sobota, 20 czerwca 2026

 

Gdy wojna zagląda na wyspy – uruchom Polaka

W potopie szwedzkim zginęło nawet 33% wszystkich Polaków, naszych rodaków. Straciliśmy 50% majątku narodowego. W czasie, kiedy przez nasz kraj przelewała się protestancka, północna barbaria, państwo angielskie Olivera Cromwella wspierało tę antypolską siłę dostawami broni, zaopatrzenia, innych materiałów wojennych, żywności, a nawet żołnierzy czy też chęcią dostarczenia 30 okrętów wojennych. Polska miała spłonąć, zniknąć z mapy Europy. Tego chcieli Anglicy.

Pomimo tego wieki później, czy nawet jedynie wiek później, w 1790 roku, wielokrotnie popychali nas do wojny z naszymi sąsiadami. Mieliśmy być ich armią rezerwową, rzucaną na Niemców (Prusy) bądź też na Rosjan wtedy, kiedy zajdzie taka potrzeba. Kiedy równowaga sił, dominacja brytyjska na kontynencie, będzie zagrożona. Polska nie była Anglikom do niczego potrzebna. Król angielski z dumą ogłaszał, gdy nas rozbierano, że rozbiory Polski ratują pokój w Europie.

W XIX wieku Anglicy potrzebowali Austriaków. Ponieważ potrzebowali niepodległej Austrii, nie potrzebowali niepodległej Polski. Polacy byli potrzebni tylko do jednej rzeczy: do powstań przeciwko naszym sąsiadom, aby osłabić konkurencję do dominacji w Europie i ostatecznie na świecie.

Na początku XX wieku także Polska nie była do niczego Londynowi potrzebna. Potrzebna była Austria i Rosja. Polska miała być częścią Rosji i się nie wychylać.

Kiedy jednak Niemcy oraz Rosjanie zadeklarowali chęć odbudowy Polski, Brytyjczycy musieli zrobić to samo. Polska miała stać się częścią ich siły – Austrii – konfrontowaną z Niemcami i Rosją. Polacy nie mogli w koncepcjach brytyjskich zasilać Niemiec czy Rosji, bo powstała potęga gwałciłaby ich równowagę sił. Mieliśmy więc być słabym narzędziem w rękach mocnych, rzucanym przeciwko jeszcze mocniejszym. Bo przecież Niemcy biły na głowę Anglików w początkach XX wieku we wszystkim z wyjątkiem obozów koncentracyjnych, w których specjalizowała się Anglia. Zwłaszcza dla białych Europejczyków w Południowej Afryce, gdzie ginęły kobiety z dziećmi, wycieńczone bydlęcymi warunkami znanymi z późniejszego Auschwitz czy też Dachau.

Józef Retinger, Żyd, mason, szpieg brytyjski, robił wszystko w trakcie I wojny światowej, aby Polska nie weszła w żaden alians z Niemcami czy Rosjanami. Żebyśmy zostali częścią słabego imperium austriackiego, które Londyn chciał rzucać przeciwko potężnemu Berlinowi czy też Petersburgowi/Moskwie. Kiedy więc powstawała Armia Hallera, oparta na Romanie Dmowskim, wielkim wrogu Retingera oraz brytyjskich koncepcji przygotowywanych dla naszego kraju, oraz na Komitecie Paryskim (KNP) i carskich oficerach, Retinger chciał nie dopuścić do jej utworzenia. Nie może powstać silna Polska, sprzymierzona z Francją, oparta o rosyjski zaciąg. Polska ma być minimalna, kadłubowa, aby tylko była i aby nasze (brytyjskie) cele idealistyczne zostały pokazowo zrealizowane. Tak samo myśleli Amerykanie.

Retinger, wysłannik Londynu, przegrał. Bo przegrać musiał. Jeden żydowski szpicel na usługach Londynu nie mógł pokonać siły francusko-polskiej. Został persona non grata w kraju zamków nad Loarą i musiał go opuścić. Udał się więc do Meksyku, aby tam zwalczać amerykańskie interesy oraz, oczywiście, promować brytyjskie. Były to jeszcze czasy, kiedy alians brytyjsko-amerykański wcale nie był tak oczywisty.

Polska powstała mniej więcej taką, jaką chciała jej Francja. To Francja zresztą w największej mierze przyczyniła się do jej uratowania podczas wojny z bolszewikami. Byli jeszcze oczywiście Węgrzy, ale pomoc francuska – ta, która dotarła, wraz z tą, którą zablokowała lewicująca Czechosłowacja – była jednak bezcenna.

