sobota, 16 maja 2026

 

Jak rabuje się Polaków na „plastikową butelkę”?

Wiceminister Anita Sowińska stwierdziła, że od startu systemu kaucyjnego wprowadzono 2,8 miliarda opakowań kaucyjnych. Zebrano z powrotem 800 milionów sztuk. Skuteczność zbiórki szacowana jest na 28,5 procenta. Oznacza to, że przez siedem miesięcy Polacy nie odebrali ponad miliarda złotych z systemu kaucyjnego.

W tej informacji zawartych jest kilka istotnych stwierdzeń sprawiających nieodparte wrażenie, że cały system zbiórki plastikowych butelek nie tylko został nieprawidłowo przygotowany, ale także, że najzwyczajniej zupełnie nie działa. Skuteczność systemu kaucyjnego na poziomie niższym niż 30 procent po ponad pół roku działania należy uznać za katastrofę, bo zbiórka takich opakowań powinna osiągać wartości rzędu 90 procent, by zrealizowany został prawdziwy cel takiego działania. W założeniach takie rozwiązanie powinno zaoszczędzić producentom kosztów produkcji i energii potrzebnej do wytwarzania nowych opakowań, a środowisku naturalnemu i ludziom zapewnić możliwie najzdrowsze warunki dalszej egzystencji. Tymczasem z celów odnoszących się do ochrony środowiska, zmniejszenia wykorzystania źródeł energii i ułatwienia życia Polakom pozostały senne marzenia i nierealne, puste polityczne obietnice.

Największy operator systemu Kaucja.pl podał własne dane do kwietnia 2026 roku. Według tych danych do systemu wprowadzono 1,7 miliarda opakowań kaucyjnych, zebrano od klientów 410 milionów sztuk opakowań kaucyjnych, pobrano 850 milionów złotych kaucji, zwrócono klientom 210 milionów złotych kaucji, a na koncie operatora Kaucja.pl znajduje się 645 milionów złotych. Według tych informacji skuteczność zbiórki opakowań, czyli liczba zwróconych opakowań do systemu w stosunku do liczby opakowań wprowadzonych do systemu, wynosi zaledwie 24 procent. Różnica natomiast między wartością za opakowania kaucyjne, jaką Polacy zapłacili, a jaką teoretycznie odebrali, wyniosła 645 milionów złotych. Te nieodebrane pieniądze znajdują się na kontach potężnych korporacji. Stan taki dotyczy tylko operatora Kaucja.pl, który zgromadził blisko 650 milionów złotych z tego tytułu. Pozostały ponad miliard opakowań plastikowych (2,8 miliarda – 1,7 miliarda = 1,1 miliarda opakowań) mógł wygenerować przychody około 500 milionów złotych „zysków” koncernów (1 000 000 000 opakowań × 0,5 = 500 000 000 zł). Łącznie szacowana kwota tych „zysków” dla koncernów, wyjętych z kieszeni Polaków, mogła wynieść nawet miliard dwieście–miliard trzysta milionów złotych. Przyszły poziom „zysków” z całego roku z tytułu nieodebranych kaucji może osiągnąć nawet 2,5–3 mld zł, a jest to kwota, którą nie pogardziłyby ośrodki służby zdrowia, przeznaczając ją w całości na niezbędne badania dla pacjentów.

Wśród założycieli operatora Kaucja.pl są takie firmy jak The Coca-Cola Company, PepsiCo, Maspex i Nestlé. Drugim operatorem jest OK należący do Lidl i Kaufland, czyli do niemieckiej grupy Schwarz. Środki pieniężne niezwrócone klientom pozostają na kontach operatorów i według ustaleń mogą zostać przeznaczone na „koszty operacyjne”, „rozwój systemu” czy „działania doradcze”. Według niektórych specjalistów zajmujących się tematem granica między realnie poniesionym kosztem a transferem wartości do udziałowców jest w praktyce niemożliwa do uchwycenia bez szczegółowego nadzoru. Oznacza to najzwyczajniej, że środki zgromadzone na rachunkach bankowych operatorów z tytułu nieodebranych przez klientów kaucji mogą trafić bezpośrednio jako zysk z działalności — „po odpowiednich przekształceniach księgowych” — do właścicieli korporacji skupionych w grupach o malowniczych nazwach Kaucja.pl lub OK. W dużym uproszczeniu można stwierdzić, że środki mające posłużyć ochronie środowiska, zmniejszeniu zanieczyszczeń, ograniczeniu zużycia energii i wody zostały przetransferowane od ciężko pracujących Polaków do kieszeni zagranicznych korporacji za zgodą i przyzwoleniem rządzących, bo żadnych refleksji ani debat w tej sprawie nie zauważono w przestrzeni publicznej.

Ktoś mógłby powiedzieć, że tak robi się interesy „na śmieciach” w Polsce, a szlachetne hasła o obronie klimatu, czystej wodzie, oszczędzaniu energii i redukcji zużycia surowców „poszły się jeb…”. To tragiczny i niszczący obraz.

Toksycznym czynnikiem całej sprawy jest to, że środki z nieodebranej kaucji powinny w całości trafiać na ochronę środowiska w Polsce, na opiekę nad zwierzętami, na ogrody zoologiczne i do tych naukowców w Polsce, którzy realnie coś robią w imię prawdziwej ochrony środowiska. Zamiast tego środki te zasilają obce kieszenie i obce gospodarki, które i tak z Polski bardzo często czynią sobie finansowe Eldorado, wyciągając w różny sposób miliardy w przeróżnych „sprytnych” działaniach. Rządzący jakoś nie dostrzegają tematu, bo być może cały system tak „sprytnie” razem z operatorami spreparowali. Cały ten system można określić jako niemal darmowe urządzenie do robienia miliardów na nieświadomych sytuacji Polakach, którym wmawia się, że dzięki temu będą mieli czystą wodę, czyste powietrze i czyste środowisko. Jedyne, co może im zostać po takich działaniach, to „czyste konto” w banku.

System kaucyjny od samego początku mógł zostać celowo przygotowany w taki sposób, by nieodebrane kaucje trafiały do prywatnych kieszeni potężnych zagranicznych koncernów handlowych. Celowo może brakować automatów, celowo mogą one nie działać, celowo mogą pojawiać się problemy w obsłudze. Takie działania tylko powiększają zyski koncernów, bo butelki i tak nie giną, a trafiają do śmieci, gdzie mimo wszystko są w jakiejś formie odzyskiwane, co powoduje oszczędności na surowcu i energii. Środki nieodebrane — po możliwych odpowiednich przekształceniach księgowych — stanowią ogromne zyski, co skutkuje kolejnymi inwestycjami opanowującymi dany rynek. Rządzący, jak widać nie bez powodu, nie przeprowadzili sumiennej akcji mającej na celu reklamowanie systemu kaucyjnego w środkach masowego przekazu. Z jednej strony liczyli się ze społecznym odbiorem tej „akcji”, a z drugiej strony mogli wiedzieć, jak wielka skala „rzekomych braków i niedociągnięć” się wydarzy.

W wielu miejscach w Polsce, ze względu na „brak surowca do odzysku”, czyli „zubożone śmieci o plastikowe butelki”, oraz wzrost kosztów energii, firmy zajmujące się oczyszczaniem i składowaniem śmieci podniosły ceny za wywóz odpadów. Były to podwyżki sięgające nawet 30 procent. Można się zastanowić, czy firmy zajmujące się wywozem śmieci, także z zagranicznym kapitałem, nie zorganizowały całej ekologicznej akcji razem ze swoimi partnerami handlowymi w szlachetnym celu „ochrony środowiska naturalnego”, przy jednoczesnym zainkasowaniu wielomilionowych „zysków”.

Ostatecznie polski klient zapłacił w skrajnym przypadku 30 procent więcej za wywóz i składowanie śmieci, a także zapłacił potężnym koncernom dodatkowo opłatę kaucyjną, która nieprzerwanie rośnie na kontach koncernów zajmujących się intratnym interesem śmieciowym. Skutek jest taki, że Polakom wydrenowano kieszenie, a śmieci jak były, tak są w Polsce i trafiają na wysypiska lub do punktów odzyskujących surowiec dla tych samych zagranicznych koncernów.

Wprowadzony dumnie system kaucyjny uczynił — według niektórych polityków — z Polaków „śmieciarzy” biegających z pełnymi torbami plastikowych butelek po marketach i dbających o to, by nie zgnieść żadnej plastikowej butelki, bo uzyskają zamiast 50 groszy za sztukę tylko 10 groszy. Dodatkowo w domach i mieszkaniach muszą te butelki składować i dbać, by przypadkiem się nie zgniotły lub nie zabrudziły. Potem grzecznie pakują je w worki i jadą z nimi do zagranicznego marketu lub zagranicznej sieci handlowej, by tam po oczekiwaniu w kolejce dumnie odzyskać kilka złotych z tego, co sami zapłacili w ubiegłych tygodniach. Wielu z nich, widząc takie utrudnienia, wyrzuca butelki lub pozostawia je w różnych miejscach, by być może ktoś zebrał je i pobiegł do automatu uzyskać 10 lub 50 groszy za sztukę.

W pewien sposób jest to jawne upokorzenie wielu milionów Polaków, których traktuje się jako zbieraczy i kolekcjonerów odpadów, na których oddanie muszą poświęcić czas, paliwo i pieniądze. Nie wychodzą oni na tym nawet na zero, bo ponoszą koszty, a dodatkowo wielu z nich nie oddaje plastikowych butelek.

Szczytem bezczelności i szerzenia „makabrycznych wzorców dla młodego pokolenia” jest wychwalanie jakiegoś chłopaka, który zebrał plastikowych butelek za tysiąc pięćset złotych i stawianie go na piedestale niczym bohatera narodowego. Ten chłopak zamiast biegać po śmietnikach i wysypiskach powinien się uczyć lub znaleźć normalną pracę, która zapewni mu wartościową przyszłość, by mógł on i jego dzieci budować wartościowy kraj na tych ziemiach. Promuje się takie wzorce, takich „chłopaków”, bo system kaucyjny nie działa i widać to powszechnie, więc należy rozpropagować wśród młodych, być może nieposiadających dochodów ludzi, masowe zbieranie plastikowych butelek. To jest szkoła? To jest wychowanie młodzieży? Nie — to tragedia i świadome niszczenie młodej, wartościowej tkanki narodu.

W rzeczywistości to koncerny powinny w ramach swojej działalności finansowej pokrywać wszystkie koszty związane z ochroną środowiska i ponownym wykorzystaniem odpadów. To po stronie koncernów i producentów istnieje możliwość korzystania z odpowiedniej technologii, dystrybucji i sprawdzonych wzorów logistycznych. To koncerny generują ogromne zyski i kształtują procesy sprzedaży. Podobne koszty ochrony środowiska powinny też obciążać sieci handlowe mające czasami niemały udział w zyskach koncentrujących się na masowej dystrybucji, ekspozycji i sprzedaży towarów. Klient powinien być chroniony przed działaniami mającymi go obciążać dodatkowymi opłatami, które i tak bardzo często znajdują się już w cenie produktu. Gdy pojawia się okazja, by „szlachetnie podbić środowiskowo cenę”, żaden koncern czy sieć handlowa nie będzie się zastanawiała nawet minuty. Klient powinien też mieć możliwość przeznaczenia części lub całości swojego podatku na prawdziwą ochronę środowiska naturalnego w rocznym zeznaniu podatkowym. Podobne ulgi lub odpisy podatkowe powinny być dostępne dla firm, które rzeczywiście inwestują w prawdziwą ochronę środowiska naturalnego w Polsce.

Zamiast systemu kaucyjnego powinien zostać zorganizowany prawdziwy system dla całego kraju, polegający na gromadzeniu, zarządzaniu, dystrybucji i segregowaniu odpadów. To musi być potężny projekt zaczynający się od prawidłowej segregacji i przekonania obywateli Polski — za pomocą wielu akcji — że takie działania są korzystne dla nich i dla środowiska. Odpady i śmieci powinny być po przetworzeniu za pomocą określonych technologii źródłem energii i surowców, a nie zalegającymi nikomu niepotrzebnymi wysypiskami. Nawet spalanie odpadów może dostarczyć ogromnych ilości energii możliwej do wykorzystania w procesach produkcyjnych, grzewczych lub energetycznych. Śmieci przy odpowiednim wykorzystaniu stanowią cenne źródło surowca i energii. Projekty takie powinny być generowane na poziomie administracji całego państwa, by sukcesywnie wdrażać je w każdym mieście i każdej gminie. Powinny być do tego delegowane odpowiednie departamenty, a także struktury pracownicze. Tylko przy jednolitym działaniu na terenie całego kraju możliwe jest osiągnięcie zarówno oszczędności energetycznych, jak i surowcowych w pewnych działach gospodarki. Projekt taki mógłby być wdrażany przez kilka lat i w miarę działania unowocześniany. W wyniku takich działań mogłoby się okazać, że zniknęłyby wszystkie wysypiska, a ludzie czerpaliby z takiego systemu wymierne zyski. Niektóre kraje już od wielu lat importują miliony ton odpadów z całego świata, by dzięki odpowiedniemu zagospodarowaniu energetycznemu i surowcowemu „tworzyć” z tych śmieci bluzy, kurtki, naczynia i wiele innych rzeczy.

Nie powinno być czegoś takiego, że miliony Polaków biegają z milionami plastikowych opakowań po sklepach i stoją w długich kolejkach, by odzyskać po kilka lub kilkanaście złotych. Miliony Polaków tracą czas i pieniądze. Wielu z nich zamiast spędzić czas z rodziną, zająć się pracą czy choćby pójść na spacer, stoi w kolejkach z plastikowymi butelkami, z wpojonym im pragnieniem ratowania „płonącej planety”.

Środowisko naturalne człowieka to ważna rzecz dla życia, ale metoda i sposób, jakie wybrano, są katastrofalne i niszczące. Nie dość, że Polacy tracą pieniądze, płacąc za to samo dwa razy, to dodatkowo w żaden widoczny sposób nie przyczyniają się do prawdziwej ochrony środowiska naturalnego. Pieniądze z ich portfeli niczym niebieskie ptaki ulatują na prywatne konta, gdzie te środki być może faktycznie inwestowane są w ochronę środowiska, ale nie dzieje się to w Polsce i nie jest robione dla dobra Polaków.

Idea ochrony środowiska naturalnego jest ze wszech miar słuszna. Problem polega na tym, że działania, jakie są podejmowane, w żaden sposób nie ratują środowiska. Działania te rujnują budżety domowe Polaków i nie skutkują zamierzonymi celami. Dodatkowo upokarzają dumny naród, który biega z pustymi plastikowymi butelkami po marketach niczym biedacy z podbitego kraju nad Wisłą. Trzeba mieć nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy zmienią ten „skok na kasę” w realną pomoc środowisku, przyrodzie i ludziom mieszkającym w Polsce.

Autorstwo: Criswhite
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                ELITY - DRUGI GARNITUR                             Piotr Krzysztof Kadlčik       ur. 11 stycznia 1962 w Warszawie) – żydowsk...