Polexit czyli odwszenie Polski

Niecałe półwiecze temu, kiedy generał w ciemnych okularach wypowiedział wojnę narodowi polskiemu, Polska daleka była od zaznawanego przez nas aktualnie dobrobytu. Co prawda teraźniejszy dobrobyt powoli, ale systematycznie jest pożerany wywołaną przez naszych światłych przywódców politycznych inflacją, ale stanie się ona naprawdę dotkliwa w najbliższym czasie. Na razie żyjemy, „grillujemy”, cieszymy się ciepłą wodą w kranie i martwimy zmianami klimatu z powodu puszczanych gazów.

Podczas „wojny Jaruzelskiej” przeciwko narodowi sklepowe półki proponowały Polakom ocet, musztardę i niekończące się kolejki do sklepów, reszta przestała istnieć. Jerzy Urban [1], rzecznik komunistycznego rządu Wojciecha Jaruzelskiego, oznajmił w grudniu 1981 roku ze zwykłą tym ludziom bezczelnością: „rząd się sam wyżywi”. Polacy zostali wtrąceni w biedę, bronili się przed nędzą, jak potrafili. Kolejka przed sklepem oznaczała, że „coś rzucili” i każdy przechodzień w niej stawał, bo a nuż uda mu się coś kupić. Zachód cierpiał w tym czasie na nadmiar wszystkiego, a w Polsce brakowało nie tylko żywności i odzieży, ale także środków czystości. To z kolei powodowało trudności w utrzymaniu higieny, a następstwem było pojawienie się od dawna nieznanej w Polsce wszawicy u dzieci. Walka z wszawicą w domu i w szkole zawsze była trudna i wymagała nie tylko środków, ale także determinacji i systematyczności.

Porzucę wszawicę z brudu i Urbana – Urbacha, by cofnąć się do czasów, kiedy odradzała się z rozbiorów, jak legendarny feniks z popiołów, Polska. Dzisiaj ponad sto lat minęło od tamtego czasu. Odrodzona, była biedna i obrabowana przez zaborców – ale Polacy bez państwa podczas rozbiorów nie porzucili myśli o niepodległości. Po zakończeniu I wojny światowej, w konferencji pokojowej w 1919 roku w Wersalu, uczestniczyły setki delegatów, ekspertów, doradców… Świat, umęczony wojną, miał nadzieję na długi i trwały pokój.

Wróćmy na chwilę do wydarzeń, które umożliwiły zmartwychwstanie Polski.

I wojna światowa nieformalnie zaczęła się 28 czerwca 1914 roku, detonatorem był udany zamach na arcyksięcia austriackiego Franciszka Ferdynanda w Sarajewie. Zamachowcem był Gawriło Princip wspomagany przez pięciu wspólników.

Epiphanius w swoim dziele „Ukryta strona dziejów” [2] powołuje się na książkę „Zamach w Sarajewie” napisaną w 1930 roku przez Alberta Mouseta na podstawie stenogramu z procesu zamachowców. Cytuje on: „zarówno Gavrilo Princip, jak i N. Cabrinovic zeznali, że Franciszek Ferdynand został skazany na śmierć przez masonerię”. Są także inne potwierdzenia tego faktu, między innymi słowa znanego amerykańskiego wpływowego masona, „pułkownika” Edwarda Mandella House’a, który zapowiedział zabójstwo arcyksięcia na cztery miesiące przed jego popełnieniem.

W I wojnie światowej uczestniczyły 32 państwa zamieszkałe przez półtora miliarda ludności. Straty wojenne to około 10 milionów zabitych, kolejne 10 milionów zmarłych z powodu głodu lub epidemii, 20 milionów rannych. Skutki polityczne: klęska Niemiec, rozpad Austro-Węgier i Imperium Otomańskiego…

Austro-Węgry były ostatnim katolickim mocarstwem w środkowej Europie, po I wojnie światowej przestały istnieć zarówno cesarstwo, jak i cesarz. We współczesnych nam czasach ostatnim państwem zdecydowanie katolickim w Europie jest Polska. Nie jest ani polityczną, ani militarną potęgą, ale we wrogości do niej jako państwa ze zdecydowaną większością katolików można doszukać się analogii z tamtym czasem.

Ukrytym celem I wojny światowej były „republikizacja i dekatolicyzacja Europy” oraz zwieńczenie dzieła – na skalę narodową i międzynarodową – zapoczątkowanego przez rewolucję francuską. Jeden z rozdziałów książki Fejtö poświęcony jest roli masonerii, której celem było „wykorzenienie z Europy ostatnich resztek klerykalizmu i monarchizmu”. Austro-Węgry stanowiły główną przeszkodę na drodze postępu ludzkości i ustanowienia „powszechnej demokracji”. Zniszczenie ich było głównym celem tajnych stowarzyszeń i antywspólnotowych sił rewolucyjnych. „Jest czymś niepodważalnym – pisze Fejtö – że obalenie Austro-Węgier było zgodne z ideami masonów we Francji i w Stanach Zjednoczonych, którzy niemal bez zastrzeżeń popierali ich zniszczenie; oraz że wpływy masonów do tego doprowadziły”.

Wersal 1919. W konferencji pokojowej w Paryżu uczestniczyły delegacje 27 zwycięskich państw. Nieistniejącą na mapach Polskę reprezentowali:

Roman Dmowski – główny delegat, niezwykle inteligentny, świetny mówca władający biegle wieloma językami, erudyta i strateg. Przedstawił aliantom żądania terytorialne i polityczne Polski. Przemiennie wygłaszał żądania w języku francuskim i angielskim; jego przemówienie trwało blisko dziesięć godzin, ale Dmowski potrafił utrzymać zainteresowanie i uwagę zebranych delegatów.

Ignacy Jan Paderewski: premier i pianista wirtuoz, znany i cieszący się wielkim autorytetem na Zachodzie, zwłaszcza w USA. Przyjaźń z Woodrowem Wilsonem pomogła pianiście uzyskać wsparcie prezydenta USA dla sprawy polskiej.

Władysław Grabski: ekspert od spraw ekonomicznych i finansowych.

Eugeniusz Romer: wybitny geograf, autor opracowań kartograficznych dla delegacji.

Kazimierz Dłuski i Maurycy Zamoyski: pozostali członkowie oficjalnego składu.

Komisja do spraw polskich obradowała z Francuzem Julesem Martinem Cambonem na czele. Polskie postulaty, prezentowane głównie przez Dmowskiego, znalazły u niego poparcie – Francuzi chcieli przede wszystkim osłabienia Niemiec. Zmiany na niekorzyść Niemiec i wzmacniające Polskę były im na rękę. Poparcie było pozorne, bo w efekcie Francuzi podporządkowali się Anglii. W Anglii natomiast Lloyd George był zdecydowanie wrogi Polsce. Dmowski zdawał sobie z tego sprawę, jak również z przyczyn tej wrogości: „Dmowski, prowadzący negocjacje ze strony polskiej, uważał Lloyda George’a za człowieka podporządkowanego interesom żydowskim, a te, jak sądził, prowadzone były na rzecz Niemiec. […] Niechęć Anglii, czy też jej premiera, do dalszego osłabienia Niemiec miała kilka przyczyn. Jedna z nich była tradycyjna, skierowana przeciw Francji, dawna, jeszcze z XVIII wieku, współpraca Anglii i Prus. W obu państwach, jak utrzymywał Dmowski, istniały już wtedy nowoczesne organizacje wolnomularskie, które pozwoliły rządzącym na ingerowanie w sprawy innych krajów, głównie Europy Środkowej i Wschodniej. Natomiast Dmowski jeszcze przed wojną dostrzegał, że organizacje międzynarodowe, przede wszystkim loże masońskie, są opanowywane coraz bardziej przez kosmopolitycznych Żydów, którzy zaczynają zdobywać sobie coraz większe wpływy w gospodarkach krajów. W ten sposób doszło do dużego oddziaływania Żydów na Anglię, gdzie na wielu wysokich stanowiskach państwowych zasiadali ludzie pochodzenia żydowskiego, niemieckiego lub żydowsko-niemieckiego. […] Dla Dmowskiego było pewne, że wojna nie przerwała więzów angielsko-niemieckich, mimo że te kraje stanęły w niej po przeciwnej stronie. Od tej pory był on przekonany, że za wszelkimi posunięciami Lloyda George’a szkodliwymi dla spraw polskich stali Żydzi, którzy reprezentowali także interesy niemieckie. Dmowski pisał: »Anglia mogłaby być niechętną Polsce, ale tak zajadłymi wrogami Polski mogli być tylko Żydzi«” [3].

Dzięki dyplomatycznym umiejętnościom Dmowskiego i delegacji Polska zaistniała w Wersalu i odrodziła się z nicości rozbiorowej.

Ale zaraza już szła ze Wschodu: w carskiej Rosji marksizm-leninizm rozpętał rewolucję, zamordował cara z rodziną i zrabował, co się dało. Zniszczył państwo i wygubił podczas swego władania (według A. Sołżenicyna) około 60 milionów ludzi. Churchill pisał 8 lutego 1920 r.: „Większość rosyjskiego kierownictwa to Żydzi, z godnym uwagi wyjątkiem Lenina. Ponadto zasadnicza inspiracja i siła płyną ze strony żydowskich przywódców” [4], a Lenin „złączył duchy strasznej sekty, sekty najogromniejszej w świecie, której był wysokim kapłanem i wodzem”, masonem 31. stopnia, Wielkim Inspektorem Inkwizytorem Komandorem. Tymczasem zaraza toczyła się na Polskę, po której trupie miała za cel opanowanie Europy.

Zarazę miała przynieść do Polski armia bolszewicka, brudna i zawszona, pędzona „wpieriod” przez bolszewickich brodatych komisarzy i tyłowe uniemożliwiające dezercję „zagradotriady” (oddziały zaporowe) dowodzone przez czekistów. To była czerwona zaraza, niosąca nie tylko wszawicę, ale śmierć, rabunek, destrukcję państwa, straszliwą niewolę.

Polska była jak zwykle osamotniona: Niemcy, Czechosłowacja, Austria, Wolne Miasto Gdańsk blokowały transporty do Polski, która nie miała dość broni i amunicji, by odeprzeć czerwoną zarazę. A ta, posiłkowana przez czerwonych agitatorów zorganizowanych w komunistyczne „jaczejki”, była już w granicach Polski w postaci KPP – Komunistycznej Partii Polski, w której około 70–80% członków ugrupowania stanowili głównie Żydzi, Ukraińcy i Białorusini. Etniczni Polacy byli w mniejszości, szczególnie w strukturach kierowniczych i aparacie partyjnym. KPP organizowała komunistyczne komitety rewolucyjne o podobnym jak w Rosji składzie etnicznym, mające przejąć w Polsce władzę po zwycięstwie Armii Czerwonej. W Polsce na czele podbitego państwa miał stanąć Polrewkom – Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski. Utworzony 23 lipca 1920 roku w Smoleńsku przez Rosyjską Partię Komunistyczną (bolszewików) dotarł aż do Białegostoku. Bolszewicy prowadzili w europejskich stolicach bardzo aktywną propagandę antypolską, co spowodowało wrogą postawę niektórych państw wobec Polski. Dokerzy brytyjscy i włoscy odmawiali załadunku broni i amunicji do Polski, a gdańscy – ich rozładunku. Podczas wojny polsko-bolszewickiej Niemcy, Austria i Czechosłowacja zakazały produkcji, wywozu i tranzytu materiałów wojennych dla Polski.

Bolszewicy dotarli pod Warszawę; gdyby nie pomoc Węgrów, Polacy nie mieliby czym strzelać do najeźdźców: w latach 1919–1921 Węgry, nie bacząc na zakazy i utrudnienia Zachodu, dostarczyły Polsce 75 milionów nabojów. Nastąpił „Cud nad Wisłą”: bolszewia wróciła do Rosji razem z wszawicą, którą chciała nam przynieść. Niestety nie na zawsze. Wróciła w 1945 roku jako armia wyzwalająca, a bolszewicki zawszony system został zainstalowany w Polsce w postaci „żydokomuny”. Trwał w Polsce, z różnymi wariantami „błędów i wypaczeń”, prawie półwiecze i miał wystarczającą ilość czasu, by wszy wydały gnidy, a te wyrosły na kolejne pokolenie dorosłych pasożytów. Stąd wzięli się osobnicy wyznający ojkofobię – nienawiść do własnego kraju i narodu, służącego jako żerowisko. Wychowani w ideologii „internacjonalizmu” i „kosmopolityzmu” gotowi są zachwycać się wszystkim oprócz Polski i zlizywać ze wszystkich internacjonalistycznych klamek nektar postępu. Przed II wojną światową źródłem chętnie chłeptanej wiedzy była dla takich Neue Freie Presse; to o nich Julian Tuwim pisał:

„Izraeliccy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z „Neue Freie”
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę”.

Dzisiaj chłepcą wiedzę z imperium medialnego Axela Springera i wrogiej Polsce i Polakom telewizji, dla której dobry nacjonalizm to nacjonalizm żydowski, a ostatnio ukraiński, zarządzany za naszą wschodnią granicą przez przeterminowanego żydowsko-ukraińskiego prezydenta. Te dwa nacjonalizmy mają na aktualnym etapie placet. Żerujące na polskim organizmie polityczne pasożyty przez pewien czas były skłonne znaleźć sobie w „ukraińskiej” ideologii ciepłe miejsce nawet bez wazeliny.

Guru żydowskiej gazety dla Polaków zaledwie parę lat temu oznajmił: „wszyscy jesteśmy Ukraińcami!”. Przyszło mu to chyba dość łatwo, jako że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jego ojciec, Ozjasz Szechter, syn Natana i Klary z domu Steinwurcel, od 1925 roku zaangażował się w działalność nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, dążącej do oderwania od Polski części jej wschodnich ziem oraz przyłączenia ich do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej [5]. Dzisiaj guru żydowskiej gazety dla Polaków identyfikuje się jako Ukrainiec. Jako Polak, mówiąc o Polsce, powiada jednak: „Winą Polaków jest to, że tutaj był antysemityzm, pogromy, dyskryminacja. Hitler tutaj zbudował obozy koncentracyjne, w których mordował cały żydowski naród. Ale to się stało na polskich oczach”. Czyli winą Polaków jest, że na to patrzyli. Powinni sobie wykłuć oczy. To właśnie jeden z przykładów, kiedy osobnik identyfikuje się z dwiema wspólnotami antropologicznymi i jedna z nich musi mieć priorytet. W tym przypadku nie jest to Polska. Takich przypadków w naszej współczesnej rzeczywistości mamy wiele, poczynając od „prawicowego” ministra sprawiedliwości, który na życzenie rabina wstrzymuje ekshumację w Jedwabnem, by umożliwić zrzucenie niemieckiej zbrodni na Żydach – na Polaków. Innym przykładem jest premier, który w swoim czasie potrafił stwierdzić, że „polskość to nienormalność”. Tym ludziom, których zaliczam do kategorii „żerujących na polskim organizmie państwowym”, powierzamy w kolejnych wyborach władzę. My im płacimy, by zarządzali naszym państwem dla naszego dobra i rozwoju, a oni natychmiast po wyborach zaczynają rządzić, przyjmując polecenia z różnych zagranicznych ośrodków skrycie lub otwarcie wrogich Polsce. Aby zmylić nasze ewentualne podejrzenia, inscenizują walkę między sobą, tarmoszą się buldogi za nogawki – a po kolejnym spektaklu idą razem na piwo, śmiejąc się z naiwności i głupoty Polaków. Łatwo potem powiedzieć, że polskość to nienormalność, bo ileż razy można się dać nabrać na ten sam „numer”?

