środa, 22 kwietnia 2026

 

„Bonbons” czy „bombs”? Dla służb USA to jedno i to samo!



Gdy 23-letnia Gabriela Saldana, studentka Florida International University, napisała w grupie WhatsApp o „cukierkach” („bonbons”), nie przypuszczała, że kilka godzin później stanie przed sądem z federalnymi zarzutami. Ta sprawa to jaskrawy przykład tego, jak państwowy aparat represji, wyzbyty z resztek zdrowego rozsądku, zamienia językową metaforę w powód do niszczenia ludzkiego życia.

W tej sprawie najbardziej szokujący jest fakt, że w wiadomościach Saldany nie padło ani jedno słowo typu „zabiję”, „podłożę” czy „zdetonuję”. Studentka nie groziła nikomu śmiercią, lecz w sarkastyczny sposób, typowy dla jej pokolenia, poprosiła o „cukierki”. W każdym normalnym społeczeństwie zostałoby to uznane za żart, ale nie w Stanach Zjednoczonych.

Mamy tu do czynienia z ostrą nadinterpretacją. Służby bezpieczeństwa, zamiast chronić obywateli, zajęły się analizą literacką cudzych wiadomości, dopisując do nich wymyślone, krwawe scenariusze. Dla policji i uniwersyteckiej ochrony słowo „bonbons” („cukierki”) oznacza „bomby”, a ironiczne wskazanie winy kolegi za stres egzaminacyjny – wskazaniem współspiskowca. Machina zamordyzmu ruszyła tylko dlatego, że urzędnik „pomyślał”, iż studentka mogła mieć na myśli coś innego, niż napisała.

To, co uderza najbardziej, to całkowita niezdolność państwowego aparatu nadzoru do odróżnienia realnego zagrożenia od wydumanego. W świecie, w którym każda wiadomość na prywatnym komunikatorze jest monitorowana, obywatele przestają być ludźmi, a stają się „celami operacyjnymi”. Sędzia Mindy S. Glazer, zamiast oddalić sprawę jako oczywisty absurd, podtrzymała powagę zarzutów, argumentując, że „postronny obserwator mógł poczuć strach”. To niebezpieczny precedens.

Sprawa Gabrieli Saldany to dowód na to, że żyjemy w czasach, gdzie państwo policyjne nie potrzebuje dowodów na terroryzm – wystarczy mu słowo, które różni się jedną literką od innego, groźnego słowa. Studentka, zamiast cieszyć się zakończeniem edukacji, musi teraz walczyć o uniknięcie wieloletniego więzienia i przylepienia jej łatki terrorystki.

Jeśli służby bezpieczeństwa nie potrafią odróżnić słowa „bonbons” od „bombs”, to rodzi się pytanie o ich kompetencje. Zamiast przyznać się do błędu – pomylenia literki „n” z „m” – budują śmiertelnie poważną narrację o terroryzmie, ponieważ w świecie wszechobecnego nadzoru służby USA są nieomylne.

Autorstwo: Maurycy Hawranek
Na podstawie: ClevelandJewishNews.com
Źródło: WolneMedia.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                ELITY - DRUGI GARNITUR                                      Zygmunt Bauman       (ur. 19 listopada 1925 w Poznaniu) – żydows...