niedziela, 10 maja 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                       Piotr Igor Ikonowicz - Dawid Goldsmith

 

 

 (ur. 14 maja 1956 w Pruszkowie) – lewacki polityk, dziennikarz, poseł na Sejm II i III kadencji. Redaktor pisma członków MRKS "Robotnik". Jeden z liderów Polskiej Partii Socjalistycznej od 1987 do 2001.

W 1980 ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Jest także absolwentem Podyplomowego Studium Instytutu Geografii i Krajów Rozwijających się.

W 1981 pracował jako redaktor w serwisie informacji "Solidarności" Regionu Mazowsze. W 1982 ponownie został zatrzymany za organizowanie niezależnych obchodów pierwszomajowych. Internowano go na okres od 10 maja do 23 listopada tegoż roku w Białołęce.

Był współzałożycielem pisma "Miś", a następnie gazety "Robotnik" jako pisma członków MRKS oraz Grupy Politycznej Robotnik. Współorganizował Miesiąc prasy zakładowej NSZZ "S". Należał do Ruchu Wolność i Pokój.

Był wśród założycieli Polskiej Partii Socjalistycznej, Wchodził w skład prezydium rady naczelnej PPS (1987–1988), był członkiem kolegialnej rady naczelnej partii PPS-Rewolucja Demokratyczna.

Przewodniczył radzie naczelnej PPS w latach 1992–1996 i 1997–2001. W wyborach parlamentarnych w 1991 kandydował bezskutecznie z listy Solidarności Pracy w okręgu radomskim. W 1993 uzyskał fuchę w okręgu lubelskim czyli mandat posła na Sejm z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. 10 marca 1994 wraz Andrzejem Lipskim i Cezarym Miżejewskim przystąpił do Koła Parlamentarnego PPS. W 1997 ponownie został posłem (z 3. miejsca w okręgu warszawskim) z listy SLD. Po przekształceniu SLD w jednolitą partię polityczną, odszedł ponownie z jej klubu parlamentarnego, tworząc wraz z senatorami PPS i działaczami Ruchu Ludzi Pracy odrębne koło parlamentarne, które nie dotrwało do końca kadencji.

W 2000 kandydował w wyborach prezydenckich, w których uzyskał 38 672 głosy (0,22% poparcia), co dało mu 10. miejsce na 12 startujących kandydatów.

Kandydował także do Sejmu w 2001 z samodzielniej listy PPS, uzyskując w Warszawie 899 głosów. Po porażce wyborczej złożył rezygnację z przewodniczenia PPS, a następnie wystąpił z partii. W 2003 znalazł się wśród inicjatorów powstania Nowej Lewicy, objął funkcję sekretarza ds. organizacyjnych tej partii. W przedterminowych wyborach parlamentarnych w 2007 bez powodzenia startował z 1. miejsca na liście Samoobrony RP w okręgu warszawskim, otrzymując tylko 2635 głosów. W 2011 został doradcą antyklerykalnego Ruchu Palikota.

W 2001 prokurator Prokuratury Rejonowej w Grójcu wniósł przeciw niemu do sądu akt oskarżenia, zarzucając mu spowodowanie wypadku samochodowego. W styczniu 2002 Sąd Rejonowy warunkowo umorzył postępowanie w tej sprawie, nakazując mu zapłatę 1 tys. zł za­dość­uczy­nie­nia.

W lutym 2008 został w pierwszej instancji skazany na karę roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres trzech lat próby za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy policji w czasie blokowania eksmisji. Podczas trwania tego procesu, ze względu na niestawiennictwo na rozprawach, został za nim wydany list gończy, na podstawie którego w 2006 został tymczasowo aresztowany.

Jest dziennikarzem i tłumaczem, członkiem Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Był także prezesem komunistycznego Towarzystwa Przyjaciół Dąbrowszczaków. Prowadzi Kancelarię Sprawiedliwości Społecznej, jest stałym publicystą tygodnika "Przekrój" który do 2002 był wydawany w Krakowie. Następnie, po zakupie tytułu przez szwajcarski koncern Edipresse Polska, siedzibę przeniesiono do Warszawy. Po przeniesieniu redakcji do Warszawy i zmianie zespołu redakcyjnego Przekrój całkowicie zmienił swój styl, a ogromna większość stałych współpracowników zrezygnowała ze współpracy. 27 sierpnia 2009 r. wydawnictwo Edipresse poinformowało o sprzedaży tygodnika „Przekrój” Grzegorzowi Hajdarowiczowi.

Przeciwnik własności prywatnej w Polsce z jedynym wyłączeniem - własnej rodziny.

                                          Magdalena Ikonowicz- Gessler

 

siostra Piotra Ikonowicza

celebrytka, kapitalistka, milionerka, restauratorka, właścicielka i współ­właś­ci­ciel­ka kilkunastu restauracji które zdobyła, rozbijając małżeństwo Piotra Gesslera.

 

                                                 Mirosław Ikonowicz

 

Ojciec celebrytki Magdaleny Ikonowicz – Gessler i lewackiego ex-posła Piotra Ikonowicza. Konfident komunistycznej SB – KO o ps. Metrampaż.

Dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej; współpracował z lewicową „Polityką”, od wielu lat zajmuje się dziennikarsko rozpracowywaniem Watykanu.

 

                                                    Zuzanna Dąbrowska

 

(ur. 1966) – lewacka dziennikarka prasowa, była żona Piotra Iko­no­wi­cza.

W latach 1986–1988 redagowała i wydawała wrocławskie pismo "WiPek". Działała w Ruchu Wolność i Pokój. W 1987 była jedną z założycielek Polskiej Partii Socjalistycznej, a następnie PPSRewolucja Demokratyczna.

W 1997 była rzecznikiem prasowym pełnomocnika rządu ds. powodzi. W okresie 1998–2002 była radną sejmiku województwa mazowieckiego z listy SLD. Od 2002 była rzecznikiem prasowym Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, następnie do 2005 pracownikiem gabinetu wicepremier Izabeli Jarugi-Nowackiej.

Jako dziennikarka współpracowała z pismem "Lewą Nogą". Była również komentatorką "Przeglądu Tygodniowego" oraz szefem działu politycznego "Trybuny". Była także szefową działu politycznego w "Dzienniku" (zastąpiła Michała Karnowskiego) oraz w "Dzienniku Gazecie Prawnej".

Od 2008 do 2011 była komentatorką w programie publicystycznym Antysalon Ziemkiewicza nadawanym w TVP Info. W 2011 była samodzielną redaktorką w stacji TVP Info, prowadzącą wywiady w paśmie wieczornym pod nazwą "Info Dziennik - Gość".

Obecnie jest komentatorką w Programie I Polskiego Radia, gdzie jest gospodynią programów publicystycznych takich jak: "Polska i świat", "Świat w Jedynce" i "Rozmowa Dnia".

                                                              www.yelita.pl

 

Polskie „akty założycielskie”


 

Historia polskiej państwowości jest najczęściej przedstawiana jako ciąg moralnie oczywistych wydarzeń: chrzest, koronacja, unia z Litwą, rozbiory, odzyskanie niepodległości, komunizm, transformacja i III Rzeczpospolita. Każdy z tych etapów posiada własny mit założycielski i własną narrację legitymizacyjną.

Rzadziej jednak zadajemy pytanie fundamentalne: na czym właściwie opierała się legalność kolejnych polskich porządków politycznych? Czy wynikała ze świadomej zgody wspólnoty, czy raczej była efektem działania elit dostosowujących społeczeństwo do zmieniających się układów sił?

Pytanie to nabiera szczególnej ostrości w zestawieniu z amerykańską konstytucją, która nie była tylko dokumentem prawnym — stanowiła akt politycznego samookreślenia. Wspólnota kolonii uznała samą siebie za suwerenną. „We the People” — nie cesarz, nie papież, nie dynastia, lecz świadoma decyzja wspólnoty stała się źródłem legalności.

W polskiej historii taki moment nigdy nie nastąpił w sposób pełny i trwały.

Chrzest Polski jako wejście do obcego systemu legitymizacji

„Chrzest Polski” z 966 roku jest zwykle przedstawiany jako początek państwa polskiego i moment wejścia w krąg cywilizacji zachodniej. W rzeczywistości był to przede wszystkim akt geopolityczny i cywilizacyjny.

Mieszko I nie budował państwa poprzez świadome uznanie suwerenności ludu. Wprowadzał ziemie piastowskie do już istniejącego łacińskiego systemu władzy, prawa i symboli. Centrum sensu leżało poza rodzącą się wspólnotą. Polska państwowość od samego początku rozwijała się nie jako autonomiczne źródło własnej legalności, lecz jako część większego, zewnętrznego porządku.

Korona i legalność z uznania zewnętrznego

Koronacja królewska nie była wyłącznie rytuałem symbolicznym. Była potwierdzeniem uznania przez szerszy system cywilizacyjny Zachodu. Legalność monarchy nie brała się z wewnętrznej zgody wspólnoty, lecz z połączenia siły dynastycznej, poparcia elit i sakralnej autoryzacji Kościoła.

To fundamentalne napięcie między lokalnym interesem wspólnoty a uniwersalistycznym porządkiem religijno-cywilizacyjnym przewija się przez całą polską historię.

Rzeczpospolita szlachecka — wolność elit zamiast suwerenności narodu

Unia Lubelska stworzyła jeden z najbardziej oryginalnych modeli republikańskich w Europie, lecz był to republikanizm elit, a nie całego społeczeństwa. Szlachta uznała samą siebie za naród polityczny, pozostawiając resztę społeczeństwa poza mechanizmem współtworzenia legalności.

Państwo broniło istniejącego porządku symbolicznego zamiast budować własne, autonomiczne centrum.

Rozbiory jako kryzys legalności wspólnoty

Rozbiory były nie tylko klęską militarną, lecz także — a może przede wszystkim — efektem utraty przez elity zdolności do utrzymania wspólnego pola legalności i sensu istnienia. W tej próżni Kościół rzymski stał się depozytariuszem tożsamości. Naród przetrwał raczej jako wspólnota symboliczno-religijna niż jako świadoma wspólnota polityczna.

II Rzeczpospolita — państwo otrzymane, nie ustanowione

Określenie „odzyskanie niepodległości” jest wygodnym mitem. II Rzeczpospolita była w istocie państwem otrzymanym — wynikiem decyzji zwycięskich mocarstw, a nie aktu zbiorowego samookreślenia Polaków. Jej fundament pozostał zewnętrzny, mimo prób budowy własnej legitymizacji — legionowej w wydaniu piłsudczyków lub narodowo-katolickiej w wydaniu endeków.

PRL — nowa legalność bez społecznej legitymizacji

PRL próbowała narzucić nowy porządek z zewnątrz. Legalność postrzegano jako zależną od radzieckiego hegemona, co doprowadziło do głębokiego rozdwojenia rzeczywistości.

III RP — konstytucja bez aktu wspólnotowego przełomu

III RP powstała z kompromisu elit, a jej legitymizacja rozproszyła się między Zachodem, UE, NATO, liberalną modernizacją a tradycją narodowo-katolicką. Formalnie demokratyczna, w świadomości zbiorowej nadal opiera się na konkurujących zewnętrznych źródłach.

Polska i problem nieustanowionej wspólnoty

Historia polskich porządków to głównie adaptacja do kolejnych dominujących systemów, a nie emanacja własnego centrum. Stąd oscylacja między buntem a podporządkowaniem, mesjanizmem a imitacją.

Najgłębszym problemem nie jest konkretny ustrój, lecz brak momentu, w którym wspólnota naprawdę uznałaby samą siebie za ostateczne źródło własnej legalności.

Wnioski dla refleksji nad nową konstytucją

Olbrzymią stratą cywilizacyjną byłoby sprowadzenie debaty konstytucyjnej jedynie do próby napisania nowego dokumentu prawnego. Ma ona bowiem szansę stać się wielkim procesem edukacyjnym i świadomościowym — pierwszym takim w zapisanej historii Polaków — podczas którego obywatele mogliby rzeczywiście zrozumieć, czym jest państwo, jak działają mechanizmy sterowania wspólnotą, jakie są konsekwencje określonych modeli ustrojowych oraz dlaczego żadna konstytucja sama z siebie nie zagwarantuje sprawiedliwości, jeśli społeczeństwo pozostanie bierne i nieświadome.

Obecne państwo polskie jest złożoną mieszaniną instytucji wywodzących się ze średniowiecznych monarchii, oświeceniowej nowoczesności, realiów PRL oraz współczesnych wpływów ponadnarodowych struktur politycznych i ekonomicznych. Tymczasem istnieje bardzo niewiele instytucji — o ile w ogóle jakiekolwiek — które w sposób rzeczywisty analizowałyby, czego sami Polacy chcą jako wspólnota polityczna i cywilizacyjna.

Konstytucja jako akt wspólnotowego ustanowienia

Nowa konstytucja miałaby sens jedynie jako świadomy akt polityczny całej wspólnoty obywatelskiej — nie jako projekt elit, nie jako produkt partyjnych negocjacji i nie jako adaptacja kolejnego zagranicznego modelu.

Problem „narodu politycznego”. Stabilne państwo wymaga, by większość obywateli czuła się rzeczywistymi współgospodarzami, a nie przedmiotem zarządzania przez kolejne elity.

Rozdzielenie od zewnętrznych centrów legitymizacji. Nie chodzi o izolację, lecz o odbudowę zasady: państwo istnieje dla wspólnoty, a nie wspólnota dla realizacji interesów zewnętrznych ośrodków.

Państwo nie naprawi się samo. Instytucje nie reformują się same. Prawdziwa zmiana wymaga szerokiej debaty społecznej, realnego udziału obywateli i mechanizmów ograniczających monopol klas politycznych.

Ochrona przed oligarchizacją. Konstytucja powinna powstawać z realistyczną świadomością tendencji władzy do zawłaszczania państwa i tworzyć mechanizmy umożliwiające społeczeństwu odzyskiwanie kontroli.

Najważniejsze pytanie pozostaje otwarte

Być może najważniejsze pytanie dla przyszłej polskiej konstytucji nie brzmi: „jaki model ustrojowy wybrać?”, lecz „czy Polacy są gotowi uznać samych siebie za rzeczywiste źródło legalności własnego państwa — wraz z całą odpowiedzialnością, jaką taka decyzja oznacza?”.

Bez pozytywnej odpowiedzi każda kolejna konstytucja pozostanie jedynie kolejnym etapem adaptacji, a nie trwałym fundamentem suwerennej wspólnoty politycznej.

Autorstwo; Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

piątek, 8 maja 2026

             ELITY - DRUGI GARNITUR

                          Jerzy Halbersztadt

 

 Żydowski polityk, współtwórca Muzeum Historii Żydów Polskich, wcześniej był dy­re­kto­rem Programu Polskiego Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie.

 

 

Kilka tygodni temu, gdy napięcia wokół Muzeum Historii Żydów Polskich dotarły do opinii publicznej, o roztropność i roz­wa­gę przy podejmowaniu decyzji w spra­wie dokończenia prac nad projektem mu­ze­um zaapelował do ministra kultury prz­e­wo­dni­czą­cy Polskiego Komitetu W­s­p­i­e­ra­nia Budowy Muzeum Marcin Świę­ci­cki. (PZPR, UW, PO)

- Z niepokojem przyjmuję informację rzecznika prasowego ministerstwa o za­po­wie­dzia­nej zmianie na stanowisku dy­rek­to­ra Muzeum Historii Żydów Polskich. Jerzy Halbersztadt kierował projektem muzeum od 14 lat, również w pierwszych heroicznych latach, kie­dy muzeum nie było współ­fi­nan­so­wa­ne ze środków publicznych – napisał Święcicki w oficjalnym piśmie. Dyrektor Halbersztadt ma wielki wkład w stworzenie nowoczesnej kon­cep­cji programowej muzeum, zbudowanie zespołu z wyprzedzeniem re­a­li­zu­ją­ce­go programy kulturalne i edukacyjne muzeum i przygotowującego wys­ta­wę główną, a także w przygotowanie i rozstrzygnięcie konkursu ar­chi­tek­to­nicz­ne­go, w wyniku którego Warszawę ozdobi interesujący budynek.

- Jest wielką zasługą dyrektora Halbersztadta, historyka znakomicie znającego stosunki polskożydowskie, że projekt Muzeum Historii Żydów Polskich cieszy się wiarygodnością nie tylko w Polsce, ale i na świecie, co jest niezwykle ważne dla umocnienia nowoczesnego wizerunku naszego kraju za granicą – ocenił Święcicki.

W obronie Jerzego Halbersztadta wystąpili również artyści m.in. Andrzej Wajda i Janusz Morgenstern, byli ministrowie kultury Izabella Cywińska i Joanna Wnuk-Nazarowa, a także m.in. Włodzimierz Cimoszewicz i Jerzy Kropiwnicki. Jerzy Halbersztadt kieruje projektem Muzeum od 15 lat. Przeprowadził je przez najtrudniejszy okres. Jest głównym twórcą koncepcji programowej, opracował również założenia programu architektonicznego i doprowadził do wyłonienia projektu budynku, który jest obecnie realizowany i cieszy się wielkim uznaniem. Zbudował zespół i pokierował o­pra­co­wa­niem pełnego projektu wystawy głównej, która kilka miesięcy temu została z uznaniem przyjęta przez Radę Muzeum do realizacji – napisali w specjalnym liście. Zwrócono w nim uwagę, że Jerzy Halbersztadt dzięki zaufaniu wielu ofiarodawców z całego świata zebrał znaczną część funduszy potrzebnych na finansowanie tworzenia wystawy i bieżącą działalność Muzeum oraz że jest fachowcem, oddanym idei dialogu polsko-żydowskiego, którą wszyscy podzielamy.

Jestem dumny z osiągnięć międzynarodowego i niezwykle fachowego zespołu, który udało mi się skupić wokół projektu muzeum oraz szerokiego poparcia społecznego, które zbudowaliśmy w wielu krajach. Robiłem swoje tak długo jak mogłem. Liczę na to, że efekty naszej wspólnej pracy nie zostaną zmarnowane i będą kontynuowane. Zrobię wszystko, by pomóc tym, którzy wezmą na siebie ciężar tego zadania. Życzę powodzenia wszystkim przyjaciołom i współtwórcom muzeum – powiedział Hal­ber­sztadt.


Władysław Halberstadt to ojciec Jerzego

pułkownik - żydowski komunista w strukturach GZI
Szef Wydziału Ewidencji Operacyjnej, następnie Biura Studiów, a w końcu komendanta Oficerskiej Szkoły Informacji płk. Władysława Halbersztadta.

                                                                     www.yelita.pl

 

Nasi władcy biorą tak dużo, a nam dają tak niewiele…

https://www.youtube.com/watch?v=VcvFh1yJroI

To oczywiste, że plutokraci zabijają biosferę, ale hej, przynajmniej tworzą technologię, która pozwala uniknąć dyskomfortu poznawczego związanego z pisaniem własnych słów i myśleniem własnymi myślami.

To oczywiste, że imperium morduje ludzi na przerażającą skalę na całym świecie, ale z drugiej strony tworzy to uchodźców, którzy przeprowadzą się do Twojego kraju i przywiozą ci tanio smakołyki, które zamówiłeś przez apkę w telefonie.

To oczywiste, że imperialistyczna ekspansja rabuje zasoby naturalne i wyzyskuje pracowników Globalnego Południa płacąc im grosze, ale z drugiej strony możesz nosić nowe ubranie każdego dnia, ponieważ ciuchy zamówione online są tanie jak barszcz dzięki tej odległej pracy niewolniczej.

To oczywiste, że nasi władcy zamykają nas narastająco w klatce cyfrowej inwigilacji o coraz większej inwazyjności i kontroli, ale, kurczę blade, dają nam za to w prezencie te wszystkimi fajne, darmowe platformy społecznościowe, które z jakiegoś powodu wciąż nieodparcie przewijamy.

To oczywiste, że globalny liberalny kapitalizm prowadzi nas ku upadkowi na wielu frontach, podczas gdy wszyscy coraz częściej chorują, są coraz biedniejsi, bardziej ogłupieni, szaleni i nieszczęśliwi, ale hej, spójrzcie, McDonald przywraca McŻeberka!

