piątek, 13 marca 2026

                            TUZY ELITY

                  Anna Grodzka vel Krzysztof Bogdan Bęgowski

 

 

Krzysztof Bogdan Bęgowski urodzony16 marca 1954 r. w Otwocku, syn Kazimiery i Józefa, komunistycznego pułkownika Ludowego Wojska Polskiego. Komunista, karierowicz PRL, transwestyta, karierowicz RP jako tzw- „słup Palikota”.

Ukończył psychologię kliniczną. W 1982 r., w stanie wojennym był członkiem egzekutywy POP PZPR i Rady Okręgowej Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, gdzie zasiadał w Komitecie Wykonawczym ds. Pracy Politycznej, a później ds. Szkoleń.

We wrześniu 1982 r. Krzysztofa Bęgowskiego oddelegowano do Szkoły Podchorążych Rezerwy w Łodzi, gdzie odbył szkolenia polityczne. Po długotrwałym przeszkoleniu wojskowym, został dyrektorem Alma Pressu, wydawnictwa ZSP założonego w 1984 r. przez Jarosława Pachowskiego, członka PZPR, syna ambasadora PRL-u.

Bęgowski bez przeszkód podróżował za granicę, był m.in. w Moskwie i Rostowie w lipcu 1982 r. na seminarium szkoleniowym organizowanym przez Komsomoł. Jako sekretarz Komisji Informacji Rady Naczelnej ZSP w 1984 r. był w Berlinie Wschodnim i Lipsku, jako dyrektor i redaktor naczelny Alma Press pojechał na Kubę, do Jugosławii oraz do Austrii. W dokumentach wyjazdowych Krzysztofa Bęgowskiego widniała adnotacja, że za wyjazdy odpowiedzialność brały wojskowe służby specjalne PRL-u. Krzysztof Bęgowski dysponował paszportem uprawniającym do wielokrotnego przekraczania granicy, który w czasach PRL-u posiadali tylko ludzie władzy.

Przez kilkadziesiąt lat Krzysztof Bęgowski był mężem, nie partnerem i nie konkubentem, ale mężem i ojcem Bartka. Potrafił 22 lata oszukiwać swojego syna, jeszcze dłużej swoją żonę, a najdłużej, bo ponad 30 lat oszukiwał swoich towarzyszy z PZPR i SLD, z którego został dyscyplinarnie wyrzucony.

Procedurę zmiany płci Krzysztof Bęgowski rozpoczął w 2008 roku, w klinice w Bangkoku, zakończył w 2010 roku. Warto zaznaczyć, że najprawdopodobniej terapia polegała tylko i wyłącznie na za­ży­wa­niu leków hor­mo­nal­nych i powiększeniu piersi, nie było in­ge­ren­cji w męskie narządy płciowe Krzysztofa Bęgowskiego.

Tak prezentuje się człowiek, który obecnie uchodzi za ofiarę nietolerancji, który obnosi się ze swoimi świeżo przyprawionymi cyckami i usiłuje przerobić na wariatów wszystkich widzących to, co widzieć muszą. Miliony Polaków poddaje się testom w stylu cesarsko-królewskich psychiatrów i każdy ma obowiązek powiedzieć, że „ta kura przypomina osła”, i że ta Grodzka nie przypomina Bęgowskiego – w przeciwnym razie sąd!

Oszukiwał swoją żonę i syna, obojgu, z pełną wiedzą i świadomością wykształconego klinicznego psychologa, zadał psychiczne cierpienia, a gdy znów się nadarzyła okazja poszedł robić karierę polityczną z przyprawionymi cyckami.

Działacz totalitarnej organizacji partyjnej, szkolony przez zbrodniczą organizację komunistyczną Komsomoł, pozbawiony tolerancji partyjny wyrobnik, wspierający stan wojenny i tropiący wrogów ludowej ojczyzny, cyniczny koniunkturalista, nie będzie mnie szantażował swoją świeżo wymodelowaną dewiacyjną osobą.

Dokumenty służb specjalnych PRL pokazują karierę partyjną, którą zaczął, będąc jeszcze studentem. Na V roku psychologii w 1982 r. (trwał wówczas stan wojenny) był już członkiem egzekutywy Podstawowej Organizacji Partyjnej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, pracownikiem Rady Okręgowej Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, gdzie był jednocześnie członkiem Komitetu Wykonawczego ds. Pracy Politycznej, a później ds. Szkoleń.

We wrześniu 1982 r. Krzysztof Bęgowski został skierowany do Szkoły Podchorążych Rezerwy w Łodzi, gdzie odbywały się szkolenia polityczne. Po długotrwałym przeszkoleniu wojskowym (taka informacja znajduje się w kwestionariuszu paszportowym Bęgowskiego z 1986 r.) został dyrektorem Alma Pressu, wydawnictwa ZSP założonego w 1984 r. przez Jarosława Pachowskiego, członka PZPR, syna ambasadora PRL na placówkach w Brukseli, Paryżu, Sztokholmie i w Kambodży.

Przebieg kariery Krzysztofa Bęgowskiego, jaki wyłania się z dokumentów służb specjalnych PRL, pokazuje, że władze partyjne miały do niego najwyższe zaufanie. Świadczą o tym m.in. liczne wyjazdy za granicę – często podróżował do ZSRS. Był m.in. w Moskwie i Rostowie w lipcu 1982 r. na seminarium szkoleniowym – stroną zapraszającą był Komsomoł – komunistyczna organizacja młodzieżowa. Jako sekretarz Komisji Informacji Rady Naczelnej ZSP w 1984 r. był w NRD – Berlinie Wschodnim i Lipsku – na wizytacji firmy Reprotechnik. Jako dyrektor i redaktor naczelny studenckiej oficyny wydawniczej Alma Press pojechał też na Kubę w Brygadzie Młodzieżowej im. R. Miałowskiego, do Jugosławii oraz do Austrii do firmy Sony. Co ciekawe, na dokumentach wyjazdowych Krzysztofa Bęgowskiego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych odnotowało, że „wpis w książeczce wojskowej nie wymaga dalszych wyjaśnień”, co oznaczało, że za osobę wyjeżdżająca gwarancje brały wojskowe służby specjalne PRL.

Koniec lat 80. był dla Krzysztofa Bęgowskiego czasem kariery biznesowej i partyjnej. Był członkiem PZPR, a po zmianach ustrojowych – SdRP i SLD. Jednocześnie prężnie działał w biznesie – w spółkach obok Krzysztofa Bęgowskiego można znaleźć ludzi powiązanych z wojskowymi i cywilnymi służbami specjalnymi PRL, głównie z Departamentem I MSW, czyli komunistycznym wywiadem.

W 2011 Anna Grodzka kandydowała w wyborach do Sejmu RP. Na liście wyborczej Ruchu Palikota w okręgu krakowskim jako tzw. Słup Palikota, (wskutek startu z ramienia tej partii została usunięta z SLD). W wyniku głosowania z 9 października uzyskała mandat poselski i awansowała automatycznie na stanowisko „przybocznej Palikota”.

W Sejmie VII kadencji została wiceprzewodniczącą klubu poselskiego Ruchu Palikota, a także wiceprzewodniczącą Komisji Kultury i Środków Przekazu, członkinią sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka [ , a także wiceprzewodniczącą Parlamentarnej Grupy Kobiet.

W 2013 roku doszło do ostrego konfliktu między nią a inną przyboczną Palikota – Wandą Nowicką o stołek wicemarszałka sejmu RP!!!

 

USA i Izrael – gdzie centrala, a gdzie kolonia?



Koalicja Epsteina (USA i Izrael) rozpoczęła wojnę z Islamską Republiką Iranu 28 lutego. Pierwszą salwą było zamordowanie 171 dziewcząt w szkole podstawowej (być może w ofierze Baalowi, ulubionemu bóstwu zwolenników Epsteina?), a następnie męczeńska śmierć ajatollaha Alego Chameneiego w jego własnej rezydencji. Był to początek „operacji”, którą USA spodziewały się zakończyć w ciągu kilku godzin, a następnie w ciągu trzech dni. Cóż, operacja trwa już ponad sześć dni, a wszyscy analitycy wskazują, że wojna potrwa co najmniej kilka tygodni, przynosząc znaczne straty po obu stronach.

Co skłoniło USA do jej rozpoczęcia? Najprostsza i przewidywalna odpowiedź brzmiałaby, że chodzi o irańską ropę i inne zasoby naturalne. Zwykle osoby rozumujące w ten sposób dodają, że państwo Izrael jest enklawą USA i/lub „kolektywnego Zachodu” na Bliskim Wschodzie, której celem jest funkcja centrum ułatwiającego lub umożliwiającego kontrolę i okupację regionu oraz eksploatację jego zasobów. Takie wnioski wydają się nieuniknione, jeśli porównać statystyki obu państw: USA są większe, mają większy PKB, potężniejsze i liczniejsze siły zbrojne, więcej miliarderów; krótko mówiąc, są „lepsze” pod każdym możliwym względem. Dlatego relacje amerykańsko-izraelskie należałoby postrzegać jako takie, w których USA decydują, a Izrael podporządkowuje się. Marksistowskie i materialistyczne interpretacje idą w tym kierunku.

Ale czy wojna z Iranem potwierdza ten pogląd? Jeśli Izrael jest posłuszną kolonią USA, decyzja o rozpoczęciu konfliktu byłaby zdecydowanie decyzją Amerykanów, a Izrael po prostu podporządkowałby się decyzjom swojej „metropolii”. Jednak z oficjalnych oświadczeń sekretarza stanu Marco Rubio i sekretarza obrony Pete’a Hegsetha wynika coś zupełnie odwrotnego: jasno dali do zrozumienia, że USA zaangażowały się w konflikt dopiero dlatego, że Izrael już zdecydował się zaatakować Iran, a Waszyngton podporządkował się syjonistycznej determinacji. Posłużono się pretekstem, że Iran planuje atak wyprzedzający, ale szybko go porzucono po zaprzeczeniu ze strony Pentagonu. W rzeczywistości Iran nie planował ataku ani na USA, ani na Izrael. Innymi słowy, to Izrael zmusił USA do ataku na Iran.

Jak to możliwe? Wyjaśnienie wydaje się tkwić w roli społeczności żydowskiej w USA i jej wpływie na sprawy wewnętrzne kraju, niezależnie od tego, czy jej członkowie posiadają obywatelstwo izraelskie, czy nie. Mimo że stanowią zaledwie 2,4% populacji USA, aż 25% jej członków ma dochody równe 4% najbogatszych nie-Żydów. W wielu krajach znacząca część społeczności żydowskiej jest krytyczna lub obojętna wobec Izraela, ale w USA 90% jej członków popiera Izrael w walce z jego wrogami. Poparcie to nie ogranicza się do słów, lecz wyraża się w formalnej działalności organizacji lobbujących, które finansują kandydatów pro-izraelskich i szkodzą kandydatom antyizraelskim. Najsłynniejszą z tych organizacji jest AIPAC, który zainwestował prawie 130 milionów dolarów w wybory swoich kandydatów w 2024 roku.

Znacznie ważniejszym atutem jest jednak fakt, że – jak wskazują dochody – wielu członków żydowskiej społeczności zajmuje stanowiska władzy i wpływów w mediach masowych, systemie bankowym i branży rozrywkowej. Choć Żydzi to tylko 2,4% populacji USA, stanowią 33% prezesów dużych banków, 40% prezesów dużych konglomeratów medialnych i 50% prezesów dużych firm rozrywkowych. Te sektory kontrolują przepływ inwestycji, a także kształtują opinie i gusta mieszkańców kraju.

Lata temu analitycy geopolityczni John Mearsheimer i Stephen Walt wydali znakomitą książkę o lobby syjonistycznym w USA. W swojej pracy jasno stwierdzili, że wsparcie USA dla Izraela nie jest powiązane ze strategicznymi interesami Waszyngtonu. Koszt wspierania Izraela jest ogromny, zarówno pod względem finansowym, jak i w kontekście międzynarodowej popularności Stanów Zjednoczonych. W rzeczywistości USA szkodzą samym sobie, wspierając Izrael przeciwko jego wrogom. Jak więc można twierdzić, że kontrolują Izrael?

Wracając do obecnej administracji prezydenckiej, postacie takie jak Pete Hegseth i Lindsay Graham otwarcie przyznają, że głównym celem USA jest ułatwienie odbudowy Świątyni Jerozolimskiej, aby przygotować drogę nadejściu żydowskiego Mesjasza. Eschatologiczny problem polega na tym, że dla katolików, prawosławnych i tradycyjnych protestantów żydowski Mesjasz to Antychryst. Chociaż Izrael jest całkowicie zależny od amerykańskiej pomocy finansowej i wojskowej, syjonizm przejął tam tak dużą kontrolę nad mechanizmami decyzyjnymi i kształtowania opinii publicznej, że można by w praktyce porównać jednobiegunowego amerykańskiego hegemona do bezmyślnego golema. Zamiast zasady „Najpierw Ameryka” obowiązuje zasada „Najpierw Izrael”.

Podczas gdy amerykańskie bazy, radary, samoloty i personel są atakowane gradem pocisków i dronów, a Waszyngton traci wpływy i zdolność do wywierania presji na Bliski Wschód, należy dojść do wniosku, że to Izrael w praktyce podejmuje decyzje w tej relacji i że Tel Awiw będzie traktował USA instrumentalnie tak długo, jak będzie to służyło jego własnym ekspansjonistycznym interesom.

Autorstwo: Raphael Machado
Źródło zagraniczne: Strategic-Culture.su
Źródło polskie: WolneMedia.net



środa, 11 marca 2026

                           TUZY ELITY

                             Roman Giertych

 (ur. 27 lutego 1971 w Śremie) – po­li­tyk, ad­wo­kat i his­to­ryk, wice­pre­mier i mi­ni­ster edu­ka­cji narodowej od 5 maja 2006 do 13 sierpnia 2007 w rządach Kazimierza Mar­cin­kie­wi­cza i Jarosława Kaczyńskiego, w latach 2001–2007 poseł na Sejm IV i V kadencji, były prezes Ligi Polskich Rodzin i Młodzieży Wszech­pol­skiej.

 

 

 Polski sprzedajny goj na usługach międzynarodowego lobby uboju rytualnego zwierząt (żydowskiego i muzułmańskiego), zwo­len­nik mo­rdów ry­tu­al­nych czy­li pod­rzy­na­nia zwierząt na żywca bez ich og­łu­sza­nia!

W 1989 utworzył deklarującą na­ro­do­we wartości Młodzież Wszechpolską, nawiązującą swoją nazwą do przedwojennego Związku Akademickiego „Młodzież Wszechpolska”. Przez pierwsze lata był jej prezesem, w 1994 został prezesem honorowym. Był członkiem Stronnictwa Na­ro­do­wo- Demokratycznego i Stronnictwa Na­ro­do­we­go, którego działacze w 2001 tworzyli Ligę Polskich Rodzin.

Był przewodniczącym Kongresu LPR, w marcu 2006 został wybrany na prezesa partii w miejsce Marka Kotlinowskiego. Po wyborach parlamentarnych w 2007, w których nie uzyskał mandatu, 24 października 2007 zrezygnował z funkcji prezesa LPR i zapowiedział odejście z polityki.

Od 5 maja 2006 do 13 sierpnia 2007 sprawował funkcje wicepremiera i ministra edukacji narodowej w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. W 2007 bez powodzenia ubiegał się o mandat poselski w okręgu lubelskim.

Jego nominacja na ministra doprowadziła do manifestacji studenckich w maju 2006, które odbyły się m.in. w Gdańsku, Krakowie, Łodzi, Rzeszowie, Szczecinie i Warszawie, zaś 13 czerwca z inspiracji Inicjatywy Uczniowskiej odbył się protest grupy uczniów ze szkół średnich i gimnazjalnych, która zablokowała siedzibę ministerstwa. Zorganizowano także zbieranie podpisów pod listem otwartym dotyczącym jego odwołania. Zebrano 137 876 podpisów, a list został 8 czerwca przekazany do Kancelarii Premiera. Powstała także inicjatywa „Giertych musi odejść” postulująca jego odwołanie, która organizowała w ciągu pierwszych miesięcy manifestacje i marsze protestacyjne w całej Polsce, m.in. pod hasłem „Początek Roku – Koniec Giertycha”.

6 czerwca 2006 podjął decyzję o odwołaniu szefa Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli, Mirosława Sielatyckiego. Jako podstawę decyzji podał wydane przez CODN podręcznika dla nauczycieli Kompas – edukacja o prawach człowieka w pracy z młodzieżą. Celem tej publikacji stworzonej w 2002 przez Radę Europy i przetłumaczonej na 19 języków była promocja praw człowieka. Według Romana Giertycha podręcznik miał służyć „promocji homoseksualizmu” w szkole, co stało się podstawą do podjęcia decyzji o odwołaniu Mirosława Sielatyckiego. Przeciwko decyzji ministra zaprotestowali m.in. pracownicy CODN, Polska Izba Książki, Amnesty International oraz przewodniczący Rady Europy, Terry Davis.

9 lipca 2006 ambasador Izraela w Warszawie David Peleg publicznie ogłosił, że będzie unikać kontaktów z Romanem Giertychem i urzędnikami ministerstwa edukacji. Jako uzasadnienie rzecznik ambasady, Michael Sobelman, przypomniał książki Jędrzeja Giertycha z okresu międzywojennego, które według niego były przesiąknięte nacjonalizmem, i wskazał, że jego zdaniem politycy LPR w swojej ideologii opierają się na „antysemickim podłożu”.

15 lipca 2006 ogłosił częściową „amnestię maturalną” dla absolwentów, którzy nie zdali matury w 2006. 2 października 2006 Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył rozporządzenie do Trybunału Konstytucyjnego, który 16 stycznia 2007 uznał amnestię maturalną za niezgodną z Konstytucją RP.

Po przegranych wyborach z 2007 (otrzymał w nich 6394 głosy) zrezygnował z kierowania partią i zadeklarował odejście z polityki. Powrócił do wykonywania zawodu adwokata, reprezentował m.in. Wojciecha Sumlińskiego i byłą żonę Janusza Palikota. Został także m.in. pełnomocnikiem syna Donalda Tuska w sporze z „Faktem”. Reprezentował także Radosława Sikorskiego w wygranej przez tegoż sprawie tzw. obraźliwych komentarzy na forach „Wprost”, a także Ryszarda Krauzego pomawianego o układy z gangiem w procesie, w którym w pierwszej instancji uwzględniono powództwo, nakazując Telewizji Polskiej i Anicie Gargas przeprosiny Ryszarda Krauzego.

 

 

 W lutym 2013 wraz z Kazimierzem Marcinkiewiczem i Michałem Ka­miń­skim (rebeliantami PiS) założył think tank Instytut Myśli Pań­stwo­wej.

W 2006 roku w dzień inauguracji roku szkolnego „Gazeta Wyborcza” z wielką empatią pochylała się nad młodzieżą protestującą przeciwko ministrowi edukacji narodowej, a redaktor „GW” Piotr Pacewicz pisał: „Giertych do piekła”. Ówczesny minister edukacji z ramienia LPR był wtedy nie tylko bohaterem wielkiej kukły-zombie, ale i transparentów z napisem „Giertych do wora, wór do jeziora”. Teraz ten niegdyś znienawidzony polityk jest gwiazdą TVN24 oraz mecenasem Tuska. Jak na razie Michała Tuska. Giertych pisze mu pozwy przeciwko gazetom, które wytykały dwuznaczną rolę premierowicza w aferze Amber Gold. Czy ktoś jednak byłby zdziwiony, gdyby w sytuacji zmiany Donalda Tuska na Donalda T. reprezentował go również mec. Giertych? Nie jest tajemnicą, że były lider LPR, od kiedy stał się specem ds. zwalczania Jarosława Kaczyńskiego, przyjaźni się z Radosławem Sikorskim (PO) i Michałem Kamińskim (niedługo PO). Dziś wszystko wskazuje na to, że za swoje „zasługi” awansował już na tuskowego „przyjaciela rodziny”.

Na oczach Polaków wódz Ligi Polskich Rodzin – Roman Giertych dokonuje samounicestwienia własnego ugrupowania, co wynika z jego oportunizmu i cynicznej gry o zachowanie resztek władzy. To nie przypadek, że ten fałszywy endek wykreował na protektora swoich walących się w gruzy rojeń o wielkości aparatczyka PZPR-u i przegranego uczestnika wewnętrznych rozgrywek w PiS-ie Janusza Kaczmarka – człowieka, o którym wszystko można powiedzieć, tylko nie to, iż kiedykolwiek przejawiał najmniejsze sympatie do ruchu narodowego. Wprost przeciwnie, jako szef MSWiA i wcześniejszy prokurator wysokich szczebli(m.in. prokurator krajowy), prześladował autentycznych narodowców z Polskiej Partii Narodowej i pokrewnych organizacji, w czym zresztą miał poparcie Romana Giertycha, pozbywającego się w ten sposób politycznej konkurencji. Tutaj leży główne pole minionych knowań obu panów, bo teraz ani jeden, ani drugi nie uczyni nam już żadnej krzywdy.
Cynik i bezideowiec Giertych junior na zwłokach nieistniejącego Stronnictwa Narodowo- Demokratycznego zbudował bezprawnie Ligę Polskich Rodzin, wspomagając się pomniejszymi oportunistami z tzw. Młodzieży Wszechpolskiej (weszpolską zwanej), nazwy ukradzionej przedwojennemu ugrupowaniu forpoczty młodych polskich nacjonalistów. Nie dziwota, że giertychowska MW jest dzisiaj topniejącą towarzysko grupką najwierniejszych przydupasów wodza, co pokazała żałosna impreza poparcia Kaczmarka przed kancelarią premiera. Kto tam „protestował”? Kilkunastu zmarzniętych łebków w dwóch czy trzech po partacku postawionych namiocikach – oto cała potęga obecnego zaplecza R. Giertycha. Pojawia się nadzieja, iż bankructwo polityczne Romana Giertycha uratuje oszukaną przez niego młodzież, która odejdzie do prawdziwych formacji narodowych – głownie PPN-u.

Giertych junior nie wyskoczył z pudełka. Szedł konsekwentnie drogą zdrady nacjonalistycznych ideałów swego znakomitego dziada Jędrzeja Giertycha. Spłodził był u początku kariery marną broszurę „Kontrrewolucja młodych”(„biblii” weszpolaków), gdzie z hukiem i uroczyście wyrzekł się nacjonalizmu, posiłkując się słownictwem lewaków i liberalnej chadecji. LPR powstała na tej chybotliwej pseudoideologii, sam Roman Giertych mianował się konserwatystą w stylu angielskich torysów, których trudno obecnie odróżnić od socliberałów z Partii Pracy(laburzystów), a za modelową uznał oportunistyczną Partię Ludową – hiszpańską konserwatywną chadecję, która tchórzliwie porzuciła chwalebną spuściznę generała Francisco Franco i Falangi.

Już w latach 2003-2004 wódz Ligi zdemaskował te i inne fascynacje ideowo-polityczne na oczach szerszej opinii publicznej w obszernych wywiadach na łamach „Gazety Wyborczej” i niemieckiego tygodnika „Die Welt”. Rozmowa w „Wybiórczej”, pod znamiennym tytułem „Jestem Europejczykiem”(13 czerwca 2003 r.), zawierała złote myśli Romana Giertycha w stylu : „ Liga jest partią centroprawicową(...) LPR jest partią centrum. Myślę, że w następnej kadencji za karę to właśnie PiS posadzimy w skrajnie prawej części sali sejmowej”. Giertych junior za wszelką cenę uciekał od politologicznego zdiagnozowania Ligi jako ugrupowania „skrajnie prawicowego”, co w słowniku liberałów i lewicy oznacza partie narodowe. W tamtych czasach o status takowych rywalizowały w pewnym sensie PiS z LPR, zaś Roman Giertych z lubością określał się mianem „centrysty” - obelgi w ustach narodowca, ponieważ centrum to w polityce sprzedajność, ideowa bezpłciowość i ucieczka w kompromisy z byle kim.

Dalej szef Ligi demaskuje na łamach „GW” swoje zdanie o Jean Mare Le Penie : „ Każde ugrupowanie, by objąć większość wyborców, musi zaprezentować program dla większości – to jest oczywiste. Kto tego nie rozumie, zamyka się jak Le Pen w ciasnej grupie ludzi o ciasnych poglądach, ludzi nieodpowiedzialnych, ludzi bez wizji”. Wypowiadanie podobnych opinii w organie o wiadomej reputacji na temat zasłużonego dla nacjonalizmu w Europie przywódcy, jest świństwem i hańbą. Roman Giertych chcąc się przypodobać Michnikowi, był zdolny nawet do tego. Przyszłość pokazała, że również w ideowo-politycznych analizach Giertych junior demonstruje fatalną dla siebie ignorancję. „Ciasny” Front Narodowy ciągle dysponuje kilkunastoprocentowym poparciem Francuzów, a liberalne, większościowe otwarcie LPR-u skończyło się katastrofą i omsknięciem się jej w sondażach do 1 proc. FN pozostał głosem narodowej francuskiej mniejszości, zaś Liga to cuchnące truchło – ofiara ambicji wodza bez armii, pozbawionego charakteru i wierności ideałom rodzinnych przodków.

Do kompletu dołączmy jeszcze fragment przemyśleń elokwentnego Giertycha o Unii Europejskiej : „W tej chwili walka o wyjście z Unii(...) jest działaniem nierealnym. Teraz Polska musi mieć swój program w Unii. I my ten program dla eurosceptyków zdefiniujemy”. Obowiązek ugrupowania narodowego to nie wyjście z UE, ale rozwalenie jej za wszelką cenę. Roman Giertych o niczym takim nie myśli, co więcej kreuje LPR na programowego przodownika eurosceptycznej nijakości. Nie osiągnął nawet tego i nic nie zdefiniował, ponieważ Liga ma na dzisiaj w europarlamencie jednego-dwóch deputowanych, co stało się efektem katastrofalnej polityki kadrowej i wodzowskich zapędów Giertycha juniora. Teraz znowu dosiada kucyka fundamentalnej antyunijności, lecz pamiętajmy, jakie spojrzenie miał na to zagadnienie kilka lat temu. W rozmowie z „Die Welt”(12.07.2004 r.), Giertych nie deklaruje chęci wyjścia z Unii Europejskiej, co więcej, na pytanie dziennikarza, kto wygrał na wejściu do UE odpowiada : „ Uważam, że Polska. My wytwarzamy nadal produkty rolne , które są jadalne, i będziemy zaopatrywać niemiecki rynek – tak jak było od wieków”. Wielki wódz nie przewidział zapchania polskiego rynku przez zachodnie zboże, nie zauważył zawalenia hipermarketów obcą żywnością, cieszył się tylko, iż zaopatrzymy Niemców, co zresztą okazało się kolejnym mitem, ponieważ Berlin znakomicie broni własnych interesów gospodarczych. Wywiad dla „Die Welt” poprzetykany jest akcentami prounijnymi i proniemieckimi – Liga z przywódcą byli na fali, nie należało drażnić Europy i polskojęzycznych mediów resztkami narodowych haseł „wczesnego” LPR-u. Postawiono zdecydowanie na liberalizację szeregów w miękkim, konserwatywno-chadeckim duchu. Giertycha chwalił jako „nowoczesnego endeka” Jan Maria Rokita, a Paweł Singer-Śpiewak nazwał go jednym z najlepiej rokujących na przyszłość młodych polityków. To fakty – Giertycha juniora komplementowali gwiazdorzy PO, a on sam kraśniał z zachwytu.

W „Die Welt” Roman Giertych zasygnalizował kompromitujące przywiązanie do Izraela i syjonizmu, czyli wołającą o pomstę do nieba kolejną zdradę imponderabiliów polskiego ruchu narodowego. Pytany o możliwość wejścia Turcji do UE mówił : „ My jesteśmy temu przeciwni. Opowiadamy się za tym, aby przyjąć Ukrainę i Armenię, one są kulturowo bardziej europejskie od Turcji[szczególnie w tradycjach UPA]. Należałoby też przyjąć i umocnić Izrael , inaczej islam go pochłonie”. Hej, to były czasy, gdy R. Giertych marzył o Unii rozszerzonej aż po Izrael! Pewnie dalej tak myśli, ale mniej nachalnie naciska w tym względzie Brukselę.

Roman Giertych pogrążył się w filosemityzmie znacznie głębiej, apelując we „Wprost” o tak zwany zwrot mienia Żydom na równi z Polakami. „ Państwo winno być ślepe na narodowość” - grzmiał Giertych junior. Narodowcom polskim pospadały z wrażenia skarpety z nóg, oto Giertych przekroczył nie pierwszą granicę serwilizmu względem narodu wybranego i wyraził pogląd na państwo i naród, którego nie powstydziliby się Kuroń z Michnikiem i Blumsztajnem. Gdyby dziad wyrodka Jędrzej Giertych nagle powstał z grobu, zadusiłby własnoręcznie liberalnego wnusia. Umizgi względem siły przewodniej z Bliskiego Wschodu, nie uchroniły Giertycha przed żydowskimi kopniakami. Izraelskie MSZ zapowiedziało bojkot ministerstwa Giertycha i jego samego: „Nie będziemy utrzymywać kontaktów z polskim ministerstwem edukacji, szefem partii, której program zawiera antysemickie elementy”. Rzecznik ambasady Izraela Michael Sobelman wygadywał przy okazji idiotyzmy(nieznajomość własnej historii wśród Żydów jest porażająca): „Żydzi są zdumieni, że na czele ministerstwa, z którym się przecież spotykają, stoi człowiek, którego dziadek w okresie wojny nawoływał do takich egzotycznych pomysłów jak utworzenie osady żydowskiej na Madagaskarze”. Chodzi oczywiście o Jędrzeja Giertycha, który wojnę przesiedział w niemieckiej niewoli, gdzie raczej nie było agentów żydowskich, zapisujących jego zwierzenia na temat kibuców ze starozakonnymi na Madagaskarze. Przed przyznaniem Palestyny Żydom do spółki z Arabami, zastanawiano się powszechnie nad umiejscowieniem narodowej siedziby żydowskiej, a w grę wchodziły różne miejsca – z Madagaskarem, Ameryką Południową i Alaską włącznie. Na Palestynę(Izrael) uparła się grupa syjonistycznych fantastów, często zresztą skonfliktowanych w tej sprawie z innymi Żydami. Dlaczego za ten cały pasztet ma odpowiadać Jędrzej Giertych? To pytanie do wnuka Szanownego Dziada, niech oświeci niedouczonego Sobelmana. Wnuk, wytrenowanym sposobem oportunisty, od znienawidzonego przez liberalnosyjonistyczny establishment dziadka wielokrotnie się odcinał, zaś w poruszonej kwestii zachował się jak prawdziwy mały moralnie Roman Giertych.

W pierwszym rzędzie prosił o litość ambasadora Dawida Pelega, który de facto mógł go pozbawić stanowiska: „Ja lubię naród żydowski. I nie widzę powodów, by pan ambasador nie lubił mnie”. Biedna psina, może wezmą ją na wycieraczkę pod bramę ambasady? Nie wzięli, psiak jest długi jak dziesięć jamników, lecz dla pewności Giertych junior ze świtą konusów-weszpolaków udał się z pompą do Jedwabnego, bo szczęśliwie napatoczyła się 65. rocznica wypadków z 1941 roku. Po przybyciu Roman Giertych złożył przy obelisku olbrzymi wieniec, wykonując rytualne kiwania z rabinami i Dawidem Pelegiem. Wygłosił również politycznie poprawne zaklęcie: „W Polsce nie ma miejsca na antysemityzm i nie będzie”. Wyciągał też skwapliwie rękę do Pelega, którą ten wreszcie łaskawie uścisnął. Dla ratowania stołka Giertych-zawodowiec przyjął z fanfarami żydowską wersję wydarzeń w Jedwabnem – czyli dołączył do grona potwarców narodowej pamięci i historii. Wcześniej i później wódz Ligi niezmiennie potępiał z werwą anonimowy antysemityzm, czyniąc z LPR-u partię równie przychylną interesom narodu wybranego, co Unia Demokratyczna/Wolności. Tak, Liga to z pewnością nacjonaliści, tyle że syjonistycznego chowu.

Długo by jeszcze można wyliczać grzechy Romana Giertycha, który w zależności od politycznych wiatrów to kochał, to nie kochał Stanów Zjednoczonych, Rosji nie lubił zawsze – ale za to wspierał pomarańczowych na Ukrainie; UE była dla niego dobra, dopóki nie rozpierzchli się po innych partiach eurodeputowani Ligi, a wreszcie wiernie i bezszelestnie(Lepper podskakiwał Kaczyńskiemu w koalicji znacznie odważniej i bezczelniej) trwał przy Kaczorach, zauważając ich mrożące krew w żyłach zbrodnie dopiero wtedy, gdy dostał kopniaka ze stołka i powoli osuwa się w polityczną nicość. I nie ma kogo żałować – oportunistyczne śmieci powinno się wywieźć na wysypisko i budować bez nich bezkompromisowy ruch narodowy, który nie pójdzie na układy z liberałami i syjonistami. Ogłaszamy uroczyste spuszczenie Romana Giertycha w kanał!

Roman Giertych zawsze dotąd podkreśla, że nie ma zamiaru wracać do polityki. Jednak od jakiegoś czasu "nie wraca" do niej bardzo intensywnie. W mediach - szczególnie tych sympatyczniejszych (szczególnie upodobał sobie TVN, a na "Rz", jak sam przyznawał , obraził się) widać go co i rusz, raz po raz, dzielnie wspierając rząd Donalda Tuska w walce ze złowrogim PiSem (z wymiarem sprawiedliwości zresztą też). Tym razem praktykuje swoje trzymanie się z dala od polityki poprzez wywiad dla Wirtualnej Polski. Stwierdza w nim, że mimo spięcia z o. Rydzykiem, to Jarosław Kaczyński pozostaje jego głównym wrogiem.

Kiedy Donald Tusk wraz z Platformą Obywatelską szedł do wyborów w 2005 roku, mówił, że jego głównym zadaniem jest uchronienie Polski przed Lepperem i Giertychem. Według Janusza Palikota w tamtych czasach PO współpracowała z szefem LPR: "Kiedy mówiłem, że w czasach rządów PiS, PO wykorzystywała Giertycha do swoich celów politycznych, to media patrzyły na mnie jak na wariata" - powiedział Palikot w programie "Jeden na jeden". Roman Giertych został pełnomocnikiem Michała Tuska. Jego ojciec, premier RP, uzasadniając ten wybór, stwierdził, że Giertych jest niezwykle skutecznym adwokatem. Palikot wyśmiał tę argumentację i powiedział, że Giertych przegrał z nim wszystkie procesy, a w środowisku prawniczym jest wielu adwokatów lepszych i bardziej uznanych od byłego ministra edukacji.

 

 

 Roman Giertych, były li­der LPR i minister e­du­ka­cji, radzi sobie nieź­le po­za po­li­ty­ką. Ma kan­ce­la­rię ad­wo­kac­ką w Warszawie. Pra­co­wał lub pra­cuje dla zna­nych pos­ta­ci - np. dla Ry­szar­da Krau­ze­go, szefa MSZ Ra­do­sła­wa Si­kor­skie­go czy Michała Tuska, syna premiera.

Przyjęcie urodzinowe Radosława Sikorskiego odbyło się wieczorem w sobotę 23 lutego 2013 w należącym do Ministerstwa Obrony Narodowej pałacu w Helenowie.
Jak informował "Express Bydgoski", z okazji jubileuszu Sikorskiego na przyjęcie przyjechali m.in. minister finansów Jacek Rostowski, szef resortu kultury Bogdan Zdrojewski, były szef LPR Roman Giertych oraz szef szwedzkiej dyplomacji Carl Bildt. Ten ostatni, jak napisał "Fakt", przybył w eskorcie policji, a gości - według gazety - świętowali pod ochroną wojska. Gościom drogę do pałacyku torowały liczne radiowozy policji - poinformował dziennik.

W marcu 2013 roku Giertych skierował do sądu sprawę przeciw Telewizji Trwam. To efekt konfliktu byłego szefa LPR z potentatem medialnym z Torunia o. Tadeuszem Rydzykiem. Poszło o to, że w jednym z programów o. Rydzyk stwierdził, że "Roman Giertych zmienił światopogląd".

Skończyło się „klepanie biedy” za kilkanaście tysięcy wicepremierowskiej pensji. Dziś dochody Romana Giertycha są zapewne znacznie większe – bo były wicepremier, jak mówią prawnicy, którzy dobrze znają warszawską palestrę, bierze 1000 zł za godzinę tzw. swojej pracy!

 

 

 Od jednego z klientów za re­pre­zen­to­wa­nie dos­ta­wał 18 ty­się­cy zło­tych mie­sięcz­nie. Jak swo­je­mu praw­ni­ko­wi wyp­ła­ci się więc Mi­chał Tusk (30 l.), któ­ry – jak sam twier­dzi – za­ra­bia na lot­ni­sku 3300 zł? Być może rachunek zapłaci tata Donald. Może w złotówkach (zarabia kilkanaście tysięcy), może dołoży się siostra (premier wspominał o decyzji całej rodziny), a może po prostu miejscem na listach wyborczych do europarlamentu.

W Platformie mówi się, że Giertychowi marzy się powrót do polityki. Pensja europosła – ponad 30 tys. zł, kolejne 80 tys. zł na zatrudnienie asystentów i jeszcze 18 tys. zł miesięcznie na biura – to pieniądze nie do pogardzenia.

Zakaz barbarzyńskiego uboju rytualnego zwierząt w Polce – 2013 rok

 

 

 Zakaz, który izraelskie MSZ nazwało „bezczelnym uderzeniem w religijną tradycję żydowskiego narodu”, zdaniem Giertycha jest „realnym przykładem antysemityzmu” a on sam jako katolik musi poprzeć starania żydowskiej wspólnoty religijnej, zmierzającej do uchylenia zakazu i kultywowania bez przesz­kód swych tra­dy­cji. Mecenas Roman Giertych będzie reprezentował Europejskie Stowarzyszenie Żydów. W jakiej sprawie? Oczywiście w sprawie uboju rytualnego. W ich imieniu Giertych sporządzi specjalny wniosek, który będzie podważał konstytucyjność zakazu uboju rytualnego wprowadzonego przez Sejm. W internecie pojawiły się informacje że Giertych oprócz sowitej zapłaty od Żydów za plucie na Polskę i Polaków ma dostać prowizję za każde tak brutalnie zamordowane zwierzę po zalegalizowaniu krwawego uboju rytualnego zwierząt w Polsce, któremu jest przeciwnych ponad 80%Polaków!

Barbara Giertych

Żona Romana, jest, jak jej mąż, prawnikiem, tzw wybitna katoliczka. Zajmuje się z ramienia Kościoła rozwodami. Jest tzw. adwokatem kościelnym przy Sądzie Metropolitarnym w Warszawie czyli zarabia na rozwodach.

 

 

Kilka lat temu Barbara Giertych została mia­no­wa­na przez Ar­cy­bis­ku­pa Ka­zi­mie­rza Ny­cza, Met­ro­po­li­ty War­szaw­skie­go na sta­no­wis­ko ad­wo­ka­ta przy Są­dzie Met­ro­po­li­tal­nym w War­sza­wie. Zajmuje się stwier­dza­niem nie­waż­no­ści mał­żeństw przez Koś­ciół Ka­to­li­cki. Żona Romana Giertycha może też np. re­pre­zen­to­wać żo­nę bądź mał­żon­ka w pos­tę­po­wa­niu przed sądem, w sprawach o stwierdzenie nieważności małżeństwa.

Barbara Giertych i Roman Giertych pracują w tym samym miejscu. W centrum Warszawy, przy ul. Nowy Świat - w miejscu gdzie znajduje się kancelaria prawna Romana Giertycha.

Giertychowa jest również jedynym udziałowcem spółki Sarmacja Polska z o.o. Spółka zajmuje się m.in. górnictwem ropy naftowej, gazu ziemnego i produkcją wyrobów chemicznych. Siedziba spółki mieści się również w tym samym miejscu, co kancelaria jej męża.

Barbara Giertych pochodzi z Olsztyna, mieszka razem z mężem i dziećmi w podwarszawskim Józefowie. Jej młodzieńczą pasją była jazda konno. Ulubioną potrawą, którą potrafi ugotować są zupy: kartoflanka i pomidorowa.

Ostatnio stała się też zwolenniczkom uboju rytualnego zwierząt czyli podrzynania na żywca zwierząt bez ich ogłuszania i mocno wspiera swojego męża który walczy z tzw.”polskim antysemityzmem czyli zakazem uboju rytualnego zwierząt dla kasy który przegłosował Sejm 12.07.2013 r. Roman Giertych postanowił za dużą kasę bronić Żydów w Polsce i ich tzw. prawa do barbarzyńskich mordów mordów rytualnych zwierząt dla kasy, plując w ten sposób Polakom w twarz którzy powiedzieli STOP O­kru­cień­stwu i Korupcji w Polsce!

 

Trump po zabiciu dzieci powiedział, że „może z tym żyć”



Opublikowane nagranie pokazuje, że to amerykański pocisk Tomahawk uderzył w pobliżu szkoły podstawowej w irańskim Minabie – napisał „New York Times” i portal „Bellingcat”. Zginęło co najmniej 175 osób, głównie dzieci. Prezydent USA Donald Trump odniósł się do ataku na szkołę dla dziewcząt w Minabie. Stwierdził, że cokolwiek wykaże śledztwo, „może z tym żyć”.

Wpływowy senator Republikanów Lindsey Graham zaapelował do Arabii Saudyjskiej i innych sojuszników z Rady Współpracy Zatoki Perskiej, aby włączyli się w ataki USA na Iran. Zagroził im, że jeśli tego nie zrobią, to czekają ich poważne konsekwencje.

Kreml poinformował w poniedziałek, że prezydent USA Donald Trump zadzwonił do prezydenta Rosji Władimira Putina, by rozmawiać o Iranie i Ukrainie. Według strony rosyjskiej rozmowa trwała około godziny i była konstruktywna. Kreml przekazał, że Trump ponownie wyraził zainteresowanie tym, by wojna w Ukrainie się wkrótce zakończyła – poinformował Reuters. Putin z kolei miał zaprezentować kilka rozwiązań, które według niego miałyby przyspieszyć zakończenie wojny z Iranem.

Ukraina wysłała do Jordanii specjalistów i drony przechwytujące, by chronić bazy USA, które dokonały zaatakowały wraz z Izraelem Iran. Informacje potwierdził przywódca Ukrainy Wołodymyr Zełenski w wywiadzie dla „New York Timesa”.

Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział w poniedziałek podczas wizyty na Cyprze, że jego kraj przygotowuje wraz z partnerami misję w celu otwarcia cieśniny Ormuz i eskortowania statków po zakończeniu najostrzejszej fazy obecnego konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan wypowiedział się ostro o amerykańskiej inwazji na Iran. Stwierdził: „Popieramy rozwiązywanie konfliktów poprzez dialog (…). W kryzysie irańskim Turcja opowiada się po stronie sprawiedliwości, uczciwości, prawa międzynarodowego, pokoju i stabilności”. Erdoğan stwierdził, że „atak na Iran stanowi wyraźne naruszenie prawa międzynarodowego”.

Teheran zwiększy siłę, częstotliwość i zakres ataków rakietowych – zapowiedział generał Madżid Musawi. Dowódca lotnictwa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej ogłosił, że kolejne ataki przeprowadzane będą z użyciem pocisków, których masa głowicy bojowej wynosić będzie minimum tonę.

Teheran zbudował zdolność do kontrolowania ruchu na kluczowych szlakach morskich w regionie przy użyciu relatywnie tanich bezzałogowców. W efekcie państwo objęte sankcjami i pozbawione nowoczesnego lotnictwa stworzyło narzędzie, które pozwala mocno wpływać na handel paliwami na całym świecie.

Laser przeciwko Iranowi. Amerykańskie serwisy donoszą, że USA wysłały do Zatoki Perskiej okręt z laserem HELIOS oraz wsparcie satelitarne przeciw Iranowi. „The New York Post” opisuje też wykorzystanie oprogramowania zakłócającego i cybernarzędzia do lokalizowania i neutralizacji dronów oraz wyrzutni rakiet.

Irańska Gwardia Rewolucyjna oświadczyła, że każdy kraj arabski lub europejski, który wydali ambasadorów Izraela i Stanów Zjednoczonych, od jutra otrzyma pełną swobodę przepływu przez Cieśninę Ormuz.

Doradca ds. polityki zagranicznej najwyższego przywódcy Iranu, Kamal Kharazi, ostrzegł, że Teheran jest przygotowany na długą wojnę i nie widzi obecnie miejsca na dyplomację. Zasugerował też, że Iran może kontynuować ataki w regionie. Irańska prokuratura z kolei ostrzegła, że przedstawiciele irańskiej diaspory mogą zostać objęci konfiskatą majątku oraz sankcjami prawnymi, jeśli okażą wsparcie Stanom Zjednoczonym lub Izraelowi. Poza granicami kraju mieszka około 5 mln Irańczyków.

Izraelskie służby ratunkowe poinformowały o śmiertelnym ataku amunicją kasetową ze strony Iranu, który w poniedziałek dotknął m.in. Tel Awiw oraz inne miasta. Według danych Reutersa, od początku wojny agresji Izraela i USA na Iran, w Izraelu zginęło 11 cywilów oraz dwóch żołnierzy związanych z „operacjami w południowym” Libanie.

Hezbollah zadeklarował w poniedziałek wierność wobec nowego najwyższego przywódcy Iranu Modżtaby Chameneia. Wcześniej podobne oświadczenia złożyły Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), irańska armia, policja, a także m.in. jemeńscy rebelianci Huti, organizacja paramilitarna Dywizja Fatemijun i milicje irackie.

Rijad jest największym eksporterem ropy na świecie, zaczęła ograniczać produkcję w obliczu niemal całkowitego zablokowania Cieśniny Ormuz. Konflikt w regionie wpływa na globalne ceny ropy, które przekroczyły 100 dolarów za baryłkę – informuje Bloomberg.

Źródło: MyslPolska.info

 

Odwaga amerykańskiego historyka

https://www.youtube.com/watch?v=Zu48BTuLS_E&t=4s


Amerykański historyk Behroz Ghamari-Tabrizi (pochodzenia irańskiego) w latach 1980. przetrwał więzienie, choć zagrożony był wyrokiem śmierci. Dzisiaj jest pracownikiem uczelni w Stanach Zjednoczonych. Został zapytany przez prowadzącą program „Democracy Now!” – Amy Goodman – jak to możliwe, by z takim doświadczeniem bronić reżimu Iranu.

„W minionych prawie 40 latach zaistniało bardzo wiele ważnych wydarzeń w społeczeństwie Iranu. Dekada po dekadzie społeczeństwo Iranu wykazywało wewnętrzną zdolność do zmiany. Kwestie sprawiedliwości społecznej były ogromnie ważne. Kobiety irańskie były niezwykle aktywne w dokonywaniu zmiany warunków swojego stylu życia. Bardzo silny okazał się też ruch związków pracowniczych, podobnie jak ruch studencki. Uważam, że obalenie rządu w tej chwili, bez klarownej alternatywy, może wyłącznie zniszczyć wszystko, co jest efektem ogromnego wysiłku całego społeczeństwa, na który zdobyło się ono w niesprzyjającej sytuacji zewnętrznej przez te całe 40 lat” – odpowiedział.

„Nie widzę żadnego, nawet najmniejszego powodu, by cieszyć się z zabicia najwyższego przywódcy Iranu, co – uważam – mieści się w całym pakiecie. Zamordowanie przywódcy państwa jest częścią pakietu obejmującego mordowanie dzieci w wieku szkolnym, zabijanie niewinnych cywilów i ataki na szpitale w Iranie. Te wszystkie aspekty składają się na wyrachowaną całość. Uważam, że nie powinniśmy okazać się głupcami, zgodnie powtarzając, że to wszystko dzieje się dla dobra społeczeństwa Iranu. Ten pakiet jest realizowany w interesie Amerykanów działających w imieniu Izraela. Uważam, że Amerykanie powinni zadać sobie pytanie, dlaczego właśnie atakujemy Iran bez jakiejkolwiek prowokacji z jego strony. Ta wojna nie leży w interesie Stanów Zjednoczonych, a wyłącznie realizuje żądania reżimu w Izraelu, który promuje niekończące się wojny w regionie” – dodał.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net

wtorek, 10 marca 2026

                           TUZY ELITY

                             Bronisław Geremek

 

 

Bronisław Geremek [Benjamin Lewartow] (ur. 6 marca 1932 w War­sza­wie, zm. 13 lipca 2008 w Lubieniu) – żydowski komunista i historyk-mediewista oraz polityk. Syn łódzkiego rabina, chasyd, w czasie wojny uratowany przez polską rodzinę Geremków we Wschowej. W latach 2000–2001 przewodniczący Unii Wolności, minister spraw zagranicznych w latach 1997– 2000, poseł na Sejm X, I, II i III kadencji, od 2004 do śmierci poseł do Parlamentu Europejskiego.

Odegrał ogromną rolę w zablokowaniu autentycznego rozliczenia z ko­mu­ni­z­mem i utrzymaniu polityki grubej kreski. Ponosi szczególną od­po­wie­dzia­l­ność za narzucenie OKP antynarodowego planu gospodarczego Sorosa i Sachsa. W swych wystąpieniach za granicą niejednokrotnie występował ze swego rodzaju “donosami na Polskę”, skrajnie eksponując rzekome nie­be­z­pie­cze­ń­stwa “antysemityzmu”, “nacjonalizmu” i “populizmu”; skrajny ma­ni­pu­la­tor – znany jest z niezwykle rozwiniętych umiejętności rozmijania się z prawdą. Jest wynalazcą nowego typu dezinformacji, zwanego faktem prasowym, [chodzi o zdarzenie, które nigdy nie zaistniało w rzeczywistości, ale stało się wiarygodne, bo napisano o nim w prasie!!].

Nazwisko rodzinne brzmi Lewertow. Rodzice nosili imiona Boruch i Szarca. Mieszkali w Warszawie przy ulicy Mławskiej 3. Brat Geremka urodził się w 1926 r. Po dziadku, który był magidem, dostał imię Israel, ale po­w­sze­ch­nie nazywano go Izio,a naprawdę nazywa się Jerry Lewart. Bronisław urodzony w 1932 r., miał na imię Benjamin, wołano go Benek. Potem losy potoczyły się tak, że został Bronisławem Geremkiem. Rodzina utrzymywała się z prowadzonej przez ojca wytwórni futer, które cieszyły się dużym powodzeniem nie tylko w Warszawie, lecz przede wszystkim na Śląsku, gdzie ojciec często jeździł w interesach.
Mimo że cała bliższa i dalsza rodzina była ortodoksyjna, bardzo religijna i pobożna, ojciec był syjonistą(nacjonalistą żydowskim). Jego marzeniem było powstanie Izraela. Próbowali nawet tam się osiedlić. Tam urodził się jego brat Jerry. Po paru latach wrócili do Warszawy, gdzie już urodził się Bronisław.

W okresie nauki w liceum wstąpił do komunistycznego Związku Walki Młodych, a w 1950 zapisał się do partii komunistycznej PZPR, był drugim sekretarzem POP na Uniwersytecie Warszawskim.

Entuzjasta stalinowskiego komunizmu

Do PZPR Geremek wstąpił w 1950 roku, a więc w okresie naj­skra­j­nie­j­sze­go stalinizmu. Po latach tłumaczył to w telewizyjnej audycji „100 pytań do" (5 grudnia 1991r): „(...) Wstąpiłem do PZPR z iluzji i wystąpiłem w 1968 r, gdy te iluzje straciłem (...)". Ciekawe, jakimi iluzjami powodował się Ge­re­mek, wstępując do PZPR w 1950 roku, okresie, gdy katowano tysiące Polaków i całkowicie zdeptano suwerenność Polski, poddanej rządom namiestników kremlowskiego „Wielkiego Brata"?! Równie ciekawe jest to, że Geremek musiał czekać, aż do 1968 roku na utracenie swych ko­mu­ni­s­ty­cz­nych „iluzji". Skrajnie groteskowo i wręcz kompromitująco dla jednego z najbardziej wpływowych polityków demokratycznej III RP brzmi wyjaśnienie na temat przyczyn wstąpienia do PZPR: "(...) Wstąpiłem, bo uważałem, że istnieje zespół fundamentalnych wartości, które mnie z tą partią wiążą (... ). Sądziłem wtedy, że komunizm jest młodością świata (...)". (Cyt. za: „Rok 1989. Bronisław Geremek opowiada. Jacek Żakowski pyta", Warszawa 1990 r., s. 101-102.) Ko­mu­nizm - młodością świata - cóż za wspaniałe wyobrażenia o naj­ba­r­dziej zbrodniczej ideologii totalitarnej!

Rozwija ożywioną działalność w PZPR. Zostaje sekretarzem organizacji partyjnej w Instytucie Historii PAN i członkiem Komisji Rewizyjnej Komitetu Uczelnianego. Jak przypomniał profesor Ryszard Bender w liście do red. Józefy Hennelowej z Tygodnika Powszechnego, wystosowanym 20 lutego 1991 r: Bronisław Geremek, będąc w partii, zanim „przejrzał", w U­ni­we­r­sy­te­cie Warszawskim i poza nim, pisał panegiryki o PRL i komunistycznym raju, wychwalał „chorążego pokoju" Józefa Wissarionowicza (...) (Cyt. za: Gazeta Wyborcza, 7 marca 1991r).

Wiary w komunizm jako „młodość świata" nie obaliły w Geremku nawet takie fakty, jak krwawe zduszenie powstania robotników poznańskich, a potem powstania narodowego na Węgrzech. Gdy Żakowski zapytał Geremka, czy Budapeszt 1956 r. nie obudził w nim żadnych wątpliwości, Geremek odpowiedział: „(...) To nie był dla mnie aż taki wstrząs (...). I poznański Czerwiec, i Budapeszt oglądałem w Paryżu, a tam wydawało się to bardzo odległe (...)". (Rok 1989, op. cit. s. 105.) Przypomnijmy tu, że w Europie Zachodniej na znak protestu przeciw brutalnemu zdławieniu powstania węgierskiego wystąpiło aż 250 tysięcy osób z tamtejszych partii komunistycznych. Partia Komunistyczna Francji straciła wówczas do 20 proc. członków masy członkowskiej, ale dla Geremka wszystko to było „bardzo odległe"! A może po prostu dobrze czuł się w warunkach stworzonych przez reżim, szybko zyskując wielkie możliwości kariery. Jako młody, świeżo upieczony doktor nauk historycznych został w 1962 roku dyrektorem Ośrodka Kultury Polskiej przy Uniwersytecie Paryskim, którym kierowanie wymagało bardzo wysokiego stopnia zaufania partyjnego, wiązało się z ocenianiem „przydatności lub nieprzydatności" politycznej podwładnych. Pomimo faktu, że był dyrektorem tego ośrodka przez cztery lata: 1962-1965 (por. Rzeczpospolita, 9 listopada 1991 r.) próżno szukać informacji na ten temat w starannie zafałszowanym przez Geremka jego biogramie w Kto jest kim w Polsce (Warszawa 1993, s. 178). W biogramie dokładnie wyeksponowane zostały za to informacje o różnego typu prześladowaniach Geremka w dobie PRL, m.in. utrudnieniach w wy­ja­z­dach za granicę, zatrzymaniach na 48 godzin.

Aż do lat 70., a ściśle do grudnia 1975 r., kiedy to Geremek podpisał bardzo umiarkowany skądinąd tzw. „list siedmiu do Gierka", nie ma śladów jakichkolwiek publicznych przejawów opozycyjności Geremka. Pozostaje w PZPR - nawet w pierwszych miesiącach moczarowskiej kampanii po­ma­r­co­wej 1968 roku i próżno szukać nazwiska Geremka na kartach 477-stro­ni­co­wej książki Jerzego Eislera o wydarzeniach marcowych 1968. Nie zdobywa się wówczas nawet na cień protestu, pomimo deklarowania wobec Żakowskiego po zapytaniu o swoje żydowskie korzenie: „(...) Dla mnie, w mojej dorosłej biografii, nigdy nie był to problem, w tym sensie, że ta sprawa wiąże się z dzieciństwem, które zamknąłem w sobie. Nie znaczy jednak, że tej świadomości żydowskiej w sobie nie noszę. Noszę ją, ona pojawia się wtedy, gdy wyłania się kwestia antysemityzmu, gdy staję wobec szowinizmu czy wręcz rasizmu (...)". Geremek wystąpił z PZPR dopiero w sierpniu 1968 r. po napaści na Czechosłowację.

Przybywa do stoczni

24 sierpnia 1980 r. w dziesiątym dniu strajku stoczniowców Gdańska, przybył do nich do stoczni wraz z Tadeuszem Mazowieckim i innymi „ekspertami". Gdy odlatywali z Warszawy do Gdańska, odprowadził ich do samolotu pułkownik MSW i powiedział na pożegnanie: „Oby lot państwa był w interesie tego kraju. Ten konflikt trzeba rozładować, koniecznie ro­z­ła­do­wać" (cyt. za tekstem Wiesławy Kwiatkowskiej w książce „Solidarność i opozycja antykomunistyczna w Gdańsku (1980-1989)", Gdańsk 1995, s.54). Wraz z Mazowieckim próbował nakłonić stoczniowców do rezygnacji z postulatu niezależnych związków zawodowych i poprzestania na de­mo­kra­ty­za­cji CRZZ. Na szczęście stoczniowcy nie posłuchali tych „ek­s­pe­r­c­kich" rad.

Od stycznia 1981 r. był przewodniczącym Rady Programowej Ośrodka Społeczno-Zawodowegb „Solidarności". Odegrał fatalną rolę przy op­ra­co­wa­niu tzw. porozumienia warszawskiego, kończącego strajk warszawski, doprowadzając do pójścia na zbyt wielkie ustępstwa wobec rządu. Według Wiesławy Kwiatkowskiej (op. cit., s. 56): „(...) Historycy są zgodni, że dokonano wtedy sprytnej manipulacji, która zdezorientowała związkowców (...) Karol Modzelewski złożył dymisję z funkcji rzecznika prasowego zwią­z­ku, gdyż nie może być rzecznikiem niedemokratycznie po­de­j­mo­wa­nych de­cy­z­ji. Andrzej Gwiazda złożył rezygnację z funkcji wice­prze­wo­d­ni­czą­ce­go Solidarności (...)". W październiku 1981 r. Geremek, pomimo bardzo wie­l­kich za­bie­gów, fatalnie przegrał wybory na I Zjeździe „Solidarności", nie wchodząc do 100- osobowej Komisji Krajowej tego związku.

Geremek myśli, jak ratować własną skórę

Istnieją informacje, że na krótko przed wprowadzeniem stanu wojennego Geremek, pełen obaw co do dalszego biegu wydarzeń, myślał jak najlepiej zabezpieczyć się osobiście w niebezpiecznej sytuacji. Nader wymowny obraz ówczesnej postawy Geremka znajdujemy we fragmencie telegramu ambasadora NRD w Warszawie Horsta Neubauera, wysłanego 2 grudnia 1981 r. do Honeckera, Axena, Milkego, Siebera i Fischera: „(...) Część posiadających duży wpływ doradców „Solidarności" zrozumiała obecną sytuację i zachodzące zmiany. Oni boją się bardziej niż myślimy i zaczynają ratować własną skórę. Właśnie przeprowadziłem szczególną rozmowę z szefem najważniejszej grupy eksperckiej „S", Geremkiem (ścisłe związki z międzynarodówką socjaldemokratyczną, osobiste kontakty z Kreiskym oraz innymi postaciami) i nie wierzyłem własnym uszom. Geremek powiedział mi, że dalsza pokojowa koegzystencja „Solidarności" w obecnej postaci z real-socjalizmem jest niemożliwa. Nieunikniona jest konfrontacja siłowa. Wobec tego muszą zostać przesunięte wybory do rad narodowych. Organy państwowe muszą zniszczyć aparat solidarnościowy. „S" po takiej siłowej konfrontacji mogłaby zorganizować się ponownie, ale już tylko jako prawdziwy związek zawodowy, bez Matki Boskiej w klapie marynarki, bez programu gdańskiego, bez charakteru politycznego i ambicji zdobycia władzy. Geremek kontynuował: być może zachowałyby się siły u­mia­r­ko­wa­ne, takie jak Wałęsa. Po siłowej konfrontacji nowe władze państwa, przy zmienionej sytuacji politycznej mogłyby kontynuować pewne procesy de­mo­kra­ty­za­cji.
Nie umiem ocenić, czy Geremek mówi wyłącznie we własnym imieniu, ani na iłe jego poglądy są reprezentatywne. Kuroń i Modzelewski z pewnością nie podzielają jego stanowiska (...)" (Cyt. za: "Ciosek do towarzyszy zza Łaby", Tygodnik Solidarność z 15 grudnia 1995 r.).

Rozmowa z ambasadorem NRD Neubauerem pokazuje, do jak wielkich ustępstw wobec władz P2PR Geremek był już gotów w okresie przed wprowadzeniem stanu wojennego. Można sobie wyobrazić jego tym większą gotowość do ustępstw w warunkach tak mocnego osłabię nia „Solidarności" w toku represji lat 80. Na tym tle widzimy tym lepiej jak bardzo nieprzypadkowa była późniejsza skrajnie ugodowa wobec władz PZPR postawa Geremka przy „okrągłym stole".

Geremek - „wdową po Wałęsie"

Po 13 grudnia 1981 r. był internowany do 31 grudnia 1982 r. Ponownie aresztowano go w maju 1983 r., już w lipcu został jednak zwolniony na mocy amnestii. W 1985 r. został zwolniony z pracy w Instytucie Historii PAN. Właśnie wtedy jednak zaczyna się bardzo wyraźny wzrost jego pozycji w „Solidarności", w sytuacji, gdy o awansie w niej nie decydowały de­mo­kra­ty­cz­ne wybory, lecz względy Wałęsy. Umiał o nie zabiegać. Pomimo og­ro­m­nej próżności i przekonania o swej wyjątkowości, przez całe lata starał się maksymalnie pochlebiać Wałęsie, bez żenady pełniąc rolę en­tu­z­ja­s­ty­cz­ne­go dworaka. Przyznawał to nawet jeden z bardziej znanych działaczy Unii Wolności, Jan Rulewski, mówiąc: „(...) Oświeconym dworzaninem przez lata był Geremek, który robił wszystko, by mit Wałęsy obrastał legendą (...)" (por. rozmowa z J. Rulewskim w My T. Torańskiej, Warszawa 1994 r., s. 254). Najokrutniej nabijał się z Geremka Jacek Kuroń, opisując jak „strasznie" przeżył on później polityczne rozstanie z Wałęsą. W swych wspomnieniach politycznych Kuroń pisał, że jeszcze długo po tym zerwaniu wołał na Geremka "wdowa po Wałęsie".

Stopniowo następował przyśpieszony wzrost znaczenia profesora Ge­re­m­ka wśród opozycji, wyrażający się przede wszystkim w rosnącej ilości wywiadów, zwłaszcza dla prasy zagranicznej, i coraz ostrzejszych atakach na niego w PRL-owskiej prasie oficjalnej. W pewnym momencie Geremek został nawet powołany na świadka w sprawie Zdzisława Najdera. Jak wspominali Jan Maria Jackowski i Szczepan Żaryn w książce: „In­ter­pe­la­cje". Kulisy manipulacji (Warszawa 1991, s. 46-47): „(...) Udostępnione z wielkim bólem w prokuraturze akta (akta sprawy Najdera udostępnione po latach redaktorom Interpelacji - J.R.N.) okazały się zlepkiem domysłów i domniemań szytych bardzo grubymi nićmi. Jedynym interesującym tropem było nazwisko jednego ze świadków w sprawie, Bronisława Geremka. Prokurator wojskowy prowadzący dochodzenie donosił uprzejmie, że ze sztandarową postacią opozycji demokratycznej została zawiązana dże­n­te­l­me­ń­ska umowa, iż akta sprawy nie zostaną publicznie ujawnione bez zgody obu stron..."

Dogodny dla komuny

Szczególnemu wzmocnieniu uległa pozycja Geremka w drugiej połowie lat 80., gdy zarysowały się pierwsze możliwości dogadywań między władzami a lewicową częścią opozycji. Geremek stawał się dla kierownictwa PZPR tym dogodniejszym partnerem ewentualnych rozmów, że przy różnych okazjach akcentował „gotowość maksymalnego wyjścia naprzód w kie­ru­n­ku warunków rozmów, stawianych przez partię. Szczególnie daleko idącą ofertą pod tym względem był wywiad Geremka w Tygodniku Mazowsze z 8 października 1986 r., który Jan Skórzyński ocenia jako zasygnalizowanie gotowości poważnych ustępstw ze strony związku, nie wykluczając odstępstw od literalnego kształtu ugody z 1980 r." (J. Skórzyński: „Ugoda i rewolucja", wyd. Rzeczpospolitej, Warszawa 1995, s. 24). Szczególnie głośny stał się opublikowany w lutym 1988 r. przez Geremka wywiad w Konfrontacjach, w którym wystąpił z ideą paktu antykryzysowego. Miałby on ustanowić nowe stosunki między władzą a społeczeństwem, doprowadzić do pluralizmu związkowego i odstąpienia od tego, "co stanowiło wy­ją­t­ko­wość wprowadzoną 13 grudnia. W zamian za to, jednoznacznie za­pro­po­no­wał przyjęcie za punkt wyjścia istniejącego porządku prawnego" i uznanie przewodniej roli partii komunistycznej oraz zaakceptowanie pe­w­ne­go zakresu monopolu władzy PZPR. Wyjaśniając - w odpowiedzi na pytanie publicysty Konfrontacji, co przyznaje jako „niezbędny monopol władzy" - prof. B. Geremek odpowiedział: „...Polityka zagraniczna i obronna, sprawy bezpieczeństwa kraju oraz w pewnym zakresie system przedstawicielski." Zdaniem Jana Skórzyńskiego (op. cit., s. 59-60) oferta Geremka szła najdalej ze wszystkich dotychczasowych w gotowości do ustępstw.

Zgoda B. Geremka na zachowanie zasady przewodniej roli partii sprawiała, że radykalizm proponowanego tam programu zmian był dość ograniczony, ale to właśnie czyniło z profesora tym ciekawszego partnera dialogu dla Stanisława Cioska i innych „reformatorskich" działaczy PZPR. Dzięki puszczeniu przez cenzurę w odpowiednim momencie, artykuł wyrobił Geremkowi pozycję członka torującego nowe szlaki. Jeszcze parę lat później Janina Paradowska pisała w Polityce, iż Geremek "...imponuje pomysłami wręcz wizjonerskimi. Takim była propozycja zawarcia Paktu Antykryzysowego, zgłoszona w roku 1988. Większość kierowniczych gremiów „Solidarności" uważała ten pomysł za wariactwo, a jednak właśnie ten pomysł stworzył możliwość prowadzenia gry politycznej..." Sęk w tym, że pomysł paktu antykryzysowego wcale nie był pomysłem B. Geremka. Po raz pierwszy wystąpił z nim Ryszard Reiff jeszcze w 1981 r, a gdy po latach znowu pojawił się w kręgach Solidarności, to właśnie B. Geremek początkowo zareagował na ten pomysł najbardziej sce­p­ty­cz­nie. Maciej Zalewski przypomniał w „Solidarności" z 2 lutego 1990 r., jak to na jednym z pierwszych spotkań Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie pojawiła się idea paktu antykryzysowego. Geremek zauważył wó­w­czas dowcipnie, że pakt antykryzysowy zanadto kojarzy mu się z paktem antykominternowskim. A potem zmienił w tej sprawie zdanie i to aż tak mo­c­no, że właśnie on wystąpił publicznie w prasie z ideą paktu an­ty­kry­zy­so­we­go, wzbudzając u nieuświadomionych czytelników przekonanie, że jest „ojcem" tego określenia i koncepcji. Dodajmy, że wystąpienie przez Ge­re­m­ka na łamach "Konfrontacji" z propozycją paktu między społeczeństwem a władzą, w lutym 1988 r., wcale nie było pomysłem wyjątkowo oryginalnym. Było już wówczas bowiem szereg innych propozycji zmierzających do podobnego porozumienia - sam byłem autorem jednej z nich, pt. „O koalicję dla reform". Tyle, że mój tekst został zatrzymany przez cenzurę na łamach tych samych lutowych "Konfrontacji", na których „poszedł" tekst B. Geremka, a mnie wydrukowano dopiero pięć miesięcy później - w lipcu 1988 r. (!!!).

Przy opisanym wyżej tak ustępliwym stanowisku Geremka, trudno dziwić się zadowoleniu władz, że to właśnie on stał się głównym „rozgrywającym" przy „okrągłym stole" ze strony „Solidarności". Jak wspominał Krzysztof Wyszkowski w wywiadzie dla paryskiej Kultury z lipca-sierpnia 1989 r.: "(...) Najważniejszy był (...). Ci ludzie zmienili poglądy, ale nie zmienili metod uprawiania polityki. Te, które stosują, są bolszewickie. Ten nastrój koalicji lewicy, kiedy Geremek oświadcza, iż słowo ,,socjalizm" odzyska swój blask. Wspólna władzy i „opozycji stołowej" obawa przed zagrożeniem populistyczno-nacjonalistycznym, przed zdziczałym społeczeństwem, które czyha tylko, by ten kraj rozwalić, były oburzające (...)". Dość przejrzeć zdjęcia zamieszczone w wywiadzie-rzece z gen. Czesławem Kiszczakiem, aby zobaczyć do jakiego stopnia w Magdalence dochodziło do fratenizacji biesiadników z obu stron „okrągłego stołu". Wtedy jednak robiono wszystko, aby tę fraternizację starannie ukryć przed społeczeństwem. Ujawnił to po latach kompan Geremka - Michnik, stwierdzając, iż Geremek wydał wówczas instrukcję, "żebyśmy dramatyzowali przekaz (z obrad magdalenkowych - J.R.N.), żeby to wszystko nie wyglądało na przesadną zgodą" (według: A. Michnik, J. Tischner, J. Żakowski: "Między Panem i Plebanem", Kraków 1995 r., s. 536). Tak kamuflowano prawdę!

Wywalić prawicę!

Po „okrągłym stole" następowało w przyspieszonym tempie dalsze bły­s­ka­wi­cz­ne umacnianie pozycji Geremka w „Solidarności". Korzystając z po­pa­r­cia Wałęsy, wiosną 1989 roku, Geremek przeforsował koncepcję, aby platformę wyborczą „Solidarności" zawęzić do środowisk lewicy laickiej i środowisk KIK-u, zdominowanych przez katolewicę, zostawiając na uboczu różne prawicowe ugrupowania polityczne.

Geremek stał się osobą decydującą przy ustalaniu składu wyborczej „drużyny Wałęsy". Starannie zadbał przy tym, aby poza osobami ze śro­do­wisk KOR-owskich i innych kręgów lewicy laickiej oraz katolewicy było jak najmniej osób doświadczonych politycznie, a więc niezbyt podatnych na odgórne ręczne sterowanie. Za to tym chętniej popierano różnych po­li­ty­cz­nych dyletantów, aktorów w stylu Andrzeja Szczepkowskiego, etc.

Wystrychnięty na dudka

Po zwycięstwie wyborczym „S" w czerwcu 1989 r. Geremek został wybrany na przewodniczącego Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Czuł się u szczytu powodzenia i w tej euforii wyraźnie przecenił swe możliwości manipulowania Wałęsą. Okazało się to jego najpoważniejszym błędem. Słynny emigracyjny pisarz i publicysta Gustaw Herling-Grudziński mówił, wspominając swe spotkanie z Geremkiem w Rzymie w 1989 r., iż liczył on (podobnie jak Michnik), że będzie robociarza Wałęsę ciągnąć za sznurki, jak marionetką (por. rozmowę J. Pałasińskiego z G. Herlingiem-Grudzińskim, Wprost, 18 maja 1997 r.). W lipcu 1989 r. okazało się jednak, że to Wałęsa wystrychnął Geremka na dudka. Cały czas sprawiał wrażenie, głównie w rozmowach z Michnikiem, że chce kreować właśnie Geremka na premiera „naszego rządu" solidarnościowego. Zupełnie uśpił tym jego czujność i wprowadził w stan euforycznego nadęcia. Geremek był już bezapelacyjnie pewny, że wkrótce stanie na czele rządu opartego na koalicji „Solidarności" z tzw reformatorami z PZPR. Co więcej -jak to ujawnił w 1990 r. Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla londyńskiego Tygodnika Polskiego - w lipcu 1989 r. Geremek pojechał nawet wraz z Michnikiem specjalnie do Rzymu po to, aby uzyskać od Jana Pawła JJ papieskie błogosławieństwo dla sojuszu z PZPR. Jak stwierdził Kaczyński: „(...) Papież przyjął ich bardzo chłodno, na krótko, w czasie jakiejś przerwy w trakcie swoich zająć, było więc wiadomo, że ich misja nie powiodła się (...)". Sprawę ostatecznie pogrzebało wystąpienie Wałęsy na rzecz koalicji „Solidarności" z ZSL i SD, i zręczne przeforsowanie Tadeusza Ma­zo­wie­c­kie­go, a nie Geremka, na szefa tzw. naszego rządu.

Pomimo odsunięcia PZPR od władzy w sierpniu 1989 r. profesor B. Ge­re­mek robił, co tylko było możliwe, w celu rzucenia deski ratunkowej osłabionej partii. Wymowne były pod tym względem jego kolejne wypowiedzi z jesiennych miesięcy 1989 r. W jednej z nich stwierdził, iż: "...nie wyklucza w przyszłości sojuszu Solidarności z reformatorskim skrzydłem PZPR. Bez względu na to, w jakiej sytuacji znajdzie się partia, Solidarność nie zamierza wstępować w konfrontację z nią. Solidarność jest zainteresowana tym, by PZPR nie zniknęła z areny politycznej" (według Rzeczypospolitej z 28-29 października 1989 r.). Pouczający był sposób, w jaki B. Geremek komentował fakt piastowania ogromnej części, bo prawie miliona stanowisk kierowniczych, przez ludzi z PZPR. Odpowiadając na pytanie redaktorki z Tygodnika Kulturalnego, czy te stanowiska mają nadal pozostać w rękach PZPR - Geremek stwierdził: „...Czystek nie powinno być, bo jest to praktyka starego systemu, natomiast musi być stosowane kryterium kompetencji. Sądzę, że w ramach tego miliona stanowisk ogromną część stanowią ludzie kompetentni, którzy potrafią działać skutecznie, a reszta - musi przestać sprawować swoje funkcje...". Rze­czy­wi­ś­cie, ogromna część tych ludzi działała nader skutecznie - vide katastrofa gospodarcza, w jakiej znajdowała się wówczas Polska.

Wypowiedzi B. Geremka na temat roli PZPR wywołały wzburzenie wśród części polityków o solidarnościowym rodowodzie. Stefan Niesiołowski na przykład ostro polemizował z wypowiedzią Geremka o tym, że „Solidarność zainteresowana jest tym, by PZPR nie zniknęła z areny politycznej". Jak stwierdzał Stefan Niesiołowski na łamach katolickiego Ładu (z 21 stycznia 1990 r.): "Nie widzą powodów, by podtrzymywać tą samą partię, która zdobyła władzą w sposób wyjątkowo brutalny, korzystając z pomocy obcego państwa, z woli i nadania jednego z największych zbrodniarzy wszech dziejów - Józefa Wisarionowicza Stalina... Sprawowała tą władzą nieudolnie, przez swą niekompetencję, korupcję, służbę absurdalnej doktrynie, zniszczyła wszystkie prawie dziedziny życia naszego kraju..." Szczególnie wielką irytację wywołała zastosowana kolejny raz przez B. Geremka w wywiadzie maniera „ Solidarność " to ja, powoływanie się na „Solidarność" w celu forsowania poglądu, wcale nie podzielanego przez szersze kręgi tej organizacji.

Mistrz manipulacji

Z ogromną elastycznością i łatwością zmieniania poglądów, by jak najszybciej przystosować się do nowej sytuacji, łączył Geremek wyraźnie odziedziczony po czasach aktywności w PZPR przykry nawyk do etykietkowania przeciwników politycznych, skłonność do nagminnego obrzucania ich zarzutami „nieuczciwości", „fałszu" etc. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej z 16 grudnia 1990 r. zarzucił Tygodnikowi Solidarność, że żywi się małostkowością, plotkami i zawiścią. Kiedy indziej oskarżył Piotra Wierzbickiego o nieuczciwą grę w związku z jego artykułem o Świcie, Familii i Dworze. Posłowi Markowi Jurkowi publicznie zarzucił kłamstwo podczas programu telewizyjnych "Interpelacji". Jarosława Kaczyńskiego atakował za nieuczciwe przedstawianie istoty sporów w „Solidarności". W programie "100 pytań do..." Geremek „popisał się" określeniem powstałej wówczas w Sejmie koalicji pięciu partii na rzecz rządu Jana Olszewskiego „bandą pięciorga". Sformułowanie było wielce obraźliwe, gdy zważymy, że „bandą czworga" nazwano skrajnie awanturniczą, wręcz zbrodniczą grupę pomaoistowską skazaną na wieloletnie więzienie za zdradę narodu czyli próbę przechwycenia siłą władzy w Chinach. „Europejczyk" i es­te­ta Ge­re­mek przeprosił koalicję Olszewskiego za „bandę pięciorga" jeszcze w tym samym programie, usprawiedliwiając się za tego typu żart, ale epitet zdołał puścić w eter. I jak się zdaje tylko o to mu chodziło. (Por. komentarz B. Możdżyńskiego: Sto pierwsze pytanie, Express Wieczorny, 17 grudnia 1991r.). Przykłady podobnego etykietowania ludzi przeciwnych opcji przez Geremka można by długo mnożyć. Nieprzypadkowo wysuwano pod adresem B. Geremka i ludzi jego formacji zarzut, że "jeśli chodzi o metody uprawiania polityki, pozostali bolszewikami..."

Skądinąd sam Geremek wpadł na pomysł godny rywalizacji z największymi „osiągnięciami" propagandy bolszewickiej. Było to stworzenie pojęcia „faktu prasowego", tj. wydarzenia, które wprawdzie nigdy nie zaistniało, ale ze względu na opisanie go w prasie musiało być potraktowane serio. (Por. komentarz A. Penconka: Fakty prasowe, Nowy Świat, 10 grudnia 1992 r.) Geremek dość powszechnie był i jest oceniany jako mistrz zakulisowych manipulacji. Nawet w skądinąd przychylnej wielce dla Geremka post­ko­mu­ni­s­ty­cz­nej Polityce z rozbawieniem opisano pełen różnych trików styl prowadzenia obrad kongresu Unii Demokratycznej przez Geremka: „(...) Najbardziej złośliwy chichot części delegatów wzbudziło stwierdzenie Tadeusza Mazowieckiego, iż oddaje obrady „w doświadczone i sprawdzone ręce Bronisława Geremka". Manipulacje zarzucano przewodniczącemu wprost: a to, że przeciąga obrady, aby niewygodny „teren" pojechał do domu, a to za kolportowanie listy preferowanych kandydatów do władz partii. Ten ostatni zarzut podniósł najbardziej zdenerwowany delegat Marek Edelman, który był uprzejmy przypomnieć w tym kontekście czasy ko­mu­ni­s­ty­cz­ne (...)" (M. Janicki: "Unia płaci, ale wymaga", Polityka 1 maja 1993 r.).

Czując się oszukany przez Wałęsę, nie mając wyboru, tym bardziej popierał w ówczesnej sytuacji rząd Mazowieckiego, gwałtownie występując przeciw wysuwanym przez skupioną wokół Kaczyńskiego część „Solidarności" ideę „przyspieszenia". Bez żenady głosił nową swoistą odmianę „propagandy sukcesu", zapewniając np. w wywiadzie dla szczecińskiej Jedności z 30 sierpnia 1990 r.: "(...) Sądzę, iż Polska nadal przoduje w zmianach we wszystkich dziedzinach życia. Przede wszystkim w sposób najgłębszy i najbardziej jednoznaczny odeszła raz na zawsze od systemu komunistycznego i od starego systemu rządzenia (...)" (!!!).

Jakże groteskowo brzmią te zapewnienia Geremka, gdy czytamy je z dzi­sie­j­szej perspektywy i gdy pamiętamy, że rzekomo przodująca we wszystkich dziedzinach życia Polska, jako ostatnia zdobyła się na wolne wybory, nigdy nie przeprowadziła reprywatyzacji, lustracji i dekomunizacji, skrajnie o­pó­ź­ni­ła się z prywatyzacją, reformami samorządowymi, reorganizacją u­be­z­pie­czeń, restrukturyzacją przemysłu, a zwłaszcza górnictwa i zreformowaniem bankowości. Nie mówiąc o skrajnym opóźnieniu zmian w celu odsunięcia starej nomenklatury, począwszy od telewizji, po wojsko i MSW (gen. Ki­sz­czak odszedł wszak z szefostwa MSW dopiero w lipcu 1990 r., na miesiąc przed cytowanym panegirycznym wywiadem Geremka).

Po klęsce wyborczej Mazowieckiego, Geremek natychmiast zawyrokował: wyniki głosowania wskazują, że społeczeństwo nie dojrzało do demokracji. Była to typowa dla środowiska dawnej opozycyjnej lewicy laickiej próba zrzucania na rzekomo „niedojrzały naród" winy za kosztowne ekonomiczne i społeczne błędy rządów „warszawki" w latach 1989-1990. Klęska wyborcza Mazowieckiego ułatwiła Geremkowi szybkie umocnienie się na pozycji sza­rej eminencji Unii Demokratycznej. Ciągle nie był jednak u­sa­ty­s­fa­k­cjo­no­wa­ny pełnionymi funkcjami - przewodnictwem klubu Unii Demokratycznej i sejmowej komisji spraw zagranicznych. Wprost zżerała go od wewnątrz nie zaspokojona ambicja zostania premierem. Na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi w październiku 1991 r. zapytany na spotkaniu w Kielcach, czy byłby gotów objąć ważne stanowisko państwowe, np. zostać pre­mie­rem lub wejść do rządu, odpowiedział: "(...) Tak, jestem gotów, natomiast chciałbym, aby było jasne, że nie jest to problem decyzji indywidualnej, tylko problem ugrupowania politycznego, z którym jestem związany (...)" (cyt. za tekstem T. Roguskiego w Rzeczpospolitej z 9 listopada 1991 r.). Wałęsa postanowił wykorzystać ten geremkowski nienasycony głód premierostwa i odpowiednio podpuścić go w swoim celu. 8 listopada 1991 r. powierzył Geremkowi misję tworzenia rządu, faktycznie pragnąc poprzez straszenie Geremkiem oczyścić przedpole dla swego ulubionego, bo wielce służalczego kandydata - dotychczasowego premiera J.K. Bieleckiego.

Jarosław Kaczyński wspominał w rozmowie z Teresą Torańską: „(...) Geremek straszliwie chciał być premierem (...) mnie go było żal. Żal, że tak bardzo chce być premierem i żal, iż wierzy, absolutnie irracjonalnie wierzy, że nim zostanie. On, według mnie, wcale nie jest dobrym politykiem, bo gdyby był - nie mówię wielkim, ale tylko niezłym - to nie miał prawa tak przegrać. Przecież on miał piekielne karty w rękach w 1989 r., w 1990 r. (...)" (cyt. za: T. Torańską, My, Warszawa 1994, s. 143). Geremek przeżył nie­by­wa­łe upokorzenie kilkudniowych bezowocnych rozmów z przedstawicielami różnych sił politycznych, by przekonać się, jak bardzo jest nielubiany i niechciany jako potencjalny premier. Jeszcze w ponad pół roku po fiasku swej misji po faryzejsku próbował ukryć swe nie zaspokojone ambicje, nagle twierdząc: (...) "Nie chciałbym wejść do rządu" i zapewniając, że odpowiada mu sytuacja, iż nawet nie był ministrem (por. wywiad z Geremkiem w Nowej Europie z 19-20 czerwca 1992 r.). Mówił to człowiek, który jeszcze w październiku 1991 r. tak ochoczo akcentował chęć wejścia do rządu, a później bardzo ciężko przeżył krach swej misji premierowskiej. Winą za fiasko publicznie obciążył innych polityków, oskarżając ich o wynoszenie interesu partyjnego ponad wspólny interes państwa. Bo nie dali mu być premierem! (por. uwagi L. Dymarskiego: Misja, Tygodnik Solidarność, 22 listopada 1991 r.)."

Dlaczego przegrywał?

Dla kosmopolitycznej „elitki" z „warszawki" i „krakówka" nie ma w Polsce większego polityka nad Geremka. Już w 1990 roku w skrajnie lewicowym Po prostu Andrzej Rosner, „raczkujący Europejczyk" (tak sam się prze­d­sta­wiał), napisał prawdziwy pean na cześć Geremka jako najlepszego kandydata do prezydentury. Dochodzą do tego niebywale rozwinięte po­wią­za­nia z różnymi kręgami na Zachodzie. Geremek uważany jest dziś za kluczową w Polsce postać w kontaktach z czołowymi zagranicznymi lobby kosmopolitycznymi i globalistycznymi, począwszy od osławionego Ge­or­ge'a Sorosa. Pełnił funkcję prezesa klubu Europa, stanowiącego in­te­g­ra­l­ną część sponsorowanej przez Sorosa Fundacji im. Stefana Batorego, jest też wpływowym członkiem Rady tej Fundacji. Częstokroć nagłaśniał różne inicjatywy Sorosa. Niejednokrotnie występował na forum różnych mię­dzy­na­ro­do­wych instytucji globa listycznych typu założonej w 1973 roku przez Da­wi­da Rockefellera amerykańskiej Konferencji Trójstronnej (The Tri­la­te­ral Commission).

Fetujący Geremka „Europejczycy" z kraju i z zagranicy nie mogą nijak zrozumieć, jak taki „umysł" mógł przegrać w staraniach o premierostwo, które ich zdaniem, mu się po prostu należy i już. I szukają od razu „najprostszych" tłumaczeń, winę za pomijanie „wielkiego" Geremka zrzu­ca­jąc na polską ksenofobię i „antysemityzm". Otwarcie popisał się taką tezą Jerzy Turowicz, głosząc na łamach Gazety Wyborczej z 1-2 lipca 1995 r., iż Geremek nie ma szans na zostanie premierem lub prezydentem z powodu jego żydowskiego pochodzenia. Amatorzy tego typu „prostych" wyjaśnień dziwnie nie zwracają uwagi na pewne osobowościowe cechy Geremka, które sprawiają, że ten lewicowy guru jest sam największym wrogiem swej kariery politycznej.

Wiele osób nie chciało się pogodzić ze skrajnie subiektywnym sposobem traktowania ludzi przez Geremka. Z tym, co kiedyś tak szczerze przyznał Kuroń w rozmowie z Kaczyńskim: „(...)Ty się nie dziw, że Geremek jest często przeciwko różnym przedsięwzięciom. On je ocenia w zależności od tego, czy sam w tym uczestniczy i odgrywa czołową rolę, czy nie. Jeśli nie odgrywa, to jest złe, jeśli odgrywa, dobre. No, każdy ma w sobie trochę tego rodzaju tendencji, ja oczywiście też, ale jednak jestem w stanie powiedzieć o czymś coś dobrego, mimo że w tym nie uczestniczę, a Geremek nie" (cyt. za: J. Kaczyński: "Czas na zmiany", Warszawa 1993, s. 35). Jarosław Ka­czy­ń­ski mówił o Geremku, że potrafił niejednokrotnie zrażać ludzi bez po­wo­du, przy potwornej ambicji i niesamowitym poczuciu wyższości "ma przekonanie, że inni ludzie powinni dla niego pracować, że ta ich praca mu się należy. Zupełnie nie rozumiał, że ludzie mają własne ambicje i własne cele".

Interesujące opinie o Geremku zebrała dziennikarka postkomunistycznej Polityki Janina Paradowska. Jeden z jej rozmówców mówił na przykład, że Geremek: „(...) ma dar stwarzania konfliktów. Typ arystokraty. Nie słucha ludzi, jeżeli z góry założył, że nie mają mu nic dopowiedzenia. Moim zdaniem, jest to jego dramat i dramat wielu polityków z jego obozu (...)". Inny rozmówca Paradowskiej, skądinąd admirator Geremka i jeden z jego bliskich współpracowników przyznawał: „(...) Ma jednak wady, które współpracę z nim czynią trudną. Niesłusznie sprawia wrażenie, że manipuluje. Bierze się to stąd, że w swych poczynaniach za mało uwzględnia tzw. czynnik ludzki. Uważa np., że jeżeli jakaś sprawa nie stanowi przesiania do podjęcia konkretnej decyzji, nie warto o niej informować innych. Przekazuje tylko to, co niezbędne. Tym samym buduje własną pozycję, ograniczając innym dostęp do informacji (...)".
Sam Geremek przyznawał (Rok 1989, op. cit., s. 323), że w czasie, gdy kierował Obywatelskim Klubem Parlamentarnym: "mieliśmy ustawiczny bunt sali przeciw kierownictwu Klubu, które podejrzewano o stronniczość". Nie widzi w tym jednak żadnej swojej winy, a tylko to, że w Klubie była "znaczna grupa powodowana ambicjami i na każdą sytuację - nie realizującą tych ambicji - reagująca frustracją" (tamże, s. 319). A więc zawsze winni byli inni!

Geremek kłamliwy

Był prawdziwym mistrzem kłamstwa i dezinformacji. Gdyby był śre­d­nio­wie­cz­nym władcą na pewno przeszedłby do historii z przydomkiem „Kłamliwy". Warto przypomnieć kilka bardzo charakterystycznych przykładów za­fa­ł­szo­wy­wa­nia przez Geremka własnej roli w przeprowadzonym z nim wy­wia­dzie-rzece Geremek opowiada. Żakowski pyta. Rok 1989 (Warszawa 1990r.). Publikacja ta mogłaby mieć z powodzeniem podtytuł: „Książka zafałszowań i przemilczeń". Porównajmy, jak Geremek przedstawia w tym wywiadzie-rzece swoje rzekome poglądy w przeszłości (nazwijmy je Ge­re­m­ko­w­ska Fikcja) i jak one wyglądały w rzeczywistości.

Prawda o Geremku

- Geremkowska Fikcja - s. 302 wywiadu-rzeki (z okresu drugiej połowy 1989 r.): „(...) Z mojego punktu widzenia obumieranie Partii było sce­na­riu­szem najlepszym (...)".
- Prawda o Geremku - W wywiadzie dla Rzeczpospolitej z 28-29 pa­ź­dzie­r­ni­ka 1989 r. Geremek powiedział: „(...) Bez względu na to w jakiej sytuacji znajdzie się Partia, „Solidarność " jest zainteresowana tym, by PZPR nie zniknęła z areny politycznej (...)".
- Geremkowska Fikcja. Na s. 236 wywiadu Geremek zaprzecza twie­r­dze­niom o planach koalicyjnych rozmów z PZPR: „nie słyszałem, żeby kto­ko­l­wiek z moich przyjaciół rozważał taką możliwość (...)".
- Prawda o Geremku - W cytowanym już wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" z 28-29 października 1989r Geremek powiedział, że "nie wyklucza w przy­sz­ło­ś­ci sojuszu z reformatorskim skrzydłem PZPR". Co się zaś tyczy przyjaciół politycznych B. Geremka, to przytoczę choćby opinię Jacka Kuronia z „Po­li­ty­ki" (nr z lipca 1989 r.): „(...) Nastawiając się na rady kalne przemiany, stawiamy na współpracę z proreformatorskim skrzydłem PZPR, bez tej partii inni uczestnicy koalicji nie mają praktycznego znaczenia (...)". Dodajmy, że Tygodnik Solidarność Rolników z 17 września 1989 roku przytoczył znamienną wypowiedź Z. Bujaka, pupila Geremka i Michnika, na posiedzeniu KW NSZZ „Solidarność". Bujak, wówczas szef RKW Mazowsze, wystąpił z bardzo ostrą krytyką decyzji Wałęsy o stworzeniu koalicji z ZSL i SD. I ujawnił, że opozycyjna lewica była bliska zrealizowania konkurencyjnego projektu rządowej koalicji z obozem „reformatorskim" w PZPR.

Warto przypomnieć również sposób, w jaki Geremek, broniąc pozycji starej PZPR-owskiej nomenklatury skomentował w wywiadzie dla Tygodnika Kulturalnego z 28 października 1989 r. fakt piastowania ogromnej części, bo prawie miliona stanowisk kierowniczych przez ludzi z PZPR. Od­po­wia­da­jąc na pytanie redaktorki z Tygodnika Kulturalnego, czy te stanowiska mają nadal pozostać w rękach PZPR - Geremek stwierdził: „(...) Czystek nie powinno być, bo jest to praktyka starego systemu, natomiast musi być stosowane kryterium kompetencji. Sądzę, że w ramach tego miliona stanowisk ogromną część (podkreślenie - J.R.N.) stanowią ludzie ko­m­pe­te­n­tni, którzy potrafią działać skutecznie, a reszta - musi przestać spra­wo­wać swoje funkcje..." Rzeczywiście, ogromna część tych ludzi działała nader skutecznie (yide katastrofa gospodarcza, w jakiej znajdowała się wówczas Polska).

Działał zawsze skrajnie instrumentalnie. Najchętniej wykorzystywał jako narzędzie trzeciorzędnych polityków, pozbawionych jakichkolwiek szerszych własnych koncepcji. Stawali się oni tym dogodniejszymi instrumentami w grze Geremka, pomimo że zdawał sobie dobrze sprawę z ich małej wa­r­to­ś­ci czy właśnie dlatego. Przykładowo, bardzo skutecznie wykorzystywał dla swych celów w parlamencie, a później w Unii Wolności, grupę gdańskich liberałów na czele z Bieleckim, Tuskiem i Lewandowskim, mimo że w swoim czasie był autorem jednej z najzłośliwszych opinii na ich temat: „(...) Zwolennicy przyspieszenia zapowiedzieli radykalne przewietrzenie Wa­r­sza­wy, tymczasem przewietrzył się raczej Gdańsk (...)" (cyt. za: T. Torańską w rozmowie z J.K. Bieleckim, My, Warszawa 1994, s. 37).

Ukryty marksista

Występując przed szerszą opinią w Polsce, Geremek po 1989 roku zawsze starannie starał się ukrywać swe przywiązanie do idei socjalistycznych i ma­r­k­si­s­to­w­s­kich. Raz doszło do wręcz groteskowej sytuacji w te­le­wi­zy­j­nych Interpelacjach, gdy Czesław Bielecki długi czas na próżno próbował zmusić Geremka do puszczenia pary, czy jest za ustrojem socjalistycznym, czy kapitalistycznym. Profesor jak mógł wymigiwał się od jasnej od­po­wie­dzi, kluczył, kluczył, mówił o stosunku do demokracji parlamentarnej, wła­dzy wykonawczej, na jakikolwiek temat, byle tylko nie trzeba było się o­po­wie­dzieć. A Bielecki dalej z uporem powtarzał to samo pytanie za każdym razem, gdy Geremek uchylał się od odpowiedzi. Aż prowadzący audycję zmienił temat. Dużo bardziej wylewny jest za to Geremek na Zachodzie, gdy może przedstawiać swoje prawdziwe, ja" bez obawy zdekonspirowania się przed polską opinią publiczną. Oto np. w tekście cytowanym przez World Press Review w kwietniu 1994 r. (s. 51-52), Geremek zapewniał, że „u­pa­dek marksizmu jako doktryny politycznej nie oznacza porażki ma­r­ksi­s­to­w­skiej inspiracji" i twierdził: "Jest paradoksem, że analiza marksistowska zniszczyła komunizm" (por. szerzej M.J. Chodakiewicz: Ciemnogród? O prawicy i lewicy, Warszawa 1996 r., s. 260-261).

Dwulicowość wobec Kościoła

Geremkowska obłuda i dwulicowość szczególnie wyraźnie odzwierciedlają się w jego stosunku do Kościoła katolickiego. W swoim czasie jako zaangażowany marksista-leninista Geremek wchodził w skład redakcji pisma ateistów i wolnomyślicieli Argumenty. Fakt ten, „dzi­w­nie" prze­mi­l­cza­ny w biogramie dla Kto jest kim w Polsce, przypomniał Michnik w Między Panem i Plebanem (pp. cit., s. 34). Później ten sam Geremek, kiedy za­le­ża­ło mu na obronie i pomocy ze strony Kościoła, okazywał wobec niego bezgraniczną atencję. Jak to przyznawał największy admirator Geremka Michnik: "(...) Nawet mój przyjaciel Bronek Geremek spędził parę lat jakby na kolanach. Nie można było wyciągnąć z niego jednego krytycznego słowa na temat czegokolwiek w polskim Kościele (...)" (Między Panem..., op. cit., s. 492).

16 listopada 1983 r. Geremek akcentował w wywiadzie dla dziennika La Croix: „(...) Mówię jako historyk: jest to największa epoka Kościoła katolickiego. Jest ona mocna w pełnym tego słowa znaczeniu. Kościół utożsamia się i jest utożsamiany z całym Narodem. Te ostatnie trzy lata wykazały niesłychane możliwości Kościoła (...)". 10 lat później ten sam Geremek, gdy już nie potrzebował osłony Kościoła katolickiego, wystąpił z jego ostrą krytyką w programie Arte w telewizji francuskiej (9 kwietnia 1993). Teraz nagle oskarżał Kościół o to, że miesza się do polityki, gdyż broni życia nienarodzonych. Zarzucał też Kościołowi, że działa szkodliwie, bo pewne kategorie ludzi wyklucza poza nawias (wyjaśnił, że chodziło mu o Laski pod Warszawą, gdzie katolicy sprzeciwili się stworzeniu domu dla chorych na AIDS). Polemizując z tymi stwierdzeniami Gerem-ka ks. Kiedrowski zarzucił mu, że przemilczał fakt, że pod opieką Kościoła znajduje się dom dla chorych na AIDS pod Warszawą, i to, że „nie zauważył" zdjęcia, które obiegło świat cały: Papieża tulącego dziecko zarażone tą chorobą (por. Głos Katolicki, Paryż, 4-11 lipca 1993 r).

Geremek dużo chętniej krytykuje Kościół katolicki za granicą, gdy jest przekonany, że nie wywoła to reakcji przeciwko niemu, i może pójść bezkarnie „na całość". I tak na przykład w wypowiedzi dla irlandzkiej dziennikarki Jacąueline Hayden, autorki książki Poles Apart, Solidarity and the New Poland Geremek stwierdził między innymi: „(...) Sądzę, że Kościół wpadł w triumfalizm i posuwa się za daleko w żądaniach (...). Kobiety są przerażone sytuacją w kwestii aborcji. Obecnie panuje w polskich szpitalach terror w tym względzie i kobiety wędrują na Ukrainę lub do podobnych miejsc w celu aborcji (...). Być może konkordat jest błędem. Został zawarty w czasie kampanii wyborczej. Nie rozumiem dlaczego (...). Nieporozumienie w sprawie konkordatu wpłynęło na wynik wyborów i to był nasz błąd (...)" (cyt. za: Niedziela, 9 czerwca 1995r.). Szczególnie zna­mie­n­na była ta geremkowska krytyka konkordatu z Kościołem na użytek za­gra­ni­cz­nej dziennikarki. W sytuacji, gdy ten sam Geremek na użytek opinii pu­b­li­cz­nej w kraju przedstawiał się jako zdecydowany zwolennik konkordatu i parokrotnie w wystąpieniach sejmowych (1 lipca 1994 r. i 16 lutego 1995 r.) krytykował większość posłów Sejmu za opóźnianie ratyfikacji konkordatu, piętnując to jako szkodliwe dla polskiej racji stanu.
Które z wypowiedzi Geremka wyrażały jego prawdziwe intencje: za ko­n­ko­r­da­tem czy przeciw niemu?

Dekomunizacja, to „totalitaryzm"

Już w sejmie kontraktowym „odpowiednio" sterowany przez Geremka pa­r­la­me­n­ta­r­ny klub Unii Demokratycznej często głosował w identyczny spo­sób, jak postkomuniści. Polemizując z uwagami na ten temat, Ge­re­mek powiedział w telewizyjnych Wiadomościach z 19 lipca 1991 r, iż „nieprawdą jest jakoby Unia Demokratyczna głosowała, tak jak komuniści. Natomiast problemem Unii jest fakt, iż komuniści głosują tak jak Unia" (cyt. za Ty­go­d­ni­kiem Solidarność z 19 lipca 1991 r.). Prawdziwie lustrzanym odbiciem wzajemnych podobieństw były wypowiedzi Geremka i Kwaśniewskiego ża­r­li­wie piętnujące dekomunizację na łamach czasopisma Paragraf z 28 sier­p­nia 1992 r.

Obaj byli towarzysze ostrzegali, że uchwalenie ustaw dekomunizacyjnych spotka się z zaskarżeniem do Trybunału Konstytucyjnego i odpowiednich instytucji międzynarodowych. Atakując pomysł dekomunizacji, Geremek akcentował z wielką werwą: Nie dajmy się porwać nienawiści i głupocie. I ostrzegał przed kampanią polowań na czarownice, gwałcącą zasady państwa prawnego. Z prawdziwie „grubej rury" wystrzelił w wywiadzie dla postkomunistycznej Polityki z 24 kwietnia 1993r., alarmując: „(...) Polityka dekomunizacji, co potwierdzają także doświadczenia innych państw na­sze­go regionu, powoduje krzywdę ludzką, wzrost fanatyzmu, irracjonalność zachowań politycznych, spiralę zemsty i nienawiści, powstaje więc sy­tu­a­cja, w której pierwszy lepszy może sięgnąć po władzę. Pod hasłem zwa­l­cza­nia komunistycznej przeszłości może być zniszczone wszystko, co o­sią­g­nę­li­ś­my w przebudowie państwa. Za monetę, o nazwie dekomunizacja, nie można kupić niczego wartościowego. Dlatego jestem przeciw takiej transakcji (...)".

Wcześniej w Gazecie Wyborczej z 24 października 1991r. twierdził: „(... ) Obawiam się i u nas takiego porządku dekomunizacyjnego, który pro­wa­dzi­ł­by do porządku totalitarnego (...)". I z całą dezynwolturą głosił, że w Cze­cho­sło­wa­cji problemy tworzy sprawa tzw. dekomunizacji. Dziś nie ulega wą­t­pli­wo­ś­ci, że właśnie ustawa o dekomunizacji w Czechosłowacji ogromnie osłabiła tamtejszych postkomunistów, zwłaszcza dzięki postanowieniu u­nie­mo­ż­li­wia­ją­ce­mu kandydowanie do parlamentu i zajmowanie zna­czą­cych stanowisk przez byłych funkcjonariuszy partyjnych, od sekretarzy po­wia­to­wych wzwyż. Dzięki niej na wiele lat odsunięto na bok czeskich Kwa­ś­nie­w­skich, Millerów, Oleksych. U nas ich szansa powrotu do władzy po­w­sta­ła w dużej mierze na skutek wytrwałych wystąpień Geremka et con­sor­tes przeciw dekomunizacji.

Aby zapobiec dekomunizacji Geremek starał się maksymalnie zba­ga­te­li­zo­wać znaczenie postkomunistów w Polsce, a w pewnym okresie nawet twie­r­dził, że w ogóle nie istnieją jako licząca się siła polityczna. Np. w wy­wia­dzie dla „Tygodnika Gdańskiego" z 30 września 1990 r. akcentował: "W sferze polityki i państwa udało się złamać monopol partii oraz samą partię komunistyczną. Polska jest jedynym krajem, w którym partia zniknęła w całości z pejzażu politycznego. Oznacza to, że nie ma w Polsce żadnego zagrożenia powrotem do rządów komunistycznych". Trudno było o bardziej kłamliwą diagnozę sytuacji, zwłaszcza w porównaniu sytuacji komunistów w Polsce z sytuacją ich kompanów w takich np. Czechach czy byłej NRD.

Precz z lustracją

W parze z wrogością do dekomunizacji szła u Geremka wyraźna, nie ukrywana niechęć do lustracji. Wszystkich zaskoczył skrajnie emocjonalną nerwową reakcją na pierwsze publiczne podjęcie tej sprawy przez prezesa PSL Romana Bartoszcze. W wystąpieniu 7 kwietnia 1990r. Bartoszcze ostrzegł, że niszczenie komunistycznych archiwów ma na celu zatarcie do­wo­dów, kto poprzednio współpracował z bezpieką. I wtedy -jak wspominał Bartoszcze - „Geremek zerwał się z miejsca, poczerwieniał na twarzy, krzyczał coś, co trudno było zrozumieć. Zupełnie nie ten zrównoważony Geremek" (por. P. Bączek, op. cit.). W odniesieniu do samego Geremka w kontekście lustracji Piotr Bączek przypomniał, powołując się na Gazetę Polską z czerwca 1993 r., że minister Macierewicz, na kilka godzin przed przekazaniem swojej listy Konwentowi Seniorów, wykreślił z niej nazwisko Geremka.

Pakt centrolewicowy

Mijały lata, a Geremek konsekwentnie żywił nadzieję na dojście do realizacji jego cichego, ulubionego planu na powstanie „centrolewicowego paktu" między Unią Demokratyczną a postkomunistycznymi „re­fo­r­ma­to­ra­mi" z SLD. Z nim, oczywiście, jako premierem tego typu rządu koalicyjnego. Jeszcze 27 marca 1993 r, na dwa miesiące przed obaleniem rządu Su­cho­c­kiej w sejmowym głosowaniu i rozwiązaniem parlamentu, Geremek pu­b­li­cz­nie oświadczył, że "widzi możliwość mądrego kontraktu z rozsądną czę­ś­cią SLD, która poprze reformy". Wrześniowe wybory 1993 r. kolejny raz zniweczyły nadzieje Geremka. UD uzyskała zbyt słabe wyniki w porównaniu z postkomunistami, aby móc wejść w koalicję z nimi jako naprawdę liczący się partner. Postkomuniści na otarcie łez zostawili Geremkowi jednak przewodnictwo sejmowej komisji spraw zagranicznych. Kwaśniewski za­rzą­dził w swoim klubie dyscyplinę przy głosowaniu w sprawie szefostwa komisji dla Geremka. Gdy posłowie SLD zapytali go: „Czy warto umierać za Geremka", Kwaśniewski odpowiedział: "Warto" (por. Gazeta Wyborcza z 22 października 1993r.). Przepchanie Geremka w Sejmie nie było łatwe, bo PSL-owcy grozili, że poparcie jego kandydatury wywoła kryzys w koalicji. Na pierwszą wieść o możliwości utraty szefostwa wpływowej komisji, Ge­re­mek dosłownie „wyszedł z nerw" i zwołał konferencję prasową, na której zarzucił PSL-owi zerwanie międzyklubowych ustaleń i zachłanność (!).

Pseudospecjalista od wszystkiego

Reklamowany w „różowych" mediach jako niezwykły umysł, największy z geniuszy politycznych, Geremek pokazał przez 8 lat przemian, jak wiele można całkowicie spartolić. Okazało się to dlań tym łatwiejsze, że będąc specjalistą od bardzo wąskiej specjalności - z historii średniowiecza - gorliwie pchał się na kluczowe stanowiska wymagające gruntownej zna­jo­mo­ś­ci przeróżnych dziedzin, od prawa po politykę międzynarodową. I bez wahania podejmował szkodliwe dla Polski decyzje w najróżnorodniejszych ważnych sferach. Przypomnijmy mało chlubne dla Geremka przewodnictwo komisji konstytucyjnej Sejmu w latach 1989-1991 (nieprzypadkowo świadomie pominął wspomnienie o tym przewodnictwie w zafałszowanym biogramie w Kto jest kim w Polsce). Jako przewodniczący tej komisji, Geremek był bowiem najbardziej odpowiedzialny za skrajne zaniedbania w przygotowaniu ordynacji wyborczej i pierwszych wolnych wyborów, a także w opóźnianiu przygotowania nowej demokratycznej konstytucji.

Fatalne skutki dla Polski przyniosło wykorzystanie przez Geremka swej czołowej pozycji w OKP dla przeforsowania planu Sorosa-Sachsa-Bal­ce­ro­wi­cza. Było to prawdziwie nieszczęsnym paradoksem naszej sytuacji, że historyk średniowiecza zadecydował o przeforsowaniu w Polsce tak wa­ż­ne­go planu gospodarczego bez przedyskutowania jakiejkolwiek alternatywy. Zrobił to człowiek, którego „pogłębiona" wiedza o gospodarce ograniczała się głównie do świetnej znajomości dochodów francuskich kurtyzan w wieku XIII czy XIV. Szczególnie wiele szkód przyniosło sprawowane przez niego od lat kierownictwo komisji spraw zagranicznych Sejmu. Odpowiada za fatalne w skutkach usypianie polskiej opinii publicznej na temat rzekomego idyllicznego wręcz stanu polskiego bezpieczeństwa w sytuacji międzynarodowej. Zdumiewał wprost pewnością, z jaką oświadczał w wywiadzie dla Wprost z 9 stycznia 1994 r: "(...) Obecnie nie sądzę, by Polska w razie zagrożenia zewnętrznego mogła pozostać samotna. Już teraz istnieje taki układ międzynarodowy, w którym agresja przeciwko Polsce sprawiłaby, że sojusznicy przyszliby nam z pomocą (...)". Nawet tak wyrozumiały dla „Europejczyków" z UW redaktor naczelny paryskiej Kultury, Jerzy Giedroyc, nie ukrywa swej bardzo negatywnej oceny roli Geremka jako przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. W wywiadzie dla Rzeczpospolitej Giedroyc powiedział wprost o profesorze Geremku, iż jego "wpływ na politykę zagraniczną Polski i obsady personalne okazał się fatalny" (por Zmiana warty, czyli jak to się stało, Warszawa 1995 r, s. 82).

Celebrowany przez całą „warszawkę" jako najznakomitszy jakoby znawca polityki międzynarodowej Bronisław Geremek popisał się w 1994r. wy­po­wie­dzią świadczącą o wręcz kompromitującej niewiedzy na temat ak­tu­a­l­ne­go stanu Rosji. Otóż według słów Geremka w wywiadzie dla Wprost z 9 stycznia 1994 r. Rosja jako potęga na forum międzynarodowym obecnie "jest tak chora, że nie jest w stanie nikogo zaatakować". Perorując w 1994 roku z taką swadą o słabości chorej Rosji Bronisław Geremek nie zauważył tego, co przedstawiał już w listopadzie 1993 na łamach paryskiej Kultury dużo bystrzejszy od niego obserwator Rosji Leopold Unger: "Obserwuje się obecnie próby pacyfikacji peryferii i rozszerzenia lub ugruntowania sfery wpływów Rosji. Rosja bardzo wyraźnie chce wziąć Ukrainę głodem i chłodem, Gruzję już wzięła przy pomocy Abchazów, Ta­dży­ków - wojną domową. Mołdawię kontroluje obecnością 14 armii wojska rosyjskiego, a Bałtów szantażuje presją obecności rusofobów". (L. Unger: Widziane z Brukseli i Warszawy, Kultura, 1993, nr 11, s. 87-88.)

W ostatnich latach Rosja znowu podporządkowała sobie Białoruś i po­de­j­mu­je różnorodne działania w celu ponownego połączenia z sobą Ukrainy, co byłoby niebezpieczne z punktu widzenia polskich interesów. Nie za­po­mi­na­j­my, że ta lekceważona przez Geremka Rosja jest nadal super-mo­ca­r­stwem atomowym, że ma niezwykle rozbudowany wywiad na zagranicę, a jej służby specjalne posiadają wielkie „tradycje" i doświadczenia. Trudno nie ukrywać obaw przed skutkami faktu, gdy premierem Rosji był właśnie były szef KGB Jewgienij Primakow.

Geremek zdaje się w istocie rzeczy niewiele rozumieć z faktycznego układu sił na arenie międzynarodowej. Kiedy na przykład zapewnia w wywiadzie dla Wprost z 4 października 1998r., iż „Niemcy nadal są kolosem ekonomicznym, ale krasnalem politycznym". Taką tezę można było głosić parę dziesięcioleci temu, ale już dawno przestała być aktualna, tym bardziej po zjednoczeniu Niemiec. Jak można nazywać krasnalem po­li­ty­cz­nym Niemcy, które finansują 60 proc. budżetu Unii Europejskiej. Daje im to przecież szansę ogromnego oddziaływania nie tylko ekonomicznego, ale i politycznego. Jeśliby Niemcy były rzeczywiście krasnalem politycznym, to zupełnie niezrozumiałe byłoby, dlaczego polskie ekipy rządzące od lat tak chlubiły się poparciem Niemiec jako adwokata Polski w staraniach o wejście do NATO i do UE.

Wygląda na to, że pan Geremek, pogrążony bez reszty w krajowych zakulisowych intrygach zupełnie przespał to, co się działo w Europie w ostatnim dziesięcioleciu. I taki człowiek akurat został ministrem spraw zagranicznych III RP. A potem mamy pozbawione choćby krzty realizmu wypowiedzi Geremka, już jako ministra spraw zagranicznych, po­w­ta­rza­ją­ce­go bezsensowne twierdzenia o rzekomym cudzie pojednania między Polską a Niemcami, i to nie tylko między rządami, ale i między spo­łe­cze­ń­stwa­mi. Dużo wnikliwsi od Geremka obserwatorzy jak Klaus Bachman, najbardziej znany korespondent prasy niemieckiej w Polsce, głoszą do­k­ła­d­nie wręcz odwrotną tezę, że między Polską a Niemcami jest w rze­czy­wi­s­to­ści tylko kicz pojednania. Nawet dziennikarka Gazety Wyborczej Danuta Zagrodzka znająca na co dzień sytuację w Niemczech z autopsji, za­u­wa­ży­ła, że w przeciwieństwie do oficjalnych uścisków na „górze", mamy bardzo wiele negatywnych zjawisk w odniesieniu do wzajemnych stosunków na „dole" (por. D. Zagrodzka: Na górze róże, na dole pokrzywy, Gazeta Wyborcza 26 czerwca 1997). A pan minister Geremek jak gdyby nigdy nic publicznie wygłasza pełne optymizmu banialuki.

Entuzjastom rzekomego mistrzowskiego znawstwa polityki mię­dzy­na­ro­do­wej przez pana Geremka polecamy lekturę bardzo trzeźwych ocen na­cze­l­ne­go redaktora paryskiej Kultury Jerzego Giedroycia na ten temat. Nie u­kry­wał on swej bardzo negatywnej oceny roli Geremka jako prze­wo­d­ni­czą­ce­go sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. W wywiadzie dla Rze­czy­po­s­po­li­tej z 22 stycznia 1994 r. Giedroyc powiedział wprost o profesorze Ge­re­m­ku, iż jego "wpływ na polityką zagraniczną Polski i obsady personalne okazał się fatalny" (por. Zmiana warty, czyli jak to się stało, Warszawa 1995, s. 82). Wcześniej, przy okazji niezbyt przemyślanego wystąpienia Geremka i Michnika w Pekinie, Giedroyc porównał obu panów do "królewiąt z dawnej Polski", które próbują robić jakąś własną politykę, bez odpowiedniego poczucia polskiej racji stanu (por. Polityka z 19 października 1991).

Promował najgorszych ambasadorów

Można by długo wyliczać przykłady dowodzące, jak bardzo prawdziwa była ocena Giedroycia o fatalnym wpływie Geremka na polityką zagraniczną Polski i obsady personalne. Bronisławowi Geremkowi, faktycznie kie­ru­ją­ce­mu polityką kadrową MSZ w kwestiach wyjazdów na placówki za­gra­ni­cz­ne, zawdzięczamy przedziwną galerię ambasadorów, których głó­w­nym atutem był najczęściej skrajny krytycyzm wobec polskiego pa­t­rio­ty­zmu i polskich tradycji, przy równoczesnym braku zawodowych kom­pe­te­n­cji. Typową postać pod tym względem stanowił ambasador Polski na Litwie Jan Widacki, znany głównie z nieubłaganej walki z przywódcami polskich organizacji na Wileńszczyźnie, a zwłaszcza Związkiem Polaków na Litwie. Zainteresowanych obrazem działania różnych ambasadorskich nie­u­da­cz­ni­ków, wysłanych za granicą z poręki pana Geremka, odsyłamy do dobrze udokumentowanych książek Tadeusza Kosobudzkiego na temat różnych „sprawek" MSZ-u i do rozdziałów „Michałki" polskiej dyplomacji i Krewni i znajomi królika w drugim tomie moich Zagrożeń dla Polski i polskości.

Minister — nieudacznik

Zdobycie przez Geremka tak bardzo upragnionego przezeń szefostwa resortu spraw zagranicznych okazało się dlań pod pewnymi względami zwycięstwem pyrrusowym. Minister spraw za­gra­ni­cz­nych jest dużo bardziej na widoku przed opinią publiczną i nie może wciąż się chronić w kuluarowe gry - ulubioną domenę działań Geremka. Jako minister spraw za­gra­ni­cz­nych już w ciągu pierwszego roku zdołał całkowicie obnażyć swą nie­ko­m­pe­te­n­cję. W mediach, tak długo wielce przychylnych Bronisławowi Ge­re­m­ko­wi, coraz częściej zaczęły się pojawiać głosy zarzucające mu żenujący wprost brak aktywności. Typowy pod tym względem był ton artykułu za­s­tę­p­cy redaktora naczelnego Życia Tomasza Wróblewskiego, stwierdzający między innymi: „(...) Ostatnia tryumfalna podróż prezydenta Kwa­ś­nie­w­skie­go do Moskwy była bardziej porażką ministra Geremka niż sukcesem Kwaśniewskiego. MSZ (...) nie potrafił zaproponować nowych rozwiązań w kontaktach z Unii Europejską (.,.), dotychczas nie usłyszeliśmy o żadnej nowatorskiej inicjatywie zagranicznej. Wszystko sprowadza się do konsumowania zaleceń nadchodzących z Zachodu (...)" (T. Wróblewski: Raźno do NATO, Życie 4-5 lipca 1998).

Wygłoszone w Sejmie w marcu 1998 r. expose Geremka dość po­w­sze­ch­nie uznano za zbiór ogólników, bez szerszej, długofalowej wizji polityki zagranicznej. Stwierdzono: "Nie usłyszeliśmy ani słowa o katalogu spraw, na które Polska, bądź co bądź duży kraj o geopolitycznie węzłowym położeniu, mogłaby wywierać wpływ" (por. J. Ostrowski: Sukcesy MSZ?, Życie 7 marca 1998). Według niektórych złośliwych komentarzy jedynym jak dotąd oryginalnym pomysłem, jakim wyróżnił się Geremek jako minister spraw zagranicznych było to, aby zamknąć dziennikarzy w wydzielonym zakątku na terenie Sejmu, gdzie jedynie mieliby prawo do zadawania VIP-om pytań. Z tego jedynego oryginalnego pomysłu rezerwatu dla krnąbrnych dziennikarzy musiał się jednak wycofać po fali protestów prasowych. Dodatkowym blamażem okazała się rola Geremka jako przewodniczącego Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (panegiryści przypisywali początkowo „epokowe znaczenie" faktowi objęcia przez Geremka na rok przewodnictwa tej organizacji). Geremek bardzo szybko dowiódł swoimi kolejnymi wizytami-fiaskami (między innymi w Bośni i w Albanii), że OBWE jest dziś faktycznie tylko „Organizacją Bezradności Wzajemnej w Europie". Na tle dość powszechnego za­szo­ko­wa­nia nawet wśród dziennikarzy ze środowisk, różowych" rozmiarami niekompetencji i inercji Geremka tym bardziej groteskowo wypadł Szczy­pio­r­ski ze swą odosobnioną panegiryczną tyradą na cześć ,Bro­ni­s­ła­wa Wielkiego" {Wprost, 7 czerwca 1998).

Przy braku plusów w polityce zagranicznej Geremka tym fatalniej rzucają się w oczy różne minusy jego polityki, zwłaszcza spolegliwość wobec Niemiec i całkowite zaprzeczanie jakimkolwiek niemieckim zagrożeniom dla polskich interesów. Najbardziej zdumiewa, że Geremek, bądź co bądź polski minister spraw zagranicznych otwarcie przejął sło­w­ni­c­two nie­mie­c­kich rewizjonistów i publicznie zaczaj używać terminu „wy­pę­dze­ni" w stosunku do niemieckich przesiedleńców (np. w telewizyjnej Panoramie z 11 września 1998) (por. komentarz A. Cieńskiej w Naszym Dzienniku z 29 września 1998). Komentator Głosu, Jerzy Rachowski, analizując różne ustępstwa ministra Geremka wobec Niemiec zatytułował swój artykuł do­sa­d­nie: "Geremek auf Widershen! Boński minister w polskim gabinecie?" (Głos z 15 lipca 1998).

W wyborach do Parlamentu Europejskiego 13 czerwca 2004 został wy­bra­ny europosłem z komitetu Unii Wolności. W Parlamencie Europejskim wchodził w skład frakcji Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy. W 2007 odmówił złożenia oświadczenia lustracyjnego.

Oświadczenie Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu w sprawie Bronisława Geremka:
Od wielu lat Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu zwracał uwagę kolejnym ekipom władz PRL, a także III RP i IV, na stalinowską przeszłość Bro­ni­s­ła­wa Geremka. Bronisław Geremek w najbardziej ponurym okresie PRL, w latach 50-tych należał do grupy uprzywilejowanej, wyróżniał się nad­gor­li­wo­ścią i służalczością wobec reżimu stalinowskiego. Jako ak­ty­w­ny działacz partyjny na Uniwersytecie Warszawskim sprawił lub przyczynił do uwięzienia nieprawomyślnych studentów. W wyniku jego nad­go­r­li­wo­ści jeden z naszych członków – (założycieli Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu) więziony był we Wronkach. Od roku 1989, od momentu po­wo­ła­nia Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu, pan Józef Chlabicz, bez­sku­te­cz­nie domagał się, przynajmniej publicznych przeprosin. W złożonej deklaracji członkowskiej pisze on. m.in. ...pragnę prosić stalinowca, doc. Geremka, aby mnie publicznie przeprosił . Oprócz niego przyjmę przeprosiny od płka Baumana ”.(1) Geremek za swoją nadgorliwą wspó­ł­pra­cę ze stalinowskim reżimem nagrodzony został stypendium na­u­ko­wym we Francji, a następnie stanowiskiem dyrektora Ośrodka Kultury Polskiej w Paryżu. W tamtych okresie paszporty wydawano tylko za­s­łu­żo­nym i pewnym aktywistom reżimu. Także w następnych latach władze PRL korzystały z jego służalczości i nagradzały za gorliwość. To ha­nie­b­na przeszłość, a nie jakieś względy moralne, skłoniły B. Geremka do od­mo­wy podpisania oświadczenia o nie uwikłaniu we współpracę ze słu­ż­ba­mi specjalnymi i SB. Dlatego tego rodzaju oświadczenia nie może on podpisać, bo musiałby skłamać.
1. Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce – dr Leszek Skonka (b. działacz przedsierpniowej opozycji w Polsce (ROPCiO i WZZ)
1 Płk. Zygmunt Bauman także stalinowiec, politruk, wykładowca mar­ksi­zmu-leninizmu, przyp. Lskonka

Zginął 13 lipca 2008 w wypadku drogowym na drodze krajowej nr 2 w Lubieniu w powiecie nowotomyskim. Prowadzony przez niego samochód osobowy zjechał na przeciwległy pas jezdni i zderzył się z nadjeżdżającym z przeciwka samochodem dostawczym. Prokurator Prokuratury Rejonowej w Nowym Tomyślu umorzył śledztwo w tej sprawie w związku z ustaleniem, iż sprawcą wypadku był Bronisław Geremek.

Jego żona, dr Hanna Teresa Geremek, była historykiem starożytności, pra­co­w­ni­kiem naukowym UW, zmarła 21 lipca 2004. Synowie Marcin i Ma­ciej zostali lekarzami

Człowiek który był przedstawiany jako autorytet moralny, uiszczenie wszelkich cnót, wielki opozycjonista, bohater, było człowiekiem do cna zepsutym. (…) To był człowiek totalnie zdemoralizowany. Ja już nie mówię, że to on zablokował wyjaśnienie sprawy śmierci ks. Popiełuszki (…). Mówię o okolicznościach jego śmierci. Śmierć jest częścią życia. Geremek zginął tak jak żył, w ramionach prostytutki [którą w mediach nazywano prostytutką – przyp. red.]. O tym nikt nie mówi głośno, a są raporty policyjne na ten temat. (…) Ten człowiek umarł tak jak żył – w rozmowie z Szlachtowiczem opowiada Sumliński.

Zdrajca Solidarności

Warto się zatrzymać przy sprawie programu Jana Pospieszlaskiego „Bli­żej”, poświęconemu wprowadzeniu stanu wojennego. Pojawił się tam ró­w­nież wątek Bronisława Geremka. W następstwie zadziałał specyficzny mechanizm, jak niegdyś po publikacjach na temat Lecha Wałęsy. Przy­po­m­nij­my: w programie pokazano fragment nowego filmu Grzegorza Brauna „Towarzysz generał idzie na wojnę”, w którym mowa jest o do­ku­me­n­cie z archiwum Stasi, relacjonującym rozmowę Stanisława Cioska, ów­cze­s­nego ministra ds. związków zawodowych, z Geremkiem. W trakcie tej rozmowy Geremek miał sugerować, że po wprowadzeniu przez władzę rozwiązania siłowego, możliwe byłoby odrodzenie wolnych związków zawodowych w bardziej układnej formule, bez radykałów i „Matki Boskiej w klapie”, być może z Wałęsą. Dokument miał powstać na podstawie relacji samego Cioska.

Dokument Stasi relacjonujący rozmowę Bronisława Geremka ze Sta­ni­sła­wem Cioskiem z 1981 r. przed wprowadzeniem stanu wojennego. In­for­ma­cję zawierał szyfrogram ambasadora NRD Horsta Neubauera. Geremek miał sugerować wtedy nieuchronność siłowej konfrontacji władzy z So­li­da­r­no­ś­cią i konieczność zlikwidowania aparatu „S” przez organa władzy. Dokument Stasi był wcześniej kilkakrotnie publikowany m.in. w paryskiej „Kulturze”, jak i w opracowaniach historyków IPN-u.

 

 
Dowody zdrady B. Geremka w katach STASI  
  

Był mocnym punktem niszczenia Polski.

Poniżej część nieopublikowanego z nim wywiadu:

Hanna Krall: Panie profesorze, wydaje mi się, że pan niezbyt lubi Polaków! Bronisław Geremek: Niezbyt lubię ? Takie określenie jest niezbyt ścisłe ! Ja ich po prostu nienawidzę. Tak nienawidzę, że nie wiem jak to wyrazić słowami.
Hanna Krall: Ale przecież pana i pana matkę uratował właśnie Polak ! Bronisław Geremek: To prawda. Stefan Geremek ukrył nas oboje w Zawichoście. Później nawet, kiedy było już jasne i pewne, że mój ojciec Borys Lewartow – nauczyciel ze szkółki rabinackiej, zginął w getcie warszawskim, ożenił się z moją matką. Niemniej jednak jak od dziecka musiałem ukrywać swoje pochodzenie i nie jeden raz bluźniłem przenajświętszemu, niech będzie sławione imię Jego po wieki wieków, że stworzył mnie właśnie żydem!
A zresztą, czytała chyba pani pamiętniki Emanuela Gingelbluma?
Hanna Krall: Oczywiście. Przecież pisałam książkę o getcie warszawskim i bohaterach żydowskiego Ruchu Oporu.
Bronisław Geremek: No, to co pewnego razu powiedzieli żydzi, którzy razem z Gingenblumem ukrywani byli w bunkrze przy ulicy Wolskiej przez ogrodnika Marczaka i jego rodzinę ? Pamięta pani, panno Hanko ?
Hanna Krall: Tak. Pamiętam. Mówili: Nienawidzimy Polaków, bo im jest lepiej niż nam.
Bronisław Geremek: No, to teraz nie będzie się pani zastanawiać, że cały ruch społeczny, który tworzymy ożywimy go najróżnorodniejszymi nurtami politycznymi, ma na celu doprowadzić do takich zmian w strukturze państwowo-gospodarczej Polski, aby żydom w Polsce żyło się zawsze lepiej jak Polakom.

Cały wywiad:
BrzozaForum.pl
 

 

 Michaił Gorbaczow – Prezydent ZSRR
 

Na przełomie 1989/1990 roku Prezydent ZSRR - Gorbaczow wpadł na po­mysł, żeby oddać Polsce kawałek ziem utraconych w 1945 roku. Pro­po­zy­cja dotyczyła oddania Po­l­sce Grodna i Lwowa.
Jaruzelski podobno zainteresował się tą pro­po­zy­cją, ale wysłana do Moskwy delegacja So­li­dar­no­ści (Mazowiecki, Geremek i Ku­roń) odmówiła przyjęcia tych ziem co było ak­tem zdrady Polski.

Leszek Żebrowski - Kim był Towarzysz Geremek  

 www.yelita.pl

 


                             TUZY ELITY                    Anna Grodzka vel Krzysztof Bogdan Bęgowski     Krzysztof Bogdan Bęgowski urodzony...