Cenzura i tłumienie krytyki w imię „ochrony demokracji”

Komisja Europejska wraz z Parlamentem Europejskim intensyfikują prace nad dwoma dużymi projektami – programem AgoraEU oraz Europejską Tarczą Demokracji. Urzędnicy i europosłowie przekonują, że miliony euro z budżetu UE i nowe procedury prawne są niezbędne, by chronić wybory, wolne media (chodzi o stronnicze media rządowe i korporacyjne, a nie niezależne strony jak WolneMedia.net) oraz walczyć z zagraniczną dezinformacją. Wśród opinii publicznej i krytyków polityki Brukseli projekty te wywołują jednak ogromne kontrowersje, a wypowiedzi unijnych polityków dobitnie pokazują, jak szeroko zamierzają oni zarzucać sieć kontroli nad opinią publiczną.

Głównym punktem zapalnym jest sposób, w jaki unijne instytucje definiują zagrożenie i czyje poglądy zamierzają brać pod lupę. Współsprawozdawczyni projektu, szwedzka europosłanka Alice Bah Kuhnke, otwarcie przyznaje, że celem nowo projektowanych narzędzi nie są jedynie automatyczne boty, ale konkretne osoby wyrażające sprzeciw wobec polityki UE, czyli eurosceptycy. Stwierdza ona wprost: „Musimy dysponować narzędziami, które pozwolą nam się chronić od wewnątrz, ponieważ wiemy, że w niektórych państwach członkowskich działają siły o nastawieniu antyunijnym”. Taka retoryka pokazuje, że krytyka Unii czy prezentowanie poglądów eurosceptycznych i eurorealistycznych bywa wprost utożsamiane z „wrogiem wewnętrznym”, ponieważ to niemożliwe, aby obywatele UE naprawdę mieli poglądy antyunijne.

Wypowiedzi polityków pokazują również, że urzędnicy zamierzają prześwietlać prywatne wypowiedzi twórców internetowych pod kątem zgodności z oficjalną linią. Europosłanka Bah Kuhnke przekonuje, że potrzebne są nowe regulacje, aby prześwietlać działalność twórców: „Potrzebujemy narzędzi, które pozwolą nam się przyjrzeć propagandzie bardziej szczegółowo. Zwłaszcza że są oni bardzo sprytni. Wykorzystują na przykład influencerów, którzy wypowiadają się w łagodny sposób, ale gdy się temu bliżej przyjrzeć, widać, że jest to propaganda Putina”. W ten sposób tworzy się uzasadnienie dla stygmatyzowania każdego niezależnego głosu w sieci – wystarczy przypiąć łatkę „sprytnego influencera” działającego na zlecenie Rosji lub innego państwa.

Równie wielkie obawy budzi fakt przyznania instytucjom prawa do błyskawicznego ingerowania w treści publikowane w sieci, zwłaszcza tuz przed wyborami. Przedstawiciele Komisji Europejskiej nie ukrywają, że zależy im na o mechanizmach szybkiego kasowania informacji, czyli mówiąc wprost – narzędziach cenzorskich. Odnosząc się do działania Europejskiej Tarczy Demokracji, europosłanka Magdalena Adamowicz wskazuje na jej główny cel: „Dzisiaj tarcza ma mieć takie działanie, żeby kraje wspólnie się ostrzegały, reagowały, żeby miały możliwość szybkiego usuwania takich treści”. W praktyce oznacza to oddanie władzy nad przepływem informacji urzędnikom, którzy dostają przyzwolenie na eliminowanie niewygodnych materiałów bez kontroli sądowej czy możliwości obrony przed zarzutami.

Ostatnim filarem unijnej strategii jest ogromny budżet sięgający kilkunastu miliardów euro na program AgoraEU. Jak przekonuje Bah Kuhnke: „Właściwym podejściem jest stworzenie wielkiej AgoryEU. Wszystkie wartości Unii Europejskiej są zebrane w tym wielkim programie”. Krytycy zwracają jednak uwagę, że zebranie tak kolosalnych środków – nota bene z pieniędzy podatników – w rękach brukselskich urzędników rodzi ryzyko finansowania wyłącznie tych organizacji i mediów, które bezkrytycznie powielają unijną narrację. W efekcie program, który na sztandarach ma wolność słowa i pluralizm, w praktyce może doprowadzić do powstania monolitu informacyjnego, w którym odmienne zdanie zostanie pozbawione środków do życia i zepchnięte na margines.

Podsumowując – unijne władze przygotowują rozwiązania przypominające orwellowskie „ministerstwo prawdy”, które pod pretekstem „ochrony demokracji” i „wolności słowa” zyskają cenzorskie narzędzia do kasowania z internetu niewygodnych politycznie poglądów i bezpośredniego wpływania na wyniki wyborów. Idealnym przykładem tej praktyki były wydarzenia w Rumunii, gdy niesłusznemu kandydatowi – Călinowi Georgescu – nie pozwolono zostać prezydentem. W efekcie Unia Europejska szykuje masowe kneblowanie ust obywateli w imię ich „wolności słowa” i na ich koszt, gdyż miliardy euro przeznaczone machinę cenzury będą pochodziły z ich podatków.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: Newseria.pl
Źródło: WolneMedia.net

Komentarze

Popularne posty