piątek, 27 marca 2026

                           TUZY ELITY

                                     Kazimierz Julian Kutz

 

 

 Kazimierz Julian Kutz(ur. 16 lutego 1929 w Szopienicach) – komunista, anty­kle­ry­kał, reżyser filmowy, teatralny i telewizyjny, scenarzysta filmowy, członek założyciel Stowarzyszenia Filmowców Polskich (1966).

Pupil reżimu komunistycznego PRL, wo­ju­ją­cy antyklerykał, karierowicz PRL i III RP, senator IV, V, VI i VIII kadencji, poseł na Sejm VI kadencji.

Kazimierz Kutz jest synem Franciszka Kuca, kolejarza, i Anastazji z domu Kamińskiej. Ukończył I LO w Mysłowicach. Angażował się w działalność organizacji młodzieżowych, takich jak Związek Harcerstwa Polskiego i OM TUR [w skrócie Czerwone Harcerstwo) – działająca w latach 1926- 1939 lewicowa antyklerykalna organizacja młodzieżowa.

W 1954 ukończył studia na wydziale reżyserii PWSF w Łodzi. W czasie studiów był w zarządzie uczelnianym komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej (ZMP)

ZMP – to młodzieżowa organizacja ideowo polityczna, działająca w Polsce w latach 1948-1957 i wzorowana na radzieckim Komsomole. Powołana została przez rządzących krajem komunistów do realizowania polityki ich partii wobec młodzieży, służyła indoktrynacji młodych, kształceniu nowych kadr dla władzy oraz pomocy w przebudowie społeczeństwa na modłę komunistyczną. Stanowiła jeden z symboli polskiego stalinizmu.

Do 1969 nie pamiętał, że jest Ślązakiem i robił karierę w Warszawie. Jego publikacje z marca 1968 krytykował Tadeusz Konwicki. W 1969 na fali "moczaryzmu" zrobiono film o powstańcach wpisujący się w gomułkowską antyniemieckość i odkurzanie części kombatantów. Za Gierka główny reżyser w Katowicach, szef jedynego poza Warszawą zespołu filmowego i pozytywny bezpartyjny na zawołanie komitetu. Na naradzie aktywu Komitetu Centralnego PZPR powiedzial, że "bareizm to synonim kiczu" i Bareja dostał dwuletni zakaz kręcenia filmów (dodam, że Bareja z Kutzem świetnie znali się ze studiów). Bareja po tej akcji oświadczył, że już nigdy nie poda Kutzowi ręki. Kutz został internowany jako człowiek kojarzony z Gierkiem, ale od razu podpisał lojalkę i go wypuścili. Odmówił dania nazwiska do komitetu pomocy internowanym.

Zmienił nazwisko Kuc na Kutz, o które między innymi jego dziadek ważny dowódca powstania walczył, by było pisane Kuc, a nie Kutz. Człowiek znany z wielkiej promocji Śląska i mniejszości niemieckiej, ale mieszkający od lat na Mazowszu. Człowiek , który uciekł ze Śląska do Warszawy i dopiero po zawodowych porażkach na fali gierkowszczyzny podejmuje tematy śląskie co okazuje się strzałem w dziesiątkę, ale animatorem jego powrotu jest jego brat Henryk, bo nawet nie sam Kutz.
To wtedy piosenkę "Kaziu,Kaziu zakochaj się" Starsi Panowie dedykują Kutzowi w latach 60, by się opanował i ustatkował.

Pieszczoch komunistycznego systemu brylował na salonach PRL-u.

Nie zawsze wiadomo co Kutz chce powiedzieć, bo ma obsesję na punkcie Kaczyńskich, PiSu, IPN, polityki historycznej i niewyobrażalne zaślepienie ideami Adama Michnika.
Język jakim posługuje się ten „artysta” jest znanym językiem środowiska w jakim tkwi i jakie jest z nim, bo gnojki ,dupa ,krzykacze, motłoch, to jeszcze słowa cenzuralne w mediach. Kutz sam mówił, że nie przebiera w słowach wobec aktorów, ale tłumaczył, że nie obraża aktora tylko daną sytuację z aktorem z roli głównej. Oto co piszą inni.

„Każdy, kto spotkał Kazimierza Kutza, wie, że w jego ustach każde: pierdolę, jebię, kurwa czy chuj nie brzmi jak przekleństwo. Bez tzw. wyrazów nie byłoby Kutza, a jego portret byłby fałszywy.”

Cały czas PRL konkurował z Wajdą o tytuł naczelnego pieszczocha komuny dlatego też tak nienawidzi Wajdy i stwierdza:
„Jak Andrzej Wajda chciał zrobić swój ostatni film, to musiał się postarać o patronat polityków i załatwić sobie, żeby oglądanie 'Katynia' stało się szkolnym obowiązkiem, elementem edukacji patriotycznej.” Kutz zapomniał, że jego filmy o Śląsku spełniały podobną rolę propagandową w tamtym czasie lat 70 i też miały niezłą widownię szkolną. Musiał reżyser dodatkowo trochę ideologii komunistycznej wrzucić w realia przedwojennego Śląska co było wielkim nadużyciem. a Wojewoda Śląski Ziętek i I Sekretarz KC PZPR Gierek to towarzysze, którzy mu chętnie pomagali!

Kutz jest wyrazicielem separacji i autonomii Śląska od Polski co pachnie w perspektywie innym nacjonalizmem ale dla niego innym lepszym bo nie polskim. Ma za złe, że mniejszości w Polsce w tym niemiecka dostają za mało pieniędzy. Potępia polski patriotyzm i politykę historyczną i stwierdza: „Różne gnojki ,które wymyśliły sobie politykę historyczną i obsiadły ubeckie teczki, będą ich teraz rozliczać. Michnik miał rację, kiedy przed tym ostrzegał. Całe życie za swój główny cel uważał walkę z polskim nacjonalizmem. I dziś triumfuje.”

W 2009 roku wraz z sejmowymi kolegami, Kutz uchwalił korzystną dla nich ustawę. Przez lata parlamentarzyści-emeryci na czas sprawowania mandatu musieli zrezygnować z pieniędzy z ZUS, jeśli chcieli dostawać pensję z Sejmu czy senatu. Politycy poczuli się jednak poszkodowani. – Skoro zwykli emeryci mogą dorabiać do swoich świadczeń ile chcą i gdzie chcą, dlaczego my nie możemy? – pytali. I w ekspresowym tempie przyjęli korzystną dla nich ustawę, która zaczęła obowiązywać w październiku 2009 roku. Dzięki temu starsi wiekiem parlamentarzyści co miesiąc dostają jeszcze więcej pieniędzy.

Kutz wziął najwięcej bo 56 000 zł emerytury!

W wyborach do Senatu separatystyczny Ruch Autonomii Śląska poparł Kazimierza Kutza który jako 82-letni były poseł PO wystartował jako „kandydat niezależny”.

Znany z niewybrednych i obraźliwych wypowiedzi pod adresem politycznych adwersarzy, wciąż nie ma ochoty na zakończenie działalności publicznej i kurczowo trzyma się różnych stołków.

Przypomnijmy, że w czasie spisu powszechnego Kutz agitował za wpisywaniem w formularzu nieistniejącej „narodowości śląskiej”.

Ktoś, kto mówi o polskich obozach koncentracyjnych, jest intelektualnym karłem i moralnym łobuzem - tak zachowanie posła i reżysera Kazimierza Kutza ocenia w rozmowie z Niezależną.pl - europoseł PiS Ryszard Czarnecki.
Kutz w programie "Warto Rozmawiać" mówił o Ślązakach, którzy byli mordowani w polskich obozach koncentracyjnych a później obraził polityka PiS, mówiąc:
Może mnie w dupe pocałować”
Dla Ślązaków komuniści to byli Polacy. Wszystkie obozy prawie były w rękach polskich, a nie rosyjskich

Kiedy przebiegła przez media informacja, że senacka komisja kultury chce ustanowić rok 2013 Rokiem Powstania Styczniowego. Natychmiast zareagował Kazimierz Kutz, który stanowczo zaprotestował przeciw tej idei. Uznał ją za niewychowawczą i – jakżeby inaczej – cierpiętniczą. Stwierdził: „Teraz jest pora, aby odrywać się od polskiej martyrologii, zwłaszcza że jest jej w naszym życiu także dzisiaj za dużo”.

Kutz poparł też pomysł Wałęsy o połączeniu Polski i Niemiec i stwierdził: "To, co powiedział Wałęsa, już się dzieje. 50 proc. kultury zawdzięczamy Niemcom"

W 2012 roku związał się z Ruchem Palikota, przemianowanym na Twój Ruch. W założeniach programowych Twojego Ruchu znalazły się: legalna aborcja, in vitro i eutanazja. Legalna miałaby być także marihuana. TR chciałby także jak najszybszego wprowadzenia instytucji związków partnerskich, które mogłyby być zawierane także przez partnerów tej samej płci. "Należy też uregulować, w sposób jak najbardziej przyjazny dla osób transpłciowych, kwestię uzgodnienia płci" - podkreślono.

Twój Ruch opowiada się za wypowiedzeniem konkordatu, który chce zastąpić ustawą, która w jednakowy sposób określiłaby funkcjonowanie wszystkich wyznań. Zapowiada m.in. likwidację Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu.

Kutz jako wojujący antyklerykał, Idzi jeszcze dalej i mówi: Kościół mąci w głowach Polaków, bo żyje z kłamstwa

Palikot poinformował, że Kutz (senator niezrzeszony) będzie startował jako "jedynka" z list Europy Plus do Parlamentu Europejskiego (Twój Ruch startuje w eurowyborach z list Europy Plus). Kutz powiedział dziennikarzom, że w europarlamencie chciałby m.in. działać na rzecz Górnego Śląska, walczyć o nowoczesną, proeuropejską Polskę. Dodał, że „niedobrze się dzieje z moimi ziomkami, Górnoślązakami", którzy nie są - jego zdaniem - uznani w Polsce za pełnoprawnych obywateli.

