Połamane kończyny, Zielony Ład i wojna na Ukrainie
W szpitalach sypnęło. Nie, nie pieniędzmi na leczenie chorych i ogólnie na funkcjonowanie zakładów uspołecznionej służby zdrowia. Tam bryndza, gorsza niż była. Dzienna stawka żywieniowa w szpitalach spadła z 25,62 zł do 21 zł. No cóż, szpital to nie dom wczasowy, poza tym można poprosić o jakąś wałówkę z domu, gdyby ktoś był głodny.
W końcu na te podarunki dla naszych sąsiadów ze wschodu, wkręconych w wojnę, skądś trzeba kasę zebrać. Taki prezydent Warszawy, na przykład, wysłał 90 aparatów prądotwórczych dla Kijowa. Razem wysłano ich już około 300 o wartości blisko 9 mln złotych. Warszawa ma „kasę”, prezydent ma gest. Gorzej z „kasą” na porządek w mieście. Zapytałem kierowcę piaskarki posypującej ulicę, czemu wyjechali tak późno. „Zielony Ład nie ma kasy na likwidację gołoledzi!” – odpowiedział z sarkazmem.
W metrze, na ekranie chwalącym osiągnięcia magistratu warszawskiego, przeczytałem: „piaskarki wyjechały w tym sezonie o pięćdziesiąt cztery razy częściej niż w ubiegłym”. W ubiegłym nie było zimy, piaskarek na lekarstwo, a w tym roku zima jest. Śniegowe „bulwiecie”, podtopniałe i zamarznięte na parkingach oraz chodnikach, koszą ludzi jak żeńcy słomę. Co chwilę, bez różnicy wieku, ktoś na nieposypanym lodzie poślizgnie się – i nie wstaje. Złamana noga, złamana kość szyjki udowej, złamana ręka, zerwane mięśnie… Starsi i młodsi… Pogotowie, izba przyjęć, łóżko na korytarzu – bo sale szpitalne pękają w szwach. Sypnęło połamańcami. Chirurdzy-ortopedzi obciążeni operacjami od rana do wieczora ledwo stoją na nogach. Żeby chociaż zarabiali tyle, co specjaliści od COVID-19 za czasów Niedzielskiego, ale gdzie tam.
Jak na ironię, bliski znajomy przewrócił się na przyszpitalnym, nie tylko nieodśnieżonym, ale nawet nieposypanym piaskiem, oblodzonym parkingu. Jest piątek po południu. Złamana szyjka kości udowej. Nie trzeba było nawet karetki: ratownicy zgarnęli go na nosze i zanieśli do izby przyjęć. Normalne zalecenia medyczne w takim przypadku – operacja, im szybciej, tym lepiej. Krótko leżał na korytarzu, miał szczęście, zwolniło się miejsce w sali. Tymczasowo przewiercono mu kość w nodze, przełożono bolec i linką przywiązano do drążka łóżka. Leży unieruchomiony: tu rurka, tam kroplówka – personel szpitalny zwija się jak w ukropie. Tam ktoś krzyczy, tu ktoś jęczy. Środki przeciwbólowe, leżymy i czekamy na operację. Podczas obchodu: „Panie doktorze, kiedy będę operowany?”. „Proszę pana, mamy taki wysyp połamańców, jakiego nigdy w życiu nie widziałem. Jak dobrze pójdzie – stół w przyszły piątek rano… I tak ma pan szczęście, bo nie trzeba endoprotezy, tylko zespolenie”. Faktycznie, miał szczęście. Przy endoprotezach terminy są takie, że ho ho!
Obraz nie byłby pełen, gdybym nie napisał, że lekarz chirurg-ortopeda, po szczęśliwym zoperowaniu mojego przyjaciela, następnego dnia rano wysiadając z samochodu na oblodzonym i nieposypanym szpitalnym parkingu sam się poślizgnął, przewrócił i połamał. Kto zoperuje teraz jego pacjentów?
Wszystko przez ten Zielony Ład – walczy z ociepleniem, walczy, no i przyszła zima, żeby to ocieplenie wstrzymać. Ale kasę podatników władza wydała na reglamentowanie gazów, na poradniki, jak bezpiecznie oddychać, żeby przeżyć, i jak chronić sygnalistę przed donosem innego sygnalisty, czy na dotacje dla sprawdzających długość psiego łańcucha… No i na agregaty dla Kijowa, do oświetlania ulic imienia Stepana Bandery.
Na piasek do posypywania chodników i parkingów – oraz na zapłacenie ludziom za pracę – nie wystarczyło. Nie ma to jak „oszczędna i racjonalna” polityka władzy. Z jednego 20-kilogramowego worka piasku można posypać do 70 m² śliskiego chodnika. Cena takiego piasku to poniżej 50 groszy za kilogram – worek za około 10 złotych. W hurcie taniej. Dołóżmy dla piaskarza jeszcze godziwą stawkę i za sto złotych mamy bezpieczne 100 metrów chodnika. Po zakończeniu zimy taki piasek można by zebrać i urządzić z niego plażę dla „młodych wykształconych” mieszkańców stolicy, uwielbiających pomysły swojego prezydenta.
Operacja zespolenia złamanego biodra kosztuje NFZ od 5 000 zł do ponad 8 000 zł. W przypadku endoprotezy – od 10 000 zł do nawet 20 000 zł. Do tego dochodzi rehabilitacja, płatne zwolnienia i ludzkie cierpienie. Nie byłoby tego, gdyby lodowiska na parkingach i chodnikach posypać niedrogim piaskiem.
Rozmawiałem z przyjaciółmi w innych miastach: przykład idzie ze stolicy, też nie posypują, a złamań jest epidemia. Po takim sezonie NFZ dostanie potężny cios w plecy od tej polityki i nie wiadomo, czy się po nim pozbiera. Mieliśmy już rządy różnych „elit”, ale jak nazwać te dzisiejsze? Dobrze chociaż, że nasze państwo pamięta o przybyszach i przeznacza na dzienny koszt utrzymania jednej osoby w ośrodku (z opieką medyczną) ponad 140 zł. Można jakoś wytrzymać. Będą chętniej nawiedzać „ten kraj”, który bardziej dba o przybyszy, niż o własnych obywateli.
Autorstwo: Barnaba d’Aix
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz