czwartek, 19 lutego 2026

                                   AFERZYŚCI ELIT

                                                              Władysław Serafin

 

 

(ur. 24 lipca 1950 w Piasecznie) – polityk, związkowiec, rolnik, poseł na Sejm X, I i II kadencji, były komunista i działacz PZPR, bohater Afery taśmowej w PSL, polski goj na usługach międzynarodowego lobby uboju rytualnego zwierząt(żydowskiego i muzułmańskiego), zwolennik mordów rytualnych czyli podrzynania zwierząt na żywca bez ich ogłuszania!

W 1970 ukończył Zasadniczą Szkołę Zawodową w Warszawie. Pracował jako ślusarz remontowy w Polskich Zakładach Optycznych. Prowadzi indywidualne gospodarstwo rolne. Od 1989 pełnił funkcję wiceprezesa Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych, od 1999 stoi na czele tej organizacji. Był też wiceprzewodniczącym Komitetu Zawodowych Organizacji Rolniczych Unii Europejskiej (COPA).

Od 1969 aż do jej upadku, należał do komunistycznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W latach 1975–1983 zasiadał w Miejsko-Gminnej Radzie Narodowej Góry Kalwarii.

Jako przedstawiciel strony rządowej (komunistycznej) brał udział w obradach Okrągłego Stołu w podzespole do spraw środków masowego przekazu oraz grupie roboczej do spraw ustawy o związkach zawodowych rolników indywidualnych.

W 1989 został wybrany posłem X kadencji z listy komunistycznej PZPR. Zasiadał w prezydium Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej.

W latach 1991–1997 był posłem I i II kadencji z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego z województwa częstochowskiego. Bezskutecznie ubiegał się o mandat w Sejmie w 1997, 2001, 2005, 2007 i 2011. Od 1998 zasiadał w radzie powiatu kłobuckiego, w 2006 nie został ponownie wybrany. W 2004 i 2009 bez powodzenia kandydował do Parlamentu Europejskiego.

W 2010 po śmierci jednego z radnych wszedł ponownie w skład rady powiatu kłobuckiego, obejmując funkcję jej przewodniczącego. W wyborach samorządowych w tym samym roku zdobył mandat radnego sejmiku śląskiego.

W 2011 kandydował w wyborach parlamentarnych z 1. miejsca na liście komitetu wyborczego Polskiego Stronnictwa Ludowego w okręgu wyborczym nr 28 w Częstochowie, jednak nie uzyskał mandatu poselskiego.

16 lipca 2012 "Puls Biznesu" ujawnił nagranie rozmowy między byłym prezesem ARR Władysławem Łukasikiem i Władysławem Serafinem, w której pierwszy z nich sugerował m.in. nepotyzm i niegospodarność w spółkach Skarbu Państwa, jakich dopuszczali się działacze PSL uznawani za związanych z Markiem Sawickim. W konsekwencji ujawnionych faktów Marek Sawicki dwa dni później podał się do dymisji z zajmowanego stanowiska ministra rolnictwa i rozwoju wsi.

To Serafin nagrał tą rozmowę aby pogrążyć ministra Sawickiego!

Agencji Rynku Rolnego Władysław Łukasik. Zanim panowie na dobre się rozsiądą i przystąpią do rozmowy, która wstrząsnęła opinią publiczną, Serafin kieruje się w stronę telewizora, gdzie stoi ukryta kamera. Co robi były działacz PSL? Zabiera pilota do telewizora, odkładając go w inne miejsce, a tym samym odsłaniając obiektyw kamery. - Tylko zrobię to... piloty położę - mówi na nagraniu Serafin.

To klasyczne nagrywanie z ukrytej kamery. Łukasik wchodząc do pokoju nie widział ukrytej kamery, bo zasłaniał ją pilot. Dopiero gdy usiadł, Serafin wstał i przełożył pilota w inne miejsce. Sposób prowadzenia rozmowy również wskazuje na Serafina. Dopytuje on Łukasika kilka razy o ministra Marka Sawickiego. Podsuwa mu tematy do rozmowy. Rzuca nazwiska. Mówi podniesionym głosem. Podprowadza go... To klasyka tajnych nagrań.

Jako szef kółek rolniczych wykorzystał dotacje budżetową niezgodnie z prawem.

W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową Serafin przyznał, że przelał część dotacji na swoje konto, bo wcześniej - kiedy Krajowa Izba Rolnicza nie wypłaciła części dotacji - on ratował swój związek z własnych pieniędzy.

Polskie organizacje rolnicze są reprezentowane w Unii Europejskiej dzięki corocznym dotacjom z budżetu państwa. Środki te wydawane są na wymagane składki, funkcjonowanie biur, opłacenie pracowników, przelotów i hoteli. Ale zanim trafią do poszczególnych organizacji najpierw trafiają na konta Krajowej Rady Izb Rolniczych, a ona podpisuje umowy na dofinansowanie z poszczególnymi organizacjami.

Serafin zapewnia, że ówczesny minister rolnictwa Marek Sawicki wiedział, że dotacje w jego przypadku często są wykorzystywane na pokrycie wcześniej zaciągniętych długów.

Były minister rolnictwa Marek Sawicki nie chciał o tej sprawie rozmawiać. Jedyne zdanie które wypowiedział brzmiało: "Nie mam nic wspólnego z panem Serafinem".

Szef Krajowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych, działacz PSL Władysław Serafin został też przesłuchany w jednej z warszawskich komend policji, jako sprawca wykroczeń. W styczniu 2013 roku, został on zatrzymany przez policję za przekroczenie prędkości i miał zasłaniać się immunitetem.

- Czynności były wykonywane przez warszawskich policjantów w ramach pomocy prawnej w związku ze wskazaniem tamtejszego miejsca pobytu kierowcy. Został on przesłuchany w charakterze sprawcy wykroczeń. Czekamy na powrót tych dokumentów i wtedy sieradzcy policjanci skierują sprawę do sądu z wnioskiem o ukaranie - powiedziała rzeczniczka łódzkiej policji podinsp. Joanna Kącka. Za wykroczenie grozi kara do 5 tys. zł grzywny.

Serafin został zatrzymany przez policję w styczniu 2013 roku na jednej z ulic w Sieradzu za przekroczenie prędkości, prowadzone przez niego auto jechało z prędkością 111 km/godz. zamiast dozwolonych 50. Serafin pokazał legitymację z unijnymi pieczęciami ważną do 2015 r. Według policji oświadczył też, że korzysta z immunitetu europarlamentarzysty.

Pokazał funkcjonariuszom prawo jazdy, ale w policyjnej bazie znajdowała się informacja, że ma od 2009 r. odebrane uprawnienia do kierowania pojazdami decyzją starostwa w Kłobucku w związku z przekroczeniem liczby punktów karnych. Od tamtej pory nie miał ponownie wydanego dokumentu. Później starostwo poinformowało, że kierowca sporządził oświadczenie, że zgubił prawo jazdy.

W związku z relacją kierującego, okazanym dokumentem oraz faktem, że była to osoba znana publicznie jako polityk i kojarzona jako poseł, policjanci przyjęli do wiadomości, że korzysta z immunitetu i odstąpili od ukarania za przekroczenie prędkości i jazdę bez uprawnień - Kierowcy za przekroczenie prędkości groził mandat w wysokości 500 zł i 10 punktów karnych.

Policjanci sporządzili dokumentację z incydentu, która - poprzez KGP - miała trafić do odpowiedniej instytucji, która może immunitet uchylić.

Wtedy okazało się, że mężczyzna nie jest ani europarlamentarzystą, ani posłem lub senatorem. - Doszło więc trzecie wykroczenie, czyli podszywanie się pod funkcję.

W związku z tym incydentem postępowanie dyscyplinarne wobec Serafina wszczął krajowy rzecznik dyscyplinarny PSL, kierując do koleżeńskiego sądu wojewódzkiego wniosek o jego wykluczenie z partii. W poniedziałek Serafin stanął w Katowicach przed sądem koleżeńskim Stronnictwa województwa śląskiego.

Inni członkowie PSL-u mają na sumieniu gorsze działania niż ja. Nie chciałbym wskazywać kumpli, jeżeli jednak będę musiał ujawnić takie rzeczy, to to zrobię - stwierdza twardo w rozmowie z Onetem Władysław Serafin (nadal w PSL-u). To jego reakcja na zapowiedź prezes PSL-u Janusza Piechocińskiego, że Serafin zapewne zostanie z partii usunięty. Jak dodaje, nie zamierza odchodzić z partii, a całą sprawę traktuje jako zemstę.

Wniosek o wykluczenie Serafina z PSL złożył do wojewódzkiego sądu partyjnego rzecznik dyscypliny PSL Franciszek Stefaniuk. Serafin deklarował nawet, że sam złoży legitymację członka PSL, ale jego rezygnacji z członkostwa w partii nie przyjęli przedstawiciele koła PSL w Kłobucku, które również zajmowało się jego sprawą (Serafin należy do tego koła).

Macierzyste koło ukarało Serafina upomnieniem, a wojewódzki sąd partyjny stwierdził, że... statut PSL-u nie pozwala na dwukrotne karanie za to samo przewinienie i umorzył sprawę.

Ostatnim wybrykiem Serafina jest wysługiwanie się mię­dzy­na­ro­do­we­mu lobby uboju rytualnego zwierząt (żydowskiemu i muzułmańskiemu) w zamian za profity!

Rząd chce utrzymania uboju rytualnego, czyli podrzynania na żywca zwierząt bez ich ogłuszania. Minister rolnictwa Stanisław Kalemba z PSL (kumpel Serafina) zapowiedział, że ustawa zabraniająca tego procederu powinna zostać znowelizowana. Zdaniem Stanisława Kalemby jest to konieczne ze względu na poszanowanie grup wyznaniowych w Polsce które stanowią 0,01% populacji oraz utrzymanie rosnącego eksportu takiego mięsa czym jest najbardziej zainteresowany PSL.

Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że rozporządzenie dopuszczające rytualny ubój jest niezgodne z ustawa zasadniczą.

Europejskie Stowarzyszenie Żydów (EJA) w Brukseli zaapelowało do polskich i unijnych władz o zmianę tego orzeczenia. Rabbin Menachem Margolin wysłał w tej sprawie list do polskiego prezydenta i ministra sprawiedliwości z żądaniem uchylenia tej decyzji poprzez zmianę ustawy którą mają poprzeć „zaprzyjaźnieni z EJA” polscy posłowie których zadaniem jest wykonanie „na kolanach zlecenia EJA oczywiście za późniejsze profity z tego procederu. Na haczyk złapał się jako pierwszy Minister Rolnictwa który stwierdził że tak zwana grupa wyznaniowa stanowiąca 0.01% ma prawo dyktować z pełna butą swoje warunki populacji blisko 99% Polaków którzy mają na to płacić swoje podatki

Jednak aby to zrobić należy zdewastować dobrą Ustawę o Ochronie Zwierząt tak aby usunąć z niej zapisy niewygodne dla lobby ubojowego, blokujące ich interesy w Polsce! Minister Kalemba ochoczo przystąpił do działania angażując cała armię urzędników aby kombinowała przy ustawie,nie przeprowadził konsultacji społecznych ale wprowadził tzw” szybką ścieżkę” którą sfinansowali zainteresowani sprawą „ubojowcy”!

Drugim był Serafin który wysłał wiernopoddańczy list ministra Kalemby (kumpla z PSL) w którym w imieniu Kółek Rolniczych i wszystkich rolników poparł bezwarunkowo. zalegalizowanie uboju rytualnego w Polsce! Serafin liczy na duże zyski dla siebie i PSL dlatego uważa że firmy zaprzyjaźnione z PSL które będą dokonywać mordów rytualnych na zwierzętach nie mogą być za to karane. Niestety nie wspomniał nic na temat karania polskich rolników indywidualnych za naruszenie prawa o ochronie zwierząt ,prawa które ich będzie nadal obowiązywało a ubojowców rytualnych - nie !!!

W tej sprawie wyszła cała hipokryzja Serafina, które traktuje polskich rolników jako gorszych i głupszych a jego PSL jest tylko z nazwy polskie!!!

 

                                                          https://www.youtube.com/watch?v=6A5VINpy_Bw

                                                         https://www.youtube.com/watch?v=R5uc7Sq9rfg&t=2s

                                                         https://www.youtube.com/watch?v=jp1QpZcGpSE

 

AFERA TAŚMOWA w PSL! Władysław Serafin WIEDZIAŁ O KAMERZE? To on NAGRAŁ ROZMOWĘ?

 

 

Trupie rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia



Urzędowy kaganiec, służba zdrowia w ruinie i marszałek, który zakazał czytać e-maile.

Polska AD 2026. Szef NBP Adam Glapiński chwali się, że kupuje kolejne dwieście ton złota do pięciuset, które rzekomo leżą w skarbcu. Mój kolega Janek, który od trzydziestu lat prowadzi lombard, mówi, że niechętnie bierze złoto w zastaw, a skupować przestał. Cena jest tak napompowana, że ta bańka musi pęknąć. Różnica między Glapińskim a Jankiem jest taka, że ten pierwszy kupuje za publiczną kasę, podczas gdy Janek inwestuje swoje. Glapińskiemu nic nie grozi, gdy ceny kruszcu runą. Janek straciłby wszystko.

Wciąż kupujemy czołgi. Byłem akurat w Korei, gdy minister Błaszczak kupował na kredyt pierwsze partie K-2. Koreańczycy pukali się w głowę – wiedzieli więcej niż ja. Okazało się, że Polska ma tych nowoczesnych puszek na gąsienicach więcej, niż połowa europejskich mocarstw razem wzięta. Czołg może sobie stać w hangarze obok maczugi, ale współczesne wojny to drony i informacja, a nie „Czterej pancerni i pies”. 

W Polsce dezinformację wysysa się z mlekiem matki

Kraj, w którym papier wciąż bywa silniejszy niż rapier, ale tylko pod warunkiem, że służy do wycierania sobie gęby poprawnością polityczną. Podczas gdy koalicja rządząca debatuje, czy uczeń jest uczniem, czy już „osobą uczniowską”, 13 lutego weszło w życie rozporządzenie, które powinno wyprowadzić tłumy na ulice. Ciche, urzędnicze przyzwolenie na eutanazję systemu: premie za likwidację. Pamiętacie koszulki z napisem „Konstytucja”? Ludzi jeżdżących za średnio rozgarniętym Dudą? Podobno szefowie innych państw myśleli, że Konstytucja to imię pierwszej damy, a skandujący tłum to groupies.

Teraz cisza. Rządzi koalicja, która choć zła, to „nasza”. Ci sami ludzie, którzy wcześniej hojnie rozdawali kamienice czy państwowe fabryki, teraz „optymalizują” szpitale. Mamy złoto, z którego można odlać pociski i czołgi, by bronić tego bogactwa. No to trzeba likwidować oddziały.

Zioła, szarlatani i bon na wymieranie

Zaczęto majstrować przy zdrowiu publicznym. Z hukiem ogłoszono ustawę antyszarlatańską – społeczeństwo słusznie przyklasnęło. Nie ma kręgarzy, znachorów czy taplarskich bab bagiennych. Ustawa wycięła „ręce, które leczą”. A przy okazji wylano dziecko z kąpielą: zioła, które wolno legalnie zbierać, to już tylko te, które zmarłego rozśmieszą: dziurawiec, pokrzywa czy babka lancetowata. Do właściwej ofensywy na szpitale dopiero się szykowano.

13 lutego cichutko weszło rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia, które premiuje managerów za likwidację oddziałów. Kwota niemała: 50% dotychczasowych kosztów generowanych przez oddział przez dwa lata. To korci do kreatywnej księgowości i dopisywania fikcyjnych kosztów placówce, która ma iść „na żyletki”. Tylko w styczniu zlikwidowano 18 porodówek. W zamian państwo oferuje „pokoje urodzeń” przy SOR-ach. Kurną chatę przy izbie przyjęć, gdzie rodząca kobieta ląduje wśród meneli z bójki i jednego lekarza, który biega między resuscytacją a szyciem głowy. W ciągu roku zapobiegliwi managerowie piastujący stanowiska dyrektorów szpitali zlikwidowali 539 oddziałów. W blisko jednej trzeciej powodem były: siła wyższa, remont podłogi, malowanie ścian.

Trupogodziny i Judym w schowku na mopy

Też żyłbym w błogiej nieświadomości, gdyby nie lubelski Detoks – miejsce, w którym dziesiątki razy ratowali mi życie. To jedyna taka placówka w Polsce, prowadzona przez ordynatora, przy którym literacki Judym to sknera. Jego gabinet to przerobiony schowek na mopy, bo cała reszta jest dla pacjentów. Gdy Sanepid chciał zamknąć oddział, doktor poświęcił własne pieniądze, sprzedając część domu i samochód, by ratować placówkę. Sam wielokrotnie od niego pożyczałem, gdy przywozili mnie w stanie wegetatywnym z poobijaną mordą.

Dziś system wprowadza „trupogodziny” – medyczny odpowiednik roboczogodzin. W Lublinie Marszałek Stawiarski i Dyrektor Błażej opanowali tę sztukę do perfekcji. Jako „osoba dziennikarska” muszę pytać o los „osoby trupiej”, bo w tym systemie prosektorium staje się jedynym pewnym punktem styku pacjenta z państwem. Mamy też „osobę patologiczną” – według nowomowy to zarówno biegły sądowy, jak i lokator budy socjalnej w stanie mistycznym po kombinacji różnego rodzaju trunków. Obaj są dla systemu tylko kosztem do zoptymalizowania.

Medycyna bazy danych

Dawniej warszawscy magicy krzyczeli na podwórkach: „noże, nożyczki ostrzę, krawaty wiążę i usuwam ciążę”. Dziś oddział może prowadzić „osoba medyczna”. Pod tą płachtą zmieści się każdy, kto otarł się o apteczkę.

Centralny Rejestr Osób Uprawnionych do Wykonywania Zawodu Medycznego jest ważniejszy niż lata praktyki. Według tej logiki ordynatorem gastrologii może zostać dietetyk, a farmaceuta w oparach pichconego absurdu nada się na szefa psychiatrii. Po co komu studia? Tytułowanie lekarza „doktorem” to dziś według koalicji plucie w twarz nauce.

Charon na kółkach

Szczytem humanizmu jest los pacjentów wegetatywnych. „Osoba medyczna” może taką postać bezkarnie wypchnąć poza szpital. Wtedy problem ma „osoba wójtowska” lub „sołtysia”. Wyobraźcie sobie: pacjent na łóżku wystawiony za bramę szpitala wjeżdża w obszar gminy. Należałoby uprzedzić lokalną społeczność, żeby broń Boże nie rzucali w niego bilonem. Ktoś z zagranicy mógłby pomyśleć, że Polska cofnęła się do wierzeń w Charona i obola – opłatę za prom przez piekielną rzekę Styks.

Oni chcą, byśmy o tym milczeli. Chcą ciszy przerywanej tylko szelestem banknotów z premii za likwidację. Niezależnie ile wyślą e-maili z pogróżkami, jak wielki jest ich przekonanie o własnym sprycie, kreatywności i bezkarności nie boimy się pisać o urzędnikach, których jedynym stanem mistycznym jest wiara we własną bezkarność. Jeśli myślicie, że klauzula tajności powstrzyma nas przed pokazaniem prawdy – to znaczy, że wciąż nie rozumiecie, że papier jest silniejszy niż rapier. Zwłaszcza ten, na którym spisano wasze własne, kompromitujące decyzje. Oto rzeczywistość bez cenzury.

Autorstwo: Piotr Jastrzębski
Źródło: WolneMedia.net

  Ograniczenie darmowych leczeń dla Ukraińców Rząd kończy z szerokim dostępem do bezpłatnej służby zdrowia dla obywateli Ukrainy. Od 5 marca...