czwartek, 23 kwietnia 2026

 

Izraelski dron zrzucił granat na ratowników medycznych


https://www.youtube.com/watch?v=aSYDpDlaTcg


W południowym Libanie doszło do serii niebezpiecznych incydentów z udziałem służb ratunkowych oraz przedstawicieli mediów. Jak informuje agencja Reuters, powołując się na źródła w libańskiej armii, izraelski bezzałogowiec zrzucił granat na ratowników niosących pomoc dwóm rannym dziennikarkom.

Do ataku doszło w miejscowości Tayri, gdzie ekipy ratunkowe próbowały wydobyć kobiety spod ruin zniszczonego budynku. Według relacji wojskowych, w momencie podjęcia próby ewakuacji, dron zrzucił granat bezpośrednio w rejon prowadzonych działań.

W gruzach uwięziona została dziennikarka Amal Khalil. W jej ratowanie zaangażował się Czerwony Krzyż, wykorzystując ciężki sprzęt do odgruzowywania. Druga z poszkodowanych, Zeinab Faraj, doznała lżejszych obrażeń głowy i nóg. Została ewakuowana, choć – jak podają lokalne źródła – transportujący ją ambulans stał się celem izraelskiego ostrzału.

Prezydent Libanu, Michel Aoun, wydał oficjalne oświadczenie na platformie „X”, wzywając Czerwony Krzyż oraz siły międzynarodowe do intensyfikacji działań ratunkowych. Zaapelował również o respektowanie statusu dziennikarzy i bezpieczeństwa osób cywilnych wykonujących obowiązki zawodowe w strefie konfliktu.

Libańskie dowództwo podjęło próbę porozumienia się z siłami izraelskimi poprzez specjalny mechanizm mediacyjny koordynowany przez Stany Zjednoczone, aby zapewnić bezpieczny korytarz dla ekip medycznych.

Sytuacja na południu Libanu pozostaje krytyczna od początku marca, kiedy Izrael rozpoczął ofensywę lądową wymierzoną w infrastrukturę Hezbollahu. Szacuje się, że z terenów objętych walkami uciekło już ok. 1,2 mln osób, po stronie libańskiej jest 2,3 tys. ofiar śmiertelnych. Strona izraelska oficjalnie deklaruje chęć utworzenia strefy buforowej, która ma uniemożliwić ataki rakietowe Hezbollahu na północne regiony Izraela.

Hezbollah działa niezależnie od rządu centralnego w Bejrucie.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: PAP
Źródło: WolneMedia.net


środa, 22 kwietnia 2026

                                 ELITY - DRUGI GARNITUR

                                  Paweł Bogdan Adamowicz

 

 

 (ur. 2 listopada 1965 w Gdańsku) – prawnik, polityk i samorządowiec. W latach 1990–1993 prorektor Uniwersytetu Gdańskiego, przewodniczący rady miasta i następnie od 1998 prezydent Gdańska.

W 1990 został wybrany na radnego Gdańska z ramienia Komitetu Oby­wa­tel­skie­go. W kolejnej kadencji, w latach 1994–1998, pełnił funkcję prze­wod­ni­czą­ce­go rady miasta. Działał wówczas w Partii Konserwatywnej i następnie w Stronnictwie Konserwatywno-Ludowym. W 1998 z listy AWS po raz trzeci został radnym, następnie objął urząd prezydenta miasta. W 2001 znalazł się wśród założycieli regionalnych struktur Platformy Obywatelskiej.

Czuje się bardziej Kaszubem niż Polakiem podobnie jak Donald Tusk dlatego aktywnie działa w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim.

Jego ostatnim osiągnięciem jest promowanie zakazanej prawnie w Polsce – ideologii komunistycznej. Rozkazał wiec swoim urzędnikom aby przywrócili w Gdańsku pamięć o Włodzimierzu Leninie twórcy komunistycznego reżimu o nazwie ZSRR.

Napis "imienia Lenina" zawisł nad stoczniową bramą 14 maja. 2012 roku. Powieszono na niej też napisy znane z sierpnia 1980 r. - "Proletariusze wszystkich zakładów łączcie się", "Dziękujemy za dobrą pracę", a także postulaty strajkowe. Pojawił się też metalowy Order Sztandaru Pracy. Przed zmianą nad bramą wisiał napis "Stocznia Gdańska S.A.". Nowa brama została pomalowana szarą farbą, bo taki właśnie kolor miała konstrukcja z 1980 roku; dotychczasowa była ciemnoniebieska.

Odtworzenie bramy kosztowało prawie 68 tys. zł. z kasy miasta.

Inspiracją do wykonania tych prac były działania przeprowadzone przez gdańską celebrytkę - artystkę Dorotę Nieznalską, tworzącą przede wszystkim najprostsze formy tzw. obiekty rzeźbiarskie i instalacje oraz fotografię. W swojej tzw. sztuce koncentruje się na zwalczaniu katolickiej rzeczywistości i wartości narodowych Polaków. Jej jedynym osiągnięciem była instalacja Pasja czyli tzw. obiekt (zdjęcie męskich genitaliów na krzyżu) a promował tą instalację lokalny dodatek "Gazety Wyborczej" oraz telewizja TVN.

Przeciwko odtworzeniu bramy nr 2 w komunistycznym kształcie pro­tes­to­wa­li posłowie PiS. Anna Fotyga, Andrzej Jaworski i Maciej Łopiński złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza (PO). Ich zdaniem, działanie Adamowicza to zakazane przez prawo propagowanie idei komunistycznych.

Paweł Adamowicz jednak się tym nie przejmuje gdyż jest z tzw. układu i ma mocne poparcie w rządzie Tuska dlatego żaden prokurator nie odważy się go ruszyć. Również nie widać po nim aby chciał zwrócić ze swojej kasy, pieniądze wydane z budżetu miasta na zaspokojenie kaprysów swojej pupilki.

Niestety nie zna on słowa honor

 

„Bonbons” czy „bombs”? Dla służb USA to jedno i to samo!



Gdy 23-letnia Gabriela Saldana, studentka Florida International University, napisała w grupie WhatsApp o „cukierkach” („bonbons”), nie przypuszczała, że kilka godzin później stanie przed sądem z federalnymi zarzutami. Ta sprawa to jaskrawy przykład tego, jak państwowy aparat represji, wyzbyty z resztek zdrowego rozsądku, zamienia językową metaforę w powód do niszczenia ludzkiego życia.

W tej sprawie najbardziej szokujący jest fakt, że w wiadomościach Saldany nie padło ani jedno słowo typu „zabiję”, „podłożę” czy „zdetonuję”. Studentka nie groziła nikomu śmiercią, lecz w sarkastyczny sposób, typowy dla jej pokolenia, poprosiła o „cukierki”. W każdym normalnym społeczeństwie zostałoby to uznane za żart, ale nie w Stanach Zjednoczonych.

Mamy tu do czynienia z ostrą nadinterpretacją. Służby bezpieczeństwa, zamiast chronić obywateli, zajęły się analizą literacką cudzych wiadomości, dopisując do nich wymyślone, krwawe scenariusze. Dla policji i uniwersyteckiej ochrony słowo „bonbons” („cukierki”) oznacza „bomby”, a ironiczne wskazanie winy kolegi za stres egzaminacyjny – wskazaniem współspiskowca. Machina zamordyzmu ruszyła tylko dlatego, że urzędnik „pomyślał”, iż studentka mogła mieć na myśli coś innego, niż napisała.

To, co uderza najbardziej, to całkowita niezdolność państwowego aparatu nadzoru do odróżnienia realnego zagrożenia od wydumanego. W świecie, w którym każda wiadomość na prywatnym komunikatorze jest monitorowana, obywatele przestają być ludźmi, a stają się „celami operacyjnymi”. Sędzia Mindy S. Glazer, zamiast oddalić sprawę jako oczywisty absurd, podtrzymała powagę zarzutów, argumentując, że „postronny obserwator mógł poczuć strach”. To niebezpieczny precedens.

Sprawa Gabrieli Saldany to dowód na to, że żyjemy w czasach, gdzie państwo policyjne nie potrzebuje dowodów na terroryzm – wystarczy mu słowo, które różni się jedną literką od innego, groźnego słowa. Studentka, zamiast cieszyć się zakończeniem edukacji, musi teraz walczyć o uniknięcie wieloletniego więzienia i przylepienia jej łatki terrorystki.

Jeśli służby bezpieczeństwa nie potrafią odróżnić słowa „bonbons” od „bombs”, to rodzi się pytanie o ich kompetencje. Zamiast przyznać się do błędu – pomylenia literki „n” z „m” – budują śmiertelnie poważną narrację o terroryzmie, ponieważ w świecie wszechobecnego nadzoru służby USA są nieomylne.

Autorstwo: Maurycy Hawranek
Na podstawie: ClevelandJewishNews.com
Źródło: WolneMedia.net

 

Czułem się jak potwór



Niektórzy z nich zabijali cywilów w Gazie; inni po prostu przyglądali się lub byli świadkami nadużyć i tuszowania w imię zemsty. Teraz próbują radzić sobie z czymś innym niż PTSD.

