niedziela, 7 czerwca 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                               Joanna Mucha

 

 

 (ur. 12 kwietnia 1976 w Płońsku) – posłanka na Sejm VI i VII kadencji, od 18 listopada 2011 minister sportu i turystyki w drugim rządzie Donalda Tuska.

W 2001 ukończyła studia na Wy­dzia­le Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. W 2007 uzyskała sto­pień dok­to­ra nauk e­ko­no­micz­nych. Od czasu u­koń­cze­nia stu­diów pracowała jako nauczyciel akademicki na Katolickim U­ni­wer­sy­te­cie Lubelskim.

Była aktywistką Unii Wolności. Od 2002 jest członkiem Platformy Obywatelskiej. Współtworzyła i koordynowała projekt „Akademia Janusza Palikota”.

W wyborach parlamentarnych w 2007 uzyskała mandat poselski z listy PO, a w wyborach w 2011 z powodzeniem ubiegała się o reelekcję.

W 2011 roku wywołała skandal, zasiadając w komisji zdrowia jako Posłanka PO, tłumaczyła w partyjnej gazetce, jak najefektywniej wydawać pieniądze na leczenie Polaków. Ma rewolucyjne pomysły, np. nie widzi sensu w robieniu operacji biodra u 85-latka, gdy taka osoba "nie chodzi i nie będzie chodzić, bo się nie zrehabilituje". I w ogóle starsi ludzie to kłopot, bo "chodzą do lekarza co dwa tygodnie dla rozrywki".

18 listopada 2011 prezydent Bronisław Komorowski powołał ją na urząd ministra sportu i turystyki w drugim rządzie Donalda Tuska.

Odpowiedzialna za Aferę w Ministerstwie Sportu.

Ministerstwo Sportu mogło wykorzystać ponad sześć milionów złotych niezgodnie z przeznaczeniem. Jak podała TVN24, zamiast na promocję Euro 2012 oraz piłki siatkowej, resort wydał je na koncerty Madonny i Coldplay oraz słynny już "mecz na wodzie" Polska-Anglia. Takie wątpliwości w swoim raporcie przedstawia Najwyższa Izba Kontroli.

Joanna Mucha nie zgadza się z zarzutami Najwyższej Izby Kontroli o niezgodnym z przeznaczeniem wykorzystaniu rezerwy finansowej resortu na Euro 2012 i upowszechnianie siatkówki wśród dzieci i młodzieży. Na konferencji prasowej w Warszawie Mucha poinformowała, że rezerwa miała dotyczyć wszystkich imprez testowych Stadionu Narodowego.

Koncert Madonny odbył się 1 sierpnia 2012 roku na Stadionie Narodowym. Budził kontrowersje ze względu na termin - 68. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego.

Z raportu NIK wynika, że koncert zakończył się finansową katastrofą. Zamiast zysku, przyniósł 4,8 mln zł strat. Głównym powodem było to, że NCS nie znalazł sponsora dla imprezy.

Brytyjska grupa rockowa Coldplay zagrała w stolicy 19 września2012 roku. Październikowy mecz eliminacji mistrzostw świata 2014 był przekładany ze względu na deszcz, który całkowicie zalał murawę Stadionu Narodowego. Ostatecznie odbył się dzień później (17 października 2012 r).

Wielka reforma polskiego sportu wyczynowego zapowiedziana przez minister sportu Joannę Muchę zakłada, że biatlon nie znajdzie się w gronie priorytetowych dyscyplin. A to oznacza, że budżet Związku Biatlonu zmalał o ok. 30 procent i to zaledwie rok przed IO w Soczi.

Na konferencji prasowej Mucha odtrąbiła wielki sukces. Dumna z nowych zasad przyznawania pieniędzy obwieściła nawet... - Dnia 29 stycznia 2013 roku w polskim sporcie skończył się komunizm.

To było nic innego, jak PR-owa zagrywka. Sporty podzielono na kilka grup. Najważniejsza jest złota, gdzie znalazły się sporty, w których mamy największe szanse na olimpijskie medale. Czy mogą liczyć na zwiększone nakłady? Nic z tych rzeczy, bo poziom finansowania został bez zmian, a w niektórych przypadkach nawet go obniżono o 10%!

Wszystkie dyscypliny z innych grup straciły jeszcze większe pieniądze. Niektóre nawet całkowicie przestaną być finansowane przez ministerstwo sportu. Miała być rewolucja, a zamiast tego mamy cięcie kosztów i wpadkę Joanny Muchy.

Żaliła się, że najchętniej nie wypłacałaby gigantycznych premii prezesom od Euro 2012, ale nic nie może zrobić. Winą obciążała swoich poprzedników na tym stanowisku. Okazuje się, że nie jest od nich lepsza. Dała nową pracę prezesom spółki PL.2012 – Herrze i Boguckiemu.

Obaj – pod szyldem nowej spółki PL.2012+ – będą zarządzać Stadionem Narodowym. Zarobią po 29 tys. zł miesięcznie. To jednak nie wszystko. Podczas, gdy w normalnych firmach wypłaca się premie od zysku, Herra i Bogucki dostaną premie... od straty.

Na 2013 rok rząd założył, że Stadion Narodowy przyniesie aż 21 mln zł strat. Nowi prezesi premie dostaną za każdy wynik lepszy niż ten założony. Jeśli straty będą o milion mniejsze, czyli wyniosą 20 mln zł na minusie, Herra i Bogucki podzielą się jedną czwartą tej "zmniejszonej straty". Dostaną więc po 125 tys. zł. Jeżeli założoną stratę zmniejszą o 5 mln zł – dostaną 750 tys. zł do podziału. A jeśli o 10 mln zł – podzielą się okrągłym milionem złotych! Resort sportu przekonuje, że to uczciwe zasady i że w ten sposób motywuje nowych szefów Stadionu.


Polska gojka na usługach międzynarodowego lobby uboju ry­tu­al­ne­go zwierząt (żydowskiego i muzułmańskiego), zwolenniczka mordów ry­tu­al­nych czyli podrzynania zwierząt na żywca bez ich ogłuszania!

Na pytanie dziennikarza Przemysława Szubartowicza z PR -”Dziś było bardzo gorąco w Sejmie. Pani kiedyś była szefową parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Jak pani dzisiaj głosowała w sprawie uboju rytualnego? Odpowiedziała:
Głosowałam tak jak rząd, bo jestem członkiem gabinetu, więc nie wyobrażam sobie, żebym mogła inaczej głosować, ale muszę przyznać, że z ciężkim sercem.
Była całkiem spora grupa rzeczywiście posłów Platformy, którzy albo nie głosowali, albo wstrzymali się, albo głosowali inaczej niż rząd, ale jednak jestem członkiem tego rządu, jeśli to jest przedłożenie rządowe, to nie wyobrażam sobie, żebym mogła głosować inaczej.

Tak wypowiada się hipokrytka minister Mucha która dla poprawy swojego wizerunku w mediach zapisała się na do parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt ale z czasem zasłona obłudy opadła bo 12.07.2013 roku zagłosowała za legalizacją w Polsce ...barbarzyńskiego mordu rytualnego zwierząt..!!!!

A co oznaczają jej słowa „...jeśli to jest przedłożenie rządowe, to nie wyobrażam sobie, żebym mogła głosować inaczej.” - inaczej niż rząd. Rodzi się więc pytanie a gdyby rząd głosował nad kolejnym rozbiorem Polski czy wysyłką Polaków do łagrów czy obozów zagłady?

To minister Mucha oczywiście by ...poparła taką ustawę!

Gdzie jest też humanizm i miłosierdzie posłanki Muchy dla zwierząt???

Drugim skandalem w Sejmie w tym samym dniu było głosowanie posłanki Muchy (PO) za odrzuceniem poprawki do uchwały wołyńskiej w sprawie nazwania jej ludobójstwem oraz przeciwko uchwaleniu 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej!


sobota, 6 czerwca 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                            Grzegorz Motyka

 

  

Grzegorz Motyka (ur. 1967) – polski historyk specjalizujący się w tematyce ukraińskiej.

