" Rzeczniepospolita Mafijna"
Czytelniku zapnij pasy, jeśli jedziesz, a jeśli czytasz w innej pozycji niż siedząc…
to usiądź.
Bo zaczynamy ostrą jazdę przez lata 90-te
To nie tak że funkcjonariusze SB stworzyli przestępczość w Polsce....
Ona istniała przecież, jak wszędzie na świecie.
Była długo przed rokiem 1989.
W latach 80., 70. czy 60.
Złodzieje i bandyci byli zawsze i wszędzie na świecie.
Jednak faktem jest, że esbecja – ta czynna, a później jej byli funkcjonariusze położyła łapę
na kryminalnej Polsce, tworząc struktury mafijne przy użyciu lepiej lub gorzej
zorganizowanych grup przestępczych, gangów czy zwykłych band.
Aby założony plan mógł zostać zrealizowany, trzeba było pozyskać ludzi, używając w tym
celu tych już zwerbowanych albo wykreowanych.
I tutaj pojawia się najbardziej znana przez następne 3 dekady pacynka systemu mafijnego, czyli „Masa”.
Można powiedzieć, że „wszystko zaczęło się” u Paradowskiego - na zdjęciu w środku z Masą I Kiełbasą
Biorąc pod uwagę definicje mafii, czy też przestępczości zorganizowanej ,to on powinien być uznany za szefa albo ci, którzy stali za nim.
Kimkolwiek oni byli....
To w jego biurze pracowała Monia "Słowikowa" i to u niego poznał ją Andrzej. To
Paradowski wprowadził w miasto „Masę” i „Kiełbasę”, którzy najpierw byli jego
ochroniarzami.
Andy, człowiek z kontaktami w WSI i dyskoteki, w których „Masa” był strachem na
Wróble z miasta - słupem .
Zupełnie przypadkowo oczywiście policjantem, który kilka lat później miał rzekomo
zwerbować Masę był Wróbel…
Wojciech Paradowski to były poseł Akcji Wyborczej Solidarność. Warszawski biznesmen.
Amator luksusu i pięknych kobiet, organizator wyborów Miss Polski.
Oficjalnie nie został nigdy uznany przez sąd członkiem grupy pruszkowskiej, ale miał się
intensywnie przy niej „kręcić” i sprawiał wrażenie człowieka doklepanego z miastem.
Czy aby na pewno?
Czy może nie było tak, że to czynni lub byli już politycy AWS-u zostali wyzadaniowani do
wprowadzenia agentów w struktury „miasta”?
Wokół „Masy” pojawi się więcej ludzi AWS, ale zacznijmy od początku.
Na początku lat 90. Wojciech Paradowski prowadzi jakieś interesy w Warszawie, ma biuro w którym przyjmuje różnych ludzi.
Jedni chcą coś kupić, inni sprzedać, jeszcze inni – zainwestować albo pożyczyć.
W biurze Paradowskiego pracuje seksowna kokietka, w której zadurza się, odwiedzający
Paradowskiego, miastowy wówczas jeszcze tylko watażka
– Andrzej Zieliński zwany "Słowikiem".
Kokietką jest Monia Banasiak, która jak wiemy, szybko została "Słowikową".
Historii tej telenoweli nie będę opowiadał, wszyscy ją znacie.
Istotne jest to, że biuro Paradowskiego było właściwie matecznikiem wielu późniejszych
zdarzeń.
Ochroniarzami Paradowskiego zostają dwaj młodzi znani później jako duet „Masa-
Kiełbasa”, czyli Jarosław Sokołowski i Wojtek Kiełbiński.
Czy "Słowik" został złowiony metodą „na dupę”?
Tego nie wiem....
Ale nie można tego wykluczyć.
I zupełnie niczego nie zmienia tu fakt, że Andrzej i Monika zakochali się w sobie,
pobierając się finalnie. Jedno nie wyklucza drugiego.
Wręcz powiedziałbym – piękna historia kurwa.
Przyjemne z pożytecznym.
Zresztą metoda „na dupę” jest od zawsze najskuteczniejszą w kwestii łowienia czy
werbunku.
Dlatego też, żeby trzymać skutecznie kontrolę nad całą akcją, potrzebne były piękne
kobiety....
Dużo pięknych kobiet.
tak powstała firma „Missland”.
Paradowski oficjalnie nie był jej właścicielem, ani też nawet figurantem swoich kumpli,
mocodawców z AWS-u.
Oficjalnie był jednym z głównych sponsorów.
A ta rola dawała dużo większy prestiż i możliwość wpływów, bo kreowała delikwenta na człowieka z kasą, mogącego decydować, która panna dostanie tytuł.
Z drugiej zaś strony –
który z notabli, czy też wpływowych ludzi, w jakiejkolwiek sferze świata otaczającego,
dostanie tę najpiękniejszą „dupę”.
Missland organizował nie tylko ogólnopolski finał wyborów, ale także imprezy regionalne,
podczas których wyłaniano finalistki
To było olbrzymie przedsięwzięcie, a co za tym idzie – gigantyczna armia kobiet do oceny.
Tak, tak…
-jeździliśmy po naszym pięknym kraju i delektowaliśmy się urodą jego mieszkanek.
Ci, którzy pamiętają modę końca lat 80. i początku 90., wiedzą, jak wyglądały ówczesne
laski wzorujące się na takich gwiazdach jak Sabrina czy Samantha Fox, ewentualnie na
wysztafirowanych aktorkach z hollywoodzkich produkcji.
Tlenione na blond włosy, kurewski makijaż, wielkie dekolty, odsłaniające co trzeba, a
nawet jeszcze więcej, dużo złota na rękach i na szyi, pomalowane dziesięciocentymetrowe
paznokcie, szpilki…
Ciało wysmażone w solarium – musowo. Samym swoim wyglądem laski krzyczały: bierz
mnie, jestem gotowa!
No, może nie wszystkie, ale myśmy się kręcili właśnie przy takich. W
dyskotece innych nie spotkałeś.
No, chyba że na wieczorku tanecznym w sanatorium.
Do wyborów miss też startowały takie piękności.
I tak ludzie tacy jak Wojtek "Kiełbasa" czy na przykład Ryszard Bogucki, poślubili piękności
z oficjalnymi tytułami Miss.
Przypadek?
Nie sądzę....
Początek lat 90. Wybory Miss Polski odbyły się z wielką pompą w sopockiej Operze
Leśnej.
Wśród sponsorów znalazła się firma „Art-B” Bogusława Bagsika i Andrzeja
Gąsiorowskiego oraz, zajmujące się handlem luksusowymi samochodami,
przedsiębiorstwo „High Life”, należące do Ryszarda Boguckiego....
Galę prowadzili była Miss World Aneta Kręglicka oraz lubiany prezenter Zygmunt Chajzer.
Na czele jury stanął… słynny trener piłkarski Kazimierz Górski. Część artystyczna nie
obyła się bez zgrzytu. Otóż wśród zaproszonych artystów (Czerwone Gitary, De Mono)
pojawił się niejaki Donovan.
Publiczność, która tłumnie wypełniła amfiteatr, spodziewała się występu popularnego
wówczas Jasona Donovana, znanego choćby z przeboju „Especially for you”.
Tymczasem widzowie musieli się zadowolić Donovanem – podstarzałym gwiazdorem
brytyjskiego popu, który nie miał nic wspólnego z tym pierwszym.
Jednak prawdziwa rozrywka miała się zacząć dopiero wraz z erudycyjnymi popisami
kandydatek na miss.
Gdy pozostało już tylko dziesięć pań, na scenę wkroczyli kabareciarze Krzysztof
Jaroszyński i Stefan Friedmann.
Mieli oni za zadanie przetestować sytuacyjny refleks ślicznotek. Agnieszka Kotlarska,
która wtedy zwyciężyła, musiała odpowiedzieć na następujące pytanie:
„z poligonu A jedzie pociąg na poligon B. Jak się nazywa specjalista od min i ile razy się
myli?
– Taki człowiek to saper i myli się tylko raz – odparła rezolutnie pani Agnieszka.
Przed niełatwym zadaniem stanęła też Monika Taciak (Miss Gracji).
Dostała bowiem do rozszyfrowania zagadkę z pogranicza historii sztuki i problematyki
transportu lądowego:
– z miasta A jedzie pociąg do Krakowa. Kto wyrzeźbił ołtarz Wita Stwosza?
– Sam go wyrzeźbił – odparła zapytana, zresztą zgodnie z prawdą.
Dobrze wypadła także wspomniana Małgorzata M.
– Z historycznego miasta jedzie pociąg do następnego historycznego miasta. Co historia
lubi robić? – Usłyszała pytanie.
– Powtarzać się – powiedziała, wywołując aplauz na widowni.
To był wyjątkowo piękny wieczór dla pani Małgorzaty.
Zwyciężczyni wyborów, Agnieszka Kotlarska, zginęła w sierpniu 1996 r. z rąk szaleńca.
Dźgnął ją kilkakrotnie nożem na oczach męża i dwuipółletniej córeczki.
Małgośka była ładna, ale żadna Miss Polski, bez przesady...
Ale również „Kiełbasa” – czyli cichy współwłaściciel Misslandu z ramienia Paradowskiego
– miał prawo oczekiwać, że jury zagłosuje zgodnie z życzeniem.
„Kiełbacha” chciał mieć misskę, a Małgosia marzyła o koronie.
Ale żeby mogła pojawić się na wybiegu, trzeba było ciężkiej pracy całego sztabu stylistek i
makijażystek, bo w wersji sauté przegrywała z większością konkurentek.
W wyborach Miss Polski Centralnej wystąpiła jedynie pro forma, doskonale
wiedząc, że koronę ma w kieszeni. Gdyby ktoś przeciwko tej decyzji podskoczył, to Wojtek
po prostu by go zniszczył.
Gosia pewnie liczyła też na pierwszą nagrodę w ogólnopolskim finale, ale to byłby zbyt
gruby skandal – musiała się więc zadowolić tytułem jednej z wicemiss.
Problem w tym, że ona naprawdę zaczęła uważać się za gwiazdę i odgrywała ją nawet
przed nami, wzbudzając u wielu obserwatorów uśmiech.
Przejdźmy na chwilę z wielkiego świata i konkursów na najwyższym poziomie do imprez regionalnych.
Czuję, że tam też można się było nieźle zabawić…
Wojciech Paradowski faktycznie nie omijał żadnej z imprez i wraz ze sztabem swoich
specjalistów krążył po kraju. Znani już medialnie pruszkowscy gangsterzy coraz rzadziej
mu towarzyszyli, także dlatego, że gdyby dowiedziały się o tym żony i dziewczyny, byłyby kłopoty.
Niby nic strasznego, ale po co komplikować sobie życie?
Jednak czasem udało się gangsterom wyrwać spod kurateli małżonek i pojechać.
Choćby do Wrocławia na wybory Miss Dolnego Śląska.
Oficjalnie jechali na granicę polsko-niemiecką po kradzione fury.
To była bardzo wiarygodna wymówka. Ruszyli mocną ekipą, w której oprócz „Masy” i
„Kiełbachy” znaleźli się oczywiście Wojciech Paradowski oraz gangster o pseudonimie
„Małolat”.
Gangsterom zależało na tym, by nikt ich nie rozpoznał i aby nie zwracano na nich uwagi –
szczególnie chcieli uniknąć spotkania z telewizyjnymi kamerami.
Dlatego weszli do sali balowej w hotelu Wrocław tuż przed rozpoczęciem imprezy i zajęli zarezerwowany stolik w zaciemnionym rogu.
Wszystko było uzgodnione – kandydatki miały przedefilować obok wyeksponowanych
stolików, przy których siedzieli sponsorzy i tam spodziewano się kamer.
Ale plan się rypnął, dziewczyny ominęły sponsorów i ruszyły w stronę stolika gangsterów.
Prawdopodobnie ktoś puścił farbę, że w sali są szefowie Misslandu i trzeba ich
odpowiednio uhonorować...
Kiedy Pruszkowscy pojawili się tamtego wieczoru w sali i dziewczyny dowiedziały się, kim są – od razu obstąpiły stolik.
Było tajemnicą poliszynela, że to z nimi ustawia się wyniki wyborów.
Czyli: jeśli masz za sobą kogoś z „miasta”, znacznie wzrastają twoje szanse na sukces.
Wojciech Paradowski zmierzył każdą z osobna fachowym wzrokiem i kilka kandydatek na
miss usłyszało cierpkie słowa: „jak ty, kurwa, wyglądasz?
Kto cię malował?
Zrób coś ze sobą, bo w takim stanie nie nadajesz się do konkursu”.
Ta miażdżąca krytyka odniosła skutek, bo dziewczyny zaczęły latać do kibla, żeby
poprawić makijaż, przyczesać się, jakoś ratować nie dość wyeksponowaną urodę.
Śmiechu było co niemiara.
Choć, bądźmy szczerzy, panienki naprawdę były ekstra i ich wygląd nie wymagał żadnych
poprawek.
Większość miała włosy blond, ale trafiały się też brunetki.
Długie nogi, fajne cycki, profesjonalnie nałożony makijaż – czego chcieć więcej?
No, ale Paradowski miał taki styl i trzeba to było zaakceptować.
Niejedna z tych piękności – jeszcze przed wyborami – poszła z gangsterem do pokoju.
Prawdę mówiąc, nikt jej tam zaciągał – bywało wręcz odwrotnie.
Używały pewnego fortelu.
Otóż mówiły najczęściej, że muszą szybko skorzystać z toalety i pytały, czy mogą to zrobić w pokoju, który gangsterzy mieli zarezerwowany.
Zgadzali się oczywiście.
Wychodząc z pokoju, rzucały na łóżko swoją torebkę, zupełnie jakby miały po nią wrócić.
Czyli zaklepały sobie powrót.
Okazuje się, że nie tylko gangsterzy mieli patenty na laski, ale także one wiedziały, jak
pograć z nimi…
-Tak te czasy wspomina „Masa” i akurat w tym temacie trudno mu nie wierzyć.
Do dziś funkcjonowało przekonanie o tym, że w 2000 roku wymiar sprawiedliwości
rozbił polską mafię jak nazwano „gang pruszkowski”, dzięki zwerbowaniu na świadka
koronnego Jarosława S. ps. "Masa"
Jest to prawdopodobnie największy farmazon najnowszej historii Polski.
Osobiście jestem przekonany, że Masa nie miał zadania rozbić pruszkowskiej grupy.
Miał za zadanie stworzyć strukturę, bojówkę, działająca w ramach tej grupy, która istniała
zanim się pojawił na fundamencie „grupy Barabasza”.
A później, gdy już metodą braci Janosz z „akcji żelazo” miliony zarobiono - mocodawcy
zwinęli interes, tak używając „Masy” zwinięto „akcję Pruszków”.
Już o tym mówiłem?
Nie szkodzi....
Powtórzę jeszcze kilka razy.
fragment książki " Rzeczniepospolita Mafijna"
Autor : Bloger Odwrócony

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz