Extralegal – bezprawne nadzwyczajne uprawnienia UE
Sankcje Unii Europejskiej wobec własnych obywateli i mieszkańców wspólnoty stanowią krok w kierunku przyszłości o cechach totalitarnych. Ich pozaprawny – określany jako „extralegal” – charakter nadaje im szczególną siłę. Próbę szerokiej analizy i wyjaśnienia tego zjawiska nadesłał mi autor zaprzyjaźnionego kanału „Neutrality”. Poniżej dzielę się jego tekstem.
Obserwujemy bezprawny system sankcji UE
Dla wielu z nas, przedstawicieli mediów alternatywnych, szokiem było umieszczenie 15 grudnia przez Unię Europejską na liście sankcji wobec Rosji szanowanego analityka, komentatora politycznego i byłego pułkownika armii szwajcarskiej – Jacques’a Bauda. Był on jedną z kilku osób objętych sankcjami, obok m.in. popularnego francuskiego dziennikarza Xaviera Moreau. Baud jest już drugim Szwajcarem, wobec którego UE zastosowała sankcje. W czerwcu 2025 roku Unia ogłosiła bowiem nałożenie sankcji na Nathalie Yamb – szwajcarsko-kameruńską aktywistkę walczącą z neokolonializmem.
Znalezienie się na liście sankcyjnej UE jest dla objętych nią osób wydarzeniem druzgocącym, zwłaszcza jeśli mieszkają w państwie członkowskim lub kraju blisko stowarzyszonym, takim jak Szwajcaria, Norwegia czy Wielka Brytania. Oznacza to zamrożenie kont bankowych, anulowanie kart płatniczych, zakaz zawierania umów z firmami i osobami prywatnymi powiązanymi z UE oraz całkowite odcięcie od współpracy z przedsiębiorstwami działającymi na jej rynku. W praktyce może to uniemożliwiać nawet zakup chleba czy podstawowych artykułów do życia.
Co więcej, wiele międzynarodowych firm prewencyjnie anuluje wszystkie swoje usługi – w tym pocztowe, cyfrowe i związane z mediami społecznościowymi. Nawet banki szwajcarskie zamrażają lub likwidują konta, obawiając się konsekwencji za nieprzestrzeganie przepisów UE. Niedawno przeprowadziłem wywiady z dwiema osobami objętymi sankcjami – Nathalie Yamb i Hüsseyinem Dogru – których relacje są wstrząsające. Równie poruszające jest świadectwo Jacques’a Bauda w jego najnowszym wywiadzie dla kanału „Dialogue Works” prowadzonego przez Nimę Alkhorshida. Nathalie Yamb opublikowała również krótki film z opisujący to traumatyczne doświadczenie.
Czy sankcje wobec obywateli i rezydentów UE są nielegalne?
Na początku stycznia 2025 roku na unijnej liście sankcji wobec Rosji znajdowało się 59 osób prywatnych. Początkowo sankcje te były nakładane wyłącznie na rosyjskich przedsiębiorców i osoby mieszkające w Rosji – co już samo w sobie było problematyczne – jednak od 2024 roku UE zaczęła wykorzystywać sankcje jako narzędzie polityczne do tłumienia różnych form sprzeciwu.
Nathalie Yamb została ukarana przede wszystkim za swój aktywizm przeciwko neokolonialnym praktykom Francji w Afryce, a Hüsseyin Dogru – za działalność dziennikarską związaną ze sprawą palestyńską. Co znamienne, krótkie fragmenty uzasadnień sankcji wspominają również o działaniach niezwiązanych z Rosją.
Wydawałoby się, że w wolnym i liberalnym społeczeństwie opartym na rządach prawa sankcje wobec własnych obywateli i rezydentów muszą być nielegalne. Tymczasem poseł do Parlamentu Europejskiego Michael von der Schulenburg zlecił sporządzenie raportu, którego wnioski są jednoznaczne: sankcje naruszają obowiązujące prawo UE dotyczące wolności jednostki.
Problem polega jednak na tym, że choć sankcje niewątpliwie kolidują z częścią prawa unijnego, inne przepisy umożliwiają Radzie UE podejmowanie takich działań. Z proceduralnego punktu widzenia Unia nie przekracza swoich kompetencji, ponieważ sankcje formalnie nie należą do sfery wewnętrznego porządku prawnego, lecz do polityki zagranicznej.