W 1992 ukończył studia historyczne na KUL i rozpoczął pracę w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Do 2007 pracował również w Biurze Edukacji Publicznej IPN. Uprawia publicystykę historyczną, poprawną politycznie dzięki czemu robi karierę i ma przychylność centralnych „elit”, Gazety Wyborczej oraz ukraińskich partii nacjonalistycznych. Wielokrotnie krytykowany przez polskie stowarzyszenia kombatanckie i kresowe za zakłamywanie i fałszowanie historii Polski.


Andrzej Żupański odsłania prawdziwe oblicze Motyki:

Andrzej Żupański
 

 Grzegorz Motyka o Giedroyciu, Polakach, Ukraińcach, IPNie

W Gazecie Wyborczej dnia 24 maja ukazał się artykuł pod tytułem Zapomnijcie o Giedroyciu: Polacy, Ukraińcy, IPN autorstwa doktora Grzegorza Motyki, byłego pracownika Instytutu Pamięci Narodowej, jednego z najlepszych znawców tragicznego okresu stosunków polsko-ukraińskich w latach wojny i tuż po niej. Tekst wzbudził w Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej ostry sprzeciw. Niniejszy list przedstawia stanowisko Związku odnośnie spraw poruszonych przez autora.

Na wstępie dr Motyka opisuje w skrócie, ale bardzo rzetelnie zbrodnię popełnioną przez OUN i UPA na ludności polskiej Kresów południowo-wschodnich II Rzeczpospolitej. Definiuje sprawców, określa liczbę pomordowanych Polaków (80-100 tys.), podkreśla okrucieństwo stosowane przez wykonawców, potwierdza udział chłopów ukraińskich uzbrojonych w siekiery i widły. Nie wspomina o żadnej prowokacji ze strony polskiej, ani też o jakiejś skutecznej polskiej obronie

Po czym autor mógłby postawić kilka pytań pod adresem Ukraińców i na tym zakończyć artykuł. A pytania te powinny wyrażać zainteresowanie, dlaczego Ukraińcy nie potępiają tej zbrodni i zbrodniarzy, natomiast próbują uczynić ich bohaterami narodowymi. Tak powinien był postąpić, gdyby rzeczywiście chciał zakończenia tego sporu polsko-ukraińskiego.

Jednak widocznie tego nie chce, ponieważ dalszą część długiego artykułu poświęca licznym ubocznym problemom, szeroko stosując taktykę pomijania jakichś szczegółów, dla wprowadzenia polskiego czytelnika w błąd.

Po kolei ustosunkujemy się do kontrowersyjnych wypowiedzi doktora Motyki.

- "Polacy nie ograniczali się tylko do samoobron - miały też miejsce krwawe akcje odwetowe". Można sądzić, iż p. Motyka jest zdania, że Polacy nie powinni byli stosować wszystkich dostępnych sposobów ratowania ginących kobiet i dzieci polskich, tylko takie, które będą w przyszłości przez Grzegorza Motykę akceptowane.

- "Na Wołyniu akcje przeciw ukraińskiej ludności cywilnej prowadziła przede wszystkim polska policja na służbie niemieckiej". Najpierw ukraińscy nacjonaliści mordują lub wypędzają z ich siedzib Polaków, a teraz dr Motyka wyciąga zarzut (w domyśle), że uratowani młodzi ludzie już bez rodzin oraz domów i środków utrzymania, dołączają do policji okupanta występując przeciw sprawcom ich nieszczęścia.

- "Na Lubelszczyźnie oddziały polskiej partyzantki podjęły ofensywę w marcu 1944 roku, paląc ponad 20 wsi ukraińskich". Oto pierwszy przykład manipulacji, żeby nie powiedzieć fałszerstwa, autora. Przemilcza on doskonale mu znany fakt przeprawy 11 sotni UPA w I kwartale tego roku, na zachodnie brzegi Bugu i Sanu. Sotnie te miały za sobą rzeź Polaków i, co oczywiste, Polacy musieli je zwalczać. Ten fakt p. Motyka nazywa ofensywą polską. Autor wie dobrze, ale nie wspomina o tym, że przez kilka miesięcy na rzece Huczwie stał stukilometrowy front polsko - ukraiński z kilometrową ziemią niczyją i wypalonymi wsiami. O ukraińskich wsiach zniszczonych w tej lokalnej wojnie mówi dobitnie. Polskie wsie go nie obchodzą.

- "Pomiędzy lutym a kwietniem l945 roku, spalono szereg wsi ukraińskich w pasie od Lubaczowa po Sanok. Oto drugie przemilczenia dr. Motyki: Ignoruje on doskonałe prace dr. Zdzisława Koniecznego, który przez wiele lat badał tą lokalną wojnę. O licznych polskich wsiach okrutnie spacyfikowanych na wymienionym przez autora terenie nie ma żadnej wiadomości w artykule.

- "Wydarzeniem szczególnie bolesnym dla Ukraińców była przeprowadzona w 1947 roku akcja Wisła". Nie słyszeliśmy nigdy, aby dr Motyka w podobnym tonie wyraził się o odczuciach Polaków, dotyczących wymordowania 100 tys. i wypędzenia wielokrotnie więcej naszych braci. Nie wpływa na p. Motykę znany mu fakt, że wysiedleni Ukraińcy byli w części sprawcami akcji, a mordowanym Polakom nie można czegokolwiek zarzucić.

- "W sumie w latach 1943-1947 zginęło 80-100 tys. Polaków oraz 10-20 tysięcy Ukraińców". Dr Motyka już od dłuższego czasu używa liczby 20000 jako ilości cywilnych Ukraińców zamordowanych przez Polaków. Nigdy jednak nie podał źródła, na którym się w tej sprawie oparł. Jest oczywiste, że szacunek ten nie może być trafny, choćby z powodu szczupłości sił polskich, które mogłyby dokonać takiej liczby zabójstw, mając za głównego przeciwnika, znacznie liczniejsze oddziały UPA. Autor, mimo uczestnictwa w IX seminarium „Polska-Ukraina: trudne pytania", na którym wspólnie historycy z obu krajów dyskutowali ten temat, nigdy się nań nie powołał. Protokolarnie ustalono wówczas szacunkowo (z braku przeprowadzonych badań tego tematu przez obie strony), że straty Ukraińców z rąk polskich "szły w tysiące".

Co było ludobójstwem?

- "Tak ogromna tragedia nie może nie budzić emocji społecznych. Polscy historycy w zasadzie (podkreślenie nasze) są zgodni, że ukraińskie czystki miały charakter barbarzyński i nie mogą być usprawiedliwione". Czytamy ten akapit ze zdumieniem i zastanawiamy się, który polski historyk nie chciałby ich uznać za barbarzyńskie, a pragnął usprawiedliwić? Czy dr Motyka wie o kogo może chodzić? Jaki był cel autora, gdy pisał to zdanie nie wyrażając oburzenia na człowieka, który jest w stanie usprawiedliwić morderstwo 100 tysięcy niewinnych ludzi.

- "Jakby jednak nie oceniać działań OUN i UPA, jej członkowie byli obywatelami II Rzeczpospolitej, którzy wystąpili przeciwko polskim współobywatelom, a nie najeźdźcami". To bardzo zdumiewające zdanie. Czyżby p. Motyka uważał, że współobywatelstwo było okolicznością łagodzącą winę za dokonany masowy mord? W takim razie prawdopodobnie zagłodzenie milionów Ukraińców przez bolszewików w latach trzydziestych, według autora nie było ludobójstwem, bo bolszewicy byli obywatelami tego samego państwa,

- "Zbrodnie UPA nie miały znamion ludobójstwa. Do tego poglądu skłania się dziś większość polskich historyków". Po raz kolejny nie wiadomo na jakiej podstawie autor wygłasza to twierdzenie. A może jest to jego zdanie, które chciałby rozpowszechnić? W tym samym akapicie jest jeszcze dziwnie kontrastujące twierdzenie: „Nie ulega bowiem wątpliwości, że w latach 1943-45 mieszkańcy Wołynia i Galicji Wschodniej ginęli tylko za to, że byli Polakami". Nie możemy zrozumieć, jak w tak poważnej sprawie można na wypisywanie takich rzeczy sobie pozwolić. Dla autora Polacy najwidoczniej nie mogą być ofiarami ludobójstwa!

Artykuł jest zbiorem różnych, często sprzecznych twierdzeń i czytelnikowi czasem trudno zrozumieć, co autor miał na myśli. Zaraz po powyższym twierdzeniu, że zamordowani Polacy nie mogą być ofiarami ludobójstwa, pisze: Problem polega jednak na tym, że znamiona ludobójstwa mogą też spełniać niektóre akcje polskiego podziemia (!). Następny akapit jest już w zupełnie innym tonie: „Nie można postawić znaku równości pomiędzy planową eksterminacją Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej a lokalnymi akcjami odwetowymi. Po stronie ukraińskiej mieliśmy bowiem do czynienia z odgórnie kierowaną czystką etniczną natomiast z polskiej strony z inicjatywami lokalnych komendantów łamiących instrukcje napływające z góry. Potem jednak, przecząc poprzednim swym twierdzeniom pisze: Po stronie ukraińskiej ludobójczy charakter miała zatem cała akcja antypolska, po polskiej — poszczególne akcje (!).

Następny akapit jest znów mieszaniną różnych twierdzeń, lecz zdania zajmowanego przez autora nie można z niej wyłuskać. Na zakończenie tego rozdziału p. Motyka zarzuca środowiskom kresowym nieskrywaną chęć zmuszenia historyków, aby ukazywali przeszłość z „jedynie słusznej" perspektywy, w ramach której każda wątpliwość czy zwykły odruch współczucia dla cierpień Ukraińców, są traktowane jako akt sprzeniewierzenie się interesowi narodowemu. Ciekawi jesteśmy, czy gdyby przodkowie dr Motyki zginęli zamordowani okrutnie w tamtych czasach, zachowywałby się inaczej, niż ci krytykowani Kresowiacy. Nie interesuje bowiem autora fakt, że Ukraińcy jak dotąd ani nie wyrażają współczucia dla Polaków z powodu wielotysięcznych ofiar, ani też zbrodni jak dotąd nie potępiają.

Historycy muszą chodzić parami

W tym rozdziale znalazły swoje miejsce jakieś osobiste pretensje dr Motyki w stosunku do jego poprzedniego pracodawcy, w co oczywiście nie będziemy wnikać. Natomiast zabierzemy głos w sprawach, którymi nasz Związek zajmuje się od chwili jego powstania, to jest od 20 lat. Mamy na myśli poruszaną przez autora działalność Instytutu Pamięci Narodowej, dotyczącą trzeciej zbrodni.

- "W maju 2001 roku odbyła się w Lublinie konferencja na temat antypolskiej akcji OUN i UPA". Związek nasz z zadowoleniem i zaciekawieniem oczekiwał na to wydarzenie, gdyż miała to być pierwsza konferencja poświęcona przez władze przemilczanemu tematowi, zorganizowana przez instytucję państwową. Liczyliśmy też, że znajdą tam jakiś oddźwięk organizowane od pięciu lat przez nasz Związek seminaria historyków obu krajów. Niestety, Biuro Edukacji Publicznej jakby udawało, że w ogóle nie wie o tych międzynarodowych pracach. O takim potraktowaniu pracy swoich kolegów historyków zdecydował dyrektor Biura Edukacji p. Paweł Machcewicz, przy niewątpliwym wsparciu dr. Motyki (stałego zresztą uczestnika seminariów). Było już wówczas wydrukowanych osiem grubych tomów z materiałami ośmiu seminariów. Dr Machcewicz niestety odrzucił tą wielką pracę. Natomiast autor na początku niniejszego rozdziału twierdzi, że w pracach biura obowiązywała zasada, że nie zostanie pominięty żaden, nawet najbardziej bolesny czy wstydliwy temat. Na tą konferencję nawet nie zaproszono referentów tych tematów, które dublowały się w jej programie.

- "W kwietniu 2002 roku w Krasiczynie zorganizowano sesję na temat operacji Wisła". Gdy otrzymaliśmy program tej sesji zwróciliśmy się do prezesa Leona Kieresa i do dyrektora Oddziału IPN w Rzeszowie organizatora sesji, z postulatem, aby w programie znalazły miejsce wyniki uzyskane na VIII i IX seminariach, gdzie dwudziestoosobowe grupy historyków z obu krajów, przedyskutowały cztery referaty przygotowane przez obie strony. W wyniku zażartych dyskusji opracowano i uchwalono wówczas wspólnie protokół przedstawiający zupełnie inne spojrzenie na tą akcję, niż to od lat dotąd głoszono. Na koniec naszych wystąpień prosiliśmy, aby referenci z obu naszych seminariów dostali zaproszenia na sesję. Niestety nasze postulaty zostały całkowicie odrzucone.

- "Jesienią 2002 roku Instytut zwrócił się do Państwowego Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy z prośbą o udostępnienie materiałów, które mogłyby odsłonić nieznane dotąd kulisy akcji antypolskiej". Nie negujemy wartości tej inicjatywy Instytutu, pozwalającej pogłębić wiedzę naszych historyków. Jednak ta inicjatywa nie wpływa zupełnie na wiedzę historyków ukraińskich. Nasza zasada wprowadzająca obowiązek spisywania protokołu zgodności i rozbieżności, wymusza na partnerach ukraińskich zajmowanie stanowiska odnośnie zebranych dokumentów. Natomiast wydane wspólnie tomy zawierające dokumenty archiwum, mogą być traktowane jako informacja o patriotycznej działalności UPA, bądź też jako dowód zbrodni tej formacji. Wszystko zależy od tego, które dokumenty wybierze badacz. Biuro Edukacji Publicznej ani myślało pójść naszym śladem.

- "Zmiany w kierownictwie BEP IPN spowodowały jednak zwrot w podejściu do problematyki stosunków polsko-ukraińskich” - pisze doktor Motyka. My też tak uważamy, tylko według naszego Związku zmiany są bardzo pomyślne. Od zmiany kierownictwa współpraca nasza z BEP uległa zdecydowanej poprawie. Instytut bierze udział jako współorganizator w naszych seminariach, wydaje na własny koszt tomy ich dotyczące, wspomaga nasze plany wydawnicze, nawet rozsyła bezpłatnie przy swoich materiałach nasze filmy, w ilościach zupełnie dla Światowego Związku Żołnierzy AK niedostępnych.

- "Pierwszym tego sygnałem (tych zmian w kierownictwie) był wydany przez dyrektora Żaryna wiosną 2006 roku, zakaz wypowiadania się na temat wymordowania przez oddziały poakowskie ukraińskiej wioski Pawłokoma". Prawdopodobnie chodziło wówczas w BEP o głoszone różne wersje w tej sprawie: Związku Ukraińców w Polsce propagowana od kilku lat wersja oraz treść książki dr Zdzisława Koniecznego, która ukazała się przed uroczystością jako wynik wieloletnich badań doktora.

- "Kolejnym, dużo bardziej niepokojącym wydarzeniem była próba limitowania wypowiedzi na temat akcji Wisła". Od kilku lat funkcjonowały dwa spojrzenia na ta sprawę. Jedno głoszone od dawna przez Związek Ukraińców w Polsce i drugie uzgodnione przez historyków polskich i ukraińskich na IX seminarium. Różnią się one co do roli spełnianej przed wywiezieniem, przez ludności ukraińską. ZUwP głosił i głosi jej niewinność oraz doznaną krzywdę, zaś grupy historyków z obu krajów, stwierdziły - aktywne wsparcie przez tą ludność oddziałów UPA, bez którego nie mogłaby ona tam egzystować. Tą tezę potwierdza dobitnie fakt, że zaraz po zrealizowaniu przesiedleń, UPA zakończyła swoją działalność. Autor, uczestnik IX seminarium, zna doskonale tą drugą wersję, ale o niej nigdy nie wspomniał, wbrew swym postulatom o pluralizmie.

- "Decyzja Żaryna oznaczała w praktyce to, że w konferencji nie mogli wystąpić "pod flagą IPN-u" historycy uważający akcję „Wisła" za zbrodnię komunistyczną. Nie dziwimy się, że rozstanie Motyki z BEP-em musiało nastąpić przy takiej różnicy w podejściu do najważniejszych spraw. Natomiast przykre wrażenie wywołuje publiczne wyciąganie sporów ze swoim poprzednim pracodawcą.

- "Nie ma też mowy o pluralizmie (o który domaga się Motyka) w Dodatkach Edukacyjnych IPN do Naszego Dziennika. Przy tej okazji wyrażamy wielkie uznanie dla tych Dodatków, za ich świetną treść i układ.

Na koniec tego rozdziału chcielibyśmy wyrazić pod adresem doktora Motyki zdecydowaną krytykę za treść i układ Teki Edukacyjnej pt „Stosunki polsko-ukraińskie w latach 1939-1947”, której był on autorem. Zgłosiliśmy z tego powodu pisemny protest prezesowi Kieresowi, ale bez rezultatu. Wystarczy tylko podać, że zaistniało zaburzenie proporcji miejsca poświęconego akcji „Wisła" i ludobójstwa OUN- UPA dokonanego na Polakach.

Endecka wizja dziejów

Wolelibyśmy, aby p. Motyka nie zajmował się polityką, zastanawiając się nad poglądami poszczególnych kierunków politycznych. Uważamy, że trzecia zbrodnia przeciwko narodowi polskiemu jest sprawą ogólnopolską i tak powinna być rozpatrywana.

- W ostatnim numerze Glaukopisu ukazał się artykuł badaczki ruchu narodowego Lucyny Kulińskiej, pod wdzięcznym tytułem {Chto rizaw Lachiw?}". Autor nazywa dr Kulińską badaczką ruchu narodowego, mimo że artykuł nie zajmuje się tym ruchem, a dr Kulińska ma znaczny, wartościowy dorobek badawczy, związany z trzecią zbrodnią. Ostatnio napisała książkę niezmiernie ważną, bo wypełniającą lukę w polskiej historiografii. Mianowicie na 700 stronach opisuje działania terrorystyczne KPZU, UWO i OUN w latach międzywojennych. Te terrorystyczne działania uniemożliwiały realizowanie zamiarów rządu polskiego, rozszerzenia samorządu ukraińskiego i realizowania sprzyjającej Polakom i Ukraińcom polityki. Gdy nowa książka dr Lucyny Kulińskiej zostanie wydana, pokaże prawdziwych sprawców niepowodzeń polskiej polityki w międzywojniu. Omawiając te sprawy w swej przyszłej publikacji dr Kulińska nie „owija w przysłowiową bawełnę”. Mówi oraz pisze ostro, bez osłonek, ale rzetelnie. Budzi podziw swoją twórczością i zaangażowaniem. To wszystko nie podoba się chyba doktorowi Motyce.

- "Warto przypomnieć, że środowiska endeckie w II RP opowiadały się za planem wymuszonej polonizacji mniejszości narodowych". Zachęcamy p. Motykę do przeczytanie tej nowej książki L. Kulińskiej, gdy tylko zostanie wydana. Przecież planowane rozszerzenie samorządu ukraińskiego, za każdym razem, gdy do tej sprawy rząd polski wracał, było torpedowane przez Stronnictwo Narodowe - ale dlaczego? To właśnie wyjaśnia dr Kulińska. Chodzi o nie przebierającą w sposobach antypolską agitację OUN, stałe wrogie nastawienie, ale przede wszystkim antypolskie działania terrorystyczne. To one dostarczały wszystkim sceptykom w sprawie planowanych reform, argumentów przeciw. Jeżeli nawet wojewoda Józewski był ostro krytykowany w tej agitacji przeciwpolskiej, to jak państwo polskie mogło zdecydować się na dalsze rozszerzanie praw Ukraińcom ?

Wplątywanie przez p. Motykę w artykule spraw innych mniejszości narodowych nie ma żadnego sensu. Kwestia ukraińska w II RP z powodów działalności terrorystycznej była zupełnie odrębną.

- "Ile w postulatach środowisk kresowych przedstawianych ~w Glaukopisie jest chęci upamiętnienia tragedii Wołynia, a ile konsekwentnego propagowania programu obozu narodowego? "- stawia pytanie dr Motyka. Niestety nie wiemy, o jaki program obozu narodowego chodzi. Powtarzamy: to jest sprawa ogólnopolska, a nie partyjna. Dodajmy też, że nie chodzi o upamiętnienie tragedii wyłącznie Wołynia, lecz o potępienie całej zbrodni UPA, nie tylko tej wołyńskiej. Dokonać tego powinni zarówno Ukraińcy mieszkający w Polsce, którzy doskonale o niej wiedzą, ale wręcz przeciwnie wykazują chęć nobilitowania sprawców jak i przez państwo ukraińskie. Głównym celem Panie Doktorze nie jest upamiętnienie, a potępienie zbrodni. Czy Pana potępienie zbrodni nie obchodzi?

- "Złudzeniem jest...myślenie, że uda się ujednolicić pamięć o tej tragedii wedle przedwojennych, endeckich schematów myślenia o mniejszościach narodowych". To końcowe zdanie artykułu doktora Motyki, jeszcze raz obrazuje różnice zdań naszego Związku i autora. Nie rozumiemy, o jakie ujednolicenie pamięci autorowi chodzi. My zabiegamy o potępienie zbrodni i jej sprawców. Brak potępienia jest dla nas wyrazem akceptacji, a to będzie stanowić mur i trwałą przeszkodę na drodze dalszego zbliżenia obu krajów. Co to ma za związek z przedwojenną endecją i widzeniem mniejszości narodowych, zupełnie nie wiemy.

Andrzej Żupański


 Kolejne ukraińskie drony atakują kraj NATO

Neobanderowska Ukraina dokonuje kolejnego ataku dronowego na europejski kraj Sojuszu Północnoatlantyckiego. Tym razem była to Rumunia a wiele wskazuje na to, że atak dronami na rumuńskie osiedla mieszkaniowe, tuż po tym jak niewybrany dyktator Zełenski nazwał jedną z jednostek ukraińskich sił zbrojnych imieniem ludobójców i nazistowskich kolaborantów, także mógł być dziełem reżimu z Kijowa. Opisałem go w tekście pt. „Spadnij dronie na Rumunię i przykryj kompromitację UPA-iny”.

Od kilku tygodni na kraje tzw. wschodniej flanki NATO notorycznie spadają ukraińskie drony. Nie powinno to nikogo dziwić bo w Białym Domu mają oni swoich gorliwych sojuszników, którzy rozpoczęli zbrojenie neobanderowców po tym jak administracja Obamy tego wyraźnie odmawiała. Mając protekcję radykalnie antyrosyjskiej administracji Trumpa, Kijów może sobie dzisiaj pozwolić na dużo więcej niż za rządów Obamy czy Bidena.

Znakomitym przykładem tego jest oskarżany o terroryzm Kyryło Budanow, agent CIA, były szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, który z inspiracji Waszyngtonu zasiał terror na kilku kontynentach. Mordując ludzi nawet bez wyraźnego pozwolenia swoich panów z Langley. Bardzo dobrze opisał to „New York Times” w 2024 roku.

To zresztą najprawdopodobniej wizyta Budanowa w Polsce była powodem ukraińskiego ataku na rumuński port w Konstancy (nazwanego przez media głównego nurtu działaniem Rosji za pomocą walki radioelektronicznej), przypomnijmy, wobec wojny na Ukrainie ważny punkt na Nowym Jedwabnym Szlaku, który tworzą Chińczycy, który wspierają Rosjanie a który chcą zniszczyć Anglosasi, zwłaszcza Amerykanie.

