AFERZYŚCI ELIT
Leszek Balcerowicz - Aaron Bucholtz
Leszek Balcerowicz – Aron Bucholtz (ur. 19 stycznia 1947 w Lipnie) – marksistowski doktryner,
wykładowca w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR.,
komunistyczny ekonomista i polityk, wicepremier i minister finansów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego
(1989–1991), Jana Krzysztofa Bieleckiego (1991) i Jerzego Buzka (1997–2000), poseł na Sejm III
kadencji (1997–2000), prezes Narodowego Banku Polskiego (2001–2007). Drugi przewodniczący Unii Wolności
(1995–2000). Kawaler Orderu Orła Białego.
Ponosi główną odpowiedzialność za aferę Art.-B oraz super aferę Przekształceń Własnościowych!
Wielki Ekonomista urodził się w małej miejscowości Lipno. O latach
młodzieńczych nie wiemy zbyt wiele oprócz tego, że w tym okresie
uprawiał biegi długodystansowe. Wreszcie rozpoczął studia w Szkole
Głównej Planowania i Statystyki. W tym miejscu warto się zatrzymać i
zastanowić chwilę na wyborem uczelni, którego dokonał Balcerowicz
Dzisiaj SGH (dawna SGPiS) to jedna z najbardziej „renomowanych” szkół w Polsce.
W latach sześćdziesiątych, uczelnia ta nie cieszyła się wielką
renomą. Nie cieszyła się nią ponieważ była kuźnią PRL-owskich kadr. W
środowisku naukowym SGPiS była traktowana z przymrużeniem oka chociażby
dlatego, że sama nazwa uczelni mówiła jaki ustrój będą budować jej
absolwenci. Szkoła Główna Planowania i Statystyki była szkołą główną centralnego planowania czyli ręcznego sterowania gospodarką.
To właśnie dzięki centralnemu planowaniu wielu mieszkańców Polski
musiało używać w toalecie Trybuny Ludu zamiast papieru toaletowego –
takie to było planowanie i taka statystyka. Tak więc
już na etapie wyboru uczelni Leszek Balcerowicz dokonuje jasnego wyboru
ideologicznego. Będzie należał do elity centralnie planującej budowę
socjalizmu.
Balcerowicz podejmuje studia na kierunku Handel Zagraniczny, który
był obiektem westchnień wszystkich młodych karierowiczów PRL. Po
ukończeniu tego kierunku (i obowiązkowym zapisaniu się do PZPR) można
było liczyć na pracę w którejś z central handlu zagranicznego a w
ówczesnych czasach taka robota to było prawdziwe Eldorado.
Jeszcze przed ukończeniem studiów tj. w 1969 roku młody
Leszek Balcerowicz zgłasza akces do PZPR i po rocznym stażu zostaje
przyjęty w poczet członków tej „prestiżowej” organizacji (nr legitymacji
6165).
W marcu 1968 roku Polska Zjednoczona Partia Robotnicza „oczyściła”
swoje szeregi z osób pochodzenia żydowskiego. Wiele z nich zostało
zmuszonych do emigracji, wielu straciło pracę. Jest to jedna z bardziej
haniebnych kart historii PRL a sprawa była organizowana i inspirowana
przez Moskwę. To wszystko działo się w roku 1968 a już rok później
Balcerowicz zapisuje się do PZPR, chce zrobic szybka karierę.
Rozpoczyna karierę „naukową” na SGPiS („naukową” w cudzysłowie
ponieważ podobno treść jego twórczości z tego okresu nie nadaje się do
przytaczania). W roku 1978 jego kariera wchodzi w nowy okres.
Zaproponowano mu wyższe stanowisko w nowym miejscu pracy. Ofertę
przyjmuje i podejmuje pracę w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR.
Nic nie wiadomo na temat tego, czy rozwiązał jakiś problem marksizmu
ale po raz kolejny widzimy, że dla awansu jest gotów zgodzić się na
każdy „kompromis”.
Nadchodzi rok 1989 i „okrągły stół”. Komuniści oddają władzę
polityczną swoim partnerom z opozycji (oczywiście z tej opozycji, z
którą komuniści chcieli rozmawiać) a sobie pozostawiają władzę
ekonomiczną (jakoś mało się dzisiaj pisze o spółkach nomenklaturowych…).
Potrzebny jest ktoś, kto swoim nazwiskiem będzie firmował trudne
reformy gospodarcze ale zarazem będzie wiedział komu należy być
posłusznym. To doskonała rola dla Leszka Balcerowicza.
Balcerowicz przygotowuje dzieło swojego życia czyli tzw. „plan
Balcerowicza”. W rzeczywistości autorem planu jest Jeffrey Sachs z
Harvardu, Leszek Balcerowicz daje tylko polskie nazwisko, niezbędne żeby
tubylcy nie zaczęli zadawać niestosownych pytań (o suwerenność,
samostanowienie, interesy ekonomiczne społeczeństwa itp. zupełnie
nieistotne kwestie). Kto nie wierzy, że tak było niech poszuka w
zachodniej prasie czegoś na temat planu Balcerowicza. Niewiele się tego
znajdzie. Znacznie więcej można przeczytać o planie Jeffreya Sachsa.
J. Sachs przywozi plan, który ma doprowadzić do transformacji
polskiej gospodarki (plan nieudany, ale to już inna sprawa) i przekazuje
go do realizacji Leszkowi Balcerowiczowi.
Czy ten ostatni zadaje sobie pytania o to, jakie cele przyświecają
Sachsowi? Oczywiście, przekształcenie polskiej gospodarki w rynkową jest
korzystne dla państw Zachodu samo w sobie ale dlaczego przy okazji nie
„ustawić” transformacji tak, by skorzystali na tym również np.
inwestorzy z USA? W końcu Jeffrey Sachs i inni „doradcy” nie
przyjeżdżali do Polski za własne pieniądze… Czy Wielki Ekonomista myśli o
tym? Czy zastanawia się w jaki sposób przekazać Polakom majątek
przedsiębiorstw tak, by Polska gospodarka znalazła się w polskich
rękach? Może się zastanawia ale… Przypomnijmy sobie jaką decyzję Leszek
Balcerowicz podjął gdy wybierał uczelnię i kierunek studiów,
przypomnijmy sobie jaka była jego reakcja na wydarzenia marca 1968 roku,
przypomnijmy sobie jakie problemy rozwiązywał w miejscu prac.
Zawsze i wszędzie Leszek Balcerowicz idzie pod rękę z tym, kto jest
silniejszy, w 1989 również zadziałał oportunizm i nawet jeśli miał
jakieś wątpliwości dotyczące planu Sachsa to schował je do kieszeni.
Już w 1993 r. zachodni ekonomiści pisali wprost, że plan Balcerowicza zakończył się porażką i dlatego uruchomiono machinę propagandową,
która miała przekonać Polaków, że w rzeczywistości był to wielki
sukces. Jeśli sukces był wielki to i jego autor musiał być Wielkim
Ekonomistą. Machina propagandowa zadziałała tak skutecznie, że po pewnym
czasie sam Balcerowicz uwierzył w swoją wielkość. Bądźmy szczerzy, kto z
nas oparłby się powszechnemu uwielbieniu ze strony "autorytetów" i
zachował trzeźwe zdanie na swój temat? Uwierzyć w wielkość Balcerowicza
było tym łatwiej, że każdy, kto ośmielił się publicznie go skrytykować
natychmiast otrzymywał łatkę „oszołoma” i „księżycowego ekonomisty”. To
spowodowało, że nawet w środowisku akademickim niechętnie mówiono o
błędach popełnionych przez Balcerowicza (właściwie: przez Sachsa).
Ważniejszy był jednak inny skutek przylepiania krytykom łatki
„oszołoma”. Świadomość narażenia się na ostracyzm ze strony elit
powodowała, że krytyką Balcerowicza zajmowali się tylko ci, którzy mieli
niewiele do stracenia a więc przede wszystkim ludzie spoza
establishmentu. Dzięki temu łatwo było wytworzyć przekonanie, że każdy
kto krytykuje Balcerowicza to prostak i nieuk. Tym bardziej, że do tej
krytyki zabierali się przeważnie straceńcy czyli ludzie odważni ale
niekoniecznie dysponujący argumentami merytorycznymi.
Zachodnia finansjera poklepuje Balcerowicza po plecach i przyznaje
nagrody, Gazeta Wyborcza pisze peany, Lepper opluwa. Jak w takich
warunkach nie uwierzyć w swój własny geniusz? Trzeba było uwierzyć i
Balcerowicz po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Dlatego tak
bardzo się irytuje, gdy ktokolwiek sugeruje, że mógłby stanąć przed
komisją śledczą. Jakim prawem jakieś chłystki chcą przesłuchiwać
ekonomicznego zbawcę narodu? I co z tego, że zasiadał w radzie fundacji,
którą finansowały podległe mu banki? Może zwykłemu śmiertelnikowi by
nie wypadało ale Balcerowiczowi to uchodzi!
Leszek Balcerowicz rzeczywiście uwierzył, że jest geniuszem, który
stoi ponad innymi i dlatego upadek będzie dla niego bardzo bolesny. Tym
bardziej, że z kręgosłupem (moralnym) u niego nietęgo.
Jednym z ważnych elementów "planu Balcerowicza" była
ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych. Wprowadzała ona tzw.
"zmienną stopę oprocentowania" kredytów. Jeśli na przykład umowa z
bankiem opiewała na 4 procent rocznie, to zmienna stopa oprocentowania
sięgała 40 procent miesięcznie. Stawiało to kredytobiorców w bardzo
trudnej sytuacji, często na granicy bankructwa. Ale na tym nie koniec,
bo jednocześnie, dla symetrii, Leszek Balcerowicz wprowadził wysokie
oprocentowanie lokat terminowych w bankach komercyjnych. Sięgały one
nawet 100 procent. Trzecim elementem tej operacji było zamrożenie kursu
walutowego; za dolara płacono 9 500 złotych.
W ten sposób uruchomiony został osobliwy przepływ
pieniędzy. Kredytobiorcy - a warto pamiętać, że w tamtym okresie kredyty
brali bogatsi chłopi i drobni przedsiębiorcy, a więc zalążek przyszłej
polskiej klasy średniej - więc ci kredytobiorcy byli bezlitośnie
drenowani przez banki przy pomocy opisanej już zmiennej stopy
oprocentowania. A co się dalej działo z wydrenowanymi w ten sposób
pieniędzmi? Otóż finansiści, głównie ze wschodniego wybrzeża Stanów
Zjednoczonych, przyjeżdżali do Polski z dolarami, wymieniali je po 9 500
złotych za sztukę, pieniądze umieszczali na lokatach, a po upływie roku
- odbierali je w ilości dwukrotnie powiększonej, wymieniali je na
dolary po tym samym kursie 9,5 tysiąca i zadowoleni wracali do domu.
Potem nawet słychać było, że chcieli przyznać Leszkowi Balcerowiczowi Nagrodę Nobla
Plan Balcerowicza miał on również następstwa polityczne w postaci
przetrącenia kręgosłupa zalążkowi polskiej klasy średniej, która po tym
uderzeniu nie może dojść do siebie aż po dzień dzisiejszy, przetrącenie
kręgosłupa tej zalążkowej polskiej klasie średniej eliminowało
potencjalną konkurencję dla komunistycznej nomenklatury, która po
sławnej transformacji ustrojowej poszła, jak to się mówi, "w biznesy",
korzystając z forsy ukradzionej za pośrednictwem spółek
nomenklaturowych, pod osłoną "surowych praw stanu wojennego",
wprowadzonego, jak wiadomo, na mocy tak zwanej suwerennej decyzji
generała Jaruzelskiego
Wykonawca planu Sorosa
Swą przyspieszoną karierę w 1989 r., awans na wicepremiera i ministra
finansów, Balcerowicz zawdzięczał tylko i wyłącznie protekcji prawej
ręki premiera Mazowieckiego, jego zausznika - ekonomisty Waldemara
Kuczyńskiego. Początkowo ofiarował się tylko z rolą doradcy Kuczyńskiego
i sam był zaskoczony swym nieoczekiwanym ogromnym awansem. Zawdzięczał
go głównie temu, że kolejno odmówiły cztery pierwsze osoby, którym
zaproponowano stanowisko ministra finansów we wrześniu 1989 r., a
Balcerowicz urząd ten skwapliwie przyjął. Tym gorliwiej podjął się
realizacji importowanego ze Stanów Zjednoczonych do Polski planu
Sorosa-Sachsa, w Polsce funkcjonującego pod fałszywą nazwą "plan
Balcerowicza".
W rzeczywistości cały plan był pomysłem słynnego amerykańskiego
lewicowego miliardera George'a Sorosa, przybyłego z Węgier do USA
giełdowego spekulanta żydowskiego pochodzenia. O tym, że cały rzekomy
plan Balcerowicza był w istocie dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się
również z bardzo nieostrożnej enuncjacji W. Kuczyńskiego, zausznika
Mazowieckiego, ministra przekształceń własnościowych w jego rządzie. Jak
wyznał Kuczyński w książce "Zwierzenia zausznika" (Warszawa 1992, s.
82-83): "Soros przyjechał z planem reformy gospodarki polskiej, zwanym
planem Sorosa. To była kombinacja szokowej operacji antyinflacyjnej z
restrukturyzacją naszych firm". Balcerowiczowi jako
wicepremierowi nadzorującemu polską politykę gospodarczą przypadło zaś
tylko zadanie firmowania tego wszystkiego i uwiarygodniania polityki
służącej gospodarczym celom Zachodu.
Celom tym służyła skrajnie doktrynersko realizowana polityka
gospodarcza Balcerowicza, skupiająca się głównie na walce z inflacją,
przy zaniedbaniu wysiłków na rzecz wzrostu gospodarczego i pobudzania
polskiego eksportu. Jednym z najszkodliwszych elementów tej polityki
było nastawienie na przyśpieszoną gruntowną prywatyzację polskiego
przemysłu i banków, stanowiącą faktyczną wyprzedaż za bezcen.
Rzecznik terapii szokowej
Wielkie wsparcie dla Balcerowicza stanowiły zachęty do jak
najszybszej terapii szokowej lansowane już latem 1989 r. przez
współdziałającego z Sorosem amerykańskiego ekonomistę Jeffreya Sachsa.
Reklamował on się w Polsce jako ten, który z dnia na dzień zwalczył w
Boliwii ogromną inflację. Obiecywał tę samą skuteczną terapię w Polsce,
zapominając uprzedzić, że jego boliwijski sukces dokonał się kosztem
ogromnie wysokiego bezrobocia i buntu boliwijskich robotników,
wprowadzenia w Boliwii stanu wyjątkowego i internowania przywódców
związkowych. O tym wszystkim milczano w najbardziej wpływowych polskich
mediach z Gazeta Wyborcza na czele, tym chętniej za to nagłaśniając
obietnice Sachsa łatwej, bezbolesnej i szybkiej terapii szokowej.
Szczególnie kłamliwa pod tym względem była informacja w "Gazecie
Wyborczej" z 24 sierpnia 1989 r., zamieszczona pod znamiennym tytułem:
"Cud gospodarczy w Polsce?". Sachs obiecywał tam m.in.: "Likwidujemy
całkowicie inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie
wzrastać za pół roku (...) Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program
gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń".
Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez Balcerowicza
terapia szokowa doprowadziła do wielkiego pasma cierpień i wyrzeczeń
przeważającej części społeczeństwa, z korzyścią dla gromady cwaniaków
polskich i zagranicznych. Pisał o tym jednoznacznie bardzo ostry
amerykański krytyk terapii szokowej, noblista z dziedziny ekonomii,
prof. J. Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo zagrabiło
wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część wartości
zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania. Państwo zgarnęło
przeważną część oszczędności dolarowych, szacowanych na koniec 1988 r.
na 7-15 miliardów dolarów amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika
postkomunistów, "Nowy Świat", 13 stycznia 1993 r.). Przypomnijmy
zapomniane już dane o rozmiarach podwyżek cen w 1990 r. Według tekstu
"Gazety Wyborczej" z 29 stycznia 1991 r., opartego na danych GUS,
średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie wyższe niż w 1989
roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13 razy, makaron - 22 razy, ceny
mebli, naczyń kuchennych, lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych
artykułów w wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym
samym czasie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski odpowiadało
2-3-dniowym zarobkom Francuzów lub Niemców.
Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie
polskiego społeczeństwa w efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej,
doskonale dokumentowała podstawowa wręcz książka o polityce społecznej
wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana Auleytnera. Według niej, w
samym tylko 1990 r. przeciętne płace spadły o 24 proc., realna wartość
przeciętnej emerytury i renty - o 19 proc., a dochody netto z rolnictwa
na 1 pracującego - o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło otwarcie
przez Balcerowicza granic na produkty rolne z zagranicy, w dużej mierze
dotowane przez rządy zachodnie i sprowadzane do Polski po dumpingowych
cenach.
Dzięki wpływom starej nomenklatury tzw. plan Balcerowicza, szumnie
reklamowany jako nowa, rewolucyjna wręcz reforma gospodarcza, był
faktycznie tylko nową kolejną odmianą stosowanych przez rządy PRL
"operacji dochodowo-cenowych". Z tą różnicą, że tamtych nie udało się
zrealizować władzom ze względu na opory społeczeństwa. Balcerowiczowi
zaś to wszystko powiodło się kosztem gigantycznego ograbienia
społeczeństwa z oszczędności i bardzo dużego zubożenia wielkiej części
ludności. Udało się dlatego, że mógł skorzystać z ogromnego poparcia
społeczeństwa dla rządu Mazowieckiego.
Naród zbyt łatwo zawierzył ówczesnemu kierownictwu Obywatelskiego
Klubu Parlamentarnego, które twierdziło, że plan Balcerowicza to jedyny
skuteczny program naprawy gospodarczej, niemający rzekomo żadnej
alternatywy. Tak uzyskano przyzwolenie społeczne dla drastycznego planu
gospodarczego, którego władzom PRL w żadnym razie nie udałoby się
zrealizować ze względu na opór Narodu. Jak szczerze wyznawał na łamach
"Prawa i Życia" 10 marca 1990 r. były minister handlu wewnętrznego w
rządzie M. Rakowskiego, Marcin Nurowski, "realizacja takiego programu
gospodarczego w naszym wykonaniu doprowadziłaby do gigantycznej awantury
w kraju".
Plan Sorosa-Balcerowicza zyskał entuzjastyczne wręcz wsparcie różnych
byłych prominentów reżimu komunistycznego - od byłych ministrów
PRL-owskich Nurowskiego i Mieczysława Wilczka, po byłego wicepremiera w
rządzie Rakowskiego - Mieczysława Sekułę czy byłego rzecznika rządu
Jaruzelskiego - Jerzego Urbana. Stało się tak nieprzypadkowo. Stara
nomenklatura partyjna stanowiła trzon kadry kierowniczej w gospodarce,
wprowadzającej plan Sorosa-Balcerowicza. Postarano się też o
zablokowanie prawdziwie potrzebnych głębokich reform strukturalnych, od
reformy banków począwszy, po restrukturyzację przemysłu, które mogłyby
być niekorzystne dla starej kadry partyjnej. Tym żarliwiej wspierali za
to mnożące się spółki nomenklaturowe. Zadbali również o możliwie jak
najbardziej nieprecyzyjne i wadliwe przepisy w różnych dziedzinach, tak
aby ułatwić dokonywanie różnych aferowych manipulacji (vide: afera FOZZ,
afera z rublem transferowym, tytoniowa, ziemniaczana etc.). Balcerowicz
ponosi lwią część odpowiedzialności za brak kontroli, który ułatwił
dokonywanie afer przy współudziale osób usadowionych na wpływowych
stanowiskach gospodarczych. Rzecz znamienna - w 1989 r. zniesiono karę
konfiskaty majątku za nadużycia gospodarcze. Cwaniacy z zagranicy i
wysoko uplasowani w aparacie gospodarczym ludzie starej nomenklatury
świetnie wykorzystali do swych celów szanse spekulacji i drenażu dolarów
z Polski dzięki utrzymywaniu przez półtora roku kursu dolara do złotego
na sztywnym, niezmienionym poziomie.
Dawni komunistyczni działacze byli siłą dominującą w
superministerstwie gospodarczym kierowanym przez Balcerowicza -
wszechwładnym resorcie finansów. Na najwyższych szczeblach tego
ministerstwa zastępcami w randze wiceministrów byli, obok bezpartyjnego
(choć dawniej członka PZPR) Marka Dąbrowskiego, trzej wiceministrowie z
PZPR: Janusz Sawicki, Andrzej Podsiadło i Jerzy Napiórkowski. Ogromną
część dyrektorów i naczelników stanowili również członkowie PZPR.
Podobnie układały się stosunki w innych resortach gospodarczych
podległych Balcerowiczowi, gdzie PZPR-owcy stanowili dominującą część
kierownictw ministerstw. Szczególnie wymowna była sytuacja w obsadzie
pozycji w tak kluczowej sferze życia gospodarczego jak banki. Dominowały
tam bez reszty postacie ze starej PZPR-owskiej nomenklatury typu były
członek Biura Politycznego KC PZPR, a w 1990 r. prezes Narodowego Banku
Polskiego Władysław Baka czy były minister rządów PRL-owskich, a w 1990
prezes Banku PKO Marian Krzak, prezes Pekao SA Marian Kanton i jego
zastępca Janusz Czarzasty, Bogusław Kott - prezes Big Banku, Krzysztof
Szwarc - prezes Banku Rozwoju Eksportu, czy też Andrzej Wróblewski -
przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Śląskiego, minister finansów w
rządzie Mieczysława Rakowskiego.

