niedziela, 17 maja 2026

               ELITY - DRUGI GARNITUR

                           Piotr Krzysztof Kadlčik

 

 

 ur. 11 stycznia 1962 w Warszawie) – żydowski filolog, tłumacz i działacz społeczny.

Od 2001 przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w War­sza­wie, a od 2003 przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Ży­dow­skich w RP. Promotor wielu akcji i spotkań dotyczących kultury i obyczajowości żydowskiej. Jest zawodowym tłumaczem języka czeskiego i angielskiego.

W czerwcu 2007 został członkiem zarządu Europejskiego Kongresu Żydów. Jest członkiemzałożycielem. B’nai B’rith Polska, re­ak­ty­wo­wa­ne­go w 2007.

Działalność B’nai B’rith w Polsce przerwał dekret Prezydenta Rzeczypospolitej Mościckiego z 22 listopada 1938 roku, rozwiązujący organizacje masońskie i antypolskie w Polsce.

Po blisko 70 latach nieobecności w Polsce - B’nai B’rith odrodziła się niczym hybryda!

Żydowskie Stowarzyszenie B'nai B'rith w Rzeczypospolitej Polskiej (B'nai B'rith – Loża Polin)– międzynarodowa, żydowska, organizacja masońska, będąca filią międzynarodowych stowarzyszeń B'nai B'rith .
B’nai B’rith po hebrajsku Synowie przymierza B'nai Brith została restaurowana ponownie w Polsce 9 września 2007. Obecnie nosi nazwę B’nai B’rith – Loża Polin. Głównymi ojcami odrodzenia tej organizacji w Polsce są Michel Zaki z Antibes oraz Witold Zyss z Paryża. Siedziba stowarzyszenia znajduje się w Warszawie, w budynku Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich, przy ulicy Twardej 6.
Członkiem może zostać osoba fizyczna, która ma i deklaruje tożsamość żydowską, świecką bądź religijną, opartą na pochodzeniu żydowskim (z ojca lub matki) lub na konwersji na judaizm (np. Janusz Palikot).

Tydzień przed Wielkanocą 2010 roku, odbyła się manifestacja przeciwko budowie na warszawskiej Ochocie meczetu(afera meczetowa). To pierwsza tak głośna akcja dotycząca problemu, który w zachodniej Europie od dawna rozbudza emocje. Ale zwolennicy powstania muzułmańskiej świątyni w stolicy Polski nieoczekiwanie znaleźli wsparcie w pewnej organizacji, o której istnieniu większość Polaków nie ma pojęcia, choć skupia znaczące postaci życia publicznego.

Otóż zaraz po manifestacji ukazało się oświadczenie B’nai B’rith Polin, przedstawiającego się jako„stowarzyszenie polskich Żydów”. W oświadczeniu czytamy, że „protest przeciwko budowie meczetu w Warszawie jest niezrozumiały i niczym niewytłumaczalny. Rozbudzanie nastrojów antyarabskich w niczym nie różni się od podsycania antysemityzmu. (…) Ten obecny protest nielicznych – na szczęście – warszawiaków jest jak przeniesiony z czasów nawoływań do pogromów antyżydowskich przed stu laty w carskiej Rosji czy czasów tworzenia imperium Hitlera w III Rzeszy”. Na koniec B’nai B’rith Polin wzywa protestujących, by „przestali kalać dobre imię Polaków i Polski, kraju szczycącego się tysiącletnią tradycją tolerancji”.

B’nai B’rith Polin poucza Polaków jak mają żyć we własnym kraju ale milczy jak żydzi traktują Palestyńczyków w Izraelu!!!

Oświadczenie opublikował w całości stołeczny dodatek „Gazety Wyborczej”, nie informując jednak czytelników, czym jest owo stowarzyszenie.

15 grudnia 2009 został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderem Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce oraz za zasługi dla odrodzenia polskiej społeczności żydowskiej w wolnej Polsce.

Piotr Kadlčik jest synem lekarki Joanny Cholewickiej-Kadlčik (zm. 10 sierpnia 2005 w Warszawie), działaczki i lekarza pediatry, ocalonej z Holocaustu. W 1993 założyła ona Przychodnię Rehabilitacyjną dla Dzieci i Młodzieży w Warszawie, której kierowniczką była do jesieni 2001. Od 2000 do śmierci działaczka Komisji Pomocy Społecznej przy ZGWŻ.

Piotr Kadlčik jest wielkim zwolennikiem mordów rytualnych dlatego, silnie lobbował na rzecz legalizacji uboju rytualnego w Polsce ale na szczęście bez skutku!

Tak Żydzi mordują zwierzęta !

 



sobota, 16 maja 2026

             ELITY - DRUGI GARNITUR

                             Dariusz Jerczyński

 

Dariusz Jerczyński
 

Dariusz Jerczyński (ur. 26 stycznia 1968 w Katowicach) – śląski publicysta historyczny, autor prac o historii Śląska, publicysta miesięczników "Czas Górnośląski" i "Jaskółka Śląska", działacz władz Ruchu Autonomii Ślaska w latach 2001-2007 i kandydat tego stowarzyszenia w wyborach do Sejmiku Śląskiego (2002 i 2006), członek drugiego Komitetu Założycielskiego Związku Ludności Narodowości Śląskiej od momentu jego powstania w 2004, zwolennik niepodległości Śląska, sekretarz główny Śląskiego Ruchu Separatystycznego wrogo nastawiony do Polski.

Od 2001 roku jego artykuły pojawiały się regularnie na łamach "Jaskółki Śląskiej" – miesięcznika Ruchu Autonomii Śląska i "Czasu Górnośląskiego".

15 września 2001 na zamku arcybiskupim w Kromĕřižu przebywała delegacja Ruchu Autonomii Śląska w skład, której weszli: Józef Gwóźdź, Andrzej Roczniok i Dariusz Jerczyński, którzy przybyli tam na zaproszenie 5 największych organizacji morawskiej mniejszości narodowej w Republice Czeskiej, które tego dnia powołały Związek Morawian, mający reprezentować całą morawską mniejszość narodową wobec władz w Pradze. Ponadto reprezentanci Morawian oraz trzej delegaci RAŚ omawiali kształt Rady Moraw i Śląska, mającej być wspólną reprezentacją Morawian i Ślązaków w jednoczącej się Europie pod protektoratem Niemiec.

W 2002 i 2006 kandydował z listy RAŚ do sejmiku województwa śląskiego, jednak komitet wyborczy ani razu nie przekroczył progu wyborczego 5% głosów w skali województwa.

2 października 2006 roku Dariusz Jerczyński obok Rocznioka i Kozubka sygnował pismo Związku Ludności Narodowości Śląskiej do sekretarza generalnego Rady Europy w kwestii ignorowania przez polskie władze śląskiej grupy narodowościowej. 28 kwietnia 2007 wraz z Roczniokiem sygnował pismo do UNESCO w kwestii sprzeciwu do postulowanej przez władze Polski zmiany nazwy były obóz koncentracyjny KL Auschwitz na były niemiecki, nazistowski [...].

22 maja 2004 roku opolski historyk Dariusz Ratajczak złożył do opolskiej Prokuratury Rejonowej doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa skierowane przeciwko autorowi (Dariusz Jerczyński) i wydawcy (Andrzej Roczniok) książki "Historia Narodu Śląskiego". Sugerował on, że zawarte na okładce hasło "Niech żyje niepodległy Śląsk" wyczerpuje znamiona przestępstwa nawoływania do naruszenia integralności terytorium państwa polskiego. Katowicka prokuratura (która przejęła śledztwo ze względu na miejsce wydania książki) ostatecznie umorzyła postępowanie, „nie doszukując się znamion przestępstwa”

                                                                     www.yelita.pl

 

Jak rabuje się Polaków na „plastikową butelkę”?

Wiceminister Anita Sowińska stwierdziła, że od startu systemu kaucyjnego wprowadzono 2,8 miliarda opakowań kaucyjnych. Zebrano z powrotem 800 milionów sztuk. Skuteczność zbiórki szacowana jest na 28,5 procenta. Oznacza to, że przez siedem miesięcy Polacy nie odebrali ponad miliarda złotych z systemu kaucyjnego.

W tej informacji zawartych jest kilka istotnych stwierdzeń sprawiających nieodparte wrażenie, że cały system zbiórki plastikowych butelek nie tylko został nieprawidłowo przygotowany, ale także, że najzwyczajniej zupełnie nie działa. Skuteczność systemu kaucyjnego na poziomie niższym niż 30 procent po ponad pół roku działania należy uznać za katastrofę, bo zbiórka takich opakowań powinna osiągać wartości rzędu 90 procent, by zrealizowany został prawdziwy cel takiego działania. W założeniach takie rozwiązanie powinno zaoszczędzić producentom kosztów produkcji i energii potrzebnej do wytwarzania nowych opakowań, a środowisku naturalnemu i ludziom zapewnić możliwie najzdrowsze warunki dalszej egzystencji. Tymczasem z celów odnoszących się do ochrony środowiska, zmniejszenia wykorzystania źródeł energii i ułatwienia życia Polakom pozostały senne marzenia i nierealne, puste polityczne obietnice.

Największy operator systemu Kaucja.pl podał własne dane do kwietnia 2026 roku. Według tych danych do systemu wprowadzono 1,7 miliarda opakowań kaucyjnych, zebrano od klientów 410 milionów sztuk opakowań kaucyjnych, pobrano 850 milionów złotych kaucji, zwrócono klientom 210 milionów złotych kaucji, a na koncie operatora Kaucja.pl znajduje się 645 milionów złotych. Według tych informacji skuteczność zbiórki opakowań, czyli liczba zwróconych opakowań do systemu w stosunku do liczby opakowań wprowadzonych do systemu, wynosi zaledwie 24 procent. Różnica natomiast między wartością za opakowania kaucyjne, jaką Polacy zapłacili, a jaką teoretycznie odebrali, wyniosła 645 milionów złotych. Te nieodebrane pieniądze znajdują się na kontach potężnych korporacji. Stan taki dotyczy tylko operatora Kaucja.pl, który zgromadził blisko 650 milionów złotych z tego tytułu. Pozostały ponad miliard opakowań plastikowych (2,8 miliarda – 1,7 miliarda = 1,1 miliarda opakowań) mógł wygenerować przychody około 500 milionów złotych „zysków” koncernów (1 000 000 000 opakowań × 0,5 = 500 000 000 zł). Łącznie szacowana kwota tych „zysków” dla koncernów, wyjętych z kieszeni Polaków, mogła wynieść nawet miliard dwieście–miliard trzysta milionów złotych. Przyszły poziom „zysków” z całego roku z tytułu nieodebranych kaucji może osiągnąć nawet 2,5–3 mld zł, a jest to kwota, którą nie pogardziłyby ośrodki służby zdrowia, przeznaczając ją w całości na niezbędne badania dla pacjentów.

Wśród założycieli operatora Kaucja.pl są takie firmy jak The Coca-Cola Company, PepsiCo, Maspex i Nestlé. Drugim operatorem jest OK należący do Lidl i Kaufland, czyli do niemieckiej grupy Schwarz. Środki pieniężne niezwrócone klientom pozostają na kontach operatorów i według ustaleń mogą zostać przeznaczone na „koszty operacyjne”, „rozwój systemu” czy „działania doradcze”. Według niektórych specjalistów zajmujących się tematem granica między realnie poniesionym kosztem a transferem wartości do udziałowców jest w praktyce niemożliwa do uchwycenia bez szczegółowego nadzoru. Oznacza to najzwyczajniej, że środki zgromadzone na rachunkach bankowych operatorów z tytułu nieodebranych przez klientów kaucji mogą trafić bezpośrednio jako zysk z działalności — „po odpowiednich przekształceniach księgowych” — do właścicieli korporacji skupionych w grupach o malowniczych nazwach Kaucja.pl lub OK. W dużym uproszczeniu można stwierdzić, że środki mające posłużyć ochronie środowiska, zmniejszeniu zanieczyszczeń, ograniczeniu zużycia energii i wody zostały przetransferowane od ciężko pracujących Polaków do kieszeni zagranicznych korporacji za zgodą i przyzwoleniem rządzących, bo żadnych refleksji ani debat w tej sprawie nie zauważono w przestrzeni publicznej.

Ktoś mógłby powiedzieć, że tak robi się interesy „na śmieciach” w Polsce, a szlachetne hasła o obronie klimatu, czystej wodzie, oszczędzaniu energii i redukcji zużycia surowców „poszły się jeb…”. To tragiczny i niszczący obraz.

Toksycznym czynnikiem całej sprawy jest to, że środki z nieodebranej kaucji powinny w całości trafiać na ochronę środowiska w Polsce, na opiekę nad zwierzętami, na ogrody zoologiczne i do tych naukowców w Polsce, którzy realnie coś robią w imię prawdziwej ochrony środowiska. Zamiast tego środki te zasilają obce kieszenie i obce gospodarki, które i tak z Polski bardzo często czynią sobie finansowe Eldorado, wyciągając w różny sposób miliardy w przeróżnych „sprytnych” działaniach. Rządzący jakoś nie dostrzegają tematu, bo być może cały system tak „sprytnie” razem z operatorami spreparowali. Cały ten system można określić jako niemal darmowe urządzenie do robienia miliardów na nieświadomych sytuacji Polakach, którym wmawia się, że dzięki temu będą mieli czystą wodę, czyste powietrze i czyste środowisko. Jedyne, co może im zostać po takich działaniach, to „czyste konto” w banku.

System kaucyjny od samego początku mógł zostać celowo przygotowany w taki sposób, by nieodebrane kaucje trafiały do prywatnych kieszeni potężnych zagranicznych koncernów handlowych. Celowo może brakować automatów, celowo mogą one nie działać, celowo mogą pojawiać się problemy w obsłudze. Takie działania tylko powiększają zyski koncernów, bo butelki i tak nie giną, a trafiają do śmieci, gdzie mimo wszystko są w jakiejś formie odzyskiwane, co powoduje oszczędności na surowcu i energii. Środki nieodebrane — po możliwych odpowiednich przekształceniach księgowych — stanowią ogromne zyski, co skutkuje kolejnymi inwestycjami opanowującymi dany rynek. Rządzący, jak widać nie bez powodu, nie przeprowadzili sumiennej akcji mającej na celu reklamowanie systemu kaucyjnego w środkach masowego przekazu. Z jednej strony liczyli się ze społecznym odbiorem tej „akcji”, a z drugiej strony mogli wiedzieć, jak wielka skala „rzekomych braków i niedociągnięć” się wydarzy.

W wielu miejscach w Polsce, ze względu na „brak surowca do odzysku”, czyli „zubożone śmieci o plastikowe butelki”, oraz wzrost kosztów energii, firmy zajmujące się oczyszczaniem i składowaniem śmieci podniosły ceny za wywóz odpadów. Były to podwyżki sięgające nawet 30 procent. Można się zastanowić, czy firmy zajmujące się wywozem śmieci, także z zagranicznym kapitałem, nie zorganizowały całej ekologicznej akcji razem ze swoimi partnerami handlowymi w szlachetnym celu „ochrony środowiska naturalnego”, przy jednoczesnym zainkasowaniu wielomilionowych „zysków”.

Ostatecznie polski klient zapłacił w skrajnym przypadku 30 procent więcej za wywóz i składowanie śmieci, a także zapłacił potężnym koncernom dodatkowo opłatę kaucyjną, która nieprzerwanie rośnie na kontach koncernów zajmujących się intratnym interesem śmieciowym. Skutek jest taki, że Polakom wydrenowano kieszenie, a śmieci jak były, tak są w Polsce i trafiają na wysypiska lub do punktów odzyskujących surowiec dla tych samych zagranicznych koncernów.

Wprowadzony dumnie system kaucyjny uczynił — według niektórych polityków — z Polaków „śmieciarzy” biegających z pełnymi torbami plastikowych butelek po marketach i dbających o to, by nie zgnieść żadnej plastikowej butelki, bo uzyskają zamiast 50 groszy za sztukę tylko 10 groszy. Dodatkowo w domach i mieszkaniach muszą te butelki składować i dbać, by przypadkiem się nie zgniotły lub nie zabrudziły. Potem grzecznie pakują je w worki i jadą z nimi do zagranicznego marketu lub zagranicznej sieci handlowej, by tam po oczekiwaniu w kolejce dumnie odzyskać kilka złotych z tego, co sami zapłacili w ubiegłych tygodniach. Wielu z nich, widząc takie utrudnienia, wyrzuca butelki lub pozostawia je w różnych miejscach, by być może ktoś zebrał je i pobiegł do automatu uzyskać 10 lub 50 groszy za sztukę.

W pewien sposób jest to jawne upokorzenie wielu milionów Polaków, których traktuje się jako zbieraczy i kolekcjonerów odpadów, na których oddanie muszą poświęcić czas, paliwo i pieniądze. Nie wychodzą oni na tym nawet na zero, bo ponoszą koszty, a dodatkowo wielu z nich nie oddaje plastikowych butelek.

Szczytem bezczelności i szerzenia „makabrycznych wzorców dla młodego pokolenia” jest wychwalanie jakiegoś chłopaka, który zebrał plastikowych butelek za tysiąc pięćset złotych i stawianie go na piedestale niczym bohatera narodowego. Ten chłopak zamiast biegać po śmietnikach i wysypiskach powinien się uczyć lub znaleźć normalną pracę, która zapewni mu wartościową przyszłość, by mógł on i jego dzieci budować wartościowy kraj na tych ziemiach. Promuje się takie wzorce, takich „chłopaków”, bo system kaucyjny nie działa i widać to powszechnie, więc należy rozpropagować wśród młodych, być może nieposiadających dochodów ludzi, masowe zbieranie plastikowych butelek. To jest szkoła? To jest wychowanie młodzieży? Nie — to tragedia i świadome niszczenie młodej, wartościowej tkanki narodu.

W rzeczywistości to koncerny powinny w ramach swojej działalności finansowej pokrywać wszystkie koszty związane z ochroną środowiska i ponownym wykorzystaniem odpadów. To po stronie koncernów i producentów istnieje możliwość korzystania z odpowiedniej technologii, dystrybucji i sprawdzonych wzorów logistycznych. To koncerny generują ogromne zyski i kształtują procesy sprzedaży. Podobne koszty ochrony środowiska powinny też obciążać sieci handlowe mające czasami niemały udział w zyskach koncentrujących się na masowej dystrybucji, ekspozycji i sprzedaży towarów. Klient powinien być chroniony przed działaniami mającymi go obciążać dodatkowymi opłatami, które i tak bardzo często znajdują się już w cenie produktu. Gdy pojawia się okazja, by „szlachetnie podbić środowiskowo cenę”, żaden koncern czy sieć handlowa nie będzie się zastanawiała nawet minuty. Klient powinien też mieć możliwość przeznaczenia części lub całości swojego podatku na prawdziwą ochronę środowiska naturalnego w rocznym zeznaniu podatkowym. Podobne ulgi lub odpisy podatkowe powinny być dostępne dla firm, które rzeczywiście inwestują w prawdziwą ochronę środowiska naturalnego w Polsce.

Zamiast systemu kaucyjnego powinien zostać zorganizowany prawdziwy system dla całego kraju, polegający na gromadzeniu, zarządzaniu, dystrybucji i segregowaniu odpadów. To musi być potężny projekt zaczynający się od prawidłowej segregacji i przekonania obywateli Polski — za pomocą wielu akcji — że takie działania są korzystne dla nich i dla środowiska. Odpady i śmieci powinny być po przetworzeniu za pomocą określonych technologii źródłem energii i surowców, a nie zalegającymi nikomu niepotrzebnymi wysypiskami. Nawet spalanie odpadów może dostarczyć ogromnych ilości energii możliwej do wykorzystania w procesach produkcyjnych, grzewczych lub energetycznych. Śmieci przy odpowiednim wykorzystaniu stanowią cenne źródło surowca i energii. Projekty takie powinny być generowane na poziomie administracji całego państwa, by sukcesywnie wdrażać je w każdym mieście i każdej gminie. Powinny być do tego delegowane odpowiednie departamenty, a także struktury pracownicze. Tylko przy jednolitym działaniu na terenie całego kraju możliwe jest osiągnięcie zarówno oszczędności energetycznych, jak i surowcowych w pewnych działach gospodarki. Projekt taki mógłby być wdrażany przez kilka lat i w miarę działania unowocześniany. W wyniku takich działań mogłoby się okazać, że zniknęłyby wszystkie wysypiska, a ludzie czerpaliby z takiego systemu wymierne zyski. Niektóre kraje już od wielu lat importują miliony ton odpadów z całego świata, by dzięki odpowiedniemu zagospodarowaniu energetycznemu i surowcowemu „tworzyć” z tych śmieci bluzy, kurtki, naczynia i wiele innych rzeczy.

Nie powinno być czegoś takiego, że miliony Polaków biegają z milionami plastikowych opakowań po sklepach i stoją w długich kolejkach, by odzyskać po kilka lub kilkanaście złotych. Miliony Polaków tracą czas i pieniądze. Wielu z nich zamiast spędzić czas z rodziną, zająć się pracą czy choćby pójść na spacer, stoi w kolejkach z plastikowymi butelkami, z wpojonym im pragnieniem ratowania „płonącej planety”.

Środowisko naturalne człowieka to ważna rzecz dla życia, ale metoda i sposób, jakie wybrano, są katastrofalne i niszczące. Nie dość, że Polacy tracą pieniądze, płacąc za to samo dwa razy, to dodatkowo w żaden widoczny sposób nie przyczyniają się do prawdziwej ochrony środowiska naturalnego. Pieniądze z ich portfeli niczym niebieskie ptaki ulatują na prywatne konta, gdzie te środki być może faktycznie inwestowane są w ochronę środowiska, ale nie dzieje się to w Polsce i nie jest robione dla dobra Polaków.

Idea ochrony środowiska naturalnego jest ze wszech miar słuszna. Problem polega na tym, że działania, jakie są podejmowane, w żaden sposób nie ratują środowiska. Działania te rujnują budżety domowe Polaków i nie skutkują zamierzonymi celami. Dodatkowo upokarzają dumny naród, który biega z pustymi plastikowymi butelkami po marketach niczym biedacy z podbitego kraju nad Wisłą. Trzeba mieć nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy zmienią ten „skok na kasę” w realną pomoc środowisku, przyrodzie i ludziom mieszkającym w Polsce.

Autorstwo: Criswhite
Źródło: WolneMedia.net

piątek, 15 maja 2026

                         ELITY - DRUGI GARNITUR

                                       Grzegorz Jaszuński

 

 

 Grzegorz Jaszuński, ur. 25 X 1910, Pe­ters­burg, zm. 20 XI 2001, Warszawa, mąż Zofii Kuratowskiej, dziennikarz, pub­li­cy­sta;
1944–48 w redakcji "Robotnika", 1949-81 "Ży­cia War­sza­wy” (1949 korespondent zagr. w Nowym Jorku, 1959–60 w Lon­dy­nie), od 1989 „Tygodnika Pod­ha­lań­skie­go”; publikacje dotyczące polityki mię­dzy­nar., m.in.: Życie i śmierć Johna Ke­nne­dy’ego (1967), Hiszpański happy end (1979), Meksykańskie fascynacje (1981), Kawał świata... (1993, wspólnie z żoną).