Jego rywal to europoseł Adam Gierek który powiedział o nim w Super Expressie:

„- Myślę o Kazimierzu Kutzu. Słyszałem, że będzie kandydował z listy Twojego Ruchu. To ewidentnie wędka na wyborców, którzy są nastawieni prośląsko i nie ma nic wspólnego z kompetencjami. Pan Kutz jest człowiekiem mocno zmęczonym życiem i nie sądzę, żeby fizycznie dał radę. Choć oczywiście, daj mu Boże zdrowie.”

„Nie ma narodowości śląskiej. To oczywista oczywistość. Jest etniczna grupa Ślązaków, która posługuje się kilkunastoma gwarami. Nie ma ani narodowości śląskiej, ani języka.”

„Ślązacy to nie naród, tylko lud, i to lud polski. Politycy wymyślili coś, na czym chcą zbić kapitał polityczny. Należy do nich Kazimierz Kutz. Cenię go jako reżysera, ale bardzo źle oceniam jako polityka. Swoimi wystąpieniami prowadzi politykę przeciwstawiania sobie Zagłębiaków Ślązakom i odwrotnie”

Jego potencjalny elektorat to:

  • komuniści, postkomuniści, antyklerykałowie.
  • separatyści z RAŚ ( Ruch Autonomii Śląska) dążący do oderwania Śląska od Polski.
  • geje, lesbijki, transwestyci itp.

 

 https://www.youtube.com/watch?v=Eccwmitx6mg&t=2s

 Pikieta LOS i marsz RAŚ w Katowicach

 

 
Bogdan Pęk - Nokaut senatora Kutza!
 
www.yelita.pl 
 
 

 

 

Baju-baju, będziem w solidarnym raju



Nie jestem entuzjastą NATO, Unii Europejskiej ani ściągania do Polski taniej siły roboczej, która nigdzie na dłuższą metę się nie sprawdziła. Jako naród od 36 lat nie potrafimy się dogadać, bo partie zamiast wspólnoty, kultywują podziały. Niektórzy z nich modlą się słowami „odpuść nam nasze winy”, ale ich serca są twardsze od diamentu i dyszą żądzą zemsty. Czas zmierzyć wszystkich jedną miarą – bez taryfy ulgowej.

Od ponad trzech dekad trwa niewypowiedziana wojna „ludzi Solidarnych” przeciwko wszystkiemu, co polskie. Po upadku komuny do władzy dorwali się pazerni cwaniacy, którzy wiarę traktują jedynie jako parawan dla własnej niekompetencji. Statystyki w demografii, gospodarce i obronności biją na alarm, ale dla rządzących liczą się tylko wartości wyrażone w dolarach. Polska nigdy nie dostała szansy na prawdziwy rozwój, bo zawsze ważniejszy był interes USA i innych „fałszywych przyjaciół”. Ludzie rządzący naszym krajem nam nie ufają – wolą składać nasze bezpieczeństwo w obce ręce.

Smoleńsk i reparacje – teatr pozorów

Wszystko zaczęło się od bicia piany przez Antoniego Macierewicza w sprawie wraku Tupolewa. Czy wiedzieliście, że nigdy oficjalnie nie wręczono Rosji noty dyplomatycznej w tej sprawie? Gdyby to zrobiono, a Rosja odmówiłaby zwrotu, sprawa trafiłaby do międzynarodowego arbitrażu. Międzynarodowa komisja mogłaby wtedy realnie wyjaśnić przyczyny katastrofy. Widocznie komuś na tym nie zależało.

Podobnie było z reparacjami od Niemiec. Jarosław Kaczyński grzmiał o odszkodowaniach, ale nota dyplomatyczna nigdy nie została wręczona. Arbitraż międzynarodowy w tej kwestii mógłby obnażyć jawny powrót faszyzmu w Niemczech. Zamiast realnych działań, dostaliśmy polityczny teatr.

Amerykański złom i program SAFE

Dziś KO, PiS, obie Konfederacje i prezydent Karol Nawrocki biją pianę wokół SAFE i Polexitu. Agencje donoszą, że prezydent udaje się do swojego „mentora” po wskazówki. Tu nie chodzi o uzbrojenie polskiej armii, lecz o to, kto zgarnie prowizje. Budżet państwa trzeszczy w szwach i może runąć jeszcze w tym roku.

Minister Obrony Narodowej, wzorując się na Donaldzie Trumpie, zmienia poglądy co kwartał. Kupujemy amerykański złom wojskowy, który na Ukrainie radzi sobie marnie. Radzieckie T-72 dziurawią Abramsy, za które Polska płaci fortunę, a nasze F-16 spadają po starciach z MiGami-29, które oddaliśmy sąsiadom. Mogliśmy mieć nowoczesne czołgi K2 z Korei Południowej, ale Amerykanie je zdyskredytowali, bo ich lekki pancerz ceramiczny nie pasował do ich narracji sprzedażowej.

Teraz władza nagle popiera program SAFE. Dlaczego? Ponieważ wejście do SAFE oznacza łapówki dla koalicji rządzącej, a odrzucenie SAFE oznacza pieniądze dla sympatyków USA. Żadne z tych rozwiązań nie służy Polsce. Kupujemy licencje, których nie potrafimy (lub nie możemy) realizować, czego przykładem jest brak zgody na produkcję rakiet do HIMARS.

Moja alternatywa

Wojsko Polskie nie potrzebuje „odstraszania” na papierze. Potrzebuje uzbrojenia do realnych, krwawych, ale wygranych bitew. Nie sprzętu z końca XX wieku, ale technologii na rok 2037. Zamiast pompować miliardy w gigantyczną kadrę, powinniśmy postawić na nasycenie armii nowoczesnym sprzętem i przekształcenie wojsk lądowych w formację Taktyczne Super Mobilne.

Skąd wziąć na to pieniądze? Trzymanie oszczędności w bankach przy obecnej inflacji to nonsens. Proponuję powołanie Prywatnego Polskiego Koncernu Zbrojeniowego SA. Niech Polacy kupują jego akcje, a Skarb Państwa niech zachowa jedynie 15%. Mamy projekty z lat 1995–2015, które do dziś nie mają odpowiedników na świecie. Gdybyśmy je zrealizowali, nasz przemysł zbrojeniowy byłby liderem globu.

Polexitu nie będzie – pazerność na to nie pozwoli

Na koniec uspokajam: Polexit nam nie grozi. „Panowie w czarnych garniturach” zbyt mocno kochają diety w euro i apanaże w Brukseli. Mimo że teoretycznie nienawidzą Unii, nigdy z niej nie wyjdą, bo są po prostu zbyt pazerni na kasę, którą wyciągają za „głupotę Polaków”.

Historia lubi się powtarzać. Konstytucję 3 Maja uchwalono o 14 lat za późno, co skończyło się rozbiorami. Klęska 1939 roku to też dzieło mentalnych przodków dzisiejszej klasy politycznej. Historia zawsze wystawia fakturę za głupotę, a płaci się ją w milionach trupów. Czy tym razem zdążymy postawić na Polaków, zanim sami zapracujemy na własną zagładę?

Autorstwo: niecowiedzacy
Źródło: WolneMedia.net

 

Prawo działające wstecz i cios w pacjentów



Mieli naprawiać ochronę zdrowia, a fundują nam prawne bezprawie i powrót do drastycznych limitów. Prezes NFZ, wbrew fundamentalnej zasadzie „prawo nie działa wstecz”, próbuje zmusić placówki medyczne do rozliczania się na nowych, skrajnie niekorzystnych zasadach… od początku roku. „To nie tylko bałagan, to świadome działanie na szkodę chorych” – grzmią eksperci.

Wydawałoby się, że zasada „prawo nie działa wstecz” to fundament, którego nie odważy się tknąć żaden urzędnik w demokratycznym państwie. Nic bardziej mylnego. Prezes NFZ właśnie udowodnił, że dla łatania dziury budżetowej w ochronie zdrowia, jest w stanie zignorować nawet elementarną logikę prawną.

Projekt zarządzenia Prezesa NFZ, który ujrzał światło dzienne 11 marca 2026 r., zawiera zapis mrożący krew w żyłach dyrektorów szpitali i przychodni. Choć mamy marzec, nowe, gorsze zasady płatności za badania diagnostyczne (z drastycznym współczynnikiem 0,4) mają być stosowane z mocą wsteczną od 1 stycznia 2026 r. „Prezes NFZ próbuje wprowadzić ten model płatności […] ze skutkiem wstecznym, wbrew zasadzie niedziałania prawa wstecz” – punktuje w swoim stanowisku Naczelna Izba Lekarska.

To jawne pogwałcenie zaufania obywatela do państwa. Placówki, które przez ostatnie dwa miesiące zlecały badania, działając w dobrej wierze i w oparciu o ówczesne cenniki, nagle dowiadują się, że Fundusz zapłaci im ochłapy.

Fala krytyki rozlewa się po całym sektorze. Przeciwko dyktatowi NFZ występują ramię w ramię lekarze i organizacje zrzeszające pracodawców. Związek Powiatów Polskich ostrzega, że nowe zasady drastycznie ograniczą dostęp do diagnostyki. Co to oznacza dla szarego człowieka? Jeszcze dłuższe kolejki i odsyłanie z kwitkiem, bo przychodniom zwyczajnie nie będzie opłacało się badać pacjentów.

Rządowi politycy, którzy tak chętnie opowiadają o „dobru pacjenta”, w praktyce wprowadzają mechanizmy, które doprowadzą do limitowania świadczeń. Konfederacja Lewiatan nie pozostawia na projekcie suchej nitki i mówi o ograniczeniu dostępu do leczenia (nowe zasady uderzają w poradnie specjalistyczne), o sprzeczności z polityką państwa (NFZ zamiast skracać kolejki, wydłuża je) i o finansowej katastrofie (w dłuższej perspektywie brak wczesnej diagnozy wygeneruje gigantyczne koszty leczenia powikłań).

Politycy przyzwyczaili nas do tego, że prawo traktują jak plastelinę, ale sięganie po mechanizm wstecznego rozliczania świadczeń to nowy poziom arogancji. Jeśli NFZ uda się przeforsować ten bubel prawny, otworzy to furtkę do kolejnych nadużyć.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: Lewiatan.orgZPP.plNIL.org.pl
Źródło: WolneMedia.net

środa, 25 marca 2026

                           TUZY ELITY

                     Jacek Kuroń (Icek Kordblum)

 

 

Jacek Kuroń

Jacek Jan Kuroń (ur. 3 marca 1934 we Lwowie, zm. 17 czerwca 2004 w War­sza­wie) – żydowski komunista jeden z przy­wód­ców tzw. konstruktywnej opozycji po­li­ty­cz­nej w PRL, zwolennik oderwania Lwowa i Kresów od Polski, udziałowiec „Okrągłego Stołu”.

Jacek Kuroń - 5 lipca 1992, będąc na Ukra­inie, w wywiadzie dla ukraińskiego pisma Wysokoj Zamok - powiedział: "Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z te­go, że Lwów jest ukraińskim miastem".

Założyciel Hufca Walterowskiego który miał na celu stworzenie w Polsce drużyn mło­dzie­żo­wych na wzór radzieckiej Organizacji Pionierskiej imienia W.I.Lenina, współzałożyciel KOR, zwanego też "różowym salonem".

Dwukrotny minister pracy i polityki społecznej, latach 1989-2001 poseł na Sejm X, I, II i III kadencji.

W 1955 założył Krąg Walterowski, którego był komendantem do 1961. Hufiec Walterowski miał na celu stworzenie w Polsce drużyn mło­dzie­żo­wych na wzór radzieckiej Organizacji Pionierskiej imienia W. I. Lenina. Podstawą ideologiczna funkcjonowania Walterowców została opracowana z uwzględnieniem wskazań radzieckiego pedagoga Antona Makarenki. Dzieci i młodzież w hufcu walterowskim została odcięta od tradycji polskiego przedwojennego harcerstwa i skautingu, była poddawana ostrej sowietyzacji. Założycielem hufca i jego ideologiem był Jacek Kuroń, pomimo jego wysiłku, osiągnięcia hufca były mizerne.

W praktyce wyszkolił 2 komsomolców Adama Michnika i Seweryna Blumsztajna. i kilku pomniejszych, którzy później po 1989 roku otrzymali dzięki temu lukratywne posady. Ostatecznie Hufiec został zlikwidowany przez władze PRL-u w 1961 r.

W latach 1957-1964 pracował w Głównej Kwaterze ZHP, gdzie pełnił m.in. funkcję kierownika Wydziału Programowego. W 1953 został prze­wo­dni­czą­cym zarządu uczelnianego ZMP na Politechnice Warszawskiej. W li­s­to­pa­dzie 1953 usunięto go z tej organizacji, jak i z PZPR za krytykę koncepcji ideowej ZMP.

Od 1955 brał udział w zebraniach Klubu Krzywego Koła. W 1957 ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. W 1964 wraz z Karolem Modzelewskim był autorem Listu otwartego do Partii, krytykującego biurokratyzację i klasowy charakter reżimu PRL. W jego miejsce proponował "demokrację robotniczą" z takimi rozwiązaniami, jak referendum, gdzie podejmowano by decyzję, jaka część dochodu narodowego miałaby być konsumowana, a jaka przeznaczona na inwestycje. Robotnicy przyjmowaliby w "kolektywny" sposób decyzje dotyczące planu gospodarczego. Został za to skazany na karę 3 lat pozbawienia wolności w 1965, zwolnienie uzyskał w 1967. W marcu 1968, w związku z wydarzeniami marcowymi, został aresztowany i skazany za organizację strajków studenckich tym razem na karę 3 i pół roku pozbawienia wolności.

Wierzył głęboko w komunizm z ludzką twarzą i starał się aby PRL się reformował ale nigdy nie chciał aby w Polsce był kapitalizm i wolny rynek, szczególnie niechętnie odnosił się do II RP. Akceptował IV rozbiór Polski i oderwanie Lwowa od Polski, pomimo faktu że urodził się w polskim Lwowie i mawiał że jest Polakiem ze Lwowa.

We wrześniu 1976 był jednym z sygnatariuszy aktu założycielskiego Komitetu Obrony Robotników, a w 1977 KSS KOR, zwanego różowym salonem ze względu na przyjacielskie stosunki łączące część działaczy KOR z komunistami z aparatu represji PRL.

Współpracował z Biurem Interwencji KSS KOR. Od 1977 wchodził w skład redakcji niezależnego kwartalnika "Krytyka", od 1978 wykładał w ramach Towarzystwa Kursów Naukowych.

W lipcu i sierpniu 1980 organizował sieć informacji o ruchu strajkowym. We wrześniu 1980 był doradcą Międzyzakładowego Komitetu Za­ło­ży­ciel­skie­go NSZZ "Solidarność". Po wprowadzeniu stanu wojennego został Internowany 13 grudnia 1981, w 1982 aresztowany pod zarzutem próby obalenia ustroju, zarzutem nieprawdziwym gdyż Kuroń nie chciał obalać ani socjalizmu ani komunizmu w Polsce tylko go udoskonalać.

Zwolniono go 1984 na mocy amnestii. W czasie uwięzienia w listopadzie 1982 zmarła jego pierwsza żona Grażyna (Gajka).

W 1989 brał udział w rozmowach Okrągłego Stołu zwanego Sojuszem Czerwonych i Różowych, była to ostatnia próba ratowania socjalizmu w Polsce.

 

 

 W latach 1989-1990 i 1992-1993 był mi­ni­s­trem pracy i polityki so­cja­l­nej w rządach Ta­deusza Mazowieckiego i Han­ny Suchockiej. Od 1989 do 2001 spra­wo­wał mandat posła na Sejm czterech kadencji z ramienia Komitetu Oby­wa­tel­skie­go, Unii De­mo­kra­tycz­nej i Unii Wol­no­ści. W wyborach w 1995 kandydował na urząd Prezydenta RP; zajął 3. miejsce, uzy­sku­jąc 9,2% głosów.

Pełniąc funkcje rządowe wspólnie z Januszem Onyszkiewiczem za­blo­ko­wał uchwalenie gotowej już ustawy potępiającej zbrodnie OUN-UPA.

Pogrzeb Kuronia odbył się 26 czerwca 2004 na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Został pochowany w Alei Zasłużonych. Hołd oddali mu m.in. prezydent RP, przyjaciele i przedstawiciele różnych religii w Polsce chociaż sam był ateistą.

Jacek Kuroń - 5 lipca 1992, będąc na Ukrainie, w wywiadzie dla pisma Wysokoj Zamok powiedział:
"Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest ukraińskim miastem".

 

Michaił Gorbaczow - prezydent ZSRR
 

 Na przełomie 1989/1990 roku Prezydent ZSRR - Gorbaczow wpadł na pomysł, żeby oddać Polsce kawałek ziem utraconych w 1945 roku. Propozycja dotyczyła oddania Polsce Grodna i Lwowa. Jaruzelski podobno zainteresował się tą propozycją, ale wysłana do Moskwy delegacja Solidarności (Ma­zo­wie­cki, Geremek i Kuroń) odmówiła przy­ję­cia tych ziem co było aktem Zdrady Polski.!!!

 

--------------------------------------------------
From: "mkarwan" mkarwan@xxxxxxxxxxxxxx
Date: Thu, 16 Apr 2009 11:36:55 +0200
-----------------------------------------------------

(...)jaki w rzeczywistości był Jacek Kuroń i jaka była jego faktycznie rea­li­zo­wa­na droga?

Próbując znależć odpowiedz na tak postawione pytanie, oparłem sie na publikacjach Jacka Kuronia, jego wypowiedziach, w których on sam, bez ogródek odsłania swoje oblicze i drogę życiowa.

Antypolskość od kołyski

Na postawę życiowa Jacka Kuronia niewątpliwie mało wpływ jego wy­cho­wa­nie w rodzinie o tradycjach PPS-owskich.

We wspomnieniach z dzieciństwa napisał, ze ojciec już w dzieciństwie wyjaśnił mu, ze "Boga nie ma i ja nie starałem się już więcej dociekać, dlaczego tak wielu w tego Boga wierzy". Może kolejne zdanie wyjaśni nam przyczynę braku tej dociekliwości, bowiem Kuroń pisze: "Znajdowałem odpowiedzi na wszystkie pytania w klimacie ideowym mojej rodziny, który to klimat wiązał się z duchowością lewicy".

Miał zatem Kuroń własną "religie" wywodząca się z tej wspominanej dość często "duchowości lewicy", która umacniał czytana od wczesnego dzieciństwa literatura klasyków marksizmuleninizmu.

Zresztą, za najważniejsza w życiu przeczytana przez siebie pozycje uważał książkę Lenina "Państwo i rewolucja".

Rodzina Kuronia była zafascynowana hasłami rewolucji 1905 roku, a w kręgu najbliższych żywo przechowywane było wspomnienie o "rewolucyjnej działalności" Władysława Kuronia, brata jego dziadka, który "wsławił się" tym, ze podczas strajku w kopalni Reden zabił stojącego na dziedzińcu dyrektora kopalni (podobno Żyda), a kilka dni później zamordował księdza, który "śmiał" skrytykować zabójstwo dyrektora.

Sam Jacek Kuroń nie ukrywał swej fascynacji osobą stryja Władysława. Dużo miejsca w jego wspomnieniach zajmuje kwestia żydowska i, jak pisze, w czasie okupacji jako 8-letnie dziecko przeżywał "cały ten ból, wstyd i grozę spowodowana antysemityzmem Polaków, za który winę ponosi kler katolicki".

Czyżby już wówczas rozpoczął relatywizacje historii? Wojna bowiem jego zdaniem uczyniła go "alergicznie uczulonym na sprawę żydowska".

Ale dlaczego w sposób bezkrytyczny i jednostronny?
Na to pytanie nie znajdziemy w jego pismach odpowiedzi wprost, ale możemy ze zdziwieniem zauważyć, ze znajduje on wytłumaczenie dla powojennych zbrodni funkcjonariuszy UB, którzy byli pochodzenia ży­do­wskie­go.

Jakoś w tych wypowiedziach trudno doszukać się tej "wrażliwości lewicowej", która ponoć nie pozwala być obojętna wobec "żadnej nie­spra­wie­dli­wo­ści".


