wtorek, 28 listopada 2023

 

Walka z antysemityzmem priorytetem


„Od 7 października odnotowano 1518 antysemickich aktów lub uwag antysemickich. Dokonano prawie 600 aresztowań” – mówił francuski MSZ Darmanin 14 listopada. Wśród „aktów” wymienił głównie napisy na murach, ale też napady i pobicia. Na 571 aresztowań, 130 osób ma obce obywatelstwo. Przeniesienie konfliktu z Izraela do Francji to poważne wyzwanie dla władz. Z Lyonu donoszą, że np. osoby o typowych żydowskich nazwiskach, usuwają je ze swoich skrzynek pocztowych. MSW Gérald Darmanin wyjaśniał, że są i meczety, które otrzymują listy z groźbami i nie brakuje także aktów antymuzułmańskich, ale jest ich mniej.


Antysyjonistyczna i antyizraelska manifestacja ortodoksyjnych Żydów w Montrealu (Quebec, Kanada) solidaryzujących się z Palestyńczykami

W tej atmosferze klasa polityczna Francji zdecydowała się zorganizować wielki marsz przeciw antysemityzmowi ponad podziałami. Te jednak niemal natychmiast się ujawniły. Na 12 listopada zwołano demonstracje przeciw antysemityzmowi. Do ochrony demonstracji w Paryżu zmobilizowano 3000 funkcjonariuszy policji. Emmanuel Macron nie brał udziału, w przeciwieństwie do Marine Le Pen, której obecność była jednak krytykowana. Marsz zwołali wspólnie i patronatem objęli: przewodnicząca Zgromadzenia Narodowego Yaël Braun-Pivet i przewodniczący Senatu Gérard Larcher.

W Paryżu marsz rozpoczął się pod Esplanade des Invalides i przeszedł na Place Edmond Rostand (6. dzielnica). Stołeczny marsz odbywał się pod hasłem: „W imieniu Republiki – przeciw antysemityzmowi we Francji, na rzecz praw człowieka i zjednoczonego narodu, w celu potępienia nosicieli nienawiści i uwolnienia zakładników, w tym ośmiu naszych rodaków”. Macron zapewniał, że „będzie tam sercem i myślami”, ale z marszu wycofała się lewicowa partia Zbuntowana Francja (LFI). Byli to politycy prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) i Rekonkwisty Zemmoura, co jednak rzecznik rządu Olivier Véran nazwał… „nieprzyzwoitością”. To właśnie obecność partii prawicy nie spodobała się szefowi LFI Melenchonowi. „Zbuntowana Francja” organizowała więc własny wiec przeciwko „antysemityzmowi, rasizmowi i skrajnej prawicy”. Co ciekawe, doszło na nim do utarczek z Żydami. Marsz przelał czarę sporów wewnątrz lewicy i doprowadził do rozpadu ich koalicję Nupes. Socjaliści, komuniści i Zieloni, wzięli udział w marszu oficjalnym i krytykowali partię Melenchona.

Ciekawe są też podziały… religijne. Konferencja Biskupów Francji (CEF) wysłała na oficjalny marsz swojego dyrektora ds. stosunków z judaizmem o. Christophe’a Le Sourta oraz sekretarza generalnego ks. Huguesa de Woillemonta. Obecny był także ks. biskup Nanterre Matthieu Rougé. Tymczasem kilku ważnych imamów i organizacje muzułmańskie marsz zbojkotowały, wyrażając ubolewanie, że odbywa się „bez słowa na temat islamofobii”.

„Wielki Meczet nie weźmie udziału w zaplanowanym na przyszłą niedzielę marszu przeciwko antysemityzmowi” – zapowiadał wcześniej imam Wielkiego Meczetu w Paryżu Abdennour Tahraoui. Podobnie Francuska Rada Kultu Muzułmańskiego (CFCM) stwierdziła, że marsz, którego „wyłącznym celem jest potępienie antysemityzmu, bez słowa na temat islamofobii, niestety prawdopodobnie nie zjednoczy ludzi”. Imam Bordeaux Tareq Oubrou mówił na antenie LCI wprost, że „w tej demonstracji nie będzie wielu muzułmanów”.

Postawa muzułmanów spowodowała, że np. rabin Mosze Lewin opuścił prace w komisji przy Wielkim Meczecie w Paryżu. Zwrócił uwagę właśnie na nieobecność niektórych przedstawicieli religii islamskiej „na marszu republikańskim przeciwko antysemityzmowi”. Nieobecność imamów potępił też żydowski Konsystorz we Francji. Zdaje się, że „republikański dialog ekumeniczny” też szlag trafił…

Oprócz marszu w stolicy w całej Francji odbyły się 73 podobne zgromadzenia. Ich liczebność oceniono na 180 000 osób (105 000 w Paryżu). Tu warto przypomnieć, że demonstracje pro-palestyńskie gromadziły także wielotysięczne tłumy, chociaż najczęściej nie były one autoryzowane.

Najciekawszy aspekt owych marszy przeciw antysemityzmowi dotyczy jednak ilustracji zmian polityki francuskiej. Do niedawna o nosicielstwo „antysemityzmu” oskarżano tzw. „skrajną prawicę”. Z tym że jakikolwiek antysemityzm powodowany czynnikami nacjonalistycznymi jest już od dawna historią, a jego miejsce zajął rodzaj antysyjonizmu zaimportowany razem z imigracją islamską. Nagle „antysemicka” okazuje się lewica, która imigrację wspiera, a prawica, która ją zwalcza okazuje się sprzymierzeńcem żydowskiej diaspory. Nic dziwnego, że Éric Zemmour i Marion Maréchal zostali bardzo dobrze przyjęci na owym marszu w Paryżu i witani brawami, w czasie kiedy deputowani LFI Melenchona musieli wysłuchać pretensji ze strony Żydów. W sumie „Marsz Przeciw Antysemityzmowi” okazał się najbardziej efektywny dla Zjednoczenia Narodowego i partię Le Pen trudno będzie w dalszym ciągu oskarżać o jakikolwiek antysemityzm. Niektórzy mówili o pokonaniu przez FN długiej drogi, a nawet dołączeniu do „obozu partii republikańskich”.

Głosy sprzeciwu pojawiały się tylko ze strony lewicowych organizacji żydowskich. Jedną z nich jest ruch młodzieżowy „Golem”, którego członkowie określają się jako „lewicowi Żydzi”. Ich „kolektyw” usiłował zablokować udział polityków prawicy w marszu, ale bezskutecznie. Dla tych epigonów starego syjonizmu, udział FN w marszu oznacza „obrazę dla historii Żydów, że antysemickie partie skrajnie prawicowe demonstrują przeciwko antysemityzmowi”. „Golem” nie ma jednak poparcia diaspory. Tym bardziej, że stosuje „symetryzm” i broni także praw muzułmanów w imię zwalczania „wszelkich form rasizmu”. Zauważają, że „skrajna prawica wykorzystuje walkę z antysemityzmem jedynie do szerzenia islamofobii i ksenofobii”.

NA ZACHODZIE… ZMIANY? HASŁO „ANTYSEMITYZMU” PRZESTAJE DZIAŁAĆ

Ten temat jest dość istotny, więc się przy nim zatrzymajmy. Do tej pory rozróżniano dwa rodzaje „antysemityzmu”. Jeden miał mieć źródła „narodowe” i jego kulminacją miał być niemiecki nazizm. Drugi to rodzaj „antysyjonizmu”, zbudowany na niechęci do państwa Izrael i obecny przede wszystkim w społeczności muzułmańskiej po wieloletnich doświadczeniach Arabów, głównie z terenu Palestyny. Wydaje się, że po ataku Hamasu na Izrael społeczności żydowskie, które korzystały dotąd z pewnego „kredytu Holocaustu”, mają zupełnie nowy problem. Liczni na Zachodzie muzułmanie niezbyt bowiem przejmują się żydowską traumą z okresu II wojny światowej.

Prefekt paryskiej policji Nuñez zwrócił uwagę, że „nie ma typowego profilu sprawców aktów antysemickich”, a na liście osób wyrażających nienawiść do Żydów są nawet… „małe dzieci”. Po raz pierwszy tego typu akty mają też pewne wsparcie partii politycznych. Kilka partii lewicy od trockistów przez komunistów po Zbuntowaną Francję (LFI) Melenchona stanęło po stronie „sprawy palestyńskiej”. W manifestacjach pro-palestyńskich nad Sekwaną biorą udział tysiące osób i to nie tylko muzułmanów, ale i właśnie aktywistów lewicy.

Tymczasem do niedawna to Żydzi wspierali lewicę, uważając, że „internacjonalistyczna wrażliwość” tej formacji stanowi dla ich diaspory rodzaj „ochronnej tarczy” przed antysemityzmem. Teraz lewica jest podzielona, a najmocniejszego wsparcia Izraelowi udziela… narodowa prawica, czyli Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen, która już wcześniej ostrzegała, że dopuszczenie do masowej imigracji ściągnie na kraj nieszczęścia. Paradoksem jest też swoisty zwrot polityczny wielu intelektualistów pochodzenia żydowskiego. Oni też dostrzegli, że „wielokulturowość” i zachodzące zmiany społeczne z postulatem „metyzacji” Francji włącznie (Melenchon), prowadzą do zagrożenia bytu największej w Europie diaspory żydowskiej. Wielu z nich zaczyna nagle mówić o „tradycji”, „tożsamości francuskiej”, a nawet „judeochrześcijańskich korzeniach” kraju. Okazuje się, że nie wiele pomogły tu prawne zabezpieczenia i np. uznanie „antysyjonizmu”, czyli krytyki Izraela, za rodzaj zwalczanego mocno „antysemityzmu”.

Na razie wszystko wskazuje na to, że na tle wojny w Izraelu rozpada się przede wszystkim koalicja lewicy, czyli Nupes (Nowy Związek Ludowo-Ekologiczno-Społeczny). „La France insoumise” (LFI) odmawia m.in. zakwalifikowania Hamasu jako organizacji terrorystycznej. Takich zawiłości, politycznych wolt i zmiany wektorów polityki we Francji, nie widziano od lat…

Dotyczy to jednak chyba całej zachodniej Europy. Komisja Europejska potępiła np. 5 listopada „odradzenie się” aktów antysemickich w UE i stwierdziła, że „europejscy Żydzi znów żyją dziś w strachu”. Język KE jest jak zwykle zawiły i dwuznaczny, ale tym razem antysemityzm jest rozgrywany głównie w tej rzekomo bardziej „cywilizowanej” części naszego kontynentu, a u jego źródeł leżą przede wszystkim skutki chęci zniszczenia narodów drogą ich przekształcenia w wielokulturowe społeczności.

„Nasilający się w ostatnich dniach w Europie wzrost liczby incydentów antysemickich przypomina niektóre z najciemniejszych okresów w historii (…). Potępiamy te nikczemne czyny w możliwie najostrzejszy sposób. Są sprzeczne ze wszystkim, co reprezentuje Europa, z naszymi podstawowymi wartościami (…), naszym modelem społeczeństwa” – stwierdzono w komunikacie KE. Jednak to wcale nie ciąg dalszy jakiejkolwiek historii, ale historia, którą rozpoczęła m.in. sama UE.

KTO MALUJE GWIAZDY DAWIDA NA MURACH PARYŻA?

Jednym z przejawów antysemityzmu we Francji mają być napisy i malunki na murach miast. W regionie paryskim doliczono się wymalowanych na fasadach domów 250 niebieskich gwiazd Dawida. Są malowane z szablonu. Służby zostały postawione w stan pogotowia, ale owe malunki nie konicznie muszą mieć charakter… antysemicki.

Na początku pojawiły się jednak porównania do „kryształowej nocy” z nazistowskich Niemiec, bo w jednym z bloków, na którym pojawiła się taka gwiazda, mieszkali akurat Żydzi. Kolejne gwiazdy wskazywały jednak na przypadkowość umieszczanych symboli. Najwięcej „dawidowych” znaków pojawiło się w nocy z 30 na 31 października. W dobie powszechnego monitoringu służby bezpieczeństwa terytorialnego Paryża miały ułatwione zadanie. 27 października w 10. dzielnicy Paryża aresztowano mężczyznę i kobietę pochodzących z… Mołdawii (28 i 33 lata) i udowodniono im, że malowali sprayem ściany szkoły. W areszcie policyjnym oświadczyli, że rysowali niebieskie gwiazdy na zlecenie osoby trzeciej, za wynagrodzeniem.

Okazali się małżeństwem przebywającym na terytorium Francji nielegalnie i skierowano ich do ośrodka zatrzymań administracyjnych, a później dość szybko wydalono z kraju. Problem w tym, że kilka dni później, 31 października, zwłaszcza na fasadach domów w 14. dzielnicy odkryto około sześćdziesięciu nowych gwiazd Dawida, podobnych pod każdym względem do tych malowanych przez Mołdawian. Sprawą zajmują się prokuratury w Bobigny, Nanterre i Paryżu. Jedna z hipotez mówi, że tagi powstały wcześniej i też są robotą pary z Mołdawii. Wydaje się jednak, że to część szerszej akcji. Można tu stawiać różne hipotezy. Zwolennicy Hamasu nie mieliby przecież specjalnego interesu w malowaniu „gwiazd Dawida”.

Hipotez jest wiele. Może to być robota zwolenników Izraela, bo pogłębianie chaosu i tez o antysemityzmie na Zachodzie sprzyja zachęcaniu Żydów do „powrotów” do Izraela, a takie historie wcześniej we Francji już się zdarzały. Prokuratura paryska wskazuje, że sama gwiazda nie jest obraźliwa i przypomina tę z flagi Izraela. „Nie ustalono zatem, czy gwiazda ta ma konotację antysemicką, ale nie można tego wykluczyć ze względu na kontekst geopolityczny” – dodaje paryska prokuratura, która ma ustalić „intencję leżącą u podstaw tych tagów”.

Może to być także rodzaj happeningu… Z tym że władze francuskie w tym przypadku poczucia artyzmu i humoru nie mają. Tagowanie jest we Francji dość popularne, ale tym przypadku będzie zarzut niszczenia mienia razem z podejrzeniem okoliczności popełnienia przestępstwa ze względu na „pochodzenie, rasę, pochodzenie etniczne lub religię, co jest już przestępstwem zagrożonym karą 4 lat pozbawienia wolności i grzywną do 30 000 euro”.

Jest wreszcie ślad… rosyjski. Media francuskie zaczęły spekulować, że za takimi znakami malowanymi na murach stołecznych domów może stać… Moskwa. 9 listopada, zareagowała nawet rzecznik rosyjskiej dyplomacji Maria Zacharowa, która ostro skrytykowała „głupie” i „po prostu niegodne” oskarżenia. Francuski wymiar sprawiedliwości rozważa jednak możliwość „sponsoringu zagranicznego”. Według kilku mediów śledczy uważają, że zamówienie mogło pochodzić właśnie z Rosji. Zatrzymane w sprawie mołdawskie małżeństwo oświadczyło, że działało „na polecenie osoby trzeciej i za wynagrodzeniem”, a „sponsor” prowadził z nimi rozmowę po rosyjsku. Według źródeł zbliżonych do sprawy, rzekomym sponsorem takich działań mógł być prorosyjski, mołdawski biznesmen Anatolij Prinko. Rzecznik Maria Zacharowa zapewniła, że jest to jednak „najwyraźniej próba władz francuskich lub ich służb wywiadowczych, aby po prostu udawać, że wzrost antysemityzmu we Francji ma charakter inny niż wewnętrzny”.

Autorstwo: Bogdan Dobosz
Zdjęcie: Heri Rakotomalala (CC BY-NC-ND 2.0)
Źródło: NCzas.info

 

Miliony dla doradców Glapińskiego


Narodowy Bank Polski nie chce ujawnić, kto doradza prezesowi Adamowi Glapińskiemu. Tymczasem lista doradców się wydłużyła, a ich pensje sięgnęły 29 tys. zł miesięcznie na etat. Niektórzy z nich to byli członkowie Rady Polityki Pieniężnej, którzy są nagradzani za lojalność wobec prezesa. Inni to ludzie związani z PiS, którym grozi utrata stanowisk po zmianie rządu.

NBP twierdzi, że doradcy prezesa nie pełnią funkcji publicznych i nie musi podawać ich nazwisk. Tymczasem ustawa o NBP nie precyzuje, jakie są kryteria zatrudnienia w tej roli.

W 2022 r. w banku centralnym było 13,3 etatu doradcy, co oznacza, że liczba doradców jest większa, wszak nie wszyscy doradzają na pełen etat. W 2021 r. takich etatów było 10,3, a rok wcześniej 8,2.

Zarobki doradców są również tajemnicą. Z informacji, które NBP musi udostępniać na mocy ustawy z 2019 r., wynika, że na pensje doradców w 2022 r. bank przeznaczył 4,6 mln zł. Wychodzi z tego średnio ok. 29 tys. zł miesięcznie na etat. W 2021 r. wydatki na ten cel wynosiły blisko 2,9 mln zł.

Tajemniczość NBP prowokuje podejrzenia, że krąg doradców prezesa staje się przechowalnią dla ludzi PiS, którym grozi utrata stanowisk w administracji bądź spółkach Skarbu Państwa po zmianie rządu. Wiadomo też, że w ostatnich latach lista doradców się wydłużyła. Dołączyli do niej m.in. byli członkowie RPP: Jerzy Kropiwnicki, Grażyna Ancyparowicz i Jerzy Żyżyński. Wszyscy oni mają pewne związki z PiS.

