Polska 2025: państwo, które mentalnie sprzedało swoją suwerenność.
Nie mam złudzeń. Polska świadomość zbiorowa przeszła pełną tresurę. Trzy dekady polityki III RP nie były przypadkiem ani błędem — były systematycznym procesem wymazywania instynktu samostanowienia. Dziś Polska nie wierzy w siebie. Nie wierzy, że może decydować o własnym losie. Nie wierzy w prawo do samodzielności. A homeostat społeczny — mechanizm reagujący na napięcie — automatycznie ustawia kraj w zależności od silniejszego gracza. To nie jest teoria. To stan faktyczny. I jeśli ktoś myśli, że Rosja musi wchodzić czołgami, jest w błędzie. Nie musi nic robić. Wystarczy, że Zachód stanie się drogi, wymagający lub niestabilny. Polska sama „przełączy wajchę”.
Wyobraź sobie, że ktoś przez 35 lat dzień w dzień powtarza Ci do ucha: „Nie musisz sam decydować. Nie musisz sam się bronić. Lepiej oddaj klucze komuś większemu – będzie spokojniej”.
Po 35 latach większość ludzi naprawdę oddaje klucze. I nawet nie zauważa, że właśnie przestała być u siebie gospodarzem. Tak właśnie stało się z Polską. Co nam elity wbijały do głowy przez ostatnie 36 lat? Od 1989 roku wszystkie ekipy polityczne – lewe, prawe, liberalne, narodowo-katolickie – powtarzały dokładnie to samo, tylko różnymi słowami: „Do NATO musimy wejść, bo sami się nie obronimy”, „Do Unii musimy, bo sami nie damy rady gospodarczo”, „Traktat Lizboński – super, oddajemy część władzy, ale zyskujemy bezpieczeństwo”, „Amerykańskie wojska w Polsce – świetnie, niech ktoś dba o nasze bezpieczeństwo”, „Zielony Ład i praworządność – musimy się podporządkować, bo inaczej zabiorą nam kasę”.
W skrócie: „Sami nie potrafimy. Lepiej niech ktoś mądrzejszy decyduje za nas”. I my, jako zbiorowość, to zaakceptowaliśmy.
Od 1989 roku wszystkie elity — bez wyjątku, włącznie z PiS — programowały społeczeństwo i promowały zależność.
Mechanizm był prosty:
– suwerenność = problem, koszt, ryzyko, konflikt;
– zależność = komfort, spokój, „mniejsze zło”;
– decyzje zewnętrzne = lepsze niż nasze;
– patriotyzm = frazes, realpolitik = jedyna wartość.
Efekt? Homeostat świadomości zbiorowej sam wybiera podporządkowanie, nawet jeśli kosztuje ono utratę wszystkiego, co dotąd nazywano wolnością. Dziś już nikt z polskich polityków nie dąży do suwerenności.
Ale zapytaj przeciętnego 30-latka w 2025 roku: „Czy Polska powinna sama decydować o swojej armii, pieniądzach, granicach?”. Czy większość nie wzruszy ramionami: „Po co? I tak ktoś większy będzie decydował. Byle było spokojnie i tanio”. Sondaże CBOS i IBRiS pokazują to wyraźnie: ponad 70% Polaków przyznaje, że nie możemy się sami obronić przed Rosją. Czyli mentalnie uznaliśmy, że jesteśmy protektoratem. I nam z tym dobrze.
Kto mówi, że PiS chciał odbudować podmiotowość, kłamie. Jego patriotyzm to była tylko symulacja, test sprawdzający: „Czy społeczeństwo jest już tak przeprogramowane, że odrzuci podmiotowość?” Odpowiedź była natychmiastowa i jednoznaczna: „Nie chcemy. Nie potrzebujemy. Lepiej, żeby ktoś większy decydował za nas.” PiS sam utrwalał zależność, sam programował homeostat, a potem sprawdzał reakcję. I homeostat zadziałał idealnie zgodnie z oczekiwaniami. PiS szybko wrócił do starej śpiewki: więcej baz amerykańskich, więcej zależności, tylko pod innym szyldem. To nie była próba podmiotowości. To był test homeostatu świadomości zbiorowej, który pokazał: Polska mentalnie odrzuca wolność. Chce spokoju.
Elity mówią wprost, społeczeństwo milczy. Bodnar, Siemoniak, Tusk: „Polska nie jest i nie będzie samodzielnym graczem. Musimy być lojalnym członkiem większych struktur”. I nikt nie protestuje. Bo społeczeństwo nie wierzy już w państwo jako podmiot. Nie wierzy w prawo do decydowania. Nie ma żadnej emocjonalnej więzi z pojęciem suwerenności.
Rosja nie musi wchodzić zielonymi ludzikami, czy ostrzałem artyleryjskim – wystarczy, że Zachód się potknie. Nie potrzeba czołgów, agentury ani prorosyjskich partii. Wystarczy, że Zachód zacznie wymagać więcej pieniędzy lub narzucać wartości, których większość Polaków nie chce akceptować. Wtedy ktoś w Sejmie powie głośno: „Z Rosją można się dogadać. Tańszy gaz, spokój na granicy, nikt nie będzie nas pouczał”. I połowa Polaków odpowie: „Faktycznie… a co to za różnica, od kogo bierzemy rozkazy? Byle rachunki niższe”. Bo przez 36 lat uczono nas jednej prostej zasady: liczy się spokój i interes, nie podmiotowość ani wolność.
Zdrada? Nie ma już czego zdradzać. Zdrada wymaga, żebyś wierzył w coś świętego i świadomie to podeptał, a my już w nic nie wierzymy:
– nie wierzymy, że Polska może być naprawdę wolna;
– nie wierzymy, że warto za wolność płacić;
– nie wierzymy nawet, że wolność w ogóle istnieje.
Dla większości Polaków wolność stała się bajką dla dzieci. Dorobiliśmy się wygodnego życia w cudzym domu i tyle.
Co z tego wynika? Polska w 2025 roku nie jest państwem w pełnym znaczeniu. Jest prowincją, która sama oddała klucze i pilnuje, żeby nikt jej ich nie zwracał. Jeśli jutro Zachód podniesie rachunek za „ochronę” albo zacznie forsować własne wartości, wielu spojrzy na Wschód i powie: „Dobra, z tamtymi będzie taniej i spokojniej”. I nikt nie wyjdzie na ulicę. Bo dla homeostatu świadomości zbiorowej to tylko zmiana zarządcy. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że nikt nas nie pokonał. Sami wmówiliśmy sobie, że bycie niewolnikiem jest mądrzejsze niż bycie wolnym. A teraz tylko czekamy, kto następny wyciągnie rękę po klucze, które sami dawno położyliśmy na wycieraczce.
Polacy 2025: naród, który przestał być narodem. I nawet tego nie zauważył. Nakrzyczcie, że napisałem nieprawdę, że jest inaczej. Ale, proszę, nie piszcie przypadkiem, że tak wam się wydaje- zgniećcie mnie argumentami, że jest inaczej.
Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz