czwartek, 11 września 2025

 

Kontredans z dronami

Ot i nowy problem. Najpierw walnęło w Przewodowie. Podobno byli tacy, co widzieli na odłamkach bomby autograf złowrogiego czekisty Putina. Potem okazało się, że to tacy naoczni świadkowie, jak ci, co widzieli z Ameryki Południowej mordy w Jedwabnem.

Od „Przewodowa” minęło prawie trzy lata, zginęło wtedy dwóch obywateli Polski. Rodziny chyba dostały na trumny zasiłki pogrzebowe zmniejszone jeszcze przez pierwszego Tuska i niepodniesione do poprzedniej wysokości przez dobrą zmianę.

Śledztwo w sprawie wciąż nie zostało zamknięte z powodu braku współpracy ze strony Ukrainy. Były prezydent Andrzej Duda w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim przyznał, że Ukrainie zależało na wciągnięciu Polski do wojny z Rosją, prezydent w „gimnastiorce”, którego zostaliśmy lokajem, wywierał na naszego naciski. No, wtedy nie wyszło. Teraz chyba już im nie zależy, żeby nas wciągnąć? Na pewno?

Potem, całkiem niedawno, walnęło dronem w kukurydzy. Autografu na nim nie było, gdyby nie kamera do monitoringu na stodole nawet nie byłoby wiadomo co i o której wybuchło. Taki dron mógł przylecieć z Rosji, co prawda miał ponad 600 km lotu, ale mógł. Władze polskie zaleciły ostrożność w wypowiadaniu się – i słusznie. Badają szczątki. To może potrwać, szczątki „tupolewa” spod Smoleńska bada się już 15 lat. Te ukradkiem przywiezione, bo resztę „przekopano” na półtora metra głęboko, jak to była premier opowiadała.

No a teraz poszła seria tych pyrkolotów: znaleziono kilkanaście bezzałogowców, szuka się dalszych. Mowa o kilkudziesięciu. Specjalista mówi, że latają niskim lotem, a my nie mamy ani czym ich wykryć, ani czym skosić. Ani się dowiedzieć, skąd lecą.

Te najszybsze latają prawie 400 km/godz. ale takie „barachło” zaczepne, jak spadło u nas, leci między pięćdziesiątką a setką. Trochę z dykty, trochę z pianki, pyrka silniczkiem i fruwa. Jak niegdysiejsze kukuruźniki z czasów II wojny światowej.

Rozpędziliśmy się tak w tej pomocy Ukrainie, że teraz chyba trzeba się będzie miotłami od tej szarańczy oganiać, bo wszystkiego się pozbyliśmy. Może by na granicy postawił jakichś bojców z tryzubami na długich kijach? No cóż, sługa Ukrainy musi się dostosować do statusu, jaki nam zapewnili nasi umiłowani przywódcy. Kiedyś, kiedy jeszcze na Siczy siedzieli Kozacy rejestrowi, mieli za zadanie zatrzymywać ordy tatarskie i tureckie, które szły rabować Rzeczpospolitą. Najjaśniejsza Rzeczpospolita po to rejestrowych utrzymywała i płacił im żołd. Ale co to za interes napadać na „gołych” Tatarów czy Turków? Kozacy wzięli się na sposób: przepuszczali ordę, ta napadała na Polskę, paliła, rabował i brała jasyr – i z łupami trzeba było przez Dzikie Pola wracać. Teraz warto było na ordyńców ruszyć: Kozacy napadali na nich, co się dało – to złupili i w ten sposób i żołd od Polski brali, i łupy nieliche zdobywali. No ale to było dawno. Teraz to prawdziwi przyjaciele.

Teraz czasy też inne. Za wschodnią granicą mamy „pana”, któremu na posługi oddali nas nasi ukochani przywódcy. Kiepskie panisko, bo dba o swoje sługi marnie. Przecież takie drony-pyrkoloty, żeby do nas na noc zalecieć, jeśli z Rosji wystartowały – to musiały parę albo i paręnaście godzin w dzień niskim lotem nad Ukrainą pyrkotać. To z „kałachów” nasi dobrzy ukraińscy przyjaciele nie mogli ich skosić? Dostali też od nas sporo innych „luf”, z których chyba nietrudno, zaczaiwszy się w kukurydzy za zgodą właściciela-oligarchy, taki nadlatujący za dnia dykciak upolować? Jak to jest właściwie? To co, z tych „luf” od nas to na bażanty polują? Czy sprzedali gdzieś na Czarny Ląd? A może nad Ukrainą te pyrkoloty-dykciaki leciały w czapkach niewidkach?

A może wystartowały gdzieś bliżej nocną porą niskim lotem i za godzinkę były nad Polską? Bo na przykład czemu nie trafiły w Jasionkę, tylko gdzieś w kartoflisko? Ten watażka Putin chyba taki głupi nie jest, żeby nie wiedział, co takie lotnisko w czasie wojny warte?

Teraz mówią, że to z Białorusi. A kto kazał satrapę Łukaszenkę za nogawki szarpać i po kostkach gryźć? Był z nim spokój, to dobra i zła zmiana musiała go rozjuszyć.

Ruski ambasador zarzeka się, że to nie od nich. No, Ruscy byli zawsze prawdomówni, wiemy to, wiemy, nieraz Polacy doświadczali tej prawdomówności na własnej skórze… Łukaszenko też na pewno się od pyrkolotów odżegna… To co zrobić?

Na wszelki wypadek, gdybym miał władzę, wezwałbym jeszcze ambasadora ukraińskiego na dywanik, odpytał i zagrał pokerowo: „Słuchaj, Wasyl, co to za jaja z tymi dronami robisz, co? Powiedz ty temu swojemu p.o. prezydentowi, że jak mi jeszcze jakieś drony w Polsce spadną, to każę wysłać moim generałom drona z dobrą głowicą na lotnisko w Jasionce i dupnie w pas startowy. Powiem, że to ten czekista Putin. Zamknę lotnisko i zarządzę remont. Zanim się skończy i zanim natowskie służby dojdą, czyj to był dron, nie będziecie już mieli kogo na front wysyłać, bo Ruscy was wykoszą. Zrozumiałeś? No, to wypijmy na zgodę!”

Małe szanse, że tak będzie. A to atut nielichy, ta Jasionka. Tyle że nasi umiłowani przywódcy… Ech, co tu gadać!

Autorstwo: Barnaba d’Aix
Ilustracja: WolneMedia.net (CC0)
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...