Należał do najskrajniejszych prokomunistycznych politruków po 1989 r. znany głównie jako "mąż swojej żony", czyli wicemarszałek Sejmu, a później ambasador RP w RPA Zofii Kuratowskiej, jednej z liderek lewego skrzydła Unii Wolności i znanej obrończyni praw lesbijek i ho­mo­sek­su­a­li­stów. W tekście do książki Ruty Pragier: "Żydzi i Polacy", przedstawiającej wywiady z różnymi znanymi osobami żydowskiego pochodzenia, Jaszuński próbował sugerować, że ma bardzo czyste sumienie, akcentując: "Pisałem, co chciałem". A co chciał, świadczą m.in. trzy książki Ja­szuń­skie­go, specjalisty od fałszowania spraw mię­dzy­na­ro­do­wych, pełne skrajnych ataków na USA. Jedna z nich już w tytule zapowiadała, o co chodzi: "Amerykańska odmiana faszyzmu" (Warszawa 1951). Można się z niej było dowiedzieć, że najaktywniejsi w u­po­wsze­chnia­niu faszyzmu w Stanach Zjednoczonych są bankierzy z Wall Street (!). Jaszuński był też autorem książki "Z polityki niedostatecznie", obrzydliwego paszkwilu na politykę II Rzeczypospolitej.

czwartek, 14 maja 2026

                           ELITA - DRUGI GARNITUR

                               Tomasz Jastrun (Agatsztajn)

 

 

 Tomasz Jastrun [Agatsztajn] (ur. 15 września 1950 w Warszawie) - poeta, prozaik, eseista, reporter i krytyk literacki.

Syn poety Mieczysława Jastruna [Mojsze Agatsztajn] i poetki Mieczysławy Bucz­ków­ny.

Jest dyslektykiem.

Był stałym felietonistą paryskiej "Kultury", gdzie publikował pod pseudonimami Witold Charłamp i Smecz. Na jej łamach, pod pseudonimem Smecz, rozpoczął serię felietonów "Z ukosa", które następnie kontynuował w "Rzecz­pos­po­li­tej" i "Newsweeku" (od czerwca 2007). Pracował także w redakcji "Tygodnika Kulturalnego". Współpracował z Twoim Stylem (felietony "Notatnik erotyczny"). Obecnie (marzec 2009) pracuje w redakcji "Zwierciadła", gdzie publikuje felietony "Czułym okiem" oraz współpracuje z tygodnikiem "Newsweek".

Należał do "Solidarności". Redagował w drugim obiegu pismo literackie "Wezwanie" (1982-1988). W latach 1990-1994 był dyrektorem Instytutu Polskiego w Sztokholmie oraz attache kulturalnym w Szwecji, dzięki "wyjęciu go" z notesu minister kultury Izabelli Cywińskiej. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Jest jednym z inicjatorów protestu przeciwko budowie w Warszawie pomnika ofiar rzezi wołyńskiej dokonanej na polskiej ludności cywilnej przez ukraińskich nacjonalistów z UPA, sam natomiast z sympatią odnosi się do ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego na Ukrainie.

Tomasz Jastrun należy dziś do najskrajniejszych tropicieli rzekomego "polskiego antysemityzmu" i przeciwników tradycyjnego polskiego patriotyzmu.

Doskonały znawca kulis współczesnego życia kulturalnego prof. Zbigniew Żmigrodzki nazwał w swoim czasie T. Jastruna "czołowym przywracaczem PRL-u" ("Niedziela" nr 42 z 1995 r.). I zrobił to nie bez uzasadnienia. Tomasz Jastrun ze szczególną wrogością reagował na każde przypomnienie o łajdactwach, których dopuszczały się w czasach stalinowskich różne pseudoautorytety. Tłumaczył: "Czasy takie, że chwile upadku miał każdy”

Jastrun zwierzał się, że ciarki przechodzą go na myśl, "ilu bęcwałów o niezłych biografiach zajmowało wysokie stanowiska tylko dlatego, że ich nazwiska znajdowały się w czyimś notesie" ("Res Publica" z lutego 1996 r.).

Zwierzenia te skomentował "Tygodnik Solidarność" (nr 13 z 1996 r.). Przypomniano w nim, jak to Jastrun, dzięki "wyjęciu go" z notesu minister kultury Izabelli Cywińskiej, wylądował na stanowisku dyrektora Instytutu Kultury Polskiej w Sztokholmie. O roli Jastruna na sztokholmskiej synekurze napisano: "Jego osiągnięcia na polu krzewienia kultury polskiej nie są Szwedom znane. Ale żeby od razu: 'bęcwał'?".

Ulotniła się gdzieś pozowana posolidarnościowa opozycyjność T. Jastruna i coraz bardziej wychodziło na jaw jego głębokie upodobanie do lewactwa, widoczne choćby w przytaczanych niżej jakże wylewnych zwierzeniach:
"(...) przyznaję uczciwie, że 'Trybuna' przy 'Naszej Polsce' to oaza kultury i zdrowia psychicznego" ("Polityka" z 25 lipca 1998 r.); o redaktorze S. Michalkiewiczu: "Do głowy mi nie przyszło, że ten człowiek będzie mi w roku 1996 bardziej obcy niż generał Jaruzelski (...)" ("Kultura" nr 10 z 1996 r., s. 70);
"Ja też wolę Urbana od księdza Jankowskiego. Na tym polega urok nowych czasów, że wolimy naszych dawnych śmiertelnych wrogów od wcześniejszych przyjaciół" ("Polityka" z 2 listopada 1996 r.);
"Jak się popatrzy na ród Giertycha, Macierewicza i Wassermanna, to można Kwaśniewskiego lubić mimo wszystko" ("Rzeczpospolita" z 20 marca 2005 r.).

Bezpośrednio po śmierci Zbigniewa Herberta T. Jastrun napisał tekst pt. "Pan Herbert", w którym posunął się do niewiarygodnych pomówień pod adresem zmarłego wielkiego polskiego poety ("Polityka" z 8 sierpnia 1998 r.). Zarzucił mu bowiem, że w latach 90. przekroczył granice smaku, dając się rzekomo użyć jako "młot na polskich intelektualistów". Tak określił T. Jastrun ostre rozliczenia Z. Herberta z faktem stalinowskiego uwikłania szeregu znanych intelektualistów. Jastrun zarzucił również Z. Herbertowi, że przez pewien czas usadowił się "w rynsztoku kilku pism". A na koniec posunął się do najgorszego pomówienia, gdy napisał, że: "(...) są choroby, które powodują, że jesteśmy słabsi od swoich demonów. W Polsce osoby publiczne nie cierpią na psychiczne schorzenia. Czy nie czas zerwać z tą tradycją?

W polemikach z inaczej myślącymi Jastrun nie waha się przed sięganiem nawet po broń najbardziej obrzydliwych oszczerstw. Spowodowało to ostrą reakcję Anatola Arciucha, który napisał wręcz o połączeniu przez Tomasza Jastruna koncepcji goebbelsowskich na temat polemiki z niewygodnymi poglądami z koncepcjami komunistycznymi (“Gazeta Polska” 8 września 1994 r.). Wyzwiska, wręcz chamskie słownictwo Jastruna, które przyrównywano już do wymachiwania cepem służą naszemu “europejczykowi” do prób całkowitego równania z ziemią inaczej myślących. Dość typowy pod tym względem był atak Jastruna na książkę Krystyny Czuby Media i władza, jedną z najwybitniejszych książek napisanych w duchu obrony wartości chrześcijańskich w ostatnich latach. Jastrun zaatakował Czubę na odlew, oskarżając ją o rzekomy prowincjonalizm i niską klasę myślenia. Jak “wysoka” jest klasa myślenia samego Jastruna, choćby w spojrzeniu na religię, dobrze ilustruje jego publikowana w “Res Publice Nowej” (nr 7-8/96) chełpliwa opowiastka o tym, jak zwyciężył w starciu z Bogiem o pozyskanie bardzo wierzącej dziewczyny: Najbardziej religijna scena z mojego życia erotycznego. Była bardzo młoda, bardzo wierząca i bardzo ładna. - Jak ty się teraz z tego wyspowiadasz? - zapytałem z nieszczerą troską (...). W odpowiedzi zasłoniła moje oczy dłonią. Patrzyłem nadal - w jej dłoni nie było ani piekła, ani czyśćca, było ciemno, ciepło, pachniało mlekiem i macierzanką.

Patologicznie nienawidzi prof. Jerzego Roberta Nowaka m.in. za jego książkę „Czerwone dynastie” czemu dał upust w swojej wypowiedzi dla Newsweeka

  • Umysłowe pokraki, takie jak Jerzy Robert Nowak, czołowy ideolog medialnego imperium Rydzyka istnieją wszędzie, gdyż mutacje genów i surowe wychowanie prowadzą do wynaturzeń, ale do prawdy nie ma krajów cywilizowanych, gdzie tacy ludzie mogą swoje wydaliny powielać w pismach o dużym nakładzie. Wolność słowa tak, ale nie wydalania gdzie popadnie.

Źródło: Newsweek Polska, 30 lipca 2007


Jastrun powiedział:

  • Jak i kim zapełnić brak Polaków w Polsce? Przyjdzie czas, gdy nieliczni młodzi, którzy jakimś cudem nie wyemigrowali, nie utrzymają licznych starych. Nie ma więc rady, albo musimy nakłonić naród, by się rozmnażał, na co trzeba wielkich środków i dobrej socjotechniki, albo zostaje nam metoda prosta i brutalna – otwarcie bram dla obcych genów, jak uczynił to Zachód.

Źródło: Zwierciadło, nr 6/1928, czerwiec 2007

  • Nie wierzę w Boga, a jednak czuję, że mnie opuścił, skurwysyn!

Źródło: Blog Tomasza Jastruna

  • Rydzyk to Goebbels w koloratce.

Źródło: Blog Tomasza Jastruna


O Jastrunie

  • Ciekawe, że pani Berdychowskiej udało się nakłonić do poparcia tej inicjatywy przedstawicieli braci starszych w osobach prof. Geremka, Agnieszki Holland i Tomasza Jastruna. Ciekawe – bo bracia starsi mają wręcz obsesję zwalczania wszelkiego nacjonalizmu w Polsce. Na Ukrainie najwyraźniej im on nie przeszkadza. Czyżby coś kombinowali z braćmi młodszymi?

Autor: Stanisław Michalkiewicz o proteście przeciw budowie pomnika ku czci Polaków zabitych przez UPA na Kresach Wschodnich

  • Tomasz Jastrun (Smecz), uwielbia smeczować po twarzy (po fizjonomii) kobiety nie należące do Salonu, wytykając im szpetotę fizyczną. Rok temu obsmeczował urodę prezydentowej Kaczyńskiej, a teraz wziął się za twarz i figurę pani minister Fotygi, i to – żeby było dowcipniej – w tym samym akapicie swego felietonu, w którym użył określenia dobre wychowanie.

Autor: Waldemar Łysiak, Gazeta Polska nr 7, 14 lipca 2007


 

Francuzi się dziwią…

W niedzielę 22 marca 2026 roku we Francji odbyły się wybory terytorialne. Podobnie jak u nas — albo może raczej: u nas jest podobnie jak u nich — to w wyborach terytorialnych obsadza się żerowisko, z którego płyną różne gratyfikacje do centrali. Jeśli partia u władzy ma takie zaplecze, może spokojnie spędzić kadencję. Tym razem również, dla gawiedzi — wyborców łykających jak gęsi na pasztet strasburski wiedzę z mediów głównego nurtu — wybory odbyły się jak zawsze. Wszystkie główne partie zadowolone, ulokowały swoich ludzi w ważniejszych miejscowościach, ale…

Paryż, ach ten Paryż — wygrał Emmanuel Grégoire (blok lewicy) — 50,5%, a za nim Rachida Dati (Republikanie i centrum) — 40,5%, potem długo, długo nikt i Sophia Chikirou (radykalnie lewicowa LFI) — 9%. Rachida Dati i Sophia Chikirou są przedstawicielkami pokolenia przybyszów z Afryki Północnej…

Marsylia i Lyon — lewica, Nicea i Tulon uchowały się po prawej stronie. To te bardziej znane miejscowości, ale w tych tylko nieco mniej znanych widać już skutki podmiany Francuzów na przybyszów. To awangarda tych, którzy w następnych wyborach — być może prezydenckich, a na pewno terytorialnych — będą przejmować władzę administracyjną we Francji. Długi marsz przez instytucje zaczął się jeszcze za de Gaulle’a, kiedy z Algierii wraz z ewakuującymi się Francuzami przyjechało do Francji około 90–150 tys. algierskich harkis wraz z rodzinami. Drugie tyle wymordował algierski Front Wyzwolenia Narodowego za współpracę z Francuzami. Potem przez dziesięciolecia imigracja z Afryki Północnej falowała jak sinusoida, przybysze zapuszczali korzenie, dostawali obywatelstwo i prawa wyborcze, ale bardzo wielu z nich co roku jeździło na Ramadan do krajów swego pochodzenia. Francuzkom zaoferowano darmową aborcję i „pigułkę dzień po”. Muzułmanki mają inną mentalność — i rodzą dużo dzieci. To dzięki nim Francja ma najwyższy przyrost naturalny w Europie. Teraz we Francji przybyszów jest już tylu, że w wielu miejscowościach rdzenni Francuzi przegrywają wybory z francuskimi Algierczykami, Marokańczykami czy Tunezyjczykami…

By nie być gołosłownym, poniżej kilka przykładów z ostatnich francuskich wyborów terytorialnych. Nazwy miejscowości (w nawiasach numery departamentów) niewiele mówią Polakowi — tak jak Francuzowi Kielce, Rzeszów, Lublin czy Puławy — ale to właśnie jest Francja. Podstawcie za nazwy francuskich miejscowości nazwy polskich miast — jeśli nie zatrzymamy imigracji definitywnie, podobnie będą się nazywać burmistrzowie polskich miejscowości za jedno lub dwa pokolenia.

Adama Gaye — mer merostwa Mantes-la-Jolie (departament 78), Demba Traore — mer Blanc-Mesnil (93), Ali Diouara — mer La Courneuve (93), Omar Yaqoob — mer Creil (60), Hadi Mebaraki — mer Saint-Fons (69), Issam Benzeghiba — mer Meyzieu (69), Mohamed Boudjellaba — mer Givors (69), Abdelkader Lahmar — mer Vaulx-en-Velin, Abdel-Kader Guerza — mer Dreux (28), Abdelafid Mokhtari — mer Méru (60), Nessrine Menhaouara — mer Bezons (95), Melissa Youssouf — mer Villepinte (93), Sonia Benameur — mer Ris-Orangis (91), Abdelaziz Hamida — mer Goussainville (95), Imene Souid — mer Orly (94), Belkacem Chikh — mer Montmagny (95), Sofienne Karroumi — mer Aubervilliers (93), Bassi Traore — mer Sarcelles…

Francuzi kilkadziesiąt lat temu, tak jak my dzisiaj, nie wierzyli, że tak może się stać — i podobnie jak my dziś nie przeciwstawiali się czynnie narzucanemu im przez masonerię trendowi imigracji, mającemu na celu zastąpienie narodu francuskiego. Dzisiaj już wierzą i płaczą nad losem „Belle France”, która — ich zdaniem — zmierza nieuchronnie ku islamowi, szariatowi i zagładzie jako państwo europejskie.

Autorstwo: Barnaba d’Aix
Źródło: WolneMedia.net

środa, 13 maja 2026

               ELITA - DRUGI GARNITUR

                                  Aleksandra Jasińska-Kania

 

 

 Aleksandra Jasińska-Kania (ur. 15 czerwca 1932 w Mo­s­kwie) – socjolog. Jest córką Bolesława Bieruta i Małgorzaty Fornalskiej. Zamężna z socjologiem Albinem Kanią (1930–1994), mają razem córkę Joannę Małgorzatę.
Zajmuje się teoriami socjologicznymi, problematyką stereotypów i up­rze­dzeń narodowych oraz badaniami wartości spo­łe­cz­nych. Od roku 1956 wykłada na Uniwersytecie Warszawskim.

Studiowała socjologię na Uniwersytecie Warszawskim w latach 1949­-1954. W latach 60. zaangażowana w rozwijanie postulowanej przez Juliana Hochfelda koncepcji "marksizmu otwartego". W roku 1967 obroniła doktorat "Karol Marks a problemy alienacji we współczesnej socjologii amerykańskiej", którego promotorem był Zygmunt Bauman[ w 1953 r. był on razem z Wiatrem autorem poczwarnej panegirycznej książki ku czci "wielkiego" J.W. Stalina]. W roku 1978 habilitowała się na podstawie rozprawy o charakterze narodowym. W roku 1991 otrzymała tytuł profesora.

W latach 70. prowadziła m.in. badania nad władzą lokalną, w latach 80. – pionierskie badania nad postawami Polaków wobec różnych narodów i grup etnicznych, od lat 90. uczestniczy w międzynarodowych badaniach wartości (European Value Study). Współredaktorka dwóch antologii prezentujących współczesną zachodnią myśl socjologiczną: "Elementy teorii socjologicznych" (1975) i "Współczesne teorie socjologiczne" (2006). Wykładała i prowadziła badania na Uniwersytecie Sztokholmskim, U­ni­we­r­sy­te­cie Stanforda i Uniwersytecie Indiany w Bloomington.

Profesor Jasińska-Kania była do marca 2009 r. wpływową członkinią zarządu Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. Jakiś czas temu "wy­ró­ż­ni­ła się" skandalicznym wywiadem, mentorsko pouczającym Polaków, opublikowanym na łamach postkomunistycznego "Przeglądu" z 29 pa­ź­dzie­r­ni­ka 2006 roku. W wywiadzie udzielonym red. Andrzejowi Dryszelowi pt. "Polak to brzmi dumnie?" prof. Jasińska-Kania ostro zaatakowała Polaków jako naród za rzekomą bardzo silną nietolerancję dla mniejszości narodowych i odmiennych od katolików grup religijnych. Według prof. Jasińskiej-Kani: "Polacy są tolerancyjni wobec nietolerancji", a "nasza akceptacja dla grup odmiennych etnicznie i religijnie w ostatnich latach zmalała". Te twierdzenia Jasińskiej-Kani są całkowicie sprzeczne z wy­ni­ka­mi obiektywnych sondaży socjologicznych.

Ewidentnie kłamie, gdy stwierdza, że Polacy dziś lokują się w ścisłej czołówce Europy, jeśli chodzi o podkreślanie dumy narodowej. Rozliczne sondaże pokazują dokładnie coś odwrotnego. Według tych sondaży w ostatnich kilkunastu latach znacząco polepszyły się w Polsce oceny innych narodów, w tym Niemców, Żydów czy Rosjan. Natomiast wyraźnie zaznaczyły się tendencje do katastrofalnie niskiej samooceny Polaków. Według własnych ocen, plasujemy się najniżej w sondażach na temat różnorodnych narodów - jesteśmy w tej tabeli ocen tylko powyżej Cyganów.

W swoim wywiadzie prof. Jasińska-Kania oszczerczo zaatakowała też rząd Jarosława Kaczyńskiego, twierdząc, że "przedstawiciele obecnej władzy mocno stawiają na nacjonalizm i prezentowanie ostentacyjnej religijności". Dla córki zajadłego "internacjonalisty" i targowiczanina, jak widać, program "Patriotyzm jutra", dążenie do odbudowy w Polsce tak zagrożonych w os­ta­t­nich kilkunastu latach tradycji narodowych jest nacjonalizmem!

Jasińskiej-Kani wyraźnie nie podoba się siła przywiązania do rodziny w Polsce. W wywiadzie głosiła: "Uznawane przez Polaków tradycyjne wzory, uświęcone ideałem Świętej Rodziny nie mogą sprostać wy­mo­gom codzienności".
Jasińska-Kania wyraźnie skoncentrowała się na jednoznacznie zde­fo­r­mo­wa­nym pokazywaniu rzekomych zagrożeń dla tolerancji w Polsce, prze­sa­d­nym eksponowaniu problemów dyskryminacji mniejszości narodowych i etnicznych w naszym kraju. Robi to w rozlicznych pracach. Tropicielka rzekomego polskiego nacjonalizmu i ksenofobii jest równocześnie jed­ną z najgorliwszych rzeczniczek upowszechniania marksizmu i zwię­k­sza­nia jego rangi. Na I ogólnopolskiej konferencji naukowej "Aktualność marksizmu" w maju 2005 r. wystąpiła z referatem "Obecność marksizmu we współczesnych teoriach socjologicznych". Była redaktorką około 500-stronicowej pracy zbiorowej "Społeczeństwo", poświęconej staremu partyjnemu politrukowi Jerzemu J. Wiatrowi (przypomnijmy, że w 1953 r. Wiatr był razem z Zygmuntem Baumanem autorem poczwarnej pa­ne­gi­ry­cz­nej książki ku czci "wielkiego" J.W. Stalina). Wydano specjalną ponad 500-stronicową książkę z okazji jubileuszu prof. Jasińskiej-Kani. Zna­mien­ny był zestaw jej autorów. Znalazł się wśród nich m.in. Andrzej Korboński, renegat wśród Polonii, znany z nikczemnych ataków na Polskę i Kościół katolicki w Polsce. Przypomnijmy, że już 16 marca 1979 r. Jan Nowak-Jeziorański w liście do Jerzego Giedroycia potępił "skandaliczne wy­s­tą­pie­nie Andrzeja Korbońskiego, który w materiale skierowanym do Komisji Kongresu proponował, aby USA porozumiało się z Moskwą w sprawie utrwalenia obecnego stanu rzeczy w Europie Wschodniej, u­su­wa­jąc w ten sposób kość niezgody" (por. Jan Nowak-Jeziorański, J.Giedroyc "Listy 1952-1998", Wrocław 2001, s. 487). Jan Nowak-Jeziorański nazwał wy­s­tą­pie­nie A. Korbońskiego "renegackim wy­s­tą­pie­niem, skie­ro­wa­nym prze­ci­w­ko opozycji i liberalizacji w Polsce" (tamże, s. 487). Kor­bo­ń­ski uznał wó­w­czas, "że nie leży w interesie Ameryki udana liberalizacja w Europie Wschodniej, która należy do strefy wpływów ZSRR, ponieważ liberalizacja ta naruszałaby status quo w Europie" (tamże, s. 492).

Wystąpienie Korbońskiego sprowokowało zbiorowy protest przeciw niemu skierowany do naczelnego redaktora paryskiej "Kultury" Jerzego Gie­d­ro­y­cia. Sygnatariusze listu protestacyjnego pisali m.in.: "Postulaty Kor­bo­ń­skie­go wymagały jednak przede wszystkim reakcji moralnej. Wystąpiła ona w postaci jednomyślnego i spontanicznego potępienia go przez polską o­pi­nię publiczną na Zachodzie i jej pisma z 'Kulturą' na czele. Kto występuje przeciwko dążeniom do wolności narodu, który go wydał, zasługuje na określenie, którego wolimy nie używać. Wystarczy stwierdzić, że A. Ko­r­bo­ń­ski wyłączył samego siebie ze zbiorowości ludzi, którzy poczuwają się do związku z narodem polskim i jego aspiracjami do niepodległego bytu" (tamże, s. 536).
Sięgnięcie do takiego zdrajcy i renegata w książce upamiętniającej do­ro­bek Jasińskiej-Kani było szczególnie wymowne! Dodajmy, że wśród a­u­to­rów jubileuszowej księgi ku czci Jasińskiej-Kani figurują również m.in. wspomniany były partyjny politruk Jerzy J. Wiatr, były członek Biura Po­li­ty­cz­ne­go KC PZPR Janusz Reykowski i były pierwszy zastępca dyrektora Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu KC PZPR Włodzimierz Wesołowski. Jak widać, dalej utrzymuje się bardzo silna komitywa między "dinozaurami marksizmu".

Aleksandra Jasińska-Kania opublikowała w 1983 r. w pracy zbiorowej "Godziny zwierzeń" niezwykle panegiryczne wspomnienie o Bierucie i Fornalskiej, wychwalając m.in. ich rzekomą "ogromną skromność" (por. s. 383). Ten panegiryk nie był czymś szczególnie dziwnym w dobie ja­ru­zel­szczy­z­ny kładącej kres polskim nadziejom.

                ELITY - DRUGI GARNITUR                             Piotr Krzysztof Kadlčik       ur. 11 stycznia 1962 w Warszawie) – żydowsk...