WOJNA NA UKRAINIE - FAKTY, O KTÓRYCH SIĘ NIE MÓWI.
(Jeszcze pomagacie, tym skurwysynom z piekła rodem?)
Od
trzech lat w mediach słyszymy, że Rosja zaatakowała Ukrainę bez
powodu, a my – Polacy – musimy wspierać Kijów, bo to „nasza
wojna”. Jednak rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Wojna
na Ukrainie nie zaczęła się w 2022 roku, lecz była konsekwencją
działań Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, które
systematycznie prowokowały Rosję, używając Ukrainy jako pionka w
geopolitycznej rozgrywce.
Przede
wszystkim trzeba pamiętać, że pucz na Majdanie w 2014 roku nie był
spontanicznym zrywem Ukraińców, lecz efektem finansowanej przez USA
operacji destabilizacyjnej, czyli tzw. „demokratyzacji” Ukrainy.
Stany Zjednoczone przeznaczyły miliardy dolarów na zmianę władzy
w Kijowie, a nagrania rozmów amerykańskich dyplomatów (m.in.
Victorii Nuland) pokazują, że to oni decydowali, kto stanie na
czele rządu po obaleniu legalnie wybranego prezydenta Wiktora
Janukowycza. Po tych wydarzeniach Ukraina rozpadła się na dwie
części – prozachodnią i prorosyjską, a w Donbasie wybuchła
wojna domowa. Przez kolejne osiem lat ukraińskie wojsko, wspierane
przez skrajnie nacjonalistyczne oddziały, takie jak Azow i Prawy
Sektor, prowadziło operacje militarne przeciwko separatystom, co
doprowadziło do około 15 tysięcy ofiar śmiertelnych, według
danych ONZ. Media milczały na ten temat, bo nie pasowało to do ich
narracji.
W
odpowiedzi na te wydarzenia, w marcu 2014 roku, Rosja przeprowadziła
operację wojskową na Krymie, która doprowadziła do aneksji
półwyspu. W referendum, które odbyło się 16 marca 2014 roku,
96,77% głosujących opowiedziało się za przyłączeniem Krymu do
Rosji, przy frekwencji wynoszącej 83,1%. Choć organizacje
międzynarodowe uznały to referendum za nielegalne, faktem jest, że
decyzja ta miała szerokie poparcie mieszkańców Krymu. Dodatkowo
ukraińskie władze wcześniej próbowały ograniczyć używanie
języka rosyjskiego – w 2014 roku Rada Najwyższa Ukrainy podjęła
próbę uchylenia ustawy o językach regionalnych, co wywołało
niepokój rosyjskojęzycznej ludności.
Kolejną
przyczyną konfliktu była kwestia NATO. Rosja od lat ostrzegała, że
nie pozwoli na wciągnięcie Ukrainy do Sojuszu, traktując to jako
bezpośrednie zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa. Porównanie do
Kryzysu Kubańskiego z 1962 roku jest oczywiste – gdy ZSRR próbował
rozmieścić rakiety na Kubie, USA groziły wojną. Wtedy ostatecznie
statki z sowieckimi rakietami zawróciły, a Moskwa wycofała się
pod presją Waszyngtonu. Dlaczego więc Moskwa miałaby pozwolić,
aby NATO ulokowało swoje bazy tuż przy jej granicach?
Waszyngton
i Bruksela nie tylko ignorowały rosyjskie ostrzeżenia, ale też
świadomie eskalowały sytuację. Do 2021 roku Ukraina była
intensywnie dozbrajana, a na jej modernizację przeznaczono miliardy
dolarów. Rosja uznała to za zagrożenie i zareagowała. Co ciekawe,
wojna mogła zakończyć się już w kwietniu 2022 roku – w
Stambule prowadzono rozmowy pokojowe, a Ukraina była gotowa na
kompromis. To jednak Kijów zerwał negocjacje po naciskach USA i
Wielkiej Brytanii. Według mnie wojna była Zachodowi na rękę,
ponieważ stała się najlepszym wytłumaczeniem fatalnych decyzji
gospodarczych i inflacji w czasie COVID-19. W obliczu rosnącego
niezadowolenia społecznego w wielu krajach wojna stała się
idealnym pretekstem do dalszych wydatków publicznych i tłumaczenia
kryzysu gospodarczego „putinflacją".
Nie
można też pominąć kwestii ideologicznej. Rosja od początku
mówiła o „denazyfikacji” Ukrainy i problemie neonazizmu, co
początkowo wydawało mi się przesadzone. Jednak fakty są
niezaprzeczalne – Ukraina oficjalnie czci Stepana Banderę i UPA,
organizuje marsze ku ich czci, a prezydent Zełenski chętnie
fotografuje się na tle czerwono-czarnej flagi, symbolu UPA. Dla
Polski ten aspekt jest szczególnie ważny, ponieważ UPA była
odpowiedzialna za Rzeź Wołyńską – ludobójstwo dokonane na
dziesiątkach tysięcy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce
Wschodniej w latach 1943–1945. To nie jest „rosyjska propaganda”,
lecz rzeczywistość, którą polskie elity polityczne celowo
ignorują.
Dziś
politycy i dziennikarze przekonują nas, że „Putin chce odbudować
ZSRR” i „zaatakuje Polskę”. To narracja tych, którzy dążą
do dalszej eskalacji konfliktu i próbują doprowadzić do
upokorzenia Rosji – co w obecnej sytuacji jest nierealne. Ukraina
przegrała tę wojnę i musi liczyć się z jej konsekwencjami.
Europejscy politycy nie byli jednak przygotowani na taki scenariusz,
a jego skutki okazały się dla nich poważnym problemem. Narracja o
nieuchronnym zwycięstwie Kijowa zaczęła się rozpadać, zwłaszcza
po zwycięstwie Donalda Trumpa, który otwarcie powiedział prawdę o
tej wojnie. Jego stanowisko podważyło dotychczasowy przekaz, a
elity europejskie, które zainwestowały w ten konflikt zarówno
politycznie, jak i finansowo, znalazły się w sytuacji, której nie
przewidywały.
W
obliczu tej sytuacji Polska powinna kierować się własnym interesem
narodowym. Militarne zaangażowanie w konflikt, który nie jest naszą
wojną, może przynieść katastrofalne skutki dla Polski i jej
obywateli.
Udostępnij
i nie pozwól na wciągnięcie Polski w tę wojnę. P.s. jeszcze
pomagacie, tym skurwysynom z piekła rodem?
https://www.facebook.com/photo?fbid=1313601247110711&set=a.119793156491532

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz