czwartek, 4 czerwca 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                      Tomasz Miśkiewicz

 

(ur. 9 lipca 1977) – mufti Muzułmańskiego Związku Religijnego w Rzeczypospolitej Polskiej oraz przewodniczący Najwyższego Kolegium Muzułmańskiego Związku Religijnego.

 

 

Tomasz Miśkiewicz posiada wykształcenie szariackie, dlatego jest cichym zwolennikiem wprowadzenia szariatu w Polsce. Ukończył wyższe studia licencjackie z zakresu prawa muzułmańskiego w Arabii Saudyjskiej. Pełnił funkcję imama gminy białostockiej. Muftim został wybrany 20 marca 2004 roku podczas XV Kongresu Muzuł­mańskiego Związku Religijnego, utrzymy­wanego z polskich podatków i hojnie dotowanego m.in. przez MSWiA, Urząd Miasta Białegostoku czy Urząd Marszałkowski Województwa Podlas­kiego!

Prowadzi przedstawicielstwo Światowego Zgromadzenia Młodzieży Muzułmańskiej (WAMY) na Europę Wschodnią którego celem jest islamizacja wschodniej europy oraz fundację na rzecz budowy kompleksu handlowo-meczetowego w Warszawie( Afera Meczetowa).

Rozwija islamską agroturystykę w rejonie starych meczetów tatarskich, którego główną atrakcją jest - święto ofiarowania (Kurban Bayram) – czyli brutalne i krwawe obrządki podrzynania zwierząt na żywca głównie byków i krów!

Na te barbarzyństwa wydawane są pieniądze polskich podatników z dotacji jaką funduje na ten cel Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego !!!

 


 

Polski Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis rozporządzenia ministra rolnictwa, który pozwala na rytualne zabijanie zwierząt, jest sprzeczny z ustawą o ochronie zwierząt, a przez to - z konstytucją. Zakwestionowany przepis stracił moc prawną z końcem 2012.

12 lipca 2013 roku podczas głosowania w Sejmie, politycy zdecydowali, że ubój rytualny jest nielegalny. Odrzucono rządowy projekt dopuszczający możliwość zabijania zwierząt bez ich ogłuszania. Za odrzuceniem projektu ustawy w pierwszym czytaniu głosowało 222 posłów, 178 było przeciw, a 9 wstrzymało się od głosu. Tym sposobem Polska stała się drugą Szwajcarią przynajmniej w tej dziedzinie!

To policzek wymierzony w nas, w Islam – dlatego Mufti Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP Tomasz Miśkiewicz zapowiedział - nieposłuszeństwo wobec zakazu uboju rytualnego czyli wobec polskiego prawa!

"Społeczność muzułmańska ma w tej chwili wielki problem co zrobić i jak będziemy obchodzić te święta. Niezależnie od tego, w którą stronę pójdzie polskie prawo zapowiedziałem, że jako zwierzchnik muzułmański w Polsce złożę tę ofiarę. Święta obchodzone będą w 100 proc. zgodnie z rytuałem" - mówił Miśkiewicz.

Muftiego poparł Nezar Charif, imam z warszawskiej gminy muzułmańskiej. W rozmowie z "Dispatch International" opowiedział się on za wprowadzeniem szariatu w Polsce. "Szariat jest taki sam dla wszystkich i dlatego jest lepszy niż polskie i europejskie prawo. Na tę chwilę w żadnym kraju na świecie nie obowiązuje prawdziwe prawo szariatu. Zostało ono wypaczone" - opowiadał Nezar Charif.

Pytany o ocenę fundamentalistycznych sekt islamskich stwierdził: "Są wspaniali. Wszyscy muzułmanie są fundamentalistami".

Zapytany o jego opinię nt. stosunków seksualnych z dziećmi Sharif odpowiedział, że wiek nie ma znaczenia. Jego zdaniem są trzy warunki, które musi spełnić kobieta: być dojrzała fizycznie i psychicznie, odczuwać pociąg seksualny w stosunku do mężczyzny, a później dodał:

"Lepiej, jeśli dziecko doświadcza seksu w ramach małżeństwa niż z nieznanym mężczyzną poza małżeństwem".

Niech ten przykład uświadomi nam jak bardzo odmienną religią islam jest od naszej.

Tymczasem, pomimo protestów lokalnej społeczności w Puławach w lipcu 2013 odbył zjazd Ligi Muzułmańskiej, co do której wiadomo, że jest powiązana z fundamentalistycznym Bractwem Muzułmańskim, potwierdzają to także Muzułmanie zamieszkali w Polsce. Sharif w wywiadzie ujawnia, że otrzymuje dotacje z Arabii Saudyjskiej.

Islamizacja Polski w etapach:

I etap - ubój rytualny zwierząt

II etap – dżihad inaczej ubój rytualny niewiernych, już mamy pierwszą ofiarę to polski inżynier geolog Piotr Stańczak na którym islamiści dokonali uboju rytualnego przy pełnej bierności rządu premiera Tuska (PO-PSL).