Schronienie w NBP znalazł też Wojciech Andrusiewicz, który został rzecznikiem instytucji. Wcześniej był rzecznikiem ministerstwa zdrowia. I, nawiasem mówiąc, w trakcie ogłoszonej pandemii koronawirusa mocno się kompromitował, będąc jedną z głównych twarzy wprowadzanych obostrzeń, restrykcji, nakazów i zakazów.

Autorstwo: KM
Na podstawie: Rp.pl
Źródło: NCzas.info

 

Podróżnik w czasie – ślepej kurze trafiło się ziarno?


W dniu 26 listopada na kanale „Wideoprezentacje” – portal „YouTube” Krzysztof Ator Woźniak opublikował kolejny odcinek podcastu w ramach cyklu „List od podróżnika w czasie”.

Już na wstępie audycji można zauważyć, że  prawdopodobnie korki od szampana w firmie Pana Woźniaka strzelają, zaś sukces, jak się wydaje, jest tak wielki, iż prowadzący zdecydował się na nagranie ponad dwugodzinnej audycji, co zauważalnie jest istotnym odstępstwem od wprowadzonej i sporadycznie naruszalnej zasady, że  karta pamięci Woźniaka pomieści tylko godzinę zapisu materiału wideo.

Po niecodziennej długości audycji domyśliliśmy się, że albo Pan Woźniak miał farta i wygrał w lotto  lub pozyskał  tajemniczego sponsora, który zakupił firmie pana Woźniaka nową kartę pamięci albo domniemany Podróżnik w Czasie, w bliżej nieznany nam sposób, zmodyfikował zdolności techniczne urządzeń, które istotnie wpłynęły na  długość nagrywanych audycji w firmie Krzysztofa Atora Woźniaka.

Z uwagi, że audycje publikowane na kanale „Wideoprezentacje”  nie zawierają innej reklamy w postaci  tzw. lokowania produktu — poza samym panem Woźniakiem, który określił się jako nałogowy sprawca ciąż, domniemaliśmy, że bezpośrednią przyczyną zastanego stanu rzeczy, mogła być bliżej nam nieznana treść audycji lub inne zjawisko z nią powiązane, a co za tym idzie z przerażeniem (co nas czeka), zdecydowaliśmy się sprostać umysłowej torturze i oglądnąć aż dwugodzinny vlog najnowszego odcinka z cyklu pt. „List od podróżnika w czasie”. Z ciekawości chcieliśmy zrozumieć niecodzienne posunięcie właściciela kanału.

Po przebrnięciu ponad dwugodzinnej audycji jednogłośnie stwierdziliśmy, że pan Woźniak w swoim bestsellerowym beletrystycznym cyklu „List od podróżnika w czasie”, odpalił w kierunku widzów kolejny mega mocny ładunek przerażających i niepodważalnych doniesień dotyczących opracowywanych przez naukowców technologii, które zdaniem samego autora nieuchronnie mają doprowadzić ludzkość na skraj zagłady. Należy także zauważyć, że Woźniak poza początkowym zachwalaniem lub przechwalaniem się domniemanym kontaktem o imieniu Eryk, roztoczył nad widzami czarną wizję produkowania w przyszłości przez AI zabójczych istot, które będą pochodzić ze sztucznych zrobotyzowanych macic.

Oglądając odcinek z 26 listopada 2023 r.,  potwierdzamy stanowiska w komentarzach, że oglądając cały cykl 10 audycji, można sobie narobić kłopotów zdrowotnych, naukowo zakwalifikowanych jako kalectwo umysłowe! Jednocześnie można  też bezspornie stwierdzić, że pan Woźniak wraz z zespołem ma niesamowitego farta, którego najtrafniej opisuje  staropolskie przysłowie, cyt.: „nawet ślepej kurze trafi się ziarno”, ponieważ  przypadkowo opisana w listach od podróżnika w czasie technologia, związana z przesyłaniem tzw. informacji w kwantowym tunelu czasoprzestrzennym, ku zaskoczeniu i zadowoleniu Woźniaka jest obecnie badana i rozwijana przez największe ośrodki naukowe na świecie, począwszy od Amerykańskiego Fermiab poprzez korporację Google, kończąc na Instytucie Fizyki Wysokich Energii Chińskiej Akademii Nauk.

Ten niesamowity obecny fart na poziomie trafienia szóstki w Lotto, o którym wspomnieliśmy powyżej, bez względu na przyszłe wyniki badań instytutów naukowych, daje Woźniakowi i jego zespołowi wręcz nieograniczony zapas paliwa do tworzenia całego cyklu kolejnych bardzo pokrętnych teorii spiskowych, którymi z dużym powodzeniem będzie przez długi czas ogłupiał i zastraszał masy widzów, przerabiając ich w przysłowiowych zwolenników lub (co gorsza) wyznawców, co potwierdza ostatni wzrost subskrybentów kanału.

Co gorsza, przez najbliższych kilka lub kilkanaście lat, jakakolwiek próba podważenia postawionej tezy przez Woźniaka, że ma kontakt z osobą podającą się za podróżnika w czasie, okazać się może karkołomnym wyzwaniem, gdyż Woźniak, kontrując zarzut, będzie w posiadaniu trudnego do obalenia atutu w postaci trwających badań naukowych odnoszących się do przesyłania informacji w tunelach czasoprzestrzennych.

Ostatni odcinek potwierdza, że prowadzący i jego zespół w sposób umiejętny zidentyfikował zagrożenia wywodzące się z obecnie opracowywanych przez naukowców technologii, łącząc przysłowiowe „kropki”, próbuje budować serię audycji, której fundament jest oparty na sprawdzonym schemacie siania strachu, wprost odnoszącym się do tematyki teorii spisku i tematyki teorii końca świata.

Niestety, w publikowanych audycjach można dostrzec także minusy denerwujące widzów, odnoszące się do przydługich wstępów „nie na temat”, oraz słabej gry aktorskiej obejmującej sapanie, wzdychanie oraz chwytanie się za głowę ze słowem „ryje…” i „creepy”. Sami widzowie zauważają, że przedmiotowa słaba gra aktorska, która jak się wydaje ma na celu przekonać widownię, że listy są pisane przez inną osobę podającą się przez podróżnika o imieniu Eryk, zaś Wożniak i jego zespół z przedmiotowymi listami nie mają nic wspólnego, jest delikatnie rzecz biorąc nieudolna.

Prowadzący także dostrzega zidentyfikowane przez widzów ryzyka, w szczególności dostrzegł, że teza o samotnym podróżniku w czasie może być wysoce wątpliwa, gdyż logika listów, rozmach w  treści w odniesieniu do różnych technologii i podnoszonych w listach innych kwestii, przekazywane i niepodważalne w formie linków dowody, unikalność zbieranych informacji, ich alokacja oraz cytowane w listach zmodyfikowane prawa niemieckiego matematyka Hermana Minkowskiego i innych naukowców, logicznie wyklucza działanie tylko jednej osoby, gdyż ta osoba musiałaby być geniuszem lub AI, co jest wykluczone z uwagi na naniesione ograniczenia na sztuczną inteligencję, ponieważ ta nie może tworzyć teorii spiskowych w temacie końca świata, którą sama stworzy.

Próbując wybrnąć z tworzącego się samoistnie problemu, Woźniak w trakcie audycji, zapobiegawczo tworzy nowy wątek, który ma na celu zmodyfikowanie przekazywanej treści,  tym samym  w trakcie  trwania audycji prowadzący tworzy nową tezę, że być może listów nie pisze samotny podróżnik w czasie o imieniu Eryk, tylko super tajny think-tank, złożony z bliżej nam nieznanych superinteligentnych specjalistów-hakerów mających dostęp do całej tajnej wiedzy świata, którzy wpadli na dziwaczny pomysł przekazywania informacji przez kanał pana Krzysztofa Woźniaka. Nieudolność pomysłu nas poraziła, gdyż wydaje się, że autor vloga prawdopodobnie wpada w samouwielbienie i wydaje się mu, że widzowie są niezbyt inteligentni. Szkoda, bo widownia pracę Woźniaka szanuje, więc niezrozumiałym jest, dlaczego Woźniak nie chce się przyznać, że jest autorem lub przynajmniej współautorem przedmiotowych listów, a audycje są wynikiem pracy zespołu, któremu przewodzi.

Na zakończenie niniejszej publikacji pragniemy jedynie podkreślić, że poddaliśmy krytycznej ocenie ostatni odcinek, zaś niniejszy artykuł nie ma na celu podważenia wykonywania przez pana Woźniaka lub jego zespół, ciężkiej i mozolnej pracy w celu stworzenia serii ciekawych vlogów, którą można obecnie uznać za wybitną beletrystykę na wysokim poziomie intelektualnym, lecz pragniemy panu Woźniakowi przypomnieć, że przedmiotowy cykl audycji pt. „List od podróżnika w czasie”, ma na celu dostarczenie odbiorcy rozrywki, i o tym Pan Woźniak nie powinien zapominać.