Ten teoretyk, nie mający zielonego pojęcia o praktyce
funkcjonowania gospodarki, był wprost niewolniczo uzależniony od
swych PZPR-owskich pomagierów. Byli oni wielce usłużni wobec
Balcerowicza,
ale nie bezinteresownie. Zajmując kierownicze stanowiska,
wykorzystywali dostęp do najtajniejszych
informacji gospodarczych w celu przyśpieszonego tworzenia fortun dla
siebie i "kolesiów"
w ówczesnych "przełomowych" czasach.
Wpływowe zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, kręgi gospodarcze, a
także MFW, gorąco popierały "dogadanie się" z czołowymi komunistami w
Polsce (i na Węgrzech) w oparciu o zabezpieczenie sobie nawzajem
realizacji podstawowych celów na zasadzie wzajemności. Dla przywódców
komunistycznych celem tym było utrzymanie w swych krajach centralnych
pozycji, zwłaszcza w życiu gospodarczym, w okresie po rozpoczęciu
transformacji systemowych. Dla przedstawicieli zaś Zachodu najważniejsze
w Europie Środkowej było dalsze spłacanie odpowiednio oprocentowanego
zadłużenia z czasów komunistycznych. Jak zwykle dla Zachodu pieniądz
(money, money...) miał dużo większe znaczenie niż względy
moralno-wolnościowe.
Balcerowicz nieprzypadkowo stał się głównym gwarantem spłaty
polskiego zadłużenia wobec Zachodu. Jeszcze w 1989 r. stanowczo
stwierdził w Sejmie, że trzeba jak najszybciej spłacać komunistyczne
długi, aby nie wywołać zaniepokojenia zachodnich bankierów. Rzecz w tym,
że właśnie w latach 1989-1990 istniała bezpowrotnie zmarnowana przez
Balcerowicza szansa całkowitego anulowania polskich długów wobec
Zachodu. Była na to koniunktura ale szybko się skończyła ze względu na
całkowitą niechęć Balcerowicza do zajęcia się tą sprawą. Usłużność
Balcerowicza wobec MFW i czołowych przedstawicieli amerykańskiego
establishmentu przyniosła mu ogromne profity.
Zachodnie naciski na rzecz utrzymania dominacji Balcerowicza w
polskim życiu gospodarczym miały gruntowne uzasadnienie w fakcie jego
ogromnej usłużności wobec różnych zachodnich lobby finansowych. I to nie
tylko amerykańskich.
Na przykład członkiem Rady Ekonomicznej, tak znaczącego
ciała doradczego przy prezesie Rady Ministrów, był w 1990 r. ówczesny
gubernator banku centralnego Izraela Michael Brun.
Człowiek ten był wtajemniczony w najgłębsze tajniki naszej
gospodarki, takie jak zmiany kursu złotego do dolara - wiadomość na wagę
złota dla spekulantów. W liście do Balcerowicza wysuwał on swoje
sugestie w tej sprawie. Kto nie wierzy, niech zajrzy do książki
Balcerowicza "800 dni". Czy za takie zjawiska, jak dopuszczenie
wpływowego cudzoziemca do kluczowych polskich tajemnic finansowych, nie
należało postawić Balcerowicza przed Trybunałem Stanu?
Balcerowicz, jako wicepremier i minister finansów, był szczególnie
mocno odpowiedzialny za niebywały bałagan w podlegającym mu resorcie.
Jakże wymowne pod tym względem i szokujące zarazem były informacje
zawarte w zamieszczonym 18 sierpnia 1991 r. w "Tygodniku Gdańskim"
wywiadzie z dyrektorem Anatolem Lawiną, wysokim urzędnikiem Najwyższej
Izby Kontroli. Powiedział w nim m.in.: "Najdramatyczniejsze i
najbardziej niebezpieczne jest - używając języka więziennego - dojście
do 'przekrętów' finansowych i to na wielką skalę. Tak jest w bankach,
przedsiębiorstwach handlu zagranicznego, w Ministerstwie Współpracy z
Zagranicą. A Ministerstwo Finansów? Nie znam żadnej sprawy, która by
była tam rzetelnie udokumentowana i załatwiona... Ministerstwo Finansów
robi wszystko, by zatuszować sprawę nadużyć i bałaganu".
Kierownictwo resortu finansów z L. Balcerowiczem na czele było
bezpośrednio odpowiedzialne za fatalne zaniedbania w funkcjonowaniu
systemu bankowego, który już w 1989 r. powszechnie oceniano jako
skandaliczny (por. np. wywiad z prof. Antonim Kuklińskim dla "Życia
Warszawy" z 9 grudnia 1989 r.). Co więcej, sam wicepremier Balcerowicz
dawno przyznał, że "system bankowy jest przedmiotem uzasadnionej
krytyki". Potem jednak minęły miesiące, wreszcie rok, a potem znów
kolejne miesiące bez naprawy tego fatalnego systemu, aż wreszcie doszło
do afery Art. B, która obnażyła wszystkie skutki opóźnienia reformy
bankowości polskiej, za co osobiście ponosi odpowiedzialność właśnie
Balcerowicz.
W 1991 r., pod koniec gospodarczej dyktatury Balcerowicza,
powszechnie mówiono o jego odpowiedzialności za fatalny stan
funkcjonowania systemu bankowego. W tej prawie z ostrą krytyką pod
adresem ministra finansów wychodzili nawet czołowi liberałowie z partii
Jana Krzysztofa Bieleckiego. Warto choćby przypomnieć, co mówił wówczas
na temat Balcerowicza obecny przywódca PO Donald Tusk. Otóż,
wypowiadając się w imieniu KLD w początkach 1991 r., Tusk stwierdził, że
liberałowie mają obiekcje do działalności Balcerowicza jako "ministra
finansów, zwłaszcza z powodu dysfunkcjonalności systemu bankowego" (!)
(cyt. za: T. Roguski "Liberałowie liczą na sukces", "Rzeczpospolita", 4
września 1991 r.). Dziś ten sam Tusk dosłownie idzie w zaparte, by
wybronić wszelkie przejawy działań Balcerowicza.
Leszek Balcerowicz ponosi główną odpowiedzialność za aferę Art.-B oraz super aferę Przekształceń Własnościowych!
Kiedy Bagsika postawiono przed sądem, on, prezes NBP, nie zrobił nic,
aby odzyskać pieniądze ukradzione jego bankowi. Przekrętów w dziedzinie
bankowości było wiele. Polska i jej obywatele byli rabowani i
eksploatowani przez polski system bankowy na wszelkie możliwe sposoby.
Nasze banki przeszły w obce ręce w bardzo podejrzanych okolicznościach.
Opłaty, jakie pobierają za swe usługi, są z reguły
kilkakrotnie wyższe niż w innych krajach. Procenty od udzielanych
pożyczek są lichwiarskie. Stosowana jest stopa procentowa hamująca
rozwój naszej gospodarki. Nasze rezerwy dewizowe są przechowywane w
obcych bankach za granicą na bardzo niski procent, gdy równocześnie nasz
rząd musi zaciągać pożyczki, często w tych samych bankach
zagranicznych, na procent dużo wyższy od tego, który otrzymujemy za
ulokowane tam kapitały. Naszych niemałych rezerw dewizowych,
wynoszących ponad 30 mld dolarów, nie wykorzystuje się na inwestycje,
przyspieszenie rozwoju lub podwyżki płac.
Dzięki balcerowiczowskim reformom obrabowano miliony Polaków. Tym,
którzy mieli
oszczędności i należności u państwa, pieniądze zdewaluowały się prawie
do zera, ci natomiast, którzy mieli u państwa długi, zostali
doprowadzeni do ruiny dzięki galopującemu wzrostowi oprocentowania. Byli
i tacy, którzy do zaciągniętych pożyczek dopłacili całym majątkiem,
stracili wszystko i dziś wegetują na łasce rodziny.
Od czasów Hammurabiego, tj. od prawie 5000 lat, kodeksy wszystkich
państw cywilizowanych zawierają przepis, że kiedy złodziej zostaje
skazany za kradzież, sąd przysądza zarazem okradzionemu zwrot tego, co
mu złodziej ukradł.
Przepis taki istnieje także w polskim prawie karnym, które w artykule
52 kodeksu postępowania karnego zobowiązuje sąd, kiedy okradzionym jest
państwo, do przysądzenia mu z urzędu zwrotu złodziejskiego łupu. Ale w
procesie przeciw Bagsikowi o kradzież 420 mln dolarów i sędziowie, i
prokuratorzy wszystkich instancji, z Sądem Najwyższym włącznie,
postąpili wbrew prawu, robiąc złodziejowi prezent z naszych pieniędzy.
Obowiązku upomnienia się o zwrot 800 mln dolarów nie dopełnił także
prezes Narodowego Banku Polskiego, Leszek Balcerowicz, popełniając w
ten sposób przestępstwo z art. 231 § 1 kodeksu karnego (niedopełnienie
obowiązku służbowego połączone z wielką stratą państwa), za co powinien
zostać skazany na karę dożywotniego więzienia. Ścigani też powinni być
sędziowie i prokuratorzy, którzy sądzili Baksika
Plan Balcerowicza był zawarty w formie ustawy i zakładał m.in. :
- Pełną liberalizację rynku, likwidację kontroli cen przy
jednoczesnym ograniczeniu płac w formie podatku od ponadnormatywnych
wynagrodzeń w firmach państwowych (popiwek).
- Stabilizację – ograniczenie inflacji i wprowadzenie stabilnej i
wymienialnej waluty jaką miał być dolar wart 9500 zł, przy dewaluacji
rocznej na poziomie 9,6 %.
- Prywatyzację przedsiębiorstw państwowych.
- Niską indeksację płac (0,3-0,4).
- Bardzo wysokie oprocentowanie kredytów również wcześniej udzielonych.
- Tylko częściową rewaloryzację oszczędności bankowych.
Efekty Planu Balcerowicza:
- Roczna inflacja w 1990 roku miała być na poziomie kilku %, a w
rzeczywistości wyniosła ona 600 %, a zakładany poziom inflacyjny
osiągnął wartość jednocyfrową dopiero w 1999 roku (zdławienie inflacji
miało zająć pół roku).
- Średnie ceny w roku 1990 wzrosły 6-7 krotnie.
- Realne płace spadły o 25 %.
- Wartość przeciętnej emerytury, czy renty spadła o 19%.
- Dochód netto z rolnictwa na jednego pracującego spadł o ponad 60%.
- Poniżej minimum egzystencji w 1993 roku było aż 40% ludzi.
Jego działalność jako ministra finansów dwukrotnie była
przedmiotem sejmowego postępowania w sprawie odpowiedzialności
konstytucyjnej. W obu przypadkach Sejm oczywiście umorzył postępowanie: w
1993 i 1994.
W 1995 powrócił do działalności politycznej, obejmując w kwietniu
tego roku stanowisko przewodniczącego Unii Wolności. W wyborach
parlamentarnych we wrześniu 1997 z listy tej partii zdobył mandat posła
na Sejm III kadencji.
W rządzie Jerzego Buzka po raz trzeci objął stanowiska wicepremiera i
ministra finansów, zajmując je w okresie od 31 października 1997 do 8
czerwca 2000, tj. do czasu rozpadu koalicji AWS-UW.
Jesienią 2000 zrezygnował z kandydowania na kolejną kadencję
przewodniczącego Unii Wolności. 22 grudnia tego samego roku został
wybrany przez Sejm stosunkiem głosów 226:214 na prezesa Narodowego Banku
Polskiego (zrzekł się wówczas mandatu poselskiego). Pełnił tę funkcję
od 10 stycznia 2001 do 10 stycznia 2007 i jako prezes NBP od 1 maja 2004
wchodził z urzędu w skład Rady Ogólnej Europejskiego Banku Centralnego.
W latach 1992–2000 przewodniczył radzie naukowej Fundacji Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE.
We wrześniu 2007 stanął na czele założonej przez siebie fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.
W czerwcu 2008 został przewodniczącym rady nadzorczej europejskiego
think tanku Bruegel. W październiku tego samego roku został
wiceprezydentem International Atlantic Economic Society oraz członkiem
grupy roboczej Unii Europejskiej mającej szukać sposobów wyjścia z
kryzysu ekonomicznego
Żonaty z Ewą Balcerowicz. Ma troje dzieci: Macieja (ur. 1972), Wojciecha (ur. 1980) i Annę (ur. 1984).
Ewa Balcerowicz (ur. 1953) − ekonomistka,
przewodnicząca rady i była prezes zarządu fundacji Centrum Analiz
Społeczno-Ekonomicznych (CASE). Żona Leszka Balcerowicza.
W 1977 ukończyła studia na w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w
Warszawie. Na tej samej uczelni w 1988 uzyskała stopień doktora nauk
ekonomicznych. Od 1992 do 1997 pracowała w redakcji branżowego
miesięcznika "Bank". Zawodowo od 1983 związana z Instytutem Nauk
Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Była współzałożycielem CASE, od
1991 pełniła funkcję wiceprezesa zarządu, w latach 2004–2008 zajmowała
stanowisko prezesa zarządu, a następnie stanęła na czele rady tej
fundacji.
Należy m.in. do Towarzystwa Ekonomistów Polskich