III etap – wprowadzenie szariatu zamiast prawa polskiego i europejskiego.

Mufti Miśkiewicz zawiązał więc cichą koalicję przeciwko Polsce i Polakom razem z polskimi rezakami z PSL oraz rabinem Schudrichem i żydowską, organizacja masońską, B’nai B’rith po hebrajsku Synowie Przymierza.

Napisał listy - paszkwile do wszystkich ambasad muzułmańskich w Polsce oraz do ambasady USA w Polsce, nie pominął też wszystkich najważniejszych urzędów w kraju.

Naprawdę jednak nie chodzi o wolności religijne w Polsce których jest zbyt wiele, a muzułmanie w Polsce powinni mieć takie same prawa jakie w krajach islamskich mają chrześcijanie czy też ateiści.! Chodzi jak zwykle o kasę z tego brutalnego i krwawego uboju czyli o certyfikaty halal!

Gdański imam Hani Hraish zarzucił muftiemu Tomaszowi Miśkiewiczowi, że wykorzystuje swoją funkcję do czerpania zysków z prywatnych interesów. - To karygodne - twierdzi Hraish.

Według niego, chodzi o miliony złotych, które firma, należąca do żony Miśkiewicza, czerpie z wystawiania certyfikatów halal i koszer.

Choć Miśkiewicz reprezentuje muzułmanów m.in. w rozmowach z ministrem Bonim, to w wyniku wewnętrznych walk o kasę za certyfikaty został w lipcu 2013 roku usunięty z funkcji Muftiego.

Co łączy muzułmanina Miśkiwicza z Boni-Bauerem- koszer ministrem w rządzie Tuska?
Wspólne zamiłowanie do kasy i niechęć do Polski i Polaków!

Ubój rytualny halal jest niepotrzebny w Polsce. Zamrożone mięso można też sprowadzać z zagranicy. Można wreszcie jeść ryby. Tu jednak chodzi o interes. Za certyfikowanie mięsa halal płaci się Muftiemu. Im mniej tego mięsa - tym mniejszy zarobek a o to chodzi w tej całej sprawie! Inną ciekawostką, jest pytanie czy od tych dochodów Mufti Miśkiewicz odprowadził podatek dochodowy i VAT do skarbu polskiego państwa i w jakiej wysokości? Niech przedstawi stosowne dokumenty do wglądu publicznego a jak nie to powinien zająć się sprawą – Urząd Kontroli Skarbowej i Urząd Komisji Nadzoru Finansowego RP.

 

Dożywocie za zabicie Henry’ego Nowaka ceremonialny nożem                                      https://www.youtube.com/watch?v=raMzX-3nHio

 W Southampton zapadł wyrok w głośnej sprawie zabójstwa 18-letniego Henry’ego Nowaka, studenta rachunkowości i finansów na Uniwersytecie w Southampton. Southampton Crown Court skazał 23-letniego Vickruma Digwę na karę dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe najwcześniej po 21 latach. Sąd uznał go za winnego morderstwa oraz nielegalnego posiadania broni w miejscu publicznym. W procesie skazano również matkę sprawcy, Kiran Kaur, za pomoc w zatarciu śladów przestępstwa – przeniosła ona narzędzie zbrodni z miejsca zdarzenia do rodzinnego domu, gdzie później odnalazła je policja.

Do tragedii doszło 3 grudnia 2025 roku na Belmont Road w Southampton, gdy Henry Nowak wracał do domu po spotkaniu ze znajomymi. Według ustaleń sądu, doszło do konfrontacji z Vickrumem Digwą, który posiadał przy sobie nóż o długości około 21 cm. Oskarżony twierdził, że była to broń ceremonialna związana z jego wiarą sikhijską, jednak prokuratura wykazała, że narzędzie zostało użyte jako broń ofensywna. Digwa zadał studentowi pięć ciosów, w tym śmiertelne ugodzenie w klatkę piersiową, które przebiło płuco oraz duże naczynia krwionośne, prowadząc do masywnego krwotoku. W trakcie procesu oskarżony bezpodstawnie utrzymywał, że działał w samoobronie, fałszywie oskarżając ofiarę o atak na tle rasistowskim i upojenie alkoholowe, co obaliły badania toksykologiczne wykazujące jedynie śladowe ilości alkoholu.

Sprawa wywołała szeroką debatę publiczną na temat działań służb. Po ataku, w wyniku zgłoszenia alarmowego wykonanego przez rodzinę oskarżonego, funkcjonariusze policji Hampshire otrzymali błędne informacje, przez co początkowo potraktowali ciężko rannego, umierającego studenta jako sprawcę napadu. Henry Nowak został zakuty w kajdanki i – jak wskazywały relacje – był nieprawidłowo traktowany w momencie, gdy tracił przytomność. Dopiero po pewnym czasie policjanci zorientowali się, że to on jest ofiarą i podjęli próbę udzielenia pomocy medycznej, wspieraną przez lekarza przylatującego śmigłowcem, jednak życia 18-latka nie udało się uratować.

Takie zachowanie jest szokujące, gdyż policjanci powinni udzielić mu pomocy, nawet w sytuacji gdyby jednoznacznie Nowak był sprawcą. Priorytetem jest ratowanie życia człowieka, a Nowak był ranny, nie był agresywny i nie miał przy sobie żadnej broni.

Rodzina zamordowanego, w tym jego ojciec Mark Nowak, ostro krytykowała sposób interwencji, podkreślając, że Henry „nie powinien umrzeć na ulicy w policyjnych kajdankach”. W przestrzeni publicznej pojawiły się oskarżenia pod adresem policji o rasizm wobec białego młodego mężczyzny. Policja Hampshire i Isle of Wight wystosowała przeprosiny wobec rodziny, przyznając, że ocena sytuacji mogła być błędna, choć podkreśliła presję czasu i wprowadzenie funkcjonariuszy w błąd przez osoby obecne na miejscu.

Sprawa interwencji funkcjonariuszy jest obecnie przedmiotem niezależnego postępowania prowadzonego przez organ nadzorczy IOPC. Śledczy badają decyzje o użyciu kajdanek, sposób oceny sytuacji oraz jakość reakcji medycznej. Choć eksperci medyczni zaznaczają, że przy tak poważnych obrażeniach wewnętrznych szanse na przeżycie były minimalne nawet przy natychmiastowej pomocy, kluczowe pozostaje pytanie, czy błędna ocena policji nie pozbawiła ofiary szansy na ratunek. Wyrok w sprawie karnej dla matki sprawcy zostanie ogłoszony podczas oddzielnej rozprawy.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: PolishExpress.co.uk [1] [2]
Źródło: WolneMedia.net



poniedziałek, 1 czerwca 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                      Mirosław Milewski

 

 

 Mirosław Milewski (ur. 1 maja 1928 w Lipsku nad Biebrzą, zm. 23 lutego 2008 w Warszawie) – generał dywizji Milicji Obywatelskiej, działacz komunistyczny, stalinowski oprawca.

Pracował w stalinowskim aparacie bezpieczeństwa od 1944 roku. Przeszedł wszystkie szczeble kariery. Zaczynał w Urzędzie Bezpieczeństwa w Augus­to­wie, związany był ze zbrodniczą obławą augustowską.

Od 10 do 25 lipca 1945 regularne oddziały Armii Czerwonej należące do 3 Frontu Białoruskiego i jednostki 62 Dywizji Wojsk Wewnętrznych NKWD (w tym 385 Pułk Strzelecki Wojsk Wewnętrznych NKWD), osłaniane i wspomagane przez UB i 110-osobowy pododdział 1 Praskiego Pułku Piechoty, przeprowadziły szeroko zakrojoną akcję pacyfikacyjną obejmującą tereny Puszczy Augustowskiej i jej okolic. Wśród żołnierzy polskich wspomagających Rosjan szczególnie aktywny udział w pacyfikacji brał późniejszy szef MSW Mirosław Milewski. Oddziały radzieckie otaczały tamtejsze wsie, aresztując ich mieszkańców podejrzanych o kontakty z partyzantką. Zatrzymano ponad 7 tys. osób, które więziono w ponad pięćdziesięciu miejscach. Sowieci utworzyli obozy filtracyjne, gdzie torturowano i przesłuchiwano zatrzymanych, przetrzymując ich skrępowanych drutem kolczastym w dołach zalanych wodą pod gołym niebem. Około 600 osób narodowości polskiej zostało wywiezionych w nieznanym kierunku i wszelki ślad po nich zaginął; aresztowania tych osób dokonały organy Smiersz 3 Frontu Białoruskiego.

Do 1958 r. służył w powiatowych i wojewódzkich ogniwach aparatu bezpieczeństwa. Od początku lat 60. pracował w MSW, początkowo w Wojewódzkim Urzędzie w Białymstoku. W latach 1962- 1971 był wicedyrektorem i dyrektorem I Departamentu MSW, od 1971 wiceministrem spraw wewnętrznych. W latach 1980-1981 minister spraw wewnętrznych PRL.

Generał brygady Milicji Obywatelskiej od 1971 roku. Nominację wręczył przewodniczący Rady Państwa PRL Józef Cyrankiewicz. Generał dywizji Milicji Obywatelskiej od 1979 roku. Nominację wręczył przewodniczący Rada Państwa prof. Henryk Jabłoński.