To oczywiste, że to tylko kwestia czasu, gdy będzie nam grozić odstrzelenie przez uzbrojone roboty i mordercze drony z rozpoznawaniem twarzy, a my będziemy modlić się, żeby rządowa sztuczna inteligencja nie zablokowała nam cyfrowych pieniędzy, bo za długo wpatrywaliśmy się w antyizraelski mem, ale przynajmniej możemy się dobrze bawić, obstawiając na „Polymarkecie” (internetowej platformie, gdzie użytkownicy stawiają pieniądze na przewidywanie, jakie wydarzenia mogą nastąpić – przypis WM) jaki następny kraj zbombardują Stany Zjednoczone.

Oni biorą bardzo, bardzo dużo, a my oddajemy to za tak bardzo, bardzo mało! Oni dostają wszystko praktycznie za darmo. Za trochę propagandy, szczyptę bezmyślnej rozrywki i kilka smakołyków oddajemy im całą planetę do gwałcenia. Zabierają nam za bezcen wszystkie najważniejsze elementy naszego świata i wszystkie najświętsze części nas samych. Kradną nasze zasoby, dewastują nasz ekosystem i niszczą naszą przyszłość, a w zamian dają nam chleb i igrzyska na tyle przystępne i zajmujące, że powstrzymują nas one od ścinania im głów. Zamęczają nas pracą, znęcają się nad nami, indoktrynują, rozpraszają, znieczulają, dezorientują, przeciążają, dezinformują i manipulują, a w zamian dostajemy sto przesadnie drogich serwisów streamingowych do wyboru i tysiąc rodzajów pasty do zębów. Sprawiają, że nasz świat wraz z nami samymi staje się coraz gorszy. Zatruwają nasze umysły i zaczerniają nasze serca. Zabijają nasze sumienie i ampu tują nam empatię. A przecież życie w cieniu imperium jest naprawdę paskudne! Pod pokostem i fatamorganą reklam i propagandy nie ma w tej dystopii nic naturalnego ani zdrowego.

Nie powinniśmy im dłużej na to pozwalać. Powinniśmy się obudzić. Czasami powtarzanie tego wydaje się równie daremne, jak błaganie bliskiej osoby po raz tysięczny, by opuściła sektę lub zerwała z przemocowym partnerem . A przecież to się czasami zdarza. Ludzie potrafią niekiedy wyrwać się z sekty i wyjść z przemocowego związku. Dzieje się to jednak tylko wtedy, gdy w pełni zrozumieją sytuację i podejmą twardą decyzję że nie ma innego wyjścia. Marzy mi się znalezienie jakiegoś sposobu na wyrwanie się z przemocowego związku z imperium, zanim będzie za późno.

Autorstwo: Caitlin Johnstone
Źródło zagraniczne: CaitlinJohnst.one
Źródło polskie: WolneMedia.net

środa, 6 maja 2026

              ELITY - DRUGI GARNITUR

                                          Agnieszka Graff

  


Córka Alicji i Kazimierza Graffa (ur. 1970) – żydowska pisarka, tłumaczka i publicystka, związana z ruchem fe­mi­nis­tycz­nym. Członkini zespołu lewackiej "Krytyki Politycznej". Swoją „karierę” zawdzięcza układom jej rodziców, sta­li­now­skich dygnitarzy PR.

Studiowała na angielskim University of Oxford, w Amherst College w stanie Massachusetts w USA i w warszawskiej Szkole Nauk Społecznych PAN. Pracuje w Instytucie Ameryk i Europy Uniwersytetu Warszawskiego, wykłada również na gender studies. Autorka wielu esejów i felietonów (publikowanych m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Literaturze na Świecie" i "Zadrze"). Współzałożycielka Porozumienia Kobiet 8 Marca, wraz z którym organizuje coroczne Manify. Członkini Rady Programowej Programu Spraw Precedensowych w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Bada związki między homofobią a antysemityzmem. Dokumentuje tzw. proces, w którym kobiety i mniejszości seksualne stały się według niej "zakładnikami" sporu o polską tożsamość.

Zwalcza ostro, polskie wartości narodowo – katolickie.

Jej rodzicami byli:

Kazimierz Graff

 


 

(ur. 11 listopada 1917 w Warszawie zm. 5 kwietnia 2012 w Warszawie) – ży­dow­ski prawnik, stalinowski prokurator. Zbrod­niarz stalinowski, zdrajca Polski.

Urodzony w rodzinie żydowskiej, jako syn kupca Maurycego Graffa i nauczycielki Gustawy z domu Simonberg. Przed II wojną światową absolwent prawa na Uniwersytecie Warszawskim; był działaczem antypolskiego Ko­mu­nis­tycz­ne­go Związku Młodzieży „Życie” oraz przewodniczącym Warszawskiego Akademickiego Komitetu Antygettowego z jego ramienia (1937–1938). Wraz z żoną Alicją Graff od 1946 oskarżał wielu żołnierzy Armii Krajowej, m.in. Stanisława Sojczyńskiego ps. „Warszyc”, rozstrzelanego w 1947, oraz kolejnych 12 żołnierzy AK skazanych na śmierć w ciągu trzydniowego procesu przez sąd w Siedlcach. Już następnego dnia Graff wydał rozkaz rozstrzelania skazanych AK-owców, "aby nie zdążyli złożyć przysługującej im z mocy prawa prośby o ułaskawienie" W 1967 zwolniony z prokuratury wojskowej. Od tej pory pracował jako adwokat i radca prawny (m.in. w przedsiębiorstwie „Telkom” w latach 1971–1997). 18 października 2007 oskarżony przez Instytut Pamięci Narodowej za sprzeczne z prawem PRL aresztowanie Stanisława Figurskiego.