O latach 1945-56 pisze:

"Poznałem potem Żydów, którzy byli sama nienawiścią do faszyzmu, a ro­zu­mie­li przez to antysemityzm.
W rezultacie nienawidzili Polaków formacji narodowej, Polaków-katolików, jakich w społeczeństwie polskim była wtedy większość".

Wynika z tego, ze dla Kuronia pojęcia " faszysta" i "Polak-katolik" są tożsame, postawił bowiem pomiędzy tymi pojęciami znak równości, zapominając przy tym, ze faszyzmowi bliżej do socjalizmu, bowiem obie te ideologie zawsze mamiły społeczeństwa "pakietem socjalnym".

Jednocześnie, poznając wspomnienia i "dzieła" Kuronia, trudno oprzeć się przekonaniu, ze dla niego warunkiem koniecznym do normalizacji stosunków polsko-żydowskich jest znikniecie Polaków, zwłaszcza katolików oraz "formacji narodowych i patriotycznych", którzy tak jak wtedy, tak i dziś są "większością".


Walterowiec

W latach powojennych rodzina Kuroniów repatriowała się ze Lwowa do Krakowa i od razu mocno zaangażowała się po stronie "nowego porządku".
Ojciec Jacka Kuronia nadal pozostawał w związkach z PPS, ale syn już szukał przyjaciół w PPR, gdzie szybko doszedł do wniosku, ze "źródłem wszelkiego zła w Polsce jest prywatna własność".

Po przeprowadzce do Warszawy, w wieku 15 lat był już działaczem ZMP i budował swoja "lewicowa duchowość". Sam pisze: "Nie mieliśmy czasu odrabiać lekcji, zresztą nauczycieli traktowaliśmy jak reakcje. Nauczyciele bali się nas".

Strach, poczucie władzy imponuje mu, ale przede wszystkim imponuje mu nieograniczona władza. Nieważne, ze z demokracja nie ma nic wspólnego, pisze dalej:
"Każdy miał kogoś we władzy. Wujka, stryjka, kumpla, który "przekręcił się" przez "dzielnice", a teraz był w UB, w wojsku, milicji, komitecie dzie­lni­co­wym lub wojewódzkim partii. Gdy się miało jakąś sprawę, szło się do Jurka, Franka, Józka, którzy byli tacy swoi właśnie".

Trudno oprzeć się przekonaniu, ze kontestacje polityczne Kuronia, jakie pojawiły sie w późniejszych latach jego życia wynikały właśnie z tęsknoty za żydowsko-ubeckimi koneksjami, które odeszły wraz z krytyka stalinizmu.

Z uderzająca szczerością wspomina, ze uczestniczył jako obserwator w procesach młodzieżowych grup antysocjalistycznych, podczas których skazywano na wieloletnie wiezienie lub nawet na karę śmierci jego rówieśników, 16-17-latków.

Nawet po latach, nawet po swoich pobytach w wiezieniu, pisze o tym bez emocji, bez refleksji nad okrucieństwem totalitarnego sytemu, któremu wiernie służył. Takich młodych ludzi, nie godzących się na totalitarny socjalizm były wtedy tysiące, ale tez był to czas rozprawy z harcerstwem polskim, a komunistom szczególnie zależało na likwidacji przede wszystkim grup starszoharcerskich, których po latach konspiracji wojennej uznano za "nie nadających się do resocjalizacji".

Zamiar był prosty, sprowadzić harcerstwo na wzór sowiecki do rangi "pionierów" i podporządkować ZMP. Odebrano harcerzom lilijkę, krzyż harcerski, mundurki i ograniczono wiek przynależności najpierw do 15 lat, ale szybko granicznym wiekiem dla "pioniera" było 14 lat. Brał w tym udział bardzo aktywnie Jacek Kuroń, ale jemu było mało.

Stworzył "dzieło swego życia", najpierw Krąg, a następnie Hufiec Walterowski, którego został komendantem.

To była klasyczna komunistyczna organizacja o wysokim stopniu indo­ktry­na­cji, która za patrona przyjęła bolszewickiego oficera strzelającego do polskich obrońców w wojnie 1919-20. Jest manipulacja mediów, ze w pośmiertnych panegirykach wspominano, iż "był twórca harcerstwa walterowskiego", nie informując, czym w rzeczywistości owo "harcerstwo" było.

W swoich wspomnieniach tak opisuje ten okres: "Walterowcy to był nasz pomysł socjalistycznego wychowania. Uznaliśmy, ze metoda Makarenki najlepiej będzie służyc naszym celom". Ale przecież w tym samym czasie, opierając się na "pedagogice Makarenki", utworzono w Jaworznie Wie­zie­nie Progresywne dla polskiej młodzieży, która miała za sobą "przeszłość" w Szarych Szeregach lub, co najmniej "niewłaściwe pochodzenie".

Czy zatem, sądząc po treści tylu panegiryków, śmierć Jacka Kuronia ma być początkiem rehabilitacji "stalinowskiego i bermanowskiego terroru"?


Buntownik w imię trockizmu

Przepoczwarzenie się "twardego stalinisty", jakim bez wątpienia był Kuroń, w bezkompromisowego opozycjonistę nastąpiło po napisaniu wspólnie z Karolem Modzelewskim "Listu otwartego do partii", który po latach wielokrotnie przywoływany, jakkolwiek nawet po roku 1989 nigdy nie opublikowany, miał uwiarygodnić Jacka Kuronia w oczach społeczeństwa.

Nie wspomniano ani słowem, ze list nie poruszał sprawy suwerenności Polski, a był jedynie próba zwrócenia uwagi towarzyszy partyjnych na sytuacje w partii i powstał w wyniku zachłyśnięcia się autorów retoryka Trockiego i J. P.Sartre'a. Odwoływał się do korzeni marksistowskich i stanowił próbę zdefiniowania "socjalizmu z ludzka twarzą. "Ta wizja" socjalizmu z ludzka twarzą" była bliska Kuroniowi do końca.

W opozycji lat 70. i 80. Kuroń konsekwentnie reprezentował "uniwersalna kosmopolityczna" wizje nowoczesnego społeczeństwa, oczywiście pod rządami lewicy. Pojecie suwerenności było mu najzupełniej obojętne i jakby nie dostrzegał zjawisk, jakie miały miejsce po rozpadzie ZSRR czy na Bałkanach.

Możliwe, ze do przyjęcia przez niego była suwerenność np. Białorusi, ale nie Polski, bowiem nawet wydarzenia marca 68 przedstawiał jako przejaw "zdziczałego polskiego antysemityzmu", chociaż dobrze wiedział, jako ze był w centrum wydarzeń, ze jest to walka o władze poststalinowców z ko­mu­ni­sta­mi krajowymi.

Z troską pochylał się na wyjazdem studentów pochodzenia żydowskiego, gdy w rzeczywistości dobrze wiedział, ze konsekwencje "marszu po władze" ponieśli studenci polscy, nabrani na patriotyczne hasła. Ale to byli przecież tylko Polacy i nie pasowali do kosmopolitycznej wizji.

Opozycja patriotyczna w latach 70. i 80. jakby nie dostrzegała tego, co mówił Kuroń, no może oprócz tych, którzy spotykali się u mecenasa Napoleona Siemaszki i Jana Zamoyskiego w Salonie na Pięknej.

Generalnie, uszło uwadze większości, ze walka Kuronia z komunizmem nie jest w żaden sposób związana z odzyskaniem naszej, polskiej suwerenności, ze walka ta jest jedynie etapem do przejścia z jednej za­leż­no­ści w drugą.

Korzystaliśmy wtedy z azylu Kościoła, nie oddzielając wiernych od niewierzących, naiwnie ufając, ze uniwersalne prawdy chrześcijańskie zmieniają ludzi.
Ze tak nie było przekonaliśmy się po roku 1989, gdy zaczęto opluwać Kościół i kapłanów, chyba, ze... byli to kapłani "Kościoła otwartego".

By Kuroń doradca pierwszej "Solidarności" i sam przyznawał, ze ta pierwsza "Solidarność" niepokoiła go swym narodowym, bardzo polskim charakterem. Była wg niego zbyt niepodległościowa, patriotyczna, katolicka i... narodowa właśnie.

Do tego ten hymn, autorstwa Jerzego Narbutta, w który pobrzmiewały tak niemile dla jego ucha, romantyczne odniesienia niepodległościowe: "Solidarni nasz jest ten dzień, a jutro....( ) Bo lepiej byśmy umierali stojąc niż mamy klęcząc na kolanach żyć".

Pod koniec lat 80. ponowne strajki, ale jakby jakieś inne, a po nich "pro­le­ta­riu­sze" z KOR oraz wszystkich okresów i frakcji powojennego komunizmu podzielili władze i wpływy. Pozostawiono Wałęsę, który jako ikona oporu, laureat Nagrody Nobla dobrze legitymizował ten układ. Kuroń był jedna z ważniejszych postaci tego układu, ale reprezentował tam nie polska racje stanu, ale skrajnie lewicowe, trockistowskie środowiska i ich wizje spo­łe­czeń­stwa.

Czy są te wizje zgodne z aspiracjami społeczeństwa?
Ireneusz T. Lisiak

źródło: http://www.mail-archive.com/prawica@xxxxxxxxxxxx/msg07217.html

 

 
Nocna Zmiana 8
 
 
 
Kuroń w 1989
 
 
 
Protest przeciwko ulicy Jacka Kuronia w Olsztynie
 
 
 
Prawda o Kuroniu
 
 
 
Jacek Kuroń - upadek kolejnej legendy Solidarności - tłumaczy Andrzej Pochylski
 
 
 
Prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak - Rzecz o Jacku Kuroniu
 
 
www.yelita.pl 

 
 

 

 

 

 

 

 

Antysyjonizm nie jest antysemityzmem



Na Zachodzie zbrodnie syjonistów i Izraela są tolerowane poprzez nazywanie każdego krytyka antysemitą. Takie podejście zaciemnia następujący fakt: syjoniści promują antysemityzm, aby legitymizować swoje zbrodnie.

Na Zachodzie zbrodnie syjonistów i Izraela są tolerowane poprzez nazywanie każdego krytyka antysemitą. Takie podejście zaciemnia następujący fakt: syjoniści promują antysemityzm, aby legitymizować swoje zbrodnie.

Zjednoczony Zachód, bezwarunkowo popierający wojnę na wyniszczenie z Iranem, twierdzi, że każdy, kto podnosi głos przeciwko syjonistom i Izraelowi, jest antysemitą, którego należy ukarać. Ta strategia Zachodu jest nie tylko złośliwa, ale ostatecznie prowadzi dokładnie do tego, czemu etykieta „antysemityzmu” rzekomo chce zapobiec wszelkimi środkami politycznymi, a coraz częściej i prawnymi: mianowicie do postrzegania polityki izraelskiej jako zbrodni judaizmu.

Każdy, kto postrzega politykę Izraela w ten sposób i nie potrafi oddzielić ziarna od plew, niemal nieuchronnie skłania się ku postawom antysemickim w bezkrytycznej debacie politycznej toczącej się na Zachodzie. Tendencję tę podsycają celowo niejasne definicje antysemityzmu, judaizmu i syjonizmu, a także rozróżnienia między nimi. Definicje te, zacierające granice tych pojęć, stanowią podstawę, na której Zachód działa z całą mocą i wydaje osądy, szczególnie w Niemczech.

I tak koło się zamyka. Syjoniści potrzebują antysemityzmu, aby móc przedstawiać się jako jego ofiary i wykorzystywać go do promowania i osiągania swoich zbrodniczych celów. Kilka myśli na temat, który z pewnością wywoła burzę wśród syjonistów i niewykształconych głupców na Zachodzie.

Syjonizm, Izrael, judaizm

Judaizm jest sumą kultury, historii, religii i tradycji narodu żydowskiego. Istnieje od około 4000 lat (zobacz także naszą dyskusję na ten temat w artykule „ Judaizm, syjonizm, antysemityzm i Izrael: Nadużycie terminów ” z października 2023 r.)

Syjonizm to ruch polityczny, który istnieje w zorganizowanej formie od czasu Pierwszego Kongresu Syjonistycznego w Bazylei w 1897 roku. Ruch ten nie ma nic wspólnego z judaizmem; został założony przez wiedeńskiego dziennikarza Theodora Herzla, człowieka całkowicie niereligijnego. Pierwotnym celem tego ruchu politycznego było utworzenie lub proklamacja Państwa Izrael, co zostało osiągnięte w 1948 roku. Obecnie celem syjonizmu jest stworzenie Wielkiego Izraela, który ma zdominować większość Bliskiego Wschodu. Jaki będzie cel później?

Theodor Herzl złożył następujące oświadczenie w 1896 roku: „Antysemici staną się naszymi najwierniejszymi przyjaciółmi, a kraje antysemickie — naszymi sojusznikami”.

Pogląd, że Żydzi są zagrożeni, stanowi centralny element syjonistycznego planu. Syjoniści kryją się za antysemityzmem i judaizmem, aby popełniać swoje zbrodnie. Innym celem, do którego dążą, jest połączenie syjonizmu z judaizmem. Powód jest prosty: wiele osób ma – i słusznie – zastrzeżenia co do krytykowania Żydów, nie tylko z powodu Holokaustu, ale także z powodu niezliczonych pogromów, które miały miejsce w niemal każdym kraju europejskim. Łącząc syjonizm z judaizmem, syjoniści tworzą dla siebie doskonałą tarczę ochronną.

Dopóki zachodni politycy nie będą potrafili odróżnić syjonizmu, Izraela i Wielkiego Izraela jako projektów syjonistycznych od judaizmu — i nie będą wydawali się skłonni tego uczynić — judaizm przegra, a ukrywający się za nim syjonistyczni przestępcy odniosą zwycięstwo.

Kim są syjoniści?

Kongres USA wspiera Izrael jako projekt syjonistyczny kwotą około 5 miliardów dolarów rocznie. Co więcej, Stany Zjednoczone udzielają Izraelowi wszelkiego rodzaju politycznego wsparcia dla wojny, ludobójstwa, kradzieży ziemi i całkowitego zniewolenia ludzi. Oprócz dobrze znanej, dużej darowizny Adelsona dla Trumpa, hordy amerykańskich polityków są masowo przekupywane, aby przemawiali i głosowali w interesie Izraela. W obecnym 119. Kongresie USA (532 członków) reprezentowanych jest zaledwie 32 Żydów (6%); niemniej jednak Kongres USA, który w 87% składa się z chrześcijan, od 1948 roku zdecydowanie opowiada się za syjonizmem (dane: Pew Research).

Aby zapewnić sobie większość w Kongresie, potrzebne jest 50% plus jeden głos (266+1); w związku z tym co najmniej 235 nie-Żydów, wraz z 32 Żydami, decyduje o polityce syjonistycznej Stanów Zjednoczonych, co sprawia, że odsetek nie-Żydów wśród syjonistów w Kongresie USA wynosi aż 88%.

Izrael to nic innego jak amerykański przyczółek, za pośrednictwem którego Stany Zjednoczone kontrolują Bliski Wschód. Moim zdaniem, pytanie, czy Izrael kontroluje Stany Zjednoczone, czy Stany Zjednoczone kontrolują i manipulują Izraelem, jest nieistotne z geopolitycznego punktu widzenia. Razem tworzą blok władzy, którego celem jest podporządkowanie jednego z najbogatszych i najbardziej wrażliwych regionów świata. Rozróżnienie, kto dominuje nad kim, staje się istotne dopiero wtedy, gdy rozważa się, jak zneutralizować ten sojusz.

Co Żydzi mówią o syjonizmie i Izraelu? Na Zachodzie, a zwłaszcza w Europie, ludzie nie zdają sobie sprawy, że wielu Żydów gardzi syjonizmem i projektem izraelskim, a nawet się im sprzeciwia. Z drugiej strony, nie-Żydzi – tacy jak kanclerz Niemiec – realizują program syjonistyczny, nie zważając na konsekwencje. Posunięcia te zaszły tak daleko, że Friedrich Merz bezwarunkowo i bez zastrzeżeń promuje i popiera atak Izraela i USA na Iran, twierdząc, że jest on konieczny.

Jego zwolenniczka nienawiści, Marie-Agnes Strack-Zimmermann, która pracuje dla przemysłu zbrojeniowego, popiera każdą wojnę w ramach swojej pracy i nie ma żadnych oporów przed podsycaniem nienawiści na skalę nazistowską, powiedziała kilka dni temu (19 marca 2026 roku) w publicznej stacji telewizyjnej ARD: „Iran jest plagą tej ziemi”.

Ludzie nie mają absolutnie żadnego poczucia ani pojęcia, że w kwestii komunikacji znów osiągnęliśmy poziom Hitlera i Goebbelsa – i ostatecznie znów stało się to kosztem Żydów, ponieważ wielu Żydów sprzeciwiających się syjonizmowi jest ponownie prześladowanych za coś, czego nie mogą zmienić: faktu, że są Żydami.

W poniższym tekście przedstawiam wypowiedzi dwóch żydowskich mówców: rabina, który ocenia problem z perspektywy religijnej, oraz izraelskiego dziennikarza, który porusza drażliwy temat w izraelskim społeczeństwie.

Rabin Abraham Silberstein jest czołowym żydowskim uczonym, który działa na rzecz praw zwierząt w judaizmie i pełni funkcję dyrektora wykonawczego Voice of Rabbis. Znany jest z krytycznego stanowiska wobec biblijnego uzasadnienia roszczeń terytorialnych na Bliskim Wschodzie, opartego na naukach „Tory” i „Talmudu”: „Chcę jasno powiedzieć, że przemoc wobec kogokolwiek jest niedozwolona. Pozwólcie jednak, że wyjaśnię to dokładniej. Rząd syjonistyczny nie może przetrwać bez antysemityzmu. Syjoniści potrzebują, aby Żydzi żyli w ciągłym strachu, aby ich istnienie, jako tak zwanych żydowskich wybawców, wyglądało prawdziwie. Syjoniści zawsze będą używać słów takich jak Holokaust i pogromy, aby opisywać incydenty, które nie dotyczą nawet Żydów, a jedynie tego izraelskiego rządu. Ponadto syjoniści pracują dzień i noc, aby połączyć tożsamość judaizmu i syjonizmu w jedną. Potrzebują, aby Żydzi ponieśli odpowiedzialność za swoje działania, inaczej nie będą mogli używać antysemityzmu jako tarczy. Zawsze będą mówić, że chodzi o wszystkich Żydów. Nie o Izrael, żebyśmy zapłacili. Widzimy to na ulicach Europy, a teraz także w Ameryce. Trzeba temu położyć kres. Syjoniści realizują swoje egoistyczne cele kosztem Żydów” (20 marca 2026 roku).

Gideon Levy, izraelski dziennikarz, jest zagorzałym krytykiem polityki Izraela i potępia powszechne wśród Izraelczyków przekonanie o ich wyższości nad resztą świata. W załączonym niżej przemówieniu, sarkastycznie krytykuje następujące kwestie: Izrael jako naród wybrany, Izraelczyków jako wielkie ofiary – jedyne ofiary – i Palestyńczyków jako podludzi, ponieważ Izraelczycy są lepsi. „Jeśli jesteśmy narodem wybranym, to kim jesteście wy, którzy mówicie nam co mamy robić. Czym jest ta społeczność międzynarodowa dyktująca Izraelowi co ma robić? Prawo międzynarodowe – piękna sprawa, ale nas nie obejmuje. Zobowiązuje każdego na tym świecie, ale nie Izrael. To wszystko za sprawą >>narodu wybranegoO autorze

Peter Hanseler jest analitykiem geopolitycznym, który relacjonuje z Moskwy. Urodził się w Zurychu w Szwajcarii. Uzyskał tytuł doktora prawa (lic. iur.) i doktora prawa (dr. iur.) na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Zurychu oraz tytuł magistra prawa handlowego międzynarodowego (LL.M.) na Wydziale Prawa Uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie. Mieszkał w Stanach Zjednoczonych, Hiszpanii, Szwajcarii, Tajlandii i Rosji. Peter jest niezależny, jego praca nie jest wspierana przez rząd ani podmioty prywatne. Strona internetowa Petera ForumGeopolitica.com publikuje treści w języku angielskim, rosyjskim, niemieckim i francuskim.

poniedziałek, 23 marca 2026

                          TUZY ELITY

                                 Marek Tadeusz Kuchciński

 

                                                        Marek Tadeusz Kuchciński


 Marek Tadeusz Kuchciński (ur. 9 sierpnia 1955 w Przemyślu) – Ukrainiec z Przemyśla, poseł na Sejm IV, V i VI kadencji, były przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS.

Jako wicewojewoda podkarpacki, znany ze swoich sympatii upowsko-banderowskich, wykazał szczególną aktywność w załatwianiu pochówku na cmentarzu wojennym strzelców siczowych w Przemyślu dla ludobójców z UPA zabitych podczas napadu na Birczę.

W młodości związany z subkulturą hipisów.

W 1989 był w Komitecie Obywatelskim w województwie przemyskim oraz w Krajowym Komitecie Obywatelskim "Solidarność" przy Lechu Wałęsie. Od 1990 do 1999 należał do Porozumienia Centrum. Odszedł z PC do PPChD, następnie w 2001 przystąpił do Prawa i Sprawiedliwości.

W latach 1994-1999 był radnym rady miasta w Przemyślu. W latach 1999-2001 zajmował stanowisko drugiego wicewojewody podkarpackiego, w tym czasie postawiono najwięcej pomników dla UPA gloryfikujących faszyzm ukraiński. W tym okresie wydzierżawił od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa prawie 90 ha ziemi w Bieszczadach

W 2001 został wybrany zostaje posłem na Sejmu IV kadencji z listy wyborczej Prawa i Sprawiedliwości, zasiadał w kilku komisjach sejmowych. Był został wiceprzewodniczącym Parlamentarnej Grupy Polsko-Ukraińskiej oraz członkiem Zgromadzenia Polski i Ukrainy.

W wyborach w 2005 ponownie uzyskał mandat poselski, w 2006 objął stanowisko przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PiS. W przedterminowych wyborach w 2007 po raz trzeci został posłem, otrzymując w okręgu krośnieńskim 35 060 głosów. 12 stycznia 2008 powołano go na wiceprezesa Prawa i Sprawiedliwości.

Ciekawie o Kuchcińskim pisze portal www.eprzemysl.pl


Z Kart Historii: Poseł Kuchciński, przypomnijmy młodzieży...

Szef Klubu Parlamentarnego PiS, Marek Kuchciński nie boi się lustracji majątkowej. Śpi spokojnie, bo krezusem nie jest. Dowodem jego oświadczenie majątkowe z 20 kwietnia 2006 r. złożone w Sekretariacie Marszałka Sejmu …. 6 dni wcześniej (14.04) nim powstało.

Artykuł ten przypominamy ku przestrodze i niech będzie ON faktem "kręcenia lodów" przez uwczesne, bardzo wątpliwe władze wyuzdanej jak i wymyślonej w schorowanych mózgach włodaży IV RP, która zmarła śmiercią naturalną..

Nasz poseł z ulicy Matejki maczał w tym swoje palce...

Na tle wielu innych wybrańców narodu to Judym: 15000 zł i 300 euro w gotowiźnie, 30 % własności domu w budowie (130 m2 ), wspólne z żoną mieszkanie w po(st?)komunistycznym bloku (49 m2), 1,2 ha ziemi rolnej (4 tys.), 30 % udziału w 18-arowej działce budowlanej, renault megane 1999, książki, obrazy, grafiki, szkło, rzeźby i materiały budowlane. Do spłaty bankowy kredyt (15 tys.) i pożyczka (20 tys.) z Funduszu Świadczeń Socjalnych Posłów Kancelarii Sejmu, zaciągniętą na budowę domu.

W podobnym oświadczeniu złożonym u marszałka Sejmu 28 kwietnia br. rewelacji też nie ma. 10 000 zł i 200 euro pod ręką, dom wciąż w budowie, to samo postkomunistyczne mieszkanie w bloku, podobnej wielkości kredyt w banku, 140 307 PLN wynagrodzeń i diet poselskich. Przybyło tylko 4,6 ha gruntów rolnych (zakup z 31 stycznia br.) bardzo marnej klasy, bo wartych 18000 PLN. Co prawda, media próbowały robić z tego aferę, uznając, że „podejrzanie tanie” te grunty, ale co komu do tego, jakie kto barachło kupi?

W latach 70. był „Członkiem” i „Penelopą” w światku przemyskich hippisów („GW” z 18.11.2006). Kontestował wszystko, co oferowała wtedy młodzieży zbrodnicza, jak wiemy, PRL. Ta sama, która uszczęśliwiała wszystkich pracą i trzeba było mocno pokombinować, aby się nie przemęczać, przynajmniej na państwowym. Obecny poseł (9 sierpnia skończył 52 lata, niech żyje nam) w latach swojej młodości obracał się w kręgu wąchaczy nie zawsze legalnie zdobywanych środków odurzających, czemu zresztą, co się chwali, nie zaprzecza. Z racji tego hobby bywał obiektem bynajmniej nie ”politycznych” zainteresowań przemyskiej MO. Przynajmniej raz z powodu włamu do apteki. Sporo kłopotów i strachu napędził mu pewien lokator, spec od podrabiania lekarskich recept i zdolny kolekcjoner doliniarskich fantów, których smerfy szukały na Matejki.

W latach 80. z „niebieskiego ptaka” awansował do grona opozycjonistów (wciąż są rozbieżne opinie na temat tego kombatanctwa) nękanych przez SB rozmową ostrzegawczą, krótkim „dołkiem” na komendzie, czasem profilaktyczną rewizją. W swoim politycznym CV „Penelopa” chętnie i dużo pisze o swojej walce z „komuną”. Niektórzy oficerowie byłej SB w jakimś stopniu to potwierdzają, ale są i tacy, którzy mówią, że musiał być bardzo mocno zakonspirowany, bo niewiele im wiadomo na ten temat.

– Raz robiłem mu kipisz w domu, nie było nic. Gdy już wychodziłem, jego ojciec zatrzymał mnie i pokazał jakąś książkę z tzw. nielegalnego obiegu. – No i po co pan mi to pokazuje? Przecież ja wiem, że księdza w rodzinie macie, mieszka w Belgii i podsyła takie wydawnictwa - wspomina były bezpiecznik i naczelnik wydziału. Z kolei weteran milicyjnej „kryminalnej” pamięta, jak mocno się zdziwił, gdy esbecja zabrała mu akta sprawy, w którą zamieszany był „Członek”. - Zapomnij o tym, on jest nasz! - usłyszał na odchodnym. Co to miało znaczyć, jak to rozumieć?- zastanawia się dziś.

Janek, swego czasu sympatia, więcej, prawie narzeczony siostry "Penelopy", etatowy oficer bezpieki (Wydział IV), nie powie nic. Wykręca się tajemnicą służbowa, a po drugie – zawsze czuł się w chacie na Matejki jak członek rodziny. Często tam bywał, ale czy tylko w celach czysto towarzyskich, trudno powiedzieć. Może teczka posła, który w tamtym roku w radiu RMF przyznał się, że „chyba” był OZI (osobowe źródło informacji SB) jednoznacznie kiedyś to wyjaśni?


Gdy PRL kończyła swój żywot, Kuchciński paradował już w glorii współzałożyciela przemyskiego Komitetu Obywatelskiego i Przemyskiego Towarzystwa Kulturalnego. To ono było jego odskocznią na polityczne salony a dla Jarosława Kaczyńskiego i kilku innych facjat znanych dziś z pierwszych stron gazet - okazją do publicznego zaistnienia. Dla bliźniaków K. po kopie z Kancelarii Wałęsy na margines życia politycznego. Ideały ideałami, ale szło też dorobić na „wichurze”, bo całkiem za friko nikt gardła wtedy nie zdzierał.

- Już wówczas był zwolennikiem dekomunizacji i lustracji, dlatego wbrew koniunkturze zdecydował się na współpracę polityczną z Jarosławem Kaczyńskim, tworząc na Ziemi Przemyskiej jedną z najlepiej funkcjonujących w kraju struktur Porozumienia Centrum”- tak barwnie i przekonywująco piszą o tym okresie życia swojego szefa pracownicy Biura Poselskiego „Penelopy”. Fakt to bezsporny, że kierując wojewódzką strukturą PC w Przemyślu był bardzo skuteczny - konsekwentnie dążył do celu, nie bacząc na ofiary i koszty. Pewnie dlatego w kampanii 1991 oczernił, czyniąc „klientem prokuratury” przemyskiego artystę-plastyka Józefa Kalinowskiego (skaperował go na listę chadecji były członek pierwszego Zarządu Regionu NSZZ „S”, nieżyjący już Eugeniusz Opacki).

Za tą potwarz razem ze skarbnikiem ZW PC Zygmuntem Grzesiakiem (na spotkaniu z Tadeuszem Mazowieckim nie chciał podać „udecji” swojej grabuli) „Penelopa” zasiadł na ławie oskarżonych. Sprawa I.C.127/92 toczyła się przed Sądem Wojewódzkim w Przemyślu. Rozpraw było kilkanaście, ale obecny szef klubu PiS uczynił zaszczyt Temidzie chyba tylko raz, może dwa razy. 9 listopada 1993 r. zapadł wyrok. Sąd nakazał przeprosić spotwarzonego „politycznego” rywala, zwrócić mu 24,1 mln zł tytułem rekompensaty kosztów, wpłacić starą bańkę na PCK i coś tam jeszcze.

Do dziś mimo upływu prawie 14 lat (dokładnie 165 miesięcy) oszkalowany i ceniony artysta plastyk, pedagog, później dyrektor Liceum Sztuk Plastycznych w Jarosławiu nie tylko nie powąchał ani złotówki, ale i nie usłyszał nawet zwykłego słowa „przepraszam”. Nie było też zapisanych w wyroku przeprosin na łamach „Życia Przemyskiego”. Od kilku lat piszą o tym gazety („Super Nowości”, „Gazeta Wyborcza”, „Dziennik”, „Newsweek” i inne), ale to pisanie na Berdyszów. Jedyny postęp tych publikacji, to obietnica Grzesiaka, że sprawę w końcu „honorowo załatwi”.

Kuchciński jest niewzruszony i nadal milczy. Milczy także jego komórka. Szkoda, bo niedawno jakiś redaktor z Polski chciał go zapytać czy wierzy w cuda. Co myśli o tym, że gdy szykujący się na kolejną dyrektorską kadencję Kalinowski dostał pozytywną opinię od zakładowej „Solidarności”, to jarosławska miejska „S” przerobiła ją na, jakby to powiedzieć, pozytywną inaczej…


W latach 1994-1999 „Penelopa” vel „Członek” miał już wreszcie stałe dochody: dietę radnego Rady Miejskiej w Przemyślu. Miał i osiągnięcia. To dzięki niemu do przemyskiego MZK powrócił na dyrektorski stołek powrócił zasłużony towarzysz, były lektor KW PZPR; „szpiegowi” Oleksemu groził status persony non grata w mieście nad Sanem, a w kolejce po ten zaszczyt czekał nawet prezydent A. Kwaśniewski. W tych też latach dzięki „klimatom” współtworzonym przez środowisko polityczne (?) „Penelopy”, skutecznie (nawet z pomocą koktajli Mołotowa) pogoniono z miasta m.in. Festiwal Kultury Ukraińskiej.„Już wtedy wiele poczynań Kuchcińskiego nijak miało się do deklaracji, a deklaracji do czynów” zapisał jego biograf.

Pięknie za to kwitła polityczna działalność Przemyskiego Towarzystwa Kulturalnego. Wspierał ją prawicowy samorząd miasta, ale była to kropla w morzu potrzeb. Na szczęście o rzut beretem od sztabu PC i PTK działał przemyski oddział Niezależnego Forum Prywatnego Biznesu, gdzie gospodarkę rynkową promowało kilka osób o ambicjach "politycznych".

- Dawaliśmy temu Towarzystwu „Członka” kasę. Były to różne kwoty, jednorazowo nawet do 5000 zł (czek AA 1604866 z 3.10.1996 r.), przekazywane jako darowizny dla PTK, którym Kuchciński kierował. Dawaliśmy pieniądze na bieżącą działalność PC, wyjazdy na kongresy partii do Warszawy, zjazd wojewódzki, wizyty polityków odwiedzających miasto, no i na koszty wizyt prelegentów chałturzących na spotkaniach w Klubie „Nowe Państwo”. Kilkanaście razy płaciliśmy za taksówki, którymi Marek jeździł do Warszawy – wspominają sponsorzy z NFPB. Tylko w latach 1996-1997 oficjalnie (bywało też inaczej), „na papier” przekazali PTK kwotę 11,8 tys. złotych.

Forum pomagało wielu innym potrzebowskim instytucjom, ale z perspektywy czasu wsparcie dla działalności PC i PTK, którymi kierował „Członek” (jakby nie patrzeć, jeden z głównych, wręcz „ideowych” deubekizatorów i dekomunizatorów IV RP) musi zastanawiać i nie chodzi o fundatorów, lecz o beneficjenta kasy. W końcu wśród dobroczyńców z NFPB byli również członkowie dawnego „aparatu komunistycznego”, funkcjonariusze byłej MO i SB prowadzący działalność gospodarczą. To również ich składki pozwalały „Penelopie” rozwinąć skrzydła w świecie wielkiej polityki, bywać na jej salonach i zawierać intratne znajomości w tym światku. To także z pomocą takich złotówek goście PTK i Kuchcińskiego (bracia Kaczyńscy, A. Glapiński, A. Macierewicz, M. Jurek, Z. Najder, J. Parys itd.) mogli roztaczać świetlaną wizję IV RP w kameralnym gronie wolnych słuchaczy zbierających się w przemyskim empiku.

Kto wie, może właśnie z pomocą takich „esbeckich” pieniędzy „Członek” fundował Jarosławowi Kaczyńskiemu pamiętną kolację, na której ponoć osobiście (przynajmniej tak się chwali) wymyślił ideę TKM, którą z sukcesem wcielał AWS, a do perfekcji doprowadzili ją obecni władcy IV RP? Może z takiej to parszywej kasy wypłacano gościom honoraria, pokrywano koszty dojazdu do Przemyśla i pobytu w nim? Nie parzyła, nie budziła odruchów wymiotnych? Orły dekomunizacji nie zachowały rewolucyjnej czujności, nie wyczuły układu i sieci?...

Spore środki na statutową i nominalnie kulturalną, a faktycznie polityczną działalność Przemyskiego Towarzystwa Kulturalnego przeznaczały (poprzez wspomniane już zlecone fuchy) władze miasta. Widać spotkania w „Nowym Państwie”, potępiające w czambuł i dyskredytujące konstytucyjne organy III RP, były dla ówczesnych samorządowców formą działalności kulturalnej.

Mimo takiej prosperity, w końcu lat 90. PTK podupadło i to nie tylko finansowo. Gdy przemyskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej zaczęło żądać zaległych czynszów, debiutujący w ławach na Wiejskiej (2001) Kuchciński ujął się honorem i obiecał zadłużenie spłacić z poselskich apanaży. Ówczesny prezes PGM, Bogusław Pruchnik poszedł mu na rękę i rozłożył 9 600 zł długu na …96 miesięcznych rat. Jak wyglądają spłaty, trudno dociec, bo PGM i miastem rządzi PiS, a nad ich tajemnicą czuwa przegrany w ostatnich wyborach kandydat partii na wójta gminy wiejskiej Przemyśl. Trzeba jednak nadmienić, że różnie w PGM o tych płatnościach się mówi. Są pracownicy, którzy twierdzą, że i za kilkaset złotych zaległości czynszowych można trafić do sądu i, po eksmisji, wylądować na bruku…


Po zwycięskich dla AWS wyborach roku 1997 ikona przemyskiego PC, za jaką już wtedy uchodził M. Kuchciński, pozostawała w cieniu. Szybko jednak upomniała się o swoje. I tak powstało słynne "Memorandum” – dokument poufny” do lidera przemyskiej AWS, posła Krzysztofa Kłaka. Autor tegoż dzieła ubolewał, że „opracowane przez ekspertów PC przed kampanią wyborczą materiały na potrzeby AWS nie spotkały się z żadnym zainteresowaniem".

Szkoda ogromna, bo były tam takie perełki, jak "Polityka narodowościowa (stosunki polsko-ukraińskie)" jego autorstwa oraz „Kierunki polityki prorodzinnej” osobistej małżonki. Kuchciński barwnie opisywał jak to rozstawał się z członkami PC, którzy szerzyli „prywatę i klikowatość" lub miewali kontakty z „układami nomenklatury postkomunistycznej i grupami gospodarczymi o charakterze przestępczym". Przykładem tej zbrodni był opłatek w … Niezależnym Forum Prywatnego Biznesu.

- ***** mać! Jedną ręką, na papier i bez, tysiącami brał kasę od nas, a drugą pisał do AWS donosy na grupę o „charakterze przestępczym". Tą samą, która opłacała mu obiady w „Karpackiej”, załatwiła „piłkarski” etat, dający jako taki staż pracy i ubezpieczenie w ZUS - wspominają „przestępcy”, zgrzytając zębami na wspomnienie tamtych wydarzeń.

Gdy "Członek" został wicewojewodą podkarpackim (1999), z miejsca rzucił się w wir pierwszej w swoim życiu poważnej pracy („pierwszej uczciwej” - mówią jego koledzy). Dojeżdżał służbowym autem, pokonując 4 x 90 km dziennie na trasie Przemyśl-Rzeszów.

– Pracowałem z nim i pusty śmiech mnie ogarnia, gdy mówi dziś o „tanim państwie”, „wysokich standardach kompetencyjnych i moralnych administracji państwowej”, budżecie podziurawionym „ przez różnych liberałów i postkomunistów, którzy przez ostatnich 17 lat działali w Polsce” - kwituje ten epizod kariery „Penelopy” pracownik rzeszowskiego Urzędu Wojewódzkiego, a po szczegóły tych wysokich standardów odsyła m.in. do kierowców UW. – Dziś walczy o odprawy fitosanitarne na przejściu granicznym w Medyce, a kto sprawił, że je tam szlag trafił, krasnoludki? Dobrze chociaż, że odprawy w Korczowej uratowaliśmy, bo też ich tam być nie miało - dodaje urzędnik z Rzeszowa.


Na szczęście, w nawale obowiązków wicewojewoda Kuchciński znalazł trochę czasu, aby wreszcie poważnie pomyśleć o swojej przyszłości. Na dobry początek wydzierżawił w rzeszowskim oddziale AWRSP 89 ha ziemi pod „uprawy ekologiczne”. W Wapowcach zaś zagiął parol na 32,68 ha pięknego gruntu pod lasem, w sąsiedztwie pensjonatu „Niva”, gdzie urządził się już „Mundek” - kolega z lat gniewnej młodości, tak jak i on prześladowany przez MO za niedozwolone eksperymenty, na przykład z kroplami Inoziemcowa. Gdy zamarzyło się Mundkowi 40 arów z mienia gminnego pod budowę stawu, kumpel wicewojewoda całym urzędowym autorytetem zaczął lobować. Jak opętany nęcił wieś kanalizacją, nową drogą i innymi cymesami cywilizacji, ale bezskutecznie, bo chłopi na ludziach się znają – mieli nosa i nie zgodzili się na taki interes. Być może dlatego, że to sam Kuchciński chytrze sprzątnął im dobrą ziemię sprzed nosa. Tą samą, którą bezskutecznie chciało wcześniej wydzierżawić kilku miejscowych rolników.

Kto wie jednak czy w większym stopniu na nieufności mieszkańców Wapowiec nie zaważyła wtedy opinia posła i zdeklarowanego wroga (dziś sojusznika?), eurodeputowanego LPR Andrzeja Zapałowskiego. On to na forum XX Zjazdu Żołnierzy 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK (Warszawa, IX 2000) nazwał Kuchcińskiego Ukraińcem i protegowanym Unii Wolności „ znanym z sympatii banderowsko-upowskich” („Na Rubieży” 52/2001).

Przed wyborami parlamentarnymi 2001 ubiegający się o mandat posła wicewojewoda Kuchciński nie wpisał w oświadczeniu majątkowym hektarów w Wapowcach oraz „łąk w Bieszczadach” (57 ha w Kalnicy k. Zagórza). Najpierw zaklinał się wydawcy „Pogranicza”, że żadnej ziemi nie ma, a później (sprawę ruszyły „Nowiny”) zasłaniając się opinią „swojego prawnika” przekonywał, że ujawniać hektarów nie musiał, bo był jedynie ich dzierżawcą. Mimo to, musiał strupa formalnie się pozbyć. Najprościej poprzez złożenie rezygnacji z dzierżawy i zwrot ziemi do AWRSP. Wybrał inne bardzo niekonwencjonalne rozwiązanie, co też do dziś jest przedmiotem spekulacji i, może niesłusznych, podejrzeń.

Rzutem na taśmę, w przeddzień objęcia mandatu, w siedzibie, w obecności i za zgodą dyrektora rzeszowskiego oddziału AWRSP debiutant na Wiejskiej zrezygnował z ziemi w Wapowcach, po czym … scedował jej dzierżawę na „Mundka”. Tym samym ziemia, na co liczyli chętni na nią rolnicy, nie trafiła na przetarg, a stała się przedmiotem „umowy cesji”, którą zawarli „Członek” i „Mundek”. Nowy (na pewno w papierach) użytkownik ma prawo pierwokupu prawie 33 ha w Wapowcach, które może przejąć na własność za niewiele ponad 200 tysięcy.

Jest o co walczyć, również o odrolnienie tych gruntów. Gdyby dziś po załatwieniu formalności sprzedać je tylko pod działki rekreacyjne, hektary w Wapowcach są warte jakieś trzy miliony. O ile skoczy w górę ich wartość, gdy z pomocą środków UE zostaną uzbrojone i przekwalifikowane na działki budowlane? Znawcy tematu (podając przykład Ostrowa, gdzie ar ziemi pod budowę chadza po 4-5 tys. zł) sądzą, że będą warte 3-4 razy więcej, czyli mniej więcej tyle, ile roczny budżet 9-tysięcznej gminy wiejskiej Przemyśl, w której ziemia ta leży. Czy nie lepiej taką ziemią obdarzyć biedną gminę: niech sobie podzieli grunty na działki budowlane i sprzeda, a z zarobionych pieniędzy funduje mieszkańcom to wszystko, czego im brak? Czyż nie tak powinno postępować „solidarne państwo”?


W wyborach 2001r. M. Kuchcińskiego, ubiegającego się o poselski mandat w okręgu nr 22 (byłe województwa przemyskie i krośnieńskie), poparło 4741 wyborców, czyli 1,49 % głosujących. O ile w rodzinnym mieście Przemyślu wywalczył 7,09 % a w powiecie 2,49 %, to w powiatach lubaczowskim, przeworskim i jarosławskim uzyskał zaledwie 0,42-0,86 % oddanych głosów. Gdyby nie łaskawa ordynacja, sejm oglądałby nadal tylko w telewizji.

Wybory 2005 przysporzyły „Penelopie” już 16, 6 tys. głosów. Trudno powiedzieć na ile przysłużył się temu jego dorobek i aktywność w poprzedniej kadencji, a na ile totalna na Podkarpaciu negacja wszystkiego, co wiązało się z „postkomunistami”, „postliberałami” oraz innymi postami.

Od lipca 2006r. przemyska gwiazda PiS rządzi klubem parlamentarnym tej partii. Jak to robi, słyszy i widzi każdy. Wypowiedzi „Penelopy”, często slogany i pokrętne komunały, teorie „układów” i „sieci” działają na wielu ludzi niczym przysłowiowa płachta na byka. Bywa, że nawet najwięksi do niedawna jego fani przyznają, że swojemu poprzednikowi E. Gosiewskiemu mógłby buty czyścić.

Mimo, że w rankingu mediów Kuchciński uchodzi za jednego z bardziej pracowitych i sumiennych posłów tej kadencji Sejmu („nie wnosi atmosfery nerwowości. Potrafi nawet o kontrowersyjnych sprawach dyskutować bez zacietrzewienia. W polemikach twardy, ale nie przekraczający granic kultury” - Polityka 30/2006) zewsząd dokładają mu dziennikarze. Za całokształt: lapsusy językowe, zabawy z lustracją, „Ubekistan”, układ, szare sieci.

– „ Co zakrawa na śmieszność, projekt projektu ustawy deubekizacyjnej promuje m.in. poseł Marek Kuchciński, przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS, który wcześniej dołożył wszelkich starań, by z pracy nad prezydencką nowelą ustawy lustracyjnej wykluczyć tych polityków PiS, którzy opowiadali się za jawnością i przejrzystością życia publicznego oraz otwarciem archiwów SB” - pisze nawet "Nasz Dziennik" (2007-01-16). Nie próżnują też dobrze zorientowani forumpowicze interesująco komentujący deubekizację a’la Kuchciński (http://www.pardon.pl/artykul/696):

- „Co to jest komunizm, to panowie Kaczyńscy chyba mało mają pojęcia. W swojej natomiast wściekłości do PRL, szkodzą Polsce i doprowadzą do tragedii. Dlatego mianowicie, że aby utrzymać się za wszelką cenę u władzy, dobrali do siebie ludzi karanych wyrokami z Samoobrony, którzy wszystko zrobią by utrzymać się na stołkach. Z drugiej strony przeciwników politycznych Polski. Ludzie np. nie wiedzą, że Przewodniczącym Klubu Parlamentarnego PiS w Sejmie, jest nacjonalista ukraiński Marek Kuchciński - Ukrainiec z Przemyśla. Gdy był wicewojewodą podkarpackim, postawiono najwięcej pomników dla UPA. On nie realizuje polityki dla Polski, a realizuje tajną Uchwałę OUN w Polsce z 22 czerwca 1990 r. w której zawarte są zadania: rozbić służby wywiadu i kontrwywiadu w Polsce, osłabić naszą armię, wciskać się do redakcji, telewizji i gdzie się tylko da, by realizować uchwałę OUN. Jak się podejmie uchwałę, że Urząd Bezpieczeństwa czy Służba Bezpieczeństwa były w Polsce zbrodnicze, to wyjdzie tak, że bandyci z UPA będą bohaterami, bo ich UB i Wojsko Polskie /komunistyczne/ zwalczało. Zastanówcie się panowie posłowie - Polacy, do czego zmierzacie i czyją politykę uprawiacie w Polsce? Zobaczycie co w 2007 r. nacjonaliści z OUN i UPA zrobią na Podkarpaciu. Będą stawiać pomniki dla UPA, takie jak w Pawłokomie i wyjdzie to tak, że to Polacy mordowali Ukraińców, a nie odwrotnie. To są właśnie zalecenia OUN do działalności w Polsce i Ukraińscy nacjonaliści typu Marka Kuchcińskiego realizują tą politykę. Róbcie tak dalej, to was potem przeklną wasze własne dzieci!”

- LOGIK ma rację! Zapytajcie Europosła z Przemyśla Andrzeja Zapałowskiego, to Wam opowie kim jest Marek Kuchciński albo posła DOBROSZA, jak Ukraińcy chcieli go przekupić, by przeforsował w Polskim Sejmie uchwałę potępiającą Wojsko Polskie za operacje wojskową pod nazwą "Wisła", przeciwko UPA w 1947 r. Nasi posłowie są naiwni, a wielu Ukraińców udaje Polaków i robią nacjonalistyczną politykę - wrogą przeciwko Polsce (…) Taka jest prawda i takie są skutki, gdy następuje polityczne zaślepienie i nienawiść do wszystkiego co było w PRL. Do komunizmu w Polsce to było jeszcze daleko... daleko, bo gdyby on był, nie byłoby tylu mądrali antykomunistycznych co teraz. Albo pasaliby krowy, jako analfabeci, albo byliby drwalami na Sybirze! „

Z takimi i wieloma innymi ocenami, pisanymi w równie krytycznym tonie zgadzają się także wnikliwi obserwatorzy działalności „Penelopy” poza Wiejską.

- A co się dzieje na przemyskim podwórku? Zaskakująco, a czasem dziwnie dobrze układają się jego wzajemne relacje z różnymi ludźmi z dawnych układów oraz służb. Kto, jak nie on, wyciszył kiedyś nieprzypadkowe włamanie do siedziby PC? Kto sprawił, że nie nagłośniono sprawy podsłuchu wykrytego w gabinecie prezydenta Sawickiego, a aparatura powróciła do podsłuchujących? Doskonale, na długo przed wyborami samorządowymi wiedział, że desygnowany na stanowisko prezydenta miasta Choma ma teczkę w IPN i był prawdopodobnie TW. Siedział cicho, gdy w samorządzie, a częściowo i sztabie wyborczym PiS brylowali ludzie nie tylko z PZPR-owską przeszłością, z którymi współpracował nader aktywnie - pytają ideowcy z przemyskiego PiS. - Czyje on w końcu majtki nosi, a dla kogo w rzeczywistości gra?

Swego czasu kilku z nich wysmażyło ideowy, pełen wielu trudnych pytań donos do samego marszałka Marka Jurka, licząc na jego reakcję. Jeśli wierzyć przeciekom z Wiejskiej, Jurek nie wyszedłby z PiS a nawet był gotów powrócić pod warunkiem, że zmieni się szef jego Klubu Parlamentarnego. Nie zmienił się, premier był nieugięty. Ponoć odpowiedź na pytanie dlaczego jak niepodległości broni „Penelopy” leży w tych mniej oficjalnych, a może nawet deczko wstydliwych kulisach jego wizyt nad Sanem.

J. Długosz

                                                                     www.yelita.pl

                            TUZY ELITY                                       Kazimierz Julian Kutz       Kazimierz Julian Kutz (ur. 16 luteg...