piątek, 6 marca 2026

 

Hipokryzja wojenna mediów

Pamiętam jeszcze te niewinne lata, gdy ulegałem tej masowej iluzji, która mówiła jakoby media były czwartą władzą. Dziś tym frazesem można karmić co najwyżej dzieci, choć i tak robi się to coraz rzadziej. Prawda jest natomiast taka, że są one potężnym narzędziem władzy, służącym tworzeniu opinii publicznej. Opinii przyjaznej dla działań tejże władzy, ale wyrażanej przez „niezależne” źródła, sprawiające wrażenie obiektywności. A wszystko po to, aby człowiek wiedział co ma myśleć i jak ma myśleć – stąd i nazwa – media opiniotwórcze.

Gdy w czerwcu 2025 roku amerykańskie bombowce B-2 i izraelskie myśliwce zamieniły irańskie instalacje w Fordow, Natanz i Isfahanie w dymiące kratery, zachodnie media niemal chórem odetchnęły z ulgą. „Koniec z zagrożeniem nuklearnym” – brzmiało w nagłówkach CNN, BBC i polskich portali. Jak widać, z tym „końcem”” to była gruba przesada. Jednak tak jak rok temu, tak i identycznie dziś, pojawia się to samo pytanie odnośnie asymetrycznego podejścia mediów i zachodnich rządów, do kwestii „legalności” rozpoczęcia konfliktów w Ukrainie i w Iranie.

Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych, dziś mówi to samo, co zwerbalizował poprzednio w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, gdzie postawił zdecydowanie kropkę nad i mówiąc: „Putin najechał na Ukrainę bez prowokacji, po to, aby zagarnąć Ukrainę. A Izrael i USA zaatakowały Iran po to, aby zapobiec uzyskaniu przez Iran bomby atomowej. To są zupełnie inne motywacje”. Eleganckie rozgraniczenie. Tyle że… identyczne jak rosyjskie w 2022 roku. Inne motywacje, rzeczywiście – lecz w obu przypadkach są one pretekstem i w kwestii funkcjonalnej niczym się nie różnią.

Moskwa też miała „egzystencjalny powód”: rzekome „ludobójstwo” w Donbasie, „denazyfikację” i „ochronę przed NATO na granicy”, plus do tego ochronę Rosjan żyjących na tych spornych terenach. Świat Zachodu wyśmiał te tezy jako propagandowe bzdury służące jednemu celowi – zagarnięciu terytorium i wpływów. Zrozumiałe i logiczne podejście. Napadnięto obcy kraj, pogwałcono jego granicę. Jednak dziś tę samą logikę, ten sam „świat”, stosuje do Iranu, tylko z odwrotnym znakiem. Dziś nagle rozumu im zabrakło. Teheran nie miał bomby atomowej – miał program wzbogacania uranu, nad którym od lat czuwały Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej i kontrolujące negocjacje. Ale gdy Teheran nie ustąpił, nagle „prewencja” stała się świętym obowiązkiem. Pretekst tak samo wygodny jak rosyjskie „bezpieczeństwo”.

To klasyczna narracja napastnika. Zawsze brzmi szlachetnie: „robimy to w obronie wyższych wartości”. Rosja broniła „rosyjskojęzycznych”, USA i Izrael bronią „świata przed potencjalnym atomowym szaleńcem”. W obu przypadkach ofiara ma zupełnie inne zdanie. W obu przypadkach mamy do czynienia z ogłoszoną specjalną operacją militarną, a jednak, ktoś decyduje, aby interpretować i traktować je odmiennie. A potem różne ptaszki, wróbelki i sikorki powielają w świat tę ustaloną narrację.

Zresztą pamiętamy przecież, jak można opowiadać o szczytnych intencjach, mając niecne zamiary – czyli powtórka sprawy niemal identycznej z tą, która działa się ponad 2 dekady temu z Irakiem, który ponoć miał broń masowego rażenia – co okazało się kłamstwem rozpowszechnianym przez urzędników USA, najwyższego szczebla, na forum ONZ. Kłamstwem, dzięki któremu usprawiedliwiono „legalną” napaść na ten kraj.

Ukraińcy od początku krzyczeli: to nie jest „operacja specjalna”, to zwykła grabież ziemi i suwerenności. Irańczycy mówią dziś dokładnie to samo: „To nie prewencja, to agresja na suwerenne państwo pod pretekstem, którego nigdy nie udowodniono”. Ale głos napadniętego w zachodnich mediach waży tyle, co głos Kijowa w rosyjskiej telewizji – czyli nic. Przynajmniej niczym w naturze, tak i tu, balans w propagandzie światowej jest zachowany. I warto zauważyć, że zarówno władza, jak i „czwarta władza”, mówią na Zachodzie jednym głosem.

I tu dochodzimy do sedna hipokryzji. Kiedy Rosja bombarduje ukraińskie miasta, wtedy krzyczą: „barbarzyństwo”. Kiedy USA i Izrael robią to samo z irańskimi instalacjami wówczas: „chirurgiczna precyzja i konieczność” i niezamierzone ofiary. Kiedy Putin powołuje się na bezpieczeństwo: „kłamstwo” maskujące chęć podbicia świata. Kiedy Netanjahu powołuje się na bezpieczeństwo: „realpolitik”, konieczność wynikająca z geopolitycznej sytuacji. Ta sama broń, ten sam cel, podobne ofiary, tylko inni aktorzy, scena i odmienna narracja, kierująca światło tam gdzie reżyser nakazuje. Może i Putin faktycznie chce podbić świat, nie wiem, nie siedzę w jego głowie. Ale w takim razie i równie dobrze Netanjahu może chcieć światowej dominacji – a biorąc pod uwagę pewne kulturowo-społeczne urojenia talmudyczno-syjonistycznego światopoglądu, to zdecydowanie bardziej obawiałbym się posiadania takich ambicji przez tego drugiego. Tylko czemu media tego nie potrafią, nie chcą i nie mogą dostrzec?

Hipokryzję odróżnia się od zwykłej niekonsekwencji tym, że hipokryta świadomie utrzymuje pozory. I właśnie takie zjawisko występuje tutaj – próba nadawania cech sprawiedliwości tam gdzie to wygodne decydentom. Tutaj zresztą to jest coś więcej, to pełnoskalowe wyrachowanie, maskowane oszustwo w świetle dnia.

Może więc wreszcie skończmy z szopkami o „sprawiedliwych wojnach”, „obronie cywilizacji” i „wyższych motywacjach”, czy dla odmiany „nielegalnych” napaściach. Każdy rozsądny człowiek, który choć raz pobieżnie zapoznał się z historią ludzkich konfliktów, wie, o co naprawdę chodzi: o kasę i o dominację, o władzę. W tym wypadku, o ropę, o szlaki handlowe, o kontrolę nad Bliskim Wschodem, o to, kto będzie dyktował warunki w XXI wieku. W regionie, a może i na świecie. Reszta to tylko ładne i strawne opakowanie dla manipulowanej publiki i usprawiedliwienie dla sumienia tych mniej rozgarniętych.

Zastanawiającym jest też fakt, że w obu konfliktach Zachód stoi monolitem za Izraelem i jego interesami. Jak to się dzieje, pytam się? A gdzie miejsce na narodowe interesy ekonomiczne, geopolityczne i prestiżowe. Gdy Trump chciał dokonać aneksji nędznej Grenlandii, mającej populację małego miasteczka, to cała Europa była oburzona, licytując się w swoich aktach potępienia i anonsując symboliczne kontyngenty żołnierzy na wyspę, w celu obrony przed potencjalną nieusprawiedliwioną agresją. Jednak gdy ten sam Trump, ten sam znienawidzony, pyszałkowaty narcyz, atakuje wielkie państwo mające niemal 90 mln mieszkańców, to nagle ten sam Zachód staje na baczność i całkowicie go wspiera w tych działaniach. Ale czy na pewno wspiera jego, czy może należałoby rzec, iż wspiera Izrael? O to jest właściwe pytanie, jakie należy sobie postawić.

I choć potępiłem w tym artykule inwazję rosyjską, tak jak i potępiam inwazję izraelską (ze swoimi kontrolowanymi aliantami), to jeśli któryś z omawianych tutaj decydentów (choćby pan Sikorski-Applebaum) wypowiadał komentarz odnośnie tego artykułu, to z pewnością zaklasyfikowałby go jako „propagandę kremlowską”. A powód byłby bardzo prosty – nie zgadza się to z „naszą” propagandą, więc pochodzi od wyznaczonego wroga. Kwestia czy treść jest logiczna, spójna czy prawdopodobna, nie miałoby to znaczenia. Podejście jakiego by się maoistowskie Chiny nie powstydziły. Sytuacja podobna występuje, gdy identycznie klasyfikuje się tych wstrętnych pacyfistów, co podżegają do pokoju i braterstwa między ludźmi. Wszak nawoływanie do pokoju jest niebezpieczne, zaraźliwe i to na pewno działania wrogich sił. Wojna to pokój.

Wojna nie ma kolorów innych, niż czerwień rozlewanej krwi ludzkiej, zabarwionej rozpaczą bliskich. A już na pewno nie jest czarno biała, jak próbują ludziom wmówić zawodowi agitatorzy – jedyne co tylko ma, to rachunek zysków i strat, tych co dzięki niej czerpią korzyści. I dopóki będziemy udawać lub dawać się nabierać, że tym razem jest inaczej, będziemy dalej karmić kolejną rundę tej samej, odwiecznej, krwiożerczej zabawy elit – balu wampirów…

Autorstwo: Klarc Cent
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                            TUZY ELITY                                 Józef Zych    (ur. 23 marca 1938 w Giedlarowej) – prawnik i polityk, ...