Sprawa jednak nie jest taka zerojedynkowa a relacje medialne sugerować mogą, że atak na Rumunię mógł być dogadany z Bukaresztem. Wszak nikomu ani niczemu nic się nie stało a eksplozja była w pełni kontrolowana przez stronę rumuńską. Ale jest to tylko hipoteza nie poparta twardymi dowodami. Fakt jest jednak taki, iż drony tego typu, który wybuchł pod Konstancą, są specjalne przeznaczone do niszczenia doków portowych oraz terminali naftowych. W Konstancy są doki portowe oraz terminal naftowy.

Jednakowoż należy brać także pod uwagę rozwiązania dużo prostsze. Wszak nie wiemy jaki jest poziom zdolności myślowych reżimu kijowskiego i czy to aby na pewno oni wymyślają kolejne bombardowania krajów środka Europy. Więc może po prostu zaatakowano rumuński port tylko po to, aby po wykryciu drona, które musiało nastąpić, zwalić winę na Rosję, która zagraża zachodowi poprzez przekierowywanie statków latających czy też podwodnych na kraje sojuszu?

Można oczywiście i w tym przypadku założyć, że Rumunia mogła w tym z neobanderowcami współpracować jednak ranni w ataku na rumuńskie zabudowania obywatele tego kraju, w ataku sprzed kilku dni, temu przeczą. Oczywiście w okresie zimnej wojny reżimy zachodnie poświęcały swoich obywateli dla „dobra wyższego”. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby Rumunia poświęciła blok i jego mieszkańców dla skompromitowania Rosji w trakcie kiedy tej kompromitacji potrzebowała Ukraina w związku z nagłośnieniem przez naród polski neonazistowskiego charakteru ukraińskiego państwa.

Wiele więc wskazuje na to, że Ukraina podjęła się działań bez wiedzy krajów wschodniej flanki a celem było albo zastraszenie Polski – będziemy strzelać w NATO-wskie porty i nic nam nie zrobicie bo mamy protekcję Wielkiego Brata, albo po prosty chciała po ataku i jego pacyfikacji przez Rumunię zwalić winę na rosyjskie systemy zakłócające aby uzasadnić w oczach Polaków i rządu warszawskiego konieczność akceptacji jednostki im. Bohaterów UPA jako mniejszego zła wobec rosyjskiego zagrożenia.

Najbardziej sensowny cel ataku ukraińskiego na rumuński port, jeżeli był celowy, wydaje się więc oczywisty: zastraszyć Polskę w trakcie wizyty Budanowa w Warszawie aby ta przyjęła do wiadomości ukraińskie warunki (czyli anglosaskie warunki bo Ukrainą nie rządzą Ukraińcy) i je bez żadnego sprzeciwu zaakceptowała. Reżim z Kijowa ma pełne poparcie Stanów Zjednoczonych, więc może sobie do woli strzelać dronami w kraje NATO, co wyraźnie czyni od kiedy Trump wprowadził się do Białego Domu. Przed 2025 rokiem spadające ukraińskie drony i rakiety na kraje wschodniej flanki NATO były sporadyczne.

Od kiedy w Białym Domu zagościł nienawidzący Europejczyków reżim Trumpa-Vance’a-Netanjahu, skala ataków dronami na kraje Europy Środkowej i ich upadków jest iście zatrważająca. Ostatnimi tygodniami wszystkie kraje bałtyckie otrzymały banderowskie drony na swoim terytorium, w tym drony z ładunkami wybuchowymi. W roku 2025 wielokrotnie, jak Izrael lub Stany Zjednoczone kompromitowały się w oczach całego świata, na Polskę spadał dron albo cała seria dronów, najprawdopodobniej dronów rosyjskich (lub też po prostu ukraińskich) przekierowanych przez ukraińskie systemy walki elektronicznej, zapewne po to aby przykryć owe kompromitacje w mediach, spychając je z czołówek.

W roku 2026 roku już nikt nie bawi się nawet w pozory. Ukraińskie drony po prostu spadają sobie na kraje wschodniej flanki NATO.

Przypomnijmy, że oskarżany o terroryzm Budanow został przeszkolony i pozyskany do współpracy przez amerykański wywiad około 2016 roku. Został przeszkolony przez CIA a jego tajna służba – HUR – zaczęła organizować zamachy na tzw. cele rosyjskie na całym świecie. Kiedy jednak wywiad ukraiński zaczął mordować ludzi bez wyraźnego zielonego światła od służb amerykańskich, zgodnie z tezami NYT z lutego 2024 roku, mieli oni otrzymać reprymendę od Amerykanów. Było to w czasach Obamy jako prezydenta i Bidena jako wiceprezydenta.

W czasach Obamy wyraźnie ograniczono pole do działania ukraińskich tajnych służb. Kiedy do władzy doszli Republikanie, w 2017 roku, reżim kijowski kontynuował zabijanie ludzi, łamiąc reguły gry ustalone z CIA. Za co spotykały go ustne reprymendy i nic więcej. Administracja Trumpa akceptowała terror szerzony przez wywiad ukraiński. „W miarę pogłębiania się współpracy po 2016 r. Ukraińcy stali się niecierpliwi wobec tego, co uważali za nadmierną ostrożność Waszyngtonu, i zaczęli organizować zabójstwa i inne operacje z użyciem siły, co stanowiło naruszenie warunków, na które, zdaniem Białego Domu, zgodzili się Ukraińcy. Wściekli urzędnicy w Waszyngtonie grozili odcięciem wsparcia, ale nigdy tego nie zrobili” – napisał 25 lutego 2024 roku „New York Times”.

Kiedy do władzy doszła administracja Trumpa, rozszerzono także programy współpracy wywiadu amerykańskiego z Ukraińcami, zwiększając wyraźnie liczbę tajnych baz CIA na Ukrainie, ostrzem wymierzonych w Rosję. Co zapewne było jednym z powodów, dla których Rosja w 2022 roku dokonała agresji. Stany Zjednoczone nigdy nie pozwoliłyby na chińskie tajne bazy wywiadowcze pod Ciudad Juarez, wymierzone ostrzem w Amerykę.

„Trump obsadził kluczowe stanowiska zwolennikami twardej linii wobec Rosji, m.in. Mike’a Pompeo na stanowisku dyrektora CIA i Johna Boltona na stanowisku doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego. Odwiedzili oni Kijów, aby podkreślić swoje pełne poparcie dla tajnego partnerstwa, które rozszerzyło się o bardziej specjalistyczne programy szkoleniowe i budowę dodatkowych tajnych baz” – pisał „New York Times” nieco ponad dwa lata temu. W okresie rządów Trumpa liczba oficerów ukraińskiego wywiadu wzrosła 10-krotnie w porównaniu z okresem Obamy-Bidena. Z 80 do 800. Wszystkie prorosyjskie tezy głoszone przez Trumpa były kłamstwami, które miały przykryć zaostrzenie przez reżim amerykański tajnej wojny w Rosją rękoma ukraińskiego mięsa armatniego.

Reżim Obamy i Bidena, który stworzył Budanowa, był więc dla niego bardziej restrykcyjny. Kiedy doszło do zmiany władzy, Republikanie wyraźnie zapalili zielone światło dla większego podpalania świata. Przypomnijmy, że w 2019 roku neobanderowcy byli obecni m.in. podczas kolorowej rewolucji w Hongkongu, podczas której zabijano chińskich policjantów, którzy przypomnijmy, nie noszą przy sobie broni palnej. W trakcie całej kolorowej rewolucji, trwającej wiele miesięcy, podczas której zabijano chińskich policjantów, ci wystrzelili tylko 19 sztuk ostrej amunicji. Policjanci w Stanach Zjednoczonych wystrzeliwują tyle sztuk amunicji w jedną osobę, która idzie w ich kierunku z ostrym narzędziem, np. nożem, w kilka sekund.

Tak, współczesne Chiny być może jeżeli chodzi o wolności i swobody politycznie są krajem autorytarnym jednak swobody obywatelskie i bezpieczeństwo obywateli w kontakcie z władzą jest tam zapewne dużo większe, niż w takich krajach jak Stany Zjednoczone.

Budanow przybył 5 czerwca 2026 roku do Warszawy m.in. aby przedyskutować kwestię nadania imienia banderowskiej jednostce wojskowej „Bohaterów UPA” – ludobójców polskiego narodu, przejętych po 1945 roku od Niemców przez reżimy anglosaskie – Wielką Brytanię oraz Stany Zjednoczone. Przypomnijmy, że w trakcie trwania ludobójstwa na Polakach w drugiej połowie lat 1940. dochodziło do kontaktów upowców z ambasadą Stanów Zjednoczonych w Warszawie.

„OUN-B brała wsparcie materialne skąd się dało, zachowując jednocześnie intensywną nieufność wobec Amerykanów. Od stycznia dochodziło do kontaktów OUN-B z ambasadą USA w Warszawie. Szef wywiadu OUN-B spotkał się z szefem amerykańskiej stacji w celu wysłania materiałów propagandowych za granicę” – pisał w swojej pracy o brytyjskim wywiadzie MI6 historyk Stephen Dorill.

Aczkolwiek trzeba przyznać, że to Brytyjczycy a nie Amerykanie byli bardziej skorzy do współpracy z banderowcami.

Wkrótce wdrożono operację „Rollback” oraz operację „Integral” – amerykańskie i brytyjskie operacje tzw. wycofywania komunizmu z Europy Wschodniej, inspirowane przez dyplomatę George’a Kennana, który później nazwał je katastrofalnymi. Narzędziami wywiadu wykorzystywanymi w tych operacjach byli ukraińscy nacjonaliści. W istocie była to klasyczna dywersja na terenie ZSRR oraz przygotowywanie sabotażu i terroru na wypadek wybuchu III wojny światowej. Po śmierci Stalina działania te ostatecznie porzucono. Bandera został najprawdopodobniej wystawiony przez Anglosasów KGB a banderowcy na terenie zachodniej Ukrainy zostali wyłapani przez MGB (sowiecki kontrwywiad) oraz skazani na kolonie karne i obozy. Wielu z nich przewerbowano aby posłużyć się nimi do ujawnienia tych, którzy wciąż się ukrywali. Operacje demaskowania banderowców zrzucanych na zachodnią Ukrainę przez Anglosasów były możliwe dzięki informacjom od Piątki z Cambridge, siatki szpiegów sowieckich służb w brytyjskim MI6.

Tradycja anglosaskiego wsparcia dla banderowców sięga więc nie 2014 czy 2016 roku lecz roku 1945. Już w zasadzie w 1944 roku upowcy szykowali się do oddania na usługi tzw. zachodnich aliantów, wobec nieuchronnego upadku Niemiec. A jeżeli zagłębimy się w historię to pierwsze kroki ku temu podejmowano już nawet w 1943 roku, pod sam jego koniec. A pamiętać przecież trzeba o kontaktach i współpracy w penetracji ZSRR pomiędzy ukraińskimi nacjonalistami od Stepana Bandery a wywiadem brytyjskim jeszcze przed drugą wojną światową w latach 1930., które kultywowano intensywnie aż do początku operacji Barbarossa, po czym je zmniejszono by w połowie lat 1940. do nich wrócić.

Budanow jest emanacją anglosasko-neobanderowskiej kooperacji. Nic więc dziwnego, że w czasie kiedy ten przyjeżdża do Polski aby wymusić na dwóch obozach władzy: pisowsko-prezydenckim oraz liberalno-rządowym, uznanie i akceptację przez Polskę nadania nazwy dla jednostki ukraińskiej Bohaterów UPA, dochodzi do ataku na Rumunię ukraińskimi dronami, sygnalizując Warszawie albo że Rosja jest dużym zagrożeniem i należy przymknąć oko na banderyzm na dzikich polach albo że żaden ukraiński dron spadający na jakikolwiek kraj nie zmieni nic w wojnie na Wschodzie. A więc, że Ukraińcy są nietykalni i mogą zniszczyć dowolny cel w kraju NATO czy też mogą sobie nazywać jednostki wojskowe nawet imieniem Adolfa Hitlera. A i tak żandarm zza oceanu ich utrzymujący na wszystko przymknie oko.

Sponsorzy Kijowa z Waszyngtonu właśnie zadeklarowali kolejne miliardy wsparcia dla Ukrainy. Cóż za wspaniałomyślna nagroda za ukraińskie drony od miesięcy spadające na kraje wschodniej flanki NATO. Należy oczywiście zaznaczyć, że najpierw przegłosowano w Izbie Reprezentantów 1 mld pomocy i 8 mld kredytu dla Ukrainy a dopiero później doszło do piątkowego ataku na Rumunię. Zobaczymy czy w Senacie wsparcie zostanie utrzymane.

Bez względu na wsparcie finansowe, Ukraina wciąż otrzymuje kluczowe wsparcie wywiadowcze oraz technologiczne ze Stanów Zjednoczonych.

Autorstwo: Terminator 2019
Zdjęcie: Ministry of Defence of Ukraine (CC BY 4.0)
Źródło: WolneMedia.net

 

Źródłografia

 

Koniec Pax Judaica czy początek III wojny światowej?

Pozorne zakończenie wojny z Iranem, nazwane upokarzającą porażką dla wkrótce w pełni zintegrowanych armii USA i Izraela, to coś więcej niż kolejna nieudana bliskowschodnia przygoda Waszyngtonu (szósta w ciągu 25 lat). Tym razem osoby z wewnątrz reżimu ostrzegają, że wreszcie nastał koniec Pax Judaica – porządku świata ustanowionego przez zwycięstwo aliantów w 1945 roku i wzmocnionego upadkiem Związku Radzieckiego w 1989 roku.

Po jednej stronie globalnego konfliktu, który decyduje o losie świata, znajduje się konsensus waszyngtoński, reprezentowany przez państwa klienckie G7, a także Izrael i Ukrainę. Maskuje się on jako normatywny liberalizm, jednocześnie przyznając suwerenną władzę sieci żydowskich miliarderów-suprematystów i ich popleczników. Przykładem tego jest zakaz wjazdu wydany przez brytyjski rząd Partii Pracy dla ideologicznego towarzysza drogi, Hasana Pikera, za krytykę Izraela, czy też postawa arcykapłanów praw człowieka w administracji Bidena, którzy byli wspólnikami ludobójstwa w Strefie Gazy.

Po drugiej stronie znajdują się rewizjonistyczne mocarstwa CRINK – Chiny, Rosja, Iran i Korea Północna – które głoszą prymat państwa nad pieniądzem i otwarcie sprawują władzę. Jako mocarstwa cywilizacyjne, narody CRINK popierają pluralistyczny porządek świata rządzony przez realpolitik, w przeciwieństwie do liberalnych demokracji, które uznają wszystkie państwa spoza swoich instytucji (NATO, MFW itp.) za nieuprawnione, a tym samym za sprawiedliwe cele przemocy gospodarczej i militarnej. Z tego powodu trzon CRINK często znajduje tymczasowych sojuszników wśród licznych średnich i małych mocarstw, takich jak Turcja, które wolałyby realizować własne interesy narodowe ponad interesy Waszyngtonu. To wielobiegunowość w działaniu.

Bezpośrednia wojna między tymi dwoma konkurującymi formami geopolityki jest faktem dokonanym. W ciągu ostatnich kilku lat obserwowaliśmy, jak ten konflikt przybierał formy kinetyczne (Rosja–Ukraina, USA–Izrael i Iran), a także formy konfliktów gospodarczych, takich jak wojna handlowa z Chinami.

Większość neutralnych obserwatorów dojdzie do wniosku, że wojna na Ukrainie (zwłaszcza fiasko sankcji gospodarczych wobec Rosji) i wojna handlowa USA z Chinami stanowią strategiczne porażki Pax Judaica. Choć to rozczarowujące, władcy Zachodu wierzą, że sobie z tym poradzą.

Niedopuszczalna jest jednak sytuacja, jaką Donald Trump zastał w Iranie. Demonstracja siły Irańczyków w Cieśninie Ormuz, wraz ze zniszczeniem amerykańskich baz wojskowych na całym Bliskim Wschodzie, postawiła okręt-matkę – Izrael – w jednym z najgorszych stanów bezpieczeństwa w historii. Ponad dekada targów z Arabami z Zatoki Perskiej, mających na celu przekupienie ich i skłonienie do podpisania Porozumień Abrahama, jest teraz zagrożona, ponieważ Iran wyłania się z wojny jako potęga geopolityczna. Jeśli ujawnione szczegóły wynegocjowanego przez Iran porozumienia okażą się prawdziwe, a Donald Trump je podpisze, Iran stanie się nowym władcą Azji Zachodniej.

Trzeba oddać sprawiedliwość tym, którym się należy. Siła woli i odrodzona jedność narodu irańskiego, będące efektem amerykańskich i izraelskich okrucieństw, a także zdolność do improwizacji i adaptacji w fatalnych warunkach, zapewniły im zwycięstwo. Jednak CRINK jest również ważnym elementem tej historii, ponieważ Chiny i Rosja dostarczyły kluczowe dane wywiadowcze, broń i technologię satelitarną. Iran wykorzystał je, aby obnażyć siły amerykańskie i izraelskie jako papierowe tygrysy oraz zadać druzgocące ciosy w państwach Zatoki Perskiej, by ukarać tamtejszych kolaborantów.

Ta relacja wydaje się teraz zmieniać równowagę wojny Izraela w Libanie. Przystępując do wojny, Izrael miał wszelkie powody, by wierzyć, że może ostatecznie wyeliminować Hezbollah raz na zawsze. Te nadzieje zostały rozwiane w ciągu ostatnich trzech miesięcy wraz z pełną integracją Hezbollahu ze strukturą dowodzenia i kontroli IRGC. Co najważniejsze, Hezbollah w tajemniczy sposób uzyskał najnowszą rosyjską technologię FPV i dronów światłowodowych — albo bezpośrednio z Rosji, albo za pośrednictwem irańskiego pośrednika — i zadaje ogromne straty bezbronnym, nacierającym wojskom izraelskim oraz ich pojazdom. Redukuje to działania Izraelczyków do chaotycznych nalotów na przypadkowych cywilów w Bejrucie, prowadzonych z frustracji. Inicjatywa strategiczna została odzyskana przez Hezbollah, a teraz ta szyicka grupa ustala warunki zawieszenia broni, odmawiając IDF pozwolenia na skonsolidowanie choćby cala libańskiej ziemi.

Nie można lekceważyć roli Rosji i Chin, a także bardziej neutralnych mocarstw peryferyjnych, takich jak Pakistan i Turcja, jako graczy z tła, podważających wysiłki USA i Izraela. Plan administracji Trumpa, mający na celu zablokowanie Cieśniny Ormuz i oblężenie Iranu, został udaremniony przez Rosję i Turcję, które otworzyły dla niego korytarze lądowe i morskie. Umożliwiło to Iranowi pozyskiwanie broni i zasobów przez Morze Kaspijskie i szlaki lądowe w Azji Środkowej. Trump posunął się nawet do gróźb wobec Omanu – neutralnej „Szwajcarii” regionu – za gotowość do podjęcia rozmów z Iranem na temat przyszłego zarządzania Cieśniną Ormuz.

Jak przewidywali żydowscy neokonserwatyści, wejście Rosji na Ukrainę, a teraz potencjalne zwycięstwo Iranu, ośmielają kolejne państwa (w tym sojuszników z NATO, takich jak Turcja) do realizacji własnych interesów, niezależnie od poglądów izraelskiej kliki stojącej za Trumpem. Początkowy plan Mossadu i CIA, mający na celu obalenie irańskiego reżimu poprzez zbrojne powstanie Kurdów, został rzekomo udaremniony w ostatniej chwili przez Turcję, która wystąpiła przeciwko Ameryce i obiecała odpowiedzieć na wszelkie próby militaryzacji Kurdów.

Na froncie nuklearnym Rosja aktywnie wspiera i pogłębia dostęp Iranu do potencjału nuklearnego, podpisując umowę na budowę ośmiu nowych elektrowni. Moskwa czerpie również znaczne korzyści z blokady Cieśniny Ormuz, notując wzrost dochodów z ropy naftowej o 40% – częściowo dzięki temu, że wrogowie, tacy jak Wielka Brytania, są zmuszeni kupować rosyjski olej napędowy i paliwo lotnicze z marżą, aby uniknąć kryzysu. Chiny, które mają własną umowę dwustronną z Iranem, mogą korzystać z Cieśniny Ormuz do woli, co niweczy wszelkie zachęty do realizacji jedynego planu awaryjnego Ameryki, polegającego na błaganiu Chin o jej ponowne otwarcie.

Rosnące mocarstwa rewizjonistyczne sparaliżowały w ten sposób podżegaczy wojennych w Waszyngtonie i Izraelu, opracowując sposoby na obejście sankcji, dorównanie ich możliwościom wywiadowczym i, co najważniejsze, prowadzenie wojny przy ograniczonym budżecie. Być może najbardziej alarmującym wnioskiem z tej wojny dla Waszyngtonu jest zdolność nowej broni (często zbudowanej z części dostępnych w Internecie) do niszczenia zapasów niezwykle drogiej, trudnej do zastąpienia amunicji i platform dostarczanych przez skorumpowaną, nastawioną na zysk bazę przemysłu zbrojeniowego Ameryki. Najnowsza innowacja Iranu, polegająca na zadaniu ciosów atakującym syjonistycznym, liberalnym plutokracjom w ich własnych krajach poprzez strategiczne uniemożliwienie dostępu do kluczowych węzłów handlowych, daje temu niegdyś osaczonemu państwu nową formę dominacji eskalacyjnej. W kwestii Iranu USA nie mają innego wyboru, jak zrobić to, co Trump robi ze swoimi wieloma upadłymi firmami: ogłosić bankructwo i wrócić do deski kreślarskiej.

Rozsądną odpowiedzią Stanów Zjednoczonych na realia tej sytuacji jest zarządzanie swoim upadkiem i przygotowanie się na świat wzajemnie korzystnych partnerstw dwustronnych, zamiast utrzymywania wasali gromadzonych dla wygody Wall Street. Problem w tym, że nie jest to możliwe, ponieważ Stany Zjednoczone – wraz z innymi liberalnymi plutokracjami „pierwszego świata” – utraciły wiele ze swojej historycznej zdolności do budowania i innowacji. Baza przemysłowa, która wygrała II wojnę światową, oraz kierowany przez państwo kompleks badawczo-rozwojowy, który wygrał zimną wojnę, zostały zastąpione piramidami finansowymi centrów danych i skupem akcji własnych. Nieżydowski neokonserwatywny intelektualista Christopher Caldwell przedstawia Wielką Brytanię w pozytywnym świetle za konsensualne ograniczenie zakresu swojego imperializmu, mające na celu uniknięcie nadmiernej ekspansji, zauważając jednocześnie, że Ameryka robi coś przeciwnego. Gdyby Ameryka była zarządzana dla dobra Amerykanów, mogłaby zabrać połowę swoich zasobów do domu i wycofać się, by rządzić półkulą zachodnią.

Jednak wszystkie ostatnie działania Waszyngtonu wskazują, że w Departamencie Stanu zakorzeniły się urojenia o próbie przecięcia węzła gordyjskiego, a niesyjonistyczne głosy rozsądku, takie jak Joe Kent, Tulsi Gabbard i inni, zostały wyparte z dyskusji lub ich rola została zminimalizowana.

Trzy nowe wydarzenia wskazują na gotowość Waszyngtonu do wciągnięcia świata w wojnę.

Pierwszym z nich jest niedawna decyzja o udzieleniu Ukrainie dodatkowej pomocy w wysokości 9 miliardów dolarów, którą Trump z pewnością podpisze, pomimo bezpodstawnej intrygi prasy związanej z Russiagate. Dzięki temu Kijów będzie mógł zatrudnić więcej najemników i zdobyć broń, co pozwoli mu kontynuować wojnę w nieskończoność. Decyzja ta uzupełnia uchwalony w kwietniu zastrzyk gotówki w wysokości 105 miliardów dolarów, jaki Unia Europejska i NATO przeznaczyły na załamaną ukraińską gospodarkę i siły zbrojne.

Drugim wydarzeniem jest trwająca od roku kampania Waszyngtonu, której celem jest zmuszenie Europy do przejścia na gospodarkę wojenną, aby móc doprowadzić do konfliktu z Rosją, gdy nadejdzie odpowiedni moment. Planiści wojskowi NATO przygotowują się do starcia z Rosją do 2030 roku. Według ujawnionych planów rządzona przez Amerykanów Europa przeprowadzi pobór wśród młodych mężczyzn i przerzuci prawie milion żołnierzy na granice z Rosją. Generałowie NATO rozpoczęli spotkania z producentami filmowymi w Hollywood, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji, aby produkować filmy propagandowe i programy telewizyjne. Mają one na celu zaostrzenie apetytu zdenerwowanej opinii publicznej Europy Zachodniej na rozlew krwi poprzez sztucznie wykreowany szowinizm. Podobne wydarzenia mają miejsce na głównych terytoriach Pacyfiku kontrolowanych przez Waszyngton – w Japonii i Korei Południowej – które remilitaryzują się w zawrotnym tempie, przygotowując się na potencjalną wojnę z Chinami.

Trzecim wydarzeniem, które prawdopodobnie zostanie wykorzystane przeciwko Rosji i Iranowi, jest podjęta przez Amerykę próba przekształcenia Armenii w „drugą Ukrainę”. W lutym ubiegłego roku JD Vance sfinalizował inwestycję o wartości 9 miliardów dolarów w armeńską energetykę jądrową. Podpisał również kontrakt na dostawę amerykańskiej broni do tego kraju. Co najważniejsze, Stany Zjednoczone oferują Armenii – bliskiemu sojusznikowi Rosji od XIX wieku – członkostwo w Unii Europejskiej w zamian za zerwanie wszelkich więzi z Moskwą. Podobnie jak w przypadku Ukrainy, perspektywa przyjęcia przez Unię Europejską kolejnego kraju na utrzymanie jest odległa, a jednak Bruksela i Waszyngton wciąż cynicznie kuszą nią Ormian. Poprzez rozwiniętą sieć zagranicznych organizacji pozarządowych, których wewnętrzne funkcjonowanie finansowe i operacyjne jest w Armenii traktowane jak strzeżona tajemnica państwowa, młodzież tego kraju jest przeprogramowywana w kierunku antyrosyjskim i proamerykańskim.

Kreml już przewiduje kolejny kryzys na wzór ukraiński na swoim kaukaskim skrzydle. Władimir Putin zagroził nałożeniem sankcji na Armenię, jeśli będzie ona kontynuować proamerykańską i pronatowską ścieżkę. Premier Armenii Nikol Paszynian, którym kieruje zastępca dyrektora CIA David Cohen, ma zaplanowane w Waszyngtonie działania wspierające jego reelekcję za dwa dni. Wybory te nie wzbudziły większego zainteresowania, ale mogą odegrać kluczową rolę w wywołaniu kolejnego poważnego konfliktu światowego. Ponadto amerykańska obecność w Armenii mogłaby otworzyć nowe możliwości destabilizacji Iranu – kolejnego długoletniego sojusznika narodu ormiańskiego.

Biorąc wszystko pod uwagę, jest jasne, że amerykańskie imperium nie pójdzie drogą Wielkiej Brytanii ani Związku Radzieckiego i nie odejdzie po cichu. Bez drastycznego zwrotu w historii świata Europa zmierza ku kolejnej wojnie eksterminacyjnej, która może rozlać się również na Azję. Zdesperowani i szaleni agenci w Waszyngtonie zdają się opracowywać plany z wyłączeniem broni jądrowej. Więźniowie nie tyle zarządzają azylem, ile dowodzą głównymi armiami europejskimi i azjatyckimi, i są zdeterminowani, by z nihilistycznej złośliwości uderzyć nimi w Rosję i Chiny, gdy tylko sami znikną ze światowej sceny.

Autorstwo: Eric Striker
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło zagraniczne: Littoria.substack.com
Źródło polskie: WolneMedia.net

 

 

Źródłografia

1. https://www.aa.com.tr/en/americas/us-house-rejects-bid-to-remove-us-israel-military-integration-from-defense-bill/3957096

2. https://www.theatlantic.com/international/2026/05/iran-war-trump-losing/687094/

3. https://www.yahoo.com/news/politics/articles/analysis-finds-damage-u-bases-094949922.html

4. https://mei.edu/policymemo/russias-wartime-support-for-iran/

5. https://www.mintpressnews.com/hezbollahs-cheap-fpv-drones-are-making-israels-high-tech-military-obsolete/290927/

6. https://www.axios.com/2026/06/03/israel-lebanon-ceasefire-hezbollah-us

7. https://www.rferl.org/a/iran-pakistan-turkey-russia-caspian-china/33751260.html

8. https://www.i24news.tv/en/news/israel/defense/artc-mossad-and-cia-covert-operation-armed-kurdish-militias-to-topple-iranian-regime-report

9. https://www.reuters.com/business/energy/russias-oil-gas-revenue-seen-up-39-yy-may-thanks-iran-war-2026-05-20/

10. https://www.theguardian.com/world/2026/may/20/ukraine-war-briefing-britain-to-buy-diesel-and-jet-fuel-made-from-russian-crude-oil

11. https://www.nytimes.com/2026/05/06/world/asia/china-iran-us-trump-hormuz.html

12. https://www.aljazeera.com/features/2026/5/23/missiles-to-munitions-does-the-us-risk-running-out-of-key-weapons

13. https://www.ai-supremacy.com/p/the-ai-bubble-grows-ponzi-scheme-symptoms-to-meet-compute-demands

14. https://www.nytimes.com/2026/05/03/opinion/iran-us-empire.html

15. https://apnews.com/article/ukraine-congress-aid-trump-discharge-petition-c01c9e068b63d195d26e3134ed586a71

16. https://www.reuters.com/world/europe/eu-formally-approves-ukraine-loan-20th-sanctions-package-against-russia-2026-04-23/

17. https://www.semafor.com/article/11/27/2025/europe-quietly-prepares-for-a-war-with-russia

18. https://www.politico.eu/article/eu-ukraine-russia-ready-for-war-2030/

19. https://united24media.com/latest-news/germany-drafts-secret-1200-page-war-plan-to-rush-800000-nato-troops-east-13815

20. https://www.theguardian.com/world/2026/may/03/nato-meets-tv-and-film-makers-causing-concerns-it-seeks-propaganda

21. https://archive.is/UO0YV

22. https://news.cgtn.com/news/2026-04-23/Japan-s-accelerated-remilitarization-is-a-fact-and-a-reality-1MzB5RdSWVa/p.html

23. https://www.wsws.org/en/articles/2025/12/03/oyew-d03.html

24. https://www.fdd.org/analysis/2026/02/13/vance-visit-to-armenia-and-azerbaijan-signals-u-s-push-into-region-dominated-by-russia/

25. https://www.lowyinstitute.org/the-interpreter/armenia-the-next-ukraine

26. https://alphanews.am/en/this-visit-shows-support-for-pashinyan-expert-on-cia-deputy-directors-visit-to-armenia/

27. https://www.reuters.com/world/armenias-election-test-pashinyans-peace-drive-after-war-defeat-2026-06-04/

                ELITY - DRUGI GARNITUR                                 Joanna Mucha       (ur. 12 kwietnia 1976 w Płońsku) – posłanka na Sej...