Baju-baju, będziem w solidarnym raju
Nie jestem entuzjastą NATO, Unii Europejskiej ani ściągania do Polski taniej siły roboczej, która nigdzie na dłuższą metę się nie sprawdziła. Jako naród od 36 lat nie potrafimy się dogadać, bo partie zamiast wspólnoty, kultywują podziały. Niektórzy z nich modlą się słowami „odpuść nam nasze winy”, ale ich serca są twardsze od diamentu i dyszą żądzą zemsty. Czas zmierzyć wszystkich jedną miarą – bez taryfy ulgowej.
Od ponad trzech dekad trwa niewypowiedziana wojna „ludzi Solidarnych” przeciwko wszystkiemu, co polskie. Po upadku komuny do władzy dorwali się pazerni cwaniacy, którzy wiarę traktują jedynie jako parawan dla własnej niekompetencji. Statystyki w demografii, gospodarce i obronności biją na alarm, ale dla rządzących liczą się tylko wartości wyrażone w dolarach. Polska nigdy nie dostała szansy na prawdziwy rozwój, bo zawsze ważniejszy był interes USA i innych „fałszywych przyjaciół”. Ludzie rządzący naszym krajem nam nie ufają – wolą składać nasze bezpieczeństwo w obce ręce.
Smoleńsk i reparacje – teatr pozorów
Wszystko zaczęło się od bicia piany przez Antoniego Macierewicza w sprawie wraku Tupolewa. Czy wiedzieliście, że nigdy oficjalnie nie wręczono Rosji noty dyplomatycznej w tej sprawie? Gdyby to zrobiono, a Rosja odmówiłaby zwrotu, sprawa trafiłaby do międzynarodowego arbitrażu. Międzynarodowa komisja mogłaby wtedy realnie wyjaśnić przyczyny katastrofy. Widocznie komuś na tym nie zależało.
Podobnie było z reparacjami od Niemiec. Jarosław Kaczyński grzmiał o odszkodowaniach, ale nota dyplomatyczna nigdy nie została wręczona. Arbitraż międzynarodowy w tej kwestii mógłby obnażyć jawny powrót faszyzmu w Niemczech. Zamiast realnych działań, dostaliśmy polityczny teatr.
Amerykański złom i program SAFE
Dziś KO, PiS, obie Konfederacje i prezydent Karol Nawrocki biją pianę wokół SAFE i Polexitu. Agencje donoszą, że prezydent udaje się do swojego „mentora” po wskazówki. Tu nie chodzi o uzbrojenie polskiej armii, lecz o to, kto zgarnie prowizje. Budżet państwa trzeszczy w szwach i może runąć jeszcze w tym roku.
Minister Obrony Narodowej, wzorując się na Donaldzie Trumpie, zmienia poglądy co kwartał. Kupujemy amerykański złom wojskowy, który na Ukrainie radzi sobie marnie. Radzieckie T-72 dziurawią Abramsy, za które Polska płaci fortunę, a nasze F-16 spadają po starciach z MiGami-29, które oddaliśmy sąsiadom. Mogliśmy mieć nowoczesne czołgi K2 z Korei Południowej, ale Amerykanie je zdyskredytowali, bo ich lekki pancerz ceramiczny nie pasował do ich narracji sprzedażowej.
Teraz władza nagle popiera program SAFE. Dlaczego? Ponieważ wejście do SAFE oznacza łapówki dla koalicji rządzącej, a odrzucenie SAFE oznacza pieniądze dla sympatyków USA. Żadne z tych rozwiązań nie służy Polsce. Kupujemy licencje, których nie potrafimy (lub nie możemy) realizować, czego przykładem jest brak zgody na produkcję rakiet do HIMARS.
Moja alternatywa
Wojsko Polskie nie potrzebuje „odstraszania” na papierze. Potrzebuje uzbrojenia do realnych, krwawych, ale wygranych bitew. Nie sprzętu z końca XX wieku, ale technologii na rok 2037. Zamiast pompować miliardy w gigantyczną kadrę, powinniśmy postawić na nasycenie armii nowoczesnym sprzętem i przekształcenie wojsk lądowych w formację Taktyczne Super Mobilne.
Skąd wziąć na to pieniądze? Trzymanie oszczędności w bankach przy obecnej inflacji to nonsens. Proponuję powołanie Prywatnego Polskiego Koncernu Zbrojeniowego SA. Niech Polacy kupują jego akcje, a Skarb Państwa niech zachowa jedynie 15%. Mamy projekty z lat 1995–2015, które do dziś nie mają odpowiedników na świecie. Gdybyśmy je zrealizowali, nasz przemysł zbrojeniowy byłby liderem globu.
Polexitu nie będzie – pazerność na to nie pozwoli
Na koniec uspokajam: Polexit nam nie grozi. „Panowie w czarnych garniturach” zbyt mocno kochają diety w euro i apanaże w Brukseli. Mimo że teoretycznie nienawidzą Unii, nigdy z niej nie wyjdą, bo są po prostu zbyt pazerni na kasę, którą wyciągają za „głupotę Polaków”.
Historia lubi się powtarzać. Konstytucję 3 Maja uchwalono o 14 lat za późno, co skończyło się rozbiorami. Klęska 1939 roku to też dzieło mentalnych przodków dzisiejszej klasy politycznej. Historia zawsze wystawia fakturę za głupotę, a płaci się ją w milionach trupów. Czy tym razem zdążymy postawić na Polaków, zanim sami zapracujemy na własną zagładę?
Autorstwo: niecowiedzacy
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz