piątek, 17 października 2025

 

Zielone światło dla cenzurowania internetu bez udziału sądu

Sejm dał zielone światło cenzurze. Urzędnik będzie mógł blokować strony bez zgody sądu i bez prawa dla pokrzywdzonych do administracyjnego odwołania się.

W piątek Sejm odrzucił wniosek o odrzucenie projektu nowelizacji ustawy dotyczącej blokowania treści w internecie. Oznacza to, że kontrowersyjny projekt autorstwa Ministerstwa Cyfryzacji trafi do dalszych prac w komisji sejmowej. Nowe przepisy przewidują, że urzędnik państwowy – bez wyroku sądu – będzie mógł arbitralnie nakazać zablokowanie strony internetowej, a od takiej decyzji nie będzie przysługiwało odwołanie administracyjne.

To bezprecedensowa zmiana w polskim prawie. Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) lub przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) zyskają prawo do wydawania decyzji o usunięciu treści z sieci w ciągu zaledwie dwóch dni – nawet jeśli nie toczy się żadne postępowanie sądowe. Autor zablokowanej treści będzie mógł złożyć sprzeciw do sądu powszechnego, ale dopiero po fakcie. Spór może ciągnąć się miesiącami lub latami. Dobitnym przykładem jest sprawa naszego portalu – „Wolne Media” od 2022 roku toczą sądową batalię z ABW, która najprawdopodobniej zakończy się dopiero w przyszłym roku. To aż cztery lata sądowej batalii!

Rząd tłumaczy zmiany koniecznością wdrożenia unijnych przepisów zawartych w „Akcie o usługach cyfrowych” (DSA). Jednak nawet DSA nie wymaga, by decyzje zapadały poza sądem i bez odwołania. Przeciwnicy projektu ostrzegają przed pozasądową cenzurą, której skutki mogą być dramatyczne dla wolności słowa. Blokowanie treści będzie możliwe na wniosek m.in. Policji, prokuratury czy służb specjalnych. Projekt obejmuje poważne przestępstwa, jak nawoływanie do przemocy czy handel ludźmi, ale też szeroko definiowane pojęcia, takie jak „mowa nienawiści” czy „naruszenie praw autorskich”. To ostatnie budzi szczególny niepokój – bo przypomina rozwiązania forsowane w ramach ACTA, przeciwko którym w 2012 roku Polacy masowo protestowali na ulicach. Wówczas udało się zatrzymać cenzurę. Dziś – te same zapisy wracają tylnymi drzwiami, pod szyldem bezpieczeństwa.

Projekt nie przewiduje żadnej niezależnej kontroli nad decyzjami urzędników. To oznacza, że każdy obywatel, każda redakcja, każdy bloger może zostać z dnia na dzień uciszony – bez realnej możliwości szybkiej obrony. Co gorsza, nic nie stoi na przeszkodzie, by blokady były wykorzystywane do tłumienia treści niewygodnych politycznie, społecznie czy światopoglądowo. Niewykluczone, że będzie możliwe nawet blokowanie całych portali informacyjnych!

Jeśli ustawa przejdzie w obecnym kształcie, będzie to jedno z najbardziej inwazyjnych narzędzi ograniczania wolności słowa w polskim internecie – cenzura światopoglądowa w imię walki z nielegalnymi treściami.

Projekt budzi poważne wątpliwości prawne. Przede wszystkim może naruszać zakaz cenzury prewencyjnej, wyraźnie zapisany w „Konstytucji RP” (art. 54 ust. 2). Blokowanie treści przez urzędnika, bez decyzji sądu i bez możliwości skutecznego odwołania. Jest to klasyczny przykład cenzury prewencyjnej, ponieważ publikacja zostaje usunięta, zanim sąd oceni jej legalność.

Ustawa może być też sprzeczna z „Kartą praw podstawowych” Unii Europejskiej, która gwarantuje wolność słowa i prawo do przekazywania informacji bez ingerencji władz publicznych. Dopuszczalne ograniczenia muszą być proporcjonalne, konieczne i poddane niezależnej kontroli – tymczasem nowelizacja nie spełnia żadnego z tych warunków.

Nie bez znaczenia jest też prawo prasowe, które zakazuje tłumienia krytyki i nielegalnego ograniczania wolności mediów. Wprowadzenie mechanizmu, w którym urzędnik może arbitralnie usuwać materiały dziennikarskie lub publicystyczne, bez udziału sądu, stanowi zagrożenie dla wolności mediów, pluralizmu opinii i debaty publicznej.

Jeśli ustawa zostanie przyjęta w obecnym kształcie, będzie realnie niezgodna z porządkiem konstytucyjnym i europejskim – a jej stosowanie może prowadzić do nadużyć i arbitralnego wyciszania niewygodnych głosów. Będzie to jedno z najbardziej inwazyjnych narzędzi ograniczania wolności słowa w historii Polski.

Cenzura, której baliśmy się przy ACTA, powraca – tym razem w ciszy, bez protestów, w cieniu unijnych regulacji i z rozszerzonym wachlarzem cenzorskich pretekstów.

Autorstwo: Maurycy Hawranek
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                            TUZY ELITY                            Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal   Paweł Robert Kowal (ur. 22 lipca...