Yuval siedzi i obgryza paznokcie, a jego nogi drżą. Jest południe w Tel Awiwie, a ulica jest pełna ludzi. Od czasu do czasu rozgląda się, nerwowo obserwując przechodniów. „Przepraszam” – mówi. „Moim największym strachem jest zemsta”.

Ale Yuval (pseudonim, jak wszystkie nazwiska w tym artykule) nie urodził się w rodzinie przestępczej. I nie jest przestępcą. Ma 34 lata, dorastał na przedmieściach Tel Awiwu, Ramat Haszaron, i został programistą komputerowym. Do niedawna pracował w jednej z największych firm high-tech na świecie, ale od miesięcy tam nie był. „Byłem w piekle, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy” – mówi. Piekło, o którym mówi, miało miejsce w Chan Junus w południowej Strefie Gazy, kiedy był żołnierzem w grudniu 2023 roku. „Cały czas dochodziło do nalotów. Bomba o wadze jednej tony spada niedaleko ciebie i przyprawia o szybsze bicie serca”. Jego oddział posuwał się na zachód, w kierunku centrum miasta. „Toczyły się ciężkie walki. Działasz na autopilocie. Nie zadajesz pytań” – mówi.

Pytania przyjdą i będą go prześladować dopiero po miesiącach. „Nie mam dobrych odpowiedzi; nie mam żadnych odpowiedzi. Nie ma przebaczenia za to, co zrobiłem. Nie ma zadośćuczynienia”.

Do zdarzenia doszło w pobliżu ulicy Salah ad-Din, głównej autostrady Gazy. Jeden pluton, używając drona, zauważył podejrzane postacie. Oddział Juwala ruszył do ataku. „Strzelałem jak szalony, tak jak uczą na ćwiczeniach plutonowych w ramach szkolenia podstawowego” – mówi.

„Może w pewnym sensie chcę umrzeć, mieć to już za sobą. Nie zabijam się, bo obiecałam to matce, ale przyznaję, że nie wiem, jak długo dam radę”

„Kiedy dotarliśmy do celu, zdałem sobie sprawę, że to nie terroryści. To był starszy mężczyzna i trzech chłopaków, może nastolatków. Żaden z nich nie był uzbrojony. Ale ich ciała były podziurawione kulami; ich organy wylewały się na zewnątrz. Nigdy nie widziałem czegoś takiego z tak bliska.

„Pamiętam, że zapadła cisza; nikt nie powiedział ani słowa. Potem przyszedł dowódca batalionu ze swoimi ludźmi i jeden z nich splunął na ciała, krzycząc: »Tak się dzieje z każdym, kto zadziera z Izraelem, wy sukinsyny«. Byłem w szoku, ale milczałem, bo jestem nieudacznikiem, po prostu tchórzem bez jaj”.

Yuval został wypisany ze szpitala około trzy miesiące później. Wziął dwa tygodnie urlopu i wrócił do pracy. „Zorganizowali dla mnie przyjęcie, kiedy mnie wypisali, oklaskiwali i nazwali bohaterem” – mówi. „Ale czułem się jak potwór. Nie mogłem znieść tego, co do mnie mówili. Czułem, że nie rozumieją, że nie jestem dobrym człowiekiem; wręcz przeciwnie”.

Przez kilka miesięcy próbował utrzymać pracę, żeby uciec od ciężaru, który ciążył mu na sercu, ale się poddał. Poczucie wstydu tylko się nasiliło.

„Staram się nie wychodzić z domu, a jeśli już, to noszę bluzę z kapturem, żeby nikt mnie nie rozpoznał” – mówi. „Wyrzuciłem nawet lustra. Nie mogę patrzeć na siebie. Mam głęboki strach, że ktoś się na mnie zemści za to, co zrobiłem, mimo że zdaję sobie sprawę, że to niemożliwe. Kto w Gazie może mnie znaleźć? Kto w ogóle wie, że to ja?”

„Może w pewnym sensie chcę umrzeć, mieć to już za sobą. Nie zabijam się, bo obiecałem to mamie, ale przyznaję, że nie wiem, jak długo dam radę”. Dwa dni po rozmowie z „Haarecem” Yuval trafił do szpitala psychiatrycznego.

„Widok jego bezradności nie dawał mi spokoju. Myśli dręczyły mnie nieustannie – jak mogłem po prostu tam stać i nic nie robić?”. Co to o mnie mówi?

Maja

W zeszłym roku „Haaretz” doniósł o żołnierzach, którzy walczyli w Strefie Gazy i odnieśli „urazy moralne”. Snajper, który strzelał do ludzi szukających pomocy, powiedział, że dręczą go koszmary; operatorzy dronów, którzy zabijali cywilów, opisali blizny, które się nie goją.

„Obserwujemy urazy moralne na znacznie większą skalę niż kiedykolwiek wcześniej” – mówi prof. Gil Zalsman, przewodniczący Izraelskiej Narodowej Rady ds. Zapobiegania Samobójstwom . „Widzieliśmy to w naszych klinikach traumatologicznych i prywatnych. Widzieliśmy to nawet u dzieci rezerwistów, które usłyszały jakąś historię i martwią się tym, co zrobili ich ojcowie. To sięga drugiego poziomu”.

Wojsko i rząd Izraela nie podały żadnych danych, ale od październikowego zawieszenia broni w Strefie Gazy liczba osób poszukujących pomocy z powodu urazów moralnych rośnie, mówi Zalsman. Czasami pacjenci ci są klasyfikowani jako cierpiący na zespół stresu pourazowego , ale pomimo pewnego podobieństwa, uraz moralny to coś innego.

Według prof. Yossiego Levi-Belza z Uniwersytetu w Hajfie, „PTSD to reakcja oparta na strachu, wywołana ekspozycją na traumatyczne zdarzenie, które wiązało się z ryzykiem dla danej osoby lub osób z jej otoczenia”. Typowe objawy to nadmierne pobudzenie i unikanie.

„Do urazów moralnych dochodzi w wyniku narażenia na zdarzenia postrzegane jako fundamentalne naruszenie podstawowych wartości moralnych – własnych lub innych – i zazwyczaj wiążą się z uczuciami winy, wstydu, złości, obrzydzenia, wyobcowania, utraty wiary oraz rozpadu tożsamości, sensu i poczucia człowieczeństwa”.

Potem pojawia się kwestia czasu, mówi Levi-Belz, który kieruje uniwersyteckim Centrum ds. Samobójstw i Bólu Psychicznego im. Liora Tsfaty’ego. „Kiedy wojna się kończy, żołnierz wraca do domu, a świat nagle wydaje się o wiele bardziej złożony” – dodaje.

„Było oczywiste, że był nieuzbrojony. Policjant podszedł do niego, odczekał kilka sekund i po prostu strzelił – bez zadawania pytań, a podejrzany nic nie zrobił”

„Rozróżnienie między czernią a bielą zostało złamane, świat nie jest już dychotomiczny, a on może spojrzeć wstecz na wydarzenia, których doświadczył, i uświadomić sobie, że wydarzyły się rzeczy, które były w sprzeczności z tym, w co wierzył”.

Jak dodaje Levi-Belz, szkoda moralna może wystąpić, gdy ktoś robi coś lub jest świadkiem czegoś, co rażąco narusza jego kodeks moralny. Skala szkody może być większa, gdy dana osoba nie próbowała powstrzymać innej osoby, a ta była autorytetem.

„Oczekujemy, że osoby pełniące role rodzicielskie, na przykład dowódcy, będą nas chronić, więc w takich przypadkach uraz może spowodować poważny kryzys i wyjątkowo silne cierpienie psychiczne” – mówi Levi-Belz.

Terror w Prado

Maya mieszka w centrum Tel Awiwu i studiuje filozofię, zwłaszcza dzieła Michela Foucaulta . Podczas wojny w Strefie Gazy służyła setki dni jako oficer HR w batalionie Korpusu Pancernego w rezerwie.

„Nie ma żadnego związku między moim codziennym życiem a służbą w rezerwie” – mówi. „To dwa różne światy, z innymi ludźmi. I, szczerze mówiąc, ja też zachowuję się inaczej, mówię inaczej. To trochę jak Dr Jekyll i Mr Hyde”.

„Podczas wojny byłem świadkiem zabijania niewinnych ludzi – szokujących rzeczy, o których gdybym przeczytał w „Haarecu”, krzyknąłbym, ale w rezerwie przechodzili obok mnie, jakby nic nie znaczyli”.

Jeden incydent pozostawił po sobie ślad. Zdarzył się w placówce wojskowej w południowej Strefie Gazy. „Siedziałam tam w centrum dowodzenia” – mówi Maya. „Nagle żołnierze pełniący wartę zauważyli pięciu Palestyńczyków przekraczających niedozwolony im pas, kierujących się w stronę północnej Strefy Gazy.

„Wszyscy oszaleli. Panował wielki bałagan. Dowódca batalionu wydał rozkaz zasypania ich ogniem, mimo że nie potwierdzono ich uzbrojenia ani nic w tym stylu. Czołg zaczął do nich strzelać z karabinu maszynowego. Setki pocisków.”

„Kiedy strzelasz przez lunetę snajperską, wszystko wydaje się być blisko, jak w grze komputerowej. Nie zapominasz twarzy zabitych ludzi. To zostaje z tobą”.

Snajper

Mówi, że czterech z pięciu Palestyńczyków zginęło. „Kilka godzin później D9 [opancerzony buldożer Caterpillar] zakopał ich w piasku. Kiedy zapytałam dlaczego, odpowiedzieli, że żeby psy ich nie zjadły i nie rozniosły chorób. Tego, który przeżył, umieszczono w klatce w placówce i powiedziano nam, że musimy czekać na przesłuchanie przez funkcjonariusza Szin Bet”.

Ale tego dnia nie pojawił się żaden przesłuchujący z Szin Bet. „Spędziłam noc w placówce, ale nie mogłam zasnąć; byłam tam jedyną dziewczyną. Nagle kilku żołnierzy mnie zawołało, więc poszłam z nimi do klatki. Palestyńczyk siedział tam, skuty kajdankami i z zawiązanymi oczami, i zdawał się marznąć z zimna.

„Nagle jeden z żołnierzy wyjął penisa i zaczął na niego sikać. Powiedział mu: »To za Be’eri, ty dupku, to za Novę«” – kibuc Be’eri i festiwal muzyczny Nova , dwa z miejsc zaatakowanych przez Hamas 7 października 2023 roku. „Nikt nie mógł przestać się śmiać. Ja chyba też”.

Następnego dnia przybył przesłuchujący z Shin Bet. „Był z nim przez 10 minut i powiedział, że to tylko jakiś facet, który próbował wrócić do domu w północnej Gazie, że nie ma nic wspólnego z Hamasem, więc go wypuścili” – mówi Maya, która została zwolniona kilka tygodni później. Ale to, co zobaczyła, pozostało w jej pamięci.

„Czułem się jak hipokryta, brudny. Brałem trzy prysznice dziennie; obraz jego bezradności nie dawał mi spokoju. Myśli dręczyły mnie nieustannie – jak mogłem po prostu tam stać i nic nie robić? Jak ja, ktoś, kto postępuje moralnie, pracuje jako wolontariusz z uchodźcami i uczestniczy w protestach , mogłem się na to zgodzić? Jak mogłem im nic nie powiedzieć i co to o mnie mówi? Nie mam odpowiedzi”.

Maya nie jest jedyną osobą z tej placówki, która doznała urazu moralnego. Yehuda również tam służył, w innym czasie, w ramach służby rezerwowej. „Mój pluton służył na [wojskowych] Hummerach i stanowił swego rodzaju oddział pierwszego reagowania w sektorze” – mówi.

„Był też Hummer pod dowództwem oficera o amerykańskim nazwisku. Służył tam od wielu miesięcy i za każdym razem, gdy jakaś brygada stamtąd wyjeżdżała, on po prostu dołączał do kolejnej. Był dziwnym facetem; podejrzanym.

„To roztrzaskało wszystko, co myślałem o wojsku, wszystko, co myślałem o nas, o sobie. Co jeszcze dzieje się w piwnicach? Jakie jeszcze sekrety skrywamy?

„Za każdym razem, gdy pytano go o przeszłość, odpowiadał coś innego, a gdy go o to pytano, wpadał w złość. Nie było jasne, czy wojna go wpędziła, czy był taki już wcześniej, ale wykonał swoje zadanie, więc nikt nie zadawał pytań”.

Pewnej nocy Palestyńczykowi udało się zbliżyć do placówki. „Wyruszyliśmy dwoma Hummerami” – mówi Jehuda. „Dowodziłem jednym z nich, a drugim amerykański oficer. Dotarliśmy do Palestyńczyka, który natychmiast uniósł ręce. Było oczywiste, że jest nieuzbrojony. Funkcjonariusz podszedł do niego, odczekał kilka sekund i po prostu strzelił – bez zadawania pytań, a podejrzany nic nie zrobił”.

„Byłem w szoku. Wróciliśmy na placówkę, wszedłem do sali operacyjnej i wraz z kilkoma oficerami obserwowałem to, co zostało nagrane z powietrza przez drona.

„To morderstwo, po prostu morderstwo” – powiedział jeden ze starszych oficerów, ale postanowili nic nie robić; po prostu zamiecili sprawę pod dywan. Zgłosili do dowództwa brygady, że zginął terrorysta. Nie było nawet odprawy. Ten oficer kontynuował służbę, jakby nic się nie stało, a ja nic mu nie powiedziałem. Nikt o tym nie wspomniał nawet podczas przesłuchania, które przeszliśmy pod koniec służby, jakby nigdy nic się nie wydarzyło.

Dwa miesiące później Yehuda pojechał z żoną do Madrytu. Pewnego dnia odwiedzili Muzeum Prado; ona jest doktorantką sztuki, o której Yehuda twierdzi, że nie ma zielonego pojęcia. Nagle stanął przed obrazem Goi.

„Jeśli uznamy, że wielu żołnierzy cierpi z powodu urazów moralnych, to w jaki sposób ma to związek ze stereotypem o najbardziej moralnej armii na świecie?”

Specjalista ds. zdrowia psychicznego

„Nie byłem szczególnie zainteresowany, ale nagle stanąłem obok jego obrazu, przedstawiającego bezbronnego mężczyznę unoszącego ręce przed żołnierzami z karabinami” – mówi Yehuda. „Podszedłem bliżej i obraz dokładnie przypomniał mi, co się stało. Spojrzenie w jego oczach, strach, przerażenie.

Poczułam, że nie mogę przestać patrzeć. Zaczęłam się pocić. To było okropne, a potem, zupełnie niespodziewanie, zaczęłam płakać. Nigdy nie płaczę i nie mogłam zrozumieć, co się ze mną dzieje.

„Moja żona spojrzała na mnie zestresowana. Zapytała: »Co się stało? Co się stało?« – a ja nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć. Byłem zdruzgotany. Ludzie nie mogli przestać na mnie patrzeć. Spróbuj wytłumaczyć, dlaczego wybuchasz płaczem w środku muzeum?”

Tej nocy Jehuda obiecał żonie, że po powrocie do Izraela pójdzie na terapię. „Próbuję się z tym pogodzić, ale to trudne” – mówi. „Wstyd mnie nie opuszcza. Jak to się stało, że stałem się kimś, kto stoi z boku i nie robi tego, co trzeba?”

Wspomnienia z pokoju przesłuchań

Niektórzy żołnierze twierdzą, że ich uraz moralny wynika z metod stosowanych w walkach w Strefie Gazy, o których wiele po raz pierwszy doniósł „Haarec”. Na przykład kilku snajperów z Brygady Nahal zastrzeliło Palestyńczyków szukających pomocy; przekroczyli oni arbitralnie ustaloną linię graniczną wyznaczoną przez armię.

„Kiedy strzelasz przez lunetę snajperską, wszystko wydaje się być blisko, jak w grze komputerowej” – mówi jeden z nich. „Nie zapominasz twarzy ludzi, których zabiłeś. To zostaje z tobą”.

„Od czasu wypisu ze szpitala ciągle moczę się w nocy; czuję się, jakbym został sam, jakby nikt nie mógł mi pomóc. Spędziłem miesiąc w szpitalu. Próbowali mi tłumaczyć, że muszę się z tym pogodzić, że czasu nie da się cofnąć. Łatwo im mówić. To nie są ludzie, którzy za każdym razem, gdy zamkną oczy, widzą kogoś, kto dostaje kulkę w czoło”.

Niektórzy żołnierze opowiadają o urazach psychicznych, których doznali, widząc Palestyńczyków wykorzystywanych jako żywe tarcze, lub będąc świadkami grabieży i aktów wandalizmu. „Wchodziliśmy do palestyńskich domów, a ludzie po prostu czerpali przyjemność z niszczenia” – mówi jeden z nich.

Widziałem ludzi kradnących sprzęt elektryczny, złote naszyjniki, gotówkę, wszystko. Niektórzy powiedzieliby, że wszyscy Arabowie to naziści i że kradzież nazistom to błogosławieństwo. Byłem zniesmaczony, ale nic nie powiedziałem. Szczególnie bolało mnie, gdy ludzie palili zdjęcia Palestyńczyków albo sikali na nich. Co w tym dobrego?

„Kiedyś żołnierz zauważył, że mi to nie odpowiada i powiedział: »Co z tobą? Oni i tak tu nie wrócą; ich historia jest skończona«. Nie odpowiedziałem; tylko skinąłem głową”.

Potem były operacje Jednostki 504, której jednym z zadań było przesłuchiwanie więźniów. „Byliśmy w akcji w północnej części Gazy i złapaliśmy w jednym z domów agenta Hamasu. Dostaliśmy rozkaz, żeby go pilnować do czasu pojawienia się przesłuchującego z Jednostki 504” – wspomina Eitan.

„Zawsze poruszają się parami – przesłuchujący i żołnierz. Kiedy przybyli, staliśmy na warcie przy wejściu do domu i mogłem słyszeć i widzieć całe przesłuchanie”.

Eitan mówi, że w pewnym momencie przesłuchujący zdjął więźniowi spodnie i bieliznę. „Wziął kilka opasek zaciskowych i przymocował jedną do jego penisa, a drugą do jąder. Zadał mu pytanie, a kiedy nie odpowiedział, zacisnął opaski jeszcze mocniej.

Powtarzali to w kółko; rozległ się oszalały wrzask. Nie przestawał krzyczeć, jakby dusza opuszczała jego ciało. W końcu przemówił; wszystko wypłynęło, a przesłuchujący zdjął opaski kablowe i wsadził go do ciężarówki. Musieli go zawieźć do aresztu.

Od tamtej pory, mówi Eitan, krzyki nie cichną. „To roztrzaskało wszystko, co myślałem o wojsku, wszystko, co myślałem o nas, o sobie. Skoro jesteśmy zdolni do zrobienia czegoś tak strasznego bez wiedzy cywilów, co jeszcze dzieje się w piwnicach? Jakie jeszcze sekrety skrywamy?”

„Kiedy zaczęto mówić o tym, że wszyscy terroryści zostali zabici przez specjalne środki, jakich używała jednostka w tunelach, ludzie byli podekscytowani, a mnie przypomniał się Holokaust”.

Facet

Eksperci twierdzą, że takie urazy psychiczne mogą również przytrafić się osobom narażonym na walkę z dystansu. Ran, na przykład, nie służył ani jednego dnia w Strefie Gazy. Był oficerem sił powietrznych w rezerwie w dowództwie obrony w Tel Awiwie, w jednostce odpowiedzialnej za planowanie nalotów.

„Po 7 października wszystko się zmieniło” – mówi. „Wszystko, co wiedziałem o stratach ubocznych, poszło w zapomnienie. Planowaliśmy i uzyskiwaliśmy zgodę na ataki, o których wiedzieliśmy, że będą wiązać się ze śmiercią dziesiątek cywilów, a czasem więcej. I to nic nie zmieniało. Mój kuzyn został zamordowany w Nowej. Byłem zaślepiony zemstą i wściekłością, ogarnięty nimi.

„To, co się wydarzyło, było nieproporcjonalne. Z upływem dni zaczęło mi to ciążyć. W jednej chwili planowaliśmy strajk, w którym ginęłyby dzieci, a w następnej siadaliśmy do hamburgera na Ibn Gabirol [głównej ulicy w Tel Awiwie]. To dysonans, którego nie da się powstrzymać, i czułem, że na moim czole zaczyna formować się ślad”.

Moment kryzysu, jak mówi, nastąpił 18 marca ubiegłego roku, kiedy Izrael złamał zawieszenie broni z Hamasem i rozpoczął nocną serię nalotów. Zginęły setki osób, głównie cywile.

„Nie mogłem już dłużej brać w tym udziału. Czułem, że jeśli będę dalej służył, zdradzę wszelkie dobro, które we mnie pozostało, osobę, którą chcę być” – mówi Ran. I nie jest w tym odosobniony. Kilku pilotów poprosiło o zwolnienie ze służby po tym, jak tej nocy zginęło tak wielu cywilów. Siły Powietrzne zgodziły się, ale poprosiły pilotów o zachowanie tajemnicy.

Ran wrócił do domu, ale nie mógł wrócić do pracy. „Nabawiłem się obsesji na punkcie oglądania najgorszych zdjęć martwych i rannych Palestyńczyków” – mówi. „Ciągle próbuję rekonstruować, czy miałem z tym coś wspólnego, czy jestem odpowiedzialny za te zdjęcia.

Mój psycholog powiedział mi, że brzmi to tak, jakbym sama sobie narzucała tortury. Prosił mnie, żebym przestała, ale nie mogę. Czuję, że to się na mnie zemści.

Moralności czy tożsamości

Oficjalnie Ministerstwo Obrony nie uznaje diagnozy urazu moralnego, która, jak zauważają eksperci, nie znalazła się jeszcze w Amerykańskim Podręczniku Diagnostyczno-Statystycznym Chorób Psychicznych (DSM). Żołnierz cierpiący na uraz moralny zgłasza się zatem do Departamentu Rehabilitacji ministerstwa, przechodzi przez komisję medyczną i zostaje zdiagnozowany jako cierpiący na PTSD. Choć czasami te dwie dolegliwości się pokrywają, to zasadniczo się różnią.

Problem błędnej diagnozy to coś więcej niż kwestia semantyki. Leczenie, jak twierdzi Zalsman z Krajowej Rady ds. Zapobiegania Samobójstwom, również jest zasadniczo inne. „PTSD leczy się poprzez rozległą, stopniową ekspozycję na traumę, której celem jest próba oddzielenia traumatycznego wspomnienia od reakcji emocjonalnej” – mówi.

„Krzywda moralna wymaga ukierunkowanej pracy nad akceptacją i pogodzeniem się z czynem, który spowodował kryzys. Innymi słowy, człowiek musi nauczyć się wybaczać sobie”.

Ale to może się wkrótce zmienić. Oczekuje się, że publiczny komitet powołany w październiku w celu znalezienia rozwiązań w zakresie traktowania niepełnosprawnych żołnierzy zarekomenduje Departamentowi Rehabilitacji uznanie krzywdy moralnej.

Według podkomisji „należy opracować protokoły leczenia, przeszkolić opiekunów i personel rehabilitacyjny oraz zwrócić uwagę na bezpośredni związek między urazem moralnym a zatrudnieniem, wkładem i rolą w społeczności”.

Armia również po cichu, choć późno, postanowiła uznać to zjawisko; na przykład armia amerykańska od lat stosuje protokoły leczenia urazów psychicznych. W ostatnich miesiącach, praktycznie w ukryciu, izraelscy specjaliści ds. zdrowia psychicznego opracowują protokół wstępnej interwencji dla żołnierzy cierpiących na urazy moralne.

Jednostka Rzecznika Sił Obronnych Izraela (IDF) nie wydała oświadczenia w tej sprawie, a cała sprawa jest utrzymywana w tajemnicy, w przeciwieństwie do wielu innych działań podejmowanych przez armię na rzecz zdrowia psychicznego żołnierzy podczas wojny. IDF odmówiło nawet nazwania tego zjawiska psychicznego „urazem moralnym”, preferując termin „uraza tożsamości”. Wojsko zaprzeczyło, jakoby za zmianą nazwy krył się jakikolwiek ukryty cel.

Ale źródła podają co innego. „To dość oczywiste, że wygłasza się tu oświadczenie społeczno-polityczne” – mówi oficer zdrowia psychicznego w rezerwie. „W końcu, skoro uznajemy, że wielu żołnierzy cierpi z powodu urazów moralnych, jak to ma się do stereotypu o najbardziej moralnej armii na świecie? Zamiast tego wybrali sformułowanie, które przerzuca odpowiedzialność na żołnierza, jakby problem dotyczył jego tożsamości, a nie działań, do których zlecili mu przełożeni”.

Inny oficer wojskowego systemu opieki psychiatrycznej powiedział, że decyzja miała na celu „znalezienie tymczasowego rozwiązania, które pozwoliłoby tym żołnierzom na leczenie bez irytowania polityków. Byłem obecny na spotkaniu, na którym starszy oficer powiedział: »Nie możemy nazywać ich krzywdami moralnymi; czy potrzebujemy, żeby Kanał 14 powiesił nas na drzewie?«” – mówi oficer, odnosząc się do stacji telewizyjnej sprzymierzonej z premierem Benjaminem Netanjahu . „Taki jest obecny nastrój w armii”.

Nie tylko wojsko odmawia bezpośredniego spojrzenia na urazy moralne; robi to również wielu żołnierzy. Boją się mówić znajomym o swoich uczuciach, obawiając się, że zostaną napiętnowani jako zdrajcy, lewacy lub słabeusze. „Kiedyś tak było z PTSD, a dziś to urazy moralne” – mówi Levi-Belz z Uniwersytetu w Hajfie.

„To nie dotyczy tylko młodszego dowódcy, dowódcy brygady, a nawet szefa sztabu, ale całego społeczeństwa. Rząd opowiada historię, która jest dychotomią: albo jesteś z nami, albo jesteś lewicowym zdrajcą, a to dotyka głównie młodych ludzi.

Żołnierz może obawiać się, że jeśli powie, że ma wątpliwości co do tego, co zrobili w Gazie, zespół może go postrzegać jako outsidera, którego należy wyrzucić. Dla takiego żołnierza może to być najgorsza rzecz, jaka może się wydarzyć – poczucie całkowitego odrzucenia. Dlatego w wielu przypadkach wolą o tym nie rozmawiać i nie szukać pomocy.

Na przykład Guy nadal nie chce dzielić się swoimi uczuciami z innymi żołnierzami. Służy w jednostce specjalnej Shaldag. Od 7 października odbył setki dni służby w rezerwie. W południe tej strasznej soboty został wezwany do wojska i otrzymał rozkaz udania się do Be’eri. To, czemu nie udało mu się tam zapobiec, zaczęło go prześladować.

„Ciężko mi za to winić i myślę, że jest wielu takich jak ja, ale oni postanowili skierować to gdzie indziej – zemścić się” – mówi Guy. „Ich oczy błyszczały za każdym razem, gdy wyruszaliśmy na zlecenie.

„Kiedy mówiono o wszystkich terrorystach zabijanych przez specjalne środki, których jednostka używała w tunelach, ludzie byli podekscytowani, a mnie przypomniał się Holokaust. To mnie zszokowało, ale kontynuowałem służbę. Myślałem, że może to minie”.

Jedna z operacji miała miejsce w szpitalu Al-Shifa w Gazie. „Cała okolica pachniała śmiercią, ciałami” – mówi. „Od tamtej pory nie mogę znieść zapachu spalonego mięsa. Zostałem wegetarianinem”.

„Właściwie pamiętam moment, kiedy spadł drugi but, kiedy zapach przypomniał mi to, co czułem w Be’eri. To sprawiło, że zacząłem się zastanawiać – kim się staliśmy? Kim się stałem ja? Do dziś boję się odpowiedzieć na to pytanie”.

Autorstwo: Tom Levinson
Wyszukał, opracował i udostępnił: Jarek Ruszkiewicz
Źródło oryginalne: Haaretz.com
Przetłumaczono dla: WolneMedia.net

niedziela, 19 kwietnia 2026

                           TUZY ELITY

                               Józef Zych

 

 (ur. 23 marca 1938 w Giedlarowej) – prawnik i polityk, poseł na Sejm nieprzerwanie od 1989 (X, I, II, III, IV, V, VI i VII kadencji), były marszałek i wicemarszałek Sejmu.

 


 

Związany z Aferą Uboju Rytualnego w Polsce. Polski goj na usługach mię­dzy­na­ro­do­we­go lobby uboju ry­tu­al­ne­go zwierząt (żydowskiego i mu­zuł­mań­skie­go), zwolennik mordów ry­tu­al­nych czyli podrzynania zwierząt na żyw­ca bez ich ogłuszania!

Jest absolwentem Wydziału Prawa Uni­wer­sy­te­tu im. Adama Mickiewicza w Poz­na­niu (1966), na którym uzyskał także stopień doktora nauk prawnych (1976).

W 1961 został skazany na karę 8 mie­się­cy poz­ba­wie­nia wolności za "niedopełnienie obowiązków służbowych" w czasie obozu harcerskiego koło Krosna Odrzańskiego.

W 1975 wstąpił do komunistycznego Zjednoczonego Stronnictwa Lu­do­we­go (Czerwoni ludowcy). W 1989 został wybrany na posła z listy tej partii.

W listopadzie 1989 został przewodniczącym rady naczelnej powstałego z „przekształcenia”czerwonego ZSL w PSL "Odrodzenie", które 5 maja 1990 współtworzyło jednolite Polskie Stronnictwo Ludowe.

Od 1991 Józef Zych pozostaje posłem reprezentującym to ugrupowanie. W Sejmie I, a także II kadencji do 3 marca 1995 zajmował stanowisko wicemarszałka, następnie do końca tej kadencji pełnił funkcję marszałka. Od 2 lipca 2004 do końca IV kadencji ponownie był wicemarszałkiem Sejmu. W IV kadencji Sejmu zasiadał ponadto w Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, której był przewodniczącym. Od 19 października 2005 do 26 października 2005 wykonywał obowiązki Marszałka Seniora Sejmu RP V kadencji.

W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz siódmy uzyskał mandat poselski a w wyborach w 2011 po raz ósmy z rzędu został posłem z listy PSL.

27 października 2011 prezydent Bronisław Komorowski powierzył mu wykonywanie obowiązków Marszałka Seniora Sejmu VII kadencji.

Na przełomie 2012 i 2013 roku związany z Aferą Uboju Rytualnego w Polsce.

Afera wybuchła na początku 2013 roku na skutek prób„siłowego” zalegalizowania w Polsce, krwawego i okrutnego uboju rytualnego zwierząt pod naciskiem międzynarodowego lobby ubojowego, którego interesy reprezentuje Minister Rolnictwa – Stanisław Kalemba i PSL!!!

12 lipca 2013 roku -Sejm RP ostatecznie zakazał uboju rytualnego zwierząt w Polsce! Była to wielka porażka PSL i ich mocodawców z lobby ubojowego (żydowsko-muzułmańskiego).

Odznaczony za zasługi dla rolnictwa zagranicznego:
Został odznaczony Orderem Wielkiego Oficera francuskiej Legii Honorowej oraz Wielkim Krzyżem Zasługi Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec.

17 listopada 2012 podczas XI kongresu Polskiego Stronnictwa Ludowego został honorowym prezesem tej partii.
W 2006 słuchacze Programu III Polskiego Radia przyznali Józefowi Zychowi nagrodę "Srebrne Usta 2005" za lapsus: Nie po raz pierwszy staje mi... przychodzi mi stawać przed izbą.

 

 https://www.youtube.com/watch?v=jp1QpZcGpSE

 https://www.youtube.com/watch?v=R5uc7Sq9rfg

 

Skład rady OPWIM 1988-2011

Plebiscyt Srebrne Usta 

                                                                     www.yelita.pl

sobota, 18 kwietnia 2026

                                                       TUZY ELITY

                               Henryk Wujec

 

 

 Henryk Wujec (ur. 25 grudnia 1940, w oficjalnych dokumentach 1 stycznia 1941w Podlesiu koło Biłgoraja) –pochodzi z rodziny chłopskiej, polityk, fizyk, działacz „opozycji” w czasach PRL, poseł na Sejm na Sejm X, I, II i III kadencji, były wiceminister rolnictwa, mąż Ludwiki Wujec

W 1970 ukończył studia na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, a w 1977 studia podyplomowe z zakresu technologii elektronowej na Politechnice Warszawskiej. W 1962 został członkiem Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie.

W latach 1968-1978 był zatrudniony w fabryce półprzewodników "Tewa" i Unitra-Cemi, gdzie w 1975 został kierownikiem Laboratorium Badań Niezawodności. W latach 1976-1977 był współpracownikiem Komitetu Obrony Robotników zwanego również „Różowym Salonem”, następnie do 1981 członkiem Komitetu Samoobrony Społecznej KOR. Za współpracę z tą organizacją w 1978 został wyrzucony z pracy.

Od 1978 do 1981 był pracownikiem Zespołu Elektryki w Polskim Komitecie Normalizacji Miar i Jakości. Organizował i redagował podziemne czasopismo "Robotnik", znalazł się wśród założycieli Wolnych Związków Zawodowych. W 1980 wstąpił do NSZZ "Solidarność", zasiadał we władzach krajowych i mazowieckich związku. Od 13 grudnia 1981 do września 1982 był internowany, następnie do 1984 i ponownie od czerwca do września 1986 więziony. Po zwolnieniu do 1989 pracował w Centralnym Ośrodku Badawczym Normalizacji.

W latach 1987-1988 był członkiem, a od 1988 do 1990 sekretarzem Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym NSZZ "Solidarność" Lechu Wałęsie. W 1989 brał udział w obradach Okrągłego Stołu w zespole ds. pluralizmu związkowego, po których to otrzymał lukratywne posady o które to, jeszcze walczył jako korowiec.

W latach 1989-2001 był etatowym posłem na Sejm X, I, II i III kadencji z ramienia Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, Unii Demokratycznej, a następnie Unii Wolności. Zasiadał w Komisji Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej oraz Komisji Finansów Publicznych. Pełnił funkcje sekretarza OKP, klubów parlamentarnych UD i UW, następnie (1997-1999) wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego Unii Wolności (1997-1999).

W rządzie Jerzego Buzka (od 1999 do 2000) zajmował stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Po zakończeniu pracy w parlamencie w 2002 został był zatrudniony w Towarzystwie Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych.

Od 2005 należał do Partii Demokratycznej, z której wystąpił w 2006. Związany z Forum Liberalnym.

Reprezentuje ideologię Gazety Wyborczej, jedynie „słuszną” obecnie w Polsce.

Aktywista forum polsko-ukraińskiego, sympatyk OUN-UPA i wielbiciel Bandery.

W dn.03.08.09 w programie TVN-24 w brutalny sposób zaatakował ks.Isakowicza-Zaleskiego przyrównując go do Gomółki a z drugiej strony stanął w obronie Stepana Bandery, przywódcy faszystów ukraińskich odpowiedzialnego za ludobójstwo Polaków przez OUN –UPA na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. Oberwało się też środowiskom kresowym a sam Wujec stwierdził że był osobiście w Porycku i widział tam jeden krzyż to po co ta cała wrzawa a najlepiej to by, było aby Polacy przeprosili Ukraińców za to że Ukraińcy mordowali Polaków.


Ciekawie o Wujcu pisze też Stanisław Michalkiewicz.

Biłgorajski chłop opętany przez Żydów – Stanisław Michalkiewicz

Pisząc o Władysławie Machejku Stefan Kisielewski nazwał go „chłopem opętanym przez komunistów”. Lista opętanych na Władysławie Machejku oczywiście się nie kończy. Kolejnym przykładem opętanego chłopa jest Henryk Wujec, mąż pani Ludwiki Okrętówny, córki zasłużonego ubeka Zygmunta, a tak naprawdę – Nachamiasza Okręta. Różnica między Henrykiem Wujcem i Władysławem Machejkiem polega na tym, że Władysław Machejek został opętany przez komunistów, podczas gdy biłgorajski chłop Henryk Wujec – przez Żydów, którzy bywają komunistami albo nieprzejednanymi antykomunistami – w zależności od mądrości etapu. Czy jednak są akurat komunistami, czy „lewicą laicką” – tak czy owak tworzą tzw. warszawski Salon, w którym co prawda nie ma podłogi, ale za to są fumy oraz koneksje i fortuny – te ostatnie – prawdziwe. Najwyraźniej „Salon”, a zwłaszcza – jego możliwości, musiały biłgorajskiemu chłopu zaimponować do tego stopnia, że za swój punkt honoru uznał akomodowanie się do wszystkich wyznaczanych przezeń „mądrości etapu”. Dlatego – jak pamiętam – Henryk Wujec w KOR-rze ofiarnie biegał za chłopaka do roboty, którą wyznaczali mu starsi i mądrzejsi. I tak już zostało.

Toteż kiedy, testując naszych pozerów, zajmujących stanowiska prezydenta Rzeczypospolitej, ministra spraw wewnętrznych i ministra spraw zagranicznych, ukraińscy szowiniści wysłali dzieci „szlakiem Stefana Bandery”, Henryk Wujec w audycji emitowanej w TVN-24 3 sierpnia br, nikczemnie przypisał księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu odpowiedzialność za odrodzenie na Zachodniej Ukrainie kultu Stefana Bandery. Tymczasem ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski z renesansem tym nie ma nic wspólnego. Odpowiedzialność za to ponoszą – po pierwsze – Stany Zjednoczone, które po II wojnie światowej, z uwagi na sowieckie zagrożenie Europy Zachodniej, machnęły ręką na hitlerowskie („nazistowskie” – he, he!) koneksje OUN-UPA, podobnie jak na przeszłość Reinhardta Gehlena bo potrzebowały antysowieckich dywersantów. Trzeba przyznać, że OUN-UPA skrzętnie to wykorzystała i obecnie banderowcy są politycznymi kierownikami wszystkich ośrodków ukraińskich – również Związku Ukraińców w Polsce. Na skutek lizusostwa prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, któremu wydawało się, że właśnie za podlizywanie się Amerykanom zostanie wynagrodzony posadą sekretarza generalnego ONZ, Rzeczpospolita Polska i pozujący na polityków kabotyni w rodzaju Lecha Wałęsy, podczas tzw. „pomarańczowej rewolucji” poparli Wiktora Juszczenkę, którego nawet najbliższe polityczne zaplecze – bo w postaci małżonki – stanowią banderowcy. I to jest grono następnych odpowiedzialnych za renesans kultu Stefana Bandery nie tylko na Ukrainie – ale również w Polsce. Trzecim odpowiedzialnym jest niewątpliwie prezydent Lech Kaczyński, który w stosunkach z Ukrainą strategię plucia pod wiatr opanował do perfekcji, między innymi na skutek otaczania się coraz głupszymi doradcami (przy czym jest to tłumaczenie uprzejme).

Więc chociaż moskiewska wizyta amerykańskiego prezydenta Baracka Husejna Obamy wyjaśniła, że USA, do czasu wyjaśnienia sytuacji w Iranie, na razie żadnych dywersantów nie potrzebują, politycy ukraińscy postanowili przetestować polskich pozerów przy pomocy dzieci – jak się okazało – z powodzeniem – gdyby nie reakcja środowisk kresowych i ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, którzy ośmielili się zwrócić uwagę na tę – jak to nazwali – „prowokację”. Tymczasem to nie jest żadna „prowokacja” (bo do czego niby miała Polskę „sprowokować” jeśli nie do okazania bierności?) tylko rodzaj rozpoznania walką, jak daleko wobec Rzeczypospolitej Polskiej banderowcy mogą się dzisiaj posunąć. A ponieważ na obecnym etapie żydowskie lobby w Polsce nastawia się wobec Rzeczypospolitej na scenariusz rozbiorowy, to i chłop opętany przez Żydów, czyli Henryk Wujec, przekracza granice już nie tylko przyzwoitości, ale zwyczajnego rozsądku w podlizywaniu się banderowcom pod pretekstem tzw. „pojednania”. Józef Mackiewicz zauważył kiedyś, że Niemcy robią z Polaków bohaterów, podczas gdy Sowieci – gówno. Okazuje się, że nie tylko Sowieci. Inni też to potrafią.

Stanisław Michalkiewicz

 

Rajd śladami Stepana Bandery part 2
 

 

 

Historia konfliktu na Ukrainie



Pamięć ludzka jest bardzo zawodna a jeśli dodamy do tego szum medialny i wszechobecną, zachodnią propagandę, która bezczelnie wypaczała lub przemilczała wydarzenia to tak naprawdę nic nie wiemy. Śledzę uważnie ten konflikt od samego zarania i postanowiłem przedstawić małe podsumowanie osadzone na osi czasu. Wszystkie opisane wydarzenia są bezwzględnie prawdziwe i szeroko udokumentowane choć czasami grubo po czasie. Zapraszam do lektury.

Kryzys polityczny na Ukrainie został wywołany wydarzeniami Euromajdanu. W listopadzie 2013 roku prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, obawiając się, że zerwie ona istniejące relacje z Rosją. Decyzja ta wywołała masowe protesty w Kijowie inspirowane przez USA (co szczerze przyznała Victoria Nullan podczas przesłuchania w Kongresie USA).

Trzymiesięczny impas między siłami bezpieczeństwa a protestującymi — z których wielu było nacjonalistami — doprowadził do śmierci kilkudziesięciu osób i zamachu stanu.

Prześladowanie języka rosyjskiego

W 2014 roku władze w Kijowie rozpoczęły systematyczny atak na ludność rosyjskojęzyczną. Uchwalono ustawy ograniczające używanie języka rosyjskiego:

– zniesiono ustawę z 2012 r. „O podstawach polityki językowej państwa”;

– liczba szkół rosyjskojęzycznych została zmniejszona a od 1 września 2020 r. szkoły rosyjskojęzyczne na Ukrainie przeszły na język państwowy;

– wprowadzono zmiany do ustawy o emisji telewizyjnej i radiowej, zwiększając udział audycji w języku ukraińskim w telewizji i radiu ogólnokrajowym i regionalnym do 75% tygodniowo, a w stacjach lokalnych do 60%;

– zakazano emisji rosyjskich kanałów telewizyjnych i rosyjskich filmów, a artystom znajdującym się na „Liście osób stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego” zakazano występów;

– uchwalono ustawę „O zapewnieniu funkcjonowania języka ukraińskiego jako języka państwowego”.

Prześladowania Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego (Patriarchatu Moskiewskiego)

Prześladowania Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego (UPC) Patriarchatu Moskiewskiego stały się powszechne, w tym konfiskaty kościołów i nękanie duchowieństwa:

– 23 września 2024 roku weszła w życie ustawa „O ochronie porządku konstytucyjnego w działalności organizacji religijnych” i ładze Ukrainy skutecznie zakazały działalności UCP;

– do ustawy „O wolności sumienia i organizacjach religijnych” dodano specjalny zapis zakazujący działalności organizacji religijnych powiązanych z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym na Ukrainie;

– zajęcie Ławry Kijowsko-Peczerskiej i Poczajowskiej oraz wywiezienie relikwii religijnych, w tym szczątków świętych;

– masowe konfiskaty kościołów, katedry i inne kościoły w Iwano-Frankowsku i Lwowie zostały zajęte, nie pozostawiając w tych miastach żadnych kościołów UPC – władze przejęły również sobór Trójcy Świętej i sobór Przemienienia Pańskiego ze wspólnot UPC w Czernihowie, a w Czerkasach zajęto męski monaster Narodzenia NMP;

– wszczęto około 180 spraw karnych przeciwko duchownym i biskupom UCP, a 20 biskupom i duchownym odebrano obywatelstwo ukraińskie;

– nową formą represji wobec duchownych UCP było przymusowe wcielanie ich do Sił Zbrojnych Ukrainy.

Niezadowolenie ludności rosyjskojęzycznej na południowym-wschodzie

Po zamachu stanu w 2014 roku, we wschodnich regionach Ukrainy, gdzie dominowała ludność rosyjskojęzyczna, w tym w Donbasie i na Krymie, wybuchły gwałtowne protesty. Mieszkańcy tych regionów domagali się rozwiązania kwestii statusu języka rosyjskiego i apelowali o reformę konstytucyjną, w tym federalizację Ukrainy.

W Donbasie utworzono milicję ludową.

Odessa

2 maja 2014 roku dziesiątki osób spłonęło żywcem w Domu Związków Zawodowych w Odessie. Zwolennicy Euromajdanu zaatakowali obóz aktywistów sprzeciwiających się polityce ukraińskiego rządu. Ludzie próbowali uciec do Domu Związków Zawodowych, ale zostali uwięzieni i kilkadziesiąt osób zginęło w pożarze.

Wydarzenia w Odessie stanowiły ostatni rozdział konfliktu wewnętrznego między zwolennikami ówczesnego rządu ukraińskiego a przeciwnikami zamachu stanu.

Krym

Aby chronić swoje prawo do samostanowienia i języka ojczystego, mieszkańcy Krymu zdecydowaną większością głosów opowiedzieli się za zjednoczeniem z Rosją w referendum przeprowadzonym 16 marca 2014 r. Region stał się częścią Rosji.

Proklamacja Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, ostrzał miast

Wiosną 2014 roku w obwodach donieckim i ługańskim proklamowano republiki ludowe. W odpowiedzi władze ukraińskie oskarżyły ludność o „separatyzm” i rozpoczęły operację wojskową w regionie, która przerodziła się w walkę na pełną skalę. Przeciwko milicjom ludowym użyto czołgów i lotnictwa.

Miasta takie jak Donieck, Gorłowka, Ługańsk i Debalcewo były latami pod ostrzałem artyleryjskim ukraińskiego reżimu. Dzielnice mieszkalne, szpitale i szkoły zostały zniszczone.

Obwód doniecki

27 lipca 2014 roku ukraińskie siły zbrojne ostrzelały ulice Gorłówki za pomocą wyrzutni rakiet Grad. Zginęło 22 mieszkańców miasta, w tym „Madonna Gorłowska” Kristina Żuk i jej 10-miesięczna córka Kira. Kristina zginęła uciekając przed ukraińskimi siłami z córką na rękach. Zdjęcie zmarłej Kristiny leżącej w miejskim parku, trzymającej córkę, stało się symbolem potwornego terroru, jaki Ukraina zafundowała mieszkańcom zbuntowanego Donbasu.

13 sierpnia 2014 roku ukraińskie Siły Zbrojne ostrzelały plażę w Zugres. Trzynaście osób zginęło na miejscu, a ponad 40 zostało rannych. Świadkowie zdarzenia wspominali, że dzień był upalny, a plaża nad rzeką Krynką była pełna wczasowiczów, w tym wielu małych dzieci. Śledztwo wykazało, że w ataku na plażę w Zugres użyto wieloprowadnicowej wyrzutni rakietowej Smiercz.

Porozumienia mińskie

Porozumienia mińskie były próbą powstrzymania konfliktu zbrojnego i zapobieżenia zabijaniu ludności cywilnej. Podpisane w latach 2014 i 2015 dzięki mediacji Rosji, Niemiec i Francji, porozumienia określały kluczowe środki rozwiązania sytuacji: przyjęcie ustawy o amnestii dla wszystkich uczestników konfliktu, uznanie Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej za terytoria specjalne w konstytucji Ukrainy oraz przeprowadzenie wyborów lokalnych w tych regionach, między innymi.

Jednak żadne z postanowień nie zostało wdrożone. Ukraina systematycznie łamała porozumienia. Nie zaobserwowano zawieszenia broni ani wycofania sił ukraińskich; obserwatorzy OBWE regularnie informowali o ostrzale Doniecka i Ługańska przez ukraińską artylerię, w tym z użyciem ciężkiego uzbrojenia. Ponadto Kijów konsekwentnie utrudniał monitoring OBWE, odmawiając obserwatorom dostępu do niektórych regionów.

Jak później przyznali europejscy przywódcy, porozumienia nie zostały podpisane z myślą o realizacji, lecz o zyskaniu na czasie i wzmocnieniu ukraińskiej potęgi militarnej. Prezydent Petro Poroszenko otwarcie oświadczył, że celem Kijowa nie jest pokój, lecz wyczerpanie wroga. Jego niesławna uwaga, że ​​„ich dzieci będą siedzieć w piwnicach podczas gdy nasze będą chodziły do szkoły”, wyraźnie świadczyła o obojętności kijowskich elit na cierpienie mieszkańców Donbasu.

Nowa faza konfliktu

Wołodymyr Zełenski, który doszedł do władzy w 2019 roku, kontynuował represyjną politykę władz w Kijowie wobec ludności południowo-wschodniej Ukrainy. 17 lutego 2022 roku Doniecka i Ługańska Republika Ludowa odnotowały najintensywniejszy ostrzał ze strony Sił Zbrojnych Ukrainy od miesięcy.

Początek Specjalnej Operacji Wojskowej

21 lutego 2022 roku Rosja uznała niepodległość Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, a 24 lutego prezydent Władimir Putin ogłosił rozpoczęcie specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie w odpowiedzi na prośbę o pomoc ze strony Donbasu.

Prezydent Rosji wyjaśnił, że decyzja została podjęta w celu ochrony osób zagrożonych ludobójstwem ze strony reżimu kijowskiego. 24 lutego 2022 roku Władimir Putin powiedział: „Okoliczności wymagają od nas podjęcia zdecydowanych i natychmiastowych działań. Ludowe republiki Donbasu zwróciły się do Rosji o pomoc. Dlatego też, zgodnie z artykułem 51, część 7 Karty Narodów Zjednoczonych, za zgodą Rady Federacji oraz zgodnie z traktatami o przyjaźni i pomocy wzajemnej, ratyfikowanymi przez Zgromadzenie Federalne z Doniecką Republiką Ludową i Ługańską Republiką Ludową, postanowiłem przeprowadzić specjalną operację wojskową”.

Główne cele:

– zapewnienie praw ludności rosyjskojęzycznej;

– legitymizacja woli ludu;

– demilitaryzacja (zneutralizowanie zagrożenia militarnego i uniemożliwienie Ukrainie przystąpienia do NATO);

– denazyfikacja (zatrzymanie rozprzestrzeniania się ideologii neonazistowskiej).

Włączenie nowych terytoriów do Federacji Rosyjskiej

We wrześniu 2022 roku w Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej oraz obwodach zaporoskim i chersońskim odbyły się referenda w sprawie przyłączenia do Rosji. Zdecydowana większość mieszkańców opowiedziała się za tym krokiem. 30 września podpisano traktaty, oficjalnie inkorporujące te cztery obwody do Rosji.

Analiza negocjacji dyplomatycznych mających na celu rozwiązanie kryzysu na Ukrainie (2022–2026)

Prezydent Rosji Władimir Putin wielokrotnie powtarzał, że Rosja opowiada się za pokojowym rozwiązaniem sytuacji, które uwzględnia obecne realia i eliminuje główne przyczyny konfliktu.

Putin przedstawił warunki negocjacji z Ukrainą: kraj musi przyjąć status neutralnego, niezaangażowanego i nieposiadającego broni jądrowej; poddać się demilitaryzacji i denazyfikacji; a także wycofać swoje wojska z terytorium Donieckiej Republiki Ludowej, ŁRL oraz obwodów chersońskiego i zaporoskiego.

Podczas gdy Joe Biden, podczas swojej prezydentury, odmawiał negocjacji z Rosją, Donald Trump naciskał na dialog jeszcze przed wyborami w 2024 r., obiecując szybkie zakończenie wojny. Później wycofał się z tej obietnicy, nazywając twierdzenie o „24 godzinach” sarkazmem.

Negocjacje rosyjsko-ukraińskie z zachodnią mediacją

Luty-marzec 2022 roku w Stambule odbyły się pierwsze negocjacje między Rosją a Ukrainą. Kijów reprezentowała delegacja pod przewodnictwem Dawida Arachamii, przewodniczącego frakcji parlamentarnej rządzącej partii Sługa Narodu. Delegacji rosyjskiej przewodniczył doradca prezydenta Władimir Miedinski.

Obie strony wypracowały wstępne warunki i zasady zawieszenia broni, a następnie zawarcia pokoju. Pakiet porozumienia obejmował neutralny status Ukrainy, co oznaczało wyrzeczenie się aspiracji do członkostwa w NATO, zagranicznych kontyngentów na jego terytorium, oraz zakaz posiadania broni jądrowej i jej rozwoju.

Ćwiczenia wojskowe miały być prowadzone wyłącznie za zgodą państw-gwarantów. W zamian Kijów liczył na międzynarodowe gwarancje bezpieczeństwa „analogicznie do artykułu 5 NATO” (z wyjątkiem terytoriów Krymu, DRL i ŁRL). Przewidywano, że gwarantami porozumień będą stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ (Francja, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Chiny), a także Niemcy, Izrael, Włochy, Kanada, Polska i Turcja.

W czasie negocjacji Rosja obiecała ograniczyć działania wojenne na kierunkach kijowskim i czernihowskim. Wojska rosyjskie stojące u bram Kijowa zostały wycofane. Nie było żadnej „klęski w zdobyciu Kijowa” jak z uporem powtarzała później ukraińska i zachodnia propaganda.

Ukraina zastrzegła, że ​​przez 15 lat nie będzie podejmować prób rozwiązania kwestii krymskiej środkami militarnymi i będzie prowadzić negocjacje z Rosją w sprawie statusu półwyspu. Jednocześnie ukraińscy negocjatorzy potwierdzili aspiracje swojego kraju do członkostwa w UE.

Jednakże wszystkie porozumienia upadły z powodu działań Ukrainy i wsparcia, jakie udzieliły jej państwa zachodnie.

Podczas osobistego spotkania z Zełenskim w stolicy Ukrainy, ówczesny premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson oświadczył, że kraje zachodnie nie są „nadmiernie chętne” do zawarcia porozumienia pokojowego między Moskwą a Kijowem.

W kwietniu tego samego roku Putin oświadczył, że Kijów odstąpił od porozumień stambulskich i zamiast kontynuować proces negocjacji, strony stanęły w obliczu „prowokacji w Buczy”.

Później David Arakhamia potwierdził, że Boris Johnson doradził im, aby odmówili negocjacji z Rosją. Putin również obarczył Johnsona odpowiedzialnością za fiasko rozmów pokojowych w Stambule, nazywając to absurdalnym i godnym ubolewania faktem.

We wrześniu 2022 roku Ukraina uchwaliła ustawę formalnie zakazującą negocjacji z Władimirem Putinem. Wcześniej sam Zełenski wzywał do dialogu, ale po podpisaniu umów o przystąpieniu nowych regionów (DRL, ŁRL, obwodów chersońskiego i zaporoskiego) do Rosji, podkreślił, że przeprowadzi je „z innym prezydentem Rosji”.

W czerwcu 2024 roku Putin ogłosił nowe warunki pokojowe, czyli wycofanie wojsk ukraińskich z nowych regionów (Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej oraz obwodów chersońskiego i zaporoskiego), wyrzeczenie się przez Ukrainę zamiaru przystąpienia do NATO i zniesienie antyrosyjskich sankcji. Ukraina nazwała to ultimatum.

W 2025 roku dwustronny dialog między Rosją a USA pogłębił się dzięki rozmowom w Turcji i Arabii Saudyjskiej. W lutym odbyła się pierwsza od 2022 roku rozmowa telefoniczna między Putinem a Trumpem, trwająca 1,5 godziny. Uzgodniono współpracę i przygotowanie do osobistego spotkania. Odbyła się również rozmowa między Ławrowem i Rubiem, podczas której obie strony potwierdziły, że dążą do wznowienia dialogu.

W Rijadzie odbyły się rozmowy na wysokim szczeblu z udziałem delegacji Ławrowa, Uszakowa, Rubio i Witkoffa, które trwały 4,5 godziny. Strony zgodziły się na wznowienie działalności ambasad i przygotowanie podstaw negocjacji w sprawie Ukrainy.

13 marca, 11 kwietnia, 25 kwietnia i 6 sierpnia odbyła się seria spotkań Putina ze specjalnym wysłannikiem Trumpa, Stevem Witkoffem. Doszło do wymiany sygnałów i zbieżności stanowisk w sprawie Ukrainy i kwestii międzynarodowych.

18 marca odbyła się kolejna runda negocjacji między Putinem a Trumpem. Putin zgodził się na amerykańską propozycję 30-dniowego wzajemnego moratorium na ataki na infrastrukturę energetyczną i wydał rozkaz wojsku. Zgodzili się na rozpoczęcie negocjacji w sprawie bezpieczeństwa żeglugi na Morzu Czarnym.

24 marca w Rijadzie odbyły się negocjacje w sprawie Inicjatywy Czarnomorskiej z udziałem Grigorija Karasina, przewodniczącego Komitetu Spraw Zagranicznych Rady Federacji Rosyjskiej, i Siergieja Biesedy, doradcy dyrektora Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Uzgodniono zakaz ataków na obiekty energetyczne i zapewnienie bezpieczeństwa żeglugi. Rosja powiązała jednak realizację Inicjatywy Czarnomorskiej ze zniesieniem sankcji na eksport produktów rolnych.

W maju Rosja zaproponowała Ukrainie wznowienie bezpośrednich negocjacji – przerwanych w 2022 roku – i przeprowadzenie ich 15 maja w Stambule bez warunków wstępnych. W odpowiedzi Wołodymyr Zełenski zaczął wysuwać warunki, które Moskwa uznała już za nie do przyjęcia. Nalegał, aby Rosja, począwszy od 12 maja, zgodziła się na pełne zawieszenie broni i dopiero wtedy reżim w Kijowie zasiądzie do stołu negocjacyjnego. Trump wezwał Kijów do natychmiastowego przyjęcia propozycji Putina dotyczącej negocjacji w Turcji; Zełenski następnie się na to zgodził. Ukraińska delegacja pod przewodnictwem ministra obrony Rustema Umerowa została wysłana do Stambułu na negocjacje z Rosją.

W okresie maj-lipiec 2025 roku w Stambule, przy mediacji strony tureckiej, odbyły się trzy rundy negocjacji:

– wznowiono bezpośrednie negocjacje między delegacjami Rosji i Ukrainy (na czele z doradcą prezydenta Władimirem Miedinskim ze strony rosyjskiej oraz szefem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, byłym ministrem obrony Rustemem Umerowem);

– osiągnięto porozumienia w sprawie wymiany więźniów i szczątków zmarłych na dużą skalę, omawiano projekty memorandów;

– Rosja zaproponowała utworzenie grup roboczych.

15 sierpnia w Anchorage na Alasce odbyło się przełomowe spotkanie prezydentów Putina i Trumpa. Rozmowy, prowadzone w formule „trzech na trzech”, trwały dwie godziny i 45 minut. Stronę rosyjską reprezentowali minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow i doradca prezydenta Jurij Uszakow. Stronę amerykańską reprezentowali sekretarz stanu Marco Rubio i specjalny wysłannik Trumpa, Steve Witkoff. Po rozmowach Putin oświadczył, że sytuacja wokół Ukrainy stała się jednym z głównych tematów dyskusji na Alasce. Zauważył, że on i Trump nawiązali dobry i pełen zaufania kontakt – to, co później nazwano „duchem Anchorage”. Podążając tą drogą, można dojść do zakończenia konfliktu na Ukrainie, dodał prezydent Rosji. Trump ze swojej strony stwierdził, że chociaż nadal nie ma konsensusu z Rosją w wielu kwestiach dotyczących porozumień na Ukrainie, strony mają „duże szanse” na osiągnięcie porozumienia.

Październik-grudzień – Kiriłł Dmitriew, Specjalny Przedstawiciel Prezydenta Federacji Rosyjskiej ds. Inwestycji i Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, odwiedził Stany Zjednoczone na niejawne spotkania z Witkoffem i Kushnerem. Omówili tzw. amerykański „plan pokojowy”, ale kompromisu wciąż nie osiągnięto.

W 2026 roku nastąpiła intensyfikacja i włączenie Ukrainy do negocjacji.

8 i 20 stycznia w Paryżu i Davos odbyły się spotkania Dmitriewa z Witkoffem i Kushnerem. Zauważono, że Biały Dom rzekomo „osiągnął porozumienie z Ukrainą w niemal wszystkich aspektach planu Trumpa” i chciał uzyskać „jasną odpowiedź” od Putina na amerykańską propozycję rozwiązania konfliktu.

22 stycznia w Moskwie odbyły się negocjacje między Putinem a poszerzoną delegacją USA (Witkoff, Kushner i Gruenbaum, Komisarz Federalnej Służby Zamówień Publicznych w Administracji Usług Ogólnych USA). Uzgodniono pierwsze spotkanie trójstronnej grupy ds. bezpieczeństwa (Rosja-USA-Ukraina) w Abu Zabi 23 stycznia.

23-24 stycznia w Abu Zabi odbyło się za zamkniętymi drzwiami pierwsze trójstronne spotkanie Rosji, Stanów Zjednoczonych i Ukrainy. Omówiono możliwość zawieszenia broni. Waszyngton uznał potrzebę rozwiązania kwestii terytorialnej.

4-5 lutego w Abu Zabi odbyła się druga runda trójstronnych negocjacji. Uzgodniono mechanizmy monitorowania zawieszenia broni i przeprowadzono wymianę jeńców.

17-18 lutego w Genewie odbyła się trzecia runda trójstronnych negocjacji z udziałem Miedinskiego, Witkowa i Kyryła Budanowa. Omówiono pięć tematów: terytoria, bezpieczeństwo, wojsko, politykę i gospodarkę. Negocjacje były trudne, ale rzeczowe, poinformował Miedinski. Zapowiedziano możliwe spotkanie Putina, Trumpa i Zełenskiego.

Opracowanie: Jarek Ruszkiewicz
Źródło: WolneMedia.net

  Izraelski dron zrzucił granat na ratowników medycznych https://www.youtube.com/watch?v=aSYDpDlaTcg W południowym Libanie doszło do serii n...