Funkcję zastępcy Naczelnego Prokuratora Wojskowego Kazimierz Graff pełnił do listopada 1951 roku. Następnie, do 1968 roku, kierował Prokuraturą Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Był znany z tego, że nagle, jako wysłannik wyższych czynników, pojawiał się na rozprawach sądowych. W trakcie jednego z takich procesów miejscowy prokurator po konsultacjach z nim oraz "korespondencji" przy użyciu podawanych pod stołem karteczek wniósł o jak najszybsze zakończenie rozprawy. Gdy sąd doszedł do wniosku, że sprawę należy jednak kontynuować, "płk Graff dał otwarcie wyraz niezadowoleniu z tej decyzji sądu, uciekając się nawet do osobistych uszczypliwych uwag".Kazimierz Graff zasłynął jako współautor aktu oskarżenia w sprawie generała Stanisława Tatara i innych oficerów WP, mającej wykryć "imperialistyczny spisek w wojsku". Pismo powstało na polecenie Bieruta. Historyk wojskowości Jerzy Poksiński napisał, że akt oskarżenia "był dokumentem politycznym. Stanowił wykładnię merytoryczną i metodologiczną dla niższych szczebli machiny represyjnej państwa. Z tego względu przygotowaniem i zawartymi w nim treściami były zainteresowane najwyższe czynniki w państwie".Najwyższe czynniki w osobach Bieruta i Bermana nie zaakceptowały jednak tez oskarżycielskich, uznając, że zawierają zbyt wiele "mielizn politycznych", a niektóre fragmenty określono wręcz jako naiwne. Tym razem Graff najwyraźniej przesadził w swoim politycznym lizusostwie. Nad następną wersją oskarżenia pracowali już ludzie z departamentu śledczego MBP - Anatol Fejgin i Józef Goldberg-Różański. Po 1968 roku, Kazimierz Graff został usunięty z prokuratury wojskowej i dwa lata później rozpoczął praktykę adwokacką. W 1997 roku, na wniosek rodziny jednego ze straconych, został skreślony z listy adwokatów. Płk Kazimierz Graff od lat mieszkał w centrum Warszawy, a z tytułu swoich "zasług" dostawał od państwa 4 tys. emerytury.


Alicja Graff z domu Fuks

(ur. 20 czerwca 1917, zm. 20 grudnia 2005 w Warszawie) – stalinowska prokurator wojskowa, wicedyrektor Departamentu III Prokuratury Generalnej. Zbrodniarka stalinowska, zdrajczyni Polski. Żona prokuratora Kazimierza Graffa.

Przed II wojną światową ukończyła prawo na Uniwersytecie Warszawskim. W 1953 podpisała się pod pismem do naczelnika więzienia na Rakowieckiej, które informowało o terminie wykonania wyroku śmierci na generale Auguście Emilu Fieldorfie. Kiedy po latach rodzina bohatera Polski Podziemnej napisała do niej list z prośbą o wyjaśnienie okoliczności śmierci gen. Fieldorfa, Graff nie odpisała. Nie zdobyła się na odpowiedź na pytanie: jak zginął legendarny szef Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej, ani na żadne inne pytanie o swoją przeszłość i rolę w stalinowskim systemie bezprawia. Choćby na słowo: przepraszam. Nadzorowała także sprawę bezprawnego aresztowania przez bezpiekę płk. Wacława Kostka-Biernackiego.W piśmie z 19 listopada 1953 roku Graff wymieniała zarzuty wobec Biernackiego: "Od 1931 r. do 31 sierpnia 1939 r. w związku z wykonywaniem urzędu wojewody nowogródzkiego i poleskiego na terenie tych województw realizował politykę sanacyjnego rządu faszystowskiego dławienia rewolucyjnego ruchu mas pracujących miast i wsi oraz wynaradawiania ludności ukraińskiej i białoruskiej. (...) Nadzorował znajdujący się na podległym mu terenie obóz w Berezie Kartuskiej, będący zorganizowanym ośrodkiem wyniszczania działaczy ruchu robotniczego". Dalej prokurator przywołała suche liczby: "Początek kary dnia 9.XI.1945 r., koniec kary 9.XI.1955 r. (...) pozostało do odbycia 2 lata więzienia [10 kwietnia 1953 roku Sąd Wojewódzki w Warszawie skazał Wacława Kostka-Biernackiego na karę śmierci, zamienioną potem na 10 lat więzienia, z zaliczeniem aresztu śledczego ". Płk Wacław Kostek-Biernacki zmarł w maju 1957 roku, niecałe dwa lata po odbyciu całej, 10-letniej kary w więzieniu

wtorek, 5 maja 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                                          Jerzy Gorzelik

 

Jerzy Gorzelik
 

Jerzy Gorzelik (ur. 25 paź­dzier­ni­ka 1971 w Zabrzu) – działacz samorządowy, historyk sztuki i wykładowca akademicki. Prze­wod­ni­czą­cy separatystycznego Ruchu Autonomii Śląska, od 2010 członek zarządu wo­je­wódz­twa śląskiego, opłacany za pieniądze polskich podatników, jawnie zwalcza państwo polskie. Z pochodzenia Nie-Ślązak.

Jego dziadek od strony matki Zdzisław Hierowski pochodził z Przemyśla i był polskim pisarzem, krytykiem literackim. Matka urodziła się na Górnym Śląsku, jeden z jego dziadków był powstańcem śląskim, drugi natomiast komisarzem plebiscytowym. Obaj w czasie plebiscytu opowiadali się za przyłączeniem tych ziem do państwa polskiego. Ojciec był oficerem w Wojsku Polskim, członkiem Związku Walki Zbrojnej, więźniem Auschwitz i Dachau. Po II wojnie światowej został osadzony w zakładzie karnym na 2 lata za szkalowanie władz PRL.

Ukończył historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jako student działał w Solidarności Walczącej. W 1999 pod kierunkiem prof. Ewy Chojeckiej obronił doktorat na Uniwersytecie Wrocławskim pt. "Etapy przemian sztuki barokowej w opactwie cysterskim w Rudach Wielkich koło Raciborza". Wykłada na Uniwersytecie Śląskim, gdzie pracuje jako adiunkt w Zakładzie Historii Sztuki. Publikuje artykuły z dziedziny historii sztuki w prasie naukowej i regionalnej.

W Ruchu Autonomii Śląska pełnił funkcję rzecznika prasowego, szefa katowickiego koła ruchu. Przewodniczącym RAŚ jest od 2003. Pod jego kierownictwem ruch stał się bardziej popularny i medialny, stracił też w dużej mierze miano "ugrupowania oszołomów”. RAŚ pod rządami Gorzelika włącza się też w akcje mające na celu zachowanie śląskiego dziedzictwa kulturowego i tożsamości regionalnej. Od 2005 Gorzelik jest opiekunem naukowym Górnośląskich Dni Dziedzictwa, organizowanych przez stowarzyszenie Młodzież Górnośląska w ramach Europejskich Dni Dziedzictwa.

Przewodniczący RAŚ Jerzy Gorzelik deklarował swój negatywny stosunek do Polski oraz roli, jaką państwo polskie odegrało w XX wieku na Górnym Śląsku. Mówił m.in. : "Jestem Ślązakiem, nie Polakiem. Moja ojczyzna to Górny Śląsk. Nic Polsce nie przyrzekałem, więc jej nie zdradziłem. Państwo zwane Rzeczpospolita Polska, którego jestem obywatelem, odmówiło mi i moim kolegom prawa do samookreślenia i dlatego nie czuje się zobowiązany do lojalności wobec tego państwa" oraz wypowiedź nawiązująca do poglądu wyrażonego podczas obrad traktatu wersalskiego w 1919 roku przez brytyjskiego premiera Davida Lloyd George, że "przyłączyć Górny Śląsk do Polski to tak, jakby małpie dać zegarek", do której Gorzelik dodał w odniesieniu do Polski jako małpy i Śląska jako zegarka "Po 80 latach, widać, że małpa zegarek zepsuła".

Pomimo zdobycia gruntownego wykształcenia na polskich uczelniach i za pieniądze polskich podatników, do Polski i Polaków odnosi się z pełną pogardą.

Wypowiedzi Jerzego Gorzelika o Polsce:

  • Jestem Ślązakiem, nie Polakiem.
  • Moja ojczyzna to Górny Śląsk
  • Nic Polsce nie przyrzekałem, więc jej nie zdradziłem.
  • Nie czuje się zobowiązany do lojalności wobec państwa polskiego.
  • Górny Śląsk ponad wszystko.
  • Przyłączyć Górny Śląsk do Polski to tak, jakby małpie dać zegarek. Po 80 latach, widać, że małpa zegarek zepsuła.
  • Swego czasu korona brytyjska była silnym mocarstwem, a jednak trzynaście stanów się oderwało. – Może czas na opolskie parzenie herbaty?


Przewodniczący RAŚ dr Jerzy Gorzelik w wywiadzie dla TVS:

 

Autonomia Śląska to rozwój cz.1
 
 
 
Autonomia Śląska to rozwój. (cz. 2)

www.yelita.pl 

 

 

Zaawansowane wykorzystanie konstytucji

https://www.youtube.com/watch?v=VQkKhq_RJsM


Inicjatywa powołania przez prezydenta Karola Nawrockiego Rady do spraw nowej konstytucji pojawiła się w momencie, który z punktu widzenia czysto ustrojowego trudno uznać za sprzyjający realnym zmianom.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z 1997 roku została skonstruowana tak, aby jej modyfikacja wymagała bardzo szerokiego konsensusu politycznego — większości dwóch trzecich głosów w Sejmie oraz zgody Senatu. W obecnym układzie sił, przy trwałym konflikcie między ośrodkami władzy i braku jakichkolwiek sygnałów o gotowości do współpracy, osiągnięcie takiej większości jest skrajnie mało prawdopodobne. Choć realna zmiana ustawy zasadniczej pozostaje poza zasięgiem, sama dyskusja o niej już nie — i może być wykorzystywana w sposób świadomy i strategiczny.

Świadomy, ponieważ projekt nowej konstytucji pozwala przede wszystkim zdefiniować własną narrację o państwie. W wystąpieniach prezydenckich regularnie pojawia się wątek „niedostosowania” obecnych rozwiązań do współczesnych realiów oraz potrzeby wzmocnienia centrum decyzyjnego. To nie jest przypadkowy kierunek — to sposób na ustawienie osi sporu politycznego wokół pytania: czy państwo działa wystarczająco sprawnie, czy wymaga głębokiej przebudowy. Taka rama debaty z natury sprzyja temu, kto ją inicjuje.
Rada konstytucyjna pełni w tym układzie funkcję zaplecza eksperckiego, ale także narzędzia komunikacyjnego. Jej skład, konferencje, publikacje i wystąpienia tworzą ciągły strumień przekazu, który utrzymuje temat w obiegu publicznym. Nawet jeśli nie prowadzi to do konkretnego projektu legislacyjnego zdolnego przejść przez parlament, buduje wrażenie procesu — działania, planu, kierunku. W polityce samo wrażenie sprawczości bywa równie istotne jak realna sprawczość.

Jednocześnie umożliwiają selektywne interpretowanie problemów systemowych. Konflikty kompetencyjne między organami państwa, które rzeczywiście istnieją, mogą być przedstawiane jako dowód na konieczność głębokiej reformy, nawet jeśli ich rozwiązanie niekoniecznie wymaga zmiany konstytucji. To pozwala utrzymywać temat w debacie, budować własną narrację o państwie, wzmacniać wizerunek przywództwa i przygotowywać grunt pod przyszłe starcie wyborcze. Jednocześnie realna zdolność do doprowadzenia do uchwalenia nowej konstytucji pozostaje — w obecnych warunkach jak i przyszłych (niezależnie od wyniku wyborów parlamentarnych) — znikoma.

Strategiczny, ponieważ w kontekście przyszłej kampanii prezydenckiej — pozwala budować wizerunek polityka nie tylko jako uczestnika bieżącego sporu, ale jako autora większego projektu ustrojowego. Bo chociaż funkcjonuje równolegle w dwóch wymiarach, z czego w wymiarze prawnym jej potencjał jest ograniczony niemal do zera przez brak większości konstytucyjnej; to istnieje druga natura projektu która wychodzi teraz na pierwszy plan. Moment zakończenia prac — publikacja założeń, przedstawienie „gotowego” projektu, podsumowanie konsultacji — może zostać zsynchronizowany z początkiem kampanii prezydenckiej. Wtedy wielomiesięczny proces ekspercki przekształca się w polityczny kapitał: gotowy produkt, który można pokazać wyborcom jako dowód działania, wizji i konsekwencji. Nie jest to już abstrakcyjna debata, ale coś, co można opisać jako „plan dla państwa”.

Taka synchronizacja ma konkretne konsekwencje komunikacyjne. Po pierwsze, pozwala przejść z języka analizy do języka decyzji: zamiast mówić „pracujemy nad zmianą”, można powiedzieć „mamy gotowy projekt”. Po drugie, umożliwia personalizację całego procesu — wieloetapowa praca rady zostaje symbolicznie przypisana jednemu ośrodkowi politycznemu jako inicjatorowi i gwarantowi. Po trzecie, daje wyraźny kontrast wobec przeciwników: jedni „proponują zmianę systemu”, drudzy „bronią status quo”.

Istotne jest, że w tym modelu sama niemożność przeprowadzenia zmiany konstytucji nie osłabia przekazu, a wręcz może go wzmacniać. Brak większości można przedstawić jako dowód blokady politycznej, a projekt jako coś, co „czeka na realizację”. W ten sposób ciężar odpowiedzialności za brak efektu przesuwa się z inicjatora na system lub przeciwników politycznych, a sam projekt pozostaje nienaruszony jako idea. W efekcie powstaje konstrukcja, w której komisji przygotowania nowej konstytucji jest tak naprawdę praca nad przygotowaniem gruntu pod kampanię — nie w sensie formalnym, lecz funkcjonalnym. Przez cały okres prac budowana jest narracja, definiowane są problemy, wskazywane kierunki zmian. Kiedy nadchodzi moment wyborczy, ta narracja nie musi być tworzona od nowa — jest już gotowa, przetestowana i osadzona w debacie publicznej. To właśnie jest istota tej drugiej natury: projekt konstytucyjny nie kończy się w momencie, w którym powinien przejść do fazy legislacyjnej — bo ta faza jest zablokowana. Zamiast tego kończy się w momencie, w którym osiąga maksymalną użyteczność polityczną czyli momentem kampanii prezydenckiej.

Autorstwo: Flipper
Źródło: WolneMedia.net


               ELITY - DRUGI GARNITUR                         Piotr Igor Ikonowicz - Dawid Goldsmith       (ur. 14 maja 1956 w Pruszkowie) –...