W latach 1945-1948 był członkiem PPR, a następnie PZPR. W latach 1971-1980 zastępca członka, a od 1980 roku członek Komitetu Centralnego PZPR. Od lipca 1981 roku był członkiem Biura Politycznego i sekretarzem KC PZPR. Od 1981 roku był także przewodniczącym Komisji Prawa i Praworządności KC PZPR. Do połowy lat 80. zaliczany był do bliskich i zaufanych współpracowników gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Był także członkiem i aktywnym działaczem ZBoWiD. W latach 1974-1985 członek Rady Naczelnej, a w latach 1979-1985 wiceprezes Zarządu Głównego ZBoWiDu.

Jego nazwisko wiązane jest z przedawnioną aferą "Żelazo" oraz zabójstwem księdza Jerzego Popiełuszki. W roku 2004 prof. Andrzej Paczkowski ujawnił dokument ze swego prywatnego archiwum, który obłożony był zastrzeżeniem, że może zostać ujawniony dopiero w 2010 r. Dokument będący notatką z narady, która odbyła się przed południem 25 października 1984 r. w Urzędzie Rady Ministrów, został spisany przez Wiesława Górnickiego, doradcę premiera. Uczestniczyli w niej: premier (gen. Wojciech Jaruzelski), szef URM (gen. Michał Janiszewski) oraz płk Kołodziejczak.

Morderca księdza, Grzegorz Piotrowski, zeznał, że miał poparcie w aparacie władzy, a konkretnie sekretarza KC PZPR, gen. Milewskiego: "Politycznym inspiratorem porwania - niezależnie od indywidualnego fanatyzmu sprawcy - mógł być wyłącznie towarzysz Mirosław Milewski" [...] "Towarzysz premier, podzielając dezaprobatę zebranych dla działalności tow. Milewskiego i nie podając w wątpliwość politycznej, a może i osobistej odpowiedzialności za uprowadzenie, a być może i za morderstwo na osobie ks. Popiełuszki, sprzeciwił się jednocześnie podejmowaniu decyzji personalnych na XVII Plenum KC PZPR, które miało się wkrótce rozpocząć".

W 1985 roku został usunięty ze wszystkich stanowisk w partii i państwie i przeniesiony na emeryturę. W 1990 na krótko aresztowany.

Posiadał m.in. następujące odznaczenia: Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Order Krzyża Grunwaldu III klasy, Order Sztandaru Pracy I klasy, Medal 30-lecia Polski Ludowej, Medal 40-lecia Polski Ludowej, Medal "Za udział w walkach w obronie władzy ludowej" i inne.

Pochowany na Cmentarzu Komunalnym na Wólce Węglowej w Warszawie.


niedziela, 31 maja 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR 

                                       Agnieszka Milbrandt

 

 

 Dyrektor Społecznej Szkoły Pod­sta­wo­wej nr 30 i Społecznego Gim­na­zjum nr 5 w Warszawie, a rów­no­cześ­nie skarbnik Towarzystwa Oświaty Niepublicznej, sku­pia­ją­ce­go dyrektorów prywatnych szkół z całej Polski.

Pełni funkcję skarb­ni­ka ży­dow­skiej loży w Polsce - B’nai B’rith po hebrajsku Synowie Przymierza która ma już pełną kontrolę nad Kancelarią Prezydenta RP, rządem a szczególnie MSZ oraz ma olbrzymie wpływy w telewizji publicznej i stowarzyszeniach odpowiedzialnych za kulturę, nauczanie, zdrowie i kształtowanie polskiej opinii publicznej.

Działalność B’nai B’rith w Polsce przerwał dekret Prezydenta Rzeczypospolitej Mościckiego z 22 listopada 1938 roku, rozwiązujący antypolskie organizacje masońskie w Polsce.

W 2007 po niemal 70 latach nieistnienia odrodziła się w Polsce jedna z najbardziej znaczących organizacji Żydowskich – B’nai B’rith - Loża Polin.
Instalacja loży miała miejsce dokładnie w dniu 9 września 2007 r za zgodą Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego?! Nie pisały oczywiście o tym gazety, nie informowała również telewizja, ale wzmiankę na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ambasady USA w Polsce.

Będąc równocześnie skarbnikiem Towarzystwa Oświaty Niepublicznej, skupiającego dyrektorów prywatnych szkół z całej Polski umożliwia loży B’nai B’rith - Loża Polin na utrzymywanie pełnej kontroli nad polską oświatą.

sobota, 30 maja 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                       Adam Józef Mazguła

 

 

 Adam Józef Mazguła (ur. 21 grudnia 1956) – komunista, pułkownik dy­p­lo­mo­wa­ny rezerwy ludowego Woj­ska Polskiego, działacz polityczny KOD.

Urodził się 21 grudnia 1956. Był żoł­nie­rzem komunistycznego lu­do­we­go Wojska Polskiego, później został oficerem Sił Zbrojnych RP. W latach 1975-1979 był podchorążym Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych im. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu.

Uzyskał tytuły magistra, inżyniera oraz oficera dyplomowanego. Służył na stanowiskach dowódczych w Nysie, Opolu i Kłodzku. W latach 1988-1992 był szefem sztabu 25 Pułku Zme­cha­ni­zo­wa­ne­go i 10 Pułku Zme­cha­ni­zo­wa­ne­go. Był organizatorem sformowanej w Nysie 22 Karpackiej Brygady Piechoty Górskiej i pełnił w niej od 1992 stanowisko szefa sztabu.

W stopniu podpułkownika był oficerem Polskiego Kontyngentu Woj­sko­we­go w Iraku; podczas I zmiany od sierpnia 2003 do lutego 2004 sprawował stanowisko szefa Grupy Wsparcia Rządu w prowincji Babilon, gdzie od­po­wia­dał za odbudowę administracji publicznej(w związku z tym wystąpił w serialu dokumentalnym Babilon.pl, wyprodukowanym w 2004. W 2015 został awansowany do stopnia pułkownika rezerwy.

 

Minister Siemoniak z PO awansował Mazgułę na pułkownika. 

 

Został działaczem komunistycznego Związku Har­cer­s­twa Polskiego od 1968. Uzyskał sto­pień harcmistrza. Zwią­zał się z Huf­cem Grodków. Pe­ł­nił funkcję członka komendy, zastępcy ds. orga­ni­za­cyj­nych oraz od 2014 wiceprzewodniczącego rady Chorągwi Opolskiej ZHP. Został komendantem Hufca ZHP w Nysie. W lutym 2016 został wybrany komendantem Chorągwi Opolskiej ZHP. W oświadczeniu z 5 grudnia 2016 Główna Kwatera ZHP zdystansowała się od wypowiedzi A. Mazguły do­ty­czą­cych bieżących wydarzeń życia po­li­ty­cz­ne­go oraz stanu wojennego z lat 1981-1983, uznając je za wyraz jego pry­wa­t­nych poglądów. 6 grudnia 2016 Adam Mazguła złożył rezygnację z funkcji komendanta Chorągwi Opolskiej ZHP.

Podjął działalność partyjną w Sojuszu Lewicy Demokratycznej; został przewodniczącym rady gminnej SLD w Nysie a w 2016 wybrany de­le­ga­tem na konwencję krajową partii.

Został działaczem Komitetu Obrony Demokracji, w 2016 wybrany czło­n­kiem sądu koleżeńskiego KOD Region Opolski i delegatem tych struktur regionalnych na krajowy zjazd delegatów KOD.

 


 

Pułkownik rezerwy Adam Mazguła, prze­ma­wia­jąc podczas protestu prze­ci­w­ko znie­sie­niu przywilejów eme­ry­ta­l­nych by­łym funkcjonariuszom aparatu bez­pie­cze­ń­st­wa PRL, wygłosił szo­ku­ją­cą opi­nię na temat stanu wojennego.– Oczy­wiś­cie były tam jakieś bijatyki, ja­kieś ścieżki zdrowia, ale generalnie jed­nak dochowano jakiejś kultury w tym ca­łym zdarzeniu – mówił.

W opinii służbowej na jego temat czytamy, że „w okresie stanu wojennego wzorowo realizował stawiane przed nim zadania. W pełni popiera ideę so­cja­li­sty­cz­nej odnowy i akceptuje ko­nie­cz­ność wprowadzenia stanu wo­jen­ne­go”.

Pułkownik Adam Mazguła, protest komunistycznych służb mun­du­ro­wych przed Sejmem w sprawie ograniczenia ich przywilejów 02.12.2016 (ustawa dezubekizacyjna)

 

 Stan wojenny – starcia z milicją i ZOMO na ulicach Wrocławia - Retro TVP Wrocław


Ofiary ludzi honoru


Pułkownik Mazguła. Jak oficer z Iraku "beknął" za stan wojenny

Płk Mazguła straszy sądem.

Bronił esbeckich emerytur, nazwał stan wojenny "kulturalnym zdarzeniem". Awans odebrał z rąk... Siemoniaka 

                                                                 www.yelita.pl

piątek, 29 maja 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                 Płk. Aleksander Makowski

 

 

 Aleksander Makowski to jak naj­bar­dziej oficer SB, choć sam mówi o so­bie jako o „zawodowym szpiegu”, twie­r­dząc, że funkcjonował w „szla­che­t­nej” służbie wywiadu, a nie w SB. Problemem jest to, że w 1985 r. (ma­jąc 34 lata) objął stanowisko dy­re­k­to­ra XI Wydziału ds. Zwalczania Dywersji Ideologicznej w I Departamencie SB (wywiadu) i zajmował je do 1988 r. W tym wydziale „szpiegował” dzia­ła­czy „Solidarności”, którzy wysyłali z zagranicy i przyjmowali w Polsce spe­cja­l­ne transporty dla podziemia: sprzętu, materiałów, pieniędzy, wy­da­w­nictw itp. Płk Makowski był jednym z tych esbeków, którzy mieli największe zasługi w zwalczaniu solidarnościowego podziemia i werbowaniu oraz umie­sz­cza­niu agentów w krajowych i zagranicznych strukturach związku.

Po tym jak Makowski przestał kierować XI Wydziałem ds. Zwalczania Dywersji Ideologicznej, stał się pracownikiem polskiej ambasady w Rzy­mie, gdzie pod dyplomatycznym przykryciem prowadził i kontrolował age­n­tów umieszczonych w otoczeniu Jana Pawła II.

Czyli zajmował się równie „wredną” robotą jak infiltrowanie so­li­dar­no­ś­cio­wej opozycji, a może nawet jeszcze bardziej szkodliwą. A to z tego powodu, że aż do 1990 r. informacje zdobywane przez agentów służb PRL trafiały do Moskwy i pozwalały KGB prowadzić działania przeciwko polskiemu pa­pie­żo­wi. Nic dziwnego, że po tym, co robił od 1985 r., płk Makowski został negatywnie zweryfikowany i zwolniony ze służby, co w wypadku wywiadu było ewenementem. Oficerowie wywiadu SB przechodzili bowiem po­zy­ty­w­nie weryfikację, z wyjątkiem Makowskiego i jego następcy w XI wydziale mjr. Wiesława Bednarza. Później obaj panowie spotkali się w ochro­nia­r­skiej spółce Konsalnet.

Wielu agentów SB, o których wie Makowski. zostało ujawnionych, ale o tych najcenniejszych, których nie rejestrowano albo wyczyszczono do ostatniego papierka i zapisu ich dossier, wciąż nic nie wiemy. A to mogą być bardzo głośne nazwiska, mające wpływ na początki III RP albo wciąż czynne w polskiej polityce na najwyższych szczeblach, ale także w innych sferach życia.

Stąd się zapewne bierze dziwaczny status Makowskiego jako medialnej gwiazdy czy swego rodzaju esbeckiej „świętej krowy”. Nieujawnieni, a wpły­wo­wi agenci, o których wie Makowski, mogą się tej jego wiedzy panicznie bać i robić wszystko, by mógł odgrywać rolę „zawodowego szpiega”.

Makowski jest chyba jedynym negatywnie zweryfikowanym oficerem SB, który aż do 2006 r. prowadził przeróżne operacje dla polskich służb, naj­pierw cywilnych, a potem wojskowych. W książkach i wywiadach w me­diach opowiada rzewne historie o swoim wielkim patriotyzmie i służeniu Polsce. Z tego, co można znaleźć w materiałach IPN oraz w raporcie o lik­wi­da­cji WSI wynika, że płk Makowski po prostu robił z polskim państwem świetne interesy.

Na początku lat 90. uczestniczył w operacjach tajnych służb polegających m.in. na rzekomo kontrolowanym handlu bronią. Jeden z transportów broni miał być przeznaczony dla terrorystów z IRA. Broń, załatwioną przez fun­k­cjo­na­riu­szy Urzędu Ochrony Państwa, przewożono do Anglii statkiem „Ino­wro­cław”. Potem miała trafić do Belfastu. Miał to być wielki sukces UOP, ale nie był. Gdy sprawa wyszła na jaw, oburzenia nie kryła „Gazeta Wyborcza” zarzucając odpowiedzialnym za operację „fałszowanie dokumentów”, „wpro­wa­dza­nie w błąd instytucji państwowych”, „spowodowanie za­gro­że­nia życia załogi statku”, „wywóz broni bez zezwolenia”.

 

 Rudolf Skowroński

 

Związawszy się jeszcze w latach 90. z biz­nes­me­nem Rudolfem Skowrońskim (m.in. właścicielem spółki Inter Commerce, za któ­rym w 2006 r. wysłano międzynarodowy list gończy, bo zniknął bez śladu) i mając wszelkie oficjalne pełnomocnictwa polskich władz i służb, Makowski chciał rozwijać sieć przykrywkowych interesów w Afganistanie. Miały być one polem działań wywiadowczych i kontrwywiadowczych polskich służb. A wszy­s­tko miało się opierać na rewelacyjnych kon­tak­tach Makowskiego z Ahmadem Szahem Massudem, przywódcą Sojuszu Północnego, który zginął w zamachu dwa dni przed atakiem Al.-Kaidy na WTC w Nowym Jorku.

Dzięki kontaktom i „przyjaźni” z Massudem nie tylko polski kontyngent miał być specjalnie chroniony i uprzedzany o niebezpieczeństwach, ale i sojusznicy Polski. Problem polegał na tym, że tych rewelacyjnych kontaktów nie dało się zweryfikować, choć za usługi Makowskiego i je­go domniemanej siatki płacono duże kwoty z kasy polskich służb. Powstało więc podejrzenie - i to zarówno pod koniec rządów Jerzego Buz­ka, jak i za urzędowania Leszka Millera – że owe rewelacyjne kontakty to bajeczka dla naiwnych, żeby inkasować duże sumy.

Oficjalnie Skowroński i Makowski handlowali szmaragdami, które były wiel­kim bogactwem kontrolowanej przez Massuda Doliny Pandższiru. Nie­ofi­cja­l­nie Makowski dostarczał Massudowi afgańską walutę drukowaną w Po­l­skiej Wytwórni Papierów Wartościowych. A docelowo chciał po prostu dostarczać broń Sojuszowi Północnemu Massuda, bo na tym się najlepiej zarabiało. Na handel bronią podobno nie zgodzili się Amerykanie. Wskutek konfliktów z szefami cywilnych służb – o pieniądze i wartość informacji, Makowski zmienił mocodawcę i zaczął świadczyć usługi na rzecz WSI.

Na początku 2002 r. płk Makowski towarzyszył ówczesnemu ministrowi obrony Jerzemu Szmajdzińskiemu w podróży do Afganistanu (w delegacji był także następca Makowskiego na stanowisku szefa XI wydziału mjr Wiesław Bednarz). Makowski roztoczył wizję namierzenia kryjówek szefów Al.-Kaidy, w tym Osamy Bin Ladena. I podobno tego ostatniego miał już na widelcu w 1999 r., ale przywiązane do legalizmu służby USA nie bardzo chciały go schwytać. Makowski nie został więc globalnym bohaterem, który uratował Amerykę przed zamachem z 11 września 2001 r.

Zyskał podziw nie tylko Jerzego Szmajdzińskiego i szefa WSI Marka Du­ka­cze­w­skie­go, ale też Radosława Sikorskiego, ministra obrony w rządzie PiS, który miał być Makowskim „zachwycony” i „zauroczony”.

Makowski zapewniał, że choć Massud nie żyje, jego następca, Mohammed Fahim, też jest jego „przyjacielem”. Dzięki temu polski kontyngent miał mieć na bieżąco informacje o najmniejszym nawet zagrożeniu, a także masę danych o wszystkim, co się działo na obszarze kontrolowanym przez polskich żołnierzy. Innymi słowy: cud, miód i maliny. Do pełni szczęścia brakowało tylko firm działającym pod przykryciem, gdzie można by umieścić zakonspirowanych oficerów polskiego wywiadu. Plan tego interesu Ma­ko­w­ski miał gotowy w 2006 r. Ale „paskudny” nowy wiceminister obrony i szef kontrwywiadu wojskowego Antoni Macierewicz wszystko storpedował.

Tak naprawdę chodziło o to, że nie uwierzono w ani jedno słowo i za­pe­w­nie­nie superszpiega Makowskiego, bo nie było na jego opowieści i obie­t­ni­ce żadnych dowodów. Były natomiast podejrzenia, że może się szykować niebywały skandal. Tajne działania jak najbardziej tajnych służb mogły być bowiem fantastyczną przykrywką dla ciemnych interesów, a nie działań wy­wia­do­w­czych. Takie ciemne interesy wykrył np. w swoim kontyngencie brytyjski kontrwywiad. Po prostu w Afganistanie było pod dostatkiem he­ro­i­ny. I pod osłoną tajności różni ludzie z różnych kontyngentów w nie­kon­tro­lo­wa­nych transportach przemycali do swoich krajów duże tran­spor­ty tego narkotyku. A ponieważ tajne służby, szczególnie w krajach postkomunistycznych, miały własne siatki „kapusiów” wywodzących się z przestępczego podziemia, więc dystrybucja czy przerzut heroiny, także do innych krajów nie stanowiły przeszkody.

Problemem było tylko to, jak to wszystko udowodnić, skoro operacje i tran­spor­ty były tajne i niekontrolowane, a procederem zajmowali się spe­cja­li­ści od tajnych spraw i interesów. Tego powodu rozstania się z „fa­cho­w­ca­mi” z rodowodem z czasów komunistycznych nigdy oficjalnie nie podano, ale poszlak było i jest aż nadto. Być może kiedyś się dowiemy, jak „przy­kry­w­ko­we” interesy wywiadowcze naprawdę wyglądały i na czym miały polegać.

 

                                                           Biznesowi partnerzy 

 

 Jerzy Konieczny
  
 Plejada nazwisk, która pojawia się w ko­n­tek­ście biznesowych powiązań Ale­k­sa­n­d­ra Makowskiego, może przyprawić o za­w­rót głowy. To, że wśród nich są da­w­ni znajomi z wywiadu i służb PRL jak np. Wiesław Bednarz (kolega z XI Wydziału) czy Jerzy Konieczny (przed 1990 r. pra­co­w­nik MSW, a później wiceszef i szef UOP), nie powinno nikogo dziwić.
 