Ponieważ nacjonalizm żydowski jest dobry, a niektóre wypowiedzi są bardzo pouczające, warto zacytować parę przykładów z internetu. „Rabin Owadia Josef, duchowy przywódca partii Szas wchodzącej w skład koalicji rządzącej Izraelem, oznajmił, że „goje rodzą się po to, by służyć Żydom”. – Po co goje są tak naprawdę potrzebni? Będą pracować, będą orać, będą zbierać plony. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść jak panowie – zapowiedział rabin podczas przemówienia w synagodze. Potem porównał osoby, które nie są Żydami, do… zwierząt pociągowych – pisze „Rzeczpospolita”. Zdaniem rabina, gdyby goje nie mogli służyć Żydom, „nie mieliby po co istnieć”. Tłumacząc zaś długowieczność ludzi pochodzenia nieżydowskiego, rabin Josef użył plastycznej metafory, porównując takich ludzi do… osłów. – Wyobraźcie sobie, że zdechł wam osioł. Stracilibyście w ten sposób pieniądze. To jest taki sam sługa. Właśnie dlatego goj otrzymuje długie życie. By dobrze pracować dla Żyda – mówił rabin.” [6]

Jako goj sprawdziłem w lustrze, czy nie wyrosły mi ośle uszy. Nie wyrosły. Na razie.

Jako że goje to „bydlęta”, więc „można im bezkarnie zabierać rzeczy do nich należące, w każdy sposób” – nie wyłączając oszustwa. Żyd „nie kradnie, postępując w ten sposób, lecz odzyskuje, co jest jego”, tak więc „wszystkie majętności gojów są jakby opuszczone, kto je pierwszy zabiera, ten jest ich panem”. „Żydzi są boscy”, co w konsekwencji oznacza, że „żaden rabin nie może nigdy pójść do piekła”. Kolejną korzyścią, która wynika z „boskości Żydów”, jest to, że „rabin debatuje z Bogiem i pokonuje Go”. Co więcej, „Bóg przyznaje, że rabin wygrał z Nim debatę”. „Wielowiekowe żydowskie nauczanie pogardy przekłada się na zakazy wszelkich religijnych kontaktów z chrześcijanami, którzy są „nieczyści” z powodu braku „oczyszczenia”, to jest braku obrzezania, a co zgodnie z „Talmudem” zamyka automatycznie drogę do nieba. Kontynuując wątek, „Talmud” mówi, że Żyd obrzezany jest obdarzony tak wielką godnością, że „z nim nikt, nawet anioł równać się nie może, jest on równy niemal Bogu” [7].

Wyjdźmy jednak z tych kręgów niebieskich, których według „Kabały” jest siedem, i zejdźmy na polską ziemię. Wszawica niegdyś szła od wschodu na zachód, dosłownie i w przenośni. Dzisiaj zmienił się etap. Zwolennicy albo nawet i ci, którzy tylko nie krytykują wschodu, to „ruskie onuce”. Tymczasem wszawica wraz z komunistyczną ideologią instalowana jest u nas w ramach unijnych dyrektyw – z Zachodu. Na razie ideologicznie i finansowym zniewoleniem, a wszy w fizycznym znaczeniu pojawią się później. W Unii, w tym we Francji, wszawica w szkołach jest znowu.

Polska, zakażona przez komunę wszawicą ideologiczną, powinna się pozbyć wesz i gnid, żeby polski organizm wyzdrowiał. Żeby politycy zaczęli myśleć kategoriami polskiej korzyści, a nie żerować na polskim organizmie. Przynależność do Unii gwarantuje nam ewolucję tego, co mamy, w gorszą stronę. Wyjście z Unii pozwoli nam rządzić się suwerennie, z myślą o rozwoju Polski. Jedynym polskim politykiem – przywódcą partii głoszącym Polexit jest znienawidzony przez pasożyty Grzegorz Braun. Myślę, że to może być ostatnia szansa dla Polski. Myślę, że głosując na niego, możemy Polskę wyciągnąć z unijnego bagna. Jeśli by się okazało, że to pomyłka – nic nie stracimy, bo innego poważnego i odważnego kandydata brak.

Autorstwo: Barnaba d’Aix
Źródło: WolneMedia.net

Komentarze