Polityka zagraniczna w celach krajowych
Nie ma potrzeby analizowania szczegółowych zarzutów wobec osób objętych sankcjami. Nie to jest istotą problemu. Kluczowe jest to, że czyny, za które nałożono sankcje, nie stanowią przestępstw. Ani prawo UE, ani prawo państw członkowskich nie zakazuje działań takich jak aktywizm obywatelski, działalność dziennikarska czy publikowanie analiz geopolitycznych. Wręcz przeciwnie – są to wolności wyraźnie chronione.
I tu tkwi sedno sprawy. Skoro dane działania nie są przestępstwami, sankcje nie są środkami sądowymi. UE sama jasno to komunikuje na swojej stronie internetowej poświęconej sankcjom: „Środki ograniczające, czyli »sankcje«, są istotnym narzędziem Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UE. Pozwalają Unii reagować na globalne wyzwania i wydarzenia sprzeczne z jej celami i wartościami. Sankcje nie mają charakteru karnego, lecz mają na celu wywołanie zmiany w polityce lub postępowaniu osób objętych sankcjami”.
Formalnie wszystko się zgadza. UE stworzyła system, w którym władza wykonawcza – działając w ramach polityki zagranicznej – może uznać zachowania własnych obywateli za „niepożądane” i zastosować wobec nich najbardziej dotkliwe środki, bez procesu sądowego i wyroku. Wszystkie działania Bauda, Yamb, Dogru i innych były i są w pełni legalne. Mimo to Rada UE ma prawo stosować wobec nich środki przymusu, aby „zachęcić” do zmiany zachowania.
Ponieważ państwa członkowskie są traktatowo zobowiązane do wdrażania sankcji UE, ofiary nie mogą skutecznie odwoływać się do sądów krajowych. Unia ominęła w ten sposób zabezpieczenia chroniące obywateli przed arbitralnymi prześladowaniami politycznymi. Nie jest to nielegalne. Jest to działanie poza prawem.
Sankcje są legalne w sensie czysto formalnym, lecz tworzą system umożliwiający obejście fundamentalnych zasad sprawiedliwości: domniemania niewinności, prawa do obrony i prawa do bycia wysłuchanym. Jedyną ścieżką odwoławczą pozostaje Trybunał Sprawiedliwości UE, który bada wyłącznie formalną spójność decyzji, nie zaś jej proporcjonalność czy zgodność z prawami podstawowymi.
Co gorsza, nawet jeśli TSUE uzna, że uzasadnienie sankcji było wadliwe, Rada może natychmiast ponownie wpisać daną osobę na listę, zmieniając uzasadnienie. Przykładem są Petr Awen i Michaił Fridman, którzy wygrali sprawę w 2024 roku, lecz mimo to nadal pozostają objęci sankcjami.
Odwrócenie broni do wewnątrz
To nie pierwszy raz, gdy zachodnie instytucje stosują pozaprawne środki represji wobec społeczeństwa obywatelskiego. Jak zauważyła Nathalie Yamb, kraje UE i USA od dekad używają sankcji wobec aktywistów i dziennikarzy w Afryce i innych regionach świata. Jest to element utrwalonej, neokolonialnej praktyki.
Podobnie Stany Zjednoczone wykorzystują sankcje do tłumienia legalnych działań, czego przykładem są sankcje wobec personelu Międzynarodowego Trybunału Karnego czy wobec Specjalnej Sprawozdawczyni ONZ Franceski Albanese.
Tak jak „Patriot Act” po 11 września przekształcił narzędzia bezpieczeństwa zewnętrznego w instrumenty kontroli wewnętrznej, tak rozszerzenie sankcji UE na osoby mieszkające w Unii zamienia brutalne narzędzie polityki zagranicznej w narzędzie polityki krajowej. Broń używana na zewnątrz została skierowana do środka.
Eurokratyczna śmierć demokracji
Jedyną nadzieją pozostaje powszechne oburzenie społeczne. Represje polityczne wymagają odpowiedzi politycznych. Tymczasem państwa członkowskie wydają się zadowolone z nowego instrumentu. Wypowiedź przedstawiciela niemieckiego MSZ, udzielona 17 grudnia w Federalnym Klubie Prasowym, była w istocie jawną próbą zastraszenia i zapowiedzią kolejnych przypadków.
Ofiary mogą się odwoływać – owszem – ale do tej samej struktury, która nałożyła sankcje, i do sądu, który bada wyłącznie formalności. Trudno to uznać za realną ochronę prawną.
Tak właśnie umiera demokracja. Po raz kolejny. Nie w huku czołgów, lecz w ciszy dekretów, formalnych procedur i biurokratycznego samozadowolenia.
Brawo, Unio Europejska.
Autorstwo: Pascal Lottaz
Tłumaczenie: Jola
Na podstawie: PascalLottaz.Substack.com
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz