: Synowie Przymierza) w Polsce. (2009-2014).

Niejawny współpracownik WSI. (ko­mu­ni­sty­czny wywiad PRL).
Przyjaciel i bliski współpracownik Bro­ni­sła­wa Komorowskiego !

Od połowy lat 70. pracował w “Expressie Wieczornym”, gdzie zajmował się tematyką gospodarczą, zwłaszcza górnictwem.

W 1981 r. był szefem działu informacyjnego “Tygodnika Solidarność”, póź­niej współpracował z podziemnymi strukturami związku na Śląsku, dzięki czemu w 1989 r. znalazł się przy “okrągłym stole” jako sekretarz strony “solidarnościowej” w podzespole górniczym. Niedługo potem wrócił do “Tygodnika Solidarność” - już jako sekretarz redakcji - ale nie na długo, bo ostentacyjnie odszedł stamtąd, gdy kierownictwo gazety objął Jarosław Kaczyński.

Od początku lat 90. związany był z Telewizją Polską, a w latach 1997-2000 przebywał w USA, gdzie jego żona, również znana dziennikarka Dorota Warakomska, była korespondentką TVP.

 

Dorota Warakomska żona Szczepańskiego. 
 

Po powrocie do kraju Szczepański został wiceszefem Telewizyjnej Age­n­cji Informacyjnej i choć w 2002 r. stra­cił posadę na Woronicza, to wró­cił tam już po dwóch latach - tym razem jako rzecznik prasowy no­we­go prezesa Jana Dworaka, starego znajomego jeszcze z początku lat 80. (Dworak był wówczas se­kre­ta­rzem redakcji “Tygodnika So­li­da­r­ność”, którą kierował Tadeusz Ma­zo­wie­cki). Gdy Dworaka w TVP zastąpił Bronisław Wildstein, Szczepański ostatecznie odszedł z telewizji. Niedługo potem, na początku 2007 r., jego na­z­wi­sko znalazło się w raporcie z likwidacji Wojskowych Służb In­for­ma­cy­j­nych - jako niejawnego współpracownika WSI.

Podczas pracy w TAI miał on informować WSI o “planach w zakresie zmian personalnych, co do zagranicznych korespondentów TVP”, a po opuszczeniu telewizji “oferował WSI gotowość infiltracji “Rzeczpospolitej” lub “Wprost” bądź “innej związanej z jego profesją instytucji”". On sam sta­no­w­czo zaprzeczył tym informacjom, wytoczył proces sądowy Mi­ni­ster­stwu Ob­ro­ny Narodowej, opublikował też list otwarty do prezydenta Ka­czy­ń­skie­go. Do dziś twierdzi, że jego współpraca z WSI, polegała tylko na tym, że w 2002 r. na prośbę znajomego oficera z ataszatu wojskowego w Wa­szy­n­g­to­nie przywiózł z Rosji zakupiony w księgarni komplet map jeziora Bajkał i okolic, gdzie przebywał na urlopie.

Kilka tygodni po publikacji raportu, ówczesny wicemarszałek Sejmu Bro­ni­sław Komorowski zatrudnił Szczepańskiego jako swojego doradcę me­dia­l­ne­go. Polityk PO mówił wówczas: “z Jarosławem Szczepańskim znam się od stu lat”, przekonywał: “mamy do siebie zaufanie, poza tym ma świetną opinię”, trudno jednak nie dostrzec w tym geście wyraźnej deklaracji politycznej: oto jedyny polityk Platformy, który od początku kon­se­k­wen­t­nie sprzeciwiał się likwidacji WSI, zatrudnił dziennikarza oskarżonego o współpracę z tymi służbami.

 

 Bronisław Komorowski (PO)
 

Co więcej, gdy jesienią 2007 r. Ko­mo­ro­wski został marszałkiem, od razu po­wo­łał Szczepańskiego na stanowisko sze­fa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Nie pełnił tej funkcji długo, bo zaledwie pół roku, ale nawet w tak krótkim czasie “zasłynął” odebraniem stałych przepustek dla dziennikarzy niektórych mediów, w tym “Naszej Polski”, “Naszego Dzien­ni­ka”, “Tygodnika Solidarność”, telewizji Trwam.

W 2011 odznaczony Krzyżem Ka­wa­ler­skim Orderu Odrodzenia Polski

piątek, 26 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                        Miron Sycz

 

 

 Miron Sycz (ukr. Мирон Сич) (ur. 3 stycznia 1960 w Ostrym Bardzie) – polityk ukraińskiego pochodzenia, działacz antypolskiego Związku Ukraińców w Polsce, nauczyciel, samorządowiec, poseł na Sejm VI kadencji .Były aktywista PZPR i ZSP, współpracownik SB zapisany jako kontakt operacyjny MK [akta IPN], sympatyk OUN-UPA, zamieszany w aferę Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie, poseł PO.

Jest synem Ołeksandra Sycza, członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów od 1938 oraz strzelca w kureniu "Mesnyky" Ukraińskiej Powstańczej Armii, po wojnie skazanego przez polski sąd na karę śmierci, zamienionej potem na piętnaście lat pozbawienia wolności

Miron Sycz ukończył studia na Wydziale Matematyki Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie, tam też podjął współpracę z SB. Odbył również studia podyplomowe w zakresie europejskiej administracji samorządowej i rządowej w Wyższej Szkole Humanistycznej w Pułtusku.

W latach 1984-1990 był kierownikiem internatu i nauczycielem w Liceum Ogólnokształcącym w Górowie Iławeckim. Jest założycielem Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim, w którym od 1990 do 2007 pełnił funkcję funkcję dyrektora, następnie został honorowym dyrektorem tej placówki. W latach 1998-2007 zasiadał w sejmiku warmińsko-mazurskim trzech kadencji, zajmując w nim od początku stanowisko przewodniczącego. Jest współorganizatorem ukraińskich inicjatyw kulturalnych na Warmii i Mazurach, był także delegatem na Światowe Forum Ukraińców w Kijowie. Od 1999 przewodniczył jednocześnie radzie społecznej Szpitala Rehabilitacyjnego w Górowie Iławeckim.

Był członkiem PZPR, aż do jej końca w 1989. Po 1990 działał w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, Unii Wolności i Partii Demokratycznej. W wyborach parlamentarnych w 2005 był kandydatem PD do Senatu. Od 2006 pozostaje związany z Platformą Obywatelską. W wyborach parlamentarnych w 2007 z listy PO uzyskał mandat poselski. Należy również do Stowarzyszenia Ordynacka, byłych aktywistów ZSP [znanego jako Zsyp]. Biuro poselskie prowadzi w Bartoszycach.

W Sejmie objął funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, grup parlamentarnych polsko-ukraińskiej i polsko-rosyjskiej oraz delegacji Sejmu do Zgromadzenia Poselskiego Sejmu RP i Rady Najwyższej Ukrainy.


Klub PO zawiesił posła Mirona Sycza

Poseł PO Miron Sycz został zawieszony w prawach członka klubu parlamentarnego - dowiedział się "Wprost". To efekt poniedziałkowej publikacji dotyczącej podejrzanej inwestycji parlamentarzysty.

Aferę opisaną przez "Wprost" omawiało prezydium klubu platformy. - Ustaliliśmy, że do momentu wyjaśnienia sprawy poseł Sycz zostaje zawieszony w prawach członka klubu - powiedział "Wprostowi" jeden z członków prezydium klubu PO. Z informacji tygodnika wynika, że wyjaśnieniem sprawy zajmie się Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją. Sprawę ma zbadać także NIK, do której wniosek zgłosiła inna posłanka PO Lidia Staroń.

Sprawa dotyczy Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie, w którego władzach zasiadają Sycz i drugi poseł Adam Krzyśków (PSL). Sycz jest członkiem rady nadzorczej, a Krzyśków prezesem. W czerwcu 2007 roku do Funduszu trafił wniosek o dofinansowanie budowy wiaty edukacyjnej. Złożyło go założone przez Sycza Środkowoeuropejskie Centrum Szkolenia Młodzieży. We władzach tego stowarzyszenia zasiada żona posła. Siedziba Centrum mieści się zaś w jego domu. Już w lipcu 2007 roku, a więc miesiąc po złożeniu wniosku, WFOŚiGW przyznał powiązanemu z posłem stowarzyszeniu 40 tys. złotych dotacji.

Problem jednak w tym, że ziemia, na której miała powstać wiata, to prywatna działka posła. Centrum Szkolenia Młodzieży w momencie wnioskowania o dotację nie miało do niej żadnych praw. Także sama budowa była nielegalna, bo działka nie była budowlana i została odrolniona dopiero w grudniu 2007 roku, a więc długo po zakończeniu budowy i podpisaniu umowy z WFOŚiGW. - Jeszcze przed przyznaniem tej dotacji założyłem sobie, że w przyszłości przekażę na rzecz Centrum 2 ha ziemi - broni się poseł Miron Sycz.

Sycz użyczył stowarzyszeniu działkę w listopadzie 2007 r. Czyli w momencie, gdy dotacja była już dawno przyznana a budowa wiaty miała się ku końcowi. Poza tym owo przekazanie to nie darowizna, a umowa nieodpłatnego użyczenia. Można ją rozwiązać z końcem każdego roku. Jedynym warunkiem jest trzymiesięczny termin wypowiedzenia. Wybudowana za państwowe pieniądze wiata w każdej chwili może więc przejść na własność Sycza. Adam Krzyśków, szef WFOŚiGW i poseł PSL, utrzymuje, że przyznanie dotacji odbyło się zgodnie z prawem. - Ale będziemy tę sprawę jeszcze wyjaśniać. Najważniejsze jednak, że wiata edukacyjna powstała - mówi "Wprost" Krzyśków.

Po co Syczowi wiata? Według oficjalnej wersji, mają się pod nią odbywać szkolenia i zajęcia dla lokalnej społeczności. Informatorzy "Wprostu" w Górowie Iławeckim twierdzą jednak co innego. - Sycz mówił mi kiedyś, że latem chce tam zrobić dyskotekę. Grill, piwo, muzyka. Zawsze powtarzał, że w Górowie przydałaby się tancbuda - relacjonuje jeden z byłych współpracowników posła.

Michał Krzymowski


oraz ciekawostka:

 

Deportacja?

https://www.youtube.com/watch?v=uljuOpOc8J0 

17 czerwca 2026 r. agencja Reuters poinformowała o wyniku głosowania w Parlamencie Europejskim w Brukseli nad zaostrzeniem przepisów dotyczących nielegalnych imigrantów. Stosunkiem głosów 418 do 218 nowe prawo zostało przyjęte. Środowiska nazywające się prawicowymi zareagowały skandowaniem „Send them back!” („Odesłać ich z powrotem!!), popierając deportację, natomiast lewicujące ugrupowania zganiły tę decyzję jako hańbiącą, skandując „Shame on you!” („Wstydźcie się!”).

Przestrogą o charakterze kruczka terminologicznego jest kalka językowa obecna w języku polskim. W przyjętej legislacji pojęcia „detencja” oraz „ośrodek detencyjny” są równoznaczne z pozbawieniem wolności i aresztowaniem. Czy w interesie państwa rozbudowującego ośrodki aresztowań dla migrantów jest zwiększanie ich liczby, zamiast sprawnego deportowania osób nielegalnie przebywających na terytorium kraju? Osobami nielegalnymi (ale czy skutecznie weryfikowanymi), wjeżdżającymi i pozostającymi na utrzymaniu podatnika, są przecież często ludzie posługujący się np. fałszywymi dokumentami.

Z zapowiedzi wynika, że reforma nie rozwiązuje problemu, ale sprowadza się do pogłębienia jego kosztownego i niebezpiecznego oblicza. Przepis brzmi bowiem: „Parlament Europejski popiera prawo zezwalające na tworzenie zagranicznych ośrodków detencyjnych.” Zamiast oczekiwanego społecznie zwiększenia liczby deportacji, popierane jest tworzenie ośrodków aresztowań za granicą. Za czyją granicą? Krytycy twierdzą, że jest to okrutny system, który drastycznie osłabia ochronę osób ubiegających się o azyl.

Decyzja ta potwierdza wzrost nastrojów antyimigranckich w Unii Europejskiej w ciągu ostatniej dekady, który przekłada się na wzrost poparcia społecznego dla partii skrajnie prawicowych. Tekst przyjętego rozporządzenia, który wymaga jeszcze ostatecznego, formalnego zatwierdzenia przez rządy 27 państw członkowskich, ma oznaczać wyraźne zaostrzenie polityki migracyjnej w UE, ukształtowanej po napływie ponad miliona uchodźców i migrantów w latach 2015–2016.

„Rozporządzenie w sprawie powrotów zapewni niezbędne narzędzia, które sprawią, że powroty będą bardziej efektywne, a procedury szybsze i skuteczniejsze” – napisała we wtorek przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w liście skierowanym do państw członkowskich przed spotkaniem przywódców UE w Brukseli. Kraje Wspólnoty otwarcie przyznają, że mają trudności z egzekwowaniem nakazów opuszczenia ich terytorium przez osoby, których wnioski o azyl odrzucono lub które przekroczyły ważność wiz.

