Himalaje obłudy
Zbrojenia, NATO i dyplomatyczne gesty. Przegląd czterech wiadomości z komentarzem.
Gdy ludzie się boją, cwaniacy ich zbroją
Zarzekając się: „Nigdy nie naruszylibyśmy suwerenności jakiegokolwiek państwa sojuszniczego, bo takie mamy reguły sojusznicze”, Marco Rubio, sekretarz stanu USA, wystąpił podczas wizyty w Grecji 7 października 2026 r. Na tle Akropolu wygłosił przemówienie, zapewniając, że starożytne osiągnięcia Greków odcisnęły istotne piętno na powstaniu nowego państwa amerykańskiego, którego konstytucję uchwalono w Filadelfii. Zapewnił, że „ojcowie założyciele”, jako ludzie doskonale wykształceni, wzorowali się na greckim modelu administrowania, wprawiając cały świat w zaskoczenie.
Podniosła atmosfera, nietypowy plener, heroizm, waleczność i bohaterstwo przywoływane w przemówieniu wyraźnie odbiegają od przyziemnego celu, który sprowadził amerykańskiego polityka do Grecji. Himalaje obłudy sprowadza do parteru Reuters, informując właśnie o przyjęciu przez grecki rząd oferty zakupu sprzętu wojskowego o wartości 4 miliardów dolarów, obejmującej zmodernizowane F-16 Viper i zaawansowane pociski. Umowę podpisano w Atenach, a sygnatariuszami byli sekretarz stanu USA Marco Rubio i minister obrony Grecji Nikos Dendias.
Grecy planowali realizację zakupów na kwotę 28 miliardów euro dopiero w 2036 r. W planach uwzględniono 20 myśliwców F-35, 35 śmigłowców Black Hawk oraz budowę „Tarczy Achillesa” – wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej, rozwijanego we współpracy z Izraelem. W latach 2009–2018 Grecja ugrzęzła w głębokim kryzysie, który wymusił drastyczne oszczędności związane z zadłużeniem państwa. Cykliczne „ratowanie sytuacji” poprzez cięcia wydatków na cele społeczne i zaciąganie zagranicznych zobowiązań doprowadziło do odejścia Janisa Warufakisa ze stanowiska ministra finansów.
Wprawdzie Grecja i Turcja należą do NATO od 1952 r., ale częste zatargi o Cypr sprawiają, że Grecy chętniej niż inne państwa przeznaczają środki na zbrojenia i modernizację systemu obrony, dążąc do osiągnięcia oczekiwanego poziomu wydatków, wynoszącego obecnie 3,5% PKB.
Teoretycznie w Grecji stale przebywa 600 amerykańskich żołnierzy. Znacznie większe znaczenie ma jednak szereg obiektów pełniących funkcje usługowe bezpośrednio na rzecz Amerykanów lub NATO.
Bazy handlowe z ochroną wojskową
Wyspa Kreta, a konkretnie Zatoka Suda, to najważniejsza i największa amerykańska oraz natowska baza wojskowa we wschodniej części Morza Śródziemnego. Działa od 1969 r. i obejmuje port morski oraz bazę lotniczą, wzmocnioną między innymi systemami obrony powietrznej Patriot.
Aleksandropolis to kluczowy węzeł logistyczny i port w północnej Grecji. Nie jest to wprawdzie stricte amerykańska baza, lecz grecki ośrodek, do którego siły USA mają dostęp i z którego korzystają przy przerzucie oraz przeładunku sprzętu wojskowego na mocy umowy o współpracy obronnej.
Larisa to baza sił powietrznych w kontynentalnej części Grecji, gdzie stacjonują amerykańskie bezzałogowe statki powietrzne (drony). Preweza to natomiast baza wykorzystywana przez siły powietrzne NATO i USA.
Poza wymienionymi lokalizacjami Grecja proponuje i rozważa również rozszerzenie obecności USA o kolejne punkty, między innymi na wyspie Skyros czy w rejonie Salonik (Thessaloniki).
Starania o umocnienie amerykańskiej obecności w Grecji wynikają głównie z potrzeby zagwarantowania importu i przesyłu drogiego amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego (LNG) do Europy Środkowej i Południowej, między innymi przez Albanię i Bułgarię. Temu celowi służy Aleksandropolis, działające w oparciu o umowy z dostawcami, takimi jak Venture Global, Shell i MET Group. Dostawy mają pokrywać 73% zapotrzebowania rynku, służąc zarazem wyparciu dostaw rosyjskich.
Nadzór właścicielski?
Tylko nieznacznie odmienny charakter miała wizyta oficjeli NATO reprezentujących 32 państwa na Ukrainie, która odbyła się 6 października br. Spotkaniu w Kijowie nadano charakter wizyty przyjacielskiej. Komitetowi Wojskowemu przewodniczył admirał Giuseppe Cavo Dragone. Poza deklaracjami nieustającej przyjaźni wizytujący przywieźli ze sobą zapewnienie, że „stoją ramię w ramię z bohaterami Ukrainy”.
Po spotkaniu Komitetu Wojskowego z ukraińskimi partnerami w ramach Rady NATO–Ukraina (NUC) wojskowi wizytatorzy spotkali się z ukraińskimi dowódcami i ich sztabami.
Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Mychajło Drapaty, CMC i cały Komitet wzięli również udział w doniosłej ceremonii, podczas której admirał Cavo Dragone stwierdził we wpisie po wizycie: „Wczoraj odwiedziliśmy Kijów, aby potwierdzić niezachwiane poparcie dla Ukrainy. Podczas pobytu w Kijowie 32 przedstawicieli wojskowych i ja nie przegapiliśmy okazji, aby złożyć hołd przy Ścianie Pamięci Poległych za Ukrainę”.
Podczas pobytu w Kijowie przedstawiciele Komitetu Wojskowego odwiedzili również szereg obiektów związanych z obroną powietrzną, dronami i bezzałogowymi systemami naziemnymi. Chcieli na własne oczy przekonać się, jak zaawansowane umiejętności techniczne i wiedza są wykorzystywane w praktyce przez ukraiński personel obronny – czego z wyżyn sekretariatu w Brukseli nie widać.
NATO oficjalnie nie jest stroną konfliktu z Rosją, a ostatnia wizyta tak licznej delegacji miała miejsce osiem lat temu. Przyglądając się rozwojowi wydarzeń zdalnie, przedstawiciele Sojuszu zapragnęli ocenić sytuację z bliska. Sondowali, czy Ukraina będzie w stanie przetrwać do zapowiedzianej przez Brukselę na 2030 r. wielkiej konfrontacji NATO–Rosja.
Profesor Michael Williams z Uniwersytetu Syracuse w stanie Nowy Jork zinterpretował wizytę jako zapowiedź przyspieszenia przystąpienia Ukrainy do NATO, przy czym najbardziej prawdopodobne i pomocne miałyby się w tym okazać stosunki handlowe.
Uroczyste okazje
O ile kolejna uroczysta kolacja w Mar-a-Lago, będąca zawsze przedmiotem sprzedaży, z udziałem zagranicznych gości i sprawdzonych przyjaciół-dyplomatów zapowiada wypełnienie próżni informacyjnej apelem do Rosji o aprobatę jałowego wniosku dotyczącego zawieszenia działań wojennych na Ukrainie, o tyle całkiem przypadkowym gościem na Kremlu był Gerhard Schröder.
Powodem wizyty były w tym przypadku 74. urodziny gospodarza. Były kanclerz Niemiec akurat przebywał w Moskwie jako członek rady nadzorczej rosyjskiej sieci handlowej „Hyperglobus”. Spotkanie obu polityków wywołało falę krytyki w Niemczech i Europie.
Jak podały „WP Wiadomości”: „Ograniczając się do telegramów z okazji urodzin, kurtuazyjną pamięcią o urodzinach Władimira Putina wykazali się przywódcy 15 państw, a życzenia nadeszły od Aleksandra Łukaszenki (Białoruś), Recepa Erdoğana (Turcja), Masuda Pezeszkiana (Iran), Ilhama Alijewa (Azerbejdżan), Kasyma Żomarta (Kirgistan), Emomalego Rahmona (Tadżykistan), Szawkata Mirzijojewa (Uzbekistan), Nikola Paszyniana (Armenia), Kima Dzong Una (Korea Północna – nadesłał list)”.
Polskie media najchętniej przyjęły ton komentarzy niemieckich elit, utożsamiając obecność Schrödera z „hańbą dla Niemiec” i „zdradą Europy i własnego kraju”. Wszak gest pokojowy jest co najmniej występkiem, jeśli nie przestępstwem.
Opracowanie: Jola
Na podstawie: State.gov, NATO.int
Źródło: WolneMedia.net


Komentarze
Prześlij komentarz