 
 Jacek Merkel
 
 Zaskoczenie budzi natomiast fakt, że we wspó­l­nych przedsięwzięciach z byłym szpie­giem działali Jacek Merkel (którego Ma­ko­w­ski rozpracowywał w latach 90.) czy mecenas Robert Smoktunowicz, późniejszy senator Platformy Obywatelskie działacz Stronnictwa Demokratycznego Pawła Piskorskiego.
W aktach Krajowego Rejestru Sądowego mo­ż­na wyczytać, że Makowski zasiadał w jednej firmie m.in. razem z Beatą Tyszkiewicz (ek­s­pert TVN), Zbigniewem Grycanem (za­re­jest­ro­wa­nym przez SB jako TW „Zbyszek) czy też związanym z lewicą Januarym Gościmskim
 
 
mec. Robert Smoktunowicz

 I chociaż wśród biznesowych partnerów po­ja­wia­ją się takie nazwiska, jak Grzegorz Że­mek (FOZZ) czy Edward Mazur (według po­l­skiej prokuratury zleceniodawca zabójstwa b. szefa policji gen. Marka Papały), to naj­cie­ka­w­szym partnerem biznesowym był jednak Ru­dolf Skowroński, z którym w 1997 r. po­je­chał do Afganistanu.
 

Płk Makowski nie był superszpiegiem, a jednym z najbardziej zasłużonych dla zwalczania podziemnej „Solidarności” i szpiegowania otoczenia Jana Pawła II. I kimś jeszcze

Z SB do Klewek 

                                                                 www.yelita.pl


 

              Na Florydzie wypuszczono                               napromienione komary

https://www.youtube.com/watch?v=xiFbUWKL-VI&t=2s

Agencja kontroli komarów na Florydzie potwierdziła przeprowadzenie eksperymentu, w ramach którego nad częścią miasta Fort Myers wypuszczono z dronów około 800 tysięcy laboratoryjnych komarów. Owady zostały wcześniej poddane sterylizacji za pomocą promieni rentgenowskich, co wywołało ożywioną dyskusję na temat bezpieczeństwa publicznego oraz braku świadomej zgody mieszkańców.

Operację zorganizowano na terenie historycznej posiadłości Edison and Ford Winter Estates. To popularny obiekt turystyczny obejmujący ogrody, muzea i publiczne aleje spacerowe, które przez cały rok są masowo odwiedzane przez cywilów i rodziny z dziećmi. Lokalny okręg kontroli komarów w hrabstwie Lee (Lee County Mosquito Control District), odpowiedzialny za tę akcję, działa od 1958 roku jako niezależna jednostka finansowana głównie z lokalnych podatków od nieruchomości. Oznacza to, że mieszkańcy Florydy sfinansowali rozwój technologii napromieniania i zrzucania na nich owadów.

Zrzut zrealizowano w ramach tzw. techniki sterylizacji owadów (SIT). Oficjalnym celem tego programu jest drastyczne ograniczenie populacji komarów poprzez zdominowanie danego obszaru bezpłodnymi samcami. Mają one parzyć się z dzikimi samicami, co teoretycznie prowadzi do składania jaj, z których nie wylęgną się młode owady. Przedstawiciele agencji uspokajają, że wypuszczono wyłącznie samce, ponieważ nie gryzą ludzi, jak samice, i żywią się tylko nektarem.

Służby medyczne przypominają, że wybrany do eksperymentu gatunek Aedes aegypti znany z rozprzestrzeniania takich chorób tropikalnych, jak denga, czikungunia, wirus Zika czy żółta febra.

Dawka promieniowania, jaką zaaplikowano owadom w laboratorium, wynosiła aż 12 Gy na minutę. Dla porównania, standardowe rentgenowskie prześwietlenie klatki piersiowej człowieka wynosi tylko 0,1 mSv. Moc dawki zastosowana wobec komarów była więc o 120 000 razy wyższa.

Niezależne analizy naukowe podważają jednak uspokajające zapewnienia urzędników. Publikacja w prestiżowym czasopiśmie „Science Robotics” z lipca 2024 roku wykazała, że automatyczne systemy sortowania komarów według płci generują około 0,5% błędu. Oznacza to, że w strumieniu rzekomych samców regularnie trafiają się kąsające ludzi samice. Ponadto badania opublikowane w „Journal of Economic Entomology” dowodzą, że nawet po napromieniowaniu dawką sterylizacyjną, z około 1% jaj komary i tak się wykluwają.

W obliczu tych danych amerykańscy komentatorzy i obrońcy praw obywatelskich stawiają fundamentalne pytania o bezpieczeństwo biologiczne. Krytycy akcji zwracają uwagę na postępującą normalizację programów napowietrznego uwalniania organizmów modyfikowanych nad obszarami miejskimi, co odbywa się bez zgody obywateli i bez transparentnej, niezależnej weryfikacji naukowej.

Autorstwo: Jon Fleetwood
Źródło zagraniczne: JonFleetwood.substack.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

               ELITY - DRUGI GARNITUR                                        Tomasz Miśkiewicz   (ur. 9 lipca 1977) – mufti Muzułmańskiego Z...