Z kolei krytycy nowych rozwiązań uważają, że polityka migracyjna UE skupia się zbyt mocno na odstraszaniu i deportacji, ignorując główne przyczyny migracji, w tym konflikty zbrojne, ubóstwo i represje polityczne.

„Nieludzkie traktowanie migrantów i uchodźców, m.in. w Wielkiej Brytanii, USA i wielu krajach UE, jest przerażające i często prowadzi do pozbawienia ich podstawowych praw” – powiedział w poniedziałek w Radzie Praw Człowieka ONZ Volker Türk, Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw praw człowieka. „Nowe przepisy Unii Europejskiej dotyczące powrotu migrantów grożą rozszerzeniem stosowania zatrzymań, utworzeniem zagranicznych ośrodków repatriacyjnych i osłabieniem zabezpieczeń przed wydaleniem”.

W zeszłym miesiącu Komisja Europejska zaprosiła przedstawicieli talibów do Brukseli, aby omówić kwestię deportacji afgańskich migrantów, pomimo ostrzeżeń ze strony organizacji zajmujących się prawami człowieka, że takie zaangażowanie mogłoby „zagrozić Afgańczykom” i naruszyć podstawowe wartości UE. Komisja i rząd Szwecji, który współorganizuje wizytę, stwierdziły, że spotkanie ma charakter czysto techniczny i nie stanowi dyplomatycznego uznania rządów talibów.

Wizyta, zaplanowana na 22–23 czerwca – jak wynika z listu, do którego dotarła agencja Reuters, a który adresowany był do Abdula Qahera Balkhiego, rzecznika talibskiego MSZ – ma koncentrować się na „powrocie i readmisji obywateli Afganistanu nieposiadających prawa pobytu w Unii Europejskiej”.

Rzecznik belgijskiego ministra spraw zagranicznych poinformował w środę, że Belgia otrzymała wnioski wizowe od pięciu członków delegacji talibów. Dodał, że delegacja zostanie poddana szczegółowej kontroli bezpieczeństwa i na razie nie wiadomo, kiedy Belgia będzie mogła przyznać wizy. Rzecznik zaznaczył również, że belgijski minister spraw zagranicznych Maxime Prévot stanowczo nie zgadza się z tym zaproszeniem: „Nie popiera zaproszenia przedstawicieli reżimu talibów do Brukseli. Nigdy nie zgodziłby się na to, by rząd belgijski we własnym imieniu zapraszał te osoby na rozmowy w Belgii”. Komisja poinformowała w zeszłym miesiącu, że deportacje będą ograniczone do osób, „które stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa”. Ani Komisja, ani szwedzki minister ds. migracji nie potwierdzili jeszcze ostatecznej daty spotkania.

Kraje Zachodu konsekwentnie odmawiają uznania talibów od czasu, gdy ta radykalna islamistyczna organizacja obaliła wspierany przez USA i NATO rząd w Afganistanie w 2021 roku i odzyskała władzę.

Mając na uwadze kwestię bezpieczeństwa obywateli Polski w obliczu narastającej lawinowo obecności cudzoziemców i eskalującej przestępczości, należałoby dostosować krajowe przepisy do rzeczywistości. Oznacza to m.in. pilną weryfikację osób i instytucji wydających zezwolenia na pobyt w Polsce, aby wykluczyć prowadzenie rozległej sieci tej działalności przez cudzoziemców lub osoby z obywatelstwem polskim nadanym po 1985 roku.

Ośrodki zatrzymań dla cudzoziemców generują ogromne koszty dla państwa, czyli dla podatnika. Jeśli za samo przestrzeganie obowiązującego w nich regulaminu zatrzymany na 3 miesiące obcokrajowiec uzyskuje legalizację pobytu, pozostaje on w kraju ze statusem legalnego, bezrobotnego migranta bez wykształcenia umożliwiającego podjęcie pracy.

Czy przyjęte w Parlamencie Europejskim prawo w powyżej opisanym brzmieniu i z jego bezpośrednimi następstwami może rzeczywiście cieszyć?

Opracowanie: Jola
Na podstawie: Reuters.com, YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net


              ELITY - DRUGI GARNITUR                            Magdalena Środa     Magdalena Środa (ur. 7 stycznia 1957 w Warszawie) – teo...