czwartek, 18 grudnia 2025

 

Unie Dwóch Prędkości



Dlaczego godzimy się na likwidację naszego państwa w Unii Europejskiej, skoro istnieje alternatywa?

Kiedy wyborcy z zapałem obserwują polityczne przekomarzania o to, kto lepiej będzie reprezentował nasze interesy w Unii Europejskiej, mało kto zdaje sobie sprawę, że te spory są w dużej mierze bezprzedmiotowe.

Od momentu podpisania w 2020 roku mechanizmu „posłuszeństwo za finanse” – zwanego dla niepoznaki mechanizmem praworządności – nie mamy już w Unii wiele do powiedzenia.

Możemy co najwyżej opóźniać decyzje, ale realnie nie mamy możliwości sprzeciwu wobec władz unijnych, bo brak uległości oznacza kary finansowe. Od tego momentu nasza najwyższa władza państwowa znajduje się de facto w Berlinie i Brukseli. Zresztą nawet na opóźnianie koalicja tuskowa nie ma ochoty. Pozostaje więc zgoda na powolną likwidację naszego państwa, przeprowadzaną stopniowo tylko po to, by nie zdekonspirować sług obcych narodów i nie wywołać buntu zawczasu. Ta metoda, przy wsparciu głównych mediów, działa – większość narodu nadal popiera Unię.

W odpowiedzi Korona Brauna nawołuje do wyjścia z Unii, a Konfederacja kluczy w tej sprawie, jak tylko może. Wśród wyborców są jednak mniejszością.

Nie oszukujmy się. Bez poparcia wyborców koalicji tuskowej i PiS-u nie da się uratować kraju przed likwidacją. Istnieje jednak rozwiązanie pośrednie.

Gdy w 2005 roku władze unijne naciskały na przyjęcie Traktatu Lizbońskiego, groziły nam, że w przeciwnym razie zostaniemy objęci Unią Dwóch Prędkości. Zachowalibyśmy wtedy większą niezależność w ramach Unii, ale musielibyśmy zrezygnować z unijnych stanowisk – i to właśnie przeraziło naszych polityków.

Tak, tak – podobnie, jak należąc do Rosji mogliśmy „cieszyć się”, że Polak Czartoryski został ministrem spraw zagranicznych Rosji; jak należąc do Austro-Węgier mieliśmy „wpływ” na to, że Polak Potocki został premierem Austrii; albo jak część Polaków żyjących pod władzą Sowietów mogła „być dumna”, że Polak Dzierżyński stanął na czele ich tajnych służb – tak dziś mamy okazję radować się tym, że niektórzy nasi rodacy obejmują wysokie stanowiska unijne. Idąc tym tropem, należąc dziś do Republiki Federalnej Niemiec, moglibyśmy być dumni z tego, że Kaszub Tusk został rzecznikiem rządu Niemiec – i zapewne byłby świetnym rzecznikiem.

Ale szczerze – co mnie obchodzi, że jacyś karierowicze stracą okazję na wysoko płatne posady?

I polskiego społeczeństwa również by to nie wzruszyło. Eurofanatycy mogliby stracić dobrze płatne stanowiska, a przeciętnemu Polakowi w zupełności wystarczyłaby swoboda przepływu ludzi i towarów oraz dotacje. Przeciętny Polak bez żalu zrezygnowałby z narzucania nam unijnego prawa i unijnych wariactw, a jednocześnie wolałby pozostać w Unii.

I właśnie przeciętnemu Polakowi odpowiadałby postulat Unii Dwóch Prędkości. Oczywiście główne media i politycy okrągłostołowi byliby temu przeciwni, ale oni już dawno wybrali, komu są lojalni – i nie jest to Polska. Proponowanie takiego rozwiązania ma tę zaletę, że oznaczałoby zgodę na dawną propozycję zachodnich polityków.

Jeśli ktoś nawołuje do wyjścia z Unii – dobrze. Jeśli ktoś taktycznie kluczy w tej sprawie – również dobrze. Potrzebna jest jednak propozycja patriotyczna także dla zwolenników Unii. Czasu na takie pomysły jest coraz mniej, bo jeśli powstanie unijne wojsko i unijny wywiad, będzie już za późno. Wtedy nie wyrwiemy się już wcale.

Unię Dwóch Prędkości i tak powoli zaczynamy mieć – nieformalnie – tyle że na warunkach Zachodu: władza i rozwój dla nich, obowiązki dla nas. Albo ten podział stanie się formalny, na warunkach korzystnych dla nas, albo pozostanie nieformalny, na warunkach korzystnych dla Niemiec.

Koniec i kropka.

Autorstwo: Hubert Cyngot
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...