W związku z powyższym apelujemy do prowadzącego, aby w trakcie prowadzenia audycji pamiętał, że jego vlogi oglądają różni widzowie w różnym przedziale wiekowym oraz w różnym stanie emocjonalnym, tym samym przekazywane informacje przez dorosłą i odpowiedzialną osobę, powinny być w odpowiedni sposób stonowane i wyważone. Jednocześnie w przypadku wystąpienia wątpliwości, każdorazowo i często należy widzom przekazać stosowne ostrzeżenie lub przypomnienie, że audycja jest o charakterze rozrywkowym i nie należy przekazywanych treści brać dosłownie.

Autorstwo: Aseca & Butterfly
Nadesłano do portalu WolneMedia.net


  1. Doctor Who 28.11.2023 09:43

    Powszechnie dostępna wiedza na temat badań naukowych jest opóźniona nawet o kilkadziesiąt lat w stosunku do badań. Szczególnie tych przydatnych w zastosowaniach militarnych. Audycja nie dowodzi znajmości z podróżnikiem w czasie. Dowodzi posiadania dobrego researchu, lub znajomości z kimś takowy posiadający.

  2. davNieZmanipulowany 28.11.2023 09:58

    Muszę przyznać, że sam go kilka lat temu oglądałem, kolega mi go polecił, ale potem zauważyłem, że gość tak żeruje na ludzkim strachu, że odpuściłem, pisałem nawet komentarze pod jego filmami, by przemówić ludziom do rozsądku, ale nic to nie dawało.

  3. JedynaDroga 28.11.2023 10:25

    Podziwiam ludzi którym chce się oglądać ponad godzinne audycje, albo i dłuższe. W większości przypadków treść audycji można skrócić do bloku tekstu który da się przeczytać w max. 10 minut, oraz w razie potrzeby przeanalizować go ponownie w celu przyswojenia konkretnych zagadnień.

    Nie oglądam audycji gdzie w tytule nie ma zasugerowanej treści o czym będzie dany wywód.

    Tytuły typu ” musisz to wiedzieć” , ” oni znowu to zrobili ” oraz tym podobne kojarzą mi się z tytułami z gazet typu Fakt oraz Super express. Omijam takie audycje szerokim łukiem.

    Chcecie nagrywać materiały dobre jakości ? Twórzcie konkretne treści , merytoryczne o długości do 15 minut, pod materiałem umieszczajcie linki do materiałów z których korzystaliście.

    Zastanawiające jest, że po tylu latach walki z systemem Pan Ator nie otrzymał permanentnego bana na YouTube, podobnie jak najsłynniejsza grupa hakerów na świecie- Annoymous.

  4. kufel10 28.11.2023 12:09

    Kolegę atora “po fachu” po nakręceniu podobno prawdziwej historii o tuseku i kaczorku (zniknęło z YT) dojechali o 6 rano smutni panowie, osadzili jego w jednym ośrodku, żonę w innym województwie, dzieci w przytułku. Obiecał poprawę, został wypuszczony, nagrał o tym odcinek, od teraz jest poprawny politycznie. A grubasek harcuje od kilku lat, chyba wszystko jest jasne?

 

Krajobraz przed czystką


„Wyobrażam sobie koalicję z Trzecią Drogą i Konfederacją” – przekonywał Mateusz Morawiecki w wywiadzie oblikowanym 17 listopada w dzienniku „Fakt”. Fakty są takie, że PiS może liczyć na 194 posłów wybranych ze swoich list i na nikogo więcej.

W głosowaniu na Elżbietę Witek na Marszałka Sejmu poparło tę kandydaturę jeszcze tylko dziesięciu posłów Konfederacji. Była to jednak wymiana uprzejmości z politykami skupionymi wokół Krzysztofa Bosaka. Dzięki wsparciu PiS został on bowiem wicemarszałkiem Sejmu.

Politycy Koalicji Obywatelskiej – największego ugrupowania przyszłego rządu Donalda Tuska, wstrzymali się w sprawie nominacji Bosaka od głosu. Grzegorz Braun, jeden z liderów Konfederacji, kandydaturę Witek nazwał konfrontacyjną i przestępczą. Mocne przemówienie Brauna zebrało aplauz także polityków przyszłej koalicji rządzącej. Braun wyliczył złamania prawa, których dopuszczała się Witek jako marszałek Sejmu.

Rząd Donalda Tuska obejmie władzę najpóźniej 11 grudnia. Do tego czasu Morawiecki będzie udawał, że może stworzyć rząd. Później nastąpi błyskawiczna wojna (blitzkrieg), w wyniku której opozycja przywróci istnienie Trybunału Konstytucyjnego (obecnie to atrapa, która nawet nie działa, bo zwolennicy Zbigniewa Ziobry nie mogą dogadać się z ludźmi Jarosława Kaczyńskiego) i nastąpi dalsze czyszczenie wymiaru sprawiedliwości z neo-sędziów, czyli nie-sędziów (nominowany przez fałszywą Krajową Radę Sądownictwa).

PEŁZAJĄCY ZAMACH STANU

Przejmując władzę w 2015 r., PiS wybrał sobie 5 sędziów do Trybunału Konstytucyjnego zamiast dwóch, co do których miał prawo. Skutek był taki, że w rok później, po wymianie kolejnych członków TK, przejął kontrolę nad sądem Konstytucyjnym. W obowiązującej Konstytucji z 1997 r. Trybunał Konstytucyjny pomyślany był jako bezpiecznik systemu. Kaczyński, przejmując bezprawnie TK, wykorzystał go do faktycznej zmiany ustroju państwa. Nie mając większości do zmiany Konstytucji, zmieniał ją, bo kontrolował TK i wiedział, że nie będzie on przeszkadzał. Dlatego z ustawami przejmującymi kontrolę nad sądami Kaczyński musiał czekać do 2017 r. Aż będzie miał pełną kontrolę nad TK.

Obrońcy PiS podkreślają, że PiS co prawda przejmował kontrolę nad sądami, ale wcześniej była ona w rękach ludzi sprzyjających establishmentowi III RP. Problem polega na tym, że bezprawne przejęcie sądów przez PiS miało nie na celu wprowadzenie jakieś równowagi do wymiaru sprawiedliwości, ale zbudowanie mechanizmu, w którym politycy PiS będą wygrywać „swoje” sprawy w sądach. A przede wszystkim będą mogli wsadzać do więzienia przeciwników politycznych.

Redaktor Tomasz Sommer otrzymuje skargi od niektórych czytelników Najwyższego Czasu skarżących się, że przeszedłem na stronę tzw. „Salonu III RP” ze swoimi poglądami. Nic bardziej mylnego. Po prostu tzw. Salon III RP (którego nieformalnym liderem jest Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”) nigdy nie miał instytucjonalnej kontroli nad sądami. A Jarosław Kaczyński dążył do tego, aby sądy skazywały jego przeciwników politycznych. Zarówno wtedy, gdy oskarża ich prokuratura, jak też, gdy przed sąd trafiają sprawy z oskarżenia zwolenników PiS, np. przeciwko dziennikarzom.

Gdyby PiS utrzymał władzę po wyborach 15 października w Polsce, to mielibyśmy do czynienia faktyczną dyktaturą. Duża część ludzi z tych, którzy opierali się przez poprzednie lata PiS, po prostu by skapitulowała i poddała się.

POWRÓT III RP

Po 11 grudnia, gdy Tusk zostanie premierem, parlament uchwali zmianę całego Trybunału Konstytucyjnego. Zrobi to uchwałą, bo dzięki temu nie będzie mógł tego zawetować Andrzej Duda. Po zmianie TK nowy trybunał zacznie czyścić akty prawne z tych uchwalonych przez poprzednią władzę. W ten sposób w ciągu kilku tygodni PiS utraci kontrolę nad państwem.

Żadne betonowanie państwa nic więc nie da. Obecna opozycja musi czekać na Tuska jako premiera, bo gdyby obecnie podjęła uchwały, to Morawiecki by ich nie wydrukował w „Monitorze Rządowym”, co z kolei stałoby się powodem ich niewykonywania.

Po tym, jak ruszy już prawdziwy TK bez fałszywych sędziów, nastąpi również weryfikacja sędziów. Obecnie mamy sędziów, którzy nie mają rekomendacji prawdziwej Krajowej Rady Sądownictwa. Po ich wymianie i postawieniu ich przed koniecznością uzyskania ponownej akceptacji już przez prawdziwą KRS, przywracanie praworządności praktycznie się zakończy.

Będzie jeszcze kwestia odblokowania prokuratury. Asekurując się przed porażką wyborczą, PiS uchwalił, że władza nad prokuraturą będzie należeć do Prokuratora Krajowego, którego nie można odwołać bez zgody PiS. Ta ustawa jest jednak dziurawa. Mówił to publicznie Roman Giertych, obecny poseł Koalicji Obywatelskiej, znany adwokat, ale także wielu innych polityków przyszłej władzy.

Sposobów na przejęcie władzy nad prokuraturą przez nowy rząd jest dużo. Od luk w przepisach zaczynając, do decyzji nowego TK, że ustawa betonująca poprzednią władzę w prokuraturze jest niezgodna z Konstytucją.

KLĘSKA REWOLUCJI KACZYŃSKIEGO

Nie ulega wątpliwości, że rewolucja ustrojowa Kaczyńskiego poniosła klęskę. Zmiany okazały się być nietrwałe. Gdy za kilka tygodni obecna opozycja odbije media publiczne (TVP i Polskie Radio), to zacznie się sondażowy zjazd PiS. Obecnie wysokie sondaże PiS zawdzięcza kontrolowaniu tych narzędzi propagandy.

Politycy PiS łudzą się, że nastąpi kłótnia w koalicji i uda im się w tej kadencji parlamentu odzyskać władzę. Złudne nadzieje. PiS próbował „zamordować” opozycyjne partie. Nie dbał o inne interesy poza tymi, związanymi z własnym środowiskiem. Politycy Konfederacji i Trzeciej Drogi dobrze wiedzą, że koalicja z Kaczyńskim to jak związek z modliszką. Nigdy nie wiesz, kiedy „partnerka” dojdzie do wniosku, że koniec amorów i czas na posiłek.

Kaczyński nie chciał opuszczać Unii Europejskiej dlatego, aby chronić polską suwerenność. Chciał to zrobić, bo inaczej nie mógłby obronić władzy dyktatorskiej. Kaczyńskiemu wydaje się, że wychodząc ze struktur UE, w oparciu o USA może stworzyć państwo, które będzie niezależne. Prawda jest taka, że takie państwo błyskawicznie padłoby łupem Rosji. Naiwność Kaczyńskiego uważającego, że Rosja nie będzie konsumować tak słabej Polski, jest na granicy zdrady narodowej.

PiS stoi w obliczu rozpadu i upadku. Gdy za kilka tygodni zacznie się utrata stołków przez nominatów PiS, to partia zacznie się rozpadać. Część z nominatów rzuciła już partyjnymi nominacjami i stara się o akceptację nowej władzy. W grę wchodzi nie tylko kwestia odpowiedzialności karnej, ale także braku korzyści.

Uważam, że po porażce w wyborach samorządowych i europejskich, PiS rozpadnie się na mniejsze partie. Tym bardziej że zaczną wychodzić na jaw kompromitujące sekrety obecnej władzy. Poza kradzieżami kasy na ogromną skalę, to informacje, jak ta władza inwigilowała nie tylko politycznych wrogów, ale również członków PiS i partii Zbigniewa Ziobro, proces upadku będzie nieodwracalny.

Autorstwo: Jan Pinski
Źródło: NCzas.com


  1. Stanlley 27.11.2023 14:10

    Jakie czytki?! Wy na łowy poupadaliście? Żadnych czystek nie będzie i żaden przestępca nie trafi do więzienia! Janek! Ogarnij się chłopie! To 2 marki tej samej firmy!

poniedziałek, 27 listopada 2023

 

UNESCO szykuje cenzurę internetu, by „poszerzyć” wolność słowa


Potężna agencja Organizacji Narodów Zjednoczonych ujawniła plan uregulowania mediów społecznościowych i komunikacji online, rozprawiając się z tym, co określa jako „fałszywe informacje” i „teorie spiskowe”, co postawiło na nogi zwolenników wolności słowa a także czołowych amerykańskich prawodawców.

W 59-stronicowym raporcie opublikowanym w tym miesiącu, Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Oświaty, Kultury i Nauki (UNESCO) przedstawiła szereg „konkretnych środków, które muszą zostać wdrożone przez wszystkie zainteresowane strony: rządy, organy regulacyjne, społeczeństwo obywatelskie i same platformy”. Podejście to obejmuje narzucanie globalnych zasad za pośrednictwem takich instytucji jak rządy i przedsiębiorstwa, których celem jest powstrzymanie rozprzestrzeniania się różnych form wypowiedzi przy jednoczesnym promowaniu takich celów, jak „różnorodność kulturowa” i „równość płci”. W szczególności agencja ONZ dąży do stworzenia „internetu zaufania”, atakując tak zwaną „dezinformację”, „mowę nienawiści” i „teorie spiskowe”.

Przykłady wypowiedzi oznaczonych do skasowania lub ograniczenia obejmują obawy dotyczące wyborów, środków w zakresie zdrowia publicznego i takich, które mogą „podżegać do dyskryminacji”.

Krytycy ostrzegają, że zarzuty dotyczące „dezinformacji” i „teorii spiskowych” są coraz częściej wykorzystywane przez potężne siły w rządzie i Big Tech do rugowania prawdziwych informacji, a nawet kluczowych przemówień politycznych.

Zaledwie w tym miesiącu Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych opublikowała raport potępiający „pseudonaukę dezinformacji”. Wśród innych obaw komisja stwierdziła, że ​​ta „pseudonauka” została „uzbrojona” przez to, co prawodawcy nazywają „przemysłowym kompleksem cenzury” w celu wyciszania chronionych konstytucyjnie przemówień politycznych, głównie konserwatystów. „Pseudonauka o dezinformacji jest obecnie – i zawsze była – niczym więcej niż podstępem politycznym najczęściej wymierzonym w społeczności i osoby posiadające poglądy sprzeczne z dominującymi narracjami” – stwierdza raport Kongresu pt. „The Weaponization Of »Disinformation« Pseudo-Experts And Bureaucrats”. Wiele zasad, do których wzywa UNESCO, zostało już wdrożonych przez platformy cyfrowe z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, często na polecenie administracji Bidena – jasno wynika z raportu Kongresu.

Niemniej jednak na Kapitolu prawodawcy wyrazili zaniepokojenie nowym planem UNESCO.

Co ciekawe, UNESCO, podobnie jak wiele innych agencji ONZ, ma w swoich szeregach przywódczych wielu członków Komunistycznej Partii Chin (KPCh), takich jak zastępca dyrektora generalnego Xing Qu. Rząd USA dwukrotnie występował z UNESCO – pod rządami administracji Reagana i Trumpa – z powodu obaw związanych z tym, co administracje określiły jako ekstremizm, wrogością wobec amerykańskich wartości i innymi problemami. Jak podaje „The Epoch Times”, administracja Bidena dołączyła ponownie na początku tego roku w odpowiedzi na sprzeciwy prawodawców.

Choć reklamowany jako plan mający na celu utrzymanie wolności wypowiedzi, nowy system regulacyjny UNESCO wzywa do międzynarodowej cenzury przez „niezależne” organy regulacyjne, „krajowe, regionalne i globalne systemy zarządzania powinny być w stanie współpracować i dzielić się praktykami… w odniesieniu do treści, które mogą być w dopuszczalny sposób ograniczone na mocy międzynarodowego prawa i standardów dotyczących praw człowieka” – wyjaśnia raport.

W przeciwieństwie do Pierwszej Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, która zakazuje wszelkich naruszeń przez rząd prawa do wolności słowa lub wolności prasy, UNESCO wskazuje na różne międzynarodowe instrumenty dotyczące „praw człowieka”, które – jej zdaniem – powinny określać, jakie wypowiedzi należy kasować. Do porozumień tych należy Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych (MPPOiP), który stanowi, że ograniczanie wolności słowa musi być przewidziane przez prawo i musi także służyć „uzasadnionemu celowi”.

W niedawnej analizie Stanów Zjednoczonych komisja praw człowieka ONZ wezwała do zmian w amerykańskiej konstytucji i zażądała, aby rząd USA zrobił więcej, aby powstrzymać i ukarać „mowę nienawiści” w celu zapewnienia zgodności z MPPOiP. Innym kluczowym instrumentem ONZ jest „Powszechna deklaracja praw człowieka”, która w artykule 29 wyraźnie stwierdza, że ​​„w żadnym wypadku nie można korzystać z praw i wolności sprzecznych z celami i zasadami Organizacji Narodów Zjednoczonych”. Krótko mówiąc, pogląd ONZ na „wolność wypowiedzi” radykalnie różni się od tego zapisanego w Konstytucji Stanów Zjednoczonych.

Z raportu UNESCO wynika, że ​​w przypadku wykrycia treści, które powinny zostać objęte ograniczeniami, platformy mediów społecznościowych muszą podjąć działania, począwszy od tłumiących algorytmów (banowania w tle) i ostrzegania użytkowników o treściach, aż po zablokowanie możliwości zarabiania na nich, a nawet usunięcie. W raporcie stwierdza się, że wszelkie platformy cyfrowe, w przypadku których okaże się, że „nie zajmują się treściami, które mogą podlegać dopuszczalnym ograniczeniom na mocy międzynarodowego prawa dotyczącego praw człowieka”, powinno się „pociągnąć do odpowiedzialności” za pomocą „środków wykonawczych”.

Dyrektor generalna UNESCO Audrey Azoulay, była francuska minister kultury Partii Socjalistycznej, przytoczyła zagrożenia dla społeczeństwa, aby uzasadnić globalny plan. „Technologia cyfrowa umożliwiła ogromny postęp w zakresie wolności słowa” – stwierdziła w oświadczeniu. „Ale platformy mediów społecznościowych przyspieszyły również i nasiliły rozprzestrzenianie się fałszywych informacji i mowy nienawiści, stwarzając poważne ryzyko dla spójności społecznej, pokoju i stabilności. Aby chronić dostęp do informacji, musimy bezzwłocznie uregulować te platformy, chroniąc jednocześnie wolność słowa i prawa człowieka” – powiedziała Azoulay, która przejęła agencję ONZ od długoletniej przywódczyni Bułgarskiej Partii Komunistycznej Iriny Bokowej.

We wstępie do nowego raportu zatytułowanego „Wytyczne dotyczące zarządzania platformami cyfrowymi” Azoulay stwierdza, że ​​wykasowanie niektórych form wypowiedzi i jednoczesne zachowanie „wolności wypowiedzi” „nie są sprzeczne”. Powołując się na ankietę zleconą przez samo UNESCO, agencja ONZ stwierdziła również, że większość ludzi na całym świecie popiera jej program. Według UNESCO raport i wytyczne opracowano w drodze konsultacji obejmujących ponad 1500 zgłoszeń i ponad 10 000 komentarzy od „interesariuszy”, takich jak rządy, przedsiębiorstwa i organizacje non-profit. UNESCO oświadczyło, że będzie współpracować z rządami i firmami w celu wdrożenia systemu regulacyjnego na całym świecie.

Unia Europejska, która już nakłada poważne ograniczenia na swobodę wypowiedzi w Internecie, zapewniła już fundusze na wdrożenie tych przepisów na całym świecie, dodało UNESCO.

Jak widzieliśmy w ostatnich tygodniach, na przykład egzekwowanie unijnego aktu prawnego o usługach cyfrowych spowodowało jeszcze większą niepewność co do polityki platform w zakresie moderowania treści i możliwości swobodnego wypowiadania się użytkowników w internecie, lokalne ograniczenia i normy prawne mogą ostatecznie wpłynąć na sposób działania platform w skali globalnej. W całej Europie przepisy dotyczące „mowy nienawiści” są coraz częściej wykorzystywane nie tylko do wyciszania wypowiedzi na tematy takie jak małżeństwo, imigracja, seksualność i religia, ale nawet do ścigania osób naruszających przepisy dotyczące mowy nienawiści.

W tym miesiącu dr Päivi Räsänen, posłanka do fińskiego parlamentu i była minister spraw wewnętrznych, wygrała w sądzie po wieloletnim oskarżaniu o „mowę nienawiści” w związku z jej przemówieniem internetowym opartym na biblijnym rozumieniu homoseksualizmu i małżeństwa. W Polsce kilku członkom Parlamentu Europejskiego postawiono zarzuty „mowy nienawiści” za rozpowszechnianie reklam politycznych ostrzegających o możliwych skutkach masowej imigracji islamskiej do Europy.

Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że samo pojęcie „mowy nienawiści” zostało wprowadzone do systemu ONZ przez Związek Radziecki, który regularnie określał mowę antykomunistyczną jako „mowę nienawiści” – wyjaśnił Jacob Mchangama w artykule z 2011 roku dla „Hoovera” Uniwersytetu Stanforda Instytucja.

Nowy plan UNESCO pojawił się także po tym, jak agencja ujawniła w zeszłym roku plan mający na celu zwalczanie, jak to określiła, „teorii spiskowych” i „dezinformacji” poprzez edukację. Według organizacji „teorie spiskowe” mogą „zmniejszyć zaufanie do instytucji publicznych” i powodować problemy, takie jak zmniejszenie chęci ludzi do „zmniejszania swojego śladu węglowego”.

Przykłady „teorii spiskowych” cytowanych w zeszłorocznym raporcie obejmują wszystko, od szeroko rozpowszechnionych przekonań, takich jak „zaprzeczanie zmianom klimatycznym” i obawy dotyczące „manipulacji wyborami federalnymi” w Stanach Zjednoczonych, po bardziej daleko idące i skrajne pojęcia, takie jak „Ziemia jest płaska” czy „Michelle Obama tak naprawdę jest jaszczurem”.

Podsekretarz Generalna ONZ ds. Komunikacji Globalnej Melissa Fleming w zeszłym roku na wydarzeniu Światowego Forum Ekonomicznego pochwaliła się , że ta globalna organizacja „nawiązała współpracę” z firmą Google, aby promować jej materiały i usuwać z wyników wyszukiwania te, które są z nimi sprzeczne. „Nauka jest naszą własnością” – powiedziała. „Uważamy, że świat powinien o tym wiedzieć”.

W podcaście Światowego Forum Ekonomicznego z października 2020 r. pt. „W poszukiwaniu lekarstwa na infodemię”, pani Fleming przechwalała się, że zwerbowała ponad 100 000 ochotników, aby wzmacniali poglądy ONZ, jednocześnie tłumiąc konkurencyjne narracje, które nazywa „dezinformacją”.

Rzecznik UNESCO bronił nowego planu, określając go bardziej jako próbę ochrony wolności słowa, a nie plan jej ograniczenia. „Ochrona wolności wypowiedzi od dziesięcioleci znajduje się w centrum wszystkich inicjatyw UNESCO mających na celu promowanie najlepszych praktyk w zakresie komunikacji i ta zasada od początku leżała u podstaw naszego podejścia do Wytycznych” – powiedział rzecznik.

W oświadczeniu wskazano również na część wytycznych, która wzywa do przestrzegania „należytego procesu prawnego” w przypadku „mowy nienawiści”. „Położyli szczególny nacisk na potrzebę przejrzystości, a także systematycznego badania należytej staranności w zakresie praw człowieka i ocen skutków, a także odpowiedzialności przed użytkownikami” – powiedział rzecznik, dodając, że plan wzywa do „równego podziału zdolności moderowania”. Rzecznik UNESCO, stwierdził, że cenzorskie wytyczne w rzeczywistości „poszerzą” wolność słowa.

Organizacja nie podała harmonogramu wdrożenia, ale zaplanowano więcej spotkań w okresie poprzedzającym szczyt ONZ we wrześniu 2024 r. w Nowym Jorku.

Opracowanie i tłumaczenie: Andrzej Kumor
Na podstawie: „The Epoch Times”
Źródło: Goniec.net


  1. pikpok 27.11.2023 12:27

    ,,Rzecznik UNESCO, stwierdził, że cenzorskie wytyczne w rzeczywistości „poszerzą” wolność słowa.”
    Orwell ,,Rok 1984″ widać bardzo im się spodobał. Traktują ludzi jak tresowane małpy.

 

Nowy parlament dorżnie Polskę?


Po trupach do celu. Wielu Polaków trzeba zlikwidować. Dosłownie. Oto zbrodniczy plan możnych tego świata, będących na usługach Szatana. Ich oficjalny ambasador w nowej kadencji został Marszałkiem Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Zdziwieni? No, ba… Przecież Szymona Hołownię lansowano jako „katolickiego” i „wrażliwego” faceta. Potrafi nawet rozpłakać się na zawołanie. Internet sobie śmieszkuje, produkuje memy, porównuje do laleczki Chucky. Serio?! Tylko na robienie beki Was stać? Tymczasem sprawa jest śmiertelnie poważna i takiej też wymaga reakcji.

Rok 1975. Prof. Dennis Meadows z Klubu Rzymskiego udziela wywiadu dla miesięcznika „Kultura”. Amerykański ekonomista się nie patyczkuje. Z jego pokrętnych wyliczeń wynika, że Polaków jest za dużo i trzeba coś z tym zrobić. Meadows mówi wprost: „(…) państwa powinny prowadzić taką politykę, która zagwarantowałaby stan stały – równowagę ludności, zużycia materiałów i surowców, energii i żywności. (…) Na przykład, jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności. 15 milionów ludności gwarantowałoby równowagę. Dalej: jeżeli chodzi o Polskę, widzę takie problemy – po pierwsze: właśnie zahamowanie eksplozji demograficznej (…)”.

Meadows jest zwyrodnialcem nie mniejszym od Adolfa Hitlera i jego nazistowskiej zgrai. Z tą różnicą, że Niemcy w czasie wojny zabijali iście widowiskowo. Dzisiejsi zleceniodawcy morderstw – czyli globaliści – swoje zbrodnie pudrują. A ofiar jest znacznie więcej niż kiedykolwiek w historii.

Popaprani ideolodzy doprowadzili do tego, że obecnie w ramach tzw. „zrównoważonego dostępu do aborcji” rokrocznie zabija się na świecie kilkadziesiąt milionów istnień ludzkich. Przypominam, że pierwszy na świecie aborcję zalegalizował Lenin (1920 rok). Drugim przywódcą europejskim, który doprowadził do legalizacji aborcji w swoim kraju był Hitler (1933 rok).

Ile mamy trupów wskutek narzucanych szpryc, eutanazji, fałszywych pandemii czy śmieciowego żarcia? Tego z oficjalnych statystyk dokładnie się nie dowiemy. Możemy się jednak dowiedzieć, że oni naprawdę chcą wyrżnąć wielu z nas. Wystarczy zapoznać się z powszechnie dostępnymi dokumentami ONZ i wyciągnąć wnioski.

POD PRZYKRYWKĄ „RÓWNOWAGI”

Generalnie chodzi o to, by zabić większość ludzi na świecie. Gdyby jednak globaliści nazwali sprawę po imieniu, to społeczności by się zbudowały i podniosły larum. Ideolodzy stworzyli więc swoistą nowomowę, zgodnie z którą przekonuje się ludzi, że planeta jest przeludniona, kończą się zasoby ziemi, etc. Po czym czasownik „zabić” zastąpiono niegroźnie brzmiącym „zredukować”.

Tak właśnie powstała Agenda ONZ na rzecz zrównoważonego rozwoju. Zakładam, że niewielu Polaków jest świadomych, iż oficjalnym ambasadorem tej zbrodniczej ideologii został przed laty właśnie Szymon Hołownia. Oto prawdziwy powód, dlatego ten mdły facet wylansowany na telewizyjnym show znalazł się w Sejmie RP i objął funkcję marszałka (stając się drugą – po prezydencie – najważniejszą osobą w państwie).

Podwaliny zbrodniczego planu znajdziemy w książce pt. „Granice wzrostu”, wydanej w 1972 roku przez Klub Rzymski. Współautorem publikacji jest wspomniany Dennis Meadows. A na jej łamach złowieszcza zapowiedź: „Stan równowagi światowej można by zaplanować w ten sposób, żeby podstawowe potrzeby materialne każdego człowieka na ziemi były zaspokojone i żeby każdy z nich miał jednakowe szanse wykorzystania swoich osobistych możliwości”.

Brzmi pięknie? A przecież to czysta utopia! Nie da się zapewnić kilku miliardom ludzi jednakowych szans.

A gdyby tak pozbyć się większości ludzi na świecie? Właśnie z takiego założenia wychodzą globaliści. Oczywiście nie posądzam ich, że na poważnie uwierzyli w utopię o światowej równowadze. Oni po prostu potrzebują pretekstu, żeby zabijać na masową skalę. Tak jak Hitler znalazł sobie pretekst jakim było dążenie do „czystości rasy” (co również było utopią), tak analogicznie globaliści mają swoją wizję „zrównoważonego rozwoju”.

Sięgnijmy zatem do oficjalnie dostępnych dokumentów ONZ. Cele Zrównoważonego Rozwoju 2030 zawierają całą masę utopijnych zapisów, dających „powód” do realizacji szatańskich zapędów. Jednym z nich jest „zapewnienie wszystkim ludziom w każdym wieku zdrowego życia i promowanie dobrobytu”. A co z chorymi, niepełnosprawnymi, niedołężnymi, ubogimi? Przecież w historii ludzkości zawsze były takie osoby w każdej społeczności.

Czyżby planowali wszystkich cudownie wyleczyć? Wprost przeciwnie. Pozbędą się ich. W jaki sposób? Przymiarkę do tego mieliśmy w czasach fałszywej pandemii COVID-19, kiedy pod pretekstem walki z mniemanym wirusem zablokowano służbę zdrowia, wskutek czego odwoływano zaplanowane wcześniej operacje, odmawiano chorym – na cokolwiek innego – należnej im opieki medycznej, etc.

W efekcie mieliśmy ponad 217 tysięcy nadmiarowych zgonów Polaków. Pozbyto się w ten sposób wielu pacjentów chorych na raka, cukrzycę czy inne przewlekłe choroby. Szaleństwo z koronawirusem to była dopiero rozgrzewka. Przed nami następne etapy tego szaleństwa.

Tymczasem przyjrzyjmy się kolejnym celom ONZ: „wyeliminować ubóstwo we wszystkich jego formach na całym świecie”, „zapewnić wszystkim edukację wysokiej jakości oraz promować uczenie się przez całe życie”.

Hmm, gdzieś już o tym słyszałam. Pamięcią sięgam do filmu Grzegorza Brauna pt. „Eugenika. W imię postępu”. Wstrząsający dokument opowiada o tym kto i dlaczego wpadł na pomysł mordowania „mniej wartościowych ludzi”. Na początku XX wieku amerykańscy ideolodzy mieli podobne pomysły do dzisiejszych speców od zrównoważonego rozwoju. Doprowadzili wtedy do tego, że zaczęto sterylizować ludzi z biedniejszych warstw społecznych i niektórych ułomnych, żeby nie wydawali oni na świat potomków. W ten sposób chciano zlikwidować ubóstwo oraz mniej inteligentnych ludzi. A wszystko dlatego, by świat stał się „lepszy”.

Spodobało się to Hitlerowi. Zainspirowani naziści na masową skalę zaczęli mordować podopiecznych szpitali psychiatrycznych. Żeby „oczyścić” z takich niedoskonałych osób naród niemiecki, wyrżnęli wszystkich pacjentów, włącznie z dziećmi. Co i w jakim celu robili w obozach koncentracyjnych, nie muszę wspominać, bo chyba wszyscy przynajmniej z grubsza się orientują.

DOBIĆ W ZARODKU

Cel nr 5 agendy na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030 wygląda następująco: „osiągnąć równość płci oraz wzmocnić pozycję kobiet i dziewcząt”. Ten z pozoru sympatyczny zapis, kryje za sobą prawdziwą przemoc. Chodzi o podpunkt, mówiący o tym, by „zapewnić [kobietom] powszechny dostęp do ochrony zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz korzystanie z praw reprodukcyjnych, zgodnie z Programem Działań Międzynarodowej Konferencji na Rzecz Ludności i Rozwoju, Pekińską Platformą Działania i dokumentami końcowymi ich konferencji przeglądowych”.

De facto chodzi o to, aby każda kobieta i dziewczyna na świecie miała równy dostęp do aborcji i sterylizacji. Co to w praktyce oznacza? Oto jeden z przykładów, który można przy tym zapisie wydedukować. Wiele afrykańskich społeczności jest konserwatywnych i uznaje liczne potomstwo za największe szczęście. Jednocześnie Afryka jest biedna. A przecież w myśl ideologii zrównoważonego rozwoju na całym świecie trzeba promować dobrobyt (materialny). Tak więc w ramach walki z ubóstwem, trzeba ukrócić liczbę urodzeń tam gdzie jest biedniej.

Wróćmy do Polski. Mimo głośnych manifestacji „strajku kobiet”, w naszym kraju dokonuje się znacznie mniej aborcji w porównaniu do innych europejskich państw. Taki stan rzeczy wynika poniekąd z obowiązującego u nas prawa, ale przede wszystkim ze stanu świadomości polskiego społeczeństwa. Polacy w znacznej większości zdają sobie sprawę z tego, że aborcja to nie jest jakiś tam zabieg, ale zabójstwo człowieka. Z pewnością nie podoba się to twórcom koncepcji dot. redukcji naszego narodu do 15 milionów.

Sposobnością na to, by rozmyć trzeźwe postrzeganie Polaków na kwestie związane z bioetyką, jest oswajanie społeczeństwa z in vitro, czyli metodą zapłodnienia, która de facto realizuje cele eugeniczne. Pod przykrywką zaspokajania ludzkiej potrzeby posiadania potomstwa, propaguje się praktyki, których nie powstydziliby się hitlerowcy eksperymentujący w laboratoriach obozów koncentracyjnych.

Dla jasności: uważam, że człowiek poczęty w probówce nie jest niczemu winny i ma prawo do życia oraz godności jak każdy inny. Należy jednak zwracać uwagę na fakt, że w trakcie zapłodnienia pozaustrojowego „panowie życia i śmierci” dokonują selekcji, która w niczym nie odbiega od nazistowskich zasad podziału na ludzi i podludzi, tj. w ich mniemaniu ludzi godnych do życia i niegodnych. Reasumując: żeby konkretne dziecko poczęte metodą in vitro mogło się urodzić, jego „mniej doskonałe” rodzeństwo zostaje tej szansy pozbawione.

Naukowcy nie pozostawiają wątpliwości. Komórka ludzka – także ta, której po zapłodnieniu in vitro nie daje się szansy rozwinąć i urodzić – ma swój kod DNA, który określa płeć dziecka oraz jaki będzie mieć kolor oczu i włosów, a nawet wzrost (przy zapewnieniu odpowiedniego odżywiania). A to oznacza, że z tego jednego embrionu, jeśli mu się na to pozwoli urodzi się konkretny człowiek. Problem w tym, że w metodzie in vitro pozwala się urodzić tylko wybrańcom. Reszta ląduje w termosach albo na śmietniku.

Amerykański eugenik Harry Laughlin twierdził, że należy stosować podejście eugeniczne, żeby polepszyć świat dla dobra ludzkości. Podobnego zdania był Hitler. Tak samo uważają propagatorzy ideologii zrównoważonego rozwoju. W polskim parlamencie jest to nie tylko Hołownia, który został oficjalnym ambasadorem tych zwyrodnialców. Ideologii tej podporządkowani są także politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz Koalicji Obywatelskiej z lewicowymi przystawkami, czyli większość sejmowej hołoty. Wszyscy widzieliśmy ich haniebne zachowanie przy okazji fałszywej pandemii.

W parlamencie wyłamał się Grzegorz Braun. W najnowszej debacie o in vitro, z mównicy sejmowej powiedział: „Chciałbym wiedzieć, jakie są statystki. Ile przeselekcjonowanych wstępnie zarodków idzie do zlewu, w kanał, a ile zostaje po selekcji, powtarzam nie na rampie oświęcimskiej, ale na szkiełku laboratoryjnym. Ile zostaje w termosach, w baniakach, u różnych profesorów, doktorów, zootechników z piekła rodem, którzy żerują na ludzkiej bezradności, ludzkiej tęsknocie za potomstwem. Ile tego jest?” – pytał poseł Braun wzywając rzecznika praw dziecka i praw obywatelskich o udział w dyskusji i interwencję.

W efekcie wywiązała się parlamentarna i medialna burza, sterowana przez beneficjentów globalistów. Obserwujcie tę debatę uważnie, bo ktoś chce nam zafundować powtórkę z obozów koncentracyjnych, choć tym razem nieco przypudrowaną. W rzeczywistości wszystko sprowadza się do jednego: tamci chcą decydować kto zasługuje żeby żyć, a kto nie. Bądźcie przygotowani, że to szaleństwo na in vitro się nie skończy.

Autorstwo: Agnieszka Piwar
źródło: Piwar.info


  1. JedynaDroga 27.11.2023 10:29

    Każda kobieta rodzi się z góry określoną liczba komórek jajowych, które są uwalnianie podczas cyklu menstruacyjnego.

    Z ilu z tej puli komórek jajowych urodzi się człowiek ? Z niewielkiego promila, reszta ” pójdzie w kanał ”

    Ludzie nie garną się do posiadania dzieci , powodów jest cała masa .

    Bez gruntownej zmiany systemu oraz mentalności ludzkiej mało się osiągnie.

  2. Stanlley 27.11.2023 10:33

    To tylko część całego procesu. Po pierwsze depopulacja to nie jest jakaś tam teoria spiskowa, to fakt poparty przede wszystkimi dokumentami ONZ, wypowiedziami najbardziej wpływowych polityków i urzędników – Cristiana Figuerez “populację należy redukować wszystkimi dostępnymi metodami” WSZYSTIKI!

    Teraz trzeba się zastanowić dlaczego. Po pierwsze bajki o zrównoważonym rozwoju wciska się głównie Europie – Takie Indie mające ponad 2 razy więcej ludności i ogromny przyrost nie są w kręgu zainteresowania “globalistów” , podognie Afryka – Nigeria która miała 21 milionów ludzi po wojnie, teraz ma 220!

    Znowu pytanie – czemu tak? Odpowiedzią spójną i logiczną jest to że gospodarka europejska jest konkurentem globalnych korporacji z USA. Właścieciele tych globalnych korporacji kreują trendy, tak by zwiększać dominację i zyski. Oni nie mają granic, część z nich jest potomkami właścicieli niewoników – jak np Lindsey Graham, jeden z ich najbardziej agresywnych popleczników. Na obecnym etapie najwięcej zysków da im właśnie stłamszenie Europy, zlikwidowanie konkurencji i zamienienie EU z producenta czegokolwiek na rynek zbytu. Afryka i Indie nie są nękane bo tam jest bieda i te regiony są dostawcą taniej siły roboczej.

    Chiny są złe bo się bogacą, bo są mądrze zarządzane, dlatego że chcą handlować bez pośredników a to własnie koproracje z USA na pośrednictwie najwięcej zarabiają. Czasem marża przekracza nawet 10-krotność ceny tego samego towaru ale w Chinach…

    Rosja jest zła bo władze nie pozwalają na rozkradzenie majątku i drenowanie społeczeństwa przez zachodnie korporacje. Przypominam że jak Rosją rządził pijak Jelcyn to było cacy, jak rządzą dość sprawni intelektualnie politycy działający na rzecz społeczeństwa – to jest to tyrania…

            WALKA VIKTORA ORBANA 


W tym roku mija 30 lat, kiedy Viktor Orban siedział w jednej sali wykładowej, a może i nawet w jednej ławce z Angelą Merkel, Tonym Blairem lub Nicolasem Sarkozym. Był jednym ze 190 absolwentów szkolenia przyszłej kadry globalistów. Należał do pierwszej grupy Global Leaders of Tomorrow (Globalni liderzy jutra), szkolonych w Davos przez kuźnię polityków Klausa Schwaba. Możecie to sprawdzić na liście uczestników. Global Leaders of Tomorrow zmieniła w roku 2004 nazwę na Young Global Leaders.

Viktor Orban był wtedy (1993 r.) działaczem węgierskiej narodowo konserwatywnej partii Związek Młodych Demokratów (Fidesz). Pozwolę tu sobie na spekulacje, gdyż nie mam dowodów na to, że wykorzystał podobnie jak wielu z tych 190. „studentów” z Davos swoje kontakty z globalistami, by dostać się na szczyty władzy na Węgrzech. Łatwo tu wpaść w pułapkę czarno-białego spojrzenia na świat. Skoro przeszedł szkolenie globalistów, to jest jednym z nich. Na szczęście świat nie jest taki prosty. Są jeszcze inne drogi i tą poszedł Viktor Orban.

Jego wyraźnym motywem działania jest dobro własnego narodu – Węgrów. Nie znajdziemy dzisiaj wielu polityków, którzy rzeczywiście realizują takie właśnie cele. Patriotyzm to nie jest jedynie wyszukiwanie wrogów ojczyzny i walka z nimi. Zdecydowanie mądrzejszym jest szukanie sprzymierzeńców – także wśród przedstawicieli innych narodów i wspólna walka z siłami, które dążą do unicestwienia państw narodowych.

Jest tu najwyraźniej sprzeczność z ideami wpajanymi na szkoleniach w Davos. Oczywiście. Jednak Viktor Orban nie jest marionetką, którą wypełnisz światoburczymi ideami, która potem fanatycznie wspiera te utopie, bo pomogłeś im wznieść się na stanowisko kanclerza, premiera lub prezydenta państwa. Najgorszy wróg to dawny przyjaciel. Tak z punktu widzenia globalistów jest postrzegany Viktor Orban. Doskonale zna cele i mechanizmy działania kliki ze Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

Viktor Orban odrzuca jakąkolwiek możliwość przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej – „dzielą nas lata świetlne”.

W środę ukazał się w wiedeńskim Der Status artykuł: Nie jesteśmy niewolnikami długów Sorosa – źródło.

Przedstawiony przez rząd projekt ustawy będzie kryminalizował zagraniczne finansowanie kampanii wyborczych. Jednocześnie ma zostać utworzony nowy organ odpowiedzialny za kontrolę organizacji pozarządowych. Krajowa „Ustawa o ochronie suwerenności położy kres wszelkim oszustwom wyborczym i przewiduje karę do trzech lat więzienia dla każdego, kto wykorzystuje w kampanii wyborczej fundusze zagraniczne”.

To jest zdjęcie Georga Sorosa. Pamiętaj o tym, kiedy liberalni zwolennicy Sorosa nazwą ciebie rasistą, faszystą lub nazistą. Źródło.

Powyższe zdjęcie nie przedstawia Georga Sorosa, ponieważ w momencie zakończenia II wojny światowej miał 14 lat.

<Jeśli podoba Wam się to, co tutaj piszę, bardzo pomogłoby dalszemu rozpowszechnianiu tych artykułów, gdybyście je udostępniali Waszym znajomym na mediach społecznościowych.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

               ELITY - DRUGI GARNITUR                                    Hipolit Czesław Starszak       (ur. 30 października 1939 w Łobżenic...