Nie było dużej wojny w Europie w latach 1921–1938 (nie licząc wojen domowych), toteż Anglia nie interesowała się specjalnie kontynentem. Jednak już w 1934 roku Churchill wiedział, że to Niemcy trzeba będzie pokonywać. Że tym razem to Berlin, a nie Moskwa, będzie siłą, na którą trzeba będzie rzucić nas, Polaków.

W 1934 roku w kościele (o zgrozo) wygadał się Majskiemu, żydobolszewikowi znanemu jako ambasador ZSRR w Londynie, że Sowieci będą sojusznikami Londynu w przyszłej wojnie z Niemcami. Już wówczas wszyscy wiedzieli, jak podzieli się Europa. Pozostawał jeden dylemat: z kim pójdzie Polska? Z Żydami, bolszewikami i Anglosasami, czyli zniknie z mapy świata jako suwerenne państwo, czy też z Niemcami i Europą Środkową?

Dla Polski wybór był oczywisty, jednak z poważnych ludzi Władysław Studnicki jako jeden z nielicznych go rozumiał. Reszta albo wierzyła w sojusze, albo wiedziała, że sojusze nie są nic warte, lecz honor jest najważniejszy. A więc Polski z mapy Europy należy pozbyć się honorowo, u boku Wielkiej Brytanii.

Anglia nie posiadała wojsk lądowych, nie posiadała przeszkolonych rezerw. Potrzebowała miesięcy na nową, wielką remilitaryzację kraju. Miesiące te, konkretnie 8 ich, mieli dać Polacy. 8 miesięcy Polska miała się wykrwawiać, aby Anglia mogła być bezpieczna.

Potem wykrwawiała się jeszcze kolejne lata. W Boże Narodzenie roku 1940 minister wojny ekonomicznej Hugh Dalton zakomunikował 200 polskim żołnierzom w Szkocji, którzy przebywali w towarzystwie prezydenta Raczkiewicza oraz premiera Sikorskiego, że po wojnie, w trakcie parady zwycięstwa, Polska będzie maszerować w pierwszym rzędzie. Kilkanaście dni temu obchodziliśmy 80. rocznicę tej parady, w której Polaków, poza pojedynczymi żołnierzami, po prostu nie było. Polska została upokorzona przez Anglików, nie po raz pierwszy.

Ale do tego Polska służy Anglosasom, także Amerykanom. Do używania jako siła wojskowa i do upokarzania. Roosevelt zakomunikował w 1943 roku towarzyszowi Stalinowi, „wujkowi Joe”, jak mawiała propaganda wojenna, że Polska Wschodnia zostanie sprezentowana bolszewikom. Ale wiecie, rozumiecie, towarzyszu Stalin, o tym porozmawiamy po wyborach, jak już 4 mln Polaków w USA odda swój głos. Najlepiej na mnie, na F. D. Roosevelta.

Dzisiaj niewątpliwie trwa coś w rodzaju III wojny światowej. Arsenały jądrowe sprawiają, że nie toczy się ona pomiędzy największymi potęgami otwarcie, lecz często poprzez pełnomocników. Jak Ukraińcy, a w przyszłości może także Tajwańczycy, Filipińczycy, Japończycy czy też Polacy.

Europa jest w innej konfiguracji niż w okresie II wojny światowej. Rosji nie da się pokonać, bo ma 4 tys. głowic jądrowych. Co najwyżej trochę pognębić. Rękoma Ukraińców, a więc „anglosaskich Polaków” XXI wieku. Jednak pognębienie Rosji zdaje się wchodzić na niebezpieczne tory. Oto Brytyjczycy, jak mieli w zwyczaju to robić przez setki lat, zaczynają okradać Rosjan z ich ropy naftowej. Po prostu zajmują za pomocą jednostek specjalnych tankowce z rosyjską ropą. Jakby Rosjanie, mocarstwo z kilkoma tysiącami głowic jądrowych, to byli Murzyni z Afryki w XIX wieku, mieszkający w lepiankach, którym da się trochę koralików w zamian za ich surowce. A nawet gorzej, bo przecież brytyjscy złodzieje po prostu kradną. Bezczelnie kradną czyjeś surowce.

Rosjanie oczywiście bardzo szybko oddali salwy w kierunku brytyjskich złodziei, aby dać im do zrozumienia, że chyba coś się tam na Wyspach komuś poprzewracało w głowach. Że nikt nie będzie okradał innych narodów z ich zasobów. Swoją drogą, jak to historia płata figle. Jeszcze 100 lat temu Anglicy wysyłali do rewolucyjnej Rosji korpusy ekspedycyjne do walki z bolszewikami, których naczelnym celem była kradzież, a dzisiaj sami kradną niczym Trocki i Lenin w 1920 roku w Polsce.

Niewiele zapowiadało, że Anglicy zaczną okradać Rosjan, ryzykując wojnę z mocarstwem dużo lepiej od siebie uzbrojonym, ale jednak sojusz morski, który Brytyjczycy zaanonsowali ostatnio, mógł to zwiastować.

Przecież po to się zaprzęga do własnych sań, przez siebie prowadzonych, cudze wilki, aby to one nas ciągnęły, a my tylko je poganiali i wydawali im rozkazy.

Dokładnie w dniu, w którym Rosjanie zakomunikowali angielskim złodziejom, że nie będą okradać ich narodu, oraz dokładnie w przeddzień podpisania polsko-niemieckiego traktatu – tego, co zaciekle zwalczał Józef Retinger w przeddzień II wojny światowej, kiedy przyjeżdżał do Polski montować zamach stanu, aby obalić sanację i nie dopuścić do bliskiego związku Warszawy i Berlina – w Berlinie doszło do awantury z udziałem propisowskich parabojówkarzy. Jeden z nich, Robert Bąkiewicz, w trakcie obchodów rocznicy powstania warszawskiego 1 sierpnia 2025 roku w Warszawie, krzyczał „Jeden pocisk, jeden Niemiec!”. Gdyby w RFN rządziło narodowo-patriotyczne AfD, a nie paraprawicowe CDU, siedziałby już w obozie odosobnienia.

Przypomnijmy, że jednym z najważniejszych prowokatorów, podżegaczy, którzy popychali Polskie Państwo Podziemne do samobójczego powstania, był Józef Retinger. Ten sam, który sabotował naszą współpracę z Rosjanami i Niemcami podczas I wojny światowej, ten sam, który sabotował polsko-niemiecką współpracę w 1938 roku. Ten sam, który chciał w tym samym 1938 roku zamachu stanu w Polsce.

Retinger uratował także powstanie warszawskie ’44, kiedy brytyjscy dowódcy wojskowi zaprzestali zrzutów nad Polską na samym początku sierpnia owego 1944 roku. Retinger domagał się ich wznowienia, ale tylko w taki sposób, aby powstanie trwało, ale nie zostało przez nas wygrane. SOE, brytyjska tajna służba, dla której pracował Retinger, chciała, aby polscy powstańcy wiązali niemieckie dywizje na wschodzie, odciążając tym samym front zachodni.

Dziwnym trafem Retinger jest rodzinnie powiązany (w XIX wieku) z Jarosławem Kaczyńskim, którego parabojówka z zadymy berlińskiej jest „uliczną” ekspozyturą polityczną. Ciągłość musi być zachowana. Anglosasi stają oko w oko z kontynentalną siłą, więc trzeba uruchomić Polaków. Oraz odciągnąć ich od Niemiec, aby Polska została sam na sam z siłą rosyjską.

Bo przecież w Rosji działa 1600 niemieckich przedsiębiorstw. Logiczne jest więc, że żadnej wojny niemiecko-rosyjskiej nie będzie, bo Niemcy nie będą bombardować swoich fabryk, a Rosjanie nie będą pozbywać się niemieckiej technologii, kapitału, myśli technicznej oraz miejsc pracy dla swoich ludzi.

Kiedy więc Polska po raz kolejny niebezpiecznie zbliża się do tego, aby w trakcie kolejnej wojny światowej nie być samą w Europie Środkowej przeciwko wszystkim, kiedy Rosja strzela do Anglii, pokazując, że czas okradania Rosjan z ich zasobów minął wraz z odejściem Jelcyna, Polacy po raz kolejny są uruchamiani. Aby najpierw skłócić nas z Niemcami, a następnie rzucić samemu na pożarcie przeciwko Rosjanom.

Dlaczego jednak proniemiecki i proeuropejski obóż w Polsce zamierza pozwolić na anglosaską (amerykańską) stałą bazę okupacyjną, której celem także jest izolacja Polski od Europy Zachodniej (oraz izolacja Rosji od Niemiec) oraz potencjalne rzucenie przeciwko Rosji zaraz po Ukraińcach? Sam na sam.

Oto jest pytanie. Do rządu warszawskiego.

Autorstwo: Terminator 2019
Zdjęcie: domena publiczna
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

              ELITY - DRUGI GARNITUR                                           Władysław Serafin       (ur. 24 lipca 1950 w Piasecznie) – po...