piątek, 19 grudnia 2025

 

                Fałszywa flaga – rola analizy

 

https://www.youtube.com/watch?v=rfOUuNif_3w&t=207s
 https://www.youtube.com/watch?v=B1fVcGci9Bs&t=551s

Po incydencie w Australii na Bondi Beach zareagował premier Benjamin Netanjahu. Uważnie przyglądający się jego wypowiedziom nabierają przekonania, że czuje się on, jakby był rzecznikiem wszystkich ofiar żydowskich na całym świecie. Z całą powagą oznajmił tuż po incydencie, że dużo wcześniej ostrzegał władze Australii o konieczności zwalczania zjawiska.

 

Bez refleksji nad przyczynami wprowadzanie drakońskich przepisów stało się sposobem ograniczania życia mas ludzkich, bo zawinił incydent o niejasnym motywie i autorstwie. Zdaniem człowieka oskarżonego o ludobójstwo, winę za ofiary śmiertelne celebrowanej na plaży Chanuki ponosi rząd Australii.

Liczba wyznawców żyjących głównie w Sydney i Melbourne waha się od 110 000 do 111 000 mieszkańców na ogólną liczbę ludności 27,45 milionów. Zdaniem Netanjahu przyzwolenie na potężne propalestyńskie marsze stało się bezpośrednią przyczyną masowej strzelaniny.

Co ciekawe, w Australii przeprowadzono wcześniej śmiałe testy uliczne z udziałem aktorów amatorów, sterowanych otwarcie jako manifestacje antyżydowskie. Policja australijska prowadziła dochodzenie w sprawie angażowania zagranicznych inspiratorów opłacających lokalnych mieszkańców, celem demonstrowania nastrojów antysemickich. Premier Anthony Albanese przekazał wynik dochodzenia w tej sprawie. Stwierdzono w nim, że uczestnicy nie mieli żadnych motywów ideologicznych. Ich udział w reżyserowanych zbiorowych manifestacjach ulicznych wynikał z możności zarobienia pieniędzy. Nie ustalono jednakże, kto płacił za zorganizowanie wspomnianych wydarzeń ulicznych.

Jamie Mcintyre — australijski dziennikarz relacjonuje, że bardzo szybko zorientowano się o prowokacyjnym charakterze niedzielnej strzelaniny (14 grudnia br.) w Sydney. Zdarzenie (jego zdaniem) mogło być przeprowadzone jedynie z inspiracji państwa istniejącego od 1948 roku. Jak zwykle obiektem obranym do uderzenia musieli być islamscy terroryści, skoro w tym celu na samochodzie należącym do jednego ze strzelców widniała flaga ISIS (czarne tło z białym napisem jako pieczęcią Mahometa). Nie wszyscy potrafią zachować sceptycyzm wobec szybkich wniosków serwowanych przez telewizje i internet.

Wiele lat musiało upłynąć, by rządowo-telewizyjna hucpa ataku na wieże nowojorskie z 11 września 2001 roku, zamach bombowy na Bali z 2002 roku (300 ofiar śmiertelnych wśród Australijczyków), posłużyły temu samemu — zaostrzaniu prawa do posiadania broni. Gdyby ludziom podawano do wiadomości za każdym razem autorów, ataki przestałyby mieć charakter zagadki. Mało kto zadaje sobie trud dociekania związków i motywów, co pozwala na długie życie plotki.

Rozwój dziennikarstwa obywatelskiego zmienił jednak wartość narracji. Możność bycia na miejscu, szybkiego utrwalenia szczegółów pozwala ustalić faktyczne wątki, dać wiarę wersji oficjalnej czy podważyć w niej brak logiki.

W przypadku Bondi Beach zaskakiwać musi fakt, że policja znajdująca się nieopodal teatru dramatycznych zdarzeń, przez 20 minut nie interweniowała. Gdziekolwiek na świecie pojawiłby się człowiek w miejscu publicznym z długą bronią, by przez 20 minut postrzelać sobie do ludzi, obojętność policyjna kwestionowałaby jej podstawowe kompetencje. Wielokrotnie takie incydenty kończyły się błyskawicznym zneutralizowaniem strzelca. Zniknięcie lub śmierć samotnego strzelca, zamiast pojmania go i przesłuchania, traktowane są jak zatarcie śladów.

Pożywka dla mediów objawiła się w postaci nagonki na eskalację nastrojów antysemickich z pominięciem jak zjawisko definiowane jest przez ADL niezależnie od miejsca występowania. Pogląd, że wszelka krytyka polityki Izraela utożsamiana jest z antysemityzmem, potwierdza błędne przekonanie autorów o nieomylności i wyjątkowości, nadając mu cechy impregnatu. Cokolwiek oni zrobią — nie podlega przepisom prawa, ale też inny człowiek nie ma prawa do oceny takiego braku równowagi. To nic innego jak zaprogramowana bezkarność sprawców wszelkich przestępstw gwarantujących skrajną niesprawiedliwość, narzucająca walkę z państwami i narodami działającymi i istniejącymi w oparciu o cywilizowane zasady.

 

Protesty narastające na widok nieustannego bombardowania ludności Gazy nie wynikają z antysemityzmu, ale polityki zezwalającej na bezwzględne traktowanie bezbronnych jak podludzi. Okazuje się, że wielu żydów, mieszkających w rozproszeniu poza Izraelem wyznawców judaizmu, może wyrażać się krytycznie, tylko dzięki temu, że żyją w obszarze, gdzie wolne słowo jest podstawą dialogu i rozumienia reguł świata cywilizowanego. Owi żydowscy lekarze, historycy, dziennikarze wiedzą, że mieszkając w Izraelu, nie mogliby bezkarnie wypowiadać swoich poglądów, a brak reakcji na ich oceny sytuacji dowodzi skrajnego zaślepienia.

Utrata kontroli nad sterowaniem chorobliwie forsowanej strategii wymuszania bezwzględnego posłuszeństwa wobec wyjątkowości Izraela i jego brutalnej przedsiębiorczości podpowiada stosowanie pilotażowych aktów przemocy.

Kojarz przyjacielu

Bezrefleksyjna ich interpretacja jest zgubnym wkroczeniem na ścieżkę skrajnej konfrontacji bezbronnych i uzbrojonymi gangsterami na życzenie inspiratorów i sprawców. Jest to szczególnie istotne w sytuacji, kiedy dociekliwi dziennikarze i służby badające prowokacyjne „ataki na synagogi” zgromadziły dowody wskazujące, że prowokatorami byli w nich później oskarżający.

Nie szukając bardziej wymownych przykładów, oto jesteśmy świadkami wojny, w której Ukraina dała sobie wyznaczyć rolę ofiary, w istocie przygotowując się latami do jej sprowokowania na czyjeś zamówienie, kto teraz targuje, ile może stracić, by zyskać pozycję oświeconego mediatora w imię pokoju. Drobne incydenty w porównaniu z wojną są jednak elementami większej układanki, umiejętne składanie ich trochę na podobieństwo kostki Rubika, może być mozolne, ale oparte na analizie i cierpliwym łączeniu szczegółów w całość, co pozwala nie tylko na wnioskowanie, ale i przewidywanie powtarzających się mechanizmów jak z podręcznika zawierającego recepty na wojnę.

Sankcje na analityków

W społeczeństwie bezmyślnie klikającym, reagującym na każdą sensację jak na objawienie, analiza jest skutecznym orężem. Jak bardzo obawiają się analityków zwolennicy wojny, świadczy wcale nie odosobnione nałożenie sankcji na Jacques Bauda. Człowiek z dużym doświadczeniem pracy dla wywiadu Szwajcarii, z bezpośrednim doświadczeniem pracy w strukturze NATO, jako emerytowany analityk często przekazywał swoje oceny w ramach funkcjonowania kanałów informacji poza głównymi mediami.

Trafność spostrzeżeń stała się powodem nałożenia sankcji nie tylko na niego, bo 59 innych byłych pracowników wywiadu, oraz policji państw zachodnich, jak też organizacji o charakterze think tanks, uczelni, indywidualnych influencerów. Zablokowano im dostęp do środków finansowych i źródeł dochodów. Dodatkowy zakaz podróżowania uniemożliwia im opuszczenie obszaru Unii Europejskiej.

Baud (pułkownik w stanie spoczynku) jako obywatel Szwajcarii (nie jest ona członkiem UE) również objęty jest tym zakazem. Podobnie jak on, Xavier Moreau – dziennikarz, były oficer armii francuskiej próbowali swoje doświadczenie przekazywać społeczeństwu, ucząc je patrzenia na rzeczywistość.

Zarzut bezpośredni – uprawianie dezinformacji, służącej polityce Kremla. Pojawiły się już głosy w obronie osób represjonowanych w znany sposób, ale ten temat wymaga odrębnego tekstu.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com [1] [2]
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...