Jałta II
13 września 2026 r., odnotowany wydarzeniem konferencji w Kijowie, przez samych uczestników konferencji został nazwany „Jałtą”, choć z przyzwoitości należałoby przyjąć ją jako „Jałtę 2”. Jej hasłem: „Siłą ku pokojowi”. Wymowa konferencji jest równoznaczna z zakwestionowaniem porządku jałtańskiego, czyli dla nas – aktualnych granic. Europa ubrana przez Amerykanów w rolę mocarstwa, tam, w Kijowie, miała o tym przesądzić.
Oficjalna strona Ministerstwa Spraw Zagranicznych komunikuje o udziale ministra/wicepremiera Radosława Sikorskiego w debacie nad zakończeniem wojny: „Wicepremier bierze udział w konferencji Jałtańskiej Strategii Europejskiej w Kijowie. Bezpieczeństwo międzynarodowe i zagrożenie, jakie Rosja stwarza dla porządku globalnego, znalazły się na szczycie listy tematów wizyty szefa polskiej dyplomacji, Radosława Sikorskiego, w Kijowie w dniach 12–13 września 2025 r.”.
Zastrzeżenie budzi ton artykułu, z którego miałaby wynikać wiodąca rola polskiego dygnitarza w narzucaniu nowego porządku, który kwestionuje ustalenia z Jałty (Krym, 4–11 lutego 1945 r.).
Niedosyt zwycięstwa
W historycznej konferencji w Jałcie na Krymie, z udziałem Franklina Delano Roosevelta, Winstona Churchilla i Józefa Stalina, rozstrzygnięto o naszych granicach, a warunki uzgodnień dyktowali zwycięzcy nad niemiecką hegemonią wspomaganą przez banderowską Ukrainę. Do wygranych w II wojnie światowej zaliczali się Rosjanie, Brytyjczycy i Amerykanie.
Przez lata powojenne, traktując wyłącznie siebie jako zwycięzców, Amerykanie i ich miłośnicy obchodzą D-Day. Młodszemu pokoleniu trzeba przypomnieć, że ów dzień – 6 czerwca 1944 roku – przyniósł ogromne straty desantowi USA, składającemu się z mało rozgarniętych w topografii Europy żołnierzy. Na potrzeby orientacji w terenie sektory lądowisk zostały nazwane zgodnie z topografią amerykańską. Stąd straty podawane na tak ochrzczonych obszarach odpowiednio wyniosły:
Na plaży Omaha doszło do największej tragedii. Silny opór niemieckiej 352. Dywizji Piechoty, wysokie klify i trudne warunki pogodowe sprawiły, że pierwsze fale desantu zostały zdziesiątkowane. Tylko jednego dnia siły USA straciły tam około 2400–4700 żołnierzy (zabitych, rannych i zaginionych).
Na nazwanej plażą Utah lądowanie przebiegło o wiele sprawniej i przy znacznie mniejszym oporze wroga, bo Amerykanie ponieśli tam około 197–590 strat.
Spadochroniarze 82. i 101. dywizji desantowych, zrzuceni w nocy na tyły wroga przed głównym desantem morskim, również zostali rozproszeni i ponieśli ciężkie straty, szacowane na około 2500 ludzi.
Bilans strat (6 czerwca 1944 r.) liczony między innymi w oparciu o rejestry cmentarne. Szacunki historyków dotyczące wyłącznie pierwszego dnia inwazji (D-Day) wskazują na to, że z ponad 6000 ogólnych strat amerykańskich (obejmujących zabitych, rannych, zaginionych i wziętych do niewoli) potwierdzono śmierć 2501 amerykańskich żołnierzy, którzy polegli bezpośrednio 6 czerwca.
Dla porównania, łączne straty pozostałych aliantów (głównie Brytyjczyków i Kanadyjczyków) wyniosły tego dnia około 4000 ludzi, w tym około 1900 zabitych. Cała kampania normandzka (trwająca do końca sierpnia 1944 roku) kosztowała życie aż 29 000 amerykańskich żołnierzy.
Lądowanie Amerykanów w Normandii było w istocie początkiem obecności Ameryki w Europie, ale nie był to najważniejszy wątek zakończenia wojny. Dziś, przegrani w wojnie o rozszerzenie molocha NATO, Amerykanie i wasalni przedstawiciele zamerykanizowanej Europy prowadzą rozmowy w Kijowie wyłącznie we własnym interesie, ku naiwnej radości gospodarzy konferencji.
Jak walka o tron
Biorąc pod uwagę udział ministrów spraw zagranicznych siedmiu innych państw Europy w konferencji w Kijowie 13 września br., trzeba wiedzieć, że obecni w tym czasie byli na Ukrainie także: autor klęski w wojnie z Afganistanem w randze generała – Keith Kellogg. Celem jego wycieczki na Ukrainę była inspekcja zniszczeń handlowej części portu Odessa.
Kolejną amerykańską figurą wojskową był David Petraeus – odpowiedzialny za ludobójczą wojnę w Iraku, mający w swojej karierze kierowanie Centralną Agencją Wywiadu USA. Jak przystało na jego doświadczenie i umiejętność czytania ludzkich myśli, D. Petraeus mentorsko oznajmił: „Jestem głęboko przekonany, że Ukraina przetrwa nadchodzącą zimę. Pozostaje pytanie, jak bolesne to będzie. Całe społeczeństwo Ukrainy będzie musiało temu stawić czoła. Czy zachwieje to odpornością społeczeństwa, która jest cały czas osłabiana?”.
Komentujący te słowa obserwator przejawia większe rozeznanie w planach Rosji, deklarowanych całkiem oficjalnie słowami: „Jego [Putina] teoria o wygranej głosi, że czas pracuje na jego korzyść. Uważa on, że może liczyć na zmęczenie Ukrainy i Zachodu, wyczerpanie zasobów ukraińskich i zachodnich. Chce widzieć zmianę polityki w Europie i Ameryce, w której podważona zostanie zasadność poparcia dla Ukrainy”.
Zasługi niestrudzonych dygnitarzy
Szczególnie częsty gość Kijowa – były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson – doczekał się wielu życzliwych komentarzy medialnych i wyrazów współczucia wynikających z bezpośredniego narażenia się w wojnie na atak dronów na pociąg, którym podróżowała europejska koalicja zwiędłych autorytetów.
„Sky News” podaje, że atak nastąpił nocą, czemu przeczy materiał filmowy zrealizowany w biały dzień, ukazujący pierzchających w panice ludzi znajdujących się na peronie w momencie uderzenia drona w lokomotywę.
Jak zawsze pan R. Sikorski natychmiast miał do dyspozycji kamerzystę, który uwiecznił jego wypowiedź jako męża stanu, o kolejnym wyzwaniu, jakiemu sprostać musi Ukraina. Tyle tylko, że Rosjanie są na tyle dobrze zorientowani, gdzie, kiedy i kto przebywa, że atak na pociąg miał miejsce, gdy podróżująca szumowinka oczekiwała na zakończenie podstawienia składu wagonów przystosowanego do innego rozstawu osi, by kontynuować podróż dalej – do Polski.
Trudno też dostrzec w mediach liczbę ofiar rannych po tym ataku. Może mi umknęło.
Rosja kolejnym aktem pokazała, że szlaki kolejowe dla dygnitarzy wymyślających nowy wariant Jałty przestają być bezpieczne. „Reżim kijowski”, z jego naczelnym, będzie odizolowany, by nie narażać cennego życia wizytujących go niebywale często gości, a port Odessa pozostanie zamknięty dla morskich szlaków handlowych.
Wzruszenie porządku jałtańskiego może nam zredukować granice polskiego państwa do tych z okresu Księstwa Warszawskiego. Wskazują na to: bezwarunkowe wsparcie rządzących Polską dla roszczeń ukraińskich do obecności ich w Polsce na prawach obywateli polskich i niejawne tęsknoty Niemców za Śląskiem i Pomorzem (Wschodnim).
Zamiast tych okoliczności media zafundowały nam histerię z powodu „drona 2 km od granicy polskiej”. Czy jest jeszcze granica strzeżona oprócz tej z Białorusią, skoro bulteriery wiecznej wojny o wysokim progu pobudliwości na bodźce nie udają kotków ragdoll.
Opracowanie: Jola
Na podstawie: [1] [2]
Źródło: WolneMedia.net


Komentarze
Prześlij komentarz