Bunt ludu przeciwko korporacyjnej chciwości
https://www.youtube.com/watch?v=hC-v3-D-W_4
Od szesnastu dni trwają masowe protesty w Albanii. Mieszkańcy prowadzą wojnę rewindykacyjną przeciwko skorumpowanej klasie politycznej i ich zagranicznym mocodawcom. Chaos objął nie tylko Tiranę, ale i całą resztę kraju. Bunt jest tak silny, że rząd premiera Ediego Ramy został całkowicie sparaliżowany, a policja upokorzona. Ludzie wzięli los we własne ręce. Zdjęcia oraz krótkie filmy dokumentujące te wydarzenia są niezwykłe. W miejscowości Librazhd wściekłość ludzka osiągnęła punkt kulminacyjny w konfrontacji z korporacyjną chciwością po około sześciu miesiącach pozbawienia mieszkańców ich podstawowego prawa – dostępu do wody pitnej. Elektrownia wodna zarządzana przez koncesjonowaną firmę „Lucente” pod zarządem Luona Fasuli zbudowała potężne ogrodzenie oddzielające obywateli od źródła wody. Ludzie zostali odcięci od życiodajnego zasobu tylko po to, aby można było zwiększyć zyski prywatnego przedsiębiorstwa. Dotychczasowe źródło dostarczało wodę pitną i niezbędną do celów irygacyjnych pól uprawnych, jednak niezliczone skargi składane w urzędach nie przynosiły żadnego pożądanego skutku.
Piątego czerwca bieżącego roku Krajowy Inspektor Ochrony Terytorialnej nałożył sądownie na firmę karę finansową w wysokości dwóch milionów leka, zobowiązując ją zarazem do zaspokojenia potrzeb mieszkańców jako priorytetowych. Firma całkowicie zignorowała orzeczenie sądu. Ponieważ lokalne władze były zamieszane w tę kradzież, ludzie postanowili sami wyegzekwować sprawiedliwość. Pozbawieni wody mieszkańcy szturmem pokonali zasieki, wkraczając na odgrodzony teren budowy. Wynieśli sprzęt i odzyskali to, co należało im się zgodnie z prawem. Jeden z mieszkańców zauważył, że woda została zanieczyszczona, a ludziom potrzebna jest woda pitna – czysta, jaką zawsze mieli od pokoleń. Silne oddziały policyjne trzymały się z dala, obserwując bezradnie działanie rozgniewanej ludności doprowadzonej do ostateczności. Jeden z uczestników tych działań komentuje krótko: „To nie są zamieszki, to kwestia przeżycia”.
Kto sądzi, że był to odosobniony incydent, ten głęboko się myli. To iskra, od której zajął się potężny ogień. W północno-zachodniej miejscowości Arjol ludność stanowczo upomniała się o zagrabione ziemie. Dwieście rodzin zostało tam pozbawionych spuścizny przodków. Maszerując ulicami, skandowali głośno hasło: „Albania nie jest na sprzedaż”. Jedna z osób występujących w imieniu prawowitych właścicieli gruntów, Nicole Shalani, zapowiedziała wprost, że protesty nie ustaną, dopóki mieszkańcy nie dostaną należnych im odszkodowań. W efekcie budowa rzekomo luksusowych osiedli i hoteli została całkowicie zablokowana.
Sytuację do reszty zaogniło stanowisko przedstawicielki Izraela, Galit Peleg, które rozsierdziło Albańczyków. Oto ludzie walczą o odcięty dostęp do wody pitnej, a pani ambasador, krążąc po Tiranie, udziela publicznych pouczeń na temat celowości wsparcia projektów budowlanych Jareda Kushnera. Pretensje do obywateli o ich rzekomo złe zachowanie wygłasza ze szczególną bezczelnością. Oczekuje wręcz, że w mediach społecznościowych znajdzie się miejsce dla symboliki Izraela, która przez protestujących traktowana jest już jako okupacyjna. Z ogromną łatwością przychodzą jej ostrzeżenia przed popadaniem w antysemityzm, w ramach których porównuje obecne protesty do wydarzeń z czasów nazistowskich Niemiec z lat 1930. Ta groteskowa żonglerka historią i moralizatorstwo, w zestawieniu z drastycznymi obrazami napływającymi z Bliskiego Wschodu, są odbierane przez Albańczyków jako wyjątkowa arogancja. Zdaniem pani ambasador obchodzony hucznie Tydzień Kultury Izraela, z akcentem flag tego państwa rozwieszonych wzdłuż głównej ulicy stolicy, miał być świętowany godnie, zamiast nieustannego wypominania sytuacji w Gazie, Libanie czy Iranie. Oczekując od lokalsów wyłącznie kulturalnego sposobu komunikowania się, pani ambasador zadeklarowała, że jest gotowa wyjaśnić szereg źle zrozumianych zjawisk wyłącznie osobom zachowującym nienaganne maniery.
O tym, o co tak naprawdę chodzi w całym sporze, świadczą niepokojące szczegóły planu zagospodarowania terenu. Wyspa Sazan jest strategicznym skrawkiem lądu o ogromnym znaczeniu dla placówek wojskowych, z widokiem na Adriatyk i Morze Jońskie. Leży zaledwie o rzut kamieniem od Cieśniny Otranto, która łączy ten region z Morzem Śródziemnym. Geopolitycy szybko skojarzyli fakty i szczegóły, odkrywając dużo bardziej złowrogi podtekst całego projektu. Ekspansja Kushnerów jest w rzeczywistości próbą ustanowienia stałego przyczółka wojskowego i wywiadowczego na tym terenie. Jak sami to nazywają, ma to być specyficzne zaplecze irańskiego podwórka. Ustanawiając swoją bazę na spornym dziś terenie, siły zewnętrzne zamierzają przejąć kontrolę nad kluczowym szlakiem wodnym, by stale monitorować działania sił zbrojnych Iranu na Morzu Śródziemnym, blokując wszelką swobodę ruchów tamtejszych oddziałów w regionie. Stanowi to istotną część większego projektu strategicznego, w którym Bałkany wyznaczają kluczową granicę wpływów. Nowi dysponenci terenu nie budują tam zwykłych ośrodków wypoczynkowych. Tworzą wysunięty punkt bazy operacyjnej, nowoczesny punkt nasłuchowy Mossadu oraz lotnisko potrzebne do potencjalnych ataków na dowolne państwo, które ośmieliłoby się stanąć na drodze tego planu.
Przesiedlenie Palestyńczyków w celu rozbudowy państwa nie jest żadną fikcją. To historyczny precedens, który przypomina to, co obecnie dzieje się w Albanii. Wykorzystując sprawdzony mechanizm gigantycznych inwestycji w nieruchomości, zagraniczni gracze doskonalą metodę kradzieży terenów, przejmując je w zupełnie innych celach, niż deklarowane. Poraża ironia, z jaką siły te oraz wspierający je amerykańscy zwolennicy, tacy jak Donald Trump, usiłują prezentować się opinii publicznej jako całkowicie neutralni inwestorzy.
Jednak ulice w Albanii skutecznie ich upokarzają. Doświadczając farsy niesprawiedliwych wywłaszczeń, głębokiej korupcji władzy politycznej oraz brutalnej dewastacji terenów chronionych, zwykli ludzie powiedzieli wreszcie „dość tego”. Wśród protestujących znajduje się ogromna liczba ludzi młodych, urodzonych już po przełomowym upadku komunizmu. To oni najwyraźniej nie godzą się na życie w państwie wasalnym. Im nie chodzi wyłącznie o uratowanie zagrożonej laguny, co potwierdzają hasła wypisane na transparentach niesionych w tłumie: „Bronimy naszej przyszłości”.
Wszczęte niedawno śledztwa w sprawach korupcyjnych zaczęto prowadzić bardzo nieśmiało i zdecydowanie za późno. Policja, bezradna wobec rozgniewanych tłumów, doskonale wie, że ich gniew jest w pełni uzasadniony. Funkcjonariusze mają świadomość, że strzelanie do protestujących obywateli byłoby jak wrzucenie zapałki do beczki prochu, co zagwarantowałoby wybuch krwawej wojny domowej. Sprzeciw narasta z każdym dniem, podkreślany głośnymi hasłami: „Kochamy Albanię. Niech Bóg błogosławi Albanii”. Protestujący chcą, by świat zauważył ich desperacki wysiłek i by raz na zawsze zakończyło się podstępne odbieranie narodom ziemi oraz suwerennego prawa do zarządzania własnym państwem. Każdy kolejny dzień umacnia w nich przekonanie, że nieważne jak silne zasieki zbuduje agresor, należy go bezwzględnie pozbawić swobody działania. Nieważne, ile kolczastego drutu zużyje na nowe ogrodzenia – sprawiedliwy gniew ludzki ostatecznie je pokona. Nieważne również, ilu zagranicznych ambasadorów przyśle się do obrony tej kradzieży, trzeba ich odesłać z kwitkiem i jasnym przekazem: „Nigdy więcej”.
Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz